CHCĘ

 Na pewno  czytelnicy mojego bloga zauważyli,że posty (notki) pojawiają  rzadziej. Nie odpowiadam też na komentarze kiedy nie muszę. Maluję tez mniej…  Kilka miesięcy temu malowałam po 8 godzin dziennie- teraz pomaluję 1,5- 2 godz. i jestem b. zmęczona. nie daje rady…

Najbardziej mi przeszkadza, żal mi tego, że  nie mogę malować tyle co kiedyś…. To moja pasja. Dawało i nadal daje mi poczucie samodzielności, wolności, radości… Jest dla mnie wszystkim.

Teraz  coraz częściej odczuwam bezradność, niemoc, chorobę.

A raczej jej skutki.

Wiedziałam,że kiedyś przyjdzie czas kiedy nie będę mogła ani pisać ani malować, nie wiedziałam ze to już…

Wyobrażałam sobie jak się  będę wtedy  czuć. Co  będę myśleć …

Chociaż  fizycznie jestem coraz słabsza, psychicznie, duchowo jestem silna. Coraz silniejsza. Paradoksalnie. Rozpiera mnie energia wewnętrzna. Dlatego wcale poddawać się nie zamierzam. Zamierzam walczyć, chcę móc jeszcze pomalować. Popisać.

Teraz trochę się przeciw temu wszystkiemu buntuje.,A to pozytywny bunt, dający siłę  i  energię do walki. Ale nie przeciw Bogu. Bo wiem, że On jest teraz przy mnie. Bliżej niż kiedykolwiek.

Pomaga mi.

Dlatego  będę walczyć z samą sobą, z bezsilnością, niemocą . Ale nie z Nim. A raczej z  Nim jako moim sprzymierzeńcem przeciw chorobie.

W Bogu jest moja siła. Tylko w Nim.

Poddanie się w moim wypadku oznaczało by skazanie na wegetację. Siedziałabym tylko na wózku i patrzyła w sufit bo nie mogłabym nic innego zrobić. A ja nie takiego scenariusza nie przewiduję. Nie przyjmuje do wiadomości. Nie  mogę przyjąć.

Dlatego będę walczyć. Chcę i muszę.

Jestem  w bojowym nastroju .

Trzymajcie za  mnie kciuki.  haha 

  1. ~Karolina

    Mówiłam Ci to już, ale się powtórzę – popieram taką walkę. Pewnie znowu mi powiesz, że nie po to piszesz notki, zeby słyszeć takie rzeczy i że to przecież naturalne, że tak Mu ufasz, ale ja i tak powiem.Ty ufasz tak, że czuję się jak mrówka… Patrzę i nie wierzę… Kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że powinnaś się poddać, Ty piszesz o walce…wczoraj pisałam, że też bym walczyła… Tylko nie jestem pewna czy tak jak Ty, we współpracy z Bogiem przeciw słabości, czy może przeciw Bogu… Jak czytam te słowa, to uświadamiam sobie, jak wiele mi jeszcze brakuje do takiej postawy jak Twoja… Już chyba rozumiesz, dlaczego to wszystko dzieje się po kawałku, nie od razu… Księża na ambonach powtarzają, że tylko cierpienie z Nim ma sens… Co wy możecie wiedzieć – myślałam. A teraz widzę jak te słowa można relizować. I zamienić to, co powinno cie niszczyć, w to co buduje i daje siłę. Dziękuję. I będę dręczyć Szefa o siły. Te potrzebne do skończenia obiecanego obrazu i jeszcze więcej:)

  2. ~darek

    Przykład Twojego zaufania Jezusowi napawa mnie pozytywnymi emocjami. Jesteś wielka, szczęśliwa, pełną wewnętrznej mocy dzięki Temu, który Cię umacnia. Z zapewnieniem o modlitwie, o która również i ja proszę, gorąco pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *