POWRÓT

Pustynia, dzień 23
Wpatrywałam się w Ukochanego, zmęczona po prawie całonocnym tańcu. Zmęczona, ale szczęśliwa. Miałam poczucie jakbym wróciła z dalekiej podróży. Jak Syn Marnotrawny…. Dokąd podróżowałam? Niech to zostanie między mną a Jezusem. Najważniejsze, że wróciłam. Wracałam prawie całą  noc i pół dnia. Długo podróżowałam… w ciemności. Ale wróciłam.
I teraz znów sobie przed Nim siedziałam. W Jego Świetle.
A On patrzył we mnie Swoimi przenikliwymi, dobrymi, jasnymi oczyma.
„Cierpiałaś przeze Mnie”- usłyszałam w głębi serca.
„Nie, Panie! – oburzyłam się – to przeze mnie!”
Patrzeliśmy w siebie długo… Odpoczywałam. Niemal fizycznie czułam jak spływał ze mnie cały niepokój, który nagromadziłam w sercu w trakcie… podróży… Znów byłam wolna.
„Więc chcesz Mnie słuchać?”
„Chcę!”
Patrzyłam Mu prosto w oczy. Szczęśliwa…