GŁĘBIEJ…

Pustynia, dzień 10.
Ukochany wczoraj powiedział, że zabiera w podróż w głąb mojego serca. I zabrał! Delikatnie, ale stanowczo wprowadza mnie w głąb.
„Wiesz, myślę, że ludzie nie zazdroszczą Ci krzyża, ani cierpienia, ale szczęścia”- napisał ks Radek.
Te słowa mnie oświecił. Można powiedzieć,  że oślepiły jak Pawła pod Damaszkiem. Byłam zagubiona. Leżałam w łóżku i myślałam, że nie zasnę. Ale, jakoś zmęczona, zasnęłam.  Obudziłam się nad ranem, i podczas różańca  zaczęłam sobie to wszystko jeszcze raz, po kolei układać.
Oto wnioski:
1. Ludzie czytając blog nie widzą mojego cierpienia czy krzyża. Widzą moje szczęście…
2. Moim Szczęściem jest Bóg. Więc widzą… Boga? Moją wież z Nim. Zażyłość.
3. Jeśli inni zazdroszczą mi Szczęścia to znaczy, że też Go pragną. Tęsknią za Nim. ( dobra zazdrość, o której tyle razy mówiła mi Karolina, a ja nie bardzo to rozumiałam. Teraz rozumiem).
4.. „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu” – św Augustyn. Moje serce spoczywa w Bogu – jakkolwiek by to nie zabrzmiało, jeszcze żyję i jak widać radość i dobry humor mnie nie opuszcza 🙂
5. Świętość. Jeśli jestem świętą, pokornie to przyjmuję. Bez oburzenia. Żadnego „ale” choć kiedy to piszę, cisną mi się na usta słowa o swojej grzeszności i słabości. Teraz jednak zamilknę i będę  się tym cieszyć. A jeśli świętą nie jestem, to bardzo pragnę być. Oddaję tę sprawę Ukochanemu. On najlepiej wie jak jest.
6. Krzyż może być miejscem (tak, miejscem), przestrzenią gdzie doświadcza się prawdziwego Szczęścia, które prowadzi do Zmartwychwstania.
Tak leżałam i rozmyślałam o mojej podróży w głąb serca.
„A to dopiero początek, robaczku”- usłyszałam. Uśmiechnęłam się do Ukochanego. Jest wielki! 🙂

Potem wpatrywałam się w Niego dłuższą chwilę i chciałam odprawić Drogę Krzyżową. Ale byłam cała obolała i trudno mi było… Patrzyłam w Niego dalej.
„Moja Droga Krzyżowa jest w tobie” – usłyszałam w sercu.
Jezus patrzył we mnie czule. Uśmiechał się delikatnie, choć było widać, że też cierpi.
Jednak postanowiłam tę Drogę Krzyżową odprawić.
Poszukałam w Biblii broszurkę z rozważaniami Drogi i zaczęłam czytać. Nie mogłam się jednak skupić… ból mi przeszkadzał.
Wtedy usłyszałam cichutki, ledwo słyszalny Głos…
„Wróć do Mnie…!”
Otworzyłam znów Biblię tam gdzie był obrazek Ukochanego.
„Jestem, Panie”.
„Patrz we Mnie”.
Patrzyłam więc… i… tak odbyłam  najbardziej osobistą , najbardziej intymną, najbardziej prawdziwą  Drogę Krzyżową w swoim życiu, Wpatrzona w Miłosiernego.
Szliśmy razem ze swoimi krzyżami. On szedł pierwszy a ja za Nim.
Ta Droga wciąż we mnie tkwi. Trwa.