W drodze do Nieba, do Ukochanego! Posts

Byłam w Najdroższym, w Umiłowanym moim byłam. Przy Jego SERCU, cierpiąca, tańcząca bardzo. Trwalam przy zranionym SERCU Ukochanego. On cierpiał ze mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„Dla każdego człowieka jest miejsce w Twym SERCU, prawda, Ukochany – szepnęłam uśmiechając się do Niego z trudem.
” Tak, Moja Maleńka. Każdy kto chce, kto zapragnie może w Nim zamieszkać. Dla każdego jest miejsce.”
„To Twoje SERCE jest bardzo wielkie!”
Umiłowany uśmiechnął się łagodnie.
„Noszę w SERCU cierpienia każdego z Moich dzieci, każdego człowieka. Radości i smutki każdego, każdą łzę i każdy uśmiech. Każdą ranę, każde szczęście i nieszczęście.”
„Ooo… Masz ogromne, potężne i bardzo kochające SERCE, Umiłowany, Najdroższy mój!!!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptał bardzo poważnym głosem:
„Twoje serce, Maleńka, jest bardzo podobne do Mojego!”
Patrzyłam Mu w oczy. Nie odpowiedziałam. Milczalam. Pomyślałam jednak, że moje serce jest bardzo małe i egoistyczne… Umiłowany mój znał moje myśli. Patrzył we mnie głęboko. Spytał nagle:
„Naprawdę chcesz za nią cierpieć?”
Przypomnial mi moją wczorajszą prośbę.
„Tak. Jeśli pozwolisz mi to tak. Chcę” – odpowiedzialam szybko, chcąc potwierdzić, że jestem gotowa.
Nie będę opisywać szczegółów. Napiszę tylko, że pewna osoba czeka na badania lekarskie, których wyniki pokażą czy, a raczej jak bardzo jest chora. Miało by to (ta choroba) bardzo poważne konsekwencje. I prosiłam Umiłowanego, że jeśli miałaby musiałaby być chora i cierpieć bardzo, to ja chcę za nią. A ona żeby była zdrowa. Osoba ta ma małe dzieci, które ją kochają i potrzebują. Chcę za nią. Zamiast niej.
Najdroższy patrzył w głąb mnie.
„Serce kogoś kto o takie coś Mnie prosi nie jest ani małe, ani egoistyczne, Perełko.”
Mówił spokojnie, ale widziałam ogień w JEGO oczach
„Wybrałam Twoje SERCE, Najdroższy mój i pragnę uczyć się od NIEGO. A z jakim skutkiem to juz inna spra…” – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego mojego. Przerwał mi gwałtownie, słodkim pocałunkiem.
„Zatańczysz skutki, Najmilsza! Niedlugo zobaczysz. Maleńka Moja, Piękna Moja! Śliczna Moja… Moja Słodka!!!”
Obsypywał mnie pocałunkami. Deszczem pocałunków! Całował jak Oblubieniec całuje Swą  oblubienicę. A tymi pocałunkami czynił mnie przeźroczystą. Przejrzystą. Tak, że bez trudu mogłam wchodzić, przenikac w Maleńkiego mojego. I On wchodził we mnie i łączył Swoje Cierpienie z moim. A nasze serca, JEGO i moje,` czynił jednością.

MOJE MYŚLI

Na wielkiej łące przeswietlonej niezwykłym światłem, pełnej kolorowych kwiatów, tańczyłam z Umiłowanym moim. Z Najdroższym moim tańczyłam. Tańczylismy bardzo! Najdroższy obejmował mnie zmęczona i przytulał do Siebie. Mocno tulił. I patrzył we mnie promienie bardzo. Uśmiechałam się do Niego radośnie i patrzylam w Umiłowanego jak w obrazek.
„Wiesz, Najdroższy… kiedyś zastanawialam się czy św Faustynie ukazywales się jako Syn Boży, czy jako cały Bóg. I nie wiem… Ale doszłam do wniosku że ukazywałes jako cały Bóg.”
„Caly Bóg?” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie.
„Źle się wyraziłam! Przepraszam!!! Wiem, że Bóg nie ma początku, ani końca i nie można Go zamknąć słowami… Ale chodziło mi o to, że cała Trójca Święta. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Przepra…”
Umiłowany przerwał mi pocałunkiem.
„Wiem o co Ci chodziło, Maleńka Moja. Nie przejmuj się i nie przepraszaj.”
I uśmiechając się do mnie cudnie, tłumaczyl mi:
„Ukazywałem się jej w postaci Syna Bożego, ale przychodziłem jako cały Bóg” – Najdroższy z naciskiem wypowiedzial słowo „cały”, patrząc we mnie z zachwytem. Zmeczona byłam coraz bardziej i coraz bardziej opierałam się na Umiłowanym moim, a On podtrzymywal mnie coraz bardziej.
„Boga można porównać do słońca, Perełko. Ojciec jest Słońcem, Ja promieniami a Duch Święty, ciepłem, które dają promienie Słońca.”
„Jakie piękne porównanie! – zawołałam zachwycona – Cudne!”
„Podoba Ci się?” – spytal Najdroższy mój promieniejąc.
„Bardzo!!!”
Byłam tak zmęczona, że całkowicie opadlam na Umiłowanego. Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i zaniósł do naszej altanki. Położył mnie na kwiatowej kanapie i poprawil poduszkę pod moją głową. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną.
„Bardzo Cię boli, Najmilsza Moja…?” – spytal z wielką Miłością i troską.
„Nie bardzo. W miarę. Ale zmeczona jestem jakoś…”
Przytulił mnie do SERCA Swego.
„Odpocznij teraz przy Sercu Moim, Maleńka Moja. W JEGO promieniach odpocznij.”
Patrzył we mnie pochylony z czułością. Tuli do SERCA. Przytulilam się do NIE. Widziałam JE, wielkie, Żywe. Bijące SERCE! I zobaczylam jakby promienie słoneczne, które wychodziły z SERCA. Ogrzewaly mnie i rozświetlaly, otaczaly i otulaly. Odpoczywalam w Ich blasku. W promieniach SERCA.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża.
„Cierpienie może uświęcac, Perełko Moja Umiłowana!”
Nagle znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Widziałam JEGO Ranę… Patrzyłam w Nią. Uwielbialam, adorowalam…
Usłyszałam dźwięczny, znajomy glos:
„Ja uświęcilem cierpienie, na Krzyżu.”
„Ale cierpienie jest złem, prawda?” – spytalam wpatrzona w Ranę,
„Tak,, ale może prowadzić do wielkiego dobra. Można je wykorzystać do czynienia dzieł Miłości. A tym samym je uświęcac. I uświęcac samego siebie.”
Wciąż wpatrywalam się w Ranę SERCA Najdroższego mojego. Patrzyłam, patrzyłam w Ranę… I zobaczylam jak wypływala z Krew. Wielka kropla Krwi… Zamarlam na chwile. Jednak zaraz Pochyliłam się i Ucalowalam Ranę. Czułam na ustach JEGO Krew.
” Też pragnę uświęcac moje cierpienie…”
„Uświęcasz je, Maleńka Moja!”
„Ja…?”
„Uświęcasz je swoim tańcem!”
Wpatrywalam się w SERCE Maleńkiego, Najdroższego mojego… I zobaczylam w NIM Jego twarz. Oblicze Ukrzyżowanego. Patrzył we mnie, Miłość Sama! Pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Blisko. Bardzo blisko. Patrzył we mnie Swymi cudnymi oczami.
” Uswiecasz cierpienie jednoczac je z Moim cierpieniem, Perlo. Oblubienico Moja! I Twoje cierpienie wydaje wielkie, błogosławione owoce!”
Patrzył we mnie… Byl taki Piękny!!! Taki Piękny!!! W oczach JEGO widziałam oddanie. Całkowite oddanie… mnie…!”
” Pragnę Cię, mój Najdroższy!”
” Pragnę Cię Moja Umiłowana!”
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Obsypywał mnie pocałunkami. A wraz z nimi czynił mnie przezroczysta, całą dla Siebie. Przenikal mnie niemal fizycznie. Cała byłam JEGO i dla NIEGO . A ON cały dla mnie i cały mój. Mój Najdroższy… mój Maleńki… mój Kochany!!!

MOJE MYŚLI

Byłam w Najdroższym, w Umiłowanym moim byłam. W JEGO dłoniach w Ramionach JEGO Miłości. Uśmiechał się do mnie cudnie! Cudownie!!!
I ja uśmiechałam się do Niego najpiękniej jak potrafiłam!
Rozmawialismy bez słów, nasze serca rozmawiały:
„Wiesz, mój Maleńki… wyobrażam sobie Ciebie jako bardzo kolorowego! Barwnego bardzo!”
„Pewnie, że jestem bardzo kolorowy, barwny , Perełko Moja Umiłowana! Przecież to JA stworzylem wszystkie kolory we wszechświecie!”
„I Stworzyles kolibra! Ni to ptaszek, ni to owad. Maleńki bardzo! A kolorowy! Bajka!!! Według mnie to dowód na Twoje istnienie! Tylko Ty mógłbyś stworzyć Coś takiego!”
„I żyrafe też, prawda?”
„Tak!!!”
Cały czas Umiłowany mój promienial niezmiernie!!! I ja promienialam!
„A wiesz, Perełko Moja jaki jest największy dowód na Moje istnienie?”
„Nie… Jaki?”
„Ty!”
„Ja?!” – zaśmiałam się radośnie – to każdy człowiek jest dowodem na to że istniejesz! Nawet niewierzący. Ateista. Mówi, że w Ciebie nie wierzy, a nie wie, że on sam jest dowodem na Twoje istnienie! Dobre!”
Uśmiechalismy si
się do siebie nawzajem, Ukochany mój i ja.
Patrzył we mnie z tkliwoscia wielką. Wiedział że jestem obolała i zmęczona.
„Dziś odpocznij Perełko, a od jutra dalej będziemy zwiedzać Moje SERCE.”
„Zwiedzać??! Nie mów tak, proszę!!! Zwiedza się muzeum, albo archiwum… A Twoje SERCE bije! Tętni życiem! Kocha!!! Nie mów tak… Odwiedzać raczej! Odwiedza się Kogoś kogo się kocha. A ja Ciebie kocham!!!”
Maleńki mój patrzył we mnie z zachwytem!
„Dobrze, Najmilsza! Odwiedzać!”
Rozpromienilam się jeszcze bardziej… Umiłowany pochylił się nade mną i mnie pocałowal. Miilczelismy chwilę. On patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. Po chwili spytałam z uśmiechem:
„A jaki kolor lubisz najbardziej?”
„Perłowy!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo.
Zaśmiałam się szczęśliwa bardzo!!!
„A Twój, Maleńka Moja?” – spytal uśmiechnięty.
„Czerwony! Czerwony jak Twoje SERCE i Twoja Miłość do mnie!”
Najdroższy obsypal mnie pocałunkami… A ja tańczylam dla NIEGO. Perłowo.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie tańcząca bardzo. Umiłowany, Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania słowami. Uśmiechał się do mnie promiennie bardzo. Wiedziałam że cierpi ze mną. Uśmiechał się do mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I ja się do Niego radośnie uśmiechałam. I patrzyłam w Niego z miłością,
„Najdroższy mój… dziękuję Ci bardzo, że odkrywasz przede mną tajemnice Swego SERCA! Dziękuję!!!”
Ujęłam Jego dłoń i pocałowałam ją, potem tuliłam do swego policzka.
„To przywilej matki znać JEGO tajemnice” – szepnal Ukochany uśmiechając się do mnie cudnie.
„Do niedawna nie wiedziałam, a raczej nie zdawałem sobie sprawy z tego, że mam jakieś przywileje. A Ty od razu tak ‚z grubej rury!'”
Teraz to Najdroższy ujął moją rękę w Swoje dłonie i ucalowal ją a potem tulil do Swego policzka.
„Powiedz mi, proszę, jeszcze raz gdzie ja teraz jestem. Bo ja się… pogubiłam!” – zaśmiałam się sama z siebie.
„Maleńka Moja – wyszeptal Najdroższy z czułością – jesteś w SERCU Moim. Zawsze w Nim byłaś, jesteś i będziesz. W SERCU, które sobie wybrałaś!”
Przytulił moją rękę do SERCA Swego.
„Kocham Cię Jezu!!!”
Najdroższy patrzył we mnie słodko… patrzył.
Znalazłam się znów w jasności, ciepłej i bardzo przyjaznej. Przede mną było wielkie SERCE! Żywe, bijące SERCE Najdroższego mojego. Trwalam w uwielbieniu i zachwycie ogromnym… Nagle SERCE zaczęło płonąć!!! Żywym ogniem!! Płonęlo! Stawało się jakby ogniskiem! Ogniskiem Miłości!!! Pociągalo mnie Ono, przyciągało… Zapraszalo. Urzekalo… Fascynowało… Zapragnęłam! Zamknelam oczy i… niewiele myśląc wskoczylam w ogień. Palił tylko na początku. Zaczęłam się w nimt rozplywac. Topic. Roztapiac… w Miłości. I było mi tak dobrze, tak wspaniale… Wszędzie była Miłość! Przede mną, za mna… we mnie…Odpoczywalam w Miłości! Z zamkniętymi oczami. Odpoczywalam i uśmiechałam się do… Nagle poczułam pocałunek na mojej twarzy. Jeden, drugi… trzeci. Otworzyłam oczy i… zobaczylam przed sobą, uśmiechnięta twarz Ukochanego mojego!!!! To do Niego się uśmiechalam. A ON obsypywal mnie pocalunkami.
A moje serce (czy to ja) szeptalo do Niego:
„Moje serce oddałam Tobie, Najdroższy. Pamiętasz, prawda?”
Umiłowany roztkliwil się bardzo…
„Jakże mógłbym o tym zapomnieć! Perełko Moja!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptał:
„Mieszkam w Twym sercu, Najmilsza. I odpoczywam w nim bardzo!”
Położył Swą głowę na sercu moim. A ja gładziłam Jego włosy…

MOJE MYŚLI

Byłam z Umiłowanym moim na wielkiej łące. Było cudownie! Cała Łąka tonęla w kwiatach, pięknych, wielobarwnych, kolorowych! A one zaś tonęły w słońcu. W jasnym, ciepłym świetle. Cała Łąka przeswietlona była niezwyklym blaskiem. Najdroższy obejmował mnie i tulil do Serca. Patrzył we mnie promienie i czule bardzo… Uśmiechałam się do Niego radośnie. Tańczylismy bardzo…
Nagle jakby ze światla wyskoczyła gromadka dzieci. Małych. Od 3 do 5 lat, nie większych. Otoczyły Umiłowanego, obstapily Go. I zaczęły się do Niego radośnie i ufnie przytulać. Ukochany brał każde dziecko na ręce i szeptal coś do ucha, uśmiechając się do każdego dziecka z czułością. Obserwowalam ich z uśmiechem. Wtem podbiegl do mnie malutki chłopczyk o pięknym uśmiechu. Nie zauważyłam że Ukochany z innymi dziećmi oddalił się trochę. Chłopiec patrzył na mnie z zadarta głową. Przykucnelam, uśmiechając się do niego.
„A jak maś na imieee?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
„Perełka” – odwzajemnilam uśmiech.
„Pejełta?” – znów cudny uśmiech.
„Tak, Perełka. A ty jak masz na imię?” – spytałam z uśmiechem. Chłopczyk już otwierał buzię, żeby mi odpowiedzieć kiedy Umiłowany zaczął nas wołać:
„Chodźcie do nas! Będziemy się bawić!”
Chłopczyk zawołał do mnie wesoło:
„Maleńti nas wola! Chodźmy!”
„Maleńki?!” – zaśmiałam się radośnie.
„Tak! To nas Maleńti!”
„Mój tez! – zawołałam.
” No toz pszecies mowie ze nas! Chodź jus!” – chłopiec bez ceregieli chwycił mnie za rękę i pociągnął do Maleńkiego. Roześmiałam się serdecznie i pobiegłam za chłopcem. Kiedy byliśmy już przy Umiłowanym zaczęły się zabawy! Bawiliśmy się wszyscy. Ukochany i ja też! W berka, ciuciubabke, kółko graniaste, znów w berka, w ganianego. Zabawy, śmiechu i radości nie było końca!!! Bawilismy się wspaniale!
Aż wreszcie… zmęczeni leżelismy na łące. To znaczy ja i Umiłowany leżelismy. Zmeczona, zdyszana byłam. Najdroższy też wyglądal na zmeczonego. Ale dzieci skąd! Obsiadly Najdroższego i zaczęły czuchrac Mu włosy, dawać buziaki, władać Mu paluszki do oczu, ciągnąć za szatę. Umiłowanemu nie przeszkadzalo. Przeciwnie!!! Był zachwycony! Nagle któreś z dzieci zawołało:
„Baje! Baje! Ciemy baji!!!”
Inne zaczęły mu wtórować.
„Tak! Ciemy baji!”
Umiłowany uśmiechnął się do nich perliście, a do mnie porozumiewawczo.
„Dobrze. Więc posłuchajcie!”
Dzieci umilkły. Zrobiło się cicho jak makiem zasiał… Wszystkie twarzyczki były wpatrzone w Najdroższego. A On opowiadał:
„Było sobie wieeelkie SERCE. Wielkie, potężne, pełne majestatu. Było jednocześnie bardzo ciche i pokorne. Dlaczego? Bo było uśmiechnięte! Miało uśmiech taki jak wasze!”
„Taki jak mój!”- zawołało jedno z dzieci. A za nim wolały inne:
„Jak mój!”
„Jak mój!”
„Jak mój!”
I w tym momencie zobaczyłam, ze Najdroższy i dzieci mają takie same uśmiechy!!! One miały Jego uśmiech! A On ich! Miał uśmiech dzieci!!! Patrzyłam zachwycona! I uśmiechnięta. Dzieci znikły…
Leżałam na Łące. Najdroższy pochylał się nade mną jasny, promienny i… uśmiechnięty.
„Cichość i pokora ma uśmiech dziecka”-szepnął się Umiłowany, całując mnie.
„Tak, mój Maleńti…”- wyszeptałam radośnie.
Maleńki rozpromienił się nade mną bardzo. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbiałam Go…

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie w altance Umiłowanego mojego. Leżałam obolała i tańcząca bardzo. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i wziął na ręce. Przytulił mnie do SERCA Swego.
„Idziemy, Perełko Moja.”
Kiwnelam głową i wtulilam się w Najdroższego jeszcze bardziej. Nie pytałam dokąd idziemy. Nie potrzeba mi było wiedzieć. Ukochany powiedział że idziemy to idziemy. Tyle. W jednej chwili znaleźliśmy się na plazy. Bardzo dziwnej…. Strasznej, złowrogiej… A przed nami zobaczylam morze. Czerwone jak krew. Morze krwi. Było nieruchome. Nie było na nim ani jednej fali. A nad nim wisiały wielkie, szare i czarne chmury. W oddali widać było co i rusz błyskawice i nie słychać grzmoty. Atmosfera ogólnie była straszna, żeby nie powiedzieć przerażająca.
Spojrzalam w Umiłowanego mojego pytająco.
„To chyba nie jest… morze milosier…?” – spytalam wpatrując się w krwawe morze.
„Moje Miłosierdzie jest Oceanem, który nie ma końca. To morze na szczęście ma swój kres – odparł Najdroższy – To morze Mojej Męki, Mojego Cierpienia.”
Spojrzałam w Umiłowanego z przerażeniem, które zaraz przerodzilo się w zał… I ból serca.
„Ale nie tylko – Najdroższy patrzył we mnie bardzo poważnie a Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś – To cierpienia całego świata.”
„Cierpienia całego świata??!! – zawołałam zdumiona do głębi – Nosisz w Swym SERCU cierpienia całego świata??!!!”
Najdroższy skinął głową w milczeniu. Za chwilę szepnal:
„Mało kto chce ze Mną w to morze wypływac. Najczęściej Sam muszę.”
Wypowiedział te słowa jakby po prostu ale ja wyczulam w nich wielki ból…
Ujęłam w obie dłonie Jego twarz i patrząc Mu prosto w oczy szepnęłam:
„Ja z Tobą popłynę!”
Teraz to On ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył mi w oczy.
„Cierpisz bardzo, prawda, Moja Maleńka?”
Patrzyłam Mu w oczy w milczeniu.
„Milczysz, Ukochana. Ale Ja widzę, że cierpisz bardzo… – patrzył we mnie z czułością – Pamiętasz jak spytałem Cię kim dla Mnie jesteś, bratem, siostrą, czy matką. Powiedziałaś, że matką. Ale nie rozumiałaś tego, nie wiedziałaś dlaczego. Zacząłem Ci tłumaczyć, ale nie dałaś MI dokończyć. Powiem to teraz. Cierpisz, tańczysz dla Mnie. A jednocząc się ze Mną, rodzisz Mnie w sercach innych ludzi. Dlatego jesteś Mi matką. I to jest władza Miłości.”
Patrzyłam w Najdroższego z szeroko otwartymi oczami i rozdziawionymi ze zdumienia!!! Umiłowany zamknął mi je pocałunkiem.
„Ja Ciebie rodzę???!!!” – wykrztusiłam z ledwością.
„W sercach innych”- dokończył Najdroższy z uśmiechem.
Serce tańczyło we mnie ze szczęścia wielkiego!!!
„Najdroższy!!! Dlaczego mi wtedy o tym nie powiedziałeś???!!!”
„Bo Mi przerwałaś” – Najdroższy wciąż się uśmiechał.
„To trzeba było na mnie krzyczeć!!! Najdroższy… przepraszam… już nigdy Ci nie przerwę!!!”
„Ja na nikogo nie krzyczę, Najmilsza – szepnął Umiłowany, całując mnie – A przerywać Mi możesz. To przywilej matki.”
Patrzył we mnie z tak wielką Miłością, że moje serce topniało, rozpływało się w Niej… Spojrzałam znow na złowrogie, krwawe Morze Cierpienia.
„Chcę wypłynąć z Tobą, Najdroższy. Pragnę! Nie chcę, żebyś pływał Sam… Pozwól mi…”
„Perło, tańczysz bardzo dla Mnie… Ale kiedyś wypłyniesz ze Mną. Obiecuję.”
„Dziękuję!”
Patrzyliśmy w Morze Cierpienia. Cierpieliśmy razem…

MOJE MYŚLI

Zanurzona w Najdroższego mojego, w JEGO Ramionach, leżałam cierpiąca i zmęczona bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia, czułością bezgraniczna i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we Swym Spojrzeniem z Krzyża. Wiedział że cierpię i cierpiał ze mną. Widziałam Jego wielkie współczucie… Uśmiechnęłam się do Niego z trudem i wyszeptalam prawie bezglosnie:
„Najdroższy… Maleńki mój… uśmiechnij się do mnie. Ja tak uwielbiam jak się do mnie uśmiechasz…”
I Najdroższy mój rozpromienil się cały nade mną, rozswietlil uśmiechem… Cudny, wielki, bardzo czuły i bardzo bliski. Tuli mnie do SERCA. Leżałam przy SERCU, przy Jego Ranie. Całowalam Je, uwielbialam… Najdroższy patrzył we mnie. I szepnął w pewnej chwili:
„Popatrz, Perełko Moja!”
Zaskoczona, intensywnie wpatrywalam się w SERCE. Patrzyłam i patrzyłam… Aż nagle w Ranie pojawilo się jakby malusieńkie źródełko…
„Co to??! – zapytałam zdumiona. Spojrzałam w Umiłowanego pytająco. On spojrzał we mnie. I w tym samym momencie Najdroższy mój i ja znaleźliśmy się tuż przed Rana. Przyklęknęłam i patrzyłam w TO COŚ w Sercowej Ranie… Umiłowany Przyklęknął przy mnie.
Tymczasem To COŚ było właśnie źródełkiem, a przynajmniej to przypominało.
„To Źródło Życia i Miłości.”- wyszeptal Najdroższy.
Źródełko, które wypływalo z Rany, najpierw maleńkie, stawało się większe i większe. Najdroższy mój zanurzyl w Nim dłoń i zaczerpnąl w nią coś co przypominało z wyglądu wodę, podal mi do ust.
„Spróbuj, Najmilsza.”
Piłam. Smakowało jak woda. Ale działalo krzepiąco, ożywczo na moją duszę. Czułam się też jak niemowlę w ramionach najbardziej kochającej, najczulszej matki…
A Źródło rosło i rosło. I wytrysnelo na cały świat. Na cztery strony świata!!! A ja znów byłam w Ramionach Maleńkiego mojego. Tulił mnie mocno do SERCA. A w Nim biło Źródło. Źródło Życia i Miłości.

MOJE MYŚLI

Odpoczywalam w Ramionach Umiłowanego, Maleńkiego mojego… Odpoczywala w Nim moja dusza. Rozplywala się w Umiłowanym. Nie wiem jak mam to doświadczenie opisać. Słów brakuje… Ostatnio często mi brakuje. Opiszę po prostu,…
Więc odpoczywala w NIM moja dusza. Odpoczywala, zanurzona w Miłość. Ciało tańczylo bardzo dla NIEGO. Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego. Widziałam przed sobą JEGO promienne, uśmiechnięte Oblicze…
„Pragnę Cię uszczęśliwiaić, Najdroższy!!!” – szepnęłam radośnie.
Patrzył we mnie z tkliwoscia i zachwytem.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Maleńka Moja! Otworzylas się dla Mnie. Mogę w Tobie spełniać Moje Pragnienia!”
„I uważam JE za swoje! Tak bardzo mnie zmieniłeś! Tak bardzo! I wiesz… Nie mam nic swojego, przed Tobą jestem naga i pusta. To właśnie teraz widzę swoje piękno. Ty mnie wypełnasz Sobą ponad miare i ubierasz w Siebie, jak w piękną suknie!”
Najdroższy pochylił się nade mną zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal… Słodko czule…
Nagle coś mi przyszło do głowy.
” Wiesz… Najdroższy mój… Za długo siedziałam w moim pierwszym Ogrodzie. Powinnam była krócej…”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie byłaś tam ani za długo, ani za krótko. W sam raz! Byłaś tyle ile potrzebowałas, żeby dojrzeć. Żeby dojrzeć jak te Owoce na drzewie Krzyża. Gdybyś tego nie doświadczyla, nie byłabyś tu gdzie jesteś teraz.”
Zachwycilam się niezmiernie!!!
„Najdroższy mój! Jak Ty wszystko łączysz tak cudnie! I czynisz mnie tak piękną i pozwoliłeś mi tak…”
Urwałam bo brakowało mi słowa. Ukochany patrzył we mnie z wielką Miłością…
„Dojrzeć?” – uśmiechnął się Najdroższy.
„Dojrzeć!”
Patrzyłam w Niego zachwycona!
„Kiedyś potrzebowałam żebyś mi mówił, przekonywał o moim pięknie. Teraz widzę swoje piękno w Tobie. Teraz pragnę spełniać Twoje pragnienia.”
„I spełniasz je, Perełko!”
Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem. Przenikał mnie… Cala byłam w Najdroższym.
„Pamiętasz Maleńka, że powiedziałem, że odkryję przed Tobą tajemnice, tajniki SERCA Mojego?” – spytał z niezwykle promiennym uśmiechem.
„Tak!” – szepnęłam z zapartym tchem. Serce zaczęło we mnie mocniej bić…
„Jutro zaczynamy!”
Promeniał, widząc moją wielką radośc!
Moja dusza odpoczywała w Najdroższym…

MOJE MYŚLI

Pewnie będzie chaotycznie, z góry przepraszam.

Byłam w SERCU Ukochanego, Najdroższego mojego. Na wielkiej łące. Tańczylismy bardzo. Najdroższy, Maleńki mój przytulał mnie do Siebie. Przenikal mnie niemal fizycznie. Przeniknal… Roztapiał w Miłości. Rozplywalam się w Najdroższym moim… Rozplywalam się…
„Cala jesteś we Mnie, Maleńka Moja…”- uśmiechał się do mnie promiennie jak nigdy dotąd.
„Cala…?” – szepnęłam wpatrzona w Niego z zachwytem. Moje słowa brzmiały jak pytanie, ale tak naprawdę nim nie były.
„Cala. A Ja cały w Tobie jestem!”
Rozplywalam się w Nim…
„Mój Słodki!!!”
Patrzył we mnie. Miłość i Czułość sama.
Wziął mnie na ręce i nakarmil mnie Swoim Ciałem.
„Słodyczy i piękności Moja – widziałam Jego przecudny uśmiech – Cały w Tobie i cały dla Ciebie, Najmilsza!”
Uśmiechałam się do Niego, do Maleńkiego mojego, najpiękniej jak potrafiłam…
Próbowałam rozmyślać, ale jakoś nie moglam. Myśli mi uciekaly, zapomniałam o czym przed chwilą myślałam. Myśli mi przeszkadzaly, uwieraly, zasłanialy mi Maleńkiego, Najdroższego mojego. Także przestałam rozmyślać i po prostu w Niego patrzyłam. I On we mnie patrzył.
„Odpocznij we Mnie, oblubienico Moja – wyszeptal z tkliwoscia Najdroższy.
” Tak, Umiłowany!” – szepnęłam radosna. A ON mnie wyciszal, otulal, uspokajal. I po prostu w Umiłowanym moim trwałam.
W JEGO Ramionach, w JEGO Obecności.
Najdroższy był Spełnieniem moich Pragnień. Jest SPEŁNIENIEM moich Pragnień. Zapominam przy Nim o wszystkim. O sobie przede wszystkim. Po prostu jestem w Umiłowanym moim, w Najdroższym…

MOJE MYŚLI

Wtulona w SERCE Najdroższego mojego dzieliłam z Nim miłość i Cierpienie. A raczej On je ze mną dzielił. Nagle usłyszałam cichy, ciepły głos:
„Odpocznij teraz, Najmilsza Moja!”
Miałam Go cierpiącego zostawić, a sama odpoczywać?? Nigdy!
„Wybacz Najdroższy, ale nie. Nie zostawię Cię. Skoro Ty cierpisz, będę i ja.”
„Odpocznij, proszę. Wiem że zmęczona jesteś, Perełko.”
„Nie. Chyba że ten cierniowy wieniec zniknie i Ty odpoczniesz ze mną, Maleńki!”
„Sprawię to, dla Ciebie, Najmilsza!”
„Dziękuję Ukochany!”
Wieniec cierniowy zniknął. W tym samym momencie zobaczyłam długą szparę w SERCU Ukochanego. Była to Rana… Długa i otwarta. Wydawała się Bramą do… wnętrza SERCA. Zblizylam się i ucalowalam Ranę ze czcią.
„Chcesz wejść do środka, Perełko Moja?”
„A mogę?”
„Wszystko możesz!!!”
„Chcę! Bardzo!”
I wsunelam się do wnętrza SERCA. Weszłam. I… Zaniemowilam ze zdumienia i radości!!! Byłem na wielkiej łące!!! Byłam już na niej wcześniej kilka razy. Na wielkiej łące, pełnej kolorowych kwiatów. Od horyzontu po horyzont były kwiaty. Wysokie i bujne. Sięgały mi po pas. A cała Łąka była przeswietlona dziwnym blaskiem… Kiedy wcześniej tu byłam myślałam, że to jest przedsionek Nieba. I łąka ta była spełnieniem wszystkich moich pragnień. Teraz stałam zdumiona odkryciem… Nagle zobaczyłam JEGO!! Umiłowanego mojego. Szedł do mnie promiennie uśmiechnięty. Pobiegłam do Niego z radością i rzuciłam Mu się na szyję!
„Ukochany mój!!! Więc TO Twoje SERCE!!!”
„Moje SERCE,, Perełko!”- uśmiechnął się do mnie cudnie. Objął mnie i pocałował. Tańczylismy. Wyglądal pięknie! Piękniejszy niż wcześniej mi się wydawał. A ja cała przezroczysta, przejrzysta, transparentna. Wchodziłam w Umiłowanego nawet nie wiem jak i kiedy. I ON we mnie wchodzil kiedy chciał. Uszczęśliwiona niezmiennie patrzyłam w Najdroższego mojego, to znów na łąkę patrzyłam i uśmiechałam się. W pewnej chwili przyszła mi do głowy myśl… I od razu przerodzila się w wielkie pragnienie… Ogromne!!!
„Najdroższy mój, pragnę przenieść tu nasz Ogrod Sercowy i naszą altanke!”
Umiłowany zatrzymal się w tańcu i patrzył we mnie uważnie.
Jesteś tego pewna, Perlo? – spytał bardzo poważnie.
„Jak niczego innego! Pragnę tego!”
Najdroższy mój jakby zapatrzyl się we mnie, jakby zobaczył mnie po raz pierwszy…
„Piękna Moja Umiłowana! – zawołal w zachwycie – spójrz tam!!!”
Spojrzałam w kierunku w którym Umiłowany pokazał. Spojrzalam i… nie wierzyłam własnym oczom!!! W oddali wisiała w powietrzu nasza altanka… A pod nią rozpościeral się Ogród Różańcoowy!!!
Stałam w zdumieniu. Najdroższy przytulił mnie do Siebie i szeptal do mnie:
„Pamiętasz Perełko jak powiedziałem że zawsze jesteś w SERCU MOIM?”
„Tak… Pamiętam, Umiłowany. Czy to znaczy że…?”
„Że byłaś Tu zawsze. Zawsze!”
„ZAWSZE??!”
„Tak, Najdroższa.”
„To dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś o tym?”
„Musiałaś sama to odkryć, sama zapragnąc tu być. Ja Ci nie mogę niczego narzucać. Pragnąłem żebyś zapragnela sama!”
„Pragnąłes tego?”
„Bardzo! Bardzo! Bardzo!”
Ujęłam w obie dłonie twarz Umiłowanego mojego i pocałowałam Go. Jak oblubienica całuje swego Oblubienca. I On mnie całowal. Jak Swą oblubienice. Nie mówiliśmy nic. Nie potrzeba było słów. Zresztą nie było takich słów żeby opisać, żeby wyrazić… Żeby podziękować… Umiłowany obsypal mnie pocałunkami. Potem wziął mnie na ręce i niósł do altanki. Szedł w górę, w powietrzu. Jasny, świetlisty i piękny. Szedł jakby po niewidzialnych schodach.
„Najdroższy niesie Swą oblubienice do Swojej Komnaty” – pomyślałam, uśmiechając się do Niego uszczęśliwioma i promienna cała.
„Tak, Perełko. Swą Oblubienice do Swojej Komnaty!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
Po chwili siedzieliśmy na kwiatowej kanapie. Umiłowany siedział przy mnie czuły i kochający. Trzymał moje ręce w Swoich dłoniach i patrzył we mnie jak w obrazek. A we mnie wszystko tańczylo dla Niego.
” Zawsze jestem w Twym SERCU… Nic dziwnego że jak pierwszy raz znalazłam się na łące poczułam że to miejsce to spełnienie moich pragnień. Teraz już wiem dlaczego.”
Uśmiechałam się do Najdroższego mojego. A ON patrzył we mnie z zachwytem…

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Czuły pokorny i cichy…
„Najdroższy mój… Nic nie rozumiem – szepnęłam myśląc o naszej wczorajszej rozmowie – ale wiem jedno: kocham Ciebie! I pragnę kochać Cię bardziej i bardziej…”
Najdroższy pocałowal mnie i uśmiechał się do mnie z czułością.
„To nie szkodzi, Maleńka, że nie rozumiesz. Patrz we Mnie. To wystarczy!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem i zachwytem.
„Najdroższy mój… Taki jesteś dobry i piękny… Mogę wpatrywac się w Ciebie godzinami…”
„Będziesz się we Mnie wpatrywac, Najmilsza. Będziesz! Obiecuję Ci!”
„Już obiecałes Mi Najdroższy!”
„Potwierdzam obietnicę, Perełko Moja. Już bym Cię zabrał do Siebie, ale skoro chcesz coś dla Mnie skończyć, czekam.”
Patrzył we mnie taki… czekający. Ujęłam z czułością JEGO twarz w obie dłonie i szepnęłam:
„Oboje czekamy, Najdroższy. Oboje! Ja też czekam!!! Czekam aż usłyszę od Ciebie: ‚chodź maleńka Moja do Swego Maleńkiego!`”
„I usłyszysz to, Najmilsza Moja!”
I Umiłowany mój i ja mieliśmy łzy w oczach. Łzy szczęścia.
Umiłowany poteznial. Poteznial Miłością i czułością i światłem. Potężny otulał mnie Sobą ogarnial. Prześwietlal mnie, czyniąc przezroczysta. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie i otwieral na Siebie. Znikłam w Umiłowanym moim. Znalazłam się znów w ciepłej, przyjaznej Światłości. A przede mną widziałam wielkie, Żywe, bijące SERCE. Trwalam w uwielbieniu i zachwycie ogromnym… Nagle zobaczyłam że zaczyna JE oplatać wielki cierniowy wieniec. Kolce miał długie i bardzo ostre. Wbijaly się w SERCE raniąc JE okrutnie… Myślałam że serce mi pęknie kiedy widziałam jak cierpi… Patrzyłam i patrzyłam i wyszeptałam:
„Najdroższe SERCE! Skoro musisz cierpieć to ja będę z Tobą!”
I przytuliłam się do Niego mocno, mocno. A wieniec cierniowy, który Je oplatal, oplatal także i mnie. Kolce wbijaly się we mnie. Cierpiałam z Nim. Ale Miłość SERCA, którą mnie obdarzalo, sprawialo że cierpienie zdawalo się nie być ciężkie. Wieniec cierpienia zmienial się w wieniec Miłości.
„Jesteś ukojeniem i odpocznieniem Moim, Perełko Moja Umiłowana!”
„A Ty moim, mój Maleńki!”
Trwalismy w Miłości i tańcu. W wiencu Miłości!  Wciąż trwamy.

MOJE MYŚLI

Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Najdroższy mój siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Ramionach i tulil do Serca Swojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością, promienny, płomienny bardzo. Ja uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil. Uwielbialam Go, wychwalalam, adorowalam. Moje serce szeptalo czule słowa do SERCA Najdroższego. Słyszałam bicie JEGO SERCA… Tyle razy przytulal mnie do Niego. Ale teraz inaczej to przytulenie odbieralam. Przytulał mnie niemal fizycznie. SERCE dotykało mnie, otulalo…
Cala szczęśliwa, uśmiechnęłam się do Umiłowanego i wyszeptalam:
„Spełniasz moje pragnienia, Najdroższy mój…”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością i szepnął:
„Nie, Perełko. Ja nie spełniam Twoich pragnień!”
Zdziwiłam się bardzo!
„Nie?! Jak to? Nie rozumiem…?”
Umiłowany patrzył mi w oczy, tłumaczył:
„Popatrz Maleńka, czy kiedykolwiek wcześniej pragnęlas patrzyć w Me SERCE? czy pragnęlas JE dotykać, głaskać? Tulić się do Niego? Gdybyś wczesniej pragnęła wtedy mogłabyś mówić, że spełniam. Czy pragnęlas?”
Zdumiona odkryciem szepnęłam do Umiłowanego:
„No… Nie.”
„Dlaczego tak uważasz?”
„Bo… to było niemożliwe, nierealne dla mnie. Zbyt wielkie, zbyt piękne! To było poza moimi pragnieniami. Ponad nimi!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie tkliwie. Patrzyłam w Niego i nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Wogóle nic nie wiedziałam…
„To jak to jest? Wytłumacz mi proszę. Bo już nie wiem…”
Najdroższy mój wciąż się do mnie uśmiechał.
„Otworzyłas się na Mnie Perełko i tym samym spełnilas Moje Pragnienie. I teraz Ja spełniam w Tobie MOJE Pragnienia!”
„Aaaa… A dlaczego wydaje mi się że one są moimi? Nie! Nie wydaje mi się! Jestem o tym przekonana! Przecież nie kłamie… Czy to źle że jestem przekonana że Twoje Pragnienie są moimi?? Czy to źle…?”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zasmucona i zdezorientowana… On jednak patrzył we mnie promiennie bardzo.
” To bardzo dobrze, Perełko! Bardzo dobrze! I oczywiście nie kłamiesz, Najmilsza… – patrzył we mnie z zachwytem, roztkliwiony niezmiernie – Jesteś bardzo blisko Mnie. Bardzo blisko! Tak blisko, że Moje Pragnienia uważasz za swoje. Moje Pragnienia stały się Twoimi Pragnieniami. Tak blisko Mnie jesteś Maleńka Moja!”
Patrzył we mnie z tak ogromnym zachwytem!!! Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego.
” Pamiętasz Perełko jak mówiłem, że kto spełnia wolę Ojca i Mnie słucha, ten jest Mi bratem i siostra i matką. Kim Ty dla Mnie jesteś? Jak myślisz?”
” Bratem na pewno nie!” – zaśmiałam się wesoło. Ukochany uśmiechnął się do mnie.
„Więc siostrą czy matką?”
Zamyślilam się…
„Nie wiem, Umiłowany… Ale…wiele razy mówiłeś że jesteś mój, mogę zrobić z Tobą, z Twoim SERCEM, co chcę, a nawet, że mam nad Tobą władze… – słowa, które wypowiadalam były dla mnie odkryciem. Każde słowo. To nie były moje Słowa. Były mi jakby podsuwane – … więc myślę, że jestem matką…”
Zaskoczona byłam tym co powiedziałam… A Najdroższy był nimi, tymi słowami zachwycony! Zachwycony!!!
„Dobrze odpowiedziałaś, Moja Maleńka! Jesteś Mi matką. Tylko matka może być tak blisko. Tylko matka może pragnąć to co pragne Ja.  Tylko matka może mieć taką władzę  nade…”
Przerwałam Umiłowanemu gwałtownie!
„Ale ja nie chcę mieć władzy nad Tobą!!! – krzyczalam ze łzami w oczach- pragnę Ci służyć!!! Nie chcę mieć władzy!!!”
Patrzył bardzo przenikliwie.
„A władzy Miłości? Nie chcesz?”- szepnął z ogniem.
„Pragnę!!!”
Umiłowany patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. Szczęsliwa cała. Uszczęśliwiał mnie jak nigdy!
Rozmyślalam… Ale za chwilę przerwałam. Kiedy Umiłowany mi tłumaczył, wszystko było jasne i przejrzyste. A kiedy ja zacząłem o tym rozmyślalam stawało się skomplikowane, zawiłe.
„Nic z tego nie rozumiem, Najdroższy…”
„Nie musisz, Maleńka. W Domu zrozumiesz!”- uśmiechał się do mnie przecudnie.

MOJE MYŚLI

Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. Patrzyłam w Niego z zachwytem… Ostatnie dni trwam w ciągłym zachwycie, zachwyceniu, podziwie. I w ciągłym zdumieniu!
Więc Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem.
I poszliśmy na spacer. Szliśmy razem w chmurach. Najdroższy trzymał mnie pod rękę i patrzył we mnie z wielką Miłością. Uśmiechnięty, promienny szczęśliwy. W JEGO oczach widziałam ogień… Patrzyłam w Niego uradowana cała, szczęśliwa cała i cała zachwycona!!! Serce tańczylo dla Umiłowanego mojego! Szedł trzymając mnie pod rękę. Jak Oblubieniec Swą oblubienice… Spacerowaliśmy… Nie mogąc wytrzymałość ze szczęścia stanęłam naprzeciw Umiłowanego i rzucając Mu się na szyję, szeptałam z zachwytem:
„To niesamowite! Niepojęte!!! Niezwykłe!!!”
Najdroższy objął mnie, promienny:
„Co, Maleńka Moja?”
„Wszystko, Ukochany! Ta altanka wisząca w powietrzu, ten cudny Ogród! To, że spacerujesz ze mną pod rękę! To, że mogę w Ciebie… wejść, a Ty we mnie!!! To, że…”
Najdroższy przerwal mi gwałtownie, czułym pocalunkiem. Potem ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie. Bliski… bardzo bliski.
„Chcesz teraz, Perełko Moja? Chcesz??”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z otwartymi ustami…
„… wejść w Ciebie…?”
„Tak! Chcesz?”
„Bardzo!”
Umiłowany stał i trzymał mnie w Ramionach, tulił do Siebie. Mocno tulil. I znów czynil mnie przezroczystą. Przenikal mnie. Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam… Dalej i głębiej. Aż znalazłam się znów w tej ciepłej i przyjaznej Światłości. A przede mną biło, wielkie, Żywe SERCE!!! Kiedy w Nie patrzyłam byłam tak szczęśliwa, że trudno to wyrazić słowami… Patrzyłam i patrzyłam w zachwyceniu!!! Ogromnym! Patrzyłam… Nagle usłyszałam głos, dźwięczny, ciepły i przyjazny jak Światło, w którym byłam:
„Chciałabyś JE dotknąć, Maleńka Moja?”
Zamurowalo mnie…
„… Dododotknąć??!”- wymamrotalam. Niezwykle szczęśliwa byłam, że mogłam w Nie się wpatrywac. A jeszcze TO!!!
„Wybrałaś JE, należy do Ciebie i możesz z NIM zrobić co zechcesz, Maleńka.”
„Niepojęte…” – pomyślałam. I… nieśmiało wyciągnęlam rękę… SERCE zbliżyło się do mnie, jakby z ufnością… Z zapartym tchem…dotknęłam SERCA… delikatnie bardzo się starałam, ale nie bardzo mi wychodzilo. Dotykałam SERCA Umiłowanego… Tego doświadczenia nie da się z niczym porównać, opisać… Dotykalam SERCA… Głaskalam JE. W pewnej chwili pochyliłam się i Ucalowalam JE…
“Aaa…mogę się do NIEGO… przytulić? “””- szepnęłam oniesmielona i uszczęśliwiona bez miary..
“Będzie to rozkoszą i szczęściem wielkim dla Mnie, Perełko Najmilsza Moja!” – odezwał się głos z czułością wielką.
SERCE było wielkie bardzo. Położyłam się na NIM, wtulilam w NIE cała. A ONO biło, żyło! Leciałam wtulona w NIE. Słuchałam jak bije… Nie zauważyłam jak zaczęłam oddychać w JEGO rytmie…jak moje serce biło w JEGO rytmie!!! Moje małe, biedne serce biło w rytmie bicia SERCA NAJDROŻSZEGO!!! To szczęście bez miary!

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Cierpiąca i zmęczona. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I cierpiał ze mną. Bardzo cierpiał… Chciałam Mu jakoś usłuzyc, ulżyć… Ujęłam Jego dłoń w swoje ręce i całowalam Jego Ranę. Całowalam z miłością i czułością. I jak potrafilam najdelikatniej, żeby nie przysporzyć Mu jeszcze więcej cierpienia. Całowalam…tylko tyle mogłam. Tak mi się przynajmniej wydawalo. Umiłowany mój patrzył we mnie…
„Jesteś Moim ukojeniem, Maleńka!” – wyszeptal z żarem w głosie. Zdumialam się,!
„Jak to…?!”
„Spojrz!”
Patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w JEGO oczy. Patrzyłam. A ON znikł!
Chciałam rozejrzeć się po altance. Odwrócilam głowę. Spojrzałam na Krzyż wiszący w powietrzu. Spojrzałam. I… zamarlam! Na Krzyżu wisiał Umiłowany mój, Maleńki mój… Wisiał… Cały w Ranach. Cierpiący niezmiernie. Nie patrząc na moje bóle, wyskoczylam z kwiatowej kanapy i uklęklam pod Krzyżem. Patrzyłam w Najdroższego mojego… Serce zdawalo się, że wyskoczy mi z piersi z bólu! Albo że zaraz mi pęknie! Patrzyłam w Umiłowanego… Unoslam się do góry i zbliżyłam do Niego. Patrzył we mnie z wielką Miłością. Ja z bólem serca w Niego patrzyłam. Nie wiedząc jak mogę Mu ulżyć, zaczęłam calować JEGO Rany. Całowalam z czułością i delikatnie… Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Całowalam… całowalam. I znów leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała. I całowalam JEGO dłoń…
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Jesteś Moim ukojeniem, Perełko Moja. Koisz Mój ból pocałunkami, zapominając o swoim cierpieniu!”
Po chwili dodal z ogniem w oczach i żarem w głosie:
„Pragnę Ciebie, Perło Moja!”
„Pragnę Cię, Najdroższy mój!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. I otaczal mnie, ogarnial, otulał mnie Sobą. Poteznial… I przeniknął całe moje wnętrze. Przeswietlal Sobą. I Czynił mnie przezroczystą. Wchodził we mnie, cały, potężny i wielki… Zniklalam w JEGO wnętrzu. Otulal mnie bardziej i bardziej. Zamykal w Sobie i otwieral na Siebie. Zniklam w Umiłowanym moim. I już mnie nie było. Byłam w Najdroższym. Oślepiła​ mnie Światłość tak wielka, tak potężna, ogromną jasność, że musiałam zamknąć i zacisnąć oczy. I tak wchodzilam w Umiłowanego z zamkniętymi oczami. Czułam jednak ze jestem prowadzona. Jakby Ktoś mnie prowadzil za rękę. Dalej i dalej… Nagle Ten Ktoś mnie zatrzymał.
„Otwórz oczy, Perło Moja!” – usłyszałam ciepły, jasny i dźwięczny glos.
Otworzyłam… Wszędzie było światło. Ale juz mnie nie razilo. Było ciepłe i przyjazne. Jak głos. Cała byłam w tym świetle. Otulalo mnie. Głos się znów odezwał:
„Oto SERCE, które wybrałaś! Do Ciebie należy!”
I w tej chwili zobaczyłam w tym świetle, wielkie Żywe, bijące SERCE!!! Ogromne!!!! Wychodzily z NIEGO jakby płomienie. Podchodzily do mnie, oplataly mnie, otulaly. Trwałam w zachwyceniu!!! W zachwyceniu!!! Nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Oniemiala z zachwytu, patrzyłam… Byłam tak szczęśliwa że słów brak!!! Cała szczęśliwa!!! A z SERCA bił tak wielki Majestat i tak ogromna Moc, a jednocześnie Tak potężna Miłość, tkliwość, czułość i litość… I wiele wiele więcej niż można sobie wyobrazić i wyrazić słowami. Trwałam w zachwyceniu…
„Pójdź za Mną Perło, a ukaże Ci JEGO tajniki, sekrety!”
„Iiidę Panie…” – usłyszałam swoj własny głos, który był jakby śpiewem. Głos uśmiechnał się do mnie:
„Najmilsza Moja, nazywaj Mnie jak do tej pory. Uwielbiam to jak Mnie nazywasz” – z głosu biła tkliwosc i czułość nie do opisania.
„Idę, mój Najdroższy… Idę Maleńki mój!”
Głos zaśmiał się dźwięcznie, perliscie, słodko.
„Odpocznij teraz Maleńka Moja.”
Ujrzalam przed sobą promiennie uśmiechnięta twarz Ukochanego, Najdroższego mojego. Leżałam na kwiatowej kanapie. A ON patrzył we mnie z zachwytem.
„Odpocznij teraz, Maleńka Moja.”
Ucalowal mnie w czoło.
„Najdroższy mój…” – uśmiechalam się do Niego, szczęśliwa cała…

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała i tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i Miłością nie do opisania. Patrzyłam w Umiłowanego uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo.
„Dziękuję… Najdroższy!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Uwielbiam patrzeć w Twój uśmiech, Maleńka Moja!”
„Dziękuję Ci bardzo, Umiłowany!”
Za co Mu dziękowalam? On wie. Wystarczy. Powiem tylko tyle że zaskoczył mnie i ucieszył ogromnie!
Najdroższy mój… Patrzyłam w JEGO oczy. Wziął mnie obolała na ręce i przytulił do SERCA Swego. Czułam się znów jak niemowlę w kołysce Jego ramion. Bezpieczna i bardzo kochana. A Najdroższy mój był ze mną, jeszcze bliżej… Patrzyłam w JEGO oczy z radością. A ON uśmiechał się do mnie promiennie. I zanurzal w Sobie, zatapial. I czynił mnie przezroczystą… Patrzył mi w oczy. Patrzył. I patrzył…
Znalazłam się w ciemnym kościele. Nikle światełko saczylo się z wiecznej lampki. Na ołtarzu stała piękna złota monstrancja a w niej jasniala bielutka Hostia. Klęczałam przed Ukochanym Jezusem. Adorowalam, uwielbialam Go! Mówiłam Mu, że bardzo Go kocham i pragnę. Patrzyłam i adorowalam… Zaczęłam Mu współczuć…
„Najdroższy mój… pewnie Tobie zimno w tym zlocie… Chodź do mnie. Ja Cię przytulę do serca… ogrzeje. Chodź do mnie, Najdroższy…”
Już wstawalam, żeby wziąć monstrancje, kiedy nagle Hostia sama wyszła z monstrancji i przyszła do mnie. I… w jednej chwili siedziałam na ławce w ciemnym kościele i tuliłam do siebie Umiłowanego mojego! Trzymalam Go w ramionach i tuliaml do serca… Uśmiechał się do mnie cudnie. Musiałam mieć bardzo zdumiona minę bo Umiłowany wyszeptal do mnie z czułością:
„No co, Maleńka, no co? Pragnęłas Mnie tulić, więc tulisz!”
Rozpromienilam się niezmiernie! Promienialam radością i szczęściem wielkim! Najdroższy mój zechciał, żebym Go tuliła do serca! Patrzyłam tylko w Najdroższego mojego! Nie obchodzilo mnie gdzie jestem. Tylko ON mnie obchodził! Tymczasem wokół nas robiło się coraz jaśniej i jaśniej… Długo patrzyłam tylko w Umiłowanego mojego. A ON patrzył we mnie… To mi wystarczylo do szczęścia. Kiedy jednak wokół zrobiło się całkiem jasno, podniosłam głowę i rozejrzałam się. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam że siedzę na kwiatowej kanapie w naszej altance, trzymam w ramionach Najdroższego tuląc Go do serca!!!
„Ukochany mój! Jak to możliwe??!” – zawołałam zdumiona i zachwycona zarazem. Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością…
„Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy, Najmilsza. A spragnionemu i kochającemu sercu Ja nigdy, niczego nie odmówie!”
Patrzył we mnie z zachwytem. A ja cała szczęśliwa tuliłam Go do swego serca…

Wchodząc na Dno mojego serca staje przed Tajemnicą… Ostatnio to coraz bardziej doświadczam.. Tajemnicę i Niewiadomą. I zauważyłam że ostatnio, kiedy zmienil się Ogród i zmienila altanka, szczególnie trudno mi jest wejść na Dno swego serca. Kiedyś wchodzilam bez problemu, bez trudu, z łatwością. Teraz jest mi trudno. Ale kiedy wejdę, jestem ogromnie szczęśliwa! Dlaczego jest mi trudno wejść? Bo muszę ze sobą walczyć. Dlaczego? Zastanawiałam się nad tym… I doszłam do wniosku że:
Poprzedni Ogród, że poprzednia altanka była bardziej moja niż Umiłowanego. Ten Ogród i ta altanka jest bardziej JEGO niż moja. A raczej jest JEGO, a nie moja. I mój egoizm i miłość własna się przed tym buntuja. Bo skoro Ogród i altanka są JEGO to i ja JEGO jestem. A tego pragnę najbardziej. Być JEGO. I skoro egoizm i miłość własna się buntuja i muszę z nimi walczyć to baaardzo dobrze! To bardzo dobry znak! Bo to znaczy że znikam ja. Że moje „Ja” maleje. A ON, Umiłowany mój króluje we mnie! Pragnę żeby we mnie królowal. I będę o to walczyć. Sama ze sobą.

Moje serce pragnie Umiłowanego mojego… Jest Jego spragnione… A spragnionemu sercu Najdroższy nigdy niczego nie odmówi.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie czuły i kochający. I jakby inny. Jedna wielka Miłość.Tańcząca bardzo leżałam. Ale szczęśliwa i rozpromieniona cała.
„Ale cudnie było… I dziwnie.”
Umiłowany ujął moją rękę przytulił do Swego policzka i ucalowal ją. Patrzył we mnie z zachwytem i podziwem.
„I Ty jakby Inny… Niby taki sam, ale Inny.”
„Ja jestem taki sam, tylko Ty widzisz Mnie bardziej, więcej.”
Wzięłam JEGO dłoń, ucałowałam ją i przytuliłam do swego policzka.
„Jak nożna tak pragnąć??!”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Pragnę Ciebie jeszcze bardziej, Perełko Moja, Maleńka Moja. Jeszcze bardziej Ciebie pragnę!!!”
„Jeszcze bardziej???!! A ja taka grzeszna…”
Umiłowany pochylil się nade mną, tak, że Jego twarz była przed moją. Patrzył we mnie. Oczy Mu błyskały. Patrzył przenikliwie i bardzo stanowczo.
„Kiedy wreszcie przestaniesz patrzeć na siebie i swoje grzechy?! We Mnie patrz! – tu roztkliwil się niezmiernie – Perełko Moja, czy nie widzisz, że Cię KOCHAM?!”
Patrzyłam Mu prosto w oczy.
„Widzę że mnie kochasz i jak bardzo mnie kochasz!!!”
Rozpromienil się bardzo nade mną…
„Ukochany mój… dochodzę do wniosku że Tobie nie przeszkadzają nasze grzechy. Tylko nam!”
Umiłowany teraz patrzył gdzieś w dal… I mówil ni to do mnie, ni to do Siebie:
„Patrzycie w siebie i w swoje grzechy. Grzebiecie się w nich, taplacie się w nich jak w bagnie. I w ten sposób mnożycie je, pomnazacie. We Mnie patrzcie! Zobaczcie Moją Miłość. Odkrycie Ją. A będziecie szczęśliwi!”
„Tak jak ja?” – spytałam nieśmiało.
Najdroższy znowu przytulił do policzka moją rękę.
Bardziej, Perełko. Bardziej!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Ucieszyłam się bardzo! I Najdroższy mój uśmiechał się do mnie cudnie.
” A z Ciebie, Maleńka jestem bardzo dumny! Zaszłas już bardzo daleko!”
” Pójdę za Tobą jeszcze dalej, jeśli pomożesz… jeśli zechcesz. Jeśli pozwolisz…”
„Pragnę!” – szepnal Ukochany z ogniem Miłości w oczach. Pochylil się i mnie pocałowal. Pocałowal mnie. I ten pocałunek był inny. Piękny, czuły, słodki. Bardziej. I bliski. Bardziej.
Zmeczona byłam… Obolała. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Wziął mnie w Ramiona, zrobił z nich kołyske. Schował mnie w nich. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.

MOJE MYŚLI

Latalismy po niebie. Umiłowany mój i ja. Ukochany bawił się z chmurami. A ja poleciałam nad Ogród bukietowy, który nazwałam Różańcowym i wąchałam kwiaty. Właśnie pochylalam się nad piękną białą róża, kiedy usłyszałam cichy, łagodny kobiecy głos:
„Dziecię Moje Ukochane… Jezus bardzo pragnie Ciebie!”
Uśmiechnęłam się zaskoczona i uradowana bardzo!
„MAMA?!”
Głos nie odpowiedział. Spojrzałam na Najdroższego mojego. Stał w oddali, patrzył we mnie. Czekał. Poleciałam szybko do Niego. Ujęłam Go za rękę i poszliśmy do Altanki.

Najdrozszy stał oparty o delikatną różana ścianę altanki. Patrzył we mnie jakby inny, potężniejszy, większy i jakby z jeszcze większą Miłością czułością i zachwytem. Stanęłam przed Ukochanym. I zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam JEGO ręce, SERCE i już chciałam uklęknac, żeby ucałować JEGO stopy, już się pochylalam, kiedy Najdroższy powstrzymał mnie. Nie pozwolił mi… Podniósł mnie delikatnie, uniósł w górę moją twarz i ujął ją w Swe dłonie. Patrzył we mnie z zachwytem i podziwem. Dziwnie jakoś… Ja patrzyłam w Niego z uwielbieniem i miłościa.
„Perlo Moja… czy chcesz być ze Mną bliżej niż żona jest z mężem?”
Moje serce zaczęło bić mocniej
„Tak. Chcę. Pragnę. Bardzo”- wyszeptalam i spuścilam głowę zawstydzona.
Umiłowany podniósł ja delikatnie. Patrzył we mnie spojrzeniem pełnym ognia. Pocałowal mnie. Oblubieniec całował Swą oblubienice. Całowal czule i słodko i czysto. Jednocześnie obejmował mnie, otaczal, otulal Sobą. I potężnial. Wielki, potężny i piękny wchodzil we mnie. Ale nie tak jak myślicie. Cały we mnie wchodzil. We mnie całą. I czynił mnie przezroczystą. I otulal mnie Sobą bardziej i bardziej. Przenikał Sobą. Prześwietlał…  Zamykal w Sobie otwieral na Siebie. I wchodzil we mnie a ja znikalam w NIM, w Najdroższym moim znikalam. A im bardziej wchodziłam tym bardziej  Go pragnęłam… Znikałam, wchodziłam w głąb Umiłowanego. Znikłam.  I już mnie nie było. Byłam w Nim. Moje serce było w Jego SERCU. Odpoczywałam w NIM… Nie wiem jak to opisać. Słów mi brakuje. Nie chcę naruszyć, zamknąć, pobrudzić… To było takie piękne i czyste. I odbywalo się w całkowitej wolności. Byłam w Umiłowanym moim, w Najdroższym… Ciemność??! Nie! To nie była ciemność. To była Światłość tak wielka, że zdawała się ciemnościa. Miłość, tylko Miłość. Nic nie widziałam innego, nic innego nie czułam. Tylko MIŁOŚĆ. Byłam w Maleńkim moim. A ON był we mnie. Jest we mnie.
I mnie prowadzi. Dokąd? Dokądkolwiek mnie poprowadzi, pójdę za Nim.

MOJE MYŚLI

Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Zaczął całować miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal. Z czułością…
„Bardzo Cię bolą, Maleńka Moja?”
„Bolą. Ale zdarza się że bolą mnie bardziej. Ale – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego – nie mówmy, proszę o tym. Idziemy na spacer?”
Najdroższy zaśmiał się radośnie.
„Patrzcie ją! Niedawno jeszcze nie chciałaś wyjść z altanki, a teraz nie możesz w niej usiedziec!”
Patrzył we mnie promienie. Zbliżyłam twarz do Jego twarzy. I z uśmiechem szepnęłam:
„Bo mi się tu podoba!”
Patrzył z rozczuleniem i ogniem w oczach.
„Cieszę się bardzo, Perełko!”
Chwilę później spacerowalismy wśród obłoków. Ja ubrana w suknie od NIEGO. Uśmiechałam się do Umiłowanego. I On się do mnie cudnie uśmiechał. Trzymalismy się za ręce, spacerowalismy i rozmawialismy. O czym? Zdradzalam Mu moje najskrytsze sekrety, opowiadalam Mu o swoich problemach, swoich sprawach. Ukochany przede wszystkim słuchał, czasem coś doradzil i wciąż patrzył we mnie z zachwytem. Szepnęłam że pragnę Mu w tym wszystkim służyć i uszczęśliwiać Go. Odpowiedział że służę Mu i uszczęśliwiam Go bardzo. Spacerowalismy. Najdroższy wziął mnie pod rękę. Spacerowalismy zakochani i szczęśliwi niezmiernie. Odpoczywalam. W pewnej chwili stanęłam i rzuciłam się Najdroższemu mojemu na szyję!
„Wiesz mój Maleńki??! Tak sobie wyobrazam, że chodziles w Raju, z Adamem pod rękę. Jak Przyjaciel z przyjacielem. Tak chodzisz ze mną. Jak z przyjacielem. W Raju…”
„Twe serce, Perełko Moja jest Rajem dla Mnie!”
Uszczęśliwil mnie bardzo!!!
„Ty uczyniles Raj z niego. Bez Ciebie, Najdroższy, byłoby niczym!”
Umiłowany zdawał się moich słów nie słyszeć. Patrzył we mnie z wielką Miłością, zachwytem i podziwem.
„A Ty Perełko jaka piękna jesteś! Bardzo piękna! Coraz piękniejsza! I zmieniłaś się bardzo. Zmeznialas, wydoroslalas! Dojrzałas! Piękna jesteś!”
Pocałowal mnie jak Oblubieniec oblubienice. I ja Go pocałowałam. Potem Umiłowany objął mnie i wziął na ręce. I tańczył ze mną w chmurach. Tańczył! Tańczył… I patrzył we mnie z Miłością. I uszczęśliwial mnie bardzo. Ogromnie! Niezmiernie!

Umiłowany troszczy się o mnie. Opiekuje się mną. Podtrzymuje. I wspiera na duchu. Kiedy wczoraj było mi źle, kiedy słowa mojego Duchowego Dziecka raniły bardzo moje serce, Najdroższy mój był ze mną. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża i szeptal mi do serca:
„Wierzę w Ciebie Perlo Moja! Dasz radę! Wierzę w Ciebie!”
Uśmiechałam się do Niego, a słowa Dziecka nie bolały już tak bardzo.
Umiłowany mój to prawdziwy Przyjaciel!

MOJE MYŚLI

Byliśmy w naszej altance. Najdroższy mój i ja. Siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Ramionach i i tulił mnie do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uwielbialam Go. A ON patrzył we mnie… jak w obrazek. W końcu zapytał z uśmiechem:
„Za Kogo masz Mnie, Swojego Boga? Kim dla Ciebie jestem?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Nikt tak mnie nie kocha jak Ty. Nikt! Nikomu Tak na mnie nie zależy jak Tobie! Twoją chwałą jest czułość i bliskość, a Twoim majestatem Miłość!”
Patrzył mi w oczy z tkliwością.
„A sprawiedliwość?” – spytal łagodnie.
„Twoja sprawiedliwość jest Miłosierdziem… A Miłosierdzie Twa sprawiedliwością.” – szepnęłam wpatrzona w Niego. I po chwili dodałam:
„Jesteś mi Najdroższym, Najbliższym, Najukochańszym. Maleńkim moim jesteś…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego z ufnością i czułością.
„Piotr by się zdumial i zawstydzil” – wyszeptal Umiłowany.
„Dlaczego?” – zdziwiłam się.
Nie odpowiedział. Patrzył we mnie jak nikt inny na świecie we mnie nie patrzy… Patrzył mi w oczy głęboko Swym cudnym spojrzeniem. I ja w Jego oczy patrzyłam. I znów byłam niemowlęciem w JEGO Ramionach. Jego maleństwem. A ON mnie tulil, całował i pieścil. Swoje malenstwo… Nagle znaleźliśmy się na pełnym morzu. Był sztorm. Umiłowany trzymał mnie za rękę i prowadził po wzburzonych falach. Wtem fala przede mną zaczęła rosnąć i rosnąć. Już myślałam że mnie zatopi, kiedy usłyszałam potężny i groźny głos Umiłowanego:
„Zostaw Ją! Nic ci do Niej! Ona należy do Mnie! Jest Moja!”
Fala zaczęła malec i malec, morze uspokoilo się. A ja znów byłam maleństwem w Ramionach Umiłowanego. Uśmiechał się do mnie cudnie i tulil do SERCA.
„Pozwolisz mi Umiłowany dla Ciebie zatańczyć? Chciałabym bardzo. Pozwól mi proszę!!!”
„Pragnę żebyś zatańczyla dla Mnie, Perełko! Zawsze pragnąłem!”
„Ale będę tańczyć sama, dla Ciebie! A Ty będziesz patrzył.”
„Dobrze, Perełko Moja!”
Najdroższy mój wydawał się być zachwycony pomyslem! Promienial. Zeskoczyłam szybko z Jego kolan i ujęłam Jego dłoń.
„Chodźmy!!!” – szepnęłam radosna. Wyszliśmy z altanki. Ukochany pocałowal mnie w czoło i wyszeptal:
„Dasz radę. Wiem że dasz radę, Maleńka!”
Uśmiechnęłam się do Niego promiennie, ukłonilam się. I zaczęłam tańczyć. Z początku niepewnie i niezdarnie. Ale Ukochany mój patrzył we mnie zachwycony taki… Że puścily we mnie hamulce i opory. I po chwili plywalam w powietrzu, wolna jak ptak. Fruwalam. Unosilam się i opadalam. Wirowalam w powietrzu. Tańczyłam z chmurami… Nie zorientowalam się kiedy w tym tańcu zaczęłam uwielbiac Najdroższego, Najmilszego mojego serca. Uwielbialam wychwalalam, całowałam… Nie wiem jak można tańcem całować… Ale ja całowalam Go. Adorowalam Maleńkiego mojego. Ubrana byłam w suknie od NIEGO i tańcząc wyglądalam jak barwny motyl. Tańczyłam i tańczyłam, ulotnie, zwiewnie i bardzo intymnie. Tańczylam… Wychwalalam, uwielbialam, wywyzszalam Umiłowanego mojego. A w moim sercu zatliła się maleńka iskierka, poczucia własnej wartości. Tańczyłam promienna,, rozpromieniona cała. I cała szczęśliwa! Tym tez wychwalalam Najdroższego mojego! Kiedy skończyłam, wogóle nie czułam zmęczenia. Uklonilam się Ukochanemu. A ON od razu był przy mnie. Rozpromieniony cały!
„Perlo Moja Umiłowana pięknie! Cudnie!!! Przepięknie!!!”
Chwycił mnie w Ramionach i podrzucal do góry, śmiejąc się perliscie! I ja śmiałam się również! A ON podrzucal mnie co chwilę do góry i wirowal dookoła!.
„To najpiękniejszy taniec jaki widziałem!!! Cudny Perełko!!! To nie tylko był taniec! To była Pieśń Uwielbienia!!”
„Dziękuję Ukochany!!! – szepnęłam szczęśliwa niezmiernie – to dla Ciebie, Najdroższy mój!!!”
„To Ja Ci dziękuję, Perełko Moja!!!”
Umiłowany zatrzymal się. Przestał mnie podrzucac i wirowac. Stałam przed Nim. Objął mnie i przytulił do Siebie. I zacząl całować. Całował mnie … Od stóp do głów. Całował. A ja rozplywalam się w JEGO pocałunkach.

