CIESZĘ SIĘ!!!

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo, bardzo intensywnie leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego radośnie. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.

„Mój Śliczny…” – szeptałam z uśmiechem i zachwytem.

„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja a nie skarżysz się, ale uśmiechasz się do Mnie pięknie!” – Maleńki mój obejmował mnie z Miłością. Ujął moją dłoń ze Swego policzka i ucalowal ją.

„Cieszę się bardzo, Maleńki mój!!! Bo widzę że spełniasz moje drugie pragnienie. Że dzielisz ze mną Swoją MĘKĘ, bardziej!”

„Bardziej i bardziej, Moja Śliczna!”

„Dziękuję mój Maleńki!!!”

A po chwili dodałam:

„Przeziębiona jestem i nie będę mogła pójść dzisiaj do Ciebie, Najdroższy mój.”

Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie, z czułością.

„Maleńka Moja, TY jesteś przy Mnie i JA jestem z Tobą. Przy Tobie. Zawsze!!!”

Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Z wdzięcznością!  Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Tańczylismy bardzo. W Miłości. 

TRWAMY NA KRZYŻU

Najdroższy, Maleńki mój, mój Słodki wisiał na Krzyżu. Cierpiący był bardzo! Niewymownie… Byłam przy Nim. Także cierpiąca byłam bardzo, bardzo. Objęłam Maleńkiego mojego i trwałam przy Umiłowanym moim. Przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. I tak tańczyliśmy! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja cała raz po raz widziałam siebie ubrana w przecudna suknię z klejnotów i w złotej koronie na głowie. I tańczyłam z Najdroższym moim tańczyłam. Najdroższy mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą i w tańcu prowadził. Tańczylismy w Światłości wielkiej! I dalej tańczymy!

Z MALEŃKIM W RAMIONACH

Siedziałam na ławeczce w morzu kwiatów. Pochylona siedziałam. W ramionach trzymałam Najdroższego mojego. Maleńki miał zamknięte oczy. Spał. Na Jego twarzy malował się cudny uśmiech…

„Mój Przecudny – pomyślałam – nie będę Go budzic. Niech śpi. Niech odpocznie. Może jak śpi to cierpi choć trochę mniej… Nie będę Go budzić!”

Najdroższy mój spał jeszcze trochę czasu. Potem otworzył oczy. Uśmiechał się do mnie cudnie, promiennie bardzo. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Dotykal dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością. I szeptal:

„Jesteś Moją radością, Maleńka Moja! Dajesz Mi tyle miłości i uszczęśliwiasz bardzo!”

„Dziękuję że mi pozwalasz, Najdroższy mój!”

Maleńki mój promieniał cały Miłością i zachwytem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca. A potem tańczylismy bardzo trzymałam Najdroższego mojego w ramionach i tańczyłam po całej Swiatłości! A Maleńki mój był cały dla mnie. Tańczylismy bardzo.

PŁONĄCE SERCE

Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo bardzo. Najdroższy mój i ja. Maleńki trzymal mnie w objęciach i w tańcu prowadził. Tańczylismy po całej Swiatłości! Maleńki patrzył we mnie Swym spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością!
„Mój Słodki… Mój Piękny…” – szeptalo moje serce.
„Moja Śliczna! Słodka Moja!” – szeptalo SERCE Najdroższego mojego.
Tańczylismy. Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko. Widziałam w Jego oczach ogień. Wielki, potężny!!! I nagle znalazłam się w tym ogniu!!! W Jego płomieniach!!! Ogień płonął, ale mnie nie spalał… Nagle zobaczyłam dwie dłonie, zranione, przebite. Dłonie zanurzyły się w tym ogniu. Nabrały go trochę i włożyly w moje serce…!!!
„Maleńka Moja, pragniesz Mnie kochać bardziej. Oto teraz spełniam Twoje pragnienie!!! Będziesz Mnie kochać Moją własną Miłością!”
„Dziękuję! Dziękuję, Najdroższy mój!!!”
I moje serce płonie Miłością Najdroższego mojego!!!

PATYCZAKI

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Pochylal się nade mną z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości. Promienial cały uśmiechem i zachwytem! I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego szczęśliwa bardzo!
„Dawno nie widziałam aż takiej wielkiej radości!!! Dziękuję mój Maleńki ze mogłam ją sprawić!!!”
Najdroższy spojrzał mi w oczy głęboko.
„Napisz o tym, Maleńka Moja!”
Kiwnęłam głową, że dobrze.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trwalismy w Miłości.

Kto czyta mojego bloga od początku, zna mojego bratanka Mikołajka. Od małego był ze mną blisko. Siedział mi na kolanach. Nazywal mnie „swoją księżniczka”, dziwił się, że nie mam męża 😊”Mama ma tatę, babcia ma dziadka, a ciocia Monika nie ma nikogo… Dlaczego…? Wiem!!! Bo ciocia nie umie ani gotować, ani prasować! I dlatego nie ma męża!”😁
Dziś Mikołaj jest już nastolatkiem, młodzieńcem. Rośnie jak na drożdżach i… hoduje patyczaki. Przed wakacjami dostał cztery od nauczyciela biologii. I od tego czasu bardzo się nimi interesuje.
-Dałbyś mi jednego? – spytałam Mikołaja jakiś czas temu – bym sobie obserwowala.
-Jasne, ciociu! Dam ci dwa!
-Super! Dzięki!
Uszykowal mi duży słoik, włożył do niego naczyńko z wodą i gałązkę z liśćmi maliny i wsadził do tego patyczaki. Mogłam je obserwować, patrzeć jak rosną. Mikołaj regularnie przychodził im czyścić. Nie musiałam go nawet prosić! Sam przychodzil.
-Konfiskuje patyczaki, ciociu! – wołal wesoło. Zabierał je, a po chwili przynosil pięknie wysprzątane.
W zeszłym tygodniu, byłam na podwórku, Mikołaj przyszedł ze szkoły. Usiadł na ławce i rozmawialismy sobie. Opowiadal mi, że pan od biologii ma w szkole inne patyczaki.
-A ja, ciociu chciałbym mieć jeszcze inne. Takie większe, kolorowe. Ale w sklepie nie ma… Chciałbym bardzo…
Uśmiechnęłam się do niego. A w mojej głowie już kielkowal plan. „Czekaj no, ja poszukam, popatrzę. Może znajdę” – pomyślałam. I nie mówiąc nic Mikołajowi w zeszła sobotę przystąpipiłam do roboty 😊 W wyszukiwarke internetową wpisałam ‚patyczaki liśćce sklep online’. Wyskoczylo kilka sklepów, w tym jeden o wdzięcznej nazwie „Bazyliszek”. Weszłam z ciekawości. Patyczakow było dużo, ale akurat niedostępnych, w oczekiwaniu na dostawę. Oglądałam po kolei. I zobaczylam! Kolorowe i większe, takie jak chciał Mikołaj. Zawołałam bratową i wtajemniczylam w swój plan. Bratowa powiedziala, że patyczaki są super i, że Mikołaj się bardzo ucieszy. Zamówiłam. A bratowa miała nic mu nie mówić. To miała być niespodzianka dla Mikołajka. Zamówiłam i czekałam. Tymczasem 😁wczoraj po południu Mikołaj przychodzi do mnie i pyta:
-Ciociu, będę kupował sobie patyczaki, kupić ci też? Też chcesz?
Zaniemowilam przez sekundę! Potem zaczęłam się śmiać!
-Chcesz też, ciociu?! – dopytywal chłopiec.
-Usiądź tu, Mikołajku – poprosiłam z uśmiechem. Usiadł obok mnie, lekko zniecierpliwiony. Zaczęłam:
-Miałam ci nie mówić, ale… ja już kupiłam!
Na twarzy Mikołaja pojawilo się zdumienie, wieeeelkie zdumienie, które rosło… Duże oczy chłopca stawały się większe i większe.
-Kupiłaś???!!! Jak???!!
-Normalnie. Zamówiłam. Dzisiaj powinny być.
-Zamówiłas??!! Przez internet??!!
-Tak. Kurier przywiezie!
Na twarzy Mikołaja obok zdumienia pojawila się radość! Wielka radość!!!
-Suuuuperrr ciociu!!! Suuuupeeeerrr!!!
Śmiał się w głos!!! A ja z nim!!!
-A pokaż jakie zamówiłas, ciociu – poprosił nie przestając się śmiać.
-Takie! – pokazałam w internecie zdjęcia.
-Wooow!!!!!! Cudne!!!!
-Podobają ci się?
-Tak!!! Dzięki ciociu!!!
-Zobaczymy jak przyjdą!
Patyczaki przyszły wieczorem. Już w łóżku leżałam. Zawołałam Mikołaja, żeby otworzył paczkę.
-Są??!! – przybiegl bardzo podekscytowany i przejęty.
-Tak! Chodź, otwieraj! – smialam się.
-Tylko po nożyczki pójdę!
Chwilę później siedział na łóżku obok mnie i otwieral paczkę. Otworzył. I zastygł w uśmiechu…
-Są cudowne!!! Cuuuudne!!!
-Pokaż mi! – zaśmiałam się głośno.
Mikołaj postawił na łóżku przede mną paczkę. Widziałam jak się ruszają, były kolorowe.
-Bo mi te uobrzydliiistwa łóżko uoblizą!!!- zaśmiałam się wesoło.
-Żadne uobrzydliiistwa, ciociu! Są cudne!!!- zawołał Mikołaj.
Jak on się cieszył!!! I ja się cieszyłam, że mogłam sprawić mu radość!

DALEJ

Byłam w ramionach Najdroższego. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Tańczylismy bardzo bardzo! Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Byłam Jego dzieciątkiem, niemowlęciem. Objęłam Maleńkiego mojego za szyję i przytuliłam mój policzek do Jego policzka.
„Kocham Ciebie, mój Maleńki. Kocham Ciebie…” – szeptałam z tkliwoscia.
Najdroższy wtulil się we mnie. I tak trwalismy dłuższy czas. Potem Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył mi w oczy głęboko.
„Pora iść dalej, Maleńka Moja” – wyszeptal.
Nie wiedziałam co to znaczy. Czy będę musiała zostawić zameczek na Skale i kwiatowe morze. Nie wiedziałam. I szczerze mówiąc nie nie obchodziło mnie to zbytnio. Najdroższy mój mówi że pora iść i już. To mi wystarczy.
„Więc chodźmy!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Najdroższego mojego.
Rozpromienil się ogromnie! I natychmiast znaleźliśmy się na wielkiej skalistej górze. Najdroższy trzymał mnie w objęciach. Widziałam tylko skały, chmury i nade mną pochylone Oblicze Najdroższego mojego. Uśmiechal się do mnie cudnie i radośnie. Ja też się do Niego uśmiechałam. Wychylilam się trochę z ramion Najdroższego mojego i zobaczyłam same skały. Wychyliam się bardziej i zobaczyłam, że Najdroższy stoi na trawie, na której rosło kilka stokrotek. Zerwałam się! Zeskoczylam na trawę i zaczęłam zrywać stokrotki. Zerwałam mały bukiet. Stanęłam przed Najdroższym moim na palcach. I podałam Mu bukiet.
„Dla Ciebie, Maleńki mój!”
Najdroższy wziął mnie na ręce. Podałam Mu bukiecik. Wziął z radością, powąchał. I zaczął wyjmować stokrotki z bukietu i wkładać mi je we włosy.
„Ach! Jak Ci z nimi pięknie! Jak pięknie!”- wyszeptal zachwycony cały.
„Ale… ja zerwałam je dla Ciebie!!! Są Twoje, Maleńki mój!” – szepnęłam zaskoczona.
„Ty jesteś cała Moja i dla Mnie cała, więc i one są Moje!”
Uśmiechnęłam się do Najdroższego uszczęśliwiona ogromnie!!! Patrzyłam w Maleńkiego mojego, a On we mnie patrzył. Trwalismy w Miłości….

ZWARIOWANI

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Cała obolała i tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Leżałam bez sił, co chwilę zamykalam oczy i potem nie miałam siły ich otworzyc. Leżałam i uśmiechałam się do Maleńkiego mojego.
„Najdroż…”
„Ciiii, Maleńka Moja… Ja rozumiem. Nie musisz nic mówić” – wyszeptal Najdroższy z czułością.
Ale ja chciałam. A, że nie mogłam słowami, mówiłam do Niego sercem. Uwielbialam, adorowalam, wychwalalam Najdroższego mojego!!! Całym sercem! Nagle naszla mnie myśl:”Wszystko cię boli, nie masz siły, a ty jeszcze Go uwielbiasz?! Zwariowalas!!!”
„Może i zwariowalam! Dla NIEGO mogę i zwariować! ON pierwszy zwariowal dla mnie! Z miłości do mnie poszedł na Krzyż! To i ja mogę zwariować dla NIEGO!”
Myśl znikla. A ja jakoś otworzyłam oczy i patrząc w Najdroższego wyszeptalam z miłością:
„Mój kochany zwariowany!”
I uśmiechałam się do Niego, szczęśliwa cała!
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Moja kochana zwariowana!” – wyszeptal z ogniem w oczach.
Patrzyłam w Maleńkiego mojego… I nagle znalazłam się na huśtawce! Siedziałam na niej trzymając się sznurkow, a Najdroższy mnie hustal!!! Wysoko!!! Az do Nieba!!! Śmiałam się radośnie! A Najdroższy promieniejac cały uśmiechem i hustal!! Wyżej i wyżej!!! Gdy byłam już bardzo wysoko, skoczyłam! Do Najdroższego mojego! Jak w dym!!! W ramiona Jego! Maleńki przytul mnie do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką.
„Jak dobrze Mi w Zwariowanej Mojej! Bardzo dobrze!”
„A mi w Zwariowanym moim… jeszcze lepiej!!!”
Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością i zachwytem

PYTANIE

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Maleńkim moim byłam. Leżałam w Jego objęciach zakochana, uśmiechnięta i szczęśliwa cała! Cała!!! Najdroższy mój pochylal się nade mną z Miłością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem bliskości bez granic!!! Promieniał cały szczęściem, zachwytem i uśmiechem! Patrzył we mnie jak w obrazek!!! I ja w Najdroższego jak w obrazek patrzyłam! Patrzyłam i rozmyślalam…
Wczoraj gdy robiłam coś przy komputerze (o tym też pewnie niedługo napiszę), zajrzałam na chwile na FB. I przeczytalam post, pytanie jednego z moich Duchowych Dzieci, księdza, zadał on je swoim znajomym. Przeczytalam… i znieruchomialam w uśmiechu… Pytanie to było uśmiechem Maleńkiego do mnie! Więcej niż uśmiechem! Było Jego dotykiem! Pocałunkiem! Pytanie brzmialo: „Czy zamieszkales już w Sercu Jezusa?”
Patrzyłam na to pytanie. Nie odpowiadalam. Uśmiechałam się tylko. Do Maleńkiego się uśmiechalam… Pytanie to było jednocześnie odpowiedzią. Kiedyś takie pytanie uważałabym za absurdalne, nierealne, a odpowiedź za niemożliwa i też nierealna. Kiedyś… Ale teraz 😊 Teraz jest ono dla mnie bardzo ważne, prawdziwe. A odpowiedź na nie, bardziej realna niż ja sama!!! Bo przecież ja od dawna mieszkam w SERCU Najdroższym!!! W SERCU Maleńkiego mojego! I nie dlatego że JE wybrałam jako Owoc z drzewa Krzyża, ale dlatego że ON mi JE dał! Podarował! Ofiarowal! Otworzył JE na Krzyżu. Dla mnie. Dla każdego! I odtąd możemy w NIM, w SERCU Najdroższym zamieszkać!
Patrzyłam w Najdroższego rozpromieniona radością i szczęściem!
„Kiedyś myślałam że to niemożliwe… Zamieszkać w Twym SERCU…”
„Nie ma nic niemożliwego dla tego, kto wierzy, Maleńka Moja!”
„To prawda! I wtedy dzieją się cuda!”
Najdroższy mój patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i tulil do SERCA Swego! A ja patrzyłam cała szczęśliwa i cała Jego, mojego Słodkiego
A Ty czy zamieszkales już w Sercu Jezusa?

WAŻNE

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo, bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości. Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I zaczął dotykać miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej.
„Bardzo Cię bolą, Maleńka Moja, prawda?” – spytal wpatrzony w to miejsce, w moje jelita,
„Bardzo. Ale to nieważne. Ciebie boli bardziej, Najdroższy mój…”
Najdroższy spojrzał we mnie z ogniem w oczach i wyszeptał:
„Dla Mnie to ważne! Bardzo ważne!”
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal.
„Ty dla Mnie, Maleńka, jesteś bardzo ważna. I wszystko co Ciebie dotyczy jest dla Mnie bardzo ważne!”
Patrzyłam z jaką delikatnością, z jakim namaszczeniem, żeby nie powiedzieć czcią dotykał moich jelit…
„Najdroższy mój i Ty jesteś dla mnie ważny!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Wiem! Wczoraj broniłas Mnie i Moich spraw przed swoim Duchowym Dzieckiem!”
„Raczej starałam się bronić…” szepnęłam nieśmiało.
„Broniłas! Widziałem!”
Maleńki mój patrzył we mnie z zachwytem. A ja patrzyłam w Niego z wdzięcznością. Milczeliśmy chwilę.
„Wiesz, mój Najdroższy? Ja myślę że moje Duchowe Dziecko tylko tak mówi. Że myśli inaczej. Że dla niego też jesteś ważny. Tak myślę. Z tego co widzę, obserwuję. Chciałabym, żebyś był ważny dla wszystkich moich Dzieci”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Zatańczymy, Moja Śliczna?” – spytal Najdroższy z miłością.
„Tak!”
I chwilę później tańczylismy nad morzem kwiatów! Po całej Swiatłości tańczyliśmy! Najdroższy trzymał mnie w objęciach i w tańcu prowadził. Tańczylismy!
„Jesteś dla mnie ważny, Najdroższy mój! Najważniejszy!”
„Wiem, Maleńka Moja!” – Najdroższy zaśmiał się głośno, radośnie, perliście. I podrzucił mnie w góre, wysoko, wysoko… A ja kręciłam piruety dla Niego.

SPEŁNI!

Najdroższy mój wisiał na Krzyżu… Cierpiący był bardzo. Byłam przy Nim… Z obolałym sercem. Objęłam Go delikatnie, z czułością. I przytuliłam do siebie. I sama przylgnęłam do Maleńkiego mojego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem… Gładzilam Jego włosy i policzek i szeptałam:
„Mój Słodki… mój Śliczny…”
Wtulona w Najdroższego mojego patrzyłam w Jego zamknięte oczy… Gładziłam włosy i szeptałam… Trwalam z Maleńkim moim. W pewnej chwili Najdroższy mój otworzył oczy i patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Pragnę…!” – wyszeptal z trudem.
„Czego pragniesz, Najdroższy mój?!” – spytalam szybko i rozglądalam się wokół, żeby Mu to szybko dać czego pragnie.
„Ciebie pragnę!” – wyszeptal Najdroższy patrząc we z ogniem w oczach.
Położyłam głowę na SERCU Najdroższego.
„Pragnę Cie…” – nie dokończyłam. Usłyszałam huk! Najdroższy mój zaczął pękać!!! Rozłamywac się!!! Przełamywac się na pół!!! Patrzyłam na to przestraszona! Z walącym sercem!!! Najdroższy tymczasem… Nie wiem jak to opisać, więc opiszę jak widziałam. Najdroższy mój otwieral się i stawał się jakby… bramą… Tak!!! Bramą do Samego Siebie!!! Weszłam przez Te Bramę… I od razu poczułam przytulenie… Przytulenie i ogromną bliskość! Znalazłam się na SERCU Maleńkiego mojego. Otulona Miłością. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal:
„Uszczęśliwilas Mnie, Maleńka Moja! Pros o co chcesz, a dam Ci. Czego pragniesz?”
„Pragnę kochać Cię bardziej i bardziej dzielić z Tobą Twoją Mękę, Najdroższy mój!!!”
Posmutnialam na myśl jak bardzo cierpi mój Maleńki. Pragnęlam z Nim.
Szybko i uśmiechnełam się do Niego radośnie. Od ucha do ucha! Najpiękniej jak potrafilam.
„Spełnie Twe pragnienia, Moja Słodka!”
„Dziękuję!!!”
Wciąż uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. A ON patrzył we mnie z zachwytem i bliskością bez granic….

W DZIESIĄTYM NIEBIE!!!

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój, Maleńki mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa!
„Tylko Ty mnie rozumiesz, Najdroższy mój!”
„Tak Maleńka Moja!”
Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Inni z dobrego serca czasem mówią że mnie rozumieją. Ale… jak inni ludzie mogą rozumieć co się wokół mnie i we mnie dzieje, skoro ja coraz częściej sama tego nie rozumiem?!”
Najdroższy mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy zapytał:
„A jesteś szczęśliwa, Najmilsza Moja?”
„Tak!”
„Mimo że jest Ci ciężko i mimo że nie rozumiesz?”
„Tak!”
„A dlaczego, Maleńka Moja?”
„W byciu szczęśliwym nie chodzi o to żeby mieć lekko, ani żeby rozumieć, tylko o to żeby wierzyć!”
I patrząc w oczy mojego Słodkiego dodałam:
„A ja Tobie wierzę! Obdarzyłeś mnie Łaską wiary i wierzę! TY jesteś Moim Szczęściem, Najdroższy mój! Ty jesteś moim Szczęściem!”
Najdroższy mój… nie wiem jak to opisać… Rozpostarł się cały nade mną… Otulił Sobą, otoczył… I patrzył we mnie Swymi dużymi pięknymi, łagodnymi oczami. I nagle z tych Cudnych oczu popłynely dwie osoby wielkie łzy… Patrzyłam w Najdroższego zdumiona… Serce walilo mi jak młotem!!! Patrzyłam… Ale Najdroższy mój nie był smutny, ani przygnębiony… Przeciwnie!!! Uśmiechal się do mnie promiennie! Promieniał cały uśmiechem!!!
Wziął mnie w objęcia w ramiona i wyszeptal z tkliwością niesamowitą:
„A Ty jesteś Moim SZCZĘŚCIEM, Maleńka Moja!!! Ty jesteś Moim!”
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Siebie. Do SERCA Swego. I cały był Miłością!!! A ja Jego dzieciątkiem, Jego niemowlęciem byłam! Najdroższy mój tulil mnie, pieścil, całował. A ja byłam w siódmym niebie! Nie! W ósmym… dziewiątym… W dziesiątym niebie byłam!!!

IDENTYCZNE

Znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego mojego. Maleńki wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Ogromnie… Patrzył we mnie, głęboko. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Spojrzenie Miłości! Stałam przed Nim. Na chwiejących się nogach. Jak pijana. Ale nie byłam pijana. Tylko bez sił. Chwiałam się na nogach bo nie miałam siły ustać. Siłą woli podeszłam do Najdroższego mojego i objęłam Go za szyję.
„Najdroższy mój…- wyszeptalam z trudem – Pragnę być podobną do Ciebie… Bardzo pragnę!!! Ale nie mam siły i trudno mi już wytrzymać…”
Najdroższy mój spojrzal we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„Jesteś podobną do Mnie, Śliczna Moja! Mnie także brak sił i też trudno Mi wytrzymać. Jesteś bardzo do Mnie podobna!”
I Maleńki mój wziął moje poranione i obolałe serce i przytulił do SERCA Swego. Patrzyłam na oba tulące się do siebie serca i nie mogłam wyjść ze zdumienia… Moje serce było bardzo podobne do SERCA Najdroższego mojego!!! Było wprost identyczne!!! Wtulilam się w Maleńkiego mojego. Całkowicie! Tańczyliśmy bardzo!!!

Najdroższy mój siedział na ławeczce w morzu kwiatów. Trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości. Promienial cały uśmiechem! Uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała i zakochana na zabój! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Jesteś do Mnie podobną, Maleńka Moja. A Ja jestem z Tobą. Zawsze! A gdy czasem wydaje Ci się, że Mnie przy Tobie nie ma, wtedy jestem najbliżej!”
„Wiem… Przepra….”- nie dokończyłam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem. Przerwał na chwile.
„Nie przepraszaj, Słodka Moja… Ja rozumiem!” – wyszeptal z ogniem Miłości w oczach. I dalej całował mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje…

DUMNY

Byłam Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój, Maleńki mój pochylal się nade mną z czułością wielką i patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości i bliskości spojrzeniem. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Zachwycona i zamyślona…
„Wiesz, mój Najdroższy? – szepnęłam ni to do siebie, ni do Niego – zauważyłam że odkąd odrzuciłam bicze, odkąd stanęłam w prawdzie przed Tobą i przed samą sobą grzeszę mniej. Mniej i rzadziej Ciebie ranie…”
Maleńki mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal.
„Mniej ranisz i uszczęśliwiasz bardzo, Maleńka Moja!”
„Sama widzę. Grzech, który przedtem popełnialam często, który mnie dręczyl i ranił, od tamtej pory nie popełniam! Jak nożem uciąl! I nawet mnie specjalnie do niego nie kusi. A jeśli nawet to od razu przypominam sobie Ciebie ubiczowanego i decyzja ‚nie będę ranić!’ I pokusa znika natychmiast!”
„Tak Moja Śliczna! Jestem z Ciebie bardzo dumny!”
Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością…
„Wszystko bym oddala, żeby nie ranić Cię wcale…”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA Swego. Z czułością wielką mnie tulił…
„Zaufalas Prawdzie, stanęłas w PRAWDZIE. I Prawda Cię wyzwala. Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka Moja. I Ty też bądź!”
„Dobrze, Najdroższy mój!!!”
Maleńki mój patrzył we mnie z zachwytem i podziwem. Promieniał cały uśmiechem i bliskością bezgraniczna. Trwalam w Najdroższym moim!

GÓRA SKARBÓW

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Najdroższy mój był przy mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca! Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. W pewnej chwili Najdroższy pochylił się jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam Mu w oczy… Nagle zobaczyłam w nich wielką górę skarbów! Klejnoty, złoto, srebro, drogie kamieni, perły… Góra skarbów!!! Lśnila, jasniala, iskrzyla się…
„Ooooo… Ile skarbów…!!!” – wyszeptalam zdziwiona.
„To gora powstała z Twojego tańca, Maleńka Moja! Z Twojej ofiary cierpienia!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Oooo…”
„Co chcesz z nią zrobić?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie promiennie.
„Ja???!!”
„To Twoje skarby. Możesz z nimi zrobić co chcesz!” – w głosie Maleńkiego mojego słyszałam uśmiech.
Patrzyłam w oczy Najdroższego mojego i wciąż widziałam te górę skarbów….
„Rozdaj, proszę moim Dzieciom!” – szepnęłam do Najdroższego.
„Sama rozdaj, Moja Śliczna! To Twoje skarby! Ja Ci tylko mogę pomóc!”
„Sama?! Jak???!”
Na twarzy Najdroższego mojego pojawil się uśmiech piękniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. A przede mną pojawiły się moje Duchowe Dzieci. Najdroższy podawał mi skarby, a ja rozdawałam, rozdawałam, rozdawałam, rozdawałam… A góra skarbów zamiast maleć rosła i rosła…
„To dlatego, że podarowane dobro wraca do Ciebie podwojone!”- szepnął radośnie Najdroższy.
Poprosiłam Go, żeby rozdawał te skarby nie tylko moim Dzieciom, ale kazdemu kto ich potrzebuje.
A teraz tańcze bardzo. A góra skarbów rośnie i rośnie…

ZAZDROSNY O MNIE

Byłam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Promienial cały uśmiechem i zachwytem. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Piękna Moja! Pragnę mieć Cię tylko dla Siebie! Jestem zazdrosnym o Ciebie! Nie chcę się Tobą dzielić z nikim innym!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach i cudnym uśmiechem.
„Ale przecież nie musisz się mną z nikim dzielić! Jestem Twoja! Tylko Twoja! Zawsze Twoja! Cała Two…”- nie dokończyłam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem. Pocałowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Z czułością i słodyczą… Potem wyszeptal mi wprost do serca:
„Wiem. Chciałem tylko, żebyś wiedziała!”
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznością i zachwytem! Szczęśliwa ogromnie! Przylgnelam do Najdroższego mojego całą sobą. Sercem i duszą i cialem… A moje serce szeptalo do Niego:
„Potrzebuję Ciebie i Ciebie pragnę! Jak powietrza! Jak tlenu!!! Nie! Bardziej niż tlenu!!! Jesteś moim Życiem! Sercem moim jesteś!!! Niebem moim!!! Najdroższy, Maleńki mój!!! Najsliczniejszy!!! Najslodszy mój!!!!”
Najdroższy patrzył we mnie z uwielbieniem i ogniem Miłości w oczach. Tańczylismy bardzo!

W UFNOŚCI

Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój, Maleńki mój i ja. Nad morzem kwiatów tańczylismy. Najdroższy mój obejmował mnie z tkliwoscia niesamowitą. I w tańcu prowadził. Tańczylismy po całej Swiatłości! Maleńki patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. A ON mnie co chwilę podrzucal do góry! Leciałam Wysoko, wysoko! Kręcilam piruety i lądowałam w ramionach Najdroższego mojego. Raz gdy mnie tak wysoko podrzucił i kręcilam piruety ze wszystkich stron napadły mnie jakieś stwory, lęki, strachy. Próbowały mnie zniszczyć, stłamsić, zatrzymać w tańcu! Próbowałam się bronić, i odpychac je od siebie. Ale nie dawałam rady…. W końcu wrzasnelam ostatkiem sił:
„W Imię Maleńkiego mojego rozkazuje: Idźcie precz ode mnie!!!! I nie wracajcie tu!!! W Imię Najdroższego mojego!!!!”
Nastała cisza jak makiem zasiał… Ja kręcilam piruety a potem wylądowałam bezpiecznie w ramionach Najdroższego mojego. Uśmiechal się do mnie cudnie. Ja jednak nie miałam sil. Całkowicie z sił opadłam. Najdroższy, Śliczny mój położył mnie w morzu kwiatów. I Sam pochylal się nade mną z Miłością bezgraniczna…
„Nie poddawaj się, Moja Słodka! Ja jestem z Tobą! Glowa do góry!”
„Maleńki mój, gdyby nie Ty, dawno bym się poddała, załamała. Ty jesteś moją Opoka i Twierdzą! Ufam Ci Maleńki mój!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie!!! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i podał mi swoją dłoń. Pomógł mi wstać. I znów tańczylismy nad morzem kwiatów tańczylismy bardzo! W Miłości i bliskości bez granic!!! W ufności!!!

NAJSZCZĘŚLIWSZA POD SŁOŃCEM!

Byłam pod Krzyżem Najdroższego mojego. Najdroższy, Maleńki mój wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Wisiał z rozpostartymi szeroko ramionami jakby chciał przyciągnąć wszystkich do Siebie. Wisiał nagich, odarty ze wszystkiego… Objęłam Go z miłością i przytuliłam do siebie, do serca swego. Maleńki mój spojrzal mi w oczy z miłością. Głęboko w oczy, w serce… Przenikal mnie niemal fizycznie.
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Oblubienica nie musi. Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!”
„Pragnie?!” – głos Najdroższego rozlegal się szerokim echem.
„Pragnie!”
W jednej chwili znalazłam się na Krzyżu. Przybita do Krzyża. Przygwozdzone ręce i nogi. Nie mogłam zrobić żadnego ruchu. Wisiałam nieruchoma. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we z zachwytem. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim mojego ciała i z czułością całował… I całowal… Nie broniłam Mu, nie broniłam Najdroższemu mojemu. Nie miałam sił. Ale nie chciałam się bronić. Byłam cała
JEGO i cała dla NIEGO. Mógł ze mną zrobić co chciał! A ON wciąż całował… Potem znów spojrzał w moje oczy i wyszeptal:
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!”
„Nie musi. Pragnie! Bardzo! Bardzo! Bar…” – nie skończylam, Najdroższy mój zamknął mi usta pocalunkiem.
„Jesteś do Mnie podobną, Moja Śliczna! Bardzo podobną do swego Oblubienca jesteś!”
I znów całował moje obolałe i zmęczone ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczke. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku. W końcu mój Słodki zdjął mnie z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Z czułością i zachwytem we mnie patrzył. Promienny i piękny niezmiernie!
„Moja Śliczna! Słodka Moja! Umiłowana Pięknotka, Moja Mała… Maleńka Moja!” – szeptał z miłością, powagą i namaszczeniem wielkim.
Lezalam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego. Najszczęśliwsza pod słońcem!!!

SERCE DZIECKA

Spacerowaliśmy nad morzem kwiatów. Umiłowany, Najdroższy mój i ja. Zbliżylismy się do ławeczki. Ja jeszcze zatrzymałam się wąchając jakiegoś kwiatka, a Najdroższy usiadł na ławeczce. I czekał na mnie. Spojrzałam na Niego z miłością i uśmiechem. Zostawiłam kwiaty i śmiejąc się radośnie wskoczylam wprost na kolana Maleńkiego mojego! Najdroższy zaśmial się głośno, uszczęśliwiony bardzo! Objęłam Go za szyję i ucalowalam w policzek.
„Na Twoich kolankach najlepiej!” – wyszeptalam Mu wprost do ucha. Najdroższy mój rozpromieniony uśmiechem, patrzył we mnie z zachwytem.
„A wiesz, Maleńka Moja, kto jeszcze siedział u Mnie na kolanach?”
Nikt nie przychodził mi do głowy.
„Nie, Najdroższy mój!”
„A co mówi Pismo? Co można z niego wyczytać?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
„Siostra Marty, Maria siedziała u Twoich stóp… Jan położył głowę na SERCU Twoim. Ale kto siedział Ci na kolanach… Nie wiem!”
Maleńki spojrzał we mnie z wielką Miłością i czułością i objął mnie obiema rękami i tulil do Siebie mocno.
„Dziecię Moje Umiłowane!” – wyszeptal.
„Dziecię?! No jasne! Dzieci! Jest napisane że brałeś je w objęcia i błogosławiles! A skoro brałeś w objęcia, to na kolana też musiałeś brać! Może nawet same Ci wchodziły na kolana! Wdrapywaly się. Albo wskakiwaly!”
Uśmiechnęłam się do Najdroższego i On uśmiechał się do mnie promiennie.
” ‚Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa’, pamiętasz?”
Kiwnęłam głową twierdząco. A Najdroższy mówił dalej:
„Trzeba mieć serce dziecka, żeby wejść do Królestwa. Dziecko jeśli kocha, kocha całym sobą. Jeśli ufa, ufa całym sobą. Jeśli prosi, prosi całym sobą. Jeśli dziękuje, dziękuje całym sobą! Jeśli się cieszy, cieszy się całym sobą. Jeśli płacze, płacze całym sobą! A jeśli uśmiecha się, to też całym sobą! Są ludzie o dorosłych sercach. Ci trzymają się z dala ode Mnie, są nieufni, o sercach oziębłych i oschlych. Wydaje im się, że są samowystarczalni. Nie podchodzą do Mnie, bo uważają że nie wypada, albo że się nie godzi…”
„No! Gdybym ja patrzyła na to czy wypada, czy nie wypada, to bym na pewno Tobie na kolanka nie wskoczyla!” – zaśmiałam się wesoło.
„Bo masz serce dziecka, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Dzieki Tobie, Najdroższy mój! Ty zabrales moje serce z kamienia i dałeś mi serce z ciała!”
Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością i zachwytem. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Siebie. A ja obsypywalam mojego Słodkiego Pięknisia pocałunkami.

GŁĘBIEJ I GŁĘBIEJ…

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic!!! Spojrzeniem z Krzyża. Maleńki mój pochylil się nade mną jeszcze bardziej, objął mnie i zaczął dotykać i całować miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal…. A we mnie rosło pragnienie…
„Najdroższy mój…!” – szepnęłam w końcu.
„Tak, Moja Słodka?”- Maleńki już był przy mojej twarzy i patrzył we mnie z ogniem Miłości w dużych i łagodnych oczach.
„Pozwól mi… proszę! Proszę!!! Pozwól mi całować Twoje Rany, tak jak Ty moje całujesz! Proszę!”
„Najmilsza Moja, Ty Mi nie odmówilas i Ja Tobie też nie odmówie!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem i uwielbieniem.
I natychmiast wszystko się zmieniło! Najdroższy mój leżał na ołtarzu Krzyża, a ja klęczałam przed Nim i całowalam Jego Rany. Całowałam z miłością, uwielbieniem i czcią… I wielkim wzruszeniem. Całowalam i całowalam… Każdą Ranę, każdy siniak na Ciele Maleńkiego mojego. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam… A im dłużej całowalam tym głębiej wchodzilam w Jego Cierpienie, w Jego MĘKĘ. Głębiej i głębiej… Aż w końcu zmęczona, położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Maleńki mój był cały dla mnie!!! Od razu znalazłam się na SERCU Maleńkiego mojego. Cała w Jego Miłości! Otulona Miłością. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął promienny bardzo:
„Uszczęśliwilas Mnie, Moja Mała!”
„To TY mnie uszczęśliwiles Maleńki mój!!!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Trwaliśmy w Miłości i cierpieniu. W tańcu. Wciąż trwamy.

OBUDZIŁAM SIĘ…

Obudziłam się. I od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego. W objęciach mojego Słodkiego Pięknisia. Otulona Miłością i wtulona w Miłość. Byłam bardzo zmęczona i obolała bardzo. Po przespanym kawałku nocy powinnam być wypoczęta. A ja cała obolała i zmęczona. Leżałam w ramionach Najdroższego z zamkniętymi oczami leżałam. Rozbudzalam się powoli… Wyciągnęłam rękę przed siebie i trafiłam na policzek Maleńkiego mojego. Gładzilam go z czułością i uśmiechałam się do mojego Ślicznego radośnie. Z zamkniętymi oczami się do Niego uśmiechałam.
„Witaj, Moja Śliczna!” – w głosie Jego słychać było miłość, radość i zachwyt.
„Witaj, mój Słodki!” – szepnęłam szczęśliwa. Czułam się jak niemowlę, z tego obrazu, który widziałam w oczach Najdroższego, w Łódeczce życia . Bezpieczna i… Jego. Po prostu! Objęłam za szyję Maleńkiego mojego i przytuliłam swoją twarz do Jego twarzy.
„Najdroższy mój, Maleńki mój… Kocham Ciebie!!!” – szepnęłam wtulona w Miłość.
„Kocham Ciebie, Moja Śliczna!”
Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Promienial cały Miłością i uśmiechem.
„Pragnę Cię, Maleńki mój!!!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil mnie w objęciach. Uwielbialam Go modlitwą serca i odpoczywalam w Nim.

MOJE RĘCE

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy, Maleńki mój był ze mną. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam w mojego Ślicznego z miłością i uwielbieniem. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością. Najdroższy ujął moją dłoń i zaczął całować. Całowal moją lewą, pokrzywiona, powykrecana rękę. Ale całowal inaczej niż zwykle. Do tej pory całowal jak Oblubieniec. Teraz całowal… brak mi słów, żeby określić. Jedyne słowa, które przychodzą mi do głowy to, że całowal jak sługa, jak poddany, jak niewolnik swoją panią. Nie mogłam na to pozwolić!!! Wyrwalam gwałtownie rękę z Jego dłoni i położyłam daleko od NIEGO.
„To ja powinnam Ciebie po rękach w taki sposób całować, a nie Ty mnie, Najdroższy mój!!!” – szepnęłam z bólem serca.
Maleńki pochylil się nade mną jeszcze bardziej i patrzył we mnie spojrzeniem pełnym ogromnego niewypowiedzianego bólu, ale i takiego wielkiego pragnienia…
” Pozwól Mi… Proszę…!”- wyszeptal Najdroższy z bólem i pragnieniem tak wielkim, że… nie mogłam Mu odmówić. Bez słowa podnioslam rękę i położyłam obok dłoni Najdroższego mojego… W Jego oczach pojawila się nagle wielka radość i szczęście! Ujął znowu moją dłoń bardzo delikatnie i zaczął całować… Bardzo, bardzo uniżenie, w intymności wielkiej i bliskości wielkiej… Najdroższy mój całował, a mi na sercu robilo się miękko… Miękko??!! Nie!!! W każdym razie nie tylko! Czułam się rozdzierana! Wstrząsana! Miłością bezgraniczna! I poruszona do głębi duszy!!! Najdroższy całowal bardzo delikatnie i słodko… Nie wytrzymalam!
„Dlaczego to robisz…?” – spytalam bezglosnie.
„Bo kocham!”
„Az tak??!!!”
„Jeszcze bardziej!!! – wyszeptal Najdroższy z ogniem i spytał wpatrzony w moją lewą dłoń:
„Drętwieje i boli bardzo, prawda, Maleńka Moja?”
„Tak. Wyczytałam że to może być przez zwyrodnienie kręgosłupa. I chyba to prawda bo kręgosłup też boli. Czytałam też, że można całkowicie stracić czucie przez to drętwienie…”
„Nie stracisz. Obiecuję!”
„Dziękuję!”
„Nie dziękuj Maleńka Moja! Potrzebuję Twej ręki, więc robię to też dla Siebie!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Wiedziałam że się ze mną droczy. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i wyszeptalam wskazując na rękę:
„Lewa i pokręcona!”
„Lewa i pokręcona, a zobacz ile dzięki niej robię!”
Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i zaczął całować drugą, prawa rękę.
„A ta całkowicie niewladna” – szepnęłam.
„I dla Mnie drogocenna. Przybita do Krzyża jak Moje!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego rozbrojona Miłością. A ON całowal wciąż moje ręce.

W ŁÓDECZKE ŻYCIA

Byłam na SERCU Maleńkiego mojego. Leżałam szczęśliwa bezpieczna i zakochana po uszy. Leżałam wtulona w Miłość. Otulona Miłością! Najdroższy mój pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial cały uśmiechem i zachwytem i bliskością bez granic!

„Odpocznij dzisiaj, Maleńka Moja. Wiem że jesteś bardzo zmęczona” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.

„Bardzo…”

„Odpocznij, Moja Śliczna!”

Maleńki mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje… Potem patrzył we mnie głęboko. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Spojrzenie Miłości!

W oczach Najdroższego mojego zobaczyłam wielkie wzburzone morze. Sztorm na nim szalał ogromny! Straszny! Budzący trwogę! Gdzieś na nim dostrzeglam maleńką, niepozorna łódeczkę. Była rzucana, miotana falami. Kolebala się to w jedną, to w drugą stronę. W łódeczce siedział Najdroższy mój. Wyglądał jak skala, jak opoka w maleńkiej łódeczke. Siedział niewzruszenie, nie zważając na sztorm szalejący w wokół. Siedział pochylony. A w Jego objęciach, w ramionach Jego spało niemowlę. Spało słodko i uśmiechało się przez sen. Najdroższy uśmiechał się z tkliwoscia do niego. Był wpatrzony w dziecko z zachwytem!

Patrzyłam na ten obraz długo poruszona…

„To niemowlę…” – zaczęłam… Najdroższy przerwał mi pocałunkiem.

„To Ty, Maleńka Moja!” – wyszeptal.

Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem i wzruszeniem… Maleńki promienial cały bliskością.

TSUNAMI

Burza w moim życiu, o której pisałam niedawno przeradza się w huragan, tornado i tsunami w jednym! W nocy rozmyślalam o tym huraganie, tsunami. I nagle napadły mnie myśli. Czarne jak noc!!! W sercu zrobiło się ciemno… Już widziałam to tsunami jak niszczy, zalewa morze kwiatów! Jak zalewa je czarną mazią. Już widziałam, jak niszczy zamek na skale… Jak się topie w tej mazi…
„Jezu ufam Tobie!!!” – wyrwalo mi się z głębi serca.
I nagle zrobilo się jasno!!! Znów w sercu świeciło Słońce, zamek na skale stał niewzruszenie. Morze kwiatów cudnie falowalo… A ja byłam w ramionach Najdroższego mojego, w Jego objęciach. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i ufnością. Z uśmiechem w Niego patrzyłam.
„Jestem z Tobą Kochana Moja! Maleńka Moja jestem z Tobą!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
„Ufam Tobie, Maleńki mój!” – szepnęłam wpatrzona w Niego i szczęśliwa bardzo bardzo bardzo!
Byłam Jego dzieciątkiem, Jego maleństwem, Jego niemowlęciem!!! A ON tulil mnie w objęciach, w ramionach. Całowal i pieścil Swoje maleństwo… W moim sercu znów jest Jego pokój, szczęście i radość!!!

CAŁA W MIŁOŚCI

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem.
Maleńki mój dotykał miejsca w moim ciele, które zwykle bolał mnie najbardziej.
„Bardzo Cię bolą, Śliczna Moja?” – spytal z troską.
„Dziś w miarę, Maleńki mój. Ale… całe ciało mnie boli bardzo.”
I dodałam patrząc Mu w oczy:
„Dziękuję że mogę cierpieć z Tobą Maleńki! Bardzo dziękuję!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal z ogniem w oczach:
„Kocham Ciebie, Moja Słodka!”
„Wiem, mój Najdroższy!!! Widzę to!!! Doświadczam Twojej Miłości każdego dnia, każdej minuty… Każdej sekundy!!!”
Najdroższy objął mnie delikatnie. Z wielką delikatnością i Miłością… Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam… głębiej i głębiej. Znalazłam się na SERCU Najdroższym moim. Na SERCU Maleńkiego mojego leżałam. Wtulona w Miłość. Otulona Miłością. Cała w Miłości.
„Dzielisz ze Mną Moją MĘKĘ, Maleńka Moja!”
Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja. W MIŁOŚCI!

WYNALAZEK NAJDROŻSZEGO

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Uśmiechałam się do Najdroższego promiennie! On pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością i zachwytem.
„Napiszę o tym, dobrze? Niech inni wiedzą jak się mną opiekujesz, jak troszczysz się o mnie! Jakie wynalazki dla mnie wymyślasz! Napisze o tym, jeśli pozwolisz, Najdroższy mój!”
„Napisz, Maleńka Moja!”
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Tańczylismy bardzo.

Otóż jak wiecie maluję ustami. Trzymam pędzel w ustach, a mówiąc konkretnie w zębach. Pędzle są z reguły krótkie i żeby je wydłużyć używam przedłużaczy. Do jakiegoś czasu tato robił mi przedłużacze z mazaków. Wyjmował wkład, a wkładal pędzel. Jednak jakiś czas temu mazaki przestały się sprawdzać jako przedłużacze do pędzli. Dlaczego? Dowiecie się z tekstu wiadomości, który ulozylam i powysylalam do różnych hurtowni papierniczych, sklepów, a nawet firm produkujacych mazaki. Oto ta wiadomość: „Jestem niepełnosprawna, na wózku. Jestem malarką. Maluję ustami. Mazaków (wkłady są wyjmowane) używam jako przedłużaczy do pędzli. Kiedyś mazaki wykonane były z takiego plastiku, który się wyginał, dobrze mi się malowało. Teraz przeważnie są z takiego twardego plastiku, który pęka i rani mi szczękę. Czy mają Państwo może takie mazaki, które mają choć trochę giętką obudowę, które się wyginają? Ja wiem, że to kłopot sprawdzać, ale byłabym naprawdę bardzo wdzięczna…” Wysyłalam go wszędzie, odpowiedzi, jeśli przychodziły były w stylu: „Bardzo nam przykro, ale takich mazaków nie posiadamy.” Pomagaly moje Duchowe Dzieci. Syn wysłał wiadomość do szefa hurtowni papierniczej, tato szukal w sklepach, ja w internecie. Jednak odpowiednich mazakow nie było. Tato pozakladal wężyki silikonowe na mazaki, żebym miała miękko. Jednak i one nie zdały egzaminu. Między wężyk a mazaki dostawala się ślina i kapala na obraz. Poza tym wężyki były delikatne i szybko je przegryzalam. Także szukalam dalej. W sklepie internetowym dla artystów znalazłam nasadki na węgiel, żeby gdy się nim maluje, nie pobrudzić sobie rąk. Dowiedziałam się też że są specjalne nasadki na ołówek gdy jest krótki. Znalazłam nawet takie, które wydaly się dobre. I napisałam do sklepu pytanie o wymiary. Napisalam, wysłałam, wyłączyłam komputer. I zawołałam tatę, żeby mnie zawiózl do kuchni. Zawiózl. Na stole już stała moja kolacja. Stało też kilka kubków i leżała łyżka z plastikowym uchwytem. Jak to w kuchni 😁 Zaczęłam jeść. Ale zaraz przerwałam… Spojrzałam na łyżkę… I naszla mnie myśl! „Taaak… to odłączyć, rozdzielić, a tu wywiercic otwór… I byłoby super!”
-Jedz. Dlaczego nie jesz? – z rozmyślań wyrwał mnie głos taty.
-Bo… tak mi przyszło do głowy że ten uchwyt od łyżki mógłby być dobry… jako przedluzacz…
Tato wziął łyżkę do ręki, zaczął ją obracać i badać wzrokiem.
-Myślisz? A nie będzie za twarde?
-Właśnie dobrze, że twarde. I pełne. Nie będą się lamaly jak mazaki i nie będę ich tak szybko przegryzac.
-Tak? To idę wywiercic otwór na pędzel.
-Teraz?! Mógłbyś?
-A dlaczego nie? Jasne! Tylko szkoda, że nie mam imadła, byłoby łatwiej. Bo otwór trzeba wywiercić idealnie równo i idealnie na środku. Żeby wiertło bokiem nie wyszło. Chirurgiczna precyzja potrzebna!- zaśmiał się tato i wyszedł z łyżką na dwór.
A we mnie już wszystko śpiewało Najdroższemu: „Dziękuję!!!”
Tato wrócił po chwili z wywierconym w uchwycie otworem. Włożył do niego pędzel i dał mi do wypróbowania. Uchwyt w zębach trzymał się… idealnie!
-I jak? – spytał zaciekawiony tata.
-Suuuper!!!
-Jutro zobaczysz jeszcze jak będzie ci się malowało, a jak będzie dobry to zrobię więcej takich przedłużaczy!
-A łyżki?!- spytałam śmiejąc się.
-Nie martw się o łyżki! – tata też się śmiał- zawsze można je kupić. A dobrych mazaków, jak widzisz, nie ma.
Wieczorem napisałam o tej przygodzie Duchowemu Dziecku. „Jak pomysł okaże się dobry to go
opatentuję! 😀 ” – dodalam.
Na drugi dzień wypróbowałam nowy przedłużacz „w praniu”, w czasie malowania. Był dobry… to mało powiedziane! Idealny! Super! Ekstra!!!
Tato porobił mi ich więcej.
-Zobacz jakie przedłużacze Monika wymyśliła!- tata pokazał je mamie.
-Wydziwia! – skomentowała krótko.
-Wcale nie! To bardzo dobry pomysł. Moja krew! To ja ją natchnąłem!- śmiał się tata.
Uśmiechnęłam się i pomyslałam, że sukces to zawsze ma wielu ojców!
Doskonale wiedziałam CZYJ to pomysł i KTO mnie natchnął! Taki oryginalny, niekonwencjonalny, dziwny a jednocześnie genialny pomysł mógł mieć TYLKO Najdroższy mój!!!

W ŚWIATŁOŚCI

Siedziałam na ławeczce w morzu kwiatów. W ramionach trzymałam Najdroższego mojego. Tuliłam Go do serca swego. Maleńki patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem… Szczęśliwa! Uśmiechałam się do Niego radośnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i też się do mnie cudnie uśmiechał. W pewnej chwili zawial lekki wietrzyk. Podnioslam głowę. Było cudownie! Na niebie świeciło wielkie jasne Słońce, morze kwiatów falowało wydając piękne zapachy… Podnioslam głowę jeszcze wyżej, zamknęlam oczy i wdychalam… Pomyślałam że jestem najszczesliwsza na świecie! Trwałam chwilę z zamkniętymi oczami. Gdy nagle poczułam, że ktoś rzuca mi się na szyję i obsypuje pocałunkami, na policzkach! Na całej twarzy!!! Otworzyłam oczy i zobaczyłam klęczace na moich kolanach Dzieciątko, które obejmowało mnie za szyję i obsypywalo mnie pocałunkami!
„Moja Słodka Pięknotka!” – szeptalo czule. Zaśmiałam się wesoło! A Dzieciątko zeskoczylo z moich kolan, chwycilo mnie za rękę.
„Chodź!” – zawołało.
„Chcesz iść na spacer? Dobrze!”
Wstałam z ławeczki i trzymając Dzieciątko za rączke szłam nad morzem kwiatów. Nagle znalazłam się w całkowitej ciemności!!! Całkowitej! Ciemno było bardzo. Czarno! Nic nie widziałam. Nawet Dzieciątka! Czułam tylko ciepło Jego rączki w swojej dłoni.
” Nie bój się Moja Słodka. Jestem przy Tobie!”
„Wiem, mój Maleńki!”
Czułam, że dokądś Maleńki mój mnie prowadził. Choć wokół wciąż widziałam tylko ciemności, byłam pewna że idziemy. W pewnej chwili w oddali zobaczyłam jasny punkt. Wyraźnie szliśmy w jego kierunku. Jasny punkt stawal się większy i większy. Aż przybrał kształt. Krzyża! Wielki świetlisty Krzyż jasnial w ciemności… Szliśmy Niego, Maleńki mój i ja. Nie wiem jak długo szliśmy. W każdym razie po jakimś czasie stanęłam przed ogromnym Krzyżem. Najdroższego mojego nie było… Gdzieś zniknął. A Krzyż okazał się być wielką bramą. Do Światłości. Stałam na jej progu, gdy wyszła z niej do mnie jasna Postać. Poznałam ją od razu! Po uśmiechu! To był mój Anioł Stróż, ks Piotr. Położył swą dłoń na moim ramieniu i poprowadzil w Światłość. Znalazłam się w ogromnej jasności. Zobaczylam kilka rzędów jakby ławek. Anioł przyprowadził mnie do jednej z nich i gestem dłoni zapraszal żebym usiadła. Usiadłam. Aniol usiadł obok mnie. Wtedy zobaczylam że w zławkach siedzi wiele osób podobnych do mnie, a obok nich świetlistych Postaci.
Zagrały trąby. I jakiś donośny głos zaczął wyczytywać:
” Moja Piękna Perła!”
I z ławki wyszła na środek piękna postać. Rzeczywiście przypominała cudną perłę!
„Moja Zwinna Iskierka!”
I na środek wybiegła postać przypominająca iskrę!
„Moja Gołąbka!”
Na środek wyleciała postac przypominająca gołębia!
„Moja Słodka Pięknotka!”
I na środek wyszłam… ja.
Donośny głos długo jeszcze wyczytywał, a na z ławek wychodziły co rusz to nowe postaci.
Trąby zagrały uroczyście!
„Prosimy zrobić przejście dla Oblubieńca!”- zabrzmiał ten sam głos, który wcześniej wyczytywał.
Postaci, w tym ja, rozstąpiły się robiąc szerokie przejscie.
I wtedy zjawił się On!!! Najdroższy!!! Przecudny i promienny bardzo! Jaśniał przedziwnym blaskiem!!! Podchodził do każdej postaci i obdarzał kazdą cudnym usmiechem i pocałunkiem. Podszedł i do mnie. Uśmiechnął się cudnie i mnie pocałował. Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice…
A potem zaczęły się tańce!!! Najdroższy tanczył z kazdą postacią oddzielnie i ze wszystkimi naraz. Jednocześnie! I kazda z nas była pewna, przekonana do głębi, ze jest dla Niego jedyną. Że jest cały jej i dla niej. A ona Jego i dla Niego! I że Najdroższy tańczy tylko z nią. Maleńki tańczył ze mną… Patrzył we mnie głęboko… z ogniem Milości i zachwytem… Tanczył i patrzył… i patrzył… A ja nie wiem kiedy zorientowałam sie, że znów siedzę na ławeczce nad morzem kwiatów i tulę Najdroższego do serca.
Uśmiechał się do mnie cudnie…

Z UWIELBIENIEM…

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia, patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem. Dotykalam Jego twarzy, policzka i głaskalam go z czułością.
„Kocham Ciebie, mój Maleńki…” – wyszeptałam. Mój Słodki pochylil się nade mną jeszcze bardziej i patrzył we mnie głęboko… Natychmiast znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego mojego. Maleńki wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Głowa zwisala Mu na piersi. Oczy zamknięte. Cierpiący był bardzo bardzo Maleńki mój… Zaczęłam całować JEGO Rany. Całowałam Jego poranione czoło. Jego opuchnięte policzki. Całowałam Jego zakrwawiona brodę… Całowalam ze czcią. Całowalam barki które dźwigały belkę Krzyża… Całowałam poorane biczami ciało mojego Ślicznego. Ręce i nogi. Całowalam Jego zmiażdżone upadkami na drodze krzyżowej kolana… Stopy. Całowalam z czułością i namaszczeniem wielkim. Całowalam i całowalam… Potem przytuliłam się do SERCA Najdroższego. Mocno. Przylgnelam do Niego całą sobą! Zamknęłam oczy i trwałam… Nagle poczułam że jestem w ramionach Najdroższego mojego. Otulona Miłością. Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie…
„Bardzo Mi ulżyłas, Śliczna Moja!”
„Chciałabym jeszcze bardziej… Cierpisz za mnie i moje Dzieci! Każda rana mówi o Twojej ogromnej Miłości! Tak bardzo bym chciała Ci usłużyć, ulżyć bardziej…”
„Chcesz jeszcze bardziej cierpieć dla Mnie?” – spytal Maleńki mój. Oczy miał utkwione we mnie. Patrzył we mnie poważnie i przenikliwie.
„Tak mój Maleńki. Chcę.”
„Na pewno?”
„Tak.”
Patrzyłam w oczy Najdroższego i On patrzył mi w oczy głęboko.
„Perlo Moja!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Nie nazywaj mnie tak, proszę. Jestem Twoją małą, maleńką. Tak mnie nazywaj, proszę” – szepnęłam z uśmiechem.
„Mała Moja!” – w głosie Najdroższego było tyle Miłości!
Maleńki mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego…
Patrzył we mnie z uwielbieniem…

MAŁA W MIŁOŚCI WIELKIEJ!

Byłam w wielkiej jasności. Przypominala ona kościół, który cały był prześwietlony dziwnym światłem. Siedziałam w ławce. Przede mną stał wielki jasny ołtarz, przy którym Najdroższy mój celebrowal Eucharystie. Podniósł ogromną białą Hostie. Wysoko! Wysoko!!! Uklęklam w uwielbieniu. Podniósł Kielich…
Potem stanął przed ołtarzem z Hostia w dłoni. Podeszłam do Najdroższego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Spożylam i chciałam odejść do ławki. Ale Maleńki mój mnie zatrzymał kładąc rękę na moimz ramieniu. Potem przykucnął i we mnie patrzył. Wtedy spostrzegłam jak jestem mała. Miałam wzrost dziecka! Bynajmniej mnie to nie zmartwilo. Przeciwnie, bardzo ucieszylo!!! Chciałam być Maleńką i byłam!!! Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i uśmiechał się do mnie promiennie!!!
Rzuciłam Mu się na szyję! Z miłością!!! Objęłam z czułością Maleńkiego mojego i przytuliłam się do Niego! Najdroższy objął mnie i wziął na ręce. I tulil do SERCA!!! Byłam niezmiernie szczęśliwa!!! Niezmiernie!!! Leciałam w ramionach Najdroższego mojego… I widziałam nad sobą JEGO promienne, uszczęśliwione Oblicze!
„Jak dobrze Mi w Twym sercu, Maleńka Moja! Śliczna Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością…
„Mój Przecudny! Mój Maleńki… mój Słodki!” – wyszeptalam wpatrzona w Najdroższego mojego. Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic…

MARZENIE

Siedziałam przy łóżku mojego Duchowego Dziecka. Dziecko leżąc w łóżku co chwilę drzemalo. Raz na jakiś czas otwieralo oczy i patrzyło na mnie smutnym, pustym wzrokiem.
-Drzemie mi się, od drugiej nie spałam.
-Śpij, Kochanie… – uśmiechnęłam się do Dziecka łagodnie i zanucilam – ‚O, o, o! Śpij kochanie, śpij!’ Wiesz kto to śpiewa? – spytałam z uśmiechem.
-Kayah!
Przytaknelam. A Dziecko znów zamknęlo oczy i chwilę drzemalo. Potem otworzyło oczy i znów patrzyło na mnie smutno.
-Tak bym chciała być zdrowa… To moje największe marzenie. Marzenie mojego życia! – szepnęło Dziecko.
-Tylko?!! – wyrwało mi się z głębi serca zdumienie – Tylko o tym marzysz??!!
-Tylko??! Czy aż?!!! – Dziecko było zdumione moim zdumieniem.
-Dla ciebie aż, dla mnie tylko. Zależy jak kto patrzy.
Dziecko patrzyło na mnie z jeszcze większą pustką w oczach i milczało.
-Naprawdę zdrowie jest twoim największym marzeniem?! Nie masz większego?
Dziecko pokiwalo przecząco głową…
-Szkoda… – szepnęłam patrząc Mu w oczy z miłością i smutkiem.
Nie powiedziałam nic więcej. Nie tłumaczyłam, bo raczej nic by to nie dało.
Pomyślałam że dla mojego Dziecka zdrowie stało się bogiem. Ale zaraz potem pomyślałam że to zbyt ostre stwierdzenie i że nie mogę tak osądzac, oceniać bo nie wiem do końca co się dzieje w sercu Duchowego Dziecka. Najdroższy wie co naprawdę się w nim kryje. Może tli się w nim choć iskierka jeszcze większego, największego Marzenia.

Lezalam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we Swym pełnym Miłości i bliskości spojrzeniem.
„O czym marzysz najbardziej, Moja Śliczna?”- spytal uśmiechając się do mnie promiennie bardzo.
„Ty wiesz, Maleńki mój!” – szepnęłam z miłością i uśmiechem.
„Wiem!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„To jeśli wiesz to czemu pytasz, mój Słodki?”
„Bo chcę je usłyszeć i ucieszyć się nim z Tobą, Maleńka Moja!”
„Chcę abyśmy wszyscy, moje Duchowe Dzieci i ja znaleźli się w Niebie. Przy Tobie, Najdroższy mój!”
„To Twoje największe Marzenie?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Tak! I wierzę że je spełnisz! A w moim przypadku, dopełnisz!”
„Dopelnie?” – spytal Maleńki mój, choć byłam pewna że doskonale wie o co mi chodzi.
„Bo ja juz jestem w Niebie. A gdy Ciebie Słodki mój zobaczę takim jakim jesteś naprawdę i będę mogła podziwiać Cię w pełni, to będzie tylko dopełnienie…!”
Maleńki mój patrzył we mnie… Jak w obrazek… Patrzył z zachwytem. Promienial cały Miłością i uśmiechem.
„Spełnię i dopełnie, Maleńka Moja!”
Patrzyłam Mu w oczy z wdzięcznością…szczęśliwa bardzo bardzo bardzo! Ujęłam dłoń Maleńkiego mojego i ucalowalam ją z miłością i uwielbieniem.
Trwalismy w MIŁOŚCI. Najdroższy mój, Śliczny i ja.

10 LAT W MIŁOŚCI!

Dziś mam święto!!! 😀 Powinien być wielki tort z dziesięcioma świeczkami, szampan, fajerwerki! Jakie to święto? Dokładnie dziesięć lat temu, 1-go września 2008 roku założyłam bloga! 10 lat go piszę!!!
Zakładałam go jeszcze na Onecie. Pamiętam że miałam kilka szablonów, motywów do wyboru i nie mogłam się zdecydować, który wybrać. Pamiętam też, że w rubryce ‚o mnie’ umieściłam swoje zdjęcie. Na tym zdjęciu było pół mojej twarzy, ucho, a w nim wielki kolczyk. Nie był to kolczyk na co dzień. Raczej na uroczystości, np na sylwestra. Duży, wiszący, z bursztynami. Dostałam te kolczyki kiedyś od mamy.
Dziesięć lat piszę bloga… Wiele się zmieniło przez ten czas. Przede wszystkim ja się zmieniłam. Gdy zakładałam bloga byłam nieśmiała szarą myszką, zakompleksioną i poranioną. Teraz jestem panią w średnim wieku 🙂 Dama, można powiedzieć. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie pomyślała bym o sobie jako o damie…😊 Sami widzicie, że się zmieniłam. A raczej ON, Najdroższy mój mnie zmienil!!! I to Jego blog i Jego święto!!!

Tańczylismy bardzo! Maleńki mój i ja. Nad morzem kwiatów tańczylismy!
Najdroższy obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie promiennie! I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem i uśmiechałam się do Niego radośnie. Wczoraj dostałam od Oremusa propozycję ułożenia tekstów modlitwy wiernych na wrzesień 2019. Zgodziłam się.
„Zgodziłas się, Moja Słodka!”
„Zgodzilam się, bo Ci ufam, Maleńki mój!”
„Bo Mi ufasz?”
„Ufam, że mi pomożesz! Bo ja sama nie dam rady. Ręka boli, sił brakuje, w głowie pustka…” – wyszeptalam uśmiechając się do Najdroższego mojego.
„Ufasz Mi!”
„Tak mój Maleńki. Tylko Tobie ufam!”
„I nie zawiedziesz się, Maleńka Moja!”
„Wiem!!!”
Najdroższy zaśmiał się głośno! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i porwał mnie do tańca!!! Szybkiego, szalonego! W Miłości!!!