ON NIGDY!!!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Leżałam na kamieniach tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Maleńki mój klęczał przy mnie. Położył moją głowę na Swoich kolanach, a Sam pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. I ze zdziwieniem.
„Najdroższy mój, dlaczego nie jestem w Otchłani Twojej Męki?? I dlaczego nie tańczę dla Ciebie?!” – szepnęłam z trudem.
Maleńki spojrzał we mnie z wielką czułością.
„Jesteś w Otchłani Mej Męki i tańczysz dla Mnie, Maleńka Moja. Ale jednocześnie jesteś tu. Zamieszkalas tu i pragnę mieć Cię tu przy Sobie!
Nic z tego nie rozumiałam. Nie miałam jednak siły dopytywać. Tańczyłam bardzo intensywnie. Maleńki dzielił ze mną Swoją MĘKĘ. Doświadczalam samotności. Samotność była bardzo dojmujaca. Dotkliwa niezmiernie. Przenikala mnie do szpiku kości. Czułam się opuszczona, zapomniana, zostawiona… Sama. Samotna. Ale to nie była zła samotność. Przeciwnie. Była to samotność wyzwalajaca, oświecajaca. Ustawiajaca moją teraźniejszość i przyszłość we właściwym kierunku, świetle. Wiedziałam że ostatecznie mogę liczyć tylko na Najdroższego mojego, tylko w Nim pokładac nadzieję, tylko Jemu ufać. On, Najdroższy mój nigdy mnie nie opuści, nie zostawi, nie zapomni o mnie…
Najdroższy mój pochylił się jeszcze bardziej, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Gdyby Twoja matka zapomniała o Tobie, Ja nigdy o Tobie nie zapomnę, Moja Śliczna! Gdyby Twoja matka…. Ja nigdy!”
Patrzyłam w Maleńkiego. Te słowa były jakby cios w serce! Jakby uderzenie mieczem! Ujęłam w obie dłonie twarz Maleńkiego mojego. A w moich oczach pojawiły się łzy. Trzymałam twarz Ukochanego w dłoniach. Łzy ciekły mi po policzkach.
„Wiem, mój Najdroższy… Wiem!” – szeptałam przez łzy.
I uśmiechałam się do Niego. Przez łzy. A Maleńki mój zaczął całować moje łzy. Całowal i całowal… Gdy łez już na moich policzkach nie było, mój Słodki wziął mnie w objęcia i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Milczeliśmy, bo nie potrzeba było słów. Uśmiechałam się do mojego Ślicznego, do Najdroższego mojego. A ON cały był dla mnie odpocznieniem i ukojeniem. Cały promienial Miłością.