OTWORZYŁ MIŁOŚCIĄ

Noc, leżałam w łóżku tańcząca bardzo bardzo intensywnie. Ukochany trzymał mnie w Swoich dłoniach. Pochylal się nade mną z tkliwościa wielką i miłością, bezgraniczną miłością. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości… Tańczyłam, tzn ofiarowalam moje cierpienie Umiłowanemu. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem… i patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
“Jaka Ty Perełko podobna do Mnie. Coraz bardziej”.
,”Dzięki Tobie, Ukochany!”
“Moja Miłość, Moje Serce, Twarz Moja jest w Tobie”.
„Dzięki Tobie!”
„Otworzyłaś się, Promyczku”.
„Ty mnie otworzyłeś”.
„Ale Ty Mi pozwoliłaś. Bez Twojej zgody nie uczynił bym niczego”.
„Jak miałam Ci nie pozwolić?! Otworzyłeś mnie Miłością!”
Tańczyliśmy.

DO DOMU

Noc tańcząca bardzo intensywnie.

Byłam w Ogrodzie Sercowym, w Kąciku Różanym przy studni. Ukochany siedział na ławeczce, a ja usiadłam u Jego stóp objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Uśmiechałam się do Umiłowanego wpatrywac się w Jego Oblicze. I On uśmiechał się do mnie płomienie.
“Uwielbiam tak patrzeć w Ciebie, Umiłowany…”
“Uwielbiam kiedy tak we Mnie patrzysz, Perełko”.
Po chwili wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. I Uśmiechając się, dodał:
”I uwielbiam mieć Cię przy Sercu”.
“Uwielbiam być przy Sercu Twoim”.
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. I głowę położył na moim sercu…
“Uwielbiam być przy sercu Twoim Perełko Moja!”
Tańczyliśmy.

Droga, szeroka droga…  po horyzont. Na horyzoncie wielkie jasne piękne Słońce. Na tej drodze Ukochany mój i ja. Idziemy. Szczęśliwi bardzo i bardzo radosni. Ukochany trzyma mnie za rękę. Lekki wietrzyk chłodzi mi twarz i rozwiewa włosy włosy​. Śmiejemy się, rozmawiamy. Ukochany mój i ja… Idziemy do Domu.

TAŃCZYMY

Wczoraj wieczorem leżałam w łóżku tańcząca. W moim sercu był niepokój i jakiś dziwny lęk… Ukochany znał przyczynę takiego stanu. Lepiej niż ja. Nawet ja nie znałam do końca. On znał. Leżałam i oddawałam Mu ten niepokój i lęk. Umiłowany był przy mnie, usłyszałam Jego delikatny, czuły głos:
“Coreczko… Nie niepokój się, nie bój. Już dobrze…”
Głaskał mnie po głowie. Niepokój powoli ustępował.
„Dziękuję, Ukochany. I przepraszam…”
„Nie masz za co przepraszać. Naprawdę. Już dobrze…”
Czuły niczym matka, tulił mnie do SERCA. A ja zmęczona zasnęłam.

Obudziłam się w nocy, tańcząca bardzo. Ukochany czuwał przy moim łożku. Pochylony nade mną z tkliwością… Nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem położył głowę na moim sercu. Tańczyliśmy.
Wciąż tańczymy.

SZALENI :-)

Obudziłam się i pobiegłam szybko do Ogrodu Sercowego. Do Umiłowanego mojego serca. Ukochany czekał na mnie koło studni. Biegłam alejkami Ogrodu. Gdy tylko Ukochany mnie zobaczył rozpromienil się bardzo i rozłożył szeroko Swe ręce. A ja rzuciłam się w nie. Uwielbiam się w nie rzucać! Do SERCA! Ukochany przytulił mnie mocno, a potem podrzucił do góry śmiejąc się radośnie. Chwilę później siedzieliśmy już na ławeczce pod różami. Umiłowany patrzył mi oczy, jasny promienny świetlisty… nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbiałam Go, wychwalalam… Potem spytałam uśmiechając się do Niego:
“Zatańczymy?”
I… porwał mnie do tańca! Wziął na ręce i wirowal po całym Ogrodzie! Był to taniec szybki, radosny i bardzo… szalony! Ukochany pływał, latal, po Ogrodzie Sercowym i podrzucal mnie do góry! W międzyczasie zrywał kwiaty!  I mnie łapał! Wszystko odbywało się przy wtorze śmiechu Ukochanego i moim.
“Pokochalam Szaleńca!” – zaśmiałam się serdecznie.
“Ty sama szalona to i Szaleńca pokochalas!”- zawołał Ukochany podrzucajac znów mnie do góry.
“No, tak! Jasne! Oczywiste! Oczywista oczywistośc!!” – śmiałam się.
Szczęśliwi bardzo, Tańczyliśmy.
W końcu Ukochany posadził mnie na ławeczce. Dał mi bukiet kwiatów, które nazrywal podczas tańca.
“Dla Ciebie, Moja szalona!”
“Dziękuję bardzo, mój Szalony! – uśmiechnęłam się do Umiłowanego wąchajac kwiaty. Ukochany uśmiechał się do mnie płomiennie.

DOWÓD

Tańcząca. Byłam w Ogrodzie mojego serca. Tańczyłam w ramionach Umiłowanego. Przy Jego SERCU. Ukochany tulił mnie do NIEGO z czułością… Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zrobił to naturalnie, normalnie, bez podniosłości, patosu. Po prostu dał jeść Swemu Promykowi jak matka dziecku. Uwielbiałam Go, a potem szepnęłam:
“Ukochany… czasem nachodzą mnie myśli, że ten cały Ogród tutaj, Ty i ja w Nim, to kłamstwo, albo mój wymysł. Wiem, że to nie kłamstwo, tylko prawda. I że sama bym tego wszystkiego nie wymyśliła, bo moja wyobraźnia jest za mała. Ale nie wiem co robić, gdy mnie takie myśli nachodzą…”
Ukochany uśmiechnął się do mnie.
“Przypomnij sobie wtedy obraz, który teraz malujesz, Perełko. On niech Ci będzie dowodem. Bo gdyby Mnie tutaj nie było, ani Ciebie tu nie było, ani nie byłoby Ogrodu, to byś go, obrazu przecież nie namalowała”.
Roześmiałam się serdecznie, w głos. Olśniona!
“To prawda!”
“To zły próbuje odebrać Ci pokoj serca, szczęście, miłość, Mnie…”
Przerwałam Mu gwałtownie:
“Nie pozwolę mu!”
“Nie pozwolimy. Ja Ci pomogę, Perełko”.
Usmiechnęłam się z wdzięcznością do Umiłowanego.
„Ale to świetne! Ten obraz jest naprawdę dowodem, że tu jesteś i działasz cuda we mnie!”
„Najprawdziwszym dowodem”.
Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie. Ja do Niego też.

KARMI SOBĄ

Obudziłam się w Ogrodzie Sercowym w ramionach Umiłowanego. Tańcząca bardzo bardzo intensywnie. Ukochany tulił mnie do SERCA pochylony nade mną z czułością ogromną. Byłam obolała bardzo, ale bardzo bardzo szczęśliwa że jestem w Jego ramionach.
“Tańczę z Tobą, Perełko!”
“Wiem, Ukochany. Dziękuję!”
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem, tak pełnym Miłości, tak słodko…
“Kocham Cię!!!!”- wyrwało mi się prosto z głębokości serca. I pomyślałam że dla Ukochanego chcę tańczyć bardziej i bardziej i bardziej.
“Przez Twą miłość odpuszczają Ci się Twoje grzechy, Perełko. Bo ukochalas bardzo”.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Zdumiona i zachwycona… Tymczasem Jezus włożył Swoją dłoń tam gdzie było SERCE Jego i wyjął stamtąd… białą Hostię! Bialutka! I włożył mi Ją do ust. Delikatnie i ostrożnie jakby karmil niemowlę. Spożyłam Hostię. Trwałam w uwielbieniu, dziękczynieniu, zachwycie. W milczeniu… Przerwał je Ukochany:
„Będę Cię karmił Sobą codziennie, chcesz?”
„Tak!”
Ukochany pocałował mnie w czoło… Tanczyliśmy.

CAŁA TWOJA I CAŁY DLA CIEBIE!

Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim. Siedzieliśmy w Kąciku Różanym przy studni. Ukochany siedział na ławeczce, a ja usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzyłam w Ukochanego…
„Podoba Ci się szkic obrazu…?”- spytałam nieśmiało. Chciałam żeby to był Jego obraz, nie mój,
Ukochany uśmiechnął się do mnie płomienny .
„Podoba Mi się, Perełko”.
Uśmiechałam się do Niego i pomyślałam, że to trudny obraz.
„Piękno musi być trudne, Promyczku”.
„Tak..”
Ukochany patrzył we mnie jasny. W pewnej chwili zapytal:
„Chcesz wody, Promyku? Przyniosę”.
Kiwnęłam głową, że chcę. Wtedy Ukochany podniósł mnie, posadził na ławeczce, sam poszedł po wodę. Zaczerpnął ze studni i przyniósł w dłoniach. Ukleknal przede mną z wyciągniętymi z wodą dłońmi. Zsunęłam się z ławeczcki i ukleklam przed Nim. Pochyliłam się i piłam z Jego dłoni.
„Dziękuję!”.
Klęczelismy przed sobą nawzajem. Ukochany patrzył we mnie z tkliwościa wielką… Położył głowę na moim ramieniu.
„Cały dla Ciebie Ciebie Perełko!”
„Cała twoja, Umiłowany!”
Położyłam głowę na jego ramieniu. I tak trwalismy we wzajemnym oddaniu…

Kiedy potem rozmyślałam o tej scenie, olsnilo mnie! Taki będzie tytuł obrazu, który teraz maluję. „Cała twoja i cały dla Ciebie”!

ODPOCZYNEK I TANIEC

Dzisiaj spałam prawie całą noc. Zdziwiona jestem, bo wczoraj wieczorem leżąc w łóżku byłam tańcząca bardzo, bardzo intensywnie. I myślałam, że nie zasnę, że będę tańczyć całą noc. Byłam na to gotowa. Przygotowana. Tymczasem zasnęłam szybko. I spałam prawie całą noc. Z głębokości snu, kiedy spałam troszkę lżej, usłyszałam znajomy głos:
“Kocham Ciebie, Perło Moja!”. Uśmiechałam się przez sen “ja Ciebie też!” I spałam dalej. Pomyślałam jeszcze, że jestem w przy SERCU Ukochanego, w Jego ramionach, skoro mi jest tak dobrze. I spałam dalej. Kiedy się obudziłam, rzeczywiście bylam w Jego ramionach i tulił mnie do SERCA. Pochylal się nade mną z tkliwościa.
“Kocham Ciebie Perło Moja!” Uśmiechałam się do Ukochanego i szepnęłam:
“Ja Ciebie też!”
Potem spytałam jak mogę Mu usluzyc.
“Jest czas tańca i czas odpoczynku. Odpocznij jeszcze Perełko”.
Odpoczywałam. Przy SERCU Jego. A teraz tańczę.

JEDYNA

Obudziłam się w nocy i pobiegłam do Ogrodu mojego serca. Do mojego SKARBU! Do Umiłowanego mojego!!! Ukochany czekał na mnie w Kąciku Różanym, przy studni. Gdy tylko mnie zobaczył rozpromienil się bardzo i rozłożył szeroko Swe ręce, ramiona. Wpadłam wprost w nie, rzuciłam się w nie jak w dym! Ukochany objął mnie z czułością i przytulił do SERCA…
“Perełko, oblubienico Moja!”
“Ukochany!!!”
Tulił i tulił…. Potem zaczęliśmy tańczyć. Po całym Ogrodzie. A raczej nad nim, bo Ukochany unosił mnie do góry, wysoko, wysoko. I opadalismy w kwiaty… Cudnie było! Potem siedzieliśmy już na ławeczce pod różami. Ukochany posadził mnie obok Siebie. Ujął moją twarz w obie dłonie. I patrzył we mnie uszczęśliwiony.
“Kocham Ciebie!”- szepnęłam patrząc Mu w oczy. Uśmiechnął się do mnie płomienny.
“Perełko Moja, jedyna!”
“Jedyna…?”
“Jedyna. Drugiej takiej jak Ty nie ma w całym wszechświecie!”
Uśmiechałam się do Ukochanego i pomyślałam, że każdy jest dla Niego “jedynym”. Ukochany uśmiechał się do mnie, a ja do Niego.

MIŁOŚĆ I CIERPIENIE

W nocy tańczyłam bardzo intensywnie. Bardzo. W ramionach Umiłowanego. Przy SERCU Jego. Trwał pochylony nade mną z czułością i tkliwościa wielką. Ogromną!!! Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. Spojrzeniem z Krzyża. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości. Cudne Spojrzenie! Patrzyłam w Nie i patrzyłam. I Tańczyłam. Dla Umiłowanego. On przyjmował moją miłość i cierpienie. Mój taniec.

ZJEDNOCZENI

Noc tańcząca bardzo. Nie wiem czy byłam w Ogrodzie, czy w łóżku. Nieważne. Najważniejsze, że Umiłowany był ze mną. A raczej ja byłam w… Nim. Leżałam w łóżku.  A ON mnie otaczał, otulal Sobą… Leżałam otulona Jego Miłością. Nim.

Uśmiechałam się do Ukochanego a On do mnie się uśmiechał. Wiem to.
“Cieszę się bardzo, że malujesz ten obraz, Perełko”.
“Ja też…”- Uśmiechnęłam się w ciemność, do Ukochanego.
“Długo na to czekałem”.
“Ja też.. ”
Ukochany – Ukrzyżowany tuli mnie do SERCA pochylony nade mną. Jedną rękę zdjął z Krzyża i obejmuje mnie i przytula do SERCA. Ja wtulona w Niego. Dwa serca, Jego i moje złączone ze sobą. W Komunii. Taki obraz zaczynam malować. Chcę, żeby, o ile mi wyjdzie, Jezus na krzyżu był uśmiechnięty. Z Krzyża można też się uśmiechać. Wiem to po sobie… A sobie namaluje wianek na głowie, ze stokrotek chciałam. Tańczący złączeni w cierpieniu, a nade wszystko zjednoczeni w MIŁOŚCI.
“To jest piękny obraz Perełko Moja!”
“Jest???! Dopiero, mam nadzieję, będzie…”
“Jest. Jest w Twoim sercu”.
“Tak…”

NAJWAŻNIEJSZA

Zeszłam do Ogrodu mojego serca. Do Umiłowanego. Ukochany siedział na ławeczce w Kąciku Różanym. Usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Bardzo lubię tak siedzieć u stóp Umiłowanego, wpatrywac się w Jego twarz, oczy. Patrzył we mnie jasny, promienny, świetlisty… Swoją dłonią gładzil moją twarz i włosy. Długo tak siedziałam i patrzyłam…
Aż Ukochany wziął mnie na ręce i przytulił do Swego SERCA. Malałam i malałam. Znów byłam dzieckiem, niemowlęciem w Jego rękach… Ukochany tulił mnie, pieścił, całował. Jak matka swe dzieciątko.,.
Leżalam, kochałam i tęskniłam… Choć ostatnio tęsknię mniej. Bo… Czy można już na ziemi żyć w Niebie?
Można. Ja żyję.

Leżałam nad ranem i rozmyślałam. Rozmyślałam o naszej rozmowie (kilka dni temu pisałam o niej). Rozmawialiśmy nie tyle o moich grzechach i słabościach co o mnie i moim stosunku do samej siebie. Ciągle byłam pod wrażeniem tej rozmowy. Ukochany mówił, że powinnam być wobec siebie bardziej wyrozumiała, bardziej cierpliwa, łagodniejsza. Bo On jest taki wobec mnie. Cierpliwy, łagodny i wyrozumiały. I że to nie grzech jest dla Niego najważniejszy. Tylko ja. Ja jestem najważniejsza dla NIEGO. Przypomniala mi się Przypowieść o Miłosiernym Ojcu. Kiedy zobaczył wracającego syna, wybiegł mu nie spotkanie, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Nie patrzył na ból swego serca, na to, że syn go bardzo zranił. Ale cieszyl się, ze syn wrócili do domu. Ciezyl się jak szalony! Jak mlodzieniaszek! Dla niego syn był najważniejszy. Tak i ja jestem dla Umiłowanego najważniejsza. Ja, nie mój grzech. I cieszy się z mojego, nawet najmniejszego nawrócenia, z mojego powrotu. Jak szalony!

W TAŃCU

Noc, tańcząca bardzo intensywnie.

Leżałam w łóżku i tańczyłam.  Umiłowany mój byt ze mną, przy moim łóżku. Pochylony nade mną z czułością i troską. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości, Miłości do mnie. Ukochany trzymał moją rękę w Swoich dłoniach. Podniósł ją do Swego policzka, przytulił…
“Tyś Moją, Perełko!”
“Tyś mój, Umiłowany!”.
Ukochany położył głowę na moim sercu… Tuliłam… Właściwie nie wiem czy kto kogo tulił. Czy ja Jego, czy On mnie… wzajemne przytulenie.

Spacerowaliśmy alejkami Ogrodu Sercowego. Ukochany mój i ja. Pod rękę, spacerowaliśmy. Radośni, uśmiechnięci, szczęśliwi! Bardzo szczęśliwi!
“Panie Jezu!”
“Perełko Moja!”
“Kocham Ciebie!
Patrzył mi w oczy promiennie.

SKARB MEGO SERCA

Noc. Obudziłam się tańcząca ku. Z trudem odwróciłam się na drugi bok. Ukochany był przy mnie, przy moim łóżku. Leżałam i patrzyłam w Jego jaśniejaca twarz, Oblicze. Trwał przy mnie pochylony z tkliwościa… Tańczyłam uśmiechając się do Niego.
“Uwielbiam kiedy jesteś, kiedy do mnie przychodzisz, Umiłowany!”
Uśmiechnął się do mnie czule. I nagle moje łóżko zniknęło, a ja leżałam na kolanach Ukochanego w Ogrodzie Sercowym. Przy Jego Sercu leżałam. Ukochany tulił mnie do Niego, do SERCA.
“Uwielbiam przychodzić do Ciebie Perełko. Tutaj czuję się Twym Gościem, ale i Gospodarzem”.
“Bo tak jest! Jesteś bardzo wyczekiwanym, upragnionym, najmilszym Gościem, ale i Gospodarzem. To Twój Ogród!! Jesteś tu Ogrodnikiem!! – uśmiechnęłam się do Niego – a nade wszystko jesteś SKARBEM mojego serca! A Twoje Rany jego klejnotami!”
I ucałowałam Ranę w Jego dłoni.
Umiłowany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem… pełnym Miłości…
“Moim Skarbem jesteś Ty, Promyczku!”

NIGDY NIE ZWĄTPI…

Obudziłam się w Ogrodzie Sercowym. W ramionach Umiłowanego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jego twarz pochylona nade mną. Twarz promienną bardzo. Patrzył we mnie z czułością ogromną.
“Spałas tak słodko Promyczku”.
“Dzięki Tobie, Ukochany”- uśmiechnęłam się do Niego.
Po chwili wstałam, podeszłam do studni i zaczerpnęlam wody. Nabrałam w dłonie i zaniosłam Ukochanemu. Usiadłam obok Niego i wyciągnęłam ręce do Niego, podając Mu wodę.
“Chcesz…?” – spytałam nieśmiało. Ukochany skinal głową, schylił się i pił z moich dłoni. Potem spytal uśmiechając się do mnie:
“Może się przejdziemy, Perełko?”
“Tak! Chętnie!”- ucieszyłam się. I po chwili spacerowaliśmy alejkami Ogrodu mojego serca. Było cudownie! Bezchmurne niebo, wielkie, jasne, piękne Słońce i delikatny wiaterek. Szłam z Ukochanym pod rękę. A On opowiadał mi o każdym kwiatku, każdym listku, o każdym pączku takie szczegóły, że aż się dziwiłam. Stanęłam przed Ukochanym, naprzeciw Niego i patrząc Mu w oczy szepnęłam:
“Znasz mnie…”
“Znam, Perełko”- odpowiedzial z prostotą.
A ja przypominając sobie swoje grzechy i słabości, spytałam niedosłyszalnym prawie szeptem:
“I kochasz mnie taką…?”
Umiłowany rozpromienil się nade mną, ujął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie w czoło, potem patrząc ml prosto w oczy powiedział:
“Kocham Cię taką Perełko. I nigdy w Ciebie nie zwątpię i nigdy nie stracę cierpliwości do Ciebie Perełko Moja!”
Stałam oszołomiona. Słowa przeniknęły mnie na wskroś. Ostatnio bardzo, coraz bardziej ostro widziałam swoje grzechy i właśnie ostro siebie traktowałam, watpilam, ze uda mi się… tracilam cierpliwość do siebie.
Usiedliśmy z Ukochanym na trawie i zaczęliśmy rozmawiać. Nie będę przytaczać treści tej rozmowy. Napiszę tylko ze Umiłowany pomógł mi bardzo.  Podniósł, pokrzepil, wlał w moje serce nadzieję. Bardzo mi pomógł! Wolałam mieć świadomość swoich grzechów i słabości, ale ufac Jemu, że pomoże mi się z nich podnieść, niż być idealną, ale pyszną.
Potem, nad ranem kiedy skończyłam układać bukiety Madonnie, rozmyślałam o tym wszystkim. Usłysłałam w głębi serca:
„Najważniejsze, że wracasz do Mnie, Perełko. Uszczęśliwiasz Mnie tym bardzo! Zawsze czekam na Ciebie”.
Byłam bardzo szczęśliwa! Miałam poczucie należenia i całkowitej zależności od Ukochanego. A jednocześnie całkowitej wolności. Wolności w Nim.

A dziś znów sprawił mi radość wielką!  Wiadomość od Duchowej Córeczki: „Wlasnie niedawno wrocilam z bazyliki Lateranskiej z obchodow Światowego Dnia Chorego Zanioslam cale moje Duchowe Rodzenstwo przez rece Matki Bozej z Lurdes do Niego.”

TAŃCZYMY

Noc, tańcząca bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim. Ukochany siedział na ławeczce pod różami. Ja klęczalam się u Jego stóp i adorowalam Jego Rany. Adorowalam, uwielbiałam, całowałam. W pewnej chwili Ukochany pochylił się nade mną i podniósł mnie. Podniósł i posadził obok Siebie na ławeczce. Ujął moje ręce w Swoje dłonie, podniósł do Swego policzka, przytuli i pocałował. Potem długo patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. W oczy mi patrzył. A ja w Jego oczy patrzyłam….Zachwycona! Patrzył z bezgraniczną, bezinteresowną, czystą Miłością, patrzył z… tańcem na twarzy. Tak, z tańcem! Z oddaniem, ofiarowaniem mi Siebie… i ja też patrzyłam.
“Cały Twój i cały dla Ciebie, Perełko”- szepnął.
“Cała Twoja i cała dla Ciebie, Ukochany”- szepnęłam.
Długo tańczyliśmy. Całą noc prawie. I nie byłam pewna, czy dam radę napisać tę notkę, tzn byłam przekonana że nie dam rady. Ale Ukochany pomógł mi i jest.
Dalej tańczymy.

UKRYTA…

Noc tańcząca.
Zeszłam… zeszłam?  Nie. Zbiegłam szybko do Ogrodu mojego serca. Do Umiłowanego mojego! Ukochany czekał na mnie przy studni. Podbiegłam do Niego. Twarz Mu jasniala szczęściem. Wziął mnie za rękę i delikatnie przyciągnął do Siebie. I stałam przed Nim twarzą w twarz. Pocałował mnie i ja też Go pocałowałam. Staliśmy wpatrzeni w siebie nawzajem… Ukochany patrzył we mnie tak, jakbym Mu była najdroższa na świecie… Potem Ukochany wziął mnie na ręce i usiadł na ławeczce ze mną na rękach.
Pochylił się nade mną i tulił do SERCA. Mocno tulił. Jego ręce, dłonie wydały mi się większe i większe. Otaczały mnie, otulaly. Bardzo bezpieczna się czułam. Wiedziałam że cokolwiek by się nie wydarzyło, ON będzie czuwał, ochroni mnie, osloni i będzie ze mną. Byłam bardzo bezpieczna i bardzo szczęśliwa. I tańcząca. A Ukochany tulił i tulił i tulił…Pomyślałam, że jestem ukryta pod Jego SERCEM, w Jego rękach jak w łonie matki. Ukryta.

ŻYJĘ W MIŁOŚCI

Żyję w Miłości. W Miłości Umiłowanego. Mojego Pana i Króla. Oblubieńca mojego. Żyję tu i teraz. Twardo stąpam po ziemi. Zyję dniem dzisiejszym, monotonnie mogłoby się zdawać postronnym obserwatorom. Mogłoby się też wydawać, że cierpienie przygniata mnie do ziemi coraz bardziej i bardziej. Mogłoby się wydawać.
ALE. Ale ponad tym wszystkim jest Jego Miłość, w której Żyję. To Ona sprawia, że właśnie chce mi się Żyć! Żyć pełnią życia. Cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą.
To dzięki Miłości chce mi się tańczyć!
A te spotkania w Ogrodzie to przedsmak Nieba. Radości, Szczęścia. Pokoju.
Żyję w Miłości. W Miłości Umiłowanego. Dla tej Miłości, dla Ukochanego oddałabym wszystko.

KOMUNIA MIŁOŚCI

Nad ranem, tańcząca.
Byłam w kościele. Klęczalam przed bielutka Hostia umieszczonej w monstrancji, na ołtarzu. Klęczalam przed Umiłowanym moim ukrytym w Hostii. Uwielbiałam Go. Nagle Hostia wyszla z monstrancji… i weszła we mnie… Szybko pobiegłam do Ogrodu mojego serca. Umiłowany stał przy ławeczce pod różami. Czekał na mnie.  Podeszłam do Niego. Ruchem dłoni zapraszał żebym podeszła jeszcze bliżej. Podeszłam. Bardzo blisko.
“Perełko Moja!”
kochany wziął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie. Opuściłam głowę, oniesmielona, ale bardzo szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa! Umiłowany był tak bardzo blisko… Delikatnie ujął jeszcze raz moją twarz i podniósł. Spojrzałam w Jego twarz. Jasniala, promieniala radością i szczęściem.  W Jego oczach widzialam wodospad Miłości…
“Perełko Moja!”
“Umiłowany!”
Uśmiechał się do mnie, a ja do Niego. Znów ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie. I ja Jego. Tańczyliśmy. Potem zaprowadził mnie do ławeczki i zaprosił żebym usiadła. Kiedy usiadłam, usiadł obok mnie. Promienny cały. Położył rękę na moim sercu.
“Tu jesteśmy, Perełko” – w Jego głosie słyszałam czułość.
“Tak, Ukochany” – uśmiechnęłam się do Niego.  Umiłowany pochylił się i położył głowę na moim sercu.
“Perełko Moja!”
“Umiłowany mój!”
Objęłam Go i tuliłam do serca, tuliłam…

BO KOCHAM!

Wieczorem leżąc już w łóżku tańcząca i zmęczona:

Byłam w Ogrodzie Sercowym. W ramionach Umiłowanego. Pochylal się nade mną z czułością i tulił do SERCA Swego. Dziękowałam Mu za Jego Obecność i Miłość do mnie. Tak wielką!!! Ukochany patrzył we mnie z uśmiechem i tulił… Zasnęłam…

Obudziłam się i pobiegłam do Ogrodu mojego serca. Do Ukochanego. Siedział na ławeczce pod różami. Usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi a głowę położyłam na Jego kolanach. Uśmiechałam się do Ukochanego, a On uśmiechał się do mnie.
“Odpoczelam. Dziękuję, że pozwoliłeś mi odpocząć”.
“Byłaś zmęczona i tańcząca i chciałem, żebyś odpoczęła, Perełko Moja”.
“Dziękuję bardzo! – Uśmiechałam się do Niego – I dziękuję za Twoją opiekę i troskę… I za ten piękny Ogród Ci dziękuję!!!”
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem.
“I Ja Ci dziękuję, Promyczku. Za to że tu przychodzisz. Gdybyś nie przychodziła, byłbym owszem, w pięknym Ogrodzie, ale byłbym sam”.
Objęłam Jego nogi jeszcze bardziej i szepnęłam:
“Jak mogłabym nie przychodzić do Ciebie??! Przychodzę, bo Cię kocham!”
Umiłowany patrzył we mnie słodko…

 

Czytaj dalej BO KOCHAM!

MOJE SZCZĘŚCIE

Wczoraj cały dzień przytulalam Umiłowanego do serca. Cały dzień żyłam, a przynajmniej starałam się żyć w doświadczeniu tulenia Ukochanego. Wieczorem leżąc już w łóżku tańcząca, też Go do serca tuliłam.
“Uszczęśliwiasz mnie bardzo Umiłowany”- szepnęłam do Niego. Ukochany podniósł głowę. Patrzył we mnie z rozpromieniona twarzą. Potem wziął mnie na ręce i zaniósł do Ogrodu Sercowego.  Usiadł na ławeczce w Kąciku Różanym, wciąż trzymając na rękach.
“Uszczęśliwiasz Mnie Perełko Moja!”- uśmiechal się do mnie promiennie.
“Ja?? Przecież ja nic nie ro…”
Przerwał mi stanowczo i łagodnie zarazem.
“Nie mów że nic nie robisz, Promyku!”
“Ale to Ty robisz, nie ja. Notki na blogu nawet Ty piszesz. Już nie tylko o to chodzi, że nie mam siły. I takich długich bym sama nie napisała. Ale często słów mi brakuje, żeby TO wszystko opisać. A kiedy tylko zaczynam pisać to same przychodzą. Wiem że to TY!”
„Jesteś Moim narzędziem”-
Ukochany patrzył we mnie uśmiechając się pobłażliwie – Gdyby nie Ty, Promyczku, te notki by nie powstały”.
Patrzyłam w Ukochanego nie wiedząc co odpowiedzieć… Ukochany mówił dalej:
“Ten blog jest świadectwem, co mogę zdziałać w duszy, która odda Mi się całkowicie. Ty Perełko jesteś świadectwem Mojej Miłości”.
“Uszczęśliwiasz mnie bardzo Umiłowany! Ty jesteś moim Szczęściem!”
Ukochany pochylal się nade mną z tkliwościa wielką…

PRZY SERCU MOIM…

Noc, leżę w łóżku tańcząca.

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Na ławeczce z Umiłowanym moim. Ukochany trzymal mnie w ramionach i tulił do SERCA Swego.
“Uwielbiam tu być, przy SERCU, Ukochany!”-szepnęłam uśmiechając się do Niego. Pomyślałam że też chcę, pragnę bardzo GO tulić do serca mojego…  Czy…? Umiłowany uśmiechnął się do mnie z tkliwościa wielką
“Uwielbiam być przy sercu Twoim, Perełko Moja”.
I zobaczyłam… obraz. Bardzo piękny i przejmujący bardzo…
Ja tańcząca leżałam w łóżku. A Ukochany był przy mnie, pochylony nade mną z głową na moim sercu… Tuliłam Go do mojego serca.  Pomyślałam że, jak chodził po ziemi, żalil się że nie ma miejsca gdzie mógłby głowę skłonić. Potem skłonił ją na Krzyżu. A teraz na sercu moim… zechciał. Na moim sercu… Tuliłam Go i szeptałam: „Ukochany… Umiłowany…”

NIEMOŻLIWE – PIKUŚ :)

Wczoraj wieczorem leżąc już w łóżku tańcząca, powiedziałam “Dobranoc
🙂 ” Duchowemu Dziecku, wyłączyłam komórkę. I od razu pobiegłam do Umiłowanego. Do Ogrodu mojego serca. Chciałam podziękować Ukochanemu. Szczęśliwa bardzo!! Wczoraj byłam u spowiedzi, Ukochany przebaczył mi grzechy. Dziękowalam Mu już wcześniej wiele razy. Ale chciałam jeszcze. Biegłam przez Ogród, który wydał mi się jakiś inny, ten sam, ale inny. Odmieniony. Ukochany czekał na mnie przy studni. Gdy tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się do mnie promiennie i wyciągnął ręce, ramiona. Rzuciłam się w nie jak dziecko w ramiona kochającego TATY.
“Dziękuję!!! – tyle wystarczyło. On wiedział wszystko. Pochylił się nade mną z tkliwościa i tulił do SERCA swego Promyczka…  Potem usiedliśmy na ławeczce, On wciąż tulił. Patrzyłam w Jego promienne Oblicze,.. aż zasnęłam. Przy SERCU.

Obudziłam się w Jego ramionach. Wciąż mnie tulił… i patrzył we mnie słodko. Uśmiechałam się do Ukochanego i patrzyłam w Jego oczy. Pomyślałam o mojej Córeczce, dla której kilka dni temu prosiłam o błogosławieństwo. A wczoraj napisała do mnie, ze była u Papieża Franciszka i że Ją pobłogosławił.
“Dla Ciebie niemożliwe to… pikuś!”- szepnęłam z wdzięcznością.
“Dla Mnie nie ma nic niemożliwego. Dla Mnie Perełko. I ze MNĄ”.
“Dla Ciebie i z Tobą!”- Uśmiechałam się do Ukochanego.

POCALUNKI

Noc, tańcząca.

Zbiegłam szybko do Ogrodu mojego serca. Umiłowany czekał na mnie przy wejściu. Pobiegłam do Niego.
“Ukochany!”- szepnęłam z czułością i ucałowałam Go.
“Zbieram Twoje pocałunku, Perełko”- Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie.
“Ojjj… a ja tak rzadko Cię całuję…”
Ukochany wciąż się do mnie uśmiechał.
“Więc całuj Mnie częściej, kochana”.
Uśmiechałam się do Ukochanego rozpromieniona.

Po chwili siedzieliśmy już na ławeczce. Ukochany trzymał mnie mnie na rękach i pochylal się nade mną z tkliwościa wielką…
“Wiesz…”- uśmiechnęłam się do Ukochanego – “Wyobrażam sobie, ze każde dziecko zanim się urodzi to Ty je całujesz. Taki pocałunek na drogę w życie”.
“Ciebie też pocałowałem. Zawsze Cię całuję gdy do Ciebie Promyczku przychodzę”.
I pocałował mnie…
Patrzyłam z uwielbieniem w Umiłowanego mojego serca. I całowałam Jego Rany.  Tańcząc dla Ukochanego.

MAŁA Z… WIELKIM SERCEM

Noc. Tańcząca.
Byłam w Ogrodzie Sercowym. Pod różami. Umiłowany siedział na ławeczce i tulił mnie do SERCA. Trzymał mnie na rękach jak matka swe niemowlę. Pochylal się nade mną z tkliwościa… czułością. Uśmiechałam do Ukochanego.
“Ty taki wielki, potężny, a tak bardzo się unizasz… mieszkasz w moim małym biednym sercu, czynisz w nim Swój Ogród….”
“Uwielbiam małe, kochające serca”- Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie.- ale Promyczku, Twoje serce nie jest takie małe jak myś…”
“Tak!  Nie jest małe. Jest maleńkie! – zaśmiałam się serdecznie. Po chwilip już poważnie szepnęłam:
“Kiedyś moje Duchowe Dziecko powiedziało, że mam ponadwymiarowe serce…”
“Dobrze powiedziało” – Ukochany uśmiechał się wciąż do mnie.
“To Ty je rozszerzasz, Umiłowany. To dzięki Tobie! Brak mi słów, żeby Ci dziękować!”
“Bądź mała z wielkim sercem. Tym Mi dziękujesz, Promyczku”.
Przytaknęłam uśmiechnęła. A Umiłowany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…

DZIWNE I PIEKNE

Noc tańcząca bardzo intensywnie.

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Na ławeczce w Kąciku Różanym. Umiłowany trzymał mnie w ramionach i tulił do SERCA. Pochylal się nade mną z czułością ogromną. Ja uśmiechałam się do Niego i szeptałam: “Ukochany, , Ukochany”. “Perełko Moja!”- odpowiadać Jezus z miłością. Róże nad nami pachniały pięknie. Wcześniej też pachniały, ale jakoś o tym nie pisałam. Może dlatego że to oczywiste że w Ogrodzie pachnie. Ale teraz zwróciłam na ten zapach uwagę. Nie potrafię opisać tego zapachu. Napiszę tylko ze ten zapach był bardzo mi bliski, był moim.
“Pięknie pachną te róże…*- szepnęłam do Ukochanego.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
“To woń, która wznosi się do Mego Tronu kiedy tańczysz dla Mnie, Perełko”.
“Jakie to wszystko dziwne…”
“I jakie piękne, Promyczku”.
“I jakie piękne…”

ZAWSZE

Noc tańcząca. Byłam w ramionach Ukochanego. W Jego rękach. Niemowlę w rękach Miłości. Tańczące dla NIEJ. Zawsze jestem w Jego rękach. Czy śpię czy tańczę, maluję czy piszę. Zawsze jestem w rękach Umiłowanego.  Przy Jego Sercu. Teraz też. I tańczę dla Niego.

W ŚWIETLE

Byłam w Ogrodzie, w Kąciku Różanym. Na ławeczce siedziałam, obok Ukochanego. Ukochany trzymał moje ręce w Swoich dłoniach. Patrzył we mnie z bezgraniczną miłością…
Uwielbiałam Go i dziekowalam Mu za Jego Obecność, bliskość i Miłość. Dziękowałam, dziękowalam… Ukochany uśmiechał się do mnie czule. “Niewielu dziękuje za Moją miłość i obecność i niewielu pragnie Mojej bliskości…- w Jego głosie słyszałam smutek.
“Pragnę… być coraz bliżej i bliżej Ciebie”.

Znalazłam się w bardzo ciemnym pomieszczeniu. Ciemniejszym niż noc. Nie było w nim ani najmniejszej iskierki światła. Nagle otworzyły się,  jak się później okazało, drzwi i do pomieszczenia wtargnął, wlał się potężny strumień światła. Potężny. Podeszłam do niego. Jasność wielka, ciepła i przyjazna. Jakby zapraszała żebym w nią weszła. Weszłam. Jasność od razu mnie ogarnęła, otuliła. Doświadczenie ogromnej, potężnej jak To światło Miłości i bezpieczeństwa i szczęścia całą mnie ogarnęło. Szłam przed siebie, w pierwszej chwili nie wiedziałam gdzie jestem ani dokąd idę. W miarę jednak jak szłam, oczy przyzwyczajały się do jasności. Ze zdumieniem odkryłam że znajduję się w… Ogrodzie mojego serca!! Stałam przed ławeczka na której siedział Umiłowany. Uśmiechał się do mnie promiennie i gestem dłoni zapraszał, żebym usiadł obok Niego.
“Tyle tu światła…”
“Będąc blisko Mnie, żyjesz w NIM, Promyczku”.

Ta notka powstała tylko dzięki Umiłowanemu. Rozłożona jestem przez chorobę i do pisania nie mam głowy.
TYLKO dzięki Ukochanemu!

 

OBLUBIENICE

Noc tańcząca. Przy Sercu Umiłowanego. Tulił mnie dko SERCA pochylony nade mną z miłością wielką… Tańczyłam za moje Dzieci. Dzisiaj szczególnie Tańczyłam za moją Córeczkę, która właśnie dziś wyjeżdża “do dalekiego kraju” by służyć Ukochanemu w zakonie. Tańczyłam Uśmiechając się do Ukochanego i ON się do mnie Uśmiechał.
“Prowadzisz Ją do Mnie, Promyczku”.
“Jest Twoja, błogosław Jej i bądź z Nią. Proszę!”
”Jestem i błogosławię*.
“Dziękuję!!!”
Umiłowany patrzył we mnie z czułością.
“Takie dusze jak Jej i Twoja sprawiają Memu Sercu wielką radość!”
„Chcemy sprawiać Ci radość, kochac Cię i służyć Tobie!”
Ukochany wciąż się uśmiechał.
„Wy oblubienice MOJE”.

MASZ MNIE!

W nocy tańczyłam bardzo intensywnie. Umiłowany był ze mną przy moim łóżku. Trzymał mnie za rękę, pochylał się nade mną z miłością i czułością ogromną. W Jego oczach widzialam wodospad Jego Miłości. Uśmiechałam się do Ukochanego.
“Cała Twoja i cała dla Ciebie”- szepnęłam. Tańczyłam bardzo.
Ukochany przytulił moją rękę do Swojego policzka.
“Piękna Moja, oblubienico Moja!”
“Oddam wszystko, dla Ciebie, żeby Ciebie mieć, Miłości moja!”
“Masz Mnie, Perełko Moja”.
Nasze krzyże, Jego i mój, trwały we wzajemnym uścisku, przytuleniu, pocałunku…

“Rozkoszą Moją jest łączyć się z tobą…” (Dz.,570)

O MIŁOŚĆ!

Noc. Tańcząca.
Byłam w Ogrodzie mego serca. Umiłowany siedział na ławeczce pod różami. Ja usiadłam na trawie u Jego stóp. Objęłam Jego nogi, a głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzyłam w Niego. Ukochany gładzil mnie po twarzy i włosach i uśmiechał się do mnie promiennie.
“Jak mogę Ci usłużyć, mój Ukochany?”- spytałam uśmiechając się do Niego.
“Służysz Mi, Promyczku”.
“Łatwo jest Ci służyć…”- wciąż się uśmiechałam.
“Taniec nie jest łatwy. Przeciwnie”.
“Wiem. Ale jakoś… łatwo mi…”.
“Bo kochasz, Promyczku”.
“Bo dajesz mi siłę by tańczyć”.
“Siła bez miłości byłaby niczym. Taniec też, Promyku*.
Posmutnialam, bo przypomniałam sobie moje słabości i grzechy.
“Mowisz ze kocham, a ja widzę jak mało we mnie miłości…”- szepnęłam z wyrzutem. Ten wyrzut skierowany był do mnie samej. Objęłam Jego nogi jeszcze bardziej i prosiłam:
“Daj mi więcej kochać! Ucz mnie kochac, proszę!”
Ukochany patrzył we mnie z tkliwościa wielką i wciąż gładzil mnie po głowie…

NIESAMOWITE

Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.
Ciemno, nie widzialam Ukochanego. Nie widziałam, ale…
“Ja jestem z Tobą, Promyczku!”
“Wiem że jesteś, Umiłowany. Nie muszę Cię widzieć, żeby wiedzieć że jesteś”- uśmiechałam się do Niego w ciemność. I nagle Go ujrzałam. Stał przy moim łóżku. Pełen blasku, jasności i chwały. Piękny bardzo,
“Błogosławie Tobie, Perełko!”
“I moim Dzieciom”- szepnęłam.
Ukochany Uśmiechnął się do mnie promienny.
“I Twoim Dzieciom błogosławię!”
“Dziękuję bardzo!!”
Ukochany wciąż się Uśmiechal.

Chwilę później byliśmy w Ogrodzie Sercowym. Ukochany trzymał mnie na rękach. Pochylal się nade mną z tkliwościa wielką i tulił do SERCA. Tańczyłam bardzo. Za moje Dzieci. Kiedy tańczę, tańczę za moje Dzieci. Czyli zawsze. Tej nocy tańczyłam w konkretnych intencjach. Ukochany przyjmowal mój taniec.
“Tancząc rodzisz Je dla Mnie”.
Kiwnęłam twierdząco.
Tańczyłam i tańczyłam. I Ukochany wysłuchal.

W grudniu,, przed Świętami dostałam pocztą prezenty od mojego Dziecka. W kopercie był też krótki list. Mama odebrała przesyłkę od listonosza, przywiozła do mnie, do pokoju. Akurat był u mnie bratanek Łaj. Mama otworzyła mi list i przeczytała na  głos, m.in. słowa: „Dla Duchowej Mamy”.
-A „duchowa mama” to kto? – spytał zdziwiony Łaj. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odezwała się również zdziwiona mama:
– Nie wiem…
– To ja -szepnęłam uśmiechając się tajemniczo.
– Ty? – mama zdziwiła się jeszcze bardziej.
– Tak – uśmiechnęłam się do mamy, która, nie wiedząc o tym, też była/jest moim Duchowym Dzieckiem.
– Ciocia jest duchową mamą?? Niesamowite!!- zawolał Łaj.

Prawda. Niesamowite.
Dzięki Umiłowanemu. Dzięki Niemu i dla Niego.

WODOSPAD MIŁOŚCI

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca.

Byłam w Ogrodzie mojego serca Ukochany trzymał mnie w ramionach i tulił do SERCA. Patrzył we mnie z czułością,..
“Ukochany! Najdroższy!”
“Najdroższa Moja!”
Zapatrzylam się w Niego.
“Jak bardzo Ty mnie kochasz! Jak bardzo!” – szepnęłam.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie i uniósł się do góry. Lecielismy. Wciąż patrzyłam w Niego a On wciąż patrzył we mnie. Nie wiem jak długo lecieliśmy, dla mnie to była chwila. Nagle usłyszałam szum, coraz głośniejszy.  Ukochany wskazał ręką  i powiedział wciąż się do mnie uśmiechając.
“Spojrz, Promyczku!”
Spojrzałam tam gdzie pokazywał i… zaniemowilam z wrażenia.
Wielki, ogromny, potężny wodospad… spływający z nieba. Potężny! Strumienie wody płynące z wielką mocą, i rozpryskujace się o ziemię. Tworząc na niej rzeki i strumyki nawadniające cały Ogród. Wodospad był cały oświetlony dziwnym blaskiem. A wśród tumanów spływającej z nieba wody tworzyły się tęcze. Patrzyłam zachwycona, oczarowana.
“Wodospad… przecudny!”- wyszeptałam.
“Wodospad Mojej Miłości, Promyczku”.
Spojrzałam w Ukochanego z zachwytem. On patrzył we płomienny w Jego oczach widziałam ten wodospad…

KLĘCZĄC…

Wieczorem leżąc już w łóżku tańcząca:
Byłam w Ogrodzie Sercowym, w kąciku pod różami obok studni. Nie ławeczce. Przy Sercu Umiłowanego. Ukochany pochylal się nade mną i patrzył we mnie z wielką radością. Tańczyliśmy. Nagle poczułam pragnienie, zachciało mi się pić. Nie powiedziałam o tym Ukochanemu. Pomyślałam, wytrzymam. Ukochany Uśmiechnął się do mnie i posadził mnie na ławeczce.
“Poczekaj, Promyczku. Przyniosę”.
Poszedł do studni i zaczerpnął wody do wiaderka. Potem zanurzył w nim dłonie i nabrał w nie wody. Podszedł do ławeczki i… uklakl przede mną. “Nie mam naczynia”- szepnął.
W jednej chwili przypomnialam jak to ja dałam Mu pić… podobne gesty i słowa… Ukochany klęczał przede mną z wyciągnietymi, pełnymi wody dłońmi. Pochylilam się i zaczęłam pić. Woda była rześka. Nie bardzo pamiętam jednak jej smak, bo w sercu i głowie miałam tylko jedno: “Ukochany klęczy przede mną!”  Wypiłam wszystko, a On wciąż klęczal przede mną z wyciągnietymi dłońmi…  Zsunęłam się z ławeczki i uklękłam naprzeciw Umiłowanego. Blisko… zdawało mi się, Ukochany Sam w jakiś sposób się do mnie przybliżył. I położył Swą głowę na moim ramieniu. Ja swoją położyłam n Jego ramieniu… Tańczyliśmy.  Dwa krzyże, Jego i mój, znów się objęły, przytuliły, ucałowały… Tańczylismy tak klęcząc przed sobą nawzajem długo bardzo. Aż w końcu zmęczona zasnęłam.

Obudziłam się w ramionach Ukochanego. Siedział na ławeczce i tulił mnie do SERCA. Widząc, że się obudziłam, uśmiechnął się do mnie promiennie. I ja też się do Niego uśmiechałam.
“Czuwałes nade mną, Ukochany”.
“Zawsze czuwam nad Tobą, Promyczku”.
Patrzyłam w Niego z wdzięcznościa.

Trudno mi pisać te notki, opisy z Ogrodu. Nie tylko dlatego, że są bardzo osobiste, intymne, coraz bardziej… Ale też/a może przede wszystkim/ dlatego że, tego co doświadczam w Ogrodzie nie da się opisać słowami. I kiedy próbuję opisać zamykam w słowa Tego, którego zamknąć nie można. Kiedy piszę, drżę, żeby czegoś nie zepsuć, nie zniszczyć, nie pobrudzić…
Ale ufam. I piszę.

NOC Z UKOCHANYM

Cała noc tańczyłam bardzo.

Byłam w Ogrodzie z Umiłowanym moim. Tulił mnie do SERCA.  Pochylony nade mną z tkliwościa wielką i miłością. Patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża. Cudnym Spojrzeniem… trzymał mnie za rękę
“Tańczymy”- szepnęłam uśmiechając się do Niego z wysiłkiem.
“Tańczymy, Perełko Moja”.
Ukochany tulił mnie bardziej i bardziej. Tulił też moją rękę do Swojego policzka. Znów byłam dzieckiem w Jego ramionach.
Tańczymy.

Dla mnie cierpienie dla Ukochanego i miłość do Niego to synonimy. To taniec. Ofiara cierpienia.

NIGDY DOŚĆ!

Byłam w Ogrodzie Sercowym. Razem z Umiłowanym. Na ławeczce pod różami, obok studni. Siedziałam przy Ukochanym. On patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem, ja uśmiechałam się zapatrzona w Niego
“Zatańczymy?”- spytałam.
“Nie chcesz trochę odpocząć, Promyczku? Nie dość Ci tańca?”
“Dla Ciebie, Ukochany??! Nigdy dość!!!”
I Ukochany porwał mnie do tańca! Ale jak! Wziął mnie na ręce i wirowal po Ogrodzie! Szczęśliwy, promienny. Wirowal ze mną na rękach! Ja śmiałam się w glos, także szczęśliwa bardzo! A On wirowal i wirowal….
W końcu posadził mnie na ławeczce i sam usiadł obok. Patrzył we mnie płomienny… Wzięłam Jego dłoń, podniosłam do moich ust i ze czcią ucałowałam Jego Ranę.
“Bardzo Cię boli… nie dość Cl tańca?”
“Dla Ciebie Promyczku, nigdy dość!”
Wtedy moje serce drgnęło. Ukleklo przed Umiłowanym. Wszystkie rośliny w Ogrodzie oddały Mu pokłon. A ja wciąż całowałam Ranę Ukochanego.

MIŁOŚĆ SŁÓW NIE POTRZEBUJE

Zmęczona bardzo jestem, więc proszę wybaczyć jeśli będę pisała chaotycznie.

W nocy leżałam w łóżku tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany był ze mną, pochylony, przy moim łóżku. Patrzył we mnie z ogromną czułością i współczuciem… Był poważny, żeby nie powiedzieć smutny.
“Ukochany… ja dla Ciebie”.
“Wiem, Promyczku”.
“Chcę Cię uszczęśliwić, usłużyć Ci”.
“Uszczesliwiasz Mnie bardzo i słuysz Mi, Perełko”.
Patrzyłam w oczy Ukochanemu i On patrzył w moje. Był blisko, bardzo blisko mnie.
“To dlaczego… dlaczego jesteś smutny…?”
Ukochany spojrzał we z bezbrzeżna miłością.
“Bo cierpisz, Mój Promyczku”.
“Ty cierpiałeś za mnie tysiąckroć bardziej…- szepnęłam. I chciałam powiedzieć, że kiedy pomyślę jak On strasznie cierpiał za mnie to serce mnie boli. Ale z Jego cierpienia wyrosło wielkie Dobro, moje Zbawienie. I ja pragnę, żeby, jeśli to możliwe, moje małe cierpienia przyniosły choć trochę dobra. Że chcę iść za Nim, naśladować Go. To wszystko chciałam Mu powiedzieć. Ale nie miałam siły. Wzięłam więc Jego dłoni i przytuliłam do policzka i szepnęłam:
“Dzięki Twojemu cierpieniu, moje cierpienie ma Sens”.
Ukochany przytuli się do mnie i rozpromienil się nade mną. Tak trwalismy. Bez słów. Miłość słów nie potrzebuje.

DOBRZE

Ukochany tulił mnie do SERCA pochylony nade mną z miłością wielką. A ja byłam dzieckiem, niemowlęciem w Jego ramionach.
“Tak dobrze mi Umiłowany, przy Sercu Twoim! Tak dobrze mi z Tobą!”
“I Mnie z Tobą dobrze, Perełko Moja”.
Tańczyłam bardzo intensywnie. Ale nie rozmawialiśmy o cierpieniu, o tańcu. Ukochany był ze mną, patrzył w moje oczy, a ja uśmiechałam się do Ukochanego.
Dwa krzyże, Jego i mój, znów się objęły, uścisnęły, ucałowały…

JEGO PIĘKNEM

Obudziłam się… w Ogrodzie Sercowym (lubię tak go nazywać), na ławeczce pod różami. Umiłowany pochylal się nade mną. Jak tylko się obudziłam rozpromienił się nade mną. A ja Uśmiechałam się do Niego. Trwalam przytullona do Jego Serca, bezpieczna i bardzo szczęśliwa. Jezus patrzył we mnie z miłością… Wtem w oddali zobaczyłam małego kolorowego ptaszka. Frunął do nas. Przyfrunal i usiadł na ławeczce. Ukochany podstawil rękę i ptaszek bez wahania usiadł na Jego dłoni. Byl oswojony! Nie bał się w ogóle! Poświergotal i odleciał.
Oswoiles mnie niczym tego ptaszka…”- szepnęłam. Ukochany patrzył we mnie promienny.
”Ty, Mój Promyczku jesteś przepięknym Motylem. Trzeba było Cię o tym przekonać, pokazać Ci Twoje piękno”.
“Pokazałeś i przekonales mnie”.
Uśmiechnął się do mnie, i ja do Niego się Uśmiechałam.
“Głoś to, Promyczku!”
Gloszę!

 

PO TO JESTEM

Noc. Tańcząca.
Jestem w Ogrodzie mego mego serca. Ukochany tuli mnie do SERCA, pochylony nade mną z czułością wielką. Patrzy we mnie Swym cudnym Spojrzeniem… W Jego oczach widzę całkowite oddanie…
“Jak bardzo się o mnie troszczysz, Ukochany! Jak bardzo! Dziękuję!!!”
Umiłowany patrzy mi w oczy promienny.
“Po to jestem, Mój Promyczku”.
“Widzę to na każdym kroku…”
Ukochany wie że zmęczona bardzo jestem, tuli mnie jeszcze bardziej:
“Odpocznij przy Sercu, Perełko”.
A ja zachwycona szepczę dalej:
“Tak bardzo mnie kochasz!”
“Po to jestem Mój Promyczku. I Ty Mnie kochasz”.
“Po to mnie stworzyłeś, po to jestem. Pragnę Cię kochać!”
Umiłowany zanurza mnie w Sobie… Tańczymy.

MAMA PRZYSŁAŁA DO MNIE… :)

Tańczący leżałam w łóżku. Ukochany był ze mną przy moim łóżku. Pochylal się nade mną z czułością. Trzymał mnie za rękę. Na jej nadgarstku była bransoletka–Rozaniec. Ukochany spojrzał na niego, Uśmiechając się do mnie, powiedział:
„Teraz już się nie zerwie”.
„Myślę że nie”.
Uśmiechałam nie do Niego.
„Opowiedz Mi o nim”.
„Przecież wiesz! Twoja MAMA Ci na pewno o mówiła. Prosiłam JĄ o to”.
„Mówiła, ale chciałbym usłyszeć o tym jeszcze od Ciebie, Promyczku”.
Opowiedziałam Umiłowanemu, opowiem i Wam 🙂

Pewnie pamiętacie jak jakiś czas temu pisałam na blogu, że kupiłam sobie srebrny różaniec na rękę. Wyglądał na mocny. Niestety był bardzo delikatny i przy moim napięciu spastycznym i ruchach mimowolnych często się zrywał. Wpadłam na pomysł i postanowiłam popytać jubilerow na FB czy by nie zrobili takiego różańca na zamówienie. Napisałam taki tekst, list i zdjęcie mojego delikatnego Różańca i powysylalam do różnych jubilerow :
„Witam serdecznie,
Mam pytanie. Czy mogą mi Państwo zrobić srebrny różaniec na rękę w formie bransoletki na zamówienie? Jestem osobą niepełnosprawna mam silne napięcie spastyczne. Bransoletka różaniec, którą noszę była już kilka razy niechcący zrywana… Zastanawiam się czy można zrobić silniejszy łańcuszek? Taki, który by się tak szybko nie zrywal? Wzór podobny jak w załączniku, może być bez medalika. Czy mogą mi Państwo zrobić podobny na zamówienie,? Jeśli tak, to ile by to kosztowało? Pozdrawiam.”

Odpisało mi kilku. Jeden mnie po prostu zbyl, inny napisał, że „coś może uda się wykombinować, jeszcze inny proponowal mi gotowe różańce podobne do tego, który miałam
Powoli wątpilam że to się uda… Ale oddałam tę sprawę MAMIE. I czekałam.
Wtedy odezwał się Pan, który od razu przyjął ode mnie zamówienie. Moje pytanie potraktowal jak zamówienie. Konkretny, fachowy widać bardzo. I bardzo uprzejmy. Przeczytajcie sami:
Pan jubiler
-Dzień dobry. Jak duże powinny być te kuleczki (średnica)?
Ja:-Malutkie, 3mm
-Sprawdzimy czy uda nam się dokupić takie srebrne kulki (by ich specjalnie nie robić) i dam Pani znać. Myślę że powodem zrywania się bransolety nie jest nietrwałość łańcuszka, lecz to że przy paciorkach różańca koluszka są zaginane a nie lutowane. W momencie szarpnięcia koluszko się otwiera i nastepuje zerwanie bransolety (proszę zwrócić uwagę czy te zerwania powtarzają się w tych miejscach). Aby to nie następowało należy wszystkie łączenia z kulkami zrobić LUTOWANE. jest to 20 dodatkowych lutowań.

-Tak. Odginaja się gdy o coś niechcący zahacze. Prostują się nawet… Musze przyznać że pytałam o te bransoletkę, różaniec kilku jubilerow i Pan pierwszy, jedyny potraktował moje pytanie poważnie. Dziękuję ☺
-Przedstawiła Pani problem, a zawsze staramy się przeanalizować powód powstawania problemu. Wiemy w jaki sposób jest wykonywana taka biżuteria więc łatwiej nam znaleźć przyczynę powstawania uszkodzeń, a co za tym idzie sposób jego rozwiązania. Co prawda każdy łąńcuszek można zerwać, lecz gdy wykonamy lutowane ogniwa, a ponadto możemy zastosować rodzaj zapięcia również z lutowanym koluszkiem, możliwość jej zerwania będzie wielokrotnie mniejsza. Ten ostatni element wiąże się jednak z pewnym ryzykiem – dlatego proszę o przemyślenie tego – zapięcia ogólnie zostawia się nielutowane (jest to taki „zawór bezpieczeństwa” by w momencie bardzo mocnego szarpnięcia nie uszkodziło ręki, tylko aby to jedno ogniwko przy koluszku rozgięło się) – czy to koluszko też miałoby zostać zalutowane, czy jednak zostawić je tylko zagięte?
Artur Węc
-Dziękuję bardzo. Proszę lutowac wszystkie
-w porządku.

Pan Artur przysłał mi formularz zamówienia, wypełniłam. Omówiliśmy szczegóły:
Bransoleta różaniec
1) długość bransolety miała 19,5cm (bez przedłużenia). Przedłużenie o 1,5cm.
2) 11 kulek na obwodzie
3) 10 kulek w jednakowej odległości , 1 dalej od innych (jak na zdjęciu) splot łańcucha ankier.
4) Zapięcie konik,  Wszystkie koluszka łącznie z zapięciem lutowane

5 dni później… Różaniec był już na mojej ręce.

„Panie Arturze.
Różaniec przyszedł dzisiaj. Jest
przepiękny! Cudny bardzo! Taki delikatny… I widać mocny bardzo.
Prześliczny! Bardzo, bardzo dziękuję! Pozdrawiam serdecznie
Monika”
” Pani Moniko,
Bardzo się cieszę że podoba się Pani –  oby zdał egzamin 🙂
Do usłyszenia
Artur Węc”

MAMA przysłała do mnie tego pana… 🙂

NA KRZYŻACH

Obudziłam się, było ciemno, po północy. Od razu poszłam do Ogrodu mojego serca. Do Kącika Różanego, obok studni. Na ławeczce siedział mój Umiłowany. Usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi, a głowę położyłam na Jego kolanach. Ukochany pochylal się nade mną z czułością. Położył Swoją dłoń na mojej głowie i gładził włosy i twarz. Tańczyliśmy. Oboje na krzyżach, choć niewidocznych, na krzyżach.
“A kochasz Ty Mnie, Promyczku?”
“Przecież wiesz… nad życie!”
A po chwili ja spytałam, choć odpowiedz znałam:
„Kochasz mnie?”
“Nad życie!”
Wciąż tańczymy z Ukochanym.

UŚMIECH RODZI UŠMIECH

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.

Leżałam i tęskniłam… Ukochany stanął przy moim łóżku i wziął mnie na ręce. I chwilę później byliśmy w Ogrodzie mego serca, na ławeczce pod różami.
“Chciałem żebyś była tu ze Mną, Perełko Moja”.
Uśmiechalam się do Niego z wdzięcznością.
Umiłowany tulił mnie do SERCA, patrzył we mnie z miłością, i współczuciem. Uśmiechałam się do Umiłowanego.
“Ty, Promyczku tak cierpiąca a tak się uśmiechasz”.
“Uśmiecham się,bo nie chcę, żebyś był smutny. A jak ja się uśmiecham to Ty… też!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
“Uśmiech rodzi uśmiech, Promyczku!”
“Tak…”
Uśmiechałam się do Ukochanego, a On się do mnie uśmiechał…

MIŁOŚĆ W TAŃCU

Noc. Leżałam w łóżku i tańczyłam bardzo intensywnie.

Byłam w Ogrodzie mego serca na ławeczce, w Kąciku Różanym (tak go nazwałam), przy studni. Umiłowany mój był ze mną. Trzymał mnie, obolała w ramionach i tulił do Serca.  Pochylal się nade mną z miłością, z wielką miłością! Spojrzałam na ogromne pąki, kwiaty róż, których krzewy rosły wokół ławeczki i studni. Ukochany też spojrzał na nie.
„To Twoja miłość do Mnie, Promyczku. Miłość w tańcu”.
Uśmiechnęłam się do Ukochanego. Tulił mnie do Serca mocniej i mocniej… słyszałam Jego bicie.
„To dopiero jest Miłość w Tańcu!” – pomyślałam.

NACZYNIE

Weszłam do Ogrodu mojego serca. Umiłowany stał na przy ławeczce. Czekał na mnie, bo gdy tylko weszłam wziął mnie za rękę.
“Chodź Mój Promyczku!”
Roześmialam się radośnie. Poszliśmy. Szliśmy alejkami Ogrodu podziwiając piękne kwiaty. Aż doszliśmy do przepięknego zakątka Ogrodu.   Wśród krzewów róż o wielkich kwiatach, pąkach stała ławeczka, a obok niej studnia. Na niej drewniane wiaderko.
“Jak tu przepięknie!”- zawołałam zachwycona. Ukochany wskazał dłonią zapraszając, żebym usiadła. Kiedy to zrobiłam, usiadł obok mnie.
“Jeśli chcesz, Promyczku, możemy się spotykać tutaj”.
“Chcę!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie i przytulił do Serca. Długo tak trwalam przy Jego Sercu, aż  usłyszałam szept:
„Daj Mi pić”.
Szybko wstałam i podeszłam do studni. Wzięłam wiaderko, nałożyłam na haczyk i zaczerpnęłam wodę. Była krystalicznie czysta. Nie miałam jednak naczynia, w którym mogłabym ją podać Ukochanemu… Niewiele myśląc nabrałam wody w dłonie. Dziwna rzecz… woda nie wyciekała. Nabrałam więc wody w dłonie i klęknęłam przed Ukochanym.
„Przepraszam… nie mam naczynia…”- szepnęłam zawstydzona, podając Mu wodę w dłoniach.
Ukochany wziął moje dłonie w Swoje, pochylił się i pił.  Potem nachylił się jeszcze bardziej, wziął moją twarz w obie dłonie i powiedział:
„Ty, Promyku jesteś Moim naczyniem. Naczyniem Mojej miłości dla innych”.
„Pragnę być…”
„Jesteś. Przez Ciebie daję innym pić”.
Trwałam klęcząca z twarzą w Jego dłoniach…

BYLE Z NIM

Noc. Tańczyłam bardzo intensywnie.Bardzo. Ukochany był ze mną. Przy moim łóżku. Pochylal się nade mną z czułością większą niż najczulsza matka… Trzymal mnie za rękę. Leżałam w łóżku. Pomyślałam, że wszystko jedno czy jestem w łóżku, czy w Ogrodzie serca, na jeziorze czy przy fontannie, byle z Nim.  Byle z Ukochanym. Tańczyłam a Ukochany przyjmowal mój taniec, moje cierpienie.
Dwa krzyże, Jego i mój znów się objęły, w przytuleniu, w uścisku miłości.
Tyle od Niego w życiu dostałam. Tyle mi dał. I wciąż daje. Ale przede wszystkim daje mi Siebie! Wciąż daje mi Siebie! I chcę Mu siebie oddawać.  Całkowicie i wciąż.
Ukochany patrzył we mnie… a ja w Niego patrzyłam. Dwa krzyże przylgnęły do siebie, uścinely się tak mocno, że nie widać było gdzie kończył się jeden, a zaczynał drugi. Tak ściśle. W miłości i tańcu.
Tyle w świecie jest ułudy i kłamstwa, zwidów i mar ukrytych pod róznymi postaciami. Tylko On jest prawdziwy. Jest Prawdą, Drogą i Życiem.
Byle z NIM

ODKRYWA MI SIEBIE

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca.

Byłam w Ogrodzie, na ławeczce. Ukochany tulił mnie do Swojego Serca… Znów byłam dzieckiem, Jego dzieciątkiem w Jego ramionach. Ukochany pochylal się nade mną z miłością i tkliwościa wielką. Uśmiechałam się do Niego tańcząca. Pomyślałam że nie mam na razie ochoty na wycieczki.  Że chcę być z Umiłowanym. Tylko z Nim. Uśmiechnęłam się znów do Niego i do swoich myśli. Ukochany, który znał je, też się do mnie uśmiechał.
“Nie, Promyczku, dzisiaj nigdzie nie idziemy”.
“Chcę być z Tobą, Umiłowany”.
Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
“Pozwalasz mi się odkrywać. Bardziej i bardziej. Dziękuję!”
“To Ty, Promyku pozwalasz Mi się Tobie odkrywać”.
Tulił mnie do Serca…

PO WODZIE, DROGA

Byłam w Ogrodzie mego serca. Na ławeczce z Ukochanym. Tulił mnie do Serca. Uwielbiałam Go. Ukochany pochylony nade mną. Patrzył we we mnie z miłością. A ja w Niego patrzyłam. Trwalismy tak w tańcu.
“Jeszcze nie widziałaś jeziora, Promyczku, pokażę Ci”- uśmiechnął się Ukochany i uniósł się do góry.
“ To tu jest jezioro,?”- zapytałam zdumiona. Nie wiem czym bardziej, czy tym że tu jest jezioro, czy tym że lecimy… Lecielismy dosyć długo. Az w końcu Ukochany stanął na brzegu jeziora. Postawił mnie na ziemi. Jezioro nie było małe, ani duże. W sam raz. Było pięknie. Świeciło
słońce. A od wody wiał lekki wietrzyk. Na drugim brzegu jeziora było widać las. Usiadłam na brzegu. Ukochany stał
“Może się przejdziemy, Promyczku?” – spytał. Skinęłam głową uśmiechając się do Niego. Już miałam wstawać z ziemi kiedy patrzę… a Ukochany wchodzi,… na jezioro. Byłam w szoku!!! Ukochany stał na wodzie! Więcej! Szedł po niej…
“Promyku!”
“Myślałam że chcesz się przejść brzegiem…”
„Chodż do Mnie, Promyczku!”
Podeszłam do wody i chciałam włożyć do niej stopę. Woda jednak stawiła opór. Była twarda, powierzchnię miała twardą. Postawiłam na niej stopę… potem drugą. Stałam na wodzie! Ukochany promieniał, smiał się w głos. Ja zresztą też!
„Wiedziałem że dasz radę, że możesz, Promyczku! Teraz chodź do Mnie”.
Spojrzałam w Ukochanego… Patrzył we mnie uważnie, ale z uśmiechem. Zrobiłam najpierw jeden krok, potem drugi, trzeci… czwarty. Woda sprawiała wrażenie twardego asfaltu. A ja szłam po niej wpatrzona w Ukochanego. Za chwilę stałam już przy Nim.
„Jestem z Ciebie dumny, Promyku”.
Byłam zbyt zaskoczona, żeby cokolwiek powiedzieć. Patrzyłam w Niego.
„Chodźmy”- głos Ukochanego unosił się nad wodą.
Szliśmy, Umiłowany szedł obok mnie, czasem troszkę mnie wyprzedzał, ale tylko po to, żeby coś pokazać. Np rybkę wyskakującą z wody. A ja szłam po wodzie coraz pewniej. Powoli wystarczała mi świadomość, że Ukochany jest ze mną i nic nie może mi się stać. Nie musiałam wciąż w Niego patrzeć, wystarczała świadomość, że jest. Zresztą Ukochany nie pozwalał mi w Siebie patrzeć, bo co i rusz coś ciekawego mi pokazywał. Wyciągał rękę i pokazywał, a ja patrzyłam tam gdzie pokazuje. Szliśmy już długo, gdy nagle jezioro zaczęła zasnuwać mgła. Coraz gęstsza i gęstsza. Po chwili była tak gęsta, że już nic przed sobą nie widziałam. Ukochany też znikł. Stałam niepewna na wodzie, nie wiedząc co zrobić.
„Ukochany!”
„Jestem, Promyku. Idź prosto przed siebie. Jestem”.
„Jest”- szepnęłam i zaczęłam iść przed siebie – „Jest”. Ta myśl, wiara, pomagała mi iść. Szłam, szłam i szłam… aż się zmęczylam… Na szczęście mgła ustępowała. Ani się nie obejrzałam kiedy stanęłam na brzegu jeziora. Ukochany był przy mnie. Za Nim rozciągał się las… dziwny. Prowadziła do niego niebezpieczna, kamienista droga, która zmieniała się w ciemny, czarny tunel. Patrzyłam zaintrygowana.
„Tam też pojdziemy, ale jeszcze nie teraz”- głos Ukochanego brzmiał bardzo poważnie i tajemniczo.
„To dobrze, zmęczona jestem”.
Ukochany jednym ruchem wziął mnie na ręce i jednym ruchem, krokiem pokonał jezioro.
Za chwilę znów siedzieliśmy w Ogrodzie, na ławeczce, a Ukochany tulił mnie do Serca.
„Cudnie było, choć trochę się strachu najadłam”- szepnęłam.
„Jestem z Ciebie dumny, Perełko”.
Patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam… Po chwili spytałam:
„A co to była za droga? i dokąd prowadzi tamten tunel? Taki ciemny…”
„Do Domu”.
„Do Domu???!”
Ukochany skinął głową.
„Tak niebezpiecznie i ciemno…?”- pomyslałam. I pomyślałam, że do czegoś cennego, najcenniejszego, najdroższego musi prowadzić właśnie taka droga. Ciężka i ciemna. Bo, żeby byla jasność, potrzebna jest najpierw ciemność.
Ukochany, który znał moje myśli, pokiwał twierdząco głową.
„Własnie tak, Promyku”.

WYWYŻSZA

Tańczę bardzo intensywnie więc nie wiem jak będzie z pisaniem notki. Ale ufam że Ukochany pomoże. Jeśli chce, żebym pisała to pomoże. Nie ma wyjścia 🙂

W nocy leżałam tańcząca bardzo.

Byłam w Ogrodzie. Umiłowany tulił mnie do Swojego Serca. Pochylony nade mną z czułością. Patrzył we mnie… nie potrafię opisać jak On we mnie patrzył… Spojrzeniem  Krzyża? Też. I jednocześnie świetliscie, jasno, promiennie. Niebiańsko… Miłość patrzyła z Miłością.
“Moje Niebo…”
Tak sobie wyobrażam Niebo. Ukochany wpatruje się we mnie, a ja w Niego. W Miłości. W oddaniu. W jasności. Wtedy usłyszałam głos, słowa Ukochanego które wychodziło z Jego ust jak i z kazdej części Ogrodu:
„Twoje serce, ten Ogród jest niebem,  Ty, Promyczku jesteś niebem dla Mnie”.
Tego było już za wiele dla mojego małego, biednego serca. Zeskoczyłam z kolan Ukochanego i rzuciłam się do Jego stóp.
„Tak mnie wywyższasz… AŻ tak mnie wywyższasz…” – szeptałam.
Ukochany wstał z ławeczki i podniósł mnie.
„Kto się poniża, będzie wywyższony, Promyku” – powiedział patrząc mi prosto w oczy.
„Na Twoją chwałę, Ukochany!!!”
Umiłowany objął mnie i mocno tulił do Serca…

UNIŻYĆ SIĘ

Leżałam w łóżku tańcząca.

Byłam w Ogrodzie mego serca. Ukochany siedział na ławeczce i tulił mnie do Serca. Szeptał z czułością:
“Moje kochane dzieciątko”.
“Tak…”
Byłam Jego dzieciątkiem, Jego maleństwem. Doswiadczalam tego od jakiegoś czasu.
“Ukochany, Ty tulisz mnie do Serca,a ja klecze przed Tobą. Moje serce przed Tobą klęczy”.
“I Moje Serce przed Tobą klęczy, Promyczku”.
“Tak… wiem, Umiłowany!! Tego nie można w ogóle porównywać. Nie da się tego pojąć… Ty tak wielki i potężny , a AŻ tak się unizasz!!!”
“Z miłości do Ciebie, Perełko”.
Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i wdzięcznością.
„Też bym chciała Aż tak się uniżyć… to znaczy podobnie…”
„Uniżasz się kiedy pozwalasz być dzieciątkiem w Mych ramionach. Kiedy pełnisz Moją Wolę. Kiedy bardziej ufasz niż wiesz, niż próbujesz zrozumieć, Promyczku. Uniżasz się, Moje dzieciatko”.

PIĘKNE ŻYCIE – DZIĘKI UKOCHANEMU

Wieczorem leżałam w łóżku tańcząca bardzo.

Byłam w Ogrodzie mego serca. Ukochany siedział na ławeczce. Tulił mnie do Swojego Serca. Patrzył we mnie z tkliwościa wielką…
“Zmęczona bardzo jestem, Ukochany”.
“Wiem, Perełko Moja. Przy Sercu odpocznij”.
Uśmiechnęłam się do Niego. Patrzył we mnie pochylony.  W Jego oczach widziałam bezbrzeżna i miłość do mnie. Patrzyłam i patrzyłam aż zasnęłam…

Obudziłam się. Ukochany wciąż trzymal mnie na rękach i patrzył we mnie z miłością.
“Spałas tak słodko, Promyczku”.
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Tańczyłam wciąż bardzo. Ale wiedziałam i widziałam, że Ukochany ten mój taniec przyjmuje. Patrzył we mnie taki przejęty… oddany, Kochający. Tańczył ze mną.
“Promyczku, zabieram Cię na wycieczkę po Ogrodzie!”- szepnął uśmiechając się do mnie tajemniczo.
“Ale ja nie mam siły teraz nigdzie chodzić…”- pomyślałam ze smutkiem. Ukochany wciąż uśmiechał się promiennie.
“Nie martw się, Promyczku. Od czego masz Mnie?
I… uniósł się do góry trzymając mnie na rękach… Zaczęliśmy lecieć… Widziałam Ogród z góry. Byłam zaskoczona i zachwycona tym że lecimy. A także Ogrodem! Był przepiękny!!! Z góry wyglądał jak wielobarwny dywan kwiatowy. Kobierzec, w różne wzory, kolorowy gobelin.
“Jak pięknie!!! Jak przepięknie!!!”- wolałam co chwila z zachwytem. Ukochany uśmiechał się tajemniczo. Ja wciąż podziwialam:
“Jak cudownie! Jak pięknie!!”
“To Twoje życie, Promyczku!”
Spojrzałam w oczy Ukochanemu.
“To dzięki Tobie jest tak piękne!”
Ukochany patrzył we mnie z miłością…

TU

Obudziłam się. Noc. Ukochany stał przy moim lozku. Pomyślałam, że przyszedł zaprowadzić mnie do Ogrodu mojego serca i zdziwiłam się, bo nie tańczyłam aż tak bardzo, żeby nie móc pójść sama. Ukochany jednak promienny, uśmiechnięty wyciągnął do mnie rękę i pomógł mi wstać. “Zabieram Cię na wycieczkę, Promyczku!”
“Na wycieczkę??”
Ukochany uśmiechał się tajemniczo. Wziął mnie pod rękę i… Wzbilismy się w górę. Lecieliśmy!!! Przelecielismy przez dach mojego domu, tak jakby go w ogóle nie było! Lecieliśmy wyżej i wyżej… Mijaliśmy po drodze chmury i ptaki. Lecieliśmy wyżej, wyżej i wyżej. Ziemia stawała się coraz mniejsza i mniejsza. Byliśmy w kosmosie… Zachwycona oglądałam ziemię, księżyc, planety i gwiazdy. Wszystko to było bardzo piękne. Ale…
“Ale gdzie jest Niebo?”
Umiłowany patrzył we mnie czułym spojrzeniem. Dotknął mnie, miejsca w którym znajdowało się moje serce i powiedział z prostotą:
“Tu”.
“Chodzmy więc tam,dobrze? “
Ukochany skinął głową i uśmiechnął się do mnie. Chwilę potem byliśmy w Ogrodzie mojego serca. Umiłowany siedział na ławeczce, trzymał mnie w ramionach i tulił do Swego Serca, pochylając się nade mną…
“Bardzo Ci dziękuję za cudną wycieczkę, Ukochany. Ale wolę Tu”.
“JA też, Mój Promyczku. Ja też”.

KLĘCZAŁ…

Wczoraj nie dokończyłam notki, nie dałam rady. Spróbuję dzisiaj.

Stałam przy ławeczce. Nagle zobaczyłam Ukochanego, który trzymał w ramionach… zawiniątko. Szedł ze środka Ogrodu i wolał, żebym przyszła.
“Promyczku, mam dla Ciebie niespodziankę! “
Podbiegłam do Niego zaciekawiona.  Ukochany trzymał na  dzieciątko malenkie…  spalo slodko. Ukochany rozpromieniony spojrzał na mnie. “Oto Twoje dziecko, Promyczku. Gabrysia. “
Zaniemówiłam. Patrzyłam na mmoje Duchowe Dzieciatko… Modlilam się za Nie dziewięc miesięcy. Byłam zachwycona!!! Patrzyłam z miłoscią na Dzieciątko.
„Ale przecież dopiero jutro…”
„Tak, jutro ma się urodzić. Ale chciałem, żebyś Ty Je zobaczyła, Promyku”.
„Dziękuję!”
Patrzyłam na Nie, spało tak słodko na rękach Jezusa… Potem znikło. Ale Ukochany nie dał mi się ani chwili smucic. Przeciwnie.
„Chodź! Coś Ci pokażę!” – powiedział z radością.
Wziął mnie za reke i zaczął prowadzić. Zaprowadził do rabatki gdzie rosło siedem kwiatów. Były one różnej wielkości i miały płatki podobne do serc.
„Zobacz! To Maria, Jakub…”- zacząl wyliczać…
Zaczęłam wyliczać i ja:
„Weronka, Mateusz, Tomasz, Emmanuel i Gabriela…”
To były imiona moich Dzieciątek!
Patrzyłam w Umiłowanego… i On we mnie patrzył… Słow brakuje.

Dziś w nocy tańczyłam bardzo intensywnie… Ukochany był przy mnie. Leżałam w łózku, a On pochylał się nade mną z ogromną, bezgraniczna Miłościa, czułością. Trzymał moją rękę w Swych dłoniach. Podniól ją potem przycisnął do  Swojego policzka… do ust i pocałował…
Wtedy ja  przysunęłam Jego dłoń do mojego policzka, do moich ust i pocałowałam… Ukochany pochylał się nade mną. Był blisko, przy moim łózku. Pomyślałam, zastanawiałam sie jak to możliwe, że Jego twarz mogła być tak blisko mojej. Leżałam w łóżku a On tak bardzo pochylał się nade mną.
I wtedy zobaczyłam ten obraz z lotu ptaka.
Leżalam w łóżku tańcząca bardzo, a Umiłowany mój… klęczał przy moim lóżku. Klęczał przede mną, pochylony, ja całowałam Jego dloń…
Łzy w oczach miałam.

MIŁOŚĆ POMOGŁA

Noc. Tańczę bardzo intensywnie.. Bardzo pragnę zejść do Ogrodu mojego serca. Nie mam siły, ale próbuję.
„Ukochany czeka, Ukochany czeka”- mówię do siebie. Idę niżej i niżej. Siła woli bardziej niż sila fizyczną. Wreszcie docieram do Ogrodu. Umiłowany wybiega mi na spotkanie i od razu bierze mnie na ręce..
„Dlaczego po mnie nie przyszedłeś? ” spytałam.
„Chciałem, żebyś zobaczyła, że dasz radę, Promyczku. Wiedziałem, że dasz. Chciałem, żebyś i Ty wiedziała”.
Uśmiechnęłam się radośnie do Ukochanego.
„Pomogłeś mi prawda?”
„Pomogła Ci Twoja miłość do Mnie i Moja do Ciebie”
Usiadłam u Jego stóp, objełam Jego nogi, a głowe położyłam na  Jego kolanach. Ukochany gładził mnie po głowie.

UKRYTY

Noc, tańczącą leżę.
Jestem w Ogrodzie. Ukochany tuli mnie do Serca. Wpatruję się w Jego twarz. Ukochany uśmiecha się do mnie słodko. Ja uśmiecham się do Niego. Rozmyślam o Ogrodzie i o Umiłowanym moim.
“Dziwny to Ogród, który nie jest tylko ogrodem… Kwiaty są nie tylko kwiatami, fontanna nie tylko fontanną, owoce, nie tylko owocami. A Ogrodnik…”- uśmiechałam się do Ukochanego, który pochyla się nade mną z czułością. Jego twarz promienieje.
„Wszystko tu ma swoje ukryte znaczenie, Perełko. Wszystko jest ukryte pod obrazami, które widzisz”.
„A Ty…? Taki piękny! Twoja twarz…”
Ukochany patrzy we teraz czule, ale poważnie.
„Gdybyś Mnie zobaczyła, Promyczku, gdybyś zobaczyła jaki Jestem naprawdę – umarłabyś”.
„Chyba z miłości…”
„W Domu zobaczysz Mnie, kochana Moja”
„Cóż…- uśmiechnęłam się – Czekan i tęsknie”.
Ukochany rozpromienił się, pochylil i pocałował mnie w czoło.. .

OWOCE MIŁOŚCI

W nocy tańczyłam bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie mojego serca. Na ławeczce, w cieniu drzew uginających się pod ciężarem wielkich owoców. Ukochany był przy mnie.
Trzymał mnie na rekach i pochylał się nade mną z bezgraniczną miłością i czułością.  Patrzył we mnie obolałą Swym Spojrzeniem z Krzyża. Uśmiechałam się do Umiłowanego pragnąc Go pocieszyć.
“Chcę Ci służyć, Ukochany!”
“Służysz Mi, Perełko”.
Wskazał Dłonią na owoce rosnące na drzewach i powiedział:
“Te owoce to owoce Twojego tańca, Promyczku. Owoce miłości. W Domu zobaczysz jak wyglądają naprawdę”.
Patrzyłam w Ukochanego zachwycona…

KLEJNOTY

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.

Byłam w Ogrodzie mojego serca. Adorowalam Rany Umiłowanego. Kleczalam u Jego Stóp i adorowalam, uwielbialam i całowalam… JEGO Rany. Klejnoty mojego serca, mojego Ogrodu. Najcenniejsze Klejnoty! Skarby!!

Długo tak kleczalam u Stóp Umiłowanego. Podniósł mnie i wziął na ręce. Usiadł na ławeczce i tulil mnie do Serca jak najczulsza matka. Tańczylismy.

“Serce Moje! Dziecię Moje”.

Tulił mnie do Serca. Mocniej i mocniej…

“Kocham Ciebie, Kocham Ciebie Jezu! “- szeptalam wtulona w Umiłowanego, bezpieczna i bardzo szczęśliwa. Ukochany pochylal się nade mną i patrzył Spojrzeniem z Krzyża. Tańczylismy.

Wciąż tańczymy.

ŹRÓDŁO

Noc. Leżałam łóżku. Nie mogłam spać. Nie tańczyłam za bardzo. W miarę. A nie mogę spać często. Po prostu mało snu potrzebuję. Kiedy tak leżę, mogę zejść do Ogrodu mojego serca. Do Ukochanego.
Zeszłam tęskniaca bardzo… Ukochany czekał na mnie przy ławeczce.
“Jesteś!!!- szepnęłam uśmiechając się do Niego.
“Jesteś Perełko Moja!”
“Przy Tobie jestem. Przychodzę do Ciebie by BYĆ!”
Chwilę później siedziałam na ławeczce, a Umiłowany pochylal się nade mną i tulil do Serca. Patrzył we mnie jak nikt inny na świecie.
Trwałam przy Sercu UKOCHANEGO.
ON, Jego Miłość, Jego SERCE jest centrum Ogrodu mojego serca. Jego ŹRÓDŁEM! Źródłem Życia!!! To dzięki Niemu żyje Ogród, dzięki Niemu żyje moje serce. To dzięki Niemu ja Żyję!!!!
Przychodzę do Tego Źródła, aby pić, aby pić ze Zdroju Zbawienia. Aby Żyć. Aby BYĆ!

Byłam w kościele. Kleczalam przed Umiłowanym ukrytym pod Postacią bialutkiej, kruchej Hostii. Adorowalam SERCE. ŹRÓDŁO Życia Świętości, Miłości.
“Serce Jezusa, bądź pochwalone!
bądź pozdrowione!
bądź uwielbione!
bądź wywyzszone!
Amen. “

W MIŁOŚCI, DO DOMU

Noc. Leżałam w łóżku tańcząca bardzo.
Umiłowany pochylal się nade mną. Jedną dłonią gładzil moje czoło i włosy, a drugą trzymał w moich rękach. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża, czule bardzo. W Jego oczach widziałam miłość troskę i współczucie, że mnie boli, że cierpię. Chciałam Go pocieszyć.
“Dla Ciebie tańczę, Ukochany mój Jezu. Za moje Duchowe Dzieciaki” – szepnęłam uśmiechając się do Niego. Patrzył we mnie… W JEGO oczach ujrzalam dwa krzyże stojące naprzeciw siebie. Na jednym krzyżu wisiał mój Ukochany, na drugim…ja. Krzyże zbliżały się do siebie. Coraz bardziej i bardziej. Aż zbliżyły się do siebie całkowicie. Uscinely się wzajemnie.
“Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. “
Słowa te były niczym wiatr. Wirowaly.  Wirowaly wokół mojego łóżka i wokół krzyży. Ukochany wciąż patrzył we mnie z niezwykłą, bezgraniczna MIŁOŚCIĄ…
Ujrzalam drogę. Szłam po niej z Umiłowanym moim. Trzymał mnie za rękę. Uśmiechnięty, promienny, szczęśliwy. Ja też szczęśliwa bardzo, śmiałam się w głos. Ubrana byłam w białą sukienkę w kwiaty. Na horyzoncie świeciło wielkie, ogromne Słońce. Jego blask okrywal całe Niebo. Chłodny wietrzyk rozwiewal mi włosy. Szliśmy razem. Umiłowany prowadził mnie. Oboje wiedzieliśmy dokąd mnie prowadzi. Do DOMU.