SŁODKO I LEKKO

Byliśmy na zboczu, na stoku górskim. Na wielkiej łące. U podnóża potężnej góry. Najdroższy usiadł na trawie a ja usiadłam obok Niego. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. A ja patrzyłam na rozpościerające się przed nami zielone szczyty gór… Było ciepło i cicho i dobrze…
„Wiesz, mój Najdroższy? Zauważyłam że im większe burze i huragany na zewnątrz, im trudniej, im silniejszy wiatr w oczy, tym większy w moim sercu pokój i szczęście i radość!” – wyszeptalam wpatrzona w dal.
„Im bardziej ufasz, im większa Twoja ufność, Maleńka Moja, tym większy masz pokój w sercu!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Ty znów o mnie i mojej ufności!” – zaśmiałam się cicho. I spoglądając w oczy Najdroższemu wyszeptalam zamyślona:
„Ale tak. Ufam Tobie! A wiesz dlaczego Ci ufam?”
Najdroższy nie odpowiedział. Patrzył we mnie pytająco. A ja wiedziałam że zna odpowiedź.
„Bo nigdy się na Tobie nie zawiodłam! Nigdy! Co prawda nie zawsze wysłuchiwales mnie tak jak ja chciałam. Dawales po Swojemu i więcej. Ale nigdy mnie nie zawiodłes, Najdroższy mój!!!”
Maleńki mój promieniał cały Miłością!
„A teraz jesteś cała Moja! Dla MNIE cała!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Tak mój Maleńki! Jestem w Twojej niewoli!” – uśmiechałam się do Niego radośnie.
„A źle Ci Maleńka w tej Mojej niewoli?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie. Zaśmiałam się wesoło!!!
„A czy wyglądam tak jakby mi było złe?! Bardzo dobrze! Lekko i słodko!”
Uklękłam przed Nim, przed Maleńkim moim. On patrzył mi w oczy głęboko…
„Bo Moje jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie…”
Aż podskoczylam do góry z radości i klasnelam w dłonie!
„Tak! Tak!!! Nic dodać nic ująć, Najdroższy mój!!!”
Najdroższy zaśmiał się perliscie!
Objęłam Go delikatnie i położyłam na trawie. Nie bronił się. Przeciwnie, poddawał mi się i wydawał się być tym uszczęśliwiony… Pochyliłam się nad Najdroższym moim z tkliwością…
„Teraz Ty, mój Maleńki jesteś w mojej niewoli!” – szepnęłam zachwycona całal! I pocałowałam Najdroższego mojego jak oblubienica całuje swego Oblubienca… I zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam z uwielbieniem i czułością. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku….
„Ach! Jak słodka ta niewola! Jak słodka!!!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w głosie.
A ja całowalam i całowalam… Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku…
Potem położyłam głowę na SERCU Najdroższego, przyłożyłam usta do Rany SERCOWEJ. I piłam… Piłam Krew Maleńkiego mojego. Piłam. Najdroższy zalewal, otulal mnie Sobą MIŁOŚCIĄ. A ja czerpałam ze Źródła Życia pełnymi garściami!!!