BŁOGOSŁAWIEŃSTWO I UŚMIECH

Pustynia, dzień 12
.Zawsze kiedy jestem na Mszy św., modlę się za moje duchowe Dzieci i za osoby,  które Ukochany powierzył mojej modlitewnej opiece. Ich też nazywam moimi dziećmi 🙂
Olga, Karolina, Ela, Rozalka, Krzysztof, Janusz, Zosia, Marek, Darek, Adam, Zenon, śp. Marek, Mateusz, Darek, Jarek, Jacek, Piotr, Jacek Edward, Tomasz L. Tomasz D., Tomasz. K., Tomasz, Radek P., Radek W.,Tadeusz, Artur, Stanisław, Jan, s. Tadeusza i s. Maria. I moje dwie chrześniaczki Olę i Danusie, a także moje duchowe Maleństwo.
A teraz jeszcze za Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Misjonarek do którego to zakonu duchowo należę.
W ich intencjach modliłam się i dziś. Do Ukochanego, oddawałam ich wszystkich w JEGO ręce. I w ręce Madonny ( oddaję Jej ich też podczas każdego nocnego Różańca).  Prosiłam, żeby ich strzegli od złego, uzdrawiali ich dusze i ciała, żeby im błogosławili.
Po Komunii Św., trwałam w dziękczynieniu… Usłyszałam Głos w głębi serca, pytanie: „A dla siebie o nic nie poprosisz?”
„Mam Ciebie – mam wszystko. Należę do Ciebie, a Ty wiesz najlepiej czego mi potrzeba. Lepiej niż ja”.
„Ze względu na te słowa wiedz, że błogosławię twoim dzieciom i tobie”.
I zobaczyłam tors mężczyzny podobny jak na obrazie Jezusa Miłosiernego. Lewą dłonią wskazywał na Serce a prawą uczynił nade mną znak krzyża…

Potem wpatrywałam się w Umiłowanego, nie pytałam czy to On błogosławił mi i moim dzieciom, bo byłam pewna, że tak. Że to On.
Patrzył we mnie poważnie, wręcz smutno, ale Jego oczy jaśniały światłem i dobrocią.
„Panie, pragnę pełnić Twoją Wolę” – szepnęłam.
„Pełnisz Ją gdy cierpisz w pokorze i uniżeniu, z radością w sercu”.
„Pragnę… Staram się Jezu…”
Ukochany patrzył we mnie  z wielką miłością.
„Wkrótce przyniosę ci Mój krzyż. A teraz uśmiechnij się do Mnie, Weroniko”.
Uśmiechnęłam się do Niego, a On do mnie.
I tak patrzeliśmy w siebie uśmiechnięci….  na pustyni….

%d bloggers like this: