DZIECKO OFIARĄ

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego” i wydawca tego katolickiego tygodnika, czyli archidiecezja katowicka mają przeprosić na łamach tej gazety Alicję Tysiąc za naruszenie jej dóbr osobistych – postanowił w piątek Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Sąd tylko nieznacznie zmienił zaskarżony przez „GN” wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach z września ubiegłego roku, który uznał, że gazeta i jej wydawca, czyli archidiecezja katowicka, mają przeprosić powódkę i zapłacić jej 30 tys.zł. Zmiany dotyczą treści przeprosin, które mają zostać zamieszczone na łamach tygodnika.
Tysiąc wywalczyła w Strasburgu zadośćuczynienie za to, że w Polsce nie pozwolono jej usunąć ciąży, choć urodzenie dziecka mogło grozić jej utratą wzroku. Katowicki sąd okręgowy podzielił zdanie powódki, że w komentujących tę sprawę tekstach tygodnika znalazły się sformułowania napastliwe, obraźliwe i pogardliwe.
Sąd I instancji uznał, że niektóre publikacje w katolickim tygodniku nie były krytyką aborcji i wyroku Trybunału w Strasburgu w  sprawie Tysiąc, ale „atakiem na pojedynczą osobę i wyrazem skrajnie negatywnych emocji do tej osoby skierowanych”. Według sądu okręgowego katolicy mogą wyrażać swoją dezaprobatę moralną wobec wykonywania zabiegu aborcji -nazywać aborcję zabójstwem – ale w sensie ogólnym, a nie w odniesieniu do konkretnej osoby, jak zrobił to „GN”.
                                                         / PAP /
—————————————————————————-
„Tym co najbardziej niszczy pokój we współczesnym świecie jest aborcja,ponieważ jeżeli matka może zabić swoje dziecko, co może powstrzymać ciebie i mnie od zabijania się nawzajem” (Kalkuta, 24 września 1996).
                                                                 Matka Teresa

Tak naprawdę prawdziwą ofiarą nie jest pani Alicja Tysiąc tylko jej dziecko.
Co czuje dziewczynka, gdy ma świadomość, że matka chciała ją zabić? Jej matka mówi o tym głośno. „gdybym miała 5 tys. złotych usunęłabym”.
Usunęłaby Julkę i każde kolejne dziecko”.
Jak potem może spojrzeć córce w oczy…
Czy nie wie, że jej córka będzie do końca życia będzie żyć z piętnem dziecka niechcianego i niekochanego……

Read more

KATOLICY ALE…

GUS podaje, że w Polsce jest 33,7 mln katolików co stanowi 95,8% ogółu społeczeństwa polskiego.
Dużo , pomyślałam. Jednak ilu z nich jest katolików wierzących i praktykujących? Tego nie wiadomo. Dużo jest tzw. „katolików, ale”.
„Wierzę w Boga, ale do kościoła nie chodzę, ale żyję na kocią łapę, albo w konkubinacie, żyję bez ślubu jeśli im tak wygodnie, zawsze łatwiej się rozejść
ALE moje dzieci chrzczę tylko dlatego, żeby nie miały problemów, żeby inne dzieci nie wytykały ich palcami. Dla formalności.
Do I komunii dziecko poślę, a potem zobaczymy….Mój dzieciak już jest prawie dorosły, sam niech wybiera czy chce być bierzmowany czy nie, może mu się to kiedyś przydać. A w ogóle to religia to opium dla ludu,
ALE W BOGA WIERZĘ! ”

U mnie w parafii w kościele są pustki. Na Msze przychodzą ludzie starsi. Jest ich coraz mniej…. umierają.
Młodzież przychodzi niechętnie, jakby z przymusu. Niedługo może być tak, że kościół w czasie Mszy będzie całkiem pusty…Tylko ksiądz i Jezus…..
Krzyż wiszący w szkołach, szpitalach i urzędach stał się problemem. Przeszkadza.
Takimi jesteśmy katolikami.
Tymczasem Bóg mówi :Wiem, że nie jesteś zimny
ani gorący. Obyś wreszcie był
zimny albo gorący.
Ponieważ jesteś letni,
pocznę cię wypluwać
z ust moich (por. Ap 3, 15-17)

Dla Boga liczy się jakość, nie ilość.                                  

Read more

IRLANDZKIE ŻYCZENIA

Nazywał się Fleming i był biednym szkockim farmerem.

Pewnego dnia, gdy ciężko pracował w polu usłyszał wołanie o pomoc

dobiegające z pobliskich bagien.

Pobiegł tam i znalazł przestraszonego chłopca,

którego uratował od śmierci.

Następnego dnia przed dom farmera zajechał powóz,

z którego wysiadł elegancki gentleman,

który przedstawił się jako ojciec uratowanego chłopca.

Powiedział do farmera, ze chce mu zapłacić za uratowanie syna.

Farmer odrzekł, ze zapłaty nie przyjmie

gdyż uratował chłopca nie dla pieniędzy.

W tym momencie do domu wszedł syn farmera Alexander.

Czy to twój syn?- zapytał gentelman.

Tak to mój syn.- odrzekł dumnie farmer.

Mam ofertę dla ciebie.

Opłacę naukę dla twojego syna tak,

aby zdobył to samo wykształcenie jak mój syn.

I jeśli chłopak jest taki jak jego ojciec nie zmarnuje okazji

i obaj będziemy z niego dumni?

I tak się stało.

Syn farmera ukończył najlepsze szkoły

i stał się znany na całym świecie, jako

Sir Alexander Fleming, odkrywca penicyliny.

Wiele lat później ten sam chłopiec,

który został uratowany z bagien

zachorował na zapalenie płuc.

Co uratowało jego życie?

Penicylina.

Nazwisko chłopca: sir Winston Churchill.

Ktoś kiedyś powiedział:wszystko powraca…

Pracuj tak jakbyś nie potrzebował pieniędzy.

Kochaj tak jakby nikt nigdy ciebie nie zranił.

Tańcz jakby nikt na ciebie nie patrzył.

Śpiewaj jakby nikt cię nie słuchał.

Żyj jakby był raj na ziemi.

Irlandzkie życzenie dla przyjaciela mówi:

Niech zawsze będzie praca dla twoich rak,

Niech w twoim portfelu zawsze będzie moneta albo dwie,

Niech zawsze świeci słonce w twoim oknie,

Niech przyjaciel zawsze będzie przy tobie,

Niech po każdym deszczu pojawia się tęcza,

Niech Bóg napełni twe serce radością…

Read more

***…

         RACHUNEK  SUMIENIA, co to takiego?  

 

 Czy ufam dobroci i opatrzności Bożej, również w dniach cierpienia i choroby?

 Czy poddaje się udrękom, rozpaczy oraz innym złym myślom i uczuciom?

 Czy korzystam z wolnego czasu, aby zastanowić się nad życiem i rozmawiać z Bogiem?

 Czy przyjmuję chorobę i cierpienia jako sposobność współcierpienia z Chrystusem, który nas odkupił swoją męką?

 Czy żyjąc wiarą,jestem przekonany, że cierpienie znoszone z cierpliwością przynosi pożytek Kościołowi?

 Czy zwracam uwagę na innych i czy mam wzgląd na współcierpiących i na ich potrzeby?

 Czy okazuję wdzięczność tym, którzy się mną opiekują i odwiedzają mnie?

 Czy w chorobie staram się dawać dobry przykład, jak przystoi chrześcijaninowi?

 Czy żałuję za grzechy przeszłości i czy znoszę cierpliwie chorobę i dolegliwości jako wynagrodzenie za nie?

Read more

” Pieśń o Bogu ukrytym „

Pan, gdy się w sercu przyjmie, jest jak kwiat,
spragniony ciepła słonecznego.
Więc przypłyń, o światło z głębin niepojętego dnia
i oprzyj się na mym brzegu.

Płoń nie za blisko nieba
i nie za daleko.
Zapamiętaj, serce, to spojrzenie,
w którym wieczność cała ciebie czeka.

Schyl się, serce, schyl się, słońce przybrzeżne,
zamglone w głębinach ócz,
nad kwiatem niedosiężnym,
nad jedną z róż.

          / Karol Wojtyła /

Read more

PFRON NIE DA PIENIĘDZY DLA NIEPEŁNOSPRAWNYCH DZIECI

Prowadzona przez Annę Dymną fundacja Mimo Wszystko oraz Fundacja Brata Alberta ks.Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, cieszyły się dotychczas uznaniem PFRON.Teraz może się okazać, że będą zmuszone do przerwania terapii swoich niepełnosprawnych podopiecznych. Powód? Wstrzymanie dotacji – alarmuje”Rzeczpospolita”.

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) zmienił zasady przyznawania dotacji. I tak, choć Fundacja Brata Alberta miała obiecane13 mln na sześć lat rehabilitacji, w tym raku musiała ponownie złożyć wniosek. Jak mówi Isakowskicz-Zaleski miała to być jedynie formalność.Okazało się jednak, że pieniędzy nie dostanie.

Do „akcji” przystąpili też rodzice podopiecznych fundacji. – Tyle lat nasze dzieci były rehabilitowane, osiągnęły bardzo dużo, i co teraz?Mają znów siedzieć w domu? – napisali do posłów i senatorów z prośbą o interwencję.

Dymna: jak będzie trzeba będę demonstrować

W konkursie przepadł także wniosek o dofinansowanie fundacji Anny Dymnej. – Osoby niepełnosprawne nie przyjdą demonstrować w obronie swoich świetlic – mówi „Rz” aktorka. I zapowiada stanowczo: – Jeśli pieniądze się nie znajdą, sama wezmę flagę i pierwsza zorganizuję pikietę.

Druga szansa

Rzecznik Funduszu zapewnia „Rzeczpospolitą”, że jest szansa, by fundacja uzyskała jednak dotację, w ramach II konkursu ofert. Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego, to nie rozwiązuje sytuacji. W konkursie bowiem fundacja może dostać maksymalnie 800 tys. zł, a to jest mniej niż połowa tego, czego potrzeba na utrzymanie wszystkich świetlic.

jaś/iga / tvn24.pl /
—————————————–
Takie fundacje powinno się promować a nie odbierać im pieniądze !

Read more

Rozważanie świętej Agonii autorstwa O. Pio

    Duchu Święty, oświeć mój umysł i rozpłomień me serce w rozważaniu Męki Jezusowej. Pomóż mi przeniknąć to misterium miłości i cierpienia mojego Boga, który, stawszy się człowiekiem, cierpi, kona, umiera dla mnie.Wieczysty, nieśmiertelny, zniża się by poddać się niesłychanemu męczeństwu, okropnej śmierci na krzyżu, pośród zniewag, drwin i bluźnierstw, pragnąc ocalić swoje stworzenie, które obraziło Go i które tarza się w błocie grzechu. Człowiek lubuje się w grzechu, a Bóg, z powodu grzechu, jest smutny aż do śmierci. Męki okrutnego konania sprawiają, że zrasza Go krwawy pot… Pod koniec swego ziemskiego żywota, oddawszy się nam całkowicie w Sakramencie swojej Miłości idzie Pan do Ogrodu Oliwnego, znanego uczniom, również i Judaszowi. Po drodze poucza ich i przygotowuje do swojej rychłej Męki. Zachęca ich, aby z miłości do Niego znosili kalumnie, prześladowania aż do śmierci, chce przemienić ich na swoje podobieństwo, swój Boski wzór. W chwili wkroczenia w gorzką Mękę nie myśli o sobie, lecz o tobie… W ogrodzie Mistrz oddala się od uczniów, w towarzystwie tylko trzech świadków swojej Agonii: Piotra, Jakuba i Jana. Czy, widziawszy Go przemienionego na górze Tabor, potrafią rozpoznać Człowieka – Boga w tej istocie przygniecionej śmiertelną trwogą? Wchodząc do ogrodu polecił im:“Zostańcie tutaj! Czuwajcie i módlcie się, byście nie ulegli pokusie”.

     Czuwajcie, gdyż nieprzyjaciel nie śpi. Zawczasu uzbrójcie się w oręż modlitwy, abyście nie zostali zaskoczeni i wciągnięci w grzech.Oto godzina mroków. Oddaliwszy ich odchodzi na rzut kamieniem i kładzie się twarzą ku ziemi. Jego dusza tonie w morzu goryczy i nieprzeniknionego smutku. Zrobiło się późno. Złowieszcze cienie przemykają w bladą noc. Księżyc wydaje się nabrzmiały krwią. Wiatr porusza drzewami i przenika do kości. Cała przyroda zdaje się drżeć w tajemnym przestrachu. O nocy, jakiej nie było! Oto miejsce, gdzie Jezus się modli. Odziera swoje Święte człowieczeństwo z siły, do jakiej ma Ono prawo, zjednoczone z Osobą Boską. Zanurza je w czeluść smutku,trwogi, upodlenia. Jego Duch wydaje się pogrążony… Widzi już teraz całą swoją Mękę. Widzi tak kochanego apostoła Judasza, który sprzedaje Go za kilka groszy… Oto spieszy drogą do Getsemani, by zdradzić Go i wydać! Czyż niedawno nie nakarmił go swoim Ciałem, nie napoił swoją Krwią? Na kolanach umył mu stopy, przytulił do Serca, ucałował je. Czyż nie uczynił wszystkiego, by zatrzymać go na skraju świętokradztwa lub przynajmniej skłonić do skruchy? Ale na nic to się zdało, Judasz gna ku zatraceniu… Jezus płacze. Widzi siebie, wleczonego po ulicach Jerozolimy, gdzie jeszcze kilka dni temu obwoływano Go Mesjaszem. Widzi jak policzkują Go przed Najwyższym Kapłanem. Słyszy wrzaski: “Niech zginie”! On, Twórca Życia, wleczony niby ludzki łachman od jednego do drugiego trybunału. Lud, Jego lud, tak miłowany, tak obdarowywany,wygwizduje Go, popycha, żąda głośno Jego śmierci i to jakiej! Śmierci na krzyżu. Słyszy fałszywe oskarżenia. Widzi, jak biczują Go, nakładają koronę z ciernia, wyśmiewają, oddają Mu pokłony, jak przed fałszywym królem. Widzi jak skazują Go na krzyż, jak pnie się na Kalwarię,upadając pod ciężarem, chwiejąc się, zwalając na ziemię… Oto już na górze, odarty z szat, rozciągnięty na krzyżu, bezlitośnie przybity,wzniesiony między niebem i ziemią. Zwisa bezsilnie przytwierdzony gwoździami, cierpiąc niewymownie. Boże mój! Jakże długa to, trzy godziny trwająca agonia, pośród wrzasków motłochu, pijanego gniewem!Widzi, jak gardło i wnętrzności pali mu ogniste pragnienie, które ugasić ma ocet i żółć. Widzi swego Ojca, który opuszcza Go, i swoją Matkę, złamaną bólem. Śmierć następuje pośród dwu złoczyńców. Jeden wyznaje swoje winy i może być ocalony, lecz drugi bluźni i kona potępiony. Widzi zbliżającego się z włócznią Longinusa, który przebije Mu serce.

     I oto dokonało się najgłębsze poniżenie ciała i duszy, które rozdzielają się… Widzi ˙wszystko ˙po kolei, scenę za sceną, a widok ten przytłacza Go i przeraża. Czy cofnie się? Od pierwszej chwili wszystko przyjął, na wszystko się zgodził. Dlaczego zatem to krańcowe przerażenie? Bo wystawił swoje święte człowieczeństwo niczym tarczę, w którą biją ciosy Sprawiedliwości, znieważonej grzechem. Jego osamotniony Duch żywo odczuwa wszystko, co przyjdzie Mu wycierpieć. Za taki grzech taka kara. Jest zmiażdżony, bo sam wydał się na lęk, na słabość, na skonanie. Wydaje się dochodzić granic cierpienia, leży wyciągnięty twarzą ku ziemi przed Majestatem swego Ojca. Święte Oblicze Człowieka-Boga, które cieszy się błogosławioną wizją Boga, leży oto w pyle ziemi, zmienione nie do poznania. Mój Jezu! Czyż nie jesteś Bogiem? Panem nieba i ziemi? Równym Ojcu? Dlaczego poniżasz się tak bardzo, że aż tracisz ludzki wygląd? Ach, tak… rozumiem! Chcesz nauczyć mnie, owładniętego pychą, że aby obcować z niebem, muszę pochylić się aż do ziemi. Padasz, aby odkupić moją arogancję. Chylisz się aż do ziemi, jakbyś chciał złożyć na niej pocałunek pokoju,pogodzić niebiosa z ziemią… Jezus podnosi się, spogląda błagalnie w górę, wyciąga ramiona i modli się. Jaka bladość śmiertelna okrywa Jego twarz! Błaga Ojca, który odwraca się od Niego. Modli się z synowską ufnością, ale dobrze zna swoje miejsce. Wie, że jest Żertwą ofiarną za cały ludzki rodzaj, wystawioną na gniew obrażonego Boga. Wie, że tylko On może zadośćuczynić nieskończonej Sprawiedliwości i pogodzić Stwórcę ze stworzeniem. Pragnie, domaga się tego. Jednak wszystko w nim jest dosłownie zmiażdżone. Cała Jego natura wzdraga się przed taką Ofiarą.Duch wszakże jest gotów na unicestwienie i twarda walka trwa. Jezu,jakże możemy prosić Cię, byś nam dał siły, kiedy widzimy Cię tak słabymi poniżonym? Tak, rozumiem! Wziąłeś na siebie całą naszą słabość. Żeby dać nam swoją siłę, stałeś się ofiarą. Pragniesz nas nauczyć, że tylko w Tobie mamy pokładać całą naszą ufność, nawet jeśli niebo wydaje się nam ze spiżu. Konając Jezus woła do Ojca: “Jeżeli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich”. Jest to krzyk natury, która zagrożona, z ufnością zwraca się ku niebu. Chociaż wie, że nie zostanie wysłuchany, bo sam tego pragnie, jednak modli się.

     Jezu mój, dlaczego prosisz o coś, o czym wiesz, że nie otrzymasz tego? Jakaż zawrotna tajemnica! Smutek, jaki Cię przygniata,każe Ci żebrać o pomoc i wsparcie, ale Twoja miłość ku nam i Twoje pragnienie, by zwrócić nas Bogu sprawiają, że mówisz: “Nie Moja, lecz Twoja wola niechaj się stanie”. Jego osamotnione Serce pragnie wsparcia. Powoli powstaje, idzie chwiejnym krokiem, zbliża się do uczniów. przynajmniej oni, przyjaciele, powiernicy, pojmą, podzielą Jego udręczenie… Znajduje ich pogrążonych we śnie.Jakże nagle czuje się samotny i odepchnięty! “Szymonie, śpisz? – pyta cicho Piotra. Ty, który zapewniałeś Mnie, że do śmierci Mnie nie opuścisz?” Zwraca się ku innym: “Nie mogliście więc czuwać jednej godziny ze Mną?”. Raz jeszcze zapomina o własnych cierpieniach, myśląc tylko o nich: “Czuwajcie i módlcie się, by nie popaść w pokuszenie!”Zdaje się mówić im: “Jeśli tak szybko zapomnieliście o Mnie, który zmagam się i cierpię, to przynajmniej we własnym interesie czuwajcie i módlcie się”. Ale oni półprzytomni z senności, ledwo Go słyszą. O mój Jezu, ileż szlachetnych dusz, wzruszonych Twoimi skargami, trwa u Twego boku w Ogrodzie Oliwnym, dzieląc Twą gorycz i śmiertelne udręczenie!Ileż serc poprzez wieki wielkodusznie odpowiedziało na Twoje wezwanie!Oby pocieszyły Cię i oby, dzieląc Twoje cierpienia, mogły współpracować w dziele zbawienia! Obym i ja mógł do nich należeć i ulżyć Ci chociaż odrobinę, o mój Jezu! Jezus wraca na miejsce modlitwy i widzi inny, o wiele straszliwszy obraz: wszystkich naszych najdrobniejszych nawet grzechów. Widzi krańcową wulgarność ludzi, popełniających je. Wie, jak bardzo obrażają Boski Majestat. Widzi wszystkie nikczemności, wszystkie sprośności, wszystkie bluźnierstwa brukające serca i wargi stworzone,aby wyśpiewywać Bożą Chwałę. Widzi świętokradztwa, które hańbią kapłanów i wiernych. Widzi potworne nadużywanie sakramentów, które On ustanowił dla naszego zbawienia, a które mogą się stać przyczyną naszego zatracenia. Musi wziąć na siebie całe to cuchnące błoto ludzkiego zepsucia.

     Musi, tak przybrany, stanąć przed Świętością swego Ojca. Musi odkupić każdy grzech z osobna i oddać Ojcu całą Jego zdeptaną Chwałę.Musi, żeby zbawić grzesznika, zejść do tego bagna. Nawet to nie powstrzymuje Go. Błoto niczym potworna fala osacza Go, zalewa,przygniata. Oto staje przed obliczem Ojca, Boga Sprawiedliwości. On,Święty Świętych, uginający się pod ciężarem grzechów, podobny do grzeszników. Któż zgłębi Jego zgrozę i najwyższą odrazę. Ten jęk wstrętu, te straszliwe mdłości? Wziąwszy na siebie wszystko, bez żadnego wyjątku, pada pod potwornym brzemieniem i jęczy pod ciężarem Bożej Sprawiedliwości, w obliczu Ojca, który dozwolił Jemu, swojemu Synowi, ofiarować się jako ofiara za grzechy świata i stać się jakby“potępionym”. Jego czystość wzdraga się pod tym nikczemnym ciężarem,ale widzi jednocześnie Sprawiedliwość obrażoną, grzesznika potępionego… Dwie siły, dwie miłości ścierają się w Jego Sercu.Zwycięża obrażona Sprawiedliwość. Jakiż to jednak widok nieopisanie żałosny! Ten człowiek obarczony wszystkimi naszymi brudami, On,Świętość istotowa, złączony, zewnętrznie ˙choćby, ˙z przestępcami…Drży jak liść. Żeby stawić czoło tej straszliwej agonii, pogrąża się w modlitwie. Pochylony przed Majestatem Ojca błaga: “Ojcze, oddal ode Mnie ten kielich!”. To tak, jakby mówił: “Ojcze, pragnę Twojej Chwały.Pragnę dopełnienia Twojej Sprawiedliwości, pragnę pogodzenia rodzaju ludzkiego. Ale nie za tę cenę! Nie, żebym Ja, sama Świętość, aż tak został splamiony grzechem!… Ojcze, który wszystko możesz, oddal ode mnie ten kielich i znajdź w nieprzebranych skarbach Twojej Mądrości jakiś inny sposób zbawienia. Jeśli jednak tego nie chcesz, niechaj stanie się Twoja, a nie Moja wola!. I tym razem modlitwa Zbawiciela zostaje bez odpowiedzi. Ogarnia Go trwoga śmierci. Dźwiga się z trudem,szukając wsparcia. Czuje, że siły Go opuszczają. Potykając się, kroczy z trudem w stronę uczniów. I znowu znajduje ich śpiących. Jego smutek pogłębia się. Budzi ich tylko. read more

Read more

MIEJCIE NADZIEJĘ…………..

Miejcie nadzieję!… Nie tę lichą, marną

Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,

Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno

Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!… Nie tę jednodniową,

Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,

Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową

Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

Miejcie odwagę… Nie tę tchnącą szałem,

która na oślep leci bez oręża,

Lecz tę, co sama niezdobytym wałem

Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,

Przestańmy ciągłym lamentem się poić:

Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,

Mężom przystało w milczeniu się zbroić…

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje

I przechowywać ideałów czystość;

Do nas należy dać im moc i zbroję,

By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

                     /  Adam  Asnyk  /

Read more

PUSTYNIA

Czym jest dla mnie  Wielki  Post ?  Jak go przeżywam?

Bardzo  pragnęłabym by był dla mnie czasem wyciszenia, uspokojenia. Tego zewnętrznego i  przede wszystkim tego wewnętrznego.
Wokół mnie wszystko krzyczy, cały ten zwariowany świat. Sensacje, plotki, pomówienia…
W mojej głowie jest tak samo. Natłok myśli… nie zawsze dobrych. Kłębią się w moim umyśle jak węże. Otaczają mnie ze wszystkich stron…
Bardzo potrzebuję ciszy.
Chciałabym wyjść  na pustynię. Jak Jezus. Czy bym wytrzymała tam czterdzieści dni? Pewnie nie, ale chciałabym spróbować
Tylko ja, pustynia i… Pan Bóg.
Ja i Bóg.
… stworzenie i Stwórca.
Chciałabym jeszcze raz sobie przemyśleć…..poukładać wszystko na nowo.
Jakie są moje relacje z Bogiem? Jaka jest moja modlitwa?
Czy w ogóle jest modlitwą ? Dialogiem? Rozmową?
Chciałabym usłyszeć głos Boga…
A Jego głos najlepiej słyszalny jest w ciszy.
Na pustyni własnego serca.
Pragnęłabym bardzo Go usłyszeć…
 

Read more

MĄDROŚĆ SYRACHA

Dzisiaj  kiedy czytałam Biblię „sama” mi otworzyła, a ja przeczytałam taki tekst:

Ufność w Panu

11 Niejeden pracuje, trudzi się i spieszy,
    a tym bardziej pozostaje w tyle.
12 Niejeden słaby potrzebuje pomocy,
    brak mu sił i obfituje w biedę,
    lecz gdy tylko oczy Pana łaskawie na niego spojrzą,
    wydźwignie On go z nędzy
13 i podniesie mu głowę,
    a wielu zdumieje się tym, co go spotkało.
14 Dobra i niedole, życie i śmierć,
    ubóstwo i bogactwo pochodzą od Pana*.
17 * Dar Pana spocznie na ludziach bogobojnych,
    a upodobanie Jego na zawsze zapewni im szczęście.
    18 Niejeden wzbogacił się mozołem i swoją chciwością,
    a oto udział jego w nagrodzie:
19 gdy powie: «Znalazłem odpoczynek
    i teraz mogę żyć z moich dostatków» –
    nie wie, ile czasu minie,
    a zostawi je innym i umrze*.
20 Trwaj w przymierzu* twoim i bądź mu oddany,
    a wypełniając je zestarzej się!
21 Niech cię w podziw nie wprawiają czyny grzesznika,
    ufaj Panu i wytrwaj w twym trudzie,
    albowiem łatwą jest rzeczą w oczach Pana
    natychmiast i niespodziewanie wzbogacić ubogiego.
22 Błogosławieństwo Pana nagrodą bogobojnych
    i prędko zakwitnie Jego błogosławieństwo.
23 Nie mów: «Czego potrzebuję
    i jakie dobra mam mieć od tej chwili?»
24 Nie mów: «Wystarczam sam sobie
    i jakież zło może mnie obecnie spotkać?»
25 W czasie pomyślności zapomina się o przykrościach,
    a w czasie przykrości nie pamięta się o pomyślności.
26 A dla Pana łatwą jest rzeczą w dzień śmierci
    oddać człowiekowi według jego postępowania.
27 Godzina nieszczęścia pokrywa zapomnieniem dobrobyt,
    a przy końcu życia wychodzą na jaw sprawy człowieka.
28 Przed śmiercią nikogo nie nazywaj szczęśliwym,
    gdyż dopiero w ostatniej chwili* poznaje się męża.


   

Read more

GORZKIE ŻALE / cz. I /

Gorzkie Żale, to rdzennie polskie nabożeństwo o męce Pana Jezusa. Swe powstanie zawdzięcza Księżom Misjonarzom działającym od połowy XVII wieku w Warszawie, przy kościele św. Krzyża. Założyli oni Bractwo św. Rocha,którego celem było oddawanie czci Panu Bogu, poprzez wspólne modlitwy, procesje i śpiewy. W okresie Wielkiego Postu Bractwo organizowało rozbudowane nabożeństwa pasyjne składające się z trzech części, z których każda poprzedzona była biczowaniem, a śpiew hymnów łacińskich, przeplatany był pieśniami wielkopostnymi w języku polskim. Treść pieśni mówiła bardzo dokładnie o męce Pana Jezusa i dlatego mogła być zrozumiała dla wszystkich. 2 stycznia 1707 roku na polecenie proboszcza Michała Tarło przygotowano książeczkę polską „O Męce Pańskiej”. Wkrótce nabożeństwo uzyskało aprobatę polskich władz kościelnych oraz Stolicy Apostolskiej, która za udział w Gorzkich Żalach udzieliła szereg odpustów. Z czasem trafiły do wszystkich parafii nie tylko w Polsce, ale do środowisk polonijnych Brazylii i Stanów Zjednoczonych. Melodie pieśni wzorowane są na melodyce chorału gregoriańskiego.

WSTĘP – ZACHĘTA

   1. Gorzkie żale przybywajcie,

      Serca nasze przenikajcie.

   2. Rozpłyńcie się,me źrenice,

      Toczcie smutnych łez krynice.

   3. Słońce, gwiazdy omdlewają,

      Żałobą się pokrywają.

   4. Płaczą rzewnie Aniołowie,

      A któż żałość ich wypowie?

   5. Opoki się twarde krają,

      Z grobów umarli powstają.

   6. Cóż jest, pytam,co się dzieje?

      Wszystko stworzenie truchleje!

   7. Na ból męki Chrystusowej

      Żal przejmuje bez wymowy.

   8. Uderz, Jezu, bez odwłoki

      W twarde serc naszych opoki!

   9. Jezu mój, we krwi ran swoich

      Obmyj duszę z grzechów moich!

  10. Upał serca swego chłodzę,

      Gdy w przepaść męki Twej wchodzę

CZĘŚĆ 1

Hymn

   1. Żal duszę ściska, serce boleść czuje,

      Gdy słodki Jezus na śmierć się gotuje;

      Klęczy w Ogrójcu, gdy krwawy pot leje,

      Me serce mdleje.

   2. Pana świętości uczeń zły całuje,

      Żołnierz okrutny powrozmi krępuje!

      Jezus tym więzom dla nas się poddaje,

      Na śmierć wydaje.

   3. Bije, popycha tłum nieposkromiony,

      Nielitościwie z tej i owej strony,

      Za włosy targa:znosi w cierpliwości

      Król z wysokości.

   4. Zsiniałe przedtem krwią zachodzą usta,

      Gdy zbrojną żołnierz rękawicą chlusta;

      Wnet się zmieniło w płaczliwe wzdychanie

      Serca kochanie.

   5. Oby się serce we łzy rozpływało,

      Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało!

      Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości

      Dla Twej miłości!

Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

   1. Jezu, na zabicie okrutne,

      Cichy Baranku od wrogów szukany,

      Jezu mój kochany!

   2. Jezu, za trzydzieści srebrników

        2. Od niewdzięcznego ucznia zaprzedany,

      Jezu mój kochany!

   3. Jezu, w ciężkim smutku żałością,

      Jakoś sam wyznał, przed śmiercią nękany,

      Jezu mój kochany!

   4. Jezu, na modlitwie w Ogrójcu

      Strumieniem potu krwawego zalany,

      Jezu mój kochany!

   5. Jezu, całowaniem zdradliwym

      Od niegodnego Judasza wydany,

      Jezu mój kochany!

   6. Jezu, powrozami grubymi

      Od swawolnego żołdactwa związany,

      Jezu mój kochany!

   7. Jezu, od pospólstwa zelżywie

      Przed Annaszowym sądem znieważany,

      Jezu mój kochany!

   8. Jezu, przez ulice sromotnie

      Przed sąd Kajfasza za włosy targany,

      Jezu mój kochany!

   9. Jezu, od Malchusa srogiego

      Ręką zbrodniczą wypoliczkowany,

      Jezu mój kochany!

  10. Jezu, od fałszywych dwóch świadków

      Za zwodziciela niesłusznie podany,

      Jezu mój kochany!

      Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony,

      Dla nas zelżony i pohańbiony.

      Bądź uwielbiony!Bądź wysławiony!

      Boże nieskończony!

Rozmowa duszy z Matką Bolesną

   1. Ach! Ja Matka tak żałosna!

      Boleść mnie ściska nieznośna.

      Miecz me serce przenika.

   2. Czemuś, Matko ukochana,

      Ciężko na sercu stroskana?

      Czemu wszystka  truchlejesz?

   3. Co mię pytasz? Wszystkam w mdłości,

      Mówić nie mogę z żałości,

      Krew mi serce zalewa.

   4. Powiedz mi, o Panno moja,

      Czemu blednieje twarz Twoja?

      Czemu gorzkie łzy lejesz?

   5. Widzę, że Syn ukochany

      W Ogrójcu cały zalany

      Potu krwawym potokiem.

   6. O Matko, źródło miłości,

      Niech czuję gwałt Twej żałości!

      Dozwól mi z sobą płakać.

Któryś za nas cierpiał rany,

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!             

Read more

MAMA I….. BLOG

Byłotopóźnąjesienią. Byłyśmy akuratzmamąwmieście. Spotkałyśmyznajomą, która poprzywitaniuzwróciłasiędomnie :

– Monikojakity masz pięknyblog.

Podziękowałam, alewduchu pomyślałam – „oho,zarazsięwszystkowyda”.

Panikontynuowała:

– Czytamgo regularnieiczęstosię wzruszam…. Naprawdęmądry blog ,dobrze, żegopiszesz.

Mamabardzozdziwionapowiedziała

– AleMonika nie piszeżadnegobloga!

Teraz zdziwiłasięznajoma.

-Tokto go pisze?!

Musiałam odkryć„karty” 

-To japiszę  tegobloga , odponadroku.Tobyłamojatajemnica.

Pojechałyśmydodomu. Mamaprzezcałyczas siędomnienie odzywała.Była namnie zła, że jejniepowiedziałam, żepiszę bloga….Było jejprzykro….Kiedypróbowałamwytłumaczyć jejdlaczego nie powiedziałam, westchnęła

– Myślałam,żejesteśmy przyjaciółkami….

– Jesteśmy – potwierdziłam- ale zrozum,ja chciałammieć coś co jesttylkomoje, własne,osobiste….Izależytylkoode mnie…

Nadalbyłanamniezła .

Całazłośćiżalzniknęłykiedypokazałamjejbloga.

– Towszystkozrobiłaśsama ?– spytałabardzozdziwiona.

– Tak,wszystkosama – odpowiedziałam.

Potem mama zaczęła czytać. Czytała iczytała i czytała iczytała….Iczytała…

Kiedyskończyła,wyszeptałanibydosiebie,nibydomnie:

– Wiedziałam,żejesteśmądraale niesądziłam,żeażtak……

Zrobiłomisięgłupio.

Wieczoremspytałammamyczyjeszczesięnamnie gniewaoto,że jejtyleczasuniepowiedziałamotym,żepiszębloga.

– NiegniewamsięMoniko….. rozumiemcię

Read more

ŚLUB

Kilka dni temu  wróciłam z podróży. Dalekiej, jak na mnie i bardzo wyczerpującej. Byłam w Warszawie na ślubie koleżanki. O tym, że pojadę okazało się na dwa dni przed ślubem.

 Koleżanka zaprosiła mnie odpowiednio wcześniej, ale z powodu pogody- śniegu i dużego mrozu i odległości nie wiedziałam czy damy (rodzice i ja) radę pojechać. Właściwie byłam pewna, że nie….

 Bardzo chciałam być na jej ślubie, ale w moim wypadku „chcieć” a „móc” to dwie różne rzeczy.

 Monika(koleżanka)bardzo mnie namawiała i nalegała, żebym przyjechała. Mówiła, że będzie jej przykro jeśli by mnie nie było na tej uroczystości.

I tak to się jakoś dziwnie złożyło, że byłam na jej ślubie:).

 Znalazł się samochód i kierowca,który właśnie w tym czasie jechał do W-wy i bardzo chętnie nas zabrał.

 Z Moniką znamy się około 13 lat. Poznałysmy się kiedy ona była w podstawówce a ja kilka lat wcześniej skończyłam „plastyk”.

 Dostała z AMUN-u kartki świąteczne i kalendarz, na zdjęciu zobaczyła dziewczynę o takim samym imieniu i nazwisku jak ona (czyli mnie). Postanowiła do mnie napisać 

 Łączyło nas nie tylko takie samo imię i nazwisko ;). ale i wspólne zainteresowania. Ona także interesuje się malarstwem. Też skończyła liceum plastyczne.

 Korespondowałyśmy dosyć długo,potem zaprosiliśmy ją i jej mamę do nas. Kiedy ja i moi koledzy z AMUN-u mieliśmy wystawę w stolicy, rodzice Moniki zaprosili nas do siebie. I tak zaczęło się wzajemne odwiedzanie. Nasze rodziny się zaprzyjaźniły.

 Monika jest ode mnie9 lat młodsza, ale doskonale się rozumiemy. Dla niej nie ma znaczenia, że jestem chora.Bardzo stara się zrozumieć co do niej mówię, choć  jest to bardzo trudne…
To dla mnie ważne.  

 Teraz zaprosiła mnie na swój ślub. To, że koniecznie chciała, żebym była na tej uroczystości świadczy o tym, że jestem dla niej kimś ważnym.

Najtrudniejsze dla mnie było wejście do ich mieszkania.Mieszkają na drugim piętrze…

 Do tej pory rodzice brali do pomocy brata albo szwagra i po prostu mnie wnosili.Teraz musiałam wejść sama…mama mnie podtrzymywała…jakoś weszłam na 1 piętro… dalej nie miałam sił…Rodzice dalej musieli mnie wnosić.

 W W-wie byliśmy trzy dni, w ostatnim poszliśmy do Muzeum Narodowego.Bardzo lubię tam chodzić,oglądać obrazy.Staram tam być za każdym razem kiedy jestem w W-wie.

 Z powrotem wracaliśmy pociągiem. Nie będę tu się rozwodzić nad (nie)przystosowaniem dworca Centralnego i pociągu do potrzeb osób niepełnosprawnych. Po prostu horror.

  Monika z mężem zapraszali nas, żebyśmy przyjechali do nich latem.

 Nie wiem czy się uda,ale bardzo bym chciała.

Cieszę się, że mam   taką  przyjaciółkę.

Read more

Dziś Światowy Dzień Chorego

 Dzisiaj Światowy Dzień Chorego.

Jak co roku obchodzony on jest w liturgiczne wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, 11 lutego.

W tym roku Papież Benedykt XVI będzie przewodniczył obchodom Światowego Dnia Chorego w Watykanie. Z tej okazji jutro o godz. 10.30 odprawi Mszę św. w bazylice św. Piotra. Uroczystość ta zbiegnie się z 25. rocznicą ustanowienia Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, którym jest obecnie Polak, abp Zygmunt Zimowski.

Na to, że Światowy Dzień Chorego jest dla chrześcijan szczególnym wezwaniem do jeszcze gorliwszego włączenia się w służbę ludziom chorym i tym, którzy się nimi opiekują, wskazuje bp Stefan Regmunt,przewodniczący Zespołu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia KEP. – Dzień ten jest także zachętą do refleksji na temat naszej wrażliwości na osoby chore i ich potrzeby oraz do niesienia im konkretnej pomocy w powrocie do zdrowia lub,jeśli taka jest wola Boża, w godnym przeżywaniu doświadczenia cierpienia i śmierci – mówi biskup.

Światowy Dzień Chorego został ustanowiony przez Jana Pawła II w 1993 r. Przez wiele lat obchodzony był centralnie co roku w którymś z sanktuariów maryjnych w różnych częściach świata.

Dzień Chorego wyznaczono na 11 lutego, gdyż tego dnia rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Lourdes. Od 11 lutego do 16 lipca 1858roku, Piękna Pani ukazała się 18 razy 14-letniej dziewczynce Bernadecie Soubirous. Te fakty wydarzyły się w grocie Masabielle, niedaleko Lourdes.

Główne obchody pierwszego Światowego Dnia Chorego odbyły się w 1993 roku w Lourdes. W rok później 11 lutego 1984 r. Jan Paweł II ogłosił List Apostolski „Salvifici doloris”, poświęcony wartości ludzkiego cierpienia. „Prosimy Was wszystkich, którzy cierpicie, abyście nas wspierali. Właśnie Was, którzy jesteście słabi, prosimy, abyście stawali się źródłem mocy dla Kościoła i ludzkości. W straszliwym zmaganiu się pomiędzy siłami dobra i zła, którego widownią jest nasz współczesny świat, niech Wasze cierpienie w jedności z Krzyżem Chrystusa przeważy” – apelował papież do chorych całego świata.

Papież Benedykt XVI w tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Chorego podkreśla, że poprzez doroczny Światowy Dzień Chorego Kościół pragnie uwrażliwić wspólnotę kościelną duszpasterstwa wśród ludzi chorych.”Posługa ta stanowi integralną część jego misji, ponieważ wpisuje się w istotę zbawczej misji Chrystusa” – głosi orędzie papieskie.

Papież zwraca uwagę, że w aktualnych warunkach historyczno-kulturowych „jeszcze bardziej widać potrzebę starannej i szerokiej obecności kościelnej u boku chorych, podobnie jak obecności w społeczeństwie, zdolnej do skutecznego przekazywania wartości ewangelicznych w obronie życia ludzkiego we wszystkich jego fazach, od poczęcia aż do naturalnego kresu”.

                                                              / ekai.pl /

Dobrze,  że  jest taki dzień.

Read more

***

Wyjeżdżam na kilka dni… Wiem, że to szaleństwo ruszać w Polskę na wózku w taką pogodę. Jednak taka okazja już nigdy się nie powtórzy.
Odezwę się jak wrócę.

Read more

ZBYTNIE TROSKI

22 Potem rzekł do swoich uczniów: „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. 23 życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. 24 Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! 25 Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? 26Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? 27 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują inie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 28 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! 29 I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, inie bądźcie o to niespokojni! 30 O to wszystko bowiem zabiegają narody świata,lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. 31 Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane.

———

                                                                         /Łk.12,22- 31/

Read more

KOCHAJ NAS MAŁY PANIE

1. Królu w stajence zrodzony – błogosław nam

Wzgardzony i odrzucony – błogosław nam

Na sianie w żłóbku marznący – błogosław nam

Ścigany przez rządzących – błogosław nam

Ref.: Kochaj nas Mały Panie betlejemskiej nocy potęgą

I wybacz, że nasze kochanie Twojej Boskiej Miłości nie sięga

2. Królu biedny, bezdomny – błogosław nam

Królu przodków, nasz i potomnych – błogosław nam

Z Matki Dziewicy poczęty – błogosław nam

Słowo do dziś niepojęte – błogosław nam

Ref.: Kochaj nas Mały Panie…

3. Na nasze ludzkie cierpienie – błogosław nam

Na życie pełne zwątpienia – błogosław nam

Na radość w naszej rodzinie – błogosław nam

Na smutne, samotne godziny – błogosław nam

Ref.: Kochaj nas Mały Panie…

4. Na trudne sprawy codzienne – błogosław nam

Na to, co kusi niezmiennie – błogosław nam

Na ukochanie po kres – błogosław nam

Na roześmianie do łez – błogosław nam

Ref.: Kochaj nas Mały Panie…

——————————————–

Piękna kolęda…….

Read more

Dowcip na poprawę nastroju :-)

W ZOO miejskim padł goryl. Rozpoczęto więc starania o sprowadzenie nowego, ale ponieważ zajmuje to trochę czasu, kierownictwo zamieściło ogłoszenie o pracy. Zgłosił się gość, więc mu wyjaśniono, co ma robić. Huśtał się więc w przebraniu goryla codziennie aż razu pewnego przesadził i przeleciawszy ogrodzenie wpadł do klatki z lwem.

Biega od kraty do kraty i drze się:

– „Lew, lew, ratunkuu!!!”

Lew patrzy z przerażeniem i pewnej chwili nie wytrzymuje:

– „Ty, cicho bądź, bo nas obu z tej roboty wywalą!”

Read more

O „REAKCJI NA WIDOK” RAZ JESZCZE

Kiedyś  przyjechała do  mnie w  odwiedziny koleżanka  z  mężem. Ona także jest  na  wózku inwalidzkim,  nie ma  obu rąk i  jednej  nogi.  Taka się  urodziła.

Akurat  była  niedziela więc  pojechałyśmy razem  do kościoła.

Wydawałoby się, że  mieszkańcy  mojej miejscowości  są oswojeni  i  obyci z chorobą,  niepełnosprawnością.Widują  mnie na co dzień,  znają mnie.

Wydawałoby  się…

Podczas wysiadania  z  samochodu i  drogi  do kościoła widok  chorej  koleżanki   wzbudził  sensację !  Każdy  kto koło nas  przechodził  gapił  się  na nią.

Ludzie przystawali,  otwierali  oczy i  usta  ze zdziwienia. Wbijali  w  nią swój  wzrok.  

Jakby  była jakimś  dziwolągiem  a nie człowiekiem.

W  kościele  było tak  samo… ludzie  zamiast  się  modlić  gapili  się na  nią.

Było  mi  za nich  wstyd.

 Rozumiem,  że jej wygląd  mógł  budzić ciekawość  i zainteresowanie,  ale  oprócz tego  jest  jeszcze kultura.

Koleżanka  jednak  nawet nie  zareagowała  na  te ich  spojrzenia. Może  robiła to  z  grzeczności, a  może  zdążyła  się już  przyzwyczaić      

Read more

O UŚMIECHU

Uśmiech na twarzy twej pozwala każdemu bez obawy zbliżyć się do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś się zapytać, bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby, grzeczną odpowiedź. Nieraz uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej, smutnej, zbolałej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa (…). Czy zawsze łatwo przechodzić przez świat darząc ludzi tym stałym uśmiechem świadczącym o szczęściu Bożym w duszy? O nie! Do tego trzeba hartu duszy, siły woli i złączenia z Bogiem. (…) Uśmiech ten świadczy, że dusza czerpie w Sercu Bożym tę ciągłą pogodę duszy, że umie zapomnieć o sobie, pragnąć dla innych być promyczkiem szczęścia.

Idźcie w świat z uśmiechem na ustach, idźcie rozsiewać trochę szczęścia po tej łez dolinie uśmiechając się do wszystkich, ale  szczególnie do smutnych, do zniechęconych życiem, do upadających pod ciężarem krzyża, uśmiechając się do nich tym jasnym uśmiechem, który mówi o dobroci Bożej.

                                                 Św. Matka Urszula Ledóchowska

Read more

Modlitwa św. Patryka

Bądź, Jezu, ze mną!

Po mej prawicy po mej lewicy.

Ogarnij mnie ze wszystkich stron.

Bądź w sercach wszystkich, co o mnie myślą.

Bądź w ustach wszystkich, co o mnie mówią.

Bądź w oczach, które mnie widzą.

Bądź w uszach, które mnie słyszą.

Bądź, Jezu, ze mną!

Ogarnij mnie ze wszystkich stron.

Amen.

Read more

DZIEŃ BABCI

Kochana Babciu, dziś jest Twoje Święto, Życzę żebyś była zawsze uśmiechnięta, szczęśliwa, zdrowa, do żartów gotowa.Żyj nam dwieście lat Babuniu miła, Niech Ci zawsze służy siła, Niech Cię niebo obdarzy opieką Bożą, A nasze wszystkie serca, niech się ku  Tobie otworzą.

Read more

OSWAJANIE ZŁEGO

Może niektórzy z moich  czytelników  dziwią się  dlaczego  ja tak otwarcie piszę  o  swojej chorobie, cierpieniu, niemocy i bezradności?
Robię  to z dwóch  powodów.

Po  pierwsze uważam,że nie  mam  powodów, żeby  cokolwiek  ukrywać albo się  czegoś wstydzić. Jestem normalną kobietą tylko że  chorą. Żyję, myślę,  czuję , jak każdy. Mam  swoje radości  i smutki, swoje marzenia. Tak  naprawdę od innych, zdrowych  odróżnia  mnie tylko to, że siedzę  na wózku  inwalidzkim. To dużo i  mało. Dużo, bo wózek  mnie jakby wyróżnia, wyodrębnia  od innych. Ludzie  najpierw  widzą  wózek  a  dopiero potem    mnie. A  mało , bo dla mnie to  normalność. Nie  znam innego  życia. Nauczyłam  się  żyć z  chorobą.

Po drugie… robię to specjalnie.

Dziś  najlepiej  być młodym, zdrowym  i  bogatym. Starych i  chorych traktuje się  jako ludzi  drugiej kategorii. Jak  kulę u nogi. Najlepiej jakby  ich  w ogóle nie było.

Psują tylko ogólny widok.

Ludzie boją się chorych, niepełnosprawnych. Nie wiedzą  czy  i jak do  nas podejść. Boją się  swoich reakcji. Boją  się  nas urazić.

Tymczasem może przyjść taki  dzień, że  sami  będą  potrzebować pomocy innych.

Pisząc o   swojej  chorobie, niepełnosprawności,bezradności  próbuję  jakby oswoić z nią  zdrowych.Chciałabym, żeby  mój  blog był dowodem  na to,  że z  chorobą  można żyć, i to  żyć  w miarę  możliwości, normalnie.     

Read more

PSALMY

Psalm 139
Panie, przenikasz i znasz mnie,
Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły,
widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane.
Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości.
Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę.
Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza, zbyt wzniosła: nie mogę jej pojąć.
Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza?
Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę.
Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza:
tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica.
Jeśli powiem: „Niech mię przynajmniej ciemności okryją i noc mnie otoczy  jak światło”:
sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie,
a noc jak dzień zajaśnieje: [mrok jest dla Ciebie jak światło].
Ty bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.
Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę,
nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi.
Oczy Twoje widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze; dni określone zostały, chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał.
Jak nieocenione są dla mnie myśli Twe, Boże, jak jest ogromna ich ilość!
Gdybym je przeliczył, więcej ich niż piasku;
gdybym doszedł do końca, jeszcze jestem z Tobą.
O Boże, obyś zgładził bezbożnego, niech krwawi mężowie idą precz ode mnie!
Oni przeciw Tobie zmawiają się podstępnie, za nic mają Twoje myśli.
Panie, czyż nie mam nienawidzić tych, co nienawidzą Ciebie,
oraz nie brzydzić się tymi, co przeciw Tobie powstają?
Nienawidzę ich pełnią nienawiści; stali się moimi wrogami.
Zbadaj mnie, Boże, i poznaj me serce; doświadcz i poznaj moje troski,
i zobacz, czy jestem na drodze nieprawej, a skieruj mnie na drogę odwieczną!

Psalmy to pieśni zwrócone ku Panu, stworzone w natchnieniu.Mają charakter  modlitw,  proroctw i  poetyckich refleksji. Prawie wszystkie zostały stworzone przez króla Dawida.

Bardzo lubię je czytać. Wyrażają to co w danej chwili czuję:radość, ból, żal, samotność, uwielbienie i dziękczynienie.

Często myślę, fascynuje mnie to, że ludzie w tamtych czasach czuli to samo co ja…

To niesamowite a jednocześnie bardzo normalne.

Read more

ZA CIĘŻKI……..?

     Był człowiek,który narzekał na swoje życie. Skarżył się, że jest mu ciężko, bo mieszkanie niewygodne, za ciemne, za ciasne, że dochody za małe, że jego rówieśnicy,którzy podobne szkoły ukończyli, zarabiają daleko więcej niż on. Mówił, że innym jest łatwiej żyć, że lepiej dają sobie radę ze złymi ludźmi, z trudnymi okolicznościami, że im wszystko układa się korzystnie, a jemu jest źle i to z roku na rok coraz gorzej. Twierdził, że gdyby się urodził kilkadziesiąt lat wcześniej albo kilkadziesiąt lat później, to wtedy na pewno byłoby wszystko inaczej. Chodził wciąż smutny, skwaszony, zniechęcony.

     Razu pewnego, gdy spał, śniło mu się, że ktoś go budzi. Otworzył oczy i zobaczył postać stojącą koło jego łóżka. Chociaż nigdy Anioła nie spotkał, wiedział, że to jest Anioł.Nie czul w sobie żadnego lęku. Anioł stał nad nim, jakby czekając na jego przebudzenie. A gdy spostrzegł, że on już nie śpi, łagodnym zapraszającym ruchem dał mu znak, aby wstał:

 – Wstań proszę -powiedział.

    Człowiek ów, wcale tym nie zdziwiony, podniósł się z łóżka. Stanął obok tajemniczego gościa.Popatrzył pytająco na niego. A wtedy Anioł z uśmiechem powiedział:

  – Pójdź, proszę, ze mną.

 Człowiek spytał go nieśmiało:

 – Dokąd chcesz,żebyśmy poszli?

 – Zaraz zobaczysz -odpowiedział Anioł.

Podążył więc za nim. Anioł wiódł go przez jego mieszkanie,wyprowadził go na klatkę schodową i zaczął wstępować po schodach na górę.Człowiek wciąż nie wiedział, dokąd idą i co to ma wszystko znaczyć, ale nie śmiał pytać. Był tylko pewny, że to chodzi o jakąś bardzo ważną sprawę, która go bezpośrednio dotyczy. Postępował w milczeniu za Aniołem coraz bardziej ciekawy, dokąd wiedzie go ten wysłannik Boga. Szli długo po schodach, aż stanęli przed drzwiami. W pierwszej chwili nie mógł zorientować się, dokąd drzwi prowadzą, ale za moment poznał, że; to drzwi wiodące na jego strych.Anioł otworzył drzwi i weszli do wnętrza. Wtedy człowiek zobaczył, że to wcale nie jest strych jego domu. To była wielka sala, pod której ścianami stały nagromadzone krzyże – tysiące, dziesiątki tysięcy, nieprzeliczona ilość; krzyże były różne, dziwne: ogromne, małe i całkiem maleńkie, proste i ozdobne, ze złota i z drewna, malowane, heblowane, wysadzane drogimi kamieniami i całkiem zwyczajne, cięte z brzozy. Przyglądał się uważnie tym krzyżom. Każdy z nich był inny. Czasem zdawało mu się, że znalazł dwa identyczne, ale później zauważał,że tak nie jest, że różnią się pomiędzy sobą przynajmniej jakimś szczegółem.

 Po chwili człowiek przełamując nieśmiałość spytał Anioła:

 – Skąd tu tyle krzyży? Po co tu stoją? Do kogo należą? Usłyszał jego głos:

   – To są ludzkie krzyże.

-Ludzkie krzyże? – powtórzył człowiek, niewiele z tego rozumiejąc.

  – Każdy musi jakiś nieść – mówił dalej Anioł.

– Ach tak. Teraz rozumiem, dlaczego tyle tych krzyży i dlaczego każdy z nich jest inny. Ale po co przyszliśmy tutaj?

 Anioł  odpowiedział:

 – Pan Bóg polecił mi,abym ciebie tu przyprowadził.

– Pan Bóg? – zdziwił się ów człowiek. – Dlaczego?

– Narzekasz na swój krzyż. Mówisz, że ci bardzo ciężko z nim iść. Bóg zezwolił, abyś tu przyszedł i wybrał sobie inny krzyż, jaki tylko zechcesz, i żebyś z tym nowym krzyżem szedł dalej przez życie nie narzekając.

 Człowiek słuchał tego, co Anioł mówił, prawie nie wierząc swoim uszom. W końcu powiedział:

 – Czyż to jest możliwe, żeby Wielki Bóg chciał się zajmować takim człowiekiem jak ja?

– Pan Bóg naprawdę przysłał mnie do ciebie – potwierdził Anioł.

– Będę mógł wybrać krzyż taki, jaki tylko zechcę? – spytał wciąż jeszcze nieufny.

     – Tak. Naprawdę -powtórzył Anioł jego słowa. – Możesz wybrać l taki krzyż, jaki tylko zechcesz.

     – I będę mógł z nim iść przez całe życie? – pytał człowiek, chcąc się upewnić.

     – Tak. Będziesz mógł iść z nim, jeżeli tylko zechcesz, przez całe Twoje życie – Odpowiedział mu Anioł.

     Człowiek wiedział już, który krzyż wybierze. Piękny, złoty krzyż przyciągał jego wzrok od pierwszej chwili. Pomyślał: „Wreszcie będę miał wspaniałe życie”.Spytał nieśmiało Anioła wskazując na ten krzyż:

    – Czy mogę go wziąć? Anioł skinął głową:

     – Tak.

     Uradowany człowiek podbiegł do upatrzonego krzyża, objął go mocno, aby go włożyć na swoje ramiona, ale nadaremnie. Nie potrafił go nawet, ruszyć. Krzyż był bardzo ciężki. Mimo to człowiek nie chciał z niego zrezygnować. Wytężył wszystkie siły. Nic nie pomogło. Krzyż nawet nie drgnął. Zaskoczony tym i rozczarowany powiedział do Anioła:

     – Za ciężki.

     – Spróbuj znaleźć inny, który będzie lepszy dla ciebie – powiedział spokojnie Anioł. Człowiek rozejrzał się po sali i skierował w stronę innego krzyża, również złotego, choć nie tak dużego, który też wcześniej już spostrzegł. Krzyż ten był wysadzany wspaniałymi kamieniami, ozdobiony wyszukanym ornamentem. Podszedł do niego, z trudem położył go sobie na ramiona. Zrobił z nim parę kroków i przekonał się,że niestety ten też jest za ciężki, a poza tym dokuczliwie gniotą go w ramiona te wspaniałe ozdoby i drogie kamienie, które go tak zachwycały. Odezwał się trochę do siebie, trochę do Anioła:

     – Jest niemożliwe, żebym mógł z nim iść dłuższy czas.

     – Znajdziesz na pewno krzyż bardziej dla ciebie odpowiedni. Tylko nie zniechęcaj się -pocieszył go Anioł.

     Człowiek rozglądnął się w poszukiwaniu i po chwili podszedł do krzyża też złotego, który był o wiele mniejszy. Faktycznie, był on również o wiele lżejszy, ale za krótki. Gdy ułożył go sobie na ramionach i zaczął z nim iść, krzyż ten tłukł go po nogach i plątał mu krok. Odłożył go na miejsce. Wziął inny krzyż, ale ten mu też nie odpowiadał. Potem spróbował nieść inny i znowu inny. Coraz bardziej nerwowo, już nie chodził, ale biegał po tej ogromnej sali szukając krzyża dla siebie. Czas płynął, a on wybierał i wybierał bez końca. Wciąż nie mógł znaleźć krzyża, z którego byłby zadowolony. Bo były za długie albo za krótkie, za ciężkie, albo zbyt uciskały go ozdoby, albo po prostu nie podobały mu się w kształcie lub kolorze. Już zdawało mu się, że nie zdecyduje się na żaden, że nie znajdzie dla siebie  odpowiedniego. Przyszło mu nawet do głowy, że może przez zapomnienie czy przeoczenie nie zrobiono stosownego krzyża dla niego. I gdy był na skraju rozpaczy, że będzie musiał wziąć krzyż jaki bądź, pierwszy lepszy, wtedy wreszcie znalazł taki, który był odpowiedni dla niego. Wszystko mu się w nim podobało: i ciężar, i długość, kolor, ozdoby. Wszystko było takie, jak chciał.Był świetny, najlepszy. Uszczęśliwiony podszedł z tym krzyżem do Anioła i powiedział:

     – Znalazłem.

  – Cieszę się, że znalazłeś – odrzekł Anioł.

     Człowiek ów,jakby z obawy, by mu tego krzyża nie odebrano, powtórzył:

     – Tak, ten mi odpowiada. Proszę de, pozwól mi z tym krzyżem iść przez całe życie. Anioł uśmiechnął się tajemniczo:

     – Dobrze -a potem  dodał – A czy ty wiesz, że to jest twój krzyż?

Człowiek patrzył z niepokojem na Anioła nie rozumiejąc, o co chodzi. Wreszcie zapytał:

     – Nie wiem, o czym mówisz?

Wtedy Anioł powiedział mu wyraźnie:

     – Ten krzyż,który znalazłeś, to jest twój krzyż. To jest ten sam, który od początku życia niesiesz na swoich ramionach.

                                                              / ks. M. Maliński /

Read more

NIENORMALNA NORMALNOŚĆ

„Zabili w prezencie urodzinowym’’.” Naga  modelka z krucyfiksem  na piersiach broni praw zwierząt”.

Dzisiejszy świat  jest  pełen wynaturzeń i dziwactw. To jest teraz modne. Im większa dewiacja, zboczenie oraz  im większy szok  z tym związany tym  lepiej.

Środki masowego przekazu lansują i promują takie  zachowania. Filmy są  pełne przemocy, seksu, morderstw i gwałtu. W reklamach to samo.

To jest teraz postrzegane jako „normalność”.

A gdzie  jest  prawdziwa normalność? Czy jeszcze w ogóle takie‘’coś ‘’ istnieje?

Istnieje , ale powiedziałabym, że jest traktowane jako coś nienormalnego.

„Nienormalna normalność’’…

Ktoś oddał pieniądze  znalezione na ulicy.Ktoś  inny uratował  chorą kobietę z płonącego domu.

Bardzo dobrze.

 O takich zachowaniach trzeba mówić, i to jak najwięcej. Tylko nie wolno traktować  ich jako czegoś dziwnego, jako anomalię.

To właśnie jest NORMALNE, ZWYCZAJNE, LUDZKIE.

Tak więc należy to traktować !

Read more

JAJA W TESCO

Supermarket Tesco w Burnage (przedmieście Manchesteru) wraz z Nowym Rokiem wystawił na półkach sklepowych czekoladowe jajka wielkanocne,zajączki i kurczaczki.

„To wspaniale, że ludzie nie mogą doczekać się zmartwychwstania Zbawiciela, ale może powinni najpierw zakończyć świętowanie jego urodzin” – skomentował sprawę rzecznik Kościoła anglikańskiego w wypowiedzi cytowanej przez piątkowy „Daily Mail”.

Rzecznik Tesco potwierdził, że „w odpowiedzi na popyt ze strony klientów” w sprzedaży dostępny będzie „niewielki wybór” jajek wielkanocnych w okresie poprzedzającym Wielkanoc,przypadającą w 2010 r. w pierwszych dniach kwietnia.

„Bogaty asortyment jajek wprowadzimy do sprzedaży bliżej Wielkanocy. To, co jest dostępne obecnie, to tylko niewielki wybór np.jajek o smaku śmietankowym i mini jajek, które trafiły na półki w odpowiedzi na popyt ze strony klientów” – wyjaśnił rzecznik.

W ub.r. Tesco odnotowało przyrost sprzedaży wielkanocnych jajek, częściowo z powodu upadku konkurencyjnej sieci detalicznej Woolworth,która miała największy udział w brytyjskim rynku wielkanocnych czekoladowych jajek. Największa sieć supermarketów była też oskarżona przez konkurentów oprowadzenie wojny cenowej i dążenie do wyrugowania konkurencji z rynku czekoladowych jajek.

Pierwsze czekoladowe jajko w 1875 roku wprowadził do sprzedaży John Cadbury – założyciel znanego producenta słodkości, obecnie zagrożonego przejęciem przez amerykański koncern Kraft. Produkt przyjął się odrazu. W 1892 r. Cadbury produkował już 19 różnych ich rodzajów.

BEZ  KOMENTARZA…

Read more

JĘZYK I UŚMIECH

Kiedy  miałam  siedem, osiem  lat,  mama wystawiała  mnie przed  blok ,  żebym powdychała świeżego   powietrza. Kiedy  tak  siedziałam, zaraz  pojawiała  się   wokół  mnie  grupka  dzieci. Pokazywały  mnie sobie  palcami, pukali się   w czoła  na  mój widok.  Kiedy  próbowałam im  coś   powiedzieć, przedrzeźniały  mnie.

Wiecie  jak  się wtedy  czułam….? Nie  wiecie..

Chciałam zniknąć… najlepiej schować  się  w mysią dziurę , żeby  nie  było mnie  widać. Jednak  schować się  nie  mogłam,  więc  musiałam  się  jakoś  bronić.

Wstyd się   przyznać,ale …pokazywałam  im  język. Nic innego zrobić nie  mogłam…Dziś wiem,  że  to zachowanie było  bardzo  głupie  i dziecinne, ale wtedy  taka  ‘’obrona’’ skutkowała.

Dzieciaki uciekały  a  ja zostawałam  sama.

Tak wolałam.

Wolałam  być  sama niż  patrzeć na  pastwiące się  nade  mną  dzieci.

Smutne  nie……?

Przez  lata  wypracowałam inny  rodzaj ‘’ obrony’’.  Też skuteczny,  ale  bardziej   kulturalny i  milszy  dla innych.

Kiedy  widzę,  że ktoś  się  na mnie   patrzy z  ciekawością albo  zdziwieniem   po prostu się  do  niego uśmiecham. Ludzie  reagują  różnie , jedni  odwzajemniają  uśmiech inni  odwracają  głowę. Robi im  się  głupio.

Ja  nie  bardzo lubię  kiedy  ktoś mnie  obserwuje ,  szczególnie jak  robi  to długo  i  uporczywie. Nachalnie.

Myślę  wtedy  jakby ten ktoś  się czuł  jakby on   był na   moim  miejscu a  ja  bym się  tak   w niego  wpatrywała?

Ciekawe … Może też  by  się  do  mnie  uśmiechnął….

               

Read more

ZIMA I SYLWESTER

  

U mnie  za  oknem prawdziwa zima.  Przez  noc nasypało  bardzo  dużo śniegu. Krajobraz  jest  piękny…Drzewa,  drogi , dachy domów – wszystko    pokryte  białą pierzynką  śniegu.

Dobrze  jest  siedzieć w  ciepłym  domku z  nosem  przy oknie  i  podziwiać widoki.  Nagle  zrobiło się  jakoś  czysto i  uroczo.

Pomyślałam ,  że  to stary  rok  wystroił się  na  przyjęcie Nowego  Roczku.

Przecież  dzisiaj  Sylwester.

Z  tej  okazji życzę  Wam  szampańskiej zabawy
I  szczęśliwego  Nowego Roku .

Read more

TAIZE W POZNANIU

Już we wtorek 29 grudnia rozpoczyna się długo oczekiwane w Poznaniu 32. Europejskie Spotkanie Młodych.

1. Adorujemy Cię Chryste i błogosławimy Tobie,

boś przez krzyż Twój świat odkupił

 

2. Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie

 

3. Dobrze jest zaufać Panu

dobrze jest mieć w Panu nadzieję

 

4. Śpiewajcie Panu, radujcie się w Bogu

 

5. Dziękujcie Panu bo jest dobry

 

6. Adorujemy Krzyż Twój Panie

wysławiamy Twoje zmartwychwstanie

 

7. Daj pokój, Panie

 

9. Radujcie się w Panu

 

10. Raduj się w Panu, ziemio cała,

Służcie Panu z weselem

 

11. Wychwalajcie Pana wszystkie  narody

Bardzo  lubię  słuchać kanonów z  Taize. Pomagają  wyciszyć się,  pokontemplować… Pozwalają usłyszeć głos  Boga.

Read more