SPOWIEDŹ

Pustynia, dzień 8.
Wjechałam do kościoła. Przywitałam się z Ukochanym. Dziś był dzień spowiedzi w naszej parafii. Ksiądz proboszcz, prosił, żebym wjechała do zakrystii i na niego tam poczekała. A on zaraz przyjdzie. Więc mama mnie wwiozła i czekałam. W zakrystii panował półmrok, jest mała i wąska. Ma tylko jedno malutkie okienko. Akurat przez nie wpadał promień słońca. Poczułam się jakbym była w maleńkiej celi. I było mi dobrze… 🙂
Ksiądz za chwilkę przyszedł. I włączył światło.
– Witam cię serdecznie –  powiedział z uśmiechem – cieszę się, że jesteś.
Uśmiechnęłam się do niego. Pomyślałam, że to Jezus się ze mną wita i cieszy się, że chcę go przeprosić.
Zaczęła się spowiedź.
Potem, już w kościele, trwałam na modlitwie, dziękowałam Jezusowi, że mi wybaczył.
„Zanurzyłem twoje serce w Mojej Krwi, teraz jest bielsze od śniegu”.
Dziękowałam i  dziękowałam…

Patrzeliśmy w siebie radośni, rozpromienieni.
„Jakie piękne jest dziś twoje serce, Mój robaczku” – usłyszałam.
„Jeśli jest piękne to tylko dzięki Tobie”.
„Trwaj we Mnie”.

%d bloggers like this: