OJA

Oja… moja mała siostrzenica i chrześniaczka. Zadziwia mnie, zachwyca i wzrusza sposób w jaki mnie traktuje. A jednocześnie to u niej takie naturalne…
Przytoczę kilka sytuacji.
Któregoś dnia malowałam i za bardzo się przechyliłam sięgając po farbę. Tak niefortunnie, że nie mogłam się wyprostować. Zastygłam w bezruchu. Potem siłując się sama ze sobą próbowałam usiąść prosto. Naraz usłyszałam zza pleców cieniutki głosik.
– Cekaj ciociu! Oja ci pomozie!
Podbiegła do wózka, chwyciła mnie za rękę i mocno pchnęła całym swoim wątłym ciałkiem, tak, że od razu usiadłam prosto.
– O, już dobzie! – zawołała.
– Już dobrze – uśmiechnęłam się do niej – dziękuję bardzo.
Pochwaliłam ją bardzo. Oja rozpromieniła się i pobiegła do kuchni.
– Babcia, Oja ciocię… Oja ciocię… – słyszałam jej głosik, nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa, więc zawołałam:
– Oja pomogła cioci!
– Tak! – słyszę znów – Oja pomogła cioci!
Naprawdę mi pomogła…
Innym razem rodzice gdzieś jechali a ja sobie czytałam. I słyszę, że mama mówi do taty, żeby mnie spytał czy nie chcę iść do toalety.
– Oja pita! – słyszę cieniutki głosik.
Przybiega do mnie i „pita” bez ogródek:
– Ciesz siusiu ciociu?
Powiedziałam, że nie.
– Ciocia nie cie!- woła.
Dziewczynka jest niejadkiem. Ale bardzo lubi słodycze, szczególnie „tetolatkę”. Kiedy dostanie, zawsze domaga się jeszcze dla mnie: „A dla cioci?!”
Potem przynosi i wkłada mi do ust. A jak zjem, pyta:
– Ciesz jesce , ciociu?
Jedno jest pewne 😉 przy Oi nie zginę! 🙂