MIGAWKI Z PODRÓŻY

10 maja wróciłam z wyprawy.
Wróciłam, trochę odpoczęłam i piszę :). To była długa wyprawa i z przygodami 😉
Ale od początku. 1 maja wyruszyliśmy mama, tato i ja, w znakomitych nastrojach. Cieszyliśmy sie, że odpoczniemy od codzienności, w spokoju, bez nerwów. Mijamy jedną policję, potem drugą. Ujechaliśmy tak ponad 100 kilometrów. Kiedy nagle tato mówi : ” WRACAMY DO DOMU”. Mama i ja zdziwione pytamy, dlaczego. A tato:”zapomniałem dokumentów”. Od razu wszyscy umilkli. Dobry nastrój prysł. Zawróciliśmy.
Zawróciliśmy do domu po dokumenty…Tato wziął je i wyjechaliśmy jeszcze raz. Tym razem bez przygód :).
Do Częstochowy dotarliśmy ok. 17.30. Odpoczęliśmy trochę i poszliśmy na Mszę. To był 1 Maj- dzień beatyfikacji JP II. Pod wałami Jasnej Góry Przeor odprawiał uroczystą Mszę dziękczynną. Pięknie było. Ale barrrdzo zimno. Przenikliwy wiatr.
Potem był Apel. Również bardzo uroczysty. Kiedy weszliśmy do Kaplicy, było już dużo ludzi. Kiedy zobaczyli wózek inwalidzki- a na nim mnie- jeden po drugim zaczęli się przesuwać. Tak, że nie wiem kiedy znalazłam się przed Obrazem Czarnej Madonny.
Oko w oko. Oddałam Jej wszystkie intencje, z którymi przyjechałam. Osobistymi i tymi, które powierzyli mi przyjaciele.
To było bardzo osobiste przeżycie. Trudno je opisać…

Po Apelu jeszcze miał być pokaz sztucznych ogni ale już na niego nie czekaliśmy. Było bardzo zimno a my byliśmy zmęczeni.
Na drugi dzień rano, po Mszy, pojechaliśmy do Krakowa.
W Krakowie było cudnie :). Bardzo lubię Kraków. Byliśmy cztery dni. Zwiedzaliśmy trochę. Mniej niż zwykle. Byliśmy na Wawelu – w Katedrze i w Zamku. Cały dzień. Zwiedziliśmy też Collegium Maius. Aha, i Muzeum Etnograficzne. A tak, to…. 🙂 chodziliśmy po Krakowie. Po Starym Rynku, sukiennicach. Kościołach. Poszliśmy nad Wisłę. 🙂 Po prostu odpoczywaliśmy.
Potem Pojechaliśmy do Krynicy. Jechaliśmy cały dzień. GPS co chwilę się psuł. Musiałam go ustawiać. Na drugi dzień padało. Prawie cały czas.
Pół dnia siedzieliśmy w Domu Zdrojowym a drugie pół chodziliśmy po deszczu. W płaszczach przeciwdeszczowych :)).
Na drugi dzień pojechaliśmy do Wisły. Do Małysza ;). Podobała mi się jazda. Same serpentyny. Super ! 🙂 Mnie się podobało a mama się bała.
W Wiśle noclegi mieliśmy w Ośrodku Sportowym dla niepełnosprawnych. W internecie znalazłam. Była winda a przy pokoju duża łazienka.
Krajobrazy były cudne ale wszędzie daleko. I albo pod górkę, albo z górki. Ciężko pchać wózek.
Widziałam rzekę ( a właściwie strumyczek ) Wisłę. Potoczek wąziutki. Widziałam pstrągi wygrzewające się na kamieniach. 🙂
Byliśmy przy skoczni im. Adama Małysza.
W mieście na rynku stoi duży kościół protestancki, katolickiego nie widziałam. Chyba większość mieszkańców to ewangelicy.
W Wiśle byliśmy dwa dni (mieliśmy być trzy , jednak zdecydowaliśmy się wrócić wcześniej). Nikt w domu nie wiedział, że wracamy. Zrobiliśmy niespodziankę :).
Kiedy wracaliśmy do domu, zadzwoniła moja siostra. Pytała gdzie jesteśmy. Mama oględnie powiedziała, że zwiedzamy i, że zadzwoni później. Ja dodałam „Tak, zadzwonisz. Do drzwi”. :))
Kiedy przyjechaliśmy do domu, dzwoniliśmy do drzwi , siostra przywitała nas słowami : „ Śniło mi się, że byłam w górach i jakoś mi się nie podobało, więc wróciłam dzień wcześniej”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *