NOC Z UKOCHANYM

Cała noc tańczyłam bardzo.

Byłam w Ogrodzie z Umiłowanym moim. Tulił mnie do SERCA.  Pochylony nade mną z tkliwościa wielką i miłością. Patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża. Cudnym Spojrzeniem… trzymał mnie za rękę
“Tańczymy”- szepnęłam uśmiechając się do Niego z wysiłkiem.
“Tańczymy, Perełko Moja”.
Ukochany tulił mnie bardziej i bardziej. Tulił też moją rękę do Swojego policzka. Znów byłam dzieckiem w Jego ramionach.
Tańczymy.

Dla mnie cierpienie dla Ukochanego i miłość do Niego to synonimy. To taniec. Ofiara cierpienia.

NIGDY DOŚĆ!

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Razem z Umiłowanym. Na ławeczce pod różami, obok studni. Siedziałam przy Ukochanym. On patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem, ja uśmiechałam się zapatrzona w Niego
“Zatańczymy?”- spytałam.
“Nie chcesz trochę odpocząć, Promyczku? Nie dość Ci tańca?”
“Dla Ciebie, Ukochany??! Nigdy dość!!!”
I Ukochany porwał mnie do tańca! Ale jak! Wziął mnie na ręce i wirowal po Ogrodzie! Szczęśliwy, promienny. Wirowal ze mną na rękach! Ja śmiałam się w glos, także szczęśliwa bardzo! A On wirowal i wirowal….
W końcu posadził mnie na ławeczce i sam usiadł obok. Patrzył we mnie płomienny… Wzięłam Jego dłoń, podniosłam do moich ust i ze czcią ucałowałam Jego Ranę.
“Bardzo Cię boli… nie dość Cl tańca?”
“Dla Ciebie Promyczku, nigdy dość!”
Wtedy moje serce drgnęło. Ukleklo przed Umiłowanym. Wszystkie rośliny w Ogrodzie oddały Mu pokłon. A ja wciąż całowałam Ranę Ukochanego.

MIŁOŚĆ SŁÓW NIE POTRZEBUJE

Zmęczona bardzo jestem, więc proszę wybaczyć jeśli będę pisała chaotycznie.

W nocy leżałam w łóżku tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany był ze mną, pochylony, przy moim łóżku. Patrzył we mnie z ogromną czułością i współczuciem… Był poważny, żeby nie powiedzieć smutny.
“Ukochany… ja dla Ciebie”.
“Wiem, Promyczku”.
“Chcę Cię uszczęśliwić, usłużyć Ci”.
“Uszczesliwiasz Mnie bardzo i słuysz Mi, Perełko”.
Patrzyłam w oczy Ukochanemu i On patrzył w moje. Był blisko, bardzo blisko mnie.
“To dlaczego… dlaczego jesteś smutny…?”
Ukochany spojrzał we z bezbrzeżna miłością.
“Bo cierpisz, Mój Promyczku”.
“Ty cierpiałeś za mnie tysiąckroć bardziej…- szepnęłam. I chciałam powiedzieć, że kiedy pomyślę jak On strasznie cierpiał za mnie to serce mnie boli. Ale z Jego cierpienia wyrosło wielkie Dobro, moje Zbawienie. I ja pragnę, żeby, jeśli to możliwe, moje małe cierpienia przyniosły choć trochę dobra. Że chcę iść za Nim, naśladować Go. To wszystko chciałam Mu powiedzieć. Ale nie miałam siły. Wzięłam więc Jego dłoni i przytuliłam do policzka i szepnęłam:
“Dzięki Twojemu cierpieniu, moje cierpienie ma Sens”.
Ukochany przytuli się do mnie i rozpromienil się nade mną. Tak trwalismy. Bez słów. Miłość słów nie potrzebuje.

DOBRZE

Ukochany tulił mnie do SERCA pochylony nade mną z miłością wielką. A ja byłam dzieckiem, niemowlęciem w Jego ramionach.
“Tak dobrze mi Umiłowany, przy Sercu Twoim! Tak dobrze mi z Tobą!”
“I Mnie z Tobą dobrze, Perełko Moja”.
Tańczyłam bardzo intensywnie. Ale nie rozmawialiśmy o cierpieniu, o tańcu. Ukochany był ze mną, patrzył w moje oczy, a ja uśmiechałam się do Ukochanego.
Dwa krzyże, Jego i mój, znów się objęły, uścisnęły, ucałowały…

JEGO PIĘKNEM

Obudziłam się… w Ogrodzie Sercowym (lubię tak go nazywać), na ławeczce pod różami. Umiłowany pochylal się nade mną. Jak tylko się obudziłam rozpromienił się nade mną. A ja Uśmiechałam się do Niego. Trwalam przytullona do Jego Serca, bezpieczna i bardzo szczęśliwa. Jezus patrzył we mnie z miłością… Wtem w oddali zobaczyłam małego kolorowego ptaszka. Frunął do nas. Przyfrunal i usiadł na ławeczce. Ukochany podstawil rękę i ptaszek bez wahania usiadł na Jego dłoni. Byl oswojony! Nie bał się w ogóle! Poświergotal i odleciał.
Oswoiles mnie niczym tego ptaszka…”- szepnęłam. Ukochany patrzył we mnie promienny.
”Ty, Mój Promyczku jesteś przepięknym Motylem. Trzeba było Cię o tym przekonać, pokazać Ci Twoje piękno”.
“Pokazałeś i przekonales mnie”.
Uśmiechnął się do mnie, i ja do Niego się Uśmiechałam.
“Głoś to, Promyczku!”
Gloszę!

 

PO TO JESTEM

Noc. Tańcząca.
Jestem w Ogrodzie mego mego serca. Ukochany tuli mnie do SERCA, pochylony nade mną z czułością wielką. Patrzy we mnie Swym cudnym Spojrzeniem… W Jego oczach widzę całkowite oddanie…
“Jak bardzo się o mnie troszczysz, Ukochany! Jak bardzo! Dziękuję!!!”
Umiłowany patrzy mi w oczy promienny.
“Po to jestem, Mój Promyczku”.
“Widzę to na każdym kroku…”
Ukochany wie że zmęczona bardzo jestem, tuli mnie jeszcze bardziej:
“Odpocznij przy Sercu, Perełko”.
A ja zachwycona szepczę dalej:
“Tak bardzo mnie kochasz!”
“Po to jestem Mój Promyczku. I Ty Mnie kochasz”.
“Po to mnie stworzyłeś, po to jestem. Pragnę Cię kochać!”
Umiłowany zanurza mnie w Sobie… Tańczymy.

MAMA PRZYSŁAŁA DO MNIE… :)

Tańczący leżałam w łóżku. Ukochany był ze mną przy moim łóżku. Pochylal się nade mną z czułością. Trzymał mnie za rękę. Na jej nadgarstku była bransoletka–Rozaniec. Ukochany spojrzał na niego, Uśmiechając się do mnie, powiedział:
„Teraz już się nie zerwie”.
„Myślę że nie”.
Uśmiechałam nie do Niego.
„Opowiedz Mi o nim”.
„Przecież wiesz! Twoja MAMA Ci na pewno o mówiła. Prosiłam JĄ o to”.
„Mówiła, ale chciałbym usłyszeć o tym jeszcze od Ciebie, Promyczku”.
Opowiedziałam Umiłowanemu, opowiem i Wam 🙂

Pewnie pamiętacie jak jakiś czas temu pisałam na blogu, że kupiłam sobie srebrny różaniec na rękę. Wyglądał na mocny. Niestety był bardzo delikatny i przy moim napięciu spastycznym i ruchach mimowolnych często się zrywał. Wpadłam na pomysł i postanowiłam popytać jubilerow na FB czy by nie zrobili takiego różańca na zamówienie. Napisałam taki tekst, list i zdjęcie mojego delikatnego Różańca i powysylalam do różnych jubilerow :
„Witam serdecznie,
Mam pytanie. Czy mogą mi Państwo zrobić srebrny różaniec na rękę w formie bransoletki na zamówienie? Jestem osobą niepełnosprawna mam silne napięcie spastyczne. Bransoletka różaniec, którą noszę była już kilka razy niechcący zrywana… Zastanawiam się czy można zrobić silniejszy łańcuszek? Taki, który by się tak szybko nie zrywal? Wzór podobny jak w załączniku, może być bez medalika. Czy mogą mi Państwo zrobić podobny na zamówienie,? Jeśli tak, to ile by to kosztowało? Pozdrawiam.”

Odpisało mi kilku. Jeden mnie po prostu zbyl, inny napisał, że „coś może uda się wykombinować, jeszcze inny proponowal mi gotowe różańce podobne do tego, który miałam
Powoli wątpilam że to się uda… Ale oddałam tę sprawę MAMIE. I czekałam.
Wtedy odezwał się Pan, który od razu przyjął ode mnie zamówienie. Moje pytanie potraktowal jak zamówienie. Konkretny, fachowy widać bardzo. I bardzo uprzejmy. Przeczytajcie sami:
Pan jubiler
-Dzień dobry. Jak duże powinny być te kuleczki (średnica)?
Ja:-Malutkie, 3mm
-Sprawdzimy czy uda nam się dokupić takie srebrne kulki (by ich specjalnie nie robić) i dam Pani znać. Myślę że powodem zrywania się bransolety nie jest nietrwałość łańcuszka, lecz to że przy paciorkach różańca koluszka są zaginane a nie lutowane. W momencie szarpnięcia koluszko się otwiera i nastepuje zerwanie bransolety (proszę zwrócić uwagę czy te zerwania powtarzają się w tych miejscach). Aby to nie następowało należy wszystkie łączenia z kulkami zrobić LUTOWANE. jest to 20 dodatkowych lutowań.

-Tak. Odginaja się gdy o coś niechcący zahacze. Prostują się nawet… Musze przyznać że pytałam o te bransoletkę, różaniec kilku jubilerow i Pan pierwszy, jedyny potraktował moje pytanie poważnie. Dziękuję ☺
-Przedstawiła Pani problem, a zawsze staramy się przeanalizować powód powstawania problemu. Wiemy w jaki sposób jest wykonywana taka biżuteria więc łatwiej nam znaleźć przyczynę powstawania uszkodzeń, a co za tym idzie sposób jego rozwiązania. Co prawda każdy łąńcuszek można zerwać, lecz gdy wykonamy lutowane ogniwa, a ponadto możemy zastosować rodzaj zapięcia również z lutowanym koluszkiem, możliwość jej zerwania będzie wielokrotnie mniejsza. Ten ostatni element wiąże się jednak z pewnym ryzykiem – dlatego proszę o przemyślenie tego – zapięcia ogólnie zostawia się nielutowane (jest to taki „zawór bezpieczeństwa” by w momencie bardzo mocnego szarpnięcia nie uszkodziło ręki, tylko aby to jedno ogniwko przy koluszku rozgięło się) – czy to koluszko też miałoby zostać zalutowane, czy jednak zostawić je tylko zagięte?
Artur Węc
-Dziękuję bardzo. Proszę lutowac wszystkie
-w porządku.

Pan Artur przysłał mi formularz zamówienia, wypełniłam. Omówiliśmy szczegóły:
Bransoleta różaniec
1) długość bransolety miała 19,5cm (bez przedłużenia). Przedłużenie o 1,5cm.
2) 11 kulek na obwodzie
3) 10 kulek w jednakowej odległości , 1 dalej od innych (jak na zdjęciu) splot łańcucha ankier.
4) Zapięcie konik,  Wszystkie koluszka łącznie z zapięciem lutowane

5 dni później… Różaniec był już na mojej ręce.

„Panie Arturze.
Różaniec przyszedł dzisiaj. Jest
przepiękny! Cudny bardzo! Taki delikatny… I widać mocny bardzo.
Prześliczny! Bardzo, bardzo dziękuję! Pozdrawiam serdecznie
Monika”
” Pani Moniko,
Bardzo się cieszę że podoba się Pani –  oby zdał egzamin 🙂
Do usłyszenia
Artur Węc”

MAMA przysłała do mnie tego pana… 🙂

NA KRZYŻACH

Obudziłam się, było ciemno, po północy. Od razu poszłam do Ogrodu mojego serca. Do Kącika Różanego, obok studni. Na ławeczce siedział mój Umiłowany. Usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi, a głowę położyłam na Jego kolanach. Ukochany pochylal się nade mną z czułością. Położył Swoją dłoń na mojej głowie i gładził włosy i twarz. Tańczyliśmy. Oboje na krzyżach, choć niewidocznych, na krzyżach.
“A kochasz Ty Mnie, Promyczku?”
“Przecież wiesz… nad życie!”
A po chwili ja spytałam, choć odpowiedz znałam.
“Nad życie!”
Wciąż tańczymy z Ukochanym.

UŚMIECH RODZI UŠMIECH

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.

Leżałam i tęskniłam… Ukochany stanął przy moim łóżku i wziął mnie na ręce. I chwilę później byliśmy w Ogrodzie mego serca, na ławeczce pod różami.
“Chciałem żebyś była tu ze Mną, Perełko Moja”.
Uśmiechalam się do Niego z wdzięcznością.
Umiłowany tulił mnie do SERCA, patrzył we mnie z miłością, i współczuciem. Uśmiechałam się do Umiłowanego.
“Ty, Promyczku tak cierpiąca a tak się uśmiechasz”.
“Uśmiecham się,bo nie chcę, żebyś był smutny. A jak ja się uśmiecham to Ty… też!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
“Uśmiech rodzi uśmiech, Promyczku!”
“Tak…”
Uśmiechałam się do Ukochanego, a On się do mnie uśmiechał…

MIŁOŚĆ W TAŃCU

Noc. Leżałam w łóżku i tańczyłam bardzo intensywnie.

Byłam w Ogrodzie mego serca na ławeczce, w Kąciku Różanym (tak go nazwałam), przy studni. Umiłowany mój był ze mną. Trzymał mnie, obolała w ramionach i tulił do Serca.  Pochylal się nade mną z miłością, z wielką miłością! Spojrzałam na ogromne pąki, kwiaty róż, których krzewy rosły wokół ławeczki i studni. Ukochany też spojrzał na nie.
„To Twoja miłość do Mnie, Promyczku. Miłość w tańcu”.
Uśmiechnęłam się do Ukochanego. Tulił mnie do Serca mocniej i mocniej… słyszałam Jego bicie.
„To dopiero jest Miłość w Tańcu!” – pomyślałam.

NACZYNIE

Weszłam do Ogrodu mojego serca. Umiłowany stał na przy ławeczce. Czekał na mnie, bo gdy tylko weszłam wziął mnie za rękę.
“Chodź Mój Promyczku!”
Roześmialam się radośnie. Poszliśmy. Szliśmy alejkami Ogrodu podziwiając piękne kwiaty. Aż doszliśmy do przepięknego zakątka Ogrodu.   Wśród krzewów róż o wielkich kwiatach, pąkach stała ławeczka, a obok niej studnia. Na niej drewniane wiaderko.
“Jak tu przepięknie!”- zawołałam zachwycona. Ukochany wskazał dłonią zapraszając, żebym usiadła. Kiedy to zrobiłam, usiadł obok mnie.
“Jeśli chcesz, Promyczku, możemy się spotykać tutaj”.
“Chcę!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie i przytulił do Serca. Długo tak trwalam przy Jego Sercu, aż  usłyszałam szept:
„Daj Mi pić”.
Szybko wstałam i podeszłam do studni. Wzięłam wiaderko, nałożyłam na haczyk i zaczerpnęłam wodę. Była krystalicznie czysta. Nie miałam jednak naczynia, w którym mogłabym ją podać Ukochanemu… Niewiele myśląc nabrałam wody w dłonie. Dziwna rzecz… woda nie wyciekała. Nabrałam więc wody w dłonie i klęknęłam przed Ukochanym.
„Przepraszam… nie mam naczynia…”- szepnęłam zawstydzona, podając Mu wodę w dłoniach.
Ukochany wziął moje dłonie w Swoje, pochylił się i pił.  Potem nachylił się jeszcze bardziej, wziął moją twarz w obie dłonie i powiedział:
„Ty, Promyku jesteś Moim naczyniem. Naczyniem Mojej miłości dla innych”.
„Pragnę być…”
„Jesteś. Przez Ciebie daję innym pić”.
Trwałam klęcząca z twarzą w Jego dłoniach…

BYLE Z NIM

Noc. Tańczyłam bardzo intensywnie.Bardzo. Ukochany był ze mną. Przy moim łóżku. Pochylal się nade mną z czułością większą niż najczulsza matka… Trzymal mnie za rękę. Leżałam w łóżku. Pomyślałam, że wszystko jedno czy jestem w łóżku, czy w Ogrodzie serca, na jeziorze czy przy fontannie, byle z Nim.  Byle z Ukochanym. Tańczyłam a Ukochany przyjmowal mój taniec, moje cierpienie.
Dwa krzyże, Jego i mój znów się objęły, w przytuleniu, w uścisku miłości.
Tyle od Niego w życiu dostałam. Tyle mi dał. I wciąż daje. Ale przede wszystkim daje mi Siebie! Wciąż daje mi Siebie! I chcę Mu siebie oddawać.  Całkowicie i wciąż.
Ukochany patrzył we mnie… a ja w Niego patrzyłam. Dwa krzyże przylgnęły do siebie, uścinely się tak mocno, że nie widać było gdzie kończył się jeden, a zaczynał drugi. Tak ściśle. W miłości i tańcu.
Tyle w świecie jest ułudy i kłamstwa, zwidów i mar ukrytych pod róznymi postaciami. Tylko On jest prawdziwy. Jest Prawdą, Drogą i Życiem.
Byle z NIM

ODKRYWA MI SIEBIE

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca.

Byłam w Ogrodzie, na ławeczce. Ukochany tulił mnie do Swojego Serca… Znów byłam dzieckiem, Jego dzieciątkiem w Jego ramionach. Ukochany pochylal się nade mną z miłością i tkliwościa wielką. Uśmiechałam się do Niego tańcząca. Pomyślałam że nie mam na razie ochoty na wycieczki.  Że chcę być z Umiłowanym. Tylko z Nim. Uśmiechnęłam się znów do Niego i do swoich myśli. Ukochany, który znał je, też się do mnie uśmiechał.
“Nie, Promyczku, dzisiaj nigdzie nie idziemy”.
“Chcę być z Tobą, Umiłowany”.
Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
“Pozwalasz mi się odkrywać. Bardziej i bardziej. Dziękuję!”
“To Ty, Promyku pozwalasz Mi się Tobie odkrywać”.
Tulił mnie do Serca…

PO WODZIE, DROGA

Byłam w Ogrodzie mego serca. Na ławeczce z Ukochanym. Tulił mnie do Serca. Uwielbiałam Go. Ukochany pochylony nade mną. Patrzył we we mnie z miłością. A ja w Niego patrzyłam. Trwalismy tak w tańcu.
“Jeszcze nie widziałaś jeziora, Promyczku, pokażę Ci”- uśmiechnął się Ukochany i uniósł się do góry.
“ To tu jest jezioro,?”- zapytałam zdumiona. Nie wiem czym bardziej, czy tym że tu jest jezioro, czy tym że lecimy… Lecielismy dosyć długo. Az w końcu Ukochany stanął na brzegu jeziora. Postawił mnie na ziemi. Jezioro nie było małe, ani duże. W sam raz. Było pięknie. Świeciło
słońce. A od wody wiał lekki wietrzyk. Na drugim brzegu jeziora było widać las. Usiadłam na brzegu. Ukochany stał
“Może się przejdziemy, Promyczku?” – spytał. Skinęłam głową uśmiechając się do Niego. Już miałam wstawać z ziemi kiedy patrzę… a Ukochany wchodzi,… na jezioro. Byłam w szoku!!! Ukochany stał na wodzie! Więcej! Szedł po niej…
“Promyku!”
“Myślałam że chcesz się przejść brzegiem…”
„Chodż do Mnie, Promyczku!”
Podeszłam do wody i chciałam włożyć do niej stopę. Woda jednak stawiła opór. Była twarda, powierzchnię miała twardą. Postawiłam na niej stopę… potem drugą. Stałam na wodzie! Ukochany promieniał, smiał się w głos. Ja zresztą też!
„Wiedziałem że dasz radę, że możesz, Promyczku! Teraz chodź do Mnie”.
Spojrzałam w Ukochanego… Patrzył we mnie uważnie, ale z uśmiechem. Zrobiłam najpierw jeden krok, potem drugi, trzeci… czwarty. Woda sprawiała wrażenie twardego asfaltu. A ja szłam po niej wpatrzona w Ukochanego. Za chwilę stałam już przy Nim.
„Jestem z Ciebie dumny, Promyku”.
Byłam zbyt zaskoczona, żeby cokolwiek powiedzieć. Patrzyłam w Niego.
„Chodźmy”- głos Ukochanego unosił się nad wodą.
Szliśmy, Umiłowany szedł obok mnie, czasem troszkę mnie wyprzedzał, ale tylko po to, żeby coś pokazać. Np rybkę wyskakującą z wody. A ja szłam po wodzie coraz pewniej. Powoli wystarczała mi świadomość, że Ukochany jest ze mną i nic nie może mi się stać. Nie musiałam wciąż w Niego patrzeć, wystarczała świadomość, że jest. Zresztą Ukochany nie pozwalał mi w Siebie patrzeć, bo co i rusz coś ciekawego mi pokazywał. Wyciągał rękę i pokazywał, a ja patrzyłam tam gdzie pokazuje. Szliśmy już długo, gdy nagle jezioro zaczęła zasnuwać mgła. Coraz gęstsza i gęstsza. Po chwili była tak gęsta, że już nic przed sobą nie widziałam. Ukochany też znikł. Stałam niepewna na wodzie, nie wiedząc co zrobić.
„Ukochany!”
„Jestem, Promyku. Idź prosto przed siebie. Jestem”.
„Jest”- szepnęłam i zaczęłam iść przed siebie – „Jest”. Ta myśl, wiara, pomagała mi iść. Szłam, szłam i szłam… aż się zmęczylam… Na szczęście mgła ustępowała. Ani się nie obejrzałam kiedy stanęłam na brzegu jeziora. Ukochany był przy mnie. Za Nim rozciągał się las… dziwny. Prowadziła do niego niebezpieczna, kamienista droga, która zmieniała się w ciemny, czarny tunel. Patrzyłam zaintrygowana.
„Tam też pojdziemy, ale jeszcze nie teraz”- głos Ukochanego brzmiał bardzo poważnie i tajemniczo.
„To dobrze, zmęczona jestem”.
Ukochany jednym ruchem wziął mnie na ręce i jednym ruchem, krokiem pokonał jezioro.
Za chwilę znów siedzieliśmy w Ogrodzie, na ławeczce, a Ukochany tulił mnie do Serca.
„Cudnie było, choć trochę się strachu najadłam”- szepnęłam.
„Jestem z Ciebie dumny, Perełko”.
Patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam… Po chwili spytałam:
„A co to była za droga? i dokąd prowadzi tamten tunel? Taki ciemny…”
„Do Domu”.
„Do Domu???!”
Ukochany skinął głową.
„Tak niebezpiecznie i ciemno…?”- pomyslałam. I pomyślałam, że do czegoś cennego, najcenniejszego, najdroższego musi prowadzić właśnie taka droga. Ciężka i ciemna. Bo, żeby byla jasność, potrzebna jest najpierw ciemność.
Ukochany, który znał moje myśli, pokiwał twierdząco głową.
„Własnie tak, Promyku”.

WYWYŻSZA

Tańczę bardzo intensywnie więc nie wiem jak będzie z pisaniem notki. Ale ufam że Ukochany pomoże. Jeśli chce, żebym pisała to pomoże. Nie ma wyjścia 🙂

W nocy leżałam tańcząca bardzo.

Byłam w Ogrodzie. Umiłowany tulił mnie do Swojego Serca. Pochylony nade mną z czułością. Patrzył we mnie… nie potrafię opisać jak On we mnie patrzył… Spojrzeniem  Krzyża? Też. I jednocześnie świetliscie, jasno, promiennie. Niebiańsko… Miłość patrzyła z Miłością.
“Moje Niebo…”
Tak sobie wyobrażam Niebo. Ukochany wpatruje się we mnie, a ja w Niego. W Miłości. W oddaniu. W jasności. Wtedy usłyszałam głos, słowa Ukochanego które wychodziło z Jego ust jak i z kazdej części Ogrodu:
„Twoje serce, ten Ogród jest niebem,  Ty, Promyczku jesteś niebem dla Mnie”.
Tego było już za wiele dla mojego małego, biednego serca. Zeskoczyłam z kolan Ukochanego i rzuciłam się do Jego stóp.
„Tak mnie wywyższasz… AŻ tak mnie wywyższasz…” – szeptałam.
Ukochany wstał z ławeczki i podniósł mnie.
„Kto się poniża, będzie wywyższony, Promyku” – powiedział patrząc mi prosto w oczy.
„Na Twoją chwałę, Ukochany!!!”
Umiłowany objął mnie i mocno tulił do Serca…

UNIŻYĆ SIĘ

Leżałam w łóżku tańcząca.

Byłam w Ogrodzie mego serca. Ukochany siedział na ławeczce i tulił mnie do Serca. Szeptał z czułością:
“Moje kochane dzieciątko”.
“Tak…”
Byłam Jego dzieciątkiem, Jego maleństwem. Doswiadczalam tego od jakiegoś czasu.
“Ukochany, Ty tulisz mnie do Serca,a ja klecze przed Tobą. Moje serce przed Tobą klęczy”.
“I Moje Serce przed Tobą klęczy, Promyczku”.
“Tak… wiem, Umiłowany!! Tego nie można w ogóle porównywać. Nie da się tego pojąć… Ty tak wielki i potężny , a AŻ tak się unizasz!!!”
“Z miłości do Ciebie, Perełko”.
Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i wdzięcznością.
„Też bym chciała Aż tak się uniżyć… to znaczy podobnie…”
„Uniżasz się kiedy pozwalasz być dzieciątkiem w Mych ramionach. Kiedy pełnisz Moją Wolę. Kiedy bardziej ufasz niż wiesz, niż próbujesz zrozumieć, Promyczku. Uniżasz się, Moje dzieciatko”.

PIĘKNE ŻYCIE – DZIĘKI UKOCHANEMU

Wieczorem leżałam w łóżku tańcząca bardzo.

Byłam w Ogrodzie mego serca. Ukochany siedział na ławeczce. Tulił mnie do Swojego Serca. Patrzył we mnie z tkliwościa wielką…
“Zmęczona bardzo jestem, Ukochany”.
“Wiem, Perełko Moja. Przy Sercu odpocznij”.
Uśmiechnęłam się do Niego. Patrzył we mnie pochylony.  W Jego oczach widziałam bezbrzeżna i miłość do mnie. Patrzyłam i patrzyłam aż zasnęłam…

Obudziłam się. Ukochany wciąż trzymal mnie na rękach i patrzył we mnie z miłością.
“Spałas tak słodko, Promyczku”.
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Tańczyłam wciąż bardzo. Ale wiedziałam i widziałam, że Ukochany ten mój taniec przyjmuje. Patrzył we mnie taki przejęty… oddany, Kochający. Tańczył ze mną.
“Promyczku, zabieram Cię na wycieczkę po Ogrodzie!”- szepnął uśmiechając się do mnie tajemniczo.
“Ale ja nie mam siły teraz nigdzie chodzić…”- pomyślałam ze smutkiem. Ukochany wciąż uśmiechał się promiennie.
“Nie martw się, Promyczku. Od czego masz Mnie?
I… uniósł się do góry trzymając mnie na rękach… Zaczęliśmy lecieć… Widziałam Ogród z góry. Byłam zaskoczona i zachwycona tym że lecimy. A także Ogrodem! Był przepiękny!!! Z góry wyglądał jak wielobarwny dywan kwiatowy. Kobierzec, w różne wzory, kolorowy gobelin.
“Jak pięknie!!! Jak przepięknie!!!”- wolałam co chwila z zachwytem. Ukochany uśmiechał się tajemniczo. Ja wciąż podziwialam:
“Jak cudownie! Jak pięknie!!”
“To Twoje życie, Promyczku!”
Spojrzałam w oczy Ukochanemu.
“To dzięki Tobie jest tak piękne!”
Ukochany patrzył we mnie z miłością…

TU

Obudziłam się. Noc. Ukochany stał przy moim lozku. Pomyślałam, że przyszedł zaprowadzić mnie do Ogrodu mojego serca i zdziwiłam się, bo nie tańczyłam aż tak bardzo, żeby nie móc pójść sama. Ukochany jednak promienny, uśmiechnięty wyciągnął do mnie rękę i pomógł mi wstać. “Zabieram Cię na wycieczkę, Promyczku!”
“Na wycieczkę??”
Ukochany uśmiechał się tajemniczo. Wziął mnie pod rękę i… Wzbilismy się w górę. Lecieliśmy!!! Przelecielismy przez dach mojego domu, tak jakby go w ogóle nie było! Lecieliśmy wyżej i wyżej… Mijaliśmy po drodze chmury i ptaki. Lecieliśmy wyżej, wyżej i wyżej. Ziemia stawała się coraz mniejsza i mniejsza. Byliśmy w kosmosie… Zachwycona oglądałam ziemię, księżyc, planety i gwiazdy. Wszystko to było bardzo piękne. Ale…
“Ale gdzie jest Niebo?”
Umiłowany patrzył we mnie czułym spojrzeniem. Dotknął mnie, miejsca w którym znajdowało się moje serce i powiedział z prostotą:
“Tu”.
“Chodzmy więc tam,dobrze? “
Ukochany skinął głową i uśmiechnął się do mnie. Chwilę potem byliśmy w Ogrodzie mojego serca. Umiłowany siedział na ławeczce, trzymał mnie w ramionach i tulił do Swego Serca, pochylając się nade mną…
“Bardzo Ci dziękuję za cudną wycieczkę, Ukochany. Ale wolę Tu”.
“JA też, Mój Promyczku. Ja też”.

KLĘCZAŁ…

Wczoraj nie dokończyłam notki, nie dałam rady. Spróbuję dzisiaj.

Stałam przy ławeczce. Nagle zobaczyłam Ukochanego, który trzymał w ramionach… zawiniątko. Szedł ze środka Ogrodu i wolał, żebym przyszła.
“Promyczku, mam dla Ciebie niespodziankę! “
Podbiegłam do Niego zaciekawiona.  Ukochany trzymał na  dzieciątko malenkie…  spalo slodko. Ukochany rozpromieniony spojrzał na mnie. “Oto Twoje dziecko, Promyczku. Gabrysia. “
Zaniemówiłam. Patrzyłam na mmoje Duchowe Dzieciatko… Modlilam się za Nie dziewięc miesięcy. Byłam zachwycona!!! Patrzyłam z miłoscią na Dzieciątko.
„Ale przecież dopiero jutro…”
„Tak, jutro ma się urodzić. Ale chciałem, żebyś Ty Je zobaczyła, Promyku”.
„Dziękuję!”
Patrzyłam na Nie, spało tak słodko na rękach Jezusa… Potem znikło. Ale Ukochany nie dał mi się ani chwili smucic. Przeciwnie.
„Chodź! Coś Ci pokażę!” – powiedział z radością.
Wziął mnie za reke i zaczął prowadzić. Zaprowadził do rabatki gdzie rosło siedem kwiatów. Były one różnej wielkości i miały płatki podobne do serc.
„Zobacz! To Maria, Jakub…”- zacząl wyliczać…
Zaczęłam wyliczać i ja:
„Weronka, Mateusz, Tomasz, Emmanuel i Gabriela…”
To były imiona moich Dzieciątek!
Patrzyłam w Umiłowanego… i On we mnie patrzył… Słow brakuje.

Dziś w nocy tańczyłam bardzo intensywnie… Ukochany był przy mnie. Leżałam w łózku, a On pochylał się nade mną z ogromną, bezgraniczna Miłościa, czułością. Trzymał moją rękę w Swych dłoniach. Podniól ją potem przycisnął do  Swojego policzka… do ust i pocałował…
Wtedy ja  przysunęłam Jego dłoń do mojego policzka, do moich ust i pocałowałam… Ukochany pochylał się nade mną. Był blisko, przy moim łózku. Pomyślałam, zastanawiałam sie jak to możliwe, że Jego twarz mogła być tak blisko mojej. Leżałam w łóżku a On tak bardzo pochylał się nade mną.
I wtedy zobaczyłam ten obraz z lotu ptaka.
Leżalam w łóżku tańcząca bardzo, a Umiłowany mój… klęczał przy moim lóżku. Klęczał przede mną, pochylony, ja całowałam Jego dloń…
Łzy w oczach miałam.

MIŁOŚĆ POMOGŁA

Noc. Tańczę bardzo intensywnie.. Bardzo pragnę zejść do Ogrodu mojego serca. Nie mam siły, ale próbuję.
„Ukochany czeka, Ukochany czeka”- mówię do siebie. Idę niżej i niżej. Siła woli bardziej niż sila fizyczną. Wreszcie docieram do Ogrodu. Umiłowany wybiega mi na spotkanie i od razu bierze mnie na ręce..
„Dlaczego po mnie nie przyszedłeś? ” spytałam.
„Chciałem, żebyś zobaczyła, że dasz radę, Promyczku. Wiedziałem, że dasz. Chciałem, żebyś i Ty wiedziała”.
Uśmiechnęłam się radośnie do Ukochanego.
„Pomogłeś mi prawda?”
„Pomogła Ci Twoja miłość do Mnie i Moja do Ciebie”
Usiadłam u Jego stóp, objełam Jego nogi, a głowe położyłam na  Jego kolanach. Ukochany gładził mnie po głowie.

UKRYTY

Noc, tańczącą leżę.
Jestem w Ogrodzie. Ukochany tuli mnie do Serca. Wpatruję się w Jego twarz. Ukochany uśmiecha się do mnie słodko. Ja uśmiecham się do Niego. Rozmyślam o Ogrodzie i o Umiłowanym moim.
“Dziwny to Ogród, który nie jest tylko ogrodem… Kwiaty są nie tylko kwiatami, fontanna nie tylko fontanną, owoce, nie tylko owocami. A Ogrodnik…”- uśmiechałam się do Ukochanego, który pochyla się nade mną z czułością. Jego twarz promienieje.
„Wszystko tu ma swoje ukryte znaczenie, Perełko. Wszystko jest ukryte pod obrazami, które widzisz”.
„A Ty…? Taki piękny! Twoja twarz…”
Ukochany patrzy we teraz czule, ale poważnie.
„Gdybyś Mnie zobaczyła, Promyczku, gdybyś zobaczyła jaki Jestem naprawdę – umarłabyś”.
„Chyba z miłości…”
„W Domu zobaczysz Mnie, kochana Moja”
„Cóż…- uśmiechnęłam się – Czekan i tęsknie”.
Ukochany rozpromienił się, pochylil i pocałował mnie w czoło.. .

OWOCE MIŁOŚCI

W nocy tańczyłam bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie mojego serca. Na ławeczce, w cieniu drzew uginających się pod ciężarem wielkich owoców. Ukochany był przy mnie.
Trzymał mnie na rekach i pochylał się nade mną z bezgraniczną miłością i czułością.  Patrzył we mnie obolałą Swym Spojrzeniem z Krzyża. Uśmiechałam się do Umiłowanego pragnąc Go pocieszyć.
“Chcę Ci służyć, Ukochany!”
“Służysz Mi, Perełko”.
Wskazał Dłonią na owoce rosnące na drzewach i powiedział:
“Te owoce to owoce Twojego tańca, Promyczku. Owoce miłości. W Domu zobaczysz jak wyglądają naprawdę”.
Patrzyłam w Ukochanego zachwycona…

KLEJNOTY

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.

Byłam w Ogrodzie mojego serca. Adorowalam Rany Umiłowanego. Kleczalam u Jego Stóp i adorowalam, uwielbialam i całowalam… JEGO Rany. Klejnoty mojego serca, mojego Ogrodu. Najcenniejsze Klejnoty! Skarby!!

Długo tak kleczalam u Stóp Umiłowanego. Podniósł mnie i wziął na ręce. Usiadł na ławeczce i tulil mnie do Serca jak najczulsza matka. Tańczylismy.

“Serce Moje! Dziecię Moje”.

Tulił mnie do Serca. Mocniej i mocniej…

“Kocham Ciebie, Kocham Ciebie Jezu! “- szeptalam wtulona w Umiłowanego, bezpieczna i bardzo szczęśliwa. Ukochany pochylal się nade mną i patrzył Spojrzeniem z Krzyża. Tańczylismy.

Wciąż tańczymy.

ŹRÓDŁO

Noc. Leżałam łóżku. Nie mogłam spać. Nie tańczyłam za bardzo. W miarę. A nie mogę spać często. Po prostu mało snu potrzebuję. Kiedy tak leżę, mogę zejść do Ogrodu mojego serca. Do Ukochanego.
Zeszłam tęskniaca bardzo… Ukochany czekał na mnie przy ławeczce.
“Jesteś!!!- szepnęłam uśmiechając się do Niego.
“Jesteś Perełko Moja!”
“Przy Tobie jestem. Przychodzę do Ciebie by BYĆ!”
Chwilę później siedziałam na ławeczce, a Umiłowany pochylal się nade mną i tulil do Serca. Patrzył we mnie jak nikt inny na świecie.
Trwałam przy Sercu UKOCHANEGO.
ON, Jego Miłość, Jego SERCE jest centrum Ogrodu mojego serca. Jego ŹRÓDŁEM! Źródłem Życia!!! To dzięki Niemu żyje Ogród, dzięki Niemu żyje moje serce. To dzięki Niemu ja Żyję!!!!
Przychodzę do Tego Źródła, aby pić, aby pić ze Zdroju Zbawienia. Aby Żyć. Aby BYĆ!

