SPOWIEDŹ

Dziś byłam u spowiedzi, u nowego ks  proboszcza. Jest w naszej parafii od niedawna. Od 1-go sierpnia. Poprzedni proboszcz został przeniesiony do innej parafii.
Często idąc do spowiedzi do nieznajomego księdza mam obawy jak zostanę potraktowana. Czy ksiądz będzie rozumiał co mówię, czy potraktuje mnie normalnie, poważnie itd. Mam powody mieć takie obawy bo nieraz księża traktowali mnie, że  tak powiem dziwnie. Szczególnie kiedy widzieli i słyszeli mnie pierwszy raz.
Może przytoczę jeden przykład. Kiedyś mama zawiozła mnie do zakrystii (tam się spowiadam, bo mogę tam głośno mówić) i kiedy tylko  zamknęła drzwi, ksiądz zaczął mnie rozgrzeszać, zaczął wypowiadać formułę rozgrzeszenia. Przerwałam mu mówiąc, że jeszcze nie powiedziałam swoich grzechów.
– Grzechy? A jakie ty możesz mieć grzechy? – powiedział lekceważąco ksiądz.
Chciałam mu powiedzieć spytać, że skoro uważa,  że nie mam grzechów to z czego mnie rozgrzesza. Nie powiedziałam, ugryzłam się w język…
Także idąc dziś do spowiedzi miałam pewne obawy. Okazały się one zupełnie nie potrzebne.
Ksiądz bardzo spokojnie i uważnie wysłuchał tego co mówilam. Kiedy skończyłam, pomilczał chwilę i powiedział:
– Bóg cię kocha. Bardzo kocha…
Jak ja bardzo pragnęłam usłyszeć te słowa! Tak oczywiste i proste… jak bardzo chciałam je usłyszeć… Poczułam, że wilgotnieją mi oczy.
A ksiądz kontynuował… Nie będę tu przytaczać tego co mówił. Napiszę tylko, że mówił wprost do mojego serca. Prosto i delikatnie. Byłam pewna, że mówił przez niego Jezus…
Po skończonej spowiedzi spytał ile mam lat i od kiedy choruję, od kiedy jestem na wózku. Odpowiedziałam. Uśmiechnął się, położył rękę na moim ramieniu.
– Możesz przychodzić tu kiedy tylko zechcesz, kiedy tylko będziesz potrzebować.
– Dobrze – odwzajemniłam uśmiech.
Kiedy wyjeżdżałam z zakrystii było mi lekko na sercu. I byłam pewna, że  w końcu znalazłam swojego spowiednika…
spowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *