W CZYJE IMIĘ?

Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i nam wszystkiego nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej, zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i wstawia się za nami?
Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: „Z powodu ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź”. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował.
I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
( Rz 8,31b-39 )

W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli do Jezusa : „Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić”.
Lecz On im odpowiedział: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi : «Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu». Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą.
Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście.
Oto dom wasz tylko dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: «Błogosławiony ten, który przychodzi w imię Pańskie»”.

„Halloween, Hallowe’en – zwyczaj związany z maskaradą i odnoszący się do święta zmarłych, obchodzony w wielu krajach nocą 31 października, czyli przed dniem Wszystkich Świętych. Odniesienia do Halloween są często widoczne w kulturze popularnej, głównie amerykańskiej. Halloween najhuczniej jest obchodzony w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Irlandii i Wielkiej Brytanii. Mimo że dzień nie jest świętem urzędowym, cieszy się po święcie Bożego Narodzenia największą popularnością. Święto Halloween w Polsce pojawiło się w latach 90. Głównym symbolem święta jest święcąca w środku dynia z wyszczerbionymi zębami. Inne popularne symbole to duchy, wampiry, czarownice, trupie czaszki itp.„- dowiaduję się z Wikipedii. Dalej czytam, że „zwyczaj” ten, noc z 31 października na 1 listopada jest także ważnym świętem w Kościele Szatana.
Tak… Halloween stało się też  „tradycją” w Polsce. Ponoć w ok. 90% katolickiej. Jest ono narzucane przez media i ”nowoczesne” szkoły. W tzw. „dobrym” stylu jest kupowanie przez rodziców halloweenowych strojów, gadżetów przebieranie ich za potwory, wampiry, kościotrupy, diabły i demony i pozwalanie im na paradowanie do późna w nocy po ulicach.
A nazajutrz… ci sami rodzice i ich pociechy odwiedzają nabożnie  cmentarze, uczestniczą często w odprawianych na nich Mszach Św., zapalają znicze na grobach bliskich zmarłych. Nie zdając sobie sobie sprawy, że dzień wcześniej oddali cześć diabłu, szatanowi.
Dlaczego o tym piszę w kontekście dzisiejszych Czytań?
isze św. Paweł. Dalej pisze o wybrańcach Bożych, o usprawiedliwieniu. O tym, że nic nas nie może oddzielić od miłości Chrystusowej… ” ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga….”
Nikt i nic. Oprócz nas samych… Sami siebie odłączamy służąc pogańskiej nowomodzie. Zabijamy przepiękne święto Wszystkich Świętych, profanujemy pamięć naszych zmarłych, rozwrzeszczanym Halloweenem i wątpliwą ”ozdobą” z dyni.
„Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek”…
” Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście.
Oto dom wasz tylko dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: «Błogosławiony ten, który przychodzi w imię Pańskie»”.
Ocal nas, Panie, w swojej łaskawości…!

W SERCU

Jezu Ukochany… trudno mi dziś pisać. Boli. Ty wiesz, Umiłowany mój… W takich dniach, momentach chronię się w Twym Sercu. W gorejącym Ognisku Miłości. Uciekam się do Niego. Twoje Serce wie co to ból, cierpienie. Wie najlepiej… Krwawi wciąż. Przebite za moje grzechy. Przeorane jeszcze po Twojej śmierci. Jakby jeszcze było mało cierpienia… mało Miłości… Więc kryję się w Nim. To Twój czuły punkt, czułe miejsce. Tu mi nie odmówisz niczego. Przychodzę tu, do Twego Serca i ofiaruję Ci moje cierpienie, słabości, całą moją nędzę i niemoc. Wiem, że moje cierpienie, choć dla mnie duże, przy Twoim jest niczym. Nie jest nawet cieniem Twojego. Mimo to ofiaruję je Tobie, mój Jezu ufając, że nawet coś maleńkiego, ofiarowanego z miłości ma wielką moc. Możesz przemienić w coś dobrego i pięknego. Przyjmij je, Panie…

OKNO

Maluję. Aktualnie okno. Zauważyłam, że w moich obrazach często przewija się motyw okna. Może dlatego, że siedzę przy nim i w przerwach malowania lubię obserwować co się za nim dzieje. Zauważyłam też, że okna, które maluje są zawsze pełne światła, blasku. Są świetliste, jasne. Kiedyś, w „plastyku” pani od malarstwa próbowała wydobyć ze mnie tzw. „mroczne klimaty”. Nie udało się jej. „Widocznie ty taka jesteś. Jasna”- mówiła ze śmiechem. Powiedziała też, że moje obrazy są dziecięce i bardzo prawdziwe. Tak… serce, okno mojego życia jest pełne światła i radości i nie widzę powodu, żeby je ukrywać. Przeciwnie! To wielki Dar od Pana Boga. Będę o nim mówić, pisać. I je malować. Światło w sercu. Oknie mojego życia! Ukochany, On jest Światłem mojego serca! On wciąż otwiera okno mojego życia. Na całą szerokość!

okno

OSIOŁ

Jestem Twoim osiołkiem. Często upartym i krnąbrnym, zbaczającym z Twojej drogi. Czasem kuszą go inne pastwiska…
A Ty stanowczo, ale z wielką miłością i łagodnością układasz go, sprowadzasz na właściwą Drogę…
Ucz mnie posłuszeństwa i pokory.
Pragnę być Twoim osłem, który niesie Cię Panie innym ludziom. Do bliźnich. Ucz nie zatrzymywać się na sobie, ale zawsze wskazywać na Ciebie.
Pragnę zabiegać o Twoją chwałę i cześć. Nie o swoją. O TWOJĄ! Pragnę, żeby przez wszystko, co robię było widać Ciebie.
A ja będę szczęśliwa, móc dalej nieść Cię, mojego Pana i Ukochanego.
Pragnę być Twoim osłem…
Jestem nim.

SYN W NIEBIE

Ukochany… wczoraj rano odszedł do Ciebie ksiądz. Marek. Nie znałam go, nie widziałam, nie rozmawiałam. Opowiadał mi o nim mój duchowy Syn, a jego zakonny brat, ks Radek.
Opowiadał kiedy ks Marek był zdrowy i kiedy bardzo ciężko zachorował. Informował o jego stanie, prosił mnie o modlitwę. Tak, że ks Marek stał mi się bliski…
W środową noc, kiedy było z nim już bardzo źle, postanowiłam go duchowo adoptować. Odtąd ks Marek był moim duchowym Synem. I nadal nim jest…
Prosiliśmy Cię o cud uzdrowienia dla niego, wierzyliśmy do końca, że  możesz ten cud uczynić.
Ty jednak zdecydowałeś inaczej… Wziąłeś księdza Marka do siebie, gdzie już nie cierpi, gdzie już nic go nie boli. Gdzie, jak ufamy jest z Tobą.
I choć tu jego rodzina zakonna pogrążona jest w smutku i żałobie, to jednak ufam, że pocieszysz jego braci. Proszę Cię o to, Ukochany….

POWRÓT CUDA

Ukochany Jezu, miałam dziś już nie pisać. Zmęczona jestem bardzo, ale i uparta. Wiesz o tym 🙂 Chcę, pragnę Ci podziękować za drugie Twoje Cudo. Wróciło dziś do domu. Po raz pierwszy je dziś zobaczyłam, do tej pory widziałam tylko na zdjęciu. Maleńkie jest bardzo. Mniejsze niż jego mała siostrzyczka. Ale charakterek już widać 🙂 U obojga. Dziękuję Ci za nie mój Umiłowany! Dzięki Tobie one żyją! Maleństwa kochane. Dzięki TOBIE! Bądź pochwalony. Uwielbiony! Niech żyją na Twoją chwałę!!!

OJA

Oja… moja mała siostrzenica i chrześniaczka. Zadziwia mnie, zachwyca i wzrusza sposób w jaki mnie traktuje. A jednocześnie to u niej takie naturalne…
Przytoczę kilka sytuacji.
Któregoś dnia malowałam i za bardzo się przechyliłam sięgając po farbę. Tak niefortunnie, że nie mogłam się wyprostować. Zastygłam w bezruchu. Potem siłując się sama ze sobą próbowałam usiąść prosto. Naraz usłyszałam zza pleców cieniutki głosik.
– Cekaj ciociu! Oja ci pomozie!
Podbiegła do wózka, chwyciła mnie za rękę i mocno pchnęła całym swoim wątłym ciałkiem, tak, że od razu usiadłam prosto.
– O, już dobzie! – zawołała.
– Już dobrze – uśmiechnęłam się do niej – dziękuję bardzo.
Pochwaliłam ją bardzo. Oja rozpromieniła się i pobiegła do kuchni.
– Babcia, Oja ciocię… Oja ciocię… – słyszałam jej głosik, nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa, więc zawołałam:
– Oja pomogła cioci!
– Tak! – słyszę znów – Oja pomogła cioci!
Naprawdę mi pomogła…
Innym razem rodzice gdzieś jechali a ja sobie czytałam. I słyszę, że mama mówi do taty, żeby mnie spytał czy nie chcę iść do toalety.
– Oja pita! – słyszę cieniutki głosik.
Przybiega do mnie i „pita” bez ogródek:
– Ciesz siusiu ciociu?
Powiedziałam, że nie.
– Ciocia nie cie!- woła.
Dziewczynka jest niejadkiem. Ale bardzo lubi słodycze, szczególnie „tetolatkę”. Kiedy dostanie, zawsze domaga się jeszcze dla mnie: „A dla cioci?!”
Potem przynosi i wkłada mi do ust. A jak zjem, pyta:
– Ciesz jesce , ciociu?
Jedno jest pewne 😉 przy Oi nie zginę! 🙂

SIŁA

Ukochany mój JEZU… słaba jestem fizycznie. Sił brakuje. Ale dla mnie ważniejsza jest inna siła. Siła ducha. Tej mam w nadmiarze, po brzegi wypełnia mi duszę. Pan Bóg jakoś mi daje. Obdarza. Chyba lubi kiedy się uśmiecham A dzięki NIEMU, dzięki TOBIE uśmiecham się często. Do Ciebie i do ludzi. Ale nie tylko się uśmiecham. Dzięki niej żyję, kocham życie.
Ty, Jezu, jesteś moją siłą. Moim życiem.
Nagrałam to dla Ciebie… 🙂

ODDANIE

Maryjo Jasnogórska, Matko moja Ukochana! Mateńko najmilsza… Oto dzisiaj oddaję się Ci pod opiekę. Strzeż mojej duszy i ciała. Oddaję Ci moje małe, biedne serce… grzeszne i słabe. Chroń je od złego. Proszę… Matko mojego Ukochanego, przyjmij mnie, córkę. Otocz troskliwą opieką. Madonno… medalik z Twoim wizerunkiem noszę na piersiach jak tarczę obronną prowadź mnie do Jezusa! Oddaję Ci też moich bliskich, moje duchowe Dzieci i wszystkich, których znam. Błogosław nam, Maryjo!

WYSŁUCHUJESZ!

Ukochany… pomagasz mi nieustannie. Widzę to. Namacalnie. Wysłuchujesz. Ty i Twoja Matka. Kilka dni temu prosiłam Cię o coś naprawdę ważnego. O cud właściwie. Chodziło o czyjeś zdrowie i życie. Wszystko wydawało się już przesądzone… Pamiętam jak o tym z Tobą rozmawiałam… prosiłam, żebyś zrobił to dla mnie. Żebyś nie patrzył na moje grzechy i słabości, ale na moją miłość do Ciebie. Może to zuchwałe, że byłam tak pewna swojej miłości, ale tak prosiłam… Prosiłam i prosiłam. Potem umilkłam i trwałam w milczeniu.
Wydawało mi się, że w pewnej chwili usłyszałam: „Dobrze, poznaj i ty moją miłość”. Sądząc, że właśnie mi się to wydaje, prosiłam Cię dalej. Prosiłam o coś konkretnego. Dobrze, powiem. Prosiłam, żeby guz nie okazał się złośliwy. Nazajutrz miały być wyniki, czekałam na wiadomość od mojego Syna duchowego, który mnie prosił o modlitwę w tej intencji, i który miał mi dać znać o wyniku. Około południa napisał, że już zna wyniki badań, że guz nie jest złośliwy i, że szansa na przeżycie dla tego człowieka jest!
Byłam szczęśliwa! Teraz byłam pewna, że to Twoje słowa słyszałam (właściwie „słyszałam” to zle słowo, bo ich nie usłyszałam uszami, tylko gdzieś w głębi duszy…).
Trwałam w dziękczynieniu i w zdumieniu, że mnie wysłuchujesz. Dlaczego… wysłuchujesz? Nie pierwszy raz zresztą… Karolina napisała, że to pewnie dlatego, że w moim życiu jest dla Ciebie dużo miejsca. To prawda, staram się, żeby było. Coraz więcej i więcej.
I pragnę Ci się podobać, wcale nie dlatego, że wysłuchujesz moich próśb.
Pragnę Ci się podobać, bo Cię kocham, po prostu.

WIĘZIEŃ TABERNAKULUM

Jezu Ukochany… nie bardzo mam siłę pisać. Wiesz jak jest…
Postanowiłam jednak choć trochę.
Wczoraj byłam w naszej kaplicy filialnej na Mszy św., na nabożeństwie Różańcowym. Byłeś na ołtarzu, ukryty w białym Chlebie. Adorowałam Cię… Na zakończenie  ksiądz udzielił nam Twojego błogosławieństwa, wziął monstrancję, schował do tabernakulum, zamykając je na kluczyk. Gest niby zwyczajny, wiele razy go widziałam. Jednak wczoraj zrobił na mnie ogromne wrażenie…
Kapłan chowa Boga, zamyka Go na klucz! To niesamowite! Co więcej, Ten Bóg sam na t0 pozwala.
Ukryty pod Postacią kruchego Opłatka, zamknięty w złotej skrzynce… klatce, można powiedzieć… Dobrowolnie. Jakby Cię nie było, jakbyś się nie chciał narzucać. I tylko nikły płomień palącej się wiecznej lampki wskazuje na TWĄ cichą Obecność.
Takiego Boga nie można sobie wymyślić. Jesteś ponad wszystkie nasze ludzkie wyobrażenia. Pokorny i cichy… Ktoś wchodząc do kościoła czy kaplicy może Cię w ogóle nie zauważyć, nie dostrzec  Twojej Obecności.
Jesteś podobny do więźnia. Jesteś Więźniem tabernakulum.
I żebrzesz o miłość. O okruch miłości… Nieśmiało pytasz czy chcę Ci poświęcić chwilę modlitwy…
Chcę.

„Zabierz mnie, Mistrzu, do Efrem, i pozwól tam z sobą pozostać
Gdzie ciszy dalekie wybrzeża opadają na skrzydłach ptaków
Jak zieleń, jak fala bujna, nie zmącona dotknięciem wiosła,
Jak koło szerokie na wodzie, nie spłoszone cieniem przestrachu

Dzięki, żeś miejsce duszy tak daleko odsunął od zgiełku
I w nim przebywasz przyjaźnie otoczony dziwnym ubóstwem
Niezmierny, ledwo celkę zajmujesz maleńką
Kochasz miejsca bezludne i puste

Bo jesteś samą Ciszą, wielkim Milczeniem
Uwolnij mnie już od głosu
A przejmij tylko dreszczem Twojego Istnienia
Dreszczem wiatru w dojrzałych kłosach.”
/ Jan Paweł II /
tabernakulum

ZAKOCHANA W BOGU

Jestem zakochana w Bogu. W Ojcu, Synu i Duchu. Zakochana… Co to znaczy kochać  Boga? Wierzyć Mu, ufać…? To jeszcze nic… Kiedy się kogoś kocha, pragnie się jego dobra. Staje się on najważniejszy w życiu. Najważniejszy.
Tak samo jest z Bogiem, tyle, że więcej, bardziej, głębiej… Brakuje mi słów, żeby to określić, wypowiedzieć. Chcieć, pragnąć Jego chwały, uwielbienia, nie swojej… To pragnąć się MU podobać, chcieć, żeby mną się cieszył. To słuchać Jego Głosu, Słów. Nie tylko tych wypowiadanych na kartach Pisma św,. ale i tego, gdy przemawia w ciszy serca, w sumieniu. Być bardzo  wyczulonym na Jego Głos. Słuchać Go i wcielać Jego Słowa w życie. Jego Wolę traktować jako dar. Jak największe szczęście! Dziękować Mu za wszystko. Trwać w dziękczynieniu!
Kochać Boga to wziąć swój krzyż i iść za Nim. W cichości i pokorze. To pragnąć cierpieć z miłości do Niego, w Nim szukać odpoczynku, ukojenia. Z Niego czerpać siłę, pokój, radość. Nim żyć, Nim oddychać!
To opowiadać się za Nim i w razie potrzeby umrzeć dla Niego. Spłonąć dla Niego.
Czy tak kocham…?Pragnę…

MAM ZA CO DZIĘKOWAĆ!

Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”. Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.”
(Łk 17,11-19)
Jezu Ukochany… ile bym Ci nie dziękowała zawsze będzie za mało! Tak, za mało!
Kiedyś, w dzieciństwie, niektórzy też traktowali jakbym była nieczysta (co więcej, sama siebie czasem tak traktowałam). Trędowata. Kto choć trochę czytał mój stary blog na Onecie, ten wie o czym mówię. Nie będę przytaczać tych przykładów, bo nie o to tu  chodzi. A poza tym tamto jest już za mną. Zostawiłam to w tyle. Wybaczyłam, dobrzy i mądrzy ludzie bardzo mi w tym pomogli. Ty przez nich mi pomogłeś! Uzdrowiłeś moje wnętrze.
Sprawiłeś, że uwierzyłam w Twoją Miłość do mnie. Nauczyłeś Ją odkrywać! Sprawiłeś po prostu, że jestem szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa! 🙂
A Ty kochasz mnie do szaleństwa!
Dziękuję Ci za to codziennie. I będę dziękować całe życie! I całą wieczność będę Cię wychwalać! Mój Ty kochany Wariacie! 🙂 🙂

W TWOIM ŚWIETLE

Ukochany… znów nie śpię. Nie mogę. Ale to dla mnie wielka łaska. Dar od Ciebie. Mogę znów być przy Tobie. W Tobie. Mogę znów się ofiarować za moje duchowe dzieciątko. Wciąż staram się ofiarowywać… I mogę znów rozmyślać o Twojej wielkiej Miłości do mnie. Dlaczego mnie aż tak kochasz? Za co? Ty kochasz za nic i to jest najpiękniejsze. Rozświetlasz całe moje wnętrze. Mimo, że jest noc i ciemno wokół. We mnie jest Twoje Światło. Dziękuję za nie, Umiłowany mój Jezu! Z Niego czerpię siłę. Ono daje mi moc! Uwielbiam odpoczywać w tym Świetle. W Świetle Twojej Miłości! Za kilka godzin przyjmę Cię do serca. Przyjdziesz… nakarmisz mnie Sobą. Już się doczekać nie mogę…

USŁYSZEĆ SŁOWO

„Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”.
Lecz On rzekł: „Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. „
(Łk 11,27-28)
Słuchać… To coś innego niż tylko słyszeć. Można słyszeć a nie słuchać… Często skarżymy się, że Bóg nie wysłuchuje naszych modlitw, że nas nie słucha. A czy my słuchamy Boga? Czy chcemy usłyszeć, co ma nam do powiedzenia?
Czy naprawdę chcemy…? Może to, co usłyszymy będzie dla nas niewygodne. Może nie spełniać naszych oczekiwań. Bo a nuż usłyszymy prawdę o sobie…
Słyszeć Słowo Boże to wyjść z własnego ego, wejść w kontakt z Bogiem… w kontakt z Miłością. To żyć z Nim na co dzień. Jak Maryja. To rozważać Je w sercu, jak Ona. To zachowywać Je w swoim życiu. W praktyce.
Jeżeli tak będziemy starać się żyć Słowem Bożym, będziemy błogosławieni. Szczęśliwi. Jak Maryja.

ŚWIĘTY KOŚCIÓŁ GRZESZNIKÓW

Ktoś z czytelników mojego bloga może się zdziwić, że ja także poruszam ten temat. Że to właściwie nie moja sprawa, że ona mnie nie dotyczy więc po co się wypowiadać. Chodzi o pedofilię w polskim Kościele.
Otóż jestem członkiem tegoż Kościoła, katoliczką, więc wszystko co jego dotyczy, dotyczy także i mnie. Cieszy, smuci, rani, boli i oburza.
Molestowanie seksualne dzieci, nie ulega żadnej wątpliwości jest ogromnym, okrutnym złem, grzechem, okropieństwem, przestępstwem. Należy karać surowo każdego, kto taki czyn popełnia. To oczywistość, z którą nie można dyskutować.
Oglądając TV, czytając gazety, przeglądając Internet, widząc kolejnego pedofila w koloratce z podpisem  „ksiądz pedofil”, można odnieść wrażenie, że Kościół katolicki pedofilią stoi. Że jest siedliskiem zła, przechowalnią dla zboczeńców, że księża nie robią nic innego tylko molestują dzieci. Takie można odnieść wrażenie. Media w sposób nachalny i natarczywy próbują nam to wmówić, przekonać nas o tym. Robią to po to, żeby skompromitować, zdyskredytować Kościół katolicki i jego przedstawicieli, duchownych. Żeby wierni stracili do swoich duszpasterzy zaufanie a kościołów unikali jak ognia. Żeby uwierzyli, że księża są fałszywi i dwulicowi.
Dziennikarze zapomnieli chyba (albo nie chcą pamiętać), że Kościół jest wspólnotą grzesznych, słabych ludzi, którzy wierzą w Trójjedynego Boga. I to On jest Opoką i Skałą Kościoła. To On powołuje młodych ludzi, ułomnych i grzesznych na swoje sługi. To wielka tajemnica Boga… A skąd ich powołuje? Skąd wywodzą się księża? Z ludu. Przychodzą na świat w rodzinach (często bynajmniej nie świętych), tam się wychowują. To oczywiste, ale piszę o tym, bo media usiłują mam wmówić, że księża ulepieni są jakoby z innej gliny niż zwykli ludzie. I to nie jest tak, że duchowny nagle staje się pedofilem. To na ogół człowiek ze skłonnościami pedofilskimi idzie do seminarium. Akt pedofilii nie od razu zaczyna się od molestowania. Jest często konsekwencją trwania w grzechu przez wiele lat.Karmienia się pornografia. Potem szuka się czegoś mocniejszego. I dochodzi do najgorszego…Stąd potrzeba tam (w seminariach duchownych) wielu dobrych psychologów i psychiatrów, którzy dewiantów szybko wykryją i wyeliminują. Potrzeba mądrych ojców duchowych, którzy dobrze pokierują kandydatem na księdza, pomogą mu nie tylko odkrywać piękno powołania, ale i prawdę o sobie, I, żeby było jasne. Dla mnie każdy kto molestuje seksualnie dzieci jest zwyrodnialcem i powinien, musi (o ile mu się winę udowodni) być karany z całą surowością. Czy to kapłan, nauczyciel, czy zwykły robotnik. Zło należy tępić w zarodku, nie zależnie od statusu, pozycji społecznej czy godności tego, który to zło czyni. A dlaczego liberalne media zrobiły tak wielka nagonkę na Kościół katolicki i ich przedstawicieli?A to dlatego, żeby wmówić zwykłym. prostym wiernym, że skoro ludzie Kościoła mają na sumieniu tak wielki grzech to nie mają prawa mówić o grzechach innych ludzi. Nie mogą mówić o aborcji, eutanazji, cudzołóstwie, homoseksualizmie itd… Nie mają prawa mówić o moralności skoro sami postępują niemoralnie. Tak rozumują liberalne media i niektórzy lewicowi politycy i narzucają swoje myślenie innym. „Skoro księża tak postępują to i ty możesz!”  Tymczasem to wielkie przekłamanie! Bo kapłani piętnując grzechy innych nie robią tego we własnym imieniu. Czynią to w Imieniu Boga. Tego który ich powołał i którego są pośrednikami. Głoszą Jego przykazania, Jego Prawo, któremu sami podlegają. I z przestrzegania Jego/ lub nie przestrzegania będą sądzeni.. Może surowiej niż my. „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie”. To Bóg przykazuje:” nie zabijaj , nie cudzołóż , nie kradnij”. A obowiązkiem kapłanów jest o tym przypominać. Media zrobiły sensację, nagonkę na cały Kościół. Przekonują że jest on na wskroś przesiąknięty złem i deprawacja. Takie uogólnienie, „wrzucanie wszystkich do jednego worka to przekłamanie! Wypaczanie, wykrzywianie obrazu Kościoła! To służy tylko kłamstwu. To obraza i rani i krzywdzi znakomitą większość kapłanów. Wspaniałych i świętych sług Boga. Ci księża pracują na Jego chwałę i dla zbawienia ludzi. W ciszy i bez rozgłosu I o takich świętych kapłanach media milczą. Natomiast to że wśród nich zdarzają się wyjątki nie powinno dziwić. Wszak już sam Chrystus przestrzegał przed „wilkami w owczej skórze”, którzy wtargną do struktur Kościoła i będą starali się go od wewnątrz zniszczyć. I takimi „wilkami” niewątpliwie są pedofile. Nie usprawiedliwiam ich, bo ich czynów usprawiedliwić nie można. Stwierdzam tylko że nie można uogólniać. Takie uogólnienia szkodzą Kościołowi , wypaczają jego obraz i krzywdzą go.
Dziwi mnie natomiast i niekiedy oburza zachowanie niektórych hierarchów kościelnych. Ich zachowanie przypomina zachowanie ucznia, który nie odrobił zadania domowego i nagle został wezwany do odpowiedzi. Zaskoczony w pierwszej chwili, nie wie co robić i zaczyna się gubić, kluczyć. Tak, wg mnie wyglądała pierwsza konferencja biskupów i innych hierarchów kościelnych. „Że to sprawa dawna a więc nieistotna”… A potem jeszcze ta niefortunna wypowiedź arcybiskupa. To nie powinno się zdarzyć. Biskupi powinni być przygotowani na działanie złego w Kościele. I dlatego powinni wypracować już dawno środki zaradcze a nie być zaskakiwani przez bądź co bądź nieprzychylne im media. Nie wiem, może się mylę. może już wypracowali już środki prewencyjne. W każdym razie ich zachowanie przypominało zachowanie dziecka we mgle… Powinni podjąć konkretne działania a nie tylko przepraszać ofiary.
Piszę o tym w poczuciu odpowiedzialności za Kościół i w poczuciu własnej grzeszności i słabości. Dla mnie kapłan to ktoś, kto jest, a przynajmniej być powinien, blisko Boga, karmi siebie i innych Chlebem z Nieba, głosi Ewangelię – Dobrą Nowinę o zbawieniu, stara się dążyć do Nieba sam i prowadzi tam powierzony mu lud, który własnym przykładem życia pokazuje jak być doskonałym w oczach Bożych. Który troszczy się o najmniejszych słabych o dzieci. W Kościele jest niezliczona ilość takich księży duszpasterzy. Dlatego oburzają i bolą mnie zmasowany atak, nagonka, ostrzał na cały Kościół. Chrystus, który wiele razy wskazywał dziecko i mówił że kto je gorszy, gorszy samego Boga. Z drugiej strony nigdy nie można człowieka przekreślić, każdy może się nawrócić. Przemienić serce. Bóg nikogo nie przekreśla, przeciwnie. Ma dla każdego grzesznika. Dla największego. A pod krzyżem Chrystusa nie ma większych i mniejszych grzeszników. Pod krzyżem Chrystusa wszyscy są równi.
Zdaję sobie sprawę, że powołanie kapłańskie to nie tylko wielki zaszczyt i godność, to także wielka odpowiedzialność i często krzyż. To walka z własnymi słabościami, grzechami. Samotnością… I dążenie do Nieba mimo wszystko.
Wszyscy do niego dążymy i dla nas wszystkich jest miejsce w Kościele. Bo nasz Kościół to Kościół grzeszników. Dążących do świętości.

DZIĘKUJĘ!

Ukochany… widziałam Twoje Cudo! Już nie tylko na zdjęciu. Na własne oczy widziałam! Wzruszenie i radość wielka! I dziękczynienie, Tobie Ukochany Jezu! Cała rodzina czekała na to dzieciątko! Maleństwo takie…! Ja czekałam. I dziś już jest w domu. I ufam, że drugie niedługo też będzie. I też je zobaczę. Dziękuję Ci Jezu! Dziękuję!

RÓŻAŃCOWA MATKA

Zwyczaj odmawiania różańca sięga XII wieku. Rozpowszechnili go dominikanie. Modlitwą różańcową wzywano pomocy Bożej, gdy Europa była zagrożona inwazją islamu. Gdy 7 października 1571 roku odniesiono zwycięstwo pod Lepanto, papież Pius V ustanowił na ten dzień święto NMP Różańcowej, aby wyrazić wdzięczność za ocalenie chrześcijaństwa i zachęcić wiernych do gorliwości w tej modlitwie.”
/katolik.pl/
Zdrowaś Maryjo! Dziś Twoje święto, Matko Różańcowa. Mateńko kochana, łaski pełna. Pełna Boga! Pan z Tobą, teraz i na wieki. Błogosławiona, najszczęśliwsza spomiędzy niewiast. I błogosławiony Owoc Twojego życia! JEZUS!
Święta Maryjo, Matko Boża, Matko mojego Ukochanego, módl się za nami! Za Twymi dziećmi, grzesznymi i słabymi… Teraz i w godzinę śmierci naszej,
amen.
Różańcowa

KILKA PODSTAWOWYCH PRAWD

Dziś kilka haseł i ich definicji. Pozostawiam je bez komentarza.
Prawda – cecha wypowiadanych zdań określająca ich zgodność z rzeczywistością. W mowie potocznej oraz w logice tradycyjnej prawda to stwierdzenie czegoś, co miało faktycznie miejsce lub stwierdzenie niewystępowania czegoś, co faktycznie nie miało miejsca. Problemem zdefiniowania tego pojęcia zajmowali się filozofowie od starożytności. Klasyczna definicja prawdy pochodzi od Arystotelesa i jest to zgodność sądów z rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy.
kłamstwo «
twierdzenie niezgodne z rzeczywistością, mające wprowadzić kogoś w błąd

zboczenie
«zaspokajanie popędu płciowego w sposób odbiegający od normy»
homoseksualizm «pociąg seksualny do osób tej samej płci»
homoseksualizm kobiecy zob. lesbijstwo – „pociąg płciowy kobiety do innej kobiety”
transwestytyzm «zaburzenie identyfikacji z własną płcią, polegające na upodabnianiu się w sposobie bycia i ubierania się do osób płci przeciwnej”
dewiacja1. «silne odchylenie od normy w zachowaniu, postępowaniu lub myśleniu» 2. «znaczne naruszenie równowagi jakiejś struktury lub systemu» 3. «zboczenie z kursu lub odchylenie od właściwego kierunku» 4. «odchylenie kątowe między południkiem magnetycznym a  kierunkiem wskazywanym przez igłę magnetyczną kompasu, wywołane przez duże masy metalu»
normalność – 1. «bycie normalnym, zgodnym z normą» 2. «zdrowie psychiczne i fizyczne» 3. «życie toczące się według ustalonych, znanych praw i zwyczajów»
małżeństwo

1. «związek kobiety i mężczyzny usankcjonowany prawnie» 2. «para małżeńska: mąż i żona
rodzina – «małżonkowie i ich dzieci; ogólniej też: osoby związane pokrewieństwem i powinowactwem»
Aborcja –  (łac. abortio; abortus – poronienie) – zabieg mający na celu przerwanie ludzkiego życia w okresie płodowym (wewnątrz-macicznym).
EUTANAZJA (gr. eu – dobry, łagodny, godny; thanatos – śmierć) – sposób postępowania lub działanie sprowadzające bezboleśnie śmierć jako uwolnienie od bólu (Noury Międzynarodowy Słownik Webstera, wyd. V). E. w tym znaczeniu jest często nazywana „zabijaniem z litości” lub nawet „śmiercią z godnością”.

Prawo naturalne – Prawo naturalne jest uczestnictwem istot rozumnych (ludzi) w odwiecznym prawie Bożym. Treść prawa naturalnego wypisana jest przez Boga w sercu każdego człowieka (por. Rz 2, 15). Prawo naturalne wynika bowiem z natury człowieka, stworzonej przez Boga. Słusznie więc nazywane jest Boskim, bo od Boga jako Stwórcy pochodzi. Pomimo Boskiego pochodzenia prawo to nie jest jednak narzucone z zewnątrz człowiekowi, lecz jest mu dane wraz z jego naturą, tak iż sprzyja i umożliwia realizację zdrowych dążeń indywidualnych i społecznych.

Jest ono rozpoznawane przez naturalne światło rozumu ludzkiego przy zachowaniu wolnej woli człowieka, który realizuje je w swym życiu poprzez podejmowanie wyborów. Podczas gdy byty mniej doskonałe wypełniają prawo natury bez udziału świadomości, człowiek jest jedyną istotą na ziemi, która odczytuje je w sposób świadomy i wolny (1).

Prawo naturalne wyraża pierwotny zmysł moralny człowieka, który pozwala rozpoznać mu, czym jest dobro i zło, prawda i kłamstwo (KKK 1954). Dzięki niemu człowiek może wznieść budowlę zasad moralnych, kierujących jego osobistymi decyzjami. Prawo naturalne stanowi też niezbędną podstawę moralną do budowania wspólnoty ludzkiej (KKK 1959).

Pośród najważniejszych zasad prawa naturalnego wskazuje się zasadniczo trzy ich rodzaje: zasady pierwszorzędne (prima principia), drugorzędne (conclusiones) i operatywne (normae operativae). Zasady pierwszorzędne mają charakter najbardziej powszechny, wypływający z porządku istnienia świata i najłatwiej rozpoznawany przez wszystkich ludzi. Chodzi to o wskazania typu: czyń dobro a unikaj zła; nie czyń drugiemu, co tobie jest niemiłe; poznaj prawdę o Stwórcy i porządku świata; szanuj swoje życie; załóż związek małżeński; posiadaj i wychowuj dzieci; pracuj.

Zasady drugorzędne wyprowadzone są z poprzednich na drodze dedukcji. Należą do nich przykazania dekalogu, z wyjątkiem trzeciego. Trzecia grupa zasad – normy operatywne – wynika z dwóch poprzednich. W jej skład wchodzą na przykład takie uprawnienia, jak: prawo do własności prywatnej, do nierozerwalności związku małżeńskiego, do swobodnego poruszania się po świecie, prawo do dziedziczenia (6).

