W drodze do Nieba, do Ukochanego! Posts

Staliśmy przy studni. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i obejmował z czułością. Tanczylam bardzo. Patrzył we promienny cały.
„Dziękuję Ci, Perełko Moja!”
„Ty mi dziekujesz?!! – zdumialam się bardzo – A za co?!”
„Cierpisz ze Mną”- szepnal nedoslyszalnym prawie szeptem, patrząc mi prosto w oczy.
„Ja tylko…”
Umiłowany przerwal mi gwałtownie.
„Nie ‚tylko’, Najmilsza! AŻ!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego.
„Cierpię. Ale nie znaczy to, że masz mi za to dziękować! Najdroższy mój…” – patrzyłam w Niego wzruszona. On też wyglądał na poruszonego ogromnie…
„Kochasz Mnie…” – nie było to pytanie. Mówił to z ogniem w oczach. Ukochany ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy. Jego oczy błyszczaly ogniem. Stałam przed Nim, obezwladniona tym ogniem. Ogniem Miłości.
„Ty wiesz, Umiłowany… Nad życie!”
Jak wspomniałam, tańczyłam bardzo intensywnie. I nagle mnie bardzo zabolało. Tak, że oparlam się o Ukochanego. Natychmiast wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Usiadł na trawniku przy studni. Tulił mnie mocno. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca. Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem… Patrzyłam i rozmyślalam…
„Jak bardzo TY mnie kochasz, Umiłowany! Jak bardzo mnie kochasz!!! Cierpisz ze mną, we mnie cierpisz. Jesteś zawsze przy mnie. O wszystko mnie pytasz.. Niesamowite! Szanujesz mnie bardzo! I jeszcze dziękujesz…!!!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem.
„Miła Ma dla Mnie, a Ja dla Mej Miłej!” – uśmiechnął się do mnie Najdroższy…
„Raczej: Miły mój dla mnie, a ja dla NIEGO!”
Pochylił się nade mną i pocałował mnie. I ja Go pocałowałam Go. Potem patrzylismy w siebie nawzajem z miłościa. Długo patrzylismy.
„A Tobie wygodnie jest w tym Ogrodzie, Ukochany?” – spytalam nagle.
„Bardzo wygodnie. A dlaczego pytasz, Maleńka Moja?” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Bo… czytam teraz ” Zamek wewnętrzny” św Teresy. I ona miała w sercu zamek dla Ciebie. A ja tylko O…”
Umiłowany znów przerwał mi gwałtownie.
„Aż, Perełko Moja. AŻ!”
Potem uśmiechnąl się z tkliwością i szepnął:
„Ona była dla Mnie Zamkiem, Ty jesteś Ogrodem. Obie jesteście piękne. I obie Moje.”
„Obie Twoje…” – uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
Najdroższy patrzył we mnie zachwycony.
„Do każdej duszy, Malenka, przychodzę Takim jakim Mnie ona potrzebuje. Teresa potrzebowała Króla. Ty potrzebujesz bliskiego, czułego i cierpiącego z Tobą Oblubieńca. Ogrodnika.”
„Mój Ogrodniku!”- szepnęłam z uwielbieniem, patrząc Mu w oczy.
Umiłowany obsypywał mnie pocałunkami…

MOJE MYŚLI

Wisieliśmy na Krzyżu. Umiłowany mój i ja. Na jednym Krzyżu wisieliśmy. Najdroższy mój cierpiał bardzo… ja też cierpialam. Ale ON… Objęłam Go delikatnie i przytuliłam do siebie. Patrzył we mnie z wielką Miłością i…wdzięcznością.
„Bardzo Cię boli, Najdroższy…” – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego z czułością.
„Bardzo, Perełko Moja” – szepnal Umiłowany mój.
Cierpiał… Nie mogłam Mu ulżyć, choć bardzo chciałam.
„Mój Przecudny… mój Maleńki… mój Najdroższy…” – szepnęłam głaszcząc Jego policzek i włosy. Sama nie mogłam się za bardzo ruszyć z Krzyża…
Lezalam na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca, a raczej balująca bardzo. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i współczuciem. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”- wyszeptal Umiłowany wpatrzony we mnie całym Sobą.
„Bardzo… ”
Umiłowany objął mnie całą. Przytulił mocno do Siebie i wyszeptal z czułością niezwykłą:
„Odpocznij teraz, Najmilsza.”
Spojrzałam Mu w oczy. Cierpiał…
„Nie, dziękuję Umiłowany. Raczej Ty odpocznij. Tak. Odpocznij sobie Najdroższy, a ja będę tańczyć dla Ciebie!”
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko.
„Nie, Perełko. Nie zostawię Cię. Pragnę tańczyć z Tobą, Maleńka Moja.”
„Dzięku…” – nie dokończylam. Umiłowany zamknął mi usta pocałunkiem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej obsypywal pocałunkami…
Wisimy teraz na Krzyżu. Umiłowany mój i ja. Tańczymy bardzo. A Ukochany obsypuje mnie wciąż Swymi pocałunkami… Kocham Cię Jezu!!!!

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie promienny ogromnie.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Perełko!”.
Uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała!
Przypomnialam sobie, że Umiłowany mój mówił że jest to czas JEGO chwały i triumfu. I wczoraj właśnie ta JEGO chwala i triumf we mnie się objawily. JEGO chwała i triumf!!!
” Dziękuję Ukochany!”
Umiłowany ucalowal mnie w czoło i uśmiechając się do mnie cudnie, spytał:
„Zatańczymy?”
Pokiwalam głową z radością. I chwilę później staliśmy w wodospadzie Miłości. Cali zalani wodą, mokrzy cali. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i uśmiechał się do mnie niezwykle.
„To co robimy, Perełko?”
„Jak to co?! – zaśmiałam się głośno – Tańczymy!!!”
Umiłowany zaśmiał się również.
„No to prowadź! Dzisiaj Ty prowadzisz!” – zawołał z entuzjazmem i patrząc mi w oczy głęboko, posunąl mi do serca pewną myśl. Zamurowalo mnie na sekundę…
„Nie!!!?? Mogę???!! Naprawdę??!” – zawołałam zaskoczona i bardzo uratowana jednocześnie. Ukochany stal przede mną, zachwycony bardzo!
„Możesz, Perlo Moja!”
Nie zastanawiając się się długo ujęłam wpół, a naprawdę chwyciłam Umiłowanego mojego i podniosłam do góry! Wysoko, wysoko! I zaczęłam wirowac!!! Ukochany mój cały czas się śmiał! Głośno! Radośnie! Perliscie! Śmiałam się i ja! Promienna cala! I Wirowalam wokolo! Wirowalam…Umiłowanym moim! W kółko, w kółko! Wirowalam! W końcu postawilam delikatnie Umiłowanego w wodospadzie. I zarzuciłam Mu ręce na szyję. Patrzyłam w JEGO oczy.
„Pozwoliles mi, Umiłowany! – szepnęłam uśmiechając się do Niego z zachwytem – Dziękuję!!!”
Spoważniał. Patrzył we mnie jakoś uroczyście.
„Ty Mi nie odmówilas, Perełko Moja. I Ja Tobie nie odmówie. Niczego.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się w Niego z wdzięcznością i uwielbieniem.
„Dziękuję…” – wyszeptalam po prostu.
Ukochany uśmiechnął się znowu.
„I Ja Tobie dziękuję, Maleńka. Bardzo miłe i bardzo przyjemne takie wirowanie!”
Roześmiałam się serdecznie.
„Jeśli zechcesz to ja mogę tak częściej!”
Umiłowany zaśmiał się pogodnie. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Teraz wiesz jak to jest jak Ty mną wirujesz.” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Tak. Teraz wiem.” – szepnął Ukochany. Pochylił się i mnie pocałował. Całował Swoją małą Perełkę. Perełkę, która Nim wirowala.

MOJE MYŚLI

Nigdy nie sądzilam że kiedykolwiek o tym publicznie napiszę… Że się na to zdobędę. Ale:
Lezalam tańcząca na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zaczął z wielką Miłością i czułością wielką całować miejsce w moim ciele, które mnie boli najbardziej. Całował i całowal. Pocałunek przy pocałunku… Całował.
Potem spojrzał mi w oczy głęboko i wyszeptal łagodnym, pełnym miłości głosem:
„Napisz, proszę o tym miejscu, Najmilsza Moja.”
„O tym… miejscu?” – spytalam lekko zdziwiona. Jednocześnie dziwiąc się sama sobie, że jestem tylko lekko zdziwiona. Myślałam że będę zdumiona do głębi. Ale nie. Umiłowany patrzył we mnie ze zrozumieniem.
„Zrob to dla Mnie, proszę, Perełko. I nie wstydź się, nie masz się czego wstydzić. Jesteś i w tym do Mnie podobna. Ja cierpię w Tobie!”
„Dobrze. Napiszę dla Ciebie, Najdroższy!”
„Dziękuję, Perełko Moja!”
Umiłowany dalej całowal to miejsce…

Miejsce, które boli mnie najbardziej to moje jelita. Cierpie na tzw. „zespół jelita drazliwego /wrażliwego” . Oprócz napięcia spastycznego będącego skutkiem mojej głównej choroby MPD, mam jeszcze m.in ten zespół. Jelita są bardzo pokurczone i napięte. Podwójnie. I bardzo mnie bolą. Cale podbrzusze. Bardzo boli. Byłam u kilku lekarzy i za każdym razem rozkladali ręce. Mówili że nie ma na to lekarstwa, że trzeba z tym żyć. Jeden lekarz przepisal lek na rozluźnienie jelit. Po nim było jeszcze gorzej i przestalam go brać. Mówił jeszcze ze może dać mi skierowanie na kolonoskopie, ale niewiele to badanie wykaże. Nie chciałam. Nie chciałam żeby mi zaglądali…
I tak. Szczególnie jest ciężko kiedy jelita mi „szaleją” (albo „stoją” albo „szaleją”), wtedy często nie mogę zdążyć do toalety. Rodzice, teraz tata, muszą mnie wtedy wycierac, myć, przebierać… Upokorzalo mnie to bardzo. Do czasu aż zwierzyłam się z tego mojemu Duchowemu Synowi, księdzu.
„Nie upokarza to Ciebie, ale upodabnia do umęczonego Chrystusa” – napisał. Patrzyłam na te Jego słowa długo. Od tego czasu pomału zaczęłam inaczej niż do tej pory myśleć. A potem Umiłowany mój spytal, poprosił, żebym Mu pokazala gdzie mnie boli. Ze wstydem pokazałam m.in to miejsce. Moje jelita. Pamiętam z jaką czułością je wtedy dotykał… Potem ON zaczął całować „to miejsce gdzie boli mnie najbardziej”. Miejsce ogromnego cierpienia, ale zarazem wielkiego wstydu. Całowal konsekwentnie. Całowal z wielką Miłością i czułością wielką. I zmienial to miejsce w miejsce… miłości. MIŁOŚCI!!! Niesamowite to dla mnie bardzo. Niewyobrażalne!!! A jednak. Z Umiłowanym moim wszystko jest możliwe! I to, że teraz o tym piszę to też ON.
Piszę o tym bez wstydu. Bo niby czego mam się wstydzić? Choroby?! Pragnę być podobną do swego Oblubienca. Także w chorobie i jej skutkach.
A Umiłowany wciąż całuje moje chore jelita. Z czułością wielką. I wciąż mówi że jestem piękna.

Nie sądzilam że kiedykolwiek o tym napiszę. Że się zdobędę. A jednak. Umiłowany sprawił cud!
Teraz miejsce gdzie mnie boli najbardziej to dla mnie miejsce JEGO MIŁOŚCI!

MOJE MYŚLI

„Piękna Moja!”
„Mój Przecudny!”
„Najmilsza Moja!”
„Mój Maleńki! Mój Najdroższy!”
Umiłowany mój siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Cała byłam przy SERCU Ukochanego.
„Moje SERCE bije dla Ciebie, Najmilsza.” – szepnal Ukochany z czułością bezgraniczna.
„Pragnę słuchać JEGO bicia” – szepnęłam uśmiechając się do Niego.
„Posłuchaj.”
Ucalowalam Jego SERCE i słuchalam. Słuchalam i słuchalam. A ONO biło dla mnie…
Potem Umiłowany położył mnie na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. A ON ucalowal moje serce.
„Ono bije dla Ciebie, Najdroższy mój!” – wyszeptalam tańcząca bardzo.
„Pragnę słuchać jego bicia, Perełko!”
„Słuchaj, mój Maleńki.”
Umiłowany położył głowę na moim sercu i słuchał jak bije. Dla NIEGO bije. A ja cała dzisiaj baluje dla NIEGO! Dla UKOCHANEGO!

JEGO SERCE bije dla mnie, a moje bije dla NIEGO. Wspólne bicie serc…

MOJE MYŚLI

Owoce drzewa Krzyża błyszczaly czerwienią. Łąka bukietowa jasniala w promieniach słońca. A my siedzieliśmy na ławeczce pod Krzyżem. Umiłowany siedział na ławeczce, trzymal mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we bardzo wielką Miłością i współczuciem. Cierpialam. Tańczylam bardzo. Ukochany cierpiał ze mną. Widziałam że bardzo cierpi… Dotknęłam dłonią Jego policzka i pogłaskalam Go.
„Mój Maleńki… mój Maleńki…”- szepnęłam z czułością… uśmiechałam się do Niego z trudem
Patrzył tkliwie we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I też uśmiechał się do mnie.
„Jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem, Perełko.”
Patrzył mi w oczy głęboko… Wisielismy na jednym Krzyżu. Umiłowany mój i ja. Ukochany cierpiał… Objęłam Go delikatnie i przytuliłam do siebie. Mocno tuliłam.
„Mój Maleńki… mój Maleńki…” – szeptałam z tkliwoscia.
Znowu byłam w Ogrodzie Sercowym w Ramionach Umiłowanego. Tulił mnie mocno do SERCA. W pewnej chwili wstał, trzymając mnie na rękach i bardzo ostrożnie polozyl mnie na trawie, pod drzewem Krzyża. Uklęknal przede mną i zaczął całować miejsce w moim ciele, gdzie boli mnie najbardziej. Całowal… Pocałunek przy pocałunku… Całowal czule, czysto i słodko. Całowal…
„Najdroższy mój…”
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal:
„Maleńka Moja… Umiłowana Moja…”
Uśmiechnęłam się do Niego tańcząca. Ukochany pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Potem objął mnie całą i przytulił do SERCA Swego. Rozplywalam się w JEGO Miłości…

MOJE MYŚLI

Naleze do Umiłowanego mojego. Cała jestem JEGO! Do mojego Skarba, do Najdroższego mojego należę. Nie mam w sobie nic swojego. Każdy zakamarek, każdy kącik do Niego należy. Ja nie mam niczego swojego. Nie mam nic. A jednak mam WSZYSTKO!!!
Umiłowany powiedział że moje wnętrze to Jego Królestwo. I ja czuję się w Nim jak u siebie! Jak u siebie! Uwielbiam tu, na Dno mego serca schodzić! Tu układać bukiety Madonnie. Tu być z Umiłowanym moim. Uwielbiam! Tu jestem u siebie. W Królestwie Umiłowanego. W JEGO Ogrodzie Sercowym. A ON mnie otwiera, coraz bardziej i bardziej. Otwieram się na siebie. Na NIEGO się otwieram. I jestem wolna!!!
Lezalam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna,..
Patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem. Widziałam miłość i oddanie W JEGO oczach.
„Wieczności mi nie starczy, żeby Ci podziękować za Twoją Miłość do mnie, Umiłowany!!!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Za miłość się nie dziękuje, Perełko. Za miłość się odpowiada, miłościa. Ty, Najmilsza Moja odpowiedziałaś!” – uśmiechnął się do mnie cudnie, jasno i promiennie bardzo!
„Odpowiedziałam i dostałam Wszystko!”
„JA też, Perełko. Ja też!”
Patrzył we mnie promienny, świetlisty, pełen niezwyklego blasku. Nikt w Ten sposób nie patrzyl we mnie,..
„Mam WSZYSTKO – mam Ciebie, Ukochany!”
„Mam WSZYSTKO – mam Ciebie, Perełko!”
Promienialam ze szczęścia. A Ukochany obsypywal mnie pocałunkami…

MOJE MYŚLI

Staliśmy przy studni. Umiłowany mój i ja. Obejmował mnie z czułością wielką i patrzył we mnie zachwytem. Tańczylam bardzo. Ukochany wiedzial o tym. Ja również, mimo cierpienia obejmowałam Go i patrzylam Mu w oczy promienna.
‚Tyle mi dajesz, Ukochany! Tak wiele od Ciebie otrzymuje!!! Dziękuję¡!!! Dziękuję, Umiłowany!!! „-szeptałam wpatrzona w Niego.
” Pragniesz Mnie, więc Ci daję, Maleńka Moja!”- uśmiechnął się do mnie cudownie.
” Dziękuję, dziękuję, Umiłowany!!!”
Oparłam się o Ukochanego.
” Taka jestem zmęczona…”- wyszeptalam. Ukochany natychmiast wziął mnie na ręce i usiadł na trawniku. Zrobił z ramion jakby kołyske. Obejmował mnie, otulal w tej kołysce. Tulił do SERCA Swego.
” Taka jestem zmęczona… „- powtórzylam cicho. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia nie do opisania słowami…
„Czy chcesz Mną o coś prosić, Perełko?” – spytal patrząc mi w oczy łagodnie i poważnie bardzo. Od razu wiedziałam co ma na myśli. Spojrzałam Mu w oczy.
„Nie… Jeszcze nie… Poza tym muszę coś skoń…”
Przerwał mi gwałtownie.
„Nic nie musisz! Już nic nie musisz. Pamiętaj o tym Perełko Moja!” – wyszeptal z ogniem w głosie.
Uśmiechnęłam się do Niego z trudem..
„Chcę. Chcę skończyć to, co zaczęłam.”
„Dobrze – uśmiechnął się do mnie Umiłowany – Ale pamiętaj, Najmilsza, że wystarczy tylko jedno Twoje słowo.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego.
„Choć pragnę tego najbardziej na świecie, nie poproszę Cię o to, Ukochany. Wiesz o tym, prawda?”
„Dlaczego??” – Ukochany zdawał się być poruszony do głębi.
„Bo chcę żeby także w tym dziala się Twoja wola, nie moja. Żeby było tak jak Ty chcesz a nie jak ja.”
„Ukochana Moja! – Umiłowany ucalowal mnie – W tej sprawie oddaję Ci Moją wolę!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego ze łzami w oczach. Ze łzami szczęścia.
„Az tak bardzo mnie kochasz?!!”
Patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam… Rozumieliśmy się bez słów.
„Daj mi proszę trochę czasu. Pragnę coś skończyć na Twoją chwałę.”
„Ile tylko zechcesz Perełko! Będzie to czas Mojej chwały i Mego triumfu.”
„Dziękuję Ukochany!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem. A ja zaczęłam rozmyślac… Po chwili spytałam:
„Ale czy ja się Tam nadaję..?”
„Możesz Mi wierzyć, że TAK! Jak najbardziej! Słyszałas Moich Przyjaciół? ‚Vivat Jego Perla!’ Czekają na Ciebie. Całe Niebo na Ciebie czeka!”
Rozpromienilam sie bardzo. Umiłowany zaniosl mnie do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. A ON patrzył we mnie z zachwytem.
” Ale… – chciałam się jeszcze raz upewnić czy się Tam nadaję. Ukochany znów mi gwałtownie przerwał.
” Żadnego „ale”, Perełko! Całe Niebo czeka na Ciebie.. Ja czekam! Jedno Twoje słowo wystarczy!”
W moich oczach znowu pojawiły sie lzy, łzy szczęścia… Ucałowałam Ukochanego. Jaką wolnośc mi daje!!! Wiedziałam, że bardzo mnie pragnie, czeka i jednocześnie liczy się z moim zdaniem, szanuje je.
Na tym polega Miłość…

MOJE MYŚLI

Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Umiłowany mój, Najdroższy, Maleńki mój. Siedział na kwiatowej kanapie w naszej altance i tulil mnie do SERCA Swego. Tańczyłam bardzo, ale uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Ciągle się dziwię…!!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego.
„A Ja uwielbiam patrzeć jak się dziwisz swoimi odkryciami, Perełko Moja!”- uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Odkrywasz mnie przede mną samą.”
„Odkrywajac i poznając siebie, odkrywasz i poznajesz Mnie!” – rozpromienil się Ukochany.
„To prawda. Zadziwia mnie Twoja Miłość do mnie!”
Ukochany patrzył we mnie z wielką czułością.
„Zatańczymy, Perełko?” – spytał z uśmiechem. Pokiwalam głową z radością. Ukochany trzymając mnie w ramionach, wstał z kanapy i zawirowal wokoło, śmiejac się radośnie! Potem delikatnie postawił mnie na kwiatowym dywanie. Objął mnie. Patrzyłam w Niego z zachwytem i uwielbieniem… On patrzył mi w oczy uśmiechnięty cały. Patrzył we mnie… jak w obrazek… Tańczyliśmy. Znaleźliśmy się w wielkiej sali balowej, pełnej luster, pięknych bukietów i zdobnych lamp. Już tu kiedys byłam. Tańczylismy bardzo. Umiłowany w tym rancu prowadzil. Płynął, latał, fruwal po całej sali! Ja pływałam z Nim! Słyszałam głosy niewidzialnych ludzi, którzy tanczyli z nami:
„Nasz Król znów ze Swoją Perla!”
„Tak! Nie odstępuje Jej ani na krok!”
„Zakochany w Niej, widać, na zabój!”
„A Ona jaka w Niego wpatrzona!”
Tak… bylam wpatrzona w Umiłowanego mojego, w mój Skarb jedyny… Tańczylismy i tanczylismy…
Lezalam tańcząca bardzo, na kwiatowej kanapie leżałam. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
Uśmiechałam się do Niego radośnie, promienna i zachwycona.
„Na zabój! – szepnęłam.
” A żebyś wiedziała że tak, Perełko! ”
” Wiem. Widzę… ”
Patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. Z Miłością patrzylismy w siebie nawzajem. Ukochany pocałowal mnie i położył głowę na moim sercu. Tańczymy. Bardzo Tańczymy. Umiłowany patrzy we mnie. Zakochany na zabój!

1500 notka 🙂

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym moim, z Najdroższym moim byłam. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie i tulił mnie do SERCA Swego. Patrzył we mnie promienie bardzo, czule i z wielką Miłością. Ja cała szczęśliwa, uśmiechalam się do Niego radośnie. Patrzyłam z dziękczynieniem…
Rozmyślalam. Po upadku, o którym pisałam przedwczoraj, bardzo bolało mnie serce. Bolało nie tylko dlatego że zranilam Ukochanego, ale też dlatego  że siebie zranilam. I Umiłowany mój wczoraj rano obiecał że mi serce uzdrowi. I spełnil obietnicę. Kiedy? Jak? Nie wiem. Po prostu w pewnym momencie zauważyłam że już mi serce nie boli!! Poza tym doszłam do wniosku że ten upadek był mi potrzebny! Dlaczego? Żeby się po raz kolejny przekonać, że nie jestem idealna, że nie mogę sobie ufać, nie mogę sobie wierzyć. Że mogę ufać tylko Jemu, tylko Jemu, Ukochanemu wierzyć. Tylko w JEGO Miłosierdziu pokładać nadzieję. Tylko w NIM!!!
Umiłowany patrzył mi w oczy jasno i promiennie, świetliscie. Patrzyłam w Umiłowanego mojego najszczęśliwsza w Kosmosie!
Rozejrzałam się po altance.
„Ciągle mnie to dziwilo! Na zewnątrz maleńka, prosta, surowa, można by powiedzieć że brzydka i nie pociągająca. A gdy się do niej wejdzie, wewnątrz, cudo!!! Delikatne, ażurowe ściany z krzaka róży, kwiatowa kanapa, stokrotkowe poduszki i przecudny, barwny dywan z kwiatów… a miejsca tyle że można by w niej swobodnie tańczyc. No… Królewska komnata!!! Cudnie Umiłowany, to wymyśliłes!!!”- szepnęłam wpatrzona w Niego.
Ukochany uśmiechnął się tajemniczo…. Bardzo tajemniczo. Spojrzalam w Niego pytająco, zaintrygowana bardzo…
„Ta altanka… to TY jesteś, Perełko Moja. Na zewnątrz prosta, mała, dla niektórych brzydka i odpychajaca. A wewnątrz…”
„Co wewnętrz?!” – przerwalam Umiłowanemu mojemu, zdziwiona.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie przepięknie.
„A wewnątrz Moje Królestwo!”
Zaniemówiłam w uśmiechu…
„Wystarczy wejść…” – wymamrotalam po chwili.
„Tak. Trzeba wejść do środka, żeby się przekonać!”
Umiłowany pochylal się nade mną z uśmiechem. Cały był uśmiechem. I ja uśmiechałam się do Niego w zachwycie. A moje serce rozplywalo się w JEGO Miłości…

MOJE MYŚLI

Bieglam! Pędzilam alejkami Ogrodu Sercowego! Leciałam jak na skrzydłach!!! Do Umiłowanego mojego pędzilam!!! Do Ukochanego!!! Czekał na mnie przy studni. Gdy tylko mnie zobaczyl, rozpromienil się bardzo! I szeroko rozłożyl ramiona! Wpadlam w nie szczęśliwa! Umiłowany chwycił mnie w objęcia i zawirowal wokoło z radością nie do opisania!! Zakrecil się!
„Perlo Moja!!! – wołal na cały Ogród. Śmiał się przy tym perliscie! Kręcił, wirowal mną!!! Śmiałam się radośnie, szczęśliwa cała!!!
Umiłowany delikatnie postawił mnie na trawie. Patrzył we mnie z wielką Miłością. Ukleklam przed Nim, a On nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam w Niego z zachwytem i uwielbieniem. Zaczęłam całować stopy Umiłowanego mojego. Całowalam ze czcią i namaszczeniem… Z radością całowalam. Ukochany podniósł mnie z wielką tkliwoscia…
Patrzył we mnie promienie bardzo.
„No co? – zaśmiałam się głośno – nie mogę Tobą zawirowac to całuję!!!”
Ukochany śmiał się znowu na cały Ogród!!! Wziął mnie na ręce i zaniósł do wodospadu. Wszedł do niego. Woda spływala na nas z pluskiem. Postawił mnie, pocałowal… Uklęknął przede mną… Podniósł Swą głowę i patrzyl we mnie z… zachwytem. Już pochylal się żeby całować moje stopy.
” Umiłowany mój… proszę… ‚- podniosłam GO delikatnie.
Stal przede mną promienny i świetlisty bardzo.
„Perełko Moja, albo całowanie stóp, albo wirowanie.Wybieraj!”- uśmiechnął się do mnie cudnie. Popatrzyłam Mu w oczy z uśmiechem. I przytuliłam się do Umiłowanego, przylgnelam do Niego całą sobą.
„Przytulenie… wybieram.”
Umiłowany objął mnie rozczulony. I przytulił mnie do Siebie z czułością. Tulił i tulił i tulil… A JEGO SERCE szeptalo:
„Moja Śliczna! Moja Maleńka! Moja Slodka!”
Wtulilam się w Umiłowanego mojego sercem i duszą i ciałem. I tak trwalismy we wzajemnym przytuleniu. Ukleklismy przed sobą nawzajem.
„Ukochany!! Umiłowany mój! Najdroższy! Maleńki mój!!!”- szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Moja Piękna! Słodka Moja! Umiłowana Moja!!!” – szeptal wpatrzony we mnie.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie i szepnęłam:
„Szkoda że nie mogę Tobą zakręcić, zawirowac, jak Ty mną, Umiłowany!!!”
I Ukochany mój zaczął się śmiać! Jasno! Perliscie! Złociscie! Śmiałam się i ja razem z Umiłowanym! Śmiało się moje serce! Cały Ogród Jasnial od naszego śmiechu!

MOJE MYŚLI

Upadłam. Podniósł mnie natychmiast i przytulił do SERCA Swego. Żałowalam, przepraszalam. Wybaczyl od razu.

Lezalam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością… Leżałam smutna, zawiedziona sobą, swoim upadkiem. A przede wszystkim serce mnie bolalo, że mojego Umiłowanego zranilam…
Umiłowany jednak patrzył we mnie… promienny.
„Jestem z Tobą, Najmilsza Moja!”
„Nie jestem Ciebie godna…” – szepnęłam z wyrzutem do siebie. Ukochany uśmiechnął się do mnie pobłażliwie, jak do małego dziecka.
„Sama z siebie nie jestes. Ja Ciebie oczyszczam i czynię godną.”
„I nadal mnie… pragniesz?” – spytalam patrzac w Niego badawczo. Umiłowany roześmiał się serdecznie, perliscie.
„Bardzo, bardzo, bardzo!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z zawstydzeniem…
„Przepra…” – Umiłowany zamknął mi usta pocałunkiem.
„Za co? Już zapomniałem!” Całował jak Oblubieniec całuje oblubienice. A w moje serce wlewal pokój, radość i szczęście!!!
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Umiłowany promienial cały.
„Zawsze jesteś Moją Perłą! Zawsze! Choć się pobrudzisz pozostajesz Perla! Przychodz wtedy do Mnie, Ja Cię oczyszcze​, obmyje…. I znów błyszczysz piękna w Mojej koronie!”
„Dzięku…”
Umiłowany znowu pocałunkiem zamknął mi usta… Nakarmił mnie Swoim Ciałem.
Moje serce klęczy przed Ukochanym w zachwycie.

MOJE MYŚLI

Siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Umiłowany mój i ja. Było pięknie, świecilo jasne słońce, niebo było bezchmurne. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca Swojego. Pochylal się nade mną promienny cały. Ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Szczęśliwa bardzo!
„Kocham Cię, mój Królu!” – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego.
„Kocham Cię Moja Księżniczko!” – uśmiechnął się do mnie Ukochany.
Zeskoczylam z Jego kolan. Ukleklam przed Nim i zaczęłam całować JEGO stopy. Całowalam z uwielbieniem i zachwytem. Umiłowany mój po chwili wstał, podniósł mnie i wziął na ręce i przytulił do Siebie. Potem podniósł mnie do góry, wysoko, wysoko! Zawirowal wokoło, radośnie wołając:
„To nie uchodzi, żeby Księżniczka całowala stopy Króla!”
„Jeśli Go kocha, całuje! Uchodzi! Jak najbardziej!!! Uchodzi”- również zawołałam radośnie.
„Nie uchodzi!!” – Umiłowany śmiał się perliscie wciąż wirując.
„Uchodzi, uchodzi!!!” – śmiałam się. I tak droczylismy się ze sobą, śmiejąc się i wirujac radośnie. W końcu Ukochany postawil mnie na trawniku. Staliśmy naprzeciw siebie, szczesliwi ogromnie! Umiłowany mój jasnial niezwykłą światłościa. Patrzył we mnie z wielką Miłością. Ukląkł przede mną i zaczął całować moje stopy… Ukleklam od razu przed Umiłowanym, ujęłam w obie dłonie JEGO twarz i wyszeptalam:
„To nie uchodzi, żeby Król całowal stopy Swojej… księżniczki…”
„Jeśli Ją kocha, całuje! Uchodzi, jak najbardziej, uchodzi!” – szepnal Ukochany uśmiechając się do mnie cudnie. Patrzyłam w Niego uśmiechnięta cała. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko. I nagle znalazłam się w pustym, ciemnym kościele. Na ołtarzu stała piękna złota monstrancja, a w niej jasniala bielutka Hostia. Kleczalam przed Nim z uwielbieniem. Nagle Hostia wyszła z monstrancji, a ja usłyszałam głos:
„Bardziej niż złoto droższe i milsze jest Mi Twe serce, Perełko Moja!”
Umiłowany patrzył mi w oczy z zachwytem. I ja patrzyłam w Niego. Nagle ogarnęło mnie wielkie zmęczenie. Oparłam się o ramię Ukochanego. Od razu wziął mnie na ręce, przytulił do SERCA i zaniósł do altanki. Polożył mnie na kwiatowej kanapie. Był przy mnie… Wziął moją rękę w Swoją dłoń, przytulił do policzka i ucałował. Ja Jego dłoń ucałowałam.
„Mój Królu….” – szepnęłam wpatrując się w Niego.
„Moja Księżniczko” – uśmiechnął sie do mnie z czułością.

MOJE MYŚLI

Wczoraj w życiu moim i mojej rodziny pojawilo się zawirowanie. Ostry życiowy zakręt. I choć później wszystko wrócilo do normy, wyprostowalo się, to jak w każdej trudnej sytuacji, pojawily/ objawily się różne reakcje ludzkie. M. in. pytanie dlaczego nas to spotkało?
Pytanie do mnie:
– Znasz odpowiedź „dlaczego?”?
Ja:
-Nie wiem dlaczego.
-A nie możesz Go spytać?
-Nie będę pytać.
-Dlaczego? Przecież to nic złego. Pytać można o wszystko.
-Oczywiscie. Ale ja pytać nie będę.

Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca bardzo. Ukochany był ze mną, nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylał się nade mną z czułością i Miłością ogromną. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„Dlaczego nie będziesz Mnie pytać, Najmilsza Moja?” – spytal.
Patrzyłam w Umiłowanego, prosto w oczy głęboko, przenikliwie.
„A Ty pytałeś Swego Ojca dlaczego musisz iść na Krzyż, dlaczego musisz cierpieć i umrzec na nim? Nie. Nie pytałeś. Poszedłes na Krzyż i umarłes za mnie. Nie pytałeś dlaczego. I ja też chcę jak Ty. Nie pytać. Ale przyjmować wszystko to co dla mnie przygotowales. I przechodzic to z Tobą, iść za Tobą Umiłowany.”
Umiłowany patrzył mi w oczy. Jego Spojrzenie było pełne ognia.
” Jakaś Ty podobna do Mnie, Perełko! Jakaś Ty podobna!”
” Pragnę…” – wyszeptalam tańcząca.
” Jesteś!”- powiedział Umiłowany z ogniem w głosie. Pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Położył głowę na moim sercu. Tańczylismy. Wciąż tańczymy,

MOJE MYŚLI

Siedzieliśmy na trawniku przed altanka. To znaczy Umiłowany siedział na trawniku a ja leżałam na trawie a głowę położyłam na Jego kolanach. Pochylal się nade mną z tkliwoscia… Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Życie jest piękne! Dzięki Tobie!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego
Uśmiechal się do mnie cudnie. A ja szeptałam dalej:
„Wiesz… wiele osób mnie podziwia, mówi że pięknie żyję. A to Ciebie trzeba podziwiać, bo to tylko dzięki Tobie! Dzięki Tobie!!”
Patrzył we mnie z zachwytem.
„Jakaś Ty piękna, Perełko Moja!!”
Zaśmiałam się cicho.
„TY też…!”
Usiadłam obok Ukochanego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Objął mnie ramieniem. Patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Po chwili wstał i wyciągnal do mnie rękę. Podałam Mu swoją. Pomógł mi wstać. Stałam naprzeciw Umiłowanego mojego. Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany patrzył we mnie przenikliwym spojrzeniem.
„Wiem że Cię bardzo boli, Perełko Moja. Wiem, choć Mi o tym nie mówisz.”
„Boli… bardzo, Umiłowany.”
Umiłowany wciąż patrzył we mnie czule i z wielką Miłością.
„Wiem bo swym tańcem otulasz Mój Tron Miłością swoją otulasz!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z radością…
„Pragnę Cię otulac, Umiłowany…”
„Otulasz Perełko!”
Uklęknal przede mną. I… zaczął całować tam gdzie bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal… Ukleklam przed Nim. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko..
„Pragnę Cię otulac Umiłowany…!” – wyszeptalam.
„Otulasz Perlo Moja Umiłowana. Otulasz!”
Patrzył we mnie, mój Ukochany. Promienial cały uśmiechem. Położył głowę na moim sercu. A ja gładzilam JEGO włosy…

Następną notke napiszę kiedy ON pozwoli.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania słowami… Promienial cały uśmiechem. I ja promienialam. Uśmiechem i radością.
„Ale mi sprawiłes niespodziankę! Dziękuję Ci bardzo Umiłowany! Ogromną niespodzianke!”
„Dla Ciebie wszystko, Perełko Moja!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Właśnie widzę że wszystko… Dziękuję!”
Ukochany pochylil się i mnie pocałowal słodko. Uśmiechałam się do Niego bardzo.
Wczoraj zjedliśmy obiad, z rodzicami. Siedzieliśmy w kuchni i rozmawialismy. Nagle usłyszałam szczekanie Figi. Po chwili do domu weszła drobna kobieta. Kiedy tylko na nią spojrzalam, serce zaczęło mi mocniej bić, od razu wiedzialam że przyszła do mnie i że ja gdzieś kiedyś widziałam. Patrzyłam na nią, a ona na mnie. Widziałam radość w jej oczach. Przedstawiła się. Od razu wszystko stało się jasne. Zalała mnie wielka radość. W sercu zrobiło mi się… miękko. Patrzyłam na nią uśmiechnieta od ucha do ucha. Szczerze mówiąc nie bardzo wiem co mówila. Cieszyłam się bardzo że mnie odwiedzila. Widziałam że ona też się bardzo cieszy że mnie widzi. Spytała czy może przyprowadzic swoje dzieci, żeby zobaczyly moje obrazy. Powiedziałam że oczywiście. Przyprowadzila czwórkę maluchów, przyszedł i mąż. Oglądali moje obrazy. Ja ciągle nie mogłam się nacieszyć, że ja widzę. Wzruszona byłam… Ona też. Spytała czy może mnie przytulić. Chciałam bardzo…. Przytuliłysmy się do siebie wzruszone … Wspominalyśmy…
„Co za spotkanie!!! – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego – lubisz sprawiać niespodzianki, prawda?!”
„Uwielbiam, Perełko Moja! I uwielbiam Twój uśmiech!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Uwielbiam CIEBIE, Sprawiaczu niespodzianek!”
Umiłowany roześmiał się perliscie. Patrzył we mnie promienie bardzo!

MOJE MYŚLI

Leżałam w naszej altance, na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie z zachwytem. Ja rozpromieniona cała, patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem, radością, zachwytem i podziwem.
„To niesamowite jak to się wszystko zgadza! Ze wszystko tak się ułożyło! Ty ulozyles Ty Ukochany mój!!! I to wszystko w Ewangelii jest napisane, że  trzeba prostowac drogi dla Ciebie i wyrównać pagórki i góry! Niesamowity jesteś, Umiłowany mój! Niesamowity jesteś!!!”
Umiłowany pochylal się nade mną z uśmiechem. Rozpromieniony niezwykle. Patrzył mi w oczy ogniem. I zachwycal się… moim zachwytem. Pocałowal mnie jak Oblubieniec oblubienice Swoją. Potem wyszeptal z czułością:
” Odpocznij teraz Perełko Moja Umiłowana. Wiem że tańczysz bardzo. Odpocznij!”
„Dobrze – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – ale przy SERCU Twoim!”
„Kochana Moja…”- Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie. Wstał z kanapy, wziął mnie na ręce i ucalowal mnie. Usiadł na kanapie i tulił mnie do SERCA Swego. Mocno tulil, z Miłością ogromną! Tulil…
„Jak mi dobrze przy Tobie, przy SERCU!”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko i zachwycal się moim zachwytem…. Niesamowity!!!

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie promienie. Ja patrzyłam w Niego z zachwytem.
„Pozwól mi się przekonać, proszę Ukochany!”
„Przekonaj się Perełko Moja. Teraz już możesz.”
Pochylił się nade mną jeszcze bardziej i patrzył mi w oczy głęboko. I ja w Jego oczy patrzyłam. Znalazłam się znów przed ścianą skalna, wielkiej góry,, o której wczoraj pisałam. Baranka nie było, zniknął gdzieś. Ja jednak wiedziałam co mam zrobić. Podeszłam do góry i popukalam w skalę. Usłyszałam dziwny trzask i odbiegłam od góry. Trzask był coraz głośniejszy. Góra zaczęła się obniżać… Obniżala się szybko! Stalam i patrzyłam w osłupieniu… Góra wciąż się obniżala, malala… Wkrótce zamieniła się w równinę, tylko tam gdzie był jej szczyt z wystawalo parę kamieni. Tworzyły one koło. Weszłam w nie. „Jestem na szczycie góry – zaśmiałam się – można powiedzieć że zdobyłam szczyt!” Nagle otoczyly mnie tęcze! Wiele kolorowych tęcz! Większych i mniejszych! Cudnych! Na bezchmurnym pojawila się jedna nieduża chmurka. Zniżyla się do mnie… Na niej stał Baranek! Zeskoczyl wesoło na trawę i podbiegl do mnie. Patrzyłam na To wszystko zachwycona niezmiernie!!! Na mojej twarzy malowal się uśmiech a w sercu szczęście wielkie!!! Wzięłam Baranka na ręce i przytuliłam do serca! On polizal mnie po twarzy!
„Perlo Moja Umiłowana, zdobyłas szczyt!”
Roześmiałam się serdecznie. A ON Zeskoczyl z moich ramion i bawił się skacząc przez tęcze! Skakalam razem z Nim! Radośnie i beztrosko, w śmiechu! Potem lezelismy na trawie. Baranek leżał przy mnie. Głaskałam Go, a On patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
Znów byłam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam, a Umiłowany pochylal się nade mną i patrzył mi w oczy głęboko. Uśmiechał się do mnie cudnie.
„Dobrze… – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – ale co to wszystko znaczy?”
„Byłaś wczoraj u spowiedzi, prawda?” – spytal uśmiechając się promiennie Ukochany.
„Tak!”- patrzyłam w Niego pytająco. Nie bardzo rozumialam.
„A co ksiądz robi po skończeniu spowiedzi, Perełko?”
„No… stuka w…”
Ukochany promienial cały. A ja zaniemowilam. W jednej chwili wszystko stało się jasne. Tylko…
„A dlaczego jak Ty postukales w skałę, ona nie wyrównała się, tylko ja miałam…?”
„Ja Ci pierwszy wybaczylem. Ale, żeby gora mogła się wyrównać, Ty, Perełko musiałas sobie wybaczyć!”
„Wybaczylam wczoraj…”
Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego i On Uśmiechał się do mnie promiennie bardzo. Trwamy w tym uśmiechu. W szczęściu trwamy!!!

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym moim. Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie i tulił mnie do SERCA Swego. Uśmiechał się do mnie cudnie i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Ukochany… Chciałabym. Pragnę!”
„I Ja pragnę, Perełko. Chodzmy!”
„Tak!”
Umiłowany wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. I w jednej chwili już tańczyliśmy w wodospadzie Miłości. Woda spływala na nas z pluskiem. Umiłowany mój objął mnie i przytulił do Siebie. Mocno tulil mnie mocno. Ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Cała swoją istotą. Wtulona w Umiłowanego tańczyłam bardzo. Cała JEGO, a On cały dla mnie… Długo tak tańczyliśmy we wzajemnym oddaniu. W końcu Ukochany mój wziął mnie na ręce, podniósł do góry i zawirowal wokół wesoło! Potem znów postawil w wodospadzie. Patrzył we mnie promienie bardzo. Ukleklam przed Nim, a On uklęknal przede mną. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. Patrzyłam w JEGO oczy patrzyłam i… znow znalazłam się na wielkiej łące. Wielkiej i rozległej. Od horyzontu po horyzont. Łąka była pełna polnych kwiatów, kolorowych, barwnych. Zaczęłam tańczyć. Ukochanego nie było. Nie widzialam Go przynajmniej. Słońce świecilo jasno, wiał delikatny wiaterek. A ja tańczyłam wśród kwiatów. Nagle w kwiatach zobaczyłam leżącego baranka. Malutkiego, bielutkiego. Patrzył na mnie.
Uśmiechnęłam się do niego. Kucnelam i zawołałam go. Przybiegl do mnie od razu. I od razu… polizal mnie po twarzy. Roześmiałam się radośnie. Zaczęłam głaskać. Baranek nie uciekal. Przeciwnie. Zachowywal się tak jakby mnie od dawna znał. Spojrzałam mu w oczy i… znałam te oczy to Spojrzenie. Spojrzałam jeszcze raz i już wiedziałam!
„Ukochany!”
Baranek patrzył we mnie. Nagle zakręcil się w kółko z radością i zaczął biec. Uciekać mi zaczął wśród kwiatów! Pobiegłam za Nim. Baranek biegł i co jakiś czas przystawal, odwracal główkę, patrzył czy biegnę za Nim. I dalej biegł. Coraz szybciej. I ja za Nim bieglam. Byłam pewna że dokądś mnie prowadzi. Biegłam szybko, aż się zdyszalam, zmęczylam. Baranek był daleko ode mnie. Widziałam w oddalił Jego białe futerko. Ale juz nie biegł. Stał i czekał na mnie. Biegłam szybko i po jakimś czasie dobiegłam do Niego. Stanęłam, spojrzałam na Baranka, a potem przed siebie. I to co zobaczyłam zaparlo mi dech w piersiach… Stałam na końcu łąki. Urywala się nagle. Przepaść. Staliśmy nad przepaścią. W dole rozposcierala się równina porośnięta trawą. A w oddalił była wielka, skalista góra. Potężna. Jej szczyt ginal w chmurach. Kiedy tylko zobaczyłam te górę, wiedziałem że muszę ją zdobyć. Góra przyciągala mnie i pociągala. Musiałam. Ale jak sie tam dostać? Popatrzyłam na Baranka. I usłyszałam w sercu:
„Skacz, Perełko! Przecież umiesz latac!”
Niewiele myśląc, skoczyłam w przepaść! Najpierw zaczęłam spadac, ale zaraz chwyciłam „wiatr w zagle” i leciałam. Leciałam i lecialam ponad zieloną równiną… Aż w końcu wylądowałam u podnóża wielkiej góry. Baranek od razu znalazł sie obok mnie. Przede mną była sciana skalna, a jej szczyt niknął w chmurach. Na dole leżało kilka mniejszych skał. Stałam i zastanawiałam się co dalej. Przecież nie wejde na tę górę. Nie ma takiej opcji nawet… Jednak wiedziałam, że muszę ją zdobyć! Ciągnęło mnie… I kiedy tak stałam bezradna, Baranek nagle wskoczył na jedną z mniejszych skał i zastukał w nią kopytkiem. Przykucnęłam, a On przybiegł do mnie. Spojrzałam Mu w oczy i znów byłam w wodospadzie. Klęczałam przed Umiłowanym a On trzymał moją twarz w obu dloniach i usmiechał sie do mnie promiennie.
„Nie zdobędę tej gory… nie wejdę na nią”- szepnełam.
„Zdobędziesz. Kto powiedział, że zeby ją zdobyć, trzeba na nią wejsc?”
„To znaczy…? jak..? – otworzylam szeroko oczy ze zdziwienia.
„Pokazałem Ci, Perło – Ukochany usmiechał sie – Tymczasem Malenka chodz odpocznij, bo zmęczona jesteś!”
„Gonieniem za Tobą!”- roześmialiśmy sie oboje.
Ukochany zaniósł mnie do altanki i polozył na kwiatowej kanapie. Odpoczywałam. On lezał na sercu moim. Uśmiechal się do mnie cudownie.
Rozmyślałam…
„Baranek zastukał kopytkiem w skalę… Co to znaczy….? Zaraz, zaraz… Ukochany jak kiedyś, pierwszy raz zszedł na Dno mego serca to stał przed zamkniętymi drzwiami i… Nie!!! Czyżby…? Czyzby to było az tak proste??! Tak dziecinnie proste?!”
Spojrzałam w Ukochanego pytająco.
„Przekonasz się niedługo, Moja Perło’ – powiedzial z rozbrajającym uśmiechem.
Odpoczywałam…

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie cierpiąca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Tkliwosc i czułość, Miłość i pochylenie…. Umiłowany mój pochylal się nade mną. I cierpiał ze mną. Pochylony, pochylal się bardziej i bardziej… Był taki mi bliski. Uśmiechał się do mnie promiennie, choć widziałam że cierpi. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie, choć widział, że cierpię. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej pochylal się nade mną. Jego twarz była tuż przed moją twarzą… Był bardzo bliski.
„Pozwól Mi, Perełko Moja. Pozwól Mi proszę…”
„Dobrze, Ukochany. Jeśli chcesz!”
„Pragnę!” – wyszeptal z ogniem w głosie i żarem w oczach.
„Jeśli TY pragniesz, ja też!”
Nie wiedziałam o co prosi i czego pragnie. Ale prosil i pragnąl. To mi wystarczylo. Jego pragnienie było moim pragnieniem. Leżałam więc cierpiąca a Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy bardziej i bardziej. I pocałował mnie. Potem spojrzał we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Patrzył mi w oczy głęboko. Zapatrzylam się…
Lezalam, wisząc na Krzyżu. Umiłowany cierpiący cały, w koronie cierniowej na głowie, kleczal przede mną. Mój Najdroższy pochylił się i szepnął mi do ucha:
„Maleńka Moja, pozwól Mi proszę.”
„Pragnę!” – zabiło moje serce. Umiłowany mój zdjął koronę cierniowa z głowy. Pochylil się i zaczął całować… Leżałam, wisząc na Krzyżu. Naga. I nie mam tu na myśli nagości ciała. Leżała przed Umiłowanym naga dusza. Nędzna, grzeszna, słaba i cierpiąca. A ON widzial te całą moją nędzę, biedę i Cierpienie. I całowal. Całowal z czułością wielką… Pocałunek przy pocałunku. Całowal. A wraz z pocałunkami spływal na mnie Zdrój Miłości. Ożywial On moją duszę, nawadnial, użyznial. Oddawalam Umiłowanemu moją nędzę i Cierpienie. A ON to przyjmował i w taniec zamieniał. Całowal i całowal. Cierpiący Oblubieniec całowal Swą cierpiąca oblubienice. Całowal…
W końcu Ukochany objął mnie i przytulił do SERCA Swego. I tak Tańczylismy w Miłości.
Lezalam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Promienial cały.
„Dziękuję, że Mi pozwolilas, Najmilsza Moja.”
„To ja Ci dziękuję, mój Maleńki!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie i On uśmiechał się do mnie cudnie. Przytulił Swoj policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo. W szczęściu niewymownym.

MOJE MYŚLI

Staliśmy przy studni. Umiłowany mój i ja. Ukochany stał naprzeciw mnie i mnie obejmował. Promienny i świetlisty bardzo. Patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem… Jego oczy błyszczaly Miłością. Patrzył we mnie jakbym była dla Niego najpiękniejsza i jedyna na świecie. Jak w obrazek we mnie patrzył. Aż mi głupio było. Chciałam spuścic głowę, ale ujął ją w Swe dłonie. I patrzył.
„Podziwiam Swoje Dzieło, Perełko!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Podziwiaj, Umiłowany. Wszystko, co dobre we mnie jest Twoim Dziełem!”
Ukochany patrzył we mnie i patrzył…
„A gdybym Ci, Perlo powiedział, że to (tu wskazał na Ogród Sercowy), że to wszystko kłamstwo?”
Zaśmiałam się swobodnie. Czułam się bardzo swobodnie przy Ukochanym. Byłam po prostu sobą.
„Nie uwierzyłabym Ci!” – powiedziałam głośno, patrząc Umiłowanemu mojemu prosto w oczy.
„Nie? A dlaczego?” – spytal, ale nie wyglądal na zdziwionego. Na zakochanego i uradowanego raczej.
„Za bardzo mnie zmieniłeś, za wiele uczyniles we mnie dobra, żeby mogło to być kłamstwem. Poza tym jeśli to wszystko jest kłamstwem, to i Ty też jesteś kłamstwem. A to przecież nieprawda.”
„Więc ufasz…” – Umiłowany nie dokończyl. Zamknęłam Mu usta pocałunkiem. Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
„Ufam, że mnie nie oklamiesz. Bo jestes Prawdą, a nie kłamstwem. A jeśli nawet mnie okłamujesz to i tak Cię kocham!”
Ukochany zaśmiał się perliscie.
„Poddaję się Najmilsza Moja!”
„I bardzo dobrze!”
Po chwili dodałam:
„Mam do Ciebie, Umiłowany, prośbę!”
Umiłowany pochylil się w zasluchaniu.
„Jaka, Perełko?”
„Żebyś mnie więcej nie sprawdzał. Bo mam wrażenie że ostatnio jakoś mnie sprawdzasz. Nie sprawdzaj mnie, proszę, bo… bo znów się będziesz musiał poddać!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. On patrzył we mnie słodko…
„Takas pewna siebie?” – spytal przekornie.
„Siebie? Nie. Nie siebie. Ciebie! Ciebie jestem pewna.”
„Poddaję się znowu, Perełko!”
Patrzył we mnie z zachwytem ogromnym. Jasność i piękno niezwykle biły od NIEGO. Cudnosc tak wielka, że słow brakuje… Patrzyłam w zachwyceniu, uniesieniu, uwielbieniu…
„Mój Piękny! Mój Przecudny…. Mogę patrzeć w Ciebie i patrzeć…” – wyszeptalam w głębi serca mojego. Ukleklam przed Nim i ucalowalam SERCE Jego. Umiłowany mój podniósł mnie i przytulił do Siebie mocno… Mocno…
„Znów się poddaje, Perełko Moja!”
„No cóż… skoro lubisz…”
„Poddawać się Tobie Perlo?? Uwielbiam!!!”
Wziął mnie na ręce i zawirowal wokoło z wielką radością. Zaniosl mnie do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Leżałam tańcząca. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną… Cały był dla mnie, a ja cała Jego byłam. Pochylał się bardziej i bardziej… Okrywał mnie Sobą, otulał. Zatapiał, zamykal w Sobie. Przenikał… Jednoczył w Komunii SERCA, duszy i ducha.  W Komunii miłości i cierpienia. W Komunii tańca. Brakuje mi słów… Napiszę więc tylko, że Umiłowany poddał mi się raz jeszcze. Mój Maleńki, Najdroższy…

MOJE MYŚLI

Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie w naszej altance. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i spytał:
„Co dzisiaj robimy, Perełko?”
Uśmiechnęłam się do Niego tańcząca.
„Szczerze? Najlepiej mi jest przy Tobie na Krzyżu. Tam jesteś najbliższy…”
Umiłowany wstal z kanapy i z wielkim namaszczeniem i czułością położył mnie na niej. Na kwiatowej kanapie mnie położył, poprawił mi poduszki pod głową, odgarnął mi włosy z czoła… Pochylal się nade i patrzył mi w oczy głęboko i tkliwie. Miłość sama… Patrzyłam w JEGO oczy. Zapatrzylam się…
Lezal przede mną na Krzyżu. Cierpiący, umeczony… Kleczalam przed Nim. Moje serce przed Umiłowanym moim kleczalo. Patrzyłam w Niego ze wzruszeniem. Cały był Oddaniem. Cały dla mnie. Leżał i patrzył we mnie łagodnie. Pochyliłam się i całowałam JEGO Rany. Całowalam, całowalam… Pocałunek przy pocałunku. Objęłam Jego i wtulona w Umiłowanego trwałam przy Nim. Przy moim Skarbie. Przy Maleńkim moim.
Lezalam tańcząca na kwiatowej kanapie. Umiłowany otulal mnie Sobą.
„A kochasz Ty Mnie, Perełko?””-spytal uśmiechając cudnie.
„Ty wiesz, Ukochany!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Wiem. Widzę jak bardzo.”
Patrzyłam w JEGO oczy, a On patrzył w moje.
„A kochasz Ty mnie?”
„Perlo Moja, Ty wiesz!”
„Wiem. Widziałam jak bardzo!”
Pochylal się nade mną bardziej i bardziej i bardziej.
„Za Twa miłość, Perełko, czeka Cię nagroda!” – Jego twarz była tuż przy mojej twarzy… Już otwieralam usta żeby coś powiedzieć, ale zamknął mi je pocałunkiem. A Jego SERCE szepnęło:
„Wiem, wiem. Ty nie dla nagrody. Ale ona czeka na Ciebie.”
„TY jesteś moją NAGRODĄ!”
Ukochany rozpromienil się bardzo nade mną.
„Tak. I czekam na Ciebie!” – szepnął Umiłowany. I pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Piękne, czysto i słodko. Całowal… A ja znalazłam się na wielkiej łące. Byłam już kiedyś na niej. Łąka była rozległa bardzo. Sięgała po horyzont. Od horyzontu po horyzont. Była pełna pięknych, polnych barwnych kwiatów. Cudnych! Kolorowych kwiatów. Jak kiedyś pisalam, byłam pewna że Łąka ta jest spełnieniem wszystkich moich pragnień. Tak przynajmniej mi się wydawało. Lecz teraz Łąkę zasnuwala mgła. Tajemnicza mgła. Wyłonił się z niej Umiłowany. Piękny, jasny i świetlisty niezwykle… Zbliżył się do mnie, objął mnie i wziął w ramiona. Ucałował mnie w czoło. Tańczylismy. Tańczylismy po wielkiej kolorowej Łące, pływalismy w kwiatach. Brodzilismy… Umiłowany mój uśmiechał się do mnie promiennie, czysto, pięknie, słodko… jak Jego pocałunek..  I tajemniczo…

MOJE MYŚLI

Siedzieliśmy z Umiłowanym na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w Swoich objęciach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z ogromną Miłością
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem i zachwytem.
„Tak mi dobrze przy Tobie, Umiłowany.Tak dobrze!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Dobrze? Cierpisz bardzo, Perełko.”
Uśmiechnęłam się. Pomyślałam, że mnie sprawdza. „A może raczej chce, żebym sama siebie sprawdzila”.
Spojrzałam Ukochanemu w oczy głęboko i szeptałam ni to do siebie ni do Niego:
„Jakże może mi być źle? Jesteś przy mnie, tulisz do SERCA. Patrzysz we mnie tak pięknie, tak cudownie! Nosisz mnie na rękach. Uszczęśliwiasz na każdym kroku! Kochasz mnie! Pragniesz! Jesteś moim Szczęściem, moim Życiem! Jakże może mi być źle?!”- zaśmiałam się wesoło.
Patrzył we mnie z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
” Cierpisz bardzo „-szepnal.
” To prawda, cierpię. Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że jest mi dobrze, albo źle. Ty cierpiałeś za mnie to dlaczego ja nie miałabym nie cierpieć dla Ciebie? Każdy cierpi. Jeden mniej, inny bardziej. Ale każdy. Ty dajesz każdemu krzyż. Każdemu na miarę, dopasowany do każdego. I mi też dałeś. Nie za lekki i nie za ciężki. Na miarę. I staram się go dzwigać i iść za Tobą. A kiedy wydaje mi się za ciężki, Ty pomagasz mi go dzwigać, Umiłowany! ”
Ukochany pochylal się nade mną w milczeniu. Tulił do SERCA. Patrzyłam na drzewo Krzyża… Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
” Zresztą ja nie mam już Krzyża. Wisze na Twoim! ”
Umiłowany rozpromienil się bardzo. Trwalismy w uśmiechu.
Potem Umiłowany zaniósł mnie do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Leżałam tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną. Patrzył Spojrzeniem z Krzyża.
” ‚Szczęście nie zależy od tego co na zewnątrz. Szczęście zależy od tego co wewnątrz’ – to Twoje słowa, Perełko. Spodobały Mi się!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„To TY sprawiłes, że mogłam je wypowiedziec, Umiłowany!”
Po chwili szepnęłam jeszcze:
„Jeśli wewnątrz Miłość, Pokoj i Szczęście królują, nie przeszkodzi im żadna burza na zewnątrz, żaden huragan ani potop!”
Umiłowany pochylal się nade mną bardziej i bardziej i bardziej… Otulal mnie Sobą, zamykal w Sobie. I uszczęśliwial mnie…

MOJE MYŚLI

Nie wiem czy byłam w Ogrodzie mojego serca, czy leżałam w łóżku. Nieważne. Byłam w Ramionach Umiłowanego mojego. Tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z niezwykłą Miłością i czułością. Rozmawialiśmy długo. Na koniec Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie musisz dzisiaj opisywać naszej dzisiejszej rozmowy. Odpocznij, Perełko Moja najdroższa. Przy SERCU odpocznij” – wyszeptal z czułością.
„Dobrze, Ukochany. Dziękuję!”
Przytulił mnie jeszcze bardziej do SERCA. Odpoczywam….
Ostatnio wciąż zmeczona jestem. Bardziej i bardziej. Coraz bardziej cierpię. A jak boli bardzo i zmęczenie to i różne pokusy mnie atakują. Jednak Umiłowany mój bardzo mi pomaga. Jest moją Opoka i Skalą. W NIM zapuściłam
korzenie i nic mnie z Niego nie wyrwie. Umiłowany trzyma mnie w Swoich dłoniach i nie wypuści mnie z nich! Wiem to. Nic mnie nie odłączy od Ukochanego. Podtrzymuje mnie, na rękach mnie nosi… Maleńki mój. Aż Tak bardzo mnie kocha!!! Tak bardzo! Że zechciał użyczyć mi miejsca na Swoim Krzyżu. A wczoraj wsparł mnie bardzo poprzez mego Duchowego Syna, przez Jego słowa.
Kocha mnie!!! A Jemu ufam. Tylko JEMU, UMIŁOWANEMU mojemu. Oddałam Mu swoje serce. Bije dla NIEGO.
Odpoczywam w Umiłowanym.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. W naszej altance. Obolała, słaba i zmęczona leżałam. Najdroższy, Umiłowany mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia, którą trudno opisać. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie…
Patrzyłam w Umiłowanego patrzyłam i rozmyślalam… O czym? O tym co jeszcze muszę jeszcze, ile chciałabym zrobić, a chyba nie dam rady bo brakuje mi sił. On wiedział. Wcześniej Mu się zwierzyłam. A teraz Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko… Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego.
Lezal przede mną Ukrzyżowany. Kleczalam przy Nim pochylona. Wzruszona. Patrzył we mnie bezsilny, obolały i zmęczony… Pochyliłam się jeszcze bardziej i całowalam JEGO Rany. Potem przytuliłam się do Umiłowanego i objęłam Jego Krzyż. Trwałam w przytuleniu. Umiłowany szeptal do mego serca:
„Maleńka… Jesteś obolała, zmęczona i słaba, bo wisisz ze Mną na Krzyżu.”
„Tak, Najdroższy mój.”
Patrzył we mnie z Miłością bez granic.
„Bardzo Cię boli, prawda?” – spytal Umiłowany.
Patrzyłam w Umiłowanego, cierpiącego niezmiernie.
„Bardzo, Umiłowany”- wyszeptalam.
„Prawdę powiedziałaś, Perełko Moja.”
Znów leżałam na kwiatowej kanapie, a Umiłowany mój pochylal się nade mną. Patrzył promienny i jasny.
„Żyj w poczuciu, że już nic nie musisz. Jesteś Moją Miłością i Radością. A Ja jestem Twoją. Ciesz się Miłością i Żyj w Radości. A Ja dam Ci siłę, kiedy będziesz jej potrzebować.”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie.
„Dobrze, Umiłowany! Dziękuję Ci!!!”
Obsypywal mnie pocałunkami…

MOJE MYŚLI

Nakarmil mnie Swoim Ciałem
Moje serce uklęklo przed NIM w uwielbieniu. Podniósł je natychmiast i przytulił do Swego SERCA. Pochylal się nade mną z tkliwoscia niesamowitą. I patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża. Ja uśmiechałam się do Niego tańcząca.
„Idziemy, Perełko?” – spytal uśmiechając się promiennie.
„Tak!!!” – szepnęłam radosna.
Umiłowany trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wniósł mnie do wodospadu Miłości i delikatnie postawił. Woda spływala z góry z pluskiem na nas. Umiłowany objął mnie i mocno przytulił do Siebie. Patrzył we mnie z TAK wielką czułością, że nie potrafię opisać…
„Tak mi dobrze z Tobą, Umiłowany!!! Tak dobrze!!! I wiem że zawsze jesteś ze mną. Z Tobą mogę góry przenosić!” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Ujął w obie dłonie moją twarz. Uśmiechałam się do Niego.
„Piękności Moja Umiłowana! Maleńka Moja! Najmilsza Moja! Moja Piękności… Moja Maleńka!” – gładził moją twarz i patrzył jasny i świetlisty we mnie.
„Nikt tak we mnie nie patrzy jak Ty! Nikt tak do mnie nie mówi jak Ty! Nikt tak mnie nie kocha jak Ty!” – szepneło moje serce. Umiłowany mój wciąż szeptal:
„Maleńka Moja… Piękności Moja!”
Uklęknął przede mną i ja ukleklam przed Nim. Ujęłam twarz Umiłowanego w swoje ręce. Głaskalam…
„Powiedziałeś że się będę Tobą cieszyć. Bardzo się Tobą cieszę!!! Bardzo!!!”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko i promiennie bardzo… I pocałował mnie… Pięknie, czysto i słodko. Trwalismy w tym pocałunku. I tańczyliśmy. Długo.
Potem zaniósł mnie do altanki i położył na kwiatowej kanapie. Nagle zrobilo mi się zimno.
Umiłowany pochylal się nade mną…
„Chodz do Mnie, Maleńka. Ogrzeje Cię!”
Przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Otulal mnie Sobą i zamykał w Sobie…
„Cieszę się Tobą, Perełko Moja! Bardzo się cieszę Tobą!”
Patrzył we mnie promienny. Byłam w JEGO świetle.

MOJE MYŚLI

Pędził, gnal, spieszyl się. Umiłowany mój. Siedział w jakimś zaprzęgu czy rydwanie. Nie wiem dokładnie, nie widziałam. Wtulona w Niego byłam całkowicie! W oczy wiał przeciwny wiatr. Umiłowany otulal mnie Sobą. I gnał prosto przed Siebie! Jednocześnie patrzył we mnie zachwytem i promiennie bardzo. I ja w Niego patrzyłam, promienna i zachwycona! Pędziliśmy, minęliśmy. A ja czułam się jak Oleńka w ramionach Kmicica 🙂 Może to porównanie nieadekwatne do sytuacji, infantylne, ludzkimi słowami napisane. Ale tak się czułam. Ukochana, zakochana, uszczęśliwiona, w ramionach Umiłowanego. A ON gnał, pędził, mknął.
Otworzyłam oczy. Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój był ze mną. Pochylony nade mną z zachwytem.
Uśmiechnęłam się do Niego.
„To był sen?” – spytałam uśmiechając się do Umiłowanego mojego.
„Sen, nie sen, Perełko Moja” – uśmiechnął się tajemniczo.
„A dokąd tak pędziliśmy?” – dopytywalam.
„Tak mogliśmy pędzić tylko w jedno Miejsce. Do Domu!”
„O!!! Wspaniale!!! A długo jeszcze będziemy pędzić?”
Umiłowany nie odpowiedział, tylko uśmiechał się do mnie tajemniczo.
„Ile będzie trzeba!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Tak, Perełko. Ile będzie trzeba” – szepnal Ukochany patrząc mi głęboko w oczy. Nagle nasza altanka zaczęła… zmieniać kształt i formy. I po chwili znalazłam się w złotej, zlocistej komnacie… Wszędzie było złoto! Kapalo zlotem! Świecilo, błyszczało, lsnilo… Wszędzie stały bukiety stokrotek! Cudnie! Ja leżałam… na wielkim łożu z baldachimem… Na barwnych, mięciutkich poduszkach. Umiłowany pochylał się nade mną z zachwytem.
„Tym jest dla Mnie Twe serce, Perełko.”
Byłam zdumiona i zachwycona zarazem!
„To znaczy, że Ci dobrze w moim sercu, Ukochany! Że Ci się w nim podoba!”
„Bardzo, Perełko. Bardzo!”
Patrzyłam Mu w oczy szczęśliwa niezmiernie. A Umiłowany nachylił się i mnie pocałował. Znów byłam w naszej altance.
„Twoje serce, Najmilsza jest dla Mnie królewską komnatą”.
„Cieszę się, mój Umiłowany!!!”
Ukochany przytulił mnie do SERCA i nakarmił Swoim Ciałem. Patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem…
„Pędzimy!”- szepnęłam patrząc MU w oczy.
„Pędzimy, Perełko!”- Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała bardzo i zmęczona. Najdroższy mój, Umiłowany mój, Maleńki mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i Miłością nie do opisania słowami… Patrzyłam w JEGO oczy głęboko.
‚Zmeczona i boli bardzo… ”
Umiłowany ujął moją rękę w Swoje dłonie, przytulił do Swego policzka i ucalowal ją. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„JA JESTEM z Tobą Najmilsza Moja.”
„Taka jestem szczęśliwa! Taka szczęśliwa że ze mną jesteś, Ukochany mój! Bez Ciebie to nie miałoby sensu… Ty jesteś SENSEM.”
Patrzył mi w oczy głęboko. Zobaczylam Ukochanego wiszącego na Krzyżu. Cierpiącego.
„Bez Ciebie, Perełko Moja to nie miałoby sensu.”
„Mój Maleńki…!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy pocałowal mnie. Całowal mnie. Cierpiący Oblubieniec całował Swą cierpiąca oblubienice. Tańczylismy bardzo. Tańczymy.

MOJE MYŚLI

Umiłowany pochylal się nade mną. Leżałam na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca bardzo. Ukochany był przy mnie. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania słowami.
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego, a On się do mnie cudnie uśmiechał.
Dotknęłam swojej szyi. Perła była wisiała na niej. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Sprawdzam, upewniam się, że to wczoraj to nie był sen!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością…
„To nie sen, Perełko Moja.”
„Specjalnie wymyślasz różne preteksty, żeby mnie uszczęśliwiaić!”
„Chciałem pójść z Tobą na ryby” – szepnal Ukochany.
„A według mnie ryby były tylko pretekstem!”
„Skąd wiesz, Perełko?”
„A więc to prawda! – zaśmiałam się radośnie. Ukochany też się śmiał! Trwalismy w uśmiechu, zapatrzeni w siebie nawzajem.
” A skąd wiem? Wydaje mi się, że troszkę, nie dużo. Tak tyciu, tyciu, ale Cię znam.”
„Tyciu, tyciu?” – Umiłowany rozpromienil się bardzo!
„Tak! Tyciu, tyciu.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego, tańcząca. Czułam się jak małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Czuje się jakby poruszalo się we mgle. I nagle odkrywa, że Ta Mgła to jego ukochany Tato. I czuje się szczęśliwe i bardzo bezpieczne, bo wie, że Tato zawsze jest przy nim. Patrzyłam w JEGO oczy. Nagle zabolało mnie bardzo. Tak, że aż się skrzywilam z bólu. Ale zaraz się uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Bardzo Cię boli, Perełko?” – spytal, ale to pytanie było stwierdzeniem faktu.
„Boli… Tańczę dla Ciebie, mój Maleńki! Ale mój taniec to nic wobec Twojego Tańca!”
Patrzył we mnie. Swym cudnym Spojrzeniem patrzył. Spojrzeniem z Krzyża. Obejmował mnie, ogarniał, przytulal… Tańczylismy wisząc na jednym Krzyżu.
„Mam do Ciebie prośbę, Perełko Moja” – odezwał się Ukochany.
„Słucham? Jaką?”
„Nigdy nie umniejszaj swojego cierpienia. Jest ono cenne w Moich oczach. Twój taniec jest cenny i Twoja miłość jest cenna. Nie umniejszaj. Proszę.”
„Dobrze” – wyszeptalam prawie nuedoslyszalnym głosem. Po chwili dodałam:
„Bardzo mnie boli, Ukochany…”
„Wiem, Perełko. Wiem.”
Ucalowal mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.

MOJE MYŚLI

Leżałam w naszej altance, tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego, a On Uśmiechał się do mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko.
„Dziś zabieram Cię, Perełko na ryby, nad jezioro”.
Otworzyłam oczy ze zdumienia. I… po chwili już siedziałam na trawie, a przede mną rozciągalo się jezioro. Duże, po horyzont. Niebo było bezchmurne, słonko świeciło. Wiał lekki wietrzyk, tak że nie było gorąco. Cudnie śpiewaly ptaki. Ukochany nieopodal  przygotowywal wędki.
„Za Moich czasów to się ryby normalnie lowilo, w sieci. A nie na kije!” – zaśmiał się Umiłowany. Roześmiałam się wesolo. Ukochany właśnie trzymał w palcach robaczka, którego zaraz miał nabić na haczyk.
„Ladny nawet” – uśmiechnęłam się.
„Ty kiedyś prosiłaś, żebym Cię nazywal ‚Robaczkiem’ , pamiętasz?” – spytal Umiłowany patrząc na robaka.
„Pamiętam, ‚Mój Robaczku’!” – zaśmiałam się cicho.
Ukochany roześmiał się również.
„Tak! Tak Cię nazywalem, bo Mnie prosiłaś. Ale dla Mnie zawsze byłaś Perełka!”
Spojrzałem Umiłowanemu w oczy, On spojrzał w moje. Uśmiechalismy się do siebie nawzajem. Ukochany położył wędki i usiadł obok mnie na trawie, wciąż trzymając robaczka w palcach.
” Wiesz, Perełko? Jakoś odechciało mi się te ryby łowić.”
„Szczerze mówiąc ja też nie mam na to ochoty. Wypuścić go, proszę” – pokazałam na robaka. Ukochany położył go na trawie i robaczek popelzal zwiedzać świat.
„A na co masz ochotę, Perełko?” – spytal uśmiechając się do mnie.
„Chciałabym pospacerować, może potańczyć i chciałabym zobaczyć zachód słońca… Jeszcze nigdy nie widziałam.”
„Więc zobaczysz dzisiaj!” – Umiłowany spojrzal we mnie z czułością wielką. Za chwilę popatrzył na jezioro.
„Kto pierwszy przy tamtej małej rybce!!” – zaśmiał się perliscie.
„Której? Nie widać stąd!” – podchwycilamm wesoło. Ukochany pochylił się nade mną i pokazal palcem na jezioro. Zaczął się śmiać i biec w kierunku jeziora. Wbiegł na jezioro i dalej biegł po jego powierzchni. Woda rozpryskiwala się pod Jego stopami. A On biegł i wesoło wolal:
” Kto pierwszy, Perełko? Kto pierwszy?!”
„Ach Ty! – krzyknęłam śmiejąc się. Zerwałam się na nogi i zaczęłam biec – Ach Ty!!!”
Bieglam, bieglam, i nie zauważyłam kiedy wbiegłam na jezioro. Biegłam po powierzchni wody, a ona rozpryskiwala się mi pod stopami. Biegłam do Umiłowanego mojego. Stał na wodzie uśmiechniety z rozłożonymi szeroko ramionami. Wpadłam w nie. Ukochany złapal mnie, podrzucil do góry i zawirowal z radością!
„Cudnie, Perełko Moja!!! Cudnie!!!”
Postawii mnie delikatnie na powierzchni wody i pocałował mnie. I ja Go pocałowałam. Potem zaśmiałam się radośnie.
„To pokaż mi te małą rybkę!”
Ukochany przykucnął na wodzie i ja przykucnelam przy Nim.
„A zobacz! Jest tu! Patrz, Perełko! Jest ich więcej!”
Patrzyłam. Rzeczywiście pod powierzchnią wody plywalo dużo małych rybek. Połyskiwaly w promieniach słońca.
„Może cieszą się że ich nie złowilismy!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Byłam bardzo szczęśliwa przy NIM!
Umiłowany patrzył mi w oczy z uśmiechem. Oczy Mu błyszczaly Miłością. Wstaliśmy. Ukochany objął mnie i spacerowalismy po wodzie…. Jak cudownie było!!! Jak cudnie!!! Co i rusz wyskakiwala z wody jakas kolorowa rybka, w oddali pływały łabędzie i dzikie kaczki. A ja z Umiłowanym moim chodzilam po wodzie. Długo spacerowalismy, aż się zmeczylam. Potem siedzieliśmy na trawie, przy jeziorze. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca…
„Już niedługo zachód słońca, Perełko. Idziemy? Zatańczymy?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
Chciałabym bardzo, ale zmeczona jestem. Chyba nie dam rady…”
„Dasz radę, Perełko Moja! – uśmiechnął się Ukochany calujac mnie w czoło – a poza tym od czego masz Mnie?!!”
Zaśmiałam się uszczęśliwiona. Chwilę później byliśmy już na jeziorze. Niebo ciemnialo. Słońce czerwono – złociste dotykało prawie jeziora. Tańczylismy. Ukochany trzymał mnie w Ramionach, obejmował i pływał po wodzie, wirowal, latał, opływal. Kręcił piruety!!! I całowal mnie. Ja wtulilam się w Umiłowanego mojego. Całkowicie, sercem, duszą i ciałem. Ukochany promienial cały uśmiechem.
„Spójrz, Perło!- nagle pokazał na słońce- niebo łączy się z ziemią!”
Spojrzałam… i… zamarłam w zachwycie! Zachód słonca… Ogniste słońce rozpływało się w wodzie… Ogień i woda. Łączyły się ze sobą, rozplywały się w sobie nawzajem.
„Przepiękne…- westchnęłam zachwycona. Spojrzałam w Umiłowanego. Nie patrzył na zachód, ale… we mnie – nie patrzysz?”
Uśmiechnął się cudnie…
„Mam piękniejszy widok niz wszystkie zachody słońca!!!” – patrzył we mnie.
Ucałowałam Go!!! A On… podał mi małą, kolorową zamkniętą muszlę.
„To dla Ciebie, Perełko!”
„Muszelka!!! Cudna!!! Dziękuję!!! Umiłowany, dziękuję!!!”
„Otwórz ją, proszę” – Umiłowany uśmiechał się tajemniczo, rozpromieniony cały.
Otworzyłam. I patrzyłam… patrzyłam w osłupieniu… W muszli była perła zawieszona na srebrnym łańcuszku… Prawdziwa perła!
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu, wzruszona. Oczy Mu błyszczały ogniem, jak to zachodzące słońce.
„Perełka dla Mojej PERŁY!”- szepnął Umiłowany.
„Dziękuję!!!!” – szepnęło moje serce. Mi brakowało słów…
Ukochany wyjął perłę z muszli i zawiesił ją mi na szyi.
„Pasujecie do siebie!”- Ukochany patrzył mi w oczy. Miłość. Tylko Miłość…
„Jak można AŻ tak kochać?!”
„Wzajemnie, Perełko. Jak można?!”
Twarz przy twarzy, SERCE przy sercu, na jednym Krzyżu. Tańczylismy o zachodzie słońca. A niebo łączyło się z ziemią…

MOJE MYŚLI

BAL

Leżałam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania. Promienial cały uśmiechem, radością i szczęściem wielkim. Ja także promienialam. Uśmiechem radością i szczęściem wielkim! Szczęściem Umiłowanego mojego. Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal radosny:
„To już koniec naszej Drogi, Najmilsza Moja!”
„To znaczy że ja…?!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Nie, Perełko. Jeszcze nie. Ale koniec jednej Drogi to początek innej. Zaczynamy nową Drogę! Będzie to Droga Szczęścia i radości! Doznasz wiele radości ode Mnie. Będziesz cieszyć się Mną. A Ja będę cieszyl się Tobą.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zdumiona! Chciałam powiedzieć że już się NIM cieszę. Ale zanim cokolwiek zdołałam wymamrotac, Umiłowany wyszeptal mi do ucha:
„Dziś zabieram Cię na Bal!”
„Mnie?!! Na Bal??!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie. I patrzył mi w oczy głęboko, bardzo głęboko… I ja w Jego oczy patrzyłam. Nagle zapadła ciemność. Zobaczyłam wielkie zamknięte drzwi. Ukochany trzymał mnie za rękę. Usłyszałam dźwięk trąb. I jakiś dziecięce glosiki zawołały:
„Nasz Król i Jego Perla!”
Trąby znów się odezwaly. Wielkie drzwi się otworzyły i zobaczylam…. wielką salę balowa. Ozdobiona była bukietami stokrotek. Na wysokich ścianach wszędzie były lustra, tak że sala wyglądała na jeszcze większą. Wszędzie były piękne, zdobione lampy. Ale moje największe zdziwienie wzbudziło to, że sala wydawala się pustą, a była pełna głosów ludzkich. Bo kiedy głosiki dziecięce nas zapowiedziały, tysiące głosów zakrzyknelo:
„Vivat Król!!! Vivat JEGO Perla!!!”
Ukochany uśmiechnął się i wprowadzil mnie do sali. Teraz zobaczyłam że mam na sobie piękną suknie, perłowa. Ukochany reż ubrany był bardzo strojnie, a na głowie miał złoty diadem, z jedną małą perełka. Ukochany trzymał mnie za rękę i prowadził środkiem sali. A tłumy niewidzialnych szeptaly między sobą:
„Piękna ta JEGO Perełka!”
„Jaka maleńka!”
„Uśmiechnięta jaka!”
„Podobna do nas!” – odezwał się gruby męski głos, a ja staralam się żeby się nie roześmiac.
„A Król jaki jest z Niej dumny!”
„A jaka roztanczona! Widać że tańczyła wiele!”
„I jaka szczęśliwa! Jak my!”
Ukochany rozdawał ukłony i cudownie się uśmiechal do głosów. Wyglądało na to że widzi ich właścicieli. Ja słyszałam tylko głosy. Też uśmiechałam się do nich. Doszliśmy na środek sali. Ukochany szepnal mi do ucha:
„Zatańczymy Perełko Moja?”
Pokiwalam głową z radością.
„Nasz Król będzie tańczyć ze Swoją Perłą! Proszę o zrobienie miejsca!” – brzmiały dziecięce glosiki. Usłyszałam szum rozstępujacych się ludzi. Zaczęliśmy tańczyć! Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Wirowalismy po całej sali! Plynelismy w powietrzu! Był to najpiękniejszy taniec jaki do tej pory tańczyłam! Wtulona w Umiłowanego mojego, patrzyłam Mu w oczy z zachwytem i uwielbieniem. On patrzył we mnie rozpromieniony miłością.
„Dziś jesteś perłą w Mojej koronie!” – szepnal mi do ucha.
„Ja?! Taka niegodna i grzeszna?!!!”
Umiłowany uśmiechnął się i zamknąl mi usta pocałunkiem. Tańczylismy. Serce przy SERCU.
„A kim są ci… ludzie?” – spytałam.
„To Moi Przyjaciele. Jak Ty, Perełko.”
Umiłowany wirowal coraz bardziej i bardziej i bardziej. Znalazłam się znów w naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca. Twarz Umiłowanego była wciąż przy mojej twarzy.
„Dziękuję, Ukochany! Cudnie było!” – ucałowałam Go.
Ukochany położył głowę na moim sercu.
„Było cudnie. Jest cudnie. A będzie jeszcze cudniej! Zobaczysz Perełko!”
Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa.

MOJE MYŚLI

Umiłowany pochylal się nade mną… Leżałam cierpiąca i tańcząca bardzo. Leżałam… A Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej pochylal się nade mną. Uśmiechałam się do Niego, szczęśliwa. A ON patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… Cierpial ze mną. Widziałam, że cierpi…
„Mój Maleńki…”- szepnęłam najczulej jak potrafiłam.
Ukochany pochylal się jeszcze bardziej. Jego twarz była tuż przy mojej twarzy. Ujął moją twarz w Swe dłonie.
„Najmilsza Moja Umiłowana!”- wyszeptal. I pocałował mnie. Całowal mnie. Pocałunek przy pocałunku. Całowal moje cierpiące, obolałe ciało. Ale nie jak lekarz. Całowal jak Cierpiący Oblubieniec cierpiąca oblubienice. Nie potrafię tego opisać jak. Ale mimo cierpienia moje serce skakało z radości. Tańczylo ze szczęścia!
Umiłowany całował coraz niżej. Całowal teraz tam gdzie bolało mnie najbardziej. Zawstydzilam się bardzo… Ale Ukochany spojrzał we mnie z tak wielką Miłością, że od razu mój wstyd znikł. A Umiłowany całowal teraz moje obolale, podrętwiale ręce i nogi stawy i mięśnie. . Cała byłam w JEGO pocałunkach. Obcalowana cała… Cała JEGO i cała w NIM. Cała w JEGO Ramionach w JEGO dłoniach cała. A ON, Umiłowany mój znów patrzył we mnie. Miłość Sama. Patrzył mi w oczy głęboko… Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego, w Jego oczy się zapatrzylam. W oczach Ukochanego zobaczylam jeden Krzyż, wielki, potężny Krzyż. Wisiał na Nim Ukochany mój, a przy Umiłowanym wisialam ja. Ukochany przytulił mnie do Siebie, mocno. I położył głowę na moim sercu.
„Ono bije dla Mnie, Maleńka Moja!”
„Dla Ciebie, Ukochany, dla Ciebie, mój Maleńki!”
Wisielismy na jednym Krzyżu, Umiłowany mój i ja…
Cierpienie jest coraz większe. Ale jest we mnie wielka radość i szczęście. Że mogę cierpieć z Umiłowanym moim. Z moim Maleńkim. Przy Nim. Serce przy SERCU.

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca. Spoglądalismy na drzewo Krzyża.
„Jaki ten Krzyż wielki! Coraz większy!” – dziwiłam się.
„Krzyż to drzewo, Perełko, a drzewo rośnie!” – uśmiechnął się łagodnie Umiłowany. Rozpromienilam się bo przecież były to moje słowa sprzed kilku miesięcy. Trwalismy w uśmiechu. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i spytal:
„Zatańczymy, Perełko?”
„Tak!”
Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Spoglądałam jednak co chwilę na Krzyż bo coś mi nie dawało spokoju. Zatrzymalam się i patrzyłam na Krzyż.
„Zaraz, zaraz… Ukochany. Ten KRZYŻ to jest nasz wspólny?”
„Nie, Perełko. To Mój Krzyż” – w oczach Umiłowanego pojawilo się….jakby oczekiwanie. I jakiś dziwny błysk. Ja pytałam dalej:
„To dlaczego są tam też nie tylko Twoje Rany – Owoce, ale i moje?” – dopytywalam. Ukochany patrzył we mnie badawczo i oczy Mu błyszczaly jeszcze bardziej.
„Bo tam jest miejscem i dla Ciebie, Perlo Moja!” – powiedział jednym tchem.
Patrzyłam Mu w oczy głęboko.
„Więc… Czy więc mogę wisieć z Tobą na jednym, na Tym Krzyżu? Nie obok, czy naprzeciw Ciebie. Ale przy Tobie, na jednym Krzyżu. Mogę, Umiłowany?”
Umiłowany patrzył we mnie z Ogniem w oczach. Jakby się palił…
„To Moje Pragnienie, Perełko! Czekam aż Ty zapragniesz…”
„Pragnę! Bardzo pragnę!” – wyszeptalam. Byłam rozpromieniona blaskiem Umiłowanego mojego. Chciałam ze szczęścia całować Jego stopy. Pochyliłam się, żeby uklęknąć, przed Ukochanym, ale mnie powstrzymal. Nie pozwolił mi.
„Nie, Umiłowana Moja! To Ja będę klęczał przed Tobą!”
I ukląkł przede mną…
„O, nie! – zawołałam – Jeśli chcesz klęczeć przede mną to i ja przed Tobą klękne! Nie powstrzyasz mnie Umiłowany!!!”
I uklękłam przed Nim.
„Będziemy klęczeć przed sobą nawzajem” – szepnęłam wpatrzona w JEGO roziskrzone oczy. Płonęły Miłością. Umiłowany ujął w obie dłonie moją twarz i pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice.
„Nasze żniwa osiągnęły swój szczyt, Najmilsza Moja!”
„Mój Maleńki…” – szepnęłam rozpromieniona Szczęściem. Umiłowanym moim. A ON położył głowę na moim sercu. I tak trwalismy. Wystarczy, bo słów mi brakuje…

MOJE MYŚLI

Umiłowany pochylal się nade mną.. Byliśmy w naszej altance. Ja, tańcząca leżałam na kwiatowej kanapie. A Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzyłam w Niego z zachwytem. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie cudnie. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Tańcząca.
„Mój Maleńki” – szepnęłam z czułością wpatrzona w Niego. Ukochany rozpromienil się, rozświetlil.
„Nazwałam Cię tak, Ukochany, bo… Tak nazywa się osobę najukochansza i najbliższą. Wszystko jedno czy wielką, czy małą. Prawda? Kogoś obcego tak się nie nazywa.”
„Prawda, Perełko” – Umiłowany promienial. Uśmiechałam się do Niego.
„Nazwalam Cię tak, bo jesteś mi najukochanszy i najbliższy. Bliższy niż kiedykolwiek wcześniej…” – wyszeptalam z czułością.
„Tańczysz bardzo, Perełko Moja. Prawda?” – spytal nagle Ukochany.
Przytaknelam.
„Dla Ciebie tańczę, mój Maleńki!”
Umiłowany pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Jego twarz była tuż przed moją twarzą. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem przepięknym. W JEGO oczach widziałam Miłość. MIŁOŚĆ!
Nagle ujrzalam w nich dwa krzyże. Ukochanego mojego i mój. Wisielismy na nich. Ukochany mój i ja. Krzyże zbliży się do siebie, objęły się i ucalowaly. Ja się pochyliłam do Umiłowanego mojego i zaczęłam całować JEGO Rany.
„Mój Maleńki… Malenstwo moje…” – szeptałam i całowalam. Całowalam i szeptałam…
Lezalam na kwiatowej kanapie. Umiłowany wpatrywal się we mnie z wielką Miłością.
„Maleńka i Jej Maleńki” – szepnal Ukochany.
„Maleńki i Jego maleńka” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Trwamy w Miłości i tańcu. Maleńki i JEGO maleńka.

MOJE MYŚLI

Pochylal się nade mną mój Umiłowany. Tańczylismy. W wodospadzie Tańczyliśmy bardzo. Woda spływala z pluskiem. Po nas. Byliśmy cali mokrzy. Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam.. Pochylal się nade mną i patrzyl we mnie z tkliwoscia i czułością wielką. Uśmiechal się do mnie cudnie.. I ja się do Niego radośnie uśmiechałam. Tańczylismy… Stanęłam na palcach, ucalowalam Umiłowanego mojego i szepnęłam Mu do ucha:
„Kocham Cię mój Jezu!’
Ukochany uśmiechnął się, pocałowal mnie i pochylil się nade mną jeszcze bardziej. Szepnal mi do ucha:
‚ Kocham Cię, Perełko Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego szczęśliwa! A ON szeptal mi do ucha:
„Wiem, że tańczysz dla Mnie bardzo, Perlo. Nic nie mówisz, ale Ja wiem!”
„Bo po co mówić że się tańczy. Trzeba tańczyc. I już!”
„Ofiarować cierpienie a nie mówić że się ofiaruje.”
„Tak!”
Ukochany objął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie. Potem zacząl całować tam gdzie mnie bolało.
Bolące miejsca w moim ciele… Ukląkł przede mną i całowal tam gdzie bolało mnie najbardziej. Stałam bez ruchu. Nie byłam obezwadniona jak kiedyś. Miałam pełnię ruchów. Mimo to stałam. Nie dlatego że przyzwyczailam czy oswoilam się do tego, że Umiłowany mój kleczy przede mną i mnie całuje. Nie! Do tego się nigdy nie przyzwyczaje, ani nie oswoje nigdy. Stałam bez ruchu, bo…. oddawalam, ofiarowywalam Mu wszystko. Nawet to, że kleczal przede mną i całowal. Wszystko. Więc stałam, a Umiłowany mnie całowal…. Wstał. Teraz ja ujęłam JEGO dłoń w obie ręce i Ucalowalam, potem drugą dłoń ucałowałam. Ukleklam przed Nim i całowalam Rany na Jego stopach. W końcu Ucalowalam JEGO SERCE. Opadłam z sił.
„Zmęczo…”
Umiłowany natychmiast wziął mnie na ręce, zaniósł do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Pochylał się… Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i szeptał łagodnie:
„Moja Maleńka… Moja Maleńka…”
Uśmiechnełam się do Niego i wyszeptałam najczulej jak potrafiłam:
„Mój… MALEŃKI…”
I choć nie było to zgodne z prawdą, widac, że Umiłowanemu się to spodobało. Rozpromienił się bardzo nade mną, rozjaśniał. Pochylił się jeszcze bardziej nade mną. Jego twarz była tuż przy mojej twarzy… blisko.
„Mów tak do Mnie kiedy tylko zapragniesz, Perełko…”- tkliwość niesamowita biła z Jego Oblicza.
„Mój Maleńki… Mój Maleńki…” – szeptałam uszczęśliwiona. A Ukochany obsypywał mnie pocałunkami…

MOJE MYŚLI

Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie w naszej altance i tulil mnie do SERCA Swego. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Tańcząca. W pewnej chwili pobłogosławił mnie i ucalowal.
„MAMA prosiła Mnie, żebym Cię pobłogosławił i ucalowal od NIEJ, Perełko Moja!”
Uśmiechnęłam się szczęśliwa bardzo.
„Dziękuję Ukochany! Proszę, pozdrów JĄ ode mnie!”
Umiłowany skinął głową z uśmiechem.
„A jaka Ona jest?” – spytałam​ uśmiechając się do Niego.
„To Najlepsza i najukochansza MAMA i najpiękniejsza Kobieta!”
„Jesteś do NIEJ podobny? Pewnie masz JEJ cudne oczy i przepiękny uśmiech!”
„Pewnie mam!” – Ukochany zaśmiał się perliscie.
Pochylil się do mnie i szepnął mi do ucha:
„Jesteś do Niej podobna, Perełko!’
” Ja??! ”
” Córka jest podobna do swej MATKI!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego uszczęśliwiona.
” Dasz JEJ coś ode mnie, dobrze? Chodźmy do Ogrodu!”
Ukochany rozpromienil się niezmiernie. Wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wzniósł się do góry. Lecielismy nad Ogrodem, ale nisko. Zrywalam kwiaty, najpiękniejsze i najbardziej kolorowe. Zrywalam aż powstał wielki, piękny bukiet. Podałam go Ukochanemu.
„Dla MAMY.”
„Dziękuję, Maleńka Moja!”
Potem siedzieliśmy na trawie przed altanka. Umiłowany mój tulil mnie do SERCA Swego.
„Córka jest podobna do swej MAMY!” – szepnal patrząc we mnie z zachwytem. Uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa…

MOJE MYŚLI

Ulozylam w Ogrodzie:

O mój Jezu Ukochany!
Synu przez Ojca mi dany!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
O mój Jezu zawsze wierny!
Kochający, miłosierny!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Jezu mój Skarbie jedyny!
Wybacz, proszę moje winy!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
O mój Jezu dobry wielce!
Tobie oddaję swe serce!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Jezu odpocznij w nim, proszę!
Niechaj Ciebie w sercu noszę!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
O Jezu Ukrzyżowany!
Pragnę całować Twe Rany!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Pozwól Rany Twe całować!
Moją miłość ofiarować!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Ja Cię Jezu kocham szczerze!
Pragnę! Wielbię! Tobie wierzę!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!
Tyś o Jezu Chryste, Panie!
Całe moje Ukochanie!
Umiłowany mój! Umiłowany mój!

MOJE MYŚLI

Leżałam w łóżku tańcząca. Leżałam i rozmyślalam o Umiłowanym moim. Nagle zobaczyłam JEGO uśmiechnięte Oblicze pochylone nade mną z tkliwoscia i czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego radośnie. I ucałowałam Go.
„Mój Piękny!” – wyszeptalam z zachwytem.
„Piękności Moja Umiłowana ‚- Umiłowany patrzył we mnie jak… w obrazek…
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie i tulił mnie do Serca.
” Mój Piękny…”
Odpoczywalam tańcząc w Jego dłoniach.
” Jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem, Perełko” – uśmiechnął się Ukochany.
„To ja mogę to powiedzieć. Że jesteś moim ukojeniem i odpocznieniem moim. Ale Ty…? Nie rozumiem…”
„Nie musisz. Wierz Mi tylko” – powiedział Ukochany z łagodnym uśmiechem.
„Wierzę!”
„A zrozumiesz Tam!” – Umiłowany wskazal na niebo.
„Już się nie mogę doczekać. A przede wszystkim nie mogę się doczekać kiedy Ciebie zobaczę w Pełni!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Uśmiechał się do mnie cudnie i tajemniczo.
Potem położył mnie na kwiatowej kanapie.
„Pragnę Cię pocałowac, Perlo Moja.”
„Pocaluj. Pragnę Twoich pocałunków. Moje serce pragnie!”
I Umiłowany mój pocałowal mnie. Pocałowal jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice… Pięknie i czule i czysto. Położyłam głowę na SERCU UKOCHANEGO. A ON ON gładzil moje włosy…

MOJE MYŚLI

Pochylal się nade mną… Umiłowany mój. Siedział na trawniku przed altanka, a ja leżałam na trawie a głowę położoną miałam na Jego kolanach. Dopiero co się obudziłam. Patrzyłam w Ukochanego uśmiechnięta.
„Odpoczęłaś trochę, Perełko?” – spytal uśmiechając się do mnie.
„Tak, trochę. Dziękuję Ukochany!”
Patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną. A ja szeptałam wpatrzona w Niego:
„Wiesz Ukochany… kiedy tak bardzo mnie bolało, miałam pewność, że nic we mnie już do mnie nie należy. Że wszystko jest Twoje. I bardzo bardzo się z tego cieszę! Bardzo! I wiesz? Mimo że bardzo boli, mimo że jest trudno, coraz trudniej, że mój krzyż wydaje się być coraz cięższy to we mnie jest takie światlo, radość, pokój i szczęście Takie, że, że… Że nie wiem!!! ”
Patrzył promienny, zachwycony…
” Cala Moja! „-szepnal Ukochany
„Zatańczymy?” – spytał po chwili.
„Tak!”
Wstalismy. Umiłowany mój objął mnie i zaczęliśmy tańczyć.
„Gdybym Ci, Perełko oznajmił, że to wszystko (tu wskazał dłonią na cały Sercowy Ogród), chciałbym zrównać z ziemią, to co byś na to powiedziała?”
„Nic.”
„Nic?”
„Nic. To wszystko jest Twoje. Należy do Ciebie.
Ty to zbudowales i Ty też możesz to zburzyć. Twoja wola.”
Umiłowany uśmiechnął się z zachwytem.
„Cala Moja! Umiłowana Moja”
Zaśmiałam się radośnie. Szczęśliwa bardzo. Chwyciłam Ukochanego za rękę. I zaczęłam biec. Ukochany również zaśmiał dźwięcznie i biegł ze mną. Śmialiśmy się na cały Ogród! Dobieglismy do wodospadu. Wskoczylismy do niego ze śmiechem! Woda plusnela głośno!
Umiłowany chwycił mnie w ramiona i podrzucił do góry. Wysoko, wysoko! Opadłam w JEGO dłonie. Umiłowany mój wciąż śmiejąc się perliscie wirowal ze mną w ramionach! Potem stanął i przytulił mnie do Siebie. Mocno, mocno tulił… Woda splywala po nas. A ON tulił…
”Mówiłaś że mimo cierpienia, bólu i trudu jest w Tobie światło i radość i pokój i szczęście.”
„Tak! Tak wielkie że trudno opisać!”
„Napełniam Cię Sobą, Perełko Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Długo mnie tulił. Potem zaniósł mnie do naszej altanki, położył na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył głowę na moim sercu. Trwalismy we wzajemnym oddaniu. I teraz trwamy.

MOJE MYŚLI

Balujemy z Umiłowanym moim. W nocy też balowalismy. Bo tego już nie można nazwać tańcem.
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia bezdenna. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie. Moją rękę przytulił do Swego policzka. Całowal.
„Cierpimy razem, Perełko Moja.”
„Razem!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. A ON rozpromienil się nade mną.
Balujemy razem. Cierpimy razem.

MOJE MYŚLI

Staliśmy przy studni. Ukochany trzymał mnie w Ramionach. Obejmował mnie i patrzył we mnie z zachwytem. I ja Go obejmowalam. I patrzylam w Umiłowanego z zachwytem i uwielbieniem.
„Nie rozumiem…” – myślałam o ostatnich wydarzeniach. O zniwach, jasności i niezwykłej bliskości.
„Nie musisz rozumieć Perełko. Kochasz i ufasz – wystarczy” – Umiłowany uśmiechnął się z czułością.
„Kocham, ufam. I nie rozumiem” – zaśmiałam się cicho. Umiłowany także się zaśmiał.
„Uwielbiam Ciebie, Umiłowany!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Uwielbiam Cię, Moja Perlo!” – szepnal Ukochany. Wziął mnie za rękę i wzniósł się do góry. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Lecielismy nad Ogrodem. Za chwilę wylądowalismy na trawniku pod drzewem Krzyża. Drzewo iskrzylo się dojrzalymi owocami. Łąka bukietowa błyszczala w blasku Słońca.
Ukochany stal naprzeciw mnie. Bardzo blisko. Objął mnie znowu. Pocałowal. Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany promienial. Patrzył we mnie dziwnie… Jakby uroczyscie.
„Pamiętasz Perełko jak wybrałaś SERCE Moje?” – spytal Umiłowany mój.
„Jakże mogłabym zapomnieć?! Pamiętam!”
“Wtedy JA wybrałem Twoje.”
Umiłowany pochylal się nade mną. Stawał się jakby większy i większy. Potezniejszy. Jednocześnie bardzo mi bliski! Bardzo! A ja byłam maleńka w Jego dłoniach. Otulal mnie Sobą. Otulal…. I wtedy stało się coś niezwykłego, niesamowitego, niemożliwego. Ale się stało. Realnie, prawdziwie. Otóż.. wyjęłam z siebie moje serce. Trzymałam je w obu dłoniach. Bijące serce… Podałam, ofiarowałam je Ukochanemu mojemu. Przyjął je rozpromieniony cały. Zachwycony cały… Trzymał je w Swoich dłoniach. A ono tańczyło z radości! Umiłowany pochylił się z niewymowną czułością, ucałował je i z powrotem włożył we mnie.
Runęłam w Ukochanego.
Potem odpoczywałam w naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany pochylał się nade mną… Nakarmił mnie Swoim Ciałem. I… cały był dla mnie.
“Nasze żniwa trwają, Maleńka!”
“Czuję się, Ukochany jakbyś mnie scinał i młócił…”
“Ścinam i młócę, Perełko!”
“Dobrze mnie wymłóć!”- uśmiechnęłam się patrząc Mu w oczy.
“Wymłócę, do ostatniego kłosa.”
Obsypał mnie pocałunkami. Moje serce tańczyło ze szcześcia!

MOJE MYŚLI

Pochylal się nade mną… Umiłowany mój. Siedział na kwiatowej kanapie w naszej altance i tulil mnie do SERCA Swego. Tańczyłam bardzo. A Ukochany patrzył we Swym Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca. Pomyślałam o czymś i uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Widać że i On pomyślał o tym samym bo uśmiechnął się do mnie cudnie. Wstał z kanapy i trzymając mnie na rękach, wyszedł z altanki. Przeszedł po trawniku i podszedł do wodospadu. Wniósł mnie do niego. Od razu zalała nas woda. Byliśmy w niej cali zanurzeni. Ukochany ostrożnie postawił mnie na skałach, w wodzie. Ujął w Swe dłonie moją twarz i patrząc mi w oczy głęboko, spytal:
„Nie odejdziesz ode Mnie? Nie zostawisz Mnie, Perełko?”
Zdumialam się do głębi!!! Do głębi serca i duszy!!!
„Odejść od Ciebie??! Zostawić Cię??!!! A skąd Ci to przyszło do głowy???!!”
Patrzył we mnie roztkliwiony. Teraz ja ujęłam twarz Umiłowanego w swoje ręce. Ucalowalam Go i patrzylam Mu prosto w oczy.
„Nie mam zamiaru nigdzie odchodzić! Znalazłam swoje Szczęście. Ty Nim jesteś, Ukochany. Ty jesteś moim SZCZĘŚCIEM!”
Patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Nawet wtedy gdy jest ciężko?”
„Szczególnie wtedy!”
„Perlo Moja Umiłowana jesteś Moim ukojeniem i odpocznieniem Moim!”
„Ukojeniem i odpocznieniem Twoim?! Jak? Gdzie? W czym?” – pytałam zdumiona.
„W drodze, Perełko.”
Patrzył mi w oczy głęboko. Zobaczylam pustynię. Burzę piaskowa. Szłam dzwigajac mój krzyż. Starałam się, ale ciężko mi było. Wiało. Piasek wdzieral się w oczy, nos, usta. To utrudnialo. Była jednak chwila gdy wiało trochę mniej. Wtedy z trudem dojrzałam plecy. Poznałam JE od razu. To poorane Ranami plecy Umiłowanego mojego. Szedł pierwszy, przede mną i torowal mi drogę…
Ukleklam przed Nim. Chciałam całować JEGO stopy. Ale zanim zaczęłam, Umiłowany ukląkł przede mną. Pocałowal mnie i położył głowę na moim ramieniu, ja swoją położyłam na ramieniu Umiłowanego. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy. Ja i moje SZCZĘŚCIE. UKOCHANY.

MOJE MYŚLI

Obudziłam się w ramionach Umiłowanego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i tulil do Serca. Leżałam chwilę z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Niego.
„Najmilsza Moja?”
„Jestem, Ukochany! – otworzyłam oczy. Patrzył we mnie promienie.
„Wiem, że jesteś, Perełko. Chciałem tylko usłyszeć Twój głos. Tęsknilem.”
„Tęskniles? Przecież cały czas miałeś mnie na Swoich kolanach?!” – szepnęłam zdziwiona.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Tęsknilem – szepnął oo prostu. I zmienił temat:
” Tańczymy? Idziemy gdzieś? Co dzisiaj robimy Perełko?”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego. W Jego piękne, Przecudne Oblicze…
” Nic, Ukochany. Nic dziś nie robimy,”
” Nic?! „- Ukochany wyglądał na zdumionego.
„To znaczy, jeśli chcesz to możemy zatańczyć, albo gdzieś pójść. Ale jeśli mnie pytasz, to ja pragnę wpatrywac się w Ciebie i Ciebie podziwiać. Ty jesteś dla mnie najważniejszy!”
„A Ty, a Twoj taniec, Perełko?” – dopytywal Ukochany.
„Najważniejszy jesteś Ty.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego. A ON wstał z kwiatowej kanapy, trzymając mnie na rękach. Pochylil się i z delikatnością i ostrożnością wielką położył mnie na niej. Sam się położyl obok mnie, oparł głowę na lokciu, patrzył we mnie z zachwytem. Uśmiechałam się do Niego.
„Nie tańczymy? Nigdzie nie idziemy, Ukochany?”
„Nie, Perełko” – powiedział z niezwykłą czułością.
„Mój Piękny…” – szepnęłam wpatrzona w Niego. Patrzył mi w oczy głęboko.
„Chodź do Mnie, Perlo. Chodź do Mnie!”
Wtulilam się w Umiłowanego mojego, a On tulil mnie mocniej i mocniej. I wciąż patrzył mi w oczy głęboko… I ja w Jego oczy patrzyłam. Znalazłam się we mgle, gęstej, nieprzeniknionej. Tajemniczej. Niczego wokół siebie nie widzialam. Niczego. Nagle usłyszałam jakby potężny grzmot. Upadłam na twarz ze strachu. Leżałam na ziemi z zamkniętymi oczami i twarzą ukryta w dłoniach. Leżałam. Nagle poczułam na głowie delikatny, czuły, znajomy dotyk…
„Nie bój się Perlo Moja!”
„Umiłowany?!”
Otworzyłam oczy i natychmiast znów je zamknęłam. Jasność wielka mnie razila.
„Piękna Moja, Perełko Moja!” – usłyszałam jasny czuły głos.. W tej samej chwili poczułem że ktoś mnie z ziemi podnosi. I że już stoję. Otworzyłam znowu oczy i tym razem nie zamknęłam ich. Choć Światłość byla niesamowita. Niedaleko stał moj Ukochany. Pełen światła, jasności i blasku wielkiego. Uśmiechał się do mnie promiennie. Rozłożyl szeroko ramiona.
„Chodź do Mnie, oblubienico Moja! Masz czego chciałaś, Ukochana Moja!”
Rzuciłam się na oślep. W światło. I… wylądowałam w Umiłowanym moim! Przytulił mnie bardzo do Siebie!!! Bardzo mocno tulil mnie!!! Cały był jasnościa, światłem. Byłam w Nim. W Umiłowanym moim byłam. Jasnialam JEGO blaskiem.
„Mój Piękny! Mój Piękny… – powtarzalam w zachwyceniu. A ON nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil mnie, tulil do SERCA. Tak mi było dobrze! Jak dobrze mi było! Ukochany promienial, swietliscie.
„Zatańczymy Perełko? „-spytal uśmiechając się do mnie przepięknie.
„Tak!”
Zaczęliśmy tańczyć. Umiłowany objął mnie i przytulił. Ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Tańczylismy bardzo. On jasność i piękno samo, ja przezroczysta jakby. Cała w Jego świetle, jasności. Cała Jego. A On cały dla mnie…
Leżałam na kwiatowej kanapie i patrzyłam w oczy Umiłowanemu. On patrzył w moje…
„Mój Piękny! Mój Piękny!” – szeptałam zachwycona.
Promieniał.
Mój Piękny!

MOJE MYŚLI

Pochylal się nade mną.. Umiłowany mój. Siedział na trawniku przed altanka. Ja tańcząca leżałam na trawie a głowę położyłam na Jego kolanach. Pochylal się nade mną. Mój Najdroższy… Słodki mój… Tańczący ze mną.
„Zatańczymy, Perełko?” – spytal uśmiechając się do mnie promiennie. Pokiwalam twierdząco głową uśmiechnięta. Wstałam i wyciągnęłam rękę do Ukochanego. Podał mi swoją dłoń. Wstał.
„Chodźmy!” – poprowadzilam Umiłowanego mojego do wodospadu. Wszedł pierwszy i przyciągnął mnie do Siebie. Byliśmy pod wodą. Spływala po nas. Patrzyłam w Umiłowanego z zachwytem, podziwem i uwielbieniem. Patrzył we mnie z niezwykłą czułością.
„Oniesmielasz Mnie, Perełko Moja.”
Uśmiechnęłam się do Niego. Ujęłam Jego twarz w obie dłonie i Ucalowalam Go. Potem ukleklam przed Nim i zaczęłam całować JEGO stopy. Całowalam ze czcią i nabożeństwem. Stopy Umiłowanego mojego. Całowalam i całowalam… W pewnej chwili Ukochany pochylil się i podniosł mnie. Spojrzałam w Jego oczy… Widziałam w Nich tkliwosc. Patrzył we mnie promiennie bardzo, świetliscie. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptal:
„Jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem, Perełko!”
Stałam zdumiona… zastanawiałam się jak to możliwe. Umiłowany mój patrzył we mnie długo. Trzymał moją twarz w Swoich dłoniach i pocałował mnie. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Czysto, słodko i pięknie.
„Nasze żniwa trwają, Maleńka!”
Zaczął mnie obsypywac pocałunkami. Pocałunek przy pocałunku… Stałam przed Umiłowanym tańcząca bardzo, a On mnie całowal… Woda spływala po nas. Tańczyłam… A ON całowal… Potem wziął mnie na ręce i zaniósł do mnie do altanki. Położył mnie na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył głowę na moim sercu.
„Jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem, Perełko Moja!”
„Pragnę!”
Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy. Zniwa trwają.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała bardzo i zmęczona. Tańcząca bardzo. Leżałam. Najdroższy, Umiłowany mój był ze mną. Był przy mnie. Blisko, bardzo blisko… Twarz przy twarzy. SERCE przy sercu. Krzyż przy krzyżu. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Przecudnym Spojrzeniem we mnie patrzył. Bardzo blisko byl mój Umiłowany. Obejmował mnie, przytulal i otulal mnie Sobą. Miłością. I tańczył ze mną.
„Moja Śliczna, Maleńka Moja” – szeptal z tkliwoscia bezdenna.
Uśmiechałam się do Niego z trudem. On tulil mnie do SERCA Swego i obsypywal mnie pocalunkami. Tańczylismy. Wciąż tańczymy. SERCE przy sercu. Krzyż przy krzyżu.

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Staliśmy przy studni. Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Patrzylismy na Krzyż. W oddalił jasnial dojrzalymi owocami. I kwiaty wokół Niego. Piękny widok!!!
Nagle od strony Ogrodu przyleciał maleńki, bardzo kolorowy ptaszek. Usiadł na studni, ale zaraz spłoszony czymś, odleciał.
„Jaki piękny!”- zawołałam.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Kiedyś Ty Perełko byłaś takim ptakiem. Pięknym, ale plochliwym.”
„Byłam. Ale teraz…”
„Teraz jesteś odważną, mądrą i piękną kobietą.”
„Jeśli tak jest to tylko dzięki Tobie, Umiłowany” – szepnęłam zawstydzona. Ukochany uśmiechał się do mnie cudnie.
„Bez Twojej pomocy nie mógłbym zrobić niczego.”
„Nawet Panu Bogu trzeba czasem pomóc!” – zaśmiałam się. Ukochany roześmiał się perliscie.
„A żebyś wiedziała, Perełko Moja!”
Odwróciłam się do Umiłowanego. On przytulił mnie do SERCA… Mocno, mocno. Ja wtulilam się w Umiłowanego całą sobą. Sercem duszą i ciałem. Cała byłam JEGO. A ON cały był dla mnie. Tańczylismy bardzo. Był to taniec bardzo intymny. Czułam się jakbym była przezroczysta, niewidoczna. Cała w NIM. W Umiłowanym moim byłam. Długo tak tańczylismy.
Potem odpoczywam w altance na kwiatowej kanapie leżałam. Umiłowany był przy mnie czuły i kochający. Patrzylam w Niego z zachwytem i uwielbieniem.
„Teraz Ty Mnie Perełko Zawstydzasz” – uśmiechnął się do mnie Ukochany.
„Ja?! Dlaczego??”
Umiłowany pochylal się nade mną swietlisty cały.
„Malo kto we Mnie TAK patrzy.. I mało kto dochodzi za Mną Aż tu.”
„Ja chcę iść dalej za Tobą. Do końca.”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i obsypal pocałunkami.
Idę za Nim.

MOJE MYŚLI

Byłam na Dnie serca mojego. W naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam. Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego, który pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna. Uśmiechał się do mnie cudnie. Jeszcze cudniej niż do tej pory. Objął mnie i wziął na ręce. Usiadł na kanapie. Ukrył mnie w Swoich ramionach i tulil do Serca. Pochylal się nade mną i patrzył mi w oczy głęboko. Jak mi było dobrze przy SERCU UMIŁOWANEGO mojego. W Jego ramionach. Jak było mi dobrze! Jak dobrze… Ramiona Umiłowanego mojego były najbezpieczniejszym, najcudowniejszym i najpiękniejszyn miejscem w całym wszechświecie! A Umiłowany cały był pochyleniem, przytuleniem cały… Nagle naszla mnie myśl, że powinnam, że powinnismy tańczyć. Choć wcale nie chciałam się ruszać. Nie miałam ochoty. Pragnęłam być w JEGO Ramionach. Pragnęłam, żeby mnie tulil…
„Jeszcze nie raz zatańczymy. Teraz pragnę tulic do Serca Maleńką Moją. Pozwól Mi proszę…” – usłyszałam w głębi serca. Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie. Więc i On tego pragnął… Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafiłam. A ON patrzył we mnie z zachwytem i… podziwem.
” Podziwiam Ciebie, Piękności Moja Umiłowana! „-szepnął najczulej jak dotąd słyszalam.
„Podziwiam Ciebie mój SKARBIE!” – wyszeptalam zachwycona.
A Umiłowany przytulił mnie do SERCA jeszcze bardziej. Usłyszałam bicie serca mojego SERCA JEGO. Biły w jednym rytmie.
A Umiłowany mnie otulal. Otulal pochyleniem i przytuleniem. Ogarnial mnie, otaczal. I patrzył we mnie jak nigdy dotąd. Najpiękniej i najczulej.
„Ukochany mój, w Niebie też mnie będziesz tak tulił?” – uśmiechnęłam się do Niego.
„O wiele bardziej i mocniej i czulej, Perełko Moja!”
Patrzyłam zachwycona i szczęśliwa ogromnie!!!   Teraz też jestem w ramionach Umiłowanego. Tuli mnie do SERCA. I widzę nad sobą JEGO pochylone, uśmiechniete Oblicze.

MOJE MYŚLI

Leżeliśmy w naszej altance. Na kwiatowej kanapie. Ja leżałam i Umiłowany mój obok mnie. Oparł głowę na lokciu i pochylal się nade mną z niezwykłą czułością i zachwytem. I ja patrzyłam w Niego zachwycona. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył promiennie i uroczyście.
„Mój Piękny… pozwoliłeś mi…”
„Nie mogłem Ci odmówić, Perełko. Ty Mi nie odmówiłas.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego. Mówił dalej:
„Ale nie wiesz ile to zmienia. Powiem Ci, Perełko Moja. Nie będziesz już mogła beze Mnie żyć.”
„Już od dawna nie mogę już żyć bez Ciebie, Ukochany.”
„Nie będziesz mogła żyć bardziej.”
„I bardzo dobrze!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
„Będzie Cię ranić każde zle słowo wypowiedziane na Mój temat.”
„Już od dawna mnie ranią.”
„Będą Cię ranić bardziej.”
„I bardzo dobrze!”
„Będziesz dzielić ze Mną Moje cierpienie.”
„Już od dawna dzielę je z Tobą, Ukochany. Pragnę…”
„Będziesz je dzielić ze Mną bardziej, Perełko.”
„I bardzo dobrze!”
„Będziesz samotna i mało kto Cię zrozumie i pocieszy.”
„Już tak jest, Umiłowany.”
„Będzie bardziej, Najmilsza.”
„I bardzo dobrze. Będę szukać pociechy u Ciebie.”
„U Mnie zawsze ją znajdziesz”- Ukochany ucałował mnie w czoło i mówił dalej:
„Będzie Ci źle żyć na tym świecie. Jesteś stworzona do Innego Świata.”
„I bardzo dobrze!”
„Już żyjesz we Mnie. Będziesz żyć bardziej.”
„I bardzo dobrze, Umiłowany!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie, promiennie bardzo. I ja uśmiechałam się do Niego z uwielbieniem.
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko.
„Mój Piękny! Mój Piękny!” – szeptałam z zachwytem!
„I cały dla Ciebie, Piękności Moja.”
„I cały dla mnie! A ja cała Twoja! Cała Twoja!”
Umiłowany pochylal się nade mną. Promieniał​ niezwykle.
Byłam cała JEGO. Cała. Od stóp do głów!
Jestem JEGO. Całym sercem. JEGO.

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance
Z Umiłowanym moim byłam. Tańcząca bardzo. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem, a ja spytałam:
„Ukochany mój, zatańczymy? Pójdziemy pod drzewo Krzyża?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Dobrze, Perełko Moja! Co robimy najpierw?”
Zdziwiło mnie i jednocześnie bardzo ucieszyło, że mimo iż wie, że jestem tańcząca i zmęczona, nie odmawia mi, nie hamuje, nie mowi, żebym odpoczywala. Że spełnia moje Pragnienia. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i szepnęłam:
„Pod Krzyż!”
Ukochany uśmiechnął się znów. Wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wzniósł się w górę i lecielismy nad Ogrodem. Kwiaty wydawaly się jeszcze większe i bardziej bujne niż poprzednio. Ukochany spojrzal mi w oczy głęboko.
„Niedługo żniwa, Perełko!”
Zdumialam się w duchu… Żniwa w Ogrodzie??? Przecież to nie pole i nie ma zboża… Patrzyłam w Umiłowanego w milczeniu. A ON uśmiechał się do mnie tajemniczo. Lecielismy jeszcze jakiś czas i wylądowalismy na trawniku oddzielającym Łąkę bukietowa od reszty Ogrodu. Umiłowany postawił mnie delikatnie na trawniku. Patrzył we mnie świetlisty niezwykle. Objął mnie.
„Zatańczymy, Perełko?”
„Tutaj?”
„A dlaczego nie?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany obejmowal mnie bardziej i bardziej. I obsypywal pocałunkami. Ukląkł przede mną i zacząl całować moje stopy… Jednak teraz całowal inaczej niż przedtem. Nie całował jak lekarz, chore miejsca, ani jak Sługa. Całowal jak Oblubieniec oblubienice. Zmieniło się coś jeszcze. Wcześniej jak całowal moje stopy, nie mogłam się ruszyć. Obezwladniona byłam. Teraz miałam pełnię ruchów. Mogłam robić, że tak powiem, co chcę. Kucnelam przed Ukochanym, ale nie mogąc się utrzymać na nogach, poleciałam na trawę. Polecialam to złe słowo. Bo nie czułam, że lecę, ani że upadam, tylko, że ktoś mnie trzyma i delikatnie kładzie na trawie. Ukochany wciąż całowal moje stopy. Wyciągnęłam do Niego ręce. I za chwilę też leżał obok mnie na trawie. Oparł się na łokciu i patrzył we mnie czule bardzo.
„Dlaczego Mi przerwałas Perełko?” – spytał łagodnie.
„Nie przerwałam, Ukochany – uśmiechnęłam się do Niego i nadstawilam policzek – możesz tu!”
„A tu?” – Ukochany dotknął moich ust.
„Tu też możesz.”
„A tu?” – dotknął mego serca.
„Tu też możesz. Wszędzie możesz” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
Umiłowany patrzył we mnie długo, promienial cały. Potem szepnął mi do ucha:
„To są właśnie żniwa, Perlo Moja!”
Patrzyłam i nie rozumialam, zabrakło mi słów. A Ukochany pochylal się l się nade mną i zacząl mnie całować. Pocałunek przy pocałunku…. Obcalowywal mnie. Za chwilę byłam cała obcalowowana (nawet nie wiem czy jest takie słowo). Piszę jak było. Obcalowowana. Kleczalam przed Umiłowanym. Leżał na trawniku i patrzył mi w oczy z zachwytem i oddaniem.
„Teraz ja… Moge…?” – spytałam nieśmiało.
„Nie pytaj, pragnij! Ty niczego Mi nie odmówilas Perełko, cierpiałaś ze Mną. I Ja niczego Ci nie odmówie!”
Pragnęlam…
Patrzył we mnie i ja patrzyłam w Niego. Zaczęłam Go całować. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Ukochanego, całowałam i całowalam. Jak oblubienica całuje Oblubienca swego. Obcalowywalam Umiłowanego
Byl cały obcalowany. Kleczalam przed Nim. Ukochany ukląkł przede mną. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I ja w Niego patrzyłam tańcząca. Ukochany położył Swą głowę na moim ramieniu. Ja swoją położyłam na Jego ramieniu. I tak trwalismy w milczeniu. W Miłości i tańcu.
„To nasze żniwa, Najmilsza!”
„Tak, Najukochanszy!”
Nie rozumialam. Wiedziałam jednak, że dzieje się coś wielkiego i ważnego. Nasze żniwa.

MOJE MYŚLI

Leżałam w łóżku tańcząca bardzo. Nie miałam siły żeby zejść do Ogrodu mojego serca. Ukochany był przy mnie. Czuwał przy moim łóżku. Pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna
„Proszę… Zanie…”- szepnęłam z trudem.
Umiłowany wziął mnie na ręce, przytulił do SERCA i zaniosl do Ogrodu Sercowego, do naszej altanki. Położył mnie na kwiatowej kanapie. I powiedział z Miłością :
„Jestem z Tobą Kochana Perełko.”
„I ja z Tobą…”
„I Ty ze Mną jesteś.”
Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Tańczylismy.
Wciąż tańczymy. Wiele. Jak powiedział.

MOJE MYŚLI

Siedzieliśmy z Umiłowanym moim na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy poważnie.
„Będziesz jeszcze wiele dla Mnie cierpieć, Perlo Moja.”
„Będę. Jeśli trzeba. Będę Ukochany.”.
„Trzeba.”
„Będę.”
Ucalowalam Go
Patrzył we mnie z wielką Miłością. Wiedział że tańczę bardzo i bardzo zmęczona jestem. Nie mówiłam, Mu o tym, ale wiedziałam że wie,
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Uszczęśliwiasz Mnie i pomagasz Mi bardzo Perełko Moja!”
„Po to jestem” – szepnęłam uśmiechając się do Niego tańcząca. Posiedzieliśmy jeszcze trochę pod Krzyżem i wróciliśmy przed naszą altanke.
Stałam oparta o studnię. Pochyliłam się i patrzylam w wodę. W pewnej chwili poczułam dłoń Umiłowanego na moim ramieniu. Odwróciłam się do Niego. Stał przede mną z ogniem w oczach.
„Ukochany… taka jestem zmęczona…”
Umiłowany objął mnie i przytulił do Siebie.
„Wiem. Odpocznij, Perełko. We Mnie odpocznij.”
„Tak…”
Przylgnęlam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Zatapiał mnie w Sobie, otulall Sobą. Nagle wszystko zniknęło. Został tylko Ukochany i ja. W Nim odpoczywałam.

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. W naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna.
„Ukochany zatańczymy? – spytałam uśmiechając się do Niego – tylko wiesz gdzie bym chciała.”
„Ciągle tańczymy, Perełko Moja. Ale jeśli chcesz, możemy zatańczyć i tam.”
„Dziękuję Ukochany. Uwielbiam tam tańczyc!”
„Ja też, Perełko!” – uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
Wziął mnie na ręce, przytulił do SERCA i wyszedł z altanki. Zaniosl mnie przed Wodospad. Wszedł do Niego, trzymając mnie na rękach. Od razu zalala nas woda. Ukochany ostrożnie postawił mnie na kamieniach. Woda spływala po Umiłowanym i po mnie. Ukochany objął mnie. Przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. A ON położył głowę na moim ramieniu. Tańczyliśmy.
„Kocham Cię Jezu!”
Ukleklam przed Nim i zaczęłam całować Jego stopy. Całowalam i całowalam… Z czułością i czcią. Całowałam. Ukochany pochylil i podniósł mnie. Ujął w Swe dłonie moją twarz i patrzył mi w oczy głęboko cudnym spojrzeniem. Potem pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje oblubienice. Pięknie, czysto i słodko. Tańczylismy złączeni pocałunkiem a SERCE Jego i moje serce biły w jednym rytmie. Tańczylismy… Długo. Zrobilo mi się zimno. Zaczęłam się trząść.
Umiłowany wziął mnie na ręce i wyniósł z Wodospadu.
„Dziękuję Ukochany… Cudnie było!”
„Zmarzlas Perełko!”
„To nic, Umiłowany. Zaraz mi przejdzie. Cudnie było!”
Umiłowany Zaniosl mnie do altanki, położył mnie na kwiatowej kanapie. A Sam położył głowę na moim sercu.
„Cudnie było. I jest cudnie, Najmilsza Moja!”
„Tak, Umiłowany!!!”
Ukochany leżał na moim sercu… Znalazłam się znów na Łące. Wielkiej, rozległej bardzo. Rozświetlonej niezwyklym światłem. Cała była w świetle. Ukochany był przy mnie. Dziwnie Przezroczysty i piękny bardzo!!! Brodzilismy w kwiatach. Ukochany mój, łąka i ja. Wydawało mi się, to jest wszystko czego pragnęlam. Że niczego więcej nie potrzeba mi do szczęścia.
Moze to Niebo? Nie wiem…. Żyję jeszcze. A może… Może to być przedsionek Nieba. Może. Tak sobie myślę że Niebo ma wiele przedsionkow. I jeśli już przedsionek wydaje mi się wszystkim czego pragnę, to co dopiero będzie jak będę w Niebie samym!!! Niesamowite!!!!!

MOJE MYŚLI

Leżałam w łóżku tańcząca i uśmiechalam się w ciemność. Do Umiłowanego mojego się uśmiechałam.
„Ukochany?” – szepnęłam.
„Jestem z Tobą Perełko!”
„Wiem, że jesteś – uśmiechnęłam się do Niego – chciałam usłyszeć Twój głos!”
„Kochana Moja!
Byliśmy w Ogrodzie, w naszej altance. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Widziałam Jego Oblicze pochylone nade mną z tkliwoscia i czułością bezgraniczna… Jego cudne, łagodne, kochające Spojrzenie. Patrzyłam w Niego z zachwytem… A
ON zamykał mnie w Sobie, zatapial, otulal mnie Sobą. I tulil mnie mocniej i mocniej. Tonęlam w Umiłowanym moim.
Zobaczyłam dwa serca. SERCE Ukochanego i moje serce. Oplecione wieńcem cierniowym. Serca przytulaly się do siebie i płonęly wielkim ogniem… Z SERCA Umiłowanego nagle wyszła biała Hostia i weszła do serca mojego. Patrzyłam z uwielbieniem i uniesieniem!!!
„Spójrz, Perełko, serca biją w jednym, tym samym rytmie!”
Rzeczywiście… Serca biły w jednakowym rytmie…
„Piękne!!!”- zawołałam tylko. Brakowało mi słów…
Po chwili jednak wyszeptalam:
„Co Ty ze mną robisz, Umiłowany??! Tak bardzo mnie uszczęśliwiasz! Tak bardzo! Co Ty ze mną robisz??”
„Czego pragniesz Perlo?” – usłyszałam czuly głos Ukochanego.
„Ciebie, Ciebie pragnę, Umiłowany!”
„Więc daję Ci Siebie!”
„Dziękuję!” – szepnęłam i pomyślałam że nie będę Go już o nic pytać. Tylko starać się przyjmować.
„Bardzo dobrze, Moja Stokrotko!”
„Stokrotko?” – uśmiechnęłam się radośnie do Ukochanego.
„Jesteś Moją Stokrotka, prawda?”
„Jestem!!!!”
„Moja maleńka Stokrotka, Stokroteczka…”
„Ukochany mój, Najdroższy…”
Znów zobaczyłam jaśniejace nade mną Oblicze Umiłowanego. Pocałowalam Go jak oblubienica całuje swego Oblubienca. On obsypal mnie deszczem pocałunków… Dwa serca zalał ten deszcz i zamiast zgasic wydobywający się z nich ogień, podsycil go jeszcze bardziej.
Teraz tańcze bardzo dla UKOCHANEGO. A moje serce płonie. Jego Miłością.

MOJE MYŚLI

Dziś nie będę opisywać rozmowy z UKOCHANYM. Bardzo baluje z Nim i dla NIEGO.
Opiszę tylko pewien obraz, który zobaczyłam.. Leżałam na SERCU Ukochanego. Tuliłam JE do siebie, mocno, mocno… Nagle znalazłam się na wielkiej łące. Wielkiej, rozległej bardzo. Niebo ja i łąka od horyzontu po horyzont… Łąka była pełna polnych kwiatów. Cudnych!!! Mniejszych i większych, ale pięknych bardzo. Była cała zalana niezwykłym światłem. I ja byłam w tym świetle. Brodzilam w tej łące, kwiaty sięgaly mi po kolana. Czułam się jakbym w niej płynęła… Bardzo byłam szczęśliwa!!!
I to niezwykle światło… Otulalo mnie…
Nagle przede mną pojawił się Umiłowany. Niezwykle piękny!!!.
I… jakby przezroczysty. Przez Niego było widać łąkę. Zauważyłam że ja… też byłam przezroczysta… Ukochany zerwal kilka kwiatów i podał mi uśmiechnięty, promienny. Wzięłam kwiaty. Powachalam… pachnialy znajomo…
„Co to za łąka, Umiłowany?” – spytałam zaintrygowana.
„To łąka Twoich dobrych uczynków, Perełko.” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Co takiego??!!! A gdzie my wogóle jesteśmy??!”
Stał naprzeciw mnie, rozczulony, zachwycony… Ujął moją twarz w obie dłonie i patrząc mi w oczy głęboko, Wyszeptal:
„Moje SERCE szaleje za Tobą, Perełko Moja Umiłowana!”
Patrzył zdumiona i rozpromieniona…
A moje za Tobą szaleje!”
Umiłowany pochylal się i pocałował mnie. Pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje oblubienice.
Potem wziął mnie na ręce i niósł w stronę Nieba… Płynął w kwiatach w stronę Nieba.

MOJE MYŚLI

Byłam z Umiłowanym moim w naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie, cierpiąca bardzo. A Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
„Ukochany… bardzo chciałabym pójść, posiedzieć pod Krzyżem. Ale… zanioslbys…”
„Piękności Moja, oczywiście!” – uśmiechnął się Ukochany​ calujac mnie w czoło.
Wziął mnie na ręce, przytulił do SERCA i wyszedł z altanki. Wzniósł się w górę. I po chwili siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w ramionach i tulil do SERCA..
„Dziękuję…” – z trudem uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Patrzył we mnie z niezwykłą czułością… W Jego ramionach powoli odzyskiwalam siły.
Patrzyłam na drzewo Krzyża. Było coraz większe. Owoce też miało ogromne, dojrzałe. Nie było już różnicy między Owocami Umiłowanego a moimi owocami. Były jednakowo wielkie.
„To Twoja Miłość do mnie, Ukochany!”
„I Twoja do Mnie, Perełko!”
Uśmiechnęłam się do Niego i On Uśmiechał się do mnie.
Pomyślałam że On na Krzyżu zmienil zło w Dobro. Cierpienie w Miłość.
Umiłowany patrzył we mnie…
„Ty zmieniasz tańcząc, Perlo.”
„Ja Ci tylko oddaję. A zmieniasz Ty!!!”
Ukochany zobaczyl że jestem zmęczona. Wzniósł się w górę i wróciliśmy do altanki. Umiłowany położył mnie na kwiatowej kanapie. Pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem.
„Dziękuję, że mnie zanlosles, Ukochany!”
„Od tego jestem, Perełko Moja Umiłowana.”
„Żeby nosić?” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Żeby służyć,!”
Po chwili dodal:
„A Ty Perełko bardzo Mnie uszczęśliwiasz.”
„Od tego jestem” – szepnęłam nieśmiało…
Ukochany rozpromienil się bardzo!!!
„No, Perełko! W końcu mądra i piękna odpowiedź!!! A nie jakieś ‚ale’!”
„Uczę się od Ciebie” – szepnęłam uradowana.
„Pojętną uczennica jesteś!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i obsypal pocałunkami. A ja tulilam do siebie Jego SERCE.
Od tego jestem. Żeby tulic Jego SERCE i żeby tańczyć dla NIEGO.
Od tego jestem. Żeby uszczęśliwiaić Umiłowanego mojego.

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam. Na trawniku przed altanka. Ja siedziałam na trawie, zerwałam stokrotke i wąchałam ją. A Umiłowany stał oparty o studnię, tyłem do Ogrodu i patrzył we mnie z zachwytem.
„Perlo Moja, chodź do Mnie!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
Wstałam z trawy i pobiegłam do Niego. Stanęłam przed Ukochanym, uśmiechając się do Niego. Patrzył we mnie i w Jego oczach widziałam pragnienie… Milczal jednak. I ja pragnęlam. Pragnęlam Go objąć i przytulić do siebie. I to zrobiłam. Objęłam Umiłowanego mojego i przytuliłam do siebie. Wtulil się we mnie… jak małe dziecko.
„Pragnąłem tego Moja Perełko…”
Teraz ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem.
Zaczęliśmy tańczyć .
„Twoje pragnienie jest Moim, a Moje Twoim, Perełko.”
„Zauważylam, Ukochany!
Umiłowany położył głowę na moim ramieniu… Tańczylismy bardzo.
Potem odpoczywalam w altance. Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany był przy mnie czuły i kochający. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i głowe Swą położył się na sercu moim.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo Perełko!”
„Ty mnie bardziej, Ukochany!”
Umiłowany zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy…. Rozpromieniony bardzo patrzył we mnie. Głęboko w oczy patrzył
„Nawet nie wiesz jak bardzo Mnie uszczęśliwiaisz, najmilsza.”
„”Ale….”- urwałam. Ukochany zamknął mi usta pocałunkami.
Serce mnie boli. Ze szczęścia!!!

MOJE MYŚLI

Byłam na Dnie serca mojego. Z Umiłowanym moim byłam. W naszej altance. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, a ja usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi, a głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzyłam w JEGO oczy z zachwytem. A ON patrzył we mnie jakoś dziwnie, smutno i tęsknie… Zasmucona spytałam:
„Co Ci, Umiłowany…?”
„SERCE Moje tęskni za Tobą, Perełko!”
Wstał, podnosł mnie, wziął na ręce i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął z czułością wielką:
„Słudzy siedzą u stóp Swego Pana. A Ja Moich Przyjaciół przytulam do SERCA. Ty, Perełko jesteś Przyjaciółką Moją!”
„Ty Jezu, Przyjacielem moim!!!” – objęłam Go i mocno przytuliłam do siebie. Trwalismy tak długo, we wzajemnym przytuleniu.
W pewnej chwili Umiłowany wstał i położył mnie na kwiatowej kanapie. Ułożył mnie wygodnie. A Sam pochylal się nade mną z wielką Miłością i zachwytem wielkim. Ja patrzyłam w Niego zachwycona, uśmiechnieta i szczęśliwa bardzo!!!
Nagle, w tym samym momencie Umiłowany mój i ja wypowiedzielismy te same słowa…
„Pragnę Ciebie pocało…”
Urwalismy w jednej chwili… Ukochany patrzył we mnie rozpromieniony niezwykle. Ja patrzyłam w Niego uradowana ogromnie! Mieliśmy jednakowe pragnienia… Ukochany zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy. Pocałowal mnie i ja Jego pocałowalam.
Potem Umiłowany popatrzył we mnie dziwnym Spojrzeniem, pochylił się do mojego ucha i szepnął nieslyszalnym prawie szeptem:
„Perlo Moja, jesteś Moim pocalunkien dla świata!”
„Dla świata??!!!”
To było dla mnie nie do ogarnięcia!
Bycie Jego pocalunkien dla najbliższych albo dla moich Duchowych Dzieci, z trudem, ale bym to jakoś zrozumiała… Ale dla świata?!!
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko. I nagle… zobaczylam w nich swoje zdjęcie. Na tym zdjęciu siedziałam na wózku inwalidzkim i byłam bardzo szczęśliwa uśmiechnieta, promienna. Zdjęcie to było umieszczone na fasadzie jakiegoś kościoła przed którym kapłan ubrany na biało odprawial Mszę Świętą. Podnosil do góry wielką białą Hostie. Wszystko widziałam niewyraznie, jakby za mgłą, Tylko wielką białą Hostie i moje uśmiechnięte zdjęcie widziałam bardzo wyraźnie.
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona do głębi… Nie rozumialam… Ukochany promienial . Pochylil się i mnie pocałowal.

MOJE MYŚLI

Weszłam, ale w ogóle nie mam siły ani głowy do pisania. Weszłam, bo ufam że Ukochany mi pomoże.

Wczoraj wieczorem:
Byłam w Ogrodzie, w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Leżałam na kwiatowej kanapie, cierpiąca bardzo. Obolała bardzo i zmęczona. Najdroższy, Umiłowany mój był ze mną. Był przy mnie. Czuwał przy mnie z wielką Miłością i czułością… Jedną dłonią przytulał moją rękę do Swego policzka. A drugą gładzil moje włosy i twarz. Patrzył we mnie Swym pięknym Spojrzeniem z Krzyża. Cierpiał ze mną. A raczej to ja z Nim cierpialam. Patrzyłam w Umiłowanego mojego. Nie miałam siły na uśmiech… Jednak rosło we mnie pragnienie…
„Umiłowany… nakarm mnie. Pro…”
Ukochany sięgnął w miejsce gdzie było JEGO SERCE i wyjął bialutka Hostie i Nią mnie nakarmil. Patrzylam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Patrzyłam, patrzyłam… Długo patrzyłam… Aż w końcu zmeczona zasnęłam.

Obudziłam się po północy. Jeszcze bardziej cierpiąca niż wcześniej. Umiłowany wciąż był ze mną. Pochylal się nade mną czuły i kochający. Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego. I kiedy tak w Niego patrzyłam przyszła mi do głowy pewna myśl. Spojrzałam w Umiłowanego pytająco. On, który znal moje myśli pokiwal twierdzaco głową.
„Tak, Perełko Moja. Jesteśmy na głębi. Na głębi miłości i cierpienia.”
Patrzył we mnie, a w JEGO oczach widziałam Pragnienie…
„Pragnę Cię pocałować, Perełko.”
„Pocaluj, Ukochany.”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy… Pocałowal mnie, jak Oblubieniec całuje oblubienice. Pięknie, czysto i słodko.
Potem zaczął całować bolące miejsce w moim ciele… Zawstydzilam się, bo… On wiedział dlaczego, wystarczy.
” Nie wstydź się Mnie, Perełko.. Kiedyś już odkrylas, odsłomilas przede Mną bolące miejsca w swoim ciele. Nie masz się czego wstydzić. Nie wstydz się proszę.”
„Masz rację Ukochany. Dziękuję…”
Calowal więc bolące miejsce w moim ciele. Pocałunki może nie sprawialy ulgi w cierpieniu, ale zmieniały to cierpienie w taniec.
Umiłowany calowal i całował to miejsce a jednocześnie patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża. Jak to możliwe? Nie wiem. Nie rozumiem tego. Ale jak mam rozumieć skoro jestem na głębi. Na głębi miłości i Cierpienia. Z Umiłowanym moim,…

Nie wiem jak powstała ta notka. Na Pewno nie moimi siłami. Pomógł Umiłowany.

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym, z Najdroższym moim byłam. Siedzieliśmy na trawniku przed naszą altanką. Tzn Ukochany mój siedział, ja leżałam na trawie, a głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzył we mnie z niezmierną miłością i tkliwością…
„Mój Piękny…” – szepnęłam z zachwytem. Uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Mój Piękny…- powtórzyłam – pragnę Cię pocałować!”
„Pocałuj.”
„Nie mogę sięgnąć…”
Umiłowany zbliżył moją twarz do Swojej. Pocałowałam Go…
„Zmęczona jestem!” – zaśmiałam się. Ukochany uśmiechnął się także.
„Pracujesz na Moją chwałę, Perełko Moja. Dziś odpocznij.”
Ale ja wstałam, uśmiechnęłam się do Umiłowanego. I spytałam:
„Zatańczymy, Ukochany?”
„Zmęczona jesteś, wiem jak bardzo. Odpocznij, Perełko.”
„Taniec z Tobą jest odpoczynkiem dla mnie! i -chwycilam Jego ręke i zaczęłam ciągnąć – Proszę! Proszę!”
Umiłowany roześmiał się perliscie.
„Oj, Perlo, Perlo!!!”
Wstał i objął mnie jak Oblubieniec obejmuje Swą oblubienicę. Przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem duszą i ciałem. Tańczyliśmy.
„Powiedziałeś że pracuję na Twoją chwałę. To dla mnie zaszczyt, a nie praca!”
Zaczęłam już powoli układać modlitwy wiernych dla Oremusa. Pierwsze zadania nie bardzo mi wychodzily. Zobaczyłam jak bardzo ubogie mam słownictwo. Jednak otworzyłam słownik synonimów iv razie potrzeby z niego korzystam. Musiałam też wejść w pewien kanon i styl. Ale jak już weszłam, to…
Ukochany przerwał moje rozmyślania.
„Piękne modlitwy układasz, Perełko Moja!”
„Tylko dzięki Twojej pomocy, Umiłowany! Tylko dzięki Tobie!”
Po chwili dodalam:
„A czy ich wysłuchasz?”
Ukochany uśmiechnął się do mnie.
„Ja wysłuchuję każdej modlitwy.”
Wziąl mnie na ręce, zaniósł do altanki i polozył mnie na kwiatowej kanapie. Pochylał sie nade mną z zachwytem.
„Moja Piękna! Pragnę Cię pocałować.”
„Pocałuj” – szepnęłam.
Umiłowany zbliżył Swoją twarz do mojej. Pocałował mnie. Potem położył głowę na sercu moim. Tańczyliśmy…
Wciąz tańczymy.

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Z Umiłowanym moim byłam.
Siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Umiłowany siedział na ławce, ja siedziałam obok Niego. Trzymał moje ręce w swoich dłoniach i położył we mnie jak Oblubieniec patrzy w oblubienicę. Jego Spojrzenie było jasne i czyste. I ją patrzyłam w Ukochanego jak oblubienica patrzy w Oblubieńca. Z zachwytem i uwielbieniem. Drzewo Krzyża rosło przed nami, pod drzewem lśniła Łąka bukietowa. A wokol rozpościeral się Ogród. Bujne, kolorowe, wielkie kwiaty. Nic więc dziwnego że pachniało dookoła.Ale w pewnej chwili poczułam zapach, bardzo piękny.
„Ale pachnie!”
Ukochany rozpromienił się bardzo.
„To pachnie Miłość, Perełko Moja!”
Spojrzałam w Niego pytakaco. Zdumiona byłam! Pachniało coraz intensywniej. Zagłuszało zapachy innych wielkich kwiatów I poznałam co tak pachniało… Mój ulubiony, maleńki kwiatek. To była… „Stokrotka…?” – szepnęłam uśmiechając się do Umiłowanego.
„Miłość ma zapach stokrotki, Perełko!” – szepnął Ukochany całując mnie w czoło.
Jaka byłam szczęśliwa!!! Jak bardzo Umiłowany mnie uszczęśliwia, wywyższa! Jak bardzo!!!
„Taki maleńki i niewidoczny, a tak pachnie!” – dziwiłam się.
„To co małe i ukryte dla Mnie pachnie Miłością!”
Patrzyłam w Ukochanego w milczeniu zachwycona. Umiłowany jaśniał…
Siedzieliśmy na ławeczce jeszcze chwilę. Potem Ukochany wstał, wziął mnie na ręce i wróciliśmy do altanki. Umiłowany wszedł do niej. Położył mnie na kwiatowej kanapie.
Pochylił się nade mną i nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczyłam. A Umiłowany obsypypywal mnie pocałunkami. Deszczem pocałunków! Całował moje serce. I położył Swą głowę na moim sercu… A ono tańczyło, skakało ze szczęścia!
Pragnę być Jego stokrotką. I pachnieć Jego Miłością!

MOJE MYŚLI