O WSŁUCHIWANIU SIĘ, KRZYŻU I UŚMIECHU

Nie wiem czy zrozumiecie co mówię, ale Ukochany rozumie.
Radziłam się Duchowego Dziecka czy to nagranie nadaje się do umieszczenia na blogu.
„Oczywiscie, jakkolwiek slabo slychac, co mowisz  Trzeba sie wsluchac. Niech sie wiec wsluchuje kto chce  „.
Wsłuchujcie się, jeśli chcecie 🙂

BARDZIEJ…

Dzisiaj po prostu przed Nim siedziałam. Przed Umiłowanym moim. Siedziałam i w Niego patrzyłam. A ON patrzył we mnie. tak trwałam w JEGO Obecności. W JEGO Miłości. I im dłużej w Umiłowanego patrzyłam tym byłam bliżej Niego. Fizycznie… Pociągał mnie ku Sobie mocniej i mocniej… a im mocniej pociągał, tym bardziej za Nim tęskniłam…

RÓŻANIEC

Ponad rok temu dostałam od księdza Adama Różaniec Benedyktynski na rękę. Z Medjugorje przywiózł i mi podarował. Ukladalam na tym Różańcu bukiety dla Madonny. Dobrze mi było nim się posługiwać dlatego, że był na rękę. Różańca w dłoni nie utrzymam, a tak zdrowsza ręką mogłam przesuwać koraliki. Różaniec zrobiony był ze sznurka, w który wplecione były koraliki z wizerunkiem św Benedykta. I niestety od jakiegoś czasu ten sznurek zaczął się przecierac, a koraliki wypadac i gubic. Nie wiedziałam nawet gdzie i kiedy… Siostra próbowała go naprawiać, jednak sznurek przecieral się dalej. A że, Różaniec byl/jest dla mnie cenny, postanowiłam powiesić go obok Szkaplerza z materiału, który jest bardzo poniszczony, a też dla mnie cenny (też już nie noszę. Noszę Szkaplerz w formie medalika). I kupić podobny Różaniec na rękę, ze sznurka. Wybieralam długo. W końcu wybrałam. Różaniec wyglądał na dobrze zrobiony, pleciony , sznurek z którego był zrobiony wydawał się być mocny. Zamówiłam. Po dwóch dniach używania Różaniec rozleciał się całkowicie…
Zaczęłam się rozglądać za innym. Tym razem solidniejszym. Szukałam, wybierałam. Aż w końcu… 🙂
-Wiesz- mówię do mamy, która od początku była za tym, żebym kupiła sobie solidny Różaniec – znalazłam srebrny Różaniec, łańcuszek na rękę, bransoletkę jakby. Wygląda ładnie i solidnie. Ale nie wiem… chyba nie…
– Dlaczego nie? – uśmiechnęła się mama – kup sobie.
Kupiłam. Wczoraj przyszedł.
rozaniec
Cudny, prawda?
I dalej układam bukiety Madonnie.

OBECNOŚĆ

Wpatrując się dziś w Umiłowanego mojego odkrylam, a właściwie po raz kolejny uświadomilam sobie, że wpatruje się nie tylko w moją Tęsknotę. Że wpatruje się w moje Pragnienie. I że TO Pragnienie i Tęsknota są OSOBĄ. Wpatruje się w Pustkę i Ciszę, która jest Pełnią i Obecnością. Która jest OSOBĄ. Miłosierdziem. Taki jest Bóg. Bóg,który w nocnej Ciszy i Pustce cierpienia szepcze do mego serca. Który zamienia moje cierpienie w taniec.. Umiłowany mój Jezus. On przenika, wypełnia mnie i moje życie. Obecność.

WYPEŁNIA SIĘ

„Przyszłam posiedzieć przy Tobie. Tęsknię…”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się Niego.
Patrzył tkliwie we mnie. Bardzo! Tkliwie i czule…
„JA także tęsknię, Promyczku! ”
Życie wypełnione tęsknotą. Ale nie tęsknotą beznadziejna, nie tęsknotą za czymś co nigdy nie nastąpi. Przeciwnie! Tęsknotą za Kimś, pełną radości i nadziei na Spotkanie.
” Kiedyś naszą tęsknota się wypełni… – Uśmiechnęłam się do Ukochanego.
„Wypełnia się zawsze kiedy jesteś ze Mną, Promyku. ”
Tak…

ODPOCZYWAM

Dziś w nocy… 🙂 Dzisiaj spałam całą noc. Widocznie Ukochany uznał, że Jego mały Promyczek może trochę odpocząć. I odpoczęłam.

Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego uśmiechnięta. On patrzył we mnie czule i promiennie bardzo. I tak patrzylismy w siebie nawzajem. Ukochany tuli mnie do Swego Serca. Ja odpoczywam w NIM.

HYMN


Mam taką ulubioną modlitwę. Krótką i prostą, ale bardzo piękną. Słowa św. Faustyny, a jakże! 🙂
„Dobranoc Oblubieńcze mój, cieszę się, że już o jeden dzień bliżej wieczności, a jeżeli pozwolisz, Jezu, jutro się zbudzić, rozpocznę nowy hymn ku Twojej chwale.”
Modlę się tymi słowami przed snem.

Dziś dostałam prawdopodobnie nowe zadanie od Ukochanego. Prawdopodobnie, bo nie wiem na 100%. Dlatego niech to…
Kiedy pisałam te słowa, okazało się, że chyba jednak się uda i dostanę to zadanie.
Jednak nie będę teraz o tym pisać, nie mam sił. Dużo dziś pisałam.
Niech więc to na razie pozostanie tajemnicą. Adwent- czas Tajemnicy.
A ja dalej śpiewam hymn ku chwale Ukochanego!

POD SERCEM JEZUSA

Noc. Nie mogę spać, nie chce mi się raczej. Leżę.
„Jezu… „- uśmiecham się do Niego. W ciemność, ale wiem że On widzi mój uśmiech.
” Córeczko Kochana! ”
Uśmiecham się znów.
” Ukochany mój! ”
” Dziecię Moje.”
„Tatusiu!”
Leżę. Nagle ogarnęła mnie JEGO Obecność. Trwałam w Tej Obecności.
Dziecię… Tak, byłam dzieckiem, małżeństwem w Ramionach TATY. Przy Jego Sercu. Pod Sercem… Pod Sercem?? Tak!!! Było to dla mnie wielkie odkrycie! Olśnienie!
Od początku Adwentu tego doświadczam. Każdej nocy!
Teraz To odkryłam.
Leżałam tańcząca pod Sercem Jezusa.

ZNAK

Noc. Leżę w łóżku tańcząca. Ukochany jest ze mną. Tuli do Serca…
„Ja jestem z Tobą, Promyczku. Jestem w Twym sercu. Zawsze!”
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznością. Po chwili szepnęłam:
‚Jak w Maryi!”
Od razu jednak pożałowalam tych słów. Kimże ja jestem, żeby się do Maryi porównywać…? Nikim!!!
Usłyszałam w głębi serca:
” Tak, Mój Promyku. Jak w Maryi”.
Leżałam dalej. Noc, ciemno. Tańczę.
„To bardzo dobry czas na spotkanie z Umiłowanym. On i ja. Nic nie rozprasza, nie przeszkadza… On, ja. Ciemność i taniec.
Adwent.”

„Córko moja, cierpienie będzie ci znakiem, że ja jestem z tobą.”
Dz. 669

Jest ze mną.

PEŁNIĆ JEGO WOLĘ

Znów fragment Dzienniczka s Faustyny:
” przyszłam do cmentarza, uchyliłam drzwi i zaczęłam się modlić chwilę, i zapytałam się ich wewnętrznie: Pewno jesteście bardzo szczęśliwe? Wtem usłyszałam te słowa: O tyle jesteśmy szczęśliwe, o ile spełniłyśmy wolę Bożą
(Dz. 515)”

Noc, taniec z Ukochanym, rozmyślania. Rozmowa:
„Jesteś szczęśliwa, Promyku?”
„Wiesz, że tak, Ukochany. Bardzo!”
„A dlaczego?”
„Jesteś we mnie, ze mną. Kochasz mnie…”
„Dlaczego jeszcze?”
„Żyję w zgodzie z samą sobą. Staram się przynajmniej tak żyć…  I wierzę, że… podobam się Tobie”.
Noc, ciemno… a ja czułam Jego przenikliwe spojrzenie na sobie. I głos w głębi serca:
„Gdybyś nie pełniła Mojej Woli, nie byłabyś szczęśliwa”.

PO ŚLADACH

Wczoraj po południu „przypadkiem” natknelam się na tekst Dzienniczka Św Faustyny:
„Pociągasz mnie za sobą w niebiosa – a pozostawiasz mnie na ziemi; wlewasz w duszę moją tęsknotę za Tobą, – a kryjesz się przede mną. Umieram z pragnienia, by połączyć się na wieki z Tobą – a śmierci nie pozwalasz, by się zbliżyła do mnie
(Dz. 952).”
Przeczytałam raz, drugi, trzeci… Nie mogłam oczu oderwać się od tego tekstu. On był/jest o mnie! O tym czego doświadczam, a do tej pory nie potrafiłam ubrać w słowa. O mnie!

W nocy znów w tańczyłam bardzo intensywnie. Umiłowany mój był przy mnie.
Znów wyobrażałam sobie, że Ukrzyżowany leży obok mnie i tuli do Serca swojego małego Promyka.
Zaczęłam znowu rozmyślac o słowach Św Faustyny.
Chciałam o coś zapytać Ukochanego, lecz w głębi serca usłyszałam:
„Nie pytaj o nic, Promyczku. Idź po śladach, które Ci wskaże. A dojdziesz do Celu. ”
” Dobrze, Ukochany!”

Teraz siedzę u Stóp Umiłowanego mojego. Tańczę bardzo. On jest przy mnie i tuli mnie do Serca.

Tańczę po Śladach…

MOJE ŻYCIE I TAJEMNICA…

Adwent.
Moje życie jest Adwentem. Czasem oczekiwania, pragnienia, tęsknoty… Wielkiej, dojmujacej tęsknoty. Moje życie to Adwent. Czas czuwania. Czas oczekiwania. Radosnego, pełnego nadziei. Kiedyś jeden z moich Duchowych Synów napisał, że moje życie kojarzy mu się z Wielkim Postem. Może kiedyś było Wielkim Postem, ale od kiedy jestem blisko z UKOCHANYM Jezusem, moje życie zmieniło się w Adwent. Owszem na pierwszy rzut oka moje życie wydawać się może pełne trudów, doświadczeń braku i cierpienia. I często jest takie. Ale jest też pełne szczęścia i radości. Maryja i Józef też łatwo nie mieli, też cierpieli, doświadczali trudów, braku. Ale byli radośni i szczęśliwi. Ufnie czekali na NARODZINY.
Moje życie jest Adwentem. Czasem radosnego oczekiwania, pragnienia i tęsknoty. Czasem oczekiwania na Narodziny. Narodziny do ŻYCIA. Życia w PEŁNI!

Dziś w nocy tańczyłam bardzo. I leżąc usłyszałam w głębi serca:
„Ten Adwent spędzisz pod Sercu Jezusa, Promyczku. ”
Głos był jasny, perlisty, kobiecy. Byłam pewna, że już kiedyś go słyszałam…

Wpatrywalam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie promienie bardzo.
” Pod Twoim Sercem?? I kto to do mnie mówił?? „-spytałam zdziwiona bardzo.
Uśmiechnął się do mnie.
„O nic się nie pytaj, Perełko Moja. Dowiesz się niedługo.”
Patrzył tak bardzo promiennie…
„Dobrze, Ukochany! ”
Patrzył. I ja też patrzyłam.
Tajemnica jakąś.
To piękne. Adwent jest pełen Tajemnic. To jedna Wielka TAJEMNICA.

DLA JEGO SPOJRZENIA…

Idę za UMIŁOWANYM moim. Za Oblubiencem mego serca, Oblubiencem mojej duszy. Za Panem Jezusem idę. Każdego dnia staram się iść za NIM. Choć krzyż coraz cięższy, obolała bardzo. To idę za Ukochanym moim.

Siedziałam u Stóp Umiłowanego i patrzylam w Jego oczy. A ON patrzył w moje. Siedziałam i w Niego patrzyłam. A ON we mnie patrzył… Nie potrzeba było nic więcej.
„Najmilsza Moja! Tańczysz. ”
Uśmiechnęłam się do Niego.
Patrzył tkliwie we mnie I czule bardzo.
Pomyślałam, że  nikt Tak we mnie nie patrzy jak ON! Dla Jego spojrzenia z Krzyża mogę tańczyć jeszcze bardziej. Dla UKOCHANEGO mojego.

WIDZI

Patrzył we mnie z wielką tkliwoscia.. Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego… Zanurzal mnie w Sobie. On patrzył i ja patrzyłam.
„Moja Śliczna! ”
Uśmiechnęłam się do Niego.
” Kocham Cię! ”
” Widzę, Perełko. ”
Patrzył tkliwie bardzo…

Z NIM DAM RADĘ

W nocy tańczyłam bardzo intensywnie z Umiłowanym moim. Nad ranem chciałam, jak zwykle, układać bukiety Madonnie. Ale nie miałam siły.
„Nie dam rady, Ukochany… Przepraszam! ”
” Ja Ci pomogę, Promyczku. Dasz radę.”
„Dobrze. Dziękuję! ”
I zachwytem układać. Na początku szło mi trudno. Ale potem coraz łatwiej i łatwiej. I… ułożylam.
Jak skończyłam, szepnęłam do Ukochanego:
” Dałam radę. Dzięki Tobie! ”
” Zawsze jestem z Tobą, Perełko. I zawsze Ci pomogę.”

A teraz siedzę przed Umiłowanym moim. Tańczymy. Bardzo Tańczymy. Ale wiem że z NIM dam radę. Tylko z Nim.

POCIĄGA KU SOBIE, BARDZIEJ

Ucalowalam Umiłowanego. I siedząc u Jego Stóp, wpatrywalam się w JEGO Miłosiernre Oblicze. Patrzył we mnie z wielką czułością… Jak kochająca matka w swoje niemowlę. Rozmyślalam…
‚Jak bardzo troszczysz się o mnie, mój Jezu! Jak bardzo się mną opiekujesz! Zadziwiasz i zachwycasz mnie każdego dnia. Widzę Twoją Obecność przy mnie. Namacalnie, realnie, fizycznie!!! Dajesz mi szczęście i radość. I pociagasz mnie ku Sobie bardziej i bardziej i bardziej…”
Uśmiechał się do mnie. Milczał. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. I pociągal tym spojrzeniem ku Sobie jeszcze bardziej…

WESOŁO

Siedziałam u Stóp Umiłowanego mojego i wpatrywalam się w JEGO Oczy. Patrzył w moje. Długo tak siedziałam w milczeniu. W końcu wyszeptalam :
„Uwielbiam tak siedzieć przed Tobą… Ale muszę już iść. Mam dziś pod opieką Olę.”ma
Uśmiechał się do mnie.
„Idź Promyczku. Ja jestem z Wami”.

Ola to moja siostrzenica i chrześniaczka. Tak się złożyło że nie mogła pójść do przedszkola. I była pod moją opieka. Bawiłysmy się świetnie! Lepilysmy plasteline, ukladalysmy puzzle, rysowalysmy. Ola nie mogła się nadziwić „jak to można tak ładnie buzia rysować??”
Też próbowała, ale jej nie wychodziło. Bylo bardzo wesoło 🙂

ŁATWO

Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego uśmiechnięta. On patrzył we mnie czule i promiennie.
„Ukochany mój! ”
„Perlo Moja Umiłowana!”
„Posiedzieć przy Tobie przyszlam. ”
” Ja zawsze czekam na Ciebie, Promyczku. Tęsknię! ”
Uśmiechnęłam się do Niego… z nostalgia…
” Ukochany… Tęsknię więc przychodzę. Jak przyjdę to tęsknię jeszcze bardziej . A nie mogę nie przychodzić bo tęsknię bardzo! ”
Patrzylismy w siebie nawzajem….
” Piękna Moja! ”
Ucalowalam Umiłowanego.
” Jak mogę Ci usłuzyc? – spytałam uśmiechnięta.
„Służysz Mi uśmiechem, Promyku”.
„Łatwo Ci służyć! ”
Patrzył we mnie z powagą. Wiedział, że tańczę bardzo.
„Łatwo, naprawdę?”
„Kocham Cię, więc mi łatwo! ”
Patrzył we mnie z wielką Miłością….

TĘSKNOTA I PRAGNIENIE

Umiłowany mój Jezu, najdroższy mój! Tęsknię za Tobą… Bardzo tęsknię! Bardzo! Tak bym chciała zobaczyć Cię twarzą w twarz. Zobaczyć Ciebie Żywego. I Żyjącego. Owszem wpatruje się w Twój Miłosierny wizerunek i ufam, że szepczesz do mojego serca. Ale… chcę wpatrywac się w Ciebie. Prawdziwego. A nie z obrazka… Kocham Cię Jezu!

Wczoraj wieczorem leżałam w łóżku. Tańczyłam bardzo intensywnie. Tak, że ruszyć się z bólu nie mogłam. Wyobrażalam sobie , że Jezus Ukrzyżowany leży obok mnie i tuli do Serca. Tuli do Serca… I nie czułam się sama. Umiłowany był ze mną
Nie wiem… Może nie powinnam sobie czegoś takiego wyobrażać. Ale cierpię coraz bardziej i potrzebuję, żeby Ukochany był ze mną, a raczej ja potrzebuję, pragnę być przy Umiłowanym. Być blisko Niego.

PROWADŹ

Siedziałam u Stóp Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie z tkliwoscia wielką…
„Cierpisz, Perełko Moja „.
” Tak. I nie fizycznie. A raczej nie tylko fizycznie. Tańczymy! ”
” Dziś Ty w tańcu prowadzisz. ”
” Nie Ukochany, proszę… Ty prowadź. Jak ja zacznę prowadzić to może to się źle skończyć. A jak Ty prowadzisz to zawsze dojdziemy do Ciebie. Proszę… Ty prowadź! ”
” Dobrze, Promyku. ”
Patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam.

PEŁNE CUDÓW

Wpatrywalam w Umiłowanego mojego uśmiechnięta, radosna, szczęśliwa. Ukochany patrzył we promiennie bardzo…
„Dziękuję Ukochany, Panie Jezu!”
Patrzył czule…
„Dla Ciebie wszystko, Promyku. Mówiłem Ci. ”
„Mówiłeś!”
Uśmiechał się do mnie, a ja do Niego. Moje życie i życie moich Duchowych Dzieci pełne jest cudów. Mniejszych lub większych. Pełne cudów!
„Dzięki Tobie, Umiłowany! ”
” Dzięki Twojemu tańcowi i…”
„Ukochany! – przerwałam Mu szybko – mój taniec byłby niczym gdyby nie Twoja Miłość!!!”
Patrzył we mnie promienie bardzo, bardzo…

W NIM

„Zmeczona…”
„Wiem, Perełko. I tańcząca.”
„Z Tobą! ”
” Odpocznij teraz przy Sercu Moim. ”
” Dziękuję Ukochany! ”
Pochyliłam się żeby Go ucałować. Jednak byłam bardzo obolała i zrobiłam to z wielkim trudem.
„Uwielbiam Twoje pocałunki. Jednak ten jest Mi szczególnie drogi, Promyku.”
„Dziękuję… ”
Odpoczywalam w Nim.

W TOBIE, JEZU!

Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością…
„Ukochany mój Jezu, moje Szczęście to TY! Moja Miłość to TY!! Moje Zycie to TY! Mój Skarb to TY JESTEŚ!! JEZU Ukochany! Ukryta w Tobie jestem! Moja dusza i serce są w Tobie! Moje cierpienia jest w Tobie ukryte! I mój taniec jest w Tobie! Mój Jezu kochanie moje!!! ”
Patrzył tkliwie we mnie…

UŚMIECHNIĘTA

Dziś po prostu siedziałam przed, przy Ukochanym. Trwałam przy Nim uśmiechnięta. W tańcu i Miłości. Umiłowany patrzył we mnie… Swym spojrzeniem dodawał mi sił.
Wczoraj siedziałam przy łożku Mamy. I zamyśliłam się na chwilę. Musiałam mieć poważny wyraz twarzy, bo Mama mówi:
– Monika, co ty smutna jesteś?
Roześmiałam się.
– Smutna? Nie. Zamyśliłam się tylko.
Brat, który siedział obok mnie, zdziwił się:
– Monika smutna?? Nigdy! Ona zawsze uśmiechnięta!
Czy zawsze? Nie wiem. Ale często.
Lubię się uśmiechać.
Choć nie jest łatwo. Krzyż coraz cięższy.
Uśmiecham się, dzięki Ukochanemu.

ZASZCZYT DLA MNIE

Dziś w naszej Kaplicy filialnej ks proboszcz odprawił Mszę Św za mnie.
W mojej intencji.
Oto rozmowa z UKOCHANYM po niej:
” Proboszcz dziękował mi `za wszelką pomoc dla kościola parafialnego `. Nie chciałam, żeby mi dziękował Tylko Tobie. A poza tym ja tylko namalowalam… ”
„Sama wiesz, Promyku, że nie tylko. I to JA Ci dziękowałem. Miałem swój powód „.
” Powód? A jaki? ”
Nie muszę mówić że w zdziwiona byłam. Słysząc odpowiedź Ukochanego, zdziwiłam się jeszcze bardziej.
” A widziałaś reakcję innych jak proboszcz Ci dziękował? ”
” Odwracali się o patrzyli na mnie zdumieni, że w ogóle mogę coś pomóc… Szczególnie jeden pan otworzył szeroko oczy i na mnie tak patrzył. Az mi głupio było… ”
” Właśnie. Chciałem zdrowych zawstydzic”.
Teraz ja otworzyłam szeroko oczy.
„Zawstydzic???”
„Perlo Moja, tak. Ty mimo że jesteś chora, robisz Mi piękne prezenty,, zabiegasz o to, by były najlepsze Robisz to anonimo…”
„Ciiii… – przerwałam Mu – To dla mnie zaszczyt, że mogę Ci służyć!!! I nie robię tego, żebyś mi dziękował, tylko dlatego, że Cię kocham”‚.
„Dla Ciebie służyć Mi jest zaszczytem, a dla wielu przykrym obowiązkiem, a nawet przymusem”.
Było mi smutno z tego powodu… Patrzyłam smutna w Ukochanego. On patrzył bardzo czule…
„Nie smuć się Promyczku. Uśmiechnij się do Mnie”.
Uśmiechnęłam się…

A ks proboszcz pięknie się za mnie modlił. Dziękował za mnie Ukochanemu. Cudnie! Po zakończeniu Mszy kiedy szedł już do zakrystii, przechodził obok mnie, położył mi rękę na ramieniu i powiedział:
-Trzymaj się, moja droga!

Trzymam się! Ukochanego!

SZCZĘŚCIE

Noc. Leżę w łóżku. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój jest ze mną. Tańczy ze mną!! Prowadzi w tańcu moją duszę. I… cieszy się mną! Ofiarą mojej miłości się cieszy! Tak bardzo się cieszy!!! Tak bardzo!!!
„Perlo Moja! Piękna Moja! Jak piękna i czysta jest ofiara! Piękna, czysta i święta! ”
„… Święta…?”
„Tak, Perełko!”
W moje biedne, małe serce spłynęła wielka radość! Radość z tego, że moje ofiarowywanie cierpienia aż tak bardzo cieszy Umiłowanego mojego!!!

Wpatrywalam się zmęczona, tańcząca i SZCZĘŚLIWA bardzo.
Umiłowany patrzył promiennie.
Tańczymy! Ukochany podrzuca mnie!! Do Nieba!

DO NIEBA!

Umiłowany patrzył we mnie promiennie bardzo… Uśmiechałam się do Niego.
„Obsypię Cię mnóstwem Łask, Perełko”.
„Obsypujesz mnie wciąż Ukochany! Ponad miarę! Ale jeśli chcesz dać mi jeszcze, przyjmę, żeby dzielić się z innymi. Dziękuję!!!”
Patrzył tkliwie…
„Tancerko Moja!”
Ucałowałam Go. I szeptałam uśmiechnięta:
„Tancerzu mój. Tancerz ważniejszy od tancerki, Tancerz w tańcu prowadzi, unosi tancerkę. I… podrzuca ją…”
„Do Nieba, Promyczku. Do Nieba”.
Patrzyłam zachwycona.

TAŃCZYĆ!

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie czule… ale zdawało mi się, że jest smutny…
„Ukochany! Jak mogę Cię pocieszyć…?”
„Pocieszasz Mnie, bardzo pocieszasz, Promyczku!”
„Tto… dlaczego jesteś smutny….?”
„Bo Ty cierpisz, Perełko. Bo Cię boli”.
„Ukochany, ale przez to mogę tańczyć dla CIEBIE!!!!! Cierpiałabym dla Ciebie bardziej, gdyby to mogłoby CIĘ pocieszyć! Tańczyłabym bardziej!!!”
Patrzył… promieniał z każdą chwilą promieniał…
„Pocieszasz Mnie bardzo, Promyku”.

CHCĘ BYĆ PODOBNĄ

To oczywiste, że oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubieńca. To oczywiste, że pragnę być podobną do Umiłowanego mojego. Wczoraj więc gdy moje kochane Dziecko sprawiło mi przykrość, zraniło mnie, starałam się nie oceniać, nie osądzać. Modliłam się za Nie. Leżałam w łóżku z obolałym sercem i prosiłam Ukochanego, żeby mojemu Dziecku wybaczyl.
„Wybaczam ze względu na prośbę Twoją, Promyczku „.
” Ukochany dziękuję! ”
Leżałam, w głębi serca słyszałam
” Piękna Moja Umiłowana Moja, Miła Moja… ”

Wpatrywalam się w Umiłowanego. A ON patrzył we mnie czule bardzo..
” Tak bardzo być podobną do Ciebie, Ukochany…. ”
” Jesteś, Perełko „.
Tańczymy razem.

ZDOBYWA MNIE

Jeszcze o czymś muszę napisać.

Ukochany zdobył mnie już dawno. I ciągle zdobywa. Pragnie mnie. Pociąga. I przyciąga, ku Sobie. Bardziej i mocniej. Stara się o mnie. Wciąż, w każdej chwili. Nie pozwala mi o Sobie zapomnieć.
Zdobywa mnie. Miłością. To Ona sprawia, że chcę całkowicie do Niego należeć. I zależeć od Niego, Najdroższego, do Skarbu mojego. Tęsknię. Bardzo tęsknię. Pragnę tęsknić bardziej, aż do samych trzewi. Do szpiku kości. I kochać Go, bardziej. I podobać się Jemu. Tylko Jemu. I nawracać się do Niego, każdego dnia.
Zdobywa mnie. Miłością.

ZANURZONA…

Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Patrzył we mnie z wielką Miłością, promiennie bardzo…
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie i usłuzyc Ci, Ukochany”.
Patrzył tkliwie we mnie .
„Służysz Mi od rana, Perełko Moja. Odpocznij we Mnie. Zanurzam Ciebie w Mojej Miłości!”
Siedziałam więc i odpoczywalam. W milczeniu. W milczącym uwielbieniu i tańcu. Usłyszałam w głębi serca :
„Ja jestem z Tobą zawsze, Promyku „.
„Wiem, widzę, Ukochany. Dziękuję!”

MSZA U UKOCHANEGO

Nie mogę tego nie opowiedzieć!
W piątek kiedy powiedziałam ks proboszczowi, że jeśli chce, może odprawić za mnie Mszę, dziękczynna, ksiądz poprosił, żeby tata w niedzielę, tj wczoraj, przyszedł do zakrystii ustalić termin Mszy. I właśnie wczoraj kiedy razem z tatą szykowalismy się na Mszę, rozmawiałam o tym z rodzicami.
-Może póki jeszcze nie dałaś księdzu obrazu nie umawiać jeszcze terminu Mszy – mówi mama.
– Też tak pomyślałam że jak dam obraz, wtedy się umówi termin. Bo głupio tak jakoś… Jeszcze nie dałam, a już umawiać termin…
– Właśnie.
-Ale z drugiej strony ksiądz proboszcz prosił, żeby przyjść. Nie wiem…
Pewnie spytacie dlaczego obraz jeszcze jest u mnie, dlaczego go nie dałam księdzu jak był. Bo obraz jest mokry. Schnie. Będzie schnac tydzień, może dłużej. Jak wyschnie trzeba będzie go jeszcze zawerniksowac, utrwalić. I dopiero wtedy jak werniks wyschnie będę mogła dać go księdzu. I tak rozmawiamy z rodzicami czy iść umawiać ten termin Mszy, czy poczekać aż dam obraz… Nagle do mieszkania wpada moja bratowa (była z bratem i dziećmi na Mszy w kaplicy filialnej i właśnie wrócili) i woła do mnie:
-Moniś! Ksiądz proboszcz prosił, żeby ci przekazać, że Msza za ciebie będzie odprawiona za tydzień, w niedzielę o 9.30  w kaplicy!
Zatkało mnie, szczerze mówiąc… Ucieszyłam się bardzo!!! Nie dość, że UKOCHANY sam rozwiązał problem w jednej sekundzie to jeszcze „załatwił” 🙂  mi Mszę u Siebie.
Dlaczego?
Bo nasza Kaplica filialna jest pw. MIŁOSIERDZIA BOŻEGO. W ołtarzu jej wisi obraz Jezusa Miłosiernego. Do Niego się modlę i w Niego wpatruję.
Tak…
Ukochany uszczęśliwia mnie bardzo… Bardzo!!!! Sami to widzicie 🙂

BARDZIEJ

Weszłam tu, ale tańczę bardzo intensywnie. I w każdej  chwili wyjsc.

Tańczę bardzo, ale Ukochany baaaaaardzo mnie uszczęśliwia. Bardzo!
Tuli do Serca Swoją małą Perełkę. Zalewa mnie Miłością. I pociąga ku Sobie coraz bardziej, mocniej.

WSZYSTKO RZUCĘ

Patrzył we mnie czule i promiennie bardzo. Bardzo!
„Perlo Moja!”
„Ukochany mój! ”
” Rzuciłas wszystko, by spełnić Moją prośbę! ”
” Jakże mogłam nie rzucić wszystkiego…? Kochasz mnie jak nikt inny na świecie. Ja jestem Twoja, całkowicie. Twoja. Kocham Cię. Wszystko dla Ciebie rzucę! ”
Patrzył… A w Tym Jego spojrzeniu… Miłość. Wielka Miłość!!!

Niech tyle wystarczy. Tańczę bardzo.

NA CHWAŁĘ!!!

Dziś 1 Piątek miesiąca. Ksiądz proboszcz z Panem Jezusem do chorych chodzi. Był i u mnie. Obraz na 100 – lecie Objawień Anioła Pokoju w Fatimie zobaczyl. Był w szoku. Zachwycony!!! Mówil że się bardzo,bardzo, bardzo cieszy. Że baaaardzo piękny obraz. Pocałował mnie w czółko 🙂 i nazwał mnie „skarbem malarskim”. Potem poszedł do rodziców i zacząć coś mówić o odwdzięczeniu, że tak przecież nie może być, że on musi… chce. Zawołałam go z powrotem do siebie i powiedziałam, że nic nie musi i że jak chce to może odprawić za mnie Mszę. Dziękczynna. Powiedział że oczywiście, odprawi. I OK!!!! ALLELUJA!!!!

NA CHWAŁĘ UMIŁOWANEGO MOJEGO I JEGO MAMY!!!!

Msza święta dziękczynna. Za mnie, za życie, za taniec. I za talent. To wszystko dostałam od Umiłowanego. I Jemu za to dzięki!!!
img_20161103_103955

ZAGUBIONA W MIŁOŚCI

Skończyłam obraz. Jutro może więcej o tym napiszę. Zmęczona… 🙂

Siedziałam przed Umiłowanym. w milczeniu. Zanurzona w Nim. Otulona Miłością. Zagubiona w Niej. Czułam się maleńka, bardzo maleńka. Zagubiona, ale bezpieczna bardzo. Jak to możliwe? Nie umiem tego opisać, ale to możliwe. Zagubiona w głębinach Jego Miłości. Oszołomiona Nią.
I szczęśliwa, bardzo szczęśliwa!
Niemowlę w Ramionach TATY. W Miłości.

ZAPACH MIŁOŚCI I ŻYCIA

Wczoraj wieczorem leżalam już w łóżku. Tańcząca bardzo.
„Ukochany, czy mój taniec ma zapach? Czy pachnę dla Ciebie?”
„Oczywiście, Promyczku. Pachniesz dla Mnie”.
„A…. czym pachnę?”
Ukochany zanurzał mnie w Sobie. I szczęśliwa. zasnęłam.

Patrzył we mnie promienny. Ucałowałam Go, patrzyłam…
„Perełko, z czym Ci się kojarzy zapach miłości?”
‚Zapach miłości? Czerwona róża, albo biała. Albo maleńka stokrotka”- szepnęłam bez zastanowienia.
Patrzył… a w głębi serca usłyszałam:
„Symbol piękna, elegancji i prostoty. A zapach życia?”
„Życia?”
Patrzył tkliwie. Widziałam, że czeka na moją odpowiedź.
„Nowo narodzone niemowlę, albo pole zboża, łąka w słońcu, las pełne kwiatów, zwierząt i innych żyjątek”.
Ukochany patrzył we mnie dziwnie… Przenikliwie bardzo.
„Tak dla Mnie pachniesz, Promyku. Miłością i życiem”.
Patrzyłam zachwycona, nie wiedząc co powiedzieć.
„Pięknie bardzo…”- szepnęłam w końcu. Po chwili dodałam:
„Ale mój krzyż nie pachnie. Często wręcz przeciwnie…”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie.
„Pięknie pachnie Twój Krzyż, Promyczku. Pachnie życiem. Życiem Wiecznym”.
Patrzyłam z otwartymi ze zdumienia ustami.

BAL WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

Wspomiki, nostalgia, wręcz smutek. W TV pokazują cmentarze, ludzi składających kwiaty na grobach bliskich.
A w Niebie dzisiaj wielkie Święto! Radość. Bal! Bal!!! Bal Wszystkich Świętych!
Piszę tak jak sobie wyobrażam to Święto. Jako wielką radość w Nieba! Świętych kanonizowanych przez Kościół, ale i Świętych bezimiennych. Wszyscy są szczęśliwi, że już są w Niebie. I oglądają Boga twarzą w twarz. I nam m wskazują drogę do Niego , żebyśmy mogli oglądać Go też jak ONI. To nasz Cel. ONI już Go zdobyli. I dzisiaj jest Ich święto. Święto Zbawionych.
Bal Wszystkich Świętych!!!

POWRÓT

Czym jest dla mnie śmierć? To przejście. Przejście w Inny Świat. Powrót. Do Świata, w którym się już było i do którego się tęskni. Ja tęsknię całym swoim jestestwem i pragnę Tam wrócić.
Śmierć to przejście. W Pełnię, w Światło, w Miłość. W ŻYCIE.
To życie w Umiłowanym. Powrót do Niego.
Nie bardzo rozumiem dlaczego śmierć się kojarzy z czymś złym, smutnym, tragicznym. Szczególnie dla katolików. „Strata”, żałoba, płacz, żal. A przecież nasza wiara opiera się (też) na Zmartwychwstaniu. Krzyż bez Zmartwychwstania nie byłby zwycięstwem. Bez zmartwychwstania nie było by radosnego ALLELUJA. Nie byłoby Drogi powrotu. I my już żyjemy w perspektywie tego powrotu
Powrotu do Ukochanego.

MIŁOŚĆ I CUDA

Zmeczona jestem, ale szczęśliwa bardzo!! Bardzo!!! Ukochany mój Tak bardzo mnie kocha!!! Udowadnia mi to, choć nie musi, pokazuje tę miłość wciąż!
Jak wiecie maluję obraz do kościoła na 100-lecie Objawień Fatimskich. Najtrudniejsze, tj twarze Św. Dzieci zostawiłam na koniec. „Jak ja je namaluję… one takie maleńkie”- martwiłam się.
Dziś jednak zaczęłam Je malować. I… o dziwo! Zaczęły wychodzić! Bez problemu wyszły! Twarze Łucji i Franciszka prawie gotowe!
fatima
dzieci
Jeszcze jak wyschną, położe na Nie trochę światła. Reszta już z górki. Pikuś 🙂
Ale to jeszcze nic!
Moje Duchowe Dziecko, które na początku było sceptycznie (krytycznie wręcz) było nastawione do tego, że zgodziłam się namalować ten obraz („nie da rady, nie zdąży!”),  teraz patrzy i się dziwi. A dziś jak zobaczyło namalowane te maleńkie twarze Dzieci, zaczęło płakać, dziękować Bogu i chwalić GO!
Cuda! Dzięki Ukochanemu!

Siedziałam przed Umiłowanym i dziękowałam za Jego Miłość i pomoc.
Patrzył we mnie promienny.
„Kochasz, prosisz i ufasz, więc masz, Promyku”.

DROGA NA SZCZYT

Siedziałam u Stóp Umiłowanego mojego i rozmyślalam…
Życie jest drogą. Drogą do Nieba. Moje życie to droga. Na szczyt. A różne rzeczy przeciwności, przeszkody są niczym szczeble, stopnie na tej drodze. I kiedy się one w życiu pojawiają nie trzeba marudzić, narzekać, że się pojawiły. Tylko starać się je pokonać. A im więcej trudności, przeszkód to znaczy, że Szczyt coraz bliżej.
A SZCZYT, ten SZCZYT wart jest każdej przeszkody, przeciwności.
Wart jest postawić wszystko, żeby GO zdobyć.
Ja chcę zdobyć Ten SZCZYT.
Tak rozmyślalam. A Umiłowany patrzył we mnie słodko…

JEST!

Siedziałam i patrzylam w Umiłowanego mojego. A ON patrzył we mnie. W milczeniu. W Miłości.
„Miła Ma we Mnie, a Ja w Mej Miłej „-usłyszałam w głębi serca.
Tak. Ukochany jest ze mną. Doświadczam tego wręcz namacalnie, fizycznie. Jest we mnie, ze mną. Zawsze. Czy jest wg mnie lepiej, czy gorzej. Jest. I mi błogosławi. Tuli do Serca. Nic nie dzieje się bez Jego Świętej Woli. I nie potrzeba słów. Wystarczy spojrzeć w JEGO Oczy. I trwać w Obecności.
ON JEST.
Wystarczy.

NIEBO WE MNIE

Mimo, że mogę coraz mniej, mam poczucie, ba, przekonanie, że z Umiłowanym moim mogę wszystko. Tylko z NIM! Wszystko mogę w TYM, który mnie umacnia. Cierpieć biedę i obfitować. Tańczyć, balować i odpoczywać. Co rano układać bukiety Madonnie, uśmiechać się do Niej i Ukochanego i śpiewać dla Nich.
Wszystko mogę z Ukochanym moim. Z Nim, w Nim i dla Niego.
To Niebo na ziemi, Niebo we mnie.

Ukochany! Jak bardzo mnie kochasz! Jak bardzo! Dziękuję za Twoją Miłość. Za to, że czynisz Niebo we mnie! Dziękuję!

TROSZCZY SIĘ!

Siedziałam przed Ukochanym w wielkim podziwie… Patrzył we mnie promienny bardzo. A Jego spojrzenie mówiło: „A nie mówiłem Ci, Promyczku?”
„Jak Ty się o mnie troszczysz! Jak bardzo!”
„Troszczę się o Moją Umiłowaną”‚
Patrzyłam z zachwytem…
„Dziękuję!!!”
O co chodziło? Kilka dni temu wypełniałam online ważne dokumenty, kurier miał mi je potem przywieźć do podpisu. Wczoraj spytałam konsultantki czy dokumenty, które wypełniłam do niej dotarły. Odpisała, że niestety nie, że muszę je wypełnić i wysłać do niej jeszcze raz.
Wiem, że to zabrzmi irracjonalnie, ale byłam przekonana, że ona się myli, że dotarły. Coś mi mówiło, Ktoś mi mówił…
Dziś przyjechał kurier i… przywiózł mi te dokumenty do podpisu.
Tak! 😀
Ukochany się troszczy o Swoją ukochaną!

DZIĘKUJĘ!!!

Wczoraj wiadomość o takiej treści umieściłam na FB:
„Znów Was proszę o modlitwę. Żebym mogła skończyć malować obraz na 100- lecie Objawień Fatimskich. Pojawiły się bowiem nieoczekiwane komplikacje… Ok, powiem. Ząb, o który opierałam do tej pory pędzel, malując, złamał się. Będę go leczyć. Ale muszę jakoś inaczej malować, tzn inaczej trzymać pędzel w ustach. A to nie będzie łatwe, Bo malując ustami przez tyle lat się przyzwyczaiłam się trzymać pędzel tak a nie inaczej . Komuś najwyraźniej bardzo zależy, żebym tego obrazu nie zdążyła namalować. Ale Jego niedoczekanie! Z pomocą Ukochanego i Wasza modlitwą dam radę.”

Dziś zaczęłam malować trzymając pędzel w ustach z innej strony niż do tej pory. Wychodzilo nad wyraz dobrze. Aż się dziwilam. Choć chyba nie powinnam 🙂 Umiłowany i tyłu Przyjaciół i znajomych przyszło z modlitewna odsiecza.
Dziękuję Wam wszystkim za modlitwę i proszę o jeszcze 🙂

A przed Umiłowanym siedziałam dziękowałam MU za pomoc i za Was!

PRZYCIĄGA

Choroba (i jej skutki), krzyż coraz bardziej mnie ogałaca. Powoli odbiera mi czynności, które mogę sama robić. Powoli, systematycznie… Coraz mniej mogę.
Ale UMIŁOWANY mój czuwa nad tym wszystkim. Nic się nie dzieje bez JEGO Woli.
Pociąga mnie ku Sobie, przyciąga. Z wielką Miłością i czułością. Pragnę Go. Gotowa jestem już teraz zostawić wszystko i biec do Niego.
Przyciąga mnie.

ZALILAM SIĘ…

Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego. ON patrzył we mnie…
Tyle niech wystarczy. On najlepiej wie co dzieje się w moim sercu. Zalilam się przed Nim. Ktoś bliski mnie zranił… Dał mi odczuć moją zależność od siebie. Wg tej osoby teraz zmieniły się zależności. Tzn że kiedyś ona była zależna od moich rodziców a teraz moi rodzice są zależni od niej. Starzy i chorzy mają na wszystko się zgadzać i nie podskakiwac. A jak mama jej przez 6 lat pomagała, dzień w dzień to wtedy nikt nie mówił o zależności. To było naturalne. A jak teraz jest chora i trzeba jej pomóc to zaczyna się mówić o zależności. I mówi się jeszcze ze jak się będzie podskakiwac to ta osoba może w każdej chwili odejść. Nie napiszę kto tak mówił. ON wie. Wystarczy.
Zależności…. Do tej pory myślałam że to opieralo się na miłości i wzajemnej pomocy.
Tak się zalilam przed Umiłowanym moim.. A ON patrzył we mnie czule bardzo…

KRÓLESTWO UKOCHANEGO

Patrzył we mnie jasno, promiennie, świetliście… I czule bardzo. Jego światło spływało na mnie, w serce prosto. I czyniło je jasnym, szczęśliwym i pełnym Pokoju.
Jest ze mną, zawsze. Zawsze! I napełnia me serce Pokojem. Swoim Pokojem.
Wokół mnie chaos, w moim ciele… choroba bierze górę nade mną. Krzyż coraz cięższy… przygniata. Coraz trudniej… Ale to na zewnątrz. Wewnątrz mnie jest Jego Królestwo. Jego Miłość, Światło i Jego Pokój. Jego Królestwo. Królestwo UKOCHANEGO!
Kiedyś napisałam, że szczęście nie zależy od tego co na zewnątrz, ale od TEGO co wewnątrz.
ON wciąż to potwierdza.

DUCHOWY OJCIEC

Od dłuższego czasu wzrastała we mnie myśl, poczucie, przekonanie, że mam Ojca. Duchowego Ojca.
Wczoraj wieczorem zostało to powiedziane, potwierdzone i utwierdzone. Chodzi o Księdza, mojego Duchowego Syna. Od dłuższego czasu utwierdzalam się w przekonaniu…
On to teraz czyta, więc trochę trudno mi pisać 🙂 Ale spróbuję 🙂
Z Ks znamy się już dawno. Nie pamiętam skąd wzięłam maila do Niego. Chyba z Jego strony internetowej. W każdym razie zaczęliśmy pisac do siebie jak jeszcze pracowal za granicą.
Pamiętam, że moje maile do Niego traktował jako kwiaty ode mnie. Pamiętam też jak spytałam Go modlitwę, odpisał, że modlitwa jest jak opalanie, siedzenie, trwanie w Promieniach Bożej Miłości. Bardzo mi się to spodobało. Zapragnelam tak trwać…
Od tamtego czasu minęło parę lat.
A my wciąż ze sobą rozmawiamy. O czym? O wszystkim! O Panu Bogu, o tańcu, podróżach, cierpieniu. Często żartujemy. A nade wszystko, przede wszystkim modlimy się za siebie nawzajem. On za mnie, a ja za Niego. Często też rozmawiamy o moim krzyżu. I często przez słowa Księdza Bóg mnie podtrzymuje, podnosi na duchu. Bardzo często!
Ojciec Duchowy… Wczoraj Mu o tym napisałam, spytałam właściwie:
„Cieszę się że Ci o tym powiedziałam. I powiem coś jeszcze. Nazywam Cię moim Synkiem, bo Nim jesteś. Ale czuje, że to ja… Jak to powiedzieć 🙂 Że jestem Twoją duchowa córka. A raczej bardzo chciałabym być. Mogę?”
Odpisał zaraz :
„Zdaję sobie sprawę, że jesteś 🙂 ”
Nie zaprzeczył, potwierdził, utwierdzil, że to nie jest tylko mój wymysl . Ale, że On też… Że jestem Jego duchową córeczką…
Tak więc mam Duchowego Ojca.
Nie wiem jak się będę teraz zwracać do Niego, pewnie jak do tej pory ” Synku „. Bo wciąż Nim jest, zawsze będzie. Wiem że dla Księdza nie jest najważniejsze jak się zwracam do Niego. Ważne jest to KIM dla mnie jest i to kim ja jestem dla Niego.

Podczas każdej Mszy św, w czasie Podniesienia, Synek wymawia moje imię. Wymawia moje imię przed Umiłowanym moim i Jego Umiłowanym. I To jest właśnie Miłość. A ja tańczę za Niego. I to też jest Miłość.

BEZCENNE

Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się w Niego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością…
„Posiedzieć przy Tobie przyszlam”
„Posiedz, Promyku. ”
Siedziałam więc i wpatrywalam się w JEGO Oczy. Zanurzal mnie w Sobie. Długo tak siedziałam zaopatrzona w Ukochanego.
” Tracisz dla Mnie czas, Promyczku. ”
” Uwielbiam tracić dla Ciebie czas… ”
Patrzył promiennie. Po chwili dodalam:
” Może i czas tracę, ale zyskuje Szczęście! A to bezcenne. ”
I znów patrzyłam i patrzylam…

CHCĘ NAŚLADOWAĆ

Często rano leżę w łóżku i śpiewam Madonnie:


Umiłowany mój patrzył we mnie promienny, świetlisty, jasniejacy bardzo… I ja w Niego patrzyłam.
„Jestem z Ciebie dumny, Promyczku,”.
„Ty?? Dumny ze mnie??!”
Uśmiechał się do mnie jak dla dziecka. Czule i tkliwie bardzo…
„Taka cierpiąca jesteś, a taka uśmiechnięta! ”
Ucalowalam Go serdecznie.
” Ja tylko Cię naśladuje. A raczej próbuję naśladować. I robię to bardzo nieudolnie… ”
” Jestem dumny ze to robisz, Promyku”.
Patrzyłam w JEGO oczy i szeptalam do Niego :
„Pragnę Cię naśladować, Ukochany mój, Umiłowany, Najdroższy! I pragnę, żebyś był uwielbiony w cierpieniu i tańcu moim! ”
” Ja Jestem, Perełko Moja! „

JAK NIKT NA ŚWIECIE

Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie słodko… i czule bardzo.
„Umiłowany!”
„Perło Moja!”
„Przyszłam posiedzieć przy Tobie”.
„Posiedź, odpocznij, Promyczku”.
Tańczę od kilku dni bardziej niż zwykle. Wiedział o tym, tańczył ze mną. Wiedział też, że zmęczona jestem.
Nie rozmawialiśmy jednak ani o tancu, ani o zmęczeniu. Po prostu siedziałam i patrzyłam w Niego uśmiechnięta. A On patrzył we mnie jak nikt na świecie…

NAJWAŻNIEJSZY

Cierpię coraz bardziej. I to cierpienie ofiarowuję Umiłowanemu. Tańczę. Krzyż coraz cięższy, przygniata.
Jednak to nie jest najważniejsze.
Najważniejszy jest On, Jezus. Ukochany mój. Najdroższy…
On i Jego Miłość do mnie. Wielka! Ogromna Miłość!
To Jezus i Jego Miłość jest motywem mojego działania. Motorem jakby. Dzięki Niemu chce mi się chcieć. Tańczyć. Dla Niego.
On najważniejszy!