MOJE MYŚLI

Siedzieliśmy na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój i ja. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go, wychwalalam, za to że Jest. Po prostu. Ze jest ze mną. Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem i podziwem… Jak w obrazek. W pewnej chwili wstał z kanapy i wyciągnął do mnie Swoją dłoń
„Zapraszam Cię, Perełko na spacer!”-uśmiechnął się do mnie promiennie. Już wyciągalam do Niego rękę…
„Na spacer? – zdziwiłam się – A gdzie?”
„Na spacer po Twojej ufności, Maleńka Moja!”
Moja ręka zawisła w w powietrzu… Umiłowany ujął ją stanowczo, ale jednocześnie bardzo delikatnie.
„Nie martw się o nic, Maleńka – szepnal Ukochany z czułością niezwykłą – jestem z Tobą Kochana!”
Uśmiechnęłam się do Niego. Serce mi mocniej biło. Przeczuwałam że za chwilę stanie się coś niezwykłego, a jednocześnie bardzo ważnego. Najdroższy mój trzymał mnie mocno za rękę. Wyszliśmy z altanki. Szliśmy w powietrzu, wśród chmur. Wśród obłoków.
„Spójrz jak tu jest pięknie! – Umiłowany rozglądał się wokół zachwycony. Ja jednak nie patrzyłam. I byłam jakas smutna… Najdroższy przystanął i patrzył we mnie uważnie.
” Co się stało, Perełko Moja”- spytal z troską w głosie.
„Nic. Tylko… Wydaje mi się że to wszystko jest na wyrost! Że moja modlitwa nie jest tak piękna i kolorowa, ani ufności nie mam takiej, żeby… żeby altanka mogła być na niej umocowana. Że mogła na niej stać jak w powietrzu… Nie wiem… Wydaje mi się że to jest na wyrost… ”
Najdroższy mój patrzył we mnie z wielką Miłością. Nasze serca rozmawialy:
” Czy Ty ufasz sobie, Perełko?”
„… Nie… ”
” A wierzysz sobie?”
„… Nie…”
„A wierzysz w siebie?”
Cisza… Po chwili moje serce szepneło:
„… nie…”
Najdroższy mój objął mnie i przytulił do SERCA…
„A Ja ufam Ci, Perełko, wierzę w Ciebie i Tobie wierzę, Umiłowana Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego poruszona do głębi głębi serca! Do głębi jestestwa!!! Do głębi!!! Patrzyłam w Umiłowanego oburzona! Potem rzuciłam się w Niego a z mojego wnętrza wydobylo się głośne łkanie.
” Jak możesz mi ufać, wierzyć mi, skoro tyle razy Cię zawiodłam??!!! Skoro tyle razy Ciebie Umiłowany mój, zdradziłam, zranilam, skrzywdzilam???!! Jak możesz mi ufać?!” – łkalam wtulona w Umiłowanego. A ON gładzil z czułością moje włosy. Nie uspokajal mnie, pozwolil mi wyrzucić wszystko z siebie. A kiedy się uspokoilam, Jego SERCE wyszeptalo:
” Ale Mnie pragniesz, Najdroższa Moja! Ponad wszystkie zdrady, upadki odejścia pragniesz Mnie. Nie zaprzeczysz, prawda?!”
„Pragnę Cię nad wszystko na świecie! Nad życie Ciebie pragnę! Pragnę Ciebie Maleńki mój!”
Umiłowany wziął w obie dłonie moją twarz i uniosl ją w górę. Spojrzenie, jedno Jego Spojrzenie wystarczylo, żebym się rozpromienila, uśmiechnęła się do Niego.
„Pragnę Cię, Najdroższy!” – powtórzylam patrząc Mu w oczy.
„To Mi wystarczy, Perło Moja Umiłowana, to Mi wystarczy”- patrzył mi w oczy płomiennie. I pocałował mnie jak Oblubieniec swą oblubienice. Pochylił się i szepnął mi do ucha:
„Wierzę w Ciebie, w Twoje możliwości, Perełko Moja. I wiem że dasz radę!”
Jak ja rzadko te słowa słyszałam! Częściej słyszałam: ‚nie dasz rady! Nie zdążysz! Najładniejsze, najlepsze obrazy to już namalowalas’ itp itd. Takie słowa powodowały niskie poczucie własnej wartości. Właściwie powodowały jego brak…
A tu nagle Takie Coś! Przezroczysta altanka wisząca w powietrzu ufności i barwny dywan modlitwy! To było dla mnie zbyt wiele naraz!
Umiłowany patrzył mi w oczy z zachwytem, uśmiechal się do mnie cudnie.
„Zaufaj sobie, uwierz w siebie, Perełko. Ja Tobie ufam!”
„Spróbuję. Pomóż mi, proszę!”
„Cały dla Ciebie, Najmilsza!”
„Dziękuję Ukochany!!!”
Umiłowany uśmiechnął się i obrócił mnie. Stałam tyłem do Niego. Obejmował mnie całym Sobą. Twarz przytulił do mojej twarzy. Patrzylismy na altanke zawieszona w powietrzu, na małe obloczki na błękitnym niebie, na barwny dywan modlitwy…
” Tu jest naprawdę bardzo pięknie…” – wyszeptalam.
„Dzięki Twojej ufności, Maleńka Moja!” – uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Dzięki Twojej Miłości, Najdroższy.
Uśmiechałam się do Niego, a On się do mnie uśmiechał.
” Dasz radę. Wiem to, Perełko Moja!”
Ucalowalam Go w policzek. Staliśmy i długo patrzylismy na altanke, niebo i bukiety.
Oddychalam powietrzem ufności…

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie, leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany mój był ze mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z Miłością i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Cierpial ze mną. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko…
„Pragnę Cię!” – wyszeptalo moje serce.
„Pragnę Cię, Maleńka Moja!”
Otworzylam przed Nim moją duszę. Leżałam teraz przed Najdroższym obnażona, naga, pusta. Z całą swoją nędza, bieda. Otworzyłam przed Najdroższym. Widział te pustkę, nagość i nędzę mojej duszy. Nie zgorszył się. Patrzył we mnie z litością… I… zaczął to wszystko we mnie… całować. Całowal z tkliwoscia. I Swymi pocałunkami zabieral, przyjmowal moją biedę, nędzę, a nagość i pustkę moją okrywal i wypełnial Sobą… Sobą!!! Całowal i całowal…
„Wszystko Moje jest Twoim, Perełko!”- szeptal. I całowal. Obsypywal pocałunkami. Deszczem pocałunkow!
„Wszystko Moje jest Twoim, Maleńka!”
Całowal, otulal mnie, okrywal Sobą. Całowal…
„Wszystko Moje jest Twoim! Boś Moja! Moja Umiłowana!”
„Najdroższy!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i słuchal. A moje serce szeptało:
„Tyś Mój! Mój Umiłowany. Mój Najdroższy! Mój Maleńki! Tyś Mój!!!”
„Twój!”
Umiłowany złożył na moich ustach pocałunek. I przytulił do SERCA Swego Swoją małą Perełke. A ja cała tańcząca, czułam się jak ta nasza altanka. Bez ścian zewnętrznych, do której nie trzeba wchodzić, żeby zobaczyć co się w niej dzieje. Przezroczysta altanka w której mieszka jej Najdroższy SKARB!

MOJE MYŚLI

Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Siedzieliśmy na kwiatowej kanapie. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie jak w obrazek… Z zachwytem i Miłością nie do opisania słowami. Uwielbialam Go. Umiłowany patrzył we mnie… W pewnej chwili zrobił coś dziwnego, wg mnie. Otóż wstał z kanapy i położył się na kwiatowym dywanie, ale tak, że głowę trzymał poza altanka. I patrzył na dół.
„Co robisz, Najdroższy?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Chodź, Perełko Moja. Chodź, to też zobaczysz!”
Wstałam więc z kanapy i położyłam się na kwiatowym dywanie, obok Umiłowanego. Głowę wychylilam za altanke. Spojrzałam w dół i… zamarlam w uśmiechu. Spojrzałam w Najdroższego, uśmiechał się do mnie i ja do Niego radośnie się uśmiechałam. W dole rozpościeral się Ogród bukietowy! Kwiaty, które ukladalam Madonnie. Nie tylko białe, ale i czerwone, niebieskie, różowe i żółte. Z góry wyglądal jak kolorowy dywan!
„Piękny!” – wyrwalo mi się z głębi serca…
„Piękny. Jak Twoja modlitwa, Maleńka”- szepnal uśmiechając się do mnie cudnie. Zawstydzilam się, ale Ukochany patrzył we mnie z takim zachwytem, że od razu mi przeszlo.
„Myślałam że jest jej mniej, i że nie jest tak kolorowa…”
„Teraz widzisz, że jest!”
Umiłowany odwrócił się i patrzył teraz w górę. Ja też się odwrócilam na plecy. Patrzylismy na Krzyż i w niebo.
„Przez Krzyż do Nieba!” – szepnęłam uśmiechnięta.
„Przez modlitwę, ufność i miłość, Perełko Moja!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie znacząco. Domyśliłam się że mówi o mnie…
Ukochany wstał z kwiatowego dywanu i podal mi rękę, pomagając mi wstać. Stałam przed Umiłowanym moim. Objął mnie i przytulił do SERCA Swego. Tańczylismy. Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością, promiennie bardzo. Ja patrzyłam w Niego zakochana bardzo!!!
Nasze serca rozmawiały:
„Ukochany…”
„Tak, Maleńka Moja?”
„Kiedy pierwszy raz tu weszłam, czułam się nieswojo, niepewnie. Ale tylko chwilę. Bo… pomyślałam że Ty chcesz dla mnie jak najlepiej, że wiesz co robisz. I potem poczułam się u siebie. Jakbym do siebie wróciła. I jestem bardzo szczęśliwa! Bardzo!!! I zawsze tu pragnęłam być!”
„Bo zaufałas Mi, Perełko.”
„Tak…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
„To naturalne, że nowość budzi niepewność, że czułaś się nieswojo. Ale Ja jestem z Tobą zawsze i wszędzie. I zawsze będę, Maleńka!” – uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Pomyślałam sobie ze nie ważne jak to co mnie otacza. Ale TY, NAJDROŻSZY! Tam gdzie Ty jesteś tam jest cudnie!”
Umiłowany patrzył we mnie rozpromieniony cały.
„Dziękuję, że Mi o tym powiedziałaś, Perełko Moja!”
„Powiedziałam Ci o tym, bo Ci ufam, Najdroższy!”
Umiłowany zaśmiał się perliscie, radośnie! Tańczyliśmy.
Wciąż tańczymy. Bardzo.

MOJE MYŚLI

Byliśmy w naszej altance. Umiłowany mój i ja. Firanki tańczyły na wietrze. Krzyż wisiał w powietrzu. Jasny i świetlisty. Ukochany powiedział że on już zawsze będzie z nami. Był i teraz z nami.
Leżałam na kwiatowej kanapie tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Z Miłością i czułością niewyobrażalna. Łagodny, pokorny i cichy. Cierpiał ze mną. I ja z Nim cierpialam.
„Tyś Moja, Maleńka!” – wyszeptal z ogniem w głosie.
„Twoja, Umiłowany. Tylko Twoja!”
Patrzył mi w oczy głęboko. I patrzył… Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Patrzyłam w JEGO oczy patrzyłam… I nagle znalazłam się w jasności wielkiej. Wielkiej!!! Najdroższy mój stał w oddali, pełen majestatu i chwały. Wielki, potężny i… bardzo bliski i czuły. Zobaczylam że w dłoni trzymał buteleczke, w której coś było. Patrzył we mnie, taki majestatyczny,, potężny i czuły.. Ukleklam przed Nim i spuścilam nisko głowę… Umiłowany mój zbliżył się do mnie. Dotknął Swą dłonią mojej brody. I z delikatnością uniósł moją głowę do góry.
„Najdroższa!”
Podniosłam oczy i spojrzałam w Umiłowanego mojego. Jasnial pięknościa ogromną…
„Tyś Moja!”
„Tylko Twoja!”
To rozmawialy nasze serca.
„To olej namaszczenia – Ukochany wskazal na buteleczke, którą trzymał w dłoni – namaszcze Cię, Perełko, na znak, żeś Moja Umiłowana!”
„Tak, Najdroższy mój!” – wyszeptalam wpatrzona w Niego.
I Ukochany namaścił mi czoło, moje wargi i serce. Potem uśmiechnął się do mnie płomiennie i spytał:
„Zatańczymy, Umiłowana Moja?”
„Tak!!!”
I wziął mnie w ramiona Swoje. I tańczył ze mną w jasności. On był ta jasnością, światłościa. Tańczyl i tańczył. A tańcząc zatapial mnie w Sobie. Zatapial w Sobie…
Znów leżałam tańcząca na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Zbliżyl Swą twarz do mojej twarzy i mnie calowal. Całowal mnie tak, jak Oblubieniec całuje oblubienice Swoją. A tymi pocałunkami przenikal mnie Sobą. Byłam w Nim. W Umiłowanym moim byłam. A ON był we mnie… Nie potrafię tego opisać. Więc niech wystarczy,
Tańczę bardzo. Dla Najdroższego tańczę. Jestem JEGO!

MOJE MYŚLI

Byłam w naszej altance. Siedziałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój siedział przy mnie. Trzymał moje ręce w Swoich dłoniach. Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uśmiechał się przepięknie. I ja patrzyłam w Niego z zachwytem i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Najdroższy mój, powiedziałeś że Ci zaufałam. I to prawda, zaufalam Tobie. Ale to Twoja Miłość była pierwsza. Jest pierw…”
„Ale…”
Teraz to ja przerwałam Umiłowanemu. Wyjęłam swoją rękę z Jego dłoni i uśmiechając się do Niego, delikatnie przyłożyłam do Jego ust.
„Ciiii…. Najdroższy pozwól mi dokończyć… Wysłuchaj mnie proszę…”
Najdroższy wziął moją dłoń i zdjął ją ze Swoich ust. Pocałowal z czułością i schowal ją znów w w Swoich dłoniach. Promienial cały uśmiechem. Uśmiechnelam się do Niego i mówiłam dalej:
„Twoja Miłość jest pierwsza. Żeby Ci zaufać, musiałam Cię pokochać, a żeby Cię pokochać musiałam doznać,, doświadczyc Twojej Miłości. Doświadczylam, pokochalam i zaufałam. Twoja Miłość jest pierwsza. Stworzyles wszystko z Miłości… Na początku była Miłość!”
Umiłowany patrzył mi w oczy spojrzeniem, którego nie potrafię opisać… Miłość, czułość, tkliwosc pomnożona przez wielokroc! Polozyl mnie delikatnie na kwiatowej kanapie. Pochylal się nade mną…
” JA jestem Miłością, a Miłość, Perełko Moja, potrafi tylko kochać! Tylko kochać… Tyl…”
„AZ Umiłowany! Aż!!!”
„Maleńka Moja!”
Patrzył we mnie piękny, jasny, świetlisty… I nade wszystko Kochający. Patrzył i zamykal mnie w Sobie. Otulal Sobą. Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie… Cała byłam w Nim. W Najdroższym moim byłam. W JEGO świetle, jasności. W JEGO Miłości. W Jego dłoniach byłam… Tańcząca bardzo.
Usłyszałam nagle:
„Bardzo Cię boli, Perełko Moja…”
„Boli, ale proszę, nie mówmy dzisiaj o tym. Pragnę uwielbiac Twoją Miłość, a nie rozmyślać o moich bólach!”
Wtulona w Umiłowanego uwielbiam Jego Miłość do mnie. Miłość jest pierwsza!
Na początku była Miłość…
Miłość dla duszy jest jak woda dla ciała. Obmywa, oczyszcza, nawadnia, odżywia i ożywia. I gasi pragnienie. Miłość ma na Imię JEZUS!

MOJE MYŚLI

Obudziłam się w ramionach Umiłowanego mojego. Gdy tylko otworzyłam oczy, zobaczyłam Jego pochylone nade mną z miłością Oblicze. Uśmiechał się do mnie cudownie i tulil do SERCA Swego. I ja uśmiechałam się do Niego szczęśliwa. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Zaraz zabieram Cię na Spacer, Perełko Moja. Tylko niech się przejasni, niech się rozsuna.” – uśmiechnął się do mnie.

„Przejasni? Rozsuna? – spytałam zdziwiona.
” Chmury, Maleńka. Chmury”- Umiłowany znów się uśmiechał – Chodź, zobaczysz! „
I trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki w… coś białego. Domyśliłam się, że to chmury. Zdumiona bylam niezmiernie… Byliśmy w chmurach. Najdroższy mój szedł i szedł dość szybko. W końcu stanął i odwrocil się.
” Patrz, Perlo! „
Ja jednak nic nie widziałam. Tylko białą mgłę, były to jak się domyślalam, chmury. W pierwszej chwili nic się nie działo. Ale w pewnym momencie chmury zaczęły się rozsuwac. Coraz bardziej i bardziej. Zaczął pojawiać się błękit. Coraz więcej i więcej. I wkrótce zobaczyłam niebo… Zobaczylam też… naszą altanke… Ona wisiała w powietrzu!!! W szoku byłam!!! Wisiała w powietrzu!!! Przez nic nie podtrzymywana, niczym nie podpierana, na niczym nie zawieszona nie była.
„A… ona nie spadnie…??! – wymamrotalam.
Ukochany uśmiechnął się łagodnie.
„Nie. Nie spadnie, Perełko. Jest dobrze umocowana.”
„Umocowana??!! Przecież w powietrzu wisi!!”
Patrzył we mnie z tkliwoscia wielką.
„Tutaj ufność jest powietrzem. Powietrze ufnością. Altanka jest umocowana na Twojej ufności Najmilsza!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zdumiona do głębi! Do głębi serca!!! Nie wiedziałam co mam powiedzieć… Słów mi brakowało… A ON patrzył we mnie promienny i zachwycony ogromnie!
„Perlo Moja, spójrz jeszcze w dół!” – szepnal Ukochany rozpromieniony cały. Spojrzałam i… Również rozpromienilam się cała… W zachwycie.
W dole.. od horyzontu po horyzont rosły… małe bukieciki. Moje bukiety, które ukladalam MAMIE.
„Ty ofiarujesz je Mamie a Ona oddaje je Mi! – Umiłowany był zachwycony, moim… zachwytem!
Patrzyłam w Umiłowanego mojego… Patrzyłam w JEGO oczy. Z wdzięcznością. Ogarnęło mnie zmęczenie. Najdroższy zaniosl mnie do altanki i położył na kwiatowej kanapie. Sam uklęknal przede mną i pochylil się z wielką Miłością… Patrzył we mnie uroczyscie jakoś… Ujęłam Jego dłoń, pocałowalam i przytuliłam do policzka.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka. Ty też możesz być dumna z siebie. To Twoja ufność sprawiła, że tu jesteś! – szeptal z ogniem w oczach – Zaufalas Mi otwierając drzwi swego serca. Zaufalas, wpatrując się w Me Oblicze i słuchając Mojego głosu. Zaufalas siadając obok Mnie na ławeczce pod różami. Potem wchodząc do altanki. Zaufalas idąc za Mna Drogą Krzyżowa, calujac Moje łzy. Zaufalas otwierając się na pragnienia. Gardzac Moimi Darami, pragnąc Mnie jedynie… Zaufalas wybierając Moje SERCE i oddając Mi swoje. Zaufalas Mi oddając swe cierpienia i wstyd. I cierpiąc ze Mną. Pragnąc być bliżej Mnie, wyrzeklas się swego Ogrodu. Pragniesz Mnie. Bo Mnie kochasz. Po prostu! Dlatego tu jesteś!”
„Mówisz tak, jakbym już umarła…”
„Bo umarłaś dla siebie, a żyjesz dla Mnie! Dla Mnie żyjesz, Perło!”
Miałam w oczach łzy, łzy szczęścia. Nie wiedziałam co powiedzieć. Zresztą słowa nie były potrzebne. Za małe były!!! Ukochany patrzył we mnie z wielką tkliwoscia. Z bezgraniczna MIŁOŚCIĄ do mnie.
” Mam do Ciebie prośbę, Maleńka Moja!”
„Prośbę? Do mnie? Jaką Najdroższy?”
„Pozwól Mi się Tobą zaopiekować.”
„Opiekujesz się mną przecież. Na każdym kroku się o mnie troszczysz!”
„Tak. Ale nigdy to nie zostało głośno wypowiedziane. Każ MI! Jestem na Twoje usługi!”
Mówił to z ogniem w oczach i żarem w głosie! Rozczuliło, powaliło mnie to całkowicie!
Uśmiechnęłam się do Niego z tkliwoscia i wyszeptalam:
„Mój Przecudny… Mój Najdroższy, zaopiekuj się mną… Proszę Cię… Zaopiekuj się Swoją mala Perełka… Proszę, proszę… pro…” – nie dokończylam. Ukochany zamknął mi usta pocałunkami. Całowal i całowal… I otulal Sobą. A ja pierwszy raz od wczoraj poczułam się u siebie. Że jestem u siebie. I że zawsze tutaj pragnęlam być. Umiłowany otulal mnie Sobą…

MOJE MYŚLI

Weszłam do Ogrodu Sercowego. I od razu zdumienie! W Ogrodzie panowała nie tyle ciemność, co półmrok. I mgła… Jakby gęste, szare mleko. Otaczalo mnie. Nie widzielam dokąd mam iść. Tzn wiedziałam że chcę iść do naszej altanki, do Najdroższego mojego. Ale nie wiedziałam w którą stronę do Niego iść. Stałam i rozglądalam się na wszystkie strony. Aż w końcu w oddalił, jakby u góry, zobaczylam nikłe, blade światełko. Postanowiłam pójść w tamtą stronę, w stronę światełka. Szłam długo, niekiedy zdawało mi się, że frune, że lecę do góry, czasem nawet ze się wspinam. Coraz wyżej i wyżej. Światło było coraz jaśniejsze i silniejsze. Szłam, leciałam do niego. Aż wreszcie stanęłam przed altanka. A raczej tym co nią do tej pory było. Stałam zdumiona niezmiernie. Ledwo poznałam naszą dawną altanke. Po pierwsze nie miała ona ścian zewnętrznych. I gdy się stało na zewnątrz, widziało się wszystko co było w środku. Krzak białej róży tworzyl dwie ściany altanki, delikatne i ażurowe. Przez nie było wszystko widać. Resztę ścian tworzyly firanki. Nie, to nie były firany takie jak są w oknach. Były wykonane z prawie przezroczystego materiału. Przypominaly mi woal. Woalke na twarz. Były bardzo delikatne, zwiewne i unosily się przy najmniejszym podmuchu powietrza. Altanka nie miała też drzwi. Wystarczyło uchylić firanke, by wejść do środka. Uchyliłam i weszłam… Kolejne zdumienie… Altanka była pełna światła, blasku i bardzo była obszerna. Na podłodze leżał piękny dywan z kwiatów. Mięciutki i kolorowy… Stąpalam po nim jak po chmurze lub śniegu. Taki był delikatny. Umiłowanego mojego nie było w altance. Pomyślałam że pewnie zaraz przyjdzie. Rozglądalam się po altance. Po prawej stronie w powietrzu wisiał wielki drewniany Krzyż. Po prostu wisiał w powietrzu… Po lewej stronie stała kwiatowa kanapa. Usiadłam na niej zmeczona. Patrzyłam na Krzyż… Był mi bliski bardzo. Potem znowu rozejrzalam się wokoło. Na kwiatowym dywanie leżały poduszki ze stokrotek. A w rogu stał duży dzban. Pochylilam głowę i dopiero teraz zobaczyłam że obok mnie, na kanapie leżała piękna suknia. Biała a jednocześnie bardzo kolorowa. Jak to możliwe? Nie wiem… Pisze jak bylo. Przymierzylam.
„Pasuje. Pewnie to dla mnie – pomyślałam – ubiore. Umiłowany przyjdzie to się ucieszy.”
Zdjelam swoje ubranie. Nałożyłam suknie. Była dla mnie jak ulał. Siedzialam na kwiatowej kanapie i czekałam na Ukochanego. Nie wiem ile czasu czekalam. Patrzyłam na Krzyż i nie służyło mi się. Nagle firanka się uchylila i wszedł do altanki Umiłowany mój! W rękach trzymał wielki bukiet kwiatów. Włożył go do dzbana. Stał przede mną jaśniejacy, promienny niezwykle.
„Jesteś, Perełko Moja!”
Nie wyglądał jednak na bardzo zdziwionego, że mnie tu widzi, że tu dotarłam. Jakby to dla NIEGO było oczywiste, że tu jestem. Jednocześnie widziałam, że bardzo się cieszy, że mnie tu widzi! Ja rzuciłam Mu się na szyję!!!
„Jestem Najdroższy!”
Zaśmiał się perliscie! Chwycił mnie w objęcia i podrzucil do góry.
„Suknie nałożyłas! Cudnie w niej wyglądasz!!! Cudnie!!!”
Wirowal wokoło, ciesząc się bardzo! I ja się cieszylam!
Ukochany przytulił mnie do SERCA i usiadł na kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i uśmiechał się do mnie promiennie. Patrzyłam w Umiłowanego. I uśmiechalam się do Niego radośnie.
” Dotarłas tu! Wiedziałem że dasz radę. Przecież umiesz już latać!”
„A więc naprawdę leciałam?! Tak mi się wydawało że lecę!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie tajemniczo… Patrzyłam w Niego. Wydawał się Inny. Ten sam, ale inny.
„No i jak Ci się podoba nasza altanka?” – spytal wciąż uśmiechając się tajemniczo.
„Jest inna…” – uśmiecham się do Niego. Brakowało mi słów – dziwna… ”
” Bo Ty jesteś inna, Maleńka!”
Cieszył się widać z tego. A ja czułam się dziwnie. Inaczej. Nie wiem jak to opisać, bo słów mi brakuje. Obco?! Nie!!! Z Najdroższym moim nigdy nie czułam się obco. Czułam się inaczej. Tak. To odpowiednie słowo. Inaczej.
” A Ogrodu już nie ma?”- uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Znów tajemniczo się uśmiechał.
„Jest. Ale inny.”
Inny. Wszystko jest inne.
Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego. A ON szeptal do mojego serca:
„Tak, Perełko Moja. Wszystko jest Inne. A z tamtego Ogrodu zostały te kwiaty – wskazal dłonią na kwiaty w dzbanie – i To!”
Wskazal na…
„Krzyż??!!”
Skinął głową w milczeniu.
„Krzyż…. Z naszego drzewa??!!”
“Tak, z naszego drzewa. Już nie będziemy musieli chodzić pod Krzyż. Zawsze Będzie tu z nami.”
„I bardzo dobrze!”
Najdroższy tulił mnie mocno do SERCA. Wtuliłam się w Nie, cała.
„Zmęczo…” – szepnęłam.
„Wiem – Ukochany pochylał się nade mną z tkliwością – Wiem, Maleńka Moja. Za Tobą długa droga, nie tylko ta dzisiejsza… A przed Tobą niespodzianki i radość wielka!”
Spojrzałam w Najdrozszego pytająco. Uśmiechał się słodko i czule.
„Odpocznij teraz, Maleńka…”- wyszeptał całując mnie w czoło.
Pomyślałam, że choć wszystko jest inne, to ja jestem u siebie. Bo w Nim.
Odpoczywałam szczęśliwa bardzo!

MOJE MYŚLI

Siedzieliśmy na ławeczce pod Krzyżem. Umiłowany siedział na ławeczce, trzymal mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Byłam bardzo obolała i tańcząca bardzo. Ukochany wiedzial o tym i patrzył we mnie z wielkim współczuciem i tkliwoscia… Starałam się
do Niego uśmiechać, ale nie bardzo mi to wychodzilo. Ukochany pochylil się jeszcze bardziej nade mną i szepnął mi do ucha:
„Wystarczy jedno Twoje słowo. Pamiętaj o tym Maleńka.”
Przyłożyłam swój palec do Jego ust.
„Pamiętam, Najdroższy – szepnęłam prawie bezgłosnie – i dziękuję Ci bardzo!”
Umiłowany wziął moją dłoń w Swe dłonie i ucalowal ją. Patrzył mi w oczy głęboko…
Wisiałam na Krzyżu. Najdroższy mój klęczał przede mną ze współczuciem i litościa. Poruszony niezmiennie… Pochylil się zaczął całować miejsca w moim ciele, które bardzo mnie bolaly. Całowal. Pocałunek przy pocałunku. Całowal i całowal. A z pocałunkami przyjmowal mój taniec. Całowal… I budził Pragnienie…
„Najdroższy…” – wyszeptaly moje serce i usta. Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i słuchal.
„Kocham Cię, mój Jezu!” – szepnęłam wpatrzona w Niego. Pochylił się i mnie pocałowal. I ja Jego pocałowałam. Ukochany objął mnie i przytulił do SERCA.
Znów byliśmy w Ogrodzie, pod Krzyżem. Umiłowany siedział na ławeczce i tulil mnie do SERCA. Zapragnęłam… To znaczy, Umiłowany obudził Pragnienie. Najdroższy mój natychmiast wstał i trzymając mnie na rękach, zaczął tańczyć.
„Postaw mnie, Ukochany. Proszę…”
Najdroższy jednak dalej tańczył trzymając mnie na rękach.
‚Proszę Cię, Umiłowany. Postaw mnie.”
Najdroższy mój spojrzał we mnie z wielką Miłością i czułością.
” Wiem jak cierpisz i jak bardzo zmęczona jesteś, Maleńka Moja Umiłowana!”
„Proszę!”
Umiłowany bardzo ostrożnie i delikatnie postawił mnie na trawniku. Od razu rzucilam się do Jego stóp. Objęłam je i całowalam. Całowalam szepczac:
„Kocham Cię… Kocham Cię, mój Maleńki!”
Najdroższy uklęknal przede mną i z niezwykłą czułością objął i przytulił moją głowę. Potem ujął ją w Swe dłonie i patrzył we mnie z zachwytem… A ja szeptałam:
„Najdroższy… czy można być jeszcze bliżej Ciebie? Jeśli tak to ja… Pragnę!”
Najdroższy mój patrzył we mnie promiennie. Oczy Mu błyszczaly…
„Oczywiście, że można, Perełko Moja! Czekałem aż zapragniesz!”
„Pragnę!”
Umiłowany wciąż trzymał moją twarz w Swoich dłoniach i patrzył mi w oczy głęboko, przenikliwie i promiennie bardzo.
„Ale to wszystko – tu wskazał na Ogród – będzie musiało w pewnej chwili zniknąć. Będziemy tylko Ty i JA.”
„A niech zniknie już teraz! Nie pragnę tego wszystkiego. Tylko Ciebie pragnę! Ale kiedy patrzę na moje grzechy…”
„Nie patrz na nie, Perełko! Nie patrz na swoje grzechy. Ale we Mnie patrz, Najmilsza!”
Patrzyłam… Najdroższy mój obejmował mnie. Coraz bardziej i bardziej… Zamykał w Sobie. Rozplywalam się w JEGO Miłości. Cała Jego.

MOJE MYŚLI

Umiłowany mój przybity do Krzyża, lezal przede mną, cierpiący niezmiernie… Klęczałam przed Nim, tańcząca bardzo. Ale w tej chwili nie myślałam o własnym bólu, ale o bólu Najdroższego mojego Poruszona byłam do głębi serca. Bolało mnie serce… Umiłowany cierpiał za mnie i dla mnie… Patrzyłam w Najdroższego mojego, ze wzruszeniem.
„AZ tak mnie kocha…!!!” – pomyślałam. Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam z miłością i czułością. Całowalam z nabożeństwem. Delikatnie całowalam, żeby nie przysporzyć Mu jeszcze więcej cierpienia. Całowalam… Nagle usłyszałam cichy, prawie niedoslyszalny głos:
„Maleńka Moja…”
Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy… Patrzył we mnie z czułością wielką.
„Bardzo Cię boli, Maleńka?” – spytal spojrzeniem z Krzyża.
Zamarlam.
„Jakaz to Miłość!!! Sam cierpi niewymownie… a martwi się o mnie!!! Że mnie boli się martwi!! Jakaz TO Miłość??!!!”
Umiłowany patrzył we mnie i rozpromienial się bardziej i bardziej. Podniósł Swą głowę, zbliżył twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. I ja Go pocałowalam. Potem objęłam Go delikatnie i przytuliłam się do Niego. Do Ukochanego, do Najdroższego mojego. Przylgnelam do Niego całą sobą, sercem i duszą i ciałem. I tak trwałam przytulona do Umiłowanego mojego.
Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca bardzo. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia ogromną. Wstał, wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil mnie do SERCA Swego. Patrzyłam w Niego tańcząca.
„Boli Cię bardzo, Najmilsza… – wyszeptal wpatrzony we mnie z wielką Miłością – Odpocznij, Perełko Moja, Maleńka Moja. Odpocznij…”
Kiwnęłam przecząco głową.
„Nie! Nie zostawię Cię, Najdroższy mój!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie przecudnie.
„Oczywiście, że nie zostawisz Mnie! Będziesz przy SERCU Moim. Blisko!”
„Skoro tak, dobrze, Umiłowany!” – szepnęłam radosna,
Usłyszałam bicie JEGO SERCA. Wciąż JE słyszę. Umiłowany tuli mnie mocno…

MOJE MYŚLI

Staliśmy przy studni. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i obejmował z czułością. Tanczylam bardzo. Patrzył we promienny cały.
„Dziękuję Ci, Perełko Moja!”
„Ty mi dziekujesz?!! – zdumialam się bardzo – A za co?!”
„Cierpisz ze Mną”- szepnal nedoslyszalnym prawie szeptem, patrząc mi prosto w oczy.
„Ja tylko…”
Umiłowany przerwal mi gwałtownie.
„Nie ‚tylko’, Najmilsza! AŻ!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego.
„Cierpię. Ale nie znaczy to, że masz mi za to dziękować! Najdroższy mój…” – patrzyłam w Niego wzruszona. On też wyglądał na poruszonego ogromnie…
„Kochasz Mnie…” – nie było to pytanie. Mówił to z ogniem w oczach. Ukochany ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy. Jego oczy błyszczaly ogniem. Stałam przed Nim, obezwladniona tym ogniem. Ogniem Miłości.
„Ty wiesz, Umiłowany… Nad życie!”
Jak wspomniałam, tańczyłam bardzo intensywnie. I nagle mnie bardzo zabolało. Tak, że oparlam się o Ukochanego. Natychmiast wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Usiadł na trawniku przy studni. Tulił mnie mocno. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca. Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem… Patrzyłam i rozmyślalam…
„Jak bardzo TY mnie kochasz, Umiłowany! Jak bardzo mnie kochasz!!! Cierpisz ze mną, we mnie cierpisz. Jesteś zawsze przy mnie. O wszystko mnie pytasz.. Niesamowite! Szanujesz mnie bardzo! I jeszcze dziękujesz…!!!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem.
„Miła Ma dla Mnie, a Ja dla Mej Miłej!” – uśmiechnął się do mnie Najdroższy…
„Raczej: Miły mój dla mnie, a ja dla NIEGO!”
Pochylił się nade mną i pocałował mnie. I ja Go pocałowałam Go. Potem patrzylismy w siebie nawzajem z miłościa. Długo patrzylismy.
„A Tobie wygodnie jest w tym Ogrodzie, Ukochany?” – spytalam nagle.
„Bardzo wygodnie. A dlaczego pytasz, Maleńka Moja?” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Bo… czytam teraz ” Zamek wewnętrzny” św Teresy. I ona miała w sercu zamek dla Ciebie. A ja tylko O…”
Umiłowany znów przerwał mi gwałtownie.
„Aż, Perełko Moja. AŻ!”
Potem uśmiechnąl się z tkliwością i szepnął:
„Ona była dla Mnie Zamkiem, Ty jesteś Ogrodem. Obie jesteście piękne. I obie Moje.”
„Obie Twoje…” – uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
Najdroższy patrzył we mnie zachwycony.
„Do każdej duszy, Malenka, przychodzę Takim jakim Mnie ona potrzebuje. Teresa potrzebowała Króla. Ty potrzebujesz bliskiego, czułego i cierpiącego z Tobą Oblubieńca. Ogrodnika.”
„Mój Ogrodniku!”- szepnęłam z uwielbieniem, patrząc Mu w oczy.
Umiłowany obsypywał mnie pocałunkami…

MOJE MYŚLI

Wisieliśmy na Krzyżu. Umiłowany mój i ja. Na jednym Krzyżu wisieliśmy. Najdroższy mój cierpiał bardzo… ja też cierpialam. Ale ON… Objęłam Go delikatnie i przytuliłam do siebie. Patrzył we mnie z wielką Miłością i…wdzięcznością.
„Bardzo Cię boli, Najdroższy…” – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego z czułością.
„Bardzo, Perełko Moja” – szepnal Umiłowany mój.
Cierpiał… Nie mogłam Mu ulżyć, choć bardzo chciałam.
„Mój Przecudny… mój Maleńki… mój Najdroższy…” – szepnęłam głaszcząc Jego policzek i włosy. Sama nie mogłam się za bardzo ruszyć z Krzyża…
Lezalam na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca, a raczej balująca bardzo. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i współczuciem. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”- wyszeptal Umiłowany wpatrzony we mnie całym Sobą.
„Bardzo… ”
Umiłowany objął mnie całą. Przytulił mocno do Siebie i wyszeptal z czułością niezwykłą:
„Odpocznij teraz, Najmilsza.”
Spojrzałam Mu w oczy. Cierpiał…
„Nie, dziękuję Umiłowany. Raczej Ty odpocznij. Tak. Odpocznij sobie Najdroższy, a ja będę tańczyć dla Ciebie!”
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko.
„Nie, Perełko. Nie zostawię Cię. Pragnę tańczyć z Tobą, Maleńka Moja.”
„Dzięku…” – nie dokończylam. Umiłowany zamknął mi usta pocałunkiem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej obsypywal pocałunkami…
Wisimy teraz na Krzyżu. Umiłowany mój i ja. Tańczymy bardzo. A Ukochany obsypuje mnie wciąż Swymi pocałunkami… Kocham Cię Jezu!!!!

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie promienny ogromnie.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Perełko!”.
Uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała!
Przypomnialam sobie, że Umiłowany mój mówił że jest to czas JEGO chwały i triumfu. I wczoraj właśnie ta JEGO chwala i triumf we mnie się objawily. JEGO chwała i triumf!!!
” Dziękuję Ukochany!”
Umiłowany ucalowal mnie w czoło i uśmiechając się do mnie cudnie, spytał:
„Zatańczymy?”
Pokiwalam głową z radością. I chwilę później staliśmy w wodospadzie Miłości. Cali zalani wodą, mokrzy cali. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i uśmiechał się do mnie niezwykle.
„To co robimy, Perełko?”
„Jak to co?! – zaśmiałam się głośno – Tańczymy!!!”
Umiłowany zaśmiał się również.
„No to prowadź! Dzisiaj Ty prowadzisz!” – zawołał z entuzjazmem i patrząc mi w oczy głęboko, posunąl mi do serca pewną myśl. Zamurowalo mnie na sekundę…
„Nie!!!?? Mogę???!! Naprawdę??!” – zawołałam zaskoczona i bardzo uratowana jednocześnie. Ukochany stal przede mną, zachwycony bardzo!
„Możesz, Perlo Moja!”
Nie zastanawiając się się długo ujęłam wpół, a naprawdę chwyciłam Umiłowanego mojego i podniosłam do góry! Wysoko, wysoko! I zaczęłam wirowac!!! Ukochany mój cały czas się śmiał! Głośno! Radośnie! Perliscie! Śmiałam się i ja! Promienna cala! I Wirowalam wokolo! Wirowalam…Umiłowanym moim! W kółko, w kółko! Wirowalam! W końcu postawilam delikatnie Umiłowanego w wodospadzie. I zarzuciłam Mu ręce na szyję. Patrzyłam w JEGO oczy.
„Pozwoliles mi, Umiłowany! – szepnęłam uśmiechając się do Niego z zachwytem – Dziękuję!!!”
Spoważniał. Patrzył we mnie jakoś uroczyście.
„Ty Mi nie odmówilas, Perełko Moja. I Ja Tobie nie odmówie. Niczego.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się w Niego z wdzięcznością i uwielbieniem.
„Dziękuję…” – wyszeptalam po prostu.
Ukochany uśmiechnął się znowu.
„I Ja Tobie dziękuję, Maleńka. Bardzo miłe i bardzo przyjemne takie wirowanie!”
Roześmiałam się serdecznie.
„Jeśli zechcesz to ja mogę tak częściej!”
Umiłowany zaśmiał się pogodnie. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Teraz wiesz jak to jest jak Ty mną wirujesz.” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Tak. Teraz wiem.” – szepnął Ukochany. Pochylił się i mnie pocałował. Całował Swoją małą Perełkę. Perełkę, która Nim wirowala.

MOJE MYŚLI

Nigdy nie sądzilam że kiedykolwiek o tym publicznie napiszę… Że się na to zdobędę. Ale:
Lezalam tańcząca na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zaczął z wielką Miłością i czułością wielką całować miejsce w moim ciele, które mnie boli najbardziej. Całował i całowal. Pocałunek przy pocałunku… Całował.
Potem spojrzał mi w oczy głęboko i wyszeptal łagodnym, pełnym miłości głosem:
„Napisz, proszę o tym miejscu, Najmilsza Moja.”
„O tym… miejscu?” – spytalam lekko zdziwiona. Jednocześnie dziwiąc się sama sobie, że jestem tylko lekko zdziwiona. Myślałam że będę zdumiona do głębi. Ale nie. Umiłowany patrzył we mnie ze zrozumieniem.
„Zrob to dla Mnie, proszę, Perełko. I nie wstydź się, nie masz się czego wstydzić. Jesteś i w tym do Mnie podobna. Ja cierpię w Tobie!”
„Dobrze. Napiszę dla Ciebie, Najdroższy!”
„Dziękuję, Perełko Moja!”
Umiłowany dalej całowal to miejsce…

Miejsce, które boli mnie najbardziej to moje jelita. Cierpie na tzw. „zespół jelita drazliwego /wrażliwego” . Oprócz napięcia spastycznego będącego skutkiem mojej głównej choroby MPD, mam jeszcze m.in ten zespół. Jelita są bardzo pokurczone i napięte. Podwójnie. I bardzo mnie bolą. Cale podbrzusze. Bardzo boli. Byłam u kilku lekarzy i za każdym razem rozkladali ręce. Mówili że nie ma na to lekarstwa, że trzeba z tym żyć. Jeden lekarz przepisal lek na rozluźnienie jelit. Po nim było jeszcze gorzej i przestalam go brać. Mówił jeszcze ze może dać mi skierowanie na kolonoskopie, ale niewiele to badanie wykaże. Nie chciałam. Nie chciałam żeby mi zaglądali…
I tak. Szczególnie jest ciężko kiedy jelita mi „szaleją” (albo „stoją” albo „szaleją”), wtedy często nie mogę zdążyć do toalety. Rodzice, teraz tata, muszą mnie wtedy wycierac, myć, przebierać… Upokorzalo mnie to bardzo. Do czasu aż zwierzyłam się z tego mojemu Duchowemu Synowi, księdzu.
„Nie upokarza to Ciebie, ale upodabnia do umęczonego Chrystusa” – napisał. Patrzyłam na te Jego słowa długo. Od tego czasu pomału zaczęłam inaczej niż do tej pory myśleć. A potem Umiłowany mój spytal, poprosił, żebym Mu pokazala gdzie mnie boli. Ze wstydem pokazałam m.in to miejsce. Moje jelita. Pamiętam z jaką czułością je wtedy dotykał… Potem ON zaczął całować „to miejsce gdzie boli mnie najbardziej”. Miejsce ogromnego cierpienia, ale zarazem wielkiego wstydu. Całowal konsekwentnie. Całowal z wielką Miłością i czułością wielką. I zmienial to miejsce w miejsce… miłości. MIŁOŚCI!!! Niesamowite to dla mnie bardzo. Niewyobrażalne!!! A jednak. Z Umiłowanym moim wszystko jest możliwe! I to, że teraz o tym piszę to też ON.
Piszę o tym bez wstydu. Bo niby czego mam się wstydzić? Choroby?! Pragnę być podobną do swego Oblubienca. Także w chorobie i jej skutkach.
A Umiłowany wciąż całuje moje chore jelita. Z czułością wielką. I wciąż mówi że jestem piękna.

Nie sądzilam że kiedykolwiek o tym napiszę. Że się zdobędę. A jednak. Umiłowany sprawił cud!
Teraz miejsce gdzie mnie boli najbardziej to dla mnie miejsce JEGO MIŁOŚCI!

MOJE MYŚLI

„Piękna Moja!”
„Mój Przecudny!”
„Najmilsza Moja!”
„Mój Maleńki! Mój Najdroższy!”
Umiłowany mój siedział na kwiatowej kanapie, trzymal mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Cała byłam przy SERCU Ukochanego.
„Moje SERCE bije dla Ciebie, Najmilsza.” – szepnal Ukochany z czułością bezgraniczna.
„Pragnę słuchać JEGO bicia” – szepnęłam uśmiechając się do Niego.
„Posłuchaj.”
Ucalowalam Jego SERCE i słuchalam. Słuchalam i słuchalam. A ONO biło dla mnie…
Potem Umiłowany położył mnie na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. A ON ucalowal moje serce.
„Ono bije dla Ciebie, Najdroższy mój!” – wyszeptalam tańcząca bardzo.
„Pragnę słuchać jego bicia, Perełko!”
„Słuchaj, mój Maleńki.”
Umiłowany położył głowę na moim sercu i słuchał jak bije. Dla NIEGO bije. A ja cała dzisiaj baluje dla NIEGO! Dla UKOCHANEGO!

JEGO SERCE bije dla mnie, a moje bije dla NIEGO. Wspólne bicie serc…

MOJE MYŚLI

Owoce drzewa Krzyża błyszczaly czerwienią. Łąka bukietowa jasniala w promieniach słońca. A my siedzieliśmy na ławeczce pod Krzyżem. Umiłowany siedział na ławeczce, trzymal mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we bardzo wielką Miłością i współczuciem. Cierpialam. Tańczylam bardzo. Ukochany cierpiał ze mną. Widziałam że bardzo cierpi… Dotknęłam dłonią Jego policzka i pogłaskalam Go.
„Mój Maleńki… mój Maleńki…”- szepnęłam z czułością… uśmiechałam się do Niego z trudem
Patrzył tkliwie we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. I też uśmiechał się do mnie.
„Jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem, Perełko.”
Patrzył mi w oczy głęboko… Wisielismy na jednym Krzyżu. Umiłowany mój i ja. Ukochany cierpiał… Objęłam Go delikatnie i przytuliłam do siebie. Mocno tuliłam.
„Mój Maleńki… mój Maleńki…” – szeptałam z tkliwoscia.
Znowu byłam w Ogrodzie Sercowym w Ramionach Umiłowanego. Tulił mnie mocno do SERCA. W pewnej chwili wstał, trzymając mnie na rękach i bardzo ostrożnie polozyl mnie na trawie, pod drzewem Krzyża. Uklęknal przede mną i zaczął całować miejsce w moim ciele, gdzie boli mnie najbardziej. Całowal… Pocałunek przy pocałunku… Całowal czule, czysto i słodko. Całowal…
„Najdroższy mój…”
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal:
„Maleńka Moja… Umiłowana Moja…”
Uśmiechnęłam się do Niego tańcząca. Ukochany pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Potem objął mnie całą i przytulił do SERCA Swego. Rozplywalam się w JEGO Miłości…

MOJE MYŚLI

Naleze do Umiłowanego mojego. Cała jestem JEGO! Do mojego Skarba, do Najdroższego mojego należę. Nie mam w sobie nic swojego. Każdy zakamarek, każdy kącik do Niego należy. Ja nie mam niczego swojego. Nie mam nic. A jednak mam WSZYSTKO!!!
Umiłowany powiedział że moje wnętrze to Jego Królestwo. I ja czuję się w Nim jak u siebie! Jak u siebie! Uwielbiam tu, na Dno mego serca schodzić! Tu układać bukiety Madonnie. Tu być z Umiłowanym moim. Uwielbiam! Tu jestem u siebie. W Królestwie Umiłowanego. W JEGO Ogrodzie Sercowym. A ON mnie otwiera, coraz bardziej i bardziej. Otwieram się na siebie. Na NIEGO się otwieram. I jestem wolna!!!
Lezalam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna,..
Patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem. Widziałam miłość i oddanie W JEGO oczach.
„Wieczności mi nie starczy, żeby Ci podziękować za Twoją Miłość do mnie, Umiłowany!!!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Za miłość się nie dziękuje, Perełko. Za miłość się odpowiada, miłościa. Ty, Najmilsza Moja odpowiedziałaś!” – uśmiechnął się do mnie cudnie, jasno i promiennie bardzo!
„Odpowiedziałam i dostałam Wszystko!”
„JA też, Perełko. Ja też!”
Patrzył we mnie promienny, świetlisty, pełen niezwyklego blasku. Nikt w Ten sposób nie patrzyl we mnie,..
„Mam WSZYSTKO – mam Ciebie, Ukochany!”
„Mam WSZYSTKO – mam Ciebie, Perełko!”
Promienialam ze szczęścia. A Ukochany obsypywal mnie pocałunkami…

MOJE MYŚLI

Staliśmy przy studni. Umiłowany mój i ja. Obejmował mnie z czułością wielką i patrzył we mnie zachwytem. Tańczylam bardzo. Ukochany wiedzial o tym. Ja również, mimo cierpienia obejmowałam Go i patrzylam Mu w oczy promienna.
‚Tyle mi dajesz, Ukochany! Tak wiele od Ciebie otrzymuje!!! Dziękuję¡!!! Dziękuję, Umiłowany!!! „-szeptałam wpatrzona w Niego.
” Pragniesz Mnie, więc Ci daję, Maleńka Moja!”- uśmiechnął się do mnie cudownie.
” Dziękuję, dziękuję, Umiłowany!!!”
Oparłam się o Ukochanego.
” Taka jestem zmęczona…”- wyszeptalam. Ukochany natychmiast wziął mnie na ręce i usiadł na trawniku. Zrobił z ramion jakby kołyske. Obejmował mnie, otulal w tej kołysce. Tulił do SERCA Swego.
” Taka jestem zmęczona… „- powtórzylam cicho. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia nie do opisania słowami…
„Czy chcesz Mną o coś prosić, Perełko?” – spytal patrząc mi w oczy łagodnie i poważnie bardzo. Od razu wiedziałam co ma na myśli. Spojrzałam Mu w oczy.
„Nie… Jeszcze nie… Poza tym muszę coś skoń…”
Przerwał mi gwałtownie.
„Nic nie musisz! Już nic nie musisz. Pamiętaj o tym Perełko Moja!” – wyszeptal z ogniem w głosie.
Uśmiechnęłam się do Niego z trudem..
„Chcę. Chcę skończyć to, co zaczęłam.”
„Dobrze – uśmiechnął się do mnie Umiłowany – Ale pamiętaj, Najmilsza, że wystarczy tylko jedno Twoje słowo.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego.
„Choć pragnę tego najbardziej na świecie, nie poproszę Cię o to, Ukochany. Wiesz o tym, prawda?”
„Dlaczego??” – Ukochany zdawał się być poruszony do głębi.
„Bo chcę żeby także w tym dziala się Twoja wola, nie moja. Żeby było tak jak Ty chcesz a nie jak ja.”
„Ukochana Moja! – Umiłowany ucalowal mnie – W tej sprawie oddaję Ci Moją wolę!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego ze łzami w oczach. Ze łzami szczęścia.
„Az tak bardzo mnie kochasz?!!”
Patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam… Rozumieliśmy się bez słów.
„Daj mi proszę trochę czasu. Pragnę coś skończyć na Twoją chwałę.”
„Ile tylko zechcesz Perełko! Będzie to czas Mojej chwały i Mego triumfu.”
„Dziękuję Ukochany!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem. A ja zaczęłam rozmyślac… Po chwili spytałam:
„Ale czy ja się Tam nadaję..?”
„Możesz Mi wierzyć, że TAK! Jak najbardziej! Słyszałas Moich Przyjaciół? ‚Vivat Jego Perla!’ Czekają na Ciebie. Całe Niebo na Ciebie czeka!”
Rozpromienilam sie bardzo. Umiłowany zaniosl mnie do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. A ON patrzył we mnie z zachwytem.
” Ale… – chciałam się jeszcze raz upewnić czy się Tam nadaję. Ukochany znów mi gwałtownie przerwał.
” Żadnego „ale”, Perełko! Całe Niebo czeka na Ciebie.. Ja czekam! Jedno Twoje słowo wystarczy!”
W moich oczach znowu pojawiły sie lzy, łzy szczęścia… Ucałowałam Ukochanego. Jaką wolnośc mi daje!!! Wiedziałam, że bardzo mnie pragnie, czeka i jednocześnie liczy się z moim zdaniem, szanuje je.
Na tym polega Miłość…

MOJE MYŚLI

Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Umiłowany mój, Najdroższy, Maleńki mój. Siedział na kwiatowej kanapie w naszej altance i tulil mnie do SERCA Swego. Tańczyłam bardzo, ale uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Ciągle się dziwię…!!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego.
„A Ja uwielbiam patrzeć jak się dziwisz swoimi odkryciami, Perełko Moja!”- uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Odkrywasz mnie przede mną samą.”
„Odkrywajac i poznając siebie, odkrywasz i poznajesz Mnie!” – rozpromienil się Ukochany.
„To prawda. Zadziwia mnie Twoja Miłość do mnie!”
Ukochany patrzył we mnie z wielką czułością.
„Zatańczymy, Perełko?” – spytał z uśmiechem. Pokiwalam głową z radością. Ukochany trzymając mnie w ramionach, wstał z kanapy i zawirowal wokoło, śmiejac się radośnie! Potem delikatnie postawił mnie na kwiatowym dywanie. Objął mnie. Patrzyłam w Niego z zachwytem i uwielbieniem… On patrzył mi w oczy uśmiechnięty cały. Patrzył we mnie… jak w obrazek… Tańczyliśmy. Znaleźliśmy się w wielkiej sali balowej, pełnej luster, pięknych bukietów i zdobnych lamp. Już tu kiedys byłam. Tańczylismy bardzo. Umiłowany w tym rancu prowadzil. Płynął, latał, fruwal po całej sali! Ja pływałam z Nim! Słyszałam głosy niewidzialnych ludzi, którzy tanczyli z nami:
„Nasz Król znów ze Swoją Perla!”
„Tak! Nie odstępuje Jej ani na krok!”
„Zakochany w Niej, widać, na zabój!”
„A Ona jaka w Niego wpatrzona!”
Tak… bylam wpatrzona w Umiłowanego mojego, w mój Skarb jedyny… Tańczylismy i tanczylismy…
Lezalam tańcząca bardzo, na kwiatowej kanapie leżałam. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
Uśmiechałam się do Niego radośnie, promienna i zachwycona.
„Na zabój! – szepnęłam.
” A żebyś wiedziała że tak, Perełko! ”
” Wiem. Widzę… ”
Patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. Z Miłością patrzylismy w siebie nawzajem. Ukochany pocałowal mnie i położył głowę na moim sercu. Tańczymy. Bardzo Tańczymy. Umiłowany patrzy we mnie. Zakochany na zabój!

1500 notka 🙂

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym moim, z Najdroższym moim byłam. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie i tulił mnie do SERCA Swego. Patrzył we mnie promienie bardzo, czule i z wielką Miłością. Ja cała szczęśliwa, uśmiechalam się do Niego radośnie. Patrzyłam z dziękczynieniem…
Rozmyślalam. Po upadku, o którym pisałam przedwczoraj, bardzo bolało mnie serce. Bolało nie tylko dlatego że zranilam Ukochanego, ale też dlatego  że siebie zranilam. I Umiłowany mój wczoraj rano obiecał że mi serce uzdrowi. I spełnil obietnicę. Kiedy? Jak? Nie wiem. Po prostu w pewnym momencie zauważyłam że już mi serce nie boli!! Poza tym doszłam do wniosku że ten upadek był mi potrzebny! Dlaczego? Żeby się po raz kolejny przekonać, że nie jestem idealna, że nie mogę sobie ufać, nie mogę sobie wierzyć. Że mogę ufać tylko Jemu, tylko Jemu, Ukochanemu wierzyć. Tylko w JEGO Miłosierdziu pokładać nadzieję. Tylko w NIM!!!
Umiłowany patrzył mi w oczy jasno i promiennie, świetliscie. Patrzyłam w Umiłowanego mojego najszczęśliwsza w Kosmosie!
Rozejrzałam się po altance.
„Ciągle mnie to dziwilo! Na zewnątrz maleńka, prosta, surowa, można by powiedzieć że brzydka i nie pociągająca. A gdy się do niej wejdzie, wewnątrz, cudo!!! Delikatne, ażurowe ściany z krzaka róży, kwiatowa kanapa, stokrotkowe poduszki i przecudny, barwny dywan z kwiatów… a miejsca tyle że można by w niej swobodnie tańczyc. No… Królewska komnata!!! Cudnie Umiłowany, to wymyśliłes!!!”- szepnęłam wpatrzona w Niego.
Ukochany uśmiechnął się tajemniczo…. Bardzo tajemniczo. Spojrzalam w Niego pytająco, zaintrygowana bardzo…
„Ta altanka… to TY jesteś, Perełko Moja. Na zewnątrz prosta, mała, dla niektórych brzydka i odpychajaca. A wewnątrz…”
„Co wewnętrz?!” – przerwalam Umiłowanemu mojemu, zdziwiona.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie przepięknie.
„A wewnątrz Moje Królestwo!”
Zaniemówiłam w uśmiechu…
„Wystarczy wejść…” – wymamrotalam po chwili.
„Tak. Trzeba wejść do środka, żeby się przekonać!”
Umiłowany pochylal się nade mną z uśmiechem. Cały był uśmiechem. I ja uśmiechałam się do Niego w zachwycie. A moje serce rozplywalo się w JEGO Miłości…

MOJE MYŚLI

Bieglam! Pędzilam alejkami Ogrodu Sercowego! Leciałam jak na skrzydłach!!! Do Umiłowanego mojego pędzilam!!! Do Ukochanego!!! Czekał na mnie przy studni. Gdy tylko mnie zobaczyl, rozpromienil się bardzo! I szeroko rozłożyl ramiona! Wpadlam w nie szczęśliwa! Umiłowany chwycił mnie w objęcia i zawirowal wokoło z radością nie do opisania!! Zakrecil się!
„Perlo Moja!!! – wołal na cały Ogród. Śmiał się przy tym perliscie! Kręcił, wirowal mną!!! Śmiałam się radośnie, szczęśliwa cała!!!
Umiłowany delikatnie postawił mnie na trawie. Patrzył we mnie z wielką Miłością. Ukleklam przed Nim, a On nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam w Niego z zachwytem i uwielbieniem. Zaczęłam całować stopy Umiłowanego mojego. Całowalam ze czcią i namaszczeniem… Z radością całowalam. Ukochany podniósł mnie z wielką tkliwoscia…
Patrzył we mnie promienie bardzo.
„No co? – zaśmiałam się głośno – nie mogę Tobą zawirowac to całuję!!!”
Ukochany śmiał się znowu na cały Ogród!!! Wziął mnie na ręce i zaniósł do wodospadu. Wszedł do niego. Woda spływala na nas z pluskiem. Postawił mnie, pocałowal… Uklęknął przede mną… Podniósł Swą głowę i patrzyl we mnie z… zachwytem. Już pochylal się żeby całować moje stopy.
” Umiłowany mój… proszę… ‚- podniosłam GO delikatnie.
Stal przede mną promienny i świetlisty bardzo.
„Perełko Moja, albo całowanie stóp, albo wirowanie.Wybieraj!”- uśmiechnął się do mnie cudnie. Popatrzyłam Mu w oczy z uśmiechem. I przytuliłam się do Umiłowanego, przylgnelam do Niego całą sobą.
„Przytulenie… wybieram.”
Umiłowany objął mnie rozczulony. I przytulił mnie do Siebie z czułością. Tulił i tulił i tulil… A JEGO SERCE szeptalo:
„Moja Śliczna! Moja Maleńka! Moja Slodka!”
Wtulilam się w Umiłowanego mojego sercem i duszą i ciałem. I tak trwalismy we wzajemnym przytuleniu. Ukleklismy przed sobą nawzajem.
„Ukochany!! Umiłowany mój! Najdroższy! Maleńki mój!!!”- szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Moja Piękna! Słodka Moja! Umiłowana Moja!!!” – szeptal wpatrzony we mnie.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie i szepnęłam:
„Szkoda że nie mogę Tobą zakręcić, zawirowac, jak Ty mną, Umiłowany!!!”
I Ukochany mój zaczął się śmiać! Jasno! Perliscie! Złociscie! Śmiałam się i ja razem z Umiłowanym! Śmiało się moje serce! Cały Ogród Jasnial od naszego śmiechu!

MOJE MYŚLI

Upadłam. Podniósł mnie natychmiast i przytulił do SERCA Swego. Żałowalam, przepraszalam. Wybaczyl od razu.

Lezalam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością… Leżałam smutna, zawiedziona sobą, swoim upadkiem. A przede wszystkim serce mnie bolalo, że mojego Umiłowanego zranilam…
Umiłowany jednak patrzył we mnie… promienny.
„Jestem z Tobą, Najmilsza Moja!”
„Nie jestem Ciebie godna…” – szepnęłam z wyrzutem do siebie. Ukochany uśmiechnął się do mnie pobłażliwie, jak do małego dziecka.
„Sama z siebie nie jestes. Ja Ciebie oczyszczam i czynię godną.”
„I nadal mnie… pragniesz?” – spytalam patrzac w Niego badawczo. Umiłowany roześmiał się serdecznie, perliscie.
„Bardzo, bardzo, bardzo!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z zawstydzeniem…
„Przepra…” – Umiłowany zamknął mi usta pocałunkiem.
„Za co? Już zapomniałem!” Całował jak Oblubieniec całuje oblubienice. A w moje serce wlewal pokój, radość i szczęście!!!
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Umiłowany promienial cały.
„Zawsze jesteś Moją Perłą! Zawsze! Choć się pobrudzisz pozostajesz Perla! Przychodz wtedy do Mnie, Ja Cię oczyszcze​, obmyje…. I znów błyszczysz piękna w Mojej koronie!”
„Dzięku…”
Umiłowany znowu pocałunkiem zamknął mi usta… Nakarmił mnie Swoim Ciałem.
Moje serce klęczy przed Ukochanym w zachwycie.

MOJE MYŚLI

Siedzieliśmy na ławeczce pod drzewem Krzyża. Umiłowany mój i ja. Było pięknie, świecilo jasne słońce, niebo było bezchmurne. Ukochany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca Swojego. Pochylal się nade mną promienny cały. Ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Szczęśliwa bardzo!
„Kocham Cię, mój Królu!” – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego.
„Kocham Cię Moja Księżniczko!” – uśmiechnął się do mnie Ukochany.
Zeskoczylam z Jego kolan. Ukleklam przed Nim i zaczęłam całować JEGO stopy. Całowalam z uwielbieniem i zachwytem. Umiłowany mój po chwili wstał, podniósł mnie i wziął na ręce i przytulił do Siebie. Potem podniósł mnie do góry, wysoko, wysoko! Zawirowal wokoło, radośnie wołając:
„To nie uchodzi, żeby Księżniczka całowala stopy Króla!”
„Jeśli Go kocha, całuje! Uchodzi! Jak najbardziej!!! Uchodzi”- również zawołałam radośnie.
„Nie uchodzi!!” – Umiłowany śmiał się perliscie wciąż wirując.
„Uchodzi, uchodzi!!!” – śmiałam się. I tak droczylismy się ze sobą, śmiejąc się i wirujac radośnie. W końcu Ukochany postawil mnie na trawniku. Staliśmy naprzeciw siebie, szczesliwi ogromnie! Umiłowany mój jasnial niezwykłą światłościa. Patrzył we mnie z wielką Miłością. Ukląkł przede mną i zaczął całować moje stopy… Ukleklam od razu przed Umiłowanym, ujęłam w obie dłonie JEGO twarz i wyszeptalam:
„To nie uchodzi, żeby Król całowal stopy Swojej… księżniczki…”
„Jeśli Ją kocha, całuje! Uchodzi, jak najbardziej, uchodzi!” – szepnal Ukochany uśmiechając się do mnie cudnie. Patrzyłam w Niego uśmiechnięta cała. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko. I nagle znalazłam się w pustym, ciemnym kościele. Na ołtarzu stała piękna złota monstrancja, a w niej jasniala bielutka Hostia. Kleczalam przed Nim z uwielbieniem. Nagle Hostia wyszła z monstrancji, a ja usłyszałam głos:
„Bardziej niż złoto droższe i milsze jest Mi Twe serce, Perełko Moja!”
Umiłowany patrzył mi w oczy z zachwytem. I ja patrzyłam w Niego. Nagle ogarnęło mnie wielkie zmęczenie. Oparłam się o ramię Ukochanego. Od razu wziął mnie na ręce, przytulił do SERCA i zaniósł do altanki. Polożył mnie na kwiatowej kanapie. Był przy mnie… Wziął moją rękę w Swoją dłoń, przytulił do policzka i ucałował. Ja Jego dłoń ucałowałam.
„Mój Królu….” – szepnęłam wpatrując się w Niego.
„Moja Księżniczko” – uśmiechnął sie do mnie z czułością.

MOJE MYŚLI

Wczoraj w życiu moim i mojej rodziny pojawilo się zawirowanie. Ostry życiowy zakręt. I choć później wszystko wrócilo do normy, wyprostowalo się, to jak w każdej trudnej sytuacji, pojawily/ objawily się różne reakcje ludzkie. M. in. pytanie dlaczego nas to spotkało?
Pytanie do mnie:
– Znasz odpowiedź „dlaczego?”?
Ja:
-Nie wiem dlaczego.
-A nie możesz Go spytać?
-Nie będę pytać.
-Dlaczego? Przecież to nic złego. Pytać można o wszystko.
-Oczywiscie. Ale ja pytać nie będę.

Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam. Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca bardzo. Ukochany był ze mną, nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylał się nade mną z czułością i Miłością ogromną. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„Dlaczego nie będziesz Mnie pytać, Najmilsza Moja?” – spytal.
Patrzyłam w Umiłowanego, prosto w oczy głęboko, przenikliwie.
„A Ty pytałeś Swego Ojca dlaczego musisz iść na Krzyż, dlaczego musisz cierpieć i umrzec na nim? Nie. Nie pytałeś. Poszedłes na Krzyż i umarłes za mnie. Nie pytałeś dlaczego. I ja też chcę jak Ty. Nie pytać. Ale przyjmować wszystko to co dla mnie przygotowales. I przechodzic to z Tobą, iść za Tobą Umiłowany.”
Umiłowany patrzył mi w oczy. Jego Spojrzenie było pełne ognia.
” Jakaś Ty podobna do Mnie, Perełko! Jakaś Ty podobna!”
” Pragnę…” – wyszeptalam tańcząca.
” Jesteś!”- powiedział Umiłowany z ogniem w głosie. Pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Położył głowę na moim sercu. Tańczylismy. Wciąż tańczymy,

MOJE MYŚLI

Siedzieliśmy na trawniku przed altanka. To znaczy Umiłowany siedział na trawniku a ja leżałam na trawie a głowę położyłam na Jego kolanach. Pochylal się nade mną z tkliwoscia… Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Życie jest piękne! Dzięki Tobie!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego
Uśmiechal się do mnie cudnie. A ja szeptałam dalej:
„Wiesz… wiele osób mnie podziwia, mówi że pięknie żyję. A to Ciebie trzeba podziwiać, bo to tylko dzięki Tobie! Dzięki Tobie!!”
Patrzył we mnie z zachwytem.
„Jakaś Ty piękna, Perełko Moja!!”
Zaśmiałam się cicho.
„TY też…!”
Usiadłam obok Ukochanego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Objął mnie ramieniem. Patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Po chwili wstał i wyciągnal do mnie rękę. Podałam Mu swoją. Pomógł mi wstać. Stałam naprzeciw Umiłowanego mojego. Zaczęliśmy tańczyć. Ukochany patrzył we mnie przenikliwym spojrzeniem.
„Wiem że Cię bardzo boli, Perełko Moja. Wiem, choć Mi o tym nie mówisz.”
„Boli… bardzo, Umiłowany.”
Umiłowany wciąż patrzył we mnie czule i z wielką Miłością.
„Wiem bo swym tańcem otulasz Mój Tron Miłością swoją otulasz!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z radością…
„Pragnę Cię otulac, Umiłowany…”
„Otulasz Perełko!”
Uklęknal przede mną. I… zaczął całować tam gdzie bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal… Ukleklam przed Nim. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko..
„Pragnę Cię otulac Umiłowany…!” – wyszeptalam.
„Otulasz Perlo Moja Umiłowana. Otulasz!”
Patrzył we mnie, mój Ukochany. Promienial cały uśmiechem. Położył głowę na moim sercu. A ja gładzilam JEGO włosy…

Następną notke napiszę kiedy ON pozwoli.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania słowami… Promienial cały uśmiechem. I ja promienialam. Uśmiechem i radością.
„Ale mi sprawiłes niespodziankę! Dziękuję Ci bardzo Umiłowany! Ogromną niespodzianke!”
„Dla Ciebie wszystko, Perełko Moja!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Właśnie widzę że wszystko… Dziękuję!”
Ukochany pochylil się i mnie pocałowal słodko. Uśmiechałam się do Niego bardzo.
Wczoraj zjedliśmy obiad, z rodzicami. Siedzieliśmy w kuchni i rozmawialismy. Nagle usłyszałam szczekanie Figi. Po chwili do domu weszła drobna kobieta. Kiedy tylko na nią spojrzalam, serce zaczęło mi mocniej bić, od razu wiedzialam że przyszła do mnie i że ja gdzieś kiedyś widziałam. Patrzyłam na nią, a ona na mnie. Widziałam radość w jej oczach. Przedstawiła się. Od razu wszystko stało się jasne. Zalała mnie wielka radość. W sercu zrobiło mi się… miękko. Patrzyłam na nią uśmiechnieta od ucha do ucha. Szczerze mówiąc nie bardzo wiem co mówila. Cieszyłam się bardzo że mnie odwiedzila. Widziałam że ona też się bardzo cieszy że mnie widzi. Spytała czy może przyprowadzic swoje dzieci, żeby zobaczyly moje obrazy. Powiedziałam że oczywiście. Przyprowadzila czwórkę maluchów, przyszedł i mąż. Oglądali moje obrazy. Ja ciągle nie mogłam się nacieszyć, że ja widzę. Wzruszona byłam… Ona też. Spytała czy może mnie przytulić. Chciałam bardzo…. Przytuliłysmy się do siebie wzruszone … Wspominalyśmy…
„Co za spotkanie!!! – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego – lubisz sprawiać niespodzianki, prawda?!”
„Uwielbiam, Perełko Moja! I uwielbiam Twój uśmiech!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Uwielbiam CIEBIE, Sprawiaczu niespodzianek!”
Umiłowany roześmiał się perliscie. Patrzył we mnie promienie bardzo!

