NIE OPUSZCZĘ

Byłam w szczelinie skalnej. Leżałam na kamieniach. Cierpiąca i zmęczona niezmiernie! Bardzo! Ogromnie! Najdroższy, Maleńki mój był przy mnie. Klęczał przy mnie. Pochylał się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Leżałam bez sił. Jak kłoda. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Ale najbardziej bolały mnie jelita. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. I zaczął dotykać te miejsca, które bolały mnie. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim. Z nabożeństwem…. Ze czcią. A ja cała obolała leżałam. Nie miałam siły żeby się odezwać, ani ruszyć. Leżałam tańcząca bardzo. Naszla mnie myśl że gdybym tylko poprosiła, Najdroższy sprawil by, żeby bolało mnie troszkę mniej. Gdybym tylko poprosiła… Najdroższy wysłuchal by mnie od razu. I niemal natychmiast odrzuciłam te myśl.
„Nie poproszę. Gdybym poprosiła i Najdroższy by mnie wysłuchal… To tak jakbym zostawila Go samego! Jakbym Go opuściła!!! Nie zostawię mojego Najdroższego mojego Słodkiego… Nie opuszczę Maleńkiego mojego! Nie opuszczę!” – pomyślałam.
I sila woli wyszeptalam:
„Maleńki mój, bądź uwielbiony w moim cierpieniu! W tańcu!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal z ogniem:
„Jestem!”
„Bądź uwielbiony!”
„Jestem, Moja Śliczna!”
I tańczyliśmy na szczytach mojej modlitwy! Ponad szczytami! Tańczyliśmy bardzo! Najdroższy mój i ja!