NA DNIE SERCA

Pustynia, dzień 15
Coraz trudniej mi opisywać moją modlitwę… nie tylko ze względów fizycznych.
Po prostu coraz więcej podczas niej odbywa się, dzieje poza słowami. Ponad nimi. Coraz więcej jest w niej ciszy… Obecności Boga, a coraz mniej mnie. A jak opisać Obecność…? On Jest. Jest i działa we mnie.
Dziś wpatrywałam się w Niego… bez słów. Bardzo długo.
„Cały jestem dla ciebie, Mój robaczku” – usłyszałam w głębi serca.
Patrzyłam dalej. Był taki jasny, świetlisty, promienny. I dobry.
„Spróbuj Mnie, skosztuj, smakuj Mnie. Nasycaj się Mną, chłoń! Cały jestem dla ciebie”.
Kosztowałam więc, nasycałam się, chłonęłam. Ale jak to opisać? Nie wiem. Nie umiem. Słów mi brakuje. Po ludzku patrząc tylko siedziałam i się w Niego patrzyłam. Wszystko działo się w moim wnętrzu. W głębi. Na dnie serca.
Mogę tylko powiedzieć, że już tej modlitwy tęsknię. Do Niego tęsknię.
Przy Nim poznaję prawdę o sobie, poznaję, że jestem dobra. Zaczynam patrzeć na siebie Jego oczyma. I na innych także.
Najbardziej dla mnie niepojęte jest to, że On jest aż tak blisko. Aż tak.
Przed Nim czuję się małym, bezradnym, bezbronnym dzieckiem. I wiem, że On mnie taką bardzo kocha i nigdy nie skrzywdzi. Przeciwnie. Podniesie, podźwignie, przytuli do Serca.
Taki jest mój Umiłowany.
Dzisiaj płakałam przed Nim. Ze szczęścia.