STOKROTKA

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Siedzieliśmy na
jednym z górskich stoków. Na trawie zielonej. Wokół nas było ciepło i cicho i dobrze. Siedziałam przy Najdroższym moim. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył we mnie… Miłość i bliskość sama. Zachwyt i uśmiech.
„Wiesz mój Maleńki? Znowu usłyszałam od jednej osoby, że mnie podziwia. Że wszystko mnie boli, a ja się uśmiecham. I że trzeba się uczyć ode mnie. Wiele osób mi to mówi.”
„I co Ty na to, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Nic.”
„Nic? Aleś skromna!”
„Skromna? Nie. Po prostu wiem że to mam dzięki Tobie, Maleńki mój! I że to Ciebie trzeba podziwiać i od Ciebie się uczyć!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo. Zerwał maleńką stokrotke rosnącą w trawie i podał ją mi. Patrzył we mnie z takim zachwytem…
Wzięłam stokrotke z radością!
„Dziękuję mój Słodki! – wyszeptalam z uśmiechem – Uwielbiam stokrotki! Takie małe, niepozorne a piękne bardzo! Rozjaśniaja, rozświetlaja cały trawnik!”
„Podobnie jak Ty, Moja Śliczna!” – Najdroższy jasnial miłością i zachwytem.
„Jak ja…?” – spytalam zdziwiona.
„Taka mała, niepozorna, cierpiąca bardzo, a swym tańcem i uśmiechem rozświetlasz, rozjaśniasz życie wielu ludzi!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego rozpromieniona cała i cała szczęśliwa!!! Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć… Słów mi brakowało! Rzuciłam się Mu na szyję i ucalowalam Go serdecznie!!! I wtulilam się w Maleńkiego mojego cala! A ON, Śliczny mój objął mnie z Miłością i tkliwością niesamowitą i tulil do Siebie. I tak trwalismy we wzajemnym przytuleniu. W bliskości bez granic…

W ŁASCE UMIŁOWANEGO!

Byłam w ramionach w objęciach Najdroższego. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niesamowitą. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Promienial cały uśmiechem! Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa i uwielbiałam Go modlitwą serca. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Od ucha do ucha!!!!
“Najdro…. “-szepnęłam z trudem.
“Ciiii, Moja Śliczna… Ja jestem z Tobą!” – wyszeptal Najdroższy z rozczuleniem.
“Dzięku… “- szepnęłam zachwycona cała.
Maleńki uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Za co Mi dziękujesz, Maleńka? Za to, że jestem?”
Pokiwalam głową, że tak!!!! Poruszona i szczęśliwa bardzo bardzo bardzo!
“Odpocznij we Mnie, Slicznosci Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. Zamknęlam oczy i odpoczywalam. W objęciach mojego Słodkiego. Słyszałam bicie JEGO SERCA. Biło dla mnie…

Wczoraj byłam u spowiedzi. Nie dlatego, że był I Piątek. Nie w każdy I Piątek chodzę. Ani też dlatego, że trwa Adwent. Byłam u spowiedzi, bo się pobrudziłam  i potrzebowałam… pragnęłam, żeby Najdroższy mnie umył, oczyścił. Pragnęłam być bliżej Niego… Stanęłam przed Umiłowanym. W prawdzie. A On mnie ucałował i przytulił do SERCA… i wszystko wybaczył!!!
I znów żyję w Jego Łasce… Pragnę tę Łaskę pielęgnować w sobie. I żyć w Niej jak najdłużej. W Łasce Umiłowanego mojego!

SZCZĘŚCIE I RADOŚĆ

W Otchłani Męki Umiłowanego mojego byłam. Razem z Nim na Krzyżu wisiałam.

Tańczylismy bardzo! Bardzo!!! Najdroższy mój i ja. W górach mojej modlitwy tańczyliśmy! Na szczytach i stokach górskich i w dolinach i w chmurach! Tańczyliśmy bardzo!!! Aż się zmęczylam i w tańcu osłabłam. Najdroższy mój podtrzymal mnie żebym nie upadła. Wziął mnie na ręce i zaniósł do szczeliny skalnej. Położył na kamieniach. A Sam klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością… Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Uśmiechałam się do Niego radośnie!
„Bardzo Cię boli, Maleńka Moja…” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Dziś nasz Piątek i dziwne by było gdyby nie bolało!” – szepnęłam z uśmiechem.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną!!!
„Wiesz dlaczego Ciebie stworzylem, Moja Śliczna?”
„Dlaczego, Najdroższy mój?”
„Żebyś była Moim Szczęściem i Radością!”
„I co…?” – spytalam niepewnie.
„I jesteś! Jesteś Moim Szczęściem i Radością Moją! Uszczęśliwiasz Mnie i radujesz wielce!!!”
Patrzył we mnie taki zachwycony… A ja leżałam jak kłoda…
„To TY jesteś Moim Szczęściem i Radością, mój Słodki! Moją Miłością i Pragnieniem moim!” – szepnęłam z trudem.
Maleńki zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Moja Śliczna! Słodka Moja! Umiłowana…”I mnie pocałowal jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Czule i słodko. Obsypywał mnie pocałunkami mój Najdroższy. A ja tańczyłam dla NIEGO radośnie!

NIE ODMÓWI…

Tańczylismy bardzo! Umiłowany trzymał mnie z czułością i w tańcu prowadził. Tańczylismy po całej szczelinie skalnej, która wydawała się ogromną i przepiękną salą balowa! Tańczyliśmy! Kręcilam piruety i salta, a Najdroższy wirowal wokół mnie z wielką Miłością!
Potem siedzieliśmy na jednym z górskich stoków. Ja leżałam na trawie, odpoczywalam. A Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia! Patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Nie bolą Cię dzisiaj, Maleńka?” – spytal z troską.
„Plecy? Ciągle bolą, raz bardziej raz mniej. Dzisiaj bolą mniej.”
I patrząc w oczy Maleńkiemu, wyszeptalam:
„Wczoraj byłeś niczym mój niewolnik, Najdroższy mój… Jak niewolnik całowales… A i ja byłam jakby Twoja niewolnica… W niewoli Twojej Miłości! Nie mogłam, nie potrafilam Ci odmówić… A Ty, mój Słodki całowales. Ale gdyby Ciebie bolało, zrobiłabym to samo co Ty!”
„A skąd wiesz, Maleńka Moja, że Mnie nie boli?” – spytal Najdroższy Swoim spojrzeniem przenikając mnie na wskroś.
Usiadłam natychmiast! Serce mi się rozdzieralo.
„Gdzie Cię boli, Maleńki mój…? Pokaz! Proszę…!”
Najdroższy usiadł i odchylil szatę… Zamarlam! Zobaczyłam plecy Najdroższego mojego… Opuchniete i poranione całe… Zaczęłam powoli, najdelikatniej jak potrafilam… dotykać ran Maleńkiego mojego… Serce mi drżało z bólu. Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany. Nagle poczułam wzrydgniecie… To Najdroższy mój!
„Maleńki mój… Słodki… pozwól mi, proszę…”
I Najdroższy pozwolił mi… I całowalam Rany Jego. Całowalam z czułością i czcią. A SERCE Najdroższe szeptało:
„Teraz doświadczam tego co Ty wczoraj… Nie mogłaś, nie potrafilas Mi odmówić. Wiem, Maleńka Moja!”
„A ja wiem że nie mogłeś zrobić inaczej.”
„Na tym polega Miłość!”
Całowalam Rany Najdroższego mojego… Gdy ucalowalam wszystkie, znikły!
Maleńki położył się na trawie. Ja ukleklam przy Nim i pochyliłam się nad Umiłowanym moim… Patrzyłam Mu w oczy głęboko.
„Niczego Ci nie odmówię, mój Słodki…”
Najdroższy ujął moją twarz w obie dłonie.
„I Ja niczego Ci nie odmówię, Moja Mała!”
I położył moją głowę na SERCU Swoim, a z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie… Umiłowany objął mnie i tulil mocno do Siebie. I ja Go do siebie tuliłam.
Tańczylismy bardzo! W wielkiej Miłości i bliskości… W intymności wielkiej… Mój Słodki i ja.

OKRYWAŁ MIŁOŚCIĄ

Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Cierpiąca i zmęczona bardzo leżałam. Bez sił. Co prawda oczy miałam otwarte. Ale nie miałam siły żeby wypowiedzieć słowa… Leżałam więc zmęczona i milcząca. Ale moje serce szeptalo:
„Tańczę dla Ciebie, mój Śliczny!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Pięknie tańczysz, Moja Perlo!”
W pewnej chwili tak bardzo mnie zabolało, że na mojej twarzy pojawił się grymas. Grymas bólu.
„Nie patrz na to, Najdroższy mój… Proszę!”
Maleńki patrzył we mnie ze współczuciem i czułością bez granic…
„Gdzie Cię boli? Pokaż Mi Maleńka Moja!”
Spojrzałam w oczy Najdroższemu. Płonęly Miłością… Z trudem objęłam Go za szyję, a On pomógł mi usiąść.
„Plecy… całe…” – szepnęłam z trudem.
Maleńki zaczął dotykać najdelikatniej moje obolałe plecy, chore, pokrzywione… Dotykał z miłością i namaszczeniem wielkim… Potem zaczął je całować… Wzdrygnelam się na całym ciele! Nie chciałam…
„Najdroż…”
„Pozwól Mi…. Proszę!!!” – wyszeptal Najdroższy. Jego głos przypominał blagalny jęk… Pełen bólu, miłości… pełen pragnienia, tęsknoty… Jęk… Nie mogłam mu się oprzeć! Nie potrafiłam… odmówić.  Pozwoliłam…
I Najdroższy całował moje obolałe, pokrzywione plecy. Ze czcią całował… A ja czułam się… jakbym stała przed Umiłowanym naga… A On tę moją nagość całował i okrywał Sobą. Miłością.

TĘSKNOTA BOGA

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości i bliskości spojrzeniem. Promienial cały uśmiechem i zachwytem. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem… Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.

„Ty też teskniles żeby móc przyjść na ziemię i zbawić ludzi, prawda? Tęskniłes, Najdroższy mój?” – spytalam z uśmiechem.

Najdroższy rozpromienil się ogromnie! Oczy Mu płonęly! Błyszczaly!

„Nawet nie wiesz jak bardzo, Maleńka Moja! Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem! Tęsknilem aż wyzwole Moje dzieci z niewoli! Az zburze mur powstały w skutek grzechu pierworodnego. Żeby Moje dzieci mogły Mi patrzeć w oczy bez lęku y i żyć w wolności! Ale tęskniłem za czymś jeszcze… „-wyszeptal Najdroższy uśmiechając się tajemniczo.

” Za czym, Najdroższy mój?!”- szepnęłam zaciekawiona bardzo.

„Żeby móc doświadczyc ludzkiej miłości… Dotknąć jej. A przychodząc na świat, stając się człowiekiem, dzieckiem, niemowlęciem mogłem jej doświadczyć! Dotknąć jej namacalnie! Doświadczyc miłości Mamy i Świętego Józefa. Spojrzeć im w oczy. Zobaczyć ich uśmiech. Poczuć ich czuły dotyk. Pieszczoty. Doświadczyć bliskości… ”

” To TY nie wiedziałeś jak kocha człowiek?! Oczywiście, że wiedziałeś!!!! Ale chciałes doświadczyć!!! Niesamowite… „- szepnęłam zachwycona cała…

Z jednej strony doskonale wiedziałam o czym Najdroższy mówi. Z drugiej zaś strony było to dla mnie niepojęte… Niesamowite! Fascynujące!!!

„To można powiedzieć że dzięki temu że stałes się człowiekiem, ja teraz mogę leżeć w Twoich objęciach, patrzeć Ci w oczy, widzieć Twój cudny uśmiech… Dotykać Twego policzka… Słyszeć bicie Twego SERCA!!! Niesamowite wrażenie… Jak jesteś bliski…”

Najdroższy promienial cały Miłością i czułością wielką…

„Wszak mam na Imię Emmanuel!”

„Bóg z nami… Bóg bliski!”

„Bardzo bliski, Maleńka Moja. Najbliższy…!”

Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA. Patrzyłam Mu w oczy z zachwytem. Rozmyślalam o Jego bliskości. I JEGO tesknocie…

DZIELNA

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Siedziałam na jednym ze stoków, na trawie zielonej. Najdroższy położył się obok mnie i głowę opierał na moich kolanach. Pochylałam się nad Najdroższym moim z miłością i dłonią gładzilam Jego policzek i włosy z tkliwoscia i czułością… Wokół nas było ciepło i cicho i dobrze.

„Wiesz mój Maleńki… Gdy jestem bardzo zmęczona i bez sił to czasem sobie myślę, że już dużo się napracowalam i chciałabym już odpocząć… w Tobie. To źle?”

„Że tak myślisz? Nie!” – wyszeptal Najdroższy uśmiechając się do mnie z czułością.

„To dobrze! Bo wtedy nachodza mnie myśli, że Ciebie ranie i że myślę tylko o sobie.”

Najdroższy usiadł i wziął mnie w objęcia.

„Wiesz Maleńka Moja, że to nieprawda?”

„Tak. Bo gdy zmęczenie troszkę przejdzie, to jeszcze chciałabym zrobić dla Ciebie to, to i tamto!”

Śmialiśmy się oboje, Najdroższy i ja!!!

Szepnęłam potem:

„Zauważyłam że zły mnie częściej atakuje gdy jestem bardzo zmęczona i bez sił, niż gdy nie jestem.”

„Ma nadzieję że wtedy łatwiej mu się poddasz!”

„Nie wie, że mam potężnego Obrońcę? Głupi!”

Najdroższy przytulił mnie do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal z miłością:

„Odpocznij przy SERCU, Moja Śliczna!”

Wtulilam się w Maleńkiego mojego, zamknęlam oczy i odpoczywalam przy SERCU Maleńkiego mojego. Długo tak leżałam. Odpoczywalam. W końcu otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach!

„Zatańczymy, Maleńki mój?!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie! Od ucha do ucha! Najdroższy zaśmiał się perliscie i… porwał mnie do tańca!!! Pięknego! Szalonego tańca!!!

Najdroższy promienial cały Miłością i zachwytem! Oczy Umiłowanemu błyszczaly jasnością, bliskością i zachwytem… nade mną.

„Jesteś bardzo dzielna, Maleńka Moja! Bardzo dzielna!”

„Dzięki Tobie, Najdroższy mój!” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego. Tańczylismy bardzo! W Miłości i bliskości bez granic!

W UŚMIECHU

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na jednym z kamieni. A ja siedziałam u Najdroższego na kolanach. Obejmowałam Go z czułością i dłonią gładzilam Jego policzek i szeptałam z miłością:
„Jak dobrze mi z Tobą, mój Słodki… Jak dobrze!”
Maleńki patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic…
Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa i uwielbiałam Go modlitwą serca.
Nagle coś mi się przypomniało!
„A! Zapomniałabym! Chciałabym Cię prosić, Najdroższy… Opowiedz mi o moim sercu. Jakie ono jest?”
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną!
„Serce Twe jest jasne i pełne pokoju…”
Przerwałam Mu, Umiłowanemu mojemu!
„I nic nie zmąci tej jasności i pokoju, prawda?! Żadna burza i żadne tornado, prawda? Maleńki pilnujesz tego, prawda?!”
„Prawda, Moja Śliczna! Twoje serce do Mnie należy. Jestem jego strażnikiem!” – wyszeptal Najdroższy z czułym uśmiechem.
„Mój Słodki Strażniku…” – szepnęłam z tkliwoscia i ucałowałam Maleńkiego w policzek.
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie i mówił dalej:
„Twoje serce jest bardzo piękne i uśmiechnięte, Maleńka. Ja je czynię pięknym i JA się w nim uśmiecham!”
Aż podskoczylam z radości!
„Masz przecudny uśmiech, mój Strażniku! Uśmiechaj się we mnie jak najczęściej!!!”
Najdroższy promienial cały Miłością i czułością. Cały uśmiechem promienial! Byłam w Jego uśmiechu. Cała…

TYLKO KOCHAĆ!

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na kamieniach i trzymal mnie w objęciach, w ramionach Swoich trzymał i tulil do SERCA. Przylozyl moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. Piłam Napój długo, ile chciałam. Aż zaspokoilam pragnienie. Wtedy spojrzałam w oczy Najdroższemu z wdzięcznością i uwielbieniem.
„Dziękuję… mój Słodki! Dziękuję!!!” -szepnęłam z czułością.
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Nic nie odpowiedział tylko patrzył we mnie z zachwytem… Oczy Mu płonęly Miłością! I byłam razem z Maleńkim moim w Jego samotności, opuszczeniu i odrzuceniu… Byłam z Umiłowanym moim. Rozmyślalam…
Kiedy Najdroższy wisiał na Krzyżu, kiedy cierpial niezmiernie, kiedy umierał na Nim i kiedy patrzył na tych którzy Go krzyżowali, ranili, przeklinali, wyszydzali… Co Najdroższy wtedy czuł… do oprawców? Złość? Nienawiśc? Przeklinal ich? Groził wieczną karą?! Nie!!! On ich kochal!!! Kochal!!!! Patrzył na tych, którzy Go krzywdzili z miłością! Widział w Nich Swoje dzieci…. Kochał. Był Miłością… JEST MIŁOŚCIĄ!!! A Miłość nie potrafi nic innego… Tylko kochać!
I we mnie patrzy z miłością, choć często GO krzywdzę i ranię… Kocha mnie! Miłość nie potrafi nic innego. Tylko kochać!

MIĘCIUTKO…

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Zmęczona”- szepnęłam z trudem, ale uradowana bardzo.
„Napracowalas się dla Mnie to i zmęczona jesteś! – Najdroższy ujął moją rękę i ucalowal ją – ta ręka pracuje dla Mnie!”
„Kocham Ciebie, wiesz mój Śliczny?” – wyszeptalam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Rozpromienil się ogromnie nade mną!
„Wiem! Widzę, Maleńka Moja! Patrzysz we Mnie z taką miłością, czułością i oddaniem, że aż w SERCU Mi się robi miękko…!”
„Mięciutko…” – szepnęłam prawie bezglosnie.
„Bardzo…”
Najdroższy, Maleńki mój promienial cały jasnością, Miłością i zachwytem… Promienial… niezmiernie… bliskością. Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana i zachwycona cała! A w sercu robiło mi się miękko… Mięciutko… bardzo.

TULĄC SERCE DO SERCA

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Na moim wózku inwalidzkim pod Krzyżem siedziałam. Najdroższy wisiał na Krzyżu i patrzył we mnie… Promienial Miłością i tkliwoscia niesamowitą! Świetlisty i piękny był bardzo! Uśmiechał się do mnie cudnie. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem! Uśmiechałam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha. I trwalismy w Miłości i uśmiechu… W pewnej chwili Najdroższy zszedł z Krzyża i podszedł do mnie. Pochylil się nade mną promienny cały. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Potem wziął mnie z wózka na ręce. I razem wisieliśmy na Krzyżu. Maleńki trzymal mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Był taki bliski, czuły i kochający… Nagle spostrzegłam, że SERCE Najdroższe jest smutne… Przytuliłam się do Niego i zaczęłam szeptać czule i pieszczotliwie:
„Serduszko moje kochane! Nie bądź smutne! Twoja Maleńka jest z Tobą… Przytuli Cię, utuli… ucałuje, ukołysze… Wezmę Cię…”
„Weź Mnie! Weź, Maleńka Moja!” – wyszeptalo SERCE.
Wyciągnęlam ręce i wzięłam JE w dłonie…. Trzymałam w dłoniach SERCE Najdroższe… Biło! Tętniło życiem! Pochyliłam się i zaczęłam całować SERCE Umiłowanego mojego. Całowalam z czułością i namaszczeniem wielkim… Całowalam. A moje serce szeptalo:
„Kochane moje! Słodkie! Ślicznie moje! Maleńkie moje! Serdeńko moje!!! Uwielbiam CIEBIE!!! Pragnę CIEBIE… ucieszyć! Chcesz? Zaśpiewam CI kołysanke?”
Pomyślałam chwilę. Zaśmiałam się radośnie i zaczęłam śpiewać:
„Aaa… serca dwa… Twoje, moje… Ty i ja…”
Zaśmiałam się wesoło!
„Na poczekaniu ulozylam! Dla Ciebie! Mam nadzieje że CI się podoba?!!” – śmiałam się.
SERCE aż podskoczylo z radości!!! Przytuliłam JE do siebie, do serca swego i kołysalam. Cała się do Niego pochyliłam…
„Jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem w samotności, opuszczeniu i odrzuceniu Moim!”
Podnioslam szybko głowę i zobaczylam nad sobą pochylone Oblicze Najdroższego mojego. Rozpromienione Miłością, rozradowane i uszczęśliwione!!! Uśmiechnęlam się do Niego bardzo radośnie! A ON mówił dalej:
„Pocieszeniem Moim jesteś! Towarzyszką Moją Śliczną! Dlatego właśnie dopuszczam Ciebie, Maleńka Moja do Tego najbardziej czulego i najdelikatniejszego miejsca we Mnie! Pocieszylas bardzo SERCE Moje…”
Spojrzałam na SERCE Najdroższe. Wyciągnęłam dłonie i oddałam JE Umiłowanemu mojemu. A ON tulił mnie do SERCA z miłością… Odpoczywalam w Nim…

NAJDELIKATNIEJSZE MIEJSCE

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Leżałam na kamieniach tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany mój był przy mnie. Klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Był smutny i zamyślony…
„Cierpisz bardzo, mój Słodki…” – szepnęłam z trudem.
Maleńki uśmiechnął się do mnie smutno.
„Sama cierpisz bardzo, a myślisz o Mnie i Moim cierpieniu…” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Cierpisz bardzo, Maleńki mój… W samotności, opuszczeniu i odrzuceniu…”
„Jesteś ze Mną w Mojej samotności, w opuszczeniu i odrzuceniu Moim. Jesteś ze Mną, Maleńka Moja.”
„Pragnę być…”
„Jesteś. Do tego miejsca dopuszczam tylko najbliższe Mi dusze. Najwierniejsze. Te, o których wiem, że Mnie nie opuszczą, nie zostawia.”
I Najdroższy położył się obok mnie na kamieniach. Objęłam Go delikatnie i położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Pragnęlam bardzo być z Maleńkim w Jego samotności, opuszczeniu i odrzuceniu… I byłam. Wiem że byłam. Dlaczego? Bo Najdroższy tak powiedział. Nie czułam nic niezwykłego, nic nadzwyczajnego. Ale nie chodzi o to żeby czuć, tylko żeby być. I byłam. Pomyślałam że to musi być bardzo czule i bardzo delikatne miejsce w Najdroższym moim, skoro dopuszcza ON do niego tylko najbliższych i najwierniejszych… Najczulsze i najdelikatniejsze miejsce… Samotność… opuszczenie… odrzucenie…
Lezalam przy SERCU Maleńkiego. Wtulilam się w NIE jeszcze bardziej. Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic… I tańczyliśmy bardzo, bardzo! Umiłowany mój i ja.

O ADWENCIE

Siedzieliśmy na półce skalnej przed wejściem do skalnej szczeliny. Najdroższy mój i ja. To znaczy, Maleńki mój siedział, a ja leżałam w Jego ramionach, w objęciach Jego. Przed nami rozpościeral się widok przecudny na góry mojej modlitwy. Góry były zielone i skąpane w słońcu. A szczyty gór były ukryte w chmurach. Najdroższy mój i ja patrzylismy na te szczyty…
„Jak tu pięknie…” – wyszeptal z uśmiechem Najdroższy i odetchnął głęboko.
„Bardzo…” – przytaknelam.
Po chwili odwrócilam głowę i patrzyłam w Najdroższego mojego. I On patrzył we mnie… Miłość sama…
„Góry są piękne. Ale tu mam widok piękniejszy! Najpiękniejszy w kosmosie!!!”
Najdroższy milczał. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… Oczy Mu płonęly. I ja milczałam. Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic.
„Niedługo Adwent” – szepnęłam po długiej chwili milczenia.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie!
„Tak! Spędzisz go tutaj, Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie. A ON mówił dalej:
„Ale spędzisz go inaczej niż zwykle!”
„Jak?!” – spytalam zaciekawiona.
„Jakby go nie było!”
Otworzyłam usta ze zdumienia!
„Ale jak to…?! Najdroższy mój?? Jak to??”
„Czekasz na Mnie, Maleńka, prawda? Tęsknisz? Pragniesz abym już przyszedł?” – spytal uśmiechając się do mnie Najdroższy.
„No, tak!” – wyszeptalam zdziwiona, że Maleńki w ogóle o to pyta. Przecież wie…
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Maleńka Moja… Ty już żyjesz w Adwencie!”
Olśnienie!!!
„To prawda… Wiesz, mój Słodki, kiedyś moje Duchowe Dziecko powiedziało, że moje życie to Wielki Post. Ale teraz myślę że moje życie to Adwent… Radosne oczekiwanie na Twoje przyjście!”
Maleńki patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego.
„Życie każdego kto czeka na Mnie, kto tęskni, kto pragnie Mojego przyjścia, jest Adwentem!”
Trwalismy w Miłości. Słodki mój i ja…

MALEŃKA KSIĘŻNICZKA

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach szczęśliwa leżałam. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil mnie do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uśmiechem. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.

„Wiesz mój Maleńki? Tak wczoraj rozmyślalam… Skoro Ty jesteś moim Królem to ja powinnam być Twoją poddana…”

„Powinnaś być?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.

„Tak, bo nie jestem… To znaczy jestem, ale… nie czuję się jak poddana.”

„Nie czujesz się?” – spytal znów z cudnym uśmiechem Maleńki.

„Tak! Bo myśląc po ludzku król mieszka w zamku, siedzi na tronie. Jest daleki, niedostępny… A Ty, mój Kroi tulisz mnie w objęciach, w ramionach… Jesteś taki bliski… I mnie wywyższasz! Tak, że czuję się niemal równą Tobie… Ja takie nic… Wiesz, kim jestem, prochem i pyłem, który tylko dmuchnąć i już by go nie było… A Ty, Maleńki mój go wywyzszasz! Kochasz mnie!!!! I nie czuję się poddana tylko Twoim maleństwem… dzieckiem! Tak dzieckiem!!! Córką Twoją! Twoją…”

„Księżniczką!!!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem w oczach.

„Skąd wiesz??!!! Tak!!! Księżniczką! Twoją księżniczką się czuję…”

Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach!

„Bo nią jesteś! Jesteś Moją Księżniczką, Maleńka Moja!”

Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego od ucha do ucha!

„Twoją Maleńką księżniczką…”

„Moja Maleńką Śliczną Księżniczką!”

Najdroższy promienial cały Miłością i czułością. Ja patrzyłam w Najdroższego zakochana i szczęśliwa bez miary!!!

MÓJ KRÓL

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Całowalam Rany Jego… Całowalam Jego przebite, zranione dłonie. Jego stopy, bezwładne. Jego SERCE przeorane, otwarte… Całowalam.

Pocałunek przy pocałunku. Całowalam…

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo! Umiłowany trzymał mnie w objęciach i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach! Był bardzo piękny i uroczysty wielce!!! Patrzyłam zakochana i zachwycona cała!

Tańczylismy bardzo! Po całej szczelinie tańczylismy… Najdroższy patrzył we mnie tak pięknie i promiennie!

„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”-wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.

„Bardzo.”

I wyrwało mi się z głębi serca:

„Kocham Cię, mój Królu!!!”

Maleńki przytulił mnie do Siebie mocno z miłością… I przylgnęłam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem… Tańczylismy bardzo. W Miłości i bliskości bez granic… Mój Król całowal moje obolałe i zmęczone ciało. Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku…

ZNAM!

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Siedzieliśmy na jednym z górskich stoków. Na trawie zielonej. Wokół nas było jasno i ciepło i cicho i dobrze. Najdroższy siedział przy mnie i patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości i bliskości spojrzeniem. Promienial cały uśmiechem. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem i uśmiechałam się do Niego radośnie!
„Maleńki mój! Z Tobą wszystko jest możliwe! Z Tobą mogę wszystko!”
„Możesz! I Ja z Tobą, Maleńka mogę wszystko!”
„Możesz, Najdroższy mój!” – szepnęłam z uśmiechem i bezczelna ufnością.
„A dlaczego?!” – spytal Maleńki śmiejąc się perliscie.
„Ty wiesz, mój Słodki! No powiedz, dlaczego?” – zaśmiałam się również.
Najdroższy spojrzał mi w oczy głęboko i wyszeptal:
„Bo nie jesteś pewna siebie, tylko Mnie. Mnie jesteś pewna!”
„Tak… Gdybym była pewna siebie, nic nie mógłbyś ze mną zrobić! Znasz mnie!”
„Znam! A Ty Mnie znasz, Maleńka Moja?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie promiennie.
„Troszkę znam…” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
„No to powiedz, jaki jestem?”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego, objęłam Go delikatnie i położyłam Go na trawie. Pochyliłam się i patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Najdroższy promienial cały Miłością i czułością wielką. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i ucalowalam Umiłowanego tak jak oblubienica swojego Oblubienca całuje. Potem znów spojrzałam w oczy Ślicznego mojego i szepnęłam:
„Jesteś cały dla mnie, mój Maleńki! Cały dla mnie!!!”
I położyłam głowę na SERCU Najdroższym… Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie.
„Cały dla Ciebie, Śliczna Moja!” – usłyszałam w głębi serca.
Trwalismy w wielkiej miłości i bliskości. W intymności. Najdroższy mój i ja.

JAKI PIĘKNY!!!

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Razem z Nim na Krzyżu wisiałam. Najdroższy tulil mnie do Siebie z miłością i czynił z Sobą jedno. Bardzo pragnęlam być z NIM jedno, jedno z Maleńkim moim. I On to pragnienie spełniał.

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem z Krzyża. Jak On we mnie patrzył! Brakuje mi słów, żeby opisać piękno Jego spojrzenia! Miłości! Brak mi słów…
„Jakiś Ty piękny, Maleńki mój!!! Jakiś Ty piękny!!!”
Najdroższy uśmiechał się do mnie promiennie bardzo. Patrzył we mnie zachwycony ogromnie! Tańczyliśmy bardzo! W górach mojej modlitwy tańczylismy! W dolinach, na szczytach i w chmurach!! Wszędzie tanczylismy! Najdroższy obejmował mnie z Miłością i w tańcu prowadził. Jak pięknie tańczy mój Umiłowany! Jak młody jeleń!!! Jak wiatr!!! Jak promień słońca!!! Jak pięknie tańczy… Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tańczyliśmy bardzo. Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem… Uwielbialam Go z całego serca!
„Jakiś Ty piękny…” – szeptałam z zachwytem.
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Jakaś Ty podobna do Mnie, Maleńka Moja! Jaka podobna!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego od ucha do ucha!!!
Tańczylismy bardzo! Wciąż tańcujemy! Maleńki mój i ja.

MIMO!

Siedzieliśmy na półce skalnej przed wejściem do szczeliny. Najdroższy mój i ja. Przed nami rozpościeral się widok przecudny na góry mojej modlitwy. Szczyty gór były zielone i skąpane w słońcu. Siedzieliśmy i patrzylismy na te szczyty. W pewnej chwili Najdroższy pochylił się i położył głowę na moim ramieniu. Pomyślałam że pewnie jest bardzo zmęczony… Wzięłam Go w ramiona, w objęcia i przytuliłam do siebie. Do serca swego.
„Odpocznij we mnie, Maleńki mój…” – szepnęłam z uśmiechem.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie! Wyglądał na bardzo uszczęśliwionego!!! Leżał w moich ramionach jak dziecko… Jak niemowlę… Wtulony we mnie uśmiechał się do mnie słodko.
Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana i zachwycona cała…
„Mama? Mama…?!” – spytal Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
„Tak, mój Słodki! Jestem Twoją mamą!”
W jednej chwili znalazłam się w wielkiej Swiatłości! Wielkiej!!! Ciepłej i bardzo przyjaznej i cichej! Przed sobą nic nie widziałam. Tylko jasne, ciepłe światło. Zorientowałam się, że podobne światlo mam w sobie, w sercu… I z tej światłości usłyszałam cichy dźwięczny szept:
„Rodzisz Mnie w wielu sercach, Maleńka Moja! I urodzisz w wielu!”
„Cieszę się! Bardzo!” – szepnęłam wpatrzona w Światłość.
„Mimo że często sprawia Ci ból, cierpienie?”
„Mimo!!!”
I znów siedziałam na półce skalnej i trzymałam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uśmiechał się do mnie cudnie. A ja uwielbialam Go z całego serca!!!

NIŻ KIEDYKOLWIEK WCZEŚNIEJ…

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam. Cała obolała i cierpiąca bardzo. I bardzo zmęczona… Zanurzona w Miłość, leżałam. Byłam bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Z zamkniętymi oczami leżałam. Gdy tylko je z trudem otworzyłam, same mi się zamykaly… A Maleńki taki był piękny… Promieniejacy Miłością i czułością niewyobrażalna. Bliskością bez granic…. Pragnęlam w Niego patrzeć. I gdy tylko oczy mi się zamykaly ze zmęczenia, ja znów je otwieralam. Otwieralam i patrzyłam w Najdroższego mojego. I uśmiechałam się do Niego radośnie. I znów powieki mi się zamykaly, a ja znowu je otwieralam. I uśmiechałam się do Umiłowanego mojego. A ON patrzył we taki piękny, bliski i kochający… A że uparta jestem, pomyślałam że gdyby oczy miały ciągle mi się ze zmęczenia zamykać, to ja je będę ciągle otwierać. Chciałam podziwiać Najdroższego mojego… Powieki znów opadały,… Maleńki zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec Swą oblubienice całuję. Oczy mi się zamknęly… A ja… wciąż Go widziałam!!! Wciąż widziałam Najdroższego mojego!!! Mimo zamkniętych oczu!!! Patrzył we mnie rozpromieniony uśmiechem i zachwytem! Umiłowany mój… Uśmiechałam się do Niego najpiękniej jak potrafilam. Od ucha do ucha! Na całego!!! A Maleńki całowal moje obolałe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczke… Całował.
„Pragnę…” – wyszeptalam z trudem.
Maleńki przyłożyl moje usta do Rany SERCOWEJ i dał mi pić. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. A Najdroższy wciąż całował moje obolałe ciało. I był bliższy niż kiedykolwiek wcześniej… Maleńki mój!

TO ZASZCZYT!

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Razem z Nim na Krzyżu wisiałam.

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Najdroższy siedział na jednym z górskich stoków, na trawie. Siedział, trzymal mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Leżałam cała zanurzona w ramionach Najdroższego mojego. W Maleńkim moim leżałam. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem…
„Jak mogę Ci usłużyć, mój Słodki?” – spytalam uśmiechając się do Umiłowanego radośnie.
„Służysz Mi, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwością .
„Ja Tobie służę?! To Ty mi służysz, Maleńki mój! Leżę sobie w Twych objęciach, bezpieczna i szczęśliwa! Ty mnie tulisz do SERCA… To TY mi sluzysz!”
Najdroższy pochylil się nade mną jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy głęboko. W Jego oczach widziałam Otchłań Męki Umiłowanego mojego. I siebie wisząca z Najdroższym na Krzyżu. Obejmowałam Go z czułością…
„Służysz Mi, Najmilsza Moja. Swoją miłością Mi służysz! Jesteś ukojeniem i odpocznieniem w cierpieniu Moim” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„To nie służba… To zaszczyt!”
Patrzyłam w oczy Najdroższego mojego. I On patrzył w moje oczy. Tańczylismy bardzo. W Miłości.

NASZE NIEBO

Byliśmy w górach mojej modlitwy. Umiłowany mój i ja. Siedzieliśmy na jednym ze stoków górskich, na trawie. Ja siedziałam, a Najdroższy mój leżał na trawie a głowę położył na moich kolanach. Pochylałam się nad Najdroższym moim z miłością i uwielbieniem i uśmiechałam się do Niego uszczęśliwiona i zakochana cała! Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością. Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością, szczęściem i zachwytem! Patrzył we mnie jak w obrazek… Wokół nas było ciepło i jasno i cicho.
„Tak sobie wyobrażam Niebo…” – szepnęłam prawie bezglosnie, żeby nie zmącić panującej ciszy i uśmiechałam się do Najdroższego radośnie.
„Czyli jesteś w Niebie!”- Maleńki zaśmial się perliscie.
„Tak! Gdy jestem z Tobą, jestem w Niebie! Bo moje Niebo to TY!” – wyszeptalam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Rozpromienil się ogromnie! Trwalismy w milczeniu dłuższą chwilę wpatrzeni w siebie nawzajem.
Potem Najdroższy szepnął:
„Teraz Ja, Maleńka Moja, pokażę Ci Moje Niebo!”
Wstał i podał mi swoją dłoń pomagając mi wstać. Pomyślałam że pewnie zaraz pokaże mi coś niesamowitego i ekscytującego! Tymczasem Najdroższy wziął mnie w objęcia, na ręce i usiadł na trawie… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością. Promienial cały uśmiechem i bliskością. Patrzył we mnie jak w obrazek… Z zachwytem bez granic! A ja leżałam w ramionach Jego zakochana do szaleństwa i uszczęśliwiona bez miary!
„To jest Moje Niebo! Moje Niebo to TY, Maleńka Moja!”
Patrzyłam poruszona do głębi serca i pozpromieniona Miłością i szczęściem! Milczeliśmy. Zapatrzeni w siebie nawzajem. Najdroższy był moim Niebem, a ja Jego… Niebem. To niesamowite!!!

NAJWAŻNIEJSZE!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W objęciach Maleńkiego, Słodkiego mojego leżałam. Leżałam cierpiąca, obolała i zmęczona bardzo bardzo leżałam. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki i otworzyć oczy. Słyszałam bicie JEGO SERCA. I byłam szczęśliwa! Bardzo szczęśliwa!
„Nie masz siły i cierpisz bardzo, Moja Śliczna…”usłyszałam cichy, ciepły i pełen tkliwości głos Maleńkiego mojego.
Otworzyłam oczy z trudem i uśmiechałam się do Niego radośnie, od ucha do ucha!
„Ale mam Ciebie, Maleńki! To najważniejsze!!!”
„Cala jesteś w Moich rękach!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac bliskościa i cudnym uśmiechem.
„Taaak!”
Lezalam w ramionach Najdroższego mojego i tańczyłam dla mojego Słodkiego! Bardzo, bardzo tańczyłam! Na szczytach mojej modlitwy tańczyłam! Wciąż tańcze bardzo!

ŻYCZĘ SOBIE

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo! Maleńki trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA. Objęłam Maleńkiego mojego za szyję i przytulilam swój policzek do Jego policzka.
„Najdroższy, pragnę Cię!”
„Dostaniesz czego pragniesz, Maleńka Moja!”
„Nie czego, ale Kogo, mój Słodki! I już dostaję! Dajesz mi Siebie!”
Najdroższy z tkliwoscia i czułością wielką dotykał miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej.
„Bardzo Cię bolą, Maleńka Moja…”- wyszeptal Najdroższy ze współczuciem.
„Bardzo. Ale zatańczmy, Maleńki mój. Proszę!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i chwilę później tańczyliśmy w górach mojej modlitwy! Ponad szczytami! W chmurach! Maleńki obejmował mnie z Miłością i w tańcu prowadził! Patrzył we mnie z takim zachwytem… i szczęściem wielkim…
„Najdroższy,.. Najdroższy…” – szepnęłam z czułością i uwielbieniem.
„Czego sobie życzysz, Moja mała Pięknotko?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie promiennie
„Kochać Ciebie jeszcze bardziej!” – szepnęłam uśmiechając się do Umiłowanego od ucha do ucha.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie… Zanurzał mnie w Sobie, otulał Sobą. I czynił z Sobą jedno!

TĘSKNI I UWIELBIA!

Tańczyłam bardzo! W górach mojej modlitwy tańczyłam! Ponad szczytami, w chmurach! Tańczyłam… Wirowalam! Kręcilam piruety i salta! Tańczylam i tęskniłam bardzo… Najdroższego mojego nie było… Zniknął gdzieś… Zamknęlam oczy i tańcząc tęsknilam… Tęsknilam za moim Ślicznym… Za moim Słodkim tęskniłam! Pragnęłam, żeby wziął mnie w objęcia i przytulił do SERCA. Tęsknilam więc tańcząc z zamkniętymi oczami… W pewnej chwili otworzyłam oczy. Otworzyłam oczy… i zobaczyłam Najdroższego mojego!!! Stał nieopodal z rozlozonymi szeroko rękami i patrzył we mnie z zachwytem! Gdy tylko Go zobaczyłam, przerwałam taniec i rzuciłam się Najdroższemu na szyję!!! Maleńki wziął mnie w objęcia w ramiona i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic.

„Tęsknilam…” – wyszeptalam wpatrzona w Maleńkiego. A mój szept brzmiał jak lekka wymówka, że mój Najdroższy do tego dopuścił, że pozwolił na to żeby Jego Maleńka tęskniła.

„I Ja, choć byłem przy Tobie, Maleńka Moja, tęsknilem za Tobą!”

„Byłeś przy mnie…?! I… tęskniles??!”

„Myślałaś Maleńka, że tylko Ty uwielbiasz gdy Cię tule do SERCA?!”

I przytulajac mnie mocno i z czułością wielką, wyszeptal:

„Uwielbiam!!!”

Wtulilam się w Maleńkiego mojego jeszcze bardziej. Bliżej.

„Maleńki, proszę daj mi pić…”

Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie. Przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. Piłam ile chciałam. Tyle aż zaspokoilam pragnienie. A potem tańczylismy w przytuleniu. W Miłości i bliskości bez końca. Mój Słodki, mój Śliczny i ja.

JESIENNE IMPRESJE

Wczoraj zaczęłam malować nowy obraz. Już mu dałam tytuł „Jesienne impresje”. Miał on być melancholijny, smutnawy, nostalgiczny, smętny… 😁 Wczoraj popołudniu „malnęłam” prawie cały szkic.. Wyszedł mi całkiem inny niż zamierzałam! Bujny, radosny i kolorowy! 😊 Uśmiechnęłam się sama do siebie i pomyślałam, że ja nawet smutnych obrazów malować nie mogę! Radość Najdroższego, która jest we mnie, aż się ze mnie wylewa! I nie mogę jej powstrzymać. I bardzo dobrze! 😊 Szkic zostanie taki jak jest. Tytuł „Jesienne impresje” też zostanie. Zostawię, bo mi się podoba!

Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil mnie do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością nie do opisania. I patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i zachwytu. Jak w obrazek we mnie patrzył… A ja leżałam w Jego ramionach, w objęciach Maleńkiego mojego leżałam. I byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem. Niemowlęciem Maleńkiego byłam! Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością…
„Jakaś Ty piękna, Moja Słodka! Coraz piękniejsza!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Dzięki Tobie, Maleńki Mój! Tylko dzięki Tobie!” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
„Dzięki Twojej ufności i miłości!” – wyszeptal Najdroższy z promiennym uśmiechem.
„Ufność i miłość też mam dzięki Tobie! Wiosnę i radość w sercu! Taką radość, że gdy maluję jesień to wiosna wychodzi!!!” – uśmiechnęlam się do Umiłowanego od ucha do ucha.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną!
„Pamiętasz Maleńka Moja to przysłowie, które niedawno powiedziałaś? ‚Bo kto z kim przestaje, takim się staje’?”
„Pamiętam, mój Słodki! Pamiętam…”-patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem. A ON tulil do SERCA mnie – Swoje dzieciątko. Pieścił, całowal mnie, Swoje niemowlę i cieszył się mną. W bliskości bez granic…

CZYNI Z SOBĄ JEDNO!

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Ja wisiałam cierpiąca, obolała i zmęczona bardzo. Bez sił. Przygwozdzona do Krzyża zupełnie, całkowicie. Umiłowany, Najdroższy był przy mnie. Obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą! Otulał mnie, przytulał mnie… Zanurzał w Sobie, zatapial. I czynił z Sobą jedno… Jak? Cierpiący był bardzo, niezmiernie… Zanurzając mnie w Sobie przenikal mnie Sobą, przeswietlal. I łączyl moje cierpienie ze Swoimi Cierpieniami. W jedno. I przemieniał w Miłość… Otulal mnie Sobą Maleńki mój! Obsypywal mnie pocałunkami! Jak deszczem! Wodospadem! Wodospadem Miłości!!! Przylgnęłam do Maleńkiego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. A ON przenikal mnie niemal fizycznie. I czynił z Sobą jedno.
Tańczylismy bardzo! Bardzo! W górach mojej modlitwy! W dolinach! Na stokach górskich! Na szczytach! I ponad szczytami, w chmurach! Ja cała zanurzona w Najdroższym moim! A ON wpatrzony we mnie Swym cudnym spojrzeniem! Promieniał cały szczęściem i uśmiechem! Jak w obrazek we mnie patrzył… Jak w bezcenny skarb! Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa, rozpromieniona Miłością! A w sercu moim panował pokój i radość! I ciepłe, jasne światlo! Wiosenny, rześki poranek… Najdroższy go uczynił! Najdroższy, Maleńki mój karmil mnie Sobą. Otulal mnie Sobą. I czynił z Sobą jedno… Tańczylismy bardzo! W wielkiej Miłości i bliskości wielkiej. W wielkiej intymności… Czynił z Sobą jedno! Wciąż czyni jedno.

JESTEM!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam w Maleńkiego mojego z miłością i uwielbieniem.
„Najdroższy, czy mogę Cię o coś spytać?”
Maleńki pogladzil delikatnie mój policzek.
„O co tylko chcesz, Maleńka Moja. Pytaj!”
„Powiedziałeś że jestem Ci ukojeniem i odpocznieniem w Twoim cierpieniu. Jak to możliwe?”
„Nie wierzysz Mi?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Wierzę! Ale nie rozumiem… Jak takie nic jak ja, proch i pył, może być ukojeniem i odpocznieniem w cierpieniu Boga…?”
Patrzyłam w oczy Najdroższego mojego…
„Przez miłość! Bo kochasz, Maleńka!”
„Kocham Ciebie! Ale…” – chciałam powiedzieć że moja miłość nie jest tak wielka, żeby sprawić ukojenie i odpocznienie. Ale Najdroższy mi nie pozwolil. Zamknął mi usta pocalunkiem.
„Musisz być bardziej pewna siebie, Moja Śliczna! Pewna swojej wartości i swojej Miłości do Mnie. Jak Mnie kochasz?” – spytał Maleńki uśmiechając się do mnie z czułością pobłażliwą.
„Życie bym dla Ciebie oddała, Maleńki mój! Zresztą myślę że oddaję tańcząc…”
Maleńki patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uśmiechem…
„Mnie o swojej miłości nie musisz przekonywać! Ja wiem jak Mnie kochasz. Więc jak Mnie kochasz?”
Najdroższy wciąż promienial cały uśmiechem.
„Kocham! Z całego serca!!! Nad życie!!! Kocham Cię na zabój!!!”
„I to Mi się podoba!!!” – Najdroższy zaśmiał się perliscie! Słodko…
„Mi też…” – szepnęłam zachwycona cała.
„Nawet nie wiesz jak oczy Ci płoną ogniem, Maleńka Moja!”
„Wiem, Najdroższy mój! Widzę moje oczy w Twoich oczach!”
Rzeczywiście widziałam…
Maleńki mój rozczulił się niezwykle, rozświetlił…
„Jesteś ukojeniem i odpocznieniem w cierpieniu Moim, Maleńka!”
„Jestem…!”- szepnęłam rozpromieniona miłością.
Najdroższy mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Czule i słodko. W intymności wielkiej…

JEDNO Z NAJDROŻSZYM

Byliśmy w szczelinie skalnej. Najdroższy mój i ja. Leżałam na kamieniach cierpiąca i zmęczona bardzo leżałam. Najdroższy mój klęczał przy mnie. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Leżałam z przymkniętymi oczami. Bez sił. Jednak widziałam Spojrzenie Maleńkiego mojego, Spojrzenie Miłości i bliskości bez granic. Może bardziej niż widziałam, czułam je na sobie. W sobie… Najdroższy pochylal się i dotykał mojego obolałego ciała. Dotykal miejsc w moim ciele, które mnie bolały. W końcu zaczął dotykać najbardziej czulego miejsca w moim ciele. Miejsca, które bolało mnie najbardziej. Moich jelit. Dotykał delikatnie i z namaszczeniem wielkim… Z miłością i czcią.
„Bardzo Cię bolą, Maleńka Moja? Bardzo… prawda?”
Chciałam powiedzieć Najdroższemu, że nie, że w miarę, żeby się nie martwił, nie przejmowal się, że daję radę… Chciałam tak powiedzieć. Ale nie mogłam. Wiedziałam że nie mogę tak powiedzieć…
„Bardzo, Najdroższy mój! Bardzo…”
Maleńki spojrzał we mnie z ogniem Miłości w oczach. I zaczął całować to miejsce w moim ciele. Całował moje jelita… Najdroższy… Nie brzydzil się… Całowal z miłością i namaszczeniem wielkim. Pocałunek przy pocałunku. Całowal. A Jego pocałunki były mi ukojeniem w cierpieniu.
„Najdroż…” – szepnęłam z trudem.
Mój Słodki, Jego twarz, natychmiast pojawiła się przed moją twarzą.
„Tak, czego sobie życzysz, Maleńka Moja?!” – oczy Umiłowanemu płonęły Miłością.
Objęłam ze wzruszeniem Najdroższego za szyję i przytuliłam Jego twarz do mojej twarzy. Policzek do policzka.
„Kocham Ciebie!” – wyszeptalam prawie bezglosnie.
Maleńki obejmował mnie z Miłością… Zatapial w Sobie. I zobaczylam jak z SERCA Najdroższego, z Jego Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. I usłyszałam:
„Tyś ukojeniem i odpocznieniem w Cierpieniu Moim, Moja Śliczna!
Najdroższy otulal mnie Sobą, Miłością. I czynił z Sobą jedno. Jedno…

JAK POTĘŻNA GÓRA…

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Cały był Miłością i bliskością bez granic. Cały był mój i cały był dla mnie. A ja byłam Jego dzieciątkiem, maleństwem! Niemowlęciem Maleńkiego byłam! Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Słodki… mój Pięknisiu…” – szeptałam z miłością.
Patrzyłam w Maleńkiego…
Choć na zewnątrz szalały burze z piorunami, właściwie nieustannie przetaczały się tornada i huragany, w sercu moim panował pokój. Pokój, miłość, radość i szczęście! A przede wszystkim światło! Niczym niezmącone jasne, ciepłe światło. Jak w wiosenny rześki poranek…
Choć w oczy wieje wiatr i deszcz zacina, tak, że często nic nie widzę. To jednak dzięki Najdroższemu stoję prosto jak strzała, nieugięta, nieporuszona i twarda…
„Jak góra!” – wyszeptal Najdroższy wyrywając mnie z zamyślenia.
„Taaak… jak góra…”
Patrzyłam w Maleńkiego zdumiona do głębi serca…
„Góra, która ma rysę, szczelinę…” – Najdroższy wypowiadal każde słowo powoli, przenikal mnie niemal fizycznie tymi słowami… Zerwałam się z ramion Najdroższego mojego! Skoczylam na równe nogi. I runelam do stóp Umiłowanego!!! Zaczęłam całować JEGO stopy. Całowalam ze wzruszeniem.
„Dziękuję… Dziękuję Ci! Dziękuję!!!” – szeptałam.
Najdroższy pogładził mnie po głowie i podniósł. Klęczałam przed Nim i On klęczał przede mną. Ujął moją twarz w Swoje dłonie. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Jesteś niczym góra, wielka potężna góra! Twarda i niewzruszona. Szczyt jej sięga nieba. Dzięki Twej pokorze, cichości i ufności wielkiej mogłem Cię taką uczynić! Wywyższyć Ciebie, Maleństwo Moje! Umocnić!”
Patrzyłam w Oblubieńca rozpromieniona… wzruszona. Ze łzami szczęścia w oczach… Położyłam głowę na Jego ramieniu. Najdroższy objął mnie z czułością. Zanurzał w Sobie. I czynił z Sobą jedno…

W ODDANIU WZAJEMNYM

Tańczylismy bardzo! W górach mojej modlitwy! Ponad szczytami! Na stokach górskich!! W chmurach! Tańczyliśmy bardzo! Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… bliskości i intymności. Cały był Miłością. Cały był mój. I cały był dla mnie… Patrzyłam w mojego Ślicznego z miłością i uwielbieniem. Zakochana, zachwycona i szczęśliwa cała!!!

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy wisiał na Krzyżu i cierpiący był bardzo… Niezmiernie… Ogromnie… Objęłam Go delikatnie i całowalam Rany Maleńkiego mojego. Całowalam z czułością, z miłością i uwielbieniem. Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku… Ze czcią i namaszczeniem wielkim całowalam. W bliskości i intymności wielkiej. Całowalam Rany Najdroższego mojego. Cała byłam Jego i cala dla NIEGO. Maleńki zanurzał mnie w Sobie i czynił z Sobą jedno…

Tańczylismy bardzo! Nagle straciłam siły i w tańcu osłabłam. Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swojego.

„Maleńka… jesteś Mi ukojeniem i odpocznieniem w cierpieniu Moim. Odpocznij we Mnie teraz!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach. Popatrzyłam w mojego Ślicznego z wdzięcznością. Wtulilam się w Maleńkiego mojego jeszcze bardziej. Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic. W oddaniu wzajemnym.

DOTYK MIŁOŚCI

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Na Krzyżu obolała i zmęczona bardzo wisiałam. Cierpiąca niezmiernie wisiałam. Tęsknilam bo Najdroższego mojego nie było… Tęsknilam… Wisiałam i tęskniłam. Nagle Coś pojawiło się przede mną i zaczęło mnie dotykać. Zaczęło dotykać mojego obolałego ciała. Dotyk tego „Czegoś” był obcy, zimny, nieczuły, nieczysty. Zły. Wzrygnelam się…
Chciałam się bronić przed tym dotykiem. Chciałam, ale nie mogłam. Ręce i nogi miałam przygwozdzone do Krzyża. Dotyk stawał się coraz bardziej natarczywy i natrętny. A w moim sercu zaczął pojawiać się niepokój i cień…
„W Imię Najdroższego mojego zostaw mnie i odejdź!!! W Imię Najdroższego!!!”
Obcy dotyk natychmiast ustał, a to „Coś” znikło.
Odetchnęłam z ulgą… Wisiałam i tęskniłam… I zobaczyłam przed sobą Maleńkiego mojego. Patrzył we mnie z wielką tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Poruszony bardzo patrzył we mnie… Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego radośnie!!!
„Najdro….” – szepnęłam z trudem.
Maleńki dotknął dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością.
„Ja jestem z Tobą, Maleńka Moja! Ja jestem!”
I objął mnie Najdroższy z tkliwoscia i i wziął na ręce. Wziął mnie w ramiona i tulil do SERCA Swego.
„Odpocznij, Maleńka Moja. Odpocznij Moja Śliczna!”
„Taaak…!” – szepnęłam. I położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie.
Leżałam w ramionach Najdroższego mojego. A Maleńki dotykał moje cierpiące ciało. Z delikatnością i czułością wielką dotykał z miłością i czystością. I z intymnościa i bliskością. Najdroższy dotykał mnie. A ja pozwoliłam Mu się dotykać. Tylko ON mógł mnie dotykać. Tylko ON mógł tak mnie dotykać. Dotykal dotykiem Miłości.