W ROZPADLINIE SKAŁY

Spacerowaliśmy nad morzem kwiatów. Umiłowany, Najdroższy mój i ja. Morze kwiatów cudnie falowalo, zamek na skale iskrzyl się w promieniach słońca. A my spacerowaliśmy pod rękę. Najdroższy uśmiechał się do mnie cudnie i ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Jeszcze nie tak dawno czułam się tu obco, nieswojo. A kiedy się tu zadomowilam, mam to miejsce opuścić” – szepnęłam z lekką nostalgia.
„Nie musisz, jeśli nie chcesz, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy patrząc we mnie łagodnie.
„Mogę i chcę, Najdroższy mój! Stwierdzam tylko fakt. Ty nie miałeś gdzie odpocząć ani gdzie głowy złożyć. I ja chcę jak Ty!”
„Ale…” – zaczynał Maleńki. Nie skończył. Szybko wyjęłam rękę spod Jego ręki, zastąpiłam Mu drogę i przyłożyłam palec do Jego ust.
„Żadnego ‚ale’, Najdroższy mój! – wyszeptalam i wpatrzona w Maleńkiego dodałam stanowczo – zabierz mnie tam teraz! Już! Jestem gotowa. Chcę! Pragnę! Dla Ciebie, Śliczny mój!”
I położyłam głowę na Jego ramieniu. Wtulona w Najdroższego z zamkniętymi oczami czekałam… Umiłowany objął mnie z czułością i przytulił do SERCA Swego. Mocno tulil…
I od razu znaleźliśmy się w górach. Na szczycie góry staliśmy, a przed nami rozpościerał się ten sam przecudny widok co wczoraj. Zielone szczyty gór skąpane w słońcu i ukryte w chmurach. Najdroższy uśmiechnął się do mnie tajemniczo, ujął mnie pod rękę i polecielismy w chmury. Lecielismy w milczeniu. Patrzyłam na chmury, z których co i rusz prześwitywaly promienie słoneczne i wyłanialy się górskie stoki. W końcu chmury ustąpiły i przed nami ukazała się wieeelka góra! Potężna! Ogromna! Właściwie widziałam jej tylko kawałek bo od dołu i góry osłanialy ją chmury. Ale juz fragment który widziałam wyglądał imponująco! Spojrzałam w Najdroższego pytająco, zdziwiona. Ale Maleńki mój milczał uśmiechając się do mnie promiennie i tajemniczo bardzo. Gestem dłoni zapraszal mnie do tej góry. Polecilismy więc bliżej. Teraz zauważyłam że góra ma jakby półkę skalna, a za nią długą rysę, pęknięcie. Podlecielismy jeszcze bliżej i zobaczyłam że to pęknięcie to jest raczej szczelina, szpara, wejście do góry. Gdy tylko tę szczelinę zobaczyłam, serce zabiło mi mocniej. Szpara wydała mi się znajoma, zdawało mi się że widziałam ją wiele razy… Choć te górę widziałam pierwszy raz. Stanęliśmy na półce skalnej. Najdroższy spojrzał mi w oczy głęboko i wyszeptał:
„Tu zamieszkasz, Moja Śliczna! W rozpadlinie skały.”
Kiwnęłam głową, że tak, że dobrze. I w tym momencie zobaczyłam że z głębi szczeliny wypływa jakaś ciecz…
Nie dawało mi to wszystko spokoju… Wielka góra, szczelina, ciecz… zamyslilam się…
Najdroższy mój wziął mnie na ręce i usiadł na półce skalnej.
„Odpocznij, Maleńka Moja!” – szepnął tuląc mnie do Siebie z miłością. Kiedy wyjmowal z SERCA Hostie, żeby mnie Nią nakarmić, spojrzałam na Ranę SERCOWA… Przypominala… Już wiedziałam co to za Góra, Szpara i Ciecz!!!
Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem. Z wdzięcznością wielką patrzyłam!
„Zawsze jesteś w SERCU Moim Słodka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z Miłością i bliskością bez granic. Odpoczywalam w Jego objęciach. W Ranie Jego SERCA. W rozpadlinie Skały

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *