DZIELI

Byłam w szczelinie skalnej. Na kamieniach leżałam. Cierpiąca i zmęczona niezmiernie. Choć byłam w szczelinie skalnej, to miałam poczucie, że jestem w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Że wiszę na Krzyżu, a zimny przenikliwy wiatr smaga moje obolałe ciało. Byłam w szczelinie, a jednocześnie w Otchłani Męki. A może szczelina skalna i Otchłań Męki Umiłowanego to jedno i to samo miejsce? Nie wiem…
W każdym razie leżałam w szczelinie na kamieniach cierpiąca bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną… Rozpościeral się nade mną jak Pelikan. Okrywal Sobą. Przytulał i otulał mnie Sobą. Miłością bezgraniczna. Zamykal w Sobie. Byłam w Najdroższym moim ukryta. Schowana. Zanurzona w Miłości. Leżałam bez sił. Nieruchomo. A Maleńki mój dotykal delikatnie moje bolące ciało i je całowal. Całowal z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna, z namaszczeniem wielkim… Całowal i całowal. Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku. Leżałam nieruchomo. Jak kłoda. Bez sił. Nie miałam siły zaprotestować, że to ja powinnam Go tak całować. Całować JEGO Rany. Nie miałam siły…
„Najdro… Piiiić…” – szepnęłam z wielkim trudem.
Maleńki natychmiast wziął mnie w objęcia i przytulił do SERCA. Usta moje przystawil do Rany SERCOWEJ. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam aż zaspokoiłam pragnienie. Potem spojrzałam w Maleńkiego mojego z wdzięcznością.
„Dzięku…” – nie dokończylam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem.
„Ciiii, Maleńka Moja… Odpocznij…”
Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Tańczyliśmy bardzo. W bliskości bez granic. Najdroższy dzieli ze mną MĘKĘ.