ZAWSZE

Pustynia, dzień 27
Patrzyłam w Niego…
„Zmiłuj się nade mną”- szeptałam.
„Lituję się nad tobą, okazuję ci miłosierdzie”.
Dziękowałam i wpatrywałam się w Ukochanego dalej. Kontynuował.
„Jesteś narzędziem Mojej łaski, dla innych”.
„Słabe i  nędzne to Twoje narzędzie, Panie…”
„To dobrze”.
„Dobrze?” – zdziwiłam się.
„Tak. Słabym i lichym narzędziem mogę więcej zdziałać”.
Patrzyłam dalej.
„A teraz módl się za Mojego sługę. Wiesz jak bardzo potrzebuje on modlitwy”.
Domyśliłam się o kogo chodzi.
„Wiem, Panie”.
I zaczęłam powierzać go Madonnie. Układałam bukiety.  Nie wiem ile ułożyłam, nie liczyłam. Dużo. Jednak pomyślałam, że ile bym nie ułożyła, zawsze mogę więcej. Będę go powierzać ( i wszystkie moje duchowe Dzieci) kiedy tylko będę mogła. I, o ile się dostanę do Nieba, też. Tzn. zawsze.