W prawie naturalnym można wyodrębnić dwa rodzaje norm: pozytywne i negatywne. Pierwsze nakazują wypełnianie zalecanych czynów i rozwijanie postaw. Przykazania te obowiązuję powszechnie i są niezmienne. Reguły pozytywne wykazują jednak w praktyce daleko posunięte zróżnicowanie. W określonych sytuacjach może mieć miejsce pluralizm wyboru: dobra większego lub mniejszego, tej lub innej wartości. Zastosowania te zawsze jednak mieszczą się w granicach określonego dobra moralnego, wchodzącego w treść odnośnej normy prawa naturalnego (7).

Natomiast normy negatywne obowiązują wszystkich i każdego, zawsze i w każdej okoliczności. Wyrażają one zakazy, które zabraniają określonego działania. Nie znaczy to, jakoby normy negatywne miały donioślejsze znaczenie niż normy pozytywne. Normy pozytywne bowiem ze względu na swą właściwą dynamikę nie wyznaczają żadnej górnej granicy, określając jedynie granicę dolną. Poza tym, to, co należy czynić w określonej sytuacji, zależne jest od okoliczności, których nie można uprzednio przewidzieć. Natomiast istnieją zachowania, które nigdy i w żadnej sytuacji nie mogą uchodzić za właściwe. W końcu jest możliwe, że przymus lub inne okoliczności uniemożliwią doprowadzenie do końca określonych dobrych działań. Nie sposób natomiast odebrać człowiekowi możliwości powstrzymania się od zła (VS 52).

We współczesnym nauczaniu Kościoła zwraca się szczególną uwagę na personalistyczny aspekt prawa naturalnego. Wyraża się on najpierw w ścisłym rozgraniczeniu pomiędzy prawem naturalnym a prawem rządzącym światem rzeczy. Personalizm podkreśla także aktywną i twórczą rolę człowieka w odkrywaniu prawa naturalnego w swym sercu. Ta aktywność zaznacza się w roli rozumu, który poznaje cele życia i działalności człowieka, wskazuje środki i formułuje normy, dzięki którym mogą być one osiągnięte (8).

Personalistyczne ujęcie prawa naturalnego nie dopuszcza sztucznego rozgraniczenia pojęć natura i osoba. Natura człowieka jest zintegrowana w osobie. Wskazuje ona na to, co człowiekowi jako człowiekowi jest właściwe, co jest istotowo ludzkie, przez co człowiek jest człowiekiem. Zatem prawo naturalne, bazując na takiej zgodności natury i osoby, najbardziej odpowiada człowiekowi jako osobie, ustawia osobę we właściwym miejscu w stosunku do Boga i do źródła prawa. Człowiek staje się przez prawo naturalne kimś posiadającym uczestnictwo w Bogu, w jego rozumie (9).

Miejscem, w którym odbywa się dialog z Bogiem jest sumienie. Właśnie przez sumienie prawo naturalne staje się wiadome człowiekowi (DWR 3). Pełni ono podwójną rolę: świadka (VS 57) i sędziego (VS 61). Przynależy ono tylko człowiekowi i stanowi o jego osobowym stosunku do Stwórcy, który nie zmusza lecz wzywa ludzi, aby mu służyli i byli posłuszni nakazom sumienia. Bóg szanuje bowiem godność stworzonej przez siebie osoby ludzkiej, która powinna kierować się własnym rozeznaniem i korzystać z wolności (DWR 11).

Prawo naturalne ma charakter obiektywny, jest więc niezależne od woli poszczególnych jednostek czy zbiorowości. Człowiek, uczestnicząc aktywnie w odczytywaniu prawa naturalnego, nie tworzy go jednak. Znaczy to też, że prawo naturalne jest niezmienne. Jego podstawowe normy nie mogą zostać pozbawione mocy, ani zmienione, nie można ich złagodzić przez przywileje lub dyspensy (10). Istnieje trwale pośród wszelkich zmian historycznych, zmieniających się poglądów i obyczajów. Zasady, które są jego wyrazem, pozostają zawsze ważne w swej istocie (KKK 1958).

Obiektywność i niezmienność prawa naturalnego nie wyklucza bynajmniej jego dynamicznego charakteru. Dynamizm prawa naturalnego opisuje bowiem zobowiązanie człowieka do ciągłego rozwoju i doskonalenia się. Człowiek jest powołany do nieustannego integralnego rozwoju i udoskonalania swej osoby przez czynienie dobra i unikanie zła (11).

Rozwojowy charakter prawa naturalnego oznacza natomiast zmienność form, przy zachowaniu jednak podstawowej istoty prawa. Jego stosowanie jest bardzo zróżnicowane. Może ono wymagać refleksji dostosowanej do różnych warunków, w zależności od miejsca, czasu i okoliczności (KKK 1957).

Tak rozumiane prawo naturalne obowiązuje wszystkich ludzi, żyjących w każdej epoce historycznej. Pomimo przemian kultury ludzkiej, prawo naturalne nie doznaje przemiany (VS 53). Ta uniwersalność nie ignoruje jednakże odrębności poszczególnych istot ludzkich, nie przeczy jedyności i niepowtarzalności każdej osoby. Wypełnianie nakazów sumienia w wolności buduje prawdziwą komunię osób i szerzy miłość (VS 51).

Prawo naturalne jest wyrazem woli Bożej i jego wierne przestrzeganie jest ludziom konieczne do osiągnięcia zbawienia (HV 4). Nie przez wszystkich jednak ludzi jest ono przestrzegane w sposób jasny i bezpośredni. Dlatego grzeszny człowiek koniecznie potrzebuje łaski i objawienia, aby prawdy religijne i moralne mogły być poznane łatwo, pewnie i bez domieszki błędu (KKK 1960). Rolę głosiciela i interpretatora prawa naturalnego pełni Kościół na podstawie mandatu otrzymanego od Chrystusa, który zobowiązał swych uczniów do nauczania całego prawa moralnego. Jest nim nie tylko prawo ewangeliczne, ale i naturalne, ponieważ i ono stanowi wyraz woli Bożej wobec człowieka (12).