MOJE MYŚLI

Leżałam w naszej altance, na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie z zachwytem. Ja rozpromieniona cała, patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem, radością, zachwytem i podziwem.
„To niesamowite jak to się wszystko zgadza! Ze wszystko tak się ułożyło! Ty ulozyles Ty Ukochany mój!!! I to wszystko w Ewangelii jest napisane, że  trzeba prostowac drogi dla Ciebie i wyrównać pagórki i góry! Niesamowity jesteś, Umiłowany mój! Niesamowity jesteś!!!”
Umiłowany pochylal się nade mną z uśmiechem. Rozpromieniony niezwykle. Patrzył mi w oczy ogniem. I zachwycal się… moim zachwytem. Pocałowal mnie jak Oblubieniec oblubienice Swoją. Potem wyszeptal z czułością:
” Odpocznij teraz Perełko Moja Umiłowana. Wiem że tańczysz bardzo. Odpocznij!”
„Dobrze – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – ale przy SERCU Twoim!”
„Kochana Moja…”- Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie. Wstał z kanapy, wziął mnie na ręce i ucalowal mnie. Usiadł na kanapie i tulił mnie do SERCA Swego. Mocno tulil, z Miłością ogromną! Tulil…
„Jak mi dobrze przy Tobie, przy SERCU!”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko i zachwycal się moim zachwytem…. Niesamowity!!!

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie promienie. Ja patrzyłam w Niego z zachwytem.
„Pozwól mi się przekonać, proszę Ukochany!”
„Przekonaj się Perełko Moja. Teraz już możesz.”
Pochylił się nade mną jeszcze bardziej i patrzył mi w oczy głęboko. I ja w Jego oczy patrzyłam. Znalazłam się znów przed ścianą skalna, wielkiej góry,, o której wczoraj pisałam. Baranka nie było, zniknął gdzieś. Ja jednak wiedziałam co mam zrobić. Podeszłam do góry i popukalam w skalę. Usłyszałam dziwny trzask i odbiegłam od góry. Trzask był coraz głośniejszy. Góra zaczęła się obniżać… Obniżala się szybko! Stalam i patrzyłam w osłupieniu… Góra wciąż się obniżala, malala… Wkrótce zamieniła się w równinę, tylko tam gdzie był jej szczyt z wystawalo parę kamieni. Tworzyły one koło. Weszłam w nie. „Jestem na szczycie góry – zaśmiałam się – można powiedzieć że zdobyłam szczyt!” Nagle otoczyly mnie tęcze! Wiele kolorowych tęcz! Większych i mniejszych! Cudnych! Na bezchmurnym pojawila się jedna nieduża chmurka. Zniżyla się do mnie… Na niej stał Baranek! Zeskoczyl wesoło na trawę i podbiegl do mnie. Patrzyłam na To wszystko zachwycona niezmiernie!!! Na mojej twarzy malowal się uśmiech a w sercu szczęście wielkie!!! Wzięłam Baranka na ręce i przytuliłam do serca! On polizal mnie po twarzy!
„Perlo Moja Umiłowana, zdobyłas szczyt!”
Roześmiałam się serdecznie. A ON Zeskoczyl z moich ramion i bawił się skacząc przez tęcze! Skakalam razem z Nim! Radośnie i beztrosko, w śmiechu! Potem lezelismy na trawie. Baranek leżał przy mnie. Głaskałam Go, a On patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
Znów byłam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam, a Umiłowany pochylal się nade mną i patrzył mi w oczy głęboko. Uśmiechał się do mnie cudnie.
„Dobrze… – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – ale co to wszystko znaczy?”
„Byłaś wczoraj u spowiedzi, prawda?” – spytal uśmiechając się promiennie Ukochany.
„Tak!”- patrzyłam w Niego pytająco. Nie bardzo rozumialam.
„A co ksiądz robi po skończeniu spowiedzi, Perełko?”
„No… stuka w…”
Ukochany promienial cały. A ja zaniemowilam. W jednej chwili wszystko stało się jasne. Tylko…
„A dlaczego jak Ty postukales w skałę, ona nie wyrównała się, tylko ja miałam…?”
„Ja Ci pierwszy wybaczylem. Ale, żeby gora mogła się wyrównać, Ty, Perełko musiałas sobie wybaczyć!”
„Wybaczylam wczoraj…”
Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego i On Uśmiechał się do mnie promiennie bardzo. Trwamy w tym uśmiechu. W szczęściu trwamy!!!

MOJE MYŚLI

Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym moim. Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie i tulił mnie do SERCA Swego. Uśmiechał się do mnie cudnie i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Ukochany… Chciałabym. Pragnę!”
„I Ja pragnę, Perełko. Chodzmy!”
„Tak!”
Umiłowany wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. I w jednej chwili już tańczyliśmy w wodospadzie Miłości. Woda spływala na nas z pluskiem. Umiłowany mój objął mnie i przytulił do Siebie. Mocno tulil mnie mocno. Ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Cała swoją istotą. Wtulona w Umiłowanego tańczyłam bardzo. Cała JEGO, a On cały dla mnie… Długo tak tańczyliśmy we wzajemnym oddaniu. W końcu Ukochany mój wziął mnie na ręce, podniósł do góry i zawirowal wokół wesoło! Potem znów postawil w wodospadzie. Patrzył we mnie promienie bardzo. Ukleklam przed Nim, a On uklęknal przede mną. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. Patrzyłam w JEGO oczy patrzyłam i… znow znalazłam się na wielkiej łące. Wielkiej i rozległej. Od horyzontu po horyzont. Łąka była pełna polnych kwiatów, kolorowych, barwnych. Zaczęłam tańczyć. Ukochanego nie było. Nie widzialam Go przynajmniej. Słońce świecilo jasno, wiał delikatny wiaterek. A ja tańczyłam wśród kwiatów. Nagle w kwiatach zobaczyłam leżącego baranka. Malutkiego, bielutkiego. Patrzył na mnie.
Uśmiechnęłam się do niego. Kucnelam i zawołałam go. Przybiegl do mnie od razu. I od razu… polizal mnie po twarzy. Roześmiałam się radośnie. Zaczęłam głaskać. Baranek nie uciekal. Przeciwnie. Zachowywal się tak jakby mnie od dawna znał. Spojrzałam mu w oczy i… znałam te oczy to Spojrzenie. Spojrzałam jeszcze raz i już wiedziałam!
„Ukochany!”
Baranek patrzył we mnie. Nagle zakręcil się w kółko z radością i zaczął biec. Uciekać mi zaczął wśród kwiatów! Pobiegłam za Nim. Baranek biegł i co jakiś czas przystawal, odwracal główkę, patrzył czy biegnę za Nim. I dalej biegł. Coraz szybciej. I ja za Nim bieglam. Byłam pewna że dokądś mnie prowadzi. Biegłam szybko, aż się zdyszalam, zmęczylam. Baranek był daleko ode mnie. Widziałam w oddalił Jego białe futerko. Ale juz nie biegł. Stał i czekał na mnie. Biegłam szybko i po jakimś czasie dobiegłam do Niego. Stanęłam, spojrzałam na Baranka, a potem przed siebie. I to co zobaczyłam zaparlo mi dech w piersiach… Stałam na końcu łąki. Urywala się nagle. Przepaść. Staliśmy nad przepaścią. W dole rozposcierala się równina porośnięta trawą. A w oddalił była wielka, skalista góra. Potężna. Jej szczyt ginal w chmurach. Kiedy tylko zobaczyłam te górę, wiedziałem że muszę ją zdobyć. Góra przyciągala mnie i pociągala. Musiałam. Ale jak sie tam dostać? Popatrzyłam na Baranka. I usłyszałam w sercu:
„Skacz, Perełko! Przecież umiesz latac!”
Niewiele myśląc, skoczyłam w przepaść! Najpierw zaczęłam spadac, ale zaraz chwyciłam „wiatr w zagle” i leciałam. Leciałam i lecialam ponad zieloną równiną… Aż w końcu wylądowałam u podnóża wielkiej góry. Baranek od razu znalazł sie obok mnie. Przede mną była sciana skalna, a jej szczyt niknął w chmurach. Na dole leżało kilka mniejszych skał. Stałam i zastanawiałam się co dalej. Przecież nie wejde na tę górę. Nie ma takiej opcji nawet… Jednak wiedziałam, że muszę ją zdobyć! Ciągnęło mnie… I kiedy tak stałam bezradna, Baranek nagle wskoczył na jedną z mniejszych skał i zastukał w nią kopytkiem. Przykucnęłam, a On przybiegł do mnie. Spojrzałam Mu w oczy i znów byłam w wodospadzie. Klęczałam przed Umiłowanym a On trzymał moją twarz w obu dloniach i usmiechał sie do mnie promiennie.
„Nie zdobędę tej gory… nie wejdę na nią”- szepnełam.
„Zdobędziesz. Kto powiedział, że zeby ją zdobyć, trzeba na nią wejsc?”
„To znaczy…? jak..? – otworzylam szeroko oczy ze zdziwienia.
„Pokazałem Ci, Perło – Ukochany usmiechał sie – Tymczasem Malenka chodz odpocznij, bo zmęczona jesteś!”
„Gonieniem za Tobą!”- roześmialiśmy sie oboje.
Ukochany zaniósł mnie do altanki i polozył na kwiatowej kanapie. Odpoczywałam. On lezał na sercu moim. Uśmiechal się do mnie cudownie.
Rozmyślałam…
„Baranek zastukał kopytkiem w skalę… Co to znaczy….? Zaraz, zaraz… Ukochany jak kiedyś, pierwszy raz zszedł na Dno mego serca to stał przed zamkniętymi drzwiami i… Nie!!! Czyżby…? Czyzby to było az tak proste??! Tak dziecinnie proste?!”
Spojrzałam w Ukochanego pytająco.
„Przekonasz się niedługo, Moja Perło’ – powiedzial z rozbrajającym uśmiechem.
Odpoczywałam…

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie cierpiąca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Tkliwosc i czułość, Miłość i pochylenie…. Umiłowany mój pochylal się nade mną. I cierpiał ze mną. Pochylony, pochylal się bardziej i bardziej… Był taki mi bliski. Uśmiechał się do mnie promiennie, choć widziałam że cierpi. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie, choć widział, że cierpię. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej pochylal się nade mną. Jego twarz była tuż przed moją twarzą… Był bardzo bliski.
„Pozwól Mi, Perełko Moja. Pozwól Mi proszę…”
„Dobrze, Ukochany. Jeśli chcesz!”
„Pragnę!” – wyszeptal z ogniem w głosie i żarem w oczach.
„Jeśli TY pragniesz, ja też!”
Nie wiedziałam o co prosi i czego pragnie. Ale prosil i pragnąl. To mi wystarczylo. Jego pragnienie było moim pragnieniem. Leżałam więc cierpiąca a Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy bardziej i bardziej. I pocałował mnie. Potem spojrzał we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Patrzył mi w oczy głęboko. Zapatrzylam się…
Lezalam, wisząc na Krzyżu. Umiłowany cierpiący cały, w koronie cierniowej na głowie, kleczal przede mną. Mój Najdroższy pochylił się i szepnął mi do ucha:
„Maleńka Moja, pozwól Mi proszę.”
„Pragnę!” – zabiło moje serce. Umiłowany mój zdjął koronę cierniowa z głowy. Pochylil się i zaczął całować… Leżałam, wisząc na Krzyżu. Naga. I nie mam tu na myśli nagości ciała. Leżała przed Umiłowanym naga dusza. Nędzna, grzeszna, słaba i cierpiąca. A ON widzial te całą moją nędzę, biedę i Cierpienie. I całowal. Całowal z czułością wielką… Pocałunek przy pocałunku. Całowal. A wraz z pocałunkami spływal na mnie Zdrój Miłości. Ożywial On moją duszę, nawadnial, użyznial. Oddawalam Umiłowanemu moją nędzę i Cierpienie. A ON to przyjmował i w taniec zamieniał. Całowal i całowal. Cierpiący Oblubieniec całowal Swą cierpiąca oblubienice. Całowal…
W końcu Ukochany objął mnie i przytulił do SERCA Swego. I tak Tańczylismy w Miłości.
Lezalam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Promienial cały.
„Dziękuję, że Mi pozwolilas, Najmilsza Moja.”
„To ja Ci dziękuję, mój Maleńki!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie i On uśmiechał się do mnie cudnie. Przytulił Swoj policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo. W szczęściu niewymownym.

MOJE MYŚLI

Staliśmy przy studni. Umiłowany mój i ja. Ukochany stał naprzeciw mnie i mnie obejmował. Promienny i świetlisty bardzo. Patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem… Jego oczy błyszczaly Miłością. Patrzył we mnie jakbym była dla Niego najpiękniejsza i jedyna na świecie. Jak w obrazek we mnie patrzył. Aż mi głupio było. Chciałam spuścic głowę, ale ujął ją w Swe dłonie. I patrzył.
„Podziwiam Swoje Dzieło, Perełko!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Podziwiaj, Umiłowany. Wszystko, co dobre we mnie jest Twoim Dziełem!”
Ukochany patrzył we mnie i patrzył…
„A gdybym Ci, Perlo powiedział, że to (tu wskazał na Ogród Sercowy), że to wszystko kłamstwo?”
Zaśmiałam się swobodnie. Czułam się bardzo swobodnie przy Ukochanym. Byłam po prostu sobą.
„Nie uwierzyłabym Ci!” – powiedziałam głośno, patrząc Umiłowanemu mojemu prosto w oczy.
„Nie? A dlaczego?” – spytal, ale nie wyglądal na zdziwionego. Na zakochanego i uradowanego raczej.
„Za bardzo mnie zmieniłeś, za wiele uczyniles we mnie dobra, żeby mogło to być kłamstwem. Poza tym jeśli to wszystko jest kłamstwem, to i Ty też jesteś kłamstwem. A to przecież nieprawda.”
„Więc ufasz…” – Umiłowany nie dokończyl. Zamknęłam Mu usta pocałunkiem. Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
„Ufam, że mnie nie oklamiesz. Bo jestes Prawdą, a nie kłamstwem. A jeśli nawet mnie okłamujesz to i tak Cię kocham!”
Ukochany zaśmiał się perliscie.
„Poddaję się Najmilsza Moja!”
„I bardzo dobrze!”
Po chwili dodałam:
„Mam do Ciebie, Umiłowany, prośbę!”
Umiłowany pochylil się w zasluchaniu.
„Jaka, Perełko?”
„Żebyś mnie więcej nie sprawdzał. Bo mam wrażenie że ostatnio jakoś mnie sprawdzasz. Nie sprawdzaj mnie, proszę, bo… bo znów się będziesz musiał poddać!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. On patrzył we mnie słodko…
„Takas pewna siebie?” – spytal przekornie.
„Siebie? Nie. Nie siebie. Ciebie! Ciebie jestem pewna.”
„Poddaję się znowu, Perełko!”
Patrzył we mnie z zachwytem ogromnym. Jasność i piękno niezwykle biły od NIEGO. Cudnosc tak wielka, że słow brakuje… Patrzyłam w zachwyceniu, uniesieniu, uwielbieniu…
„Mój Piękny! Mój Przecudny…. Mogę patrzeć w Ciebie i patrzeć…” – wyszeptalam w głębi serca mojego. Ukleklam przed Nim i ucalowalam SERCE Jego. Umiłowany mój podniósł mnie i przytulił do Siebie mocno… Mocno…
„Znów się poddaje, Perełko Moja!”
„No cóż… skoro lubisz…”
„Poddawać się Tobie Perlo?? Uwielbiam!!!”
Wziął mnie na ręce i zawirowal wokoło z wielką radością. Zaniosl mnie do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Leżałam tańcząca. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną… Cały był dla mnie, a ja cała Jego byłam. Pochylał się bardziej i bardziej… Okrywał mnie Sobą, otulał. Zatapiał, zamykal w Sobie. Przenikał… Jednoczył w Komunii SERCA, duszy i ducha.  W Komunii miłości i cierpienia. W Komunii tańca. Brakuje mi słów… Napiszę więc tylko, że Umiłowany poddał mi się raz jeszcze. Mój Maleńki, Najdroższy…

MOJE MYŚLI

Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie w naszej altance. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i spytał:
„Co dzisiaj robimy, Perełko?”
Uśmiechnęłam się do Niego tańcząca.
„Szczerze? Najlepiej mi jest przy Tobie na Krzyżu. Tam jesteś najbliższy…”
Umiłowany wstal z kanapy i z wielkim namaszczeniem i czułością położył mnie na niej. Na kwiatowej kanapie mnie położył, poprawił mi poduszki pod głową, odgarnął mi włosy z czoła… Pochylal się nade i patrzył mi w oczy głęboko i tkliwie. Miłość sama… Patrzyłam w JEGO oczy. Zapatrzylam się…
Lezal przede mną na Krzyżu. Cierpiący, umeczony… Kleczalam przed Nim. Moje serce przed Umiłowanym moim kleczalo. Patrzyłam w Niego ze wzruszeniem. Cały był Oddaniem. Cały dla mnie. Leżał i patrzył we mnie łagodnie. Pochyliłam się i całowałam JEGO Rany. Całowalam, całowalam… Pocałunek przy pocałunku. Objęłam Jego i wtulona w Umiłowanego trwałam przy Nim. Przy moim Skarbie. Przy Maleńkim moim.
Lezalam tańcząca na kwiatowej kanapie. Umiłowany otulal mnie Sobą.
„A kochasz Ty Mnie, Perełko?””-spytal uśmiechając cudnie.
„Ty wiesz, Ukochany!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Wiem. Widzę jak bardzo.”
Patrzyłam w JEGO oczy, a On patrzył w moje.
„A kochasz Ty mnie?”
„Perlo Moja, Ty wiesz!”
„Wiem. Widziałam jak bardzo!”
Pochylal się nade mną bardziej i bardziej i bardziej.
„Za Twa miłość, Perełko, czeka Cię nagroda!” – Jego twarz była tuż przy mojej twarzy… Już otwieralam usta żeby coś powiedzieć, ale zamknął mi je pocałunkiem. A Jego SERCE szepnęło:
„Wiem, wiem. Ty nie dla nagrody. Ale ona czeka na Ciebie.”
„TY jesteś moją NAGRODĄ!”
Ukochany rozpromienil się bardzo nade mną.
„Tak. I czekam na Ciebie!” – szepnął Umiłowany. I pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Piękne, czysto i słodko. Całowal… A ja znalazłam się na wielkiej łące. Byłam już kiedyś na niej. Łąka była rozległa bardzo. Sięgała po horyzont. Od horyzontu po horyzont. Była pełna pięknych, polnych barwnych kwiatów. Cudnych! Kolorowych kwiatów. Jak kiedyś pisalam, byłam pewna że Łąka ta jest spełnieniem wszystkich moich pragnień. Tak przynajmniej mi się wydawało. Lecz teraz Łąkę zasnuwala mgła. Tajemnicza mgła. Wyłonił się z niej Umiłowany. Piękny, jasny i świetlisty niezwykle… Zbliżył się do mnie, objął mnie i wziął w ramiona. Ucałował mnie w czoło. Tańczylismy. Tańczylismy po wielkiej kolorowej Łące, pływalismy w kwiatach. Brodzilismy… Umiłowany mój uśmiechał się do mnie promiennie, czysto, pięknie, słodko… jak Jego pocałunek..  I tajemniczo…

MOJE MYŚLI

Siedzieliśmy z Umiłowanym na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w Swoich objęciach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z ogromną Miłością
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem i zachwytem.
„Tak mi dobrze przy Tobie, Umiłowany.Tak dobrze!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Dobrze? Cierpisz bardzo, Perełko.”
Uśmiechnęłam się. Pomyślałam, że mnie sprawdza. „A może raczej chce, żebym sama siebie sprawdzila”.
Spojrzałam Ukochanemu w oczy głęboko i szeptałam ni to do siebie ni do Niego:
„Jakże może mi być źle? Jesteś przy mnie, tulisz do SERCA. Patrzysz we mnie tak pięknie, tak cudownie! Nosisz mnie na rękach. Uszczęśliwiasz na każdym kroku! Kochasz mnie! Pragniesz! Jesteś moim Szczęściem, moim Życiem! Jakże może mi być źle?!”- zaśmiałam się wesoło.
Patrzył we mnie z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
” Cierpisz bardzo „-szepnal.
” To prawda, cierpię. Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że jest mi dobrze, albo źle. Ty cierpiałeś za mnie to dlaczego ja nie miałabym nie cierpieć dla Ciebie? Każdy cierpi. Jeden mniej, inny bardziej. Ale każdy. Ty dajesz każdemu krzyż. Każdemu na miarę, dopasowany do każdego. I mi też dałeś. Nie za lekki i nie za ciężki. Na miarę. I staram się go dzwigać i iść za Tobą. A kiedy wydaje mi się za ciężki, Ty pomagasz mi go dzwigać, Umiłowany! ”
Ukochany pochylal się nade mną w milczeniu. Tulił do SERCA. Patrzyłam na drzewo Krzyża… Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
” Zresztą ja nie mam już Krzyża. Wisze na Twoim! ”
Umiłowany rozpromienil się bardzo. Trwalismy w uśmiechu.
Potem Umiłowany zaniósł mnie do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Leżałam tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną. Patrzył Spojrzeniem z Krzyża.
” ‚Szczęście nie zależy od tego co na zewnątrz. Szczęście zależy od tego co wewnątrz’ – to Twoje słowa, Perełko. Spodobały Mi się!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„To TY sprawiłes, że mogłam je wypowiedziec, Umiłowany!”
Po chwili szepnęłam jeszcze:
„Jeśli wewnątrz Miłość, Pokoj i Szczęście królują, nie przeszkodzi im żadna burza na zewnątrz, żaden huragan ani potop!”
Umiłowany pochylal się nade mną bardziej i bardziej i bardziej… Otulal mnie Sobą, zamykal w Sobie. I uszczęśliwial mnie…

MOJE MYŚLI

Nie wiem czy byłam w Ogrodzie mojego serca, czy leżałam w łóżku. Nieważne. Byłam w Ramionach Umiłowanego mojego. Tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z niezwykłą Miłością i czułością. Rozmawialiśmy długo. Na koniec Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie musisz dzisiaj opisywać naszej dzisiejszej rozmowy. Odpocznij, Perełko Moja najdroższa. Przy SERCU odpocznij” – wyszeptal z czułością.
„Dobrze, Ukochany. Dziękuję!”
Przytulił mnie jeszcze bardziej do SERCA. Odpoczywam….
Ostatnio wciąż zmeczona jestem. Bardziej i bardziej. Coraz bardziej cierpię. A jak boli bardzo i zmęczenie to i różne pokusy mnie atakują. Jednak Umiłowany mój bardzo mi pomaga. Jest moją Opoka i Skalą. W NIM zapuściłam
korzenie i nic mnie z Niego nie wyrwie. Umiłowany trzyma mnie w Swoich dłoniach i nie wypuści mnie z nich! Wiem to. Nic mnie nie odłączy od Ukochanego. Podtrzymuje mnie, na rękach mnie nosi… Maleńki mój. Aż Tak bardzo mnie kocha!!! Tak bardzo! Że zechciał użyczyć mi miejsca na Swoim Krzyżu. A wczoraj wsparł mnie bardzo poprzez mego Duchowego Syna, przez Jego słowa.
Kocha mnie!!! A Jemu ufam. Tylko JEMU, UMIŁOWANEMU mojemu. Oddałam Mu swoje serce. Bije dla NIEGO.
Odpoczywam w Umiłowanym.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. W naszej altance. Obolała, słaba i zmęczona leżałam. Najdroższy, Umiłowany mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia, którą trudno opisać. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie…
Patrzyłam w Umiłowanego patrzyłam i rozmyślalam… O czym? O tym co jeszcze muszę jeszcze, ile chciałabym zrobić, a chyba nie dam rady bo brakuje mi sił. On wiedział. Wcześniej Mu się zwierzyłam. A teraz Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko… Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego.
Lezal przede mną Ukrzyżowany. Kleczalam przy Nim pochylona. Wzruszona. Patrzył we mnie bezsilny, obolały i zmęczony… Pochyliłam się jeszcze bardziej i całowalam JEGO Rany. Potem przytuliłam się do Umiłowanego i objęłam Jego Krzyż. Trwałam w przytuleniu. Umiłowany szeptal do mego serca:
„Maleńka… Jesteś obolała, zmęczona i słaba, bo wisisz ze Mną na Krzyżu.”
„Tak, Najdroższy mój.”
Patrzył we mnie z Miłością bez granic.
„Bardzo Cię boli, prawda?” – spytal Umiłowany.
Patrzyłam w Umiłowanego, cierpiącego niezmiernie.
„Bardzo, Umiłowany”- wyszeptalam.
„Prawdę powiedziałaś, Perełko Moja.”
Znów leżałam na kwiatowej kanapie, a Umiłowany mój pochylal się nade mną. Patrzył promienny i jasny.
„Żyj w poczuciu, że już nic nie musisz. Jesteś Moją Miłością i Radością. A Ja jestem Twoją. Ciesz się Miłością i Żyj w Radości. A Ja dam Ci siłę, kiedy będziesz jej potrzebować.”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie.
„Dobrze, Umiłowany! Dziękuję Ci!!!”
Obsypywal mnie pocałunkami…

MOJE MYŚLI

Nakarmil mnie Swoim Ciałem
Moje serce uklęklo przed NIM w uwielbieniu. Podniósł je natychmiast i przytulił do Swego SERCA. Pochylal się nade mną z tkliwoscia niesamowitą. I patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża. Ja uśmiechałam się do Niego tańcząca.
„Idziemy, Perełko?” – spytal uśmiechając się promiennie.
„Tak!!!” – szepnęłam radosna.
Umiłowany trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wniósł mnie do wodospadu Miłości i delikatnie postawił. Woda spływala z góry z pluskiem na nas. Umiłowany objął mnie i mocno przytulił do Siebie. Patrzył we mnie z TAK wielką czułością, że nie potrafię opisać…
„Tak mi dobrze z Tobą, Umiłowany!!! Tak dobrze!!! I wiem że zawsze jesteś ze mną. Z Tobą mogę góry przenosić!” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Ujął w obie dłonie moją twarz. Uśmiechałam się do Niego.
„Piękności Moja Umiłowana! Maleńka Moja! Najmilsza Moja! Moja Piękności… Moja Maleńka!” – gładził moją twarz i patrzył jasny i świetlisty we mnie.
„Nikt tak we mnie nie patrzy jak Ty! Nikt tak do mnie nie mówi jak Ty! Nikt tak mnie nie kocha jak Ty!” – szepneło moje serce. Umiłowany mój wciąż szeptal:
„Maleńka Moja… Piękności Moja!”
Uklęknął przede mną i ja ukleklam przed Nim. Ujęłam twarz Umiłowanego w swoje ręce. Głaskalam…
„Powiedziałeś że się będę Tobą cieszyć. Bardzo się Tobą cieszę!!! Bardzo!!!”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko i promiennie bardzo… I pocałował mnie… Pięknie, czysto i słodko. Trwalismy w tym pocałunku. I tańczyliśmy. Długo.
Potem zaniósł mnie do altanki i położył na kwiatowej kanapie. Nagle zrobilo mi się zimno.
Umiłowany pochylal się nade mną…
„Chodz do Mnie, Maleńka. Ogrzeje Cię!”
Przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Otulal mnie Sobą i zamykał w Sobie…
„Cieszę się Tobą, Perełko Moja! Bardzo się cieszę Tobą!”
Patrzył we mnie promienny. Byłam w JEGO świetle.

MOJE MYŚLI

Pędził, gnal, spieszyl się. Umiłowany mój. Siedział w jakimś zaprzęgu czy rydwanie. Nie wiem dokładnie, nie widziałam. Wtulona w Niego byłam całkowicie! W oczy wiał przeciwny wiatr. Umiłowany otulal mnie Sobą. I gnał prosto przed Siebie! Jednocześnie patrzył we mnie zachwytem i promiennie bardzo. I ja w Niego patrzyłam, promienna i zachwycona! Pędziliśmy, minęliśmy. A ja czułam się jak Oleńka w ramionach Kmicica 🙂 Może to porównanie nieadekwatne do sytuacji, infantylne, ludzkimi słowami napisane. Ale tak się czułam. Ukochana, zakochana, uszczęśliwiona, w ramionach Umiłowanego. A ON gnał, pędził, mknął.
Otworzyłam oczy. Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój był ze mną. Pochylony nade mną z zachwytem.
Uśmiechnęłam się do Niego.
„To był sen?” – spytałam uśmiechając się do Umiłowanego mojego.
„Sen, nie sen, Perełko Moja” – uśmiechnął się tajemniczo.
„A dokąd tak pędziliśmy?” – dopytywalam.
„Tak mogliśmy pędzić tylko w jedno Miejsce. Do Domu!”
„O!!! Wspaniale!!! A długo jeszcze będziemy pędzić?”
Umiłowany nie odpowiedział, tylko uśmiechał się do mnie tajemniczo.
„Ile będzie trzeba!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Tak, Perełko. Ile będzie trzeba” – szepnal Ukochany patrząc mi głęboko w oczy. Nagle nasza altanka zaczęła… zmieniać kształt i formy. I po chwili znalazłam się w złotej, zlocistej komnacie… Wszędzie było złoto! Kapalo zlotem! Świecilo, błyszczało, lsnilo… Wszędzie stały bukiety stokrotek! Cudnie! Ja leżałam… na wielkim łożu z baldachimem… Na barwnych, mięciutkich poduszkach. Umiłowany pochylał się nade mną z zachwytem.
„Tym jest dla Mnie Twe serce, Perełko.”
Byłam zdumiona i zachwycona zarazem!
„To znaczy, że Ci dobrze w moim sercu, Ukochany! Że Ci się w nim podoba!”
„Bardzo, Perełko. Bardzo!”
Patrzyłam Mu w oczy szczęśliwa niezmiernie. A Umiłowany nachylił się i mnie pocałował. Znów byłam w naszej altance.
„Twoje serce, Najmilsza jest dla Mnie królewską komnatą”.
„Cieszę się, mój Umiłowany!!!”
Ukochany przytulił mnie do SERCA i nakarmił Swoim Ciałem. Patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem…
„Pędzimy!”- szepnęłam patrząc MU w oczy.
„Pędzimy, Perełko!”- Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.

MOJE MYŚLI

Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała bardzo i zmęczona. Najdroższy mój, Umiłowany mój, Maleńki mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i Miłością nie do opisania słowami… Patrzyłam w JEGO oczy głęboko.
‚Zmeczona i boli bardzo… ”
Umiłowany ujął moją rękę w Swoje dłonie, przytulił do Swego policzka i ucalowal ją. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„JA JESTEM z Tobą Najmilsza Moja.”
„Taka jestem szczęśliwa! Taka szczęśliwa że ze mną jesteś, Ukochany mój! Bez Ciebie to nie miałoby sensu… Ty jesteś SENSEM.”
Patrzył mi w oczy głęboko. Zobaczylam Ukochanego wiszącego na Krzyżu. Cierpiącego.
„Bez Ciebie, Perełko Moja to nie miałoby sensu.”
„Mój Maleńki…!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy pocałowal mnie. Całowal mnie. Cierpiący Oblubieniec całował Swą cierpiąca oblubienice. Tańczylismy bardzo. Tańczymy.

MOJE MYŚLI

Umiłowany pochylal się nade mną. Leżałam na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca bardzo. Ukochany był przy mnie. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania słowami.
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego, a On się do mnie cudnie uśmiechał.
Dotknęłam swojej szyi. Perła była wisiała na niej. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Sprawdzam, upewniam się, że to wczoraj to nie był sen!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością…
„To nie sen, Perełko Moja.”
„Specjalnie wymyślasz różne preteksty, żeby mnie uszczęśliwiaić!”
„Chciałem pójść z Tobą na ryby” – szepnal Ukochany.
„A według mnie ryby były tylko pretekstem!”
„Skąd wiesz, Perełko?”
„A więc to prawda! – zaśmiałam się radośnie. Ukochany też się śmiał! Trwalismy w uśmiechu, zapatrzeni w siebie nawzajem.
” A skąd wiem? Wydaje mi się, że troszkę, nie dużo. Tak tyciu, tyciu, ale Cię znam.”
„Tyciu, tyciu?” – Umiłowany rozpromienil się bardzo!
„Tak! Tyciu, tyciu.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego, tańcząca. Czułam się jak małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Czuje się jakby poruszalo się we mgle. I nagle odkrywa, że Ta Mgła to jego ukochany Tato. I czuje się szczęśliwe i bardzo bezpieczne, bo wie, że Tato zawsze jest przy nim. Patrzyłam w JEGO oczy. Nagle zabolało mnie bardzo. Tak, że aż się skrzywilam z bólu. Ale zaraz się uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Bardzo Cię boli, Perełko?” – spytal, ale to pytanie było stwierdzeniem faktu.
„Boli… Tańczę dla Ciebie, mój Maleńki! Ale mój taniec to nic wobec Twojego Tańca!”
Patrzył we mnie. Swym cudnym Spojrzeniem patrzył. Spojrzeniem z Krzyża. Obejmował mnie, ogarniał, przytulal… Tańczylismy wisząc na jednym Krzyżu.
„Mam do Ciebie prośbę, Perełko Moja” – odezwał się Ukochany.
„Słucham? Jaką?”
„Nigdy nie umniejszaj swojego cierpienia. Jest ono cenne w Moich oczach. Twój taniec jest cenny i Twoja miłość jest cenna. Nie umniejszaj. Proszę.”
„Dobrze” – wyszeptalam prawie nuedoslyszalnym głosem. Po chwili dodałam:
„Bardzo mnie boli, Ukochany…”
„Wiem, Perełko. Wiem.”
Ucalowal mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.

MOJE MYŚLI

Leżałam w naszej altance, tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego, a On Uśmiechał się do mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko.
„Dziś zabieram Cię, Perełko na ryby, nad jezioro”.
Otworzyłam oczy ze zdumienia. I… po chwili już siedziałam na trawie, a przede mną rozciągalo się jezioro. Duże, po horyzont. Niebo było bezchmurne, słonko świeciło. Wiał lekki wietrzyk, tak że nie było gorąco. Cudnie śpiewaly ptaki. Ukochany nieopodal  przygotowywal wędki.
„Za Moich czasów to się ryby normalnie lowilo, w sieci. A nie na kije!” – zaśmiał się Umiłowany. Roześmiałam się wesolo. Ukochany właśnie trzymał w palcach robaczka, którego zaraz miał nabić na haczyk.
„Ladny nawet” – uśmiechnęłam się.
„Ty kiedyś prosiłaś, żebym Cię nazywal ‚Robaczkiem’ , pamiętasz?” – spytal Umiłowany patrząc na robaka.
„Pamiętam, ‚Mój Robaczku’!” – zaśmiałam się cicho.
Ukochany roześmiał się również.
„Tak! Tak Cię nazywalem, bo Mnie prosiłaś. Ale dla Mnie zawsze byłaś Perełka!”
Spojrzałem Umiłowanemu w oczy, On spojrzał w moje. Uśmiechalismy się do siebie nawzajem. Ukochany położył wędki i usiadł obok mnie na trawie, wciąż trzymając robaczka w palcach.
” Wiesz, Perełko? Jakoś odechciało mi się te ryby łowić.”
„Szczerze mówiąc ja też nie mam na to ochoty. Wypuścić go, proszę” – pokazałam na robaka. Ukochany położył go na trawie i robaczek popelzal zwiedzać świat.
„A na co masz ochotę, Perełko?” – spytal uśmiechając się do mnie.
„Chciałabym pospacerować, może potańczyć i chciałabym zobaczyć zachód słońca… Jeszcze nigdy nie widziałam.”
„Więc zobaczysz dzisiaj!” – Umiłowany spojrzal we mnie z czułością wielką. Za chwilę popatrzył na jezioro.
„Kto pierwszy przy tamtej małej rybce!!” – zaśmiał się perliscie.
„Której? Nie widać stąd!” – podchwycilamm wesoło. Ukochany pochylił się nade mną i pokazal palcem na jezioro. Zaczął się śmiać i biec w kierunku jeziora. Wbiegł na jezioro i dalej biegł po jego powierzchni. Woda rozpryskiwala się pod Jego stopami. A On biegł i wesoło wolal:
” Kto pierwszy, Perełko? Kto pierwszy?!”
„Ach Ty! – krzyknęłam śmiejąc się. Zerwałam się na nogi i zaczęłam biec – Ach Ty!!!”
Bieglam, bieglam, i nie zauważyłam kiedy wbiegłam na jezioro. Biegłam po powierzchni wody, a ona rozpryskiwala się mi pod stopami. Biegłam do Umiłowanego mojego. Stał na wodzie uśmiechniety z rozłożonymi szeroko ramionami. Wpadłam w nie. Ukochany złapal mnie, podrzucil do góry i zawirowal z radością!
„Cudnie, Perełko Moja!!! Cudnie!!!”
Postawii mnie delikatnie na powierzchni wody i pocałował mnie. I ja Go pocałowałam. Potem zaśmiałam się radośnie.
„To pokaż mi te małą rybkę!”
Ukochany przykucnął na wodzie i ja przykucnelam przy Nim.
„A zobacz! Jest tu! Patrz, Perełko! Jest ich więcej!”
Patrzyłam. Rzeczywiście pod powierzchnią wody plywalo dużo małych rybek. Połyskiwaly w promieniach słońca.
„Może cieszą się że ich nie złowilismy!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Byłam bardzo szczęśliwa przy NIM!
Umiłowany patrzył mi w oczy z uśmiechem. Oczy Mu błyszczaly Miłością. Wstaliśmy. Ukochany objął mnie i spacerowalismy po wodzie…. Jak cudownie było!!! Jak cudnie!!! Co i rusz wyskakiwala z wody jakas kolorowa rybka, w oddali pływały łabędzie i dzikie kaczki. A ja z Umiłowanym moim chodzilam po wodzie. Długo spacerowalismy, aż się zmeczylam. Potem siedzieliśmy na trawie, przy jeziorze. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do Serca…
„Już niedługo zachód słońca, Perełko. Idziemy? Zatańczymy?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
Chciałabym bardzo, ale zmeczona jestem. Chyba nie dam rady…”
„Dasz radę, Perełko Moja! – uśmiechnął się Ukochany calujac mnie w czoło – a poza tym od czego masz Mnie?!!”
Zaśmiałam się uszczęśliwiona. Chwilę później byliśmy już na jeziorze. Niebo ciemnialo. Słońce czerwono – złociste dotykało prawie jeziora. Tańczylismy. Ukochany trzymał mnie w Ramionach, obejmował i pływał po wodzie, wirowal, latał, opływal. Kręcił piruety!!! I całowal mnie. Ja wtulilam się w Umiłowanego mojego. Całkowicie, sercem, duszą i ciałem. Ukochany promienial cały uśmiechem.
„Spójrz, Perło!- nagle pokazał na słońce- niebo łączy się z ziemią!”
Spojrzałam… i… zamarłam w zachwycie! Zachód słonca… Ogniste słońce rozpływało się w wodzie… Ogień i woda. Łączyły się ze sobą, rozplywały się w sobie nawzajem.
„Przepiękne…- westchnęłam zachwycona. Spojrzałam w Umiłowanego. Nie patrzył na zachód, ale… we mnie – nie patrzysz?”
Uśmiechnął się cudnie…
„Mam piękniejszy widok niz wszystkie zachody słońca!!!” – patrzył we mnie.
Ucałowałam Go!!! A On… podał mi małą, kolorową zamkniętą muszlę.
„To dla Ciebie, Perełko!”
„Muszelka!!! Cudna!!! Dziękuję!!! Umiłowany, dziękuję!!!”
„Otwórz ją, proszę” – Umiłowany uśmiechał się tajemniczo, rozpromieniony cały.
Otworzyłam. I patrzyłam… patrzyłam w osłupieniu… W muszli była perła zawieszona na srebrnym łańcuszku… Prawdziwa perła!
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu, wzruszona. Oczy Mu błyszczały ogniem, jak to zachodzące słońce.
„Perełka dla Mojej PERŁY!”- szepnął Umiłowany.
„Dziękuję!!!!” – szepnęło moje serce. Mi brakowało słów…
Ukochany wyjął perłę z muszli i zawiesił ją mi na szyi.
„Pasujecie do siebie!”- Ukochany patrzył mi w oczy. Miłość. Tylko Miłość…
„Jak można AŻ tak kochać?!”
„Wzajemnie, Perełko. Jak można?!”
Twarz przy twarzy, SERCE przy sercu, na jednym Krzyżu. Tańczylismy o zachodzie słońca. A niebo łączyło się z ziemią…

MOJE MYŚLI

BAL

Leżałam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania. Promienial cały uśmiechem, radością i szczęściem wielkim. Ja także promienialam. Uśmiechem radością i szczęściem wielkim! Szczęściem Umiłowanego mojego. Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal radosny:
„To już koniec naszej Drogi, Najmilsza Moja!”
„To znaczy że ja…?!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Nie, Perełko. Jeszcze nie. Ale koniec jednej Drogi to początek innej. Zaczynamy nową Drogę! Będzie to Droga Szczęścia i radości! Doznasz wiele radości ode Mnie. Będziesz cieszyć się Mną. A Ja będę cieszyl się Tobą.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zdumiona! Chciałam powiedzieć że już się NIM cieszę. Ale zanim cokolwiek zdołałam wymamrotac, Umiłowany wyszeptal mi do ucha:
„Dziś zabieram Cię na Bal!”
„Mnie?!! Na Bal??!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie. I patrzył mi w oczy głęboko, bardzo głęboko… I ja w Jego oczy patrzyłam. Nagle zapadła ciemność. Zobaczyłam wielkie zamknięte drzwi. Ukochany trzymał mnie za rękę. Usłyszałam dźwięk trąb. I jakiś dziecięce glosiki zawołały:
„Nasz Król i Jego Perla!”
Trąby znów się odezwaly. Wielkie drzwi się otworzyły i zobaczylam…. wielką salę balowa. Ozdobiona była bukietami stokrotek. Na wysokich ścianach wszędzie były lustra, tak że sala wyglądała na jeszcze większą. Wszędzie były piękne, zdobione lampy. Ale moje największe zdziwienie wzbudziło to, że sala wydawala się pustą, a była pełna głosów ludzkich. Bo kiedy głosiki dziecięce nas zapowiedziały, tysiące głosów zakrzyknelo:
„Vivat Król!!! Vivat JEGO Perla!!!”
Ukochany uśmiechnął się i wprowadzil mnie do sali. Teraz zobaczyłam że mam na sobie piękną suknie, perłowa. Ukochany reż ubrany był bardzo strojnie, a na głowie miał złoty diadem, z jedną małą perełka. Ukochany trzymał mnie za rękę i prowadził środkiem sali. A tłumy niewidzialnych szeptaly między sobą:
„Piękna ta JEGO Perełka!”
„Jaka maleńka!”
„Uśmiechnięta jaka!”
„Podobna do nas!” – odezwał się gruby męski głos, a ja staralam się żeby się nie roześmiac.
„A Król jaki jest z Niej dumny!”
„A jaka roztanczona! Widać że tańczyła wiele!”
„I jaka szczęśliwa! Jak my!”
Ukochany rozdawał ukłony i cudownie się uśmiechal do głosów. Wyglądało na to że widzi ich właścicieli. Ja słyszałam tylko głosy. Też uśmiechałam się do nich. Doszliśmy na środek sali. Ukochany szepnal mi do ucha:
„Zatańczymy Perełko Moja?”
Pokiwalam głową z radością.
„Nasz Król będzie tańczyć ze Swoją Perłą! Proszę o zrobienie miejsca!” – brzmiały dziecięce glosiki. Usłyszałam szum rozstępujacych się ludzi. Zaczęliśmy tańczyć! Ukochany obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Wirowalismy po całej sali! Plynelismy w powietrzu! Był to najpiękniejszy taniec jaki do tej pory tańczyłam! Wtulona w Umiłowanego mojego, patrzyłam Mu w oczy z zachwytem i uwielbieniem. On patrzył we mnie rozpromieniony miłością.
„Dziś jesteś perłą w Mojej koronie!” – szepnal mi do ucha.
„Ja?! Taka niegodna i grzeszna?!!!”
Umiłowany uśmiechnął się i zamknąl mi usta pocałunkiem. Tańczylismy. Serce przy SERCU.
„A kim są ci… ludzie?” – spytałam.
„To Moi Przyjaciele. Jak Ty, Perełko.”
Umiłowany wirowal coraz bardziej i bardziej i bardziej. Znalazłam się znów w naszej altance. Leżałam na kwiatowej kanapie, tańcząca. Twarz Umiłowanego była wciąż przy mojej twarzy.
„Dziękuję, Ukochany! Cudnie było!” – ucałowałam Go.
Ukochany położył głowę na moim sercu.
„Było cudnie. Jest cudnie. A będzie jeszcze cudniej! Zobaczysz Perełko!”
Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa.

MOJE MYŚLI