JAK SZCZYTY GÓR…

Znów byliśmy w górach. Najdroższy mój i ja. Na szczycie góry staliśmy…. Staliśmy, a przed nami rozpościeral się widok przecudny… Naokoło nas zielone szczyty gór!!! Nie ośnieżone! Nie zimne! Zielone i skąpane w słońcu!!! Bardzo wiele szczytów było schowanych w chmurach. Jakby ukryte w niebie… Piękny widok!!!! Patrzyłam oczarowana! I choć byłam tu dopiero drugi raz, czułam się jak u siebie… Najdroższy stał przy mnie. Też patrzył na te szczyty gór z zachwytem, podziwem!!! Rozpromieniony uśmiechem!
Potem spojrzał we mnie z równym zachwytem i podziwem…
„Poskaczemy, Maleńka Moja?” – spytal uradowany.
Spojrzałam w Najdroższego zdumiona! Ale zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać, Najdroższy mój chwycił mnie za rękę i zaczął skakać ze mną po szczytach gór! Lekko i zwiewnie!!! Jak z kwiatka na kwiatek! A skacząc śmiał się radośnie!!! A ja z Nim!!! Gdy szczyt był ukryty w chmurach, wskakiwalismy w chmury!!! Pomyślałam, że Maleńki mój skacze jak młody jeleń. Najdroższy, który znał moje myśli, zaśmiał się cudnie!
„Jeleń i Jego lania!”
„Tak! – zaśmiałam się – Ale w górach to raczej kozica!”
Najdroższy mój śmiał się ze mną!
„A co to za góry?” – spytalam między skokami.
Najdroższy rozpromienil się jeszcze bardziej. Spojrzal mi w oczy głęboko i wyszeptal:
„To góry Twojej modlitwy, Maleńka!”
„Góry mo… ”
Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem, puścił moją rękę i zaczął biec! A ja za NIM! Widziałam jak skacze w oddali! Chciałam za Nim! Widziałam jak znika w chmurce! Skoczylam w nią i… zatrzymałam się na skraju przepaści! Spojrzałam w dół i nie widziałam nic prócz ciemności. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam drugi skraj przepaści. Stał na nim Najdroższy mój i machal do mnie ręką.
„Skacz, Maleńka Moja!”
„A złapiesz mnie?!”
„Złapię! Skacz!”
„No to jak złapiesz, to już!!!”
Zamknęłam oczy i skoczyłam…. Długo nie leciałam. Prawie od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego mojego!!! Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego. Uśmiechał się do mnie cudnie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem gdzieś mnie niósł. Nie pytałam dokąd, a On milczał. Tylko się do mnie cudnie uśmiechał. Aż postawił mnie na ziemi. I znów byliśmy na szczycie góry, a przed nami rozpościeral się widok przecudny. Patrzyłam na niego w milczeniu. A Najdroższy szeptal mi wprost do serca:
„Twoja modlitwa, Maleńka Moja, jest jak szczyty gór. Nie smutna, ale radosna i pełna słońca jak one. Twoja modlitwa, jak szczyty gór dosięga Nieba, przebija Je, ukrywa się w Niebie! Na modlitwie skaczesz ze Mną po górach własnej słabości, cierpienia i braku sił. Na modlitwie stajesz na przepaścią przeciwności i ufnie rzucasz się w Moje ramiona. Twoja modlitwa jest jak szczyty gór!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego poruszona i wzruszona… Brakowało mi słów, żeby Mu podziękować.,.
„Dzięki Tobie, Najdroższy mój! Tylko dzięki Tobie…”- wymamrotałam.
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie, objął mnie z czułością… i razem podziwialiśmy góry mojej modlitwy.