PAPKA

Jak już  kiedyś  wspominałam, im dłużej  żyję tym  częściej dochodzę  do wniosku, że się do niego nie nadaję . Raczej nie do świata ale do żyjących na nim ludzi. Drażnią, zawodzą , denerwują mnie ich postawy, zachowania,reakcje.

Tym razem chodzi o dziennikarzy i przekazywane przez nich fakty.  Sposób  ich przedstawiania. Dobór.  Z reguły telewizji nie oglądam. Jeśli już to rzadko. Staram  się jednak być  na bieżąco z tym co dzieje się w  Polsce i na świecie. Oglądając kilka dni temu wiadomości pomyślałam, że raczej przypominają   one  brukowiec plotkarski  a nie rzetelny serwis informacyjny. No bo jak inaczej  nazwać informację  o aferze bunga- bunga, ślubie księcia  Wiliama  z  Kate Middleton  i rozebraniu się do naga ( na takim  mrozie) kilku dziewczyn ( czytaj:„Morsów”). Czy to są wiadomości, o których potrzeba mówić w dzienniku?? I to w porze największej oglądalności? Kontrowersje też budzą  zapraszani do studia goście. Wypowiadający się jako  autorytety w  sprawach na których całkowicie  się  nie znają. Np. taki  Kazimierz Marcinkiewicz  wypowiadający się w  sprawie katastrofy smoleńskiej. Przepraszam  ale po tym jak otwarcie przedstawił swą postawę moralną ( a raczej jej brak)  K.Marcinkiewicz  nie jest autorytetem w jakiejkolwiek sprawie.

Przytoczone fakty to  tylko  przykłady. Takich  „ważnych ‘’ wiadomości i  „autorytetów’’ jest dużo  więcej.

Ja też  kiedyś  miałam kontakt  z dziennikarzami.                   

Kiedyś dziennikarze byli u mnie bardzo często. Robili o mnie  reportaże, pisali w gazetach. Na początku wydawało się to bardzo miłe,  potem jednak coraz mniej aż zaczęło mi przeszkadzać.  Dziennikarze byli coraz bardziej nachalni,natarczywi.  Stałam się  „lokalną sensacją”. W końcu się zdenerwowałam i powiedziałam  „dosyć!”. Od tego czasu zaczęłam im odmawiać. Nie chciałam być  sensacją  a tak się czułam. Na przykład  co w tym ciekawego, interesującego,  że mama myje  mi zęby? Według  mnie  nic (sama nie mogę to myje mi mama albo tato ). Dla nich było.

Tak samo  było z  malowaniem. Często sobie myślę, że wolałabym,żeby ludzie   nie wiedzieli w jaki sposób maluję. Albo gdybym malowała  normalnie, ręką. Ciekawe czy wtedy ludzie (np. dziennikarze) zainteresowali by się tym co robię? Raczej nie. Teraz takie malowanie  kwiatków czy pejzażyków czy nawet portretów przebija tzw sztuka   nowoczesna,”sztuka” performance.Wszyscy chyba  pamiętają  w „Zachęcie” postać papieża przygniecionego głazem? To jest właśnie sztuka.  Kiedyś u nas w galerii taka jedna”artystka” usiadła na środku  sali i zaczęła obierać ziemniaki.Ludzie którzy to oglądali,  pytali czy jej nie pomóc :).

  Dzisiejsi „artyści’’robią różnego rodzaju  happeningi.  performance, szokują a nie umieją   poprawnie namalować dłoni, twarzy czy oczu. 

A dziennikarze to pokazują . Są  zawsze pierwsi gdzie  dzieję się coś bulwersującego,zaskakującego,  gorszącego.

Dzisiejsi dziennikarze fałszują rzeczywistość,  wypaczają ją. Trzeba jednak pamiętać, że to media mają dziś rolę opiniotwórczą. Popularne stacje radiowe czy telewizyjne zdają się porzucać tematy ambitne i trudne, a nawet jeśli już je podejmują, to sposób w jaki się o nich mówi, czyje analizuje pozostawia wiele do życzenia.

Dzisiaj włączyłam internet i na  Onecie przeczytałam:

# UE podjęła decyzję ws. Libii

# Załoga Jaka-40 popełniła przestępstwo w Smoleńsku?

# Gen. Błasik zrugał pilota Tu-154? Tusk: odmawiam komentarza

# Zmiany w szkolnictwie wyższym. „Unikalny zapis w skali całej Unii Europejskiej”

# Niemcy ostrzegają: „haniebny proceder” w UE

# Syn libijskiego dyktatora zdradza plan A, B i C

# Ważne informacje dla wszystkich rowerzystów

# Odnaleziono szkielet dziecka sprzed 11,5 tys. lat

# Praca za seks w pogotowiu? Reakcja śledczych

# SMS-owa znajomość zakończona zabójstwem

 

    * Doda tylko z jedną nagrodą. Ewa Farna aż z czterema! (zdjęcia)

    * 25. urodziny Kai Paschalskiej: jak z kaczątka wyrósł łabędź

    * Rutowicz z bogiem lansu. Zobacz!

    * Legenda muzyki lat 90. na Open’erze

    * Najczęściej zatrzymywana pikantna scena

    * Polka będzie reprezentować Litwę na Eurowizji

    * Zamiast wyuzdanego symbolu seksu spotyka 50-letnią samotną matkę [zdjęcia]

    * Zawały serca zmorą nominowanych do Oscara

    * Łatwy sposób na erotyczne przygody

 

Zastanawiam się  czy i  kiedy  dziennikarze będą przekazywać informacje zgodnie z zasadami rzetelności i etyki dziennikarskiej ?

Jak długo jeszcze będą nas  karmić  papką medialną….?

Z Jezusem do chorych

Myśl: To nie ja zabieram Jezusa do chorych. To On mnie do nich prowadzi


Na początku lutego, jak co miesiąc, byłem u chorych. Zwyczajna wizyta z Komunią świętą. W dwóch turach – bo w tej mojej niewielkiej parafii (niespełna 1300 dusz) mam chorych bez mała 40. Tak naprawdę to nie mogących przyjść do kościoła jest więcej, ale nie wszyscy o te comiesięczne odwiedziny proszą – tak jest wszędzie i tak było zawsze. Dokładnie tak samo, jak nie wszyscy uczestniczący (czy to dobre słowo?) we Mszy przystępują do Komunii. To jednak zgoła inny temat.


Zaskoczyła mnie szybko rosnąca liczba chorych. Przed laty wzrastała powoli, później była bardzo stabilna, utrzymując się na poziomie do 24 osób. Już wtedy potrzebowałem dwóch dni, by wszystkich odwiedzić – nie znoszę przy tej okazji pośpiechu. Tymczasem choć parafia maleje, liczba unieruchomionych w domu wzrosła skokowo! Trzeba by trzeci dzień dla nich znaleźć. Mimo narzekania na opiekę medyczną żyjemy dłużej. No i dobrze – bo to „dłużej” może być także moim udziałem i nie miałbym nic przeciwko temu.

Jacy są ci moi chorzy? Można by zrobić bardzo ciekawy album – każda twarz, każda postać inna, charakterystyczna. Temperamenty, usposobienia – jakże różne! Nie ma dwóch jednakowych, nie ma nawet dwóch podobnych. A gdyby nakręcić ileś tam filmowych migawek, powstałby zajmujący obraz. I nie byłby ani smutny, ani przygnębiający – raczej pogodny i nawet uśmiechnięty. Tak, tak – nawet uśmiechnięty. Mimo wieku, choroby, cierpienia, osamotnienia. A kontrasty! Na przykład pani Stefania licząca 97 lat i malutka Łucja licząca lat niespełna 6. Jednej i drugiej w życiu nie jest łatwo. Ale obie te panie zawsze są uśmiechnięte, ufne, pogodne. Obie mają podobny skarb – serce i opiekę bliskich.

Odwiedzając chorych, zaprzyjaźniłem się też z niektórymi zwierzakami w ich domach. Lalunia (papuga) wita mnie śpiewem melodyjki, której ją nauczyłem – chyba że jest w złym humorze. Wtedy milczy albo krzyczy. W innym domu Kicia (jasne, kot) miaucząc prowadzi mnie do drzwi i nastawia grzbiet, żeby pogłaskać. Jeszcze gdzie indziej czarny sympatyczny kundelek wiernie pilnuje mojego samochodu. I nie mówcie, że to nie na temat. Te zwierzaki to cząstka domu i świata ludzi chorych, unieruchomionych, samotnych.

Dlatego nie tylko staram się ten świat zauważać, ale bez dwóch zdań go polubiłem. Z pełną wzajemnością.
Przypuszczam, że Pan Jezus, z którym przychodzę, cieszy się i papugą, i kotem, i kundelkiem. Ale wiem, na pewno wiem, że przede wszystkim cieszy się z ludzi. Zwykle pogodnych, choć czasem zgorzkniałych, na ogół uśmiechniętych, bywa jednak, że i gderliwych. I cieszy się z tego, że może mnie do nich zabrać. Bo to nie ja zabieram Jezusa do chorych. To On mnie do nich prowadzi.

          / ks. Tomasz Horak, proboszcz parafii Nowy Świętów/

DO PRACY :)

Mój post dobiegł końca i dziś wzięłam się „ostro ” do pracy. Jak widać zaszalałam sobie  haha  . Zmieniłam całkowicie wystrój, wygląd bloga.
Zlikwidowałam wózek na pierwszym planie.
Zastąpiłam go moim ukochanym słonecznikiem :). Zmieniłam także nick.

Lubię zmiany. Nowości.
Może zmienił mi się gust? Może tęsknię za wiosną, słońcem?
Sama nie wiem  hehe.
Najważniejsze, że mi podoba. Myślę, że Wam także?