WIGILIA

  

Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać.

ks. Jan Twardowski

Miłości do Nowonarodzonego, uśmiechu do bliźniego, podania ręki i przebaczenia sobie nawzajem.

Tego życzę Wam wszystkim.

CHCĘ

 Na pewno  czytelnicy mojego bloga zauważyli,że posty (notki) pojawiają  rzadziej. Nie odpowiadam też na komentarze kiedy nie muszę. Maluję tez mniej…  Kilka miesięcy temu malowałam po 8 godzin dziennie- teraz pomaluję 1,5- 2 godz. i jestem b. zmęczona. nie daje rady…

Najbardziej mi przeszkadza, żal mi tego, że  nie mogę malować tyle co kiedyś…. To moja pasja. Dawało i nadal daje mi poczucie samodzielności, wolności, radości… Jest dla mnie wszystkim.

Teraz  coraz częściej odczuwam bezradność, niemoc, chorobę.

A raczej jej skutki.

Wiedziałam,że kiedyś przyjdzie czas kiedy nie będę mogła ani pisać ani malować, nie wiedziałam ze to już…

Wyobrażałam sobie jak się  będę wtedy  czuć. Co  będę myśleć …

Chociaż  fizycznie jestem coraz słabsza, psychicznie, duchowo jestem silna. Coraz silniejsza. Paradoksalnie. Rozpiera mnie energia wewnętrzna. Dlatego wcale poddawać się nie zamierzam. Zamierzam walczyć, chcę móc jeszcze pomalować. Popisać.

Teraz trochę się przeciw temu wszystkiemu buntuje.,A to pozytywny bunt, dający siłę  i  energię do walki. Ale nie przeciw Bogu. Bo wiem, że On jest teraz przy mnie. Bliżej niż kiedykolwiek.

Pomaga mi.

Dlatego  będę walczyć z samą sobą, z bezsilnością, niemocą . Ale nie z Nim. A raczej z  Nim jako moim sprzymierzeńcem przeciw chorobie.

W Bogu jest moja siła. Tylko w Nim.

Poddanie się w moim wypadku oznaczało by skazanie na wegetację. Siedziałabym tylko na wózku i patrzyła w sufit bo nie mogłabym nic innego zrobić. A ja nie takiego scenariusza nie przewiduję. Nie przyjmuje do wiadomości. Nie  mogę przyjąć.

Dlatego będę walczyć. Chcę i muszę.

Jestem  w bojowym nastroju .

Trzymajcie za  mnie kciuki.  haha 

„10.04.2010”

Kazanie wygłoszone przez o. Wojciecha Ziółka SJ w Kaplicy Miłosierdzia na Łagiewnikach 11 kwietnia 2010 r.  – w II Niedzielę Wielkanocną, czyli Niedzielę Miłosierdzia Bożego.

Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.  I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego. (J 20,19-31)

 

Druga Niedziela Wielkanocna, ten ósmy dzień od Zmartwychwstania, święto, które od wielu już lat obchodzimy jako Święto Miłosierdzia.
Jest to zawsze dzień, w którym Pan Jezus przychodzi i pociesza swój zalękniony, przestraszony i zapłakany Kościół. Przychodzi mimo drzwi zamkniętych, mimo cofania i chowania się apostołów. Staje po środku i mówi: „pokój wam”. Przywraca radość, przywraca spokój, przywraca uśmiech…
Tak bardzo chciałoby się dziś powiedzieć do przestraszonego, zalęknionego, a przede wszystkim zapłakanego Kościoła w Polsce: Nie bójcie się, nie płaczcie. Spójrzcie na Pana Jezusa, On też cierpiał w Wielki Piątek. Umarł. Ale potem przecież zmartwychwstał, przecież przezwyciężył śmierć. Nie płaczcie, bo ostateczne zwycięstwo należy do Niego. Zobaczycie, kiedyś będzie dobrze. Zobaczycie, kiedyś i dla nas przyjdzie Wielka Niedziela. Zobaczycie, kiedyś i dla nas przyjdzie Zmartwychwstanie.
Tak bardzo by się chciało tak powiedzieć, ale tak nie powiem, bo mi to przez gardło nie przejdzie. Bo takie pocieszanie dzisiaj, wobec ogromu tego cierpienia, tego zła, które nas dotknęło, jakoś mi nie pasuje.
Patrząc na rozmiary tej tragedii, jakoś nie mogę uwierzyć, że kiedyś będzie dobrze, że kiedyś będzie Wielka Niedziela. Nie tylko nie mogę uwierzyć, ale chce mi się krzyczeć i myślę, że nie tylko mnie. Tu, w tym sanktuarium Pana Jezusa Miłosiernego, chce mi się krzyczeć!
Panie Jezu! Czy naprawdę uważasz, że to już nie jest za dużo, czy Ty nie widzisz, że w tej mojej, w tej naszej Ojczyźnie, ciągle jest Wielki Piątek?! Siedemdziesiąt lat temu i teraz, i tyle jeszcze innych razy w ciągu wieków naszej historii. Naszej historii, którą można byłoby streścić w tym jednym wersecie pieśni, którą śpiewaliśmy w czasie stanu wojennego: „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana”.
Panie Jezu Miłosierny! Czy Ty nie widzisz, czy Ty nie rozumiesz, że po kolejnym ciosie – i to takim ciosie – nie sposób tak po prostu pocieszać się zmartwychwstaniem i wierzyć w to zmartwychwstanie?
Panie Jezu. Nie uwierzę, bo za bardzo boli, bo za wielkie cierpienie, bo za wielki ból i płacz – i nie tylko mój, gdyby tylko mój. Co powiedzieć tym rodzinom? Co powiedzieć tym dzieciom? Nie uwierzę, bo jakieś się to wydaje takie za łatwe, takie za słodkie. Co więcej, wydaje się być zdradą wobec wszystkich tych, którzy zginęli. Przecież nie można tak łatwo przejść do porządku dziennego nad ich śmiercią.
Jeśli jest jakaś postać ewangeliczna bliska mi, jeśli jest jakaś postać, w której zachowaniu jakoś się odnajduje, to tylko Tomasz. Często wyśmiewany, pogardzany, napiętnowany. Ten niewierny, a przecież święty – Tomasz.

Jest właśnie ósmy dzień, ten dzień, o którym Pismo Święte mówi: „a po ośmiu dniach znów byli razem w Wieczerniku i Tomasz z nimi, i znów przyszedł Jezus.” Właśnie dlatego, że jest dziś ten ósmy dzień, spójrzmy na Tomasza i zobaczmy, co on robi. Może on nam pomoże przeżyć ten ból?

Co robi Tomasz? Mówi przede wszystkim to, co myśmy powiedzieli przed chwilą: „nie uwierzę”. Nie chcę uwierzyć od tak po prostu, bo mu inni powiedzieli. Nie chcę uwierzyć tak łatwo, nie chcę sobie tego tak łatwo wytłumaczyć, bo za bardzo boli, bo za bardzo zaangażował serce, bo za wielka rana.
Chce dotknąć ran Pana Jezusa, chce sprawdzić czy rzeczywiście, czy naprawdę, czy na pewno. Co ciekawe, Pan Jezus nie mówi do niego, że nie będziesz mnie tu na próbę wystawiał, tylko się godzi i co więcej sam się do niego fatyguje.
Czy dotknięcie ran może cokolwiek zmienić? Czy dotkniecie ran może cokolwiek uleczyć, cokolwiek polepszyć, w czymkolwiek pocieszyć? Na przykładzie Tomasza okazuje się, że tak. Nie chodzi tylko o sprawdzenie prawdziwości zmartwychwstania, lecz o sprawdzenie prawdziwości śmierci.
Jeśli ktoś nie umarł, to nie może i zmartwychwstać. Jeśli się nie umarło, to się i nie zmartwychwstało. Jeśli się nie cierpiało, to się i nie kochało. Jeśli się cierpienia nie dotknęło, to nie można zasmakować radości uleczenia.

Kochani! Zachęceni przykładem Tomasza, chciejmy i my. Dziś, kiedy patrząc na naszą Ojczyznę, chcielibyśmy krzyczeć, tak jak przed laty w czasach stanu wojennego: „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana, jakże wielka dziś Twoja rana”, nie bójmy się tej rany dotknąć. Włóżmy tam palec i rękę, i sami wejdźmy w te ranę. Nie bójmy się przeżyć jej do końca. Teraz w dniach żałoby narodowej przeżyjmy ten ból do końca.

Kochani! Znajdźmy czas, by go przeżyć. Znajdźmy czas na to, by być razem, by mieć czas, by to wspólnie przeżyć podczas transmisji, uroczystości oraz modlitwy. Nie uciekajmy, nie uśmierzajmy tego bólu. Dlaczego? Bo jeśli mamy zachować choć cień wiary w zmartwychwstanie, jeśli mamy zmartwychwstanie Pana Jezusa i jego samego traktować na poważnie – a nie tylko jako środek znieczulający, uśmierzający ból istnienia – to musimy również doświadczyć prawdziwości bólu. Ból, cierpienie i śmierć to jest też część życia, to jest przedsionek zmartwychwstania.

Kochani! Przeżyjmy to tak, jak Tomasz, czyli nie w samotności, ale – jak mówi pismo – razem z nimi. To znaczy z tymi, od których się uciekało i izolowało, których się nie chciało widzieć, z którymi się nie chciało rozmawiać, których się krytykowało i przez których się było krytykowanym.
Od wczoraj pytamy: Czy to coś zmieni? Czy teraz się wreszcie pogodzą? Czy wreszcie przestaną się kłócić? Ale czy my się już pogodziliśmy? Czy ja się już pogodziłem? A czy Ty się już pogodziłeś?
Z tym sąsiadem, który głosował na nich właśnie, z córką, z którą od lat nie rozmawiasz. Pogodziłeś się już?
Z ojcem, z którym się kłócisz i z którym nie możesz normalnie rozmawiać. Pogodziłaś się już?
Ze współpracownikiem, któremu nie możesz przebaczyć. Pogodziłeś się już?
Kochani! Nie czekajmy na polityków. Nie czekajmy aż Oni to zrobią. Bo jeśli my się nie pogodzimy, to nic z tego nie będzie. Bez tego nie będzie zmartwychwstania.

Na nic ta rana, na nic jej dotykanie, na nic śmierć tych wszystkich ludzi, jeśli my, ja, Ty nie pogodzimy się na tym poziomie. Nie czekajmy aż tam na górze to zrobią. Pogódź się ze swym przeciwnikiem, dopóki jesteś z nim w drodze. Nie wiadomo – patrząc na wczorajszą tragedię – ile czasu zostało.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego – tak jak Tomasz – warto dotknąć tej wielkiej krwawiącej rany. Dotykając ją, nawiązujemy z tym kimś relacje osobistą, bliską i serdeczną. O to właśnie chodzi w chrześcijaństwie i w życiu. Tomasz, dotykając ran Pana Jezusa, mówi potem: „Pan mój i Bóg mój.” Nie bójmy się dotknąć tej wielkiej rany, bo dzięki temu nawiążemy osobistą i serdeczną relacje z tymi, którzy zginęli, z Kościołem, z Ojczyzna.

Przestańmy mówić o nim i przestaniemy mówić o Kościele. Że Kościół powinien to, powinien tamto. Tak, jakby to nie był mój Kościół, moja koszula. Jakbym to nie był ja. Przestaniemy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed która się klęka, której się służy, o której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic ta śmierć.
Na koniec Kochani jeszcze jedno. Analogia, która sama się narzuca od wczoraj, od której nie uciekniemy, tyle razy powtarzana.
Pięć lat temu w sobotę, przed drugą Niedzielą Wielkanocną, przed Świętem Miłosierdzia dotarła do nas wiadomość o śmierci Jana Pawła II. Wczoraj, w sobotę przed Niedzielą Miłosierdzia dotarła wiadomość o tej tragedii.
Pięć lat temu, choć się tak samo płakało, nosiliśmy na ubraniach białe wstążeczki, mówiąc wszystkim, że chodzi o to, by na czerni żałoby zakwitła biel wdzięczności i nadziei.
Dzisiaj, choć tak samo się płacze, nie pozwólmy, by czerń żałoby zatopiła nas, zacieniła. Niech na tej czerni zakwitnie też biel i czerwień barw narodowych. „Czerwień to miłość, biel to serce czyste, piękne są nasze barwy ojczyste” jak mówi dziecięcy wierszyk. Niech zakwitnie i choć się samo płacze, to podnieście głowy. Nie dajmy się żałobie zatopić, by ta ofiara nie poszła na marne.
Lecieli, żeby świat się dowiedział, że wtedy – 70 lat temu – stała się straszna krzywda i że nie można o tej krzywdzie zapomnieć. Czyż może być większy krzyk o to, żeby pamiętać, niż ofiara z własnego życia? Lecieli, by pokazać, że pamiętają, że kochają i że nie zapomną. Czyż może być większa miłość niż oddanie własnego życia? Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich…A wszystko w tym samym lesie, przez tę samą mgłę, o której tyle lat temu pisał Herbert w wierszu „Guziki”. Wielki nasz ból i wielka rozpacz serca. I wątpliwość co do zmartwychwstanie. Ale i ta nadzieja… Pisał Herbert:

Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie 

są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychwstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi

przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą katyński las

tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów

Kochani! Bądźmy jak te guziki – choć się samo płacze – bądźmy jak te guziki nieugięte. Podnieśmy głowy. Wywieśmy na naszych domach biało-czerwone flagi. Podnieśmy głowy, bo chociaż boli, Pan Jezus naprawdę zmartwychwstał.
Kościół naprawdę będzie istniał do końca świata, choć go ranimy naszymi grzechami, o których teraz świat nam w sposób dobitny przypomina. Ani nasze grzechy, ani bramy piekielne go nie przemogą, bo go kocha Pan Jezus.
Choć boli i choć nasza Ojczyzna krwawi mocno, to jeszcze nie zginęła… Póki my żyjemy. Póki następnym pokoleniom będziemy o niej mówić z czcią, miłością i z szacunkiem.

Jeszcze nie zginęła… Póki my żyjemy. Alleluja! Amen.
 

                                                              / DEON. pl /

 

 

MAMA I….. BLOG

Było to późną jesienią. Byłyśmy akurat z mamą w mieście. Spotkałyśmy znajomą, która po przywitaniu zwróciła się do mnie :

– Moniko jaki ty masz piękny blog.

Podziękowałam, ale w duchu pomyślałam – „oho,zaraz się wszystko wyda”.

Pani kontynuowała:

– Czytam go regularnie i często się wzruszam…. Naprawdę mądry blog , dobrze, że go piszesz.

Mama bardzo zdziwiona powiedziała

– Ale Monika nie pisze żadnego bloga!

Teraz zdziwiła się znajoma.

-To kto go pisze?!

Musiałam odkryć „karty” 

-To ja piszę  tego bloga , od ponad roku. To była moja tajemnica.

Pojechałyśmy do domu. Mama przez cały czas się do mnie nie odzywała.Była na mnie zła, że jej nie powiedziałam, że piszę bloga….Było jej przykro…. Kiedy próbowałam wytłumaczyć jej dlaczego nie powiedziałam, westchnęła

– Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami….

– Jesteśmy – potwierdziłam- ale zrozum, ja chciałam mieć coś co jest tylko moje, własne, osobiste…. I zależy tylko ode mnie…

Nadal była na mnie zła .

Cała złość i żal zniknęły kiedy pokazałam jej bloga.

– To wszystko zrobiłaś sama ? – spytała bardzo zdziwiona.

– Tak, wszystko sama – odpowiedziałam.

Potem mama zaczęła czytać. Czytała i czytała i czytała i czytała…. I czytała…

Kiedy skończyła, wyszeptała niby do siebie, niby do mnie:

– Wiedziałam, że jesteś mądra ale nie sądziłam, że tak……

Zrobiło mi się głupio.

Wieczorem spytałam mamy czy jeszcze się na mnie gniewa o to, że jej tyle czasu nie powiedziałam o tym, że piszę bloga.

– Nie gniewam się Moniko….. rozumiem cię

ZBYTNIE TROSKI

22 Potem rzekł do swoich uczniów: „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. 23 życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. 24 Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! 25 Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? 26Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? 27 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują inie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 28 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! 29 I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, inie bądźcie o to niespokojni! 30 O to wszystko bowiem zabiegają narody świata,lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. 31 Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane.

———

 

                                                                         /Łk.12,22- 31/

 

Boże Narodzenie…

  

l. Mizerna, cicha
stajenka licha,
pełna niebieskiej chwały;
Oto leżący,
przed nami śpiący,
w promieniach Jezus mały.

2. Nad Nim Anieli
w locie stanęli
i pochyleni klęczą;
z włosy złotymi,
z skrzydły białymi
pod malowaną tęczą.

5. I oto mnodzy
ludzie ubodzy
radzi oglądać Pana;
pełni natchnienia,
pełni zbawienia,
upadli na kolana.

8. Lulaj Dziecino,
lulaj ptaszyno,
nasze umiłowanie;
gdy się rozbudzi
w tej rzeszy ludzi,
zbawienie nam się stanie.

11. Hej! ludzie prości,
Bóg z nami gości,
skończony czas niedoli;
On daje siebie,
chwała na niebie,
pokój ludziom dobrej woli.
(pokój wam dobrej woli.)


                       / tekst T. Lenartowicza wydany w 1849 r./

Boże Narodzenie

                              

         

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata

i wyciągasz do niego ręce,

jest Boże Narodzenie.

 

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać,

jest Boże Narodzenie.

 

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,

które jak żelazna obręcz uciskają ludzi

w ich samotności,

jest Boże Narodzenie.

 

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”,

tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,

moralnego i duchowego ubóstwa,

jest Boże Narodzenie.

 

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,

jak bardzo znikome są twoje możliwości

i jak wielka jest twoja słabość,

jest Boże Narodzenie.

 

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg

pokochał innych przez ciebie,

 

Zawsze wtedy,

jest Boże Narodzenie.

 

Matka Teresa z Kalkuty

 

 

Życzę Wam wszystkim ( i sobie również )  aby  Boże Narodzenie  trwało   w  nas  zawsze …

” ŻE ŻYCIE MA SENS ” :-))

Czy   życie  nieuleczalnie   chorych      ludzi  ma  sens ?  Czy  życie ludzi  starych  i  niedołężnych  ma  sens ?   Czy  życie ludzi ,  którzy  potrzebują  ciągłej  opieki  i  pomocy   ze    strony  zdrowych   ma  sens?    Czy   moje  życie   ma   sens ?

Kiedy  się  nad   tym   zastanawiam ,   zawsze  dochodzę   do   takiego  samego   wniosku   MA   SENS !

Znam    wiele  osób  chorych ,  bardziej    niż  ja,  którzy  wymagają stałej  pomocy  innych ( sami  nic  nie    w  stanie zrobić) .Można  powiedzieć ,  że    od  nich (fizycznie )  uzależnieni.   Wydawałoby się,  że   oni powinni  być  pogrążeni  w rozpaczy ,   smutku,  że    powinni  być załamani… Tymczasem  oni  tryskają humorem ,   werwą  i   chęcią  życia !

Ja    znam  swoje  ograniczenia,  wiem  co  jestem  w stanie  zrobić  a czego   nie.  I  chyba  właśnie   to nauczyło  mnie   cieszyć się   że   wszystkiego co   mam  . Ze wszystkiego  co  mogę zrobić  sama.  Nauczyłam cieszyć  się  każdym dniem,  każdą   chwilą . Często  się śmieję  tak  sobie , z niczego , ‘’jak  głupi   do sera’’ ;-).  Jakby  ktoś by wtedy  na  mnie  popatrzył  to  na pewno   pomyślałby , że  czegoś   mi brakuje. 😉 Jednak   ja  już dawno  przestałam   się   przejmować  tym   co    pomyślą o   mnie  inni.

Uważam  ,  że  życie   to  bezcenny  dar,  dany człowiekowi   na  chwilę .

Właśnie  dzisiaj   rozmawiałyśmy z  mamą  o tym,  że  czas  tak  szybko  leci  -‘’niedawno  była  wigilia a już minął  rok  i  zaraz   będzie znowu…’’, że   ‘’ taka  pogoda smutna,  że   się  nic   nie  chce…  Kiedy  powiedziałam ,  że  mi  też  się   nic  nie chce,    mama spojrzała  na  mnie  zdziwiona.

-‘’  Tobie się  nic   nie chce ?!   Ty   masz w  sobie  tyle werwy,  że    dziwne… więcej  niż   ja . A przecież  siedzisz  35 lat  na  wózku  inwalidzkiim .’’                               

                                         

BESKIDZKIE REKOLEKCJE

 

Niepublikowane dotychczas prywatne listy Jana Pawła II do rodziny Półtawskich, szczególnie Wandy, zapis jej drogi duchowej pod kierownictwem księdza, biskupa, kardynała a wreszcie papieża oraz relacje ze wspólnie spędzanych wakacji składają się na książkę „Beskidzkie rekolekcje.Dzieje przyjaźni księdza Karola Wojtyły z rodziną Połtawskich.

Wanda Półtawska, nazywana przez Wojtyłę „siostrą” i „drogą Dusią”, pozostawała  w przyjaźni z Janem Pawłem II aż do jego śmierci – znalazła się w niewielkim  gronie osób, które czuwały przy jego łóżku w ostatnich dniach i godzinach  życia.

Spotkali się po wojnie przy konfesjonale. Półtawska, która miała za sobą cztery lata obozu koncentracyjnego w Ravensbrück – gdzie widziała najniższe, ale też najwznioślejsze zachowania ludzkie – szukała odpowiedzi na dręczące ją pytania dotyczące natury ludzkiej i wiary. Po wielu rozczarowaniach kolejnymi spowiednikami, zrozumienie i kierownictwo duchowe znalazła dopiero u ks.Wojtyły, który stał się przyjacielem całej rodziny, powiernikiem jej duchowych rozterek. Kierownictwo polegało nie tylko na spowiedzi, ale również na”prowadzeniu” duchowego rozwoju Wandy Półtawskiej. Były to wspólne lektury,modlitwa, dyskusje a przede wszystkim zadanie medytacji nad tematami, które przysyłał jej w listach.

Półtawska niemal codziennie robiła notatki dla „Brata” – jak go nazywała razem z mężem Andrzejem i jak on sam podpisywał się w listach do nich, także jako papież – w których zapisywała swoje rozmyślania, ale również stany emocjonalnej niezwykle trudne doświadczenia choroby nowotworowej, wiążącej się z ogromnym bólem fizycznym. Wojtyła czytał jej notatki, robił w nich podkreślenia,dopisywał na marginesie swoje komentarze. Pisał też listy, w których pocieszał,wspierał, pomagał uporać się z negatywnymi emocjami swojej „siostrzyczki”. A pisał często – także w czasie pierwszego i drugiego konklawe – nawet tuż po  wyborze na papieża. Gdy nie mógł wspierać „drogiej Dusi”, powierzał ją ks.Marianowi Jaworskiemu, który znajdował się w gronie najbliższych przyjaciół.Przy niektórych listach do Półtawskiej, prosił, by przeczytała wszystko„Marianowi”.

„Beskidzkie rekolekcje” zawierają faksymile listów Wojtyły, a wszystkie zapiski i notatki Wandy Półtawskiej, jak podkreśla ich autorka, zostały przeczytane i zaaprobowane przez Jana Pawła II. Gdy zapytała go, czy powinna je spalić,odrzekł krótko: „szkoda”. W książce znalazło się też kilka tekstów wspomnieniowych Półtawskiej, z których dowiedzieć się można m.in. o tym, jak powstał „Tryptyk rzymski”.

Siostra i Brat

Tajemnicę tej niezwykłej, trwającej dziesięciolecia przyjaźni wyjaśnia sam Jan Paweł II w liście napisanym zaledwie kilka dni po konklawe: „Od dwudziestu z górą lat, odkąd Andrzej powiedział po raz pierwszy«Duśka była w Ravensbrück», powstało w mojej świadomości to przekonanie, że Bóg  mi Ciebie daje i zadaje, abym poniekąd «wyrównał» to, co tam wycierpiałaś. I myślałem: za mnie wycierpiała. Mnie Bóg oszczędził tej próby, bo Ona tam była.Można powiedzieć, że przekonanie takie było «irracjonalne», niemniej ono zawsze było we mnie – i ono nadal pozostaje. Na tym przekonaniu rozbudowała się stopniowo cała świadomość «siostry»” (str. 353).

„Pan Bóg mi Ciebie zawierzył z tym Twoim głębokim, a równocześnie niełatwym «ja» i z całym Twoim życiem, ze wszystkim, co się na nie składa, Bogu zdam z tego rachunek (str. 335)” – napisał do „Dusi” w parę miesięcy przed konklawe kard. Wojtyła.

„Beskidzkie rekolekcje. Dzieje przyjaźni księdza Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich”, Wanda Półtawska, Wydawnictwo „Edycja św. Pawła”2009.

 

 Piękna  książka –właśnie przeczytałam. Opowiada o wielkiej przyjaźni, miłości  do gór.

Przede  wszystkim   o miłości do  Boga.

Gorąco  polecam !!!

LIST DO PANA J.W.

Witam,
Jestem osobą niepełnosprawną, poruszam się na wózku inwalidzkim. Podobnie jak Pan – maluję.
Kilka dni temu byłam z rodzicami w Kazimierzu.Podczas zwiedzania miasteczka zobaczyliśmy Pana galerię.Bardzo się ucieszyłam,
ponieważ jestem wielbicielką Pana twórczości i bardzo chciałam zobaczyć Pana obrazy.
Ażebym mogła znaleźć się w galerii trzeba było otworzyć drugą połowę drzwi, gdyż przez jedną wózek nie mógł się zmieścić. Poprosiliśmy panią,która pilnowała Pana galerii, żeby otworzyła drugą połowę drzwi.
Pani powiedziała, że drzwi nie otworzy bo potem ciężko je zamknąć.
Nie wpuściła mnie do Pana galerii… Odeszliśmy z kwitkiem, a mi zrobiło się bardzo przykro…
Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będę w Kazimierzu, chyba nie… (mieszkam na drugim końcu Polski). Gdyby się jednak zdarzyło, że tak,
to chciałabym zobaczyć Pana obrazy.
Radziłabym więc zmienić albo obsługę galerii, albo wymienić drzwi na szersze. A najlepiej jedno i drugie  hehehe 
Z pozdrowieniami

PIĘĆDZIESIĘTNICA

W piątek, 6 czerwca 2003 – według kalendarza żydowskiego 6 dnia miesiąca trzeciego (siwan) – przypada święto Pięćdziesiątnicy, znane również w Polsce pod nazwą “Zielone Świątki”, które obchodzone jest w tym roku przez chrześcijaństwo w niedzielę 8 czerwca. Różnica między terminami tego święta w kalendarzu chrześcijańskim i żydowskim wynika nie tyle z różnych kalendarzy – obydwa sposoby naliczania opierają się bowiem na okresie 50 dni – ile z przyjęcia innej daty wyjściowej. Według kalendarza żydowskiego 16 nisan, czyli dzień kołysania snopa, a dla nas również rocznica zmartwychwstania Pana Jezusa, przypadał w tym roku w piątek, 18 kwietnia, tymczasem chrześcijanie obchodzili rocznicę zmartwychwstania w niedzielę wielkanocną, 20 kwietnia i dlatego Pięćdziesiątnica liczona według kalendarza żydowskiego poprzedza o dwa dni chrześcijańskie Zielone Świątki.

 

Termin Pięćdziesiątnicy, czyli święta Tygodni (hebr. Szawuot), wynika z naliczenia 7 tygodni od 16 nisan, czyli dnia kołysania snopa w dzień po świątecznym sabacie święta Przaśników: “Naliczycie także sobie od dnia pierwszego po sabacie, od dnia, któregoście ofiarowali snop podnoszenia, siedem tygodni zupełnych niech będzie. Aż do pierwszego dnia po siódmym tygodniu naliczycie pięćdziesiąt dni; tedy ofiarować będziecie ofiarę śniedną nową Panu”– 3 Mojż. 23:15-16. Osobliwością tego święta było ofiarowanie dwóch chlebów upieczonych z kwasem: “Z domów waszych przyniesiecie chleby na obracanie tam i sam; dwa chleby, ze dwu dziesiątych części pszennej mąki z kwasem upieczone będą; pierwiastki to Panu” (w. 17). Zwykłe ofiary śniedne (pokarmowe) nie mogły bowiem zawierać kwasu (3 Mojż. 2:11).

 

Święto Pięćdziesiątnicy jest rocznicą dwóch wielkich wydarzeń w historii zbawienia. Pięćdziesiątego dnia po wyjściu Izraelitów z Egiptu Pan Bóg zstąpił na górę Synaj. Izraelici opuścili swoje domy w ziemi Goszen 15 nisan, w noc ofiarowania baranka (2 Mojż. 12:30,41). Pod górę Synaj przyszli pierwszego dnia miesiąca trzeciego (2 Mojż. 19:1 “w tenże dzień”, czyli w nów miesiąca), dokładnie w 45 dniu wędrówki. Drugiego dnia miesiąca trzeciego (siwan) Mojżesz wstąpił na górę (2 Mojż. 19:3), gdzie odebrał od Boga wspaniałą obietnicę “przymierza szczególnej własności” (w. 5). Przedstawił ją starszym i po uzyskaniu ich zapewnienia: “Wszystko, co Pan rzekł, uczynimy”, 4. siwan znów wstąpił do Pana, aby otrzymać polecenie przygotowania ludu na “trzeci dzień” zstąpienia Boga na Synaj. Szóstego dnia miesiąca siwan, w pięćdziesiątym dniu wędrówki Izraela, Bóg przemówił z góry Synaj, oznajmując całej ludzkości dziesięciopunktową konstytucję swego świętego Prawa.

 

Około półtora tysiąca lat później, również 6 dnia miesiąca siwan, miało miejsce drugie wielkie objawienie chwały Bożej, gdy moc ducha świętego zstąpiła na uczniów Jezusa zgromadzonych w domu położonym na górze Syon: “Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, (…) I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym” – Dzieje Ap. 2:1-4 (BT). W kazaniu, które św. Piotr wygłosił tego dnia, zapowiedziane zostało wypełnienie proroctwa Joela o wylaniu ducha na wszelkie ciało (Joel 3:1 BG 2:28). Wciąż oczekujemy na pełne chwały napełnienie duchem “nowej ofiary śniednej” ziemskiej części królestwa Mesjasza. Liczenie dni od Paschy do Pięćdziesiątnicy jest więc także w pewnym sensie symbolicznym liczeniem dni od śmierci Jezusa do ustanowienia Królestwa Bożego na ziemi, liczeniem dni do trzeciego wielkiego objawienia chwały Bożej na ziemi.

——————————————————————-    

Duchu Ogniu, Duchu Żarze, Duchu Światło

 

Ref.: Duchu Ogniu, Duchu Żarze, Duchu Światło,

Duchu Blasku, Duchu Wichrze i Pożarze,

Ześlij płomień Twojej łaski.

 

1. Chcesz, rozpalisz i rozognisz,

Serca wzniesiesz na wysokość.

Ciemność rzucisz blask pochodni

I rozproszysz grzechu mroki.

 

Ref.: Duchu Ogniu, Duchu Żarze, Duchu Światło,

Duchu Blasku, Duchu Wichrze i Pożarze,

Ześlij płomień Twojej łaski.

 

2. Naszą nicość odbudujesz,

W najpiękniejsze znów struktury.

Tchnieniem swoim świat przesnujesz

W szeleszczących modlitw sznury.

 

3. Z mgieł konkretny kształt wywodzisz

I z chaosu piękno ładu.

Tyś spokojem wśród niezgody,

W bezradności Tyś jest radą.

 

4. Twe zbliżenie zaróżowi

Pulsem życia, wzrostu drżeniem.

Narodzimy się na nowo,

Ciemność stanie się promieniem.

DZIEŃ MATKI

O Matce pieśń, to pieśń przez łzy, to pieśń bez słów
To cały świat, dziecinnych lat, wskrzeszonych znów
To Matko sny, że jesteś znów tak blisko
Jak wówczas gdy klęczałaś nad kołyską
Za serce twe i świętość warg i dobroć rąk
Jak śpiewać pieśń u twoich nóg bym cicho kląkł
I wybrałbym najświętsze z wszystkich słów i rzekłbym: Matko
I zmilkłbym znów o tobie pieśń, to pieśń bez słów

Przychodzą w życiu dni powodzi,
Gdy wszystko zdradza nas i zawodzi
Gdy pociąg szczęścia w dal odchodzi
Gdy wraca zło do wiary twierdz
Gdy grunt usuwa się jak kładka
Jest wtedy ktoś kto trwa do ostatka
Ktoś kto nie umie zdradzić : Matka
I serce jej, najczystsze z serc

O Matce pieśń, to pieśń przez łzy, to pieśń bez słów
To cały świat, dziecinnych lat, wskrzeszonych znów
To Matko sny, że jesteś znów tak blisko
Jak wówczas gdy klęczałaś nad kołyską
Za serce twe i świętość warg i dobroć rąk
Jak śpiewać pieśń u twoich nóg bym cicho kląkł
I wybrałbym najświętsze z wszystkich słów i rzekłbym: Matko
I zmilkłbym znów o tobie pieśń, to pieśń bez słów .

——————————————————————

               KOCHAM CIĘ MAMO

 

CHWALCIE ŁĄKI UMAJONE

1. Chwalcie łąki umajone, 
Góry, doliny zielone. 
Chwalcie, cieniste gaiki, 
Źródła i kręte strumyki!
 
2. Co igra z morza falami,
W powietrzu buja skrzydłami, 
Chwalcie z nami Panią Świata, 
Jej dłoń nasza wieniec splata.
 
3. Ona dzieł Boskich korona, 
Nad Anioły wywyższona; 
Choć jest Panią nieba, ziemi, 
Nie gardzi dary naszymi.
 
4. Wdzięcznym strumyki mruczeniem,
Ptaszęta słodkim kwileniem,
I co czuje, i co żyje,
Niech z nami s1awi Maryję!

 

WIOSNA NA CAŁEGO

 Troszkę zaniedbałam mój blog….. Zaniedbałam przez (a właściwie dzięki) piękną pogodę  luzak. Pół dnia maluję, potem obiad i ………na podwórko. Jeżdżę na moim wózku elektrycznym i obserwuję przyrodę. Bardzo to lubię.

Pod dachem mojego domu kilka rodzin wróbli uwiło sobie gniazda. Teraz ciągle słychać świergot młodych nawołująch swoje mamy (i ojców chyba też oczko  ), które nieustanie przynoszą w dziobach jakieś jedzenie. Młodym jednak ciągle mało.

Lubie pojechać sobie nad oczko wodne i obserwować pływające w nim rybki. Często widać jak wygrzewają się na kamieniach blisko brzegu. Jak siedzę dłużej bez ruchu to przyleci sroka albo pliszka zażyć kąpieli.                     Lubię tam siedzieć i czytać książkę.

Kwitną też rododendrony, bzy, czeremcha.Tulipany już przekwitły a zaczęły konwalie.

KOCHAM WIOSNĘ !!!         

MAJOWE

Bardzo lubię miesiąc Maj. To najpięknieszy miesiąc w roku. Wszystko kwitnie. Wiosna w pełni pokazuje swoją wspaniałość. Karmi nasze oczy, uszy i węch , pięknymi kwiatami, zapachami, świergotem ptaków.
W Maju są moje imieniny ;).
Lubię go jednak przede wszystkim z innego powodu.
W Maju codziennie odprawiana jest Litania Loretańska :
 

Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson.
Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, – zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże,
Duchu Święty, Boże,
Święta Trójco, Jedyny Boże,
Święta Maryjo, – módl się za nami.
Święta Boża Rodzicielko,
Święta Panno nad pannami,
Matko Chrystusowa,
Matko Kościoła,
Matko łaski Bożej,
Matko nieskalana,
Matko najczystsza,
Matko dziewicza,
Matko nienaruszona,
Matko najmilsza,
Matko przedziwna,
Matko dobrej rady,
Matko Stworzyciela,
Matko Zbawiciela,
Panno roztropna,
Panno czcigodna,
Panno wsławiona,
Panno można,
Panno łaskawa,
Panno wierna,
Zwierciadło sprawiedliwości,
Stolico mądrości,
Przyczyno naszej radości,
Przybytku Ducha Świętego,
Przybytku chwalebny,
Przybytku sławny pobożności,
Różo Duchowna,
Wieżo Dawidowa,
Wieżo z kości słoniowej,
Domie złoty,
Arko przymierza,
Bramo niebieska,

Gwiazdo zaranna,
Uzdrowienie chorych,
Ucieczko grzesznych,
Pocieszycielko strapionych,
Wspomożenie wiernych,
Królowo Aniołów,
Królowo Patriarchów,
Królowo Proroków,
Królowo Apostołów,
Królowo Męczenników,
Królowo Wyznawców,
Królowo Dziewic,
Królowo wszystkich Świętych,
Królowo bez zmazy pierworodnej poczęta,
Królowo wniebowzięta,
Królowo Różańca świętego,
Królowo rodziny
Królowo pokoju,
Królowo Polski,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

 —————————————————————————-

Bardzo lubię tę modlitwę. Lubię ją kontemplować….

Muszę się przyznać, że wyobrażam sobie jakbym namalowała poszczególne wezwania Maryji….                                                                                                                      

Modlitwa o wschodzie słońca

  

     Każdy Twój wyrok przyjmę twardy

Przed mocą Twoją się ukorzę.

Ale chroń mnie Panie od pogardy

Od nienawiści strzeż mnie Boże.

 

Wszak Tyś jest niezmierzone dobro

Którego nie wyrażą słowa.

Więc mnie od nienawiści obroń

I od pogardy mnie zachowaj.

 

Co postanowisz, niech się ziści.

Niechaj się wola Twoja stanie,

Ale zbaw mnie od nienawiści

Ocal mnie od pogardy, Panie.

 

N. Tenenbaum

 

           

NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

* Fragment z Dzienniczka sw. Faustyny *

” Córko moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu moim. Pragnę, aby święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat. Miłosierdzie moje jest tak wielkie, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani Iudzki, ani anielski. Wszystko, co istnieje, wyszło z wnętrzności miłosierdzia mego. Każda dusza w stosunku do mnie rozważać będzie przez wieczność całą miłość i miłosierdzie moje. Święto Miłosierdzia wyszło z wnętrzności moich, pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego. ” (Dz. 699)
I. 1934 – Siostra Faustyna Kowalska po raz pierwszy obchodzi Święto Bożego Miłosierdzia w ciszy własnego serca, a rok później w tym celu udaje się do Ostrej Bramy

II. 1943 – Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w klasztorze w Łagiewnikach w bardzo uroczysty sposób oddaje cześć Miłosierdziu Bożemu

III. 1947 – Prośba biskupów polskich skierowana do Kongregacji Obrzędów w sprawie zatwierdzenie Święta Miłosierdzia

IV. 1951 – Zgoda kard. Sapiehy na publiczne obchodzenie tegoż święta w krakowskich Łagiewnikach – abp Eugeniusz Baziak udziela z tej racji odpustu zupełnego wszystkim, którzy w Niedzielę Przewodnią nawiedzą klasztor sióstr Matki Bożej Miłosierdzia

V. 1959 – 1978 – Zakaz Notyfikacji Apostolskiej szerzenia nowego kultu w kościele w formach przedstawionych przez siostrę Faustynę

VI. 1980 – Wydanie Encykliki przez Jana Pawła II pt. Dives in misericordia ułatwia wprowadzenie nowego święta w życie kościoła

VII. 1985 – Krakowski Metropolita Franciszek Macharski jako pierwszy, Listem Apostolskim na Wielki Post, wprowadza w swojej diecezji Święto Miłosierdzia Bożego

VIII. 1993 – Beatyfikacja Sługi Bożej Siostry Faustyny Kowalskiej przyspiesza zatwierdzenie Kultu Bożego Miłosierdzia

IX. 1995 – Wydane przez Stolicę Apostolska dekretu zezwalającego na obchodzenie Święta Bożego Miłosierdzia we wszystkich diecezjach Polski

X. 2000 – Kanonizacja błogosławionej Siostry Faustyny Kowalskiej jeszcze bardziej przyczynia się do zatwierdzenia Święta w całym Kościele.

XI. 2000 – Jan Paweł II ustanawia Święto Bożego Miłosierdzia dla całego Kościoła Powszechnego.
   

POMÓŻ KUBUSIOWI

 

Kubuś znów prosi o pomoc. – W Polsce lekarze mówią nam o…wyłupieniu oczu synka – płacze mama

 

Katarzyna Borek, 0 68 324 88 37, kborek@gazetalubuska.pl

 

   Walczący z nowotworem chłopczyk może być leczony w NowymJorku. Ale nie ma pieniędzy na wyjazd! – Wierzymy w Czytelników „GL”,którzy nas tak bardzo wspierają – powiedział wczoraj tata „naszego”Kubusia.

Historia Kubusia bardzo poruszyła Wasze serca. W sumiezebraliście na jego leczenie już ponad 15 tys. zł! – Nagle od całkiem obcychludzi dostaliśmy ogromną falę ciepła – mówią wdzięczni rodzice Sylwia iRadosław Długoszowie.

 

(fot Paweł Janczaruk)

 

Dlaczego 20-miesięczny Kubuś Długosz z Zielonej Góry jest”nasz”? Bo od wielu tygodni opisujemy w „GL” historię jego walki znowotworem oczu. Na lewe już nie widzi. Na prawe tylko połowę obrazu. Lekarzerozmawiali już nawet z rodzicami, że może trzeba będzie wyłupić gałki…

– Jak to on oczek nie będzie miał? Przecież moje Słoneczkotak się ciemności boi! Musi mieć pieniądze na dalsze leczenie i wyjazdy dokliniki w Warszawie” – tak babcia Kubusia, pani Maria rozpaczliwie błagała Waso pomoc w naszym pierwszym artykule.

– On odmienił nasze życie! – mówi dziś zgodnie cała rodzinaDługoszów.

DZIĘKUJEMY!

Kubuś jest malutki, chudziutki i łysiutki. Ale ma w sobieogromną moc, która poruszyła Wasze serca. Do wczoraj swoje cegiełki do leczeniachłopczyka dołożyli już m.in.:

* Paweł Andrzejewski i jego mama Irena, Filip Majewski zestowarzyszenia „Warto jest pomagać”, mama z Nowej Soli, uczniowie LiceumSpołecznego w Żarach, „Mikołaj” z Sulechowa, 4-letni Michałek,pielęgniarki ze Szpitala Wojewódzkiego w Zielonej Górze, stowarzyszenieDariusza Roźniaty, Magdalena Bąk z Gorzowa, Agencja Rozwoju Regionalnego zZielonej Góry, Damian Szymański, uczniowie Gimnazjum nr 10 w Zielonej Górze,Mikołaj Petrów, Tomasz Marek, panie: Jadwiga, Małgorzata, Elżbieta, Zofia,Joanna, Patrycja, Dorota i Ania z rodziną oraz panowie: Alan, Robert, Michał…plus całe mnóstwo innych anonimowych darczyńców, którym jeszcze raz ogromniedziękujemy!

Macie wielkie serca

– Zanim „GL” napisała o Kubusiu, w walce z jego chorobąpomagali nam tylko najbliżsi i mój pracodawca. Z innej strony były tylkoschody. Wszystko musieliśmy wybłagać, wypłakać… – wspominali wczoraj Radosław iSylwia Długoszowie, rodzicie chłopczyka. – Aż tu nagle od całkiem obcych ludzi,którzy przeczytali o nas w „GL”, dostaliśmy ogromną falę ciepła.

Opisana przez nas historia Kubusia bardzo poruszyła Waszeserca. W sumie zebraliście na jego leczenie już ponad 15 tys. zł!

Długoszowie mówią wprost: gdyby nie Czytelnicy „GL”, dokońca życia nie wyszliby z długów. Pomoc płynęła z całego województwa. Były topieniądze, prezenty, darmowy przejazd do Warszawy i z powrotem. Jednak ostatnioz tamtejszej kliniki onkologicznej już nie nadchodzą dobre wieści. Komórkirakowe Kubusia uodporniły się na leczenie. Polscy lekarze znów zaczęli mówićrodzicom o wyłuskaniu gałek.

– Dla nas to ostateczność! Wierzymy, że na świecie muszą byćmniej radykalne, bardziej nowoczesne metody. Dlatego w tę niedzielę jedziemy doEssen na konsultację. Ale nastawiamy się na leczenie w USA, bo tam mająinnowacyjne metody – tłumaczył nam wczoraj tata.

Ten wyjazd do klinik i w Niemczech, i w USA też jest dziękiCzytelnikowi „GL”- Pawłowi Andrzejewskiemu.

Uwierzyli w ludzi

Pan Paweł pojawił się w życiu Długoszów po przeczytaniunaszego artykułu. Dzięki „GL”, Kubuś ma też własny pamiętnik internetowy.To właśnie przez stronę kubusdlugosz.blog.onet.pl małego zielonogórzaninaodnalazły z kolei panie z Warszawy.

Teraz ta zielonogórska – warszawska grupa wspólnie działa narzecz Kubusia. Aktualnie pomaga Długoszom w załatwieniu amerykańskiej wizy. Jestpotrzebna, bo w środę do Zielonej Góry przyszło zaproszenie od profesorakliniki w Nowym Jorku. Chce widzieć Kubusia u siebie w gabinecie za… tydzień!

– Odpisaliśmy, że w takim tempie nie załatwimy formalności.Ale prawda jest taka, że nie mamy pieniędzy ani na wyjazd, ani na późniejszeleczenie. Ma kosztować w sumie 211 tysięcy dolarów, po dzisiejszym kursielicząc – mówi pan Radek. Całkiem spokojnie, choć przed naszymi artykułami bałsię nawet myśleć o wyjeździe do USA. Bo takie sumy na leczenie były dla niegonie do ogarnięcia.

– Dzięki Czytelnikom „GL” uwierzyłem w ludzi -tłumaczył mi wczoraj. – Skoro jest szansa, by mój synek zachował oczy, będęwalczył o te dolary. Przecież to tylko pieniądze. Papierki. A po stronieKubusia są prawdziwi, dobrzy ludzie.

 

TAK MOŻESZ POMOC KUBUSOWI

 

* Wysyłając specjalnego sms o treści: SERCEK na numer 7138(koszt 1,22, zł).

 

* Oddając mu swój 1 proc. podatku za pośrednictwem Caritasdiecezji zielonogórsko – gorzowskiej, nr KRS 0000 22 68 18 koniecznie zdopiskiem działalność charytatywna C-P-1632/2008.

 

* Wpłacając pieniądze na konto chłopczyka w Caritas: ul.Kościelna 6, 65- 064 Zielona Góra

PKO BP S.A. I o/Zielona Góra 07 1020 5402 0000 0702 00205716 (także z dopiskiem działalność charytatywna C-P-1632/2008).

 

* Na prośbę Czytelników przypominamy prywatne konto tatyKubusia, Radosława Długosza: bank Pekao S.A. I oddział Zielona Góra 31 12 40 2018 1111 0000 27 01 19 06.

 ————————————————————————

Bardzo poruszył mnie ten artykuł, dlatego postanowiłam umieścić go na moim  blogu. Może ktoś go przeczyta i postanowi  POMÓC  temu dziecku.


Liczę na WAS !!!

 

WIELKANOC :-)

 

GRÓB JEZUSA – JEDYNY PUSTY GRÓB NA ŚWIECIE

                            NIEMY ŚWIADEK ZMARTWYCHWSTANIA 

————————————————————

WESOŁEGO ALLELUJA !

ŻYCZENIA

Nie życzę Ci
chodzenia po morzu
dla samego chodzenia.

Nie życzę Ci
noszenia krzyża
dla samego noszenia go.

Nie życzę Ci
radości z życia
dla samej radości.

Nie życzę Ci
wytrwałości w cierpieniu
dla samego cierpienia.

Ale życzę Ci spotkania ze Zmartwychwstałym,
choć także nie dla samego spotkania,
lecz dla zmartwychwstania w Jezusie Chrystusie!
  

WIELKA SOBOTA

Centralnym dniem Triduum Paschalnego jest Wielka Sobota. Jako Wigilia Paschalna swój najgłębszy sens odnajduje w atmosferze czuwania u stóp Grobu Bożego i oczekiwania na cud zmartwychwstania dokonany przez Chrystusa w niedzielę wczesnym rankiem.

Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jako wydarzenie, mające swój konkretny moment w historii ludzkości, jest przede wszystkim niepowtarzalnym cudem, którego nie sposób zbadać za pomocą nauk ścisłych. Wymyka się on wszelkim empirycznym dociekaniom. Stając co roku przed tak wielkim misterium wiary, trzeba nam pochylać się nad nim z pokorą i miłością. Nie sposób bowiem go pojąć czysto intelektualnie. Fakt zmartwychwstania nakazuje rozumowi przyjąć jedyną właściwą postawę: zwrócenia się z ufnością ku mocy wiary, która „pozwala wniknąć do wnętrza tajemnicy i pomaga ją poprawnie rozumieć”(Jan Paweł II, Fides et ratio). Choć Chrystus zmartwychwstaje, to jednak nie powraca już do życia doczesnego i nie podlega jego prawom. Nadprzyrodzoność wymyka się ograniczonej materii.

Tradycyjnie w Wielką Sobotę we wszystkich kościołach parafialnych od wczesnych godzin porannych święcone są pokarmy, spożywane następnie podczas wielkanocnego śniadania. Świątynie, tętniące atmosferą całodziennej adoracji Grobu Chrystusa, otwarte są do samego wieczora. Po zmierzchu rozpoczyna się najbardziej uroczysta i symboliczna Liturgia – Wigilia Paschalna.

Bogactwo czytań przedstawia dzieje rodzaju ludzkiego od dzieła stworzenia przez grzech Adama i Ewy, wyjście narodu wybranego z ziemi egipskiej i przejście (pascha) przez Morze Czerwone, po czytania z Nowego Testamentu opisujące m.in. ustanowienie Najświętszej Eucharystii. Wówczas to po raz pierwszy po czterdziestodniowym poście śpiewa się przed Ewangelią Alleluja – okrzyk radości i wesela. Wierni posłuszni Chrystusowemu nakazowi, aby w gotowości oczekiwać powrotu swojego Pana (por. Łk 12, 35-36), trwają przed ołtarzem z zapalonymi świecami. Paschał, wnoszony uroczyści przez kapłana, symbolizuje Zmartwychwstałego Mistrza z Nazaretu – Boży Logos, Światło narodów na oświecenie pogan i chwałę Ludu Bożego (por. pieśń Symeona). Następnie śpiewany jest Exsultet – hymn pochwalny na cześć Zmartwychwstałego. W czasie Eucharystii odnawiane są przyrzeczenia chrzcielne. Niejednokrotnie podczas Liturgii Wielkiej Soboty konkretni wierni przyjmują sakrament Chrztu św., Pierwszej Komunii św. i Bierzmowania. Są to najczęściej osoby dorosłe, wcześniej przygotowywane do tych uroczystości przez kilka miesięcy. Uroczystość ta powinna kończyć się nazajutrz wczesnym rankiem w Wielką Niedzielę procesją rezurekcyjną, podczas której niesie się Najświętszy Sakrament i śpiewa pieśni wielkanocne. Pięćdziesięciodniowy okres, następujący po Triduum Paschalnym, stanowi dla chrześcijan czas bezpośredniego przygotowania się na przyjęcie do serca Trzeciej Osoby Trójcy Świętej. Zmierza on bowiem ku uroczystości Zesłania Ducha Świętego, zwanej także Zielonymi Świątkami. 

WIELKI PIĄTEK

To dzień męki i śmierci Chrystusa. Kościół rozmyśla nad męką swojego Pana i Oblubieńca, adoruje krzyż, wstawia się do Boga za zbawienie całego świata. Chrześcijanie zachowują post (tylko jeden posiłek do syta) i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych. Według dawnej tradycji Kościoła, tego dnia nie sprawuje się Eucharystii. W kościołach odbywają się nabożeństwa Drogi Krzyżowej i gorzkich żalów. Nie powinny one jednak przesłonić najważniejszej celebracji. Centralnym momentem dnia jest Liturgia Męki Pańskiej, któr sprawuje się ją zwykle wieczorem.

 

Kiedy stajemy wobec Krzyża, na którym Jezusa Chrystus oddał życie za zbawienie świata, milczenie wydaje się bardziej stosowne od słowa. Dlatego liturgia Wielkiego Piątku jest pełna powagi, skupienia i ciszy. A swoją pełnię znajduje w adoracji Krzyża. Kiedy celebrans podnosi odsłonięty Krzyż, Kościół milknie. Cisza staje się modlitwą. Przestajemy modlić się językiem. Patrzymy i zaczynamy modlić się sercem.

 

Wszystko zaczyna się nietypowo. Ministranci i kapłani wychodzą w ciszy do ołtarza. Nie poprzedza ich dzwonek, nie śpiewa się żadnej pieśni. Słychać tylko ich kroki. Po dojściu do ołtarza kapłan nic nie mówi. Po prostu pada na twarz. Wszyscy obecni w Kościele klękają. Wobec zbawczej śmierci Jezusa wszelkie słowa są nieodpowiednie. W tej chwili cisza mówi znacznie więcej. Dziś wspominamy zbawczą mękę i śmierć Bożego Syna, Jezusa Chrystusa. W Jego ranach jest nasze zdrowie…

 

Chwilę później, po krótkiej modlitwie rozpoczyna się Liturgia Słowa. Pierwsze czytanie to tekst z Księgi proroka Izajasza. Kilka wieków przed wydarzeniami dziś wspominanymi ten prorok mówił o nich wskazując, że Mesjasz będzie cierpiał za nasze grzechy. W drugim czytaniu, z listu do Hebrajczyków, jego autor przypomina nam, że naszemu Arcykapłanowi znany jest nasz ludzki los, bo sam został okrutnie doświadczony. I przez to Jego posłuszeństwo dokonało się nasze zbawienie. Ewangelia natomiast – dziś opowiadanie o męce Pana Jezusa według św. Jana – przypomina nam dokładnie tamte wydarzenia… Po homilii w bardzo uroczystej modlitwie wstawienniczej Kościół poleca Bogu siebie i cały świat, wyrażając w ten sposób pragnienie samego Chrystusa: aby wszyscy byli zbawieni. Szczególnie przejmujące są modlitwy o jedność chrześcijan, prośba za niewierzących i za Żydów.

 

Kolejną częścią wielkopiątkowego nabożeństwa jest adoracja krzyża. Od dwóch tygodni wszystkie krzyże w kościołach były zasłonięte. Dziś ukazuje się je na powrót wiernym. Kapłan bierze zasłonięty krzyż, odsłania górną jego część i śpiewa: „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło zbawienie świata”, a wszyscy odpowiadają: „Pójdźmy z pokłonem” i padają na kolana. Po chwili ciszy kapłan odsłania kolejną część krzyża i znów ukazuje nam krzyż na którym zawisł Zbawiciel świata. A my znowu klękamy oddając cześć Temu, który za nas poniósł tę straszną i hańbiącą śmierć. Po chwili kapłan powtarza te same słowa pokazując nam już cały krzyż. A my klęcząc wielbimy naszego Zbawiciela. Księża, a następnie wszyscy wierni podchodzą do krzyża, aby przez przyklęknięcie i symboliczny pocałunek wyrazić osobiste przyjęcie odkupienia. Całości towarzyszy śpiew tradycyjnych pieśni.

 

Adoracja jest dzisiaj najbardziej właściwą postawą ludzi wierzących. Podchodzimy do Krzyża, aby adorować. Aby adorować Chrystusa Pana, aby adorować Jego święte rany, w których jest nasze zdrowie. Aby adorować Miłość, która nie oszczędziła siebie. Aby adorować Boga, który nie opuścił zagubionego człowieka, ale własnego Syna posłał, aby w Nim nas odzyskać.

 

Od tej chwili aż do Wigilii Paschalnej krzyż jest najważniejszym punktem w kościele. Przyklęka się przed nim, tak, jak normalnie przyklęka się przed Najświętszym Sakramentem. Po adoracji Krzyża z ciemnicy przynosi się Najświętszy Sakrament i wiernym udziela się Komunii. Po zakończeniu adoracji i obrzędach komunii Najświętszy Sakrament w procesji przenosi się do tzw. grobu. Zwyczaj budowania grobu wywodzi się z Jerozolimy, gdzie wierni gromadzili się w kolejnych miejscach, związanych z męką Chrystusa – aż po miejsce pośmiertnego spoczynku. Udokumentowane ślady istnienia tego obrzędu w Polsce pochodzą z XIII wieku; znany jest on również w Austrii i w Bawarii. Początkowo w grobie składano krzyż przykryty czerwonym ornatem; w latach późniejszych umieszczano tam figurę Jezusa. Najistotniejsze jest wszakże wystawienie monstrancji z Hostią, okrytej białym, przezroczystym welonem. Przeniesienie Eucharystii przypomina zdjęcie z krzyża i pogrzeb Chrystusa. Ostatnia modlitwa przy grobie wskazuje jednak nadzieję: „Chryste, nasze Zmartwychwstanie i Życie, podźwignij nas z grobu grzechów”.

 

 

   

 

       OTO DRZEWO KRZYŻA, NA KTÓRYM ZAWISŁO

                                                                                ZBAWIENIE ŚWIATA

 

WIELKI CZWARTEK…..

 

Liturgia Wielkiego Czwartku jest niezwykła. Bo też i na pamiątkę  niezwykłych wydarzeń ustanowił ją Kościół. W katedrach biskupi święcą w tym dniu oleje, potrzebne przy udzielaniu sakramentu chrztu,bierzmowania i sakramentu chorych. Oliwa była niegdyś środkiem  wzmacniającym i leczniczym, a gałązki drzewa oliwkowego -symbolem  pokoju. Dlatego Kościół tak szeroko wykorzystuje oliwę w swoich obrzędach.

Podczas uroczystej mszy wieczornej biją dzwony. Ich serca tak łomocą, że ażtym, którzy nie zmieścili się we wnętrzu kościoła, zapiera dech. Ale jeszcze  tylko parę uderzeń i zamilkną, by odezwać się ponownie dopiero   w Wielką Sobotę. Zamilkną też dzwonki przy ołtarzu. Ich radosny głos  zostanie zastąpiony przez głuche klaskanie kołatek. Chrystus wydany na mękę krzyżową cierpi, a cały Kościół pogrąża się w smutku i żałobie.

Wielki Czwartek nazwano ,,wielkim”, ponieważ w tym dniu w Wieczerniku rozegrały się tak brzemienne w skutki wydarzenia: „A gdy nadeszła godzina, zasiadł do stołu i dwunastu apostołów z Nim.Wtedy powiedział do nich: Tak bardzo pragnąłem spożywać z wami tę Paschę,zanim zacznę cierpieć. Bo mówię wam, że już nie będę jej pożywał, aż się dopełni w królestwie Bożym. A potem wziął kielich, odmówił modlitwę  dziękczynną i powiedział: Weźcie go i podzielcie między siebie. Bo  mówię wam, że odtąd już nie będę pil z owocu winnego szczepu, dopóki nie  przyjdzie królestwo Boże. A potem wziąwszy chleb, odmówił dziękczynienie,połamał i rozdał go im mówiąc: To jest ciało moje wydane za was. Czyńcie to samo na moją pamiątkę. Podobnie po wieczerzy wziął kielich i powiedział: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we krwi mojej, która będzie za was wylana…” (Łk 22, 14-20).

Po mszy św. ksiądz obnaża ołtarz. Czyni tak na pamiątkę obnażenia Jezusa  z szat i obmycia Jego ciała. Z ołtarza zdjęto wszystko, nawet  krzyże i lichtarze. To piękny polski zwyczaj i jakże przywodzący namyśl te chwile kiedy Jezus „…wstał od stołu, złożył swe szaty, wziął  prześcieradło i przepasał się nim. Potem napełnił naczynie wodą, zaczął  umywać uczniom nogi i ocierać je prześcieradłem, którym był przepasany…” (J 13, 4-5).

Modlili się ludzie w wielkoczwartkowy wieczór, a później wracali do domów, do codzienności i krzątaniny.

Dzień dobiegał końca. Ludzie udawali się na spoczynek. Pełni wrażeńzasypiali mając pod powiekami barwne plamy układające się w kształtobrazów z dopiero co minionego dnia. Ludzie zasnęli jak Apostołowie, choćJezus kazał im czuwać. A On modlił się w Ogrójcu.

Fragment książki Ewy Ferenc „Polskie tradycje świąteczne”

 

 

TRIDUUM PASCHALNE

 

Obchody Paschalnego Triduum Męki i ZmartwychwstaniaPańskiego rozpoczynają się wieczorną mszą świętą Wieczerzy Pańskiej,celebrowaną w Wielki Czwartek, kończą zaś – nabożeństwem nieszporów,odprawianym w Niedzielę Wielkanocną. Nazwy Triduum Paschalne używa się od 1929roku; wcześniej mówiono o Triduum Sacrum . Łacińskie słowo triduum oznaczadokładnie ‚trzy dni’. Tradycja Kościoła rzymskokatolickiego pozwala jednakżerozumieć triduum również jako trzy fazy misterium Odkupienia. Etap pierwszy topożegnalna uczta, zwana Ostatnią Wieczerzą, oraz zapowiedz ofiary; etap drugi -wydarzenia Wielkiego Piątku, zakończone śmiercią Chrystusa na krzyżu; częśćtrzecia – spoczynek w grobie i cud zmartwychwstania. Nie jest to już okresprzygotowania, lecz czas bezpośredniego uczestnictwa w celebracji świąt.

 

Chrześcijańskie Swięta Wielkanocne nawiązują do Paschy -największych uroczystości religii żydowskiej. Odpowiednikiem aramejskiego słowapascha jest w języku hebrajskim nazwa pesach, bliska znaczeniowo polskiemuwyrazowi przejście. W okresie przed ukształtowaniem się narodu izraelskiegoludy pogańskie obchodziły na wiosnę święto pasterskie. Zgodnie z wierzeniamiludowymi zabijano wówczas zwierzę i jego krwią skraplano namioty, aby zachowaćnajbliższych i dobytek od wpływu złych mocy. Następująca pózniej uczta miałapogłębić więz rodzinną. Podczas posiłku należało całkowicie spożyć odpowiednioprzyrządzone zwierzę – symbol życia; żadna jego cząstka nie powinna dostać sięwrogim demonom. Swięto to zyskało w Izraelu nową treść teologiczną:upamiętniało ocalenie Izraelitów od ostatniej spośród plag egipskich (czyliśmierci pierworodnych synów i zwierząt) oraz wyjście narodu pod wodzą Mojżeszaz niewoli egipskiej.

 

Najstarsze wiadomości o rodzeniu się ceremonii TriduumPaschalnego pochodzą z zapisków Egerii (albo Eterii), pobożnej niewiasty zGalii lub Hiszpanii, która to kobieta w IV wieku pielgrzymowała do miejscświętych w Palestynie. Obowiązujące współcześnie przepisy liturgiczne zostałyunormowane listem apostolskim papieża Pawła VI, opublikowanym 14 lutego 1969roku (treści papieskiego tekstu pt. Mysterii paschalis celebrationem czyliObchodzenie Misterium Paschalnego przypomniała w roku 1988 Kongregacja KultuBożego). Przeżycia Triduum Paschalnego stanowią jedną rozbudowaną całość;podkreślają one związek śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

 

            / http://www.skrzacik.now.pl/triduum.html /

 

 

 

 

 

Brak tytułu

Niedawno w mojej parafii skończyły się rekolekcje.Rekolekcjonista opowiedział taką legendę:

„„Ostatnia Wieczerza” Leonardo da Vinci jest jednym z najsłynniejszyh obrazów świata. Malowidło znajduje się na ścianie  refektarza klasztoru przy kościele Santa Maria della Grazie w Mediolanie. Tworząc  to dzieło, Leonardo da Vinci natknął się na pewną trudność. Musiał namalować Dobro pod postacią Jezusa oraz Zło pod postacią Judasza – przyjaciela, który zdradza go podczas ostatniej wieczerzy. Malarz zmuszony był przerwać pracę, gdyż  poszukiwał modeli doskonałych. Pewnego dnia w czasie występu chóru chłopięcego,dostrzegł w jednym ze śpiewaków idealne uosobienie Chrystusa. Zaprosił go do  swojej pracowni i wykonał kilka szkiców.
Minęły trzy lata. Ostatnia wieczerza była prawie gotowa, jednak Leonardo wciąż nie znalazł idealnego modelu Judasza. Zakonnicy zaczęli naciskać, żądając, by  mistrz jak najszybciej ukończył obraz.
Pewnego dnia, po wielu tygodniach poszukiwań, malarz znalazł w rynsztoku  przedwcześnie podstarzałego młodzieńca, obdartego i pijanego w sztok. Z trudem  udało mu się nakłonić swoich uczniów, by zabrali go prosto do kościoła,ponieważ nie miał już czasu na szkicowanie. Zaniesiono zdezorientowanego  nędzarza do świątyni. Uczniowie podtrzymywali go, podczas gdy Leonardo nanosił  na fresk rysy wyrażające okrucieństwo, grzech, samolubność, tak wyraziście malujące się na tej twarzy.
W tym czasie żebrak nieco otrzeźwiał. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą malowidło.
– Ja już tu byłem! Widziałem już ten obraz! – wykrzyknął z przerażeniem.
-Kiedy? – spytał zaskoczony mistrz.
-Przed trzema laty, zanim wszystko straciłem. Śpiewałem wtedy w chórze, moje  życie było pełne marzeń i pewien artysta poprosił mnie, abym mu pozował do  postaci Jezusa.
Młodzieniec zapłakał………”

 

 

” KRZYŻU ŚWIĘTY………”

1. Krzyżu Święty, co świat obejmujesz,

Który rozdartą ziemię ramionami dwoma,

Jak dziecko słabe matka przed ciemnością bronisz,

Zmiłuj się nad nami.

Krzyżu Święty, masz moc pojednania

I północy z południem i wschodu z zachodem

Który nienawiść łamiesz, a niewolę kruszysz,

Zmiłuj się nad nami.

 

Ref.: Tobą mury rozwalać, Tobą się osłonić,  

Tobie się ufnym sercem z miłością pokłonić.

Tobą mury rozwalać, Tobą się osłonić,  

Tobie się ufnym sercem z miłością pokłonić.

 

2. Krzyżu Święty, który ziemię spinasz,

Jak gdy żelazną klamrą człowiek dom swój chroni,

By się w gruzy nie rozpadł na zwęglonej ziemi,

Zmiłuj się nad nami.

Krzyżu Święty, nad nami wzniesiony,

Jak bandaż litościwie ściągasz brzegi rany,

By się nowe zaczęło w sercu wyleczonym,

Zmiłuj się nad nami.

 

 

MOJE ŻYCIE cz 1.

Urodziłam się 34 lata temu. W lipcu. Całkowicie ZDROWA. Kiedy miałam 2 tygodnie zachorowałam na zapalenie ucha. Potem zapalenie płuc…. Było ze mną bardzo źle…zabrano mnie do szpitala. Lekarka, która się mną zajmowała radziła rodzicom mnie ochrzcić…bo nie wiadomo było czy wyżyję….Ochrzciła mnie babcia wodą…….

W szpitalu dwa razy przeszłam śmierć kliniczną….niedotlenienie mózgu…..Mama opowiadała, że byłam cała sina. Opowiadała też, że niektórzy lekarze mówili :” Jest pani młoda, zdrowa,urodzi pani sobie drugie.”  A ona modliła się tylko o to, żebym żyła….

                                                                                           /   cdn…/