W UŚMIECHU OJCA

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Nie wiedziałam co to było za miejsce. Ale byłam w nim bardzo szczęśliwa!!! Więc byłam w Światłości. Przede mną stała zwykła drewniana ławeczka. Stała jakby w powietrzu! Ja też w powietrzu stałam! A na ławeczce siedział Umiłowany i uśmiechał się do mnie cudnie. Gestem dłoni zapraszal żebym dołączyła do Niego. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego od ucha do ucha. I zamiast usiąść obok Niego, z bezczelna ufnością położyłam się na ławeczce, a głowę położyłam na Jego kolanach. Najdroższy pochylil się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i wielkiej radości! Objął mnie, przytulił do SERCA. I gładził dłonią z czułością mój policzek… Patrzył we mnie cudnie, przecudnie…. Było mi tak dobrze!!! Nieziemsko dobrze! Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia…
„Najdroższy mój… gdzie my jesteśmy?! Przecież pragniesz, żebym zawsze była w Otchłani Twej Męki… I ja pragnę być Tam z Tobą!”
Najdroższy patrzył we mnie z czułością…
„W Otchłani Mojej Męki jesteś zawsze, cierpiąc ze Mną. Ale teraz chcę spełnić Twoje Pragnienie!”
I pochylal się nade mną z Miłością i czułością nie do opisania…. Rzeczywiście spełniał moje Pragnienie. Mogłam wpatrywac się w Najdroższego mojego, uwielbiac, podziwiać!!! I nic mi w tym nie przeszkadzalo, nie zaslanialo, nie rozpraszało!!! Mogłam być tylko z Nim, z Umiłowanym, z Najdroższym, z Maleńkim moim! Uśmiechalam się do Niego uszczęśliwiona cała!!! I ON uśmiechał się do mnie promiennie!!!
Patrzyłam i patrzyłam w Najdroższego mojego! A ON pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Tak, że przed swoimi oczami widziałam JEGO oczy.
„Jako że jesteś Oblubienicą Moja, chcę, żebyś KOGOŚ poznała!”
„Ja?! – zdziwiłam się do głębi – A Kogo?”
Najdroższy nie odpowiedział. Tylko rozpromienił się nade mną jak nigdy dotąd!!! Jeszcze Go tak bardzo rozpromienionego nie widziałam!!!
I patrzył mi w oczy głęboko, Jego promienne spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu zachwycona… I nagle zobaczyłam w Tych oczach OSOBĘ. Wielką, Ogromną, potężną jak góra, a jednocześnie niezwykle delikatną, lekką i zwiewną… Brakuje mi słów, żeby opisać…. Będę posługiwać się skojarzeniami, bardzo nieudolnymi i często sprzecznymi. Niewątpliwie była to Osoba, choć nie przypominala ani mężczyzny, ani kobiety… Dziwna Postać!!! Która nie była postacią w ludzkim znaczeniu. Duchem raczej….. Duch, który jednocześnie był Osobą! I patrzył we mnie!!!! Na twarzy, która w ludzkim znaczeniu twarzą nie była malowała się nieskończona, nieogarniona niepojęta Miłość, Piękno, Dobroć szczęście… Nieogarniona i nieskończona, niepojeta bliskość, czułość, uśmiech i młodość… Patrzyłam zafascynowana!!! Zachwycona!!! Osoba Ta miała na Sobie białą szatę, swietlistą i lśniącą, która była tak biała, że raziła w oczy. A jednocześnie bardzo była zwiewna i migotala, skrzyła się, pobłyskiwała wszystkimi kolorami jakie są na świecie. Nagle Osoba Ta spojrzala mi w oczy. Jej spojrzenie płonęlo, iskrzyło Miłością i uśmiechem i bliskościa. Znalam te Miłość, ten uśmiech i te bliskość… Przemknelo mi przez myśl że Ta Osoba jest podobna do Ukochanego mojego, a za chwilę, że jest inna, i za chwilę znów, że jest podobna. Że zna mnie i bardzo kocha…
Patrzyłam w Najdroższego i byłam coraz bardziej przekonana że jest ON do Tej Osoby bardzo podobny.
„Kto to jest?!” – spytalam zdziwiona i zachwycona cała.
„Ojciec!” – wyszeptal Najdroższy ze czcią, uśmiechając się do mnie promiennie bardzo.
„Ojciec???!! – otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia – ale przecież to nie był mężczyzna!!!”
„Ale kobieta to też nie była, prawda, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy wciąż się uśmiechając.
„No, nie. Nie była!”
„Bóg nie ma płci. Bóg jest Duchem!”
Wiedziałam o tym! Ale teraz odkrywalam te Prawde na nowo!
„I jest piękny i młody…”-szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego z uśmiechem i szczęściem wielkim.
„Bóg jest zawsze młody” – uśmiechnął się znów Najdroższy.
„Masz Jego uśmiech, masz uśmiech Ojca, Najdroższy mój!!!”
Byłam tak zachwycona i uradowana i szczęśliwa!!!
„Ty tez, Maleńka Moja!”
„Ja???!!”
„Tak, masz w sobie uśmiech Ojca!”
Najdroższy patrzył we mnie z ogromną czułością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulil mnie do SERCA. Rozpromieniony był cały. I ja też promienialam. Uśmiechem Ojca! W usmiechu Ojca trwaliśmy.