Byłam w kościele. Kleczalam przed Umiłowanym ukrytym pod Postacią bialutkiej, kruchej Hostii. Adorowalam SERCE. ŹRÓDŁO Życia Świętości, Miłości.
“Serce Jezusa, bądź pochwalone!
bądź pozdrowione!
bądź uwielbione!
bądź wywyzszone!
Amen. “

W MIŁOŚCI, DO DOMU

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.
Umiłowany pochylal się nade mną. Jedną dłonią gładzil moje czoło i włosy, a drugą trzymał w moich rękach. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża, czule bardzo. W Jego oczach widziałam miłość troskę i współczucie, że mnie boli, że cierpię. Chciałam Go pocieszyć.
“Dla Ciebie tańczę, Ukochany mój Jezu. Za moje Duchowe Dzieciaki” – szepnęłam uśmiechając się do Niego. Patrzył we mnie… W JEGO oczach ujrzalam dwa krzyże stojące naprzeciw siebie. Na jednym krzyżu wisiał mój Ukochany, na drugim…ja. Krzyże zbliżały się do siebie. Coraz bardziej i bardziej. Aż zbliżyły się do siebie całkowicie. Uscinely się wzajemnie.
“Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. “
Słowa te były niczym wiatr. Wirowaly.  Wirowaly wokół mojego łóżka i wokół krzyży. Ukochany wciąż patrzył we mnie z niezwykłą, bezgraniczna MIŁOŚCIĄ…
Ujrzalam drogę. Szłam po niej z Umiłowanym moim. Trzymał mnie za rękę. Uśmiechnięty, promienny, szczęśliwy. Ja też szczęśliwa bardzo, śmiałam się w głos. Ubrana byłam w białą sukienkę w kwiaty. Na horyzoncie świeciło wielkie, ogromne Słońce. Jego blask okrywal całe Niebo. Chłodny wietrzyk rozwiewal mi włosy. Szliśmy razem. Umiłowany prowadził mnie. Oboje wiedzieliśmy dokąd mnie prowadzi. Do DOMU.

CAŁY DLA MNIE

Upadłam. Przepraszalam Ukochanego mojego. Umiłowany podniósł mnie i tulil do Serca.
„Pragnę Cię uszczęśliwiaić, a tymczasem…. upadam, odchodzę….”
Patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Uszczęśliwiasz Mnie, Promyczku! „
” Jak?! „
” Wracając do Mnie „.
” Do kogo miałabym wrócić? Do kogo innego??”
Ukochany uśmiechnął się do mnie. Tulil do Serca mocniej i mocniej….
„Perlo Moja Umiłowana. Jesteś blisko Mnie. A im bliżej Mnie jesteś Zły wściekła się bardzo, nienawidzi Cię,  bo należysz do Mnie. I wynajduje coraz to nowe sposoby,  żeby Ciebie skusić,  zwieść. I będzie wynajdywal.“
“Chcę być blisko CIEBIE Ukochany. Coraz bliżej i bliżej. A że Zły będzie mnie kusil to… to jego problem. Ja mam CIEBIE. Ty mi pomożesz!!”
Umiłowany tulil mnie z tkliwoscia wielką. Trwałam tak, przy Jego Sercu.

Zawsze pragnęłam adorować JEGO Rany. Pragnęłam. Ale nie śmiałam Dotknąć, żeby nie sprawić bólu Umiłowanemu. Jednak teraz widziałam, że nie sprawi to Mu bólu. Przeciwnie.
“One są dla Ciebie, Promyczku.  Z Miłości do Ciebie. “
Uklęknęłam u JEGO Stóp i zaczęłam całować JEGO Rany. To Jego dowody Miłości do mnie. Całowalam i całowalam… Trwałam w bezgranicznym unizeniu, oddaniu i… zachwycie. Wciąż trwam. A Ukochany jest cały dla mnie.  Cały. 

TYLKO UMIŁOWANY MÓJ

Miałam zamiar opisać moje Święta Bożego Narodzenia. Ale tańczę bardzo i nie mam za dużo siły.

Napiszę więc o nocy.

Lezalam tańcząca bardzo.

Byłam w Ogrodzie mojego serca. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca. Pochylony nade mną…  JEGO pełne czułości Spojrzenie. Spojrzenie z Krzyża. To Spojrzenie dodawało mi otuchy w cierpieniu, napelnialo mnie radością  i szczęściem wielkim. Ukochany otulal mnie Sobą, Miłością. Cała byłam w Nim. Jasnialam JEGO blaskiem. Cały Ogród Jasnial. Jednak ja nie patrzyłam na Ogród.  Patrzyłam w Umiłowanego mojego. Nie istniało nic. Tylko Jezus i… ja. Nawet nie istnialo cierpienie. Ból nie miał  znaczenia. 

Tylko Umiłowany mój Jezu. Tylko On. Jego Serce, Jego Miłość, Jego  Spojrzenie. 

PREZENT…

Po Wieczerzy  Wigilijnej trwałam tańcząca przy Umiłowanym moim. Tulil mnie do Swego Serca pochylony nade mną z czułością..
“Dziś Wigilia Twoich Urodzin, Ukochany mój Jezu! “
Uśmiechał się tkliwie nade mną.
“Tak, Promyczku. I dostaniesz prezent ode Mnie. “
“Ja prezent od Ciebie?? To ja powinnam dać prezent Tobie!! “
“Już Mi dałaś, Promyczku. Dziś JA dam Tobie.”
“Ja Ci dałam prezent?”
“Przyszłas do Mnie!”
Zdziwiona byłam, bo przecież codziennie przychodzę do Niego. I to jest raczej prezent od Umiłowanego dla mnie. Poza tym, nie mogłabym nie przychodzić… Ukochany patrzył we mnie, w moje oczy. Zmęczona zasnęłam…
Obudziłam się w nocy. Ukochany wciąż patrzył mi w oczy, a ja w Jego oczy patrzyłam. Patrzyłam i patrzyłam… I nagle… zobaczyłam w nich mój obraz. Anioł trzymał Hostię i Kielich przed którym klęczały Dzieci z Fatimy.
„Jak te dzieci i jak pasterze w Betlejem, tak i Ty Promyku wpatrujesz się teraz we Mnie”.
Patrzyłam zachwycona, zdumiona, szczęśliwa…

SERCE PEŁNE SERC

Tańczymy. Umiłowany pochyla się nade mną…

Za moje Duchowe Dzieci tanczę. Moje serce jest pełne ich gestów, uśmiechów. Pełne ich serc. Tak! Serce pełne serc.
Mam Duchowych Dzieci okolo 4o. Około, bo przy 20- tym przestałam liczyć. Nie liczę – kocham. I tańczę za Nie.
Moje Dzieci otaczają mnie modlitwą. Pomagają mi bardzo.
A Ukochany daje mi kolejne i kolejne. I rozszerza moje małe serce.
Pełne serc.

OBDAROWYWANIE

Noc. Leżę w łóżku tańcząca bardzo.

Ogród mojego serca Ukochany pochyla się nade mną. Trzyma w swych dłoniach moją twarz. Ja w swoich rękach trzymam JEGO. Pochyla się nade mną z wielką Miłością i czułością. Patrzy we mnie spojrzeniem z Krzyża. Tańczymy. W Jego oczach widzę siebie uśmiechnięta, widzę swoje oczy, twarz. W JEGO oczach… Uświadamiam sobie, że On w moich oczach widzi Swoje. Jakie to piękne…
„Cały Twój, Promyczku! ”
” Cała Twoja, Jezu! ”
Patrzymy w siebie nawzajem. Cali dla siebie nawzajem. Tańczymy. Ofiaruję Umiłowanemu mojemu cierpienie. On je przyjmuje z Miłością.
Ofiaruje mi Siebie. Miłość. Pochylenie Ukochanego. Czułość. Moja uśmiechnięta tańcząca twarz w Jego oczach. A Jego spojrzenie z Krzyża w moich.
Ofiarowanie. Obdarowanie.

DLA NIEGO

Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego. Ucalowalam Go i patrzylam Mu w oczy. Patrzył we mnie promiennie.
„Pisz, Promyczku. Ja Ci pomogę.”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Dobrze, Ukochany mój! ”
Więc piszę.
W nocy obudziłam się tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Chciałam zejść do Ogrodu mojego serca, do Ukochanego, ale nie miałam siły. Tęsknilam i pragnęlam. Nie miałam jednak siły…
Nagle poczułam, że czyjeś dłonie podnoszą mnie… Ktoś bierze mnie na ręce, przytula do serca i… unosi w głąb mnie. Znałam Te dłonie, To SERCE znałam.
Po chwili byłam już w Ogrodzie mego serca. Z Umiłowanym. Ukochany siedział na ławeczce, a mnie trzymał w ramionach, na kolanach. Tulił do Serca. Jak matka swe dziecko. I pochylał się nade mną z wielką tkliwością.
„Tęskniłem, Perełko”.
„Ja też…”
„Wiem. Dlatego przyszedłem po Ciebie”.
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznością.
Szepnęłam po chwili:
„Tańczę bardzo”.
Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża.
„Dla Mnie tańczysz, Promyku”.
„Dla Ciebie”.
Tulił mnie do Serca. Wciąż tuli.

FONTANNA PRZEBACZENIA

Kiedy weszłam do Ogrodu mojego serca, Ukochany stał przy ławeczce. Czekał na mnie. Podeszłam do Niego. Ujął moją rękę i zaczął gdzieś prowadzić.
„Zapraszam Cię na spacer, kochany Promyczku. Coś Ci pokażę” – Jego głos wychodził nie tylko z Jego ust, ale i z każdej strony, z każdej części Ogrodu. Był cichy i delikatny jak powiew wiosennego wietrzyku, a jednocześnie głęboki bardzo.
Poszłam zaciekawiona. Ukochany trzymał mnie za rękę. Szliśmy alejkami Ogrodu, jego ścieżkami. Po obu stronach drogi rosły kwiaty, różnych oryginalnych kształtów i kolorów, krzewy ozdobne i drzewa. Tryskały źródełka. Szliśmy dosyć długo. Ukochamy patrzył we mnie czule i mówił:
„Każdy kwiat, Mój Promyczku, każde drzewo, źródło to jakaś Twoja historia, konkretne wydarzenie z Twojego życia”.
Doszliśmy do fontanny. Fontanna ta była wielka, piękna i… bardzo dziwna. Woda jej tryskała wysoko, do nieba. Oddzielnymi ogromnymi kroplami, a opadające krople zmieniały się w kolorowe kwiaty. We wnętrzu fontanny była tęcza. Patrzyłam zachwycona.
„Jaka piękna!!!”
Umiłowany jednak patrzył we mnie milczący. Spojrzałam Mu w oczy zdziwiona. Spojrzałam i… zobaczyłam. Fontanna to wydarzenie z dzieciństwa, bardzo trudne, smutne, traumatyczne… Wydarzenie to zaciążyło potem na długie lata na moim życiu. Ktoś mnie skrzywdził, bardzo zranił. Przez lata często nocami rozpamiętywałam tamto wydarzenie, pamietałam każdy szczegół. Potem w tym wydarzeniu widziałam Jego Twarz. Twarz Ukochanego. Wszedł w to zdarzenie, był w nim ze mną. Ukochany działał we mnie. Wybaczyłam osobie, która mnie skrzywdziła. A teraz kiedy próbuję przypomnieć tamto wydarzenie, otacza je jakby mgła. Mgła zapomnienia.
Stałam przed Umiłowanym i wciąż patrzyłam Mu w oczy…
„Gdybyś nie wybaczyła, byłoby tu, w Ogrodzie puste, spalone miejsce…”
Przerwałam Mu, pytając:
„Ale dlaczego fontanna? I te krople?? Wielkie takie…”
„To Twoje lzy, Promyku. Pamiętasz ile ich wtedy wylałaś? Sięgały do Mnie, do Nieba”.
Rzuciłam się do stóp Ukochanego i dziękowałam Mu, że pomógł mi wybaczyć. Dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam… Ukochany podniósł mnie i przytulił do Serca. I tak trwaliśmy razem pod fontanną. Fontanną Przebaczenia.

W SERCU POD SERCEM

Wieczorem leżałam już w łóżku.
Pobiegłam do Ogrodu mojego serca. Do Ukochanego. Opowiadalam Mu jaką cudna niespodziankę mi sprawiło Duchowe Dziecko i jakie piękne dostałam prezenty od Niego.
Ukochany uśmiechnął się do mnie.
„Cieszę się że sprawiły Ci radość, Promyczku.”
„Wielką!”
„Cieszę się też, że nie zostawiłaś wszystkiego dla siebie „.
Spojrzałam Mu w oczy. Uśmiechał się do mnie. Uśmiechałam się też do Niego. Patrzył we mnie, w moje oczy. A ja w JEGO oczy patrzyłam. Oczy Umiłowanego były jasne, świetliste.. Miały w sobie blask Nieba. Zapatrzylam się w Te oczy i…. zmeczona zasnęłam.

Obudziłam się. Była noc. A ja jakaś zmeczona byłam i tańcząca.
Zeszłam w głąb siebie do Ogrodu serca. Ukochany stał obok ławeczki.
„Panie Jezu jesteś! Nie śpisz? ”
Ukochany wziął moją rękę w Swoją
dłoń.
” Jestem Perełko. Czekałem na Ciebie. Zawsze czekam.”
Ujal , moją rękę i zaprowadził do ławeczki. Usiedlismy na niej oboje.
,”Zmeczona jestem „- szepnęłam i oparłam głowę na Jego ramieniu.
Ukochany wziął moją głowę w obie dłonie i przyłożył ją do Serca.
„Pod Sercem Moim odpocznij Promyczku” – przytulił mnie…
Malałam. Stawałam się coraz mniejsza. Dzieckiem byłam małym. A ON trzymał mnie jak matka dzieciątko. Na rękach, w ramionach, pod Sercem… Pochylony nade mną z czułością, tkliwością, miłością. i To Spojrzenie z Krzyża…
Bezbronna, bezradna wobec TAKIEJ Miłości. Obezwładniona Miłością. Otulona Miłością. Uszczęśliwiona bardzo!
Tak sobie wyobrażam NIEBO.
W Ogrodzie serca pod Sercem Jezusa.

O TAŃCU

Noc. Leżę w łóżku tańcząca…

Jestem w Ogrodzie mojego serca. Przy ławeczce stoję. Bieglam do Ukochanego i zdyszana jestem jestem. Ukochany siedzi i gestem dłoni zaprasza, żebym usiadła obok Niego. Ja jednak siadam na trawie. U Jego stóp. Obejmuję Jego nogi i głowę kładę na kolanach JEGO. On dłonią gładzi mnie po twarzy i włosach… Widzę Rany na dłoniach i stopach Umiłowanego, ale nie śmiem Ich dotknąć, żeby nie sprawić Mu bólu. Siedzę więc wtulona w Niego a On gładzi mnie po twarzy. Trwam tak jakiś czas. Potem Ukochany mój wstaje, podnosi mnie i zaczynamy tańczyć. Boso na trawie . Bardzo dziwny to taniec… Bardzo osobisty, intymny, i bardzo piękny. Jak go opisać? Nie wiem… Ale czułam się tak, jakbym ofiarowywala Mu swoje cierpienie, a On je przyjmował. Zanurzał mnie w Sobie, zatapiał, pochłaniał w Siebie. Miłość przyjmująca… Tak czułam i tego doświadczalam. Kiedy skończylismy tańczyć, Ukochany wziął mnie na ręce i posadzil obok siebie na ławeczce. Patrzył we mnie z wielką Miłością, a ja w Niego patrzyłam z zachwytem… Patrzyłam i patrzyłam… znalazłam się w kościele.
Kleczalam przed wielkim krzyżem, krucyfiksem, na którym wisiał mój Umiłowany… Patrzył we mnie… znajomym spojrzeniem z Krzyża. Co działo się w moim sercu nie sposób wyrazić, opisać. Nie będę nawet próbować.
Kleczalam i patrzylam w Ukrzyżowanego. Uwielbialam Go, wywyzszalam, wychwalam. A ON patrzył we mnie czule bardzo.
Potem siedziałam znowu z Ukochanym na ławeczce w Ogrodzie mego serca. Usłyszałam głos, który nie tylko wychodzil z Jego ust ale z każdej części Ogrodu:
„Tak wygląda Twój taniec, Twoje ofiarowywanie cierpienia, Kochany Promyczku”.
„Nie wiedziałam… ”
” Ale podświadomie czulas, że tak jest, prawda? ”
” Tak… ”
” Więc teraz wiesz „.

Noc. Leżałam w łóżku i tańczyłam z UKOCHANYM Jezusem.

Wpatrywalam się w Umiłowanego… Patrzyłam i rozmyślalam… Nie ukrywam że jestem bardzo poruszona tym co ostatnio dzieje się w Ogrodzie mojego serca. Poruszona i zachwycona tym co Ukochany we mnie robi. Takie to piękne, ważne, wzruszające, a jednocześnie osobiste i intymne bardzo. Zastanawiałam się czy powinnam opisywać na blogu to czego doświadczam.
Ukochany jednak patrzył…
„Perło Moja, opisuj wszystko co widzisz i czego doświadczasz. Proszę Cię, Promyczku”.
„Dobrze, Ukochany”.

NIESAMOWITY!!!

Aby wejść do Ogrodu mojego serca, muszę zejść w głąb. Niżej i niżej. Nisko i głęboko. Na dno. Tam mieszka mój Ukochany. On wybrał to miejsce. Niskość.
Zadziwia mnie i zachwyca mnie mój Umiłowany… W głębi mojej niskości , słabości, nicości potrafi stworzyć Piękno. Ciemność mego serca, jego pustkę zmienił w jasny kwitnący bujny Ogród! Niesamowity jest mój Ukochany! Niesamowity!

OGRÓD I MONSTRANCJA

Noc, leżałam tańcząca…

Ukochany mój i ja staliśmy przed murem z czerwonej cegły. Był bardzo wysoki. Przed nami znajdowały się małe, wąskie drzwi, zamknięte na klucz. Ukochany miał do nich mały kluczyk. Nin drzwi otworzył. Weszliśmy do… Ogrodu mego serca. Za chwilę już nie siedzieliśmy na ławeczce. On i ja. Świeciło słońce, ptaki swiergotały. W Ogrodzie kwitły cudne kwiaty w przeróżnych kształtach i kolorach…
Mnie jednak nie interesowało nic oprócz UMIŁOWANEGO mojego. Patrzylam w Niego i patrzylam zachwycona. Potem usiadłam u Jego Stóp i dalej w Niego patrzyłam. A ON patrzył we mnie. I tak trwałam, trwalismy razem zapatrzeni w siebie nawzajem.
Nawet się nie zorientowalam, że klęczę w kościele przez bialutką Hostią w przepięknej monstrancji… Monstrancja była złota, wysadzana drogimi kamieniami. Stała w otwartym tabernakulum, w których drzwiczkach znajdował się mały kluczyk.
Byłam zdumiona i zachwycona zarazem!!!
„Jak w Ogrodzie…” – pomyślałam.
Klęczałam długo przed Umiłowanym. Potem usiadłam w ławce. Na ławeczce.
„Jesteś Moim Ogrodem, Moją Monstrancją, Promyczku. ”

” 12 Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico,
ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym.
13 Pędy twe – granatów gaj,
z owocem wybornym kwiaty henny i nardu:
14 nard i szafran, wonna trzcina i cynamon,
i wszelkie drzewa żywiczne,
mirra i aloes, i wszystkie najprzedniejsze balsamy.
15 [Tyś] źródłem mego ogrodu, zdrojem wód żywych
spływających z Libanu.”

Pieśni nad Pieśniami

NA ŁAWECZCE

Noc, leżałam tańcząca. Właśnie skończylam układać bukiety Madonnie. A teraz leżałam u odpoczywalam… Uśmiechałam się do Ukochanego.
„To mówisz, Promyczku, że pragniesz, ale nie potrzebujesz?”
„Tak! ”
” Usłyszysz więc jeszcze więcej „- głos w głębi serca był delikatny i czuły. Uśmiechnęłam się do UKOCHANEGO z wdzięcznością.
” Ale usłyszysz inaczej. ”
” Jak?” – spytalam zaciekawiona.
„Zobaczysz. ”
-To usłyszę, czy zobaczę? A może jedno i drugie? – zaśmiałam się cicho.

Leżałam obolała, ale szczęśliwa bardzo. Nagle oczami duszy zobaczyłam Ogród mojego serca. Piękny bardzo! Cały kwitnący. W zacienionym miejscu, pod drzewami uginajacymi się od owoców, stała ławeczka. Na tej ławeczce siedział Ukochany mój. Odpoczywal. Gestem dłoni zaprosił mnie, żebym usiadła obok Niego, przy Nim. Usiadłam i oparłam głowę na JEGO Ramieniu. A ON przytulił mnie do Swego Serca…

Leżałam obolała. Noc. Rozmyślalam… Zastanawialam się co jest bardziej realne. Czy to, że leżę w łóżku tańcząca? Czy to, że siedzę w Ogrodzie mojego serca na ławeczce wtulona w Umiłowanego.
Byłam przekonana że to drugie, że siedzę na ławeczce z UKOCHANYM Jezusem w Ogrodzie serca…

Wpatrywalam się w Umiłowanego w milczeniu. On patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem.
I tak patrzylismy w siebie nawzajem.
Jak na ławeczce.

ON WYSTARCZY

Nie wiem czy zauważyliście, że ostatnio zmieniają się moje notki? Coraz rzadziej opisuję nasze, z Ukochanym rozmowy. A konkretniej to, że Ukochany szepcze do serca. Szczerze? Nie potrzebuję już słyszeć głosu. Pragnę, ale nie potrzebuję. Jak to wytłumaczyć? Spróbuję.
Bardzo jestem szczęśliwa kiedy słyszę głos, ufam, że to Jego Głos. Ale… Kiedyś potrzebowałam usłyszeć, że jestem piękna w Jego Oczach, że mnie kocha, że jestem dla Niego jedyna, najważniejsza, że jestem Jego Perełką, Promyczkiem… Dziś już o tym wiem. Przekonywał mnie o tym wiele razy /wciąż przekonuje/, aż przekonał całkowicie.
Dziś wystarczy On.
Dziś przychodzę dla Niego Samego. Przychodzę dla Niego. Przychodzę posiedzieć u Jego Stóp. Pobyć z Nim, w Jego Obecności. W Jego Miłości i świetle. W Jego blasku. A jeśli usłyszę Głos w głębi serca, jestem bardzo szczęśliwa, ale nie głos jest najważniejszy.
Najważniejszy Jest Umiłowany mój, Jezus. Osoba. Trwanie w Jego Obecności.
Najważniejszy jest ON.
On wystarczy.

DZIECIĄTKO JEZUSA

„Przyszłam posiedzieć przy Tobie… Odpocząć”.
„Odpocznij, Promyczku pod Sercem Moim”.
„Tak… Zmeczona jestem, całą noc tańczyłam. Zresztą wiesz, byłeś ze mną”.
„Jestem”.
„Jesteś”- Uśmiechnęłam się do Ukochanego. Pochyliłam się z trudem i ucalowalam Go. Patrzył we mnie z wielką tkliwoscia. A ja w Niego patrzyłam… Umiłowany szeptal do mojego serca:
„Moja Śliczna. Moja piękna!”
„Rozpieszczasz mnie, Panie Jezu, Umiłowany mój Jezu… ”
” Dzieciątko potrzebuje pieszczot „.
Patrzył promienny. A ja byłam dzieckiem, dzieciątkiem w JEGO Ramionach.
Dzieciątko Jezusa…

W DUSZY

Ukochany odpoczywa w mej duszy. Prosiłam Go o to, więc ufam, że odpoczywa. W mojej duszy…
Jak wyobrażam sobie moją duszę? Jako Ogród, pełen pięknych, kwitnących  kwiatów, krzewów, drzew owocowych, strumieni i fontann. Pełen świergoczących ptaków. To radosny, piękny Ogród. Ukochany się Nim opiekuje i wciąż Go upiększa. To JEGO Ogród. Jego własność.
Nic w Ogrodzie nie dzieje się bez Woli Umiłowanego. On Go pielęgnuje, przycina kiedy trzeba, podlewa.
A teraz odpoczywa w Ogrodzie. W mojej duszy.

PRAWIE INFORMATYK? :)

Trochę lepiej się czuję, więc piszę.
Kiedy piszę notki mam ustawione automatyczne publikowanie (nie muszę klikać, samo się publikuje. Tak jest mi łatwiej) ich na Facebook’u i Twitterze. Tzn. do niedawna miałam ustawione, bo jakiś czas temu połączenie znikło, zostało przerwane. I nie mogłam z powrotem połączyć. A ponieważ nie poddaję się tak łatwo, pobrałam inne wtyczki i zaczęłam ustawiać. Wpisywałam klucze, sekretne kody. Na Twitterze trza było utworzyć specjalną aplikacje bloga. Utworzyłam, a jakże! 🙂 Sama nie wiem jak, ale utworzyłam. 😀 Znowu wpisywanie kluczy i kodów. I teraz próba generalna. Jeśli ta notka automatycznie opublikuje się na Twitterze, a z TT na Facebook’u (na FB powinny pojawić się dwie takie same notki) to będę prawie jak informatyk. 🙂 Zobaczymy 🙂

Udało się!!! 🙂 🙂

CAŁA W NIM

Nie będę opisywać rozmowy z UKOCHANYM. Zmeczona jestem i tańczę bardzo. Napiszę tylko, że coraz bardziej Go potrzebuję, Kocham i pragnę. I coraz bardziej widzę swoją słabość i nicość. I JEGO potężną miłość do mnie.. I potężną czułość dla mnie… Zanurza mnie w Tej Miłości i czułości. Cała w NIM.

BLASK MIŁOŚCI

Moje Duchowe Dziecko spytalo mnie wczoraj (według Dziecka nie było to pytanie, raczej stwierdzenie faktu):
-Ciężkie mamy życie, nie?
Czekało na moją odpowiedź. Twierdząca oczywiście, Dziecko nie wyobrażalo sobie innej  odpowiedzi. A że ja nie lubię uogolnien i nie uważam swojego życia za ciężkie, odpowiedzialam patrząc Dziecku w oczy, bardzo poważnie:
– Moje życie nie jest ciężkie.
-Twoje życie nie jest ciężkie??? – powtórzylo Dziecko niczym echo. W jego głosie słychać było największe zdumienie.
– Nie jest.
Duchowe Dziecko patrzyło na mnie zdumione.
Nie chcę oceniać „ciężkości”  życia Dziecka. Nie mam do tego prawa, po prostu. Każdy indywidualnie patrzy na swoje życie i je ocenia.

Ja na swoje życie patrzę przez pryzmat wiary. I choć ma ono cienie, ma też blaski. A raczej BLASK 🙂 Blask Ukochanego. I chociaż fizycznie czuję się coraz gorzej to BLASK Umiłowanego mojego jest we mnie coraz większy. To Ten BLASK sprawia, mogę powiedzieć, że moje życie nie jest ciężkie. Że jest lekkie i nie zamienilabym go na inne.
Jak życie może być ciężkie skoro Ukochany mi błogosławi? Nie może!!!
Moje życie opromienia BLASK JEGO MIŁOŚCI!

TĘSKNOTA AZ BOLI

Pochyliłam się i Ucalowalam Umiłowanego mojego. Jego wizerunek. Przyłożyłam usta do wizerunku Miłosiernego i tak trwałam. Po chwili podnuoslam głowę i patrzylam…. I On we mnie patrzył. Promiennie i czule bardzo…
„Moja Śliczna! ”
Uśmiechnęłam się do Niego i patrzylam w milczeniu. W milczacej tesknocie. Dojmujacej, tak, że serce bolało. Nie przestałam patrzeć w Umiłowanego choć tęsknota była coraz większa…. Jednocześnie doświadczalam JEGO Miłości i wielkiej bliskości. Wielkiej!!!! A serce wciąż boli. Tańcze dla UKOCHANEGO.

O WSŁUCHIWANIU SIĘ, KRZYŻU I UŚMIECHU

Nie wiem czy zrozumiecie co mówię, ale Ukochany rozumie.
Radziłam się Duchowego Dziecka czy to nagranie nadaje się do umieszczenia na blogu.
„Oczywiscie, jakkolwiek slabo slychac, co mowisz  Trzeba sie wsluchac. Niech sie wiec wsluchuje kto chce  „.
Wsłuchujcie się, jeśli chcecie 🙂

BARDZIEJ…

Dzisiaj po prostu przed Nim siedziałam. Przed Umiłowanym moim. Siedziałam i w Niego patrzyłam. A ON patrzył we mnie. tak trwałam w JEGO Obecności. W JEGO Miłości. I im dłużej w Umiłowanego patrzyłam tym byłam bliżej Niego. Fizycznie… Pociągał mnie ku Sobie mocniej i mocniej… a im mocniej pociągał, tym bardziej za Nim tęskniłam…

RÓŻANIEC

Ponad rok temu dostałam od księdza Adama Różaniec Benedyktynski na rękę. Z Medjugorje przywiózł i mi podarował. Ukladalam na tym Różańcu bukiety dla Madonny. Dobrze mi było nim się posługiwać dlatego, że był na rękę. Różańca w dłoni nie utrzymam, a tak zdrowsza ręką mogłam przesuwać koraliki. Różaniec zrobiony był ze sznurka, w który wplecione były koraliki z wizerunkiem św Benedykta. I niestety od jakiegoś czasu ten sznurek zaczął się przecierac, a koraliki wypadac i gubic. Nie wiedziałam nawet gdzie i kiedy… Siostra próbowała go naprawiać, jednak sznurek przecieral się dalej. A że, Różaniec byl/jest dla mnie cenny, postanowiłam powiesić go obok Szkaplerza z materiału, który jest bardzo poniszczony, a też dla mnie cenny (też już nie noszę. Noszę Szkaplerz w formie medalika). I kupić podobny Różaniec na rękę, ze sznurka. Wybieralam długo. W końcu wybrałam. Różaniec wyglądał na dobrze zrobiony, pleciony , sznurek z którego był zrobiony wydawał się być mocny. Zamówiłam. Po dwóch dniach używania Różaniec rozleciał się całkowicie…
Zaczęłam się rozglądać za innym. Tym razem solidniejszym. Szukałam, wybierałam. Aż w końcu… 🙂
-Wiesz- mówię do mamy, która od początku była za tym, żebym kupiła sobie solidny Różaniec – znalazłam srebrny Różaniec, łańcuszek na rękę, bransoletkę jakby. Wygląda ładnie i solidnie. Ale nie wiem… chyba nie…
– Dlaczego nie? – uśmiechnęła się mama – kup sobie.
Kupiłam. Wczoraj przyszedł.
rozaniec
Cudny, prawda?
I dalej układam bukiety Madonnie.

OBECNOŚĆ

Wpatrując się dziś w Umiłowanego mojego odkrylam, a właściwie po raz kolejny uświadomilam sobie, że wpatruje się nie tylko w moją Tęsknotę. Że wpatruje się w moje Pragnienie. I że TO Pragnienie i Tęsknota są OSOBĄ. Wpatruje się w Pustkę i Ciszę, która jest Pełnią i Obecnością. Która jest OSOBĄ. Miłosierdziem. Taki jest Bóg. Bóg,który w nocnej Ciszy i Pustce cierpienia szepcze do mego serca. Który zamienia moje cierpienie w taniec.. Umiłowany mój Jezus. On przenika, wypełnia mnie i moje życie. Obecność.

WYPEŁNIA SIĘ

„Przyszłam posiedzieć przy Tobie. Tęsknię…”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się Niego.
Patrzył tkliwie we mnie. Bardzo! Tkliwie i czule…
„JA także tęsknię, Promyczku! ”
Życie wypełnione tęsknotą. Ale nie tęsknotą beznadziejna, nie tęsknotą za czymś co nigdy nie nastąpi. Przeciwnie! Tęsknotą za Kimś, pełną radości i nadziei na Spotkanie.
” Kiedyś naszą tęsknota się wypełni… – Uśmiechnęłam się do Ukochanego.
„Wypełnia się zawsze kiedy jesteś ze Mną, Promyku. ”
Tak…

ODPOCZYWAM

Dziś w nocy… 🙂 Dzisiaj spałam całą noc. Widocznie Ukochany uznał, że Jego mały Promyczek może trochę odpocząć. I odpoczęłam.

Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego uśmiechnięta. On patrzył we mnie czule i promiennie bardzo. I tak patrzylismy w siebie nawzajem. Ukochany tuli mnie do Swego Serca. Ja odpoczywam w NIM.

HYMN


Mam taką ulubioną modlitwę. Krótką i prostą, ale bardzo piękną. Słowa św. Faustyny, a jakże! 🙂
„Dobranoc Oblubieńcze mój, cieszę się, że już o jeden dzień bliżej wieczności, a jeżeli pozwolisz, Jezu, jutro się zbudzić, rozpocznę nowy hymn ku Twojej chwale.”
Modlę się tymi słowami przed snem.

Dziś dostałam prawdopodobnie nowe zadanie od Ukochanego. Prawdopodobnie, bo nie wiem na 100%. Dlatego niech to…
Kiedy pisałam te słowa, okazało się, że chyba jednak się uda i dostanę to zadanie.
Jednak nie będę teraz o tym pisać, nie mam sił. Dużo dziś pisałam.
Niech więc to na razie pozostanie tajemnicą. Adwent- czas Tajemnicy.
A ja dalej śpiewam hymn ku chwale Ukochanego!

POD SERCEM JEZUSA

Noc. Nie mogę spać, nie chce mi się raczej. Leżę.
„Jezu… „- uśmiecham się do Niego. W ciemność, ale wiem że On widzi mój uśmiech.
” Córeczko Kochana! ”
Uśmiecham się znów.
” Ukochany mój! ”
” Dziecię Moje.”
„Tatusiu!”
Leżę. Nagle ogarnęła mnie JEGO Obecność. Trwałam w Tej Obecności.
Dziecię… Tak, byłam dzieckiem, małżeństwem w Ramionach TATY. Przy Jego Sercu. Pod Sercem… Pod Sercem?? Tak!!! Było to dla mnie wielkie odkrycie! Olśnienie!
Od początku Adwentu tego doświadczam. Każdej nocy!
Teraz To odkryłam.
Leżałam tańcząca pod Sercem Jezusa.

ZNAK

Noc. Leżę w łóżku tańcząca. Ukochany jest ze mną. Tuli do Serca…
„Ja jestem z Tobą, Promyczku. Jestem w Twym sercu. Zawsze!”
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznością. Po chwili szepnęłam:
‚Jak w Maryi!”
Od razu jednak pożałowalam tych słów. Kimże ja jestem, żeby się do Maryi porównywać…? Nikim!!!
Usłyszałam w głębi serca:
” Tak, Mój Promyku. Jak w Maryi”.
Leżałam dalej. Noc, ciemno. Tańczę.
„To bardzo dobry czas na spotkanie z Umiłowanym. On i ja. Nic nie rozprasza, nie przeszkadza… On, ja. Ciemność i taniec.
Adwent.”

„Córko moja, cierpienie będzie ci znakiem, że ja jestem z tobą.”
Dz. 669

Jest ze mną.

PEŁNIĆ JEGO WOLĘ

Znów fragment Dzienniczka s Faustyny:
” przyszłam do cmentarza, uchyliłam drzwi i zaczęłam się modlić chwilę, i zapytałam się ich wewnętrznie: Pewno jesteście bardzo szczęśliwe? Wtem usłyszałam te słowa: O tyle jesteśmy szczęśliwe, o ile spełniłyśmy wolę Bożą
(Dz. 515)”

Noc, taniec z Ukochanym, rozmyślania. Rozmowa:
„Jesteś szczęśliwa, Promyku?”
„Wiesz, że tak, Ukochany. Bardzo!”
„A dlaczego?”
„Jesteś we mnie, ze mną. Kochasz mnie…”
„Dlaczego jeszcze?”
„Żyję w zgodzie z samą sobą. Staram się przynajmniej tak żyć…  I wierzę, że… podobam się Tobie”.
Noc, ciemno… a ja czułam Jego przenikliwe spojrzenie na sobie. I głos w głębi serca:
„Gdybyś nie pełniła Mojej Woli, nie byłabyś szczęśliwa”.

PO ŚLADACH

Wczoraj po południu „przypadkiem” natknelam się na tekst Dzienniczka Św Faustyny:
„Pociągasz mnie za sobą w niebiosa – a pozostawiasz mnie na ziemi; wlewasz w duszę moją tęsknotę za Tobą, – a kryjesz się przede mną. Umieram z pragnienia, by połączyć się na wieki z Tobą – a śmierci nie pozwalasz, by się zbliżyła do mnie
(Dz. 952).”
Przeczytałam raz, drugi, trzeci… Nie mogłam oczu oderwać się od tego tekstu. On był/jest o mnie! O tym czego doświadczam, a do tej pory nie potrafiłam ubrać w słowa. O mnie!

W nocy znów w tańczyłam bardzo intensywnie. Umiłowany mój był przy mnie.
Znów wyobrażałam sobie, że Ukrzyżowany leży obok mnie i tuli do Serca swojego małego Promyka.
Zaczęłam znowu rozmyślac o słowach Św Faustyny.
Chciałam o coś zapytać Ukochanego, lecz w głębi serca usłyszałam:
„Nie pytaj o nic, Promyczku. Idź po śladach, które Ci wskaże. A dojdziesz do Celu. ”
” Dobrze, Ukochany!”

Teraz siedzę u Stóp Umiłowanego mojego. Tańczę bardzo. On jest przy mnie i tuli mnie do Serca.

Tańczę po Śladach…