Prawo naturalne jest normatywnym punktem odniesienia dla prawa stanowionego (EV 70), które w sposób jasny i przystępny formułuje jego nakazy, precyzuje ogólne postulaty i wprowadza normy, zawierające się w nim i z niego wynikające (13). Prawo stanowione nie może stać nigdy w sprzeczności z prawem naturalnym. Podstawą uznania najbardziej podstawowych wartości, które reprezentuje prawo naturalne, nie może więc być tymczasowa i zmienna większość opinii publicznej ale wyłącznie uznanie obiektywnego charakteru tego prawa (14
Skróty:
DWR = SOBÓR WATYKAŃSKI II, Deklaracja o wolności religijnej Dignitatis humanae, Watykan 1965.
EV = JAN PAWEŁ II, Encyklika Evangelium vitae, Watykan 1995.
HV = PAWEŁ VI, Encyklika Humanae vitae, Watykan 1968.
KKK = Katechizm Kościoła Katolickiego, Watykan 1992.
LP = LEON XIII, Encyklika Libertas praestantissimum, Watykan 1888.
VS = JAN PAWEŁ II, Encyklika Veritatis splendor, Watykan 1993

————————————–

Definicja grzechu Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako „słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu”.
Grzech jest obrazą Boga: „Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą” (Ps 51, 6). Grzech przeciwstawia się miłości Boga do nas i odwraca od Niego nasze serca. Jest on, podobnie jak grzech pierworodny, nieposłuszeństwem, buntem przeciw Bogu spowodowanym wolą stania się „jak Bóg”, w poznawaniu i określaniu dobra i zła (Rdz 3, 5). Grzech jest więc „miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga”. Wskutek tego pysznego wywyższania siebie grzech jest całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa Jezusa, który dokonał zbawienia.
Właśnie podczas męki, gdy miłosierdzie Chrystusa odniesie zwycięstwo nad grzechem, najlepiej ukazuje on swoją siłę i różnorodność: niedowiarstwo, morderczą nienawiść, odrzucenie i drwiny ze strony przywódców i ludu, tchórzostwo Piłata i okrucieństwo żołnierzy, zdradę Judasza tak dotkliwą dla Jezusa, zaparcie się Piotra i odejście uczniów. Tymczasem w godzinie ciemności i władcy tego świata ofiara Chrystusa staje się w tajemniczy sposób źródłem, z którego wytryśnie niewyczerpane przebaczenie naszych grzechów.
Zróżnicowanie grzechów
Grzechy są bardzo zróżnicowane. Pismo święte dostarcza wiele ich wykazów. List do Galatów przeciwstawia uczynki ciała owocom ducha: „Jest… rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, Królestwa Bożego nie odziedziczą” (Ga 5, 19-21 ).
Można rozróżniać grzechy w zależności od ich przedmiotu, tak jak w przypadku każdego czynu ludzkiego, w zależności od cnót, jakim przeciwstawiają się przez nadmiar bądź brak, lub w zależności od przykazań, którym są przeciwne. Można je uporządkować również w zależności od tego, czy dotyczą Boga, bliźniego czy siebie samego; można je podzielić na grzechy duchowe i cielesne bądź też grzechy popełnione „myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”. Źródłem grzechu jest serce człowieka i jego wolna wola, zgodnie z nauczaniem Pana: „Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczystym” (Mt 15, 19-20). W sercu także przebywa zasada dobrych i czystych uczynków – miłość, którą rani grzech.
Ciężar grzechu: grzech śmiertelny i powszedni
Grzechy należy oceniać według ich ciężaru. Rozróżnienie między grzechem śmiertelnym a grzechem powszednim, dostrzegalne już w Piśmie świętym, zostało przyjęte w tradycji Kościoła. Potwierdza je doświadczenie ludzi.
Grzech śmiertelny niszczy miłość w sercu człowieka wskutek poważnego wykroczenia przeciw prawu Bożemu; podsuwając człowiekowi dobra niższe, odwraca go od Boga, który jest jego celem ostatecznym i szczęściem.
Grzech powszedni pozwala trwać miłości, chociaż ją obraża i rani.
Grzech śmiertelny, naruszając w nas zasadę życia, którą jest miłość, domaga się nowej inicjatywy miłosierdzia Bożego i nawrócenia serca, które zazwyczaj dokonuje się w ramach sakramentu pojednania:
Gdy bowiem wola zmierza ku czemuś, co ze swojej natury sprzeciwia się miłości, ustanawiającej w człowieku właściwy porządek w stosunku do celu ostatecznego, wówczas grzech jest śmiertelny ze względu na swój przedmiot… zarówno gdy zwraca się przeciw miłości Bożej, jak bluźnierstwo, krzywoprzysięstwo itp., jak i wtedy, gdy zwraca się przeciw miłości bliźniego, np. morderstwo, cudzołóstwo itp… Niekiedy jednak wola zwraca się ku temu, w czym zachodzi pewien brak porządku, który jednak nie sprzeciwia się miłości Boga i bliźniego, np. próżne słowo, nadmierny śmiech itp. Tego rodzaju grzechy są powszednie.
Aby grzech był śmiertelny, są konieczne jednocześnie trzy warunki: „Grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą”.
Materię ciężką uściśla dziesięć przykazań zgodnie z odpowiedzią, jakiej Jezus udzielił bogatemu młodzieńcowi: „Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę” (Mk 10, 19). Ciężar grzechów jest większy lub mniejszy: zabójstwo jest czymś poważniejszym niż kradzież. Należy uwzględnić także pozycję osób poszkodowanych: czymś poważniejszym jest przemoc wobec rodziców aniżeli wobec kogoś obcego.
Grzech śmiertelny wymaga pełnego poznania i całkowitej zgody. Zakłada wiedzę o grzesznym charakterze czynu, o jego sprzeczności z prawem Bożym. Zakłada także zgodę na tyle dobrowolną, by stanowił on wybór osobisty. Ignorancja zawiniona i zatwardziałość serca nie pomniejszają, lecz zwiększają dobrowolny charakter grzechu.
Ignorancja niedobrowolna może zmniejszyć winę, a nawet uwolnić od ciężkiej winy. Nikt jednak nie powinien lekceważyć zasad prawa moralnego, które są wypisane w sumieniu każdego człowieka. Impulsy wrażliwości, uczucia mogą również zmniejszyć dobrowolny i wolny charakter winy, podobnie jak naciski zewnętrzne czy zaburzenia patologiczne. Grzech popełniony ze złości, w wyniku świadomego wyboru zła jest najcięższy.
Grzech śmiertelny jest – podobnie jak miłość – radykalną możliwością wolności ludzkiej. Pociąga on za sobą utratę miłości i pozbawienie łaski uświęcającej, to znaczy stanu łaski. Jeśli nie zostanie wynagrodzony przez żal i Boże przebaczenie, powoduje wykluczenie z Królestwa Chrystusa i wieczną śmierć w piekle; nasza wolność ma bowiem moc dokonywania wyborów nieodwracalnych, na zawsze. Chociaż możemy sądzić, że jakiś czyn jest w sobie ciężką winą, powinniśmy sąd nad osobami powierzyć sprawiedliwości i miłosierdziu Bożemu.
Grzech powszedni jest popełniony wtedy, gdy w materii lekkiej nie przestrzega się normy prawa moralnego lub gdy nie przestrzega się prawa moralnego w materii ciężkiej, lecz bez pełnego poznania czy całkowitej zgody.
Grzech powszedni osłabia miłość; jest przejawem nieuporządkowanego przywiązania do dóbr stworzonych; uniemożliwia postęp duszy w zdobywaniu cnót i praktykowaniu dobra moralnego; zasługuje na kary doczesne. Grzech powszedni świadomy i pozostawiony bez skruchy usposabia nas stopniowo do popełnienia grzechu śmiertelnego. Grzech powszedni nie zrywa przymierza z Bogiem. Może być naprawiony po ludzku z pomocą łaski Bożej. „Nie pozbawia łaski uświęcającej, przyjaźni z Bogiem, miłości ani, w konsekwencji, szczęścia wiecznego”.
Jak długo bowiem chodzi człowiek w ciele, nie może uniknąć wszystkich grzechów, nawet lekkich. Lecz tych grzechów, które nazywamy lekkimi, wcale sobie nie lekceważ, jeśli je ważysz. Lękaj się, kiedy je liczysz. Wiele drobnych rzeczy tworzy jedną wielką rzecz; wiele kropli wypełnia rzekę; wiele ziaren tworzy stos. Jaką więc mamy nadzieję? Przede wszystkim – wyznanie….
(KKK 1849-1863)

CAŁA TWOJA

Cała Twoja, jestem cała Twoja. Umiłowany mój, Najdroższy Jezu. A Ty mój. Troszczysz się o mnie jak nikt inny. Pochylasz się z czułością nad moim cierpieniem i bólem. Nad moją słabością. Pragnę Ci dziękować. Pocieszać Cię, wynagradzać za wszystkich, którzy Cię obrażają. Trwać w zjednoczeniu z Tobą, Ukochany. Pragnę żyć dla Ciebie, Jezu. Słuchać Ciebie, pełnić Twoją Wolę. To dla mnie największe szczęście i radość! Uszczęśliwiać Ciebie, Najdroższy Jezu! Pozwól mi odpoczywać w Twym Sercu, usłyszeć Jego bicie. Pragnę tego… Pozwól Swojej małej oblubienicy, pozwól… Jezu mój, Miłości moja, Ty Jesteś mój, ja jestem Twoja! Cała Twoja. Przyjmij mnie… proszę…

GARDZIĆ BOGIEM

Jezus powiedział: „Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc we włosiennicy i w popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam.
A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz.
Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał”.

Ofiarowuję cierpienie, wszystko co związane z chorobą. Mój krzyż. W intencji życia dzieci nienarodzonych. W intencji dzieciątek. Wiesz o tym Ukochany. Rzadko o tym tu piszę, ale Ty wiesz. Ofiaruję, nieustannie. Trwam w ofiarowaniu. Za dzieciątka, za matki, które zabiły swoje dzieci, za lekarzy aborcjonistów, posłów zwolenników aborcji… Proszę Boga o nawrócenie dla nich i litość. Kiedy rozmyślam o moim duchowym dziecku, cieszę się, że dzięki Bożej Miłości niedługo się urodzi, że jest kochane i chciane przez swoich rodziców. Przypominają mi się inne obrazy… widzę martwe ciałka niewinnych dzieci. Porozrywane, porozszarpywane na części… nóżki oddzielnie, rączki oddzielnie… Buzie wykrzywione w grymasie trudnego do opisania cierpienia jaki doświadczyły przed śmiercią, wykrzywione w niemym krzyku.
Tylko Bóg słyszy ten ich krzyk… krew tych dzieci woła do Nieba! O co…? Bóg, Miłośnik Życia, Sędzia Sprawiedliwy, nie pozostanie głuchy na wołanie bezbronnych. Ujmie się za maleńkimi Męczennikami.
„Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał”. I „Biada!”
Kto gardzi najmniejszymi, gardzi Bogiem!
Panie, miej litość dla nas grzeszników…!

ÓSMY MIESIĄC

W moim sercu wielka radość! Dzieciątko, które duchowo adoptowałam, kończy dziś 8 miesiąc! Niedługo narodziny! Często rozmyślam sobie o nim… 🙂 jak ma na imię, jak wygląda, kim będzie w przyszłości. Szczerze mówiąc imię już mu nadałam 🙂 Jako duchowa matka chyba mogę, prawda? 🙂 Mateusz… Wszystkim moim duchowym dzieciątkom nadaję imiona. Więc jest Weronika, Jakub, Maria. A teraz Mateusz.
Tak… 🙂 wielka radość w moim sercu. Dziękuję Bogu za jego życie, proszę, żeby chronił je od  złego. I, żeby Najlepszy Ojciec ucałował to dzieciątko ode mnie. Ja nie mogę, to żeby ON…
Dziś proszę jego Anioła Stróża o szczególną opiekę dzieciątka.
Aniol Stróż

CEL

Wiara, Nadzieja, Miłość. Te trzy. Z nich największa jest Miłość. Jak Droga, Prawda i Życie. Takie porównanie: Drogą Wiary, Prawdą Nadziei dojdziemy do Życia w Miłości. W Bogu. W Niebie. Nic nie mam swojego, wszystko otrzymałam w darze, począwszy od daru życia. Wszystko dał mi Ojciec. Syn wyrył moje imię na obu dłoniach. Duch obdarzył mnie swoim światłem. Bóg w Trójcy Jedyny. Pragnie, żebym łatwo trafiła do Domu. I żyła wiecznie. W Bogu. W Miłości. Nie mam żadnych zasług, przeciwnie, słabości i grzechy. Ale mam też Ojca w Niebie. I bezradnie i ufnie wyciagam do Niego ręce, jak małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Próbuje zrobić pierwsze kroki. Idzie niepewnie, nieporadnie, potyka się, ale próbuje, bo ufa, że w końcu wpadnie w bezpieczne ramiona Ojca. A On podniesie je z wielką radością i ucałuje. Tak i ja, błądzę, upadam, potykam się. Ale idę, ponieważ ufam, że na końcu drogi czekają mnie bezpieczne Ramiona Ojca Niebieskiego. Mój Cel. I potem Życie w Miłości.

ORYGINAŁ

Ukochany mój Jezu, za mną czas zagubienia. Ty wiesz, o czym piszę… Wystarczy.
Już wszystko mi wyjaśniłeś, wciąż wyjaśniasz, mój Ukochany! Odkrywasz mi Siebie. Nie tylko Twoje Oblicze, Twój obraz, który jest we mnie, ale też mój stosunek do Ciebie. Relacje z Tobą. Zażyłość. Więź. Jednym słowem Miłość. Twoją do mnie i moją do Ciebie. Kochasz mnie, jestem dla Ciebie kimś wyjątkowym, jedynym, kimś szczególnym. I tak też mnie miłujesz. Wyjątkowo! I dla też jesteś KIMŚ wyjątkowym, jedynym. Najważniejszym w życiu. I taka też jest relacja, która nas łączy. Miłość!
Pragnę o Niej mówić, pisać. A nade wszystko Tobie ją  wyznawać!
Pisać, nie używając namiastek, substytutów, szablonów, utartych formuł, zamienników. Schematów. Chcę mówić po prostu jak ja jej doświadczam, nie ktoś inny. Ja.
Tak więc lekkie zawirowanie już poza mną. Poza nami. Wszystko we mnie poukładałeś na nowo. Znów Jesteś na pierwszym Miejscu. I mi z tym dobrze. Napełniasz pokojem i szczęściem moją duszę.
I nauczyłeś mnie jednego. Pan Bóg nie lubi zamienników. Woli oryginały.
Takiego pragnę Cię odkrywać, mój Ukochany! Ty ukazuj mi siebie, Prawdziwego i Jedynego Boga, Pana i Oblubieńca, któremu wierzę, któremu ufam, i którego kocham.
Ja też wolę oryginał.