W MIŁOŚCI

Pustynia, dzień 16
Wpatrywałam się w Umiłowanego… odpoczywałam w Nim, przed Nim. A jednocześnie cierpiałam razem z Nim. Ofiarowywałam…
„Jestem cały dla ciebie, Mój robaczku”- usłyszałam.
„Ja także pragnę być cała dla Ciebie, Jezu…”
Patrzeliśmy w siebie długo. Bardzo długo…
Usłyszałam cichutki głos w głębi serca:
‚Jesteś”.
Głos był tak cichy, że pomyślałam, że mi się wydawało, że go słyszę.
„Jestem?” – spytałam zdumiona.
Jezus patrzył we mnie w taki sposób, że już nie miałam wątpliwości, że  tak…
Pragnęłam być cała dla Niego, służyć Mu z całych sił. Całą sobą. A On mówi, że to robię. Czy można chcieć więcej?? Nie można!!
Dziś krzyż ciążył mi bardziej niż zwykle. Zmęczona byłam po nocy i obolała. On o tym wiedział. A ja wiedziałam, że i On cierpi, bardziej niż ja. Nie rozmawialiśmy jednak o tym. Nie rozmawialiśmy o cierpieniu. Dźwigaliśmy nasze krzyże w milczeniu.
A w siebie wpatrywaliśmy się w miłości i radości. Uśmiechnięci i szczęśliwi.