IDZIESZ….

  Idziesz…

 Królu bez korony, berła, bez tronu…

Na głowę wciśnięto Ci koronę z cierni,

i od razu na Twej twarzy  pojawił się grymas cierpienia,

Na ramionach dźwigasz belkę  ogromnego krzyża,

na którym masz zawisnąć…

A wokół Ciebie ludzie, dużo ludzi…

na ich twarzach nie ma współczucia

tylko złość, nienawiść i gniew.


Jedni uważają  Cię  za przestępcę, który chce zawładnąć ich światem

Inni za  niegroźnego wariata, który pragnie być nazwany Mesjaszem……

Jeszcze kilka dni temu sami chcieli obwołać Cię królem

a teraz chcą zabić…

Nie pamiętają  już , albo nie chcą  pamiętać,

jak uzdrawiałeś ich dzieci,matki, mężów i ojców…

jak ich pocieszałeś…wlewałeś w ich serca pokój, radość i nadzieję….

Biją  Cię  i każą  iść szybciej!

Więc idziesz…..


Krzyż ciąży  Ci coraz mocniej

 

Nagle potykasz się i upadasz pod jego ciężarem…

Oprawców to złości jeszcze  bardziej

jeszcze bardziej się pastwią nad Tobą

wszędzie widać ich twarze wykrzywione w nienawiści.

Ty podnosisz się  i idziesz dalej…

Wtem wśród ogólnego harmidru i  krzyków,

Spośród otaczającego Cię złowrogiego tłumu,

wybiega kobieta….

Nie zważa na innych , podbiega do Ciebie

i chustą  wyciera Ci twarz

z potu , kurzu i  krwi…

Dziękujesz jej wymuszonym lekkim uśmiechem.

Oprawcy odpychają od Ciebie kobietę

A Tobie każą iść dalej…

Więc idziesz…….

 

Kobieta została już  w tyle

Na pamiątkę zostawiłeś jej odbite na chuście

Swoje Oblicze.

Nie chciałeś , żeby odeszła bez nagrody….

Nawet w takiej chwili nie  myślisz o sobie……..

Tłum krzyczy i każe Ci iść,

 

Więc  idziesz…..

Idziesz

by u kresu Swej drogi

być wywyższonym

Królować  nad Ziemią,

przybity do Krzyża………

 

Read more