BUZUJE, WRZE, KIPI!!!

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie. Ogromnie! I ja cierpialam bardzo. Bardzo! Tańczyliśmy. Jednak ani o cierpieniu, ani o tańcu nie rozmawialiśmy. Patrzyliśmy w siebie nawzajem z Miłością, uśmiechem i szczęściem wielkim!!!!
„Wiesz, mój Najdroższy? Wczoraj adoptowałam duchowo dzieciątko. I dałam mu na imię Piotr. Piotruś!”
„Bardzo się cieszę, Maleńka!”-wyszeptał Najdroższy całując mnie w czoło.
„Ja też się cieszę, Najdroższy! I dzielę się moją radością!”
Umiłowany promienial cały Miłością… Patrzyłam w Niego z zachwytem i uwielbieniem. A po chwili szepnęłam:
„A Ty mój Najdroższy dzisiaj wjeżdżasz na osiolku do Jerozolimy. By tam być umeczony i umrzeć za mnie na Krzyżu…”
„Umrzeć i.…??” -Umiłowany patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„Zmartwychwstać!!!”
‚Właśnie! Wielu zatrzymuje się na Męce Mojej, zapominajac o Zmartwychwstaniu. Tymczasem jedno bez drugiego nie ma sensu. Nie istnieje!”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu.
„Ja kiedyś też skupialam się za bardzo na cierpieniu. Twoim, Najdroższy mój i.. moim. I byłam smutna…”
„Tak było kiedyś. A teraz?” – spytal Umiłowany uśmiechając się do mnie całym Sobą.
Tańczyłam bardzo intensywnie, ale uśmiechałam się do Najdroższego mojego od ucha do ucha.
„Krzyż ciężki bardzo, bardzo, coraz cięższy. Po ludzku przygniata do ziemi. Choroba coraz bardziej bierze górę nade mną. A w moim sercu radość i pokój i szczęście kipi,!!! Wrze!!! Buzuje!!!! Najchętniej bym już śpiewała” Alleluja!!! Trochę się wstrzymuje bo to Wielki Post i Wielki Tydzień się zaczyna. Ale Sam wiesz, że często nie wytrzymuje i śpiewam!!!! ”
Uśmiechalam się do Umiłowanego mojego. Tańczaca bardzo. Szczęśliwa i pełna pokoju. Umiłowany pochylal się nade mną z zachwytem. Promienial cały Miłością do mnie…. Tańczylismy!!!