O, PRZYJDŹ…!

Ks Tomasz na profilu swojego bloga na FB napisał: „Gdybym miał zastąpić nazwę „Adwent”, napisałbym „Tęsknota”. Taka pisana z wielkiej litery. Wsłuchajcie się w adwentowe pieśni i melodie, może zrozumiecie o czym piszę.” I umieścił ten utwór :

Słucham i słucham… i im dłużej słucham, tym bardziej tęsknię… Ten utwór cały jest Tęsknotą. Za Kim? Za Emmanuelem. Bogiem z nami. I za CZYMŚ jeszcze… Tęsknota KOGOŚ jeszcze… za kim?
Tęsknota to żal za tym co już się zna. Poznało  się TO, pokochało. Z jakichś powodów utraciło. Nie można Tęsknić za tym, czego, Kogo się nie zna. Na początku, po stworzeniu człowieka, Bóg był blisko. Człowiek Go znał, kochał. I Bóg znał człowieka, stworzył go przecież, tchnął w niego Życie, swoje Życie. Uczynił go swoim przyjacielem… Potem kłamstwo, ukrycie ze wstydem. I Tęskne wołanie: ” Adamie, gdzie jesteś?” „Przyjacielu, dziecko, dlaczego..?” I to wołanie trwało wieki. Trawiące, żałosne, niekiedy gniewne… ckniące, żarliwe… Wołanie zdradzonej Miłości. I Pragnienie powrotu do tego co już było. Do niczym niezmąconego Pokoju. Raju. Pragnienie Spotkania.
A człowiek? Zagubiony, zraniony przez swoją pychę i egoizm. Zawiedziony fałszywymi obietnicami. Też zatęsknił… zapragnął. I tak spotkały się dwie Tęsknoty, Pragnienia… Rzewne i żarliwe.
I te Tęsknoty wyrywają się, tchną z tego utworu. Smętnego i nostalgicznego. Jednocześnie jest w nim nutka nadziei, że te Tęsknoty się spełnią, ziszczą. I Miłości spotkają się. I wróci dawny Pokój…
A pieśni adwentowe? Tchną tą samą Tęsknotą.
1. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
O, wstrzymaj, wstrzymaj, Twoje zagniewanie,
I grzechów naszych zapomnij już, Panie.
2. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Pusto w Twem mieście i pusto w Syjonie
Jerozolima w boleści tonie.
3. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Runął dom Twój świętości i chwały,
Gdzie dla Cię, hymny Ojców naszych brzmiały.
4. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Grzech nas oszpecił i w nieczystej postaci
Stoim przed Tobą jak trędowaci.
5. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Padliśmy -wszyscy, jakby liść jesieni,
Zbrodniami, jakby wichrem rozproszeni.
6. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Tyś Twe oblicze zasłonił przed nami,
I Tyś naszemi złamał nas zbrodniami.
7. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
O spojrzyj, spojrzyj na lud Twój znękany,
I ześlij tego, co ma być zesłany.
8. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Poślij Baranka, a daj niech przybędzie
Z głazów pustyni, niech nam Panem będzie;
9. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Na górze córy Syjonu się zjawi,
I po łzach tylu z jarzma nas wybawi.
10. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Pociesz się, ludu, pociesz w twej niedoli,
Już się przybliża kres twojej niewoli.
11. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Czemuż się smucisz? Bolejesz tak srodze?
Nie bój się, nie bój, ja cię wyswobodzę.
12. Niebiosa, rosę, spuśćcie nam z góry;
Sprawiedliwego wylejcie chmury.
Jam jest twym Panem, ja doli twej sprawcą,
Ja twoim Świętym, ja Bogiem i Zbawcą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *