ODCHODZĘ

Siedzieliśmy na półce skalnej, przed wejściem do szczeliny. Najdroższy mój i ja. To znaczy Umiłowany mój siedział, a ja leżałam w Jego objęciach, w ramionach. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. I choć cierpiał niezmiernie, cudnie się do mnie uśmiechał. Promienial cały uśmiechem. I ja choć cierpialam bardzo, choć bolało mnie całe ciało, uśmiechałam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha! Milczeliśmy. Zapatrzeni w siebie nawzajem. Zakochani do szaleństwa! Leżałam w ramionach Najdroższego jak niemowlę w ramionach najczulszej matki. Bezpieczna i bardzo szczęśliwa. Wiedziałam że odchodzę. Odchodzę do Niego. Codziennie bardziej i bardziej. Głębiej. Może niezauważalnie dla kogoś obok. Ale ja wiedziałam. Coraz mniej fizycznie mogę sama zrobić. Ot, choćby ręka. Nawet na Mszy znaku Krzyża nie mogę zrobić, albo bić się w pierś, żałując za grzechy. Ręka boli i ciężka jak kamień. Nie mogę podnieść. A pisać mogę tylko jak oprę o stół. To jakoś piszę. To tylko przykład.
Najdroższy zanurza mnie w Sobie. Zamyka w Sobie i jednocześnie na Siebie otwiera. Pociąga mnie ku Sobie, zachęca, zaprasza do Siebie. Idę do Niego z ufnością i tęsknotą. Z radością idę do Umiłowanego mojego. Oblubienica wstępuje w progi Oblubienca swego.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i szepnął mi wprost do serca:
„Wisisz teraz ze Mną na Krzyżu, Moja Śliczna! Potem czeka Cię śmierć, zmartwychwstanie i życie wieczne!”
„W Tobie, Najdroższy mój!” – szepnęłam zachwycona cała.
„We Mnie, Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Będę dla Ciebie tańczyć! Obiecałeś!”
„Obiecałem!!!”
Tańczylismy bardzo. W Miłości. Najdroższy zamykal mnie w Sobie bardziej i bardziej.

ZANURZA MNIE W MORZU BOLEŚCI

Tańczylismy bardzo bardzo! Najdroższy trzymał mnie w objęciach i w tańcu prowadził. Tańczylismy ponad szczytami mojej modlitwy. W chmurach! Maleńki patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i zachwytu… Tańczylismy długo. Potem Najdroższy usiadł na górskim stoku na trawie. Ja ukleklam przy Nim. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca… Objęłam Go bardzo czule i uśmiechając się do Niego radośnie, delikatnie położyłam na trawie Umiłowanego mojego. Najdroższy nie protestował, podawał mi się. Położyłam Najdroższego mojego, pochyliłam się nad Najdroższym moim. I już chciałam całować JEGO Rany, kiedy Maleńki patrząc mi w oczy głęboko, spytał:
„Dlaczego to robisz, Maleńka Moja?”
„Chcę Ci dziękować, Najdroższy…”
„Nie musisz Mi dziękować, Najmilsza!”
„Pragnę Cię adorować, wielbić…”
„Adorujesz i wielbisz Mnie swoim tańcem. Nie musisz inaczej…”
Popatrzyłam w Maleńkiego mojego uważnie. A ON patrzył we mnie rozpromieniony uśmiechem.
„Jestem Twoją oblubienica, prawda?! Oblubienica pragnie całować Rany swego Oblubienca! Nie pozwolisz mi?! Zabronisz?! Jeśli nie pozwolisz, ostrzegam że nie uslucham! Oblubienca pragnie całować swego Oblubienca…”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„Oblubieniec pragnie pocałunkow Swej oblubienicy!”
Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany, Rany Maleńkiego mojego. Całowalam z uwielbieniem i miłością. Delikatnie całowalam z czułością… Pocałunek przy pocałunku. Całowalam… A SERCE Najdroższego i moje serce szeptaly:
„Twe pocałunki są Mi odpocznieniem i ukojeniem w bólu, Maleńka! Nawet nie wiesz jak bardzo cierpię z powodu ludzkich grzechów…”
„To prawda, nie wiem… Nie próbuję nawet sobie wyobrazić jak bardzo Cierpisz z powodu naszych grzechów…”
„Moje cierpienie to morze boleści!”
„Zanurz mnie w tym morzu… Proszę!!!”
Całowalam Rany Najdroższego mojego. Pocałunek przy pocałunku… Pocałunek przy pocałunku. Całowalam. A Maleńki zanurzal mnie w morzu boleści… Wciąż zanurza.

DZIELI

Byłam w szczelinie skalnej. Na kamieniach leżałam. Cierpiąca i zmęczona niezmiernie. Choć byłam w szczelinie skalnej, to miałam poczucie, że jestem w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Że wiszę na Krzyżu, a zimny przenikliwy wiatr smaga moje obolałe ciało. Byłam w szczelinie, a jednocześnie w Otchłani Męki. A może szczelina skalna i Otchłań Męki Umiłowanego to jedno i to samo miejsce? Nie wiem…
W każdym razie leżałam w szczelinie na kamieniach cierpiąca bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną… Rozpościeral się nade mną jak Pelikan. Okrywal Sobą. Przytulał i otulał mnie Sobą. Miłością bezgraniczna. Zamykal w Sobie. Byłam w Najdroższym moim ukryta. Schowana. Zanurzona w Miłości. Leżałam bez sił. Nieruchomo. A Maleńki mój dotykal delikatnie moje bolące ciało i je całowal. Całowal z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna, z namaszczeniem wielkim… Całowal i całowal. Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku. Leżałam nieruchomo. Jak kłoda. Bez sił. Nie miałam siły zaprotestować, że to ja powinnam Go tak całować. Całować JEGO Rany. Nie miałam siły…
„Najdro… Piiiić…” – szepnęłam z wielkim trudem.
Maleńki natychmiast wziął mnie w objęcia i przytulił do SERCA. Usta moje przystawil do Rany SERCOWEJ. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoiłam pragnienie. Potem spojrzałam w Maleńkiego mojego z wdzięcznością.
„Dzięku…” – nie dokończylam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem.
„Ciiii, Maleńka Moja… Odpocznij…”
Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Tańczyliśmy bardzo. W bliskości bez granic. Najdroższy dzieli ze mną MĘKĘ.

ZE SZCZĘŚCIA!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Maleńki trzymal mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Ile od Ciebie otrzymuję, Najdroższy mój!!! Ile mi dajesz miłości, szczęścia, radości!!! Dajesz mi Swoją Obecność!!! Siebie Samego mi dajesz!!! A co ja Ci daję w zamian?! Nic…”,,
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Co Ty Mi dajesz, Maleńka? Dajesz Mi miłość, uśmiech na Krzyżu, radość, swój czas, cierpienie, całą siebie mi dajesz! I uszczęśliwiasz Mnie bardzo!!!”
„Tak wiele mi dajesz, Maleńki mój…”
„Im więcej Mi dajesz, tym więcej mogę Ci dać, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
I porwał mnie do tańca! Płomiennego! Szalonego! Intymnego! Tańczyliśmy po całej szczelinie skalnej! A ona wyglądala jak piękna królewska komnata! Jak jasna, świetlista sala balowa! Tańczyliśmy i tańczyliśmy bardzo!!! Nagle Najdroższy przerwal taniec. Pochylil się nade mną, przytulił Swój policzek do mego policzka.
„Kocham Ciebie, Moja mała Pięknotko!” – wyszeptal z miłością bez granic.
„Kocham Ciebie moj Pięknisiu!” – szepnęłam. A moje małe, biedne serce szalalo ze szczęścia!

ON NIGDY!!!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Leżałam na kamieniach tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Maleńki mój klęczał przy mnie. Położył moją głowę na Swoich kolanach, a Sam pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. I ze zdziwieniem.
„Najdroższy mój, dlaczego nie jestem w Otchłani Twojej Męki?? I dlaczego nie tańczę dla Ciebie?!” – szepnęłam z trudem.
Maleńki spojrzał we mnie z wielką czułością.
„Jesteś w Otchłani Mej Męki i tańczysz dla Mnie, Maleńka Moja. Ale jednocześnie jesteś tu. Zamieszkalas tu i pragnę mieć Cię tu przy Sobie!
Nic z tego nie rozumiałam. Nie miałam jednak siły dopytywać. Tańczyłam bardzo intensywnie. Maleńki dzielił ze mną Swoją MĘKĘ. Doświadczalam samotności. Samotność była bardzo dojmujaca. Dotkliwa niezmiernie. Przenikala mnie do szpiku kości. Czułam się opuszczona, zapomniana, zostawiona… Sama. Samotna. Ale to nie była zła samotność. Przeciwnie. Była to samotność wyzwalajaca, oświecajaca. Ustawiajaca moją teraźniejszość i przyszłość we właściwym kierunku, świetle. Wiedziałam że ostatecznie mogę liczyć tylko na Najdroższego mojego, tylko w Nim pokładac nadzieję, tylko Jemu ufać. On, Najdroższy mój nigdy mnie nie opuści, nie zostawi, nie zapomni o mnie…
Najdroższy mój pochylił się jeszcze bardziej, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Gdyby Twoja matka zapomniała o Tobie, Ja nigdy o Tobie nie zapomnę, Moja Śliczna! Gdyby Twoja matka…. Ja nigdy!”
Patrzyłam w Maleńkiego. Te słowa były jakby cios w serce! Jakby uderzenie mieczem! Ujęłam w obie dłonie twarz Maleńkiego mojego. A w moich oczach pojawiły się łzy. Trzymałam twarz Ukochanego w dłoniach. Łzy ciekły mi po policzkach.
„Wiem, mój Najdroższy… Wiem!” – szeptałam przez łzy.
I uśmiechałam się do Niego. Przez łzy. A Maleńki mój zaczął całować moje łzy. Całowal i całowal… Gdy łez już na moich policzkach nie było, mój Słodki wziął mnie w objęcia i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Milczeliśmy, bo nie potrzeba było słów. Uśmiechałam się do mojego Ślicznego, do Najdroższego mojego. A ON cały był dla mnie odpocznieniem i ukojeniem. Cały promienial Miłością.

WYMAGANIA MIŁOŚCI

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach i trzymal mnie w objęciach. Leżałam w Jego ramionach, przy Ranie SERCOWEJ i piłam. Piłam! Napój Życia! Piłam!
„Jakie to niesamowite, niepojęte, a jednocześnie jakie naturalne, wręcz oczywiste że mogę pić…!!!”- pomyślałam poruszona do głębi serca. Gdy się napilam, spojrzałam w oczy Maleńkiemu mojemu. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką… I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i czułością…
„Jakiś Ty bliski… mój Pięknisiu… Jak mi z Tobą dobrze…!”
„Zatańczymy, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy z niezwykłą tkliwością.
Przytaknelam. I od razu znalazłam się na Krzyżu z Umiłowanym moim. Wisieliśmy na Krzyżu. A wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem. Znałam to miejsce. Już tu byłam. Otchłań Męki Maleńkiego mojego. Najdroższy cierpial niezmiernie. Ogromnie… I ja cierpialam bardzo. Nagle zewsząd zaczął wiać zimny przenikliwy wiatr. Najdroższy, Maleńki mój drżał na całym ciele…
„Ogrzeje Cię Maleńki…!!!” – wyszeptalam i przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem… Tuliłam Go do siebie najczulej jak potrafilam. W pewnej chwili Najdroższy znikł. Wisiałam sama na Krzyżu. Zimny wiatr przewiewal mnie na wskroś. Wisiałam tańcząca bardzo, bardzo..
I znów byłam w ramionach Najdroższego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia.
„Odtąd tak będziesz ze Mną dzielić Moje cierpienia i w ten sposób tańczyć dla Mnie, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
Kiwnęłam głową, że dobrze. Maleńki mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował jak Oblubieniec Swą oblubienice.
A ja pomyślałam że Najdroższy stawia mi wymagania. Wymagania Miłości. A skoro stawia to znaczy że mi ufa. I bardzo się ucieszyłam!

OREMUS – MÓDLMY SIĘ

„Wiesz, mój Najdroższy, układam te modlitwy wiernych…”
Najdroższy stał przede mną w szczelinie skalnej i uśmiechał się do mnie promiennie bardzo!
„I jak Ci idzie, Maleńka Moja? Pewnie bardzo trudno?” – spytal śmiejąc się perliscie. I ja zaśmiałam się wesoło! Zarzuciłam ręce na szyję Najdroższego mojego i szepnęłam wpatrzona w Niego:
„Nie! Przeciwnie! Łatwo! Bardzo łatwo! Przecież wiesz! Bo to dzięki Tobie, mój Pięknisiu! Tylko dzięki Tobie! A Ty, Maleńki mój żartujesz Sobie!”
„Lubię pożartować, Moja Śliczna!”-wyszeptal Najdroższy z uśmiechem.
„Nie wiedziałam! Teraz wiem!”
Najdroższy promienial cały Miłością i czułością niewyobrażalna. Wziął mnie w objęcia w ramiona. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Leżałam szczęśliwa bezpieczna i zakochana po uszy w moim Pięknisiu. Rozmyślalam…
Kiedy zgodziłam się układać modlitwy wiernych dla Oremusa na wrzesień 2019, myślałam że będzie mi łatwiej układać bo przecież już układałam już na lipiec tego roku. Jednak na początku, gdy powoli przygotowywalam się do układania modlitw, okazało się że mam pustkę w głowie. Pustkę całkowitą! Nie wiedziałam nic! Zupełnie nic! Pomyślałam sobie że może to i dobrze, bo nie chciałam, żeby to były moje modlitwy, ale JEGO, Najdroższego mojego. I prosiłam, żeby te pustkę we mnie wypełnił. I tak zaczęłam czytać czytania mszalne. Przeczytałam je kilka razy, wieczorem i na drugi dzień parę razy. I nie wiem jak, ale wezwania modlitwy wiernych układały mi się same. Same! Niby układałam je ja, a jakby nie ja… Jakby ktoś układal we mnie. Często kiedy wieczorem przeczytałam czytania i poszłam spać to rano już miałam modlitwy wiernych ułożone. W głowie, umyśle w sercu? Nie wiem… W każdym razie miałam ułożone. Potem tylko je spisywałam. Ułożone modlitwy pokazuję mojemu Duchowemu Synowi i Ojcu jednocześnie. Księdzu. Jest dla mnie autorytetem i pokazuję mu, żeby przeczytal,, doradził, poprawił jeśli by było trzeba. A Duchowy Syn czyta i jak do tej pory ani razu nie poprawił, nie zmienił żadnego wyrazu w tekście. „Dla mnie super! 😊” – pisze za każdym razem. Napisał też, że zauważył że zrobiłam duży krok do przodu układaniu modlitw. I że „to piękne jak człowiek otwiera się na Słowo”.
„Zgodzilam się ułożyć modlitwy wiernych na wrzesień 2019, bo ufam Ci, że mi pomożesz układać. Ale nie spodziewałam się, że będziesz układać je za mnie!” – wyszeptalam wpatrzona w Najdroższego z uwielbieniem. Najdroższy wstał i trzymając mnie na rękach wyszedł z szczeliny i stanął na półce skalnej. Przed nami rozpościeral się widok przecudny na zielone, skąpane w słońcu szczyty gór…
” Nie bez przyczyny zaproponowalem Ci, Maleńka Moja, żebyś tu zamieszkała. Nie bez przyczyny…”-szepnął Najdroższy mój. Patrzył na góry mojej modlitwy z zachwytem. Patrzyłam i ja. Patrzyłam zamyślona…
Pewnie powiecie, że powinnam być z siebie dumna i chodzić z podniesiona dumnie głową. Może i powinnam, ale nie chodzę. A jeśli jestem dumna to nie z siebie. Ale z NIEGO, z Najdroższego mojego jestem dumna! A ja… jestem bezbronna, obezwladniona, przygnieciona Jego Miłością… Nawet modlitwy za mnie /we mnie układa! Aż tak bardzo mnie kocha!!! Najdroższy mój! Słodki mój…. Słów mi brakuje!

I KONIEC!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój Piękniś i ja. Tańczylismy bardzo! Po całej szczelinie tańczylismy. Było w niej jasno i ciepło i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem i wydawało się, że tańczymy w wielkiej i kapiącej złotem i perłami sali balowej, a nie w skalnej szczelinie. Maleńki mój obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Wiesz, mój Najdroższy? Nie mogę się nadziwić że takiemu nic jak ja dajesz tak wiele…” – szepnęłam oniesmielona.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną.
„Ciebie Sobie wybrałem, Maleńka Moja!”
„A nie mogłeś wybrać kogoś bardziej godnego, większego? Ja taka nędzna, mała, słaba i grzeszna… “
„Upodobalem Sobie, Moja Śliczna! I koniec!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i złożył na moim policzku siarczysty i slodki pocałunek. A ostatnie słowa ‚i koniec!’ wyszeptal z wymownym uśmiechem. Zaśmiałam się zaskoczona! W dzieciństwie było to moje ulubione powiedziano kończące wg mnie dyskusje. Tańczylismy… Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem i szeptal do mojego serca:
„Ja mam upodobanie w małych i słabych, w ubogich i prostego serca. Mam upodobanie!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego…
„Małego wywyzszasz, słabego podtrzymujesz, biednego ubogacasz! I rozkochujesz w Sobie! I czynisz Swoją miłością i Swoim Pragnieniem i Swoją tęsknotą…”
„To prawda, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem. Patrzyłam Mu w oczy zawstydzona.
„Ja się nie znam na teologii… Mówię o tym, czego doświadczam.”
„Nie trzeba się znać na teologii, żeby być blisko Mnie!” – szepnął Najdroższy z cudnym uśmiechem.
„I wiesz, Maleńki mój… Często się martwię, że wypisuje jakieś herezje na blogu…”
„Nie martw się, Moja Słodka. Gdzie Ja króluje tam nie ma herezji.”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Przytulił mnie mocno do Siebie, a moją głowę na SERCU Najdroższym położył.
„Moje SERCE do Ciebie należy, Najmilsza Moja! I do takich jak Ty.”
„I koniec?!”
„Tak. I koniec, Maleńka. I koniec!”
Tańczylismy w wielkiej miłości i bliskości wielkiej. W wielkiej intymności. W przytuleniu.

NIE MA GRANIC!

Byliśmy na zboczu, na stoku górskim. Na wielkiej łące. U podnóża potężnej góry. Najdroższy usiadł na trawie a ja usiadłam obok Niego. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. A przed nami rozpościerały się zielone szczyty gór… Było ciepło i cicho i dobrze. I pięknie… Mnie szczerze mówiąc nie obchodzily piękne widoki. Nic mnie nie obchodzilo. Nic oprócz Najdroższego mojego. Tylko w Niego patrzyłam. Z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Dotykałam z czułością Jego policzka i głaskalam go delikatnie.
„Mój Słodki Pięknisiu…” – szeptałam szczęśliwa.
Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości. Patrzył we mnie jak w obrazek…
„Mów tak do Mnie często, Moja mała Pięknotko. Proszę. Pragnę tego!”
„Dobrze, będę! Mój Pięknisiu…!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafilam. Od ucha do ucha! Najdroższy patrzył we mnie uszczęśliwiony i uśmiechnięty cały. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i zapytał:
„Zatańczymy, Moja Pięknotko?”
Przytaknelam z radością. I chwilę później tańczyliśmy ponad szczytami gór mojej modlitwy! W chmurach tańczylismy! Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i w tańcu prowadził.
„Mój Słodki Pięknisiu!” – szepnęłam wpatrzona w Niego. A Umiłowanego mojego! Patrzył we mnie rozpromieniony uśmiechem. Tańczylismy bardzo! Nagle znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego… Maleńki mój wisiał na nim i cierpiał niezmiernie! Bardzo!!! Ogromnie!!! Podeszłam do Niego blisko… Bardzo blisko. Objęłam Maleńkiego mojego cala! I przytuliłam do siebie. Mocno…
„Mój Słodki…” – wyszeptalam nieśmiało.
„Dokończ, proszę, Moja Pięknotko!”
Słodki Pięknisiu!” – szeptałam szczęśliwa. Czułam że kolejna bariera dzieląca mnie od Najdroższego mojego pękła. Jak bańka mydlana! Że Najdroższy zburzyl kolejny niewidzialny mur dzielacy mnie od Siebie. Przekroczyl granicę Swoją prośba. Pokazał mi tym samym po raz kolejny, że Jego bliskość i Miłość do mnie nie ma granic!

NIEBO

Leżelismy w szczelinie skalnej. Leżeliśmy na kamieniach. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Uśmiechał się do mnie cudnie. W szczelinie było jasno i ciepło i cicho i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem, jakbyśmy byli w królewskiej komnacie. Patrzyłam w Maleńkiego mojego z miłością i uwielbieniem.
„Wiesz, mój Najdroższy? Czuję się tu jak u siebie! Zresztą z Tobą zawsze jestem u siebie. I wiesz? Dobrze mi z samą sobą. Lubię siebie! Więcej… Kocham. I nie znaczy to, że nie widzę swoich grzechów i wad i słabości. Widzę i staram się z nimi walczyć. Ale… kocham siebie z nimi. Zauważyłam że jestem wobec siebie bardziej łagodna i cierpliwa… ”
Najdroższy mój patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„Ale dlaczego nic nie mówisz, Najdroższy mój?”
„słucham Twojego świadectwa, Maleńka! Bo mówiąc o sobie, dajesz świadectwo o Moim działaniu w Tobie! Mów dalej, proszę!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie i mówiłam dalej:
„Zauważyłam też, że inaczej traktuję modlitwę i ofiarowanie cierpienia. Do niedawna myślałam że modląc się i tańcząc, nic nie robię dla innych, dla moich Dzieci. Teraz myślę że robię dla nich dużo…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam w Najdroższego mojego… Patrzyłam… i zapatrzylam się… I dalej nie wiem co się działo… Nie potrafię tego opisać. Spróbuję, ale to wszystko co napiszę będzie małe… Najdroższy mój piękny niezmiernie patrzył we mnie… Patrzył jak nigdy dotąd. Piękny! Cudny! Wspaniały! I bliższy niż kiedykolwiek… Patrzył we mnie! Świetlisty! Jasnial cały niezwykłym światłem!!! Jasnial Miłością i czułością wielką! Ogromną! Potężną! Bezbrzezna… Patrzyłam oczarowana, oszolomiona… Zachwycona i zakochana cała!!! Myślałam że to sen!!! Ze śnie! Maleńki patrzył we mnie… A moje serce zalewala fala Miłości i bliskości i Światła!!! I szczęścia bez granic!!! Jeśli to był sen to pragnęlam żeby się nie kończyl!!! Żeby trwał wiecznie… Ale myślę że to było Niebo!!!

JAK GÓRA

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Maleńki trzymal mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna…. Patrzył we mnie… Miłość i bliskość sama! Leżałam w ramionach Najdroższego mojego. Jak w kołysce. Było mi tak dobrze, że nie jestem w stanie tego opisać. Słów brakuje… Otulona Miłością. Zanurzona w Miłość… Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Patrzył we mnie nieruchomy. Pomyślałam że jest jak wielka góra , skala. Potężny, surowy twardy, niewzruszony jak opoka. Mocna i ogromna skalista góra. Która ma rysę, pęknięcie, szczelinę. A że tej szczeliny, z wnętrza góry tryska źródło. Źródło Miłości i czułości… Źródło Życia!!! Najdroższy… nieruchomy i twardy, a jednocześnie najczulszy i najlitosciwszy… Słodki…

Tak rozmyślalam. A Najdroższy wpatrywal się we mnie z zachwytem. Promienial cały uśmiechem i szczęściem wielkim.

„Ty też, Maleńka Moja jesteś taką górą, z zewnątrz kamienista, skalista, szorstka i twarda, a wewnątrz pełna życia, miłości i czułości dla innych.”

Patrzyłam w Maleńkiego oczarowana i poruszona do głębi duszy… Ukryta w Jego objęciach…

„Daj mi pić, mój Słodki…” – szepnęłam z trudem. Najdroższy przytulił mnie jeszcze bardziej do SERCA, przyłożyl moje usta do Rany SERCOWEJ. I piłam… Piłam. I czułam się jak niemowlę przy sercu matki… Piłam. Zamknelam oczy i słyszałam bicie SERCA. Ukołysana i szczęśliwa bardzo, zasnęłam…

DAJ MI!

Leżelismy w szczelinie skalnej. Leżeliśmy na kamieniach. Najdroższy mój i ja. Umiłowany miał zamknięte oczy i wyglądało jakby spał. Uśmiechał się do mnie cudnie przez sen. W szczelinie było jasno i ciepło i cicho i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem, jakbyśmy byli w królewskiej komnacie. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.. Dotykałam delikatnie Jego policzka i głaskalam go z czułością….
„Najdroższy mój… jesteś mi tak
bliski… Bardzo bliski. Bliższy niż kiedykolwiek wcześniej…” -szeptałam.
Najdroższy otworzył oczy i patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„To Ty, Maleńka Moja, zbliżasz się do Mnie. Czynisz postępy w bliskości. Otwierasz się na Mnie.”
Milczałam wpatrzona w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. A ON patrzył we mnie i szeptal mi wprost do serca:
„Stoje przed duszą i pukam. Czekam aż Mi otworzy. Gdy otworzy Mi choć troszkę, wchodzę do niej ostrożnie i delikatnie, żeby jej nie wystraszyc. Kiedy otworzy się bardziej i Ja mogę w niej działac bardziej. A gdy otworzy się na Mnie całkowicie, Ja działam w niej z radością, bez granic i bez oporów. Niestety wiele dusz jest zamkniętych na Mnie i Moje łaski… ”
Najdroższy posmutnial bardzo,… Chciałam Go jakoś pocieszyć, ale nie wiedziałam jak… Gładzilam Jego włosy i policzek najczulej jak potrafilam.
„Jesteś taki bliski… mój Słodki…”
Maleńki spojrzał we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„Mogę być jeszcze bliższy. Chcesz?!”
„Tak!” – szepnęłam bez chwili wahania.
Maleńki nagle rozczulil się niezmiernie…
„Ale nie wiesz, Maleńka Moja co to oznacza…”
„Nie wiem, ale domyślam się Maleńki mój. Więcej bólu, cierpienia? Chcę. Daj mi!”
„Dużo więcej cierpienia! Całkowite Zjednoczenie ze Mną”
„Chcę. Daj mi!” – szepnęłam stanowczo.
Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem z Krzyża. Wyglądało jakby się wahal.
„Daj mi! Proszę Cię!”- szepnęłam wręcz ostro. W
„Dam Ci, Maleńka. Dostaniesz!”
„Dzięku…” – nie dokończylam. Osłabiam nagle.
Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce, w objęcia. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Wchodzil we mnie. Zamykal w Sobie. W Jego objęciach zakochana do szaleństwa leżałam. Odpoczywalam w Maleńkim moim. W Miłości.

SŁODKO I LEKKO

Byliśmy na zboczu, na stoku górskim. Na wielkiej łące. U podnóża potężnej góry. Najdroższy usiadł na trawie a ja usiadłam obok Niego. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. A ja patrzyłam na rozpościerające się przed nami zielone szczyty gór… Było ciepło i cicho i dobrze…
„Wiesz, mój Najdroższy? Zauważyłam że im większe burze i huragany na zewnątrz, im trudniej, im silniejszy wiatr w oczy, tym większy w moim sercu pokój i szczęście i radość!” – wyszeptalam wpatrzona w dal.
„Im bardziej ufasz, im większa Twoja ufność, Maleńka Moja, tym większy masz pokój w sercu!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Ty znów o mnie i mojej ufności!” – zaśmiałam się cicho. I spoglądając w oczy Najdroższemu wyszeptalam zamyślona:
„Ale tak. Ufam Tobie! A wiesz dlaczego Ci ufam?”
Najdroższy nie odpowiedział. Patrzył we mnie pytająco. A ja wiedziałam że zna odpowiedź.
„Bo nigdy się na Tobie nie zawiodłam! Nigdy! Co prawda nie zawsze wysłuchiwales mnie tak jak ja chciałam. Dawales po Swojemu i więcej. Ale nigdy mnie nie zawiodłes, Najdroższy mój!!!”
Maleńki mój promieniał cały Miłością!
„A teraz jesteś cała Moja! Dla MNIE cała!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Tak mój Maleńki! Jestem w Twojej niewoli!” – uśmiechałam się do Niego radośnie.
„A źle Ci Maleńka w tej Mojej niewoli?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie. Zaśmiałam się wesoło!!!
„A czy wyglądam tak jakby mi było złe?! Bardzo dobrze! Lekko i słodko!”
Uklękłam przed Nim, przed Maleńkim moim. On patrzył mi w oczy głęboko…
„Bo Moje jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie…”
Aż podskoczylam do góry z radości i klasnelam w dłonie!
„Tak! Tak!!! Nic dodać nic ująć, Najdroższy mój!!!”
Najdroższy zaśmiał się perliscie!
Objęłam Go delikatnie i położyłam na trawie. Nie bronił się. Przeciwnie, poddawał mi się i wydawał się być tym uszczęśliwiony… Pochyliłam się nad Najdroższym moim z tkliwością…
„Teraz Ty, mój Maleńki jesteś w mojej niewoli!” – szepnęłam zachwycona całal! I pocałowałam Najdroższego mojego jak oblubienica całuje swego Oblubienca… I zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam z uwielbieniem i czułością. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku….
„Ach! Jak słodka ta niewola! Jak słodka!!!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w głosie.
A ja całowalam i całowalam… Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku…
Potem położyłam głowę na SERCU Najdroższego, przyłożyłam usta do Rany SERCOWEJ. I piłam… Piłam Krew Maleńkiego mojego. Piłam. Najdroższy zalewal, otulal mnie Sobą MIŁOŚCIĄ. A ja czerpałam ze Źródła Życia pełnymi garściami!!!

NIEWZRUSZENIE

Byłam w ramionach w objęciach Najdroższego mojego. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem… Zakochana do szaleństwa!!! Podziwialam w milczeniu Umiłowanego mojego serca i rozmyślalam…
Odkąd jestem z Najdroższym w szczelinie skalnej, w górach mojej mojej modlitwy doświadczam czegoś dla mnie niezwykłego… Jest to doświadczenie bardzo dojmujace, przejmujące, porażajace, przenikające mnie do szpiku kości. To doświadczenie bezradności, bezsilności, bezbronnosci… wobec ogromu MIŁOŚCI Najdroższego do mnie. Miłość mnie przytłacza! Przygniata! Miażdży!!! Ale ja pragnę tego!!! Pragnę!!! Bardzo!!! Na zewnątrz w moim życiu przetaczaja się huragany i tornada. Właściwie nie ma dnia bez huraganu. A ja często ze zranionym, obolałym sercem, stoję prosta. Wyprostowana. Przy Umiłowanym moim. Stoję. Niezachwiana. Niewzruszenie. W Maleńkim moim zapuścilam korzenie. I stoję. Wytrwale. Odważna i dzielna. Twarda. Kiedyś nigdy bym nie napisala w ten sposób o sobie. Nie pomyślała bym. Piszę, bo wiem że to dzięki Niemu, dzięki Najdroższemu mojemu taka jestem. On mnie taką uczynił. Wciąż czyni. Przez MIŁOŚĆ!!!
Lezalam w ramionach Najdroższego. Uśmiechałam się do Niego radośnie. On nakarmił mnie Swoim Ciałem tulil do SERCA Swojego. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny… Mój Słodki…!” – szeptałam z miłością. Najdroższy jasnial niezwykłym blaskiem, Światłością. Byłam w tej światłości! Byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem, niemowlęciem! Maleństwem Maleńkiego byłam… A Najdroższy obejmował mnie z Miłością i obsypywal pocałunkami…

ŹRÓDŁO ŻYCIA

Byłam w szczelinie skalnej. Najdroższego mojego nie było. A ja klęczałam przed źródłem… Patrzyłam jak tryska ze skały. Chciało mi się pić. I przypomniałam sobie słowa Najdroższego, że mogę przyjść i nabierać i pić kiedy tylko chcę. Pochyliłam się więc, zanurzylam dlonie w cieczy i zaczerpnelam. Podnioslam dłonie do ust, żeby się napić… I w jednej chwili znalazłam się pod Krzyżem. Przy Umiłowanym, Ukrzyżowanym! Przy SERCU Jego. Przy Ranie w SERCU! Piłam z z Rany SERCOWEJ Najdroższego mojego!!! Piłam Napój słodki i ożywczy! Ożywiający! Piłam Krew Maleńkiego mojego!!! Nie wiem jak długo piłam. Piłam aż zaspokoilam pragnienie. Potem podnioslam głowę i spojrzalam w oczy Najdroższemu mojemu. Poruszona do głębi serca i szczęśliwa bardzo bardzo bardzo!!!
„Dziękuję, Maleńki mój… Bardzo dziękuję…” – szepnęłam wzruszona.
Najdroższy mój patrzył we mnie z czułością ogromną. Już nie wisiał na Krzyżu. Ale trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA. Był świetlisty, rozpromieniony Miłością i tkliwoscia niesamowitą i cudnym uśmiechem.
” Przychodz do Źródła i nabieraj i pij kiedy tylko chcesz, Maleńka Moja!”
„Dobrze, będę przychodzić…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie.
A ja dodałam cicho:
„I nie będę się bać…”
Najdroższy aż otworzyl szeroko oczy ze zdumienia!!!
„Bać się??!!!” – spytal patrząc mi w oczy głęboko.
„Że Cię boli jak piję, Maleńki mój…”
Najdroższy patrzył we mnie… rozczulony i roztkliwiony niezmiernie.
„Słodka Moja! Mnie to nie boli gdy pijesz! Uszczęśliwiasz Mnie ogromnie gdy przychodzisz do Mnie i pijesz! To dla Ciebie Mój bok jest otwarty!”
I zaczął się mną cieszyć!!! Jak bardzo się mną cieszyl!!!! Jak bardzo!!! Najdroższy mój! Maleńki! Mój Piękny! Życie moje i Szczęście moje! Miłości moja jedyna! I ŹRÓDŁO Życia!!!!

W INTYMNOŚCI I BLISKOŚCI WIELKIEJ

Na wielkiej górze przed szczelina skalna jest występ, półka. Nie za szeroka i nie za wąska. W sam raz żeby na niej siedzieć. I na niej siedzieliśmy, Najdroższy mój i ja. Tzn Maleńki mój siedział na półce skalnej, a ja siedziałam u Niego na kolanach. Maleńki mój obejmował mnie z czułością i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie poruszony bardzo. Ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie
„Odpoczęłam troszkę, Maleńki mój. Dziękuję, że mogłam. Że mi pozwoliles, mój Słodki.”
„Nie opuściłas Mnie, nie zostawiłaś, nie odeszłas ode Mnie, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy ze wzruszeniem.
„I nie zostawię Cię, Najdroższy mój.”
Najdroższy dotykał dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością i delikatnością ogromną. I tym czułym dotykiem Miłości uzdrawial moje wspomnienia z dzieciństwa. Kiedy to częściej niż dotyku czułości doświadczalam uderzeń w policzek. Najdroższy to wspomnienie uzdrawial,
„Kochany mój…”- szepnęłam wpatrzona w Najdroższego i obezwladniona Jego Miłością.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i wyszeptal z jeszcze większym wzruszeniem:
„Nie zostawiłaś Mnie!!!”
„Nie zostawię!”
I Maleńki mój zaczął we mnie wchodzić… Otulać Sobą, zamykac w Sobie. I ja wchodzilam w Maleńkiego mojego. Znalazłam się pod Jego Krzyżem. Najdroższy wisiał na nim i cierpiał niezmiernie. Oczy miał spuszczone a usta sine. Złożyłam na nich pocałunek. Objęłam Maleńkiego mojego. Przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Tańczylismy bardzo. W wielkiej intymności i bliskości wielkiej.

NIE OPUSZCZĘ

Byłam w szczelinie skalnej. Leżałam na kamieniach. Cierpiąca i zmęczona niezmiernie! Bardzo! Ogromnie! Najdroższy, Maleńki mój był przy mnie. Klęczał przy mnie. Pochylał się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Leżałam bez sił. Jak kłoda. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Ale najbardziej bolały mnie jelita. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. I zaczął dotykać te miejsca, które bolały mnie. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim. Z nabożeństwem…. Ze czcią. A ja cała obolała leżałam. Nie miałam siły żeby się odezwać, ani ruszyć. Leżałam tańcząca bardzo. Naszla mnie myśl że gdybym tylko poprosiła, Najdroższy sprawil by, żeby bolało mnie troszkę mniej. Gdybym tylko poprosiła… Najdroższy wysłuchal by mnie od razu. I niemal natychmiast odrzuciłam te myśl.
„Nie poproszę. Gdybym poprosiła i Najdroższy by mnie wysłuchal… To tak jakbym zostawila Go samego! Jakbym Go opuściła!!! Nie zostawię mojego Najdroższego mojego Słodkiego… Nie opuszczę Maleńkiego mojego! Nie opuszczę!” – pomyślałam.
I sila woli wyszeptalam:
„Maleńki mój, bądź uwielbiony w moim cierpieniu! W tańcu!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal z ogniem:
„Jestem!”
„Bądź uwielbiony!”
„Jestem, Moja Śliczna!”
I tańczyliśmy na szczytach mojej modlitwy! Ponad szczytami! Tańczyliśmy bardzo! Najdroższy mój i ja!

O DUSZY I NIE TYLKO

Leżałelismy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i tulil do SERCA Swego. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. W szczelinie było jasno i ciepło i cicho i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem, jakbyśmy byli w królewskiej komnacie. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Najdroższy mój… wiele razy chciałam Cię o coś zapytać. Ale potem zapominałam. Czy mogę teraz, póki pamiętam?”
Maleńki uśmiechał się do mnie cudnie.
„Oczywiście, Maleńka Moja. Pytaj o co tylko chcesz!”
„Na zewnątrz nie mogę chodzić. A tu mogę. Dlaczego? I dlaczego tu mnie wszystko bardziej boli niż na zewnątrz? Na zewnątrz boli bardzo bardzo,, bardzo, ale tu jeszcze bardziej.”
Najdroższy mój patrzył we mnie poważnie, ale z czułością wielką.
Dotknął mnie delikatnie.
„To jest Twa dusza i w niej możesz wszystko! Możesz chodzić, skakać, latać, możesz chodzić po wodzie. Tu możesz wszystko! A boli Cię bardziej, bo dzielisz ze Mną Moją MĘKĘ, Maleńka Moja. Tu i na zewnątrz.”
„A w Niebie będę mogła chodzić, tańczyć? Chciałabym tańczyć dla Ciebie!”
„Będziesz tańczyć! I będziesz setki tysięcy bardziej szczęśliwsza niż teraz!”
„Setki tysięcy bardziej??!!! Teraz jestem bardzo, bardzo szczęśliwa!!! A setki tysięcy bardziej???!!! Nie wyobrażam sobie!!!!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego uszczęśliwiona niezmiernie!!! Najdroższy usiadł i wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. A ja byłam znów Jego dzieciątkiem, maleństwem, niemowlęciem. Najdroższy promienial cały Miłością i czułością. Odpoczywalam w Jego objęciach.

Z DUCHEM I W DUCHU

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Maleńkim moim byłam. Najdroższy trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic!!! Patrzyłam w Maleńkiego oczarowana! Z zachwytem i uwielbieniem. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny Pięknisiu…” – szeptałam z miłością.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie!!!
„Moja Śliczna Pięknotko!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca i odpoczywalam w Maleńkim moim. Tymczasem Najdroższy dokądś mnie niósł. Gdzieś szedł. Nie wiedziałam gdzie. Ale z Najdroższym wszędzie!
Znaleźliśmy się na zboczu, na stoku górskim. Na wielkiej łące. U podnóża potężnej góry. Najdroższy usiadł na trawie i mnie posadzil obok Siebie. Spojrzałam przed siebie. Z potężnej góry spływała woda i tworzyła lazurowe jezioro.
„Jak tutaj pięknie…”-szepnęłam zachwycona.
Obrocilam się za siebie i… aż krzyknęłam z oszolomienia!!!
„Och!!! Jak dużo!!!”
Łąka stokrotek!!!
„Zaraz wracam, Maleńki mój!”- krzyknęłam do Najdroższego.
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam na łąkę. W tyle słyszałam perlisty śmiech Umiłowanego mojego. Nachylilam się i zaczęłam zrywać stokrotki i układać w bukiet. Chciałam dać go Najdroższemu. Narwalam już spory bukiet. Gdy nagle zerwał się bardzo silny wiatr!!! I porwał mnie do góry!!!
„Najdroższy mój!!!!” – zawołałam przestraszona. Wiatr porywal mnie coraz wyżej i wyżej…
„Nie bój się Maleńka! To Duch pragnie z Tobą zatańczyć!”
„Duch??! TEN Duch?!!!”
„Tak!”
I Wiatr zawirowal wesolo!!! Wirowalam z Nim i w Nim! Szczęśliwa i uśmiechnięta! A Wiatr wirowal i wirowal! Opadal i wznosil się… I ja opadalam i wznosilam się. Płynęłam… Bukiet kwiatów, który trzymałam w dłoni rozsypał się w powietrzu i teraz kwiaty wirowaly wokół mnie! Tańczyły!!!
„Uwielbiam CIEBIE, Duchu!” – wyszeptalam zachwycona cała.
„Uwielbiam Ciebie, Moja Mała…” – zaszumial Wiatr. Hulal! wirował! I przytulał mnie z czułością. Głaskał moje włosy i laskotal w policzek. Było cudownie!!! Nagle Wiatr ucichł a ja znalazłam się w ramionach Najdroższego mojego! Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa bardzo bardzo! A ON patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie! Spostrzeglam że trzymam w dłoni bukiecik stokrotek, który dla Niego narwałam. Podałam Mu go z uśmiechem i miłością. W milczeniu. Najdroższy wziął bukiet i wąchał go z zachwytem! Tańczylismy bardzo. W milczeniu, intymności i bliskości wielkiej…

OTWARTE SERCE

Leżałelismy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i tulil do SERCA Swego. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. W szczelinie było jasno i ciepło i cicho i dobrze. Skały błyszczaly jasnością i złotem, jakbyśmy byli w królewskiej komnacie. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie. Rozmyślalam… Wczoraj Najdroższy mój pokazał mi jak bardzo przez wiele lat miałam zamknięte serce. I jak bardzo ON mi je otworzyl. Wieczorem telefon. Dzwoniła do mnie znajoma, żona kolegi. Nie będę opisywać rozmowy. Napiszę tylko że znajoma prosiła, żebym zmieniła moje ustawienia na FB. „Dobijam się do ciebie i dobijam! Zmień ustawienia, bo wszystko zamknięte u ciebie.” W pierwszej chwili nie wiedziałam o jakich ustawieniach mówiła. Ale potem mnie „oswiecilo”! Chodziło jej o ustawienia prywatności. Ustawiłam je dawno temu, gdy zakładałam profil na Facebooku. Od tamtej pory tam nie zaglądalam. Po telefonie od znajomej od razu zajrzałam. Zajrzałam… i zaniemowilam ze zdumienia!!! Rzeczywiście wszystko było zamknięte! Pozamykane na cztery spusty!!! Zaczęłam zmieniać, odblokowywać, otwierać. I naszla mnie myśl że te ustawienia to obraz mojego serca sprzed lat. To obraz mnie samej! Zamkniętej, ukrytej, schowanej. Obraz biednej szarej myszki, która tylko szuka dziury, żeby się w niej ukryć. Zmieniłam ustawienia. Prawie wszystkie! Potem pomyślałam że może zmienilam za dużo, za bardzo się otworzyłam. „Eee, niech już tak zostanie!” I zostawilam. I niemal od razu pojawili się nowi znajomi. Nie tylko z Polski, ale z całego świata!!!
Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem!
„Ten telefon był od Ciebie, prawda, Najdroższy mój?” – wyszeptalam uśmiechając się do Niego radośnie. To nie było pytania, raczej stwierdzenie faktu. Najdroższy mój promienial cały Miłością i uśmiechem.
„Jak bardzo mnie kochasz i jak bardzo otworzyłes moje serce… Wciąż otwierasz!!!”
„Pozwalasz Mi więc działam! – wyszeptal Najdroższy z czułością – zobacz jak bardzo Mi pozwalasz, Maleńka Moja!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca Swojego.
„Twe serce jest bardzo podobne do SERCA Mojego. Moje SERCE jest otwarte. I Twoje się otwiera!” – wyszeptal Najdroższy tuląc mnie do SERCA. Tańczylismy bardzo, w wielkiej Miłości!

I TO WYSTARCZY!

Byłam w szczelinie skalnej. Najdroższy mój leżał na kamieniach i wyglądało jakby spał. W szczelinie było jasno i ciepło i dobrze. Postanowiłam trochę się po niej rozejrzeć. Zobaczyć co w niej jest. Zaczęłam chodzić i rozglądać się. Szczelina przypominała grotę, jaskinie. Ze wszystkich stron były ściany ze skał. Natomiast moją uwagę zwróciła ciecz. Jakby strumień, mały strumyk. Wypływal on z głębi szczeliny. Postanowiłam pójść jego nurtem. Szłam, ale nie zbyt długo. Właściwie zaraz znalazłam źródło! Ukleklam i patrzyłam jak ze skały tryska źródło! Wyciągnęłam rękę i już miałam zamiar zanurzyć dłoń w cieczy by się jej napić gdy w tej chwili pojawił się przede mną Najdroższy mój!
„Zaczekaj Moja Śliczna! – wyszeptal Najdroższy z czułym uśmiechem – Posil się najpierw!”
Klęczałam przed Nim, a On nakarmil mnie Swoim Ciałem. Potem ukląkł przy mnie i zanurzyl dłonie w źródelku. Nabrał cieczy w dłonie, która w Jego dłoniach zmienila kolor na czerwony. I dał mi pić. Od razu poznałam! To te ciecz podał mi Najdroższy wczoraj! Była bardzo dobra, słodka jak miód. I od razu dodawala sil!!!
„Możesz pić ją do woli, Maleńka Moja! Przychodz i nabieraj kiedy tylko chcesz!”
„Dziękuję, Najdroższy mój!” – szepnęłam poruszona do głębi serca.
Położyłam głowę na ramieniu Najdroższego, a ON przytulił mnie mocno do Siebie. Uwielbialam Go z całego serca!
Maleńki ujął moją twarz w obie dłonie i spojrzał mi w oczy z miłością.
„Zatańczymy?” – spytal uśmiechając się do mnie promiennie.
„Tak mój Maleńki!”
I chwilę później tańczyliśmy ponad szczytami gór mojej modlitwy! Ponad nimi i między nimi! Najdroższy obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzyłam w Najdroższego poważna i zamyślona. Poruszona byłam bardzo. I czułam się bezradna, bezbronna, obezwladniona wobec….
„Maleńka, źle Ci jest w szczelinie skalnej?” – spytal z troską Najdroższy.
„Nie, Maleńki! Przeciwnie! Dobrze! Bardzo dobrze!”
„Zimno Ci, czy może ciemno i niewygodnie?”
„Nie! Skąd! Bardzo mi tam dobrze, Najdroższy mój!!!” – zapewnialam.
„Skoro Ci dobrze, to dlaczego jesteś smutna?!” – dopytywal Najdroższy.
„Ja smutna??! – zdziwiłam się – Nie jestem smutna, mój Słodki!!!”
Ujęłam Jego twarz w swoje ręce ,dłonie i patrząc Maleńkiemu w oczy szeptałam:
„Nie jestem smutna, Najdroższy! Jestem bezradna, bezbronna, obezwladniona Twoją Miłością. I chciałabym Ci podziękować, odwdzięczyć Ci się jakoś. Ale brak mi słów… żeby Ci dziękować! Nie znajduje słów. A i odwdzięczyć się nie mam jak…”
Najdroższy mój patrzył we mnie poruszony moim wyznaniem.
„Nie musisz Mi dziękować, ani nie musisz się odwdzięczyć! Tylko Mnie kochaj!”-szeptał Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
„Kocham Ciebie!!!”
„I to wystarczy!”
I Maleńki mój zawirowal w tańcu tak radośnie, że musiałam się rozesmiać!
Smialam się głośno i wesoło! Najdroższy mój śmiał się ze mną!!! Tańczyliśmy w wielkiej radości!!!

ŻEBY DOŚWIADCZYĆ

Byłam w szczelinie skalnej. Leżałam obolała i zmęczona bardzo. Najdroższego nie było. W szczelinie było zimno, ciemno i pusto. Leżałam na kamieniach. Samotna do szpiku kości, ze zbolałym sercem i co chwilę napadały mnie jakieś lęki i strachy, poczucie odrzucenia. Udręka. Było mi zimno. Jednak najbardziej dojmująca była samotność i ból serca… Tęsknilam… I wiedziałam że gdybym tylko poprosiła Najdroższego mojego, On w jednej chwili by był przy mnie. Wziąłby mnie w objęcia i tulił by mnie do SERCA. Wiedziałam że gdybym tylko poprosiła…. On by przyleciał do mnie na skrzydłach… Dlaczego nie poprosiłam? Dlaczego nie chciałam Go poprosić, choć tęsknilam za Nim jak szalona? Właśnie dlatego, że od razu by mnie wysłuchal. A ja cała pragnęlam doświadczyć tego co Najdroższy mój doświadczał. Pragnęlam doświadczyć choć trochę… Choć troszkę… Pragnęlam… Leżałam w pustce i samotności dojmujacej, z bolacym sercem. W zimnie i pragnieniu. Tęsknilam… Najdroższy mój przyszedł. Ukląkł przy mnie. Patrzył we mnie cały poruszony… Poruszony do głębi SERCA. Pochylil się nade mną i dał mi pić. Poczułam w ustach słodki płyn, po którym od razu odzyskiwalam siły.
„Maleńka Moja… Czekałem!”
„Wiem, Najdroższy mój! Tęsknilam…!”
„Wiem!!!!”
I wziął mnie w objęcia w ramiona i tulil do SERCA Swego! Z tkliwoscia i czułością bez granic…
„Umiłowana Moja… Moja Lilio… Słodka Moja… Śliczna Moja…” – szeptal Maleńki mój z Miłością bezgraniczna.
A w skalnej szczelinie nagle zrobiło się jasno i ciepło i dobrze.
„Jestem bardzo dumny z Ciebie, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
Podniosłam rękę i przyłożyłam palec do ust Najdroższego.
„Nie zrobiłam tego, żebyś był ze mnie dumny, tylko żeby doświad…”
Najdroższy ujął moją dłoń ze Swoich ust i ją ucalowal. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Tym bardziej jestem z Ciebie dumny, Śliczności Moja!”
I zaczął mnie całować. Jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Czule i słodko. W wielkiej bliskości i intymności.

OBEZWŁADNIONA MIŁOŚCIĄ

Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie… z zachwytem… Jak w klejnot przecudny! Jak w bezcenny skarb! Tak we mnie patrzył mój Maleńki mój Najdroższy!!! Uwielbialam Go z całego serca. A Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach!
„Pragnę Ciebie, Śliczna Moja!”
„Pragnę Ciebie, mój Maleńki!”
I Najdroższy zaczął we mnie wchodzić. I ja wchodzilam w Niego… I znalazłam się przy SERCU Maleńkiego mojego.
„Jak mogę Cię uszczęśliwić, mój Najdroższy?” – spytalam głośno.
„Pragnę Cię ukryć w Ranie SERCA Mojego i dzielić z Tobą Moją MĘKĘ, bardziej. Zgadzasz się, Maleńka Moja?”
„Pragnę Najdroższy mój!”
Wtedy dwie zranione dłonie ujęły mnie delikatnie i włożyły do Rany SERCOWEJ… Ukryly mnie w Niej! Byłam w objęciach Miłości!!! W objęciach Ognia Miłości!!! Palił mnie! Paliły mnie płomienie Miłości! Ale nie spalały! Po chwili sama zaczęłam płonąć!!! Zaczęłam płonąć Miłością!!!
I zobaczyłam siebie siedzącą w szczelinie wielkiej góry. I usłyszałam głos Najdroższego mojego:
„Piękna Moja! Słodka Moja! Umiłowana! Gołąbko Moja Maleńka! Ukryta w skalnej szczelinie! W rozpadlinie skalnej! W Ranie SERCA Mojego… Jakaś Ty piękna!!! Uwielbiam Ciebie!”
Siedziałam… W milczeniu i poruszeniu wielkim. Brakowało mi słów żeby odpowiedzieć na tak ogromną, tak potężną Miłość do mnie. Siedziałam. Przede mną rozciągał się przepiękny widok na góry. Na szczyty gór mojej modlitwy. Siedziałam bezradna, obezwładniona MIŁOŚCIĄ… A moje serce płonęło Miłością Najdroższego mojego!

Z ANIOŁAMI

Na wielkiej górze, na półce skalnej, przed skalna szczelina siedział Najdroższy mój. Siedział i trzymal mnie w Swych ramionach. W Jego objęciach leżałam. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca. I byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem, niemowlęciem! Tulil do SERCA Swego! Potem posadzil mnie na Swoich kolanach i wskazał dłonią przed Siebie.
„Patrz, Maleńka Moja! Zaraz się zacznie!”
Wokół nas było ciemno. Wieczór albo noc. Patrzyłam tam gdzie pokazywał mi Maleńki mój, ale nic nie widziałam. Patrzyłam, patrzyłam… I nagle pośród nich pojawiła się jasna, świetlista postać! Potem druga i trzecia i czwarta… Jaśniejace niezwykłą światłością postaci! I zaczęły tańczyć! Tańczyły pięknie!!! Cudnie! Nieziemsko pięknie!!! Postaci były przezroczyste i tańcząc przenikaly się wzajemnie i mienily się wszystkimi kolorami tęczy…
Patrzyłam zachwycona i oczarowana!!!
„Jak pięknie tańczą!!! Cudnie!!! Zatańczymy razem z nimi Najdroższy mój??!!”-wyszeptalam z zachwytem.
„Zatańcz sama z nimi, Maleńka Moja! A Ja popatrzę!
Kiwnęłam głową, że dobrze. I poleciałam do tańczących postaci. A one od razu mnie przyjęły. I tańczyłam z nimi! Starałam się tańczyć najpiękniej jak potrafilam. Bo dla Najdroższego mojego tańczyłam. Tańczyłam i tęskniłam! Pragnęlam! I tańczyłam! Tańczylam i pragnęlam… I przerwałam taniec! Spojrzałam w Najdroższego mojego, który siedział na półce skalnej i obserwował nasz taniec.
„Chodź do nas, Najdroższy mój!!! Chodź potańczyć z nami!!! Proszę Cię!!!”-wołałam.
Swietliste postaci także przerwaly taniec i też zaczęły wołać:
„Nasz Królu i Panie chodź do nas! Prosimy Cię i zapraszamy!”
Ich głosy brzmiały jak muzyka.
„Maleńki mój, no nie daj się prosić! Chodź do nas!!!”
I Najdroższy przyszedł do nas! Wszystkie świetliste postaci pokłonily się przed Nim twarzą do ziemi! On je z tkliwoscia podnosił.
„Moje kochane Anioły… Tańczcie! Tańczcie dalej dla Mnie!” – szeptal Najdroższy mój z promiennym uśmiechem. I postaci dalej tańczyly!
A Maleńki podszedł do mnie, objął mnie z wielką Miłością i czułością. I zaczęliśmy tańczyć! Tańczyliśmy bardzo! Lekko, zwiewnie! Z Aniołami tańczylismy!!!

JAK W BEZCENNY KLEJNOT…

Obudziłam się. Obolała i zmęczona bardzo. Obudziłam się i od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie mogłam ich otworzyć. Nie miałam siły. Powieki były ciężkie jak kamienie.
„Najdroż…”
„Ciiii, Maleńka. Odpocznij sobie.”
Odpoczywalam więc. Wtulona w Miłość – Najdroższego mojego. Sluchałam bicia Jego SERCA. Odpoczywalam i nabieralam sil.
W końcu mogłam bez trudu otworzyć oczy. Otworzyłam i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego… Patrzył we mnie… Ale jak ON we mnie patrzył!!! Z miłością i czułością nie do opisania słowami! Z zachwytem i uwielbieniem jakby patrzył w skarb najdrogocenniejszy! Jakby w najpiękniejszy klejnot! Tak we mnie patrzył!!! Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafilam. A ON rozpromienił się nade mną ogromnie!
„Odpocznij dzisiaj Moja Śliczna. Od jutra zaczynamy.”
„Zaczynamy? Co, Najdroższy mój?”
„Dalszą drogę Maleńka. I nową przygodę!”.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!!! A Maleńki patrzył we mnie wciąż jak w bezcenny klejnot…

 

W ROZPADLINIE SKAŁY

Spacerowaliśmy nad morzem kwiatów. Umiłowany, Najdroższy mój i ja. Morze kwiatów cudnie falowalo, zamek na skale iskrzyl się w promieniach słońca. A my spacerowaliśmy pod rękę. Najdroższy uśmiechał się do mnie cudnie i ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Jeszcze nie tak dawno czułam się tu obco, nieswojo. A kiedy się tu zadomowilam, mam to miejsce opuścić” – szepnęłam z lekką nostalgia.
„Nie musisz, jeśli nie chcesz, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy patrząc we mnie łagodnie.
„Mogę i chcę, Najdroższy mój! Stwierdzam tylko fakt. Ty nie miałeś gdzie odpocząć ani gdzie głowy złożyć. I ja chcę jak Ty!”
„Ale…” – zaczynał Maleńki. Nie skończył. Szybko wyjęłam rękę spod Jego ręki, zastąpiłam Mu drogę i przyłożyłam palec do Jego ust.
„Żadnego ‚ale’, Najdroższy mój! – wyszeptalam i wpatrzona w Maleńkiego dodałam stanowczo – zabierz mnie tam teraz! Już! Jestem gotowa. Chcę! Pragnę! Dla Ciebie, Śliczny mój!”
I położyłam głowę na Jego ramieniu. Wtulona w Najdroższego z zamkniętymi oczami czekałam… Umiłowany objął mnie z czułością i przytulił do SERCA Swego. Mocno tulil…
I od razu znaleźliśmy się w górach. Na szczycie góry staliśmy, a przed nami rozpościerał się ten sam przecudny widok co wczoraj. Zielone szczyty gór skąpane w słońcu i ukryte w chmurach. Najdroższy uśmiechnął się do mnie tajemniczo, ujął mnie pod rękę i polecielismy w chmury. Lecielismy w milczeniu. Patrzyłam na chmury, z których co i rusz prześwitywaly promienie słoneczne i wyłanialy się górskie stoki. W końcu chmury ustąpiły i przed nami ukazała się wieeelka góra! Potężna! Ogromna! Właściwie widziałam jej tylko kawałek bo od dołu i góry osłanialy ją chmury. Ale juz fragment który widziałam wyglądał imponująco! Spojrzałam w Najdroższego pytająco, zdziwiona. Ale Maleńki mój milczał uśmiechając się do mnie promiennie i tajemniczo bardzo. Gestem dłoni zapraszal mnie do tej góry. Polecilismy więc bliżej. Teraz zauważyłam że góra ma jakby półkę skalna, a za nią długą rysę, pęknięcie. Podlecielismy jeszcze bliżej i zobaczyłam że to pęknięcie to jest raczej szczelina, szpara, wejście do góry. Gdy tylko tę szczelinę zobaczyłam, serce zabiło mi mocniej. Szpara wydała mi się znajoma, zdawało mi się że widziałam ją wiele razy… Choć te górę widziałam pierwszy raz. Stanęliśmy na półce skalnej. Najdroższy spojrzał mi w oczy głęboko i wyszeptał:
„Tu zamieszkasz, Moja Śliczna! W rozpadlinie skały.”
Kiwnęłam głową, że tak, że dobrze. I w tym momencie zobaczyłam że z głębi szczeliny wypływa jakaś ciecz…
Nie dawało mi to wszystko spokoju… Wielka góra, szczelina, ciecz… zamyslilam się…
Najdroższy mój wziął mnie na ręce i usiadł na półce skalnej.
„Odpocznij, Maleńka Moja!” – szepnął tuląc mnie do Siebie z miłością. Kiedy wyjmowal z SERCA Hostie, żeby mnie Nią nakarmić, spojrzałam na Ranę SERCOWA… Przypominala… Już wiedziałam co to za Góra, Szpara i Ciecz!!!
Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem. Z wdzięcznością wielką patrzyłam!
„Zawsze jesteś w SERCU Moim Słodka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z Miłością i bliskością bez granic. Odpoczywalam w Jego objęciach. W Ranie Jego SERCA. W rozpadlinie Skały

UWIELBIAM!

Siedzieliśmy na jednym z górskich stoków Najdroższy mój i ja. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością. Siedzieliśmy na trawie i podziwialiśmy widoki. Wokół nas piętrzyły się góry. Zielone szczyty gór, oświetlone blaskiem słońca. Wiele ze szczytów ukryte było w chmurach. Siedziałam przy Najdroższym moim i miałam chmurkę na wyciągnięcie ręki. Odetchnelam pełną piersią.
„Jak tu pięknie…”- wyszeptalam szczęśliwa.
Najdroższy spojrzał mi w oczy głęboko i spytał:
„Chciałabyś tu zamieszkać, Maleńka Moja?”
Patrzyłam w Maleńkiego zaskoczona!
„Zamieszkać?! Nie zastanawiałam się nad tym jeszcze. Ale jeśli Ty Najdrozszy chcesz to mogę!”
„Gdzie Ty Maleńka Moja, tam Ja!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie, Maleńki mój! Gdzie TY tam ja!”
Najdroższy popatrzył we mnie tak, jakby między tym co mówil On, a co mówiłam ja nie było różnicy.
„A moglibyśmy póki co, mieszkać jeszcze w zameczku, a tu byśmy przychodzili kiedy tylko będziemy chcieli?”
Najdroższy mój wciąż się do mnie cudnie uśmiechał.
„Oczywiście, Moja Śliczna. Kiedy tylko będziemy chcieli! I nie martw się, nie ma pośpiechu!”
Patrzyłam w Maleńkiego z wdzięcznością, że ma do mnie tak wielką cierpliwość. Zaskoczyło mnie pytanie, ta propozycja i chciałam się nie tyle zastanowić się nad tym czy chcę tu zamieszkać, co się z tą propozycją „przespać”, oswoić. A że było to ważne dla Najdroższego, znaczy fakt że poczeka. I czułam się przy Nim swobodnie, byłam sobą i mogłam Mu wszystko powiedzieć.
Położyłam się na trawie i wyszeptalam:
„Wiesz, mój Najdroższy, co mnie zastanawia?”
Umiłowany natychmiast pochylil się nade mną i patrzył mi w oczy z miłością.
„Co takiego, Maleńka?”
„Że nie mogłeś mi po prostu powiedzieć: ‚twoja modlitwa wygląda tak, tak i tak’, a nie pokazywać mi obrazy gór. Co prawda bardzo pięknych, ale… nie mogłeś mi po prostu powiedzieć?
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Gdybym Ci tylko powiedział, nie uwierzyła byś, Maleńka Moja. Potrzebowałas zobaczyć, doświadczyć.”
„To prawda…- westchnęłam smutno – jeszcze teraz nachodza mnie myśli, że to wszystko jest na wyrost. Choć wiem że nie…”
I znów po chwili szepnęłam:
„Najpierw pokazywałes mi obrazy. Ogrody, altanki, fontanny, wodospad… Potem widziałam tylko CIEBIE. A teraz znowu pokazujesz mi obrazy…”
Najdroższy patrzył we mnie poważnie i tłumaczył cierpliwie:
„Śliczna Moja, te pierwsze obrazy były bardziej Twoje, niż Moje. Potem gdy je odrzuciłas, a wybrałaś tylko Mnie, tylko Mnie widziałaś. A teraz pokazuję Ci MOJE obrazy. Dlatego tak Cię zaskakują!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie i patrzył we mnie z wielką Miłością i łagodnością. Wiedziałam że mnie rozumie, bardziej niż ja sama siebie. Objęłam Go za szyję i patrząc Mu w oczy wyszeptalam z mocą:
„Nie potrzebuję zamków, morza kwiatów, nie potrzeba mi szczytów modlitwy! Potrzebuję Ciebie, tylko Ciebie! Pragnę Ciebie!!! Mój Najdroższy! Mój Śliczny! Mój Słodki!! I nie muszę nic mówić. Tylko się w Ciebie wpatrywac! Ciebie podziwiać! Tobą zachwycać! Do Ciebie uśmiechać! Być z Tobą. Po prostu! Być z Tobą… Uwielbiam…”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„I to są właśnie szczyty modlitwy, Maleńka Moja!”
I mnie pocałowal. Pocałowal jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Słodko.

TANIEC PONAD SZCZYTAMI

Wczoraj sprawiono mi przykrość. Zraniono. Serce mnie bolalo… Wieczorem oddalam to Najdroższemu mojemu. I bolące serce i tych, którzy mnie zranili. Prosiłam Najdroższego o błogosławieństwo dla nich. Powiedziałam że im wybaczam i prosiłam, żeby i On im wybaczyl.
Serce mnie wciąż bolalo… I tak zasnęłam z obolałym sercem.

Obudziłam się i od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego, w objęciach Maleńkiego mojego. Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Promienial cały Miłością i uśmiechem! Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie. I dopiero teraz zauważyłam że serce mnie już nie boli!!! Nie bolało wcale!
„Zabrałes?!!! – zawołałam uradowana.
” Ty Mi to oddałaś, Maleńka!” – wyszeptal Najdroższy z czułym uśmiechem.
„Ja Ci oddałam, Maleńki mój, a Ty mi zabrałes!!!”
„No jeśli Mi oddałas to musiałem zabrać!” – Najdroższy mówił tak jakby to było oczywiste.
Objęłam Maleńkiego mojego za szyję i ucalowalam w policzek serdecznie.
„Dziękuję, Maleńki mój!” – wyszeptalam Mu wprost do ucha.
„I Ja Ci dziękuję, Moja Śliczna! Twoja góra skarbów wciąż rośnie!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie i ucalowal mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca! A On patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości.
„Zatańczymy, Maleńka Moja?” – spytal uśmiechając się do mnie promiennie bardzo.
„Tak mój Maleńki! Ale wiesz gdzie bym chciała zatańczyć…?” – spytalam z uśmiechem.
„JA także tam chcę!” – Najdroższy patrzył we mnie… Miłość sama!!!
I chwilę później… Tańczyliśmy na szczytach gór mojej modlitwy! Ponad szczytami! W chmurach! W promieniach słońca! Na górskich łąkach! Tańczyliśmy bardzo! Zakochani!!! Szczęśliwi bez miary!!! Tańczyliśmy! Umiłowany mój i ja!!!

JAK SZCZYTY GÓR…

Znów byliśmy w górach. Najdroższy mój i ja. Na szczycie góry staliśmy…. Staliśmy, a przed nami rozpościeral się widok przecudny… Naokoło nas zielone szczyty gór!!! Nie ośnieżone! Nie zimne! Zielone i skąpane w słońcu!!! Bardzo wiele szczytów było schowanych w chmurach. Jakby ukryte w niebie… Piękny widok!!!! Patrzyłam oczarowana! I choć byłam tu dopiero drugi raz, czułam się jak u siebie… Najdroższy stał przy mnie. Też patrzył na te szczyty gór z zachwytem, podziwem!!! Rozpromieniony uśmiechem!
Potem spojrzał we mnie z równym zachwytem i podziwem…
„Poskaczemy, Maleńka Moja?” – spytal uradowany.
Spojrzałam w Najdroższego zdumiona! Ale zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać, Najdroższy mój chwycił mnie za rękę i zaczął skakać ze mną po szczytach gór! Lekko i zwiewnie!!! Jak z kwiatka na kwiatek! A skacząc śmiał się radośnie!!! A ja z Nim!!! Gdy szczyt był ukryty w chmurach, wskakiwalismy w chmury!!! Pomyślałam, że Maleńki mój skacze jak młody jeleń. Najdroższy, który znał moje myśli, zaśmiał się cudnie!
„Jeleń i Jego lania!”
„Tak! – zaśmiałam się – Ale w górach to raczej kozica!”
Najdroższy mój śmiał się ze mną!
„A co to za góry?” – spytalam między skokami.
Najdroższy rozpromienil się jeszcze bardziej. Spojrzal mi w oczy głęboko i wyszeptal:
„To góry Twojej modlitwy, Maleńka!”
„Góry mo… ”
Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem, puścił moją rękę i zaczął biec! A ja za NIM! Widziałam jak skacze w oddali! Chciałam za Nim! Widziałam jak znika w chmurce! Skoczylam w nią i… zatrzymałam się na skraju przepaści! Spojrzałam w dół i nie widziałam nic prócz ciemności. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam drugi skraj przepaści. Stał na nim Najdroższy mój i machal do mnie ręką.
„Skacz, Maleńka Moja!”
„A złapiesz mnie?!”
„Złapię! Skacz!”
„No to jak złapiesz, to już!!!”
Zamknęłam oczy i skoczyłam…. Długo nie leciałam. Prawie od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego mojego!!! Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego. Uśmiechał się do mnie cudnie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem gdzieś mnie niósł. Nie pytałam dokąd, a On milczał. Tylko się do mnie cudnie uśmiechał. Aż postawił mnie na ziemi. I znów byliśmy na szczycie góry, a przed nami rozpościeral się widok przecudny. Patrzyłam na niego w milczeniu. A Najdroższy szeptal mi wprost do serca:
„Twoja modlitwa, Maleńka Moja, jest jak szczyty gór. Nie smutna, ale radosna i pełna słońca jak one. Twoja modlitwa, jak szczyty gór dosięga Nieba, przebija Je, ukrywa się w Niebie! Na modlitwie skaczesz ze Mną po górach własnej słabości, cierpienia i braku sił. Na modlitwie stajesz na przepaścią przeciwności i ufnie rzucasz się w Moje ramiona. Twoja modlitwa jest jak szczyty gór!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego poruszona i wzruszona… Brakowało mi słów, żeby Mu podziękować.,.
„Dzięki Tobie, Najdroższy mój! Tylko dzięki Tobie…”- wymamrotałam.
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie, objął mnie z czułością… i razem podziwialiśmy góry mojej modlitwy.

W JEDNYM RYTMIE

Leżałam na SERCU Najdroższego mojego. Wtulona w Miłość, otulona Miłością leżałam. Tańcząca bardzo leżałam. Obejmowałam SERCE Najdroższe i całowalam JE z czułością. A ONO biło na rytmie:
„Ko – cham Cię Ma – leń – ka Mo – ja!”
A moje serce biło w rytmie:
„Ko – cham Cie – bie mój Naj – droż – szy!”
Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. A moje serce biło w rytmie:
„Ko – cham Cie – bie mój Naj – droż – szy!”
A SERCE Najdroższe odpowiadało w rytmie:
„Ko – cham Cię Ma – leń – ka Mo – ja!”
Lezalam na SERCU i wysłuchiwalam się w ten rytm… Zatopiona w Miłość. Otulona Miłością… Nagle przed sobą zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego! Promieniał cały szczęściem i uśmiechem! Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem pełnym zachwytu i bliskości bez granic! Maleńki wyjął delikatnie moje serce z mojego ciała i położył je na SERCU Swoim. A serce biło w rytmie:
„Ko – cham Cie – bie mój Naj – droż – szy!”
I SERCE biło w rytmie:
„Ko – cham Cię Ma – leń – ka Mo – ja!”
Maleńki wziął w Swe dłonie moje serce i ja ucałowal. Potem włożył je do mego ciała.
„Zatańczymy, Maleńka Moja?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
„Tak mój Maleńki!”
Najdroższy chwycił mnie w objęcia i zaczął tańczyć! Bardziej! Mocniej! Wyżej!!! Wyżej i wyżej!!! Piękne tańczył!!! A SERCE Jego biło w rytmie:
„Ko – cham Cię Ma – leń – ka Mo – ja!”
I moje serce biło w rytmie:
„Ko – cham Cie – bie mój Naj – droż – szy!”
Maleńki mój patrzył we mnie głęboko…
„Maleńka Moja! Nasze serca biją w jednym rytmie. Twoje serce bije dla Mnie, a Moje dla Ciebie!”
„Tak mój Maleńki! Tak!!!”
Tańczylismy bardzo! W MIŁOŚCI!

MAM JEGO!

Tańczylismy bardzo bardzo! Najdroższy mój, Maleńki mój i ja. Najdroższy obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Tańczylismy po całej Światłości! Tańczyliśmy!!! Maleńki patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Ja patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem i ufnością.
Tańczylismy bardzo! Aż całkiem opadalam z sił. Gdyby nie Najdroższy mój, upadła bym.
„Najdroższy mój, nie mam si…”
Maleńki mnie podtrzymal, żebym nie upadła. Wziął mnie na ręce i delikatnie położył w morzu kwiatów. Leżałam z przymkniętymi oczami, zmęczona ogromnie. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem z Krzyża… Był taki bliski… Otworzyłam oczy i patrzyłam w Najdroższego w milczeniu. On nakarmił mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal.
„Nie masz siły, Maleńka Moja, ale masz Mnie!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.
„Ty najważniejszy!” – szepnęłam z trudem.
Maleńki jeszcze raz mnie pocałowal, jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. A potem zaczął całować moje obolałe i zmęczone ciało. Każdy mięsień, nerw, kostecze całowal Najdroższy mój. A ja tańczyłam dla NIEGO!

%d bloggers like this: