PRZY UMIŁOWANYM

Pustynia, dzień 17.
Pustynia to dla mnie czas odkrywania, poznawania samej siebie. To czas cofnięcia się, wycofania. Ale po to, żeby zrobić więcej miejsca dla Boga. To patrzenie na siebie z Jego perspektywy. Obnażenie przed Nim serca. To stanięcie w prawdzie przed Nim. Pustą. I błaganie Go, żeby napełnił mnie. Sobą.
I tak patrzę i odkrywam. Przyglądam się sobie. I to, co odkrywam często mnie zaskakuje. Nie zawsze pozytywnie. Boli mnie ta prawda, smuci… Ale stanięcie przed Umiłowanym, wyzwala we mnie chęć przemiany. Postanowienie, że od tej pory będę starać się być inna. Zmienia się moje myślenie. Chcę się nawrócić. I Ukochany mi pomaga.
Nie mówi, że gdy się nie zmienię, będzie mnie mniej kochał. Ale mówi”to i to mogłoby być inaczej, jeśli chcesz, spróbuj to zmienić. Będziesz bliżej Mnie. będziesz bardziej do Mnie podobna”. A ja pragnę być podobna. I chcę się zmienić.

Wpatrywałam się w Miłosiernego…
„Dziś piątek, robaczku. Pójdź za Mną”.
I poszłam za Nim. Drogą Krzyżową. Idąc za Nim, niosłam w sercu wszystkie moje intencje, intencje Sióstr Karmelitanek, które (intencje) też są moimi. Niosłam moje duchowe Dzieci… I tak szłam za Nim.
Kiedy dotarliśmy na Golgotę i odarty z szat, zmęczony, poraniony, został przybity do  krzyża, usłyszałam w głębi serca usłyszałam:
„Trwaj przy Mnie,  Weroniko. Trwaj przy Ukrzyżowanym”.
Trwam… pusta. Nie mogę Mu ulżyć, pomóc. Ale mogę przy Nim być. Z Nim.
I jestem.
On rozdarty na krzyżu, cierpiący, obolały… jest mi najbliższy. Umiłowany mój…