"Wychodzi...." - szepnęłam do Ukochanego patrząc Mu w oczy. Patrzył we mnie promiennie. Uśmiechał się. Ja do Niego też.
"Wychodzi, Mój Promyku".
Co wychodzi? Obraz tańca, obraz naszej miłości,..
"Tancerka już jest. I nawet widać, że tańczy!"
"Dlaczego ma nie być widać?"
"Bo czasem namaluję tak topornie..."
Patrzył promiennie, ja też.
A obraz?
Tancerka tancząca na pięciolinii.. Na pięciolinii życia, która jest także drogą  do NIEGO. Nuty, perły, ofiara cierpienia.  A na górze On, Słońce. Myślę czy nie namalować Słońca zaćmionego, bo prawdziwie, w pełni świecącego zobaczę Go dopiero TAM... W każdym razie tańczę w Jego blasku.
Tak rozmyślając uśmiechałam się do Umiłowanego.
"Uwielbiam Twój uśmiech, Promyczku!"

Krótko, tańczę bardzo.

Siedziałam przed Ukochanym. Uśmiechnięta, choć zmęczona i tańcząca. Patrzył we mnie promiennie.
"Kochana Moja!"
"Kochany!"
"Tańczymy!"
"Tańczymy!"
Uśmiechałam się do Umiłowanego.
"Skończyłam obraz... Jutro zaczynam malować "Mój taniec". Trudny bardzo jest".
"Dasz radę, Mój Promyczku!"
"Z Tobą dam!"
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. W miłości.

Nakarmiona Ciałem Umiłowanego i napojona Krwią Jego, wpatrywałam się w Jego Miłosierne oczy. Patrzył we mnie promiennie i jasno...
"Jestem z Tobą, Płomieniu. Żyję w Tobie".
Patrzyłam z uwielbieniem. Po chwili szepnęłam:
"Ja żyję dzięki Tobie... Jesteś moim Pokarmem, moim powietrzem, moim tlenem! Tobą oddycham!!!"
Patrzyliśmy w siebie nawzajem, w milczeniu. Zjednoczeni w Miłości.

Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie swym spojrzeniem z Krzyża...
"Ukochany!"
"Perło Moja!"
"Przyszłam posiedzieć przy Tobie".
"Posiedź. Odpocznij, Promyku".
Patrzył we mnie tkliwie...
"Cierpisz bardzo, Mój Promyczku".
Kiwnęłam potakująco głową.
"Cier... - przerwałam szybko i uśmiechnęłam się do Ukochanego - Tańczę! Tańczę dla Ciebie i z TOBĄ!"
"Tak, Motylku, razem tańczymy!"
"Uwielbiam z Tobą tańczyć!" - szepnęłam.
Patrzył we mnie czuły, delikatny, łagodny... pokorny.
"Bądź uwielbiony w moim tańcu!!!"
"Jestem, Promyku!"

Motylek w ramionach Anioła, Umiłowanego pod Postacią Trzech Aniołów.
Patrzył we mnie promiennie bardzo... Uśmiechałam się do Niego.
"Jestem w Twoich Rękach. Maleńki motylek w  Rękach Potężnego, Wszechmocnego, Wielkiego Boga... Nie czuję się jednak przytłoczona, przygnieciona, osaczona Twoją Potęgą, Wielkością i Mocą. Przeciwnie!!! Jestem szczęśliwa, bezpieczna. Wolna!"
Patrzył czule bardzo.
"Tylko we Mnie jest prawdziwa wolność, Motylku!"
"Tak! Tylko w Tobie!
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Zanurzał mnie w Sobie...
"Jaka Ty piękna, Motylku!"
"Dzięki Tobie, Ukochany! Tylko dzięki Tobie!"
Ucałowałam Go.

Z reguły nic mi się nie śni. Ale jeśli już się śni, to DZIEJE SIĘ :) I dziś się działo!

Oczekiwaliśmy ważnego gościa, cała moja rodzina. Księdza po kolędzie. A było lato. Gość wszedł tylnymi drzwiami, tylnym wejściem. Wszyscy oczekiwali, że wejdzie przednim, oficjalnym wejściem. On wszedł tylnym. Zamieszanie. A przy tylnym wejściu siedziałam ja. Ksiądz wszedł, spojrzał na mnie, ja spojrzałam na niego. Oboje rozpromieniliśmy się. On uśmiechał (wyglądał nieziemsko...) się do mnie, ja do niego. Wiedziałam (choć nikt mi tego nie powiedział), że ma na imię Piotr.
Uśmiechnięty ksiądz pochylił się i szepnął mi do ucha:
- Prosiłaś, więc jestem!
"Ja prosiłam?! Kiedy i o co?!" - pomyślałam. Niestety nie zdążyłam spytać, bo rodzina "porwała" księdza i zaprosiła go do pokoju.
Trochę o wyglądzie ks. Piotra: szczupły, chudy, wręcz skóra i kości. Wiedziałam, że chorował ciężko, choroba go wycieńczyła. Ale gdy się uśmiechał wyglądał jak Anioł... Jak Anioł.
Siedzieliśmy potem wszyscy i ksiądz wypytywał każdego co słychać. Co chwilę jednak spoglądał na mnie i uśmiechał się do mnie promiennie. Anioł... Nabierałam przekonania, że jest tu specjalnie dla mnie. Sam mówił, że prosiłam...
- A Ty, Boży Płomieniu, jak sobie radzisz? - spytał mnie wciąż się promiennie uśmiechał.
- Dobrze! Ukochany mój jest ze mną. Czuwa nade...
Ksiądz pochylił się i szepnął mi do ucha:
- Wiem coś o tym
Nasze uśmiechy znów się spotkały. Nagle ksiądz Piotr zaczął znikać, stawał się przeźroczysty, coraz bardziej i bardziej... Aż znikł. Pozostał tylko jego uśmiech, który spoczął na mnie.
Wtedy się obudziłam.
Leżałam. Uśmiechnięta. Miałam pewność, że tego księdza kiedyś spotkałam. Ale gdzie i kiedy? Po dłuższej chwili, przypomniałam sobie, że kiedyś o nim czytałam. Chorował ciężko. Wiedział, że umiera, a jeszcze seminarium nie skończył. Biskup przyspieszył jego święcenia kapłańskie. Mógł odprawić Mszę Świętą. Niedługo potem zmarł.
Ale dlaczego do mnie przyszedł?? Mówił, że prosiłam... Myślałam intensywnie.
Wczoraj przed snem prosiłam Boga, żeby przysłał do mnie Anioła, który by mnie strzegł od zła. Przypomniałam sobie Anielski uśmiech ks Piotra. I już wiedziałam!

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule bardzo...
"Dziękuję..."
Patrzył świetliście...
"Jesteś do niego podobna. Macie podobne uśmiechy!"
Uśmiechnęłam się do Ukochanego.
"Podobne serca"- dodał tkliwie.
Ucałowałam Go.

Wiele razy wyobrażałam sobie mojego Anioła Stróża. Od tej pory będzie On miał promiennie uśmiechniętą twarz Księdza Piotra.

O Księdzu Piotrze:
http://www.portalplock.pl/pl/334_inf/7251_nie_zyje_ksiadz_piotr_blonski.html
IMG_8308

Miałam nie pisać. Tańczę bardzo. Ale z Jego pomocą, spróbbuję.
Z góry przepraszam za błędy, literówjki. Nie mam siły poprawiać.

"Jestem z Tobą Mój Płomieniu!" - Ukochany patrzył we mniie Swym spojrzeniem z Krzyża... Uśmiechnęlam się do Niego.
"Tanczymy, Umiłowany mój!"
"Tańczyymy, Razem".
"Uwielbiam z Tobą Tanczyć!"
Patrzył we mniie tkliwie...
"I JA z Tobą uwielbiam, Płomieniu".
"Ty jestteś dla mnie Płomieniem, moim Światłem, moją Ppochodnią w tańcu".
"Ja Twoją, a Ty MOJĄ".
Ucałowaałam Umiłowanego.

Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie inaczej niż zwykle. Zawsze patrzy inaczej. Ale dziś patrzył ogniście, płomiennie... Ten ogień... trawił moje serce. Pochłaniał je. Trawiła też mnie dojmująca tęsknota...
"Czynię Cię już nie Promyczkiem, ale Płomieniem. Moim Płomieniem Cię czynię. Pochodnią".
"Pochodnią??! Ja nędzny, wątły Promyczek..."
Patrzył cudnie uśmiechnięty.
"Płomieniem Cię czynię!"
Ucałowałam Go z uwielbieniem...

Za Kogo uważam Jezusa?  Kim On dla mnie jest?
Zbawiciel, Mesjasz, Król i Pan.
Umiłowany mój, Oblubieniec.
Potężny, najczulszy, najłagodniejszy, najpokorniejszy
Sprawiedliwy, Miłościwy, litościwy,
Cierpiący.
Moje Życie i moje Kochanie...

Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie Swym spojrzeniem z Krzyża... Trwaliśmy tak złączeni w Miłości, cierpieniu i... uśmiechu.
Razem.
Serce przy sercu,
cierpienie przy Cierpieniu,
uśmiech przy uśmiechu. Złączeni...
Krzyż przy krzyżu.

Dziś znowu o obrazie :) Może wyglądać, że się chwalę. To Jego chwalę, Ukochanego, a nie siebie. Od Niego otrzymałam dar, talent. I Jego chwalę!
Mamę odwiedziła koleżanka.
-Chodź, zobacz co Monika maluje - powiedziała do niej mama.
Przyszły do mnie obie. Pani nachyliła się nad płótnem. Jej twarz rozpromieniła się.
-Nooo, pięknie!
- A wiesz co to jest? - spytała mama koleżankę.
-Nie... Co? - pani wyglądała na zaciekawioną.
- Motyl to Monika, a Anioły to Pan Bóg.
-Aaa! - twarz pani rozpromieniła się jeszcze bardziej - Ciekawy pomysł, bardzo! I jaki kolorowy!
Potem nastąpiły "ochy" i "achy" pod moim adresem. Ja przytłoczona tym wszystkim, dziękowałam i uśmiechałam się.
Zmęczona byłam, malowałam dzisiaj długo /ok 4 godzin/. I zmęczona byłam...

Wpatrywałam się w Ukochanego. Czule bardzo we mnie patrzył...
"Przyszłam....."
"Odpocznij, Motylku. Przy Mym Sercu odpocznij!"
Ucałowałam Go i odpoczywałam w Nim. Bezpieczna i bardzo szczęśliwa w Jego ręku.  Przy Jego Sercu.

Wczorajsza popołudniowa rozmowa z mamą. Akurat grałam w "Sherlocka Holmesa"  (lubię rozwiązywać zagadki detektywistyczne :) ). Mama przyjechała, wstała z wózka i nachyliła się nad obrazem. Chciała go zobaczyć.
-Cudo robisz! Cudo!
-Dzięki! - uśmiechnęłam tajemniczo do mamy i dodałam:
-Jak skończę to powiem ci Kto to  i co znaczy to co namalowałam.
-Jak skończysz? Dlaczego nie teraz?
-Bo chciałabym, żebyś zobaczyła cały obraz.
-Ahaaa... - mama posmutniała.
-No dobra! -roześmiałam się- już powoli kończę. Ci Aniołowie to Pan Bóg a ten motylek to...ja.
Mama uśmiechnęła się promiennie. Wodziła palcem po obrazie.
- Motylek to ty, a Aniołowie to Bóg.... -  powtórzyła. A po chwili dodała:
-Wiesz... to jeden z najpiękniejszych twoich obrazów...
- Dziękuję! ON mi pomaga!
- A pewnie. ON cię prowadzi!

Dziś siedziałam na dworze, przy stoliku pod parasolką. Przede mną leżała Biblia, a ja wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył czule i promiennie bardzo. Czułam się jak motylek w Jego ręku... Na Jego dłoni...
"Pięknie tu... dobrze".
"Dobrze, Promyczku".
"Z TOBĄ wszędzie dobrze. Ty dla mnie najważniejszy jesteś, Jezu".
"A Ty dla Mnie, Motylku".
Pomyślałam o obrazie...
"Wiesz... Namaluję trzy dłonie Aniołom. Tobie!"
"Namaluj!"
"Jedną mnie trzymasz, drugą ochraniasz a trzecią podtrzymujesz!"
Uśmiechał się do mnie promiennie... Ucałowałam Go.

Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. W Jego Miłosierny Wizerunek. Ukochany patrzył we mnie czule... bardzo, bardzo czule... Patrzył mi prosto w... serce.
"Jesteś bardzo dzielną kobietą, niewiastą, Mój Promyczku. Dzielną i odważną!"
Ucałowałam Go.
"To tylko dzięki  Tobie, Ukochany. Kiedyś nie odważyłabym się... TY mnie otworzyłeś!"
"A Ty pozwoliłaś Mi się otworzyć!"
"Trudno było nie pozwolić się otworzyć na TAKĄ Miłość!"
Znów Go ucałowałam.
"Bądź uwielbiony w mojej chorobie!
Bądź uwielbiony w moim kalectwie!
Bądź uwielbiony w moim cierpieniu!
Bądź uwielbiony w mojej niemocy!
Bądź uwielbiony w mojej słabości!
Bądź uwielbiony!!!!"
Patrzył we mnie przecudnie uśmiechnięty.
"Należysz do MNIE! Tyś MOJA!"
"Całkowicie!!!"

Jeździłam moim wózkiem elektrycznym po podwórku i śpiewałam:

Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego...
"Ukochany!"
"Perło Moja!"
"Przyszłam pobyć z Tobą",
"Jesteś zawsze ze Mną!"
Uśmiechnęłam się do Niego i ucałowałam Go.
Patrzył we mnie świetliście, jasno, promiennie. Byłam w Jego Świetle. Pisząc to, mam na myśli, że Jego Światło zalewało moją dusze, serce, twarz... Byłam w Jego Świetle. Często. Nie tylko wtedy gdy wpatrywałam się w Pana Jezusa, ale gdy robiłam różne inne rzeczy. Żyłam w Nim wręcz. W Jego Świetle.  A jednocześnie... w okół mnie panowała ciemność. Ciemność nieprzenikniona... Coraz częściej to zauważałam, doświadczałam. Nie rozumiałam tego... ale tego doświadczałam.
"Jesteś Moim światłem, Moim Promykiem, tak?"
"No tak, jestem".
Patrzył we mnie uśmiechając się przecudnie.
"Światłość w ciemności świeci, Płomyku. Tylko w ciemności świeci!"
Patrzyłam zachwycona... Byłam w Jego Świetle.

Obudziłam się w nocy, obróciłam na drugi bok. I leżałam uśmiechając się do Ukochanego.
"Panie Jezu, teraz ja chcę Ci coś ważnego powiedzieć!"
"Co takiego, Mój Promyczku?"- szepnął do mego serca, a w Jego głosie było słychać uśmiech.
"Kocham Ciebie!"
W jednej chwili znalazłam się przy Nim w Tabernakulum. Byłam z Nim. Tulił mnie do Swego Serca... A ja pomyślałam o małym motylku z obrazu, który teraz maluję /a jednocześnie o sobie bo ten motylek to ja/.
"Ten motylek taki płochliwy... A Ciebie, takiego potężnego, wielkiego się nie boi".
"Oswoiłem Cię Motylku".
"Prawda!" - uśmiechałam się do Niego.
"Pozwoliłaś Mi!"
"Tak!
Po chwili szepnęłam:
"Miłością mnie oswoiłeś! Miłością!"
Zatapiał mnie w Sobie, a ja pomyślałam, że jestem gotowa pozwolić MU na wszystko. Oswojona Jego MIŁOŚCIĄ.

Wpatrywałam się w Ukochanego, a On patrzył we mnie... Czule bardzo i promiennie.
"Ukochany!"'
"Perło Moja!"
"Jestem!"
Uśmiechnął się do mnie.
"Od rana ze Mną jesteś, Mój Promyku".
"Tak..." - uśmiechnęłam się nieśmiało, cała szczęśliwa...
Rano, obudziłam się i jak zwykle układałam bukiety MAMIE. Kiedy wypowiadałam Imię Jezus, robiło mi się dziwnie na sercu... Tak, określenie "dziwnie" jest w tym wypadku dobre. innego nie znajduję. Chyba, że słodko...
"Tyś Moja! Tyś Moja!" - usłyszałam w głębi serca.
"Twoja! Tyś mój!"
Nagle zobaczyłam Tabernakulum, otwarte.
"Chodź do Mnie, Promyku!"
Bardzo pragnęłam iść do Umiłowanego... ale...
"Jak??"
Wtedy poczułam, że robię się coraz mniejsza i mniejsza. Taka malutka, że po chwili znalazłam się przy Ukochanym.... Wiem, że zawsze adorują Go Aniołowie, ale... chciał mnie... Więc trwałam w Nim, z Nim, przy Nim. A On zanurzał mnie w Sobie...
Patrzył teraz promienny, świetlisty.
"Chcesz wejść, Promyczku?" - zapytał tkliwie.
"Tak!:
Znów byłam w Nim, w Umiłowanym... Pragnę w Nim się rozpłynąć, zniknąć.

Wpatrywałam się w Ukochanego mojego. Jezus patrzył we mnie z ogromną miłością, czułością i tkliwością jednocześnie. A ja uśmiechałam się do Niego. Milczeliśmy. Czy na pewno milczeliśmy?
Dziś rano przy układaniu bukietów Madonnie, oczami duszy / wiary zobaczyłam pewien obraz. Bardzo piękny... :)
Zobaczyłam Ojca, a siebie jako małego bobasa, dziecka które dopiero co nauczyło się chodzić. Dzieciątko nieporadnie wyciągnęło rączki do Ojca. Wysoko, wysoko, jak potrafiło z wielką ufnością. Ojciec pochylił się nad dzieckiem, uśmiechnął się do niego promiennie i wziął je na ręce. I... zaczął się nim cieszyć!  Radować! Podrzucać je do góry. Śmiejąc się przy tym radośnie. Dziecko uszczęśliwione też śmiało się cieniutko, dźwięcznie, perliście. Potem zaczęli wesoło tańczyć! W końcu szczęśliwy Ojciec zaczął tulić dziecko do swego policzka, a ono szeptało Mu do ucha ! "Kocham Cię! Kocham Cię!"  Ojciec tulił dziecko i szeptał : "i JA Ciebie, Moja Perełko!"
Teraz kiedy wpatrywałam się w Ukochanego, obraz wrócił. A raczej powtórzył się. Byłam małym dzieckiem w Jego rękach. On cieszył się mną! Radował się. Tańczył ze mną! Tulił. A ja szeptałam: "Kocham Cię! Kocham Cię!"
Ukochany tulił mnie do Siebie i szeptał:
"I JA Ciebie, Moja Perełko!"

Nie bardzo mam siły do pisania, ale troszkę spróbuję.

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie świetliście, jasno i czule bardzo...
"Umiłowany mój! Skarbie mój!"
"Promyczku Mój!"
Uśmiechnęłam się i ucałowałam Go.
"Tańczysz, ofiarujesz cierpienie, Promyku."
"Objawi się przez to Moja chwała!"
Dziękowałam...

Ten, kto regularnie czyta bloga, wie, że duchowo należę do zakonu Karmelitanek Misjonarek. Od marca 2014 r. Pisałam z s. Zofią na FB. Na początku kontaktowałyśmy się regularnie. Siostra Zosia opowiadała mi o zakonie, poznałam imiona wszystkich Sióstr w Domu. Siostra wysyłała mi intencje, ja wysyłałam Siostrom swoje. I tak wspólnie się modliłyśmy. Naprawdę czułam, że należę do zakonu. Potem niestety nagle kontakt został przerwany  przez FB. Zamknął profil Karmelitanek.
Nie pisałyśmy do siebie długo. Ja jednak modliłam cały czas za moje Siostry i wiele razy chciałam do Sióstr napisać... Znalazłam nawet adres mailowy na ich stronie internetowej. Nie miałam jednak siły.... Coraz słabsza fizycznie jestem. Oddałam to Ukochanemu... jeśli rzeczywiście należę do zakonu ,, to ON to załatwi, znajdzie sposób....
A tu nagle jakaś :) Zofia wczoraj zaprosiła mnie do grona znajomych. Jako osoba "cywilna", świecka, imię i nazwisko. Przyjęłam zaproszenie. Siostrę Zofię znałam tylko z imienia, ale coś mi mówiło, że... :)
Postanowiłam spytać i upewnić się:

  • Monika 

    Przepraszam, czy może mam przyjemność, radość z Siostrą Zosią, Karmelitanką?  :)
    Zofia
    Tak zgadza się! Trochę zamieszania było z naszą strona na FB i musiałyśmy zmienić i utraciłyśmy kontakt"ale na szczęście ten wirtualny", bo duchowy byl zachowany... no i tak odnalazłyśmy się! i nasza strona tez powstaje na FB... wyslałam zaproszenie! :)

  • Monika

    Jak BARDZO SIĘ CIESZĘ!!!!!!  :) :) :)
    Wiele razy chciałam do Sióstr napisać... Znalazłam nawet adres mailowy na Waszej stronie internetowej. Nie miałam jednak siły.... Coraz słabszya fizycznie jestem. A tu nagle jakaś :) Zofia do mnie napisała. A, że z Zoś znam tylko Siostrę, kiedy dostałam zaproszenie do znajomych pomyślałam że to Siostra. Nie byłam jednak pewna,. O postanowiłam spytać :) Bardzo się cieszę i dziękuję bardzo!!!

  • Zofia 

    Ogarniamy modlitwą! Z ufnością polecamy Cię Panu, który dokonuje wielkich dzieł! :) Szczęść Boże!
    Monika
    Bóg zapłać Siostro Zosiu! :) Szczęść Boże!

    Wpatrywałam się w Ukochanego. Dziękowałam... Jak bardzo się cieszyłam! Patrzył we mnie promiennie..
    "Należysz do Mnie, jak one, Promyku!"
    Ucałowałam Go.

Obudziłam się po północy. Całe moje wnętrze śpiewało... Ja jednak jakoś nie zwracałam na to uwagi. Rosło we mnie przekonanie, potem wręcz pewność, że Ukochany, skoro mnie o tej porze obudził, to ma dla mnie jakąś ważną wiadomość, że chce mi coś powiedzieć. Całe moje wnętrze śpiewało... Sprawdziłam czy w komórce są jakieś wiadomości- nie było. Zwykle jak miałam taką pewność, była jakaś ważna wiadomość, teraz nie było. Wyłączyłam i odłożyłam telefon.
Leżałam i uśmiechałam się do Ukochanego. Całe moje wnętrze śpiewało...
"Co chcesz mi powiedzieć, Umiłowany?"
"Kocham Cię, Mój Promyczku!"
Uśmiechałam się do Niego, od ucha do ucha. Całe moje wnętrze śpiewało... Głośniej i głośniej. I głośniej!
"Wznieś głos, wznieś głos! JEGO Miłość przetrwa wieki! JEGO Miłość przetrwa wieki! JEGO Miłość przetrwa wieki!"
Tak śpiewało całe moje wnętrze... uwielbiając JEGO Miłość do mnie.

Wpatrując się w Ukochanego, mówiłam, że dobrze mi z Nim.
"I Mi z Tobą dobrze, Perełko!"
Uśmiechał się do mnie Swoim przecudnym uśmiechem. A po chwili dodał:
"Jesteś Mą radością, Promyku!"

Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego, zachwycona. I wciąż jeszcze zdumiona po wczorajszym zdarzeniu. Jezus patrzył we mnie pełen blasku, świetlisty i promienny.
Uśmiechałam się do Niego, a On do mnie. I tak razem trwaliśmy dłuższą chwilę.
"W szoku byłam.... kiedy..."
Uśmiechał, się do mnie tak pięknie, że słów mi brakuje, żeby ten uśmiech opisać...
"Znów mnie wysłuchałeś!"
"Ja Cię zawsze wysłuchuję, Promyczku!"
Ucałowałam Go dziękując Mu.
(Wybaczcie, nie będę opisywać o co chodzi. To dotyczy mnie i moich Duchowych Dzieci i jest bardzo osobiste. Napiszę tylko, że stało się coś co uważałam za niemożliwe. A jednocześnie bardzo tego chciałam. Zostawiłam to Ukochanemu).
"Chciałaś to masz!"
"Łatwo Ci powiedzieć!" - roześmiałam się serdecznie uświadamiając sobie, że Jemu naprawdę łatwo powiedzieć.
Patrzył we mnie rozpromieniony.
"Masz pozdrowienia od swojej Córeczki!"
Zaskoczenie. Pozdrowienia zza światów...
"Dziękuję! I Ją pozdrów! Tam, w Niebie!"
Patrzył czule bardzo, i jaśniał jeszcze bardziej... byłam w  Jego świetle.
"Jesteś, Promyczku. dla Mnie najważniejsza!"
"I Ty dla mnie!"
Trwaliśmy w Miłości...

"Ukochany!"- szepnęłam całując Umiłowanego mojego.
"Perełko Moja najmilsza!"
Patrzył we mnie świetliście, promiennie... i czule bardzo.
"Umiłowany mój!"
"Piękna Moja, Moja cudna!"
"Przecudny mój!"
Zanurzał mnie w Sobie, zatapiał... ginęłam w Nim...
"Tańczysz, Promyku".
"Tak".
Uśmiechnął się do mnie tkliwie.
"Czeka Cię za to nagroda".
Posmutniałam...
:Ja nie dla nagrody, wiesz przecież.. Ja dla Ciebie, z miłości".
Promieniał.
"JA będę Twoją Nagrodą!"
Rozpromieniłam się.
"Już jesteś, Ukochany . szeptałam całując Go - już Nią jesteś!"
Patrzył we mnie, głęboko w oczy mi patrzył... prosto w serce...
"I to jest właśnie mistyka, kochany Promyczku".
Trwałam zachwycona...

5 Comments

"Najświętsze Serce Jezusa, bądź pochwalone!
bądź pozdrowione!
bądź uwielbione!"
Patrzył cichy i pokorny we mnie. Czule bardzo patrzył...
"Moje Serce bije w Tobie, Promyczku!"
Tak.... Przed chwilą przyjęłam Go, Komunię Świętą.  A teraz trwałam w dziękczynieniu i uwielbieniu.
"Moje Serce bije w Tobie, Promyczku!" - powtórzył tkliwie.
"Serce Jezusa zmiłuj się nade mną!"
Patrzył... A ja uświadomiłam sobie, że właśnie przychodząc do mojego małego biednego serca okazał mi zmiłowanie. Właśnie teraz...
Trwałam w uwielbieniu.
Ukochany uniżył się, pochylił nade mną. A ja choć kolan zgiąć nie mogłam, pochyliłam przed Nim swoje serce. I tak trwaliśmy, w pochyleniu.

4 Comments

Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie Swym spojrzeniem z Krzyża... Czule, bardzo czule..
"Ukochany! Najdroższy mój!"
"Promyczku!"
Ucałowałam Go.
"Wysłuchałem Twojej prośby".
Rano prosiłam Go, żeby być Jego światłem dla innych, żeby patrzeć na innych Jego oczami, z zachwytem. Żeby być miłością, Jego Miłością.
"Wiem... Dziękuję Ci, bardzo dziękuję!!!"
Zobaczyłam, że jest zmęczony bardzo...
"Ukochany, odpocznij we mnie, proszę!"
Patrzył we mnie. Zmęczenie nagle znikło z Jego twarzy.
"Perełko Moja, Ja zawsze jestem w Tobie. Odpoczywam w Twym sercu".
Dziękowałam..

6 Comments

Ucałowałam Umiłowanego mojego. Bardzo świetlisty, promienny, patrzył we mnie. Z zachwytem... Uśmiechałam się do Niego.
"Malowałam, trochę. Obraz wyłania się... powoli. Jakoś nie bardzo mi..."
"A Mnie się podoba!"
Patrzył mi w oczy... i miałam wrażenie, że wcale nie mówił o obrazie, który maluję...
Spojrzałam w okno.
"Wiesz, pogoda pod psem. Ciemno, pochmurno, smutno, pada.  A we mnie radość, szczęście, światło! Życie!"
"Moje Życie".
"A pewnie, że Twoje!"
Uśmiechałam się do Niego. Po chwili spojrzałam na obraz:
"Ten motyl taki mały, niepozorny, a ci Aniołowie patrzą na niego z zachwytem"
"Jaka Ty piękna!"
"Roześmiałam się serdecznie.
"Ja o obrazie, a Ty...!"
On patrzył...
"Ten motyl, to Promyku, Twoja dusza, tak?"
"Tak".
"Piękna jest!"
"To przez Ciebie, Ukochany! Dzięki Tobie. Tak! Przez Ciebie!"
Patrzył zachwycony. I w Niego, biedny, mały, niepozorny motylek...

3 Comments

Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promiennie i czule... bardzo czule...
"Przepraszam Ukochany, wczoraj nie opisałam naszej rozmowy. Zmęczona byłam".
Uśmiechnął się do mnie.
"Nic się nie stało, Promyczku. Po prostu napisz, że przybyło Ci dwoje Duchowych Dzieci. Ja wiem, Ty wiesz..."
"I mój Synek wie - dodałam szybko - wysłuchałeś Go..."
Ucałowałam Ukochanego.
Uśmiechał się do mnie tkliwie.
Patrzyłam. Widział, że jestem zmęczona.
"Odpocznij. przy Mnie, Promyczku".
"Dobrze. Dziękuję!"
Odpoczywałam...

6 Comments

Malowałam. Popatrzyłam na telefon. Wiadomość od ks Radka, mojego Duchowego Synka. Otworzyłam, przeczytałam... Oparłam się o oparcie wózka i  westchnęłam. Takie wiadomości zawsze przychodzą za wcześnie... Wiadomość mówiła o śmierci, o Odejściu do PANA mojej Duchowej Córeczki. Co  prawda spodziewałam się jej /wiadomości/, ale... za wcześnie. Po ludzku, oczywiście.
Córeczki nigdy nie widziałam, nie znałam, nie rozmawiałam z Nią. A jednak była mi bliska.
Jakiś czas temu ks Radek prosił mnie o modlitwę za Nią. Była bardzo ciężko chora, terminalnie. Modliłam się za Nią, prosiłam moje Duchowe Dzieci o modlitwę. Ks Radek przygotował Ją na Odejście. Co tydzień odwiedzał Ją na oddziale paliatywnym, a ja razem z Nim. Kiedy On Ją odwiedzał, ja układałam bukiety Madonnie, a kiedy wracał, opowiadał mi... Także czułam się jakbym tam z Nimi była.
"Głęboko wierzę, że jest w Niebie"- napisał Ks Radek. Ja też w to wierzę, jestem o tym przekonana.
Ks. Piotr Pawlukiewicz powiedział kiedyś o zmarłych:
"To nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni Żyją, a my umieramy".
Moja Duchowa Córeczka Żyje!

6 Comments

Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie promiennie. Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
"Ukochany!"
"Najmilsza!"
Uśmiechał się do mnie a ja do Niego.
"Jak mogę Ci dziś usłużyć, Ukochany?"
"Uśmiechaj się do MNIE. często, tak promiennie jak teraz".
"Dobrze".
Patrzył... i ja patrzyłam.
"Tańczysz bardzo, Promyczku".
"Tańczę, wiesz dlaczego".
"Wiem, i Ja jestem z Tobą!""
"Ufam Ci!"
"Nie zawiedziesz się  Mój Promyku!"
Patrzył. Z Miłością.

4 Comments

Wpatrywałam się... Patrzył we mnie bardzo, bardzo czule... Ucałowałam Go.
"Ukochany, Umiłowany mój!"
"Perło Moja!"
Patrzył... Miłość sama, zanurzał mnie w Sobie... zatapiał.
"Jaka Ty piękna, Promyczku!"
Rozczulił mnie... Piękności Największa.  Mówi o  mnie, pyle  i prochu, że jestem piękna.
Zaczęłam Go całować i szeptać:
"Dzięki Tobie... Ukochany. Dzięki Tobie... dzięki Tobie!"
Patrzył a ja czułam się jak niemowlę w Jego Ramionach. A On mnie pieści jak najczulsza matka.

Przypomniał mi pewną sytuację.  Grałam na  kurniku z nieznajomym w karty.
Nagle w okienku rozmowy wyskoczyło pytanie:
- Lubisz pieszczoty?
- Mój Ukochany mnie pieści :) - odpisałam. Nieznajomy już się nie odezwał./

Ukochany patrzył promienny. Ja uśmiechnięta.
"No co? Prawdę napisałam.  A, że jemu o co innego chodziło, to inna sprawa".
"Zło zmieniłaś w dobro, Promyku!"
"Dzięki Tobie! I Ty pieścisz mnie, choćby teraz!"
Patrzył...

1 Comment

Wpatrywałam  się Ukochanego. Patrzył we mnie świetlisty, jasny, promienny. Zanurzał mnie w Swoim świetle, jasności... Byłam w Nim.
"Ja w Tobie, a Ty we Mnie, Promyku".
"Tak... Ukochany... Tak!"
Patrzył tkliwie bardzo, a ja uśmiechałam się do Niego.
"Znów mnie wysłuchałeś, Ukochany!"
"Ja Cię zawsze wysłuchuję".
"Zawsze!" -  potwierdziłam z głębokim przekonaniem.
Uśmiechnął się do mnie promiennie i jeszcze bardziej zanurzał w Sobie...
"Wysłuchuję dusz pokornych i ufnych".
Popatrzyłam nieśmiało... Jednak On ośmielał mnie Swym uśmiechem.
Dziękowałam.

3 Comments

Nakarmiona Jego Ciałem i napojona Jego Krwią, wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył czule bardzo, we mnie...
"Ukochany!"
"Perełko Moja!"
Patrzył promienny, świetlisty i współczujący... tulił mnie, tańczącą, do Swego Serca.
"Jaka Ty piękna, Promyku!"
"Żyjesz we mnie to i piękna jestem... - uśmiechnęłam się do Niego.
"Jesteś Moją krewną!"
"A Ty Krewnym moim!"
"Moja Krew, Promyczku, płynie w Twoich żyłach"
Patrzyłam zachwycona...

3 Comments

Tańczę bardzo i nie będę opisywać dzisiejszej rozmowy z Umiłowanym.
Napiszę tylko, że :
Pragnę tańczyć dla Niego w radości i szczęściu,
w bólu i cierpieniu.
W zdrowiu i w chorobie.
Tańczyć, ofiarowywać wszystko co Ukochany mi daje. Tańczyć z uśmiechem na twarzy i z Ukochanym w sercu.

4 Comments

Tańczę bardzo i pisać ciężko. Więc krótko.

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył czule bardzo, bardzo czule, we mnie. Siedziałam i patrzyłam. Tańczyliśmy.
"Dobrze mi z Tobą, Umiłowany!"
"I Mnie z Tobą, Promyczku".
Patrzył mi w oczy... Widziałam Miłość w Jego oczach... Miłość i... coś jeszcze.
"Mój Najcudniejszy... Uwielbiam Cię!"
Patrzył...
"Uwielbiam Cię, Promyczku!"
Tak... uwielbienie widziałam w Jego oczach.
Tańczę dla Niego. Cierpienie Mu ofiaruję. Uwielbiam Go.

8 Comments

Noc. Leżałam zmęczona i tańcząca bardzo. Nie mogąc spać, rozmyślałam.
"Znowu będę ziewać w kościele..."- pomyślałam ze smutkiem i niechęcią - często ziewam, gdy w nocy z powodu tańca nie mogę spać... Ludzie pewnie myślą, że z nudów ziewam. A to nie tak... Głupio mi i wstyd, ale nic nie poradzę, że w nocy tańczę..."
"To też jest Twój krzyż, Promyczku"- usłyszałam w głębi serca.
"Tak..."- uśmiechnęłam się do Ukochanego.
Był ze mną. Tańczył ze mną. Moje małe, biedne serce wypełniła wielka radość, szczęście i światło. Tak, że powiedziałam prawie na głos:
"Jakże piękny jest mój krzyż! Jakże piękny!"
"Piękny, Promyku! A tym co myślą ludzie nie martw się i nie przejmuj. Ja wiem jak jest. Wystarczy".
Dziękowałam... Pocieszył mnie bardzo. Bardzo!

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie promiennie. Rozmyślałam o Tajemnicy Trójcy Świętej.
"U Nas, w Trójcy trwa nieustanny Taniec. Nieustanne dawanie, ofiarowywanie. I Ty łączysz się z Nami, swym tańcem".
Patrzyłam zachwycona...

3 Comments

Tańczę bardzo, ale spróbuję.

Wpatrywałam się w Umiłowanego. Promiennie we mnie patrzył... słodko. Ucałowałam Go.
"Ukochany!"
"Najmilsza Moja!"
"Przyszłam pobyć z Tobą..." - szepnęłam.
"Od rana ze Mną jesteś, Promyczku!"
Uśmiechnął się do mnie, a ja do Niego.
"Latamy, lataliśmy!"
Rano, jak zwykle, układałam bukiety Madonnie. Nagle ogarnęła mnie Boża Obecność. Latałam.
"Latamy, Promyku!"
Zanurzał mnie w Sobie...

6 Comments

Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii, wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie czule i promiennie bardzo... Bardzo. Patrzył mi w oczy, Jego spojrzenie przenikało  mnie na wskroś, na wylot...
"Ukochany!"
"Perło Moja!"
Ucałowałam Go. A On szeptał do mojego serca:
"I nas, Promyku, łączy węzeł. Węzeł Miłości i cierpienia".
Byłam pewna, że w tej właśnie chwili pochyla się nade mną i tuli mnie do Swego Boskiego Zranionego Serca... Znów zatęskniłam...
"Zasłona zostanie zdarta i wtedy zobaczysz wszystko takim jakie ono jest".
"I pewnie się zdziwię..."
Uśmiechnął się tajemniczo.
"Nawet  nie wiesz jak bardzo się zdziwisz, Mój Promyczku!"
Zatęskniłam jeszcze bardziej...

5 Comments

Rano. Malowałam. Przyjechało na wózku do pokoju moje Dziecko. Chciało zobaczyć obraz, który malowałam. Podjechało do mnie a ja odchyliłam się znad obrazu. Dziecko z trudem wstało z wózka, chciało lepiej widzieć.
- Pięknie!
- Cieszę się!
Dziecko, moje kochane Dziecko zaczęło mnie tulić do siebie...
- Cudnie! Tak misternie... Misterium!
Nagle... wciąż przytulona, usłyszałam, że mojemu Dziecku zaczyna się łamać głos, że zaczyna płakać...
- Kochanie... ty płaczesz? - spytałam miękko, chcąc żeby moje Dziecko się uśmiechnęło powiedziałam wesoło, z humorem: - jakby było brzydko, wtedy mogłabyś płakać, a jak jest ładnie to trzeba się cieszyć! Nie płacz..
Dziecko roześmiało się przez łzy i szybko je otarło.
- Masz rację!
Jeszcze raz mnie do siebie przytuliło. Pocałowałam Je.
- No, masz racje!
Śmieliśmy się i ja i moje Dziecko.

Wpatrywałam się w Umiłowanego. A On patrzył we mnie. I tak trwaliśmy w Miłości, tańcu i milczeniu.
"Misterium to jest teraz... - pomyślałam uśmiechając się do Ukochanego.
Patrzył czule, bardzo czule... Zatapiał mnie w Sobie.
"Wtedy też było, Mój Promyczku".
Uśmiechnęłam się radośnie. Do Niego. Patrzył świetliście. Płomiennie.
"Misterium miłości, Promyku!"
Patrzyłam w Niego i patrzyłam... Zapatrzył mnie w Sobie. Jaśniał, promieniał, błyszczał, świecił...
"Ukochany!"
"Mój Motylku!"
A ja?
Ja byłam w Jego świetle.
IMG_20160519_162824_BURST001_COVER

4 Comments

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie promienny bardzo.
"Przyszłam posiedzieć  przy Tobie, Jezu - uśmiechnęłam się do Niego - długo malowałam. a teraz przyszłam przy Tobie posiedzieć, pobyć z Tobą".
"Jak malowałaś to też ze Mną byłaś, Promyczku!"
Uśmiechnęliśmy się do siebie nawzajem jednocześnie.
"To prawda... A Ty ze mną!"
Patrzyliśmy chwilę w milczeniu. On we mnie, a ja w Niego.
"Cierpisz, Mój Promyczku".
"Tańczę. Ale Ty za mnie... tańczyłeś i wciąż tańczysz... o wiele, o wiele bardziej niż ja. I ja chcę tańczyć dla Ciebie. Bo mnie kochasz".
Po chwili dodałam:
"Jak bardzo mnie kochasz! Jak bardzo!"
"Nad śmierć, Promyku!"
Patrzyłam Mu w oczy.
"Jesteś Życiem, sam siebie nazwałeś Drogą, Prawdą i Życiem. Wiesz... nie znam się na atrybutach, które powinny mieć Aniołowie, żeby było wiadomo, że to Ty jesteś. Więc namaluję, spróbuję namalować Życie".
Patrzył promienny.
"Namaluj Życie, Promyczku!"

6 Comments

"Maluję nowy obraz, wiesz?" - uśmiechnęłam się do Ukochanego. Patrzył we mnie dziwnie...  z zachwytem. Uśmiechając się tajemniczo.
Roześmiałam się serdecznie.
"Ja się Ciebie pytam czy wiesz, a to przecież TY malujesz!!"
Patrzył... a ja rozmyślałam:
"Ten obraz dziwny jakiś... tajemniczy. A jednocześnie bliski bardzo... bardzo.. Z głębi serca. Sam mi się namalował, usiadłam i namalowałam, od razu, bez poprawek. Trzech Aniołów i motyla. Motylek usiadł na dłoni jednego Anioła, a oni - Aniołowie, wpatrują się w niego. Jednak..."
"Tak, Mój Motylku?"
"Jednak... gdybyś mnie spytał jaki jest tytuł obrazu, ani co konkretnie przedstawia... nie umiałabym Ci odpo..."
Przerwałam nagle. On, Ukochany wciąż patrzył z uśmiechem.
""Motylku??" Tak  mnie nazywa Twoja MAMA. I Ty teraz..."
Ukochany patrzył we mnie rozczulony.
"Promyczku, TO my jesteśmy!"
"MY???!"
"Ty i Ja. Zachwycam się Swym stworzeniem!!"
Patrzę i On patrzy.
Olśnienie!!!
Namalowałam właśnie TĘ sytuację. Moją modlitwę namalowałam/ maluję!
ON maluje!
Patrzyłam. Oczy mi błyszczały. Zachwycony maleńki motylek usiadł na Dłoni swego Ukochanego... A ON patrzył we mnie z zachwytem. Mój Bóg, Ukochany mój, w postaci Trzech Aniołów.
Moja modlitwa.
IMG_20160517_125103

6 Comments

Zmęczona i tańcząca bardzo, wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. W milczeniu. I On patrzył we mnie. W milczeniu. I miłości... Trwaliśmy tak dłuższy czas.
"Ukochany..."- szepnęłam w końcu.
Patrzył tkliwie.
"Tulę Cię do Serca, Promyczku!"
"Wiem...- ucałowałam Go - dziękuję!!!"
"Nie dziękuj, to dla mnie zaszczyt".
"To raczej dla mnie zaszczyt, że mogę tańczyć dla Ciebie!"
Patrzył czule... a ja czułam się jak sługa, któremu Pan umywa nogi...

4 Comments

Tańczę bardzo, ale spróbuję.

Patrzył we mnie promienny, świetlisty...
"Ukochany,Skarbie mój!"
"Perło Moja najmilsza!"
Patrzyłam zachwycona.
"Wielki, potężny, wszechmocny Bóg pochyla się z czułością i miłością wielką nade mną, prochem i pyłem, niczym, nazywa 'Perłą najmilszą. I bardzo, bardzo uszczęśliwia! Bardzo!"
Ucałowałam Go.
"Dziękuję!!!"
Ucałowałam raz jeszcze.
"Dziękuję!"
"I Ja Ci dziękuję, Promyczku".
Patrzyłam zdziwiona...
"TY?"
"Za to, że pozwalasz Mi się pochylać nad Tobą".
"Chodzi Ci o wolną wolę, tak?"
"Tak!"
"Moja wolna wolna wola nie jest moja. Jest Twoją. Należy do Ciebie, więc jest Twoją!"
Patrzył... uszczęśliwiony...  Promienny.

8 Comments

TAŃCZĘ.
Więc krótko.

"Ukochany!"
"Mój Promyczku!"
"Przyszłam posiedzieć przy Tobie..."
"Posiedź, Promyku. Odpocznij przy Sercu".
Po dłuższej chwili:
"Kocham Ciebie Jezu!"
"Wiem, widzę, Perełko. Żeby tak tańczyć jak Ty, trzeba bardzo kochać".

7 Comments

Leżałam tańcząca i rozmyślałam:
"On, Ukochany mój, nigdy nie mówi mi o złu, które jest we mnie.,. Nie mówi o moich grzechach i słabościach. Choć zna je, lepiej niż ja sama. Nie mówi. Przeciwnie! Mówi o moim pięknie!
A kiedy mówi, że jestem piękna, ja chcę, pragnę być jeszcze piękniejsza, lepsza, chcę bardziej kochać. Dla Niego, ze względu na NIEGO! Kiedy mówi o moim uśmiechu, chcę się uśmiechać się częściej. Kiedy mówi o tańcu, pragnę tańczyć bardziej. Dla Niego.
A kiedy mówi, że mnie kocha, ja... rozpływam się w Jego Miłości..."

Ucałowałam Ukochanego. Patrzył we mnie tkliwie...
"Umiłowany!"
"Perło Moja!"
Patrzyłam tańcząca. On patrzył... zachwycony.
"Piękna Córka Króla!"
Uśmiechnęłam się.
"Króla najpiękniejszego! Przecudnego!"
Promieniał.

Jeździłam wózkiem po podwórku i śpiewałam:

U sąsiadów trwa remont. Panowie, robotnicy, którzy tynkowali ścianę domu sąsiadów, słysząc śpiew, co chwilę się na mnie oglądali i patrzyli na mnie ze zdumieniem. Pewnie myśleli, że mam bzika :)
A mam :) bzika na punkcie Ukochanego!

3 Comments

Ucałowałam MAMĘ. Wpatrywałam się w Nią.  Ona uśmiechała się do mnie... ja do Niej.
"Mamusiu!"
"Mój Motylku, Dziecię Moje!"
Ucałowałam Ją znów. Patrzyła najczulej...
"Jaka Ty piękna, Motylku!"
"Dzięki Tobie i Twojemu Synkowi".
"Idź do Niego, tęskni!"

Wpatrywałam się w Ukochanego. Trwaliśmy w tęsknocie i miłości... Wciąż trwamy.

8 Comments

TAŃCZĘ! Dla Umiłowanego tańczę. Wtulona, przytulona do Jego Serca. Współczującego, cierpiącego. Zranionego. Wtulona w Jego Serce... Tańczę! Czy może być większe szczęście i większa radość niż taniec dla Niego??? Nie!!! Tu, na ziemi nie ma większego szczęścia niż cierpieć z Cierpiącym. Dla Cierpiącego.
Tańczę otulona Jego Miłością!
Dziś usłyszałam w głębi serca, że z tańcem mi do twarzy.
Do twarzy mi z Umiłowanym!

8 Comments

Zmęczona jestem i tańcząca bardzo. Dźwigam swój krzyż, coraz cięższy... Dźwigam, wpatrzona w poorane plecy Ukochanego. Idę do wyznaczonego CELU.

Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie Swym spojrzeniem z Krzyża...
"Ukochany!"
"Najmilsza!"
"Przyszłam pobyć z Tobą" - uśmiechnęłam się.
"Jesteś ze Mną od rana".
"'Tak..."
Uśmiechnął się  do mnie.
"Latamy, Promyczku!"

Latam dźwigając krzyż. Z Nim, tylko z Nim to możliwe. Napisałam, że krzyż jest coraz cięższy. Po ludzku, tak. Ale z Nim latam!

2 Comments

Krótko.

"Tańczymy!"
Patrzył we mnie czule, bardzo czule...
"Tańczymy, Promyczku".
Ucałowałam Ukochanego i patrzyłam Mu w oczy. Szeptał do mojego serca:
"Jestem z Tobą, Perełko. Jestem w Twym cierpieniu, w Twoim tańcu. Jestem w Twej słabości i niemocy".
Dziękowałam.
"Tańczę dla Ciebie, mój Ukochany".

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie słodko, czule, promiennie...
"Cieszę się bardzo, że wstąpiłeś do Nieba i przygotowujesz dla mnie miejsce!"
Uśmiechałam się do Niego. A On do mnie.
"Już czeka, gotowe, Promyczku!"
Ucałowałam Ukochanego...
Patrzył we mnie w taki sposób, że czułam, że jestem dla Niego ważna, najważniejsza! Jedyna i piękna w Jego oczach. A jednocześnie bardzo maleńka... niemowlę. I byłam...
"Wiesz, mój Jezu, ja już teraz jestem w Niebie. Ty jesteś moim Niebem!"
Patrzył promienny. Zanurzał mnie w Sobie. I jestem w Niebie.
Ja i ON.
NIEBO.

6 Comments

W każdej chwili mogę przerwać pisanie. TAŃCZĘ.

Zauważyłam, że moje życie duchowe nabiera pędu. Przyśpiesza, przyśpieszyło. I coraz szybciej biegnie, pędzi wręcz! Pędzi do Ukochanego! Ja pędzę!

"Ukochany!!"
"Perło Moja!"
Patrzył we mnie promiennie, świetliście...
"Jakiś TY Piękny!"
Patrzył... zachwycony we mnie.
"Jesteś we Mnie, a Ja jestem w Tobie!"
"Ja Twoja, a Ty mój!"

Tęsknie i pędzę do Umiłowanego mojego. Pędzę!

15 Comments

Leżałam tańcząca i rozmyślałam... Oto wynik rozmyślań:

Może niektórych dziwi, że mam aż tyle duchowych Dzieci. Około czterdzieścioro.
Otóż każdego, za którego się modlę, czynię, a właściwie to Pan Jezus czyni, moim duchowym Dzieckiem. Kiedyś, jak byłam młodsza, myślałam, że nigdy nie będę miała ani dzieci, ani męża. I było mi, szczerze mówiąc, trochę smutno.
A tymczasem... :) każda by chciała (i każda może mieć :) ) TAKIEGO Męża jakiego ja mam. A Dzieci ok 40.
Pomyślałam, że rodzę swoje duchowe Dzieci. Rodzę do Życia. Rodzę przez modlitwę i taniec - ofiarę cierpienia.
Wystarczy :)  Tańczę bardzo. Na chwałę Ukochanego i za moje kochane Dzieci.

2 Comments

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzy: we mnie czule bardzo...
"Przyszłam posiedzieć przy Tobie".
"Posiedź, Promyku, odpocznij".
Tak... zmęczona byłam.
Rozmyślałam o moim duchowym Dziecku, które zmarło dziś w nocy.
Patrzył we mnie tkliwie.
"O co wczoraj prosiłaś, Promyczku dla swych Dzieci?"'
"O Niebo!"
"Wysłuchałem Cię!"
Ucałowałam Go.

Później dowiedziałam się, że moje Dziecko umarło z Bogiem.

15 Comments

Króciutko. bo nie mam sił.

Rano jak zwykle układałam bukiety Madonnie. Potem  pomyślałam, że Ukochany zrobił mi cudny prezent. Dziś obchodzę imieniny i właśnie dziś moje duchowe Dzieciątko kończy pierwszy miesiąc życia. Cudny Prezent!

Potem prosiłam Go o jeszcze jeden Prezent. O Jego błogosławieństwo i Niebo dla wszystkich moich duchowych Dzieci. Ufam, że Ukochany mnie wysłucha.

6 Comments

Rano układałam bukiety mojej MAMIE i Królowej w JEJ Święto.

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie tkliwie bardzo...
"Ukochany!"
"Perło Moja!"
Po chwili dodał:
"Jestem z Tobą!"
Uśmiechnęłam się do Niego.
"Wiem! Widzę to. Doświadczam tego, że jesteś ze mną. Każdej chwili doświadczam! Dziękuję Ukochany, że jesteś ze mną, przy mnie!!! Dziękuję!"
Patrzył z ogromną miłością i zachwytem... we mnie.
"Dziecię Moje! Maleństwo Moje!"
"Tak, jestem Twoim maleństwem!"
Patrzyłam uśmiechnięta, tańcząca i szczęśliwa bardzo. Maleństwo w Jego silnych, opiekuńczych ramionach. W ramionach Boga.

7 Comments

Wpatrywałam się w Ukochanego. On wpatrywał się we mnie...
"Dobrze Mi z Tobą,  Promyczku".
Uśmiechałam się do Niego.
"Mi też z Tobą..."
"Trwasz w Mej Obecności".
"Staram się".
"Widzę starania Twoje!"
"Wiesz, Panie Jezu, My rozmawiamy o mnie i o mnie... A ja chciałabym o Tobie".
Uśmiechnął się do mnie czule.
"Stworzyłem Cię na swój obraz i podobieństwo. Poznając siebie, poznajesz po trosze Mnie".
Patrzył we mnie, a ja w Niego.
"Chcę być podobna do Ciebie... Staram się."
"Widzę Twoje starania, Promyku".
Chciałam Go ucałować. Pochyliłam się powoli, tańcząca. Pochyliłam się z trudem, bardziej i bardziej. Ucałowałam.
"Ten Twój pocałunek jest szczególnie Mi drogi!"
Patrzyłam...

7 Comments

W skrócie. Tylko rozmowa.

"Przyszłam posiedzieć przy Tobie, Ukochany. I Ci usłużyć".
Patrzył we mnie promienny, świetlisty.
"Uśmiechnij się do Mnie, Promyczku!"
Uśmiechnęłam się do Ukochanego i taka  w Niego patrzyłam.
"Masz piękny uśmiech".
"Ty Go stworzyłeś, Panie Jezu. To Twoje dzieło!"
"Ale to Ty go używasz, Promyku!"
"To prawda! I to często, nawet bardzo często".
Patrzył czule bardzo...
"A wiesz, wczoraj..."- szepnęłam nieśmiało.
"Wczoraj nazwałem Cię apostołką radości".
Edyta tak mnie nazwała...
Patrzyłam... I On patrzył. I mówił do mego serca:
"Tańczysz bardzo, Promyku, dźwigasz swój krzyż. I robisz to z uśmiechem, z radością. Uwielbiam Twój uśmiech".
Słuchałam... Szepnęłam niby do siebie:
"To dlatego tak często mnie prosisz o... uśmiech..."
"Pamiętasz, kiedyś Cię prosiłem, żebyś mówiła ludziom o Moim Miłosierdziu właśnie uśmiechem?"
"Tak!"
"Czynię Cię Promyku apostołką radości!"
"Twojej radości!"

6 Comments

Ucałowałam Go. Patrzył we mnie promienny, czuły, zachwycający.... I zachwycony. Siedziałam przed Nim.
"Ukochany! Panie Jezu, mój Skarbie!"
"Mój Skarbie!"
Patrzyłam w Niego.
"Uwielbiam przychodzić do Ciebie. Być z Tobą, Szczęście Ty moje!"
"Jesteś Moim Szczęściem, Promyczku!"
Patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża... A ja milczałam, nie wiedząc co odpowiedzieć. Pomyślałam, że mogę dla Niego tańczyć bardzo, bardzo, bardzo. Że wszystko bym zrobiła dla Tego, który jest moim Szczęściem. I dla Którego ja jestem Szczęściem.

3 Comments

Leżałam na dywanie, ćwiczyłam. Do mojego pokoju weszła siostra z dziećmi.
-Ceść ciocio!!! - zawołała wesoło Zuzia.
-Pa, pa Mimiko!!! - zawołał Ado, uśmiechając się zawadiacko. Dla niego "pa, pa" było i powitaniem i pożegnaniem :)
Uśmiechnęłam się do nich.
- Cześć, Zuzio! Cześć Ado!
Zuzia podeszła bliżej do mnie i przykucnęła. Jej główka znalazła się na wysokości mojej. Patrzyła na mnie, uśmiechając się. Ze swymi blond, białymi prawie loczkami wyglądała jak aniołek.
- Ceść ciocio!!! - wyciągnęła do mnie rączkę. Chciałam jej podać swoją, ale tej niesprawnej, prawej podać nie mogłam, nie dawałam rady.
- Nie mozesz? Nie mozesz? - spytała Zuzia. A w jej cieniutkim głosiku słychać było smutek i współczucie.
Przerzuciłam ciężar ciała i wyciągnęłam do niej lewą, zdrowszą rękę.
- Oooo!!! - zawołała uradowana dziewczynka. Chwyciła moją rękę i potrząsnęła nią - Ceść ciocio!!!
- Cześć Zuzio!
Uśmiechała się do mnie, a ja do niej.

Ucałowałam Ukochanego. Patrzył we mnie promienny.
"Zbieram Twoje pocałunki, Promyczku".
"A po co?" - spytałam uśmiechając się do Niego.
"Do Mojej chwały".
Dziękowałam.
"Sprawiłeś mi wiele radości!"- pomyślałam o Adasiu i Zuzi.
"Kocham Cię i uwielbiam sprawiać Ci radość!"
"I pozwoliłeś mi dziś odpocząć. Dzisiaj trochę mniej boli".
"Są dni pracy i chwile odpoczynku".
"Wszystko przyjmuję z Twojej Ręki!"
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Zanurzał mnie w Sobie...

8 Comments

Tańczę bardzo, bardzo. Ofiaruję cierpienie Ukochanemu. Tańczę za moje Dzieci.

Siedziałam przed Umiłowanym. Wpatrywałam się w Niego. On patrzył we mnie. Czule bardzo, bardzo.
"Tańczymy!"
"Tańczymy, Mój Promyczku".
Uśmiechnęłam się do Niego. Pomyślałam, że jestem bardzo bogata. Ukochany obdarzył mnie wielkim bogactwem! Niektórzy uważają, że jestem biedna, bo chora, bo  na wózku, itp. A ja bogata jestem. W cierpienie bogata.
Cierpienie może być bogactwem. Może, jeśli ma się je za kogo ofiarować. A ja mam za kogo. Więc tańczę, bardzo bogata.