ŻEBYM MOGŁA POWSTAWAĆ

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Ukochany trzymał mnie Swoich dłoniach. Pochylony nade mną z tkliwoscia. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko. I ja też Mu w oczy patrzyłam…
Znalazłam się na naszej Drodze. Na ulicy, przy Ukochanym. Szedł z wielkim trudem. Oddychal ciezko. Belka Krzyża ciążyla Mu coraz bardziej. Mężczyźnie, który Mu pomagal też było ciężko. Tłum wrzeszczal i popychal Ukochanego. Jeden szturchaniec okazał się tak silny, że Ukochany upadł. Padł na ziemię. Jeknal z bólu. I leżał…
Znów byłam w dłoniach Umiłowanego. Patrzył we mnie łagodnie, ale poważnie.
“Upadlem, żeby Ciebie, Promyczku podnieść z upadku. Upadlem, żebyś Ty mogła powstawać “.
Patrzyłam w JEGO oczy.
“Tak.. Żebym mogła powstawać… “
I z głębi mojego biednego serca wydobylo się:
“Dziękuję… dziękuję!!!! Dziękuję Ci bardzo Umiłowany!!!!! “
Patrzył we mnie z wielką Miłością, a ja całowalam Jego Rany.

W MIŁOŚCI i TAŃCU

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim.. Siedzieliśmy na ławeczce pod różami obok studni. Ukochany trzymał mnie w Swoich dłoniach i tulil do Serca. Tańczylismy

l bardzo. Tańcowalismy. On cierpiący i ja cierpiąca. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Uwielbialam Go… Podszedł za mnie na krzyż. Niewinny. Najczystszy, przyjął moje grzechy na Siebie i umarł za mnie na Krzyżu. Jak jestem cenna w Jego oczach!! Jak droga!!! Jak bardzo mnie kocha!

“Bądź pochwalony! Bądź wywyzszony! Za Twoją Miłość bądź uwielbiony!!! “

Tak szeptalo moje serce do SERCA Ukochanego. Patrząc w Niego spostrzegłam że jest bardzo zmęczony. “Może chciałby się napić. Pójdę, przyniosę wody”. Szybko wstałam i poszłam do studni. Zaczerpnelam, nabrałam w dłonie i zanioslam Ukochanemu. Ukleklam przed Nim i wyciągnelam do Niego dłonie z wodą. Umiłowany spojrzał na mnie z wdzięcznością. Pochylił się i pił wodę z moich dłoni. Pił długo, powoli. Kiedy wszystko wypil, ja nadal kleczalam z wyciagniętymi do Niego pustymi już dłońmi,rękoma… Ukochany mój… ukląkł przede mną, wziął moje ręce w Swoje dłonie i ucałowal je. Ja zrobiłam to samo. Ucalowalam JEGO dłonie. Uśmiechałam się do Niego. A Umiłowany sięgnął w miejsce gdzie było SERCE, wyjął stamtąd Hostie i do ust mi włożył. Potem położył głowę na moim ramieniu. I ja położyłam głowę na ramieniu Umiłowanego mojego. Trwalismy tak….w MIŁOŚCI. I tańcu.

WERONIKA

Byłam w dłoniach Umiłowanego mojego. Nie wiem czy w łóżku czy w Ogrodzie Sercowym. Nieważne. Ważne że z Umiłowanym moim byłam
. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca. Ja tańcząca i On tańczący bardzo. Pochylal się nade mną z tkliwoscia. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył mi w oczy głęboko i ja MU w oczy patrzyłam.
Znów się znalazłam na naszej Drodze. Na ulicy, w przy Ukochanym. Szedł ciężko… chociaż drugi człowiek pomagał Mu nieść bełke Krzyża był bardzo zmęczony. Tłum ludzi krzyczał wyzwiska pod Jego adresem, szturchal Go, popychal… Umiłowany cierpiał niewymownie.
Nagle jakaś kobieta pobiegła do Jezusa i nie zważając na krzyki żołnierzy, ociera chustą Jego twarz. Z krwi, a potu i kurzu. Bardzo ostrożnie, delikatnie dotyka tkaniną twarzy Ukochanego i wyciera ją. Jezus dziękuje jej spojrzeniem. Ale już żolnierze odpychają kobietę a Jemu każą iść dalej. Posłuszny Ukochany idzie. Kobieta zostaje w tyle. Jeszcze widzę, że coś krzyczy, gestykulując i wskazując na chustę. Ale w tym zgiełku nikt na nią nie zwraca uwagi.
Znów jestem w dłoniach Ukochanego. Patrzę w Jego twarz. Przypomina tamtą z Drogi Krzyżowej. Zakrwawioną, spoconą, brudną od kurzu… Wytarła bym Mu ją. Ale czym…? Nic nie mam. Żadnego ręcznika, chusteczki… mam tylko welon. Bez namysłu zdejmuję go z głowy. Patrzę, badam jaka to tkanina. Wydaję się bardzo miękka i delikatna. „Chyba może być”- myślę sobie. I bardzo ostrożnie, żeby krzywdy Ukochanemu, wycieram Jego twarz.
„Lepiej Ci choć troszkę, Ukochany…?” – pytam szeptem.
Ukochany patrzy we mnie rozrzewniony .
„Jesteś Moją Weroniką, Perełko”.
Wyjmuje mi z ręki welon i z powrotem nakłada mi na głowę, zakrywa twarz. Przez tkaninę widzę Umiłowanego mojego. Widzę Jego twarz.

ODPOCZNIJ

Noc tańcząca bardzo intensywnie.
W Ogrodzie mojego serca tańczyłam z Umiłowanym!! Ukochany prowadzil mnie w tańcu. Po całym Ogrodzie wirowal, latał w pływał wśród kwiatów, trzymając mnie na rękach. Podrzucal mnie co chwilę do góry! Leciałam wyżej i wyżej. By po chwili bezpiecznie wylądować w ramionach Umiłowanego. I znów wirowal pływał, Podrzucal mnie do góry, I znów bezpiecznie ladowalam przy SERCU Ukochanego. Wszystko to odbywało się wśród szczęścia i radości.
W końcu Ukochany mój usiadł na ławeczce pod różami. Wciąż trzymał mnie na rękach. Uśmiechał się do mnie promiennie bardzo. I ja się do Niego uśmiechałam.
“Odpocznijmy! “- szepnęłam radośnie. Ukochany patrzył we mnie czule i wciąż się do mnie Uśmiechał.
“Ty się nie męczysz, prawda?- zaśmiałam się.
Ukochany rozpromienil się i pokrecil przecząco głową.
“No widzisz!!- zaśmiałam się – a ja się zmęczylam! “
Umiłowany przytulił mnie do SERCA Swego o powiedział:
“Odpocznij Perełko. We Mnie odpocznij! “
Odpoczywalam.
Ukochany zanurzal mnie w Sobie…

MIŁOŚCI MOJA

Obudziłam się. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Był przy mnie czuły i kochający.
‘Perełko Moja Umiłowana!”
“Ukochany!!! “
Podniósł mnie, wziął na ręce i zniósł do Ogrodu Sercowego. Usiadł na ławeczce pod różami. Przytulił mnie do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil… Tulil mocniej i mocniej. Pochylony nade mną z tkliwoscia. Patrzyłam w JEGO oczy. Cudne oczy łagodne pokorne i czyste. W pewnej pocałowal mnie i położył głowę na moim sercu. Tańczymy…
Umiłowany mój Jezus. Życie moje! Serce moje!! Miłości moja jedyna!!! Dla Ciebie tańczę, Ukochany. Bardzo tańczę! A Ty Jezu pociągasz mnie ku Sobie! Bardziej i bardziej. Pragnę Ciebie!

INNY

Byłam w Ogrodzie mojego serca. Z Umiłowanym. Siedzieliśmy na ławeczce pod różami. Ukochany trzymał mnie za rękę i patrzył we mnie czulym spojrzeniem. Nakarmil mnie Sobą i patrząc mi w oczy, powiedział:
“Pora iść dalej, Perełko Moja”.
Skinelam głową..
Znalazłam się znów na JEGO Drodze Krzyżowej. Na naszej Drodze. Byłam na ulicy. Przy Ukochanym szłam. Widziałam że zmęczony był to bardzo, niezmiernie. Ciężar belki Krzyża przygniatal Go bardzo. Drzazgi wbijaly się w Ciało Umiłowanego tworząc nowe Rany. Zauważyli to żołnierze. Akurat z przeciwka szedł pewien człowiek, w średnim wieku. Żołnierze zatrzymali dwóch go.
“Ej! Ty!! Pomóż Mu! “- krzyknęli.
Mężczyzna spojrzał na pochylonego w pokrytego Ranami Jezusa i wykrzywil twarz.
“Ja mam pomagać temu zbirto…-urwał nagle bo… Ukochany podnosi głowę i patrzył na niego. Patrzył mu w oczy… Mężczyzna też patrzył. Skazaniec nie przypominał innych skazancow, których mijał prawie codziennie, wracając z pola. Tamci,których mijał mieli twarze pełne nienawiści, usta pełne przekleństw i gróźb miotanych pod adresem Rzymu i żołnierzy, którzy mieli oczy pełne lęku przed cierpieniem i śmiercią. Ten Skazaniec był inny.. Tak. Inny. Spokojny cichy łagodny. A spojrzenie Jego pełne pokory i miłości. Dziwne to było Spojrzenie.. Przyciągalo go do nieznajomego. Nieznajomego?! Miał wrażenie że Ten Człowiek zna go bardziej niż on sam siebie. I te oczy… Teraz proszące go o pomoc.
“Tak, Panie “- wyszeptal.
Wziął belkę na swoje plecy. Teraz dzwigali ją we dwóch
Jezus podziękował mu pełnym miłości Spojrzeniem. A mężczyźna był pewny że nigdy nie zapomni tego Skazanca… nigdy nie zapomni JEGO oczu.
Znów byłam na ławeczce pod różami. Przy Umiłowanym moim. I patrzylam w Te oczy…

BARDZO TANCZYMY

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany był był ze mną. Czuwał przy moim łóżku. Pochylony nade mną z miłością i czułością ogromną… Tańczył ze mną. Cierpiący bardzo… Umiłowany​ mój najdroższy mój, Serce moje, Kochanie moje… Cierpiał za mnie. A ja dla Niego. Ukochany trzymał moją rękę i przytulał do Swojego policzka. Przytulał… Uśmiechałam się do Niego, a On patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. W pewnej chwili Ukochany sięgnął w miejsce gdzie było SERCE Jego i wyjął stamtąd Hostie i włożyl Ją mi do ust.
“Dziękuję Umiłowany- wyszeptałam -. Cała Twoja!”
*Cały dla Ciebie Perełko!”
Tańczyliśmy.
Wciąż tańczymy. Bardzo Tańczymy.

ZGODA

Jestem w Ogrodzie Sercowym Umiłowanym moim. W Jego dłoniach tańcuję. A On tuli mnie do SERCA Swego pochylony nade mną z tkliwościa. Nakarmil​ mnie Swoim Ciałem… Patrzy mi w oczy poważny, zamyślony. I ja Mu w oczy patrzyłam. Zapatrzylam się w to Jego Spojrzenie…
Znów jestem z Ukochanym moim na Jego Drodze. Idę obok Niego. Nikt mnie nie widzi, tylko On. Szedł, oddychał ciężko… Zmęczony i cierpiący bardzo bardzo. Widziałam jednak, ze bardziej niż Rany bolało Go odrzucenie, opuszczenie… Nagle wśród tłumu wynurza się Kobieta. Bardzo skromnie ubrana, ale z Jej postaci bije dostojnosc tak wielka, że żaden z żołnierzy nie ma odwagi zabronić Jej dojść do Jezusa. Podchodzi do Niego…. boleściwe Serce…Matki. Delikatnie dotyka twarzy Syna. Dotyka koronę cierniowa, jakby ją badała palcami. Dotyka belki Krzyża. Potem znowu twarzy​, policzka…ich spojrzenia się spotkały.
“Mamo…”
“Synku…”
Na Jej twarzy​ maluje się niewymowne cierpienie, ale przede wszystkim zgoda. Zgoda na to było​, zgoda na to co jest i na to co będzie. Zgoda.
To spotkanie trwało tylko chwile. Tłum wchłania Kobietę. Ukochany mój idzie dalej…
Patrzę w Niego ze współczuciem. On we mnie też.
“Będziesz​ jeszcze wiele tańczyć dla Mnie Perełko”.
“Będę, Ukochany”.
Tańczę.

ZE SZCZĘŚCIA

Byłam w Ogrodzie mojego serca w Kąciku Różanym. Z Umiłowanym. Ukochany siedział na ławeczce, a ja, nakarmiona Jego Ciałem, usiadłam u Jego stóp. Objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Oboje tańczyliśmy. Nie rozmawialiśmy jednak o cierpieniu. Patrzyłam w Ukochanego, a On we mnie patrzył z miłością.
“Bardzo Mi pomagasz Promyczku”.
“Jestem szczęśliwa, że mogę, Ukochany”.
Umiłowany pochylił do mnie głowę i patrząc mi w oczy powiedzial:
“Sprawilas Mi wczoraj wielką radość. Dziękuję!”
“Ja Tobie??! Kiedy?”- zdziwiłam się.
Ukochany uśmiechnął się tajemniczo i przypomniał pewną sytuację.
“Cokolwiek uczyniliscie jednemu z tych braci moich… Pamiętasz?*
Zawstydzilam się.
“A… tak…”- wyszeptałam.
“Opowiedz Mi o tym, Perełko”.
“Ale po co?? Przecież wiesz. Dziękowałes mi… Więc wiesz!”
“Proszę, Perełko. Tak wiem. Ale lubię słuchać jak opowiadasz. Zrób Mi tę radość…”
Ukleklam przed Nim, pochyliłam głowę i zaczęłam opowiadać:
“Moja mama ma taką koleżankę która ją często odwiedza. W chorobie. Przynosi jej różne gazety religijne i książki. Rozmawiają, śmieją się. Przychodzi też do mnie do pokoju i patrzy co maluję. Ogląda obrazy. Mówi że bardzo jej się podobają. Szczególnie „Pieta”. I pomyślałam że jak następnym razem przyjdzie to dam jej ten obraz, „Piete”. Będzie miała ode mnie prezent. I właśnie wczoraj przyszła. Zaszła też do mnie “zobaczyć co się zmieniło” czyli co nowego maluję. Zdziwiła się bardzo, ze “Pieta” nie wisi już na ścianie ale stoi oparta o biblioteczkę, a na ścianie wisi inny obraz (“Cala Twoja i cały dla Ciebie”).
. O, widzę zmiany​!- uśmiechnęła się do mnie.
-To dla pani, ode mnie. Proszę! –wskazalam na.obraz.
Pani stanęła jak wryta. Na jej twarzy malowało się zdumienie.
-Nie!!!
-Tak!!! Czeka na panią!
-Nie mogę!
– Będę się bardzo cieszyć jeśli pani weźmie. Bardzo proszę…
– Nie… tyle pracy w to włożylas. To zbyt cenne…
– Bo się obrażę!- zaśmiałam się serdecznie – chce pani mnie obrazić?
-Nie! Biorę…
Roześmialam się znowu. Pani wciąż stała zdumiona. W jej oczach pojawiły się łzy…
-Ja… ja…slow mi brakuje… bardzo się cieszę! Bardzo!
Zaczęła mnie ściskać, dziękować…. Ja też się bardzo cieszylam. W końcu wzięła obraz i poszła do mamy”
Zamlklam. Klęczalam przed Ukochanym z pochylona głową…
W pewnej chwili poczułam Jego dłoń pod moją brodą… Delikatnie podniósł moją twarz.
Spojrzałam na Niego… jaśniał niezwykłą jasnością! Niezwykłą! Byłam w niej… Spojrzałam w Jego twarz. Uśmiechał się do mnie promiennie…. Ale miał w oczach łzy…
Wstałam i pochyliłam się nad Nim. Dotknęłam dłonią Jego policzka.
„Ukochany…. Ty płaczesz…?”
Dotknął mojej reki i przycisnął ją bardziej do Swego policzka.
„To ze szczęścia, Perełko….”
Nie wiedziałam co powiedzieć ani co zrobić… Trwałam tak przed Nim.
Szczęśliwa.

UPADEK

Byłam w Ogrodzie Sercowym w ramionach Umiłowanego mojego. Tulil mnie do SERCA Swego pochylony nade mną z miłością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i i patrząc mi w oczy powiedzial z powagą:
„Pora na nas​, Perełko Moja”.
Skinęłam głową.
Znalazłam się na ulicy. Wszędzie był tłum ludzi którzy krzyczeli. Żołnierze rozpychali tłum, robiąc przejście dla Skazańca.
Ledwo szedł… Drewniana belka Krzyża przygniatala Go do ziemi. Nie widział gdzie ma iść.Twarz cała zakrwawiona. Oko jedno opuchnięte, drugie zasłonięte włosami oblepionymi zaschniętą krwią, potem i kurzem. Nic nie widział. Drogę wyznaczały​ Mu szturchance żołnierzy i obelgi tłumu. Był samotny.
„Jestem z Tobą Umiłowany”- szepnęłam z bólem.
„Wiem że jesteś​, Promyku”- głos Ukochanego był zmieniony.
„To moje grzechy Cię tak przygniatają!!!”
Szedł. Popchnięto Go. Upadł na ziemię. Kurz i piasek ziemi wbijały się w Jego Rany. Belka Krzyża zwaliła się na.głowę Ukochanego. Serce moje drżało z bólu.
Żołnierze chwycili Go pod ręce i podnieśli. Na poorany grzbiet wrzucili belkę Krzyża. Szedł dalej, ja z Nim.
Tulił mnie do SERCA i patrzył mi w oczy.
„Wy liczycie Moje upadki, a Ja wasze powstania”- powiedział, dodając po chwili:
„Zawsze gdy upadniesz, Perełko, przyjdz do Mnie, a Ja Cię podniosę”.
„Dziękuję, Umiłowany!”
Trwałam w adoracji.

NIEMOŻLIWY!!!

Obudziłam się tańcząca i od razu usłyszałam głos Umiłowanego mojego:
“Jestem z Tobą, Perło Moja”.
Uśmiechnęłam​ się do Niego.
“,Dziękuję Umiłowany!”
Czuły głos mówił:
“Dziękuję, że mogę z Tobą być!’
Rozczulil mnie… Mówił tak jak sługa, a jednocześnie z wielką radością.
“Nie mów tak, Ukochany… proszę… Nie dziękuj mi. Bo mi głupio…. zawstydzasz mnie!”
“Kiedy to prawda, Perełko”– w głosie Ukochanego słyszałam uśmiech.
Zaczęłam Mu dziękować​. Dziękowałam za Jego Miłość, błogosławieństwo, za Jego opiekę, pokój w sercu i szczęście. Za to że mogę tańczyć dla Niego i za Nim iść. Za wszystko co od Niego dostaję.
“Dziękuję, że mogę Ci to wszystko dawać, Perełko Moja” – głos wciąż się uśmiechał.
Zaśmiałam się serdecznie.
“Jesteś… niemożliwy! Tak! Niemożliwy!!!”
“Niemożliwy??!” – Ukochany zaczął się śmiać. Głośno, radośnie, perliście! Wziął mnie na ręce i chwilę później byliśmy w Ogrodzie Sercowym. Ukochany wciąż się śmiał​. Jego radosny śmiech rozbrzmiewal po całym Ogrodzie. A On tańczył, trzymając mnie na rękach. Tańczył, cieszył się mną!
“Niemożliwy, Perełko?!”
“Niemożliwy!!”
Śmiał się i tańczył. I ja się śmiałam!
W końcu Ukochany usiadł na ławeczce pod różami. Tulil mnie do SERCA Swego. Uśmiechałam się do Umiłowanego.
“Kocham Ciebie!” – szepnęłam.
“Kocham Ciebie Perełko!”
Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…

NASZA DROGA

Byliśmy w Ogrodzie Sercowym. W Kąciku Różanym, siedzieliśmy na ławeczce. Umiłowany mój i ja obok Niego. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. A teraz trzymał moje ręce w Swoich dłoniach. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I ja też patrzyłam w Jego twarz, oczy. Zapatrzylam się…
Znów znalazłam się na tarasie budynku w którym byłam poprzednio. Stało tam zdobione krzesło na którym siedział mężczyzna w zbroi do której przyczepiony był długi biały płaszcz. Mężczyzna ten kazał słudze przynieść misę z wodą i lniany ręcznik. Ukochany stał przy barierce, tak żeby mogli Go widzieć tłum stojący na dole. Tłum wrzeszal:
“Ukrzyżuj!!! Ukrzyżuj!!!”
Sluga przyniósł misę z wodą i ręcznik. Stanął przed mężczyzną w zbroi, a on demonstracyjnie umył ręce i wytarł je ręcznikiem, mówiąc:
“Nie jestem winien krwi tego Sprawiedliwego!!!”
Tłum wrzeszal:
“Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem​ Cezara!!!
Rozmowa między tłumem a mężczyzną w zbroi trwała dłużej. Nie będę jednak jej opisywać opisywać​opisywać​. Tańcze bardzo. A wszyscy znamy wynik tej rozmowy. Ukrzyżowanie.
Żołnierze sprowadzili Ukochanego na dół. Utworzyli przejście, rozpychajac tłum. Kilku ludzi przytargalo ciężką drewnianą belkę. Wrzucili na poorane Ranami plecy Ukochanego. Jęknął z bólu i ugiął się pod ciężarem belki. Patrzył we mnie.
Znów byłam w Ogrodzie i siedziałam na ławeczce obok Ukochanego. Wciąż trzymal moje ręce w Swoich dłoniach i patrząc mi w oczy spytał:
“Czy chcesz iść ze Mną dalej, Perełko?”
“Tak, chcę”.
“Najtrudniejsze dopiero przed nami” .
“Wiem. Chcę iść z Tobą”.
Ukochany podniósł moje ręce i ucałował je.
“Dziekuje Perełko Moja!”
“Ty mi dziękujesz??!- zawołałam zdumiona – To ja dziękuję Umiłowany! Że mogę iść z Tobą!”
“Możesz​, bo chcesz-juz Ci mówiłem”.
Po chwili dodał, znów całując moje ręce:
“To będzie też Twoja Droga Krzyżowa, Perełko”.

AŻ TAK!

Byłam w Ogrodzie mojego serca. W ramionach Umiłowanego… Cierpiąca- tańcząca bardzo. Ukochany przytulał mnie do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwościa wielką. Patrzył w moje oczy łagodny i litościwy. Myślałam o Jego cierpieniu, tak bardzo bardzo wielkim. Nie do ogarnięcia. Za mnie tak bardzo cierpiał…
“Przepraszam, Umiłowany…”- mój szept wydobywał się z głębokości serca.
W oczach Ukochanego widziałam wodospad Miłości.
„Kocham Cię, najdroższa Moją”.
„Aż tak mnie kochasz…”
„Nad życie i śmierć, Perełko!”
Dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam…
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i mocno tulil do SERCA Swego.
Poczułam się bezbronna wobec Jego Miłości i jednocześnie bezradną wobec Jego Cierpienia. Moje cierpienie wydało się niczym wobec Jego Cierpienia, moja miłość niczym wobec Jego Miłości….
Ukochany potrząsnął przecząco głową.
„Kochasz Mnie Perełko Moja, jesteś ze Mną w Cierpieniu Moim i tańczysz dla Mnie!”
„Tak, Umiłowany!”
Ukochany ucałował mnie w czoło.
„Bardzo Mi pomagasz, Promyczku”.
Patrzyłam Mu w oczy z ufnością.
Aż tak mnie kocha!

ECCE HOMO!

Byłam w dłoniach Ukochanego. W Ogrodzie Sercowym, Ukochany siedział na ławeczce i i tulil mnie do SERCA Swego. Widziałam, że cierpi.
“Jak mogę Ci usluzyc mój Ukochany? Chcesz pić? Przyniosę wody”.
Lecz Ukochany pokręcil przecząco głową.
“Służysz Mi, Perełko. Tym, że mogę Cię tulić. Nie jestem sam”.
Patrzył we mnie z czułością.
“Uwielbiam kiedy mnie tulisz…”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy łagodny. I ja też patrzyłam w Jego oczy… Zapatrzylam się.
Byłam w budynku, w którym było dużo sprzętu wojskowego. I żołnierzy.
Stałam na czymś w rodzaju tarasu, podwyższeniu. Na tarasie stało zdobione krzesło. Siedział na nim człowiek w zbroi, do której przyczepiony był długi biały płaszcz. Ukochany stał nieco w tyle. Związany. Człowiek w zbroi często wchodził z Ukochanym do wnętrza budynku i rozmawiał z Nim.
-A cóż to jest prawda? – usłyszałam słowa dochodzące z wnętrza budynku. Teraz znowu wyszli na zewnątrz. Na dole stał tłum ludzi którzy krzyczeli. Człowiek w zbroi usiadł na krześle. Na jego twarzy malowało się zniecierpliwienie.
-Nie widzę żadnej winy w tym człowieku! Każe go ubiczowac i wypuszcze! Wykonać!
Dwóch żołnierzy podbiegło do Ukochanego i zabrało Go. Człowiek w zbroi rozmawiał z tłumem, który domagał sie ukrzyżowania Ukochanego.
Potem znalazłam się na dziedzińcu budynku. Na środku stał kamienny słup. Do niego przyprowadzono Ukochanego, zdjęto z Niego szaty i przywiązano do słupa. Zaczęło się biczowanie… Dwóch osiłków siekło Ukochanego, batami. To z jednej to z drugiej strony. Wkrótce Ukochany wyglądał jak jedna wielka, otwarta rana… Nie mogłam na to patrzeć… a jednak patrzyłam, oniemiała z bólu. Serce mi krwawiło. Chętnie nadstawiłabym swoje plecy… Pod Ukochanym pojawiła się czerwono-czarna kałuża… Zmieniono bicze. Teraz były zakonczone kulkami najeżonymi haczykami. Nie muszę opisywać co się działo dalej… Ukochany cicho pojękiwał. Ktoś krzyknął, wystarczy. Żolnierze odwiązali Ukochanego. Posadzili Go na jakims stołku, narzucili na Niego czerwoną szmatę i spleciony wieniec z cierniami, a do ręki trzcinę Mu włożyli. Zaczęli z Niego drwić:
-Witaj Królu Żydowski!
Znów usłyszałam czyjś głos:
-Przyprowadzić więźnia!
Poprowadzono Ukochanego.
Człowiek w zbroi gdy Go zobaczył, skrzywił się. Podprowadzono Go bliżej. Gdy tłum zobaczył Ukochanego zaczął krzyczeć jeszcze glosniej.
-Na krzyż! Na krzyż!!!
Cały w Ranach, krwi, błocie, czerwonym płaszczu, cierniowej koronie na głowie i trzcinie w ręku. Stoi łagodny jak Baranek…na rzeź prowadzony.
-Ecce Homo!
Ukochany. Mój Król.
Całowałam Jego Rany… Cała w bólu.

NIEPOJĘTE!

Nakarmiona Jego Ciałem, siedziałam u stóp Umiłowanego mojego. Ukochany siedział na ławeczce pod różami. A ja u stóp Jego siedziałam. Patrzyłam w Jego boleściwa twarz, boleściwe Oblicze… Wciąż poruszona byłam do głębi, do głębokości serca, wczorajszym doświadczeniem. Tym, że mogłam całować łzy Jego… Że mogłam być tak bardzo bardzo blisko… I w sytuacji tak bardzo intymnej… w tak wielkim cierpieniu… Mogę być tak bardzo bardzo blisko Ukochanego. Nawet w Jego płaczu. I samotności, opuszczeniu.
Ukochany patrzył we mnie z czułością ogromną.
“Tak, Perełko Moja, możesz być we wszystkim ze Mną, też w płaczu. Wczoraj sprawiłas Mi wielką ulgę i pocieszylas bardzo”.
“Pozwoliles mi, Ukochany!”
“Pozwoliłem Ci, bo chciałaś. Gdybyś nie chciała, nie mógłbym Ci pozwolić. Nie miałbym możliwości”.
Ukleklam przed Nim.
“Dziękuję, że mi pozwoliles…”
“ Dziękuję, że chciałaś, Promyczku”.
Uśmiechałam się do Niego lekko, delikatnie. Umiłowany pochylił się, nachylił, tak bardzo, że Jego twarz była na wysokości mojej twarzy.
“Także uśmiechy Twoje zbieram Perełko. Nie tylko pocałunki, uśmiechy tez”.
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Starałam się żeby był piękny, radosny, choć serce bolało mnie kiedy widziałam Go tak bardzo cierpiącego… Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Wtedy i Ukochany rozpromienil się bardzo. Rozjaśnil. Promienie światła jakby wyszły z Jego Postaci i otoczyły mnie… Byłam w tych promieniach!
„Niepojęte!!!”
Trwałam w zachwycie…

LZY

Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim
Ukochany siedział na ławeczce pod różami obok studni i trzymał mnie w Swoich dłoniach. Tulil do SERCA Swego. Widziałam, ze cierpi bardzo. Boleściwy byl bardzo… Wstałam i poszłam do studni, zaczerpnęłam wody. Nabrałam w dłonie i zaniosłam Ukochanemu.  Ukleklam przed Nim z wyciągniętymi dłońmi. Ukochany pochylił się i pił wodę. Jak skończył, znów wziął mnie na ręce i przytulił mnie do SERCA. Pochylony nade mną z tkliwościa.
“Dziękuję, Perełko”.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbiałam Go.
Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam i ja w Jego oczy, zapatrzylam się…
Zobaczyłam Umiłowanego mojego, stojącego w wielkiej sali, pięknej, zdobnej bardzo. Ukochany był związany sznurami, łańcuchami skrępowany. Cierpiał. Przed Nim stał człowiek strojnie ubrany, w długą piękną szate. Obok niego stali mężczyźni w podobnych, ale mniej zdobnych strojach.
Mężczyzna w pięknym stroju zapytał Ukochanego:
-Czy Ty jesteś Synem Bożym??!
– Tak. Ja Nim jestem.
– Bluźnierstwo!!!- zawyrokowal mężczyzna, rozdzierajac szatę w teatralnym geście.
Podszedł do Ukochanego i plunal Mu w twarz.. Za nim podchodzili inni i też plluli w twarz Umiłowanego.
A On stał. Patrzył im w oczy, łagodny… Serce moje biedne serce, drżało z bólu..
Znów byłam w dłoniach Ukochanego. Patrzyłam w Jego twarz, oczy… A On patrzył w moje, smutny bardzo. Nagle wielka łza spłynęła z Jego oka… potem druga. Trzecia… Zaczęłam całować, zcalowywac Jego łzy… Patrzył we mnie z miłością wielką…

SERCE PRZY SERĆU

Wczoraj wieczorem leżąc w łóżku tańcząca bardzo bardzo intensywnie. Umiłowany mój był ze ze mną. Tulil mnie do SERCA. Zmęczona zasnęłam…

Obudziłam się. Cierpiąca. Ukochany trzymał mnie w Swoich ramionach. Pochylal się nade mną z czułością i tkliwościa wielką. Serce przy sercu. On cierpiący, ja cierpiąca. On tańczący, ja tańcząca. On kochający, ja też. Serce przy sercu… Boleśc przy boleści. Umiłowany położył głowę na moim sercu, a ja tuliłam Go delikatnie do serca mojego, tuliłam. Czułość przy czułości…. Bliskość bliskości…
Tańczyliśmy. Wciąż tańczymy. Serce przy sercu.

ZE SZCZESCIA I MILOSCI

Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim. Ukochany nie był cierpiący, miał Ran, oprócz tych, które miał po zmartwychwstaniu. Pochylal się nade mną z miłością bezgraniczną. Promienny świetlisty, szczęśliwy. I ja byłam szczęśliwa że Umiłowany, Serce moje, nie cierpi tak bardzo!
„Dziś odpoczywamy, Perełko Moja!”
Uśmiechałam się do Umiłowanego. A On uśmiechał się do mnie.
Moje biedne serce było pełne pytań, które narosly w ciągu ostatnich dni.. Dlaczego wybrał akurat mnie do Takich wielkich rzeczy??! Dlaczego ja.. taka grzeszna i słaba??!
Umiłowany patrzył we mnie z tkliwościa wielką…
„Bo kochasz, Perełko. Twoja miłość obezwładnia MNIE, zniewala. Widząc Twoją miłość, niczego nie mogę Ci odmówić. Nie potrafię. Perełko Moja… Dziś cierpienie jest odrzucane, odpychane. A Ty je przyjmujesz. Mnie cierpiącego przyjmujesz. I chcesz cierpieć ze Mną. Otworzyłas Mi swe serce, mogę w nim czynić co chcę i jak chcę. Perełko Moja!”
Byłam oszołomiona tym co powiedział Ukochany… Długo nie mogłam nic powiedzieć, aż wreszcie wyszeptałam:
„Tak bardzo mnie wywyzszasz..! Tak bardzo!!”
„Bo Ty się unizasz przede Mną Perełko!”
Patrzył mi w oczy…
„Patrz Moje SERCE jest otwarte dla Ciebie!’
Zobaczyłam morze, ocean ognia. Widziałam tylko sekundę. Dłużej patrzeć nie mogłam.
„Moje SERCE płonie z Miłości do Ciebie, Promyczku!”
„Dziękuję, Umiłowany!!!”
Ukochany ucałował mnie.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
„Ja też zbieram Twoje pocałunku, Ukochany! Ja też zbieram!”
Ukochany zaczął mnie całować. A moje biedne serce pękalo z MIŁOŚCI Ukochanego! Ze szczęścia pękalo!

POCAŁUNKI

Całowałam Rany Umiłowanego. Całowałam i całowałam. W końcu Ukochany posadził mnie na ławeczce. Sam usiadł obok mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem patrząc mi w oczy, spytał bardzo poważnym głosem:
“Perło Moja, czy chcesz przeżywac,
ze Mną Mękę. Moją?”
“Chcę, Ukochany”.
“Sprawisz Mi tym dużą ulgę i radość”.
“Chcę”.
“Będzie trudno”.
“Wiem, ale już podjęłam decyzję. Chcę”.
“Odpocznij teraz, Perełko”.
Przytulił mnie do SERCA Swego… Pochylal się nade mną z czułością…
“Nie chcę odpoczywać kiedy Ty cierpisz! Chcę cierpieć z Tobą!”
“Cierpisz. Tańczysz dla Mnie Perełko”.
“Ukochany….prosze…”
Ukochany spojrzał na mnie z miłością.
“Więc patrz”.
Znowu znalazłam się w Ogrodzie Oliwnym. Przy Umiłowanym moim stałam. Widziałam Jego spocona, zakrwawiona twarz. Zmęczony byl bardzo.Stal jednak prosto jak strzała. Czekał. Zaraz w oddali pojawiły się ciemne postacie. Szli szybko. W rękach trzymali pochodnie, które oświetlaly im twarze. Byli to żołnierze. Na ich czele szedł człowiek ubrany inaczej niż oni. Poznałam że to Judasz. Szedł prosto do Ukochanego. Nagle stanął, jakby się lekko zawahał, ale po chwili szedł dalej. Podszedł do Umiłowanego i pocałował Go szybko.
-Przyjacielu…”
Ukochany patrzył na niego z miłością. Serca Go bołalo. I mnie też.. Nie mogłam nic zrobić. Mogłam tylko patrzeć. Judasz też patrzył na Ukochanego z rosnącym przerażeniem w oczach. Zaczął się cofać. Złapał się za głowę i uciekł. Żołnierze całą zgrają rzucili się na Jezusa. Zaczęli Go kopać, szturchac, bić… Nie bronił się przed nimi. Związali Go, skrępowali ręce i nogi, zarzucili Mu powroz na szyję. I wśród obelg i poszturchiwan poprowadzili Go… Umiłowany odwrócił głowę i spojrzał we mnie.
Znów byłam w Jego ramionach. Pochylal się nade mną z tkliwościa. Podniosłam głowę i pocałowałam Go delikatnie w policzek.
“Jakże inne są Twe pocałunki Perełko niż po pocałunek Judasza. Jakże inne…”
Całowałam Jego Rany…

CIERPIĄCY SŁUGA

Nie wiem czy dam radę opisać tego co dziś doświadczylam…. Ukochany pomoże.
Byłam w Ogrodzie Sercowym, na ławeczce pod różami obok studni. Tańczyłam. Umiłowany był ze mną. Trzymał mnie w Swoich ramionach i tulił do SERCA pochylony nade mną z tkliwościa… Sam cierpiący cały… Patrzyłam w Jego twarz, oczy. Właściwie jedno oko, bo drugie miał spuchnięte bardzo… Więc patrzyłam, patrzyłam i widziałam wodospad Miłości. Zapatrzylam się…
Znalazłam się w Ogrodzie Oliwnym. Noc była ciemna, księżyc tylko świecił. Rozróżnialam drzewa oliwki, ścieżki. W oddali zobaczyłam ciemną postać, której tylko twarz jasniala w świetle księżyca. To był Ukochany. Podeszłam bliżej. Modlił się. Nikogo wokół Siebie nie zauważał. Tak bardzo byl zagłębiony w modlitwie. Cierpiał przy tym bardziej niż potrafię opisać… Na Jego twarzy widziałam ogromną samotność, opuszczone… Ukochany jęknął i osunął się na ziemię. Leżał twarzą zwróconą ku ziemi. Niknął w ciemności. Podeszłam i ukleklam przy Nim. Pochyliłam się i dotknęłam Go delikatnie. Odwrócił do mnie głowę, twarz… Patrzył mi w oczy… Widziałam bezbrzeżne cierpienie, wiedziałam że to za mnie cierpi…. Serce pękalo mi z bólu… A On patrzył. W tym spojrzeniu pełnym cierpiącym nie widziałam ani oskarżenia, potępienia. Tylko Miłość! Nagle krew zalała Jego oczy. Wzdrygnelam się z bólu…
Znów byłam w ramionach Umiłowanego. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem… Ja jednak wciąż myślałam o tym co zobaczylam… W ustach mi zaschlo.
Ukochany bez słowa posadził mnie na ławeczce a sam poszedł do do studni i zaczerpnął wody. Nabrał w dłonie i przyniósł mi. Uklakl przede mną i wyciągnął do mnie dłonie. W koronie cierniowej, cały w Ranach, klęczal przede mną z wodą w dłoniach. Patrzyłam oniemiala, zszokowana…. To ja powinnam Mu usługiwac, a nie On mi. Jednak Umiłowany nie pozwolił mi o tym myśleć. Powiedział cichym, czułym głosem:
“Pij Perełko, proszę”.
Nachyliłam się więc i piłam. Wypiłam cała wodę. Ukleklam przed Nim. Klęczał z wyciągniętymi wciąż dłońmi. Ujęłam je w swoje ręce i ucałowałam.
„Dziękuję…”
“Zbieram Twoje pocałunku Perełko Moja!”
Całowałam Jego Rany… Całowałam, całowałam…

WELON

Noc tańcząca bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie mojego serca. Pod różami. Siedziałam u stóp Umiłowanego. Korona cierniowa wciąż była na mojej głowie. Umiłowany siedział na ławeczce. Wpatrywałam się w Jego twarz… Pokryta Ranami, poobijana, posiniaczona, opuchnięta… Jednak pełna pokoju i dostojenstwa,
“Jaki Ty piękny!”
Ukochany patrzył słodko… W pewnej chwili Ukochany zdjął z mojej głowy koronę cierniowa, nałożył Sobie. Odezwał się do mnie:
“Mam coś dla Ciebie Perełko Moja!”
W Jego dłoniach zobaczylam wianek ze stokrotek z welonem.
“Ukleknij, Perełko proszę”.
Ukleklam przed Nim. Ukochany nałożył mi na głowę wianek. Welon nasunal mi na na twarz.
“ To jest znak, że należysz tylko do Mnie, że jesteś Mi najdroższą, Oblubienica Moją!”
“Dziękuję Umiłowany!”
Ukochany wziął mnie na ręce, przytulił, odsłonii welon z mojej twarzy i pocałował mnie. I ja Jego. Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie do SERCA. A ja całowałam Jego Rany.

ODPOCZNIJ, UKOCHANY…

Siedziałam na ławeczce w Kąciku Różanym. Obok UKOCHANEGO siedziałam. Ukochanego cierpiącego, pokrytego Ranami, w koronie cierniowej na głowie. Boleściwy byl bardzo… Moje serce było niespokojne, bo chciałam usluzyc Umiłowanemu, ulżyć Mu jakos. Ale nie wiedziałam jak…
“Chcesz wody, Ukochany? Pójdę, przyniosę”.
Ukochany wziął moje ręce w Swoje dłonie podniósł do policzka i przytulił.
“Posiedz przy Mnie Perełko, proszę”.
Niepokój gdzieś zniknął. A ja siedziałam przy Umiłowanym moim. Patrzyłam w Jego oczy… patrzyłam z uwielbieniem. A On patrzył w moje. Obolały, cierpiący, a uśmiechał się do mnie. Wodospad Miłości…
“Dziękuję za to że przychodzisz do mnie Taki cierpiący. Widzę Miłość. Twoja Miłość do mnie…”
Ukochany spojrzał we mnie dziwnie. Pierwszy raz w ten sposób we mnie patrzył. Był taki bezbronny… Bezradny. Odsłonięty jakby.
“Tak, Perełko, odsłoniłem się przed Tobą, odkryłem. A Ty Mnie Takiego przyjmujesz. Nie odrzucasz, przyjmujesz”.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Ukochany sięgnął ręką w miejsce, w którym było Jego SERCE, wyjął stamtąd Białą Hostię i nakarmił mnie.
„Dziękuję…”- szepnęłam.
Zmęczony był mój Umiłowany, widziałam. Ostrożnie, delikatnie, żeby nie zranić Go jeszcze bardziej, ujęłam w dlonie koronę cierniową, zdjęłam Mu z głowy. I nalożyłam na swoją. Kolce wpijały się w skórę…
Ukochany położył głowę na moim sercu, przytulił się. Usłyszałam cichy, zmęczony głos;
„Dziękuję, Perełko… bardzo Mi ulżyłaś…”
Objełam Go. Był jak dziecko, jak zziębnięty ptak…
Gładziłam delikatnie Jego głowę i szeptałam:
„Odpocznij, Ukochany mój, odpocznij…”
Tanczyliśmy.

NAJBLIŻSZY…

Siedziałam na ławeczce pod różami. Ukochany nakarmił mnie Sobą. Był przy mnie. Przytulony do mojego serca… On tulil się do mojego serca, a ja do Jego.
“Od jutra Wielki Post” – szepnęłam.
“Spędzimy go tutaj, Perełko”.
“Dobrze, Ukochany”.
“Tylko Inaczej”.
“Dobrze. A jak?”
Umiłowany uniósł głowę. Jego twarz zaczęła się zmieniać… On cały zaczął się zmieniać. Na twarzy pojawiły się Rany. Na całym Jego ciele też. Rana przy Ranie… Na Jego głowie pojawiła się korona cierniowa. Ukochany stał się bardzo cierpiący i boleściwy… Gdy Go Takiego zobaczylam, moje serce zadrżało. Nie ze strachu. Z boleści i czci. Widziałam Miłość w czystej Postaci. Widziałam też jak bardzo Go zraniłam. Ukleklam przed Nim. W miłości… adoracji… w milczeniu. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Z czułością ogromną.
“Będę taki przychodzil do Ciebie Perełko co piątek”.
“Ukochany! Najdroższy! Przychodz co dzień. Proszę!”
Umiłowany… uśmiechnął się do mnie. Tak! Uśmiechnął się!
“Nie wystraszylas się Mnie, nie odrzuciilas. Przyjelas…”
“Ja miałabym Cię odrzucić?? Wystraszyć się Ciebie??! Ukochany… przecież wiesz… Taki cierpiący jesteś mi najbliższy. Najbliższy…”
Umiłowany rozłożył szeroko Swe ręce ramiona.
“Przytul się do Moich Ran, Perełko Moja!”
Przytulalam się… Przez chwilę pomyślałam że na pewno Go to bardzo bardzo boli.
“Nie martw się Promyczku kochany. Bez cierpienia nie ma prawdziwej Miłości. Ty o tym wiesz”.
“Wiem”.
Trwalismy w przytuleniu…

NIEBO W SERCU

Obudziłam się i pobiegłam do Ogrodu Sercowego. Do Umiłowanego! Ukochany siedział na ławeczce w Kąciku Różanym przy studni. Uśmiechnął się do mnie płomienie. Uśmiechnęłam się do Niego. I usiadłam u Jego stóp objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Siedziałam i patrzyłam w Ukochanego. A On gładzil moje włosy. W pewnej chwili Ukochany wstał, podniósł mnie i posadził obok Siebie na ławeczce.
“Usiądź wygodnie, Perełko Moja!”– Ukochany wziął moje ręce w Swoje dłonie, podniósł do ust l pocałował.
“Mi wszędzie wygodnie, byle z Tobą, Ukochany!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam z uwielbieniem.
Jasnial przedziwnie… Blask jasności, światło wychodziło z Niego i otaczalo mnie… Byłam w Jego świetle.
“Umiłowany mój…!”
“Perło Moja Ukochana!”
Objął mnie i mocno przytulił do Siebie.
Byłam w Niebie!

W CIENIU

Wczoraj siedziałam z mamą. Rozmawialysmy. Starałam się ją rozweselić, bo wciąż była smutna. Ciągle rozmyślała o swojej sytuacji, chorobie. Śmiałam się często, usmiechałam i żartowałem. Do pokoju wszedł tato, oglądał skoki narciarskie. I był podenerwowany bo Polacy niezbyt dobrze skakali.
-Stoch czwarty!!
-Czwarty? To nieźle, zawsze mogło być gorzej! – zaśmiałam się.
Tato wyszedł. Odezwała się mams:
– Zadziwiasz mnie! Cała obolała bardzo jestes, a wciąż uśmiechnięta jestes! Śmiejesz się, żartujesz!
Spojrzeniem w górę i powiedziałam:
– Pan Bóg mi pomaga!
– Pan Bóg ci pomaga… bo dobrym człowiekiem jesteś.
Wszedł znów tato i rodzice zaczęli rozmawiać o czymś innym.

Byłam w Ogrodzie mojego serca. Na ławeczce pod różami. Umiłowany tulił mnie do SERCA. Zauważyłam że dzisiaj Słońce świeciło jaśniej niż zwykle. Jezus pochylal się nade mną tworząc cień. Cień ten sprawiał mi ulgę i. Pozwalał spokojnie, bez przeszkód tańczyć. Ukochany nakarmil mnie Sobą, a potem uśmiechając się do mnie, spytał:
“Przejdziemy się, Perełko?”
“Tak, Ukochany”.
Spacerowaliśmy alejkami Ogrodu. Cień Ukochanego był wciąż nade mną. Osłaniał mnie, ochraniał.
„Dziękuję za Twój cień, Ukochany”- szepnęłam.
Ukochany spojrzał mi w oczy.
„Zyjesz w Moim cieniu, Perełko. A żyjąc w Moim cieniu, żyjesz w blasku Moim!”

Radosna nowina:
26 – 27 marca ks biskup będzie wizytował nasza parafię. I jest tradycja że odwiedza chorych w domu. I ks proboszcz wybrał nas! Mamę i mnie! Nasz dom.

OTWORZYŁ MIŁOŚCIĄ

Noc, leżałam w łóżku tańcząca bardzo bardzo intensywnie. Ukochany trzymał mnie w Swoich dłoniach. Pochylal się nade mną z tkliwościa wielką i miłością, bezgraniczną miłością. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości… Tańczyłam, tzn ofiarowalam moje cierpienie Umiłowanemu. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem… i patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
“Jaka Ty Perełko podobna do Mnie. Coraz bardziej”.
,”Dzięki Tobie, Ukochany!”
“Moja Miłość, Moje Serce, Twarz Moja jest w Tobie”.
„Dzięki Tobie!”
„Otworzyłaś się, Promyczku”.
„Ty mnie otworzyłeś”.
„Ale Ty Mi pozwoliłaś. Bez Twojej zgody nie uczynił bym niczego”.
„Jak miałam Ci nie pozwolić?! Otworzyłeś mnie Miłością!”
Tańczyliśmy.

DO DOMU

Noc tańcząca bardzo intensywnie.

Byłam w Ogrodzie Sercowym, w Kąciku Różanym przy studni. Ukochany siedział na ławeczce, a ja usiadłam u Jego stóp objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Uśmiechałam się do Umiłowanego wpatrywac się w Jego Oblicze. I On uśmiechał się do mnie płomienie.
“Uwielbiam tak patrzeć w Ciebie, Umiłowany…”
“Uwielbiam kiedy tak we Mnie patrzysz, Perełko”.
Po chwili wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. I Uśmiechając się, dodał:
”I uwielbiam mieć Cię przy Sercu”.
“Uwielbiam być przy Sercu Twoim”.
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. I głowę położył na moim sercu…
“Uwielbiam być przy sercu Twoim Perełko Moja!”
Tańczyliśmy.

Droga, szeroka droga…  po horyzont. Na horyzoncie wielkie jasne piękne Słońce. Na tej drodze Ukochany mój i ja. Idziemy. Szczęśliwi bardzo i bardzo radosni. Ukochany trzyma mnie za rękę. Lekki wietrzyk chłodzi mi twarz i rozwiewa włosy włosy​. Śmiejemy się, rozmawiamy. Ukochany mój i ja… Idziemy do Domu.

TAŃCZYMY

Wczoraj wieczorem leżałam w łóżku tańcząca. W moim sercu był niepokój i jakiś dziwny lęk… Ukochany znał przyczynę takiego stanu. Lepiej niż ja. Nawet ja nie znałam do końca. On znał. Leżałam i oddawałam Mu ten niepokój i lęk. Umiłowany był przy mnie, usłyszałam Jego delikatny, czuły głos:
“Coreczko… Nie niepokój się, nie bój. Już dobrze…”
Głaskał mnie po głowie. Niepokój powoli ustępował.
„Dziękuję, Ukochany. I przepraszam…”
„Nie masz za co przepraszać. Naprawdę. Już dobrze…”
Czuły niczym matka, tulił mnie do SERCA. A ja zmęczona zasnęłam.

Obudziłam się w nocy, tańcząca bardzo. Ukochany czuwał przy moim łożku. Pochylony nade mną z tkliwością… Nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem położył głowę na moim sercu. Tańczyliśmy.
Wciąż tańczymy.

SZALENI :-)

Obudziłam się i pobiegłam szybko do Ogrodu Sercowego. Do Umiłowanego mojego serca. Ukochany czekał na mnie koło studni. Biegłam alejkami Ogrodu. Gdy tylko Ukochany mnie zobaczył rozpromienil się bardzo i rozłożył szeroko Swe ręce. A ja rzuciłam się w nie. Uwielbiam się w nie rzucać! Do SERCA! Ukochany przytulił mnie mocno, a potem podrzucił do góry śmiejąc się radośnie. Chwilę później siedzieliśmy już na ławeczce pod różami. Umiłowany patrzył mi oczy, jasny promienny świetlisty… nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbiałam Go, wychwalalam… Potem spytałam uśmiechając się do Niego:
“Zatańczymy?”
I… porwał mnie do tańca! Wziął na ręce i wirowal po całym Ogrodzie! Był to taniec szybki, radosny i bardzo… szalony! Ukochany pływał, latal, po Ogrodzie Sercowym i podrzucal mnie do góry! W międzyczasie zrywał kwiaty!  I mnie łapał! Wszystko odbywało się przy wtorze śmiechu Ukochanego i moim.
“Pokochalam Szaleńca!” – zaśmiałam się serdecznie.
“Ty sama szalona to i Szaleńca pokochalas!”- zawołał Ukochany podrzucajac znów mnie do góry.
“No, tak! Jasne! Oczywiste! Oczywista oczywistośc!!” – śmiałam się.
Szczęśliwi bardzo, Tańczyliśmy.
W końcu Ukochany posadził mnie na ławeczce. Dał mi bukiet kwiatów, które nazrywal podczas tańca.
“Dla Ciebie, Moja szalona!”
“Dziękuję bardzo, mój Szalony! – uśmiechnęłam się do Umiłowanego wąchajac kwiaty. Ukochany uśmiechał się do mnie płomiennie.

DOWÓD

Tańcząca. Byłam w Ogrodzie mojego serca. Tańczyłam w ramionach Umiłowanego. Przy Jego SERCU. Ukochany tulił mnie do NIEGO z czułością… Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zrobił to naturalnie, normalnie, bez podniosłości, patosu. Po prostu dał jeść Swemu Promykowi jak matka dziecku. Uwielbiałam Go, a potem szepnęłam:
“Ukochany… czasem nachodzą mnie myśli, że ten cały Ogród tutaj, Ty i ja w Nim, to kłamstwo, albo mój wymysł. Wiem, że to nie kłamstwo, tylko prawda. I że sama bym tego wszystkiego nie wymyśliła, bo moja wyobraźnia jest za mała. Ale nie wiem co robić, gdy mnie takie myśli nachodzą…”
Ukochany uśmiechnął się do mnie.
“Przypomnij sobie wtedy obraz, który teraz malujesz, Perełko. On niech Ci będzie dowodem. Bo gdyby Mnie tutaj nie było, ani Ciebie tu nie było, ani nie byłoby Ogrodu, to byś go, obrazu przecież nie namalowała”.
Roześmiałam się serdecznie, w głos. Olśniona!
“To prawda!”
“To zły próbuje odebrać Ci pokoj serca, szczęście, miłość, Mnie…”
Przerwałam Mu gwałtownie:
“Nie pozwolę mu!”
“Nie pozwolimy. Ja Ci pomogę, Perełko”.
Usmiechnęłam się z wdzięcznością do Umiłowanego.
„Ale to świetne! Ten obraz jest naprawdę dowodem, że tu jesteś i działasz cuda we mnie!”
„Najprawdziwszym dowodem”.
Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie. Ja do Niego też.

KARMI SOBĄ

Obudziłam się w Ogrodzie Sercowym w ramionach Umiłowanego. Tańcząca bardzo bardzo intensywnie. Ukochany tulił mnie do SERCA pochylony nade mną z czułością ogromną. Byłam obolała bardzo, ale bardzo bardzo szczęśliwa że jestem w Jego ramionach.
“Tańczę z Tobą, Perełko!”
“Wiem, Ukochany. Dziękuję!”
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem, tak pełnym Miłości, tak słodko…
“Kocham Cię!!!!”- wyrwało mi się prosto z głębokości serca. I pomyślałam że dla Ukochanego chcę tańczyć bardziej i bardziej i bardziej.
“Przez Twą miłość odpuszczają Ci się Twoje grzechy, Perełko. Bo ukochalas bardzo”.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Zdumiona i zachwycona… Tymczasem Jezus włożył Swoją dłoń tam gdzie było SERCE Jego i wyjął stamtąd… białą Hostię! Bialutka! I włożył mi Ją do ust. Delikatnie i ostrożnie jakby karmil niemowlę. Spożyłam Hostię. Trwałam w uwielbieniu, dziękczynieniu, zachwycie. W milczeniu… Przerwał je Ukochany:
„Będę Cię karmił Sobą codziennie, chcesz?”
„Tak!”
Ukochany pocałował mnie w czoło… Tanczyliśmy.

CAŁA TWOJA I CAŁY DLA CIEBIE!

Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim. Siedzieliśmy w Kąciku Różanym przy studni. Ukochany siedział na ławeczce, a ja usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzyłam w Ukochanego…
„Podoba Ci się szkic obrazu…?”- spytałam nieśmiało. Chciałam żeby to był Jego obraz, nie mój,
Ukochany uśmiechnął się do mnie płomienny .
„Podoba Mi się, Perełko”.
Uśmiechałam się do Niego i pomyślałam, że to trudny obraz.
„Piękno musi być trudne, Promyczku”.
„Tak..”
Ukochany patrzył we mnie jasny. W pewnej chwili zapytal:
„Chcesz wody, Promyku? Przyniosę”.
Kiwnęłam głową, że chcę. Wtedy Ukochany podniósł mnie, posadził na ławeczce, sam poszedł po wodę. Zaczerpnął ze studni i przyniósł w dłoniach. Ukleknal przede mną z wyciągniętymi z wodą dłońmi. Zsunęłam się z ławeczcki i ukleklam przed Nim. Pochyliłam się i piłam z Jego dłoni.
„Dziękuję!”.
Klęczelismy przed sobą nawzajem. Ukochany patrzył we mnie z tkliwościa wielką… Położył głowę na moim ramieniu.
„Cały dla Ciebie Ciebie Perełko!”
„Cała twoja, Umiłowany!”
Położyłam głowę na jego ramieniu. I tak trwalismy we wzajemnym oddaniu…

Kiedy potem rozmyślałam o tej scenie, olsnilo mnie! Taki będzie tytuł obrazu, który teraz maluję. „Cała twoja i cały dla Ciebie”!

ODPOCZYNEK I TANIEC

Dzisiaj spałam prawie całą noc. Zdziwiona jestem, bo wczoraj wieczorem leżąc w łóżku byłam tańcząca bardzo, bardzo intensywnie. I myślałam, że nie zasnę, że będę tańczyć całą noc. Byłam na to gotowa. Przygotowana. Tymczasem zasnęłam szybko. I spałam prawie całą noc. Z głębokości snu, kiedy spałam troszkę lżej, usłyszałam znajomy głos:
“Kocham Ciebie, Perło Moja!”. Uśmiechałam się przez sen “ja Ciebie też!” I spałam dalej. Pomyślałam jeszcze, że jestem w przy SERCU Ukochanego, w Jego ramionach, skoro mi jest tak dobrze. I spałam dalej. Kiedy się obudziłam, rzeczywiście bylam w Jego ramionach i tulił mnie do SERCA. Pochylal się nade mną z tkliwościa.
“Kocham Ciebie Perło Moja!” Uśmiechałam się do Ukochanego i szepnęłam:
“Ja Ciebie też!”
Potem spytałam jak mogę Mu usluzyc.
“Jest czas tańca i czas odpoczynku. Odpocznij jeszcze Perełko”.
Odpoczywałam. Przy SERCU Jego. A teraz tańczę.

JEDYNA

Obudziłam się w nocy i pobiegłam do Ogrodu mojego serca. Do mojego SKARBU! Do Umiłowanego mojego!!! Ukochany czekał na mnie w Kąciku Różanym, przy studni. Gdy tylko mnie zobaczył rozpromienil się bardzo i rozłożył szeroko Swe ręce, ramiona. Wpadłam wprost w nie, rzuciłam się w nie jak w dym! Ukochany objął mnie z czułością i przytulił do SERCA…
“Perełko, oblubienico Moja!”
“Ukochany!!!”
Tulił i tulił…. Potem zaczęliśmy tańczyć. Po całym Ogrodzie. A raczej nad nim, bo Ukochany unosił mnie do góry, wysoko, wysoko. I opadalismy w kwiaty… Cudnie było! Potem siedzieliśmy już na ławeczce pod różami. Ukochany posadził mnie obok Siebie. Ujął moją twarz w obie dłonie. I patrzył we mnie uszczęśliwiony.
“Kocham Ciebie!”- szepnęłam patrząc Mu w oczy. Uśmiechnął się do mnie płomienny.
“Perełko Moja, jedyna!”
“Jedyna…?”
“Jedyna. Drugiej takiej jak Ty nie ma w całym wszechświecie!”
Uśmiechałam się do Ukochanego i pomyślałam, że każdy jest dla Niego “jedynym”. Ukochany uśmiechał się do mnie, a ja do Niego.

MIŁOŚĆ I CIERPIENIE

W nocy tańczyłam bardzo intensywnie. Bardzo. W ramionach Umiłowanego. Przy SERCU Jego. Trwał pochylony nade mną z czułością i tkliwościa wielką. Ogromną!!! Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. Spojrzeniem z Krzyża. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości. Cudne Spojrzenie! Patrzyłam w Nie i patrzyłam. I Tańczyłam. Dla Umiłowanego. On przyjmował moją miłość i cierpienie. Mój taniec.

ZJEDNOCZENI

Noc tańcząca bardzo. Nie wiem czy byłam w Ogrodzie, czy w łóżku. Nieważne. Najważniejsze, że Umiłowany był ze mną. A raczej ja byłam w… Nim. Leżałam w łóżku.  A ON mnie otaczał, otulal Sobą… Leżałam otulona Jego Miłością. Nim.

Uśmiechałam się do Ukochanego a On do mnie się uśmiechał. Wiem to.
“Cieszę się bardzo, że malujesz ten obraz, Perełko”.
“Ja też…”- Uśmiechnęłam się w ciemność, do Ukochanego.
“Długo na to czekałem”.
“Ja też.. ”
Ukochany – Ukrzyżowany tuli mnie do SERCA pochylony nade mną. Jedną rękę zdjął z Krzyża i obejmuje mnie i przytula do SERCA. Ja wtulona w Niego. Dwa serca, Jego i moje złączone ze sobą. W Komunii. Taki obraz zaczynam malować. Chcę, żeby, o ile mi wyjdzie, Jezus na krzyżu był uśmiechnięty. Z Krzyża można też się uśmiechać. Wiem to po sobie… A sobie namaluje wianek na głowie, ze stokrotek chciałam. Tańczący złączeni w cierpieniu, a nade wszystko zjednoczeni w MIŁOŚCI.
“To jest piękny obraz Perełko Moja!”
“Jest???! Dopiero, mam nadzieję, będzie…”
“Jest. Jest w Twoim sercu”.
“Tak…”

NAJWAŻNIEJSZA

Zeszłam do Ogrodu mojego serca. Do Umiłowanego. Ukochany siedział na ławeczce w Kąciku Różanym. Usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Bardzo lubię tak siedzieć u stóp Umiłowanego, wpatrywac się w Jego twarz, oczy. Patrzył we mnie jasny, promienny, świetlisty… Swoją dłonią gładzil moją twarz i włosy. Długo tak siedziałam i patrzyłam…
Aż Ukochany wziął mnie na ręce i przytulił do Swego SERCA. Malałam i malałam. Znów byłam dzieckiem, niemowlęciem w Jego rękach… Ukochany tulił mnie, pieścił, całował. Jak matka swe dzieciątko.,.
Leżalam, kochałam i tęskniłam… Choć ostatnio tęsknię mniej. Bo… Czy można już na ziemi żyć w Niebie?
Można. Ja żyję.

Leżałam nad ranem i rozmyślałam. Rozmyślałam o naszej rozmowie (kilka dni temu pisałam o niej). Rozmawialiśmy nie tyle o moich grzechach i słabościach co o mnie i moim stosunku do samej siebie. Ciągle byłam pod wrażeniem tej rozmowy. Ukochany mówił, że powinnam być wobec siebie bardziej wyrozumiała, bardziej cierpliwa, łagodniejsza. Bo On jest taki wobec mnie. Cierpliwy, łagodny i wyrozumiały. I że to nie grzech jest dla Niego najważniejszy. Tylko ja. Ja jestem najważniejsza dla NIEGO. Przypomniala mi się Przypowieść o Miłosiernym Ojcu. Kiedy zobaczył wracającego syna, wybiegł mu nie spotkanie, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Nie patrzył na ból swego serca, na to, że syn go bardzo zranił. Ale cieszyl się, ze syn wrócili do domu. Ciezyl się jak szalony! Jak mlodzieniaszek! Dla niego syn był najważniejszy. Tak i ja jestem dla Umiłowanego najważniejsza. Ja, nie mój grzech. I cieszy się z mojego, nawet najmniejszego nawrócenia, z mojego powrotu. Jak szalony!

W TAŃCU

Noc, tańcząca bardzo intensywnie.

Leżałam w łóżku i tańczyłam.  Umiłowany mój byt ze mną, przy moim łóżku. Pochylony nade mną z czułością i troską. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości, Miłości do mnie. Ukochany trzymał moją rękę w Swoich dłoniach. Podniósł ją do Swego policzka, przytulił…
“Tyś Moją, Perełko!”
“Tyś mój, Umiłowany!”.
Ukochany położył głowę na moim sercu… Tuliłam… Właściwie nie wiem czy kto kogo tulił. Czy ja Jego, czy On mnie… wzajemne przytulenie.

Spacerowaliśmy alejkami Ogrodu Sercowego. Ukochany mój i ja. Pod rękę, spacerowaliśmy. Radośni, uśmiechnięci, szczęśliwi! Bardzo szczęśliwi!
“Panie Jezu!”
“Perełko Moja!”
“Kocham Ciebie!
Patrzył mi w oczy promiennie.

SKARB MEGO SERCA

Noc. Obudziłam się tańcząca ku. Z trudem odwróciłam się na drugi bok. Ukochany był przy mnie, przy moim łóżku. Leżałam i patrzyłam w Jego jaśniejaca twarz, Oblicze. Trwał przy mnie pochylony z tkliwościa… Tańczyłam uśmiechając się do Niego.
“Uwielbiam kiedy jesteś, kiedy do mnie przychodzisz, Umiłowany!”
Uśmiechnął się do mnie czule. I nagle moje łóżko zniknęło, a ja leżałam na kolanach Ukochanego w Ogrodzie Sercowym. Przy Jego Sercu leżałam. Ukochany tulił mnie do Niego, do SERCA.
“Uwielbiam przychodzić do Ciebie Perełko. Tutaj czuję się Twym Gościem, ale i Gospodarzem”.
“Bo tak jest! Jesteś bardzo wyczekiwanym, upragnionym, najmilszym Gościem, ale i Gospodarzem. To Twój Ogród!! Jesteś tu Ogrodnikiem!! – uśmiechnęłam się do Niego – a nade wszystko jesteś SKARBEM mojego serca! A Twoje Rany jego klejnotami!”
I ucałowałam Ranę w Jego dłoni.
Umiłowany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem… pełnym Miłości…
“Moim Skarbem jesteś Ty, Promyczku!”

NIGDY NIE ZWĄTPI…

Obudziłam się w Ogrodzie Sercowym. W ramionach Umiłowanego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jego twarz pochylona nade mną. Twarz promienną bardzo. Patrzył we mnie z czułością ogromną.
“Spałas tak słodko Promyczku”.
“Dzięki Tobie, Ukochany”- uśmiechnęłam się do Niego.
Po chwili wstałam, podeszłam do studni i zaczerpnęlam wody. Nabrałam w dłonie i zaniosłam Ukochanemu. Usiadłam obok Niego i wyciągnęłam ręce do Niego, podając Mu wodę.
“Chcesz…?” – spytałam nieśmiało. Ukochany skinal głową, schylił się i pił z moich dłoni. Potem spytal uśmiechając się do mnie:
“Może się przejdziemy, Perełko?”
“Tak! Chętnie!”- ucieszyłam się. I po chwili spacerowaliśmy alejkami Ogrodu mojego serca. Było cudownie! Bezchmurne niebo, wielkie, jasne, piękne Słońce i delikatny wiaterek. Szłam z Ukochanym pod rękę. A On opowiadał mi o każdym kwiatku, każdym listku, o każdym pączku takie szczegóły, że aż się dziwiłam. Stanęłam przed Ukochanym, naprzeciw Niego i patrząc Mu w oczy szepnęłam:
“Znasz mnie…”
“Znam, Perełko”- odpowiedzial z prostotą.
A ja przypominając sobie swoje grzechy i słabości, spytałam niedosłyszalnym prawie szeptem:
“I kochasz mnie taką…?”
Umiłowany rozpromienil się nade mną, ujął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie w czoło, potem patrząc ml prosto w oczy powiedział:
“Kocham Cię taką Perełko. I nigdy w Ciebie nie zwątpię i nigdy nie stracę cierpliwości do Ciebie Perełko Moja!”
Stałam oszołomiona. Słowa przeniknęły mnie na wskroś. Ostatnio bardzo, coraz bardziej ostro widziałam swoje grzechy i właśnie ostro siebie traktowałam, watpilam, ze uda mi się… tracilam cierpliwość do siebie.
Usiedliśmy z Ukochanym na trawie i zaczęliśmy rozmawiać. Nie będę przytaczać treści tej rozmowy. Napiszę tylko ze Umiłowany pomógł mi bardzo.  Podniósł, pokrzepil, wlał w moje serce nadzieję. Bardzo mi pomógł! Wolałam mieć świadomość swoich grzechów i słabości, ale ufac Jemu, że pomoże mi się z nich podnieść, niż być idealną, ale pyszną.
Potem, nad ranem kiedy skończyłam układać bukiety Madonnie, rozmyślałam o tym wszystkim. Usłysłałam w głębi serca:
„Najważniejsze, że wracasz do Mnie, Perełko. Uszczęśliwiasz Mnie tym bardzo! Zawsze czekam na Ciebie”.
Byłam bardzo szczęśliwa! Miałam poczucie należenia i całkowitej zależności od Ukochanego. A jednocześnie całkowitej wolności. Wolności w Nim.

A dziś znów sprawił mi radość wielką!  Wiadomość od Duchowej Córeczki: „Wlasnie niedawno wrocilam z bazyliki Lateranskiej z obchodow Światowego Dnia Chorego Zanioslam cale moje Duchowe Rodzenstwo przez rece Matki Bozej z Lurdes do Niego.”

TAŃCZYMY

Noc, tańcząca bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim. Ukochany siedział na ławeczce pod różami. Ja klęczalam się u Jego stóp i adorowalam Jego Rany. Adorowalam, uwielbiałam, całowałam. W pewnej chwili Ukochany pochylił się nade mną i podniósł mnie. Podniósł i posadził obok Siebie na ławeczce. Ujął moje ręce w Swoje dłonie, podniósł do Swego policzka, przytuli i pocałował. Potem długo patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. W oczy mi patrzył. A ja w Jego oczy patrzyłam….Zachwycona! Patrzył z bezgraniczną, bezinteresowną, czystą Miłością, patrzył z… tańcem na twarzy. Tak, z tańcem! Z oddaniem, ofiarowaniem mi Siebie… i ja też patrzyłam.
“Cały Twój i cały dla Ciebie, Perełko”- szepnął.
“Cała Twoja i cała dla Ciebie, Ukochany”- szepnęłam.
Długo tańczyliśmy. Całą noc prawie. I nie byłam pewna, czy dam radę napisać tę notkę, tzn byłam przekonana że nie dam rady. Ale Ukochany pomógł mi i jest.
Dalej tańczymy.

UKRYTA…

Noc tańcząca.
Zeszłam… zeszłam?  Nie. Zbiegłam szybko do Ogrodu mojego serca. Do Umiłowanego mojego! Ukochany czekał na mnie przy studni. Podbiegłam do Niego. Twarz Mu jasniala szczęściem. Wziął mnie za rękę i delikatnie przyciągnął do Siebie. I stałam przed Nim twarzą w twarz. Pocałował mnie i ja też Go pocałowałam. Staliśmy wpatrzeni w siebie nawzajem… Ukochany patrzył we mnie tak, jakbym Mu była najdroższa na świecie… Potem Ukochany wziął mnie na ręce i usiadł na ławeczce ze mną na rękach.
Pochylił się nade mną i tulił do SERCA. Mocno tulił. Jego ręce, dłonie wydały mi się większe i większe. Otaczały mnie, otulaly. Bardzo bezpieczna się czułam. Wiedziałam że cokolwiek by się nie wydarzyło, ON będzie czuwał, ochroni mnie, osloni i będzie ze mną. Byłam bardzo bezpieczna i bardzo szczęśliwa. I tańcząca. A Ukochany tulił i tulił i tulił…Pomyślałam, że jestem ukryta pod Jego SERCEM, w Jego rękach jak w łonie matki. Ukryta.

ŻYJĘ W MIŁOŚCI

Żyję w Miłości. W Miłości Umiłowanego. Mojego Pana i Króla. Oblubieńca mojego. Żyję tu i teraz. Twardo stąpam po ziemi. Zyję dniem dzisiejszym, monotonnie mogłoby się zdawać postronnym obserwatorom. Mogłoby się też wydawać, że cierpienie przygniata mnie do ziemi coraz bardziej i bardziej. Mogłoby się wydawać.
ALE. Ale ponad tym wszystkim jest Jego Miłość, w której Żyję. To Ona sprawia, że właśnie chce mi się Żyć! Żyć pełnią życia. Cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą.
To dzięki Miłości chce mi się tańczyć!
A te spotkania w Ogrodzie to przedsmak Nieba. Radości, Szczęścia. Pokoju.
Żyję w Miłości. W Miłości Umiłowanego. Dla tej Miłości, dla Ukochanego oddałabym wszystko.

KOMUNIA MIŁOŚCI

Nad ranem, tańcząca.
Byłam w kościele. Klęczalam przed bielutka Hostia umieszczonej w monstrancji, na ołtarzu. Klęczalam przed Umiłowanym moim ukrytym w Hostii. Uwielbiałam Go. Nagle Hostia wyszla z monstrancji… i weszła we mnie… Szybko pobiegłam do Ogrodu mojego serca. Umiłowany stał przy ławeczce pod różami. Czekał na mnie.  Podeszłam do Niego. Ruchem dłoni zapraszał żebym podeszła jeszcze bliżej. Podeszłam. Bardzo blisko.
“Perełko Moja!”
kochany wziął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie. Opuściłam głowę, oniesmielona, ale bardzo szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa! Umiłowany był tak bardzo blisko… Delikatnie ujął jeszcze raz moją twarz i podniósł. Spojrzałam w Jego twarz. Jasniala, promieniala radością i szczęściem.  W Jego oczach widzialam wodospad Miłości…
“Perełko Moja!”
“Umiłowany!”
Uśmiechał się do mnie, a ja do Niego. Znów ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie. I ja Jego. Tańczyliśmy. Potem zaprowadził mnie do ławeczki i zaprosił żebym usiadła. Kiedy usiadłam, usiadł obok mnie. Promienny cały. Położył rękę na moim sercu.
“Tu jesteśmy, Perełko” – w Jego głosie słyszałam czułość.
“Tak, Ukochany” – uśmiechnęłam się do Niego.  Umiłowany pochylił się i położył głowę na moim sercu.
“Perełko Moja!”
“Umiłowany mój!”
Objęłam Go i tuliłam do serca, tuliłam…

BO KOCHAM!

Wieczorem leżąc już w łóżku tańcząca i zmęczona:

Byłam w Ogrodzie Sercowym. W ramionach Umiłowanego. Pochylal się nade mną z czułością i tulił do SERCA Swego. Dziękowałam Mu za Jego Obecność i Miłość do mnie. Tak wielką!!! Ukochany patrzył we mnie z uśmiechem i tulił… Zasnęłam…

Obudziłam się i pobiegłam do Ogrodu mojego serca. Do Ukochanego. Siedział na ławeczce pod różami. Usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi a głowę położyłam na Jego kolanach. Uśmiechałam się do Ukochanego, a On uśmiechał się do mnie.
“Odpoczelam. Dziękuję, że pozwoliłeś mi odpocząć”.
“Byłaś zmęczona i tańcząca i chciałem, żebyś odpoczęła, Perełko Moja”.
“Dziękuję bardzo! – Uśmiechałam się do Niego – I dziękuję za Twoją opiekę i troskę… I za ten piękny Ogród Ci dziękuję!!!”
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem.
“I Ja Ci dziękuję, Promyczku. Za to że tu przychodzisz. Gdybyś nie przychodziła, byłbym owszem, w pięknym Ogrodzie, ale byłbym sam”.
Objęłam Jego nogi jeszcze bardziej i szepnęłam:
“Jak mogłabym nie przychodzić do Ciebie??! Przychodzę, bo Cię kocham!”
Umiłowany patrzył we mnie słodko…

 

Czytaj dalej BO KOCHAM!

MOJE SZCZĘŚCIE

Wczoraj cały dzień przytulalam Umiłowanego do serca. Cały dzień żyłam, a przynajmniej starałam się żyć w doświadczeniu tulenia Ukochanego. Wieczorem leżąc już w łóżku tańcząca, też Go do serca tuliłam.
“Uszczęśliwiasz mnie bardzo Umiłowany”- szepnęłam do Niego. Ukochany podniósł głowę. Patrzył we mnie z rozpromieniona twarzą. Potem wziął mnie na ręce i zaniósł do Ogrodu Sercowego.  Usiadł na ławeczce w Kąciku Różanym, wciąż trzymając na rękach.
“Uszczęśliwiasz Mnie Perełko Moja!”- uśmiechal się do mnie promiennie.
“Ja?? Przecież ja nic nie ro…”
Przerwał mi stanowczo i łagodnie zarazem.
“Nie mów że nic nie robisz, Promyku!”
“Ale to Ty robisz, nie ja. Notki na blogu nawet Ty piszesz. Już nie tylko o to chodzi, że nie mam siły. I takich długich bym sama nie napisała. Ale często słów mi brakuje, żeby TO wszystko opisać. A kiedy tylko zaczynam pisać to same przychodzą. Wiem że to TY!”
„Jesteś Moim narzędziem”-
Ukochany patrzył we mnie uśmiechając się pobłażliwie – Gdyby nie Ty, Promyczku, te notki by nie powstały”.
Patrzyłam w Ukochanego nie wiedząc co odpowiedzieć… Ukochany mówił dalej:
“Ten blog jest świadectwem, co mogę zdziałać w duszy, która odda Mi się całkowicie. Ty Perełko jesteś świadectwem Mojej Miłości”.
“Uszczęśliwiasz mnie bardzo Umiłowany! Ty jesteś moim Szczęściem!”
Ukochany pochylal się nade mną z tkliwościa wielką…

PRZY SERCU MOIM…

Noc, leżę w łóżku tańcząca.

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Na ławeczce z Umiłowanym moim. Ukochany trzymal mnie w ramionach i tulił do SERCA Swego.
“Uwielbiam tu być, przy SERCU, Ukochany!”-szepnęłam uśmiechając się do Niego. Pomyślałam że też chcę, pragnę bardzo GO tulić do serca mojego…  Czy…? Umiłowany uśmiechnął się do mnie z tkliwościa wielką
“Uwielbiam być przy sercu Twoim, Perełko Moja”.
I zobaczyłam… obraz. Bardzo piękny i przejmujący bardzo…
Ja tańcząca leżałam w łóżku. A Ukochany był przy mnie, pochylony nade mną z głową na moim sercu… Tuliłam Go do mojego serca.  Pomyślałam że, jak chodził po ziemi, żalil się że nie ma miejsca gdzie mógłby głowę skłonić. Potem skłonił ją na Krzyżu. A teraz na sercu moim… zechciał. Na moim sercu… Tuliłam Go i szeptałam: „Ukochany… Umiłowany…”

NIEMOŻLIWE – PIKUŚ :)

Wczoraj wieczorem leżąc już w łóżku tańcząca, powiedziałam “Dobranoc
🙂 ” Duchowemu Dziecku, wyłączyłam komórkę. I od razu pobiegłam do Umiłowanego. Do Ogrodu mojego serca. Chciałam podziękować Ukochanemu. Szczęśliwa bardzo!! Wczoraj byłam u spowiedzi, Ukochany przebaczył mi grzechy. Dziękowalam Mu już wcześniej wiele razy. Ale chciałam jeszcze. Biegłam przez Ogród, który wydał mi się jakiś inny, ten sam, ale inny. Odmieniony. Ukochany czekał na mnie przy studni. Gdy tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się do mnie promiennie i wyciągnął ręce, ramiona. Rzuciłam się w nie jak dziecko w ramiona kochającego TATY.
“Dziękuję!!! – tyle wystarczyło. On wiedział wszystko. Pochylił się nade mną z tkliwościa i tulił do SERCA swego Promyczka…  Potem usiedliśmy na ławeczce, On wciąż tulił. Patrzyłam w Jego promienne Oblicze,.. aż zasnęłam. Przy SERCU.

Obudziłam się w Jego ramionach. Wciąż mnie tulił… i patrzył we mnie słodko. Uśmiechałam się do Ukochanego i patrzyłam w Jego oczy. Pomyślałam o mojej Córeczce, dla której kilka dni temu prosiłam o błogosławieństwo. A wczoraj napisała do mnie, ze była u Papieża Franciszka i że Ją pobłogosławił.
“Dla Ciebie niemożliwe to… pikuś!”- szepnęłam z wdzięcznością.
“Dla Mnie nie ma nic niemożliwego. Dla Mnie Perełko. I ze MNĄ”.
“Dla Ciebie i z Tobą!”- Uśmiechałam się do Ukochanego.

POCALUNKI

Noc, tańcząca.

Zbiegłam szybko do Ogrodu mojego serca. Umiłowany czekał na mnie przy wejściu. Pobiegłam do Niego.
“Ukochany!”- szepnęłam z czułością i ucałowałam Go.
“Zbieram Twoje pocałunku, Perełko”- Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie.
“Ojjj… a ja tak rzadko Cię całuję…”
Ukochany wciąż się do mnie uśmiechał.
“Więc całuj Mnie częściej, kochana”.
Uśmiechałam się do Ukochanego rozpromieniona.

Po chwili siedzieliśmy już na ławeczce. Ukochany trzymał mnie mnie na rękach i pochylal się nade mną z tkliwościa wielką…
“Wiesz…”- uśmiechnęłam się do Ukochanego – “Wyobrażam sobie, ze każde dziecko zanim się urodzi to Ty je całujesz. Taki pocałunek na drogę w życie”.
“Ciebie też pocałowałem. Zawsze Cię całuję gdy do Ciebie Promyczku przychodzę”.
I pocałował mnie…
Patrzyłam z uwielbieniem w Umiłowanego mojego serca. I całowałam Jego Rany.  Tańcząc dla Ukochanego.

MAŁA Z… WIELKIM SERCEM

Noc. Tańcząca.
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Pod różami. Umiłowany siedział na ławeczce i tulił mnie do SERCA. Trzymał mnie na rękach jak matka swe niemowlę. Pochylal się nade mną z tkliwościa… czułością. Uśmiechałam do Ukochanego.
“Ty taki wielki, potężny, a tak bardzo się unizasz… mieszkasz w moim małym biednym sercu, czynisz w nim Swój Ogród….”
“Uwielbiam małe, kochające serca”- Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie.- ale Promyczku, Twoje serce nie jest takie małe jak myś…”
“Tak!  Nie jest małe. Jest maleńkie! – zaśmiałam się serdecznie. Po chwilip już poważnie szepnęłam:
“Kiedyś moje Duchowe Dziecko powiedziało, że mam ponadwymiarowe serce…”
“Dobrze powiedziało” – Ukochany uśmiechał się wciąż do mnie.
“To Ty je rozszerzasz, Umiłowany. To dzięki Tobie! Brak mi słów, żeby Ci dziękować!”
“Bądź mała z wielkim sercem. Tym Mi dziękujesz, Promyczku”.
Przytaknęłam uśmiechnęła. A Umiłowany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…

DZIWNE I PIEKNE

Noc tańcząca bardzo intensywnie.

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Na ławeczce w Kąciku Różanym. Umiłowany trzymał mnie w ramionach i tulił do SERCA. Pochylal się nade mną z czułością ogromną. Ja uśmiechałam się do Niego i szeptałam: “Ukochany, , Ukochany”. “Perełko Moja!”- odpowiadać Jezus z miłością. Róże nad nami pachniały pięknie. Wcześniej też pachniały, ale jakoś o tym nie pisałam. Może dlatego że to oczywiste że w Ogrodzie pachnie. Ale teraz zwróciłam na ten zapach uwagę. Nie potrafię opisać tego zapachu. Napiszę tylko ze ten zapach był bardzo mi bliski, był moim.
“Pięknie pachną te róże…*- szepnęłam do Ukochanego.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
“To woń, która wznosi się do Mego Tronu kiedy tańczysz dla Mnie, Perełko”.
“Jakie to wszystko dziwne…”
“I jakie piękne, Promyczku”.
“I jakie piękne…”

ZAWSZE

Noc tańcząca. Byłam w ramionach Ukochanego. W Jego rękach. Niemowlę w rękach Miłości. Tańczące dla NIEJ. Zawsze jestem w Jego rękach. Czy śpię czy tańczę, maluję czy piszę. Zawsze jestem w rękach Umiłowanego.  Przy Jego Sercu. Teraz też. I tańczę dla Niego.

W ŚWIETLE

Byłam w Ogrodzie, w Kąciku Różanym. Na ławeczce siedziałam, obok Ukochanego. Ukochany trzymał moje ręce w Swoich dłoniach. Patrzył we mnie z bezgraniczną miłością…
Uwielbiałam Go i dziekowalam Mu za Jego Obecność, bliskość i Miłość. Dziękowałam, dziękowalam… Ukochany uśmiechał się do mnie czule. “Niewielu dziękuje za Moją miłość i obecność i niewielu pragnie Mojej bliskości…- w Jego głosie słyszałam smutek.
“Pragnę… być coraz bliżej i bliżej Ciebie”.

Znalazłam się w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Ciemniejszym niż noc. Nie było w nim ani najmniejszej iskierki światła. Nagle otworzyły się,  jak się później okazało, drzwi i do pomieszczenia wtargnął, wlał się potężny strumień światła. Potężny. Podeszłam do niego. Jasność wielka, ciepła i przyjazna. Jakby zapraszała żebym w nią weszła. Weszłam. Jasność od razu mnie ogarnęła, otuliła. Doświadczenie ogromnej, potężnej jak To światło Miłości i bezpieczeństwa i szczęścia całą mnie ogarnęło. Szłam przed siebie, w pierwszej chwili nie wiedziałam gdzie jestem ani dokąd idę. W miarę jednak jak szłam, oczy przyzwyczajały się do jasności. Ze zdumieniem odkryłam że znajduję się w… Ogrodzie mojego serca!! Stałam przed ławeczka na której siedział Umiłowany. Uśmiechał się do mnie promiennie i gestem dłoni zapraszał, żebym usiadł obok Niego.
“Tyle tu światła…”
“Będąc blisko Mnie, żyjesz w NIM, Promyczku”.

Ta notka powstała tylko dzięki Umiłowanemu. Rozłożona jestem przez chorobę i do pisania nie mam głowy.
TYLKO dzięki Ukochanemu!

 

OBLUBIENICE

Noc tańcząca. Przy Sercu Umiłowanego. Tulił mnie dko SERCA pochylony nade mną z miłością wielką… Tańczyłam za moje Dzieci. Dzisiaj szczególnie Tańczyłam za moją Córeczkę, która właśnie dziś wyjeżdża “do dalekiego kraju” by służyć Ukochanemu w zakonie. Tańczyłam Uśmiechając się do Ukochanego i ON się do mnie Uśmiechał.
“Prowadzisz Ją do Mnie, Promyczku”.
“Jest Twoja, błogosław Jej i bądź z Nią. Proszę!”
”Jestem i błogosławię*.
“Dziękuję!!!”
Umiłowany patrzył we mnie z czułością.
“Takie dusze jak Jej i Twoja sprawiają Memu Sercu wielką radość!”
„Chcemy sprawiać Ci radość, kochac Cię i służyć Tobie!”
Ukochany wciąż się uśmiechał.
„Wy oblubienice MOJE”.

MASZ MNIE!

W nocy tańczyłam bardzo intensywnie. Umiłowany był ze mną przy moim łóżku. Trzymał mnie za rękę, pochylał się nade mną z miłością i czułością ogromną. W Jego oczach widzialam wodospad Jego Miłości. Uśmiechałam się do Ukochanego.
“Cała Twoja i cała dla Ciebie”- szepnęłam. Tańczyłam bardzo.
Ukochany przytulił moją rękę do Swojego policzka.
“Piękna Moja, oblubienico Moja!”
“Oddam wszystko, dla Ciebie, żeby Ciebie mieć, Miłości moja!”
“Masz Mnie, Perełko Moja”.
Nasze krzyże, Jego i mój, trwały we wzajemnym uścisku, przytuleniu, pocałunku…

“Rozkoszą Moją jest łączyć się z tobą…” (Dz.,570)

O MIŁOŚĆ!

Noc. Tańcząca.
Byłam w Ogrodzie mego serca. Umiłowany siedział na ławeczce pod różami. Ja usiadłam na trawie u Jego stóp. Objęłam Jego nogi, a głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzyłam w Niego. Ukochany gładzil mnie po twarzy i włosach i uśmiechał się do mnie promiennie.
“Jak mogę Ci usłużyć, mój Ukochany?”- spytałam uśmiechając się do Niego.
“Służysz Mi, Promyczku”.
“Łatwo jest Ci służyć…”- wciąż się uśmiechałam.
“Taniec nie jest łatwy. Przeciwnie”.
“Wiem. Ale jakoś… łatwo mi…”.
“Bo kochasz, Promyczku”.
“Bo dajesz mi siłę by tańczyć”.
“Siła bez miłości byłaby niczym. Taniec też, Promyku*.
Posmutnialam, bo przypomniałam sobie moje słabości i grzechy.
“Mowisz ze kocham, a ja widzę jak mało we mnie miłości…”- szepnęłam z wyrzutem. Ten wyrzut skierowany był do mnie samej. Objęłam Jego nogi jeszcze bardziej i prosiłam:
“Daj mi więcej kochać! Ucz mnie kochac, proszę!”
Ukochany patrzył we mnie z tkliwościa wielką i wciąż gładzil mnie po głowie…

NIESAMOWITE

Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.
Ciemno, nie widzialam Ukochanego. Nie widziałam, ale…
“Ja jestem z Tobą, Promyczku!”
“Wiem że jesteś, Umiłowany. Nie muszę Cię widzieć, żeby wiedzieć że jesteś”- uśmiechałam się do Niego w ciemność. I nagle Go ujrzałam. Stał przy moim łóżku. Pełen blasku, jasności i chwały. Piękny bardzo,
“Błogosławie Tobie, Perełko!”
“I moim Dzieciom”- szepnęłam.
Ukochany Uśmiechnął się do mnie promienny.
“I Twoim Dzieciom błogosławię!”
“Dziękuję bardzo!!”
Ukochany wciąż się Uśmiechal.

Chwilę później byliśmy w Ogrodzie Sercowym. Ukochany trzymał mnie na rękach. Pochylal się nade mną z tkliwościa wielką i tulił do SERCA. Tańczyłam bardzo. Za moje Dzieci. Kiedy tańczę, tańczę za moje Dzieci. Czyli zawsze. Tej nocy tańczyłam w konkretnych intencjach. Ukochany przyjmowal mój taniec.
“Tancząc rodzisz Je dla Mnie”.
Kiwnęłam twierdząco.
Tańczyłam i tańczyłam. I Ukochany wysłuchal.

W grudniu,, przed Świętami dostałam pocztą prezenty od mojego Dziecka. W kopercie był też krótki list. Mama odebrała przesyłkę od listonosza, przywiozła do mnie, do pokoju. Akurat był u mnie bratanek Łaj. Mama otworzyła mi list i przeczytała na  głos, m.in. słowa: „Dla Duchowej Mamy”.
-A „duchowa mama” to kto? – spytał zdziwiony Łaj. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odezwała się również zdziwiona mama:
– Nie wiem…
– To ja -szepnęłam uśmiechając się tajemniczo.
– Ty? – mama zdziwiła się jeszcze bardziej.
– Tak – uśmiechnęłam się do mamy, która, nie wiedząc o tym, też była/jest moim Duchowym Dzieckiem.
– Ciocia jest duchową mamą?? Niesamowite!!- zawolał Łaj.

Prawda. Niesamowite.
Dzięki Umiłowanemu. Dzięki Niemu i dla Niego.

WODOSPAD MIŁOŚCI

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca.

Byłam w Ogrodzie mojego serca Ukochany trzymał mnie w ramionach i tulił do SERCA. Patrzył we mnie z czułością,..
“Ukochany! Najdroższy!”
“Najdroższa Moja!”
Zapatrzylam się w Niego.
“Jak bardzo Ty mnie kochasz! Jak bardzo!” – szepnęłam.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie i uniósł się do góry. Lecielismy. Wciąż patrzyłam w Niego a On wciąż patrzył we mnie. Nie wiem jak długo lecieliśmy, dla mnie to była chwila. Nagle usłyszałam szum, coraz głośniejszy.  Ukochany wskazał ręką  i powiedział wciąż się do mnie uśmiechając.
“Spojrz, Promyczku!”
Spojrzałam tam gdzie pokazywał i… zaniemowilam z wrażenia.
Wielki, ogromny, potężny wodospad… spływający z nieba. Potężny! Strumienie wody płynące z wielką mocą, i rozpryskujace się o ziemię. Tworząc na niej rzeki i strumyki nawadniające cały Ogród. Wodospad był cały oświetlony dziwnym blaskiem. A wśród tumanów spływającej z nieba wody tworzyły się tęcze. Patrzyłam zachwycona, oczarowana.
“Wodospad… przecudny!”- wyszeptałam.
“Wodospad Mojej Miłości, Promyczku”.
Spojrzałam w Ukochanego z zachwytem. On patrzył we płomienny w Jego oczach widziałam ten wodospad…

KLĘCZĄC…

Wieczorem leżąc już w łóżku tańcząca:
Byłam w Ogrodzie Sercowym, w kąciku pod różami obok studni. Nie ławeczce. Przy Sercu Umiłowanego. Ukochany pochylal się nade mną i patrzył we mnie z wielką radością. Tańczyliśmy. Nagle poczułam pragnienie, zachciało mi się pić. Nie powiedziałam o tym Ukochanemu. Pomyślałam, wytrzymam. Ukochany Uśmiechnął się do mnie i posadził mnie na ławeczce.
“Poczekaj, Promyczku. Przyniosę”.
Poszedł do studni i zaczerpnął wody do wiaderka. Potem zanurzył w nim dłonie i nabrał w nie wody. Podszedł do ławeczki i… uklakl przede mną. “Nie mam naczynia”- szepnął.
W jednej chwili przypomnialam jak to ja dałam Mu pić… podobne gesty i słowa… Ukochany klęczał przede mną z wyciągnietymi, pełnymi wody dłońmi. Pochylilam się i zaczęłam pić. Woda była rześka. Nie bardzo pamiętam jednak jej smak, bo w sercu i głowie miałam tylko jedno: “Ukochany klęczy przede mną!”  Wypiłam wszystko, a On wciąż klęczal przede mną z wyciągnietymi dłońmi…  Zsunęłam się z ławeczki i uklękłam naprzeciw Umiłowanego. Blisko… zdawało mi się, Ukochany Sam w jakiś sposób się do mnie przybliżył. I położył Swą głowę na moim ramieniu. Ja swoją położyłam n Jego ramieniu… Tańczyliśmy.  Dwa krzyże, Jego i mój, znów się objęły, przytuliły, ucałowały… Tańczylismy tak klęcząc przed sobą nawzajem długo bardzo. Aż w końcu zmęczona zasnęłam.

Obudziłam się w ramionach Ukochanego. Siedział na ławeczce i tulił mnie do SERCA. Widząc, że się obudziłam, uśmiechnął się do mnie promiennie. I ja też się do Niego uśmiechałam.
“Czuwałes nade mną, Ukochany”.
“Zawsze czuwam nad Tobą, Promyczku”.
Patrzyłam w Niego z wdzięcznościa.

Trudno mi pisać te notki, opisy z Ogrodu. Nie tylko dlatego, że są bardzo osobiste, intymne, coraz bardziej… Ale też/a może przede wszystkim/ dlatego że, tego co doświadczam w Ogrodzie nie da się opisać słowami. I kiedy próbuję opisać zamykam w słowa Tego, którego zamknąć nie można. Kiedy piszę, drżę, żeby czegoś nie zepsuć, nie zniszczyć, nie pobrudzić…
Ale ufam. I piszę.

NOC Z UKOCHANYM

Cała noc tańczyłam bardzo.

Byłam w Ogrodzie z Umiłowanym moim. Tulił mnie do SERCA.  Pochylony nade mną z tkliwościa wielką i miłością. Patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża. Cudnym Spojrzeniem… trzymał mnie za rękę
“Tańczymy”- szepnęłam uśmiechając się do Niego z wysiłkiem.
“Tańczymy, Perełko Moja”.
Ukochany tulił mnie bardziej i bardziej. Tulił też moją rękę do Swojego policzka. Znów byłam dzieckiem w Jego ramionach.
Tańczymy.

Dla mnie cierpienie dla Ukochanego i miłość do Niego to synonimy. To taniec. Ofiara cierpienia.