ODPOCZYNEK W CIERPIENIU

Najdroższy mój pochylal się nade mną z Miłością wielką. Widziałam przed sobą JEGO uśmiechnięte, promienne Oblicze. Patrzył mi w oczy głęboko. I ja MU w oczy patrzyłam, uśmiechnięta i szczęśliwa. Wiedziałam że cierpi, i On wiedział, że ja cierpię. Patrzyliśmy w siebie nawzajem w miłości.
„Najdroższy mój… mój Maleńki…!”- szeptałam wpatrzona w Umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem.
„Perlo Moja Umiłowana!” – wyszeptal Najdroższy mój. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal raz, drugi… trzeci… Całowal i całowal… Z czułością i słodyczą.
„Ukochany mój, Maleńki…” – szeptałam szczęśliwa.
A ON całowal i całowal… I wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie. Otulal Sobą.
Cierpiał bardzo, wisząc na Krzyżu. Objęłam Go delikatnie i przytuliłam do siebie. Cierpiałam z Maleńkim moim. Widziałam jak bardzo cierpi…
„Odpocznij, Najdroższy…. Proszę odpocznij troszkę. A ja będę tańczyć.”
Umiłowany spojrzał we mnie z wielką Miłością.
„Ty raczej odpocznij, Maleńka Moja.”
„Nie, Ukochany. Jeśli Ty odpoczniesz to i ja odpocznę. A jeśli Ty nie odpoczniesz, to i ja nie. Odpocznij Maleńki mój… Zmeczony jesteś…”
Najdroższy znów we mnie spojrzał.
„Dobrze, Najmilsza. Ty odpocznij w Moim SERCU a Ja odpocznę w Twoim.”
Ucalowalam Go. I wchodzilam głębiej i głębiej. Znalazłam się w jasności wielkiej. Przede mną widziałam wielkie, tętniące Życiem SERCE. Z Jego Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. I usłyszałam dźwięczny głos:
” Odpoczywam w Tobie, Perełko Moja. Odpocznij we Mnie!”
Wtulilam się w SERCE Umiłowanego mojego i odpoczywalam.
A teraz tańczymy bardzo. To przecież nasz Piątek!

ZABRAŁ MNIE Z SOBĄ

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie. Pochylal się nade mną z Miłością bezgraniczna. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża.
„Cierpisz bardzo, Perełko Moja…”
„Tak. Ale nie mówmy o tym, Najdroższy… – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – pragnę Ci służyć!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z tkliwoscia.
„Służysz Mi, Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. A w tej chwili naszla mnie taka myśl, żeby spytać Umiłowanego: „A jak? Jak Ci służę, Najdroższy?” Ale także w tej samej chwili, pomyślałam, że przecież ON wie co mówi, że skoro mówi że Mu służę, to tak jest. Ufam mu.
„To dobrze” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego. Umiłowany mój uśmiechał się do mnie promiennie bardzo.
„A nie spytasz jak Mi służysz?”
„Nie. Ufam Ci i wiedzieć nie muszę.”
„Właśnie przegnalas pokusę, Maleńka Moja.”
„Ufam Ci, Najdroższy!”
„Wiem. Widzę. Dlatego powiem Ci jak Mi służysz.”
Rozpromienilam się szczęśliwa bardzo! A Najdroższy spytal uśmiechając się do mnie:
„Pamiętasz Perełko morze cierpienia w SERCU Moim?”
„Pamiętam…”
„Płyniesz po nim ze Mną. Nie jestem sam.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i szepnęłam radośnie:
„Wziąłeś mnie ze Sobą?! Dziękuję!!! Dziękuję, Najdroższy!!!”
„Obiecałem że Cię zabiorę ze sobą, Maleńka Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego z wdzięcznością i uwielbieniem!!! Najdroższy promienial cały szczęściem. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.

BUKIET

Byłam na Łące, przeswietlonej dziwnym blaskiem i pełnej kolorowych kwiatów. Chodziłam i zrywalam kwiaty. Umiłowanego mojego nie było. A przynajmniej Go nie widziałam. Chodziłam więc po Łące i zrywalam kwiaty. Wybierałam najpiękniejsze i największe. Chciałam ułożyć piękny bukiet. Gdy zrywałam kwiaty, dziwna sprawa, one natychmiast odrastaly! Tak jakbym ich wcale nie zrywala. A bukiet był coraz większy i coraz piękniejszy. W końcu uznałam, że kwiatów wystarczy. Wtedy zobaczyłam Umiłowanego mojego! Szedł do mnie z oddali. Uśmiechał się do mnie cudnie! Pobiegłam do Niego szczęśliwa.
„Najdroższy mój!!!”
„Maleńka Moja!”
Objął mnie, podniósł do góry i zawirowal mną, śmiejąc się przy tym głośno, perliscie! I ja się śmiałam wesoło!
Kiedy mnie postawil na Łące, podałam Mu bukiet.
„Dla Ciebie, Najdroższy!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
„Jaki piękny, Perełko!!!”
Zanurzyl twarz w bukiecie.
„Jak pięknie pachnie! Powąchaj, Maleńka Moja!” – Umiłowany patrzył we mnie zachwycony. Wsadzilam nosa w bukiet i wąchałam. Pachnial rzeczywiście cudnie… Umiłowany mój patrzył we mnie z zachwytem… Podniosłam głowę znad kwiatów i patrzylam w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie ogniem w oczach. Odniosłam wrażenie że wcale nie patrzy na bukiet i nie o nim mówi… Patrzył we mnie z… podziwem i wielką Miłością i czułością wielką… Bukiety zniknął. A ON objął mnie mocno i wyszeptal uszczęśliwiony:
„Twój taniec jest dla Mnie piękniejszym bukietem i pachnie najpiękniej, Maleńka Moja!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego szczęśliwa bardzo!!! Szczęśliwa cała!
Nigdy dotąd nie patrzyłam na mój taniec dla Maleńkiego mojego jak na bukiet. Który na dodatek pięknie pachnie…
Najdroższy patrzył we mnie z Taką Miłością… Nie istniało dla mnie nic oprócz NIEGO!
„Chodź do Mnie, Maleńka Moja! Odpocznij we Mnie!”
„Tak!!!” – szepnęłam zachwycona.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA Swego. Wtulilam się w Umiłowanego mojego całą sobą. Sercem i duszą i cialem.
JEGO chce,
JEGO pragnie,
JEGO pożąda dusza moja!

ROZMOWA SERC

W Umiłowanym, w Maleńkim moim byłam. Przy SERCU Jego. Przytulona do SERCA Najdroższego, wtulona w NIE, odpoczywalam. Szczęśliwa cała byłam, a moje serce tańczylo dla Umiłowanego mojego.
Rozmowa serc:
„Ukryłem Ciebie w Sobie, Maleńka Moja Umiłowana!”
„Ukryłes mnie w Sobie, Najdroższy. A ja mam poczucie, że dopiero teraz jak mnie ukryłes, ja wychodzę z ukrycia… na świat.”
„Bardzo dobrze, wychodź! Wychodz na świat, Perełko Moja i pokaż mu Swe Piękno!”
„Wychodzę, pokazuję… a świat patrzy i dziwi! Zdumiewa się wręcz…!”
„Dobrze! Bo mało kto ma w sobie takie piękno.”
„Zawstydzasz mnie, Najdroższy… To Twoje Piękno przecież!”
„Oczywiście, że Moje. Ale wszystko co Moje jest Twoim, Maleńka. Pokazuj światu Swe piękno!”
„Dobrze, Najdroższy. Będę.”
Ujrzalam przed sobą JEGO twarz. Był taki promienny! Uśmiechnięty! Taki szczęśliwy… I słodki taki…
Patrzyłam w Umiłowanego zachwycona!!!
„Mój Piękny…!” – szepnęłam wpatrzona w Niego z miłością. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Moja Śliczna!” – szepnął Umiłowany. Zbliżyl Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Raz, drugi… trzeci. Całował jak Oblubieniec całuje Swoją oblubienice. I ja Go całowalam. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. I byłam znów przy SERCU Najdroższym. Wtulona w NIE. A z JEGO Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie…
„Mój Piękny…!” – szepnęłam zachwycona.
„Śliczności Moja Umiłowana!”
Serce moje tańczylo dla Umiłowanego!

MÓJ CEL

Patrzyła we mnie… Patrzyła we mnie Swymi dużymi, pięknymi oczami. Spojrzeniem Miłości… Patrzyła i tulila mnie do Siebie. Byłam niemowleciem w ramionach MAMY. Jej maleństwem byłam. „Jak bardzo potrzebuję takiego przytulenia, takiej czułości, takiego spojrzenia,..”- pomyślałam uśmiechałam się do MAMY, szczęśliwa, bezpieczna i bezbronna bezbronnoscia dziecka, które wie, że jest bardzo kochane i któremu w tej chwili niczego nie brakuje.
„Jestem z Ciebie bardzo dumna, Córeczko! Idziesz we właściwym kierunku. Jak będziesz tak dalej szła to dojdziesz do Celu!”
„Często nie wiem w którą stronę iść… Wszystko takie pogmatwane, pokręcone. Pomóż mi, proszę… Wskazuj drogę. Bądź mi Gwiazdą na niebie!” – szepnęłam uśmiechając się do MAMY.
I Ona uśmiechała się do mnie cudnie.
„Dobrze, Córeczko. Gdy tylko nie będziesz wiedziała dokąd iść, wezwij Mnie, a Ja wskaże Ci drogę. Dobrze?”
„Dobrze. Dziękuję Ci MAMO!”
MAMA ucalowala mnie i… zniknęła.

Nie wiem gdzie byłam… Nade mną ciemne, ciężkie chmury. A pode mną ni to bagno, ni pustynia, ni szkliste morze. Ciemne i straszne. Co chwilę z tego morza – pustyni wyskakiwaly węże, które próbowały mnie kąsać. W oddali, z tego morza – bagna – pustyni wyrastał Krzyż, na którym wisiał Najdroższy mój… Musiałam jednak uważać żeby węże mnie nie ukąsiły, albo nie wciągnęły do tego bagna -morza. Patrzyłam więc na dół i odganiałam je od siebie. Nagle… przyszła mi do głowy… myśl!!!
„Przecież umiem latać!”
Wzbiłam się w powietrze i… zaraz byłam przy Najdroższym moim! Objęłam Go… wtuliłam się w Umiłowanego całą sobą… Najdroższy wziął mnie w ramiona. Istniał tylko On! Maleńki mój…! Mój Cel!!!
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Cierpisz bardzo, wiem Maleńka. Jestem z Tobą.”
Patrzył we mnie… Miłość sama.

ŚWIATŁO

Byłam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany, Najdroższy mój był ze mną. Siedział obok mnie i pochylal się nade mną z Miłością. Mój Oblubieniec…!!! Patrzyłam w Niego szczęśliwa bardzo. Tylko w Niego patrzyłam. A ON patrzył we mnie. Wiedziałam, że cierpi bardzo i On wiedział że ja cierpię. Nie rozmawialismy jednak o tym. Patrzylismy w siebie nawzajem. I trwalysmy w miłości. Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego… Nagle zapragnęłam zobaczyć moje serce, co w nim jest. Byłam ciekawa co tam jest zamiast Ogrodu Sercowego. Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko i słodko. I nagle zobaczyłam w nich to samo pragnienie… Pojęłam, że Jego pragnienie było moim pragnieniem!
„Tak, chcę je zobaczyć. Pokaż mi, proszę…”
Najdroższy pocałowal mnie.
I nagle zobaczyłam wielkie światło! Wielkie!!! Jasne tak bardzo, że musiałam zamknąć oczy. Tak bardzo mnie to światło razilo! Gdy je zamykalam, usłyszałam głos Najdroższego:
„To jest Twoje serce, Maleńka. Mieszka w nim Droga, Prawda i Życie!”
„Czyli Ty, Najdroższy mój!” – szepnęłam zachwycona!!!
Chciałam jeszcze raz otworzyć oczy, ale światlo było tak jasne że, nie mogłam. Leżałam więc z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Umiłowanego, szczęśliwa cała. W pewnej chwili poczułam pocałunek na moim policzku. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą twarz Najdroższego. Uśmiechal się do mnie promiennie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Wiesz, Maleńki, niedawno myślałam o swoim życiu. Czy gdybym mogła przeżyć je raz jeszcze to czy coś bym w zmienila. I doszłam do wniosku że nic. Moje życie jest Twoim cudem. Każdy dzień mojego życia jest Twoim cudem.”
„Ty jesteś Moim Cudem, Maleńka!” – Najdroższy mój promienial cały. Patrzył we mnie świetlisty i jasny… Byłam w JEGO świetle. W świetle Jego Miłości.

NA ŁĄCE…

Byliśmy na Łące, przeswietlonej dziwnym blaskiem i pełnej kolorowych, pięknych kwiatów. Byliśmy, Umiłowany mój i ja. Najdroższy mój obejmował mnie, przytulal do Siebie. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą… Ja patrzyłam Mu w oczy z zachwytem i uśmiechałam się do Niego. Z miłością w Niego patrzyłam. Stanęłam na palcach, a swymi dłońmi objęłam twarz Ukochanego. I Ucalowalam Go.
„Kocham Ciebie, mój Najdroższy!” – szepnęłam patrząc Mu w oczy.
„Wiem. Widzę!” – uśmiechnął się do mnie Najdroższy. Patrzył tak słodko…
„Co widzisz?” – spytalam.
„Że Mnie kochasz, Maleńka!” – Ukochany patrzył mi prosto w oczy. Zawstydzilam się i spuścilam głowę. Jednak moje serce tańczylo ze szczęścia! Najdroższy objął mnie jeszcze mocniej i zaczął ze mną tańczyć. Pięknie tańczył, w tańcu prowadzil.
„Uwielbiam z Tobą tańczyć!” – szepnęłam radosna i znów podniosłam głowę i patrzylam Najdroższemu w oczy. A ON tanczyl po całej Łące! Płynął w kwiatach! A ja patrzyłam tylko w Niego, w Maleńkiego mojego patrzyłam…
„Pragnę Ciebie!!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
A ON nagle przestał tańczyć! Wziął mnie na ręce i położył w kwiatach, na Łące. Położył mnie a Sam pochylil się nade mną z tkliwoscia bezdenna. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie.
„Wiem, że Mnie pragniesz, Maleńka Moja! I wiem że Tańczysz bardzo! I że oddałas Mi całą nędzę, całą biedę swoją. Oddałas Mi swoje grzechy! Chcesz z nimi walczyć!”
„To dlatego że Ciebie pragnę!” – szepnęłam.
Najdroższy znów mnie pocałowal. Patrzył we mnie… Miłość sama!
„Kocham Ciebie, Perło Moja!”
„Wiem! Widzę!”
„I uwielbiam tańczyć z Tobą!” – Maleńki uśmiechnął się do mnie.
„Wiem!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„A skąd wiesz?” – spytal Umiłowany promieniejąc szczęściem wielkim.
Zaśmiałam się serdecznie.
„Bo jakbyś nie uwielbial, nie lubil, to byś ze mną nie tańczył, prawda?”
Najdroższy zaśmiał się głośno, radośnie, złociście!
„Pragnę Cię, Maleńka Moja!”
„Wiem…” – szepnęło moje serce.
Ukochany patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Całe Niebo czeka na Ciebie!”
„Wierzę!”
„Wierzysz?” – Umiłowany zdawał się być zdziwiony.
„Ty to wiesz. A ja Tobie wierzę.”
Najdroższy patrzył we mnie…
„Pragnę Cię, Perełko Moja!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I obsypywał mnie pocałunkami… Deszczem pocałunków! Tonęlam w Miłości..
Najdroższy mój…
Mój Maleńki…

NA SKRZYDŁACH MOTYLA

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W naszej altance. Najdroższy nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął promienny bardzo:
„Idziemy, Perełko Moja!”
Spojrzałam w Najdroższego pytająco. Uśmiechnął się do mnie cudnie i wyszeptal:
„Idziemy, Maleńka. Polatać!”
I trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Szedł w niezwyklej jasności. Patrzyłam w JEGO oczy uśmiechałam się do Niego radośnie. I ON patrzył we mnie uśmiechnięty. Szedł, a ja spostrzeglam, że jasność zmienia się w chmury, w małe obloczki. W końcu Ukochany postawil mnie obok Siebie. I wtedy zobaczyłam… całe mnóstwo kolorowych, barwnych owadów! Motyli wielkich i całkiem malutkich, pszczół, ważek, chrząszczy. Całe mnóstwo!
Nagle… podlecial mi pod nogi biały motyl, z błękitnymi wzorami na skrzydłach!
„Wskakuj, Maleńka! Polatamy!” – zawołał Najdroższy. Spojrzałam na Niego. Stał na wielkiej, pięknej ważce o srebrzystych długich skrzydłach! Wskoczylam na motyla. I… zaczął się lot. Motyl fruwal, latał w pływał… A ja na nim…
„Ale cudnie!” – zawołałam zachwycona.
Motyl wzbijał się do góry i opadal w dół. Wlatywal w chmury. Podobało mi się bardzo! Ale w pewnej chwili motyl zaczął przyspieszac. Pędził bardzo szybko i wirowal w około. Tak szybko, że zrobiło mi się niedobrze. I bałam się że spadnę w czasie tych jego ewolucji. Zeskoczylam z niego szybko. Umiłowany w jednej chwili był przy mnie.
„Nie podobało Ci się, Maleńka? Przestraszylas się?” – dopytywal z troską.
„Z początku bardzo mi się podobalo. Ale potem za ostro, jak dla mnie!”
Stałam naprzeciw Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko…
„Pragnę Cię Najdroższy!”
Umiłowany ujął moją twarz w obie dłonie i ucalowal mnie.
„Pragnę Cię Maleńka!”
I weszłam w Umiłowanego mojego. On wszedł we mnie. Położył Swą głowę na moim sercu. Ja wtulilam się w SERCE Najdroższego mojego. Całowałam​ JE z czułością. Najdroższy mój całowal moje serce. Przypomnialam sobie lot na motylu.
„Ty jesteś moim Motylem, Najdroższy! A SERCE to Twoje Skrzydła!”
„Ty jesteś Moim motylem, Maleńka! A serce to Twoje skrzydła!”
Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. I ON Uśmiechał się do mnie. Nasze serca tańczyły…

POCAŁUNKI UZDROWIENIA

MAMA patrzyla we mnie wielkimi pięknymi oczami. Pełnymi miłości i czułości. Patrzyłam w NIĄ smutna, przygnębiona.,. Nie pytała dlaczego. Sama zaczęłam…
„Upadłam wczoraj…”
„I?”
„Najdroższy mój podniósł mnie i od razu mi wybaczyl gdy tylko zaczęłam przepraszać…”
„Czyli wszystko w porządku” – MAMA uśmiechnęła się z czułością.
„No… nie do końca. Serce mnie boli, że GO zranilam…!”
MAMA patrzyla we mnie…
„Córeczko Kochana… ON Ciebie taką słabą, poraniona, grzeszna kocha… Kocha Cię taką!”
„Wiem…”
„I Ty też siebie taką pokochaj.”
Słowa te wypowiedziane były prawie szeptem, z czułością wielką. Ale na mnie podziałały jak grom z jasnego nieba. Jak błyskawica!!!
„On pragnie uzdrowić Twoje serce, Córeczko. Pozwól MU….”
Spojrzałam MAMIE w oczy.
„Pragnę…”
MAMA uśmiechnela się do mnie cudnie i…. zniknęła.

Najdroższy mój wisiał na Krzyżu. Ja leżałam na SERCU, wtulona w NIE. Całowalam Najdroższe SERCE całowałam. Całowalam…
Ukochany patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Cierpisz bardzo, Moja Maleńka…”
„Ty cierpisz, Najdroższy!” – szepnęłam i wciąż całowalam Jego SERCE.
I nagle wszystko się odwrócilo! Ja wisiałam na Krzyżu. A Najdroższy mój leżał na moim sercu.
„Cierpisz bardzo, Najdroższy mój…”
„Ty cierpisz, Maleńka Moja!”
I zacząl całować moje serce… Całował i całowal. Z czułością niewyobrażalna. Całowal, całowal i całowal. A ono bolało mnie coraz mniej i mniej i mniej… I na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
„Najdroższy mój!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie. Maleńki mój przerwał pocałunki i spojrzał we mnie.
Rozpromienil się caly!!!
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal radosny:
„Wreszcie się uśmiechasz, Moja Maleńka. W końcu jest uśmiech!!!”
„Serce już nie boli to i uśmiech jest!! – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego – DZIĘKUJĘ NAJDROŻSZY!!!! Bardzo dziękuję!!!”
Maleńki mój jednak nie słuchał moich podziękowań. Wziął mnie na ręce podrzucal do góry z wielką radością!!!
„Moja Śliczna! Moja Słodka!! Moja piękna Maleńka Perełka!!!”
Cieszyl się mną niezmiernie! Ogromnie! I ja się Nim cieszyłam!
Najdroższy pocałowal mnie i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej mnie tulil i patrzył we mnie z zachwytem. Ja rozpromieniona cała, patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem.
„Dziękuję, Najdroższy mój!”
‚Dla Ciebie wszystko, Perełko Moja!”

NIKT TAK MNIE NIE KOCHA…

Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Cała obolała i zmęczona bardzo. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Trzymał w Swoich dłoniach moją rękę, tulil do Swego policzka i całowal z czułością. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Czuwał przy mnie długo. Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem. Wziął mnie bardzo ostrożnie i delikatnie na ręce i wyszedł z altanki.
Chwilę później byliśmy na Łące. Najdroższy mój postawił mnie w kwiatach. Objęłam Go całą sobą. Tańczylismy bardzo. Najdroższy ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. I ja w Jego oczy patrzyłam. Umiłowany mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Pocałowal inaczej niż do tej pory. Nie potrafię opisać jak. Inaczej. Potem spytał uśmiechając się do mnie promiennie:
„Jesteś szczęśliwa, Maleńka Moja?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Najdroższy mój, Ty wiesz! Wiesz, że tak! Jestem bardzo szczęśliwa!”
Umiłowany wciąż patrzył mi w oczy.
„Nie dla każdego byłoby to takie oczywiste, Najmilsza.”
Patrzyłam Umiłowanemu w oczy. To prawda, co mówił. Z zewnątrz deszcze, burze i gromy (nie mam na myśli pogody, ale życie). Samotność i Cierpienie. I ON, Najdroższy mój. Nade wszystko ON. Ponad wszystko ON! We wszystkim ON!!! A ja w Jego SERCU.
Tańczylismy. Umiłowany obrócil mnie tyłem do Siebie. Objął mnie i przytulił do Siebie. I dotykał mojego obolałego ciała. Dotykał też miejsca w moim ciele gdzie boli mnie najbardziej… Ujęłam JEGO dłonie w moje ręce i przesunelam w miejsce gdzie właśnie teraz mnie bardzo bolało.
„Cierpisz bardzo… Maleńka.”
„Bardzo. Ale nic to. Kochasz mnie, Najdroższy. Tylko to się liczy.”
I wpatrzona w Umiłowanego wyszeptalam:
” Nikt tak mnie nie kocha jak Ty!”
Umiłowany patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Nikt tak Cię nie kocha jak Ja, Najmilsza Moja!”
Obejmował mnie z czułością… Otulał Sobą. Otaczał. Zamykał w Sobie. W Miłości.

TAJNIKI MIŁOŚCI

Patrzyła we mnie Swymi dużymi, cudnymi oczami. Łagodnymi, pełnymi miłości i czułości. Przytuliła mnie do Siebie. A ja patrzyłam w NIĄ patrzyłam… I znów byłam małym dzieckiem w kochających ramionach MAMY. Bezpieczna, kochana i chciana.
„Jak bardzo mnie kochasz…” – szepnęłam zachwycona.
„Ty, Córeczko, też kochasz Swe Duchowe Dzieci.”-szepnęła z czułością MAMA.
„Kocham. A raczej staram się kochać… Najdroższy daje mi Je a ja staram się Je kochać. Niektóre odeszły, nie odzywaja się może zapomnialy o mnie. Ja nie zapomniałam o Nich. Mam Je w sercu i tańcze za Nie. Dzieci się nie wybiera, Dzieci się kocha. Staram się kochać.”
” Tak, Córeczko Moja.”
MAMA patrzyla we mnie z niezwykłą miłością…

Byłam przy SERCU Ukochanego. Tuliłam JE do siebie… Wtulona w NIE cała. Słuchalam JEGO bicia. Tuliłam i słuchalam…. Nagle usłyszałam znajomy dźwięczny głos:
” ONO bije dla Ciebie, Najmilsza Moja!”
” Pragnę żyć dla Ciebie, tylko dla Ciebie, Umiłowany mój!”
W tej samej chwili zobaczyłam przed sobą jasniejace, świetliste Oblicze Najdroższego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką…
‚Żyjesz dla Mnie, Maleńka Moja!”
Tańczyłam bardzo intensywnie. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Kiedy będziemy jeszcze odwiedzac Twoje SERCE, Ukochany mój?”
Najdroższy pocałowal mnie i uśmiechał się do mnie cudnie.
„Wciąż JE odwiedzamy, Perełko!”
„Wciąż??!!” – szepnęłam zdziwiona i zachwycona zarazem.
„Wciąż. Odkrywam przed Tobą, Maleńka, tajniki Miłości!”
Uśmiechałam się do Najdroższego najpiękniej jak potrafilam. A ON nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go…

STYL TAŃCA

Mama patrzyla we mnie wielkimi, pięknymi oczami. Tańczyłam bardzo intensywnie. ONA trzymała mnie w ramionach i tuliła do Siebie. Tańczyla ze mną. Cierpiala ze mną. Nie uśmiechala się do mnie. Patrzyła współczujaco. A ja choć cierpiaca, pragnęlam JEJ uśmiechu.
„Uśmiechnij się do mnie MAMO. Twój uśmiech pomaga mi tańczyć!”
I rozpromienila się nade mną… Bardzo!!!
„Cierpisz bardzo, Córeczko Kochana!”
Pomyślałam że ONA cierpi bardziej… Ale dla Umiłowanego mojego liczy się taniec.
„Dla Mego Synka liczy się styl tańca.”
Uśmiechnęłam się do MAMY.
„O własnie! Styl tańca!”
Ucalowala mnie w czoło i zniknęła.

Byłam w Umiłowanym. W Najdroższym moim byłam. Tańcząca bardzo. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą.
„Ale cudnie wczoraj było…”- wyszeptalam wpatrzona w Niego.
„Cieszę się że Ci się podobalo – Najdroższy uśmiechał się czule – A co najbardziej?”
„Tańce!”
A po chwili szepnęłam:
„I jeszcze to, że podchodziliscie Z MAMA do każdego z gości i usługiwaliscie im…”
Najdroższy patrzył we mnie promienny. A ja głośno myślałam:
„Chciałabym choć trochę tak służyć innym… Z czym ja stanę przed Tobą gdy wrócę do Domu…? Z pustymi rękami stanę!”
Maleńki mój patrzył we mnie z czułością niewyobrażalna. Uśmiechnął się cudnie i szepnął:
„Staniesz przede Mną, a Ja Cię wezmę na ręce i uściskam mocno!”
I nie czekając aż odpowiem, spytał:
„Pamiętasz Perełko co Ci napisal Twój Duchowy Syn gdy Mu powiedzialas, że Cię kusi że ciągle tylko cierpisz, bo nic innego nie potrafisz?”
„To było jakiś czas temu. Ale tak, pamiętam.”
„Przypomnij Mi proszę.”
„Napisał że moje cierpienie przynosi błogosławione owoce. I że to jest ciężka praca, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. A pokusy to moje nadgodziny.”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko.
„Mądry jest Twój Syn!”
„Tak! I dobry bardzo. Przez Niego widzę Ciebie, Umiłowany!”
Patrzył we mnie dziwnie. Bardzo dziwnie… Z zachwytem i podziwem… Ogromnym! Pierwszy raz w taki sposób we mnie patrzył… Aż się zawstydzilam…
„Dlaczego tak we mnie patrzysz…?” – spytalam cicho.
Ukochany uśmiechnął się do mnie szeroko.
„Nic, Perełko Moja, nic. Ale jaka matka, takie Dzieci.”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona! Prosto w oczy spojrzalam. Uśmiechał się do mnie cudnie, promiennie bardzo. Spojrzalam… I nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. A ON Uśmiechał się do mnie.

UCZTA I TAŃCE

Byłam w Najdroższym moim w Umiłowanym moim byłam. Patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„Zabieram Cię na Ucztę i tańce, Maleńka Moja!”
„Na Ucztę i tań…??!” – szepnęłam zachwycona! Utrwalam bo nagle zrobilo się ciemno. Zobaczylam przed sobą jakby ogromne drzwi. Najdroższy mój był przy mnie i trzymal mnie pod rękę. Zagrzmialy trąby i drzwi się otworzyły.
„Król i Jego drogocenna Perla!” – zawołał ktoś uroczyście. Trąby znowu zagrały. Umiłowany wprowadzil mnie do wielkiej sali. Bardzo pięknej i zdobnej ogromnie! Zdawała mi się znajoma… Sala była pełna ludzi! Widziałam ich wyraźnie. Panie ubrane były w piękne balowe suknie, panowie we fraki.
„Coraz piękniejsza ta JEGO Perla!” – odezwała się jakaś pani.
„I już całkiem podobna do nas!”- wtorowal jakiś pan.
Widziałam ich po raz pierwszy, ale ich głosy…
Spojrzalam pytająco w Umiłowanego mojego, który raz po raz odwzajemnial ukłony, które MU skladano i uśmiechal się do gosci. Spojrzal we mnie z wielką Miłością i radością i skinął twierdzaco głową.
„Czyżby oni stali się dla mnie widoczni?” – spytalam zdziwiona.
„Nie, to nie oni stali się widoczni. To TY stałaś się przezroczysta!”
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona do głębi! Jakaś pani uśmiechnęla się do mnie cudnie. Odwzajemniłam uśmiech. Tak doszliśmy do bardzo długiego i suto zastawionego stołu. Umiłowany poprosil żebym na Niego chwilę zaczekala. Podszedł do jakiegoś dziwnego gościa. Ja usiadłam sobie na wolnym krześle, w kąciku. Nie chciałam przeszkadzac gościom, którzy zasiadali do stołu. Patrzyłam jak Najdroższy rozmawia z tym dziwnym gościem. Teraz zauważyłam że nie pasował on tu. Był w brudnej, podartej koszuli, włosy potargane. Wyglądal na zaskoczonego, że Najdroższy go zobaczyl i z nim rozmawia. Umiłowany spytał go o coś. On patrzył na NIEGO oniemialy. Umiłowany zawołał straż i wyprowadzili tego człowieka. Umiłowany był smutny  Obszedł cały stół i usiadł na Swoim krześle tronowym. Za chwilę usiadła obok Niego MAMA. Z drugiej strony Niego było wolne, puste miejsce, krzesło. Umiłowany jakby dopiero teraz to zauważył.
“A gdzie Moja Perła?!”- zapytał gości. I wzrok wszyscy utkwili we mnie. Umiłowany zobaczył mnie siedzącą sobie w kąciku…
“Maleńka Moja – powiedział wzruszony- tu jest miejsce, które przygotowałem dla Ciebie. Przesiądź się tutaj!”
A do serca mi wyszeptał:
“Chodź do Mnie Maleńka. Tęsknię!”
“Już idę, Najdroższy!”
Wstałam, obeszłam cały stół i usiadłam obok Umiłowanego. A wśród gości słychac było szepty podziwu i zachwytu…
“Co byś zjadła? Co Ci nałozyć, Perełko?” – dopytywał Umiłowany. A kiedy ja nie mogłam się zdecydowac co wybrac z ogromu smakowitości, Ukochany ukroił duży kawałek pięknie przystrojonego ciasta i postawił przede mną mówiąc:
“Spróbuj, MAMA piekła!”
Spróbowałam.
“Pycha!!! Niebo w…” – zaśmiałam się cicho. Umiłowany roześmiał się wesoło i poprosił mnie do tańca. Tanczyliśmy po całej sali. Wszyscy goście tańczyli. Najdroższy obejmował mnie z wielką czułością i wirował wokoło. Potem odprowadził mnie do stołu i przeprosił mówiąc, że zaraz do mnie wroci. Jadłam ciasto. A On z MAMA podchodzili do każdego z gości, pytali czy niczego im nie brakuje, a nawet usługiwali im. Jak skończyli, usiedli przy stole. Najdroższy nalał wina do kielicha i mi podał. Spróbowałam. Było bardzo orzeźwiające. Pózniej znów tańce! Najdroższy spytał czy zatańczę.
“Uwielbiam z Tobą tańczyć! I bardzo bym chciała. Ale nie mam sił…”- wyszeptałam.
“Nie masz sił, Maleńka, ale masz MNIE!” – powiedział Umiłowany biorąc mnie na ręce. Wyszedł na środek sali. I tańczył ze mną na rękach! Tańczył, tańczył, tańczył… Było cudownie!!!

WIE WSZYSTKO!

Patrzyła we mnie pełnym miłości i czułości spojrzeniem… Uśmiechała się do mnie tak pięknie, że czułam się jak w wiosenny rześki poranek, ciepły, pełen słońca!
Uśmiechałam się do NIE najpiękniej jak potrafilam.
MAMA wyciągnęła do mnie ręce.
„Chodź do Mnie Córeczko!’
” Tak!”
Wzięła mnie w ramiona i tulila do Siebie… I To Spojrzenie… Miłość! Byłam małym dzieckiem w kochających ramionach MAMY… Jak bardzo potrzebowalam takiego spojrzenia i przytulenia MAMY!
” Jak Najdroższy wie czego potrzebuję!!! Jak wie!!!”
MAMA uśmiechała się z czułością…
„On wszystko wie, Córeczko Moja!”
I… zniknęła.

Byliśmy na Łące, przeswietlonej niezwykłym światłem. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem…
„Jaka jestem szczęśliwa, mój Najdroższy!” – szepnęłam wpatrzona w Niego, tańcząca bardzo.
„A to że cierpisz bardzo, Moja Perlo?” – spytal Umiłowany.
„Cierpienie nie ma wpływu na moje szczęście lub nieszczę…”
Urwałam w połowie… Olśnila mnie pewna myśl!!! Spojrzalam w oczy Umiłowanemu, zaskoczona tą myślą i uradowana bardzo! Uśmiechal się do mnie cudnie.
„Nie!!! Najdroższy mój, nie! Ma wpływ! Uszczęśliwia mnie niezmiernie… Bo przez cierpienie mogę być blisko Ciebie, Maleńki mój!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego zachwycona!!! A ON promienial cały szczęściem i patrzył we mnie jak w obrazek…

WIELKA ŁASKA

Patrzyła we mnie. Nie potrafię opisać tego JEJ spojrzenia… Słodkie, pełne Miłości, czułości, światła i uśmiechu… I tak we mnie patrzyła. A ja w NIĄ patrzyłam. Uśmiechałam się do NIEJ… Byłam szczęśliwa, bezpieczna i bardzo kochana przez NIĄ.
„Jesteś bardzo piękna, Córeczko!” – szepnęła radośnie.
„Ty to dopiero jesteś PIĘKNA!” – szepnęłam zachwycona!!!
Zaśmiała się dźwięcznie, perliscie, zlociscie!
„Nie powiesz mi, że nie jesteś PIĘKNA!”
„Jestem – szepnęła uśmiechając się do mnie z czułością – Ale Moje piękno jest Łaska. Łaska od Boga. I Twoje piękno jest Łaska. I ufność jest Łaska, i przebaczenie też.”
„I cierpienie dla NIEGO i z NIM jest Łaska… Wielką Łaska!” – wyszeptałam zamyślona.
MAMA popatrzyła we mnie z tkliwoscia, pocałowała w czoło i… Zniknęła.

Byłam w Umiłowanym moim, w Najdroższym byłam… W JEGO dłoniach tańczyłam. Szczęśliwa niezmiernie. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. W JEGO oczach widziałam ogień.
„Perlo Moja, chodź do Mnie! Pragnę Ciebie!”
„Pragnę Ciebie, mój Maleńki! Mój Skarbie! Pragnę Ciebie!”
Umiłowany otulal mnie Sobą, obejmowal, zanurzał w Sobie… Wchodził we mnie przenikal, przeswietlal… I ja GO przenikalam. Wchodziłam w Umiłowanego mojego. I zniknęłam w Nim.
Znalazłam się znów w Światłości, ciepłej i przyjaznej. Olśniewajacej! A przede mną widziałam wielkie, Żywe SERCE! Bijące. Tętniące ŻYCIEM. Ucalowalam JE i przytuliłam się do NIEGO , przylgnelam do NIEGO całą sobą. I usłyszałam znajomy glos:
„To SERCE należy do Ciebie, Maleńka Moja!”
„To wielka Łaska dla mnie…”- wyszeptalam całując Umiłowane SERCE.

Z NIM

Patrzyła we mnie Swymi dużymi, pięknymi oczami. Łagodnym i pełnym miłości spojrzeniem. JEJ uśmiech rozświetlal moje serce. Uśmiechałam się do NIEJ tańcząca. Zaczęłam rozmyślać. O moim Duchowym Dziecku, o moim dzieciństwie, o przeszłości. Rozmyślalam, rozważalam…. I nagle uświadomilam sobie, że to o czym myślę wydarzylo się ponad 30 lat temu. W mig podjęłam absurdalnosc sytuacji! „Przecież to wydarzyło się dawno temu. Nic tego nie zmieni. Moje rozmyślania, rozważania nie zmienią tego co się zdarzyło. I zapragnęłam to zostawić. Oddać.
” MAMO mogę Tobie oddać…?”
Uśmiechnęła się do mnie z czułością… Promień światla zalał moją duszę.
„Czekalam na to, Córeczko Kochana!” – szepnęła całujac mnie w czoło.
„Więc Ci to wszystko oddaję!”
„Dziękuję! Ja dam To Synkowi. On uzdrowi!”
„Dziękuję…”- uśmiechnęłam się do NIEJ z wdzięcznością.
Ucalowala mnie jeszcze raz w czoło, uśmiechnęła się i… zniknęła.

Byłam w SERCU Najdroższego mojego. W Jego ramionach tańczyłam. Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Widziałam, że cierpi…
„Bardzo cierpisz, Najdroższy…” – szepnęłam współczująco.
„Bardzo, Maleńka Moja.”
„Przeze mnie cierpisz…!”
Najdroższy spojrzal we mnie z rozczuleniem.
„Nie… Już nie, Maleńka, Oczyścilem Cię i przez Ciebie już nie. Za innych cierpię.”
„A mogę cierpieć z Tobą?”- spytalam.
„Za innych? Za obcych, za nieznajomych?” – spytal Umiłowany mój.
„A dlaczego nie? To moi bliźni. Tacy sami jak ja.”
„Uszczęśliwisz Mnie tym bardzo!”
„Pragnę Cię uszczęśliwiać!”
Pocałowalam Najdroższego mojego. Umiłowany mój pochylił się nade mną jeszcze bardziej, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Całowal i całowal jak Oblubieniec Swą oblubienice.
Tańcze z Nim.

CHCĘ!

Dziś szybko otworzyłam oczy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam… JĄ. JEJ uśmiech rozświetlil moją twarz a miłość wypełniła mi serce. Uśmiechałam się do NIEJ szczęśliwa. Czułam się jak w wiosenny rześki poranek. Trwalysmy w uśmiechu. Aż znikla…
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Tulił mnie mocno do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką… Patrzyłam w JEGO oczy głęboko…
„Jak myślisz, Perełko, dlaczego często ludzie krzywdzą innych ludzi?”
„Może dlatego że sami np w dzieciństwie zostali skrzywdzeni…?”
Umiłowany kiwnął twierdząco głową. I zaczęliśmy rozmawiać o moim Duchowym Dziecku. Rozmowa była długa i bardzo osobista. Umiłowany tłumaczył, ja pytałam, Najdroższy znowu tłumaczył. Nie wszystko rozumialam.
” Nie wszystko potrzebujesz rozumieć, Maleńka Moja. Potrzebujesz wybaczyć!”
„Wybaczyć?! Myślałam że już Mu wybaczylam… Ale jeśli nie, albo nie do końca, to chcę wybaczyc. Chcę!”
„Dobrze, Perełko Moja. Bo wybaczenie to właśnie akt woli.”
„Chcę. Ale pomóż mi, Maleńki mój! Proszę Cię, pomóż mi!”
„Pomogę Ci, Maleńka!”
Umiłowany patrzył we mnie z tkliwoscia, a ja MU dziękowalam.

PODOBNE UŚMIECHY

Leżałam tańcząca bardzo bardzo. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki i otworzyć oczy. Długo tak leżałam tańcząc dla Najdroższego mojego. Aż w końcu jakąś siłą podniosłam powieki i otworzylam oczy. Otworzyłam oczy i… zobaczylam JĄ! Była cudna! Prześliczna! Przepiękna! Twarz pociągla, oczy duże, nos prosty, lekko zadarty usta nie za wąskie. Piękna! Ale nie twarz była najważniejsza. Ważniejsze było to co się na / w niej malowalo. Miłość, ciepło, czułość, delikatność, słodycz… A nade wszystko uśmiech!!! Cała była uśmiechem! Patrzyłam w NIĄ zachwycona!!! Pochylala się nade mną… Znałam to pochylenie, pełne czułości i troski… Uśmiechnęłam się do NIEJ. I w sercu usłyszałam znajomy glos kobiety:
„Dziecię Moje! Serce Moje!”
ONA uśmiechała się do mnie. Czułam się jak w majowy rześki, pełen słońca poranek.
„MAMA! MAMA!” – wyszeptalam z zachwytem
A ONA… znikła…
Byłam w Ramionach Umiłowanego. Pochylal się nade mną z wielką Miłością. I tulil do SERCA Swego. Tańczyl ze mną.
„Jaka ONA piękna! Jak piękna!” – szepnęłam z trudem.
„I bardzo Cię kocha, Maleńka Moja!” – Najdroższy mój ujął moją rękę w Swoje dłonie, przytulił do Swego policzka i ucalowal ją.
„Wiem… Widziałam…!”
Umiłowany znów pocałowal moją rękę.
„Bardzo cierpisz, Perlo Moja…”
„Bardzo…. Ale uśmiechnij się do mnie, mój Maleńki, proszę!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i rozpromienil się bardzo nade mną. Uśmiechał się do mnie cudnie!
„Masz uśmiech podobny do JEJ uśmiechu, Najdroższy!”
„Ty masz podobny uśmiech do naszych, Maleńka!”
Umiłowany promienial cały. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy!

WSZYSTKO JEST MOŻLIWE

Wisieliśmy na Krzyżu. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo, bardzo intensywnie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tulil do SERCA Swego. Ja wtulona w Niego patrzyłam Mu w oczy z uwielbieniem.
„Czy chcesz być jeszcze bliżej Mnie, Maleńka Moja?” – spytal Umiłowany, patrząc we mnie z czułością.
„Pragnę…!”
Umiłowany wciąż patrzył we mnie czule bardzo.
„Zauważyłas Perełko, że wczoraj gdy mówiłaś o tym, że nie przeszkadza Ci, że nic Ci ciąży, JA ani nie potwierdzilem ani nie zaprzeczyłem?”
„Nie, nie zauważyłam. Teraz jak mówisz to widzę.”
„A o czym myślałaś, mówiąc że Cię nie trzyma?” – spytal Umiłowany, choć doskonale wiedział o myślałam.
„No, o Ogrodzie, o Wodospadzie, o Łące… Ogólnie, że w relacji z Tobą już nic mi nie przeszkadza.”
„Rzeczywiście, masz rację. Tu już nic Ci nie przeszkadza. Ale są jeszcze inne więzy, które Ci przeszkadzają, ciąża.”
Nie rozumialam. Patrzyłam w Najdroższego pytająco. Wtedy On… zaczął mi przypominać niektóre obrazy z przeszłości. Dalekiej przeszłości. Mroczne i ponure. Wspomnienia, o których starałam się zapomnieć. Jednak jakoś nie mogłam. Przypominal mi i szepnął wprost do serca:
„Wszystkie rany Mnie bolą, Maleńka, ale Rana w SERCU boli Mnie najbardziej. W NIM jest Moja Droga Krzyżowa. I w Twoim sercu też jest, Perełko Moja Umiłowana. Twoja droga krzyżowa. I żeby zmartwychwstac, musisz przez nią przejść. Pomogę Ci, Maleńka. Pytanie tylko czy chcesz. Czy chcesz przejść przez nią ze Mną?”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego poruszona. Jak ON mnie znał… Bardziej niż ja sama siebie… I jak bardzo mnie kocha!!! Jak bardzo!!!
„Chcę! – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
A ON patrzył mi w oczy głęboko. Bardzo głęboko. Zobaczylam w JEGO oczach pewną bardzo mi bliska osobę, (moje Duchowe Dziecko), od której w przeszłości doznałam wiele przykrości.
” Musisz też pokochać Je na nowo” – wyszeptal Najdroższy patrząc we mnie łagodnie.
„Ale przecież ja Je kocham”- patrzyłam w oczy Umiłowanego głęboko bardzo.
„Kochasz Je, to prawda. Ale kochasz Je miłościa niewolnika, a musisz nauczyć się Je kochac miłością człowieka wolnego. Potrzebujesz tego, Najmilsza Moja…”
To była prawda.
„Naucz mnie… Pomóż mi, Najdroższy… Proszę.”
„Pomogę Ci, Perełko Moja. Ale pomoże Ci KTOŚ jeszcze! – Umiłowany uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
Zdumialan się bardzo!
” Ktoś jeszcze??!! Kto??!”
Najdroższy uśmiechnął się szeroko!
” Pomoże Ci Kobieta dla każdej ukladasz bukiety!”
Moja twarz się rozjasnila w uśmiechu.
„MAMA!!!”
„MAMA!!! – powtórzyl za mna Umiłowany mój.
„Ale… jak..?” – spytalam zaciekawiona.
Ukochany uśmiechnął się tajemniczo.
„Zobaczysz, Maleńka Moja. Nie zapominaj że jesteś w SERCU Moim. A tu wszystko jest możliwe!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie, szczęśliwa bardzo! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. I wciąż tańczyliśmy, wisząc na Krzyżu.

WOLNA!!!

Byliśmy na Łące. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo. Umiłowany obejmował mnie i tulil mocno do Siebie. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I ja obejmowałam Maleńkiego mojego. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. On cały był zaopatrzony we mnie, a ja w Niego zapatrzona byłam…
„Ta Łąka też mogłaby zniknąć…”- wyszeptalam uśmiechając się do Umiłowanego mojego.
Zaśmiał się głośno, serdecznie, perliscie.
„Ale przecież gdzieś tańczyć musimy, Maleńka Moja!”
„No tak, gdzieś musimy! Masz rację!”- zaśmiałam się również wesoło.
Smialismy się razem, Ukochany mój i ja. Gdy przestaliśmy, Najdroższy pochylił się i mnie pocałowal. Stanęłam na palcach i też Go pocałowalam.
„Wiesz mój Najdroższy?! Jestem wolna! Nic mi nie ciąży, nie przeszkadza, nie hamuje w drodze do nieba. Do Ciebie! Jestem jak balon na nagrzane powietrze, z kosza którego zrzucono zbędny balast. Teraz już może szybowac prosto do góry!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie.
” Piękne porównanie z tym balonem, Perełko!”
” Ty mi je podsunales to i piękne!”
Spojrzałam w Najdroższego mojego. I szepnęłam:
” Tylko jedno mnie martwi, denerwuje mnie… ”
” Co takiego, Maleńka?” – spytal Umiłowany z troską.
„To, że na blogu za dużo piszę o sobie. Tylko o sobie i o sobie! O TOBIE pragnę…”
„Nie martw się i denerwuj – Najdroższy uśmiechnął się do mnie z pobłażaniem – bo pisząc o sobie, piszesz o Mnie.”
„Jak to?! Nie rozumiem…”
„Pisząc o sobie, o swoim życiu, szczęściu, radości, miłości pokazujesz dziela, które w Tobie czynię!”
„Aaa… Pisząc o sobie wskazuję na Ciebie?”
„Tak. Właśnie tak, Maleńka. Moja Umiłowana!”
„Opisuję cuda, wielkie cuda, które we mnie czynisz! Dzięki że mi wytłumaczyles, Umiłowany! Jakoś tak nie patrzyłam na to.”
Usiedlismy. Najdroższy mój wziął mnie w Ramiona i tulil do SERCA Swego.
„Jestem bardzo dumny z Ciebie, Perełko!” – szepnal Ukochany z czułością wielką.
„Dziękuję Najdroższy mój!!!”
„O! Nawet pochwaly uczysz się już przyjmowac. Bez ‚ale’. Zawsze było jakieś ‚dziękuję, ale’. Teraz już jest rzadziej!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie, szczęśliwa cała. On patrzył we mnie szczęśliwy ogromne!

MIŁOŚĆ WODOSPADU

Najdroższy mój, Maleńki mój pochylal się nade mną. Widziałam przed sobą JEGO promienne Oblicze. Rozpromienione Miłością. I ja, tańcząca, patrzyłam w Umiłowanego z miłością. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem… Zbliżal się do mnie. Przenikal mnie, wchodzil we mnie. I ja wchodzilam w Umiłowanego…
Znaleźliśmy się w jasności wielkiej. Najdroższy trzymał mnie w Ramionach i dokądś mnie niósł. Patrzyłam w JEGO oczy i uśmiechałam się do Niego. On Uśmiechał się tajemniczo. Niósł mnie. Usłyszałam jakby znajomy szum, coraz głośniejszy i głośniejszy. Aż wreszcie Umiłowany stanął i postawił mnie obok Siebie. Przede mną zobaczyłam wodospad. Woda spływala z pluskiem.
„Wodospad” – szepnęłam lekko się uśmiechając.
Umiłowany spojrzal we mnie zaskoczony.
„Nie cieszysz się, Perełko? Tęsknilas za nim przecież!”
„To prawda. Na początku brakowało mi go – szepnęłam, nie byłam już zdziwiona że wie, że tęsknilam – Ale teraz…”
Chciałam powiedzieć Najdroższemu coś ważnego. Ale mi przerwal:
„Dlaczego nie powiedziałaś Mi, że tęsknisz?”
„Nie chciałam, Najdroższy, sprawiać Ci przykrości.”
Umiłowany jakby się oburzyl.
„Przykrosci?! Przecież to naturalne, że tęsknisz za tym co jest dla Ciebie ważne!”
„Tak. Ale teraz już…”
Umiłowany znów mi przerwal. Wziął mnie za rękę i szepnął:
„Chodźmy, Maleńka!”
I poprowadzil mnie do wodospadu. „OK, powiem Mu potem” – pomyślałam i uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Weszliśmy do wodospadu. Od razu zalała nas woda. Najdroższy obejmował mnie, Tańczyliśmy. Umiłowany rozglądal się po wodospadzie.
„Zobacz, Maleńka Moja jaki piękny, jaki cudny!”
„Tak, piękny, cudny!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z miłością i zachwytem. To o Nim mówiłam. Ukochany jakby teraz to zauważył. Spojrzał we mnie badawczo i pytająco. Czekał na to co powiem.
„Teraz już go nie potrzebuję!”
„Co takiego?!” – w oczach Maleńkiego widziałam zdumienie.
„Nie potrzebuję już wodospadu” – mówiłam wolno, akcentujac każde słowo.
„Jak to…?” – spytal Umiłowany patrząc we mnie z zachwytem.
„Chciałam Ci powiedzieć, ale mi przerwales, Maleńki.”
„Nie przerwę Ci już, Perełko.”
Uśmiechnęłam się do Niego i wyszeptalam:
„Na początku tęsknilam za wodospadem , taniec w nim bardzo wiele we mnie się zmienił… Brakowało mi go. Ale patrzyłam w Ciebie. Na Twoją Miłość do mnie. Tyle mi Jej dawałes… Potem jeszcze SERCE. I uświadomilam sobie że Ty, Najdroższy mój jesteś Wodospadzem! Nie!!! Że jesteś jego Miłością!!! Miłością wodospadu! Przenikasz mnie Miłością, zalewasz! Zanurzasz w Sobie, w Miłości! Więc po co mi wodospad?? Jego MIŁOŚĆ mi wystarczy! Ty, mój Najdroższy!!”
Zniknął wodospad. Umiłowany stał naprzeciw mnie. Patrzył mi w oczy. Promienial cały uśmiechem. Dotknąl Swą dłonią mojego policzka, potem brody. Patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam z uśmiechem. Najdroższy gładzil mnie po twarzy i szeptal z tkliwoscia bezdenna:
„Moja Śliczna…Moja Perla… Moja Maleńka…”
Moje serce bije w Umiłowanym, dla NIEGO bije. A JEGO SERCE bije we mnie. Dla mnie bije!

USZCZĘŚLIWIAĆ

Byłam w Ramionach Umiłowanego, Maleńkiego mojego. Leżałam szczęśliwa bezpieczna bardzo. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką!
„Jak mi tu dobrze! Jak dobrze!” – szeptałam wpatrzona w Umiłowanego z zachwytem. On pocałowal mnie.
„Jestem w Tobie, Ukochany, a Ty we mnie jesteś, tak?” – spytalam.
Najdroższy rozpromienil się nade mną…
„Tak, właśnie, Maleńka. Twoje serce bije we Mnie, a Moje w Tobie bije!”
„To NIESAMOWITE!!! NIEPOJĘTE!!!” – zawołałam zachwycona!
„Tak jest gdy człowiek całkowicie oddaje się Bogu. Bóg całkowicie oddaje się człowiekowi. Oddając Mi się pozwolilas, żebym uczynil Cię przezroczysta. Wchodzisz we Mnie i inni ludzie widzą Mnie w Tobie, Perełko.”
„Tak…” – uśmiechałam się do Niego. Nie rozumialam wogóle tego. A uśmiechałam się, bo kilka dni temu moje Duchowe Dziecko próbowało mi właśnie to wytłumaczyć, że widzi JEGO we mnie. Najdroższy uśmiechał się do mnie cudownie, z czułością ogromną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal słodko:
„Żyję w sercu Twoim, Perełko Moja.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego i nad czymś intensywnie myślałam. Coś mi przyszło do głowy i serce. r rozmyślalam nad tym. Najdroższy, który wiedział o czym myślę, patrzył mi w oczy głęboko i przenikal mnie na wskroś.
„A czy nie jesteś, Umiłowany, tam w moim sercu samotny? – spytałam i nie czekając na Jego odpowiedź, dodałam:
„Bo jeśli tak, to ja jestem gotowa…” – Spojrzenie Najdroższego mojego było tak przejmujące i tak dojmujace, że urwałam w połowie. Umiłowany mój patrzył we mnie badawczo, z wielką uwagą.
„Dokończ, Perlo Moja!”
„Jestem gotowa wyjść stąd i wrócić do mego serca. Byłbyś tylko nie był tam samotny.”
„Jesteś gotowa opuścić swoje szczęście dla Mnie??!” – Najdroższy zdawał się być poruszony niezmiernie.
„Najdroższy… Nie byłabym szczęśliwa wiedząc że Ty szczęśliwy nie jesteś…”
Umiłowany mój patrzył we mnie. Widziałam ogień w JEGO oczach. Pochylil się nade mną i pocałował mnie czule bardzo,
„Uszczęśliwiasz Mnie, Maleńka Moja, bardzo uszczęśliwiasz!!!”
I zaczął obsypywac mnie pocałunkami. Całowal i całowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Słodko… Pocałunek przy pocałunku. Całował i całowal. A ja pomyślałam że jest zmeczony.
„Wystarczy, Najdroższy… Odpocznij!”
Umiłowany przerwal na chwile i spojrzał mi w oczy, pytając:
„Nie chcesz?”
„Chcę… I uszczęśliwiasz mnie bardzo – szepnęłam z czułością – ale odpocznij…”
„Uszczęśliwiac Ciebie, Maleńka, jest Mi odpoczynkiem!”
I wciąż obsypywal mnie pocałunkami.
Tonęlam w Miłości…

W NIM I DLA NIEGO

Wczoraj po południu dostałam od tej osoby (o której wczoraj w notce pisałam) wiadomość. „Monis, dobrze jest (…)” – brzmiał początek wiadomości.
„Dobrze jest!!!” – na sercu zrobilo mi się dziwnie… miękko, lekko…
„Najdroższy wysłuchal!!!” – wyrwalo się z głębin mego serca.
„Mówiłem przecież, Perełko Moja, że dla Ciebie wszystko! Takiej prośbie nie mogłem odmówić!” – usłyszałam dźwięczny znajomy glos.
Uklęklo moje serce przed Umiłowanym. I dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam…

Byłam w Najdroższym, w Umiłowanym moim byłam. W JEGO dłoniach zanurzona. Najdroższy pochylal się nade mną promienny cały. Rozpromieniony Miłością… Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem, dziękczynieniem i zachwytem.
Patrzył we mnie tak słodko…
Zapragnęlam…
„Czy mogę Najdroższy, Cię…” – przerwal mi perlisty śmiech Umiłowanego. Też się zaczęłam śmiać!
„Nie będę pytać! Po prostu Cię uściskam!”
I niewiele myśląc, zarzuciłam Maleńkiemu ręce na szyję. I uściskałam Go! Uściskałam, ucalowalam i… Tak już zostałam. W uścisku i przytuleniu. Najdroższy przenikal mnie i ja Jego przenikalam… Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie. I znów znalazłam się w wielkiej jasności. Ciepłej i przyjaznej. A przede mną widziałam wielkie SERCE! Żywe. Bijące SERCE. Trwalam w uwielbieniu i zachwycie ogromnym… Znajomy, dźwięczny głos mówil:
„Twoje serce, Maleńka Moja, jest podobne do SERCA Mojego. Twe serce jest pokorne, ufne i ciche. Delikatne i czule. Walczące o bliźnich, pragnące za nich cierpieć i cierpiące za nich. Twoje serce ma w sobie uśmiech dziecka. Jest współczujące. Dzielne, odważne i mężne. I jest zranione, podobnie jak Moje!”
Słuchałam i patrzyłam oniemiala… I zobaczyłam przede mną uśmiechnięta twarz Najdroższego mojego.
” Twoje serce dla Mnie bije, prawda, Maleńka Moja?”
” Bije dla Ciebie! Tylko dla Ciebie, Najdroższy mój!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął radośnie:
” Teraz JA Ciebie uściskam, Maleńka!!”
I po prostu zarzucił mi ręce na szyję. I mnie uściskal. Uściskal, ucalowal. I tak juz został. A ja znowu znalazłam się w jasności wielkiej, ciepłej i przyjaznej. Ale tym razem zobaczyłam dwa serca. SERCE Najdroższego i moje serce. Oba biły w jednym rytmie. Serce moje zbliżalo się do SERCA JEGO. Nachodzilo na NIE. Bardziej i bardziej. Aż zobaczylam że moje serce….
„Twoje serce bije dla Mnie i we Mnie. A Moje bije dla Ciebie i w Tobie, Maleńka Moja!”
Trwalam w uwielbieniu…

OCEAN MIŁOSIERDZIA

Lecielismy w niezwyklej jasności. Tzn Maleńki mój leciał, a mnie trzymał w Swoich rękach, w ramionach. Wpatrywalam się w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON promienial cały szczęściem, Miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie cudnie. W pewnej chwili wskazujac na dół, szepnal:
„Spójrz, Perlo Moja! To Ocean, który tak bardzo pragnęlas zobaczyć!”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona ogromnie i ogromnie uradowana! Nie mówiłam Umiłowanemu, że pragnę zobaczyć Ten Ocean (bo tylko jeden Ocean miałam na myśli). Czekałam aż Maleńki mój Sam mi pokaże. Ale bardzo pragnęlam Go zobaczyć.
„Ocean Twojego miłosierdzia?! – spytałam, ale to pytanie było raczej stwierdzeniem faktu.
”Ocean Mojego miłosierdzia! Patrz!”
Spojrzałam tam gdzie pokazywal Umiłowany. I zobaczylam wody wielkie… Jasne przejrzyste i ciche. Woda nieskończona… Wszędzie woda!!! Horyzontu nie było widać! Wszędzie Wodą …
„Zobacz Maleńka jaki tutaj ruch!” – szepnal Ukochany zachwycony.
„Ruch??!!” – spytalam zdziwiona. Bo ja żadnego ruchu nie widzialam…
„Tak, Maleńka. Patrz uważnie!”
Patrzyłam więc. Patrzyłam i patrzyłam. Na początku nic nie widziałam. Aż w końcu… Przezroczyste postaci, niektóre przezroczyste, a inne świetliste niosły na rękach jakby śpiących ludzi. I zanurzaly ich w Oceanie. Kiedy ich wyciągali z Wody, ludzie budzili się jakby z letargu. Na początku tych przezroczystych i świetlistych postaci widziałam kilka. A potem coraz więcej i więcej. A w końcu całe mnóstwo!!! Każda postać niosła jedną osobę i zanurzala ją w Oceanie miłosierdzia!
„Piękne… – szepnęłam zachwytem i spytałam nieśmiało:
” A… mogę też…?”
Umiłowany rozpromieniony skinął potakujaco głową. I zaraz przy Najdroższym pojawia się świetlista postać i wzięła mnie na ręce. Postać była przezroczysta i świetlista jednocześnie. Poznałam ją od razu. Po uśmiechu. Uśmiech miała piękny i bardzo promienny. „Piotruś!!!” – pomyślałam i uśmiechnełam się do niego. To był mój Anioł Stróż. Uśmiechnął się do mnie i zaniosl mnie nad powierzchnie Oceanu. Zanurzyl mnie w Nim. W Oceanie miłosierdzia!!! Woda była bardzo orzeźwiająca i odnawiajaca. Kiedy Anioł wyciągnąl mnie, poczułam się jakby przybyło mi sił. Nie tyle fizycznych co duchowych!!!
Anioł zaniosl mnie do Ukochanego i oddał mnie w JEGO ręce. I znikł. Wszystko znikło.
„Dziękuję Ukochany!!!”
Najdroższy pocałowal mnie i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja prosiłam Go za pewną osobę. Pisałam o niej kilka dni temu. Prosilam bardzo… W końcu wyszeptalam:
„Umiłowany, Najdroższy mój ufam że cokolwiek postanowiłes wobec niej, będzie dla niej dobre!”
„Będzie, Perełko Moja!”
„Ale pamiętasz moją prośbę, Najdroższy? Jakby co to ja jestem gotowa. Zamiast niej.
„Pamiętam Maleńka. I Twoja prośba zmieni życie tej osoby” – Umiłowany patrzył we mnie z czułością wielką.
„Prośba??!” – zdziwiłam się.
„Choroba przyjdzie na każdego. Prędzej czy później. I na nią przyjdzie, teraz czy potem. Choroby, cierpienie są skutkiem grzechu pierworodnego i nie znikną dopóki nie przyjdę powtórnie. Ale ta prośba zmieni jej życie.”
„Jak?”
„Zobaczysz, Maleńka.”
„A…moge Cię jeszcze o coś prosić?”
„O wszystko, Perełko!”
„Zanurz, bardzo Cię proszę, te osobę i jej najbliższych w Oceanie…”
Najdroższy rozpromienil się bardzo i patrzył mi w oczy głęboko. W JEGO oczach ujrzalam cztery świetliste postaci niosące cztery osoby i zanurzajace je w Oceanie…
„Dziękuję, bardzo dziękuję, Najdroższy!!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego.
„Dla Ciebie wszystko, Maleńka Moja!”
Patrzylismy w siebie nawzajem. W Miłości.

PRZYJACIÓŁKA

Byłam w Maleńkim moim. W Jego ramionach tańczyłam. Cierpiąca i zmęczona bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża i tulil do SERCA Swego. Cierpiał ze mną. I ja z Nim cierpiałam. Milczelismy. On patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam. W Miłości i cierpieniu. Długo milczelismy. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Patrzyłam w Niego z wdzięcznością i uwielbieniem. W końcu wyszeptalam:
„Chciałabym pójść na Łąkę, ale nie mam…”
Najdroższy pocałowal mnie i szepnął:
„Nie masz siły, Maleńka Moja. Ale masz Mnie!”
I trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. I chwilę później byliśmy na Łące. Łąka była pełna polnych kwiatów, kolorowych i bardzo bujnych. Cała przeswietlona dziwym blaskiem. Najdroższy mój trzymał mnie na rękach. I tańczył! Przepięknie tańczył!!! Płynął w kwiatach! Płynął!!! A płynąc patrzył mi w oczy! Cudnie patrzył… I ja Mu w oczy patrzyłam…
“We wszystkim mi służy! – pomyślałam – uniża się wciąż, a mnie wciąż wywyższa! Nawet Swym spojrzeniem mi służy!”
I zapragnęłam Mu podziękować i jakoś Mu usłużyć. Przecież to ja jestem Jego sługą.
“Najdroższy, proszę, postaw mnie.”
“Ale…”
Pocałowałam Go, zamykając Mu usta.
“Żadnego ale – szepnęłam starając się być stanowczą – Najdroższy, proszę postaw mnie.”
Postawił mnie mój Maleńki. A ja od razu chciałam przed Nim uklęknąć. Kiedy klękałam, Umiłowany mój Swymi rekoma próbował mnie powstrzymać.
“Tanczysz bardzo, Najmilsza… “ – szepnął, próbując mnie podnieść. Ja jednak delikatnie, ale stanowczo odsunęłam Jego ręce.
“Pozwól mi…”
Pozwolił. Uklękłam przed Maleńkim moim, pochyliłam sie i zaczęłam całować Jego stopy… i Mu dziękować. Dziękowalam i całowałam, całowałam i dziękowałam… i całowałam. Umiłowany stał nade mną. Chwilę. Po chwili uklęknął przede mną. Podniosłam głowę. Zobaczyłam ogień w Jego oczach. Ujął moją twarz w obie dłonie i mnie pocałował. Słodko i czule.
“Sługa całuje stopy swego pana. A Ty Maleńka Moja, jesteś Przyjaciółką Moją.”
“Przyjaciółką, ale i sługą Twoją!”
“Sługą byłaś kiedyś. Przyjaciółką Mi jesteś! Tylko przed Przyjacielem odkrywam sekrety SERCA!”
Patrzył we mnie z tak wielką Miłoscią… Objęlam Go mocno, ,mocno… Przytuliłam się do Najdroższego, do Maleńkiego mojego… Przylgnęłam do Niego całą sobą. I On mnie objął i przytulił mocno. Przylgnął do mnie.
I tak trwamy.

DROGA MIŁOŚCI I CIERPIENIA

Byłam w Najdroższym moim. W Jego ramionach, w Jego dłoniach byłam. Moja dusza była w Nim. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwością bezdenna. Widziałam przed sobą Jego kochające, pełne Miłości i promienne Oblicze. Jego uśmiech na twarzy. Czułam się jak niemowlę w Jego dłoniach. Kochane, bezpieczne i szczęśliwe ogromnie!!! Uśmiechałam się do Niego radośnie. Był On i ja. Nic mi nie było więcej potrzebne.
„Nawet nie wiem jakie tu jest wejście, ani jakie wyjście…”- wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego mojego.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie potrzebujesz tu wchodzić, ani stąd wychodzić, Maleńka Moja. Jesteś tu zawsze.”
„Ale ja nie chcę się stąd nigdzie ruszać. Zastanawiam się tylko… bo kiedy chciałam wejść do Ogrodu Sercowego, musiałam zejść na Dno mojego serca. A tu, wystarczy że tylko zapragnę i już jestem. A często to nawet pragnąć nie muszę. Budzę się i od razu jestem w Twym SERCU!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem…
” Długą drogę przeszłaś, żeby tak mogło być.”
„Drogę? A jaką?”
„Drogę ufności, pragnienia i cierpienia” – Umiłowany wciąż uśmiechal się do mnie.
„Aaaa… miłości?” – spytalam nieśmiało.
„Ufność u pragnienie tworzą miłość.”
„Więc w skrócie można powiedzieć że droga do Twojego SERCA to droga miłości i cierpienia, tak?”
„Tak. To jedyna droga.”
„Jedyna? Przecież różni ludzie różnymi drogami przychodzą do Ciebie.”
„Tak, to prawda, Maleńka. Ale droga do Mego SERCA jest tylko jedna. Ty ją wybrałaś i teraz Moje SERCE jest Twoją własnością.”
„Własnością??!”
„Tak, Moja Maleńka!” – wyszeptal po prostu Najdroższy.
„Pragnę Cię uszczęśliwiać!!!” – szepnęłam do Najdroższego mojego.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Maleńka!” -uśmiechnął się, patrząc we mnie z zachwytem.
„Przepraszam bardzo, ale czym? Czym Cię uszczęśliwiam?” – spytalam.
Umiłowany promienial cały.
„Tym, że jesteś. Że jesteś ze Mną!”
Zdziwiłam się!
„A tym, co robię? A tańcem?”
Najdroższy pocałowal mnie w czoło i tłumaczył:
„Twój taniec i dobre czyny uszczęśliwiaja Mnie bardzo, ale są one skutkiem, efektem tego, że ze Mną jesteś.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zdezorientowana…
„Wybacz… ale nie bardzo rozumiem…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością i znów mnie pocałowal… Nakarmil mnie Swoim Ciałem… Patrzył we mnie tak słodko i był taki mi bliski…
„Uszczęśliwiasz mnie bardzo…” – wyszeptalam zapatrzona w Maleńkiego mojego.
„A czym? – spytał uśmiechając się do mnie promiennie.
” Noo, tym, że jesteś. Że jesteś ze mną!” – odpowiedzialam zdumiona, że o to pyta. Dla mnie to bylo oczywiste!
Umiłowany zaśmiał się perliscie.
” Myślisz że nie rozumiesz, a jednak rozumiesz, Maleńka Moja! Twoje serce rozumie!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z otwartymi ustami. Zamknął mi je pocałunkiem. A po chwili dodał:
„Kiedyś, żeby ze Mną być potrzebowałas Ogrodu w sercu. Teraz wystarczam Ci JA Sam!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego… Niby to co powiedzial było oczywiste, ale dla mnie było to wielkim odkryciem! Umiłowany pochylal się nade mną rozpromieniony Miłością. I uszczęśliwial mnie bez miary!!!

ZAKĄTEK MOJEGO UŚMIECHU

Byłam w Najdroższym moim. W JEGO dłoniach, w Ramionach Jego byłam. Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego i patrzył we mnie z Miłością i czułością niewyobrażalna. Uśmiechał się do mnie promiennie. I ja się do Niego radośnie uśmiechałam.
„Dziś boli mnie mniej, Umiłowany!”
„Cieszę się bardzo, Perełko Moja!”
„Dziękuję Ukochany, że pozwoliłes mi troszkę odpocząć – szepnęłam wpatrzona w Niego – Ty znasz nie tylko zakamarki mojego serca, ale i zakamarki mojego ciała. Wiedziałeś, że potrzebuję odpocząć. Dziękuję Ci!”
Umiłowany pocałowal mnie w czoło i uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
” Mam dla Ciebie niespodziankę, Maleńka!”
” Niespodziankę?! Dla mnie?! – zawołałam zdziwiona i uradowana – Jaką?”
” W Moim SERCU jest wiele zakamarkow. Bardzo dużo! I jest też Twój zakamarek!”
„Mój zakamarek?! Mam nadzieje ze nie jest on ciemny, zimny i ponury…”
Najdroższy zaśmiał się głośno, dźwięcznie i perliscie. A Jego śmiech był tak bardzo że śmiałam się razem z Nim. Ukochany promienial cały.
„Wiesz, Maleńka, że zbieram Twoje uśmiechy, i że uwielbiam kiedy się uśmiechasz, prawda?”
„No, wiem – szepnęłam uśmiechając się do Umiłowanego – Mówisz mi o tym często.”
Najdroższy pochylił się nade mną z przecudnym uśmiechem. Wyszeptal:
„No to teraz zobacz!”
Gdy ON jeszcze mówił, znalazłam się w dziwnym świetle. Świetle, które nie było światłem. A raczej nie tylko światłem. W tym świetle było coś jeszcze, coś więcej. Blask, miłość, ciepło, kolory, radość, słońce i letni wietrzyk… A nade wszystko uśmiech! Mój uśmiech, promienny i szeroki. Od ucha do ucha! Patrzyłam zaskoczona! I uśmiechnięta.
„Nie sposób tu się nie uśmiechnąć!” – pomyślałam.
„Nie sposób tu się nie uśmiechnać!” – odezwał się znajomy, dźwięczny Głos, powtarzając moją myśl. Głos też był uśmiechniety.
„Taaak!!!” – szepnęłam.
„To Zakamarek Twojego uśmiechu, Perełko Moja!”
„Zakamarek mojego uśmiechu??! Piękny!!!”
Znów byłam w Ramionach Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promienie bardzo.
„Bardzo piękny, Maleńka!”
„Dziękuję Ukochany, że mi go pokazałes! Dziękuję za niespodziankę!!!”
„Dziękuję, Maleńka Moja, że mogę mieć taki Zakamarek w Moim SERCU!”
Umiłowany uśmiechal się do mnie cudnie. I ja do Niego radośnie się uśmiechałam. Trwalismy w uśmiechu.

MIŁOŚĆ CIERPIENIA

Leżałam na kwiatowej kanapie tańcząca bardzo. Bardzo intensywnie. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie. Czuwał przy Swojej Maleńkiej… Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością wielką i patrzył we Swym Spojrzeniem z Krzyża. Uśmiechałam się do Niego z trudem. Ale starałam się najpiękniej jak potrafilam. Ujęłam perłę, ŁZY Umiłowanego, którą miałam zawieszona na szyi, w obie dłonie i ucałowałam JE.
„Skarb od mojego SKARBA!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego. Najdroższy uśmiechnął się do mnie łagodnie.
„Zauważyłaś Perełko Moja, że odkąd wiesz, że ta perła to Moje ŁZY, zwracasz na nią większą uwagę?”
„Wybacz mi… Perła od Ciebie jest mi droga i bardzo cenna, ale Twoje ŁZY stokroć cenniejsze!”
Najdroższy pocałowal mnie.
„Cieszę się że tak uważasz, Perełko!”
„A Ty odkrywasz przede mną stopniowo…”- uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Ty sama odkrywasz, Perełko. Ja Ci tylko pomagam.”
„Ale…”
Najdroższy zaśmiał się.
„Żadnych ‚ale’, Perełko! Kto pierwszy powiedział że perła to Moje ŁZY?!”
„No ja. Ale…”
Najdroższy przerwał mi pocałunkiem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zaczął dotykać i całować miejsce w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Moje jelita. Całowal i całowal. I dotykał delikatnie, z czułością ogromną…
„Bardzo Cię bolą, Maleńka…”-stwierdził wzruszony niezmiernie.
„Bardzo. Bardziej niż wczoraj. Ale nic to. Tańcze dla Ciebie, Najdroższy mój!”
Umiłowany wciąż dotykał i całowal moje jelita…
„Moje SERCE tańczy z Tobą Najmilsza Moja!” – szepnal Ukochany z ogniem w oczach.
„Moje serce tańczy z Twoim SERCEM. I nie jest to tylko taniec cierpienia. To taniec Miłości!”
„Miłości Cierpienia, Perlo Moja!”
Rozpromienilam się bardzo!
„Tak! Kocham cierpienie. Bo Ty ukochales mnie aż po Cierpienie, aż po Krzyż! Kocham cierpienie. Bo Ciebie kocham!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy. Przytulił się do mnie. Z czułością i oddaniem. Oddany mi całkowicie… Szeptal:
„Śliczna Moja! Moje SERCE należy do Ciebie! ”
” Dziękuję, Najdroższy!”
” I zależy od Ciebie!”
” Dziękuję…”
” I Moje SERCE już nie jest Moim. Jest Twoje!”
„Dzięku…” – wyszeptalam calujac GO. Maleńkiego mojego, Najdroższego…
A ON przytulal mnie do Siebie z oddaniem. A ja nigdy wcześniej nie czułam się bardziej u siebie jak byłam teraz. Byłam u siebie. W Najdroższym, w Umiłowanym, w Maleńkim moim!!!

KRZYŻ ZWYCIĘSKI

Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swojego. Leżałam w Nim tańcząca i zmęczona bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża.
„Boll bardzo, Umiłowany…” – wyszeptalam wpatrzona w Niego.
„Wiem, Maleńka Moja. Wiem…” – szepnal Ukochany współczująco.
„Ale przecież dzisiaj jest nasz Piątek, więc to naturalne, że boli bardziej” – szepnęłam znowu uśmiechając się do Najdroższego najpiękniej jak potrafilam. Wtedy Najdroższy rozpromienil się, rozjasnil, rozświetlil cały nade mną. Radością wielką!!!
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal, z ogniem w głosie:
„Perlo Moja, pragnę Ciebie!”
„I Ja Ciebie pragnę, Najdroższy mój!”
Najdroższy patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. I mnie pocałowal. Raz, drugi, trzeci… Całowal i całowal. Jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. I ja Go całowalam.
„Moja Śliczna! Moja Słodka! Moja Tańcząca!” – szeptal Umiłowany mój. I całowal. Pocałunek przy pocałunku. I potężnial Miłością. Otulal mnie Sobą, przeswietlal i czynił mnie przezroczysta. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie i otwieral na Siebie. Znikłam w Umiłowanym moim.
Znalazłam się znów w ciepłej i przyjaznej Światłości. A przede mną widziałam wielkie SERCE! Żywe. Bijące. Tętniące Życiem SERCE!!! Wpatrywalam się w zachwycie, zachwyceniu!!!
Nagle zauważyłam że na samej górze SERCA Coś wyrasta. Rosło bardzo szybko. I w Światłości wielkiej zobaczyłam ogromny i piękny KRZYŻ!!! Ale nie był to Krzyż cierpienia i bólu. Nie! To był Krzyż zwycięski, pełen majestatu i chwały!!! Potęgi i siły Miłości! Trwałam w zachwycie!!! Twarz mi się śmiała, oczy jasnialy radością!!! Pomyślałam że ten KRZYŻ bardzo przypomina ten nasz, z naszej altanki…
„Tak Najmilsza. To jest ten sam Krzyż! I jest ON Twój!” – usłyszałam dźwięczny znajomy glos.
„Mój??!!” – zdumialam się do głębi!
„Wszystko tu jest Twoje. Do Ciebie należy i od Ciebie zależy!”
Byłam zdumiona do głębi serca i duszy mojej! Zastyglam w uśmiechu. I znów byłam w Ramionach Umiłowanego mojego, który pochylal się nade mną rozpromieniony Miłością.
„Kocham Cię, mój Maleńki!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego. A ON uśmiechał się do mnie cudownie!!!

ŁZY LITOŚCI

Umiłowany mój szedł trzymając mnie na rękach. Szedł w czymś co przypominało tunel. Nie wiem dokładnie bo tańczyłam bardzo i patrzyłam w Umiłowanego mojego, a nie gdzie idziemy. Najdroższy szedł dość długo. Też nie patrzył na droge, tylko we mnie. Patrzył poważnie ale łagodnie. Z Miłością wielką. Szedł więc dość długo. Aż wreszcie stanął.
„Spójrz, Perlo Moja!” – wskazał głową przed Siebie. Odwrócilam głowę i spojrzałam tam gdzie Najdroższy mój pokazywał. Spojrzałam i… zamarlam. Nie wiem nawet jak opisać to co zobaczyłam. Przypominalo to wielki wodospad. Albo raczej ściane. Łez. Łez niewiarygodnie wielka ilość. Spojrzałam w górę, łez nie było początku, spojrzałam na dół, łez nie było końca. Wszędzie LZY!!!
Spojrzałam pytająco w Umiłowanego. Patrzył we mnie z wielką powagą i tkliwoscia jednocześnie.
„To Łzy Litości Mojej, Maleńka.”
„Łzy Twojej Litości…” – wyszeptalam ni to do siebie ni to do Niego.
Patrzyłam w te Łzy… Na sercu zrobilo mi się dziwnie. Miękko. Byłam obezwładniona tym co zobaczyłam… Łzy Litości… Umiłowany płacze z litości! Tyle łez wylewa… Toż to są skarby najdroższe!!! I… zapragnęłam… mieć jedną taką Łzę.
„Czy mogę…?”
Ale Umiłowany pokiwal przeczaco głową.
„Nie, Perełko Moja… Poza tym Ty już masz już Moje Łzy. Nosisz Je na sobie.”
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia!!!
„Mam Twoje Łzy??!! Noszę Je na sobie??!! Gdzie???”
W jednej chwili znalazłam się w naszej altance, na kwiatowej kanapie leżałam. A Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
„Gdzie, Najdroższy mój?!! – dopytywalam – suknia może??”
„Nie, nie suknia, Perełko – Umiłowany uśmiechnął się do mnie łagodnie – masz jeszcze ode Mnie pierścień, welon i…”
„Perłę!!!” – zawołałam zachwycona i zdumiona odkryciem!
Najdroższy pocałowal mnie i wyszeptal:
„Pamiętasz Perełko jak kiedyś na początku naszej Drogi Krzyżowej, kiedy Arcykapłan spytał czy to Ja jestem Mesjaszem, Synem Bożym. Kiedy odpowiedziałem że tak, On wykrzyknął że to bluznierstwo. Płakałem wtedy nad Nim. Łzy Mi ciekły po twarzy, a Ty Je całowalas. Pamiętasz?”
” Nigdy tego nie zapomnę…”
„Ta perła to tamte Łzy.”
Perła wisiała, była zawieszona na mojej szyi. Ujęłam je w obie dłonie i ucalowalam… Patrzyłam w Najdroższego mojego. W milczeniu. I ON patrzył we mnie… Słodko. Rozmyślalam w tym co powiedzial. Nagle zawołałam:
„Zaraz, zaraz! Powiedziałeś że płakałes nad Nim?! Myślałem że płakałes dlatego, że Ci Najdroższy było przykro, że…”
„Płakałem nad Nim. Nad biednym dzieckiem Moim. Nad Jego slepota płakałem.”
Patrzyłam Najdroższemu w oczy głęboko,
„Nade mną pewnie płaczesz często…”
Najdroższy rozpromienil się nade mną.
„Kiedyś, wiele lat temu plakalem nad Tobą, Perełko często. Teraz już nie. Teraz gdy myślę o Tobie to się uśmiecham.”
„Ja też kiedyś płakałam często. Teraz już nie – szepnęłam.
” Nocami, szczególnie, prawda?”- spytal, ale to nie było pytanie, stwierdził fakt raczej.
„Tak! Skąd wie…”
„Byłem wtedy z Tobą Kochana Perełko. Płakalismy razem.”
„A ja myślałam że jestem sama. I bardzo samotna…”
„Najmilsza Moja, nigdy nie byłaś sama. Ja zawsze byłem z Tobą. Jestem z Tobą. I zawsze będę.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego z uwielbieniem i wdzięcznością. Najdroższy promienial bardzo. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy w uśmiechu.

WIELKIE SERCE

Byłam w Najdroższym, w Umiłowanym moim byłam. Przy Jego SERCU, cierpiąca, tańcząca bardzo. Trwalam przy zranionym SERCU Ukochanego. On cierpiał ze mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„Dla każdego człowieka jest miejsce w Twym SERCU, prawda, Ukochany – szepnęłam uśmiechając się do Niego z trudem.
” Tak, Moja Maleńka. Każdy kto chce, kto zapragnie może w Nim zamieszkać. Dla każdego jest miejsce.”
„To Twoje SERCE jest bardzo wielkie!”
Umiłowany uśmiechnął się łagodnie.
„Noszę w SERCU cierpienia każdego z Moich dzieci, każdego człowieka. Radości i smutki każdego, każdą łzę i każdy uśmiech. Każdą ranę, każde szczęście i nieszczęście.”
„Ooo… Masz ogromne, potężne i bardzo kochające SERCE, Umiłowany, Najdroższy mój!!!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptał bardzo poważnym głosem:
„Twoje serce, Maleńka, jest bardzo podobne do Mojego!”
Patrzyłam Mu w oczy. Nie odpowiedziałam. Milczalam. Pomyślałam jednak, że moje serce jest bardzo małe i egoistyczne… Umiłowany mój znał moje myśli. Patrzył we mnie głęboko. Spytał nagle:
„Naprawdę chcesz za nią cierpieć?”
Przypomnial mi moją wczorajszą prośbę.
„Tak. Jeśli pozwolisz mi to tak. Chcę” – odpowiedzialam szybko, chcąc potwierdzić, że jestem gotowa.
Nie będę opisywać szczegółów. Napiszę tylko, że pewna osoba czeka na badania lekarskie, których wyniki pokażą czy, a raczej jak bardzo jest chora. Miało by to (ta choroba) bardzo poważne konsekwencje. I prosiłam Umiłowanego, że jeśli miałaby musiałaby być chora i cierpieć bardzo, to ja chcę za nią. A ona żeby była zdrowa. Osoba ta ma małe dzieci, które ją kochają i potrzebują. Chcę za nią. Zamiast niej.
Najdroższy patrzył w głąb mnie.
„Serce kogoś kto o takie coś Mnie prosi nie jest ani małe, ani egoistyczne, Perełko.”
Mówił spokojnie, ale widziałam ogień w JEGO oczach
„Wybrałam Twoje SERCE, Najdroższy mój i pragnę uczyć się od NIEGO. A z jakim skutkiem to juz inna spra…” – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego mojego. Przerwał mi gwałtownie, słodkim pocałunkiem.
„Zatańczysz skutki, Najmilsza! Niedlugo zobaczysz. Maleńka Moja, Piękna Moja! Śliczna Moja… Moja Słodka!!!”
Obsypywał mnie pocałunkami. Deszczem pocałunków! Całował jak Oblubieniec całuje Swą  oblubienicę. A tymi pocałunkami czynił mnie przeźroczystą. Przejrzystą. Tak, że bez trudu mogłam wchodzić, przenikac w Maleńkiego mojego. I On wchodził we mnie i łączył Swoje Cierpienie z moim. A nasze serca, JEGO i moje,` czynił jednością.

W PROMIENIACH SERCA

Na wielkiej łące przeswietlonej niezwykłym światłem, pełnej kolorowych kwiatów, tańczyłam z Umiłowanym moim. Z Najdroższym moim tańczyłam. Tańczylismy bardzo! Najdroższy obejmował mnie zmęczona i przytulał do Siebie. Mocno tulił. I patrzył we mnie promienie bardzo. Uśmiechałam się do Niego radośnie i patrzylam w Umiłowanego jak w obrazek.
„Wiesz, Najdroższy… kiedyś zastanawialam się czy św Faustynie ukazywales się jako Syn Boży, czy jako cały Bóg. I nie wiem… Ale doszłam do wniosku że ukazywałes jako cały Bóg.”
„Caly Bóg?” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie.
„Źle się wyraziłam! Przepraszam!!! Wiem, że Bóg nie ma początku, ani końca i nie można Go zamknąć słowami… Ale chodziło mi o to, że cała Trójca Święta. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Przepra…”
Umiłowany przerwał mi pocałunkiem.
„Wiem o co Ci chodziło, Maleńka Moja. Nie przejmuj się i nie przepraszaj.”
I uśmiechając się do mnie cudnie, tłumaczyl mi:
„Ukazywałem się jej w postaci Syna Bożego, ale przychodziłem jako cały Bóg” – Najdroższy z naciskiem wypowiedzial słowo „cały”, patrząc we mnie z zachwytem. Zmeczona byłam coraz bardziej i coraz bardziej opierałam się na Umiłowanym moim, a On podtrzymywal mnie coraz bardziej.
„Boga można porównać do słońca, Perełko. Ojciec jest Słońcem, Ja promieniami a Duch Święty, ciepłem, które dają promienie Słońca.”
„Jakie piękne porównanie! – zawołałam zachwycona – Cudne!”
„Podoba Ci się?” – spytal Najdroższy mój promieniejąc.
„Bardzo!!!”
Byłam tak zmęczona, że całkowicie opadlam na Umiłowanego. Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i zaniósł do naszej altanki. Położył mnie na kwiatowej kanapie i poprawil poduszkę pod moją głową. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną.
„Bardzo Cię boli, Najmilsza Moja…?” – spytal z wielką Miłością i troską.
„Nie bardzo. W miarę. Ale zmeczona jestem jakoś…”
Przytulił mnie do SERCA Swego.
„Odpocznij teraz przy Sercu Moim, Maleńka Moja. W JEGO promieniach odpocznij.”
Patrzył we mnie pochylony z czułością. Tuli do SERCA. Przytulilam się do NIE. Widziałam JE, wielkie, Żywe. Bijące SERCE! I zobaczylam jakby promienie słoneczne, które wychodziły z SERCA. Ogrzewaly mnie i rozświetlaly, otaczaly i otulaly. Odpoczywalam w Ich blasku. W promieniach SERCA.

UŚWIĘCAC CIERPIENIE

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża.
„Cierpienie może uświęcac, Perełko Moja Umiłowana!”
Nagle znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Widziałam JEGO Ranę… Patrzyłam w Nią. Uwielbialam, adorowalam…
Usłyszałam dźwięczny, znajomy glos:
„Ja uświęcilem cierpienie, na Krzyżu.”
„Ale cierpienie jest złem, prawda?” – spytalam wpatrzona w Ranę,
„Tak,, ale może prowadzić do wielkiego dobra. Można je wykorzystać do czynienia dzieł Miłości. A tym samym je uświęcac. I uświęcac samego siebie.”
Wciąż wpatrywalam się w Ranę SERCA Najdroższego mojego. Patrzyłam, patrzyłam w Ranę… I zobaczylam jak wypływala z Krew. Wielka kropla Krwi… Zamarlam na chwile. Jednak zaraz Pochyliłam się i Ucalowalam Ranę. Czułam na ustach JEGO Krew.
” Też pragnę uświęcac moje cierpienie…”
„Uświęcasz je, Maleńka Moja!”
„Ja…?”
„Uświęcasz je swoim tańcem!”
Wpatrywalam się w SERCE Maleńkiego, Najdroższego mojego… I zobaczylam w NIM Jego twarz. Oblicze Ukrzyżowanego. Patrzył we mnie, Miłość Sama! Pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Blisko. Bardzo blisko. Patrzył we mnie Swymi cudnymi oczami.
” Uswiecasz cierpienie jednoczac je z Moim cierpieniem, Perlo. Oblubienico Moja! I Twoje cierpienie wydaje wielkie, błogosławione owoce!”
Patrzył we mnie… Byl taki Piękny!!! Taki Piękny!!! W oczach JEGO widziałam oddanie. Całkowite oddanie… mnie…!”
” Pragnę Cię, mój Najdroższy!”
” Pragnę Cię Moja Umiłowana!”
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Obsypywał mnie pocałunkami. A wraz z nimi czynił mnie przezroczysta, całą dla Siebie. Przenikal mnie niemal fizycznie. Cała byłam JEGO i dla NIEGO . A ON cały dla mnie i cały mój. Mój Najdroższy… mój Maleńki… mój Kochany!!!

DOWÓD NA ISTNIENIE

Byłam w Najdroższym, w Umiłowanym moim byłam. W JEGO dłoniach w Ramionach JEGO Miłości. Uśmiechał się do mnie cudnie! Cudownie!!!
I ja uśmiechałam się do Niego najpiękniej jak potrafiłam!
Rozmawialismy bez słów, nasze serca rozmawiały:
„Wiesz, mój Maleńki… wyobrażam sobie Ciebie jako bardzo kolorowego! Barwnego bardzo!”
„Pewnie, że jestem bardzo kolorowy, barwny , Perełko Moja Umiłowana! Przecież to JA stworzylem wszystkie kolory we wszechświecie!”
„I Stworzyles kolibra! Ni to ptaszek, ni to owad. Maleńki bardzo! A kolorowy! Bajka!!! Według mnie to dowód na Twoje istnienie! Tylko Ty mógłbyś stworzyć Coś takiego!”
„I żyrafe też, prawda?”
„Tak!!!”
Cały czas Umiłowany mój promienial niezmiernie!!! I ja promienialam!
„A wiesz, Perełko Moja jaki jest największy dowód na Moje istnienie?”
„Nie… Jaki?”
„Ty!”
„Ja?!” – zaśmiałam się radośnie – to każdy człowiek jest dowodem na to że istniejesz! Nawet niewierzący. Ateista. Mówi, że w Ciebie nie wierzy, a nie wie, że on sam jest dowodem na Twoje istnienie! Dobre!”
Uśmiechalismy si
się do siebie nawzajem, Ukochany mój i ja.
Patrzył we mnie z tkliwoscia wielką. Wiedział że jestem obolała i zmęczona.
„Dziś odpocznij Perełko, a od jutra dalej będziemy zwiedzać Moje SERCE.”
„Zwiedzać??! Nie mów tak, proszę!!! Zwiedza się muzeum, albo archiwum… A Twoje SERCE bije! Tętni życiem! Kocha!!! Nie mów tak… Odwiedzać raczej! Odwiedza się Kogoś kogo się kocha. A ja Ciebie kocham!!!”
Maleńki mój patrzył we mnie z zachwytem!
„Dobrze, Najmilsza! Odwiedzać!”
Rozpromienilam się jeszcze bardziej… Umiłowany pochylił się nade mną i mnie pocałowal. Miilczelismy chwilę. On patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. Po chwili spytałam z uśmiechem:
„A jaki kolor lubisz najbardziej?”
„Perłowy!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo.
Zaśmiałam się szczęśliwa bardzo!!!
„A Twój, Maleńka Moja?” – spytal uśmiechnięty.
„Czerwony! Czerwony jak Twoje SERCE i Twoja Miłość do mnie!”
Najdroższy obsypal mnie pocałunkami… A ja tańczylam dla NIEGO. Perłowo.

OGNISKO MIŁOŚCI

Leżałam na kwiatowej kanapie tańcząca bardzo. Umiłowany, Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania słowami. Uśmiechał się do mnie promiennie bardzo. Wiedziałam że cierpi ze mną. Uśmiechał się do mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I ja się do Niego radośnie uśmiechałam. I patrzyłam w Niego z miłością,
„Najdroższy mój… dziękuję Ci bardzo, że odkrywasz przede mną tajemnice Swego SERCA! Dziękuję!!!”
Ujęłam Jego dłoń i pocałowałam ją, potem tuliłam do swego policzka.
„To przywilej matki znać JEGO tajemnice” – szepnal Ukochany uśmiechając się do mnie cudnie.
„Do niedawna nie wiedziałam, a raczej nie zdawałem sobie sprawy z tego, że mam jakieś przywileje. A Ty od razu tak ‚z grubej rury!'”
Teraz to Najdroższy ujął moją rękę w Swoje dłonie i ucalowal ją a potem tulil do Swego policzka.
„Powiedz mi, proszę, jeszcze raz gdzie ja teraz jestem. Bo ja się… pogubiłam!” – zaśmiałam się sama z siebie.
„Maleńka Moja – wyszeptal Najdroższy z czułością – jesteś w SERCU Moim. Zawsze w Nim byłaś, jesteś i będziesz. W SERCU, które sobie wybrałaś!”
Przytulił moją rękę do SERCA Swego.
„Kocham Cię Jezu!!!”
Najdroższy patrzył we mnie słodko… patrzył.
Znalazłam się znów w jasności, ciepłej i bardzo przyjaznej. Przede mną było wielkie SERCE! Żywe, bijące SERCE Najdroższego mojego. Trwalam w uwielbieniu i zachwycie ogromnym… Nagle SERCE zaczęło płonąć!!! Żywym ogniem!! Płonęlo! Stawało się jakby ogniskiem! Ogniskiem Miłości!!! Pociągalo mnie Ono, przyciągało… Zapraszalo. Urzekalo… Fascynowało… Zapragnęłam! Zamknelam oczy i… niewiele myśląc wskoczylam w ogień. Palił tylko na początku. Zaczęłam się w nimt rozplywac. Topic. Roztapiac… w Miłości. I było mi tak dobrze, tak wspaniale… Wszędzie była Miłość! Przede mną, za mna… we mnie…Odpoczywalam w Miłości! Z zamkniętymi oczami. Odpoczywalam i uśmiechałam się do… Nagle poczułam pocałunek na mojej twarzy. Jeden, drugi… trzeci. Otworzyłam oczy i… zobaczylam przed sobą, uśmiechnięta twarz Ukochanego mojego!!!! To do Niego się uśmiechalam. A ON obsypywal mnie pocalunkami.
A moje serce (czy to ja) szeptalo do Niego:
„Moje serce oddałam Tobie, Najdroższy. Pamiętasz, prawda?”
Umiłowany roztkliwil się bardzo…
„Jakże mógłbym o tym zapomnieć! Perełko Moja!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptał:
„Mieszkam w Twym sercu, Najmilsza. I odpoczywam w nim bardzo!”
Położył Swą głowę na sercu moim. A ja gładziłam Jego włosy…

CICHOŚĆ I POKORA MA UŚMIECH DZIECKA

Byłam z Umiłowanym moim na wielkiej łące. Było cudownie! Cała Łąka tonęla w kwiatach, pięknych, wielobarwnych, kolorowych! A one zaś tonęły w słońcu. W jasnym, ciepłym świetle. Cała Łąka przeswietlona była niezwyklym blaskiem. Najdroższy obejmował mnie i tulil do Serca. Patrzył we mnie promienie i czule bardzo… Uśmiechałam się do Niego radośnie. Tańczylismy bardzo…
Nagle jakby ze światla wyskoczyła gromadka dzieci. Małych. Od 3 do 5 lat, nie większych. Otoczyły Umiłowanego, obstapily Go. I zaczęły się do Niego radośnie i ufnie przytulać. Ukochany brał każde dziecko na ręce i szeptal coś do ucha, uśmiechając się do każdego dziecka z czułością. Obserwowalam ich z uśmiechem. Wtem podbiegl do mnie malutki chłopczyk o pięknym uśmiechu. Nie zauważyłam że Ukochany z innymi dziećmi oddalił się trochę. Chłopiec patrzył na mnie z zadarta głową. Przykucnelam, uśmiechając się do niego.
„A jak maś na imieee?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
„Perełka” – odwzajemnilam uśmiech.
„Pejełta?” – znów cudny uśmiech.
„Tak, Perełka. A ty jak masz na imię?” – spytałam z uśmiechem. Chłopczyk już otwierał buzię, żeby mi odpowiedzieć kiedy Umiłowany zaczął nas wołać:
„Chodźcie do nas! Będziemy się bawić!”
Chłopczyk zawołał do mnie wesoło:
„Maleńti nas wola! Chodźmy!”
„Maleńki?!” – zaśmiałam się radośnie.
„Tak! To nas Maleńti!”
„Mój tez! – zawołałam.
” No toz pszecies mowie ze nas! Chodź jus!” – chłopiec bez ceregieli chwycił mnie za rękę i pociągnął do Maleńkiego. Roześmiałam się serdecznie i pobiegłam za chłopcem. Kiedy byliśmy już przy Umiłowanym zaczęły się zabawy! Bawiliśmy się wszyscy. Ukochany i ja też! W berka, ciuciubabke, kółko graniaste, znów w berka, w ganianego. Zabawy, śmiechu i radości nie było końca!!! Bawilismy się wspaniale!
Aż wreszcie… zmęczeni leżelismy na łące. To znaczy ja i Umiłowany leżelismy. Zmeczona, zdyszana byłam. Najdroższy też wyglądal na zmeczonego. Ale dzieci skąd! Obsiadly Najdroższego i zaczęły czuchrac Mu włosy, dawać buziaki, władać Mu paluszki do oczu, ciągnąć za szatę. Umiłowanemu nie przeszkadzalo. Przeciwnie!!! Był zachwycony! Nagle któreś z dzieci zawołało:
„Baje! Baje! Ciemy baji!!!”
Inne zaczęły mu wtórować.
„Tak! Ciemy baji!”
Umiłowany uśmiechnął się do nich perliście, a do mnie porozumiewawczo.
„Dobrze. Więc posłuchajcie!”
Dzieci umilkły. Zrobiło się cicho jak makiem zasiał… Wszystkie twarzyczki były wpatrzone w Najdroższego. A On opowiadał:
„Było sobie wieeelkie SERCE. Wielkie, potężne, pełne majestatu. Było jednocześnie bardzo ciche i pokorne. Dlaczego? Bo było uśmiechnięte! Miało uśmiech taki jak wasze!”
„Taki jak mój!”- zawołało jedno z dzieci. A za nim wolały inne:
„Jak mój!”
„Jak mój!”
„Jak mój!”
I w tym momencie zobaczyłam, ze Najdroższy i dzieci mają takie same uśmiechy!!! One miały Jego uśmiech! A On ich! Miał uśmiech dzieci!!! Patrzyłam zachwycona! I uśmiechnięta. Dzieci znikły…
Leżałam na Łące. Najdroższy pochylał się nade mną jasny, promienny i… uśmiechnięty.
„Cichość i pokora ma uśmiech dziecka”-szepnął się Umiłowany, całując mnie.
„Tak, mój Maleńti…”- wyszeptałam radośnie.
Maleńki rozpromienił się nade mną bardzo. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbiałam Go…

MORZE CIERPIENIA

Leżałam na kwiatowej kanapie w altance Umiłowanego mojego. Leżałam obolała i tańcząca bardzo. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i wziął na ręce. Przytulił mnie do SERCA Swego.
„Idziemy, Perełko Moja.”
Kiwnelam głową i wtulilam się w Najdroższego jeszcze bardziej. Nie pytałam dokąd idziemy. Nie potrzeba mi było wiedzieć. Ukochany powiedział że idziemy to idziemy. Tyle. W jednej chwili znaleźliśmy się na plazy. Bardzo dziwnej…. Strasznej, złowrogiej… A przed nami zobaczylam morze. Czerwone jak krew. Morze krwi. Było nieruchome. Nie było na nim ani jednej fali. A nad nim wisiały wielkie, szare i czarne chmury. W oddali widać było co i rusz błyskawice i nie słychać grzmoty. Atmosfera ogólnie była straszna, żeby nie powiedzieć przerażająca.
Spojrzalam w Umiłowanego mojego pytająco.
„To chyba nie jest… morze milosier…?” – spytalam wpatrując się w krwawe morze.
„Moje Miłosierdzie jest Oceanem, który nie ma końca. To morze na szczęście ma swój kres – odparł Najdroższy – To morze Mojej Męki, Mojego Cierpienia.”
Spojrzałam w Umiłowanego z przerażeniem, które zaraz przerodzilo się w zał… I ból serca.
„Ale nie tylko – Najdroższy patrzył we mnie bardzo poważnie a Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś – To cierpienia całego świata.”
„Cierpienia całego świata??!! – zawołałam zdumiona do głębi – Nosisz w Swym SERCU cierpienia całego świata??!!!”
Najdroższy skinął głową w milczeniu. Za chwilę szepnal:
„Mało kto chce ze Mną w to morze wypływac. Najczęściej Sam muszę.”
Wypowiedział te słowa jakby po prostu ale ja wyczulam w nich wielki ból…
Ujęłam w obie dłonie Jego twarz i patrząc Mu prosto w oczy szepnęłam:
„Ja z Tobą popłynę!”
Teraz to On ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył mi w oczy.
„Cierpisz bardzo, prawda, Moja Maleńka?”
Patrzyłam Mu w oczy w milczeniu.
„Milczysz, Ukochana. Ale Ja widzę, że cierpisz bardzo… – patrzył we mnie z czułością – Pamiętasz jak spytałem Cię kim dla Mnie jesteś, bratem, siostrą, czy matką. Powiedziałaś, że matką. Ale nie rozumiałaś tego, nie wiedziałaś dlaczego. Zacząłem Ci tłumaczyć, ale nie dałaś MI dokończyć. Powiem to teraz. Cierpisz, tańczysz dla Mnie. A jednocząc się ze Mną, rodzisz Mnie w sercach innych ludzi. Dlatego jesteś Mi matką. I to jest władza Miłości.”
Patrzyłam w Najdroższego z szeroko otwartymi oczami i rozdziawionymi ze zdumienia!!! Umiłowany zamknął mi je pocałunkiem.
„Ja Ciebie rodzę???!!!” – wykrztusiłam z ledwością.
„W sercach innych”- dokończył Najdroższy z uśmiechem.
Serce tańczyło we mnie ze szczęścia wielkiego!!!
„Najdroższy!!! Dlaczego mi wtedy o tym nie powiedziałeś???!!!”
„Bo Mi przerwałaś” – Najdroższy wciąż się uśmiechał.
„To trzeba było na mnie krzyczeć!!! Najdroższy… przepraszam… już nigdy Ci nie przerwę!!!”
„Ja na nikogo nie krzyczę, Najmilsza – szepnął Umiłowany, całując mnie – A przerywać Mi możesz. To przywilej matki.”
Patrzył we mnie z tak wielką Miłością, że moje serce topniało, rozpływało się w Niej… Spojrzałam znow na złowrogie, krwawe Morze Cierpienia.
„Chcę wypłynąć z Tobą, Najdroższy. Pragnę! Nie chcę, żebyś pływał Sam… Pozwól mi…”
„Perło, tańczysz bardzo dla Mnie… Ale kiedyś wypłyniesz ze Mną. Obiecuję.”
„Dziękuję!”
Patrzyliśmy w Morze Cierpienia. Cierpieliśmy razem…

ŹRÓDŁO ŻYCIA I MIŁOŚCI

Zanurzona w Najdroższego mojego, w JEGO Ramionach, leżałam cierpiąca i zmęczona bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia, czułością bezgraniczna i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we Swym Spojrzeniem z Krzyża. Wiedział że cierpię i cierpiał ze mną. Widziałam Jego wielkie współczucie… Uśmiechnęłam się do Niego z trudem i wyszeptalam prawie bezglosnie:
„Najdroższy… Maleńki mój… uśmiechnij się do mnie. Ja tak uwielbiam jak się do mnie uśmiechasz…”
I Najdroższy mój rozpromienil się cały nade mną, rozswietlil uśmiechem… Cudny, wielki, bardzo czuły i bardzo bliski. Tuli mnie do SERCA. Leżałam przy SERCU, przy Jego Ranie. Całowalam Je, uwielbialam… Najdroższy patrzył we mnie. I szepnął w pewnej chwili:
„Popatrz, Perełko Moja!”
Zaskoczona, intensywnie wpatrywalam się w SERCE. Patrzyłam i patrzyłam… Aż nagle w Ranie pojawilo się jakby malusieńkie źródełko…
„Co to??! – zapytałam zdumiona. Spojrzałam w Umiłowanego pytająco. On spojrzał we mnie. I w tym samym momencie Najdroższy mój i ja znaleźliśmy się tuż przed Rana. Przyklęknęłam i patrzyłam w TO COŚ w Sercowej Ranie… Umiłowany Przyklęknął przy mnie.
Tymczasem To COŚ było właśnie źródełkiem, a przynajmniej to przypominało.
„To Źródło Życia i Miłości.”- wyszeptal Najdroższy.
Źródełko, które wypływalo z Rany, najpierw maleńkie, stawało się większe i większe. Najdroższy mój zanurzyl w Nim dłoń i zaczerpnąl w nią coś co przypominało z wyglądu wodę, podal mi do ust.
„Spróbuj, Najmilsza.”
Piłam. Smakowało jak woda. Ale działalo krzepiąco, ożywczo na moją duszę. Czułam się też jak niemowlę w ramionach najbardziej kochającej, najczulszej matki…
A Źródło rosło i rosło. I wytrysnelo na cały świat. Na cztery strony świata!!! A ja znów byłam w Ramionach Maleńkiego mojego. Tulił mnie mocno do SERCA. A w Nim biło Źródło. Źródło Życia i Miłości.

DOJRZEĆ

Odpoczywalam w Ramionach Umiłowanego, Maleńkiego mojego… Odpoczywala w Nim moja dusza. Rozplywala się w Umiłowanym. Nie wiem jak mam to doświadczenie opisać. Słów brakuje… Ostatnio często mi brakuje. Opiszę po prostu,…
Więc odpoczywala w NIM moja dusza. Odpoczywala, zanurzona w Miłość. Ciało tańczylo bardzo dla NIEGO. Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego. Widziałam przed sobą JEGO promienne, uśmiechnięte Oblicze…
„Pragnę Cię uszczęśliwiaić, Najdroższy!!!” – szepnęłam radośnie.
Patrzył we mnie z tkliwoscia i zachwytem.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Maleńka Moja! Otworzylas się dla Mnie. Mogę w Tobie spełniać Moje Pragnienia!”
„I uważam JE za swoje! Tak bardzo mnie zmieniłeś! Tak bardzo! I wiesz… Nie mam nic swojego, przed Tobą jestem naga i pusta. To właśnie teraz widzę swoje piękno. Ty mnie wypełnasz Sobą ponad miare i ubierasz w Siebie, jak w piękną suknie!”
Najdroższy pochylił się nade mną zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal… Słodko czule…
Nagle coś mi przyszło do głowy.
” Wiesz… Najdroższy mój… Za długo siedziałam w moim pierwszym Ogrodzie. Powinnam była krócej…”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie byłaś tam ani za długo, ani za krótko. W sam raz! Byłaś tyle ile potrzebowałas, żeby dojrzeć. Żeby dojrzeć jak te Owoce na drzewie Krzyża. Gdybyś tego nie doświadczyla, nie byłabyś tu gdzie jesteś teraz.”
Zachwycilam się niezmiernie!!!
„Najdroższy mój! Jak Ty wszystko łączysz tak cudnie! I czynisz mnie tak piękną i pozwoliłeś mi tak…”
Urwałam bo brakowało mi słowa. Ukochany patrzył we mnie z wielką Miłością…
„Dojrzeć?” – uśmiechnął się Najdroższy.
„Dojrzeć!”
Patrzyłam w Niego zachwycona!
„Kiedyś potrzebowałam żebyś mi mówił, przekonywał o moim pięknie. Teraz widzę swoje piękno w Tobie. Teraz pragnę spełniać Twoje pragnienia.”
„I spełniasz je, Perełko!”
Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem. Przenikał mnie… Cala byłam w Najdroższym.
„Pamiętasz Maleńka, że powiedziałem, że odkryję przed Tobą tajemnice, tajniki SERCA Mojego?” – spytał z niezwykle promiennym uśmiechem.
„Tak!” – szepnęłam z zapartym tchem. Serce zaczęło we mnie mocniej bić…
„Jutro zaczynamy!”
Promeniał, widząc moją wielką radośc!
Moja dusza odpoczywała w Najdroższym…

SPEŁNIENIE PRAGNIEŃ

Pewnie będzie chaotycznie, z góry przepraszam.

Byłam w SERCU Ukochanego, Najdroższego mojego. Na wielkiej łące. Tańczylismy bardzo. Najdroższy, Maleńki mój przytulał mnie do Siebie. Przenikal mnie niemal fizycznie. Przeniknal… Roztapiał w Miłości. Rozplywalam się w Najdroższym moim… Rozplywalam się…
„Cala jesteś we Mnie, Maleńka Moja…”- uśmiechał się do mnie promiennie jak nigdy dotąd.
„Cala…?” – szepnęłam wpatrzona w Niego z zachwytem. Moje słowa brzmiały jak pytanie, ale tak naprawdę nim nie były.
„Cala. A Ja cały w Tobie jestem!”
Rozplywalam się w Nim…
„Mój Słodki!!!”
Patrzył we mnie. Miłość i Czułość sama.
Wziął mnie na ręce i nakarmil mnie Swoim Ciałem.
„Słodyczy i piękności Moja – widziałam Jego przecudny uśmiech – Cały w Tobie i cały dla Ciebie, Najmilsza!”
Uśmiechałam się do Niego, do Maleńkiego mojego, najpiękniej jak potrafiłam…
Próbowałam rozmyślać, ale jakoś nie moglam. Myśli mi uciekaly, zapomniałam o czym przed chwilą myślałam. Myśli mi przeszkadzaly, uwieraly, zasłanialy mi Maleńkiego, Najdroższego mojego. Także przestałam rozmyślać i po prostu w Niego patrzyłam. I On we mnie patrzył.
„Odpocznij we Mnie, oblubienico Moja – wyszeptal z tkliwoscia Najdroższy.
” Tak, Umiłowany!” – szepnęłam radosna. A ON mnie wyciszal, otulal, uspokajal. I po prostu w Umiłowanym moim trwałam.
W JEGO Ramionach, w JEGO Obecności.
Najdroższy był Spełnieniem moich Pragnień. Jest SPEŁNIENIEM moich Pragnień. Zapominam przy Nim o wszystkim. O sobie przede wszystkim. Po prostu jestem w Umiłowanym moim, w Najdroższym…

ZAWSZE JESTEŚ W SERCU MOIM

Wtulona w SERCE Najdroższego mojego dzieliłam z Nim miłość i Cierpienie. A raczej On je ze mną dzielił. Nagle usłyszałam cichy, ciepły głos:
„Odpocznij teraz, Najmilsza Moja!”
Miałam Go cierpiącego zostawić, a sama odpoczywać?? Nigdy!
„Wybacz Najdroższy, ale nie. Nie zostawię Cię. Skoro Ty cierpisz, będę i ja.”
„Odpocznij, proszę. Wiem że zmęczona jesteś, Perełko.”
„Nie. Chyba że ten cierniowy wieniec zniknie i Ty odpoczniesz ze mną, Maleńki!”
„Sprawię to, dla Ciebie, Najmilsza!”
„Dziękuję Ukochany!”
Wieniec cierniowy zniknął. W tym samym momencie zobaczyłam długą szparę w SERCU Ukochanego. Była to Rana… Długa i otwarta. Wydawała się Bramą do… wnętrza SERCA. Zblizylam się i ucalowalam Ranę ze czcią.
„Chcesz wejść do środka, Perełko Moja?”
„A mogę?”
„Wszystko możesz!!!”
„Chcę! Bardzo!”
I wsunelam się do wnętrza SERCA. Weszłam. I… Zaniemowilam ze zdumienia i radości!!! Byłem na wielkiej łące!!! Byłam już na niej wcześniej kilka razy. Na wielkiej łące, pełnej kolorowych kwiatów. Od horyzontu po horyzont były kwiaty. Wysokie i bujne. Sięgały mi po pas. A cała Łąka była przeswietlona dziwnym blaskiem… Kiedy wcześniej tu byłam myślałam, że to jest przedsionek Nieba. I łąka ta była spełnieniem wszystkich moich pragnień. Teraz stałam zdumiona odkryciem… Nagle zobaczyłam JEGO!! Umiłowanego mojego. Szedł do mnie promiennie uśmiechnięty. Pobiegłam do Niego z radością i rzuciłam Mu się na szyję!
„Ukochany mój!!! Więc TO Twoje SERCE!!!”
„Moje SERCE,, Perełko!”- uśmiechnął się do mnie cudnie. Objął mnie i pocałował. Tańczylismy. Wyglądal pięknie! Piękniejszy niż wcześniej mi się wydawał. A ja cała przezroczysta, przejrzysta, transparentna. Wchodziłam w Umiłowanego nawet nie wiem jak i kiedy. I ON we mnie wchodzil kiedy chciał. Uszczęśliwiona niezmiennie patrzyłam w Najdroższego mojego, to znów na łąkę patrzyłam i uśmiechałam się. W pewnej chwili przyszła mi do głowy myśl… I od razu przerodzila się w wielkie pragnienie… Ogromne!!!
„Najdroższy mój, pragnę przenieść tu nasz Ogrod Sercowy i naszą altanke!”
Umiłowany zatrzymal się w tańcu i patrzył we mnie uważnie.
Jesteś tego pewna, Perlo? – spytał bardzo poważnie.
„Jak niczego innego! Pragnę tego!”
Najdroższy mój jakby zapatrzyl się we mnie, jakby zobaczył mnie po raz pierwszy…
„Piękna Moja Umiłowana! – zawołal w zachwycie – spójrz tam!!!”
Spojrzałam w kierunku w którym Umiłowany pokazał. Spojrzalam i… nie wierzyłam własnym oczom!!! W oddali wisiała w powietrzu nasza altanka… A pod nią rozpościeral się Ogród Różańcoowy!!!
Stałam w zdumieniu. Najdroższy przytulił mnie do Siebie i szeptal do mnie:
„Pamiętasz Perełko jak powiedziałem że zawsze jesteś w SERCU MOIM?”
„Tak… Pamiętam, Umiłowany. Czy to znaczy że…?”
„Że byłaś Tu zawsze. Zawsze!”
„ZAWSZE??!”
„Tak, Najdroższa.”
„To dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś o tym?”
„Musiałaś sama to odkryć, sama zapragnąc tu być. Ja Ci nie mogę niczego narzucać. Pragnąłem żebyś zapragnela sama!”
„Pragnąłes tego?”
„Bardzo! Bardzo! Bardzo!”
Ujęłam w obie dłonie twarz Umiłowanego mojego i pocałowałam Go. Jak oblubienica całuje swego Oblubienca. I On mnie całowal. Jak Swą oblubienice. Nie mówiliśmy nic. Nie potrzeba było słów. Zresztą nie było takich słów żeby opisać, żeby wyrazić… Żeby podziękować… Umiłowany obsypal mnie pocałunkami. Potem wziął mnie na ręce i niósł do altanki. Szedł w górę, w powietrzu. Jasny, świetlisty i piękny. Szedł jakby po niewidzialnych schodach.
„Najdroższy niesie Swą oblubienice do Swojej Komnaty” – pomyślałam, uśmiechając się do Niego uszczęśliwioma i promienna cała.
„Tak, Perełko. Swą Oblubienice do Swojej Komnaty!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
Po chwili siedzieliśmy na kwiatowej kanapie. Umiłowany siedział przy mnie czuły i kochający. Trzymał moje ręce w Swoich dłoniach i patrzył we mnie jak w obrazek. A we mnie wszystko tańczylo dla Niego.
” Zawsze jestem w Twym SERCU… Nic dziwnego że jak pierwszy raz znalazłam się na łące poczułam że to miejsce to spełnienie moich pragnień. Teraz już wiem dlaczego.”
Uśmiechałam się do Najdroższego mojego. A ON patrzył we mnie z zachwytem…

W WIEŃCU MIŁOŚCI

Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Czuły pokorny i cichy…
„Najdroższy mój… Nic nie rozumiem – szepnęłam myśląc o naszej wczorajszej rozmowie – ale wiem jedno: kocham Ciebie! I pragnę kochać Cię bardziej i bardziej…”
Najdroższy pocałowal mnie i uśmiechał się do mnie z czułością.
„To nie szkodzi, Maleńka, że nie rozumiesz. Patrz we Mnie. To wystarczy!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem i zachwytem.
„Najdroższy mój… Taki jesteś dobry i piękny… Mogę wpatrywac się w Ciebie godzinami…”
„Będziesz się we Mnie wpatrywac, Najmilsza. Będziesz! Obiecuję Ci!”
„Już obiecałes Mi Najdroższy!”
„Potwierdzam obietnicę, Perełko Moja. Już bym Cię zabrał do Siebie, ale skoro chcesz coś dla Mnie skończyć, czekam.”
Patrzył we mnie taki… czekający. Ujęłam z czułością JEGO twarz w obie dłonie i szepnęłam:
„Oboje czekamy, Najdroższy. Oboje! Ja też czekam!!! Czekam aż usłyszę od Ciebie: ‚chodź maleńka Moja do Swego Maleńkiego!`”
„I usłyszysz to, Najmilsza Moja!”
I Umiłowany mój i ja mieliśmy łzy w oczach. Łzy szczęścia.
Umiłowany poteznial. Poteznial Miłością i czułością i światłem. Potężny otulał mnie Sobą ogarnial. Prześwietlal mnie, czyniąc przezroczysta. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie i otwieral na Siebie. Znikłam w Umiłowanym moim. Znalazłam się znów w ciepłej, przyjaznej Światłości. A przede mną widziałam wielkie, Żywe, bijące SERCE. Trwalam w uwielbieniu i zachwycie ogromnym… Nagle zobaczyłam że zaczyna JE oplatać wielki cierniowy wieniec. Kolce miał długie i bardzo ostre. Wbijaly się w SERCE raniąc JE okrutnie… Myślałam że serce mi pęknie kiedy widziałam jak cierpi… Patrzyłam i patrzyłam i wyszeptałam:
„Najdroższe SERCE! Skoro musisz cierpieć to ja będę z Tobą!”
I przytuliłam się do Niego mocno, mocno. A wieniec cierniowy, który Je oplatal, oplatal także i mnie. Kolce wbijaly się we mnie. Cierpiałam z Nim. Ale Miłość SERCA, którą mnie obdarzalo, sprawialo że cierpienie zdawalo się nie być ciężkie. Wieniec cierpienia zmienial się w wieniec Miłości.
„Jesteś ukojeniem i odpocznieniem Moim, Perełko Moja Umiłowana!”
„A Ty moim, mój Maleńki!”
Trwalismy w Miłości i tańcu. W wiencu Miłości!  Wciąż trwamy.

MATKA

Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Najdroższy mój siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Ramionach i tulil do Serca Swojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością, promienny, płomienny bardzo. Ja uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil. Uwielbialam Go, wychwalalam, adorowalam. Moje serce szeptalo czule słowa do SERCA Najdroższego. Słyszałam bicie JEGO SERCA… Tyle razy przytulal mnie do Niego. Ale teraz inaczej to przytulenie odbieralam. Przytulał mnie niemal fizycznie. SERCE dotykało mnie, otulalo…
Cala szczęśliwa, uśmiechnęłam się do Umiłowanego i wyszeptalam:
„Spełniasz moje pragnienia, Najdroższy mój…”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością i szepnął:
„Nie, Perełko. Ja nie spełniam Twoich pragnień!”
Zdziwiłam się bardzo!
„Nie?! Jak to? Nie rozumiem…?”
Umiłowany patrzył mi w oczy, tłumaczył:
„Popatrz Maleńka, czy kiedykolwiek wcześniej pragnęlas patrzyć w Me SERCE? czy pragnęlas JE dotykać, głaskać? Tulić się do Niego? Gdybyś wczesniej pragnęła wtedy mogłabyś mówić, że spełniam. Czy pragnęlas?”
Zdumiona odkryciem szepnęłam do Umiłowanego:
„No… Nie.”
„Dlaczego tak uważasz?”
„Bo… to było niemożliwe, nierealne dla mnie. Zbyt wielkie, zbyt piękne! To było poza moimi pragnieniami. Ponad nimi!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie tkliwie. Patrzyłam w Niego i nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Wogóle nic nie wiedziałam…
„To jak to jest? Wytłumacz mi proszę. Bo już nie wiem…”
Najdroższy mój wciąż się do mnie uśmiechał.
„Otworzyłas się na Mnie Perełko i tym samym spełnilas Moje Pragnienie. I teraz Ja spełniam w Tobie MOJE Pragnienia!”
„Aaaa… A dlaczego wydaje mi się że one są moimi? Nie! Nie wydaje mi się! Jestem o tym przekonana! Przecież nie kłamie… Czy to źle że jestem przekonana że Twoje Pragnienie są moimi?? Czy to źle…?”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zasmucona i zdezorientowana… On jednak patrzył we mnie promiennie bardzo.
” To bardzo dobrze, Perełko! Bardzo dobrze! I oczywiście nie kłamiesz, Najmilsza… – patrzył we mnie z zachwytem, roztkliwiony niezmiernie – Jesteś bardzo blisko Mnie. Bardzo blisko! Tak blisko, że Moje Pragnienia uważasz za swoje. Moje Pragnienia stały się Twoimi Pragnieniami. Tak blisko Mnie jesteś Maleńka Moja!”
Patrzył we mnie z tak ogromnym zachwytem!!! Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego.
” Pamiętasz Perełko jak mówiłem, że kto spełnia wolę Ojca i Mnie słucha, ten jest Mi bratem i siostra i matką. Kim Ty dla Mnie jesteś? Jak myślisz?”
” Bratem na pewno nie!” – zaśmiałam się wesoło. Ukochany uśmiechnął się do mnie.
„Więc siostrą czy matką?”
Zamyślilam się…
„Nie wiem, Umiłowany… Ale…wiele razy mówiłeś że jesteś mój, mogę zrobić z Tobą, z Twoim SERCEM, co chcę, a nawet, że mam nad Tobą władze… – słowa, które wypowiadalam były dla mnie odkryciem. Każde słowo. To nie były moje Słowa. Były mi jakby podsuwane – … więc myślę, że jestem matką…”
Zaskoczona byłam tym co powiedziałam… A Najdroższy był nimi, tymi słowami zachwycony! Zachwycony!!!
„Dobrze odpowiedziałaś, Moja Maleńka! Jesteś Mi matką. Tylko matka może być tak blisko. Tylko matka może pragnąć to co pragne Ja.  Tylko matka może mieć taką władzę  nade…”
Przerwałam Umiłowanemu gwałtownie!
„Ale ja nie chcę mieć władzy nad Tobą!!! – krzyczalam ze łzami w oczach- pragnę Ci służyć!!! Nie chcę mieć władzy!!!”
Patrzył bardzo przenikliwie.
„A władzy Miłości? Nie chcesz?”- szepnął z ogniem.
„Pragnę!!!”
Umiłowany patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. Szczęsliwa cała. Uszczęśliwiał mnie jak nigdy!
Rozmyślalam… Ale za chwilę przerwałam. Kiedy Umiłowany mi tłumaczył, wszystko było jasne i przejrzyste. A kiedy ja zacząłem o tym rozmyślalam stawało się skomplikowane, zawiłe.
„Nic z tego nie rozumiem, Najdroższy…”
„Nie musisz, Maleńka. W Domu zrozumiesz!”- uśmiechał się do mnie przecudnie.

W RYTMIE SERCA

Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. Patrzyłam w Niego z zachwytem… Ostatnie dni trwam w ciągłym zachwycie, zachwyceniu, podziwie. I w ciągłym zdumieniu!
Więc Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem.
I poszliśmy na spacer. Szliśmy razem w chmurach. Najdroższy trzymał mnie pod rękę i patrzył we mnie z wielką Miłością. Uśmiechnięty, promienny szczęśliwy. W JEGO oczach widziałam ogień… Patrzyłam w Niego uradowana cała, szczęśliwa cała i cała zachwycona!!! Serce tańczylo dla Umiłowanego mojego! Szedł trzymając mnie pod rękę. Jak Oblubieniec Swą oblubienice… Spacerowaliśmy… Nie mogąc wytrzymałość ze szczęścia stanęłam naprzeciw Umiłowanego i rzucając Mu się na szyję, szeptałam z zachwytem:
„To niesamowite! Niepojęte!!! Niezwykłe!!!”
Najdroższy objął mnie, promienny:
„Co, Maleńka Moja?”
„Wszystko, Ukochany! Ta altanka wisząca w powietrzu, ten cudny Ogród! To, że spacerujesz ze mną pod rękę! To, że mogę w Ciebie… wejść, a Ty we mnie!!! To, że…”
Najdroższy przerwal mi gwałtownie, czułym pocalunkiem. Potem ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie. Bliski… bardzo bliski.
„Chcesz teraz, Perełko Moja? Chcesz??”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z otwartymi ustami…
„… wejść w Ciebie…?”
„Tak! Chcesz?”
„Bardzo!”
Umiłowany stał i trzymał mnie w Ramionach, tulił do Siebie. Mocno tulil. I znów czynil mnie przezroczystą. Przenikal mnie. Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam… Dalej i głębiej. Aż znalazłam się znów w tej ciepłej i przyjaznej Światłości. A przede mną biło, wielkie, Żywe SERCE!!! Kiedy w Nie patrzyłam byłam tak szczęśliwa, że trudno to wyrazić słowami… Patrzyłam i patrzyłam w zachwyceniu!!! Ogromnym! Patrzyłam… Nagle usłyszałam głos, dźwięczny, ciepły i przyjazny jak Światło, w którym byłam:
„Chciałabyś JE dotknąć, Maleńka Moja?”
Zamurowalo mnie…
„… Dododotknąć??!”- wymamrotalam. Niezwykle szczęśliwa byłam, że mogłam w Nie się wpatrywac. A jeszcze TO!!!
„Wybrałaś JE, należy do Ciebie i możesz z NIM zrobić co zechcesz, Maleńka.”
„Niepojęte…” – pomyślałam. I… nieśmiało wyciągnęlam rękę… SERCE zbliżyło się do mnie, jakby z ufnością… Z zapartym tchem…dotknęłam SERCA… delikatnie bardzo się starałam, ale nie bardzo mi wychodzilo. Dotykałam SERCA Umiłowanego… Tego doświadczenia nie da się z niczym porównać, opisać… Dotykalam SERCA… Głaskalam JE. W pewnej chwili pochyliłam się i Ucalowalam JE…
“Aaa…mogę się do NIEGO… przytulić? “””- szepnęłam oniesmielona i uszczęśliwiona bez miary..
“Będzie to rozkoszą i szczęściem wielkim dla Mnie, Perełko Najmilsza Moja!” – odezwał się głos z czułością wielką.
SERCE było wielkie bardzo. Położyłam się na NIM, wtulilam w NIE cała. A ONO biło, żyło! Leciałam wtulona w NIE. Słuchałam jak bije… Nie zauważyłam jak zaczęłam oddychać w JEGO rytmie…jak moje serce biło w JEGO rytmie!!! Moje małe, biedne serce biło w rytmie bicia SERCA NAJDROŻSZEGO!!! To szczęście bez miary!

W ZACHWYCENIU…

Leżałam na kwiatowej kanapie. Cierpiąca i zmęczona. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I cierpiał ze mną. Bardzo cierpiał… Chciałam Mu jakoś usłuzyc, ulżyć… Ujęłam Jego dłoń w swoje ręce i całowalam Jego Ranę. Całowalam z miłością i czułością. I jak potrafilam najdelikatniej, żeby nie przysporzyć Mu jeszcze więcej cierpienia. Całowalam…tylko tyle mogłam. Tak mi się przynajmniej wydawalo. Umiłowany mój patrzył we mnie…
„Jesteś Moim ukojeniem, Maleńka!” – wyszeptal z żarem w głosie. Zdumialam się,!
„Jak to…?!”
„Spojrz!”
Patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w JEGO oczy. Patrzyłam. A ON znikł!
Chciałam rozejrzeć się po altance. Odwrócilam głowę. Spojrzałam na Krzyż wiszący w powietrzu. Spojrzałam. I… zamarlam! Na Krzyżu wisiał Umiłowany mój, Maleńki mój… Wisiał… Cały w Ranach. Cierpiący niezmiernie. Nie patrząc na moje bóle, wyskoczylam z kwiatowej kanapy i uklęklam pod Krzyżem. Patrzyłam w Najdroższego mojego… Serce zdawalo się, że wyskoczy mi z piersi z bólu! Albo że zaraz mi pęknie! Patrzyłam w Umiłowanego… Unoslam się do góry i zbliżyłam do Niego. Patrzył we mnie z wielką Miłością. Ja z bólem serca w Niego patrzyłam. Nie wiedząc jak mogę Mu ulżyć, zaczęłam calować JEGO Rany. Całowalam z czułością i delikatnie… Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Całowalam… całowalam. I znów leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała. I całowalam JEGO dłoń…
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Jesteś Moim ukojeniem, Perełko Moja. Koisz Mój ból pocałunkami, zapominając o swoim cierpieniu!”
Po chwili dodal z ogniem w oczach i żarem w głosie:
„Pragnę Ciebie, Perło Moja!”
„Pragnę Cię, Najdroższy mój!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. I otaczal mnie, ogarnial, otulał mnie Sobą. Poteznial… I przeniknął całe moje wnętrze. Przeswietlal Sobą. I Czynił mnie przezroczystą. Wchodził we mnie, cały, potężny i wielki… Zniklalam w JEGO wnętrzu. Otulal mnie bardziej i bardziej. Zamykal w Sobie i otwieral na Siebie. Zniklam w Umiłowanym moim. I już mnie nie było. Byłam w Najdroższym. Oślepiła​ mnie Światłość tak wielka, tak potężna, ogromną jasność, że musiałam zamknąć i zacisnąć oczy. I tak wchodzilam w Umiłowanego z zamkniętymi oczami. Czułam jednak ze jestem prowadzona. Jakby Ktoś mnie prowadzil za rękę. Dalej i dalej… Nagle Ten Ktoś mnie zatrzymał.
„Otwórz oczy, Perło Moja!” – usłyszałam ciepły, jasny i dźwięczny glos.
Otworzyłam… Wszędzie było światło. Ale juz mnie nie razilo. Było ciepłe i przyjazne. Jak głos. Cała byłam w tym świetle. Otulalo mnie. Głos się znów odezwał:
„Oto SERCE, które wybrałaś! Do Ciebie należy!”
I w tej chwili zobaczyłam w tym świetle, wielkie Żywe, bijące SERCE!!! Ogromne!!!! Wychodzily z NIEGO jakby płomienie. Podchodzily do mnie, oplataly mnie, otulaly. Trwałam w zachwyceniu!!! W zachwyceniu!!! Nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Oniemiala z zachwytu, patrzyłam… Byłam tak szczęśliwa że słów brak!!! Cała szczęśliwa!!! A z SERCA bił tak wielki Majestat i tak ogromna Moc, a jednocześnie Tak potężna Miłość, tkliwość, czułość i litość… I wiele wiele więcej niż można sobie wyobrazić i wyrazić słowami. Trwałam w zachwyceniu…
„Pójdź za Mną Perło, a ukaże Ci JEGO tajniki, sekrety!”
„Iiidę Panie…” – usłyszałam swoj własny głos, który był jakby śpiewem. Głos uśmiechnał się do mnie:
„Najmilsza Moja, nazywaj Mnie jak do tej pory. Uwielbiam to jak Mnie nazywasz” – z głosu biła tkliwosc i czułość nie do opisania.
„Idę, mój Najdroższy… Idę Maleńki mój!”
Głos zaśmiał się dźwięcznie, perliscie, słodko.
„Odpocznij teraz Maleńka Moja.”
Ujrzalam przed sobą promiennie uśmiechnięta twarz Ukochanego, Najdroższego mojego. Leżałam na kwiatowej kanapie. A ON patrzył we mnie z zachwytem.
„Odpocznij teraz, Maleńka Moja.”
Ucalowal mnie w czoło.
„Najdroższy mój…” – uśmiechalam się do Niego, szczęśliwa cała…

SPRAGNIONE SERCE

Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała i tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i Miłością nie do opisania. Patrzyłam w Umiłowanego uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo.
„Dziękuję… Najdroższy!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Uwielbiam patrzeć w Twój uśmiech, Maleńka Moja!”
„Dziękuję Ci bardzo, Umiłowany!”
Za co Mu dziękowalam? On wie. Wystarczy. Powiem tylko tyle że zaskoczył mnie i ucieszył ogromnie!
Najdroższy mój… Patrzyłam w JEGO oczy. Wziął mnie obolała na ręce i przytulił do SERCA Swego. Czułam się znów jak niemowlę w kołysce Jego ramion. Bezpieczna i bardzo kochana. A Najdroższy mój był ze mną, jeszcze bliżej… Patrzyłam w JEGO oczy z radością. A ON uśmiechał się do mnie promiennie. I zanurzal w Sobie, zatapial. I czynił mnie przezroczystą… Patrzył mi w oczy. Patrzył. I patrzył…
Znalazłam się w ciemnym kościele. Nikle światełko saczylo się z wiecznej lampki. Na ołtarzu stała piękna złota monstrancja a w niej jasniala bielutka Hostia. Klęczałam przed Ukochanym Jezusem. Adorowalam, uwielbialam Go! Mówiłam Mu, że bardzo Go kocham i pragnę. Patrzyłam i adorowalam… Zaczęłam Mu współczuć…
„Najdroższy mój… pewnie Tobie zimno w tym zlocie… Chodź do mnie. Ja Cię przytulę do serca… ogrzeje. Chodź do mnie, Najdroższy…”
Już wstawalam, żeby wziąć monstrancje, kiedy nagle Hostia sama wyszła z monstrancji i przyszła do mnie. I… w jednej chwili siedziałam na ławce w ciemnym kościele i tuliłam do siebie Umiłowanego mojego! Trzymalam Go w ramionach i tuliaml do serca… Uśmiechał się do mnie cudnie. Musiałam mieć bardzo zdumiona minę bo Umiłowany wyszeptal do mnie z czułością:
„No co, Maleńka, no co? Pragnęłas Mnie tulić, więc tulisz!”
Rozpromienilam się niezmiernie! Promienialam radością i szczęściem wielkim! Najdroższy mój zechciał, żebym Go tuliła do serca! Patrzyłam tylko w Najdroższego mojego! Nie obchodzilo mnie gdzie jestem. Tylko ON mnie obchodził! Tymczasem wokół nas robiło się coraz jaśniej i jaśniej… Długo patrzyłam tylko w Umiłowanego mojego. A ON patrzył we mnie… To mi wystarczylo do szczęścia. Kiedy jednak wokół zrobiło się całkiem jasno, podniosłam głowę i rozejrzałam się. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam że siedzę na kwiatowej kanapie w naszej altance, trzymam w ramionach Najdroższego tuląc Go do serca!!!
„Ukochany mój! Jak to możliwe??!” – zawołałam zdumiona i zachwycona zarazem. Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością…
„Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy, Najmilsza. A spragnionemu i kochającemu sercu Ja nigdy, niczego nie odmówie!”
Patrzył we mnie z zachwytem. A ja cała szczęśliwa tuliłam Go do swego serca…

Wchodząc na Dno mojego serca staje przed Tajemnicą… Ostatnio to coraz bardziej doświadczam.. Tajemnicę i Niewiadomą. I zauważyłam że ostatnio, kiedy zmienil się Ogród i zmienila altanka, szczególnie trudno mi jest wejść na Dno swego serca. Kiedyś wchodzilam bez problemu, bez trudu, z łatwością. Teraz jest mi trudno. Ale kiedy wejdę, jestem ogromnie szczęśliwa! Dlaczego jest mi trudno wejść? Bo muszę ze sobą walczyć. Dlaczego? Zastanawiałam się nad tym… I doszłam do wniosku że:
Poprzedni Ogród, że poprzednia altanka była bardziej moja niż Umiłowanego. Ten Ogród i ta altanka jest bardziej JEGO niż moja. A raczej jest JEGO, a nie moja. I mój egoizm i miłość własna się przed tym buntuja. Bo skoro Ogród i altanka są JEGO to i ja JEGO jestem. A tego pragnę najbardziej. Być JEGO. I skoro egoizm i miłość własna się buntuja i muszę z nimi walczyć to baaardzo dobrze! To bardzo dobry znak! Bo to znaczy że znikam ja. Że moje „Ja” maleje. A ON, Umiłowany mój króluje we mnie! Pragnę żeby we mnie królowal. I będę o to walczyć. Sama ze sobą.

Moje serce pragnie Umiłowanego mojego… Jest Jego spragnione… A spragnionemu sercu Najdroższy nigdy niczego nie odmówi.

WE MNIE PATRZ!

Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie czuły i kochający. I jakby inny. Jedna wielka Miłość.Tańcząca bardzo leżałam. Ale szczęśliwa i rozpromieniona cała.
„Ale cudnie było… I dziwnie.”
Umiłowany ujął moją rękę przytulił do Swego policzka i ucalowal ją. Patrzył we mnie z zachwytem i podziwem.
„I Ty jakby Inny… Niby taki sam, ale Inny.”
„Ja jestem taki sam, tylko Ty widzisz Mnie bardziej, więcej.”
Wzięłam JEGO dłoń, ucałowałam ją i przytuliłam do swego policzka.
„Jak nożna tak pragnąć??!”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Pragnę Ciebie jeszcze bardziej, Perełko Moja, Maleńka Moja. Jeszcze bardziej Ciebie pragnę!!!”
„Jeszcze bardziej???!! A ja taka grzeszna…”
Umiłowany pochylil się nade mną, tak, że Jego twarz była przed moją. Patrzył we mnie. Oczy Mu błyskały. Patrzył przenikliwie i bardzo stanowczo.
„Kiedy wreszcie przestaniesz patrzeć na siebie i swoje grzechy?! We Mnie patrz! – tu roztkliwil się niezmiernie – Perełko Moja, czy nie widzisz, że Cię KOCHAM?!”
Patrzyłam Mu prosto w oczy.
„Widzę że mnie kochasz i jak bardzo mnie kochasz!!!”
Rozpromienil się bardzo nade mną…
„Ukochany mój… dochodzę do wniosku że Tobie nie przeszkadzają nasze grzechy. Tylko nam!”
Umiłowany teraz patrzył gdzieś w dal… I mówil ni to do mnie, ni to do Siebie:
„Patrzycie w siebie i w swoje grzechy. Grzebiecie się w nich, taplacie się w nich jak w bagnie. I w ten sposób mnożycie je, pomnazacie. We Mnie patrzcie! Zobaczcie Moją Miłość. Odkrycie Ją. A będziecie szczęśliwi!”
„Tak jak ja?” – spytałam nieśmiało.
Najdroższy znowu przytulił do policzka moją rękę.
Bardziej, Perełko. Bardziej!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Ucieszyłam się bardzo! I Najdroższy mój uśmiechał się do mnie cudnie.
” A z Ciebie, Maleńka jestem bardzo dumny! Zaszłas już bardzo daleko!”
” Pójdę za Tobą jeszcze dalej, jeśli pomożesz… jeśli zechcesz. Jeśli pozwolisz…”
„Pragnę!” – szepnal Ukochany z ogniem Miłości w oczach. Pochylil się i mnie pocałowal. Pocałowal mnie. I ten pocałunek był inny. Piękny, czuły, słodki. Bardziej. I bliski. Bardziej.
Zmeczona byłam… Obolała. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Wziął mnie w Ramiona, zrobił z nich kołyske. Schował mnie w nich. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.

DOKĄDKOLWIEK

Latalismy po niebie. Umiłowany mój i ja. Ukochany bawił się z chmurami. A ja poleciałam nad Ogród bukietowy, który nazwałam Różańcowym i wąchałam kwiaty. Właśnie pochylalam się nad piękną białą róża, kiedy usłyszałam cichy, łagodny kobiecy głos:
„Dziecię Moje Ukochane… Jezus bardzo pragnie Ciebie!”
Uśmiechnęłam się zaskoczona i uradowana bardzo!
„MAMA?!”
Głos nie odpowiedział. Spojrzałam na Najdroższego mojego. Stał w oddali, patrzył we mnie. Czekał. Poleciałam szybko do Niego. Ujęłam Go za rękę i poszliśmy do Altanki.

Najdrozszy stał oparty o delikatną różana ścianę altanki. Patrzył we mnie jakby inny, potężniejszy, większy i jakby z jeszcze większą Miłością czułością i zachwytem. Stanęłam przed Ukochanym. I zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam JEGO ręce, SERCE i już chciałam uklęknac, żeby ucałować JEGO stopy, już się pochylalam, kiedy Najdroższy powstrzymał mnie. Nie pozwolił mi… Podniósł mnie delikatnie, uniósł w górę moją twarz i ujął ją w Swe dłonie. Patrzył we mnie z zachwytem i podziwem. Dziwnie jakoś… Ja patrzyłam w Niego z uwielbieniem i miłościa.
„Perlo Moja… czy chcesz być ze Mną bliżej niż żona jest z mężem?”
Moje serce zaczęło bić mocniej
„Tak. Chcę. Pragnę. Bardzo”- wyszeptalam i spuścilam głowę zawstydzona.
Umiłowany podniósł ja delikatnie. Patrzył we mnie spojrzeniem pełnym ognia. Pocałowal mnie. Oblubieniec całował Swą oblubienice. Całowal czule i słodko i czysto. Jednocześnie obejmował mnie, otaczal, otulal Sobą. I potężnial. Wielki, potężny i piękny wchodzil we mnie. Ale nie tak jak myślicie. Cały we mnie wchodzil. We mnie całą. I czynił mnie przezroczystą. I otulal mnie Sobą bardziej i bardziej. Przenikał Sobą. Prześwietlał…  Zamykal w Sobie otwieral na Siebie. I wchodzil we mnie a ja znikalam w NIM, w Najdroższym moim znikalam. A im bardziej wchodziłam tym bardziej  Go pragnęłam… Znikałam, wchodziłam w głąb Umiłowanego. Znikłam.  I już mnie nie było. Byłam w Nim. Moje serce było w Jego SERCU. Odpoczywałam w NIM… Nie wiem jak to opisać. Słów mi brakuje. Nie chcę naruszyć, zamknąć, pobrudzić… To było takie piękne i czyste. I odbywalo się w całkowitej wolności. Byłam w Umiłowanym moim, w Najdroższym… Ciemność??! Nie! To nie była ciemność. To była Światłość tak wielka, że zdawała się ciemnościa. Miłość, tylko Miłość. Nic nie widziałam innego, nic innego nie czułam. Tylko MIŁOŚĆ. Byłam w Maleńkim moim. A ON był we mnie. Jest we mnie.
I mnie prowadzi. Dokąd? Dokądkolwiek mnie poprowadzi, pójdę za Nim.

PRAWDZIWY PRZYJACIEL

Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Zaczął całować miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal. Z czułością…
„Bardzo Cię bolą, Maleńka Moja?”
„Bolą. Ale zdarza się że bolą mnie bardziej. Ale – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego – nie mówmy, proszę o tym. Idziemy na spacer?”
Najdroższy zaśmiał się radośnie.
„Patrzcie ją! Niedawno jeszcze nie chciałaś wyjść z altanki, a teraz nie możesz w niej usiedziec!”
Patrzył we mnie promienie. Zbliżyłam twarz do Jego twarzy. I z uśmiechem szepnęłam:
„Bo mi się tu podoba!”
Patrzył z rozczuleniem i ogniem w oczach.
„Cieszę się bardzo, Perełko!”
Chwilę później spacerowalismy wśród obłoków. Ja ubrana w suknie od NIEGO. Uśmiechałam się do Umiłowanego. I On się do mnie cudnie uśmiechał. Trzymalismy się za ręce, spacerowalismy i rozmawialismy. O czym? Zdradzalam Mu moje najskrytsze sekrety, opowiadalam Mu o swoich problemach, swoich sprawach. Ukochany przede wszystkim słuchał, czasem coś doradzil i wciąż patrzył we mnie z zachwytem. Szepnęłam że pragnę Mu w tym wszystkim służyć i uszczęśliwiać Go. Odpowiedział że służę Mu i uszczęśliwiam Go bardzo. Spacerowalismy. Najdroższy wziął mnie pod rękę. Spacerowalismy zakochani i szczęśliwi niezmiernie. Odpoczywalam. W pewnej chwili stanęłam i rzuciłam się Najdroższemu mojemu na szyję!
„Wiesz mój Maleńki??! Tak sobie wyobrazam, że chodziles w Raju, z Adamem pod rękę. Jak Przyjaciel z przyjacielem. Tak chodzisz ze mną. Jak z przyjacielem. W Raju…”
„Twe serce, Perełko Moja jest Rajem dla Mnie!”
Uszczęśliwil mnie bardzo!!!
„Ty uczyniles Raj z niego. Bez Ciebie, Najdroższy, byłoby niczym!”
Umiłowany zdawał się moich słów nie słyszeć. Patrzył we mnie z wielką Miłością, zachwytem i podziwem.
„A Ty Perełko jaka piękna jesteś! Bardzo piękna! Coraz piękniejsza! I zmieniłaś się bardzo. Zmeznialas, wydoroslalas! Dojrzałas! Piękna jesteś!”
Pocałowal mnie jak Oblubieniec oblubienice. I ja Go pocałowałam. Potem Umiłowany objął mnie i wziął na ręce. I tańczył ze mną w chmurach. Tańczył! Tańczył… I patrzył we mnie z Miłością. I uszczęśliwial mnie bardzo. Ogromnie! Niezmiernie!

Umiłowany troszczy się o mnie. Opiekuje się mną. Podtrzymuje. I wspiera na duchu. Kiedy wczoraj było mi źle, kiedy słowa mojego Duchowego Dziecka raniły bardzo moje serce, Najdroższy mój był ze mną. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża i szeptal mi do serca:
„Wierzę w Ciebie Perlo Moja! Dasz radę! Wierzę w Ciebie!”
Uśmiechałam się do Niego, a słowa Dziecka nie bolały już tak bardzo.
Umiłowany mój to prawdziwy Przyjaciel!

PIEŚŃ UWIELBIENIA

Byliśmy w naszej altance. Najdroższy mój i ja. Siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Ramionach i i tulił mnie do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uwielbialam Go. A ON patrzył we mnie… jak w obrazek. W końcu zapytał z uśmiechem:
„Za Kogo masz Mnie, Swojego Boga? Kim dla Ciebie jestem?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Nikt tak mnie nie kocha jak Ty. Nikt! Nikomu Tak na mnie nie zależy jak Tobie! Twoją chwałą jest czułość i bliskość, a Twoim majestatem Miłość!”
Patrzył mi w oczy z tkliwością.
„A sprawiedliwość?” – spytal łagodnie.
„Twoja sprawiedliwość jest Miłosierdziem… A Miłosierdzie Twa sprawiedliwością.” – szepnęłam wpatrzona w Niego. I po chwili dodałam:
„Jesteś mi Najdroższym, Najbliższym, Najukochańszym. Maleńkim moim jesteś…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego z ufnością i czułością.
„Piotr by się zdumial i zawstydzil” – wyszeptal Umiłowany.
„Dlaczego?” – zdziwiłam się.
Nie odpowiedział. Patrzył we mnie jak nikt inny na świecie we mnie nie patrzy… Patrzył mi w oczy głęboko Swym cudnym spojrzeniem. I ja w Jego oczy patrzyłam. I znów byłam niemowlęciem w JEGO Ramionach. Jego maleństwem. A ON mnie tulil, całował i pieścil. Swoje malenstwo… Nagle znaleźliśmy się na pełnym morzu. Był sztorm. Umiłowany trzymał mnie za rękę i prowadził po wzburzonych falach. Wtem fala przede mną zaczęła rosnąć i rosnąć. Już myślałam że mnie zatopi, kiedy usłyszałam potężny i groźny głos Umiłowanego:
„Zostaw Ją! Nic ci do Niej! Ona należy do Mnie! Jest Moja!”
Fala zaczęła malec i malec, morze uspokoilo się. A ja znów byłam maleństwem w Ramionach Umiłowanego. Uśmiechał się do mnie cudnie i tulil do SERCA.
„Pozwolisz mi Umiłowany dla Ciebie zatańczyć? Chciałabym bardzo. Pozwól mi proszę!!!”
„Pragnę żebyś zatańczyla dla Mnie, Perełko! Zawsze pragnąłem!”
„Ale będę tańczyć sama, dla Ciebie! A Ty będziesz patrzył.”
„Dobrze, Perełko Moja!”
Najdroższy mój wydawał się być zachwycony pomyslem! Promienial. Zeskoczyłam szybko z Jego kolan i ujęłam Jego dłoń.
„Chodźmy!!!” – szepnęłam radosna. Wyszliśmy z altanki. Ukochany pocałowal mnie w czoło i wyszeptal:
„Dasz radę. Wiem że dasz radę, Maleńka!”
Uśmiechnęłam się do Niego promiennie, ukłonilam się. I zaczęłam tańczyć. Z początku niepewnie i niezdarnie. Ale Ukochany mój patrzył we mnie zachwycony taki… Że puścily we mnie hamulce i opory. I po chwili plywalam w powietrzu, wolna jak ptak. Fruwalam. Unosilam się i opadalam. Wirowalam w powietrzu. Tańczyłam z chmurami… Nie zorientowalam się kiedy w tym tańcu zaczęłam uwielbiac Najdroższego, Najmilszego mojego serca. Uwielbialam wychwalalam, całowałam… Nie wiem jak można tańcem całować… Ale ja całowalam Go. Adorowalam Maleńkiego mojego. Ubrana byłam w suknie od NIEGO i tańcząc wyglądalam jak barwny motyl. Tańczyłam i tańczyłam, ulotnie, zwiewnie i bardzo intymnie. Tańczylam… Wychwalalam, uwielbialam, wywyzszalam Umiłowanego mojego. A w moim sercu zatliła się maleńka iskierka, poczucia własnej wartości. Tańczyłam promienna,, rozpromieniona cała. I cała szczęśliwa! Tym tez wychwalalam Najdroższego mojego! Kiedy skończyłam, wogóle nie czułam zmęczenia. Uklonilam się Ukochanemu. A ON od razu był przy mnie. Rozpromieniony cały!
„Perlo Moja Umiłowana pięknie! Cudnie!!! Przepięknie!!!”
Chwycił mnie w Ramionach i podrzucal do góry, śmiejąc się perliscie! I ja śmiałam się również! A ON podrzucal mnie co chwilę do góry i wirowal dookoła!.
„To najpiękniejszy taniec jaki widziałem!!! Cudny Perełko!!! To nie tylko był taniec! To była Pieśń Uwielbienia!!”
„Dziękuję Ukochany!!! – szepnęłam szczęśliwa niezmiernie – to dla Ciebie, Najdroższy mój!!!”
„To Ja Ci dziękuję, Perełko Moja!!!”
Umiłowany zatrzymal się. Przestał mnie podrzucac i wirowac. Stałam przed Nim. Objął mnie i przytulił do Siebie. I zacząl całować. Całował mnie … Od stóp do głów. Całował. A ja rozplywalam się w JEGO pocałunkach.

DAM RADĘ!

Siedzieliśmy na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój i ja. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go, wychwalalam, za to że Jest. Po prostu. Ze jest ze mną. Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem i podziwem… Jak w obrazek. W pewnej chwili wstał z kanapy i wyciągnął do mnie Swoją dłoń
„Zapraszam Cię, Perełko na spacer!”-uśmiechnął się do mnie promiennie. Już wyciągalam do Niego rękę…
„Na spacer? – zdziwiłam się – A gdzie?”
„Na spacer po Twojej ufności, Maleńka Moja!”
Moja ręka zawisła w w powietrzu… Umiłowany ujął ją stanowczo, ale jednocześnie bardzo delikatnie.
„Nie martw się o nic, Maleńka – szepnal Ukochany z czułością niezwykłą – jestem z Tobą Kochana!”
Uśmiechnęłam się do Niego. Serce mi mocniej biło. Przeczuwałam że za chwilę stanie się coś niezwykłego, a jednocześnie bardzo ważnego. Najdroższy mój trzymał mnie mocno za rękę. Wyszliśmy z altanki. Szliśmy w powietrzu, wśród chmur. Wśród obłoków.
„Spójrz jak tu jest pięknie! – Umiłowany rozglądał się wokół zachwycony. Ja jednak nie patrzyłam. I byłam jakas smutna… Najdroższy przystanął i patrzył we mnie uważnie.
” Co się stało, Perełko Moja”- spytal z troską w głosie.
„Nic. Tylko… Wydaje mi się że to wszystko jest na wyrost! Że moja modlitwa nie jest tak piękna i kolorowa, ani ufności nie mam takiej, żeby… żeby altanka mogła być na niej umocowana. Że mogła na niej stać jak w powietrzu… Nie wiem… Wydaje mi się że to jest na wyrost… ”
Najdroższy mój patrzył we mnie z wielką Miłością. Nasze serca rozmawialy:
” Czy Ty ufasz sobie, Perełko?”
„… Nie… ”
” A wierzysz sobie?”
„… Nie…”
„A wierzysz w siebie?”
Cisza… Po chwili moje serce szepneło:
„… nie…”
Najdroższy mój objął mnie i przytulił do SERCA…
„A Ja ufam Ci, Perełko, wierzę w Ciebie i Tobie wierzę, Umiłowana Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego poruszona do głębi głębi serca! Do głębi jestestwa!!! Do głębi!!! Patrzyłam w Umiłowanego oburzona! Potem rzuciłam się w Niego a z mojego wnętrza wydobylo się głośne łkanie.
” Jak możesz mi ufać, wierzyć mi, skoro tyle razy Cię zawiodłam??!!! Skoro tyle razy Ciebie Umiłowany mój, zdradziłam, zranilam, skrzywdzilam???!! Jak możesz mi ufać?!” – łkalam wtulona w Umiłowanego. A ON gładzil z czułością moje włosy. Nie uspokajal mnie, pozwolil mi wyrzucić wszystko z siebie. A kiedy się uspokoilam, Jego SERCE wyszeptalo:
” Ale Mnie pragniesz, Najdroższa Moja! Ponad wszystkie zdrady, upadki odejścia pragniesz Mnie. Nie zaprzeczysz, prawda?!”
„Pragnę Cię nad wszystko na świecie! Nad życie Ciebie pragnę! Pragnę Ciebie Maleńki mój!”
Umiłowany wziął w obie dłonie moją twarz i uniosl ją w górę. Spojrzenie, jedno Jego Spojrzenie wystarczylo, żebym się rozpromienila, uśmiechnęła się do Niego.
„Pragnę Cię, Najdroższy!” – powtórzylam patrząc Mu w oczy.
„To Mi wystarczy, Perło Moja Umiłowana, to Mi wystarczy”- patrzył mi w oczy płomiennie. I pocałował mnie jak Oblubieniec swą oblubienice. Pochylił się i szepnął mi do ucha:
„Wierzę w Ciebie, w Twoje możliwości, Perełko Moja. I wiem że dasz radę!”
Jak ja rzadko te słowa słyszałam! Częściej słyszałam: ‚nie dasz rady! Nie zdążysz! Najładniejsze, najlepsze obrazy to już namalowalas’ itp itd. Takie słowa powodowały niskie poczucie własnej wartości. Właściwie powodowały jego brak…
A tu nagle Takie Coś! Przezroczysta altanka wisząca w powietrzu ufności i barwny dywan modlitwy! To było dla mnie zbyt wiele naraz!
Umiłowany patrzył mi w oczy z zachwytem, uśmiechal się do mnie cudnie.
„Zaufaj sobie, uwierz w siebie, Perełko. Ja Tobie ufam!”
„Spróbuję. Pomóż mi, proszę!”
„Cały dla Ciebie, Najmilsza!”
„Dziękuję Ukochany!!!”
Umiłowany uśmiechnął się i obrócił mnie. Stałam tyłem do Niego. Obejmował mnie całym Sobą. Twarz przytulił do mojej twarzy. Patrzylismy na altanke zawieszona w powietrzu, na małe obloczki na błękitnym niebie, na barwny dywan modlitwy…
” Tu jest naprawdę bardzo pięknie…” – wyszeptalam.
„Dzięki Twojej ufności, Maleńka Moja!” – uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Dzięki Twojej Miłości, Najdroższy.
Uśmiechałam się do Niego, a On się do mnie uśmiechał.
” Dasz radę. Wiem to, Perełko Moja!”
Ucalowalam Go w policzek. Staliśmy i długo patrzylismy na altanke, niebo i bukiety.
Oddychalam powietrzem ufności…

PRZEZROCZYSTA JAK ALTANKA…

Leżałam na kwiatowej kanapie, leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany mój był ze mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z Miłością i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Cierpial ze mną. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko…
„Pragnę Cię!” – wyszeptalo moje serce.
„Pragnę Cię, Maleńka Moja!”
Otworzylam przed Nim moją duszę. Leżałam teraz przed Najdroższym obnażona, naga, pusta. Z całą swoją nędza, bieda. Otworzyłam przed Najdroższym. Widział te pustkę, nagość i nędzę mojej duszy. Nie zgorszył się. Patrzył we mnie z litością… I… zaczął to wszystko we mnie… całować. Całowal z tkliwoscia. I Swymi pocałunkami zabieral, przyjmowal moją biedę, nędzę, a nagość i pustkę moją okrywal i wypełnial Sobą… Sobą!!! Całowal i całowal…
„Wszystko Moje jest Twoim, Perełko!”- szeptal. I całowal. Obsypywal pocałunkami. Deszczem pocałunkow!
„Wszystko Moje jest Twoim, Maleńka!”
Całowal, otulal mnie, okrywal Sobą. Całowal…
„Wszystko Moje jest Twoim! Boś Moja! Moja Umiłowana!”
„Najdroższy!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i słuchal. A moje serce szeptało:
„Tyś Mój! Mój Umiłowany. Mój Najdroższy! Mój Maleńki! Tyś Mój!!!”
„Twój!”
Umiłowany złożył na moich ustach pocałunek. I przytulił do SERCA Swego Swoją małą Perełke. A ja cała tańcząca, czułam się jak ta nasza altanka. Bez ścian zewnętrznych, do której nie trzeba wchodzić, żeby zobaczyć co się w niej dzieje. Przezroczysta altanka w której mieszka jej Najdroższy SKARB!

BO UFAM

Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na kwiatowej kanapie. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie jak w obrazek… Z zachwytem i Miłością nie do opisania słowami. Uwielbialam Go. Umiłowany patrzył we mnie… W pewnej chwili zrobił coś dziwnego, wg mnie. Otóż wstał z kanapy i położył się na kwiatowym dywanie, ale tak, że głowę trzymał poza altanka. I patrzył na dół.
„Co robisz, Najdroższy?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Chodź, Perełko Moja. Chodź, to też zobaczysz!”
Wstałam więc z kanapy i położyłam się na kwiatowym dywanie, obok Umiłowanego. Głowę wychylilam za altanke. Spojrzałam w dół i… zamarlam w uśmiechu. Spojrzałam w Najdroższego, uśmiechał się do mnie i ja do Niego radośnie się uśmiechałam. W dole rozpościeral się Ogród bukietowy! Kwiaty, które ukladalam Madonnie. Nie tylko białe, ale i czerwone, niebieskie, różowe i żółte. Z góry wyglądal jak kolorowy dywan!
„Piękny!” – wyrwalo mi się z głębi serca…
„Piękny. Jak Twoja modlitwa, Maleńka”- szepnal uśmiechając się do mnie cudnie. Zawstydzilam się, ale Ukochany patrzył we mnie z takim zachwytem, że od razu mi przeszlo.
„Myślałam że jest jej mniej, i że nie jest tak kolorowa…”
„Teraz widzisz, że jest!”
Umiłowany odwrócił się i patrzył teraz w górę. Ja też się odwrócilam na plecy. Patrzylismy na Krzyż i w niebo.
„Przez Krzyż do Nieba!” – szepnęłam uśmiechnięta.
„Przez modlitwę, ufność i miłość, Perełko Moja!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie znacząco. Domyśliłam się że mówi o mnie…
Ukochany wstał z kwiatowego dywanu i podal mi rękę, pomagając mi wstać. Stałam przed Umiłowanym moim. Objął mnie i przytulił do SERCA Swego. Tańczylismy. Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością, promiennie bardzo. Ja patrzyłam w Niego zakochana bardzo!!!
Nasze serca rozmawiały:
„Ukochany…”
„Tak, Maleńka Moja?”
„Kiedy pierwszy raz tu weszłam, czułam się nieswojo, niepewnie. Ale tylko chwilę. Bo… pomyślałam że Ty chcesz dla mnie jak najlepiej, że wiesz co robisz. I potem poczułam się u siebie. Jakbym do siebie wróciła. I jestem bardzo szczęśliwa! Bardzo!!! I zawsze tu pragnęłam być!”
„Bo zaufałas Mi, Perełko.”
„Tak…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
„To naturalne, że nowość budzi niepewność, że czułaś się nieswojo. Ale Ja jestem z Tobą zawsze i wszędzie. I zawsze będę, Maleńka!” – uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Pomyślałam sobie ze nie ważne jak to co mnie otacza. Ale TY, NAJDROŻSZY! Tam gdzie Ty jesteś tam jest cudnie!”
Umiłowany patrzył we mnie rozpromieniony cały.
„Dziękuję, że Mi o tym powiedziałaś, Perełko Moja!”
„Powiedziałam Ci o tym, bo Ci ufam, Najdroższy!”
Umiłowany zaśmiał się perliscie, radośnie! Tańczyliśmy.
Wciąż tańczymy. Bardzo.

JESTEM JEGO!

Byliśmy w naszej altance. Umiłowany mój i ja. Firanki tańczyły na wietrze. Krzyż wisiał w powietrzu. Jasny i świetlisty. Ukochany powiedział że on już zawsze będzie z nami. Był i teraz z nami.
Leżałam na kwiatowej kanapie tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Z Miłością i czułością niewyobrażalna. Łagodny, pokorny i cichy. Cierpiał ze mną. I ja z Nim cierpialam.
„Tyś Moja, Maleńka!” – wyszeptal z ogniem w głosie.
„Twoja, Umiłowany. Tylko Twoja!”
Patrzył mi w oczy głęboko. I patrzył… Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Patrzyłam w JEGO oczy patrzyłam… I nagle znalazłam się w jasności wielkiej. Wielkiej!!! Najdroższy mój stał w oddali, pełen majestatu i chwały. Wielki, potężny i… bardzo bliski i czuły. Zobaczylam że w dłoni trzymał buteleczke, w której coś było. Patrzył we mnie, taki majestatyczny,, potężny i czuły.. Ukleklam przed Nim i spuścilam nisko głowę… Umiłowany mój zbliżył się do mnie. Dotknął Swą dłonią mojej brody. I z delikatnością uniósł moją głowę do góry.
„Najdroższa!”
Podniosłam oczy i spojrzałam w Umiłowanego mojego. Jasnial pięknościa ogromną…
„Tyś Moja!”
„Tylko Twoja!”
To rozmawialy nasze serca.
„To olej namaszczenia – Ukochany wskazal na buteleczke, którą trzymał w dłoni – namaszcze Cię, Perełko, na znak, żeś Moja Umiłowana!”
„Tak, Najdroższy mój!” – wyszeptalam wpatrzona w Niego.
I Ukochany namaścił mi czoło, moje wargi i serce. Potem uśmiechnął się do mnie płomiennie i spytał:
„Zatańczymy, Umiłowana Moja?”
„Tak!!!”
I wziął mnie w ramiona Swoje. I tańczył ze mną w jasności. On był ta jasnością, światłościa. Tańczyl i tańczył. A tańcząc zatapial mnie w Sobie. Zatapial w Sobie…
Znów leżałam tańcząca na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Zbliżyl Swą twarz do mojej twarzy i mnie calowal. Całowal mnie tak, jak Oblubieniec całuje oblubienice Swoją. A tymi pocałunkami przenikal mnie Sobą. Byłam w Nim. W Umiłowanym moim byłam. A ON był we mnie… Nie potrafię tego opisać. Więc niech wystarczy,
Tańczę bardzo. Dla Najdroższego tańczę. Jestem JEGO!

NA POCZĄTKU BYŁA MIŁOŚĆ

Byłam w naszej altance. Siedziałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój siedział przy mnie. Trzymał moje ręce w Swoich dłoniach. Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uśmiechał się przepięknie. I ja patrzyłam w Niego z zachwytem i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Najdroższy mój, powiedziałeś że Ci zaufałam. I to prawda, zaufalam Tobie. Ale to Twoja Miłość była pierwsza. Jest pierw…”
„Ale…”
Teraz to ja przerwałam Umiłowanemu. Wyjęłam swoją rękę z Jego dłoni i uśmiechając się do Niego, delikatnie przyłożyłam do Jego ust.
„Ciiii…. Najdroższy pozwól mi dokończyć… Wysłuchaj mnie proszę…”
Najdroższy wziął moją dłoń i zdjął ją ze Swoich ust. Pocałowal z czułością i schowal ją znów w w Swoich dłoniach. Promienial cały uśmiechem. Uśmiechnelam się do Niego i mówiłam dalej:
„Twoja Miłość jest pierwsza. Żeby Ci zaufać, musiałam Cię pokochać, a żeby Cię pokochać musiałam doznać,, doświadczyc Twojej Miłości. Doświadczylam, pokochalam i zaufałam. Twoja Miłość jest pierwsza. Stworzyles wszystko z Miłości… Na początku była Miłość!”
Umiłowany patrzył mi w oczy spojrzeniem, którego nie potrafię opisać… Miłość, czułość, tkliwosc pomnożona przez wielokroc! Polozyl mnie delikatnie na kwiatowej kanapie. Pochylal się nade mną…
” JA jestem Miłością, a Miłość, Perełko Moja, potrafi tylko kochać! Tylko kochać… Tyl…”
„AZ Umiłowany! Aż!!!”
„Maleńka Moja!”
Patrzył we mnie piękny, jasny, świetlisty… I nade wszystko Kochający. Patrzył i zamykal mnie w Sobie. Otulal Sobą. Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie… Cała byłam w Nim. W Najdroższym moim byłam. W JEGO świetle, jasności. W JEGO Miłości. W Jego dłoniach byłam… Tańcząca bardzo.
Usłyszałam nagle:
„Bardzo Cię boli, Perełko Moja…”
„Boli, ale proszę, nie mówmy dzisiaj o tym. Pragnę uwielbiac Twoją Miłość, a nie rozmyślać o moich bólach!”
Wtulona w Umiłowanego uwielbiam Jego Miłość do mnie. Miłość jest pierwsza!
Na początku była Miłość…
Miłość dla duszy jest jak woda dla ciała. Obmywa, oczyszcza, nawadnia, odżywia i ożywia. I gasi pragnienie. Miłość ma na Imię JEZUS!

U SIEBIE!

Obudziłam się w ramionach Umiłowanego mojego. Gdy tylko otworzyłam oczy, zobaczyłam Jego pochylone nade mną z miłością Oblicze. Uśmiechał się do mnie cudownie i tulil do SERCA Swego. I ja uśmiechałam się do Niego szczęśliwa. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Zaraz zabieram Cię na Spacer, Perełko Moja. Tylko niech się przejasni, niech się rozsuna.” – uśmiechnął się do mnie.

„Przejasni? Rozsuna? – spytałam zdziwiona.
” Chmury, Maleńka. Chmury”- Umiłowany znów się uśmiechał – Chodź, zobaczysz! „
I trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki w… coś białego. Domyśliłam się, że to chmury. Zdumiona bylam niezmiernie… Byliśmy w chmurach. Najdroższy mój szedł i szedł dość szybko. W końcu stanął i odwrocil się.
” Patrz, Perlo! „
Ja jednak nic nie widziałam. Tylko białą mgłę, były to jak się domyślalam, chmury. W pierwszej chwili nic się nie działo. Ale w pewnym momencie chmury zaczęły się rozsuwac. Coraz bardziej i bardziej. Zaczął pojawiać się błękit. Coraz więcej i więcej. I wkrótce zobaczyłam niebo… Zobaczylam też… naszą altanke… Ona wisiała w powietrzu!!! W szoku byłam!!! Wisiała w powietrzu!!! Przez nic nie podtrzymywana, niczym nie podpierana, na niczym nie zawieszona nie była.
„A… ona nie spadnie…??! – wymamrotalam.
Ukochany uśmiechnął się łagodnie.
„Nie. Nie spadnie, Perełko. Jest dobrze umocowana.”
„Umocowana??!! Przecież w powietrzu wisi!!”
Patrzył we mnie z tkliwoscia wielką.
„Tutaj ufność jest powietrzem. Powietrze ufnością. Altanka jest umocowana na Twojej ufności Najmilsza!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zdumiona do głębi! Do głębi serca!!! Nie wiedziałam co mam powiedzieć… Słów mi brakowało… A ON patrzył we mnie promienny i zachwycony ogromnie!
„Perlo Moja, spójrz jeszcze w dół!” – szepnal Ukochany rozpromieniony cały. Spojrzałam i… Również rozpromienilam się cała… W zachwycie.
W dole.. od horyzontu po horyzont rosły… małe bukieciki. Moje bukiety, które ukladalam MAMIE.
„Ty ofiarujesz je Mamie a Ona oddaje je Mi! – Umiłowany był zachwycony, moim… zachwytem!
Patrzyłam w Umiłowanego mojego… Patrzyłam w JEGO oczy. Z wdzięcznością. Ogarnęło mnie zmęczenie. Najdroższy zaniosl mnie do altanki i położył na kwiatowej kanapie. Sam uklęknal przede mną i pochylil się z wielką Miłością… Patrzył we mnie uroczyscie jakoś… Ujęłam Jego dłoń, pocałowalam i przytuliłam do policzka.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka. Ty też możesz być dumna z siebie. To Twoja ufność sprawiła, że tu jesteś! – szeptal z ogniem w oczach – Zaufalas Mi otwierając drzwi swego serca. Zaufalas, wpatrując się w Me Oblicze i słuchając Mojego głosu. Zaufalas siadając obok Mnie na ławeczce pod różami. Potem wchodząc do altanki. Zaufalas idąc za Mna Drogą Krzyżowa, calujac Moje łzy. Zaufalas otwierając się na pragnienia. Gardzac Moimi Darami, pragnąc Mnie jedynie… Zaufalas wybierając Moje SERCE i oddając Mi swoje. Zaufalas Mi oddając swe cierpienia i wstyd. I cierpiąc ze Mną. Pragnąc być bliżej Mnie, wyrzeklas się swego Ogrodu. Pragniesz Mnie. Bo Mnie kochasz. Po prostu! Dlatego tu jesteś!”
„Mówisz tak, jakbym już umarła…”
„Bo umarłaś dla siebie, a żyjesz dla Mnie! Dla Mnie żyjesz, Perło!”
Miałam w oczach łzy, łzy szczęścia. Nie wiedziałam co powiedzieć. Zresztą słowa nie były potrzebne. Za małe były!!! Ukochany patrzył we mnie z wielką tkliwoscia. Z bezgraniczna MIŁOŚCIĄ do mnie.
” Mam do Ciebie prośbę, Maleńka Moja!”
„Prośbę? Do mnie? Jaką Najdroższy?”
„Pozwól Mi się Tobą zaopiekować.”
„Opiekujesz się mną przecież. Na każdym kroku się o mnie troszczysz!”
„Tak. Ale nigdy to nie zostało głośno wypowiedziane. Każ MI! Jestem na Twoje usługi!”
Mówił to z ogniem w oczach i żarem w głosie! Rozczuliło, powaliło mnie to całkowicie!
Uśmiechnęłam się do Niego z tkliwoscia i wyszeptalam:
„Mój Przecudny… Mój Najdroższy, zaopiekuj się mną… Proszę Cię… Zaopiekuj się Swoją mala Perełka… Proszę, proszę… pro…” – nie dokończylam. Ukochany zamknął mi usta pocałunkami. Całowal i całowal… I otulal Sobą. A ja pierwszy raz od wczoraj poczułam się u siebie. Że jestem u siebie. I że zawsze tutaj pragnęlam być. Umiłowany otulal mnie Sobą…

WSZYSTKO JEST INNE

Weszłam do Ogrodu Sercowego. I od razu zdumienie! W Ogrodzie panowała nie tyle ciemność, co półmrok. I mgła… Jakby gęste, szare mleko. Otaczalo mnie. Nie widzielam dokąd mam iść. Tzn wiedziałam że chcę iść do naszej altanki, do Najdroższego mojego. Ale nie wiedziałam w którą stronę do Niego iść. Stałam i rozglądalam się na wszystkie strony. Aż w końcu w oddalił, jakby u góry, zobaczylam nikłe, blade światełko. Postanowiłam pójść w tamtą stronę, w stronę światełka. Szłam długo, niekiedy zdawało mi się, że frune, że lecę do góry, czasem nawet ze się wspinam. Coraz wyżej i wyżej. Światło było coraz jaśniejsze i silniejsze. Szłam, leciałam do niego. Aż wreszcie stanęłam przed altanka. A raczej tym co nią do tej pory było. Stałam zdumiona niezmiernie. Ledwo poznałam naszą dawną altanke. Po pierwsze nie miała ona ścian zewnętrznych. I gdy się stało na zewnątrz, widziało się wszystko co było w środku. Krzak białej róży tworzyl dwie ściany altanki, delikatne i ażurowe. Przez nie było wszystko widać. Resztę ścian tworzyly firanki. Nie, to nie były firany takie jak są w oknach. Były wykonane z prawie przezroczystego materiału. Przypominaly mi woal. Woalke na twarz. Były bardzo delikatne, zwiewne i unosily się przy najmniejszym podmuchu powietrza. Altanka nie miała też drzwi. Wystarczyło uchylić firanke, by wejść do środka. Uchyliłam i weszłam… Kolejne zdumienie… Altanka była pełna światła, blasku i bardzo była obszerna. Na podłodze leżał piękny dywan z kwiatów. Mięciutki i kolorowy… Stąpalam po nim jak po chmurze lub śniegu. Taki był delikatny. Umiłowanego mojego nie było w altance. Pomyślałam że pewnie zaraz przyjdzie. Rozglądalam się po altance. Po prawej stronie w powietrzu wisiał wielki drewniany Krzyż. Po prostu wisiał w powietrzu… Po lewej stronie stała kwiatowa kanapa. Usiadłam na niej zmeczona. Patrzyłam na Krzyż… Był mi bliski bardzo. Potem znowu rozejrzalam się wokoło. Na kwiatowym dywanie leżały poduszki ze stokrotek. A w rogu stał duży dzban. Pochylilam głowę i dopiero teraz zobaczyłam że obok mnie, na kanapie leżała piękna suknia. Biała a jednocześnie bardzo kolorowa. Jak to możliwe? Nie wiem… Pisze jak bylo. Przymierzylam.
„Pasuje. Pewnie to dla mnie – pomyślałam – ubiore. Umiłowany przyjdzie to się ucieszy.”
Zdjelam swoje ubranie. Nałożyłam suknie. Była dla mnie jak ulał. Siedzialam na kwiatowej kanapie i czekałam na Ukochanego. Nie wiem ile czasu czekalam. Patrzyłam na Krzyż i nie służyło mi się. Nagle firanka się uchylila i wszedł do altanki Umiłowany mój! W rękach trzymał wielki bukiet kwiatów. Włożył go do dzbana. Stał przede mną jaśniejacy, promienny niezwykle.
„Jesteś, Perełko Moja!”
Nie wyglądał jednak na bardzo zdziwionego, że mnie tu widzi, że tu dotarłam. Jakby to dla NIEGO było oczywiste, że tu jestem. Jednocześnie widziałam, że bardzo się cieszy, że mnie tu widzi! Ja rzuciłam Mu się na szyję!!!
„Jestem Najdroższy!”
Zaśmiał się perliscie! Chwycił mnie w objęcia i podrzucil do góry.
„Suknie nałożyłas! Cudnie w niej wyglądasz!!! Cudnie!!!”
Wirowal wokoło, ciesząc się bardzo! I ja się cieszylam!
Ukochany przytulił mnie do SERCA i usiadł na kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i uśmiechał się do mnie promiennie. Patrzyłam w Umiłowanego. I uśmiechalam się do Niego radośnie.
” Dotarłas tu! Wiedziałem że dasz radę. Przecież umiesz już latać!”
„A więc naprawdę leciałam?! Tak mi się wydawało że lecę!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie tajemniczo… Patrzyłam w Niego. Wydawał się Inny. Ten sam, ale inny.
„No i jak Ci się podoba nasza altanka?” – spytal wciąż uśmiechając się tajemniczo.
„Jest inna…” – uśmiecham się do Niego. Brakowało mi słów – dziwna… ”
” Bo Ty jesteś inna, Maleńka!”
Cieszył się widać z tego. A ja czułam się dziwnie. Inaczej. Nie wiem jak to opisać, bo słów mi brakuje. Obco?! Nie!!! Z Najdroższym moim nigdy nie czułam się obco. Czułam się inaczej. Tak. To odpowiednie słowo. Inaczej.
” A Ogrodu już nie ma?”- uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Znów tajemniczo się uśmiechał.
„Jest. Ale inny.”
Inny. Wszystko jest inne.
Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego. A ON szeptal do mojego serca:
„Tak, Perełko Moja. Wszystko jest Inne. A z tamtego Ogrodu zostały te kwiaty – wskazal dłonią na kwiaty w dzbanie – i To!”
Wskazal na…
„Krzyż??!!”
Skinął głową w milczeniu.
„Krzyż…. Z naszego drzewa??!!”
“Tak, z naszego drzewa. Już nie będziemy musieli chodzić pod Krzyż. Zawsze Będzie tu z nami.”
„I bardzo dobrze!”
Najdroższy tulił mnie mocno do SERCA. Wtuliłam się w Nie, cała.
„Zmęczo…” – szepnęłam.
„Wiem – Ukochany pochylał się nade mną z tkliwością – Wiem, Maleńka Moja. Za Tobą długa droga, nie tylko ta dzisiejsza… A przed Tobą niespodzianki i radość wielka!”
Spojrzałam w Najdrozszego pytająco. Uśmiechał się słodko i czule.
„Odpocznij teraz, Maleńka…”- wyszeptał całując mnie w czoło.
Pomyślałam, że choć wszystko jest inne, to ja jestem u siebie. Bo w Nim.
Odpoczywałam szczęśliwa bardzo!

JESZCZE BLIŻEJ…

Siedzieliśmy na ławeczce pod Krzyżem. Umiłowany siedział na ławeczce, trzymal mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Byłam bardzo obolała i tańcząca bardzo. Ukochany wiedzial o tym i patrzył we mnie z wielkim współczuciem i tkliwoscia… Starałam się
do Niego uśmiechać, ale nie bardzo mi to wychodzilo. Ukochany pochylil się jeszcze bardziej nade mną i szepnął mi do ucha:
„Wystarczy jedno Twoje słowo. Pamiętaj o tym Maleńka.”
Przyłożyłam swój palec do Jego ust.
„Pamiętam, Najdroższy – szepnęłam prawie bezgłosnie – i dziękuję Ci bardzo!”
Umiłowany wziął moją dłoń w Swe dłonie i ucalowal ją. Patrzył mi w oczy głęboko…
Wisiałam na Krzyżu. Najdroższy mój klęczał przede mną ze współczuciem i litościa. Poruszony niezmiennie… Pochylil się zaczął całować miejsca w moim ciele, które bardzo mnie bolaly. Całowal. Pocałunek przy pocałunku. Całowal i całowal. A z pocałunkami przyjmowal mój taniec. Całowal… I budził Pragnienie…
„Najdroższy…” – wyszeptaly moje serce i usta. Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i słuchal.
„Kocham Cię, mój Jezu!” – szepnęłam wpatrzona w Niego. Pochylił się i mnie pocałowal. I ja Jego pocałowałam. Ukochany objął mnie i przytulił do SERCA.
Znów byliśmy w Ogrodzie, pod Krzyżem. Umiłowany siedział na ławeczce i tulil mnie do SERCA. Zapragnęłam… To znaczy, Umiłowany obudził Pragnienie. Najdroższy mój natychmiast wstał i trzymając mnie na rękach, zaczął tańczyć.
„Postaw mnie, Ukochany. Proszę…”
Najdroższy jednak dalej tańczył trzymając mnie na rękach.
‚Proszę Cię, Umiłowany. Postaw mnie.”
Najdroższy mój spojrzał we mnie z wielką Miłością i czułością.
” Wiem jak cierpisz i jak bardzo zmęczona jesteś, Maleńka Moja Umiłowana!”
„Proszę!”
Umiłowany bardzo ostrożnie i delikatnie postawił mnie na trawniku. Od razu rzucilam się do Jego stóp. Objęłam je i całowalam. Całowalam szepczac:
„Kocham Cię… Kocham Cię, mój Maleńki!”
Najdroższy uklęknal przede mną i z niezwykłą czułością objął i przytulił moją głowę. Potem ujął ją w Swe dłonie i patrzył we mnie z zachwytem… A ja szeptałam:
„Najdroższy… czy można być jeszcze bliżej Ciebie? Jeśli tak to ja… Pragnę!”
Najdroższy mój patrzył we mnie promiennie. Oczy Mu błyszczaly…
„Oczywiście, że można, Perełko Moja! Czekałem aż zapragniesz!”
„Pragnę!”
Umiłowany wciąż trzymał moją twarz w Swoich dłoniach i patrzył mi w oczy głęboko, przenikliwie i promiennie bardzo.
„Ale to wszystko – tu wskazał na Ogród – będzie musiało w pewnej chwili zniknąć. Będziemy tylko Ty i JA.”
„A niech zniknie już teraz! Nie pragnę tego wszystkiego. Tylko Ciebie pragnę! Ale kiedy patrzę na moje grzechy…”
„Nie patrz na nie, Perełko! Nie patrz na swoje grzechy. Ale we Mnie patrz, Najmilsza!”
Patrzyłam… Najdroższy mój obejmował mnie. Coraz bardziej i bardziej… Zamykał w Sobie. Rozplywalam się w JEGO Miłości. Cała Jego.

TULI MNIE MOCNO…

Umiłowany mój przybity do Krzyża, lezal przede mną, cierpiący niezmiernie… Klęczałam przed Nim, tańcząca bardzo. Ale w tej chwili nie myślałam o własnym bólu, ale o bólu Najdroższego mojego Poruszona byłam do głębi serca. Bolało mnie serce… Umiłowany cierpiał za mnie i dla mnie… Patrzyłam w Najdroższego mojego, ze wzruszeniem.
„AZ tak mnie kocha…!!!” – pomyślałam. Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam z miłością i czułością. Całowalam z nabożeństwem. Delikatnie całowalam, żeby nie przysporzyć Mu jeszcze więcej cierpienia. Całowalam… Nagle usłyszałam cichy, prawie niedoslyszalny głos:
„Maleńka Moja…”
Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy… Patrzył we mnie z czułością wielką.
„Bardzo Cię boli, Maleńka?” – spytal spojrzeniem z Krzyża.
Zamarlam.
„Jakaz to Miłość!!! Sam cierpi niewymownie… a martwi się o mnie!!! Że mnie boli się martwi!! Jakaz TO Miłość??!!!”
Umiłowany patrzył we mnie i rozpromienial się bardziej i bardziej. Podniósł Swą głowę, zbliżył twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. I ja Go pocałowalam. Potem objęłam Go delikatnie i przytuliłam się do Niego. Do Ukochanego, do Najdroższego mojego. Przylgnelam do Niego całą sobą, sercem i duszą i ciałem. I tak trwałam przytulona do Umiłowanego mojego.
Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca bardzo. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia ogromną. Wstał, wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil mnie do SERCA Swego. Patrzyłam w Niego tańcząca.
„Boli Cię bardzo, Najmilsza… – wyszeptal wpatrzony we mnie z wielką Miłością – Odpocznij, Perełko Moja, Maleńka Moja. Odpocznij…”
Kiwnęłam przecząco głową.
„Nie! Nie zostawię Cię, Najdroższy mój!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie przecudnie.
„Oczywiście, że nie zostawisz Mnie! Będziesz przy SERCU Moim. Blisko!”
„Skoro tak, dobrze, Umiłowany!” – szepnęłam radosna,
Usłyszałam bicie JEGO SERCA. Wciąż JE słyszę. Umiłowany tuli mnie mocno…

AŻ!

Staliśmy przy studni. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i obejmował z czułością. Tanczylam bardzo. Patrzył we promienny cały.
„Dziękuję Ci, Perełko Moja!”
„Ty mi dziekujesz?!! – zdumialam się bardzo – A za co?!”
„Cierpisz ze Mną”- szepnal nedoslyszalnym prawie szeptem, patrząc mi prosto w oczy.
„Ja tylko…”
Umiłowany przerwal mi gwałtownie.
„Nie ‚tylko’, Najmilsza! AŻ!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego.
„Cierpię. Ale nie znaczy to, że masz mi za to dziękować! Najdroższy mój…” – patrzyłam w Niego wzruszona. On też wyglądał na poruszonego ogromnie…
„Kochasz Mnie…” – nie było to pytanie. Mówił to z ogniem w oczach. Ukochany ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy. Jego oczy błyszczaly ogniem. Stałam przed Nim, obezwladniona tym ogniem. Ogniem Miłości.
„Ty wiesz, Umiłowany… Nad życie!”
Jak wspomniałam, tańczyłam bardzo intensywnie. I nagle mnie bardzo zabolało. Tak, że oparlam się o Ukochanego. Natychmiast wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Usiadł na trawniku przy studni. Tulił mnie mocno. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca. Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem… Patrzyłam i rozmyślalam…
„Jak bardzo TY mnie kochasz, Umiłowany! Jak bardzo mnie kochasz!!! Cierpisz ze mną, we mnie cierpisz. Jesteś zawsze przy mnie. O wszystko mnie pytasz.. Niesamowite! Szanujesz mnie bardzo! I jeszcze dziękujesz…!!!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem.
„Miła Ma dla Mnie, a Ja dla Mej Miłej!” – uśmiechnął się do mnie Najdroższy…
„Raczej: Miły mój dla mnie, a ja dla NIEGO!”
Pochylił się nade mną i pocałował mnie. I ja Go pocałowałam Go. Potem patrzylismy w siebie nawzajem z miłościa. Długo patrzylismy.
„A Tobie wygodnie jest w tym Ogrodzie, Ukochany?” – spytalam nagle.
„Bardzo wygodnie. A dlaczego pytasz, Maleńka Moja?” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Bo… czytam teraz ” Zamek wewnętrzny” św Teresy. I ona miała w sercu zamek dla Ciebie. A ja tylko O…”
Umiłowany znów przerwał mi gwałtownie.
„Aż, Perełko Moja. AŻ!”
Potem uśmiechnąl się z tkliwością i szepnął:
„Ona była dla Mnie Zamkiem, Ty jesteś Ogrodem. Obie jesteście piękne. I obie Moje.”
„Obie Twoje…” – uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
Najdroższy patrzył we mnie zachwycony.
„Do każdej duszy, Malenka, przychodzę Takim jakim Mnie ona potrzebuje. Teresa potrzebowała Króla. Ty potrzebujesz bliskiego, czułego i cierpiącego z Tobą Oblubieńca. Ogrodnika.”
„Mój Ogrodniku!”- szepnęłam z uwielbieniem, patrząc Mu w oczy.
Umiłowany obsypywał mnie pocałunkami…