JESTEM!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam w Maleńkiego mojego z miłością i uwielbieniem.
„Najdroższy, czy mogę Cię o coś spytać?”
Maleńki pogladzil delikatnie mój policzek.
„O co tylko chcesz, Maleńka Moja. Pytaj!”
„Powiedziałeś że jestem Ci ukojeniem i odpocznieniem w Twoim cierpieniu. Jak to możliwe?”
„Nie wierzysz Mi?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Wierzę! Ale nie rozumiem… Jak takie nic jak ja, proch i pył, może być ukojeniem i odpocznieniem w cierpieniu Boga…?”
Patrzyłam w oczy Najdroższego mojego…
„Przez miłość! Bo kochasz, Maleńka!”
„Kocham Ciebie! Ale…” – chciałam powiedzieć że moja miłość nie jest tak wielka, żeby sprawić ukojenie i odpocznienie. Ale Najdroższy mi nie pozwolil. Zamknął mi usta pocalunkiem.
„Musisz być bardziej pewna siebie, Moja Śliczna! Pewna swojej wartości i swojej Miłości do Mnie. Jak Mnie kochasz?” – spytał Maleńki uśmiechając się do mnie z czułością pobłażliwą.
„Życie bym dla Ciebie oddała, Maleńki mój! Zresztą myślę że oddaję tańcząc…”
Maleńki patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uśmiechem…
„Mnie o swojej miłości nie musisz przekonywać! Ja wiem jak Mnie kochasz. Więc jak Mnie kochasz?”
Najdroższy wciąż promienial cały uśmiechem.
„Kocham! Z całego serca!!! Nad życie!!! Kocham Cię na zabój!!!”
„I to Mi się podoba!!!” – Najdroższy zaśmiał się perliscie! Słodko…
„Mi też…” – szepnęłam zachwycona cała.
„Nawet nie wiesz jak oczy Ci płoną ogniem, Maleńka Moja!”
„Wiem, Najdroższy mój! Widzę moje oczy w Twoich oczach!”
Rzeczywiście widziałam…
Maleńki mój rozczulił się niezwykle, rozświetlił…
„Jesteś ukojeniem i odpocznieniem w cierpieniu Moim, Maleńka!”
„Jestem…!”- szepnęłam rozpromieniona miłością.
Najdroższy mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko. W intymności wielkiej…

JEDNO Z NAJDROŻSZYM

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Leżałam na kamieniach cierpiąca i zmęczona bardzo leżałam. Najdroższy mój klęczał przy mnie. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Leżałam z przymkniętymi oczami. Bez sił. Jednak widziałam Spojrzenie Maleńkiego mojego, Spojrzenie Miłości i bliskości bez granic. Może bardziej niż widziałam, czułam je na sobie. W sobie… Najdroższy pochylal się i dotykał mojego obolałego ciała. Dotykal miejsc w moim ciele, które mnie bolały. W końcu zaczął dotykać najbardziej czulego miejsca w moim ciele. Miejsca, które bolało mnie najbardziej. Moich jelit. Dotykał delikatnie i z namaszczeniem wielkim… Z miłością i czcią.
„Bardzo Cię bolą, Maleńka Moja? Bardzo… prawda?”
Chciałam powiedzieć Najdroższemu, że nie, że w miarę, żeby się nie martwił, nie przejmowal się, że daję radę… Chciałam tak powiedzieć. Ale nie mogłam. Wiedziałam że nie mogę tak powiedzieć…
„Bardzo, Najdroższy mój! Bardzo…”
Maleńki spojrzał we mnie z ogniem Miłości w oczach. I zaczął całować to miejsce w moim ciele. Całował moje jelita… Najdroższy… Nie brzydzil się… Całowal z miłością i namaszczeniem wielkim. Pocałunek przy pocałunku. Całowal. A Jego pocałunki były mi ukojeniem w cierpieniu.
„Najdroż…” – szepnęłam z trudem.
Mój Słodki, Jego twarz, natychmiast pojawiła się przed moją twarzą.
„Tak, czego sobie życzysz, Maleńka Moja?!” – oczy Umiłowanemu płonęły Miłością.
Objęłam ze wzruszeniem Najdroższego za szyję i przytuliłam Jego twarz do mojej twarzy. Policzek do policzka.
„Kocham Ciebie!” – wyszeptalam prawie bezglosnie.
Maleńki obejmował mnie z Miłością… Zatapial w Sobie. I zobaczylam jak z SERCA Najdroższego, z Jego Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. I usłyszałam:
„Tyś ukojeniem i odpocznieniem w Cierpieniu Moim, Moja Śliczna!
Najdroższy otulal mnie Sobą, Miłością. I czynił z Sobą jedno. Jedno…

JAK POTĘŻNA GÓRA…

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Cały był Miłością i bliskością bez granic. Cały był mój i cały był dla mnie. A ja byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem! Niemowlęciem Maleńkiego byłam! Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Słodki… mój Pięknisiu…” – szeptałam z miłością.
Patrzyłam w Maleńkiego…
Choć na zewnątrz szalały burze z piorunami, właściwie nieustannie przetaczały się tornada i huragany, w sercu moim panował pokój. Pokój, miłość, radość i szczęście! A przede wszystkim światło! Niczym niezmącone jasne, ciepłe światło. Jak w wiosenny rześki poranek…
Choć w oczy wieje wiatr i deszcz zacina, tak, że często nic nie widzę. To jednak dzięki Najdroższemu stoję prosto jak strzała, nieugięta, nieporuszona i twarda…
„Jak góra!” – wyszeptal Najdroższy wyrywając mnie z zamyślenia.
„Taaak… jak góra…”
Patrzyłam w Maleńkiego zdumiona do głębi serca…
„Góra, która ma rysę, szczelinę…” – Najdroższy wypowiadal każde słowo powoli, przenikal mnie niemal fizycznie tymi słowami… Zerwałam się z ramion Najdroższego mojego! Skoczylam na równe nogi. I runelam do stóp Umiłowanego!!! Zaczęłam całować JEGO stopy. Całowalam ze wzruszeniem.
„Dziękuję… Dziękuję Ci! Dziękuję!!!” – szeptałam.
Najdroższy pogładził mnie po głowie i podniósł. Klęczałam przed Nim i On klęczał przede mną. Ujął moją twarz w Swoje dłonie. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Jesteś niczym góra, wielka potężna góra! Twarda i niewzruszona. Szczyt jej sięga nieba. Dzięki Twej pokorze, cichości i ufności wielkiej mogłem Cię taką uczynić! Wywyższyć Ciebie, Maleństwo Moje! Umocnić!”
Patrzyłam w Oblubieńca rozpromieniona… wzruszona. Ze łzami szczęścia w oczach… Położyłam głowę na Jego ramieniu. Najdroższy objął mnie z czułością. Zanurzał w Sobie. I czynił z Sobą jedno…

W ODDANIU WZAJEMNYM

Tańczylismy bardzo! W górach mojej modlitwy! Ponad szczytami! Na stokach górskich!! W chmurach! Tańczyliśmy bardzo! Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… bliskości i intymności. Cały był Miłością. Cały był mój. I cały był dla mnie… Patrzyłam w mojego Ślicznego z miłością i uwielbieniem. Zakochana, zachwycona i szczęśliwa cała!!!

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy wisiał na Krzyżu i cierpiący był bardzo… Niezmiernie… Ogromnie… Objęłam Go delikatnie i całowalam Rany Maleńkiego mojego. Całowalam z czułością, z miłością i uwielbieniem. Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku… Ze czcią i namaszczeniem wielkim całowalam. W bliskości i intymności wielkiej. Całowalam Rany Najdroższego mojego. Cała byłam Jego i cala dla NIEGO. Maleńki zanurzał mnie w Sobie i czynił z Sobą jedno…

Tańczylismy bardzo! Nagle straciłam siły i w tańcu osłabłam. Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swojego.

„Maleńka… jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem w cierpieniu Moim. Odpocznij we Mnie teraz!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach. Popatrzyłam w mojego Ślicznego z wdzięcznością. Wtulilam się w Maleńkiego mojego jeszcze bardziej. Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic. W oddaniu wzajemnym.

DOTYK MIŁOŚCI

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Na Krzyżu obolała i zmęczona bardzo wisiałam. Cierpiąca niezmiernie wisiałam. Tęsknilam bo Najdroższego mojego nie było… Tęsknilam… Wisiałam i tęskniłam. Nagle Coś pojawiło się przede mną i zaczęło mnie dotykać. Zaczęło dotykać mojego obolałego ciała. Dotyk tego „Czegoś” był obcy, zimny, nieczuły, nieczysty. Zły. Wzrygnelam się…
Chciałam się bronić przed tym dotykiem. Chciałam, ale nie mogłam. Ręce i nogi miałam przygwozdzone do Krzyża. Dotyk stawał się coraz bardziej natarczywy i natrętny. A w moim sercu zaczął pojawiać się niepokój i cień…
„W Imię Najdroższego mojego zostaw mnie i odejdź!!! W Imię Najdroższego!!!”
Obcy dotyk natychmiast ustał, a to „Coś” znikło.
Odetchnęłam z ulgą… Wisiałam i tęskniłam… I zobaczyłam przed sobą Maleńkiego mojego. Patrzył we mnie z wielką tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Poruszony bardzo patrzył we mnie… Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego radośnie!!!
„Najdro….” – szepnęłam z trudem.
Maleńki dotknął dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością.
„Ja jestem z Tobą, Maleńka Moja! Ja jestem!”
I objął mnie Najdroższy z tkliwoscia i i wziął na ręce. Wziął mnie w ramiona i tulil do SERCA Swego.
„Odpocznij, Maleńka Moja. Odpocznij Moja Śliczna!”
„Taaak…!” – szepnęłam. I położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie.
Leżałam w ramionach Najdroższego mojego. A Maleńki dotykał moje cierpiące ciało. Z delikatnością i czułością wielką dotykał z miłością i czystością. I z intymnościa i bliskością. Najdroższy dotykał mnie. A ja pozwoliłam Mu się dotykać. Tylko ON mógł mnie dotykać. Tylko ON mógł tak mnie dotykać. Dotykal dotykiem Miłości.

DOPIERO POCZĄTEK!

Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Siedzieliśmy na półce skalnej przed wejściem do szczeliny. Najdroższy mój i ja. Siedzieliśmy, a przed nami rozpościeral się widok przecudny. Widok na góry mojej modlitwy. Szczyty gór były zielone i skąpane w słońcu. Położyłam głowę na ramieniu Maleńkiego mojego.
„Najdroższy… Kiedy pierwszy raz siadalam obok Ciebie na ławeczce, nigdy nie sądzilam, że wyląduje na wielkiej górze w szczelinie skalnej, a przed sobą będę miała taki widok…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„A to dopiero początek, Moja Śliczna!”
„Pójście za Tobą to często jazda bez trzymanki, ale fascynująca!!! Niesamowita przygoda!!!”
Najdroższy uśmiechał się do mnie, a w Jego oczach widziałam miłość i bliskość samą. I dumę ze mnie…
„I wiesz? Choć moje życie jest trudne, bardzo trudne, choć Krzyż przygniata coraz bardziej, choć całe ciało mnie boli, to nie zamieniłabym się z nikim. Moje życie to Twój Cud! Jest piękne, fascynujące i niesamowite!”
Maleńki patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„Nigdy nie byłeś tak bardzo mi bliski jak teraz, Maleńki mój…”
„A to dopiero początek, Maleńka Moja!!!” – wyszeptal Najdroższy z promiennym uśmiechem i błyskiem w oczach. Zamyslilam się… Tymczasem Najdroższy poleciał w niebo. Tańczył chwilę z małymi chmurkami. Potem wziął jedną z nich w dłoń i rzucił nią we mnie jak śnieżka! Śmiejąc się przy tym perliscie! Zaśmiałam się i ja.
„Wariat!!!” – zawołałam wesoło. Chwyciłam chmurkę i rzuciłam nią w Najdroższego mojego!
„Wariatka!” – zaśmiał się Maleńki.
„A tak!!! Bo kto z Kim przestaje, takim się staje!!!”
Najdroższy rozpromienil się ogromnie!!! Chwycił następną chmurkę i rzucił nią we mnie! I chwyciłam i rzuciłam w Maleńkiego!!! I rozpoczęła się regularna bitwa!!! Bitwa na chmurki!!! W radości, śmiechu i beztrosce!!!
Staliśmy potem naprzeciw siebie. Najdroższy mój i ja. Maleńki pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Uśmiechał się do mnie promiennie. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Nigdy nie przypuszczałam, że będę się z Tobą na chmurki bić…”-szepnęłam rozpromieniona cała.
„A to dopiero początek!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości. Promieniał cały tym ogniem…
Ujął moją twarz w Swe dłonie, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal… Całowal długo, czule i słodko. Czysto i intymnie. Tak jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje… A ja wiedziałam że to dopiero początek.

ROZPIESZCZA MNIE!

I znów tańczyłam bardzo intensywnie! Kręcilam piruety! Salta! Wirowalam! Jak baletnica! Starałam się najpiękniej jak potrafilam. Bo to dla NIEGO. Dla mojego Maleńkiego tańczyłam! Dla mojego Słodkiego Pięknisia! Tańczyłam i tęskniłam… Bo Jego nie było… Ale byłam pewna że patrzy we mnie i że zaraz przyjdzie do mnie i będziemy tańczyć razem. Tańczyłam i tęskniłam… I po chwili przyszedł! Piękny i uroczysty wielce. A ja aż przerwalam taniec i patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem! Szczęśliwa i oczarowana!!! Najdroższy stanął przede mną, ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. Cały był Miłością i cały był dla mnie…
„Perlo Moja Jedyna… – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości i mocą.
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Czule i słodko i czysto. W bliskości i intymności wielkiej. Pocałowal tak jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Objął mnie z czułością i zaczęliśmy tańczyć… Jak pięknie tańczy mój Najdroższy!!! Jak pięknie tańczy…
Tańczylismy w wielkiej jasności i ciszy i cieple. Pierwszy raz byłam w tym miejscu. Jednak nie obchodzilo mnie ono zbytnio. Nic mnie nie obchodzilo! Tylko Maleńki! Tylko mój Słodki!!! Cały był Miłością i cały był dla mnie…
Byliśmy w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Na Krzyżu wisieliśmy. Maleńki mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ja też cierpialam bardzo. Jednak mimo cierpienia Najdroższy promiennie się do mnie uśmiechał. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Maleńka Moja, jak Ty pięknie tańczysz!”
„A Ty, Najdroższy mój!!! Najpiękniej!!!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem z Miłością i zachwytem… Nagle zachciało mi się pić…
„Pragnę…”-szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego. A ON bez słowa przystawill moje usta do Rany SERCOWEJ. A ja piłam… Piłam aż zaspokoilam pragnienie. Potem leżałam w ramionach, w objęciach Maleńkiego mojego. I byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem, niemowlęciem… A ON mnie tulil do SERCA, całowal i pieścil… Rozpieszczal mnie mój Najdroższy. Rozpieszczal… A ja pozwalalam Mu na to. Z rozkoszą.
Cały był Miłością i cały był dla mnie…

NA RĄCZKI!!!

Byłam w dwu miejscach jednocześnie. To znaczy tak mi się wydawało. Że wiszę na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego, a przenikliwy, zimny wiatr smaga moje obolałe ciało. A jednocześnie że jestem w ramionach, w objęciach Najdroższego mojego, w szczelinie skalnej. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Maleńki… gdzie ja właściwie jestem? W Otchłani Męki, czy w szczelinie skalnej? Gdzie ja jestem? Tu czy tu?”
“TU! – wyszeptal Najdroższy dotykając SERCA Swego – zawsze jesteś w SERCU Moim!”
Najdroższy uśmiechał się do mnie cudnie. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem i uśmiechałam się do Niego radośnie.
Nagle tak bardzo zabolały mnie plecy, że aż jęknelam. Raz, potem drugi…
„Ja dla Ciebie wszystko, mój Słodki! Nie patrz na moje jęki! Proszę!”
„Nie martw się, Śliczna Moja…” – wyszeptal Najdroższy. Miłość i czułość sama.
„Jeżeli muszę cierpieć w czyśćcu to wolę tu! Żeby po śmierci już nic mnie nie zatrzymywało… Od razu do Ciebie!”
A po chwili dodałam:
„Trochę tu pocierpie, a potem od razu do Ciebie… na rączki!”
I uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego! Od ucha do ucha!!!
„Na rączki!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia. I rozpromienil się nade mną ogromnie! Rozświetlił!!!
„Na rączki!” – wyszczerzyłam ząbki 😁w bezczelnie ufnym i szczerym uśmiechu.
A Najdroższy mój trzymając mnie na rękach, w ramionach, zaczął tańczyć! Lekko i zwiewne, wolno to znów szybko! Jak wiatr! I cieszył się mną! Cieszyl się mną jak szalony!!! Cieszyl się mną… W tańcu nakarmil mnie Swoim Ciałem. I tańczył! I tańczył! I cieszył się mną! Niezmiernie!!!

W CAŁKOWITEJ WOLNOŚCI

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Klęczelismy przy Źródle. Patrzyłam na tryskający ze skały Napój Życia i Miłości… Patrzyłam zachwycona cała… Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Nie widziałam tego Spojrzenia, bo patrzyłam na Źródło, ale czułam je na sobie. Spojrzenie Miłości… Spojrzałam w Najdroższego mojego… Oczy Mu płonęly. Dotknęłam dłonią Jego SERCA. Czułam JEGO bicie…
„To niesamowite…” – szepnęłam poruszona do głębi. Biło jak Źródło ze skały… Najdroższy ujął moją dłoń i przytulił do SERCA jeszcze mocniej. Potem moją dłoń ucalowal. Widziałam że też jest poruszony niezmiernie…
„Zatańczymy, Maleńka Moja?”
„Tak mój Maleńki!”
I po chwili tańczylismy bardzo po całej szczelinie skalnej. Najdroższy obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził.
Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach. I ja patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała!!!!
Przy Nim czułam się bardzo swobodnie. Byłam sobą! I byłam wolna!!! Nie musiałam się ukrywać, udawać kogoś kim nie jestem. Byłam wolna!!! I wiedziałam że już nie mogę za NIM nie iść! Chcę! Pragnę! Tęsknię! Wiedziałam że nie muszę! A im bardziej nie musiałam tym bardziej chciałam… pragnęlam… Tęsknilam! A ON do niczego nie zmuszal. Zapraszał, proponował, zachęcal,.. Pociągal. I wiedziałam że ja już za nikim innym nie pójdę. Tylko za NIM!!! Za Najdroższym moim! W całkowitej wolności! Zakochana na zabój!
Najdroższy przerwal taniec. Stał przede mną. Cały był Miłością i cały był dla mnie… Wziął mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Wyszedł z szczeliny i usiadł na półce skalnej. Leżałam w ramionach Najdroższego obolała i zmęczona bardzo. Maleńki nakarmil Swoim Ciałem.
„Maleńka Moja!!! Umiłowana Pięknotka!!! Słodka Moja!!!!”
Uśmiechalam się do Niego radośnie i tańczyłam bardzo dla Umiłowanego mojego!

A JAK JEST W NIEBIE?

Tańczylam! Wirowalam! Kręcilam piruety! Tańczyłam na górskim stoku. Na łące stokrotek! Dla Najdroższego mojego tańczyłam! Starałam się najpiękniej jak potrafilam! Dla Maleńkiego mojego! A ON siedział nieopodal na trawie. Patrzył we mnie z wielką Miłością i z zachwytem i uwielbieniem…. I uśmiechał się do mnie promiennie. Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie! Tańcowalam i tańcowalam! Kiedy skończyłam, pobiegłam do Najdroższego i usiadłam przy Nim. Maleńki promieniał cały szczęściem bliskością i uśmiechem.
„A jak jest w niebie, Najdroższy mój?” – spytalam z uśmiechem.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie i zaśmiał się perliscie. Popatrzył we mnie z takim cudnym uśmiechem, że i ja się jeszcze bardziej się do Niego uśmiechnęłam. Od ucha do ucha!
„A Ty jak myślisz, Maleńka Moja? Jak jest w niebie?”
„Wiesz, mój Maleńki? Do niedawna myślałam że w niebie jest jasno i ciepło i cicho… A teraz myślę że jest jeszcze tam bardzo kolorowo i bardzo radośnie! Że w niebie są wszystkie kolory tęczy! A Życie wrze! Kipi! Kwitnie! Tak, kwitnie! Że w niebie zawsze jest wiosna!”
Umilklam. Patrzyłam Maleńkiemu w oczy. I On patrzył mi w oczy głęboko. Promienial cały uśmiechem.
„Jest tak jak powiedziałas, Maleńka Moja. Tylko o wiele, o wiele piękniej!”
I objąwszy mnie z czułością, delikatnie położył na trawie. Potem Najdroższy pochylil się nade mną cały. Tak, że nie widziałam nic oprócz Niego. Zasłonil mi całe niebo. On, Najdroższy, Słodki mój był moim Niebem… I zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Słodko i czule i czysto. I intymnie bardzo.
„W niebie jest tak…”
Potem ucalowal mnie delikatnie w policzek.
„… i tak…”
A potem Najdroższy wpatrywał się we mnie jak w obrazek… Patrzył we mnie jakbym była dla NIEGO jedyna. Umiłowana, najdroższa… I wiedziałam że jestem. A ON, Maleńki mój był dla mnie całym światem! Więcej!!! Wszechświatem!!! Patrzyłam w Najdroższego mojego cala zachwycona i oczarowana!!! Szczęśliwa bez miary!!!
„I tak…?”- wyszeptalam niesmialo, wpatrzona w Najdroższego mojego.
„Tak Maleńka Moja! Tylko bez zasłony!”
Uśmiechałam się do Niego radośnie i On uśmiechał się do mnie cudnie… To był przedsmak nieba.

NAJBLIŻSZY!!!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Leżałam na SERCU Maleńkiego mojego leżałam. Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie… On dotykał mojego policzka i głaskał go z miłością… Był taki bliski… Najbliższy!!!
„Najdroższy, Maleńki mój… jak mogę Cię uszczęśliwić?” – spytalam uśmiechając się do mojego Ślicznego.
On patrzył mi w oczy głęboko… Milczal chwilę, promieniejąc bliskościa, a po chwili wyszeptal:
„Uszczęśliwiasz Mnie niezmiernie, Maleńka Moja! Jesteś ze Mną w Otchłani Męki, jesteś w Mojej pustce i samotności Mojej! Uszczęśliwiasz Mnie!”
Patrzyłam Mu w oczy uszczęśliwiona ogromnie!!!
Maleńki i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości…
„Cierpisz teraz bardzo, prawda, Maleńka Moja? Bardzo Cię boli?”
“Bardzo, bardzo, Maleńki mój.”
„I nie powiedziałabyś Mi o tym gdybym nie zapytał, prawda?”
„Tak. Nie powiedziałabym!”
„A dlaczego?”
„Żeby Cię nie martwić, Maleńki mój…” – wyszeptalam z bezbronna szczerością.
Najdroższy pochylil się nade mną z tkliwoscia i wziął mnie na ręce. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca bardzo. On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do Siebie mocno. Przytulał. Był taki bliski. Najbliższy…
” Maleńki mój… czy mogę Cię o coś prosić…?” – spytalam zbierając się na odwagę.
„O co tylko chcesz, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach. Jakby tylko na to czekał!
„Wczoraj powiedziałeś że do Swojej pustki i samotności dopuszczasz tylko dusze CI najbliższe… Ja też mam takie miejsce. Pełne pustki i samotności. I chcę Ciebie do niego wpuścić… Zaprosić! Bo jesteś mi najbliższy. Zechciałbys…?”
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił!!!
„Pragnę, Najdroższa Moja!!! Jak bardzo pragnę!!!” – wyszeptal Najdroższy płonący cały!
Pochylił się i zaczął całować moje serce… Słodko. Intymnie.
„Jesteś mi najbliższy…” – szeptalo moje serce.
„Jaki?”
„Najbliższy!”
„Jaki?”
„Najbliższy…. Najbliższy!!!”
Maleńki całował moje serce… Obsypywał pocałunkami. I wypełniał moją pustkę i samotność MIŁOŚCIĄ.

W PUSTCE I SAMOTNOŚCI

Byłam w ramionach Najdroższego. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam tańcząca bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną i cały był Miłością i czułością wielką.
„Zabieram Cię tam dokąd chciałaś, Maleńka Moja! Będziesz Mi towarzyszyć.”
I w jednej chwili znaleźliśmy się na morzu. Nad nami zwisały ciężkie i czarne chmury. Morze było szkliste stalowe i zimne jak tafla lodu. Nieruchome. Koloru nie mogłam określić. Raz było czarne, raz granatowe, a raz purpurowe, krwiste. Jednak to nie morze budziło grozę i przerażenie… Tylko wszechobecna pustka. Pustka, nicość, samotność. Przejmująca i dojmujaca. Dotkliwa niezmiernie. Przenikala, przeszywała na wskroś moje serce i duszę…
„Tak… w cierpieniu to nie ból fizyczny jest najtrudniejszy, najgorszy. Tylko samotność i poczucie opuszczenia w cierpieniu…”
Najdroższy spojrzał mi w oczy głęboko.
„Wiesz coś o tym, prawda, Maleńka Moja?”
Kiwnęłam głową twierdząco. Szliśmy razem w milczeniu. Nagle Najdroższy zastąpil mi drogę. Stał przede mną bezbronny. Poruszony bardzo. Ujął moją twarz w obie dłonie i wyszeptal z ogniem w oczach:
„Bądź ze Mną w Mojej pustce i osamotnieniu! Maleńka Moja, proszę, bądź ze Mną!”
„Pragnę! Maleńki mój, pragnę!!!”
Najdroższy przytulił mnie z wielką tkliwoscia do Siebie. A moje serce zalała fala miłości! Wielkiej, poteznej miłości…
„W to miejsce dopuszczam tylko dusze Mi najbliższe…”
„Dziękuję, mój Słodki…” – szeptało moje serce.
Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego, z czułością bezgraniczna… Zanurzal w Sobie. Jestem z Najdroższym moim w Jego pustce i samotności. Jestem.

NA ZABÓJ!!!

Tańczylismy bardzo bardzo. Najdroższy mój i ja. Na jednym ze stoków górskich. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą i w tańcu prowadził. Kręcilam się wokół Maleńkiego mojego. Patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Dzisiaj w Niebie wielkie święto!” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Rozpromienil się ogromnie nade mną.
„To również i Twoje święto, Maleńka Moja! – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Moje? „-zaśmiałam się z lekkością, nie rozumiejąc o chodzi. Maleńki uśmiechał się do mnie cudnie.
„Powiedz Mi, Maleńka Moja kim dla Ciebie jest człowiek święty?”
„Święty…? – zastanawiałam się głośno – To człowiek, który mimo swoich słabości i grzechów pragnie tylko Ciebie, kocha Ciebie całym sercem, tęskni tylko za Tobą, pragnie się tylko Tobie podobać, tylko z Tobą być. To Twój przyjaciel po prostu.”
„A Ty, Maleńka, jesteś Moją przyjaciółką?” – spytal Najdroższy z zachwytem.
„Myślę że tak, że jestem.”
„Sama więc widzisz, że to też i Twoje święto!” – Najdroższy teraz zaczął wirowac wokół mnie.
„To święto tych, którzy żyją w Tobie!” – szepnęłam.
„I Ty żyjesz we Mnie, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach. Nie mogłam temu zaprzeczyć… Najdroższy wirowal wokoło mnie, wirowal coraz szybciej i szybciej. A wirujac oddalal się to się do mnie zbliżal. Az w końcu padł na trawę jak martwy… Wyskoczylam szybko do Niego!!! Przypadłam do Niego, do mojego Ślicznego… Pochyliłam się nad Nim i dotykając z czułością Jego policzka szeptałam:
„Najdroższy… Maleńki mój… Co Ci?!! Co Ci…???!!!”
Patrzył we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami. Płonący…
„Zakochany jestem! Zakochany do szaleństwa!!!”
„Ja też!!! Na zabój!!!”
Najdroższy ujął moją głowę i przytulił do Swego policzka. Trwaliśmy w Miłości i bliskości bez granic. W intymnej bliskości…