OGRÓD I PŁOMIEŃ

Moje serce należy do Ukochanego. Cała do Niego  należę. On się o mnie troszczy, chroni, pociesza. Kiedy upadam, podnosi i przytula do Serca. Jeszcze bardziej…  Jestem na pustyni, ale moja dusza przypomina kwitnący ogród. Pełen Światła, radości i Pokoju. To Jego ogród, pełen kwiatów i roślin. Pięknych i bujnych. I winorośli. A źródło, o którym kiedyś pisałam, że wytryska ze środka ogrodu, jest coraz większe i większe. To Źródło to ON sam. Mój Umiłowany!
A w sercu płonie Jego Miłość! Płomień Jego Miłości! Brakuje mi słów, żeby wyrazić to, czego pozwala mi doświadczać. To zbyt wielkie dla mnie. Zbyt wielkie! Szczęście. Szczęśliwa jestem bardzo! ON mnie czyni szczęśliwą, On, mój Ukochany! Nie patrzy na moją nędzę i grzeszność. Tylko tak mnie obdarza! Aż tak! To niepojęte. Tylko On tak może…

PŁOMIEŃ MIŁOŚCI

Pustynia, dzień 6.
Nad ranem układałam kwiaty Madonnie, usłyszałam  w głębi serca: „Przylgnij do Mojego Serca, robaczku”.

Wpatrywał się we mnie… cały poobijany, posiniaczony. Cierpiący… Patrzyłam współczująco.
„Ty jesteś Pan! Co mogę dla Ciebie zrobić. Umiłowany? Pragnę Ci służyć?”
„Służysz mi dobrze Weroniko, cierpiąc dla Mnie. I służysz innym”.
Jezus po chwili kontynuował: „A teraz przylgnij do Mego Serca i trwaj ze Mną w Moim cierpieniu”.
Trwałam więc… i starałam się przylgnąć do Jego Serca…
Patrzyliśmy w siebie długo, kiedy naraz poczułam w sercu jakby ogień…
„Serce mi pali!” – prawie krzyknęłam.
„To płomień Mojej Miłości”.
„Jak dobrze mi z Tobą, Umiłowany! Jak dobrze!”