BOKSER – ka ;))

Od   dłuższego   czasu (kilku  lat) kiedy  malowałam zaczynały  boleć  mnie zęby. ( Wiecie,  że  maluję  trzymając  pędzel  w zębach) . Z   początku   jakoś to  wytrzymywałam. Malowałam   mniej,  robiłam   przerwy….

Jednak   ostatnio   ból się  nasilił   do  tego  stopnia,  że nie  byłam   w stanie  wcale ani   pisać  ani  malować.  Kiedy   zaczynałam , zaczynało  bardzo  boleć… Bolała   mnie cała   szczęka… wydawało  mi  się   że  wszystkie  nerwy  wyszły  na  wierzch…

Poszliśmy  do   dentysty – dentystka  powiedziała,  że  mam   bardzo  starte zęby,  rzeczywiście  nerwy były  na   wierzchu… Powiedziała ,  że  ona  nie widzi  innego  wyjścia jak   zęby    polakierować.  Powiedziała też  ,że  nie  wie  czy   to  coś  mi  pomoże bo kiedy  będę  malować  lub  pisać    lakier  szybko  się  zetrze.

Postanowiłam spróbować.  Pani   dentystka  polakierowała  moje  perełki . Zwracała  się  do mnie  „pacjentka’’ .   Niech  pacjentka otworzy   buzię…taaak….  Niech pacjentka  tak   trzyma.. ( Bardziej  mnie to  bawiło  niż denerwowało).  ‘’Niech  się zwraca  do   mnie jak   chce – żeby   tylko  pomogła’’ – pomyślałam.

Kilka  dni   miałam   trochę  spokoju.   Jednak po  kilku  ‘’malowaniach’’  znowu się  zaczęło… Znowu  dentystka, lakierowanie, starcie …….ból…dentystka,  lakierowanie………..i   tak w  kółko.

Za  którymś     razem  zrezygnowałam……

Byłam   bliska  załamania… nigdy  nie myślałam,  że   mogę  przestać   malować… Teraz   wszystko  wskazywało   na  to , że  tak  może  się stać…  Malowanie   sprawiało mi  radość… Dzięki   niemu moje  życie  miało  sens …. Było  moją  pasją ……. I teraz  miałabym  to wszystko  stracić ?!  Jakoś nie   mogłam  sobie tego    wyobrazić….

Napisałam   maila   do  mojej  nauczycielki   z liceum   plastycznego (zaprzyjaźniłyśmy   się  jeszcze w  ‘’ plastyku’’ – jest  nie  tylko wspaniałą  nauczycielką  i artystką,   ale  przede  wszystkim   bardzo   dobrym człowiekiem.  Utrzymujemy  ze  sobą  kontakt mailowy).  Opisałam  jej swój   problem  i  stwierdziłam ,  że   wieszczę  szybki  koniec   mojej  malarskiej  ‘’ kariery’’.

Odpisała  mi,   że ona  sobie  tego   nie  wyobraża . nie  może się  z   tym pogodzić,  żebym   nie mogła  malować.  ‘’  To   niemożliwe  aby  w  XXI wieku  nie    można   było  rozwiązać  twojego  problemu’’ –    pisała.

Podała  mi  adres znajomej  dentystki – ‘’ ona  na pewno  coś  wymyśli.

Pani   dentystka   najpierw  kazała  mi   zrobić panoramę   szczęki  ( zdjęcie  rtg ).  Wykazało   ono bardzo   duże  ubytki  szkliwa.

Potem   zrobiła  odlew szczęki  z   jakiejś szybkoschnącej   masy. Odlew   ten miał   posłużyć  do zrobienia   nakładek   ochronnych na  moje  zęby. Pani  powiedziała,   że spastycy –  tacy  jak ja   powinni   zakładać  je  do   snu  ponieważ  wtedy  bardzo  zgrzytają   zębami.

Za  kilka  dni  nakładki  były  gotowe. Trochę   martwiłam  się,   że będzie   mi  się trudniej   w  nich  malować …

  Niepotrzebnie.

   ŚWIETNE !!!

Odkąd   zaczęłam   je  nakładać   do   malowania   zęby  przestały mnie   boleć.  Muszę   przyznać, że   to  dziwne uczucie    kiedy  nagle    przestaje  boleć     co  do  tej   pory  bardzo  bolało.

Wstąpiła  we  mnie  radość,    że  znowu  mogę  malować !  Z   tymi  nakładkami  wyglądam trochę   jak   bokser ( oni  do  walki nakładają   podobne). Nie  ważne !  Najważniejsze  jest   dla mnie  to,  że  mogę   malować.  Bez  bólu.

Mam   nadzieję ,  że  moja   ‘’kariera’’  malarska jeszcze  trochę   potrwa.

Kilka  dni  temu zaczęlam   rozmalowywać   nowy  obraz  olejny.

Szkic   już    jest.                                  

                                     

 

 

 

 

 

  1. mironq

    Witaj Moniko! Tą „pacjentką” przypomniałaś mi bardzo fajną i poczciwą kobiecinę pracującą onegdaj w firmie mojego dobrego znajomego. Jako, że była ona jego jedynym pracownikiem (tak, tak, jedynym) pełniła zarazem rolę sekretarki, sprzedawcy, magazyniera i fakturzystki. I zwracała się do mnie właśnie w trzeciej osobie tylko bez określenia podmiotu. Brzmiało to mniej więcej tak : ” Był wczoraj w Sopocie? Niech weźmie tę paczkę! A nie zapomni oddać? Niech mu powie…” Brzmiało to zawsze tak śmiesznie.Dzisiaj jest dużo różnych metod dentystycznych pozwalających czy to zmniejszyć ból, czy poprawić funkcjonalność. Swojego czasu złamała mi się była dwójka (mały wypadek) i dziś mam swoje tylko sam dół od niej (niewidoczną część) reszta to jakieś włókno węglowe czy szklane jako rdzeń i kompozyty (chyba już częściowo jestem cyborgiem 😉 ). Są implanty i inne cuda wianki. I wszystko to ma tylko jedną wadę. Jest przeraźliwie drogie.Kiedyś, jak byłem jeszcze młody i piękny (dziś zostało mi z tego „jeszcze”) próbowałem coś namalować. I wyszło mi że mam talent – ale wyłącznie do malowania rzeczy nieżywych (architektury). Reszta – lipa. Ale nie można mieć talentów we wszystkich dziedzinach. Jakoś z tym beztalenciem malarskim sobie radzę.Nie wiem jak to jest, czy najpierw wymyśla się tytuł obrazu a potem co ma na nim być, czy treść a potem tytuł czy też tytuł pracy jest najmniej istotny?Ja swoje notki piszę „od ręki” więc siłą rzeczy najsamprzód wpisuję tytuł.Zdradź chociaż o czym jest ten szkic. Samo wymyślanie obrazów jest fajną rzeczą – to akurat potrafię. Widzę takie coś przed oczami tylko nie potrafię tego przenieść w realny świat.No, rozpisałem się. Pozdrawiam 🙂

    • ~MAK.

      Szkic jest to wstępny projekt obrazu. Czyli rozrysowujesz sobie co gdzie chcesz umieścić.Jeśli chodzi o tytuł 🙂 to ja wymyślam go na końcu. Zarówno obrazów jak i postów ;).Ja też mam pytanko 😉 w jaki sposób straciłeś swoje zęby? Biłeś się z kimś? :))

      • mironq

        Moniko! To była na szczęście tylko jedna „dwójka”. Choć i tak śmiesznie wyglądałem uśmiechając się (bez uśmiechu nie potrafię żyć) i prezentując swoją „przerwę na papierosa”. Złamałem ją sobie o… sanki. Niedaleko mego domu jest górka, na której zimą dzieciaki zjeżdżają na sankach. Tyle tylko, że jest ona w lesie i zjeżdża się wśród drzew. Moja odnoga od piekła mająca wówczas 3,5 roku celowała sankami prosto w drzewo, więc ustawiony w połowie górki musiałem interweniować. Skończyło się maluchem w zaspie śnieżnej i „pocałunkiem” tatusia z sankami. Bywa, mogło być gorzej w momencie bliskiego spotkania malucha z drzewem. 🙂

  2. barbara2212@poczta.onet.pl

    Witaj ! podziwiam i troszkę zazdroszczę tym, którzy mają talent, ale także pałają optymizmem. Brakuje mi jednego i drugiego; wprawdzie jesteś sprawna inaczej, ale to ja przy Tobie jestem niepełnosprawna; zadziwiasz mnie tą determinacją; mam jedno pytanie – malujesz ustami, a czym piszesz na klawiaturze komputera pisząc bloga ? bravo ! tak trzymaj; pozdrawiam Cię serdecznie ; buźka !http://ewa-basia.blog.onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *