WOŃ KADZIDŁA

Wpatrywał się we mnie… był smutny. Wiedziałam, że cierpi… Nie pytałam o nic. Patrzyłam w milczeniu. Współczułam Mu… Chciałam się do Niego przytulić, tak, po prostu. Ale nie  mówiłam Mu o tym.
Patrzyłam  tak dłuższą chwilę, gdy nagle w sercu usłyszałam przenikliwy, błagalny głos:
„Przytul Mnie…!”
„Jezu… a ja właśnie chciałam Cię o to prosić!”
Trwaliśmy więc tak we wzajemnym przytuleniu. Wtuleni… serce przy Sercu… ”
„Umiłowany mój, ukryj mnie, zakryj, schowaj. Zasłoń Sobą. Tyle razy ja zasłaniałam Ciebie sobą. Więcej nie chcę! Pragnę, żeby inni patrząc na mnie, widzieli Ciebie, nie mnie!”
Patrzył we mnie czule.
„Twoja modlitwa jest jak woń kadzidła” – usłyszałam.
„To słowa dzisiejszego psalmu” – uśmiechnęłam się.
„To Moje słowa. Do ciebie Weroniko”.