NAJSZCZĘŚLIWSZA POD SŁOŃCEM!

Byłam pod Krzyżem Najdroższego mojego. Najdroższy, Maleńki mój wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Wisiał z rozpostartymi szeroko ramionami jakby chciał przyciągnąć wszystkich do Siebie. Wisiał nagich, odarty ze wszystkiego… Objęłam Go z miłością i przytuliłam do siebie, do serca swego. Maleńki mój spojrzal mi w oczy z miłością. Głęboko w oczy, w serce… Przenikal mnie niemal fizycznie.
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Oblubienica nie musi. Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!”
„Pragnie?!” – głos Najdroższego rozlegal się szerokim echem.
„Pragnie!”
W jednej chwili znalazłam się na Krzyżu. Przybita do Krzyża. Przygwozdzone ręce i nogi. Nie mogłam zrobić żadnego ruchu. Wisiałam nieruchoma. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we z zachwytem. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim mojego ciała i z czułością całował… I całowal… Nie broniłam Mu, nie broniłam Najdroższemu mojemu. Nie miałam sił. Ale nie chciałam się bronić. Byłam cała
JEGO i cała dla NIEGO. Mógł ze mną zrobić co chciał! A ON wciąż całował… Potem znów spojrzał w moje oczy i wyszeptal:
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!”
„Nie musi. Pragnie! Bardzo! Bardzo! Bar…” – nie skończylam, Najdroższy mój zamknął mi usta pocalunkiem.
„Jesteś do Mnie podobną, Moja Śliczna! Bardzo podobną do swego Oblubienca jesteś!”
I znów całował moje obolałe i zmęczone ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczke. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku. W końcu mój Słodki zdjął mnie z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Z czułością i zachwytem we mnie patrzył. Promienny i piękny niezmiernie!
„Moja Śliczna! Słodka Moja! Umiłowana Pięknotka, Moja Mała… Maleńka Moja!” – szeptał z miłością, powagą i namaszczeniem wielkim.
Lezalam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego. Najszczęśliwsza pod słońcem!!!