OCZEKIWANIE

Byliśmy w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój położył się pod Krzyżem i wyglądało jakby spał. Ja klęczałam przed Nim i wpatrywalam się Niego.
„Pewnie jest bardzo zmęczony. Maleńki mój… Niech odpocznie.”
Najdroższy niby miał zamknięte oczy i mnie nie widział. Jednak co chwilę uśmiechał się do mnie cudnie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Dziękowałam Mu za cud, który czynil w sercach moich Dzieci. A ON, Najdroższy mój uśmiechał się do mnie promiennie.
Nagle Umiłowany zaczął się stawać przezroczysty. Coraz bardziej i bardziej. W końcu uśmiechnął się do mnie raz jeszcze. I… zniknął! Wstałam, podeszłam do Krzyża, objęłam Go i ucalowalam. Co prawda ucalowalam Krzyż już wczoraj w kościele. Ale teraz zapragnęłam ucalowac Go raz jeszcze.
Stałam teraz oparta o Krzyż i rozglądalam się po Otchłani Męki Umiłowanego. Nadal była smutna i szara i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką. Jednak powoli, bardzo powoli coś zaczęło się zmieniać. W Otchłani Męki Umiłowanego mojego zajasnialo. Zaczęło pojawiać się światło. Jakby za mgłą. Ale światło! Robiło się też ciepłej. Wokoło na ziemi zaczęła się pojawiać trawa i kolorowe kwiaty, w powietrzu zaczęły latać barwne motyle i ptaki. Jednak wszystko zasnuwala mgła. Patrzyłam na to z rośnąca radością! Przypomniałam sobie monstrancje w kościele, okryta woalka. Gdy ją zobaczylam, uśmiechnęłam się do Umiłowanego i pomyślałam że wygląda jak Oblubieniec wychodzacy na spotkanie z oblubienica. I teraz widząc te mgłę też pomyślałam o Oblubienu. Mgła spowijala Otchłań Męki. I czynila ją tajemniczą i uroczystą bardzo. W pewnej chwili z mgły wyłoniła się Hostia. Ukleklam przed Nią, a Ona weszła we mnie.
„Najdroższy mój!”
„Ja jestem, Maleńka Moja!” – odezwał się głos ze wszystkich stron Otchłani.
Mgla zasnuwala Otchłań Męki Umiłowanego mojego. Okrywała Krzyż, kwiaty, motyle i ptaki. W Otchłani panowała cisza tajemnicza i uroczysta. Trwalysmy wszyscy, kwiaty, motyle, ptaki, a przede wszystkim ja w oczekiwaniu. W oczekiwaniu na wiosnę, na Świt, na Poranek. Na przyjście Oblubienca.

SZALONA MIŁOŚĆ!

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy wisiał na Krzyżu. Najdroższy cierpial niezmiernie… A ja tańczyłam przed Nim. Dla mojego Maleńkiego tańczyłam. Tańczyłam i tańczyłam… W pewnej chwili zatrzymalam się i patrzyłam na Krzyż. W Umiłowanego mojego się wpatrywalam. Wisiał na Krzyżu, ogolocomy ze wszystkiego. Poraniony, oszpecony…
„Cały dla mnie…!”
Tak! Dla mnie przyszedł na świat. Dla mnie urodził się w brudnej, śmierdzącej stajni. W żłobie. Dla mnie głosił Dobrą Nowinę. I dla mnie poszedł na Krzyż. Niewinny, za mnie poszedł! Tak! To ja powinnam na tym Krzyżu wisieć!!! To ja powinnam! Za grzechy moje! ON poszedł za mnie! Oddał za mnie życie! On, który nie znał śmierci, umarł za mnie! Co to za Miłość?!!! Miłość szalona!!! Szalona!!! Najdroższy, do szaleństwa zakochany!!!! Bierze na Siebie mój grzechy. Sam staje się grzechem. I oddaje Swe życie jako okup za mnie… Szalona Miłość!!!
Tak rozmyślając zbliżyłam się do Umiłowanego mojego. Pochyliłam się i ucałowałam SERCE Najdroższe. Potem zbliżyłam twarz do Jego twarzy. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu. Widziałam w nich Miłość. Po prostu Miłość!!! Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem i zachwytem….
„Dziękuję, Najdroższy mój!!!!”
„Dla Ciebie wszystko, Maleńka!”
Wchodzilam w Najdroższego, głębiej i głębiej. I znalazłam się w wielkiej jasności. Przy SERCU Najdroższego. Było wielkie, Żywe i biło dla mnie.
„Nawet SERCE mi dodałeś!!!”
„Oddałem, Maleńka Moja. Ale i Ty sama JE wybrałaś. Pamiętasz jak?” – w głosie Najdroższego słyszałam uśmiech.
I ja uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Tak, pamiętam. Siedzieliśmy na ławeczce przed Drzewem Krzyża. Jaśniało na Nim pięć czerwonych Owoców, jak pięć Ran. I zapragnęłam wziąć jeden Owoc. Słyszałam Ciebie czy mogę. Powiedziałeś żebym wybrała sobie, który chcę. Wybrałam największy, wiszący w centrum Drzewa. Powiedziałeś że to SERCE Twoje i bardzo się ucieszyłes!”
” Pamiętasz!”-w głosie Najdroższego była radość.
” A jakże!”
Przytuliłam się do SERCA Najdroższego. Adorowalam, uwielbialam Jego szalona Miłość!

CAŁY DLA MNIE

Klęczałam pod Krzyżem. Sama. Najdroższego nie było. Zniknął gdzieś. Nie wiedziałem kiedy wróci.. Ale czekałam na Niego. I tęskniłam…. W Otchłani Męki Umiłowanego mojego robiło się coraz ciemniej, smutniej i bardziej pusto. I zionelo coraz bardziej przejmującym bólem. W pewnym momencie zrobilo się całkiem ciemno. Tak, że prawie nic przed sobą nie widziałam. Tylko zarys Krzyża majaczyl w ciemności. Klęczałam i tęskniłam. A moja tęsknota stawała się jak ból, dojmujaca…
Nagle w ciemności zobaczyłam wielką białą Hostie. Jasniala wlasnym światłem. Obok Niej pojawil się Kielich. Był przezroczysty, widziałam w Nim czerwony płyn. Wino. I w końcu zobaczyłam Najdroższego mojego! Trzymał Hostie i Kielich w dłoniach. Był bardzo piękny, uroczysty bardzo. Gdy tylko Go zobaczyłam, w Otchłani Męki pojaśniało. Najdroższy zbliżył Hostie do mnie i wyszeptal promienny niezwykle:
„Oto Ciało Moje, które za Ciebie i za wielu będzie wydane!”
„Amen!” – szepnęłam poruszona do głębi serca.
I wielka Hostia weszła we mnie.
A Najdroższy zbliżył Kielich do moich ust, mówiąc:
„Oto Krew Moja, która za Ciebie i za wielu będzie wylania!”
„Amen!” – szepnęłam.
I runelam do stóp Najdroższego!!! Całowalam je z miłością i uwielbieniem. I dziękowałam, dziękowałam… Umiłowany jednak nie pozwolił mi długo. Podniósł mnie delikatnie. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością. Ja patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała!
„Kto spożywa Moje Ciało i Krew Moją pije ten trwa we Mnie a Ja trwam w nim! Trwaj we Mnie, Maleńka Moja! Trwaj w Mojej Miłości!”
Patrzyłam w Najdroższego szczęśliwa bardzo objęłam Go za szyję i przytuliłam do Niego.
„Cały jesteś dla mnie, Najdroższy! Cały dla mnie!!!! W Eucharystii i na Krzyżu i w Tabernakulum! Cały dla mnie!”
„Wiele razy Ci o tym mówiłem, Maleńka Moja!”
„Tak. Ale teraz odkrywam to na nowo!!!”
Umiłowany wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Ja wymienialam imiona moich Duchowych Synów, księży. Każdego Syna wymienialam po imieniu, dziękowałam za jego Kapłaństwo i prosiłam, żeby Umiłowany mu błogosławił. Każdego z osobna.
Najdroższy tulil mnie do SERCA z czułością. I uśmiechal się do mnie cudnie. Cały był dla mnie…

MODLITWA OBECNOŚCI

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie i ja też. Bardzo. Bolało mnie całe ciało, każdy mięsień, nerw, kosteczka. Ale nie rozmawialiśmy z Umiłowanym o cierpieniu. Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością, zachwytem i uwielbieniem. Najdroższy mój patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam. Był cały mój i cały dla mnie. I ja byłam cała Jego i dla NIEGO cała.
„Dobrze mi pod SERCEM Twoim, Najdroższy” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Zawsze możesz się w NIM schronić, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Dziękuję!!!” – szepnęłam uśmiechnięta.
„ONO jest Twoje, do Ciebie należy. Wybrałaś JE przecież!”
„Taaak!!!!”
Trwalismy w Miłości i uśmiechu. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. Potem szepnęłam z radością:
„Zatańczymy, Najdroższy mój?!”
„Tak, Maleńka Moja!”
Umiłowany objął mnie z czułością i zaczęliśmy tańczyć. Tańczylismy bardzo! Po całej Otchłani Męki! Tańczyliśmy, tańczyliśmy, tańczyliśmy. Najdroższy patrzył tylko we mnie i ja tylko w Niego patrzyłam.
„Ostatnio często o Mnie rozmyślasz, Maleńka!”
„Tak. To źle?”
Umiłowany spojrzał mi w oczy głęboko, uśmiechnął się do mnie promiennie i szepnął mi wprost do ucha:
„A jak myślisz, Maleńka?”
Ja uśmiechałam się do Niego i też szepnęłam Mu do ucha:
„Gdyby Ukochany mój rozmyślal by o mnie to bym się cieszyła! Bardzo!”
Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem. Promienial cały uśmiechem.
„I Ja się cieszę, Maleńka Moja! Bardzo się cieszę!”
Aż podskoczylam z radości!!!! Pochyliłam się i ucałowała Umiłowanego mojego w policzek! Umiłowany zaśmiał się serdecznie i tańczyliśmy dalej. Najdroższy mój i ja.. Patrzyłam w JEGO oczy patrzyłam….
„Pozwól mi być z Sobą, cierpieć z Tobą w re najbliższe dni… Pragnę Umiłowany mój!”
Najdroższy spojrzał we mnie poważnie.
„Będziesz, Maleńka. Rozmyślaj o Mnie i trwaj we Mnie!”
Patrzyłam w Najdroższego z miłością. Pomyślałam że ja nie muszę, nie potrzebuję z Nim rozmawiać. Ostatnio tak mam. Wystarczy że rozmyślam o NIM i wpatruje się w NIEGO. Że z NIM, z Umiłowanym moim jestem.
Najdroższy uśmiechnął się słodko.
” To najpiękniejsza modlitwa. Modlitwa Obecności!” – szepnął promieniejac.
Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy!

NAGA PRAWDA

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego… Tzn Maleńki mój, Najdroższy wisiał a ja… byłam w Nim. W Umiłowanym moim ukryta. Przy SERCU Jego. . Wtulona w SERCE Najdroższe. Tańczyłam. Tańczyłam i rozmyślałam…

Która stacja Drogi Krzyżowej jest dla mnie najbardziej wymowna, przejmująca, dojmujaca? Dla mnie osobiście? Obnażenie z szat. Tak… Najdroższy stoi przed Krzyżem, na którym za chwilę ma zawisnąć. Stoi wycieńczony Drogą, cierpieniem niezmiernym… Wśród bluźnierstw, kpin, drwin, złości. Stoi. Jedna wielka rana… I nagle oprawcy zdzierają z Niego szaty. Zaschnięte rany otwierają się na nowo… I stoi mój Umiłowany zakrwawiony. Nagi. Kpiny i bluźnierstwa wzmagają się. A ON stoi odarty ze wszystkiego. Stoi piękny! Miłość jest piękna…. Nie ma nic Swojego, wszystko za mnie oddał. Stoi. Naga Prawda. Staje też nie taki przede mną, poraniony, obnażony, nagi, bezbronny. Staje przede mną i cicho pyta:
„Chcesz Mnie takiego, Maleńka Moja?”
Odpowiedź jest prosta:
„Tak!”
I przychodzi do mnie i daje mi Siebie.
I ja wczoraj tez taka przed Nim stanęłam. Obnażona, bezbronna. Stanęłam przed Najdroższym moim. W prawdzie. Świadoma, że nie mam nic swojego. Wszystko co dobrego jest we mnie od NIEGO dostałam. Swojego nie mam. Stanęłam przed Ukochanym… A On szeroko wyciągnął ramiona i wyszeptal z Miłością i tkliwoscia niesamowitą:
„Schroń się we MNIE, Maleńka!”
I ukrył mnie w Sobie. Pod SERCEM. Jak matka.. Przytulał mnie I tańczyłam dla Najdroższego mojego. Wtulona w SERCE Najdroższe. W pewnej chwili z Rany w SERCU wyszła Hostia. I weszła we mnie. Trwalam w uwielbieniu i tańcu. W Miłości trwałam.

ZMĘCZONY…

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy razem.. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym pełnym miłości spojrzeniem. Ja odpoczywałam na SERCU Ukochanego. Przed sobą widziałam Oblicze Ukrzyżowanego. Patrzyłam w JEGO dobre oczy z miłością i uwielbieniem. Napisałam, że odpoczywalam. Nie do końca. Tańczyłam bardzo. Patrzyłam w Najdroższego i rozmyślalam.
Wczoraj wjechał do Jerozolimy. Do mnie wjechał, do mojego serca. Na osiołku. Zrebieciu oslicy. Pokorny i cichy. Kroi i Pan, Najdroższy mój. Który nie oskarża, nie osadza, nie potępia. Który nie zasłonił Swej twarzy przed zniewagami i opłuciem, ale i nie odpowiedział na nie. Nie oddał, nie odpowiadzial złem za zło. Który największego grzesznika – mnie pragnie przytulić z Miłością do SERCA. Pragnie… Widzi w nim Swoje dziecko. Umiłowane, ukochane najdroższe dziecko!!! I za nie idzie cierpieć i umrzeć w męczarniach. I zmartwychwstal. Dla mnie! Dla każdego! Pragnie żeby Jego dzieci żyły wieczne, z Nim!!!
Tak rozmyślalam, patrząc w oczy Umiłowanemu mojemu. Patrzył we mnie słodko.
Nagle znalazłam się w pustym kościele. Przed ołtarzem klęczałam. Na ołtarzu stała monstrancja, bardzo prosta, ale piękna bardzo. W monstrancji była Hostia. Najdroższy mój ukryty w białym Chlebie. Klęczałam przed Umiłowanym, uwielbialam Go. Nagle Hostia wyszła z monstrancji i zbliżała się do mnie, usłyszałam cichy głos:
„Czy mogę, Maleńka Moja u Ciebie odpocząć?”
„Odpocznij Najdroższy mój! Proszę i zapraszam!”
„Jestem bardzo zmęczony przed męka. A nie mam gdzie głowy skłonić.”
„Odpocznij u mnie Najdroższy mój!! Proszę Cię!!!”
Hostia zbliżała się do mnie bardziej i bardziej. Aż weszła we mnie. Trwalam w uwielbieniu…
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój położył głowę na moim sercu i odpoczywał. A ja tańczyłam dla NIEGO. Z radością tańczyłam.

BUZUJE, WRZE, KIPI!!!

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie. Ogromnie! I ja cierpialam bardzo. Bardzo! Tańczyliśmy. Jednak ani o cierpieniu, ani o tańcu nie rozmawialiśmy. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z Miłością, uśmiechem i szczęściem wielkim!!!!
„Wiesz, mój Najdroższy? Wczoraj adoptowałam duchowo dzieciątko. I dałam mu na imię Piotr. Piotruś!”
„Bardzo się cieszę, Maleńka!”-wyszeptał Najdroższy całując mnie w czoło.
„Ja też się cieszę, Najdroższy! I dzielę się moją radością!”
Umiłowany promienial cały Miłością… Patrzyłam w Niego z zachwytem i uwielbieniem. A po chwili szepnęłam:
„A Ty mój Najdroższy dzisiaj wjeżdżasz na osiolku do Jerozolimy. By tam być umeczony i umrzeć za mnie na Krzyżu…”
„Umrzeć i.…??” -Umiłowany patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„Zmartwychwstać!!!”
‚Właśnie! Wielu zatrzymuje się na Męce Mojej, zapominajac o Zmartwychwstaniu. Tymczasem jedno bez drugiego nie ma sensu. Nie istnieje!”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu.
„Ja kiedyś też skupialam się za bardzo na cierpieniu. Twoim, Najdroższy mój i.. moim. I byłam smutna…”
„Tak było kiedyś. A teraz?” – spytal Umiłowany uśmiechając się do mnie całym Sobą.
Tańczyłam bardzo intensywnie, ale uśmiechałam się do Najdroższego mojego od ucha do ucha.
„Krzyż ciężki bardzo, bardzo, coraz cięższy. Po ludzku przygniata do ziemi. Choroba coraz bardziej bierze górę nade mną. A w moim sercu radość i pokój i szczęście kipi,!!! Wrze!!! Buzuje!!!! Najchętniej bym już śpiewała” Alleluja!!! Trochę się wstrzymuje bo to Wielki Post i Wielki Tydzień się zaczyna. Ale Sam wiesz, że często nie wytrzymuje i śpiewam!!!! ”
Uśmiechalam się do Umiłowanego mojego. Tańczaca bardzo. Szczęśliwa i pełna pokoju. Umiłowany pochylal się nade mną z zachwytem. Promienial cały Miłością do mnie…. Tańczylismy!!!

BARDZIEJ

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Tańczyłam bardzo. Bardzo! Umiłowany pochylal się nade mną z Miłością. Patrzył we mnie Swym cudnym pełnym czułości i tkliwosci spojrzeniem. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Uśmiechałam się do Niego radośnie i tańczyłam bardzo. A Najdroższy ten mój taniec przyjmował. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA Swego. Patrzyłam w Najdroższego, w Miłość mojego życia…. Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego…
Nagle w Otchłani Męki Umiłowanego rozbłysło światło jasne i ciepłe. A wokół nas zaroiło się od barwnych, kolorowych kwiatów, motyli i ptaków. Rozblyslo, zaroilo się na kilka sekund…. I znikło! I w Otchłani Męki Umiłowanego znów było szaro i smutno i pusto… Umiłowany uśmiechał się do mnie promiennie.
„Wiosna już nie może doczekać się przyjście!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
I zobaczyłam że cierpi niezmiernie…. Ogromnie bardzo! Teraz ja pochylalam się nad Najdroższym, nad Maleńkim moim. Z miłością i tkliwoscia. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością…. A ON cierpiący był strasznie…
„Maleńki mój…. – szepnęłam wpatrzona w Niego z bólem serca – Jak mogę Ci ulżyć, choć trochę? Powiedz, proszę! Jak mogę Ci ulżyć?”
„Sprawiasz Mi ulgę swoją obecnością, Maleńka. Tym, że ze Mną jesteś. Bo samotnośc i opuszczenie bardziej boli niż rany na ciele.”
„Jestem z Tobą, Najdroższy mój! Jestem! Ale pomóż mi żebym była… bardziej!!!”
Wtedy Umiłowany rozpromienil się bardzo nade mną, rozświetlil, rozjasnil… Miłością. Otulal Sobą. Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo. W Miłości.

WCIĄŻ TAŃCZĘ!

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo! Złączeni w Miłości, uśmiechu, szczęściu i cierpieniu. Maleńki mój i ja. Patrzylismy w siebie nawzajem z miłością i zachwytem…. Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem. A my tańczyliśmy, nie widząc nic poza sobą..Najdroższy patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Patrzyłam w Najdroższego, w Miłość mojego życia, w JEGO cudne oczy patrzyłam. A w sercu rodziło się pragnienie,… Pragnęlam przytulić Umiłowanego do mnie, do mojego serca. Moje serce pragnęlo Go przytulić… Patrzyłam w oczy Umiłowanemu i pragnęlam… I po chwili siedziałam pod Krzyżem i tuliłam do serca Najdroższego mojego. Szczęśliwa ogromnie! Tuliłam!
„Chciałaś, Maleńka Moja. Więc masz!” -Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„A Ty Najdroższy mój, nie chciałeś?” – spytalam również uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Pragnąłem. I to pragnienie wlalem w Twoje serce!”
Aż podskoczylam ze szczęścia i radości! Rozejrzałam się wkoło. Otchłań Męki zionela dojmujaca pustką i bólem… Spojrzałam w oczy Umiłowanemu. Rozmyślalam…
Wszystko jest po coś.. Nawet Otchłań Męki Najdroższego jest po coś. Nawet… moje upadki są po coś. Po co? Po upadku bardzo, bardzo, bardzo odczuwam potrzebę bliskości Najdroższego mojego. Potrzebuję Jego przebaczenia, Jego przytulenia. Jego powiedzenia „to nic, Maleńka Moja. Idziemy dalej!”. Jego Samego potrzebuję! A gdybym nie upadala, nie potrzebowala bym Go. Byłabym samowystarczalna… Tak pomyślałam. I zaczęłam dziękować za swoje…. upadki. Pomyślałam też, że gdyby nie moje słabości to Najdroższy nie mógłby działać we mnie. A tak działa z wielką mocą. Na całego!!! Działa we mnie i przeze mnie. Działa!!! A dzięki cierpieniu mogę tańczyć dla NIEGO.
Wszystko jest po coś!
Najdroższy patrzył we mnie rozpromieniony Miłością, a ja tuliłam Go do serca. Nagle zobaczyłam że Jego SERCE przytuliio się do mojego serca… I z SERCA Najdroższego wyszła Hostia. I weszła w serce moje. Trwalam w uwielbieniu…
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko…
„Zatańczysz ze Mną, Maleńka Moja?”
„Z radością, Najdroższy mój!”
Wstałam i trzymając na rękach Umiłowanego zaczęłam tańczyć! Tańczylam najpierw wokół Krzyża, a potem po całej Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Tańczyłam, tańczyłam, tańczyłam wpatrzona w Najdroższego mojego. Nagle uświadomilam sobie ze tańczę nad morzem Cierpienia! Z Umiłowanym na rękach!! Ze w powietrzu tańczę!!! Pode mną było stalowe, szkliste szare morze, nade mną wisiały ciężkie, czarne chmury. A ja tańczyłam pomiędzy morzem a chmurami. Z Umiłowanym moim na rękach!!! Wpatrzona w Niego! Zakochana, szczęśliwa i uśmiechnięta! Tańczyłam bardzo! Z Umiłowanym moim! Wciąż tańczę! Dla NIEGO!!!

O NAWRÓCENIU

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego. Najdroższy mój i ja Umiłowany obejmował mnie z Miłością i zachwytem i patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie. Ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Jak urzeczona patrzyłam… Widziałam przed sobą Miłość mojego życia! Tak! Miłość mojego życia!!! Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego, dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Kocham Ciebie!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu.
„A jak bardzo?” – spytal uśmiechając się do mnie.
„Kocham. Po prostu, kocham” – i ja uśmiechałam się do Najdroższy.
„A dlaczego?” – dopytywał Najdroższy.
„Bo jesteś!”
„A jakby Mnie nie było?”- spytal znów Umiłowany.
Wtedy naszla mnie myśl że Najdroższy znów mnie w jakiś sposób sprawdza… I już zaczynalo mi się robić przykro, kiedy naszla mnie inna myśl. Pomyślałam że przecież Najdroższy mnie kocha i zna, a jak kocha i zna to nie sprawdza. Tylko przez te pytania chce mi coś pokazać. Odpedzilam więc te myśl o sprawdzaniu. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Jakby Cię nie było to bym nie miała KOGO kochać! Ot co! – szepnęłam – Ale jesteś!”
„Jestem, Maleńka Moja!”
Patrzył we mnie z czułością niewyobrażalna…. Pochylil się nade mną i dotknął miejsca w moim ciele, które bolało mnie bardzo, najbardziej. Dotykał ze współczuciem i troską.
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”-szepnął Umiłowany prawie niedoslyszalnym głosem.
„Bardzo – potwierdziłam – Ale tańczę dla Ciebie, Najdroższy!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy głęboko. Dotknął Swą dłonią mojego policzka i gładzil go…
Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem i znów gładzil mój policzek i włosy.
„Moja Śliczna! Piękna Moja!” – szeptal rozpromieniony Miłością.
Uśmiechałam się do Niego radośnie, najpiękniej jak potrafilam. Patrzyłam w Najdroższego i rozmyślalam….
Tak! Jestem piękna. I chcę być piękna! Dla NIEGO, dla Umiłowanego mojego. Pamiętam, że kiedyś chciałam zniknąć, ukryć się, żeby mnie nikt nie widział, schować się do mysiej dziury. A teraz jest inaczej. Chcę wyjść na świat i pokazywać innym moje piękno! Jednocześnie wiem, że to NIE jest moje piękno, bo gdyby byłoby moje, nie byłoby pięknem! To Jego piękno!!! Piękno Najdroższego mojego! Jestem piękna Jego pięknem! I chcę żeby ludzie widząc to piękno we mnie, chwalili Najdroższego mojego! Jego błogosławili i Jego podziwiali!!!
Tak rozmyślalam. A Najdroższy mój patrzył we mnie i promienial cały Miłością i zachwytem. Wiedział o czym myślę, znal przecież moje myśli.
„Najdroższy mój… o czym my właściwie rozmawiamy? Bo ja nie wiem…”
„Rozmawiamy o Twoim nawróceniu, Maleńka” – uśmiechnął się do mnie Najdroższy.
„O moim nawróceniu?!” – zdziwiłam się.
„Tak. Popatrz, wszystko w Tobie, Twoje serce myśli, slowa, czyny zwrócone są na Mnie. Do Mnie są zwrócone. Zmieniłaś swoje myślenie. Nawrócilas się do Mnie, Maleńka Moja!”
„To TY mnie do Siebie nawróciłes, Najdroższy! Ja sama z siebie nic nie potrafię.”
„Ale Ty pozwolilas Mi, Maleńka!”
„Pozwoliłam, bo Cię kocham!”
Najdroższy patrzył mi w oczy promiennie.
„A jak bardzo?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Trwalismy w pełnym Miłości uśmiechu. Najdroższy mój i ja…

CAŁY ŚWIAT!

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Umiłowany obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia nie do opisania słowami. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem i zachwytem. Tańczylismy bardzo. Balowalismy, można powiedzieć. A wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem.
„Bez Ciebie, Maleńki cierpienie, moje cierpienie, nie ma sensu – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu mojemu – Ból, cierpienie nie ma sensu bez Ciebie. I ta Otchłani Męki bez Ciebie nie ma sensu. Bez Ciebie tylko ból, cierpienie, smutek i szarość… Ty, Najdroższy nadajesz sens mojemu życiu i mojemu cierpieniu. Z Tobą tańczę! Ty jesteś Sensem!”
Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. On nic nie powiedział. Milczał uśmiechając się do mnie… jakoś dziwnie. Tajemniczo. Objął mnie z czułością i zaczęliśmy tańczyć po całej Otchłani Męki. Najdroższy patrzył we mnie… Tylko we mnie patrzył. Promienial cały Miłością i zachwytem. Patrzył Swym cudnym spojrzeniem Miłości… Patrzyłam w Najdroższego zdumiona… A ON patrzył we mnie. W końcu pochylil się i szepnął mi wprost do serca:
„Bez Ciebie, Maleńka Moje cierpienia nie miałyby sensu!”
Aż podskoczylam!!! Potem stanęłam przed Nim jak wryta.
„Jak to….??!! Nie rozumiem… Najdroższy mój???!!!”
Stałam przed Umiłowanym moim i miałam poczucie, że widzę Go po raz pierwszy. Że nigdy wcześniej Go nie widziałam…
„Przecież dla Ciebie Moja Maleńka przyszedłem na świat, dla Ciebie cierpiałem, dla Ciebie umarłem na Krzyżu i zmartwychwstalem dla Ciebie, Maleńka Moja!”
Patrzył we mnie jakbym była dla Niego najważniejsza, jedyna na świecie, najdroższa. I uświadomilam sobie ze na każdego człowieka tak patrzy, że każdy jest dla NIEGO jedyny, najdroższy, najważniejszy. I przejął mnie zachwyt, oczarowanie wielkie… I rzuciłam się do Jego stóp. Objęłam je. Całowalam z uwielbieniem i zachwytem i dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam… Umiłowany podniósł mnie delikatnie… Ujął moją twarz w Swoje dłonie i patrzył we mnie… Patrzył jakbym była dla Niego całym światem. Takie miałam poczucie… Przekonanie takie…
„Tak, Maleńka Moja, jesteś dla Mnie całym światem…”-wyszeptal Najdroższy z czułością niewyobrażalna.
„I TY dla mnie, Najdro…”
Zamknął mi usta pocałunkiem. Wziął mnie w ramiona i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości spojrzeniem… Patrzyłam w Najdroższego jak urzeczona!!! Odkrywalam Go na nowo… Wpatrywalam się w JEGO cudne oczy i rozmyślalam… Przyszła mi do głowy pewna myśl. Że Najdroższy wisząc na Krzyżu, cierpiąc i umierajac na nim widział przed Sobą sens. SENS!!! Widział przed Sobą oprawców, katów, zdrajców, bluźnierców, kłamców… I za nich umieral. Bo w nich widział sens. Swe dzieci w nich widział! Za dzieci cierpial! Za dzieci umierał! Kochal je! Były dla NIEGO całym światem! W nich widział sens! I dlatego nie zszedł z Krzyża.
Umiłowany tulil mnie do SERCA Swego i patrzył we mnie najpiękniej. Byłam dla NIEGO całym światem. Widziałam to w Jego oczach. I ja patrzyłam w Najdroższego mojego. W cały mój świat patrzyłam…

WIOSNA IDZIE!

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem… Umiłowany cierpial ogromnie, bardzo. Ja też cierpialam. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą…. Cierpiący był bardzo… Strasznie! Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy. I wyszeptalam ze współczuciem:
„Najdroższy mój… Maleńki mój, jak mogę Ci usłużyć? Pomoc? Ulżyć Ci choć trochę?”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z czułością.
„Bądź przy Mnie, Maleńka Moja!”
„Jestem, Ukochany! Ale czy mogę zrobić coś jeszcze?”
„Zatańcz dla Mnie!” – szepnął Umiłowany uśmiechając się do mnie cudnie.
„Z radością, Najdroższy mój!”
I zaczęłam tańczyć! Przed Nim, przed Maleńkim moim. Tańczyłam bardzo intensywnie. I pięknie. Dla Najdroższego! Tańczyłam! Umiłowany dołączył do mnie. Objął mnie i tańczyliśmy razem! Umiłowany tańczył cudnie! Lekko i zwiewnie! Jak motyl! Jak wiatr! Patrzyłam w Najdroższego z zachwytem!!! Zapatrzylam się… Nagle w Otchłani Męki Umiłowanego rozbyslo światło jasne i ciepłe, zaroilo się od kwiatów, ptaków i barwnych motyli!!! Trwało to kilka sekund i znikło… Znów było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem. Spojrzałam w Umiłowanego zdumiona do głębi serca. Pytająco. Najdroższy mój uśmiechnął się do mnie, pochylil się i szepnął mi do ucha:
„Wiosna idzie!”
„Aaaa…” – uśmiechalam się do Niego radośnie. Tańczylismy bardzo. Najdroższy obejmował mnie i otulal mnie Sobą. Wchodziłam w Najdroższego mojego. Wchodziłam… Głębiej i głębiej… I znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Z Rany JEGO wyszła Hostia i weszła we mnie. A ja zachwycona cała wtulilam się w SERCE Najdroższe… I tańczyłam dla NIEGO!

NIE WSTYDŹ SIĘ, MALEŃKA!

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja
Umiłowany cierpial niezmiernie… ogromnie… I ja cierpialam bardzo. Miejsce w moim ciele, które zwykle bolało mnie bardzo, dzisiaj bolało mnie jeszcze bardziej. Najdroższy wiedział o tym. I pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. Wielką! Nie do opisania słowami… Sam cierpiący niezmiernie pochylal się nad moim cierpieniem. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem miejsca, w które bardzo mnie bolało.
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”
Przytaknelam i wyszeptalam z trudem:
„Tańczę. Z Tobą i dla Ciebie, Najdroższy mój. To dla mnie zaszczyt cierpieć z Tobą, Najdroższy mój! Wielki zaszczyt!”
Nagle zabolało mnie tak bardzo, że aż jęknelam. Zawstydzilam się. Umiłowany cierpial o wiele, wiele bardziej, a cierpial w milczeniu. Zawstydzona patrzyłam Mu w oczy. Najdroższy patrzył we mnie z czułością.
” Nie wstydź się Maleńka Moja. Ja rozumiem. Wszystko.”
„Dzięku…”
Umiłowany nie pozwolil mi dokończyć. Zamknął mi usta pocałunkiem. Całował mnie słodko… Jak Oblubieniec całuje oblubienice. Całowal i całowal. Otulal mnie Sobą. Przytulał do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja. Przy SERCU Jego. W światłości wielkiej. Najdroższy całowal miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal jak

MOGĘ WSZYSTKO, Z UMIŁOWANYM MOIM!

W Najdroższym moim byłam. W JEGO Ramionach radośnie tańczyłam! Umiłowany patrzył we mnie…. Promienial Miłością i czułością i zachwytem nie do opisania słowami. Jasnial piękny mój niezwykle… I ja patrzyłam w Najdroższego zakochana, uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo!
„Z Tobą,, Najdroższy mój mogę wszystko! Wszystko!!! Wiesz?! Wczoraj głośno powiedziałam do siebie ‚kocham cię!’ Pierwszy raz w życiu!!! Wczoraj też pewna osoba która mnie dawno nie widziała, gdy mnie zobaczyla była bardzo zaskoczona! Zdumiona i… zachwycona! „Moniko! Jak ty ładnie wyglądasz!!!” – szepnęła calujac mnie na powitanie. W jej głosie i oczach słyszałam i widziałam niekłamany zachwyt i zdumienie. Uśmiechnęłam się do niej, podziękowalam i od razu pomyślałam o Tobie!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Wiem, Maleńka! Widziałem!”
„A wiesz? W środę mam zamiar iść do fryzjera. Obciąć włosy i pofarbowac. Na rudo. Lubię
rudy. I zrobię taką małą przyjemność, dla siebie.”
„I dla Mnie!” – szepnął Umiłowany wciąż promieniejąc zachwytem.
Rzuciłam Mu się na szyję i ucalowalam Go serdecznie!!!
„Oczywiście! Przede wszystkim dla Ciebie, Najdroższy mój!!! Chcę Ciebie też chwalić tym, że ładnie wyglądam. Wyglądem zewnętrznym. Uczyniłes we mnie piękne wnętrze i chcę pokazywać je na zewnątrz. Też wyglądem!”
Najdroższy mój patrzył we mnie w milczeniu, wciąż promieniejąc, jaśniejąc zachwytem.
„Najdroższy… a Ty dlaczego nic nie mówisz i patrzysz we mnie tak…”
„Słucham z zachwytem i podziwiam Piękność Moją Maleńka!”
Patrzyłam w Najdroższego i uśmiechałam się do Niego rozpromieniona cała. Dziękowałam Najdroższemu i uwielbialam Jego Miłość do mnie. Rozplywalam się w Nim, w Umiłowanym moim. Znikalam w Nim.

ZWYCIĘSTWO!

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Umiłowany patrzył we mnie z Miłością i czułością nie do opisania słowami. I ja w Umiłowanego mojego z miłością i czułością.. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i zaczął dotykać najbardziej czulego miejsca w moim sercu. Czulego punktu. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim… Dotykał i odkrywal to miejsce przede mną. Do wczoraj jeszcze nie wiedziałam że ono we mnie istnieje. Było ono ukryte w głębokości mego serca. Umiłowany odkrywal je przede mną. I już wiedziałam że to rana. Rana poczucia niekochania i poczucia odrzucenia. Sięgająca czasów mojego dzieciństwa. I Najdroższy mój dotykał tę ranę… Dotykal… A ja Mu na to pozwalam. Nie odsunęłam się ani się nie oparłam, choć wiedziałam że mogę to zrobić w każdej chwili. Że Najdroższy to uszanuje. I właśnie dlatego Mu pozwoliłam. A ON posuwal się dalej. Zaczął całować tę ranę. Całowal x tkliwością niesamowitą, wręcz z czcią…
„Najdroższy mój…. Najdroższy mój!” – szeptałam.
Całowal i całowal słodko… W ranę poczucia niekochania i odrzucenia wlewal Miłość i akceptację. Pozwalałam Najdroższemu… Całował i całowal… Całowal… Potem spojrzał we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Jasnym kochającym i czystym.
” Masz ranę w sercu, Maleńka Moja. Ranę w sercu, jak Ja. Boli, wiem… Od Ciebie jednak tylko zależy co z tą rana i bólem zrobisz. Tylko od Ciebie zależy.”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu…
„Chcę, żeby zakwitło z niej dobro. Oddaję ją Tobie, Najdroższy! Zrob z nią co chcesz!”
Umiłowany patrzył mi w oczy przenikliwie i promiennie bardzo.
” Jesteś pewna?”- spytal stanowczo i delikatne zarazem.
” Tak, jestem pewna.”
Umiłowany znów pocałowal ranę w moim sercu i wyszeptal:
” Niech wytrysnie z niej Miłosierdzie MOJE!”
I rana zaczęła mnie piec, palić niezmiernie!!! Chciałam tego! Pragnęlam!!! I nagle przeniknęła mnie swiatłość wielka! Błyskawica światła!!!
A po chwili siedziałam pod Krzyżem. Siedziałam i… trzymałam w ramionach…. siebie!!!! Samą siebie tuliłam do serca… Z miłością tuliłam…. Samą siebie tuliłam…. Przytulałam, obejmowałam z czułością… Patrzyłam sobie samej w oczy. I uśmiechałam się do siebie.
„Jesteś piękna w moich oczach! Kocham Ciebie!” – szeptałam i uśmiechałam się do siebie ciągle… Cieszyłam się sobą!!!
Najdroższy mój klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z zachwytem!!! Promienial Miłością!
„To Twoje zwycięstwo, Maleńka Moja!”
Spojrzałam Umiłowanemu w oczy rozpromieniona cała!
„To zwycięstwo Twojej Miłości, Miłosierdzia, zwycięstwo Twojej dobroci i cierpliwości, Najdroższy mój!!!”
Patrzył we mnie… Miłość sama. Patrzył i otulal, przytulal, przenikal Sobą. A ja w Umiłowanym moim tuliłam siebie do serca…

JUŻ NA NICZYM NIE STOJĘ

Chodziliśmy po Morzu Cierpienia. Najdroższy mój i ja. Spacerowalismy pod rękę. Po powierzchni Morza. Fale były duże, Morze stalowe i szklste. A nad nami wisiały ciężkie, czarne chmury….Najdroższy mój trzymał mnie pod rękę i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością, ale byłam jakaś niepewna. W moim sercu działo się… Nie wiem jak to opisać. Opiszę jak czuję.
Czułam jakby w moim sercu hulal wiatr. Dziwny Wiatr. Hulal i ustawial wszystko po Swojemu. I w moim sercu kłębily się pytania:
„Czym jest miłosierdzie? Miłosierdzie to więcej niż szacunek, prawda? To więcej niż nawet miłość? Ale miłosierdzie wobec siebie nie oznacza pobłażania sobie i pozwalać sobie na wszystko?!”
Takie i wiele innych pytań kłębilo się w moim sercu. Najdroższy trzymał mnie pod rękę i patrzył we mnie nic nie mówiąc. Tylko patrzył we mnie z Miłością, uśmiechajac się do mnie pięknie. Spacerowalismy pod rękę po Morzu Cierpienia. W moim sercu wciąż hulał wiatr i ustawial wszystko po Swojemu. W pewnej chwili Najdroższy zatrzymal się i stanął naprzeciw mnie. Bardzo blisko. Ujął moją twarz w Swoje dłonie i patrzył we mnie promienny i czuły ogromnie…. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Dotykalo serca…. Dotykalo najczulszego, najbardziej czułego, najbardziej zranionego miejsca w moim sercu. Patrzył we mnie pełen Miłości i tkliwosci…
„Być miłosiernym wobec siebie samej to przyjąć siebie taką jaką się jest. Ze wszystkimi słabościami, grzechami, błędami. Przyjąć, przytulić do serca, ukochac, a potem próbować zmieniać na lepsze. Ale najpierw przyjąć, przytulić do ser…”
Stałam przed Najdroższym z otwartymi ustami i łzami w oczach.
” Ja mam siebie samą przytulić do serca??!! ”
Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… I dotykał miejsca najbardziej czułego w moim sercu. Dotykal delikatnie bardzo…
” Jak?! Przecież znam siebie. I mam siebie… taką do serca przytulać?!”
Umiłowany wciąż patrzył we mnie przenikliwie bardzo. I wyszeptal rozczulony:
„Maleńka Moja Umiłowana… Ja znam Ciebie bardziej niż Ty znasz samą siebie. I tulę Cię do SERCA Swego. Z Miłością.”
Patrzył we mnie. W Jego spojrzeniu nie było ani trochę osadu, czy oskarżenia. Tylko Miłość. Patrzyłam w Najdroższego i nie wiedziałam co powiedzieć…. Zabrakło mi słów. Stałam przed Nim bezbronna, a On wciąż dotykał najbardziej zranionego miejsca w moim sercu. Dotykal… A nie cofnęłam się, ani się nie oparłam. Znałam tylko jedno przytulenie. Jedno. Przytulenie Umiłowanego mojego. Innego nie pamiętam. Nie przypominam sobie. Tylko Jego przytulenie…. Kochające piękne i dobre. Czułe…
Patrzyłam w Najdroższego. On wziął mnie pod rękę i znów spacerowalismy pod rękę po powierzchni Morza. Najdroższy mój i ja.
Niepewna….
„Jestem z Tobą Kochana!” – wyszeptal Najdroższy słodko.
Teraz ja zatrzymalam się i stanęłam przed Nim. Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i patrzyłam Mu w oczy.
„Tak, bądź ze mną, Najdroższy mój! Bądź ze mną, bo… ja już nie wiem na czym stoję!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Ty juz na niczym nie stoisz, Maleńka. Ty chodzisz ze Mną po wodzie!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie…. Promienie! Od ucha do ucha. To prawda. Ja już na niczym nie stoję!
„Ufam Tobie, Jezu!” – szeptałam trzymając Jego twarz w swoich domach. Wiatr w sercu ucichl i wiedziałam że już wszystko jest na swoim miejscu. Patrzyłam w Najdroższego z miłością. A ON otulal mnie Sobą. Ogarnial mnie zamykal w Miłości. Wchodziłam w Niego… Głębiej i głębiej. I nagle zalała mnie swiatłość wielka. Cała byłam w światłości. A Umiłowany pochylal się nade mną z Miłością i czułością nie do opisania słowami. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył Swą głowę na sercu moim. Byłam taka szczęśliwa! Nic już nie mialo znaczenia. Tylko mój Najdroższy! Był przy mnie. Blisko. Gładzilam Jego włosy i policzek. Nic innego się nie liczylo. Byłam dla Umiłowanego najdroższa i jedyna. I On dla mnie.
Spacerowalismy pod rękę. Po powierzchni Morza Cierpienia. Najdroższy mój i ja.
I już na niczym nie stoję. Chodzę po wodzie, pod rękę z Umiłowanym.

ODKRYCIE W OTCHŁANI MĘKI

Wisieliśmy na K w Otchłani Męki Umiłowanego z. Najdroższy mój i ja. Cierpielismy razem. Umiłowany patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie i patrzylam w Niego z miłością.
„Zatańcz dla Mnie, Maleńka!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Z radością, Najdroższy mój!” – patrzyłam w Najdroższego z zachwytem i dotykając Jego SERCA, wyszeptalam:
„A mogę TU?”
Najdroższy rozpromienil się nade mną!
„Podobało Ci się… Maleńka?!”
„Podobało! Bar…. Podobało!!!”
„Mi bardziej, Maleńka!!!”
Zaśmialismy się, Umiłowany i ja. Spojrzałam Mu w oczy. Jasnialy Miłością… Ucalowalam Go. Zaczęłam wchodzić w Najdroższego mojego. A ON otulal mnie Sobą, zamykał w Miłości… I znów znalazłam się pod SERCEM Najdroższym, w świetle, w jasności! I znów tańczyłam bardzo! Dla Najdroższego, dla Maleńkiego mojego tańczyłam!!!
A tańcząc… układałam plan. Plan wychowawczy wobec siebie samej. Przypomniałam sobie grzech, który popelnialam często i spytałam sama siebie: „Czy chcesz nim ranić Najdroższego?! Oczywiście że nie chcę!!! A więc walka. Sama ze sobą! Będę walczyła. I będę wychowywać siebie z cierpliwością i miłością!” Tak mówiłam. Ale… jakoś nie było to dla mnie wiarygodne… Mówiłam o miłości i cierpliwości, ale miłości i cierpliwości we mnie do mnie samej było wciąż za mało… Tańczyłam dla Najdroższego mojego.
Nagle usłyszałam cichy ciepły głos:
” Bądź wobec siebie bardziej miłosierna niż sprawiedliwa!”
Stanęłam. Przestałam tańczyć. Stałam i patrzyłam w SERCE Najdroższego. Biło wielkie, Żywe i piękne. Stałam jak wryta!
„Miłosierna??! Wobec siebie?!!”
„Tak. Ja jestem Miłosierny wobec Ciebie, Maleńka. A Ty przecież pragniesz być do Mnie podobna.”
„Prawda! Być miłosiernym to kochać, po prostu!!!”
Olśnienie! Wielkie olśnienie!!!
„Być miłosiernym to kochać po prostu!” – powtarzałam sobie. Odkrycie!!!!
Stałam. Patrzyłam w SERCE. A wszystko we mnie wywracało ‚do góry nogami’. Nie wiedziałem już nic. Mój ‚plan wychowawczy’ runął. Legl w gruzach. A ja stałam oszołomiona, zaskoczona i przestraszona. I powoli… powoli budził się we mnie zachwyt….
Znów wisieliśmy na Krzyżu z Najdroższym moim. Spojrzałam Mu w oczy. Płonęły Miłością. Patrzyłam i wiedziałam On Ukrzyżowany i cierpiący otwiera przede mną nowe horyzonty, nowe światy. Byłam zachwycona, oszołomiona i wystraszona jednocześnie.
„Wysoko postawiona poprzeczka… Nie doskocze chyba…” – patrzyłam Mu w oczy nieśmiało.
Najdroższy mój uśmiechał się do mnie cudnie.
„Doskoczysz, Maleńka Moja, doskoczysz. Przeskoczysz ją nawet! Razem przeskoczymy!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie z wielką Miłością. I ja w Niego patrzyłam.
„Ufam Tobie, mój Najdroższy! Być miłosiernym to kochać, po prostu! Jak Ty!!! Ufam że mi pomożesz!”
Patrzył we mnie promienny ogromnie.
‚Tak. Ufam Jemu. Nie wiem dokąd mnie poprowadzi. Ale idę za Nim. Za Umiłowanym moim idę. Dźwigajac swój Krzyż. Idę, a przed sobą widzę Jego poorane ranami plecy’. Kiedy tak rozmyślalam, naszla mnie myśl jasna jak błyskawica. Pomyślałam że te poorane ranami plecy Najdroższego to właśnie Jego miłosierdzie wobec mnie! Idę za NIM patrząc w Jego miłosierdzie!
„Być miłosiernym to kochać, po prostu!”
Ile można odkryć w niby pustej, szarej, smutnej i przepełnionej bólem Otchłani Męki Umiłowanego!!! Ile można odkryć!!!

Jakiś czas później zaczęła dręczyc mnie pokusa. Zaczęła necic, kusić, nie dawała mi spokoju. Wtedy pomyślałam o pooranych plecach Najdroższego mojego. Zobaczylam je przed sobą. Zaczęłam wpatrywac się w nie. Iść za Ukochanym, za Miłosiernym. I pokusa gdzieś się rozplynela, ulotniła, uciekła. W sercu usłyszałam cichy, ciepły głos:
„Właśnie przeskoczylas poprzeczkę, Moja Maleńka!!!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego całą sobą! I byłam szczęśliwa! Bardzo szczęśliwa!!!
‚Być miłosiernym to kochać, po prostu! ”
Odkrycie! Wielkie odkrycie!

TRWAMY W MIŁOŚCI

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością. Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością, ale byłam smutna, przygnębiona…
Nagle usłyszałam dziwny trzask… Dobiegal on z dołu, spod Krzyża. Schylilam głowę i zobaczyłam, że ziemia pod Krzyżem jakby pękala. Znowu usłyszałam trzask i pod Krzyżem wytrysnela woda. Źródełko jakby. Było ono coraz większe i tryskalo do góry jak fontanna…
„Co to?!” – spytałam zdziwiona.
„Z Krzyża wytryska Źródło Miłości, Przebaczenia i Życia!”
„Zanurz w Nim moje Duchowe Dzieci i… mnie… Proszę, Najdroższy mój!” – szepnęłam niewiele myśląc, wpatrzona w Umiłowanego.
„Z radością, Maleńka Moja!”
Umiłowany wziął mnie na ręce i zanurzyl w Zrodelku.
„Wraz z Tobą Maleńka, zanurzam wszystkie Twoje Dzieci.”
Woda w Źródle była bardzo orzeźwiająca. Najdroższy zanurzyl mnie całą. Potem wyciągnął mnie z wody i postawił ostrożnie na ziemi. Byłam cała mokra, woda spływala po mnie. Uklękłam przed Umiłowanym moim, wciąż przygnębiona. Najdroższy uklęknął przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia i troską… Dotknął z miłością mojego policzka i głaskal go czule.
„Co Cie trapi, Maleńka?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
„Jestem taka słaba… Upadam co chwila…” – szepnęłam patrząc Najdroższenu w oczy.
„Ale zawsze przychodzisz do Mnie, przepraszasz a Ja Ci wybaczam. Zawsze, Maleńka!”
„Tak mój Najdroższy. Ale…”
Umiłowany patrzył we mnie z Miłością.
„Wiesz co, Maleńka? Jeśli chcesz, jeszcze raz oddaj Mi wszystko co Ci ciąży na sercu. Nie pozwól by tak dobre i piękne serce było choć troszkę zabrudzone.”
„Dobrze, Najdroższy mój!”
I oddałam Mu wszystko, co mi na sercu leżało. Najdroższy patrzył teraz we mnie promienny, świetlisty i piękny niezmiernie. Uśmiechał się do mnie cudnie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam Mu w oczy… Potem położyłam głowę na Jego ramieniu i wyszeptalam:
„Pragnę Cię tak kochać jak Ty mnie… Nie wyliczać jak bardzo Cię kocham.Tylko kochać. Jak Ty. Po prostu. I siebie też kochać, po prostu.”
„Niewiele Ci do tego brakuje, Maleńka Moja. Bardzo niewiele!”
I przytulił mnie do Siebie, Najdroższy. Mocno przytulił. Z czułością. A ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Trwaliśmy w Miłości. Trwamy w Miłości.

KOCHAJĄC I CIERPIĄC

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie. Ogromnie bardzo… Niewymownie. Zamknięte miał oczy i co chwilę jęczał cicho… Ja też cierpialam bardzo. Miejsce w moim ciele, które zwykle bolało mnie bardzo, teraz bolało mnie jeszcze bardziej. Bolały też mięśnie i stawy. Ale najbardziej bolało mnie serce, że Najdroższy mój cierpi tak ogromnie, a ja nie mogę Mu pomóc…
„Najdroższy mój…. jestem z Tobą …” – wyszeptalam z trudem.
Najdroższy na chwile otworzył oczy i spojrzał we mnie z Miłością i tkliwością niesamowitą… I znów zamknął oczy i jęknął cichutko…
„Czekaj, Maleńki… spróbuję.”
I z ogromnym wysiłkiem, siłą woli, zaczęłam zdejmować Umiłowanego z Krzyża. Z trudem zdjęłam jedną Jego rękę i założyłam ją sobie na szyję. Potem pochyliłam się i stękając z wysiłku zdejmowalam stopy Umiłowanego. I w końcu drugą rękę. Myślałam że już nie dam rady, ale jakoś zdjęłam. I po chwili siedziałam pod Krzyżem zmęczona i bez sił trzymałam Najdroższego mojego w ramionach i tulilam Go do siebie. Umiłowany już nie jęczał. Leżał z zamkniętymi oczami. Na chwilę je otworzył, spojrzał we mnie z wielką Miłością i wdzięcznością. Potem zamknął oczy i…. zniknął!!!
„Najdro…!!!” – próbowałam wołać.
Cierpienie jednak rosło i rosło…. Bardziej i bardziej. Tak, że nie mogłam już siedzieć. Położyłam się pod Krzyżem. Leżałam z zamkniętymi oczami leżałam i tańczyłam dla Umiłowanego mojego… Natychmiast znalazłam się w małym i ciemnym kościele. Na ołtarzu stała monstrancja, a w niej błyszczala wielka biała Hostia. Klęczałam przed ołtarzem i uśmiechałam się do Najdroższego, uwielbialam Go. Patrzyłam w Niego i patrzyłam…. Nagle Hostia wyszła z monstrancji i zbliżała się do mnie. I we mnie weszła.
Znowu leżałam tańcząca bardzo, z zamkniętymi oczami leżałam. W pewnym momencie poczułam na moim policzku pocałunek…. Jeden, drugi… trzeci. Dotykaly mnie Czyjej dłonie i wzięły w objęcia, w ramiona… Znałam te pocałunki, te dłonie i te ramiona. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Najdroższego mojego pochylonego nade mną z Miłością i tkliwoscia nie do opisania słowami… Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie i ja próbowałam się do Niego uśmiechnąć. Ale nie mogłam…
„Najdro…”
„Ciiii, Maleństwo Moje… Ciiii…. Piękności Moja kochana. Pomoglas Mi dzisiaj ogromnie mimo że sama niezmiernie cierpisz!!! Odpocznij teraz, Maleńka, przy SERCU odpocznij!”
Zamknęłam oczy, a Umiłowany otulal mnie Sobą. Zamykal w Sobie. Słyszałam bicie JEGO SERCA. Biło dla mnie… Odpoczywalam tańcząc z Najdroższym moim.

PO PROSTU

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego. W JEGO Ramionach tańczaca leżałam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z czułością i tkliwością niesamowitą. Patrzył we mnie piękny z Miłością i dobrocią nie do opisania słowami… Uśmiechał się do mnie cudnie. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem.
Zaczęłam rozmyślać o swojej słabości, grzesznosci i nędzy… Patrzyłam w Najdroższego, taki był piękny, kochający i czuły
I nie mogłam się skupić na swojej słabości i nędzy. Przestalam. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i zaczęłam rozmyślać o Jego Miłości, dobroci i pięknie. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny… Mój Piękny…” – szeptałam.
Umiłowany ujął moją dłoń w Swoją i ucalowal ją. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylil się i ucalowal miejsce w moim ciele, które bolało mnie bardzo, najbardziej.
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…” – szepnął Umiłowany.
Pokiwalam głową twierdząco i uśmiechałam się do Niego.. On rozpromienil się ogromnie nade mną!
„Zatańcz dla Mnie, Maleńka!”
I zacząl otulac mnie Sobą. Otulal mnie mocno i czule. Wchodziłam w Umiłowanego. Bez żadnego problemu. Wchodziłam…. Znalazłam się pod SERCEM Umiłowanym. W wielkim świetle, w jasności. I nagle jakbym się rozdwoilam. Widzialam samą siebie stojącą pod SERCEM w świetle. Widziałam wielkie, Żywe, bijące SERCE i siebie stojącą pod NIM.
„Zatańcz dla Mnie, Maleńka Moja Umiłowana!” – usłyszałam cichy głos Najdroższego mojego. Ukłoniłam się SERCU i zaczęłam tańczyć. Jak pięknie tańczyłam!!! Jak pięknie!!! Widziałam samą siebie w oddali i nie mogłam się nadziwić, że to ja jestem….że tak pięknie tańczę. A jednocześnie tańczyłam bardzo. Najpiękniej jak potrafilam!!! Dla Najdroższego, dla Maleńkiego mojego tańczylam! Pod SERCEM Jego! Ubrana byłam w szkole białą od Najdroższego, która, gdy tańczyłam mienila się wszystkimi kolorami tęczy. Na głowie miałam biały welon, na szyi perle od NIEGO. I tańczyłam bardzo. Pięknie!
Nagle zobaczyłam inny obraz. Zobaczylam przed sobą węża! Wielkiego! Podobnego do kobry… Pełzł do mnie…. Już otwierał paszcza!!! Ale ja byłam szybsza od węża! Chwyciłam go za szyję i… padl od razu!! Tańczyłam dla Najdroższego mojego…. Cudnie tańczyłam!!!
I znów leżałam w ramionach Najdroższego mojego. Było mi tak dobrze jak w ramionach najlepszej i najczulszej matki… Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie i pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia nie do opisania słowami…. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z miłością i czułością.
„Najdroższy mój, kocham Ciebie!”
„Wiem, Maleńka! Bardzo kochasz!”
Kiwnęłam głową.
„Bardzo, bardzo Mnie kochasz!”
Zaśmiałam się wesoło.
„Tak! Bardzo, bardzo!”
„Bardzo, bardzo, bardzo kochasz Mnie, Maleńka Moja!”
„Bardzo, bardzo! Bardzo!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie.
„I Ja Ciebie kocham!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac bliskościa.
„Wiem….i nie potrafię sobie wyobrazić jak bardzo!!!!”
„Kocham Cię. Po prostu. Kocham Cię, Maleńka Moja!”
W moich oczach pojawily się łzy. Łzy szczęścia. Leżałam tańcząca bardzo i uśmiechnięta w ramionach Najdroższego. A ON otulal mnie Miłością…

OTCHŁAŃ MIŁOŚCI

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Umiłowany cierpial dzisiaj jakby mniej. I ja mniej cierpialam. Patrzyłam w Najdroższego mojego z miłością i uwielbieniem i uśmiechałam się do Niego radośnie. Najdroższy patrzył we mnie z czułością i zachwytem. Promienial cały uśmiechem. W Jego oczach widziałam ogień miłości.
„Zatańczymy, Perlo Moja?”
„Tak! Najdroższy, tak!”
Umiłowany zaśmiał się radośnie. Objął mnie i zaczęliśmy tańczyć!!! Tańczyliśmy najpierw wokół Krzyża, a potem po całej Otchłani Męki. Umiłowany tańczył i mnie w tym tańcu prowadził . Piękne tańczyl ! A gdzie tańczył tam iskrzylo się, zapalalo, płonęlo!!! Ogniem! Znałam ten ogień. Widziałam go w oczach Umiłowanego mojego. Był to ogień Miłości! Otchłani Męki płonela ogniem Miłości!!!
„Ach!!! Jak cudnie!!!!” – zawołałam z zachwytem.
Najdroższy pochylil się nade mną uśmiechnięty i wyszeptal mi wprost do ucha:
„Te dla Maleńkiej Mojej!”
„Dla mnie??!! Dziękuję Najdroższy!!! Dziękuję!!!”
Tańczylismy. Najdroższy mój i ja. A wszędzie wokół nas iskrzyl się, palił, plonal ogień. Patrzyłam na ten płonący ogień i zapragnęłam… Najdroższy, który znał moje myśli i pragnienia, patrzył we mnie z uśmiechem.
” Już od dawna palisz się, płoniesz, Maleńka Moja! I teraz to zobaczysz!”
I tchnął we mnie lekko. A ja cała zaczęłam płonąć! Płonąć ogniem Miłości Najdroższego mojego!!! Płonęło moje serce ogniem Jego Miłości. Płonęła moja dusza ogniem Jego Miłości! Plonelo moje ciało ogniem Jego Miłości! Cała płonęlam ogniem Miłości Najdroższego mojego!!! Tańczyliśmy!!! Tańczyliśmy w Otchłani Męki. W Otchłani Męki, która teraz była nie tylko Otchłanią Męki. Była Otchłanią Miłością!!! Tak! Otchłanią Miłości Najdroższego mojego!!!

POCAŁUNEK PRZY POCAŁUNKU…

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ogromnie… Ja też cierpiałam. Bardzo. Bolało mnie tylko całe ciało, każdy mięsień, nerw, kosteczka. Ale bolało mnie serce. Wczoraj rozpętała się w nim wielka burza. I choć Najdroższy mój te burzę uciszyl. Ale pozostały po niej w sercu bałagan. Bezsilnośc,, bezradność, bezbronność, niepokój, lęk jakieś dziwny, niezrozumienie i opuszczenie, samotność… Patrzyłam w Umiłowanego mojego. Cierpiący niezmiernie… Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką.
Zbliżyłam twarz do Jego twarzy i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam Jego czoło, poorane przez ciernie. Pocałunek przy pocałunku… Całowalam Jego policzki, opuchniete, pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Jego usta nabrzmiałe, sine. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam z nabożeństwem i czcią. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam.,. I z pocałunkami oddawalam Mu lęk i niepokój. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Jego zakrwawiona brodę. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam Jego pokryte ranami i siniakami ciało. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… Pocałunek przy pocałunku. Całowalam. A z każdym pocałunkiem Umiłowany zabierał Łęk i niepokój. Bezradność, bezsilność i opuszczenie moje łączył ze Swoimi Cierpieniami. A ja całowałam Jego przebite dłonie i stopy. Pocałunek przy pocałunku. Chciałam całować JEGO SERCE. Wchodziłam w Najdroższego mojego… Coraz głębiej i głębiej…. Pocałunek przy pocałunku…. I głębiej. Pocałunek przy pocałunku. I znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Tuliłam JE do siebie i całowalam… pocałunek przy pocałunku. Przylgnelam do SERCA Najdroższego, pocałunek przy pocałunku…. Całowalam. A z Rany SERCA wyszła Hostia i weszła we mnie. Pocałunek przy pocałunku…. Pocałunek przy pocałunku…
„Jesteś bardzo podobna do Mnie, Maleńka Moja Umiłowana!”
„Pragnę być…”
„Jesteś!”
Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku. Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja…
Wciąż tańczymy.
Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku.

NA FALACH CIERPIENIA

Tańczyłam w ciemności. Bardzo. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie. Nie widziałam Go. Ciemność była czarna. Nie widziałam Najdroższego mojego, ale czułam Jego oddech na twarzy i słyszałam bicie JEGO SERCA Swego. Tańczyłam bardzo intensywnie. Nagle usłyszałam trzask i to co przytwierdzalo moje ręce i nogi do chropowatej ściany puścilo. Byłam wolna!!! Jednak moje ręce i nogi były obolałe, drętwe i omdlale. Nie byłam w stanie stać, a co dopiero iść…. Osuwalam się w dol i na pewno bym upadła gdyby nie chwyciły mnie silne i czule ramiona Najdroższego mojego. Umiłowany wziął mnie na ręce i wyszedł z ciemności. Najdroższy niósł mnie na rękach i szedł przed Siebie. A wokół nas było coraz widniej, jaśniej. Umiłowany doszedł do Krzyża. Położył mnie pod Nim bardzo ostrożnie i delikatnie. I pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką i patrzył we mnie ze współczuciem i troską. Leżałam obolała bardzo. Bolały mnie nadgarstki i kostki. Z trudem podnioslam rękę do góry i zobaczyłam że wokół nadgarstka jest odcisnieta sina pręga. Na drugim nadgarstku i na kostkach u stóp też były sine pregi. Umiłowany dotykał ich z czułością i boleścią…
„Najdroższy mój, będziemy chodzić po Morzu?” – spytałam z trudem.
Umiłowany patrzył we mnie rozczuulony…. Bardzo.
„Mieliśmy dzisiaj chodzić, Maleńka Moja… Ale jesteś taka obolała i zmęczona, że chyba nie dasz rady.”
„Nie dam rady??!! I Kto to mówi ??! Ty, który jesteś mi Podporą i Siła??!”
I ucalowalam dotykając z czułością Jego policzka, wyszeptalaam:
„Z Tobą zawsze dam radę, Najdroższy!!!!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z ogniem w oczach. Patrzył mi w oczy i ja patrzyłam Mu w oczy…. Patrzyłam…. I znalezlismy się na morzu. Umiłowany i ja chodziliśmy pod rękę po Morzu Cierpienia. Morze było strasznie wzburzone, tak, że trudno było chodzić po jego powierzchni. Ale chodziliśmy z Umiłowanym. W pewnej chwili Najdroższy zatrzymał się i stanął naprzeciw mnie. Uśmiechnął się do mnie cudnie, objął. I zaczęliśmy tańczyć! Tańczyliśmy! Po falach cierpienia!!! Jak Umiłowany mój pięknie tańczył!!!! Jak pięknie!!! Zwiewne i lekko unosi się nad falami. Jak barwny motyl. Jak pięknie tańczył mój Umiłowany! I ja w Jego ramionach!!! Tańczyliśmy po wzburzonych falach cierpienia…
I znów leżałam pod Krzyżem. Obolała bardzo i zmęczona bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia nie do opisania słowami.. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. Ujął mnie bardzo ostrożnie i delikatne w ramiona i tulil do SERCA Swego. Byłam jak dziecko w ramionach MAM. Tańczylismy bardzo. Na falach cierpienia. Wciąż tańczymy.

W CIEMNOŚCI

Byliśmy w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i, boleścią i smutkiem… Patrzyłam w Maleńkiego mojego z radością i współczuciem.
„AZ tak bardzo cierpisz….Najdroższy mój…?” – spytalam dotykając z czułością Jego policzka i głaskalam go.
„Maleńka Moja…. musisz niestety TAM iść.. Ja byłem, więc i Ty musisz…”
„Gdzie mam iść, Najdroższy?”
Umiłowany wskazał w ciemność i pustke.
„Tam!” – wyszeptal Najdroższy z wielkim bólem i współczuciem.
„Gdzie Ty tam i ja, Najdroższy! Nie martw się. Pójdę dokądkolwiek mnie poprowadzisz.”
„Chodźmy więc!”
Najdroższy wstał i podając mi rękę pomógł wstać mi.
„Pójdź za Mną, Maleńka!”
I poszedł w ciemność.
„Idę, Najdroższy!”
I poszłam za Nim.
Szliśmy. Umiłowany szedł pierwszy, a ja za Nim. Dokoła robiło się coraz ciemniej i coraz bardziej pusto. Ból był wszędzie… Im dalej szliśmy, było ciemniej i ciemniej. Umiłowany podał mi rękę. Chwyciłam za nią. I szliśmy dalej w milczeniu. Zrobiło się tak ciemno, że nie widziałam już przed sobą Najdroższego mojego. Czułam tylko w swojej dłoni Jego dłoń. Ona mnie prowadziła….
Nagle usłyszałam jakiś głośny trzask. I zostałam uwięziona. Poczułam że coś chwyta moje ręce i nogi i przymocowuje do jakiejś zimnej, chropowatej ściany. Nie mogłem ruszyć ani ręką, ani noga! Byłam uwięziona! Bolało mnie całe ciało, każda próba ruchu sprawiała ogromny ból. A nade wszystko bolalo mnie serce, że Umiłowany mój musiał tak cierpieć…
„Najdroższy, odejdź! Zostaw mnie!” – zawołałam.
„Mam zostawić Ciebie tu samą, Maleńka Moja??!” – wyszeptal z wielkim bólem w głosie.
„Tak!”
„Ale dlaczego, Najmilsza?! Jeśli chcesz, to oczywiście, zostawię Cię, choć sprawi Mi to wielki ból!!! I muszę wiedzieć dlaczego!!!”
„Najdroższy mój…. Ty cierpiałeś Sam. Byłeś Sam, nie miałeś nikogo! Cierpiałeś w osamotnieniu. I ja chcę podobnie jak TY!!!”
Umiłowany zbliżył się do mnie
Czułam to, choć nic przed sobą nie widziałam. Ciemność była czarna… Ale czułam Jego oddech na mojej twarzy i bicie JEGO SERCA.
„Nie cierpialem sam, Maleńka Moja! Miałem MATKĘ! Moja Mama była ze Mną i ze Mną cierpiala!”
Olśnienie!!! W ciemności. Olśnienie!!!
„Miałeś MATKĘ!”
„Pozwól Mi zostać przy sobie, Maleńka Moja!! Pozwol Mi zostać, proszę!!!”
Czułam oddech Umiłowanego na mojej twarzy.
„Zostań, Najdroższy mój!!! Zostań ze mną! Proszę!!!i Zostań! I bardzo, bardzo Cię przepra….”
Najdroższy nie pozwolił mi dokończyć. Zamknął mi usta pocałunkiem…. Całowal mnie słodko i czule. Jak Oblubieniec oblubienica całowal… Potem całował moje cierpiące ciało. Pocałunek przy pocałunku. Oblubieniec oblubienice całowal…
Tańczylismy bardzo. W ciemności.

IDĘ ZA NAJDROŻSZYM MOIM

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Tańczylismy. Maleńki mój cierpiał niezmiernie. Ja też, bardzo.
„Idziesz za Mną, Maleńka Moja!” – szepnął Umiłowany. patrząc mi w oczy z miłością.
„Staram się, ale….” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
„Idziesz!” – powtórzyl z ogniem w oczach.
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu, patrzyłam….. I zobaczylam w nich jak idę za Nim. On szedł pierwszy, dzwigać na plecach Krzyż. A ja za Nim, dzwigalam swój. Szłam za NIM. Za Najdroższym… Za Umiłowanym moim.
I przyszły mi na myśl moje Duchowe Dzieci. Ale nie te, które ze mną są, tylko te, które z jakichś powodów mnie zostawiły, odeszły ode mnie, zapomniały o duchowej mamie. Mam je szczególnie w sercu i za nie tańcze, czekam na nie i tęsknie….
Najdroższy mój wciąż patrzył mi w oczy z miłością.
„Możesz choć trochę doświadczyc co JA czuję, jak Mnie SERCE boli gdy Moje dzieci ode Mnie odchodzą!”
„Tak mój Najdroższy! Tylko Ciebie SERCE boli tysiąc, milion razy bardziej niż mnie!!! Jak mam pocieszyć Twe SERCE, Najdroższy mój??!!”
Patrzyłam w Umiłowanego z bólem serca… On patrzył we mnie z czułością i tkliwoscia niesamowitą.
„Pocieszasz Mnie bardzo, Maleńka Moja! Pocieszasz idąc za Mną, tańcząc dla Mnie. Pocieszasz kochając, po prostu.”
Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańcujemy!

NIE MUSZĘ TĘSKNIĆ

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Sama. Najdroższego nie było. Zniknął gdzieś. Nie mówiąc dokąd idzie ani tym bardziej kiedy wróci. Klęczałam więc pod Krzyżem i czekałam. I tęskniłam!!! Bardzo tęsknilam! Miałam spuszczona głowę, ale gdy tylko usłyszalam jakiś dźwięk, podnosilam ją szybko w nadziei że zobaczę Umiłowanego mojego serca. Niestety gdy podnosilam głowę wokół mnie widziałam tylko szarość i smutek a zewsząd zionelo dojmujacym bólem i pustką. Opuszczałam więc znowu głowę. I czekałam. I tęsknilam…
Zaczęłam rozmyślać. O mojej tęsknocie. Zauważyłam że jest ona inna niż kiedyś. Naszla mnie nawet myśl że tęsknię mniej. Ale od razu te myśl przegonilam.
„Nie tęsknię za Najdroższym mniej, tylko inaczej!” – szepnęłam, jak mi się wydawalo, sama do siebie.
„Tak, tęsknisz inaczej niż kiedyś, Maleńka Moja!” – usłyszałam w głębi serca.
„Najdroższy mój?!”
Szybko podnioslam głowę, ale nikogo nie było… To ból i przejmująca pustką. Ale nic to, byłam u siebie. Opuscilam znów głowę. I znów w głębi serca usłyszałam cichy głos Umiłowanego.
„Kiedyś chciałaś, żebym po Ciebie przyszedł natychmiast, teraz, już! Ale oddalas Mi swoją tęsknotą. I teraz tęsknisz cierpliwie.”
„Bardziej cierpliwie – uśmiechnęłam się sama do siebie (tak mi się wydawalo) – I gdybyś przyszedł po mnie teraz, poszła bym od razu. Jak stoję! Nie oglądała bym się na nic. Wstała bym i poszła do Ciebie. Staram się być zawsze gotowa jak przyjdziesz, nie zawsze mi wychodzi. Ale sie staram.”
” Widzę Twoje starania, Perełko Moja!” – tym razem głos Umiłowanego nie wydobywal się z głębi mojego serca. Ale z zewnątrz mnie…
Podniosłam szybko głowę. I na mojej twarzy pojawił się uśmiech! Od ucha do ucha!!! Przede mną klęczał Umiłowany!!! W dłoni trzymał Hostie i uśmiechał się do mnie cudnie, promiennie bardzo! Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trwalam w uwielbieniu. A potem wyszeptalam z czułością:
„Tęsknilam Najdroższy…”
„Wiem, Maleńka Moja! Widziałem!”
I ucalowal mnie z tkliwoscia wielką… A po chwili dodal:
„Nie musisz tęsknić, Maleńka. Ja zawsze jestem z Tobą. O, tu!” – i dotknął dłonią mojego serca.
Ja dotykając swoją dłonią Jego SERCA, szczęśliwa, szepnęłam:
„A ja jestem TU!”
„Zawsze, Maleńka!”
„Najdroższy…” – szepnęłam wzruszona i położyłam głowę na Jego ramieniu. Najdroższy mój objął mnie z wielką Miłością i czułością. Przytulał do Siebie. Tańczylismy bardzo. W Miłości.

ODWAŻNA I DZIELNA

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z ogniem w oczach. I ja w Niego tak patrzyłam….
„Pragnę Cię, Maleńka!” – szepnął Umiłowany.
„I ja Ciebie, Najdroższy mój!”
Umiłowany zacząć mnie przenikać, przeswietlac… Przytulał mnie. Otulal Sobą. Wchodziłam w Umiłowanego mojego. A ON zamykal mnie, zatapiał w Sobie… Znalazłam się w wielkiej swiatłości. W jasnym, ciepłym świetle. W oddalił stał jakby złoty tron. Nie widziałam dokładnie z powodu tego jasnego światla. Nie widziałam też czy na tym tronie ktoś siedział. Wszystko było przeniknięte niezwykłym światłem. Nagle usłyszałam głos wydobywajacy się ze światla:
„Daj Mi swe serce, Maleńka Moja!” – był to głos Umiłowanego. Ale potężniejszy, bardziej dźwięczny, uroczysty jakiś. Królewski.
Natychmiast wyciągnęlam moje serce z ciała, położyłam je sobie na dłoni. I rękę wyciągnęlam przed siebie. I tak stałam z wyciagnieta ręka, a na jej dłoni leżało moje bijące serce.
„Uczyń serca nasze według SERCA Twego” – szepnęłam wpatrzona w światłość.
Z światłości odezwał się głos:
„Tak?! A czyje serca mam uczynić?!”
„Moich Duchowych Dzieci i…. moje.”
„Twoich Duchowych Dzieci i Tobie, powiadasz? A czym sobie na to zasłużyliscie?!”
„Czym? Niczym!!! Uczyń to proszę ze względu na Swoją Miłość i Miłosierdzie. Proszę!”
„Ze względu na Miłosierdzie Moje? A co z Moją Sprawiedliwością?!”
„Teraz jest czas Twego Miłosierdzia. Sam tak powiedziałeś! A przy końcu świata przyjdziesz i osądzisz nas sprawiedliwie.”
„To prawda. Stanie się tak jak chcesz. Wierzysz w to?!” – spytal głos uroczyście i bardzo dźwięcznie.
„Tak!”
„Dlaczego?!”
„Ty tak powiedziałes. Tobie wierzę!”
„Niech stanie się jak chcesz!”
Moje serce samo wrócilo do ciała. Ukleklam twarzą do ziemi i dziękowałam. Dziękowałam i dziękowałam…
Nagle zorientowalam się że całuję czyjeś stopy. Podniosłam głowę i zobaczyłam Umiłowanego mojego uśmiechajacego się do mnie cudnie. Byliśmy w Otchłani Męki Umiłowanego. Pomógł mi wstać. Kiedy wstałam, spytałam Najdroższego zdumiona:
„Co to znaczy, Najdroższy? Co to było? Gdzie byłam?… Sprawdzasz… mnie??!”
Ostatnie słowa wyszeptalam z bólem.
Umiłowany patrzył we mnie z czułością…
„Nie muszę Cię sprawdzać, Maleńka Moja, gdyż znam Ciebie.”
„Znasz mnie, prawda. To dlaczego…?”
„Chciałem pokazać Ci jaka jesteś odważna i dzielna jak rozmawiałaś z Majestatem Moim!”
„Rozmawiałam z… Majestatem Twoim??!!” – szepnęłam zdumiona do głębi serca.
„Tak. I przekonalas JE!” – Umiłowany promienial cały szczęściem i uśmiechem.
„I wysłucha mnie?!”
„A jak myślisz?!”
„Że tak!!!”
Rzuciłam się Najdroższemu na szyję i ucalowalam Go!!! A ON zaśmiał się radośnie, chwycił mnie w pół i zawirowal wokoło.
„Już nie możesz zaprzeczyc, że jestes bardzo odważna i dzielna!!!” – cieszył się jak dziecko.
„Nie mogę, Najdroższy mój! Jestem odważna i dzielna!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Najdroższy przytulił mnie do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką…. Tańczylismy bardzo.

W POCAŁUNKACH MALEŃKIEGO MOJEGO

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ja też cierpialam. Bardzo. Tańcowalismy. On cierpiący i ja cierpiąca. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie z wielką Miłością… I ja w Niego patrzyłam…
„Najdroższy mój! Kocham Ciebie…”
Umiłowany rozpromienil się ogromnie!
„I żyjesz w Mojej bliskości, Maleńka Moja!”
„Żyje!”
Umiłowany wziął mnie na ręce w ramiona. Wielkie i delikatne. I przytulił mnie z Miłością do Siebie. Do SERCA Swego. Objęłam Go i przylgnelam do Umiłowanego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Tańczylismy bardzo. Milczałam. Tańczyłam bardzo intensywnie. Dla mojego Maleńkiego!
„Przepraszam że nic nie mówię, Najdroższy…” – wyszeptalam z trudem.
Najdroższy patrzył we mnie poruszony…
„Nie przepraszaj, Maleńka Moja…. Tańczysz bardzo pięknie dla Mnie! Bardzo pięknie!”
I zaczął mnie całować. Słodko i z czułością. Jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Całowal i całowal. Obsypywal mnie pocałunkami. A ja tańczyłam w JEGO pocałunkach. W pocałunkach Maleńkiego w tańczyłam!

CZY W RADOŚCI, CZY PRZEZ MĘKĘ…

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo. Umiłowany patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial cały uśmiechem i zachwytem. I ja patrzyłam w Niego z zachwytem i uśmiechem.
„Powiedz Mi, proszę Maleńka to co wczoraj dla Mnie ułożyłas” – wyszeptal Najdroższy z pięknym uśmiechem.
„Ale… to nie doszlifowane jeszcze!” – zaśmiałam się cicho.
„Powiedz, no proszę…” – Najdroższy pocałowal mnie w czoło i wciąż się cudnie uśmiechał.
„Nooo dooobrze!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z uśmiechem.
I zaczęłam mówić:
„Mój Maleńki, kocham Ciebie!
Z Tobą dobrze mi jak w Niebie.
Tyś mym Niebem, Tyś mym Słońcem!
Tyś Początkiem mym i Końcem.
Moim Życiem i Pragnieniem!
I w cierpieniu ukojeniem.
Czy w radości, czy przez mękę,
Z Tobą ja idę pod rękę!
Ty mnie kochasz i szanujesz
Z cierpliwością wychowujesz!
W moim życiu czynisz cuda,
Dobroć Twa to nie ułuda!
Ciebie pragnę uszczęśliwiać
I piękność Twoją podziwiać!
Krzyczeć chcę o Twej miłości,
Miłosierdziu i bliskości! ”
Mówiłam to patrząc w oczy Najdroższemu . Rozpromieniony był cały. Tkliwością i zachwytem….
” Cudnie!!! Maleńka Moja, pięknie!”
” Podoba Ci się, Najdroższy?! Wczoraj na szybkiego ulozylam. Pół jak ćwiczylam na dywanie, a resztę wieczorem w łóżku.”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie słodko.
„Bardzo Mi się podoba, Maleńka!”
„Szczerze mówiąc mi też się podoba. Tylko… jeden wers nie bardzo mi się widzi.’
” Który? I dlaczego?!” – dopytywal Umiłowany.
„‚ Czy w radości, czy przez mękę… ‚ bo tak myślę że i w męce i w cierpieniu może być radość. U mnie jest. A tu chodzi o to czy jest dobrze czy źle,… O! ‚ Czy jest dobrze, czy to jest źle ja z Tobą pod rękę idee” Eee… Tak być nie może przecież!” – roześmiałam się wesoło.
Najdroższy też się śmiał.
„Pierwsza wersja najlepsza. Ja bym zostawił tak jak jest!”
„Myślisz? A sylaby i rymy. Częstochowskie!!” – śmialam się.
Najdroższy mój patrzył we mnie z czułością.
„Pięknie jest, Maleńka!”
Objęłam Umiłowanego i Ucalowalam Go. Bolescwy był bardzo…. Dotknęłam z czułością Jego policzka i głaskalam Go delikatnie.
„Cierpisz bardzo, moj Maleńki…”
Umiłowany ujął moją dłoń i uc
ucalowal ją.
„Ty także bardzo cierpisz, Maleńka Moja!”
Nie odpowiedziałam. Maleńki wiedzial.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I mnie do Siebie przytulał. Mocno tulil. Do SERCA Swego. Z tkliwoscia bezdenna.
„Odpocznij, Maleńka. Przy SERCU odpocznij. Będziesz wiele jeszcze cierpieć dla Mnie.”
„Będę, Najdroższy mój! Będę!”
Obejmowałam Najdroższego mojego. A ON mnie mocno tulil do SERCA. Tańczylismy bardzo.

OTULONA MIŁOŚCIĄ

Byłam w Otchłani Męki. Z Umiłowanym moim byłam. Tańczylismy bardzo. Maleńki mój i ja. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem rozpromienionym zachwytem. Patrzyłam w Najdroższego mojego zakochana i zachwycona cała!
Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Kocham Ciebie, mój Maleńki! Mój Piękny, kocham Cię!”
I ucalowalam Go.
Najdroższy pochylil się nade mną jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Czule i słodko. Potem spojrzał mi w oczy z miłością..
„Piękna Moja! Ślicznosci Moja Maleńka!”-szeptal Umiłowany,. Uśmiechnęlam się do Niego radośnie. A On się do mnie uśmiechnął. Nagle zrobiło mi się bardzo zimno! Przenikliwie, dojmujaco! Zaczęłam drzeć na całym ciele. Trząść się…
„Zzzimno mi, Najdro…!”
Najdroższy mój patrzył mi w oczy. W Jego oczach widziałam ogień…
„Ogrzeje Cię, Maleństwo Moje!”
Byłam cała obolała i drżąca… Umiłowany okrywal mnie miłością, otulal mnie Sobą. Całowal mnie. Pochylal się nade mną i całowal słodko. Całował moje obolałe, zmęczone i zmarznięte ciało. Całowal jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. I ogrzewal miłością.
Znalazłam się na Morzu Cierpienia. Z Najdroższym. Szliśmy razem pod rękę po jego powierzchni.
A Umiłowany całowal… Zamykal mnie w Sobie…
Morze Cierpienia było stalowe, zimne i szkliste a nad nami wisiały ciężkie, czarne chmury. Chodzilam z Najdroższym moim pod rękę. Morze na początku spokojne, nagle zaczęło falowac i burzyć się.
A Ukochany całował… Ogrzewal mnie pocałunkami. Otulal mnie…
Objęłam Umiłowanego. I nagle wielka straszna fala stanęła przed nami. Wtulilam się w Umiłowanego mojego. A ON podniósł rękę wysoko, wysoko i gestem dłoni zatrzymał wielką falę. Morze Cierpienia znów było spokojne. Chodziliśmy po nim z Najdroższym pod rękę.
A ON wciąż mnie czule całowal. Jak Oblubieniec oblubienice. Całowal moje serce. A mi było ciepło i dobrze. Bardzo byłam szczęśliwa!!! Otoczona Miłością. Otulona Miłością. Tańczylismy z Najdroższym moim. W Otchłani Jego Męki. Tańczylismy. W Miłości.

OKUP

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Umiłowany cierpial niezmiernie. Ogromnie…. I ja cierpialam bardzo, bardzo. Nie tylko fizycznie. Bolało mnie serce. Najdroższy wiedział dlaczego. Patrzył we mnie z Miłością i czułością wielką. I ja w Niego tak patrzyłam.
„Zatańczymy, Maleńka Moja?”
„Tak mój Najdroższy!”
Umiłowany objął mnie i wziął w ramiona.. Tańczylismy..patrzył mi w oczy głęboko… I ja patrzyłam w oczy Najdroższemu. Nagle wszystko wokół mnie zaczęło wirować…. I zobaczylam Maleńkiego mojego przywiązanego do słupa i… biczowanego. Pochylony, obnażony i bity…. Strasznie, okrutnie. Patrzyłam z rozerwanym sercem. Na plecach Najdroższego pojawiły się sine i czerwone pregi. Oprawcy bili Go bardzo. Nie widziałam ich twarzy, tylko dłonie. Bili Najdroższego bardziej i bardziej… A ON osunął ale na ziemię. Jedna wielka krwawiaca rana… Spojrzal mi w oczy i wyszeptal z trudem wielkim:
„To za Ciebie, Dziecię Moje…”
W słowach i spojrzeniu Najdroższego nie było ani trochę oskarżenia, czy też osądu. Jedynie Miłość.
„Tak, Najdroższy mój… To ja powinnam być przywiazana do tego słupa, nadstawić grzbiet i być biczowana za moje zdrady, odejścia, grzechy.. To ja powinnam!!! A Ty poszedłes za mnie. Oddałes Swoje życie na okup za mnie… Stałeś się za mnie okupem!!! Okupem!”- szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z rozerwanym sercem.
I znów wokół mnie wszystko zaczęło wirować. I znów tańczyłam z Umiłowanym w Otchłani Męki. Najdroższy patrzył mi w oczy z miłością. I ja w Jego oczy patrzyłam. Zapatrzylam się…. Miłość sama.
W sercu moim zrodziła się pewna myśl. Potem pragnienie….
„Najdroższy… aaa czy ja,czy moje życie też może być okupem za moje Duchowe Dzieci?” – wypowiadałam każde słowo powoli obawialam się czy nie wypowiadam jakiejś herezji.
Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością. I poważnie bardzo.
„Tak, Maleńka Moja. Może.”
„To pragnę, żeby było!”
„Dobrze, Maleńka!”
„Dziękuję Umiłowany!”
Najdroższy pochylal się nade mną. Otulal mnie Sobą. Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie. Byłam w Nim. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Byłam w Maleńkim moim. W MIŁOŚCI.