NIEWZRUSZENIE

Byłam w ramionach w objęciach Najdroższego mojego. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem… Zakochana do szaleństwa!!! Podziwialam w milczeniu Umiłowanego mojego serca i rozmyślalam…
Odkąd jestem z Najdroższym w szczelinie skalnej, w górach mojej mojej modlitwy doświadczam czegoś dla mnie niezwykłego… Jest to doświadczenie bardzo dojmujace, przejmujące, porażajace, przenikające mnie do szpiku kości. To doświadczenie bezradności, bezsilności, bezbronnosci… wobec ogromu MIŁOŚCI Najdroższego do mnie. Miłość mnie przytłacza! Przygniata! Miażdży!!! Ale ja pragnę tego!!! Pragnę!!! Bardzo!!! Na zewnątrz w moim życiu przetaczaja się huragany i tornada. Właściwie nie ma dnia bez huraganu. A ja często ze zranionym, obolałym sercem, stoję prosta. Wyprostowana. Przy Umiłowanym moim. Stoję. Niezachwiana. Niewzruszenie. W Maleńkim moim zapuścilam korzenie. I stoję. Wytrwale. Odważna i dzielna. Twarda. Kiedyś nigdy bym nie napisala w ten sposób o sobie. Nie pomyślała bym. Piszę, bo wiem że to dzięki Niemu, dzięki Najdroższemu mojemu taka jestem. On mnie taką uczynił. Wciąż czyni. Przez MIŁOŚĆ!!!
Lezalam w ramionach Najdroższego. Uśmiechałam się do Niego radośnie. On nakarmił mnie Swoim Ciałem tulil do SERCA Swojego. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny… Mój Słodki…!” – szeptałam z miłością. Najdroższy jasnial niezwykłym blaskiem, Światłością. Byłam w tej światłości! Byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem, niemowlęciem! Maleństwem Maleńkiego byłam… A Najdroższy obejmował mnie z Miłością i obsypywal pocałunkami…