ODKRYCIE

Panie,

jest inaczej

niż być miało

 

ani góry,

ani morwy

nie rzucają się w morze na moje słowo

 

nieustannie idzie na burzę,

nieustannie czerwieni się zasępione niebo.

fale zalewają łódź. a wichry i jezioro nigdy nie są mi posłuszne

 

mam kilka ryb,

siedem chlebów

i nieskończoną wielość głodnych do wykarmienia

 

dotykałem tylekroć

Twojego płaszcza,

a nie jestem zdrowy

 

Ojciec Niebieski

ma coraz mniej pracy

z liczeniem moich włosów

 

a jestem w gorszym

położeniu niż Jair,

bo nie mam córki

 

mam oczy, a nie widzę,

mam uszy, a nie słyszę;

często też wpadam w ogień i w wodę

 

moje oczy wilgotnieją nieraz, ale nie od twojej śliny, 

stąd też widzę niewyraźnie

 

ani odcięta prawica,

ani wyłupione oko

nie uczyniły mnie lepszym

 

Tęsknię za Tobą.

Ulituj się nade mną.

Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić

 

Ks. Jerzy Szymik

 

Piękny wiersz… dziękuję Karolino.

Ja już o nic Boga dla siebie nie proszę. Bo wszystko co mi potrzeba , mam. Od Niego. Proszę tylko o to, żeby był przy mnie. We mnie. O Jego Obecność. Jeśli będzie przy mnie będę miała Wszystko. I Jest przy mnie.
Rozważając dzisiejszą  Ewangelię…….:

 Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”. Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili miedzy sobą: „Co to znaczy, co nam mówi: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»; oraz: «Idę do Ojca»?” Powiedzieli więc:”Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi”.

Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich:”Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»? Zaprawdę, zaprawdę,powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wybędziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość”.(J 16, 16-20)

Dokonałam pewnego odkrycia, które zmieniło moje podejście do choroby, cierpienia, bólu.

Spytałam siebie co mnie w życiu cieszy. Pośród wymienianych Radości, znalazło się dzieciątko, które duchowo adoptowałam.

Zatrzymałam się nad nim dłużej.

„Dzięki twojej chorobie, cierpieniu, dzięki temu, że ofiarowałaś je Bogu, Żyje Człowiek” – usłyszałam w swoim wnętrzu.

Uderzyło mnie to.

Niby o tym wiedziałam ale teraz jakby odkryłam to na nowo.

Dzięki mnie żyje człowiek.

Czy to nie powód do radości??

Do WIELKIEJ  RADOŚCI!!!

Pomyślałam, że Jezus ofiarował Swoje Życie za mnie, nie myślał, czy Go  boli, czy nie. Ofiarował z Miłości. Skoro pragnę Go naśladować ( a pragnę), powinnam spróbować być jak On. Ofiarować swoje życie ( i wszystko co się z nim wiąże)  Bogu w intencji życia tego dziecka.

Przecież zrobiłam to z miłości  do Niego. I do dziecka.

Przecież kocham je.

Te przemyślenia sprawiły, że byłam ( i jestem ) gotowa dziękować Bogu za moją chorobę.

Jednak nie jestem do niczego.

Jestem Jemu do CZEGOŚ potrzebna.

Dzisiaj to odkryłam. Na nowo.     

 

 

 

 

 

 

 

  1. ~Apo-Napro

    A skąd wiesz, że tak jest? Znasz rodziców, którzy chcieli je zabić i nie zrobili tego? jeśli nie, to guzik wiesz.

      • ~Apo-Napro

        Ja rozumiem, tylko pytam o konkret: czy „adoptowałaś duchowo” konkretne dziecko konkretnej matki i wiesz o tym, że się urodziło? Czy też żyjesz swoimi wyobrażeniami bez pokrycia?

          • ~Apo-Napro

            Dlaczego stosujesz spychologię, zamiast dać mi konkretną odpowiedź? Przecież, jak piszesz, nie boisz się prawdy.

          • ~monika

            Można podjąc duchowa adopcję za konkretne dziecko, jeśli się zna taką sytuację. I wtedy masz wymierny efekt modlitwy. Ale nie zawsze tak jest. Bywa że nie znamy takich rodzin, co przeciez nie znaczy że ich nie ma. Ja nie znam takiej rodziny, ale i tak się modlę. Nie wiem i nie moge wiedzieć czy dziecko zostanie ocalone, ale w to wierzę. Masz rację, bez wiary to wszystko są wyobrażenia bez pokrycia. Ale jeśli ja wierzę w Boga i Jego wszechmoc (czyli w to, że On może uratować to dziecko za które się modlę) to dla mnie właśnie Bóg jest tym pokryciem.On zna to dziecko a ono żyje dzięki Jego miłosierdziu.To mi wystarczy.

  2. ~Rut

    Ksiadz Jerzy Szymik był moim bliskim znajomym Moniko. wiele mu zawdzieczam, ale kontakt nam się urwał. Kiedy przeczytałam ten jego wiersz u Ciebie, chyba nowy, bo go nie znam, od razu zaczęłam sie zastanawiać co z nim, bo przecież ten wiersz to zwierzenie człowieka bardzo chorego.

  3. ~Karolina

    Chyba najpiękniejsze jest odkrywanie rzeczy oczywistych. Pozwolić sobie na słabość to jedno, a nie dać się jej duchowo zmiażdżyć to drugie. Jeśli ktoś potrafi te dwie rzeczy w życiu zbalansować – wygrał. Tego Ci życzę. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *