POTWIERDZENIE

Byliśmy w komnacie SERCA Najdroższego. Umiłowany mój i ja. Tańczylismy bardzo.
Ukochany leżał na łożu Miłości. Ja przy Najdroższym moim leżałam, a głowę położyłam na Jego SERCU. Umiłowany tulil mnie do NIEGO. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką
Gładzil moje włosy i twarz delikatnie i słodko. Tuliłam się do SERCA Najdroższego i całowalam JE ze wzruszeniem. Trwalismy w Miłości… Umiłowany mój i ja. Aż usłyszałam cichy głos Najdroższego mojego:
„Perlo Moja ukochana…!”
Natychmiast zbliżyłam twarz do Jego twarzy i patrzyłam Mu w oczy.
„Tak, Maleńki mój?”
Umiłowany również patrzył mi w oczy głęboko. Miłość sama…
„Pamiętasz Perełko nasze zaślubiny? Pragnę je powtórzyć i potwierdzić.”
„Pragnę Cię, Najdroższy mój – szepnęłam wpatrzona w Niego z zachwytem i oddaniem. I wyszeptalam wprost do Jego ucha:
„Cala Twoja i cała dla Ciebie, Maleńki mój, Umiłowany… Najdroższy mój…”
I ucalowalam Go tak jak oblubienica całuje swego Oblubienca. Najdroższy patrzył we mnie słodko. Rozpromieniony Miłością.
„Cały Twój i cały dla Ciebie, Maleńka Moja Umiłowana!”
I pocałował mnie tak jak Oblubieniec całuje Swoją oblubienice. Czule, pięknie i słodko. Uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała i On uśmiechał się do mnie promiennie. Szczęśliwy ogromnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z zachwytem. Potem spytałam z uśmiechem:
„Zatańczymy, Najdroższy?”
On spojrzał we mnie z zachwytem. I w jednej chwili już tańczyliśmy na Łące. W świetle i kwiatach. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach, obejmował i w tańcu prowadzil. Pięknie tańczyliśmy! Bardzo pięknie! Lekko i zwiewnie i w niezwyklej bliskości. Intymnie bardzo… Oblubieniec i Jego oblubienica. Nagle zatrzymałam się i oparłam się o Najdroższego mojego…
„Ukochany, sił mi brakuje… Przepraszam Cię…”
Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i delikatnie położył mnie na Łące, w kwiatach. Leżałam, a Umiłowany mój klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna.
„Moja Maleńka! Śliczna Moja! Moja Wybranka, Umiłowana!”
Uśmiechałam się do Niego poruszona. Dotknęłam dłonią Jego policzka z czułością i wpatrywalam się w Umiłowanego mojego z zachwytem.
„Cala Twoja, Umiłowany mój..”
Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach… Płonąl Miłością. Rozpalal Nią moje serce. Tak, że ja sama płonęlam Jego Miłością. Miłością Najdroższego mojego! Płonęlam! Cała dla NIEGO!!!

W MIŁOSNYM PRZYTULENIU

W komnacie SERCA Umiłowanego byłam. Z Najdroższym moim tańczyłam bardzo. Umiłowany leżał na łożu, które stało się Krzyżem. Leżał cały pokryty ranami i siniakami… Cierpiący niezmiernie… Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. A ja cała obolała klęczałam przed Nim. Pochylalam się nad Najdroższym moim z miłością, boleścią i współczuciem… Serce mnie bolalo, pękalo kiedy widziałam Najdroższego mojego tak cierpiącego…
„Az tak bardzo mnie kochasz, Najdroższy mój… Tak bardzo…”
„Tak, Maleńka Moja!”
Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam z uwielbieniem i nabożeństwem. Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku. Całowalam jak oblubienica całuje swego Oblubienca… Najczulej jak potrafilam. Kiedy całowalam JEGO stopy, usłyszałam cichy głos Najdroższego:
„Perlo Moja Maleńka…”
Natychmiast pochyliłam się nad Jego twarzą. Cierpial…
„Tak, mój Maleńki? Czego sobie życzysz Najdroższy mój?” – spytalam patrząc z tkliwością.
„Przytul… Tęsknię…”
„Najdroższy mój…”
Objęłam Go delikatnie i przytuliłam się do Niego tańcząca. Ukochany obejmował mnie i tulil mocno, mocno… Do SERCA Swego przytulał. I zobaczylam jak ze zranionego boku Najdroższego wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Uwielbialam Jego Miłość do mnie… Zapragnęłam…
„Oblubienca ma być podobną do swego Oblubienca. I ja pragnę być podobną do Ciebie, Najdroższy mój. Pragnę być z Tobą ukrzyżowana z Tobą, Najdroższy mój. Pragnę…”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko.
„Jesteś ukrzyżowana ze Mną, Perełko Moja! Masz ukrzyżowane, przygwozdzone ręce i nogi. I serce przebite troską o Twoje Dzieci. Jesteś do Niego podobną, Maleńka. Bo kochasz!”
„Pragnę… Najdroższy mój…”
Umiłowany patrzył mi w oczy, promiennie.
„Krzyż, łoże boleści stało się lozem Miłości, Perełko Moja Umiłowana!”
„Nie sądziłam że kiedykolwiek tego doświadcze, Umiłowany!”
„Dzięki Miłości wszystko jest możliwe, Maleńka!”
Trwalysmy w przytuleniu i tańcu. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy w miłosnym przytuleniu.

KRZYŻ ŁOŻEM MIŁOŚCI

W komnacie SERCA Umiłowanego mojego byłam. Na łożu tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Klęczał przy mnie i pochylal się nade mną kochający i współczujacy niezmiernie. Dotykał miejsc w moim ciele, które mnie bolały. Z czułością bez miary. Dotykał też miejsca, które boli mnie najbardziej. Całowal to miejsce…
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”-wyszeptal tkliwie.
„Bardzo, Najdroższy mój. Ale wiesz co właśnie pomyślałam? Że jeśli istnieje powołanie do cierpienia to TY mnie do niego powołales.”
Ukochany uśmiechnął się do mnie z wielką Miłością.
„Istnieje powołanie do cierpienia, Najmilsza Moja. I to prawda że Ciebie do niego powołalem. Ale nie tylko powołalem. Wybrałem Cię Perlo Moja! Jesteś wybrana przeze Mnie. Wybrałem Cię, żebyś dzieliła ze Mną Moje Cierpienie. Wybranka Moja jesteś!”
„Najdroższy mój…” – szepnęłam z miłością i uwielbieniem.
Tańczyłam bardzo intensywnie. Umiłowany wciąż całowal tam gdzie mnie bolalo. Całowal moje cierpienie…
„Najdroższy mój… Tęsknię… Przytul…” – szepnęłam prawie bezglosnie. Umiłowany spojrzał we mnie poruszony bardzo.
„Najdroższa Moja… pragnę!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i przytulił się do mnie. Całkowicie wtulil się we mnie. I otulił Sobą…
„Oblubienico Moja Umiłowana! Wybranko Moja! Moja słodka Tancerko!”
Przytulałam Najdroższego mojego z miłością. W milczeniu. Nie miałam siły żeby coś powiedzieć. Z resztą nie trzeba było słów.
„Cierpię z Tobą, a Ty dla Mnie Cierpisz, Maleńka!”
To nasze łoże zmienilo się w Krzyż. A Krzyż stał się łożem Miłości.

NAJDROŻSZY MÓJ…

W komnacie SERCA Najdroższego byłam. Na łożu tańcząca leżałam. Umiłowany, Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z Miłością bezgraniczna… Patrzyłam w JEGO oczy…
„Najdroższy mój… jak mogę Ci usłużyć?” – spytalam patrząc w Umiłowanego.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Chciałbym położyć głowę na sercu Twoim, Maleńka Moja. I odpocząć przy Tobie…”
Spojrzałam w Najdroższego rozczulona i uradowana ogromnie! Rozłożylam ręce i szepnęłam uśmiechając się do Ukochanego mojego:
„Chodź do mnie Maleńki!”
Umiłowany objął mnie z czułością i położył głowę na moim sercu.
„Jesteś Moim odpocznieniem i ukojeniem, Perełko Moja!”
Odpoczywal wtulony we mnie, w serce moje. Ja jedna ręką obejmowałam Go z tkliwoscia, przytulalam Umiłowanego. A drugą dłonią dotykałam Jego twarzy, gładzilam Jego policzek, brodę i włosy.
„Najdroższy mój… Najdroższy mój…” – szeptałam radośnie.
Długo tak dotykałam, głaskalam z miłością i uwielbieniem… W końcu pomyślałam że może to Mu przeszkadza w odpoczynku. I przestałam. Położyłam rękę na łożu. Umiłowany natychmiast ujął delikatnie moją rękę w Swoje dłonie i położył na Swym policzku.
„Ukochany mój… chcesz? Chcesz?” – spytalam, a serce mi biło radośnie.
„Pragnę, Maleńka Moja!”
Serce aż mi podskoczylo ze szczęścia!
Dotykałam więc twarzy Najdroższego mojego… Gładzilam…
„Pięknie korzystasz z władzy Miłości nade Mną, Maleńka Moja!”
„Najdroższy mój…”-szepnęłam z uwielbieniem.

W JEGO MIŁOŚCI…

Upadłam. Najdroższy podniósł mnie, obmyl, przytulił do SERCA.

I teraz trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością… Ja jednak nie patrzyłam Mu w oczy. Oczy miałam spuszczone, wpół zamknięte. Leżałam smutna, rozczarowana, zniechęcona sobą. Myślałam że Najdroższy będzie się na mnie gniewal, złościl, oskarzal. Zasługiwalam na to, i chciałam tego. Tymczasem… Najdroższy mój patrzył we mnie z wielką Miłością, łagodny i cichy. Nie widziałam JEGO spojrzenia, ale czułam je na sobie i w sobie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam To Jego miłujące Spojrzenie…
„Piękna Moja…” – wyszeptal z tkliwoscia Najdroższy mój.
„Piękna?!! – oburzyłam się – zawiodłam siebie, zawiodłam Ciebie… A Ty jeszcze mówisz że….”-szepnęłam spuszczajac znów oczy.
Najdroższy przetrwał mi gwałtownie.
„Siebie może i zawiodłas. Ale Mnie nie, nigdy Mnie nie zawiedziesz!”
Otworzylam szeroko oczy ze zdumienia i patrzyłam w Umiłowanego mojego. On mówił dalej:
„Nigdy Mnie nie zawiedziesz, Maleńka Moja. Nie jesteś w stanie Mnie zawieźć!”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona ogromnie! Zdumiona do głębi!!! Spojrzałam i zobaczyłam Miłość! Miłość, która jest większa niż wszystkie moje upadki i wszystkie moje zawody. Miłość większą niż wszystkie zawody i wszystkie upadki świata!!! MIŁOŚĆ!
„Najdroższy mój…” – szepnęłam rozbrojona Miłością.
„Piękna Moja… Wczoraj powiedziałaś że chcesz Mnie kochać bardziej i bardziej. Pomogę Ci jeśli zechcesz. Będziesz Mnie kochać Moją własną Miłością.”
„Twoją własną Miłością??!!”
„Tak. Jeśli zechcesz, Perełko.”
„Jeśli zechce??! Chcę! Pragnę!!! Bardzo!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością niewyobrażalna.
„Niewiele Ci do tego brakuje!”
Patrzyłam w Umiłowanego oszolomiona, zdumiona do głębi duszy!!! On patrzył we mnie rozczulony i rozpromieniony ogromnie…
„Oj, Maleńka Moja, Ty nawet nie wiesz, nawet sobie nie uświadamiasz jak bardzo Mnie kochasz!”
Patrzyłam w oczy Najdroższemu mojemu. Olśniona. To była prawda. Tak bardzo chciałam kochać Najdroższego mojego bardziej i bardziej, że nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo Go kocham. Nie cieszyłam się ta miłością…
Patrzyłam w Najdroższego mojego z miłością. Cała szczęśliwa… A ON nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego. Uwielbialam Go. Potem wstałam z Jego kolan, ujęłam Go delikatnie i położyłam na łożu. Poddawal mi się z uśmiechem. Przemknelo mi przez myśl że Bóg poddaje się grzesznicy. Ale od razu odrzuciłam te myśl od siebie. „Grzesznica byłam kiedyś, teraz jestem ukochaną, oblubienica Najdroższego mojego. I będę się zachowywać jak oblubienica” – pomyślałam. Dotknęłam dłonią policzka Najdroższego i gładzilam z czułością. Potem zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i pocałowałam Umiłowanego mojego. Pocałowalam jak oblubienica całuje swego Oblubienca. I patrzyłam Mu w oczy głęboko. I Umiłowany mój patrzył mi w oczy promiennie bardzo…
„Właśnie tak, Maleńka Moja. Właśnie tak. Masz władzę Miłości nade Mną. Korzystaj z niej, Perlo Moja!”
„Będę, Najdroższy mój… Będę!”
Obsypywalam pocałunkami Umiłowanego mojego. I tonęlam w JEGO Miłości.

ŚWIT

W komnacie SERCA Najdroższego byłam. Na łożu tańcząca leżałam. Umiłowany mój był ze mną. Był przy mnie… Pochylał się nade mną z Miłością i tkliwością niesamowitą… Gładzil moje włosy, czoło i policzek… Swoją Maleńką. Patrzyłam w JEGO oczy z ufnością i oddaniem, głęboko… Zapatrzylam się…
Znalazłam się znów przed lepianka. Uboga, ale zadbanej. Stały przed nią cztery osoby i osiol, objuczony tobołkami. Poznałam Miriam i Józefa. Obok nich stałi jeszcze staruszek i staruszka. Miriam i Józef ubrani w podróżne peleryny, żegnali się ze staruszkami. Józef pocałowal z szacunkiem ich dłonie, Miriam przytuliła się do staruszki, ze czcią pocałowala pomarszczona dłoń staruszka. Potem Józef pomógł jej wsiąść na osła. I ruszyli w podróż. Józef szedł prowadząc osla za uzde. Szedł szybko. Staruszkowie długo patrzyli za oddalającą się parą, w końcu weszli do chaty. Na horyzoncie na tle wschodzacego słońca widziałam trzy ciemne postaci. Józefa prowadzącego osla i siedzącej na nim Miriam. Świtało.
Lezalam i patrzylam w Umiłowanego mojego. W Jego oczy patrzyłam.
„Wiesz, Najdroższy mój… Wczoraj jednemu z moich Duchowych Synów powiedzialam, że jestem samotna, ale nie sama. Nie sama, bo mam Ciebie, Najdroższy…”
Umiłowany rozczulil się nade mną i rozpromienil bardzo. Wziął mnie w Ramiona, nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swojego. Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach.
” Tak, Perlo Moja. Masz Mnie! Jestem z Tobą! Jestem w Twojej samotności, w Twym cierpieniu i poczuciu opuszczenia. Jestem z Tobą, Maleńka Moja!”
„I jesteś moim Świtem, Najdroższy!”
Tańcze w dłoniach Umiłowanego mojego.

BĘDĘ!

W komnacie SERCA Najdroższego byłam. W Umiłowanym moim, w Jego ramionach. W JEGO dłoniach radośnie tańczyłam. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we mnie z zachwytem. Promienial cały uśmiechem. Uśmiechałam się do Niego z miłością.. Rozmyślalam…
„Długa drogę z Tobą przebylam, Najdroższy mój.,. Zaczęło się od wpatrywania się w Twój wizerunek. Potem była ławeczka w Ogrodzie mojego serca. Później druga obok studni. Potem był drugi Ogród, wodospad Miłości i Drzewo Krzyża. I Jego Owoce… Wybrałam Twoje SERCE, Najdroższy. Później Łąka i altanka w chmurach. A teraz TO…”
Rozglądalam się po komnacie SERCA Najdroższego z zachwytem.
Najdroższy mój patrzył we mnie z zachwytem…
” Ty też się jesteś Owocem Drzewa Krzyża. Musiałaś dojrzeć jak owoc. I dojrzalas, Perełko Moja! „
” A Ty mnie zerwałes i wziąłeś do Siebie… „- szepnęłam wpatrzona w Niego z wdzięcznością i radością.
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Jesteś szczęśliwa, Perełko Moja Maleńka?”
„Bardzo, bardzo, bardzo, Najdroższy mój!!!”
„A dlaczego?” – spytal uśmiechając się do mnie Najdroższy.
„Bo jesteś ze mną, pragniesz mnie i kochasz!!!”
A po chwili spytałam:
„A Ty, Najdroższy mój, jesteś szczęśliwy?”
„Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, szczęśliwy, Maleńka Moja!”
„A dlaczego?”
Umiłowany rozpromienil się ogromnie!
„Bo jesteś ze Mną, pragniesz Mnie i kochasz Mnie,  Maleńka Moja!”
Rzuciłam się na szyję Umiłowanemu mojemu! Objęłam Go z czułością…
„Kocham Cię, mój Najdroższy! Ale pragnę Cię kochać bardziej i bardziej i bardziej… I bardziej…”
Umiłowany promienial cały uśmiechem i szczęściem wielkim. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I mocno przytulił do SERCA Swego.
Patrzyłam w Umiłowanego w milczeniu… W zachwycie i uwielbieniu.
” Jestem szczęśliwa, a najszczęśliwszą​ będę z Tobą Najdroższy, w Domu… Mam nadzieję że Tam z Tobą będę!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie najczulej…
„Będziesz, Perlo Moja!”
Patrzył we mnie z zachwytem ogromnym. Trwam w JEGO Miłości!

W DALEKĄ PODRÓŻ

Wydawnictwo przyjęło wezwania modlitwy wiernych, które ulozylam do „OREMUSa”.

Lezalam w łożu, tańcząca bardzo. Ale szczęśliwa i radosna bardziej. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. Uśmiechałam się do Niego z miłością i radością. I On uśmiechał się do mnie promiennie. Szczęśliwy ogromnie. Widziałam, że jest szczęśliwy… Cieszyłam się że ON się cieszy!!!
„Najdroższy mój… wiedziałeś, że przyjmą, prawda?” – spytalam uśmiechnięta, ale raczej nie było to pytanie, stwierdziłam fakt po prostu. Najdroższy pochylil się nade mną jeszcze bardziej i pocałowal mnie w czoło.
„Oczywiście, Maleńka Moja! – zaśmiał się perliscie – inaczej nie poprosiłbym Cię, żebyś ulozyla wezwania!”
Roześmiałam się serdecznie. Leżałam na tym wielkim łożu i czułam się dziwnie… Nie potrafię opisać jak. Zagubiona? Nieswojo? Nie wiem…
„Co będziemy robić, Najdroższy? Zatańczymy? Chyba nie myślisz że będę cały czas w łóżku leżeć?! – smialam się wesoło – nie lubię leżeć w łóżku!”
Smialam się wesoło, radośnie. Umiłowany mój również się śmiał. Znów pocałowal mnie w czoło i wziął na ręce. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Objęłam Go delikatnie i przytuliłam do siebie.
„Tu mi najlepiej, Najdroższy mój… Tu, przy Tobie mogę być cały czas…” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego. On uśmiechnął się do mnie cudnie i wyszeptal tajemniczo:
„Zabieram Cię w daleką podróż, Perełko Moja!”
„W podróż?! – zdziwiłam się – Dokąd?”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie tylko i patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w JEGO oczy…
Nagle zobaczyłam przed sobą małą chatkę, chatynke, lepiankę. Chata wyglądala bardzo ubogo, biednie, ale jednocześnie była zadbana. Zbliżal się wieczór, robiło się na dworze szaro. Ale widać było że chata niedawno była malowana na biało. O ścianę frontowa oparte były sprzęty stolarskie. Mlotki, piła, hebel i jeszcze inne, których nazw nie znam.
Otworzyły się drzwi i z chaty wyszła młoda kobieta, a raczej dziewczyna w zaawansowanej ciąży. Stanęła przed chata i zaczęła się rozglądać jakby na kogoś czekała. Skromnie, ubrania, ubogo, dziewczyna była bardzo piękna, a z Jej twarzy bił dziwny blask. Mimo biednego ubioru wyglądała dostojnie. Nagle dziewczyna uśmiechnęla się promiennie i zaczęła do kogoś machać. I za chwilę obok niej pojawił się mężczyzna. Był młody i przystojny. W ręku niósł przybory stolarskie. Odstawil je i przytulił z czułością kobietę.
„Miriam, Kochana moja – pocałowal kobietę w policzek – Jakże się czujesz, żono? Jak Dziecko?”
Kobieta uśmiechnęla się do mężczyzny. Piękne.
„Dzięki Najwyższemu ja i nasz Syn czujemy się dobrze! Dziękuję Józefie, mój mężu! A ty na pewno zmęczony jesteś? Jak było w pracy?
” W pracy dobrze, ale przynosze nie dobre wieści… Cezar zarządził spis ludności. Muszę się udać do Betlejem i tam się zapisać. Ty żono moja niestety musisz jechać razem ze mną… W twoim stanie… To niebezpieczne. I podróż długa.”
Miriam ucalowala Józefa w policzek.
” Oczywiście, że jadę z tobą, mój mężu! Nie martw się o mnie, Najwyższy jest z nami. I mam ciebie!
Józef objął swoją żonę z troską i czułością.
„Chodźmy do domu, zrobiłam kolacje. Zjesz i odpoczniesz. A ja spakuje najpotrzebniejsze rzeczy!”
„Tak. I ty moja Miriam wypocznij. Wyruszamy jutro przed świtem.”
„Nasz Syn zobaczy rodzinne miasto swego ojca” – kobieta uśmiechnęła się do męża.
„Błogosławiony niech będzie Najwyższy, że dał mi Taką żonę!”
„A mi Takiego męża!”
Odwrocili się i obejmując się nawzajem, weszli do chaty. Zamknęly się drzwi.
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Tulił mnie mocno do SERCA Swego. Uśmiechał się do mnie cudnie i ja uśmiechałam się do Niego.
„Dziękuję Ukochany mój!” – szepnęłam całując Go w policzek – Troszczyles się o Nich, prawda?”
” Prawda, Maleńka Moja. Troszczę się o każdego kto Mi się powierza, kto Mi oddaje siebie i swój los.”
„I o mnie się troszczysz, Najdroższy!”
„Tak, Perełko Moja Maleńka!”
„Kocham Ciebie, Najdroższy mój…” – szepnęłam przytulajac się do Niego jeszcze bardziej. Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem…

OBLUBIENICA W SERCU OBLUBIEŃCA

„Umiłowany! Najdroższy mój!”
„Perlo Moja Ukochana!”
„Jak pięknie mnie nazywasz, jak pięknie się do mnie odnosisz Umiłowany mój!”
„A Ty do Mnie jak pięknie, Maleńka Moja! Mało kto tak Mnie nazywa. Dla niewielu jestem ‚Najdroższym’.”
„Eee… pewnie dla wielu ludzi jesteś bardzo, bardzo drogim! Chciałabym, żeby tak było! Bardzo!!!”
Umiłowany pochylil się nade mną i mnie pocałowal. Uśmiechał się do mnie cudnie i uśmiechałam się do Niego radośnie. Byłam szczęśliwa, że Najdroższy nie jest smutny, że się uśmiecha,
„Jak głowa, Perełko?”
„Boli. Ale przejdzie, nie martw się Najdroższy! Przejdzie. Ja mam twardą lepetynke!” – zaśmiałam się wesoło. Umiłowany też śmiał się perliscie. Znów mnie ucalowal.
Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Promiennie bardzo. Przytulił mnie do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie tak pięknie i słodko… Patrzyłam Mu w oczy z zachwytem i uwielbieniem.
„Tęsknię, Najdroższy mój! Bardzo tęsknię… Wiesz za Czym, prawda?”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko.
„Wiem, Maleńka Moja. Czekaj, proszę.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego.
„Czekam!”
A po chwili szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie:
„Tymczasem idziemy na Łąkę! Potańczyć!”
Umiłowany zaśmiał się radośnie. I w jednej chwili byliśmy na Łące, wśród światła i kwiatów. Staliśmy naprzeciw siebie. Umiłowany mój i ja. Ukochany jedną dłonią obejmował mnie, przytulal do Siebie, a drugą dłonią gładzil moje włosy, czoło i policzek. Gładzil z czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie dziwnie. Jakby nie widział nigdy wcześniej… Patrzył z takim zachwytem i podziwem… Stanął i patrzył we mnie… Promienial cały uśmiechem. I szepnął do serca mojego:
„Zabiegasz, żebym nie był smutny, Perełko Moja Umiłowana! Pragniesz Mnie ucieszyc! Cieszysz i uszczęśliwiasz Mnie bardzo!”
I zanim zaczęłam cokolwiek mówić, pocałowal mnie. Raz, drugi… trzeci… Całowal i całowal. Z czułością wielką. Pocałunek przy pocałunku…
” Najdroższy mój… „- szepnęłam zachwycona i oniesmielona jednocześnie.
” Pozwól mi, Perlo Moja, proszę. Pozwól Mi…”
„Cala Twoja, Najdroższy…” – szepnęło moje serce.
I Umiłowany mój całowal mnie ciągle… Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku… Całowal jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Piękne, czysto i słodko..
„Chodź do Mnie, Maleńka!”
Wziął mnie na ręce i wzniósł się do góry. Wysoko, wysoko… Ponad chmury. I jeszcze wyżej! Leciał i leciał… Ale patrzył tylko we mnie, a ja w Niego tylko patrzyłam. Najdroższy leciał. Trzymał mnie na rękach i leciał… W końcu stanął. Postawił mnie obok Siebie.
„Jesteśmy na miejscu, Perełko!”
Rozejrzałam się wokół.. I z początku nic nie widziałam tylko ciepłe jasne światło. Podobne jak na Łące, tylko cieplejsze i jaśniejsze. Po dłuższej chwili zobaczyłam że jesteśmy w jakiejś komnacie. Bardzo pięknej i zdobnej bardzo bogato…. Przed nami stało wielkie łoże. Popatrzyłam w Umiłowanego mojego pytająco, zdumiona i zaskoczona tym wszystkim do głębi!
„Najdroższy… Mój Najdroższy… Co to…?!”
Umiłowany patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
To Twoja komnata, Perełko Moja. Nie będziesz już mieszkać w altance. Tylko tu. Przy Mnie. Oblubienica przy Oblubiencu swoim!”
Zdumiona patrzyłam w Najdroższego mojego!!! A ON zaśmiał się radośnie, wziął mnie znowu na ręce i delikatnie położył mnie na łożu. Było bardzo mięciutkie i wygodne. Idealne dla moich obolałych stawów, mięśni i kości. Umiłowany poprawił mi poduszki pod głową. I Sam położył się obok mnie. Patrzyłam w Niego wciąż zdumiona ogromne, ale przede wszystkim szczęśliwa niezmiernie!!!
„Dziękuję Ukochany mój! Dziękuję, Najdroższy…”
Umiłowany mój uśmiechał się do mnie cudnie. Promienial cały uśmiechem, radością i szczęściem wielkim. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. W oczy mi patrzył… I ja patrzyłam w JEGO oczy głęboko.
Nagle usłyszałam jakiś dziwny dźwięk, odgłos. Rytmiczny, miarowy… Znów spojrzenie w Umiłowanego.
„A to co, Najdroższy?”
„Ty wiesz CO to, Perełko Moja – Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie – posłuchaj tylko.”
Słuchałam,.. Odgłos był miarowy, w jednakowych odstępach czasu… Zamknelam oczy i słuchalam… Gdy zamknelam oczy, poznałam od razu!!! Otworzyłam oczy i spojrzałam w Umiłowanego mojego. Ucalowalam Go szczęśliwa cała…. uśmiechałam się do Niego radośnie. Promieniał….
„Tak… nigdy nie myślałam, że będę mieszkać w  takiej komnacie, przy Tobie – szepnęłam rozpromieniona – I jeszcze słyszeć bicie Twego SERCA!!!”
„Jesteś w samym JEGO Centrum. Ono bije dla Ciebie, Maleńka!”
Trwam w zachwycie i uwielbieniu…

CZEKAM!

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo leżałam. Wczoraj miałam wypadek i teraz leżałam obolała. Najdroższy mój, Umiłowany mój był ze mną. Był przy mnie czuły i kochający. I współczujacy niezwykle i smutny…
„Boli Cię… Maleńka Moja…”
„Boli, Najdroższy. Ale przejdzie. Nie martw się Najdroższy mój. Przejdzie. A teraz tańcze dla Ciebie!”
„Pięknie tańczysz Perełko Moja!” – Umiłowany patrzył we mnie słodko, ale wciąż smutno.
„Uśmiechnij się do mnie Najdroższy! Proszę! Uśmiechnij się! Pragnę Twojego uśmiechu!!! Nie martw się o mnie Najdroższy mój! Uśmiechnij się do Swego maleństwa…” – szepnęłam uśmiechając się do Ukochanego mojego.
„Tańczysz bardzo i jeszcze Mnie pocieszasz…” – szepnal Najdroższy mój z tkliwoscia bezdenna… I rozpromienil się bardzo nade mną. Rozjaśnił. I patrzył we mnie uśmiechnięty bardzo.
„Jesteś Moim usmiechem dla innych, Perełko”- uśmiechnął sie do mnie cudnie.
„Pragnę być… i będę!”
„Jesteś! Kiedy Ty się usmiechasz i JA się uśmiecham.”
Umiłowany wziął mnie na ręce i usiadł na kanapie. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swojego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA.
„Odpocznij teraz Maleńka. Przy SERCU odpocznij!”
Kiwnelam głową z uśmiechem. Zamknęłam oczy i odpoczywalam słuchając bicia SERCA Najdroższego. Ukochany przytulał mnie,, otulał mnie Sobą. Przenikal mnie, wchodzil we mnie. I ja w Niego wchodziłam… Znalazłam się jakby na śniegu. Była noc. Przed sobą zobaczyłam małą, pełną świeżego siana stajenke, żłobek. Stajenka była pusta. Wokół też było pusto i ciemno. Tylko jedna gwiazda oświetlala żłobek. Ukleklam przed nim i rozmyślalam.
„Umiłowany ponad dwa tysiące lat temu przyszedł na świat. Przyszedł, choć to nie było dla NIEGO miejsca… Wielu ludzi oczekiwalo Mesjasza. Ale i wielu inaczej sobie Go wyobrażalo. Wielu wyobrażało sobie Mesjasza, który przyjdzie i wyzwoli Swój naród spod rzymskiej okupacji, a Sam będzie panował jako król, w chwale i majestacie. Tymczasem On wybrał Krzyż. Pragnął wszystkich wyzwolić z niewoli grzechu, przytulić do zranionego SERCA…”
Trwałam tak w rozmyślaniu…
Nagle zobaczyłam Jego twarz! Leżałam znów na kwiatowej kanapie, a Najdroższy pochylał się nade mną świetlisty cały…
„Przyjdź, Najdroższy mój! Tęsknię… bardzo tęsknię. Bardzo!!! Pragnę patrzeć Ci twarzą w Twarz… Przyjdź!”
Umiłowany pochylił się jeszcze bardziej i mnie pocałował.
„Przyjdę niebawem, Maleńka. Czekaj na Mnie!”
„Czekam! Czekam, Najdroższy!”
Ukochany obsypywał mnie pocałunkami jak deszczem…

OBIETNICA

Wchodził we mnie Najdroższy mój. I ja w Niego wchodzilam. Najdroższy otulal mnie Sobą. Zamykal mnie w Sobie i otwieral na Siebie… Znalazłam się jakby na śniegu. Była noc. Przed sobą zobaczyłam małą, pełną świeżego siana. Stajenka była pusta. Wokół też było pusto i cicho i ciemno. Tylko jedna gwiazda oświetlala stajenke. I usłyszałam znajomy glos Umiłowanego mojego:
„Niedługo spełnie Swą Obietnicę, Maleńka Moja!”
„Już spelniles Najdroższy! Przyszedłes przecież..”
„Najmilsza Moja, niedługo spełnie Obietnicę, którą dałem Tobie.”
„Jaka Obietnicę…?!”
I… w jednej chwili znalazłam się na drodze. Szliśmy razem z Umiłowanym moim. Trzymał mnie za rękę i prowadził mnie. Oboje wiedzieliśmy dokąd idziemy. Umiłowany był bardzo świetlisty i jasny i promienial szczęściem wielkim, ogromnym!!!! I ja byłam rozpromieniona cała i cała szczęśliwa i zachwycona!!!
Szliśmy. A przed nami świecilo wielkie jasne Słońce. Lekki wietrzyk rozwiewal mi włosy. Szliśmy i uśmiechalismy się do siebie nawzajem. Ukochany uśmiechal się do mnie, a ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Wiedzieliśmy dokąd idziemy.
Wtem leżąc na kwiatowej kanapie, zobaczyłam Jego twarz. Twarz Ukochanego, Najdroższego mojego. Jasniala niezwykłym blaskiem, zachwytem, który nie można opisać słowami. Uśmiechał się do mnie cudnie.
„Przjdz, Najdroższy mój… Tęsknię bardzo, bardzo!!!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Przyjdę niebawem, Maleńka Moja!”
Trwalismy w Miłości…

ON MOJĄ SIŁĄ

Dziś nie będę opisywać rozmowy z UKOCHANYM. Słabo się czuję fizycznie. I tańcze bardzo. Dla Najdroższego mojego. W nocy byłam z Umiłowanym. On był ze mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tuli do Serca Swojego. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Obsypywal pocałunkami Swoją malenka Perełke. Dodawał mi sił do tańca.
Noce z Umiłowanym moim… Choć często nie mogę spać, boli bardzo. To z tych nocy z Umiłowanym czerpie siłę do przeżycia dnia. Nie tyle fizyczną ile duchową. Duch jest ważniejszy od ciała. Duch rządzi cialem.
W nocy, choć tańcze bardzo to jednocześnie odpoczywam. Odpoczywam w Najdroższym, w Umiłowanym moim, w Maleńkim… On moją SIŁĄ! Maleńki mój,.. Cierpiący ze mną.

INTYMNIE

Wisieliśmy na Krzyżu. Umiłowany mój i ja. On cierpiący niezmiernie, niewymownie… I ja cierpiąca bardzo. Najdroższy obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Trwalysmy w Miłości. Wtulilam się w Umiłowanego mojego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Przepraszałam Ukochanego za moje grzechy i słabości, żałowałam za nie. Najdroższy patrzył we mnie z łagodnym uśmiechem i litością. Długo patrzyłam w Niego w milczeniu. W końcu spytałam:
„Najdroższy mój… jak mam przeżyć nadchodzący Adwent? W jaki sposób?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie przecudnie.
„Intymnie, Maleńka Moja. Jak oblubienica przy Oblubiencu. Przy SERCU Moim!”
Ucieszyłam się ogromnie!
„Dziękuję Ukochany! Dziękuję Ci bardzo Najdroższy mój!!!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Obsypywal mnie pocałunkami jak deszczem! Tonęłam w Miłości!!!

TEN, KTÓRY MNIE UMACNIA

Wczoraj skończyłam układać wezwania modlitwy wiernych do „Oremusa”. Jeszcze muszę sprawdzić czy nie ma jakichś błędów. I wyślę do Wydawnictwa.

Byliśmy na Łące pełnej światła ciepłego i przyjaznego i pięknych kwiatów. Najdroższy mój i ja. Ukochany siedział w kwiatach, a ja leżałam, trzymając głowę na Jego kolanach. Najdroższy pochylal się nade mną promienny i szczęśliwy cały. Uśmiechał się do mnie przecudnie… I ja patrzyłam w Niego z zachwytem, promienna i szczęśliwa. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Dzięki Tobie, Najdroższy mój! Dzięki Tobie dałam radę! Myślałam że nie dam rady, że nie będę umiała ułożyć, że nie zdążę… A tu przed terminem zdążyłam! Dzięki Tobie, Najdroższy mój!!!”
Umiłowany rozpromienil się ogromnie!
„Pamiętasz Perełko swoje motto?” – spytal z uśmiechem.
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona pytaniem! Oczywiście, że pamiętam!
„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego uśmiechnięta. I On patrzył we mnie uśmiechnięty, świetlisty niezwykle…
„Cierpieć biedę i obfitować… I ułożyć wezwania modlitwy wiernych do ” Oremusa”… Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia!”
Najdroższy zaśmiał się serdecznie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I pochylajac się nade mną z tkliwoscia, wyszeptal:
” Zatańcz, proszę, dla Mnie, Maleńka Moja!”
” Ale…” – zaczęłam. I już chciałam mówić że nie umiem, że nie dam rady. Ale Najdroższy mój przerwal mi pocałunkiem i powiedział łagodne i stanowczo zarazem:
„Pamiętaj o swoim motcie, Maleńka Moja!”
Spojrzałam w oczy Umiłowanego mojego… Pałały ogniem Miłości…
Wstałam i zaczęłam tańczyć. Na początku nie bardzo mi wychodzilo. Ale kiedy pomyślałam o Umiłowanym moim… zaczęłam latać, fruwać po niebie! Skakać, wirowac! Tańczyć z chmurami i wiatrem! Dla UKOCHANEGO, dla Najdroższego mojego!!!! I nagle w tym tańcu zobaczyłam dziwny obraz. Zobaczylam mrówki maleńkie, pracujące przy budowie mrowiska. Uwijaly się, trudzily, ale pracowały wytrwale.
„Tak jak te mrówki, Ty, Perełko pracujesz dla Mnie!” – usłyszałam w głębi serca.
Tańczyłam dalej, tańczyłam, tańczyłam… ze nie wiedziałam kiedy Najdroższy pojawil się przy mnie. Stanęłam przed Ukochanym. On patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością. Objął mnie i przytulił do SERCA Swego.
” Odpocznij, Maleńka Moja Umiłowana, odpocznij!”
Otulal mnie Sobą. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam…
W jednej chwili znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Tętnilo Życiem. Wtulona w NIE, odpoczywalam. Odpoczywalam przy SERCU Tego, który mnie umacnia.

JAK W KRÓLOWĄ…

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo leżałam Najdroższy mój klęczał przy mnie. Czuwał przy mnie kochający, czuły, łagodny i cichy. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Współczujący. Jedną dłonią dotykał miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. W drugiej dłoni trzymał moją dłoń. Całowal ją i przytulał do Swego policzka. Miłość i czułość Sama…
‚Cierpię, Najdroższy mój. Boli mnie bardzo. Ale cierpię dla Ciebie Maleńki i z Tobą!”
„Cierpisz we Mnie, a Ja w Tobie cierpię, Maleńka Moja!”
„I dlatego cierpienie ma sens” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem.
„Twoje cierpienie wydaje wielkie owoce. Zobaczysz w Domu jak wielkie” – Najdroższy ucalowal znów moją dłoń.
„Mi wystarczy że cierpię, że tańczę dla Ciebie, Najdroższy, a Ty jesteś ze mną!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył mi w oczy głęboko i szeptal z tkliwoscia wielką:
” Moja Śliczna! Maleńka Moja Umiłowana! Piękna Moja!”
” Mój Przecudny! Maleńki mój!” – szeptalo moje serce.
Zapragnęłam… I w jednej chwili juży tańczyliśmy na Łące. W świetle i kwiatach!!! Łąka wyglądala jak sala balowa. A Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem, jak w jakąś królową . I tańczył tak pięknie jak z królowa…

KREW NAJDROŻSZEGO

Trwałam wtulona w SERCE Najdroższego mojego. Całowalam JE ze czcią i uwielbieniem. Przytulałam do siebie Najdroższe SERCE Umiłowanego. Całowalam i trwałam… Nagle zobaczyłam Najdroższego mojego… Całego w Ramach i sincach, we krwi… Nagiego. Cierpiącego ogromnie… Patrzył we mnie… I ja w Niego patrzyłam… Serce mi pękalo…. Myślałam że wyskoczy z bólu.
„Oto Twój Oblubieniec, Perełko Moja! Czy zechcesz Mnie takiego?” – spytal prawie bezglosnie.
Przypadłam natychmiast do Jego stóp. Objęłam Jego nogi i wyszeptalam:
„Czy zechce??!Ja Ciebie Takiego pragnę!!! Właśnie TAKIEGO!!! Właśnie takiego, Najdroższy mój…”
I… w jednej chwili ujrzalam Umiłowanego pięknego bardzo… W lśniącej szacie przepasanym złotym pasem. Teraz ja stałam przed Nim z całą swoją nędza, grzechem, wstydem… Spuścilam głowę i wyszeptalam:
” Oto oblubienica Twoja, Najdroższy… Czy zechcesz mnie…”
Umiłowany nie pozwolił mi dokonać. Ujął moją twarz w obie dłonie i ucalowal mnie.
„JA Cię taką ukochalem, Maleńka Moja! Taką umiłowalem i zapragnalem!”
I zwracając się do mnie jak do małego dziecka, szepnal uśmiechając się z miłością:
„Ubrudzilas się, Maleńka Moja. Pozwól Mi, obmyje Cię i będziesz czysta.”
„Pragnę!”
I zobaczyłam wielką złotą mise. A w niej czerwoną Ciecz. Misa była bardzo wielka i Cieczą wypełniona była po brzegi. Umiłowany wziął mnie na ręce i szepnął raz jeszcze:
„Obmyje Cię w Mojej Krwi i będziesz czysta.”
I zanurzyl mnie w Swej Krwi… Kiedy mnie wyjął, postawił przed Sobą. Patrzył we mnie z zachwytem i podziwem! I ja spojrzałam w siebie… Byłam czysta!!! Czysta i piękna niezmiernie. Niesamowicie!!!
„Oblubienca godna Swego Oblubienca!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem i ogniwem Miłości w oczach…
„Ty mnie czynisz godną! Twoja Krew mnie godną czyni!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z wdzięcznością i uwielbieniem.
Najdroższy mój wziął mnie w Ramiona, nakarmil mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA. Trwałam w Miłości.

SŁÓW MI BRAKUJE!

Byłam na Łące. W świetle i kwiatach. Z Umiłowanym z Maleńkim moim byłam. Najdroższy mój leżał w kwiatach. Ja klęczałam przed Nim. Pochylalam się nad Najdroższym moim z zachwytem i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego z miłością. Cała szczęśliwa. On, Najdroższy mój patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie… Uśmiechał się do mnie z tkliwoscia ogromną.
„Mam władzę nad Tobą” – szepnęłam wpatrzona w Niego z zachwytem.
„Masz, Maleńka Moja. Władzę Miłości!”
Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam dłonie, stopy. Z namaszczeniem całowalam. Pocałunek przy pocałunku… I SERCE ucałowałam. I położyłam na NIM głowę. Słuchałam JEGO bicia…
Po chwili Maleńki mój usiadł, a moja głowa znalazła się na Jego kolanach. Pochylal się nade mną z Miłością nie do opisania słowami.
„I Ja mam nad Tobą władzę, Perełko Moja.”
„Masz, Najdroższy!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie. A ON patrzył we mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Potem odgarnąl mi włosy z oczu i czoła i gładzil mnie delikatnie i czule po policzku. Zasłanial słońce, żeby mnie nie razilo. Pomyślałam że On jest moim Słońcem. Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego i odpoczywalam w Jego Cieniu.
„Zatańczymy, Najdroższy mój?” – spytalam uśmiechnięta.
„Masz władzę nade Mną i się pytasz, Maleńka?” – zaśmiał się perliscie Umiłowany.
„Ta władza pyta!” – śmiałam się również.
Wstaliśmy i zaczęliśmy tańczyć. Ukochany promienial cały. Obejmował mnie jak Oblubieniec obejmuje Swą oblubienice. Z miłością i delikatnością. Patrzył we mnie Taki słodki i piękny…
„Brak mi słów!” – szepnęłam wpatrzona w Niego z zachwytem!
„Nie musisz nic mówić, Perełko Moja!”
„Cala Twoja, Najdroższy”!
„Cały Twój, Maleńka Moja!”
Tańczylismy. Najdroższy mój zanurzal mnie w Sobie… Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam… Znalazłam się w jasności wielkiej. Ciepłej i cichej. A przede mną widziałam wielkie i żywe SERCE, tętniacze Życiem SERCE! Zbliżyłam się do NIEGO i ucalowalam JE. Wtulilam się w NIE całą sobą. Sercem, duszą i cialem. Trwalam w uwielbieniu…

MÓJ KRÓL!

Byłam w Ramionach Umiłowanego w Ramionach mojego Króla, Najdroższego mojego. Pochylal się nade mną… Umiłowany mój… cały był Miłością, czułością, delikatnością… A tańczyłam w JEGO Ramionach. Tańczyłam bardzo intensywnie. Dla mojego Króla i za moje Duchowe Dzieci.
A ON patrzył we mnie tak słodko…
„Pragnę, żebyś był szczęśliwy, mój Królu ! Jak mogę Cię uszczę…”
Najdroższy przerwal mi pocałunkiem. I patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Uszczęśliwiasz Mnie! Bardzo uszczęśliwiasz, Maleńka Moja!”
„A dlaczego?” – spytalam jak dziecko.
„Bo kochasz!”
Ujęłam Jego twarz w obie dłonie i patrząc w oczy Najdroższego mojego szepnęłam:
„Nad życie, mój Królu, Maleńki mój! Nad życie!!!”
Umiłowany patrzył we mnie z Miłością.
„Chodźmy na Łąkę, Ukochany, proszę… – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – zanioslbys mnie? Proszę.”
Najdroższy pocałowal mnie i uśmiechnal się promiennie.
„Tu nie musisz Mnie prosić, Perełko. Wystarczy że tylko zapragniesz.”
„Pragnę!”
I już tańczyliśmy na Łące. W świetle i kwiatach. Tańczylismy. Mój Król i ja.
Byłam w JEGO Ramionach, w Jego dłoniach radośnie tańczyłam. A ON obsypywal mnie pocałunkami. Mój Najdroższy, Maleńki mój… Mój Król. Cierpiący ze mną…

Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI

Obudziłam się. Leżałam w łóżku zamkniętymi oczami. Nagle poczułam pocałunek na moim policzku. Jeden, potem drugi i trzeci i czwarty… Uśmiechnęłam się nie otwierając oczu. Znałam te pocałunki, znałam Te usta, które składaly pocałunki na moim policzku.
„Najdroższy mój…” – szepnęłam uśmiechając się do Ukochanego mojego, nie otwierając oczu.
„Perlo Moja Umiłowana – usłyszałam czuły i łagodny głos Umiłowanego.
Znów się do Niego uśmiechnęlam, oczy wciąż miałam zamknięte. Po chwili je otworzyłam. Zobaczylam przed sobą promienne, uśmiechnięte, jaśniejsze Oblicze Najdroższego, Maleńkiego mojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką…
„Chodź do Mnie, Maleńka” – wyszeptal biorąc mnie w ramiona.
Przytulił mnie do SERCA Swego. Patrzył w Swoją Maleńka z zachwytem nie do opisania….
„Jak mi dobrze przy Tobie, Najdroższy mój!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem.
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego.
Zamknęłam znów oczy i słuchałam JEGO bicia… Najdroższy otulal mnie Sobą, zamykal w Sobie. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam… Byliśmy na Łące przeswietlonej blaskiem, ciepłym i przyjaznym bardzo. Wszędzie rosły kwiaty, kolorowe i bujne. Umiłowany mój obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Tańczylismy bardzo.
„Poznałaś Mnie z zamkniętymi oczyma, Perełko Moja!” – wyszeptal Maleńki patrząc we mnie z czułością niewyobrażalna.
„Po ciemku Cię poznam!” – szepnęłam radosna niezmiernie.
Tańczylismy po całej Łące. Potem Najdroższy wziął mnie na ręce i usiadł w kwiatach. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie taki Piękny i Dobry. Łagodny taki…
„Ciągle jesteś Inny i wciąż Ten Sam!” – szepnęłam zachwycona. Po chwili śmiejąc się dodalam:
„Nie wiem czy to jest logiczne. Mówię co widzę!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Dobrze widzisz, Perełko Moja. Ciągle jestem Inny, bo wciąż widzisz Mnie inaczej. Odkrywasz Mnie. Zanurzasz się we Mnie wciąż bardziej i głębiej. I wciąż jestem Ten Sam. Twój Bóg i Oblubieniec, Maleńki Twój.”
Po chwili dodał:
„Odkrywasz też samą siebie, Maleńka. Na przykład takiej jak byłaś wczoraj to wcześniej nie znałaś. Prawda?”
„Nie znałam!” – szepnęłam patrząc Najdroższemu w oczy.
Umiłowany uśmiechał się do mnie jasno i promiennie, świetliscie… Uśmiechałam się do Niego z zachwytem i uwielbieniem. Zamknęłam znów oczy i słuchałam bicia Jego SERCA…

WALCZYŁAM…

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany mój ukląkł przy mnie… I pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką…
„Klęczysz, Najdroższy…” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Klęczę przed Maleńka Moja” – szepnął z czułością Umiłowany.
„Przy Maleńkiej” – szepnęłam uśmiechając się do Ukochanego mojego.
Umiłowany pochylil się jeszcze bardziej i zaczął dotykać i całować miejsca w moim ciele, gdzie mnie boli, dotknął też miejsca, które boli mnie najbardziej.
„Bardzo Cię bolą, Maleńka?”
Kiwnelam głową, że tak.
Ukochany pochylil się i zaczął to miejsce całować. Potem nogi, które też mnie bolały. Całowal i całowal z czułością niewyobrażalna…
„Miłość jest silniejsza, większa niż cierpienie i śmierć! Śmierć zniknie i cierpienie przeminie. A Miłość będzie królować! „- pomyślałam. Umiłowany wciąż klęczał i mnie całowal…
„Najdroższy mój…” – szepnęłam czule.
„Tak, Maleńka Moja?” – twarz Umiłowanego już była przy mojej twarzy. Patrzył mi w oczy głęboko.
„Dla mnie śmierć to przejście w Zycie i życie w Miłości. W Tobie!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal rozpromieniony cały:
„Ty już we Mnie żyjesz, Perełko Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem.
Nagle pomyślałam o moim chorym Duchowym Dziecku. Posmutnialam… Umiłowany, Najdroższy mój, który znal moje myśli też posmutniał bardzo.
„Cierpię przez Nie bardzo….”- wyszeptal prawie bezglosnie.
„Wiem… Maleńki… Ja też… Serce mi pęka gdy w widzę co robi i co mówi. Ostatnio powiedzialo że jest chore terminalnie… Ono chyba nie wie jak wygląda terminalnie chory.
Owszem moje Dziecko jest chore, ale… Przy terminalnie chorym, Ono, można powiedzieć że jest zdrowe. Powiedziało że musi zacząć chodzić do dentysty. Spytałam Je kiedy chce iść, a Ono na to: „a czy jest sens…?” W sensie że i tak niedlugo umrze więc nie ma sensu się leczyć… ”
„Chce, żebym Je uzdrowił a jednocześnie ‚wie’, że niedługo umrze…” – szepnal Ukochany smutny niezmiernie.
„Tak nie można, prawda?”
„Nie można. Albo Mi ufa i Mi wierzy, albo nie.”
Patrzyłam w oczy Najdroższemu…
I nagle… chwyciłam Go za szatę obiema rękami i zacisnęłam w pięści. I pociągnelam do góry. Jednocześnie szeptałalam błagalnie:
‚Uratuj Je! Proszę!!! Ocal, Najdroższy mój!!! Nie pozwól Mu zginąć! Najdroższy mój! Ukochany proszę!!! Proszę Cię!!!”
Najdroższy patrzył we mnie poważnie. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś.

” Az tak Je kochasz!”
” Kocham! I pragnę żeby żyło z Tobą, Maleńki mój, a nie zginęło. Gotowa jestem jeszcze bardziej za Nie cierpieć byleby tylko…. Nie pozwól Mu zginąć, Najdroższy mój. Proszę!!!”
Umiłowany mój patrzył mi w oczy. Przenikliwie. A ja wciąż ciągnęłam Go za szatę… Wziął moją rękę,, delikatnie rozprostowal moje palce i wyjął z niej szatę. To samo zrobił z moją drugą ręką. Wciąż patrzył mi w oczy głęboko. A ja w Jego oczy patrzyłam.
” Nie pozwolę, nie pozwolę zginąć Twojemu Dziecku, Maleńka Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego… Słów mi brakowało, żeby podziękować… Z wdzięcznością w Maleńkiego mojego patrzyłam. W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia…
„Umiesz, Maleńka Moja walczyć o swoje Dzieci!” – uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Nauczył mnie mój Najdroższy! – promienialam szczęściem – On pierwszy o mnie walczył!!!”
Umiłowany mój pochylił się nade mną z zachwytem. I mnie pocałowal. Raz, drugi… trzeci. Całowal jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice.. Całowal i całował…. I szeptal do serca:
” Jesteś bardzo dzielna i odważna, Maleńka Moja. I waleczna bardzo!”
„Dzięki Tobie, Ukochany mój, Maleńki mój! Dzięki Tobie!”

WYPŁYNĘLIŚMY

Byłam w Umiłowanym moim, w Maleńkim moim byłam. W Jego ramionach tańczyłam. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Jasnym kochającym i czystym. Patrzyłam w Niego z miłością i zachwytem.
„Cierpisz bardzo, Perełko Moja?” – spytal cicho Umiłowany.
„Bardzo? Nie, dziś nie. W normie. Zmeczona bardzo jestem, ale to też norma” – szepnęłam uśmiechając się do Maleńkiego mojego.
Patrzył we mnie współczująco.
„Będziesz cierpieć bardzo. Dla Mnie będziesz, Maleńka.”
„Będę. Będę, dla Ciebie będę, Najdroższy. A Ty odpocznij troszkę we mnie. ‚Niechaj Ciebie w sercu noszę’.”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal:
„Nosisz Mnie w swym sercu, Maleńka. A teraz Ty odpocznij przy SERCU Moim!”
„Dobrze, Najdroższy!”
Umiłowany przytulił mnie do SERCA Swego. Zobaczyłam w NIM Morze i Cierpienia. Ciemne stalowe chmury wisialy nad granatowo – czarnym morzem. Na brzegu morza zacumowana była łódka.
Spojrzałam w Najdroższego, w Jego oczy. I On patrzył mi w oczy głęboko.
” Niedługo znowu wyplywam. Zabieram Ciebie ze Sobą, Perełko Moja.”
„Dziękuję Ukochany!”
Patrzylam znów na Morze Cierpienia. I chmury wydały mi się ciężkie, strasznie, morze wielkie i wzburzone, a łódka malutka. Najdroższy pochylal się nade mną z czułością wielką….
„Boisz się, Maleńka Moja? Nie bój się… Nie ma się czego bać.”Tobą
Ucalowalam Go w policzek i spojrzałam Mu prosto w oczy.
„Nie boję się, Najdroższy. Z Tobą się nie boję!!”
Umiłowany obsypywal mnie pocałunkami, a ja odpoczywalam przy SERCU Jego.
Wyplynelismy. Tańcze bardzo bardzo, dla Maleńkiego mojego.

MÓJ SKARBIE!

MAMA patrzyla we mnie wielkimi pięknymi oczami. Łagodnym i pełnym miłości spojrzeniem. I uśmiechała się do mnie z czułością niewyobrażalna. Ja uśmiechałam się do NIEJ z miłością. Patrzyłam w JEJ oczy…
„Umiłowany powiedział że jestem Jego matką… bo rodzę Go w sercach innych ludzi.”
„To cudownie, Córeczko Kochana!”
MAMA uśmiechała się do mnie cudnie.
„A Ty MAMO nie masz nic przeciwko, że tak mnie nazwal, i że…”
Przerwał mi perlisty, serdeczny śmiech MAMY.
„Przeciwko? – szepnęła calujac mnie w czoło – Córeczko, Ja się bardzo cieszę. I niech Mój Synek ma jak najwięcej takich Mam!”
Uśmiechala się do mnie tkliwie.
„Macie podobne uśmiechy!” – szepnęłam zachwycona.
MAMA patrzyla we mnie z wielką Miłością. Potem znikla.

Byłam w ramionach Najdroższego, Maleńkiego mojego. W Jego dłoniach radośnie tańczyłam. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. A ON patrzył we mnie z zachwytem! Promiennial Miłością. Patrzył we mnie tak jakbym była dla Niego najpiękniejsza i jedyna. Jakbym była czymś drogocennym, bezcennym. I wiedziałam że byłam.
„Mój Skarbie!” – szepnęłam zachwycona.
Najdroższy uśmiechał się do mnie promiennie bardzo.
„Mój Skarbie!” – wyszeptal patrząc we mnie z podziwem.
Patrzyłam w Umiłowanego, w Jego oczy patrzyłam głęboko. Zapatrzylam się.,.
Najdroższy mój wisiał na Krzyżu. Cierpiący niezmiernie… Objęłam Go delikatnie i przytuliłam się do Niego. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża, spojrzeniem Miłości. Cierpiał bardzo… Tuliłam Go do siebie i cierpiałam z Maleńkim moim.
„Jak mogę Ci pomóc, ulżyć choć trochę, Najdroższy…?” – spytalam z bólem serca.
„Trwaj przy Mnie jak dotąd, Perełko. Trwaj jak dotąd! Sprawiasz Mi wielką ulgę i uszczęśliwiasz bardzo.”
„Pragnę!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego.
Tuliłam Go do siebie z miłością.
Znów byłam w ramionach Najdroższego mojego. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością. Patrzył we mnie z zachwytem.
„Maleńka Moja… Moja słodka! Mój Skarbie!” – szepnal Ukochany promieniejąc.
Uwielbiałam Go, szczęśliwa ogromnie!

CAŁĄ WIECZNOŚĆ

Byliśmy na Łące przeswietlonej dziwnym światłem i pełnej kolorowych kwiatów. Najdroższy mój stał przede mną, obejmował mnie i patrzył mi w oczy z miłością. Patrzył tak cudnie i słodko… Patrzyłam w Najdroższego mojego z uwielbieniem, zachwytem i podziwem… Spojrzałam Mu w oczy i wyszeptalam:
„Pragnę Cię, mój Najdroższy mój Maleńki! Pragnę Ciebie!”
I zaczęłam całować SERCE Jego. Całowalam z miłością i czułością. Całowalam i całowalam…
Nagle znalazłam się w pustym, ciemnym kościele. Na ołtarzu stała piękna złota monstrancja w niej błyszczala w blasku wiecznej lampki bielutka Hostia. Kleczalam przed Umiłowanym moim. Wpatrywalam się w Niego z zachwytem.
„Pragnę Ciebie, mój Jezu, mój Maleńki… mój Najdroższy!”
Wtem zrobilo się jasno, bardzo. Bardziej niż w dzień! Byłam jakby w chmurach. Stałam na dole strony przede mną znajdowały się jakby schody z chmur… Prowadziły w górę, wysoko, wysoko. Ginęly w świetle. Stałam zaskoczona i zdumiona tym widokiem… Nagle usłyszałam śpiew! Śpiew, który nie da się z niczym porównać. Jakby dzwonki dźwięczne dzwoniące na wietrze… Cudny to był spiew!!!
„Alleluja! Alleluja! Alleluja!”
I w górze zobaczyłam Umiłowanego mojego! Wynurzył się ze światla na szczycie schodów i szedł, schodził do mnie. Patrzyłam jak urzeczona! Przecudny był!!! Przepiękny!!! Szedł do mnie promienny ogromnie. Szedł? Zbiegal po tych schodach. Jakby najszybciej chciał być przy mnie. Czekalam z bijącym ze szczęścia sercem! Wreszcie Najdroższy stanął przede mną. Uśmiechał się do mnie cudnie… Ujął moją twarz w Swe obie dłonie i ucalowal mnie.
„Wybrałem Ciebie, Perlo Moja do cierpienia wraz ze Mną. Ty z miłością przyjęłas to wybranie. Pragnę teraz dzielić Moją radość z Tobą Kochana Perełko! Chodź!”
Ujal mnie za rękę i prowadził po schodach w górę. W jasność. Wciąż było słychać śpiew:
„Alleluja! Alleluja! Alleluja!”
Szliśmy po schodach, wyżej i wyżej. Patrzyłam w Umiłowanego mojego uśmiechnięta i szczęśliwa bardzo! Tylko w Niego patrzyłam. I On tylko we mnie patrzył… Nagle zatrzymal się. Wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Najdroższego… I szedł tak w górę. Znaleźliśmy się w jasności wielkiej. Niby to były chmury, niby nie. Nie wiem. Nie interesowało mnie to, szczerze mówiąc. Patrzyłam tylko w Maleńkiego mojego. I ON tylko we mnie patrzył.
„Zatańczymy Maleńka Moja?”
„Tak Najdroższy!”
I Tańczylismy! Pięknie i lekko. Zwiewnie i delikatnie. Cudownie!
„Pragnę tak tańczyć z Tobą całą wieczność, Najdroższy!” – szepnęłam zachwycona.
„Będziesz! Będziemy tańczyć ze Mną całą wieczność, Maleńka!”
Tańczylismy… niebiańsko!

ŻYJĘ W MIŁOŚCI!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego dłoniach radośnie tańczyłam. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we mnie promiennie. Szczęśliwy ogromnie…
„Kocham Cię, mój Najdroższy!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem… Uśmiechałam się do szczęśliwa.
Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył mi w oczy z ogniem.
„Miłość żyje w Tobie, Perełko Moja. A Ty żyjesz w Miłości! I dla Miłości!”
„I żyję Miłością!!!” – wyszeptalam z zachwytem. Patrzyłam w Najdroższego mojego, a On we mnie patrzył. Tańczylismy. Wciąż tańczymy!

Z GŁOWĄ NA SERCU.

Noc. Leżę w łóżku tańcząca. Ciemno wszędzie. Wszyscy śpią. A ja leżę i uśmiecham się w ciemność. Do Ukochanego, do Najdroższego mojego się uśmiecham.
„Najdroższy mój…” – szepcze radośnie.
„Maleńka Moja!” – słyszę ciepły, łagodny głos Umiłowanego.
„Teraz też jestem w Twym SERCU, prawda?” – pytam uśmiechając się do Niego.
„Zawsze w NIM jesteś, Perełko Moja”- glos uśmiechał się do mnie.
I zobaczyłam przed sobą twarz Najdroższego mojego. Jasną, świetlista, promienna. Patrzył mi w oczy z miłością. I ja MU w oczy patrzyłam. Z uwielbieniem i zachwytem patrzyłam. W Miłości, uśmiecha i milczeniu. Patrzylismy w siebie nawzajem. Ukochany mój we mnie, ja w Umiłowanego. Trwalam w Obecności. W JEGO Miłości, Pokoju i JEGO świetle, blasku. W Najdroższym moim, w Maleńkim. Bez słów. Nie trzeba słów. ON wystarczy.

Znaleźliśmy się na wielkiej Łące. Tańczylismy. Umiłowany obejmował mnie i w tym tańcu mnie prowadzil. Tańczylismy po całej Łące. W pewnej chwili Najdroższy przestał tańczyć. Obejmował mnie i patrzył mi w oczy z czułością. Pochylil się i z uśmiechem szepnal mi do ucha:
„Teraz Ty prowadź, Maleńka Moja.”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Ja? Ale czy ja potrafię?”
„Potrafisz, Maleńka. Pięknie potrafisz!”
Znów się uśmiechnęłam do Najdroższego. Przytuliłam się do Niego. Ucalowalam Go w SERCE i położyłam na Jego SERCU głowę.
„A ja bym chciała tak tańczyć, Najdroższy…” – szepnęłam zachwycona.
Ukochany położył Swą dłoń na mojej głowie i szepnął z tkliwoscia wielką:
„Moja Śliczna, Słodka Moja Umiłowana!”
I tak tańcze. Z głową na SERCU Ukochanego.

MÓJ POKÓJ

Byliśmy na Łące. Na Łące przeswietlonej dziwnym światłem i pełnej kolorowych kwiatów. Lsnily w tym świetle. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy. Najdroższy trzymał mnie w Ramionach, obejmował i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie. Patrzył z Miłością i zachwytem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością. Najdroższy mój w tańcu prowadzil. Długo tańczyliśmy. Aż się zmęczyłam. Umiłowany wziął mnie na ręce i usiadł w kwiatach na Łące. Zrobił ze Swoich ramion kołyskę. Tulił mnie mocno. Odpoczywalam w Ramionach Umiłowanego. Nagle pomyślałam o czymś co mnie od kilku dni niepokoilo, martwiło. Spojrzalam w Umiłowanego. Patrzył we mnie łagodnie i czule bardzo,
„Nie niepokój się i nie martw, Maleńka. Ja jestem z Tobą zawsze. A niepokój nie pochodzi ode Mnie. Ja pokój Ci daję!”
„Tak! Bądź moim Pokojem, Najdroższy!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Jestem!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Jesteś!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA.
Odpoczywalam w Nim.

ODPOCZYNEK W CIERPIENIU

Najdroższy mój pochylal się nade mną z Miłością wielką. Widziałam przed sobą JEGO uśmiechnięte, promienne Oblicze. Patrzył mi w oczy głęboko. I ja MU w oczy patrzyłam, uśmiechnięta i szczęśliwa. Wiedziałam że cierpi, i On wiedział, że ja cierpię. Patrzyliśmy w siebie nawzajem w miłości.
„Najdroższy mój… mój Maleńki…!”- szeptałam wpatrzona w Umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem.
„Perlo Moja Umiłowana!” – wyszeptal Najdroższy mój. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal raz, drugi… trzeci… Całowal i całowal… Z czułością i słodyczą.
„Ukochany mój, Maleńki…” – szeptałam szczęśliwa.
A ON całowal i całowal… I wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie. Otulal Sobą.
Cierpiał bardzo, wisząc na Krzyżu. Objęłam Go delikatnie i przytuliłam do siebie. Cierpiałam z Maleńkim moim. Widziałam jak bardzo cierpi…
„Odpocznij, Najdroższy…. Proszę odpocznij troszkę. A ja będę tańczyć.”
Umiłowany spojrzał we mnie z wielką Miłością.
„Ty raczej odpocznij, Maleńka Moja.”
„Nie, Ukochany. Jeśli Ty odpoczniesz to i ja odpocznę. A jeśli Ty nie odpoczniesz, to i ja nie. Odpocznij Maleńki mój… Zmeczony jesteś…”
Najdroższy znów we mnie spojrzał.
„Dobrze, Najmilsza. Ty odpocznij w Moim SERCU a Ja odpocznę w Twoim.”
Ucalowalam Go. I wchodzilam głębiej i głębiej. Znalazłam się w jasności wielkiej. Przede mną widziałam wielkie, tętniące Życiem SERCE. Z Jego Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. I usłyszałam dźwięczny głos:
” Odpoczywam w Tobie, Perełko Moja. Odpocznij we Mnie!”
Wtulilam się w SERCE Umiłowanego mojego i odpoczywalam.
A teraz tańczymy bardzo. To przecież nasz Piątek!

ZABRAŁ MNIE Z SOBĄ

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie. Pochylal się nade mną z Miłością bezgraniczna. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża.
„Cierpisz bardzo, Perełko Moja…”
„Tak. Ale nie mówmy o tym, Najdroższy… – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – pragnę Ci służyć!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z tkliwoscia.
„Służysz Mi, Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. A w tej chwili naszla mnie taka myśl, żeby spytać Umiłowanego: „A jak? Jak Ci służę, Najdroższy?” Ale także w tej samej chwili, pomyślałam, że przecież ON wie co mówi, że skoro mówi że Mu służę, to tak jest. Ufam mu.
„To dobrze” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego. Umiłowany mój uśmiechał się do mnie promiennie bardzo.
„A nie spytasz jak Mi służysz?”
„Nie. Ufam Ci i wiedzieć nie muszę.”
„Właśnie przegnalas pokusę, Maleńka Moja.”
„Ufam Ci, Najdroższy!”
„Wiem. Widzę. Dlatego powiem Ci jak Mi służysz.”
Rozpromienilam się szczęśliwa bardzo! A Najdroższy spytal uśmiechając się do mnie:
„Pamiętasz Perełko morze cierpienia w SERCU Moim?”
„Pamiętam…”
„Płyniesz po nim ze Mną. Nie jestem sam.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i szepnęłam radośnie:
„Wziąłeś mnie ze Sobą?! Dziękuję!!! Dziękuję, Najdroższy!!!”
„Obiecałem że Cię zabiorę ze sobą, Maleńka Moja!”
Patrzyłam w Umiłowanego z wdzięcznością i uwielbieniem!!! Najdroższy promienial cały szczęściem. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.

BUKIET

Byłam na Łące, przeswietlonej dziwnym blaskiem i pełnej kolorowych kwiatów. Chodziłam i zrywalam kwiaty. Umiłowanego mojego nie było. A przynajmniej Go nie widziałam. Chodziłam więc po Łące i zrywalam kwiaty. Wybierałam najpiękniejsze i największe. Chciałam ułożyć piękny bukiet. Gdy zrywałam kwiaty, dziwna sprawa, one natychmiast odrastaly! Tak jakbym ich wcale nie zrywala. A bukiet był coraz większy i coraz piękniejszy. W końcu uznałam, że kwiatów wystarczy. Wtedy zobaczyłam Umiłowanego mojego! Szedł do mnie z oddali. Uśmiechał się do mnie cudnie! Pobiegłam do Niego szczęśliwa.
„Najdroższy mój!!!”
„Maleńka Moja!”
Objął mnie, podniósł do góry i zawirowal mną, śmiejąc się przy tym głośno, perliscie! I ja się śmiałam wesoło!
Kiedy mnie postawil na Łące, podałam Mu bukiet.
„Dla Ciebie, Najdroższy!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
„Jaki piękny, Perełko!!!”
Zanurzyl twarz w bukiecie.
„Jak pięknie pachnie! Powąchaj, Maleńka Moja!” – Umiłowany patrzył we mnie zachwycony. Wsadzilam nosa w bukiet i wąchałam. Pachnial rzeczywiście cudnie… Umiłowany mój patrzył we mnie z zachwytem… Podniosłam głowę znad kwiatów i patrzylam w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie ogniem w oczach. Odniosłam wrażenie że wcale nie patrzy na bukiet i nie o nim mówi… Patrzył we mnie z… podziwem i wielką Miłością i czułością wielką… Bukiety zniknął. A ON objął mnie mocno i wyszeptal uszczęśliwiony:
„Twój taniec jest dla Mnie piękniejszym bukietem i pachnie najpiękniej, Maleńka Moja!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego szczęśliwa bardzo!!! Szczęśliwa cała!
Nigdy dotąd nie patrzyłam na mój taniec dla Maleńkiego mojego jak na bukiet. Który na dodatek pięknie pachnie…
Najdroższy patrzył we mnie z Taką Miłością… Nie istniało dla mnie nic oprócz NIEGO!
„Chodź do Mnie, Maleńka Moja! Odpocznij we Mnie!”
„Tak!!!” – szepnęłam zachwycona.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA Swego. Wtulilam się w Umiłowanego mojego całą sobą. Sercem i duszą i cialem.
JEGO chce,
JEGO pragnie,
JEGO pożąda dusza moja!

ROZMOWA SERC

W Umiłowanym, w Maleńkim moim byłam. Przy SERCU Jego. Przytulona do SERCA Najdroższego, wtulona w NIE, odpoczywalam. Szczęśliwa cała byłam, a moje serce tańczylo dla Umiłowanego mojego.
Rozmowa serc:
„Ukryłem Ciebie w Sobie, Maleńka Moja Umiłowana!”
„Ukryłes mnie w Sobie, Najdroższy. A ja mam poczucie, że dopiero teraz jak mnie ukryłes, ja wychodzę z ukrycia… na świat.”
„Bardzo dobrze, wychodź! Wychodz na świat, Perełko Moja i pokaż mu Swe Piękno!”
„Wychodzę, pokazuję… a świat patrzy i dziwi! Zdumiewa się wręcz…!”
„Dobrze! Bo mało kto ma w sobie takie piękno.”
„Zawstydzasz mnie, Najdroższy… To Twoje Piękno przecież!”
„Oczywiście, że Moje. Ale wszystko co Moje jest Twoim, Maleńka. Pokazuj światu Swe piękno!”
„Dobrze, Najdroższy. Będę.”
Ujrzalam przed sobą JEGO twarz. Był taki promienny! Uśmiechnięty! Taki szczęśliwy… I słodki taki…
Patrzyłam w Umiłowanego zachwycona!!!
„Mój Piękny…!” – szepnęłam wpatrzona w Niego z miłością. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Moja Śliczna!” – szepnął Umiłowany. Zbliżyl Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Raz, drugi… trzeci. Całował jak Oblubieniec całuje Swoją oblubienice. I ja Go całowalam. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. I byłam znów przy SERCU Najdroższym. Wtulona w NIE. A z JEGO Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie…
„Mój Piękny…!” – szepnęłam zachwycona.
„Śliczności Moja Umiłowana!”
Serce moje tańczylo dla Umiłowanego!

MÓJ CEL

Patrzyła we mnie… Patrzyła we mnie Swymi dużymi, pięknymi oczami. Spojrzeniem Miłości… Patrzyła i tulila mnie do Siebie. Byłam niemowleciem w ramionach MAMY. Jej maleństwem byłam. „Jak bardzo potrzebuję takiego przytulenia, takiej czułości, takiego spojrzenia,..”- pomyślałam uśmiechałam się do MAMY, szczęśliwa, bezpieczna i bezbronna bezbronnoscia dziecka, które wie, że jest bardzo kochane i któremu w tej chwili niczego nie brakuje.
„Jestem z Ciebie bardzo dumna, Córeczko! Idziesz we właściwym kierunku. Jak będziesz tak dalej szła to dojdziesz do Celu!”
„Często nie wiem w którą stronę iść… Wszystko takie pogmatwane, pokręcone. Pomóż mi, proszę… Wskazuj drogę. Bądź mi Gwiazdą na niebie!” – szepnęłam uśmiechając się do MAMY.
I Ona uśmiechała się do mnie cudnie.
„Dobrze, Córeczko. Gdy tylko nie będziesz wiedziała dokąd iść, wezwij Mnie, a Ja wskaże Ci drogę. Dobrze?”
„Dobrze. Dziękuję Ci MAMO!”
MAMA ucalowala mnie i… zniknęła.

Nie wiem gdzie byłam… Nade mną ciemne, ciężkie chmury. A pode mną ni to bagno, ni pustynia, ni szkliste morze. Ciemne i straszne. Co chwilę z tego morza – pustyni wyskakiwaly węże, które próbowały mnie kąsać. W oddali, z tego morza – bagna – pustyni wyrastał Krzyż, na którym wisiał Najdroższy mój… Musiałam jednak uważać żeby węże mnie nie ukąsiły, albo nie wciągnęły do tego bagna -morza. Patrzyłam więc na dół i odganiałam je od siebie. Nagle… przyszła mi do głowy… myśl!!!
„Przecież umiem latać!”
Wzbiłam się w powietrze i… zaraz byłam przy Najdroższym moim! Objęłam Go… wtuliłam się w Umiłowanego całą sobą… Najdroższy wziął mnie w ramiona. Istniał tylko On! Maleńki mój…! Mój Cel!!!
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Cierpisz bardzo, wiem Maleńka. Jestem z Tobą.”
Patrzył we mnie… Miłość sama.

ŚWIATŁO

Byłam w naszej altance. Na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany, Najdroższy mój był ze mną. Siedział obok mnie i pochylal się nade mną z Miłością. Mój Oblubieniec…!!! Patrzyłam w Niego szczęśliwa bardzo. Tylko w Niego patrzyłam. A ON patrzył we mnie. Wiedziałam, że cierpi bardzo i On wiedział że ja cierpię. Nie rozmawialismy jednak o tym. Patrzylismy w siebie nawzajem. I trwalysmy w miłości. Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego… Nagle zapragnęłam zobaczyć moje serce, co w nim jest. Byłam ciekawa co tam jest zamiast Ogrodu Sercowego. Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko i słodko. I nagle zobaczyłam w nich to samo pragnienie… Pojęłam, że Jego pragnienie było moim pragnieniem!
„Tak, chcę je zobaczyć. Pokaż mi, proszę…”
Najdroższy pocałowal mnie.
I nagle zobaczyłam wielkie światło! Wielkie!!! Jasne tak bardzo, że musiałam zamknąć oczy. Tak bardzo mnie to światło razilo! Gdy je zamykalam, usłyszałam głos Najdroższego:
„To jest Twoje serce, Maleńka. Mieszka w nim Droga, Prawda i Życie!”
„Czyli Ty, Najdroższy mój!” – szepnęłam zachwycona!!!
Chciałam jeszcze raz otworzyć oczy, ale światlo było tak jasne że, nie mogłam. Leżałam więc z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Umiłowanego, szczęśliwa cała. W pewnej chwili poczułam pocałunek na moim policzku. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą twarz Najdroższego. Uśmiechal się do mnie promiennie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Wiesz, Maleńki, niedawno myślałam o swoim życiu. Czy gdybym mogła przeżyć je raz jeszcze to czy coś bym w zmienila. I doszłam do wniosku że nic. Moje życie jest Twoim cudem. Każdy dzień mojego życia jest Twoim cudem.”
„Ty jesteś Moim Cudem, Maleńka!” – Najdroższy mój promienial cały. Patrzył we mnie świetlisty i jasny… Byłam w JEGO świetle. W świetle Jego Miłości.

NA ŁĄCE…

Byliśmy na Łące, przeswietlonej dziwnym blaskiem i pełnej kolorowych, pięknych kwiatów. Byliśmy, Umiłowany mój i ja. Najdroższy mój obejmował mnie, przytulal do Siebie. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą… Ja patrzyłam Mu w oczy z zachwytem i uśmiechałam się do Niego. Z miłością w Niego patrzyłam. Stanęłam na palcach, a swymi dłońmi objęłam twarz Ukochanego. I Ucalowalam Go.
„Kocham Ciebie, mój Najdroższy!” – szepnęłam patrząc Mu w oczy.
„Wiem. Widzę!” – uśmiechnął się do mnie Najdroższy. Patrzył tak słodko…
„Co widzisz?” – spytalam.
„Że Mnie kochasz, Maleńka!” – Ukochany patrzył mi prosto w oczy. Zawstydzilam się i spuścilam głowę. Jednak moje serce tańczylo ze szczęścia! Najdroższy objął mnie jeszcze mocniej i zaczął ze mną tańczyć. Pięknie tańczył, w tańcu prowadzil.
„Uwielbiam z Tobą tańczyć!” – szepnęłam radosna i znów podniosłam głowę i patrzylam Najdroższemu w oczy. A ON tanczyl po całej Łące! Płynął w kwiatach! A ja patrzyłam tylko w Niego, w Maleńkiego mojego patrzyłam…
„Pragnę Ciebie!!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
A ON nagle przestał tańczyć! Wziął mnie na ręce i położył w kwiatach, na Łące. Położył mnie a Sam pochylil się nade mną z tkliwoscia bezdenna. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie.
„Wiem, że Mnie pragniesz, Maleńka Moja! I wiem że Tańczysz bardzo! I że oddałas Mi całą nędzę, całą biedę swoją. Oddałas Mi swoje grzechy! Chcesz z nimi walczyć!”
„To dlatego że Ciebie pragnę!” – szepnęłam.
Najdroższy znów mnie pocałowal. Patrzył we mnie… Miłość sama!
„Kocham Ciebie, Perło Moja!”
„Wiem! Widzę!”
„I uwielbiam tańczyć z Tobą!” – Maleńki uśmiechnął się do mnie.
„Wiem!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„A skąd wiesz?” – spytal Umiłowany promieniejąc szczęściem wielkim.
Zaśmiałam się serdecznie.
„Bo jakbyś nie uwielbial, nie lubil, to byś ze mną nie tańczył, prawda?”
Najdroższy zaśmiał się głośno, radośnie, złociście!
„Pragnę Cię, Maleńka Moja!”
„Wiem…” – szepnęło moje serce.
Ukochany patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Całe Niebo czeka na Ciebie!”
„Wierzę!”
„Wierzysz?” – Umiłowany zdawał się być zdziwiony.
„Ty to wiesz. A ja Tobie wierzę.”
Najdroższy patrzył we mnie…
„Pragnę Cię, Perełko Moja!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I obsypywał mnie pocałunkami… Deszczem pocałunków! Tonęlam w Miłości..
Najdroższy mój…
Mój Maleńki…

NA SKRZYDŁACH MOTYLA

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W naszej altance. Najdroższy nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął promienny bardzo:
„Idziemy, Perełko Moja!”
Spojrzałam w Najdroższego pytająco. Uśmiechnął się do mnie cudnie i wyszeptal:
„Idziemy, Maleńka. Polatać!”
I trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Szedł w niezwyklej jasności. Patrzyłam w JEGO oczy uśmiechałam się do Niego radośnie. I ON patrzył we mnie uśmiechnięty. Szedł, a ja spostrzeglam, że jasność zmienia się w chmury, w małe obloczki. W końcu Ukochany postawil mnie obok Siebie. I wtedy zobaczyłam… całe mnóstwo kolorowych, barwnych owadów! Motyli wielkich i całkiem malutkich, pszczół, ważek, chrząszczy. Całe mnóstwo!
Nagle… podlecial mi pod nogi biały motyl, z błękitnymi wzorami na skrzydłach!
„Wskakuj, Maleńka! Polatamy!” – zawołał Najdroższy. Spojrzałam na Niego. Stał na wielkiej, pięknej ważce o srebrzystych długich skrzydłach! Wskoczylam na motyla. I… zaczął się lot. Motyl fruwal, latał w pływał… A ja na nim…
„Ale cudnie!” – zawołałam zachwycona.
Motyl wzbijał się do góry i opadal w dół. Wlatywal w chmury. Podobało mi się bardzo! Ale w pewnej chwili motyl zaczął przyspieszac. Pędził bardzo szybko i wirowal w około. Tak szybko, że zrobiło mi się niedobrze. I bałam się że spadnę w czasie tych jego ewolucji. Zeskoczylam z niego szybko. Umiłowany w jednej chwili był przy mnie.
„Nie podobało Ci się, Maleńka? Przestraszylas się?” – dopytywal z troską.
„Z początku bardzo mi się podobalo. Ale potem za ostro, jak dla mnie!”
Stałam naprzeciw Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko…
„Pragnę Cię Najdroższy!”
Umiłowany ujął moją twarz w obie dłonie i ucalowal mnie.
„Pragnę Cię Maleńka!”
I weszłam w Umiłowanego mojego. On wszedł we mnie. Położył Swą głowę na moim sercu. Ja wtulilam się w SERCE Najdroższego mojego. Całowałam​ JE z czułością. Najdroższy mój całowal moje serce. Przypomnialam sobie lot na motylu.
„Ty jesteś moim Motylem, Najdroższy! A SERCE to Twoje Skrzydła!”
„Ty jesteś Moim motylem, Maleńka! A serce to Twoje skrzydła!”
Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. I ON Uśmiechał się do mnie. Nasze serca tańczyły…

POCAŁUNKI UZDROWIENIA

MAMA patrzyla we mnie wielkimi pięknymi oczami. Pełnymi miłości i czułości. Patrzyłam w NIĄ smutna, przygnębiona.,. Nie pytała dlaczego. Sama zaczęłam…
„Upadłam wczoraj…”
„I?”
„Najdroższy mój podniósł mnie i od razu mi wybaczyl gdy tylko zaczęłam przepraszać…”
„Czyli wszystko w porządku” – MAMA uśmiechnęła się z czułością.
„No… nie do końca. Serce mnie boli, że GO zranilam…!”
MAMA patrzyla we mnie…
„Córeczko Kochana… ON Ciebie taką słabą, poraniona, grzeszna kocha… Kocha Cię taką!”
„Wiem…”
„I Ty też siebie taką pokochaj.”
Słowa te wypowiedziane były prawie szeptem, z czułością wielką. Ale na mnie podziałały jak grom z jasnego nieba. Jak błyskawica!!!
„On pragnie uzdrowić Twoje serce, Córeczko. Pozwól MU….”
Spojrzałam MAMIE w oczy.
„Pragnę…”
MAMA uśmiechnela się do mnie cudnie i…. zniknęła.

Najdroższy mój wisiał na Krzyżu. Ja leżałam na SERCU, wtulona w NIE. Całowalam Najdroższe SERCE całowałam. Całowalam…
Ukochany patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Cierpisz bardzo, Moja Maleńka…”
„Ty cierpisz, Najdroższy!” – szepnęłam i wciąż całowalam Jego SERCE.
I nagle wszystko się odwrócilo! Ja wisiałam na Krzyżu. A Najdroższy mój leżał na moim sercu.
„Cierpisz bardzo, Najdroższy mój…”
„Ty cierpisz, Maleńka Moja!”
I zacząl całować moje serce… Całował i całowal. Z czułością niewyobrażalna. Całowal, całowal i całowal. A ono bolało mnie coraz mniej i mniej i mniej… I na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
„Najdroższy mój!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie. Maleńki mój przerwał pocałunki i spojrzał we mnie.
Rozpromienil się caly!!!
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal radosny:
„Wreszcie się uśmiechasz, Moja Maleńka. W końcu jest uśmiech!!!”
„Serce już nie boli to i uśmiech jest!! – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego – DZIĘKUJĘ NAJDROŻSZY!!!! Bardzo dziękuję!!!”
Maleńki mój jednak nie słuchał moich podziękowań. Wziął mnie na ręce podrzucal do góry z wielką radością!!!
„Moja Śliczna! Moja Słodka!! Moja piękna Maleńka Perełka!!!”
Cieszyl się mną niezmiernie! Ogromnie! I ja się Nim cieszyłam!
Najdroższy pocałowal mnie i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej mnie tulil i patrzył we mnie z zachwytem. Ja rozpromieniona cała, patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem.
„Dziękuję, Najdroższy mój!”
‚Dla Ciebie wszystko, Perełko Moja!”

NIKT TAK MNIE NIE KOCHA…

Leżałam na kwiatowej kanapie w naszej altance. Cała obolała i zmęczona bardzo. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Trzymał w Swoich dłoniach moją rękę, tulil do Swego policzka i całowal z czułością. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Czuwał przy mnie długo. Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem. Wziął mnie bardzo ostrożnie i delikatnie na ręce i wyszedł z altanki.
Chwilę później byliśmy na Łące. Najdroższy mój postawił mnie w kwiatach. Objęłam Go całą sobą. Tańczylismy bardzo. Najdroższy ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. I ja w Jego oczy patrzyłam. Umiłowany mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Pocałowal inaczej niż do tej pory. Nie potrafię opisać jak. Inaczej. Potem spytał uśmiechając się do mnie promiennie:
„Jesteś szczęśliwa, Maleńka Moja?”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Najdroższy mój, Ty wiesz! Wiesz, że tak! Jestem bardzo szczęśliwa!”
Umiłowany wciąż patrzył mi w oczy.
„Nie dla każdego byłoby to takie oczywiste, Najmilsza.”
Patrzyłam Umiłowanemu w oczy. To prawda, co mówił. Z zewnątrz deszcze, burze i gromy (nie mam na myśli pogody, ale życie). Samotność i Cierpienie. I ON, Najdroższy mój. Nade wszystko ON. Ponad wszystko ON! We wszystkim ON!!! A ja w Jego SERCU.
Tańczylismy. Umiłowany obrócil mnie tyłem do Siebie. Objął mnie i przytulił do Siebie. I dotykał mojego obolałego ciała. Dotykał też miejsca w moim ciele gdzie boli mnie najbardziej… Ujęłam JEGO dłonie w moje ręce i przesunelam w miejsce gdzie właśnie teraz mnie bardzo bolało.
„Cierpisz bardzo… Maleńka.”
„Bardzo. Ale nic to. Kochasz mnie, Najdroższy. Tylko to się liczy.”
I wpatrzona w Umiłowanego wyszeptalam:
” Nikt tak mnie nie kocha jak Ty!”
Umiłowany patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Nikt tak Cię nie kocha jak Ja, Najmilsza Moja!”
Obejmował mnie z czułością… Otulał Sobą. Otaczał. Zamykał w Sobie. W Miłości.

TAJNIKI MIŁOŚCI

Patrzyła we mnie Swymi dużymi, cudnymi oczami. Łagodnymi, pełnymi miłości i czułości. Przytuliła mnie do Siebie. A ja patrzyłam w NIĄ patrzyłam… I znów byłam małym dzieckiem w kochających ramionach MAMY. Bezpieczna, kochana i chciana.
„Jak bardzo mnie kochasz…” – szepnęłam zachwycona.
„Ty, Córeczko, też kochasz Swe Duchowe Dzieci.”-szepnęła z czułością MAMA.
„Kocham. A raczej staram się kochać… Najdroższy daje mi Je a ja staram się Je kochać. Niektóre odeszły, nie odzywaja się może zapomnialy o mnie. Ja nie zapomniałam o Nich. Mam Je w sercu i tańcze za Nie. Dzieci się nie wybiera, Dzieci się kocha. Staram się kochać.”
” Tak, Córeczko Moja.”
MAMA patrzyla we mnie z niezwykłą miłością…

Byłam przy SERCU Ukochanego. Tuliłam JE do siebie… Wtulona w NIE cała. Słuchalam JEGO bicia. Tuliłam i słuchalam…. Nagle usłyszałam znajomy dźwięczny głos:
” ONO bije dla Ciebie, Najmilsza Moja!”
” Pragnę żyć dla Ciebie, tylko dla Ciebie, Umiłowany mój!”
W tej samej chwili zobaczyłam przed sobą jasniejace, świetliste Oblicze Najdroższego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką…
‚Żyjesz dla Mnie, Maleńka Moja!”
Tańczyłam bardzo intensywnie. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Kiedy będziemy jeszcze odwiedzac Twoje SERCE, Ukochany mój?”
Najdroższy pocałowal mnie i uśmiechał się do mnie cudnie.
„Wciąż JE odwiedzamy, Perełko!”
„Wciąż??!!” – szepnęłam zdziwiona i zachwycona zarazem.
„Wciąż. Odkrywam przed Tobą, Maleńka, tajniki Miłości!”
Uśmiechałam się do Najdroższego najpiękniej jak potrafilam. A ON nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go…

STYL TAŃCA

Mama patrzyla we mnie wielkimi, pięknymi oczami. Tańczyłam bardzo intensywnie. ONA trzymała mnie w ramionach i tuliła do Siebie. Tańczyla ze mną. Cierpiala ze mną. Nie uśmiechala się do mnie. Patrzyła współczujaco. A ja choć cierpiaca, pragnęlam JEJ uśmiechu.
„Uśmiechnij się do mnie MAMO. Twój uśmiech pomaga mi tańczyć!”
I rozpromienila się nade mną… Bardzo!!!
„Cierpisz bardzo, Córeczko Kochana!”
Pomyślałam że ONA cierpi bardziej… Ale dla Umiłowanego mojego liczy się taniec.
„Dla Mego Synka liczy się styl tańca.”
Uśmiechnęłam się do MAMY.
„O własnie! Styl tańca!”
Ucalowala mnie w czoło i zniknęła.

Byłam w Umiłowanym. W Najdroższym moim byłam. Tańcząca bardzo. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą.
„Ale cudnie wczoraj było…”- wyszeptalam wpatrzona w Niego.
„Cieszę się że Ci się podobalo – Najdroższy uśmiechał się czule – A co najbardziej?”
„Tańce!”
A po chwili szepnęłam:
„I jeszcze to, że podchodziliscie Z MAMA do każdego z gości i usługiwaliscie im…”
Najdroższy patrzył we mnie promienny. A ja głośno myślałam:
„Chciałabym choć trochę tak służyć innym… Z czym ja stanę przed Tobą gdy wrócę do Domu…? Z pustymi rękami stanę!”
Maleńki mój patrzył we mnie z czułością niewyobrażalna. Uśmiechnął się cudnie i szepnął:
„Staniesz przede Mną, a Ja Cię wezmę na ręce i uściskam mocno!”
I nie czekając aż odpowiem, spytał:
„Pamiętasz Perełko co Ci napisal Twój Duchowy Syn gdy Mu powiedzialas, że Cię kusi że ciągle tylko cierpisz, bo nic innego nie potrafisz?”
„To było jakiś czas temu. Ale tak, pamiętam.”
„Przypomnij Mi proszę.”
„Napisał że moje cierpienie przynosi błogosławione owoce. I że to jest ciężka praca, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. A pokusy to moje nadgodziny.”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko.
„Mądry jest Twój Syn!”
„Tak! I dobry bardzo. Przez Niego widzę Ciebie, Umiłowany!”
Patrzył we mnie dziwnie. Bardzo dziwnie… Z zachwytem i podziwem… Ogromnym! Pierwszy raz w taki sposób we mnie patrzył… Aż się zawstydzilam…
„Dlaczego tak we mnie patrzysz…?” – spytalam cicho.
Ukochany uśmiechnął się do mnie szeroko.
„Nic, Perełko Moja, nic. Ale jaka matka, takie Dzieci.”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona! Prosto w oczy spojrzalam. Uśmiechał się do mnie cudnie, promiennie bardzo. Spojrzalam… I nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. A ON Uśmiechał się do mnie.

UCZTA I TAŃCE

Byłam w Najdroższym moim w Umiłowanym moim byłam. Patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„Zabieram Cię na Ucztę i tańce, Maleńka Moja!”
„Na Ucztę i tań…??!” – szepnęłam zachwycona! Utrwalam bo nagle zrobilo się ciemno. Zobaczylam przed sobą jakby ogromne drzwi. Najdroższy mój był przy mnie i trzymal mnie pod rękę. Zagrzmialy trąby i drzwi się otworzyły.
„Król i Jego drogocenna Perla!” – zawołał ktoś uroczyście. Trąby znowu zagrały. Umiłowany wprowadzil mnie do wielkiej sali. Bardzo pięknej i zdobnej ogromnie! Zdawała mi się znajoma… Sala była pełna ludzi! Widziałam ich wyraźnie. Panie ubrane były w piękne balowe suknie, panowie we fraki.
„Coraz piękniejsza ta JEGO Perla!” – odezwała się jakaś pani.
„I już całkiem podobna do nas!”- wtorowal jakiś pan.
Widziałam ich po raz pierwszy, ale ich głosy…
Spojrzalam pytająco w Umiłowanego mojego, który raz po raz odwzajemnial ukłony, które MU skladano i uśmiechal się do gosci. Spojrzal we mnie z wielką Miłością i radością i skinął twierdzaco głową.
„Czyżby oni stali się dla mnie widoczni?” – spytalam zdziwiona.
„Nie, to nie oni stali się widoczni. To TY stałaś się przezroczysta!”
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona do głębi! Jakaś pani uśmiechnęla się do mnie cudnie. Odwzajemniłam uśmiech. Tak doszliśmy do bardzo długiego i suto zastawionego stołu. Umiłowany poprosil żebym na Niego chwilę zaczekala. Podszedł do jakiegoś dziwnego gościa. Ja usiadłam sobie na wolnym krześle, w kąciku. Nie chciałam przeszkadzac gościom, którzy zasiadali do stołu. Patrzyłam jak Najdroższy rozmawia z tym dziwnym gościem. Teraz zauważyłam że nie pasował on tu. Był w brudnej, podartej koszuli, włosy potargane. Wyglądal na zaskoczonego, że Najdroższy go zobaczyl i z nim rozmawia. Umiłowany spytał go o coś. On patrzył na NIEGO oniemialy. Umiłowany zawołał straż i wyprowadzili tego człowieka. Umiłowany był smutny  Obszedł cały stół i usiadł na Swoim krześle tronowym. Za chwilę usiadła obok Niego MAMA. Z drugiej strony Niego było wolne, puste miejsce, krzesło. Umiłowany jakby dopiero teraz to zauważył.
“A gdzie Moja Perła?!”- zapytał gości. I wzrok wszyscy utkwili we mnie. Umiłowany zobaczył mnie siedzącą sobie w kąciku…
“Maleńka Moja – powiedział wzruszony- tu jest miejsce, które przygotowałem dla Ciebie. Przesiądź się tutaj!”
A do serca mi wyszeptał:
“Chodź do Mnie Maleńka. Tęsknię!”
“Już idę, Najdroższy!”
Wstałam, obeszłam cały stół i usiadłam obok Umiłowanego. A wśród gości słychac było szepty podziwu i zachwytu…
“Co byś zjadła? Co Ci nałozyć, Perełko?” – dopytywał Umiłowany. A kiedy ja nie mogłam się zdecydowac co wybrac z ogromu smakowitości, Ukochany ukroił duży kawałek pięknie przystrojonego ciasta i postawił przede mną mówiąc:
“Spróbuj, MAMA piekła!”
Spróbowałam.
“Pycha!!! Niebo w…” – zaśmiałam się cicho. Umiłowany roześmiał się wesoło i poprosił mnie do tańca. Tanczyliśmy po całej sali. Wszyscy goście tańczyli. Najdroższy obejmował mnie z wielką czułością i wirował wokoło. Potem odprowadził mnie do stołu i przeprosił mówiąc, że zaraz do mnie wroci. Jadłam ciasto. A On z MAMA podchodzili do każdego z gości, pytali czy niczego im nie brakuje, a nawet usługiwali im. Jak skończyli, usiedli przy stole. Najdroższy nalał wina do kielicha i mi podał. Spróbowałam. Było bardzo orzeźwiające. Pózniej znów tańce! Najdroższy spytał czy zatańczę.
“Uwielbiam z Tobą tańczyć! I bardzo bym chciała. Ale nie mam sił…”- wyszeptałam.
“Nie masz sił, Maleńka, ale masz MNIE!” – powiedział Umiłowany biorąc mnie na ręce. Wyszedł na środek sali. I tańczył ze mną na rękach! Tańczył, tańczył, tańczył… Było cudownie!!!

WIE WSZYSTKO!

Patrzyła we mnie pełnym miłości i czułości spojrzeniem… Uśmiechała się do mnie tak pięknie, że czułam się jak w wiosenny rześki poranek, ciepły, pełen słońca!
Uśmiechałam się do NIE najpiękniej jak potrafilam.
MAMA wyciągnęła do mnie ręce.
„Chodź do Mnie Córeczko!’
” Tak!”
Wzięła mnie w ramiona i tulila do Siebie… I To Spojrzenie… Miłość! Byłam małym dzieckiem w kochających ramionach MAMY… Jak bardzo potrzebowalam takiego spojrzenia i przytulenia MAMY!
” Jak Najdroższy wie czego potrzebuję!!! Jak wie!!!”
MAMA uśmiechała się z czułością…
„On wszystko wie, Córeczko Moja!”
I… zniknęła.

Byliśmy na Łące, przeswietlonej niezwykłym światłem. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem…
„Jaka jestem szczęśliwa, mój Najdroższy!” – szepnęłam wpatrzona w Niego, tańcząca bardzo.
„A to że cierpisz bardzo, Moja Perlo?” – spytal Umiłowany.
„Cierpienie nie ma wpływu na moje szczęście lub nieszczę…”
Urwałam w połowie… Olśnila mnie pewna myśl!!! Spojrzalam w oczy Umiłowanemu, zaskoczona tą myślą i uradowana bardzo! Uśmiechal się do mnie cudnie.
„Nie!!! Najdroższy mój, nie! Ma wpływ! Uszczęśliwia mnie niezmiernie… Bo przez cierpienie mogę być blisko Ciebie, Maleńki mój!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego zachwycona!!! A ON promienial cały szczęściem i patrzył we mnie jak w obrazek…

WIELKA ŁASKA

Patrzyła we mnie. Nie potrafię opisać tego JEJ spojrzenia… Słodkie, pełne Miłości, czułości, światła i uśmiechu… I tak we mnie patrzyła. A ja w NIĄ patrzyłam. Uśmiechałam się do NIEJ… Byłam szczęśliwa, bezpieczna i bardzo kochana przez NIĄ.
„Jesteś bardzo piękna, Córeczko!” – szepnęła radośnie.
„Ty to dopiero jesteś PIĘKNA!” – szepnęłam zachwycona!!!
Zaśmiała się dźwięcznie, perliscie, zlociscie!
„Nie powiesz mi, że nie jesteś PIĘKNA!”
„Jestem – szepnęła uśmiechając się do mnie z czułością – Ale Moje piękno jest Łaska. Łaska od Boga. I Twoje piękno jest Łaska. I ufność jest Łaska, i przebaczenie też.”
„I cierpienie dla NIEGO i z NIM jest Łaska… Wielką Łaska!” – wyszeptałam zamyślona.
MAMA popatrzyła we mnie z tkliwoscia, pocałowała w czoło i… Zniknęła.

Byłam w Umiłowanym moim, w Najdroższym byłam… W JEGO dłoniach tańczyłam. Szczęśliwa niezmiernie. Ukochany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. W JEGO oczach widziałam ogień.
„Perlo Moja, chodź do Mnie! Pragnę Ciebie!”
„Pragnę Ciebie, mój Maleńki! Mój Skarbie! Pragnę Ciebie!”
Umiłowany otulal mnie Sobą, obejmowal, zanurzał w Sobie… Wchodził we mnie przenikal, przeswietlal… I ja GO przenikalam. Wchodziłam w Umiłowanego mojego. I zniknęłam w Nim.
Znalazłam się znów w Światłości, ciepłej i przyjaznej. Olśniewajacej! A przede mną widziałam wielkie, Żywe SERCE! Bijące. Tętniące ŻYCIEM. Ucalowalam JE i przytuliłam się do NIEGO , przylgnelam do NIEGO całą sobą. I usłyszałam znajomy glos:
„To SERCE należy do Ciebie, Maleńka Moja!”
„To wielka Łaska dla mnie…”- wyszeptalam całując Umiłowane SERCE.

Z NIM

Patrzyła we mnie Swymi dużymi, pięknymi oczami. Łagodnym i pełnym miłości spojrzeniem. JEJ uśmiech rozświetlal moje serce. Uśmiechałam się do NIEJ tańcząca. Zaczęłam rozmyślać. O moim Duchowym Dziecku, o moim dzieciństwie, o przeszłości. Rozmyślalam, rozważalam…. I nagle uświadomilam sobie, że to o czym myślę wydarzylo się ponad 30 lat temu. W mig podjęłam absurdalnosc sytuacji! „Przecież to wydarzyło się dawno temu. Nic tego nie zmieni. Moje rozmyślania, rozważania nie zmienią tego co się zdarzyło. I zapragnęłam to zostawić. Oddać.
” MAMO mogę Tobie oddać…?”
Uśmiechnęła się do mnie z czułością… Promień światla zalał moją duszę.
„Czekalam na to, Córeczko Kochana!” – szepnęła całujac mnie w czoło.
„Więc Ci to wszystko oddaję!”
„Dziękuję! Ja dam To Synkowi. On uzdrowi!”
„Dziękuję…”- uśmiechnęłam się do NIEJ z wdzięcznością.
Ucalowala mnie jeszcze raz w czoło, uśmiechnęła się i… zniknęła.

Byłam w SERCU Najdroższego mojego. W Jego ramionach tańczyłam. Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Widziałam, że cierpi…
„Bardzo cierpisz, Najdroższy…” – szepnęłam współczująco.
„Bardzo, Maleńka Moja.”
„Przeze mnie cierpisz…!”
Najdroższy spojrzal we mnie z rozczuleniem.
„Nie… Już nie, Maleńka, Oczyścilem Cię i przez Ciebie już nie. Za innych cierpię.”
„A mogę cierpieć z Tobą?”- spytalam.
„Za innych? Za obcych, za nieznajomych?” – spytal Umiłowany mój.
„A dlaczego nie? To moi bliźni. Tacy sami jak ja.”
„Uszczęśliwisz Mnie tym bardzo!”
„Pragnę Cię uszczęśliwiać!”
Pocałowalam Najdroższego mojego. Umiłowany mój pochylił się nade mną jeszcze bardziej, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Całowal i całowal jak Oblubieniec Swą oblubienice.
Tańcze z Nim.

CHCĘ!

Dziś szybko otworzyłam oczy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam… JĄ. JEJ uśmiech rozświetlil moją twarz a miłość wypełniła mi serce. Uśmiechałam się do NIEJ szczęśliwa. Czułam się jak w wiosenny rześki poranek. Trwalysmy w uśmiechu. Aż znikla…
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Tulił mnie mocno do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką… Patrzyłam w JEGO oczy głęboko…
„Jak myślisz, Perełko, dlaczego często ludzie krzywdzą innych ludzi?”
„Może dlatego że sami np w dzieciństwie zostali skrzywdzeni…?”
Umiłowany kiwnął twierdząco głową. I zaczęliśmy rozmawiać o moim Duchowym Dziecku. Rozmowa była długa i bardzo osobista. Umiłowany tłumaczył, ja pytałam, Najdroższy znowu tłumaczył. Nie wszystko rozumialam.
” Nie wszystko potrzebujesz rozumieć, Maleńka Moja. Potrzebujesz wybaczyć!”
„Wybaczyć?! Myślałam że już Mu wybaczylam… Ale jeśli nie, albo nie do końca, to chcę wybaczyc. Chcę!”
„Dobrze, Perełko Moja. Bo wybaczenie to właśnie akt woli.”
„Chcę. Ale pomóż mi, Maleńki mój! Proszę Cię, pomóż mi!”
„Pomogę Ci, Maleńka!”
Umiłowany patrzył we mnie z tkliwoscia, a ja MU dziękowalam.

PODOBNE UŚMIECHY

Leżałam tańcząca bardzo bardzo. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki i otworzyć oczy. Długo tak leżałam tańcząc dla Najdroższego mojego. Aż w końcu jakąś siłą podniosłam powieki i otworzylam oczy. Otworzyłam oczy i… zobaczylam JĄ! Była cudna! Prześliczna! Przepiękna! Twarz pociągla, oczy duże, nos prosty, lekko zadarty usta nie za wąskie. Piękna! Ale nie twarz była najważniejsza. Ważniejsze było to co się na / w niej malowalo. Miłość, ciepło, czułość, delikatność, słodycz… A nade wszystko uśmiech!!! Cała była uśmiechem! Patrzyłam w NIĄ zachwycona!!! Pochylala się nade mną… Znałam to pochylenie, pełne czułości i troski… Uśmiechnęłam się do NIEJ. I w sercu usłyszałam znajomy glos kobiety:
„Dziecię Moje! Serce Moje!”
ONA uśmiechała się do mnie. Czułam się jak w majowy rześki, pełen słońca poranek.
„MAMA! MAMA!” – wyszeptalam z zachwytem
A ONA… znikła…
Byłam w Ramionach Umiłowanego. Pochylal się nade mną z wielką Miłością. I tulil do SERCA Swego. Tańczyl ze mną.
„Jaka ONA piękna! Jak piękna!” – szepnęłam z trudem.
„I bardzo Cię kocha, Maleńka Moja!” – Najdroższy mój ujął moją rękę w Swoje dłonie, przytulił do Swego policzka i ucalowal ją.
„Wiem… Widziałam…!”
Umiłowany znów pocałowal moją rękę.
„Bardzo cierpisz, Perlo Moja…”
„Bardzo…. Ale uśmiechnij się do mnie, mój Maleńki, proszę!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i rozpromienil się bardzo nade mną. Uśmiechał się do mnie cudnie!
„Masz uśmiech podobny do JEJ uśmiechu, Najdroższy!”
„Ty masz podobny uśmiech do naszych, Maleńka!”
Umiłowany promienial cały. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy!

WSZYSTKO JEST MOŻLIWE

Wisieliśmy na Krzyżu. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo, bardzo intensywnie. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tulil do SERCA Swego. Ja wtulona w Niego patrzyłam Mu w oczy z uwielbieniem.
„Czy chcesz być jeszcze bliżej Mnie, Maleńka Moja?” – spytal Umiłowany, patrząc we mnie z czułością.
„Pragnę…!”
Umiłowany wciąż patrzył we mnie czule bardzo.
„Zauważyłas Perełko, że wczoraj gdy mówiłaś o tym, że nie przeszkadza Ci, że nic Ci ciąży, JA ani nie potwierdzilem ani nie zaprzeczyłem?”
„Nie, nie zauważyłam. Teraz jak mówisz to widzę.”
„A o czym myślałaś, mówiąc że Cię nie trzyma?” – spytal Umiłowany, choć doskonale wiedział o myślałam.
„No, o Ogrodzie, o Wodospadzie, o Łące… Ogólnie, że w relacji z Tobą już nic mi nie przeszkadza.”
„Rzeczywiście, masz rację. Tu już nic Ci nie przeszkadza. Ale są jeszcze inne więzy, które Ci przeszkadzają, ciąża.”
Nie rozumialam. Patrzyłam w Najdroższego pytająco. Wtedy On… zaczął mi przypominać niektóre obrazy z przeszłości. Dalekiej przeszłości. Mroczne i ponure. Wspomnienia, o których starałam się zapomnieć. Jednak jakoś nie mogłam. Przypominal mi i szepnął wprost do serca:
„Wszystkie rany Mnie bolą, Maleńka, ale Rana w SERCU boli Mnie najbardziej. W NIM jest Moja Droga Krzyżowa. I w Twoim sercu też jest, Perełko Moja Umiłowana. Twoja droga krzyżowa. I żeby zmartwychwstac, musisz przez nią przejść. Pomogę Ci, Maleńka. Pytanie tylko czy chcesz. Czy chcesz przejść przez nią ze Mną?”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego poruszona. Jak ON mnie znał… Bardziej niż ja sama siebie… I jak bardzo mnie kocha!!! Jak bardzo!!!
„Chcę! – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
A ON patrzył mi w oczy głęboko. Bardzo głęboko. Zobaczylam w JEGO oczach pewną bardzo mi bliska osobę, (moje Duchowe Dziecko), od której w przeszłości doznałam wiele przykrości.
” Musisz też pokochać Je na nowo” – wyszeptal Najdroższy patrząc we mnie łagodnie.
„Ale przecież ja Je kocham”- patrzyłam w oczy Umiłowanego głęboko bardzo.
„Kochasz Je, to prawda. Ale kochasz Je miłościa niewolnika, a musisz nauczyć się Je kochac miłością człowieka wolnego. Potrzebujesz tego, Najmilsza Moja…”
To była prawda.
„Naucz mnie… Pomóż mi, Najdroższy… Proszę.”
„Pomogę Ci, Perełko Moja. Ale pomoże Ci KTOŚ jeszcze! – Umiłowany uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
Zdumialan się bardzo!
” Ktoś jeszcze??!! Kto??!”
Najdroższy uśmiechnął się szeroko!
” Pomoże Ci Kobieta dla każdej ukladasz bukiety!”
Moja twarz się rozjasnila w uśmiechu.
„MAMA!!!”
„MAMA!!! – powtórzyl za mna Umiłowany mój.
„Ale… jak..?” – spytalam zaciekawiona.
Ukochany uśmiechnął się tajemniczo.
„Zobaczysz, Maleńka Moja. Nie zapominaj że jesteś w SERCU Moim. A tu wszystko jest możliwe!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie, szczęśliwa bardzo! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. I wciąż tańczyliśmy, wisząc na Krzyżu.

WOLNA!!!

Byliśmy na Łące. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy bardzo. Umiłowany obejmował mnie i tulil mocno do Siebie. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I ja obejmowałam Maleńkiego mojego. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. On cały był zaopatrzony we mnie, a ja w Niego zapatrzona byłam…
„Ta Łąka też mogłaby zniknąć…”- wyszeptalam uśmiechając się do Umiłowanego mojego.
Zaśmiał się głośno, serdecznie, perliscie.
„Ale przecież gdzieś tańczyć musimy, Maleńka Moja!”
„No tak, gdzieś musimy! Masz rację!”- zaśmiałam się również wesoło.
Smialismy się razem, Ukochany mój i ja. Gdy przestaliśmy, Najdroższy pochylił się i mnie pocałowal. Stanęłam na palcach i też Go pocałowalam.
„Wiesz mój Najdroższy?! Jestem wolna! Nic mi nie ciąży, nie przeszkadza, nie hamuje w drodze do nieba. Do Ciebie! Jestem jak balon na nagrzane powietrze, z kosza którego zrzucono zbędny balast. Teraz już może szybowac prosto do góry!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie.
” Piękne porównanie z tym balonem, Perełko!”
” Ty mi je podsunales to i piękne!”
Spojrzałam w Najdroższego mojego. I szepnęłam:
” Tylko jedno mnie martwi, denerwuje mnie… ”
” Co takiego, Maleńka?” – spytal Umiłowany z troską.
„To, że na blogu za dużo piszę o sobie. Tylko o sobie i o sobie! O TOBIE pragnę…”
„Nie martw się i denerwuj – Najdroższy uśmiechnął się do mnie z pobłażaniem – bo pisząc o sobie, piszesz o Mnie.”
„Jak to?! Nie rozumiem…”
„Pisząc o sobie, o swoim życiu, szczęściu, radości, miłości pokazujesz dziela, które w Tobie czynię!”
„Aaa… Pisząc o sobie wskazuję na Ciebie?”
„Tak. Właśnie tak, Maleńka. Moja Umiłowana!”
„Opisuję cuda, wielkie cuda, które we mnie czynisz! Dzięki że mi wytłumaczyles, Umiłowany! Jakoś tak nie patrzyłam na to.”
Usiedlismy. Najdroższy mój wziął mnie w Ramiona i tulil do SERCA Swego.
„Jestem bardzo dumny z Ciebie, Perełko!” – szepnal Ukochany z czułością wielką.
„Dziękuję Najdroższy mój!!!”
„O! Nawet pochwaly uczysz się już przyjmowac. Bez ‚ale’. Zawsze było jakieś ‚dziękuję, ale’. Teraz już jest rzadziej!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie, szczęśliwa cała. On patrzył we mnie szczęśliwy ogromne!

MIŁOŚĆ WODOSPADU

Najdroższy mój, Maleńki mój pochylal się nade mną. Widziałam przed sobą JEGO promienne Oblicze. Rozpromienione Miłością. I ja, tańcząca, patrzyłam w Umiłowanego z miłością. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem… Zbliżal się do mnie. Przenikal mnie, wchodzil we mnie. I ja wchodzilam w Umiłowanego…
Znaleźliśmy się w jasności wielkiej. Najdroższy trzymał mnie w Ramionach i dokądś mnie niósł. Patrzyłam w JEGO oczy i uśmiechałam się do Niego. On Uśmiechał się tajemniczo. Niósł mnie. Usłyszałam jakby znajomy szum, coraz głośniejszy i głośniejszy. Aż wreszcie Umiłowany stanął i postawił mnie obok Siebie. Przede mną zobaczyłam wodospad. Woda spływala z pluskiem.
„Wodospad” – szepnęłam lekko się uśmiechając.
Umiłowany spojrzal we mnie zaskoczony.
„Nie cieszysz się, Perełko? Tęsknilas za nim przecież!”
„To prawda. Na początku brakowało mi go – szepnęłam, nie byłam już zdziwiona że wie, że tęsknilam – Ale teraz…”
Chciałam powiedzieć Najdroższemu coś ważnego. Ale mi przerwal:
„Dlaczego nie powiedziałaś Mi, że tęsknisz?”
„Nie chciałam, Najdroższy, sprawiać Ci przykrości.”
Umiłowany jakby się oburzyl.
„Przykrosci?! Przecież to naturalne, że tęsknisz za tym co jest dla Ciebie ważne!”
„Tak. Ale teraz już…”
Umiłowany znów mi przerwal. Wziął mnie za rękę i szepnął:
„Chodźmy, Maleńka!”
I poprowadzil mnie do wodospadu. „OK, powiem Mu potem” – pomyślałam i uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Weszliśmy do wodospadu. Od razu zalała nas woda. Najdroższy obejmował mnie, Tańczyliśmy. Umiłowany rozglądal się po wodospadzie.
„Zobacz, Maleńka Moja jaki piękny, jaki cudny!”
„Tak, piękny, cudny!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z miłością i zachwytem. To o Nim mówiłam. Ukochany jakby teraz to zauważył. Spojrzał we mnie badawczo i pytająco. Czekał na to co powiem.
„Teraz już go nie potrzebuję!”
„Co takiego?!” – w oczach Maleńkiego widziałam zdumienie.
„Nie potrzebuję już wodospadu” – mówiłam wolno, akcentujac każde słowo.
„Jak to…?” – spytal Umiłowany patrząc we mnie z zachwytem.
„Chciałam Ci powiedzieć, ale mi przerwales, Maleńki.”
„Nie przerwę Ci już, Perełko.”
Uśmiechnęłam się do Niego i wyszeptalam:
„Na początku tęsknilam za wodospadem , taniec w nim bardzo wiele we mnie się zmienił… Brakowało mi go. Ale patrzyłam w Ciebie. Na Twoją Miłość do mnie. Tyle mi Jej dawałes… Potem jeszcze SERCE. I uświadomilam sobie że Ty, Najdroższy mój jesteś Wodospadzem! Nie!!! Że jesteś jego Miłością!!! Miłością wodospadu! Przenikasz mnie Miłością, zalewasz! Zanurzasz w Sobie, w Miłości! Więc po co mi wodospad?? Jego MIŁOŚĆ mi wystarczy! Ty, mój Najdroższy!!”
Zniknął wodospad. Umiłowany stał naprzeciw mnie. Patrzył mi w oczy. Promienial cały uśmiechem. Dotknąl Swą dłonią mojego policzka, potem brody. Patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam z uśmiechem. Najdroższy gładzil mnie po twarzy i szeptal z tkliwoscia bezdenna:
„Moja Śliczna…Moja Perla… Moja Maleńka…”
Moje serce bije w Umiłowanym, dla NIEGO bije. A JEGO SERCE bije we mnie. Dla mnie bije!

USZCZĘŚLIWIAĆ

Byłam w Ramionach Umiłowanego, Maleńkiego mojego. Leżałam szczęśliwa bezpieczna bardzo. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką!
„Jak mi tu dobrze! Jak dobrze!” – szeptałam wpatrzona w Umiłowanego z zachwytem. On pocałowal mnie.
„Jestem w Tobie, Ukochany, a Ty we mnie jesteś, tak?” – spytalam.
Najdroższy rozpromienil się nade mną…
„Tak, właśnie, Maleńka. Twoje serce bije we Mnie, a Moje w Tobie bije!”
„To NIESAMOWITE!!! NIEPOJĘTE!!!” – zawołałam zachwycona!
„Tak jest gdy człowiek całkowicie oddaje się Bogu. Bóg całkowicie oddaje się człowiekowi. Oddając Mi się pozwolilas, żebym uczynil Cię przezroczysta. Wchodzisz we Mnie i inni ludzie widzą Mnie w Tobie, Perełko.”
„Tak…” – uśmiechałam się do Niego. Nie rozumialam wogóle tego. A uśmiechałam się, bo kilka dni temu moje Duchowe Dziecko próbowało mi właśnie to wytłumaczyć, że widzi JEGO we mnie. Najdroższy uśmiechał się do mnie cudownie, z czułością ogromną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal słodko:
„Żyję w sercu Twoim, Perełko Moja.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego i nad czymś intensywnie myślałam. Coś mi przyszło do głowy i serce. r rozmyślalam nad tym. Najdroższy, który wiedział o czym myślę, patrzył mi w oczy głęboko i przenikal mnie na wskroś.
„A czy nie jesteś, Umiłowany, tam w moim sercu samotny? – spytałam i nie czekając na Jego odpowiedź, dodałam:
„Bo jeśli tak, to ja jestem gotowa…” – Spojrzenie Najdroższego mojego było tak przejmujące i tak dojmujace, że urwałam w połowie. Umiłowany mój patrzył we mnie badawczo, z wielką uwagą.
„Dokończ, Perlo Moja!”
„Jestem gotowa wyjść stąd i wrócić do mego serca. Byłbyś tylko nie był tam samotny.”
„Jesteś gotowa opuścić swoje szczęście dla Mnie??!” – Najdroższy zdawał się być poruszony niezmiernie.
„Najdroższy… Nie byłabym szczęśliwa wiedząc że Ty szczęśliwy nie jesteś…”
Umiłowany mój patrzył we mnie. Widziałam ogień w JEGO oczach. Pochylil się nade mną i pocałował mnie czule bardzo,
„Uszczęśliwiasz Mnie, Maleńka Moja, bardzo uszczęśliwiasz!!!”
I zaczął obsypywac mnie pocałunkami. Całowal i całowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Słodko… Pocałunek przy pocałunku. Całował i całowal. A ja pomyślałam że jest zmeczony.
„Wystarczy, Najdroższy… Odpocznij!”
Umiłowany przerwal na chwile i spojrzał mi w oczy, pytając:
„Nie chcesz?”
„Chcę… I uszczęśliwiasz mnie bardzo – szepnęłam z czułością – ale odpocznij…”
„Uszczęśliwiac Ciebie, Maleńka, jest Mi odpoczynkiem!”
I wciąż obsypywal mnie pocałunkami.
Tonęlam w Miłości…

W NIM I DLA NIEGO

Wczoraj po południu dostałam od tej osoby (o której wczoraj w notce pisałam) wiadomość. „Monis, dobrze jest (…)” – brzmiał początek wiadomości.
„Dobrze jest!!!” – na sercu zrobilo mi się dziwnie… miękko, lekko…
„Najdroższy wysłuchal!!!” – wyrwalo się z głębin mego serca.
„Mówiłem przecież, Perełko Moja, że dla Ciebie wszystko! Takiej prośbie nie mogłem odmówić!” – usłyszałam dźwięczny znajomy glos.
Uklęklo moje serce przed Umiłowanym. I dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam…

Byłam w Najdroższym, w Umiłowanym moim byłam. W JEGO dłoniach zanurzona. Najdroższy pochylal się nade mną promienny cały. Rozpromieniony Miłością… Patrzyłam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem, dziękczynieniem i zachwytem.
Patrzył we mnie tak słodko…
Zapragnęlam…
„Czy mogę Najdroższy, Cię…” – przerwal mi perlisty śmiech Umiłowanego. Też się zaczęłam śmiać!
„Nie będę pytać! Po prostu Cię uściskam!”
I niewiele myśląc, zarzuciłam Maleńkiemu ręce na szyję. I uściskałam Go! Uściskałam, ucalowalam i… Tak już zostałam. W uścisku i przytuleniu. Najdroższy przenikal mnie i ja Jego przenikalam… Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie. I znów znalazłam się w wielkiej jasności. Ciepłej i przyjaznej. A przede mną widziałam wielkie SERCE! Żywe. Bijące SERCE. Trwalam w uwielbieniu i zachwycie ogromnym… Znajomy, dźwięczny głos mówil:
„Twoje serce, Maleńka Moja, jest podobne do SERCA Mojego. Twe serce jest pokorne, ufne i ciche. Delikatne i czule. Walczące o bliźnich, pragnące za nich cierpieć i cierpiące za nich. Twoje serce ma w sobie uśmiech dziecka. Jest współczujące. Dzielne, odważne i mężne. I jest zranione, podobnie jak Moje!”
Słuchałam i patrzyłam oniemiala… I zobaczyłam przede mną uśmiechnięta twarz Najdroższego mojego.
” Twoje serce dla Mnie bije, prawda, Maleńka Moja?”
” Bije dla Ciebie! Tylko dla Ciebie, Najdroższy mój!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął radośnie:
” Teraz JA Ciebie uściskam, Maleńka!!”
I po prostu zarzucił mi ręce na szyję. I mnie uściskal. Uściskal, ucalowal. I tak juz został. A ja znowu znalazłam się w jasności wielkiej, ciepłej i przyjaznej. Ale tym razem zobaczyłam dwa serca. SERCE Najdroższego i moje serce. Oba biły w jednym rytmie. Serce moje zbliżalo się do SERCA JEGO. Nachodzilo na NIE. Bardziej i bardziej. Aż zobaczylam że moje serce….
„Twoje serce bije dla Mnie i we Mnie. A Moje bije dla Ciebie i w Tobie, Maleńka Moja!”
Trwalam w uwielbieniu…

OCEAN MIŁOSIERDZIA

Lecielismy w niezwyklej jasności. Tzn Maleńki mój leciał, a mnie trzymał w Swoich rękach, w ramionach. Wpatrywalam się w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON promienial cały szczęściem, Miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie cudnie. W pewnej chwili wskazujac na dół, szepnal:
„Spójrz, Perlo Moja! To Ocean, który tak bardzo pragnęlas zobaczyć!”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona ogromnie i ogromnie uradowana! Nie mówiłam Umiłowanemu, że pragnę zobaczyć Ten Ocean (bo tylko jeden Ocean miałam na myśli). Czekałam aż Maleńki mój Sam mi pokaże. Ale bardzo pragnęlam Go zobaczyć.
„Ocean Twojego miłosierdzia?! – spytałam, ale to pytanie było raczej stwierdzeniem faktu.
”Ocean Mojego miłosierdzia! Patrz!”
Spojrzałam tam gdzie pokazywal Umiłowany. I zobaczylam wody wielkie… Jasne przejrzyste i ciche. Woda nieskończona… Wszędzie woda!!! Horyzontu nie było widać! Wszędzie Wodą …
„Zobacz Maleńka jaki tutaj ruch!” – szepnal Ukochany zachwycony.
„Ruch??!!” – spytalam zdziwiona. Bo ja żadnego ruchu nie widzialam…
„Tak, Maleńka. Patrz uważnie!”
Patrzyłam więc. Patrzyłam i patrzyłam. Na początku nic nie widziałam. Aż w końcu… Przezroczyste postaci, niektóre przezroczyste, a inne świetliste niosły na rękach jakby śpiących ludzi. I zanurzaly ich w Oceanie. Kiedy ich wyciągali z Wody, ludzie budzili się jakby z letargu. Na początku tych przezroczystych i świetlistych postaci widziałam kilka. A potem coraz więcej i więcej. A w końcu całe mnóstwo!!! Każda postać niosła jedną osobę i zanurzala ją w Oceanie miłosierdzia!
„Piękne… – szepnęłam zachwytem i spytałam nieśmiało:
” A… mogę też…?”
Umiłowany rozpromieniony skinął potakujaco głową. I zaraz przy Najdroższym pojawia się świetlista postać i wzięła mnie na ręce. Postać była przezroczysta i świetlista jednocześnie. Poznałam ją od razu. Po uśmiechu. Uśmiech miała piękny i bardzo promienny. „Piotruś!!!” – pomyślałam i uśmiechnełam się do niego. To był mój Anioł Stróż. Uśmiechnął się do mnie i zaniosl mnie nad powierzchnie Oceanu. Zanurzyl mnie w Nim. W Oceanie miłosierdzia!!! Woda była bardzo orzeźwiająca i odnawiajaca. Kiedy Anioł wyciągnąl mnie, poczułam się jakby przybyło mi sił. Nie tyle fizycznych co duchowych!!!
Anioł zaniosl mnie do Ukochanego i oddał mnie w JEGO ręce. I znikł. Wszystko znikło.
„Dziękuję Ukochany!!!”
Najdroższy pocałowal mnie i przytulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja prosiłam Go za pewną osobę. Pisałam o niej kilka dni temu. Prosilam bardzo… W końcu wyszeptalam:
„Umiłowany, Najdroższy mój ufam że cokolwiek postanowiłes wobec niej, będzie dla niej dobre!”
„Będzie, Perełko Moja!”
„Ale pamiętasz moją prośbę, Najdroższy? Jakby co to ja jestem gotowa. Zamiast niej.
„Pamiętam Maleńka. I Twoja prośba zmieni życie tej osoby” – Umiłowany patrzył we mnie z czułością wielką.
„Prośba??!” – zdziwiłam się.
„Choroba przyjdzie na każdego. Prędzej czy później. I na nią przyjdzie, teraz czy potem. Choroby, cierpienie są skutkiem grzechu pierworodnego i nie znikną dopóki nie przyjdę powtórnie. Ale ta prośba zmieni jej życie.”
„Jak?”
„Zobaczysz, Maleńka.”
„A…moge Cię jeszcze o coś prosić?”
„O wszystko, Perełko!”
„Zanurz, bardzo Cię proszę, te osobę i jej najbliższych w Oceanie…”
Najdroższy rozpromienil się bardzo i patrzył mi w oczy głęboko. W JEGO oczach ujrzalam cztery świetliste postaci niosące cztery osoby i zanurzajace je w Oceanie…
„Dziękuję, bardzo dziękuję, Najdroższy!!!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego.
„Dla Ciebie wszystko, Maleńka Moja!”
Patrzylismy w siebie nawzajem. W Miłości.

PRZYJACIÓŁKA

Byłam w Maleńkim moim. W Jego ramionach tańczyłam. Cierpiąca i zmęczona bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża i tulil do SERCA Swego. Cierpiał ze mną. I ja z Nim cierpiałam. Milczelismy. On patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam. W Miłości i cierpieniu. Długo milczelismy. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Patrzyłam w Niego z wdzięcznością i uwielbieniem. W końcu wyszeptalam:
„Chciałabym pójść na Łąkę, ale nie mam…”
Najdroższy pocałowal mnie i szepnął:
„Nie masz siły, Maleńka Moja. Ale masz Mnie!”
I trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. I chwilę później byliśmy na Łące. Łąka była pełna polnych kwiatów, kolorowych i bardzo bujnych. Cała przeswietlona dziwym blaskiem. Najdroższy mój trzymał mnie na rękach. I tańczył! Przepięknie tańczył!!! Płynął w kwiatach! Płynął!!! A płynąc patrzył mi w oczy! Cudnie patrzył… I ja Mu w oczy patrzyłam…
“We wszystkim mi służy! – pomyślałam – uniża się wciąż, a mnie wciąż wywyższa! Nawet Swym spojrzeniem mi służy!”
I zapragnęłam Mu podziękować i jakoś Mu usłużyć. Przecież to ja jestem Jego sługą.
“Najdroższy, proszę, postaw mnie.”
“Ale…”
Pocałowałam Go, zamykając Mu usta.
“Żadnego ale – szepnęłam starając się być stanowczą – Najdroższy, proszę postaw mnie.”
Postawił mnie mój Maleńki. A ja od razu chciałam przed Nim uklęknąć. Kiedy klękałam, Umiłowany mój Swymi rekoma próbował mnie powstrzymać.
“Tanczysz bardzo, Najmilsza… “ – szepnął, próbując mnie podnieść. Ja jednak delikatnie, ale stanowczo odsunęłam Jego ręce.
“Pozwól mi…”
Pozwolił. Uklękłam przed Maleńkim moim, pochyliłam sie i zaczęłam całować Jego stopy… i Mu dziękować. Dziękowalam i całowałam, całowałam i dziękowałam… i całowałam. Umiłowany stał nade mną. Chwilę. Po chwili uklęknął przede mną. Podniosłam głowę. Zobaczyłam ogień w Jego oczach. Ujął moją twarz w obie dłonie i mnie pocałował. Słodko i czule.
“Sługa całuje stopy swego pana. A Ty Maleńka Moja, jesteś Przyjaciółką Moją.”
“Przyjaciółką, ale i sługą Twoją!”
“Sługą byłaś kiedyś. Przyjaciółką Mi jesteś! Tylko przed Przyjacielem odkrywam sekrety SERCA!”
Patrzył we mnie z tak wielką Miłoscią… Objęlam Go mocno, ,mocno… Przytuliłam się do Najdroższego, do Maleńkiego mojego… Przylgnęłam do Niego całą sobą. I On mnie objął i przytulił mocno. Przylgnął do mnie.
I tak trwamy.

DROGA MIŁOŚCI I CIERPIENIA

Byłam w Najdroższym moim. W Jego ramionach, w Jego dłoniach byłam. Moja dusza była w Nim. Umiłowany mój pochylal się nade mną z tkliwością bezdenna. Widziałam przed sobą Jego kochające, pełne Miłości i promienne Oblicze. Jego uśmiech na twarzy. Czułam się jak niemowlę w Jego dłoniach. Kochane, bezpieczne i szczęśliwe ogromnie!!! Uśmiechałam się do Niego radośnie. Był On i ja. Nic mi nie było więcej potrzebne.
„Nawet nie wiem jakie tu jest wejście, ani jakie wyjście…”- wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego mojego.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie potrzebujesz tu wchodzić, ani stąd wychodzić, Maleńka Moja. Jesteś tu zawsze.”
„Ale ja nie chcę się stąd nigdzie ruszać. Zastanawiam się tylko… bo kiedy chciałam wejść do Ogrodu Sercowego, musiałam zejść na Dno mojego serca. A tu, wystarczy że tylko zapragnę i już jestem. A często to nawet pragnąć nie muszę. Budzę się i od razu jestem w Twym SERCU!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem…
” Długą drogę przeszłaś, żeby tak mogło być.”
„Drogę? A jaką?”
„Drogę ufności, pragnienia i cierpienia” – Umiłowany wciąż uśmiechal się do mnie.
„Aaaa… miłości?” – spytalam nieśmiało.
„Ufność u pragnienie tworzą miłość.”
„Więc w skrócie można powiedzieć że droga do Twojego SERCA to droga miłości i cierpienia, tak?”
„Tak. To jedyna droga.”
„Jedyna? Przecież różni ludzie różnymi drogami przychodzą do Ciebie.”
„Tak, to prawda, Maleńka. Ale droga do Mego SERCA jest tylko jedna. Ty ją wybrałaś i teraz Moje SERCE jest Twoją własnością.”
„Własnością??!”
„Tak, Moja Maleńka!” – wyszeptal po prostu Najdroższy.
„Pragnę Cię uszczęśliwiać!!!” – szepnęłam do Najdroższego mojego.
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, Maleńka!” -uśmiechnął się, patrząc we mnie z zachwytem.
„Przepraszam bardzo, ale czym? Czym Cię uszczęśliwiam?” – spytalam.
Umiłowany promienial cały.
„Tym, że jesteś. Że jesteś ze Mną!”
Zdziwiłam się!
„A tym, co robię? A tańcem?”
Najdroższy pocałowal mnie w czoło i tłumaczył:
„Twój taniec i dobre czyny uszczęśliwiaja Mnie bardzo, ale są one skutkiem, efektem tego, że ze Mną jesteś.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego zdezorientowana…
„Wybacz… ale nie bardzo rozumiem…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością i znów mnie pocałowal… Nakarmil mnie Swoim Ciałem… Patrzył we mnie tak słodko i był taki mi bliski…
„Uszczęśliwiasz mnie bardzo…” – wyszeptalam zapatrzona w Maleńkiego mojego.
„A czym? – spytał uśmiechając się do mnie promiennie.
” Noo, tym, że jesteś. Że jesteś ze mną!” – odpowiedzialam zdumiona, że o to pyta. Dla mnie to bylo oczywiste!
Umiłowany zaśmiał się perliscie.
” Myślisz że nie rozumiesz, a jednak rozumiesz, Maleńka Moja! Twoje serce rozumie!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z otwartymi ustami. Zamknął mi je pocałunkiem. A po chwili dodał:
„Kiedyś, żeby ze Mną być potrzebowałas Ogrodu w sercu. Teraz wystarczam Ci JA Sam!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego… Niby to co powiedzial było oczywiste, ale dla mnie było to wielkim odkryciem! Umiłowany pochylal się nade mną rozpromieniony Miłością. I uszczęśliwial mnie bez miary!!!

ZAKĄTEK MOJEGO UŚMIECHU

Byłam w Najdroższym moim. W JEGO dłoniach, w Ramionach Jego byłam. Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego i patrzył we mnie z Miłością i czułością niewyobrażalna. Uśmiechał się do mnie promiennie. I ja się do Niego radośnie uśmiechałam.
„Dziś boli mnie mniej, Umiłowany!”
„Cieszę się bardzo, Perełko Moja!”
„Dziękuję Ukochany, że pozwoliłes mi troszkę odpocząć – szepnęłam wpatrzona w Niego – Ty znasz nie tylko zakamarki mojego serca, ale i zakamarki mojego ciała. Wiedziałeś, że potrzebuję odpocząć. Dziękuję Ci!”
Umiłowany pocałowal mnie w czoło i uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
” Mam dla Ciebie niespodziankę, Maleńka!”
” Niespodziankę?! Dla mnie?! – zawołałam zdziwiona i uradowana – Jaką?”
” W Moim SERCU jest wiele zakamarkow. Bardzo dużo! I jest też Twój zakamarek!”
„Mój zakamarek?! Mam nadzieje ze nie jest on ciemny, zimny i ponury…”
Najdroższy zaśmiał się głośno, dźwięcznie i perliscie. A Jego śmiech był tak bardzo że śmiałam się razem z Nim. Ukochany promienial cały.
„Wiesz, Maleńka, że zbieram Twoje uśmiechy, i że uwielbiam kiedy się uśmiechasz, prawda?”
„No, wiem – szepnęłam uśmiechając się do Umiłowanego – Mówisz mi o tym często.”
Najdroższy pochylił się nade mną z przecudnym uśmiechem. Wyszeptal:
„No to teraz zobacz!”
Gdy ON jeszcze mówił, znalazłam się w dziwnym świetle. Świetle, które nie było światłem. A raczej nie tylko światłem. W tym świetle było coś jeszcze, coś więcej. Blask, miłość, ciepło, kolory, radość, słońce i letni wietrzyk… A nade wszystko uśmiech! Mój uśmiech, promienny i szeroki. Od ucha do ucha! Patrzyłam zaskoczona! I uśmiechnięta.
„Nie sposób tu się nie uśmiechnąć!” – pomyślałam.
„Nie sposób tu się nie uśmiechnać!” – odezwał się znajomy, dźwięczny Głos, powtarzając moją myśl. Głos też był uśmiechniety.
„Taaak!!!” – szepnęłam.
„To Zakamarek Twojego uśmiechu, Perełko Moja!”
„Zakamarek mojego uśmiechu??! Piękny!!!”
Znów byłam w Ramionach Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promienie bardzo.
„Bardzo piękny, Maleńka!”
„Dziękuję Ukochany, że mi go pokazałes! Dziękuję za niespodziankę!!!”
„Dziękuję, Maleńka Moja, że mogę mieć taki Zakamarek w Moim SERCU!”
Umiłowany uśmiechal się do mnie cudnie. I ja do Niego radośnie się uśmiechałam. Trwalismy w uśmiechu.

MIŁOŚĆ CIERPIENIA

Leżałam na kwiatowej kanapie tańcząca bardzo. Bardzo intensywnie. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie. Czuwał przy Swojej Maleńkiej… Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością wielką i patrzył we Swym Spojrzeniem z Krzyża. Uśmiechałam się do Niego z trudem. Ale starałam się najpiękniej jak potrafilam. Ujęłam perłę, ŁZY Umiłowanego, którą miałam zawieszona na szyi, w obie dłonie i ucałowałam JE.
„Skarb od mojego SKARBA!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego. Najdroższy uśmiechnął się do mnie łagodnie.
„Zauważyłaś Perełko Moja, że odkąd wiesz, że ta perła to Moje ŁZY, zwracasz na nią większą uwagę?”
„Wybacz mi… Perła od Ciebie jest mi droga i bardzo cenna, ale Twoje ŁZY stokroć cenniejsze!”
Najdroższy pocałowal mnie.
„Cieszę się że tak uważasz, Perełko!”
„A Ty odkrywasz przede mną stopniowo…”- uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Ty sama odkrywasz, Perełko. Ja Ci tylko pomagam.”
„Ale…”
Najdroższy zaśmiał się.
„Żadnych ‚ale’, Perełko! Kto pierwszy powiedział że perła to Moje ŁZY?!”
„No ja. Ale…”
Najdroższy przerwał mi pocałunkiem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zaczął dotykać i całować miejsce w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Moje jelita. Całowal i całowal. I dotykał delikatnie, z czułością ogromną…
„Bardzo Cię bolą, Maleńka…”-stwierdził wzruszony niezmiernie.
„Bardzo. Bardziej niż wczoraj. Ale nic to. Tańcze dla Ciebie, Najdroższy mój!”
Umiłowany wciąż dotykał i całowal moje jelita…
„Moje SERCE tańczy z Tobą Najmilsza Moja!” – szepnal Ukochany z ogniem w oczach.
„Moje serce tańczy z Twoim SERCEM. I nie jest to tylko taniec cierpienia. To taniec Miłości!”
„Miłości Cierpienia, Perlo Moja!”
Rozpromienilam się bardzo!
„Tak! Kocham cierpienie. Bo Ty ukochales mnie aż po Cierpienie, aż po Krzyż! Kocham cierpienie. Bo Ciebie kocham!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy. Przytulił się do mnie. Z czułością i oddaniem. Oddany mi całkowicie… Szeptal:
„Śliczna Moja! Moje SERCE należy do Ciebie! ”
” Dziękuję, Najdroższy!”
” I zależy od Ciebie!”
” Dziękuję…”
” I Moje SERCE już nie jest Moim. Jest Twoje!”
„Dzięku…” – wyszeptalam calujac GO. Maleńkiego mojego, Najdroższego…
A ON przytulal mnie do Siebie z oddaniem. A ja nigdy wcześniej nie czułam się bardziej u siebie jak byłam teraz. Byłam u siebie. W Najdroższym, w Umiłowanym, w Maleńkim moim!!!

KRZYŻ ZWYCIĘSKI

Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swojego. Leżałam w Nim tańcząca i zmęczona bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z Miłością i patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża.
„Boll bardzo, Umiłowany…” – wyszeptalam wpatrzona w Niego.
„Wiem, Maleńka Moja. Wiem…” – szepnal Ukochany współczująco.
„Ale przecież dzisiaj jest nasz Piątek, więc to naturalne, że boli bardziej” – szepnęłam znowu uśmiechając się do Najdroższego najpiękniej jak potrafilam. Wtedy Najdroższy rozpromienil się, rozjasnil, rozświetlil cały nade mną. Radością wielką!!!
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal, z ogniem w głosie:
„Perlo Moja, pragnę Ciebie!”
„I Ja Ciebie pragnę, Najdroższy mój!”
Najdroższy patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. I mnie pocałowal. Raz, drugi, trzeci… Całowal i całowal. Jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. I ja Go całowalam.
„Moja Śliczna! Moja Słodka! Moja Tańcząca!” – szeptal Umiłowany mój. I całowal. Pocałunek przy pocałunku. I potężnial Miłością. Otulal mnie Sobą, przeswietlal i czynił mnie przezroczysta. Wchodził we mnie i ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie i otwieral na Siebie. Znikłam w Umiłowanym moim.
Znalazłam się znów w ciepłej i przyjaznej Światłości. A przede mną widziałam wielkie SERCE! Żywe. Bijące. Tętniące Życiem SERCE!!! Wpatrywalam się w zachwycie, zachwyceniu!!!
Nagle zauważyłam że na samej górze SERCA Coś wyrasta. Rosło bardzo szybko. I w Światłości wielkiej zobaczyłam ogromny i piękny KRZYŻ!!! Ale nie był to Krzyż cierpienia i bólu. Nie! To był Krzyż zwycięski, pełen majestatu i chwały!!! Potęgi i siły Miłości! Trwałam w zachwycie!!! Twarz mi się śmiała, oczy jasnialy radością!!! Pomyślałam że ten KRZYŻ bardzo przypomina ten nasz, z naszej altanki…
„Tak Najmilsza. To jest ten sam Krzyż! I jest ON Twój!” – usłyszałam dźwięczny znajomy glos.
„Mój??!!” – zdumialam się do głębi!
„Wszystko tu jest Twoje. Do Ciebie należy i od Ciebie zależy!”
Byłam zdumiona do głębi serca i duszy mojej! Zastyglam w uśmiechu. I znów byłam w Ramionach Umiłowanego mojego, który pochylal się nade mną rozpromieniony Miłością.
„Kocham Cię, mój Maleńki!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego. A ON uśmiechał się do mnie cudownie!!!

ŁZY LITOŚCI

Umiłowany mój szedł trzymając mnie na rękach. Szedł w czymś co przypominało tunel. Nie wiem dokładnie bo tańczyłam bardzo i patrzyłam w Umiłowanego mojego, a nie gdzie idziemy. Najdroższy szedł dość długo. Też nie patrzył na droge, tylko we mnie. Patrzył poważnie ale łagodnie. Z Miłością wielką. Szedł więc dość długo. Aż wreszcie stanął.
„Spójrz, Perlo Moja!” – wskazał głową przed Siebie. Odwrócilam głowę i spojrzałam tam gdzie Najdroższy mój pokazywał. Spojrzałam i… zamarlam. Nie wiem nawet jak opisać to co zobaczyłam. Przypominalo to wielki wodospad. Albo raczej ściane. Łez. Łez niewiarygodnie wielka ilość. Spojrzałam w górę, łez nie było początku, spojrzałam na dół, łez nie było końca. Wszędzie LZY!!!
Spojrzałam pytająco w Umiłowanego. Patrzył we mnie z wielką powagą i tkliwoscia jednocześnie.
„To Łzy Litości Mojej, Maleńka.”
„Łzy Twojej Litości…” – wyszeptalam ni to do siebie ni to do Niego.
Patrzyłam w te Łzy… Na sercu zrobilo mi się dziwnie. Miękko. Byłam obezwładniona tym co zobaczyłam… Łzy Litości… Umiłowany płacze z litości! Tyle łez wylewa… Toż to są skarby najdroższe!!! I… zapragnęłam… mieć jedną taką Łzę.
„Czy mogę…?”
Ale Umiłowany pokiwal przeczaco głową.
„Nie, Perełko Moja… Poza tym Ty już masz już Moje Łzy. Nosisz Je na sobie.”
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia!!!
„Mam Twoje Łzy??!! Noszę Je na sobie??!! Gdzie???”
W jednej chwili znalazłam się w naszej altance, na kwiatowej kanapie leżałam. A Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
„Gdzie, Najdroższy mój?!! – dopytywalam – suknia może??”
„Nie, nie suknia, Perełko – Umiłowany uśmiechnął się do mnie łagodnie – masz jeszcze ode Mnie pierścień, welon i…”
„Perłę!!!” – zawołałam zachwycona i zdumiona odkryciem!
Najdroższy pocałowal mnie i wyszeptal:
„Pamiętasz Perełko jak kiedyś na początku naszej Drogi Krzyżowej, kiedy Arcykapłan spytał czy to Ja jestem Mesjaszem, Synem Bożym. Kiedy odpowiedziałem że tak, On wykrzyknął że to bluznierstwo. Płakałem wtedy nad Nim. Łzy Mi ciekły po twarzy, a Ty Je całowalas. Pamiętasz?”
” Nigdy tego nie zapomnę…”
„Ta perła to tamte Łzy.”
Perła wisiała, była zawieszona na mojej szyi. Ujęłam je w obie dłonie i ucalowalam… Patrzyłam w Najdroższego mojego. W milczeniu. I ON patrzył we mnie… Słodko. Rozmyślalam w tym co powiedzial. Nagle zawołałam:
„Zaraz, zaraz! Powiedziałeś że płakałes nad Nim?! Myślałem że płakałes dlatego, że Ci Najdroższy było przykro, że…”
„Płakałem nad Nim. Nad biednym dzieckiem Moim. Nad Jego slepota płakałem.”
Patrzyłam Najdroższemu w oczy głęboko,
„Nade mną pewnie płaczesz często…”
Najdroższy rozpromienil się nade mną.
„Kiedyś, wiele lat temu plakalem nad Tobą, Perełko często. Teraz już nie. Teraz gdy myślę o Tobie to się uśmiecham.”
„Ja też kiedyś płakałam często. Teraz już nie – szepnęłam.
” Nocami, szczególnie, prawda?”- spytal, ale to nie było pytanie, stwierdził fakt raczej.
„Tak! Skąd wie…”
„Byłem wtedy z Tobą Kochana Perełko. Płakalismy razem.”
„A ja myślałam że jestem sama. I bardzo samotna…”
„Najmilsza Moja, nigdy nie byłaś sama. Ja zawsze byłem z Tobą. Jestem z Tobą. I zawsze będę.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego z uwielbieniem i wdzięcznością. Najdroższy promienial bardzo. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy w uśmiechu.

WIELKIE SERCE

Byłam w Najdroższym, w Umiłowanym moim byłam. Przy Jego SERCU, cierpiąca, tańcząca bardzo. Trwalam przy zranionym SERCU Ukochanego. On cierpiał ze mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„Dla każdego człowieka jest miejsce w Twym SERCU, prawda, Ukochany – szepnęłam uśmiechając się do Niego z trudem.
” Tak, Moja Maleńka. Każdy kto chce, kto zapragnie może w Nim zamieszkać. Dla każdego jest miejsce.”
„To Twoje SERCE jest bardzo wielkie!”
Umiłowany uśmiechnął się łagodnie.
„Noszę w SERCU cierpienia każdego z Moich dzieci, każdego człowieka. Radości i smutki każdego, każdą łzę i każdy uśmiech. Każdą ranę, każde szczęście i nieszczęście.”
„Ooo… Masz ogromne, potężne i bardzo kochające SERCE, Umiłowany, Najdroższy mój!!!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptał bardzo poważnym głosem:
„Twoje serce, Maleńka, jest bardzo podobne do Mojego!”
Patrzyłam Mu w oczy. Nie odpowiedziałam. Milczalam. Pomyślałam jednak, że moje serce jest bardzo małe i egoistyczne… Umiłowany mój znał moje myśli. Patrzył we mnie głęboko. Spytał nagle:
„Naprawdę chcesz za nią cierpieć?”
Przypomnial mi moją wczorajszą prośbę.
„Tak. Jeśli pozwolisz mi to tak. Chcę” – odpowiedzialam szybko, chcąc potwierdzić, że jestem gotowa.
Nie będę opisywać szczegółów. Napiszę tylko, że pewna osoba czeka na badania lekarskie, których wyniki pokażą czy, a raczej jak bardzo jest chora. Miało by to (ta choroba) bardzo poważne konsekwencje. I prosiłam Umiłowanego, że jeśli miałaby musiałaby być chora i cierpieć bardzo, to ja chcę za nią. A ona żeby była zdrowa. Osoba ta ma małe dzieci, które ją kochają i potrzebują. Chcę za nią. Zamiast niej.
Najdroższy patrzył w głąb mnie.
„Serce kogoś kto o takie coś Mnie prosi nie jest ani małe, ani egoistyczne, Perełko.”
Mówił spokojnie, ale widziałam ogień w JEGO oczach
„Wybrałam Twoje SERCE, Najdroższy mój i pragnę uczyć się od NIEGO. A z jakim skutkiem to juz inna spra…” – wyszeptalam wpatrzona w Umiłowanego mojego. Przerwał mi gwałtownie, słodkim pocałunkiem.
„Zatańczysz skutki, Najmilsza! Niedlugo zobaczysz. Maleńka Moja, Piękna Moja! Śliczna Moja… Moja Słodka!!!”
Obsypywał mnie pocałunkami. Deszczem pocałunków! Całował jak Oblubieniec całuje Swą  oblubienicę. A tymi pocałunkami czynił mnie przeźroczystą. Przejrzystą. Tak, że bez trudu mogłam wchodzić, przenikac w Maleńkiego mojego. I On wchodził we mnie i łączył Swoje Cierpienie z moim. A nasze serca, JEGO i moje,` czynił jednością.

W PROMIENIACH SERCA

Na wielkiej łące przeswietlonej niezwykłym światłem, pełnej kolorowych kwiatów, tańczyłam z Umiłowanym moim. Z Najdroższym moim tańczyłam. Tańczylismy bardzo! Najdroższy obejmował mnie zmęczona i przytulał do Siebie. Mocno tulił. I patrzył we mnie promienie bardzo. Uśmiechałam się do Niego radośnie i patrzylam w Umiłowanego jak w obrazek.
„Wiesz, Najdroższy… kiedyś zastanawialam się czy św Faustynie ukazywales się jako Syn Boży, czy jako cały Bóg. I nie wiem… Ale doszłam do wniosku że ukazywałes jako cały Bóg.”
„Caly Bóg?” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie.
„Źle się wyraziłam! Przepraszam!!! Wiem, że Bóg nie ma początku, ani końca i nie można Go zamknąć słowami… Ale chodziło mi o to, że cała Trójca Święta. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Przepra…”
Umiłowany przerwał mi pocałunkiem.
„Wiem o co Ci chodziło, Maleńka Moja. Nie przejmuj się i nie przepraszaj.”
I uśmiechając się do mnie cudnie, tłumaczyl mi:
„Ukazywałem się jej w postaci Syna Bożego, ale przychodziłem jako cały Bóg” – Najdroższy z naciskiem wypowiedzial słowo „cały”, patrząc we mnie z zachwytem. Zmeczona byłam coraz bardziej i coraz bardziej opierałam się na Umiłowanym moim, a On podtrzymywal mnie coraz bardziej.
„Boga można porównać do słońca, Perełko. Ojciec jest Słońcem, Ja promieniami a Duch Święty, ciepłem, które dają promienie Słońca.”
„Jakie piękne porównanie! – zawołałam zachwycona – Cudne!”
„Podoba Ci się?” – spytal Najdroższy mój promieniejąc.
„Bardzo!!!”
Byłam tak zmęczona, że całkowicie opadlam na Umiłowanego. Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i zaniósł do naszej altanki. Położył mnie na kwiatowej kanapie i poprawil poduszkę pod moją głową. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną.
„Bardzo Cię boli, Najmilsza Moja…?” – spytal z wielką Miłością i troską.
„Nie bardzo. W miarę. Ale zmeczona jestem jakoś…”
Przytulił mnie do SERCA Swego.
„Odpocznij teraz przy Sercu Moim, Maleńka Moja. W JEGO promieniach odpocznij.”
Patrzył we mnie pochylony z czułością. Tuli do SERCA. Przytulilam się do NIE. Widziałam JE, wielkie, Żywe. Bijące SERCE! I zobaczylam jakby promienie słoneczne, które wychodziły z SERCA. Ogrzewaly mnie i rozświetlaly, otaczaly i otulaly. Odpoczywalam w Ich blasku. W promieniach SERCA.

UŚWIĘCAC CIERPIENIE

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża.
„Cierpienie może uświęcac, Perełko Moja Umiłowana!”
Nagle znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Widziałam JEGO Ranę… Patrzyłam w Nią. Uwielbialam, adorowalam…
Usłyszałam dźwięczny, znajomy glos:
„Ja uświęcilem cierpienie, na Krzyżu.”
„Ale cierpienie jest złem, prawda?” – spytalam wpatrzona w Ranę,
„Tak,, ale może prowadzić do wielkiego dobra. Można je wykorzystać do czynienia dzieł Miłości. A tym samym je uświęcac. I uświęcac samego siebie.”
Wciąż wpatrywalam się w Ranę SERCA Najdroższego mojego. Patrzyłam, patrzyłam w Ranę… I zobaczylam jak wypływala z Krew. Wielka kropla Krwi… Zamarlam na chwile. Jednak zaraz Pochyliłam się i Ucalowalam Ranę. Czułam na ustach JEGO Krew.
” Też pragnę uświęcac moje cierpienie…”
„Uświęcasz je, Maleńka Moja!”
„Ja…?”
„Uświęcasz je swoim tańcem!”
Wpatrywalam się w SERCE Maleńkiego, Najdroższego mojego… I zobaczylam w NIM Jego twarz. Oblicze Ukrzyżowanego. Patrzył we mnie, Miłość Sama! Pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Blisko. Bardzo blisko. Patrzył we mnie Swymi cudnymi oczami.
” Uswiecasz cierpienie jednoczac je z Moim cierpieniem, Perlo. Oblubienico Moja! I Twoje cierpienie wydaje wielkie, błogosławione owoce!”
Patrzył we mnie… Byl taki Piękny!!! Taki Piękny!!! W oczach JEGO widziałam oddanie. Całkowite oddanie… mnie…!”
” Pragnę Cię, mój Najdroższy!”
” Pragnę Cię Moja Umiłowana!”
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Obsypywał mnie pocałunkami. A wraz z nimi czynił mnie przezroczysta, całą dla Siebie. Przenikal mnie niemal fizycznie. Cała byłam JEGO i dla NIEGO . A ON cały dla mnie i cały mój. Mój Najdroższy… mój Maleńki… mój Kochany!!!

DOWÓD NA ISTNIENIE

Byłam w Najdroższym, w Umiłowanym moim byłam. W JEGO dłoniach w Ramionach JEGO Miłości. Uśmiechał się do mnie cudnie! Cudownie!!!
I ja uśmiechałam się do Niego najpiękniej jak potrafiłam!
Rozmawialismy bez słów, nasze serca rozmawiały:
„Wiesz, mój Maleńki… wyobrażam sobie Ciebie jako bardzo kolorowego! Barwnego bardzo!”
„Pewnie, że jestem bardzo kolorowy, barwny , Perełko Moja Umiłowana! Przecież to JA stworzylem wszystkie kolory we wszechświecie!”
„I Stworzyles kolibra! Ni to ptaszek, ni to owad. Maleńki bardzo! A kolorowy! Bajka!!! Według mnie to dowód na Twoje istnienie! Tylko Ty mógłbyś stworzyć Coś takiego!”
„I żyrafe też, prawda?”
„Tak!!!”
Cały czas Umiłowany mój promienial niezmiernie!!! I ja promienialam!
„A wiesz, Perełko Moja jaki jest największy dowód na Moje istnienie?”
„Nie… Jaki?”
„Ty!”
„Ja?!” – zaśmiałam się radośnie – to każdy człowiek jest dowodem na to że istniejesz! Nawet niewierzący. Ateista. Mówi, że w Ciebie nie wierzy, a nie wie, że on sam jest dowodem na Twoje istnienie! Dobre!”
Uśmiechalismy si
się do siebie nawzajem, Ukochany mój i ja.
Patrzył we mnie z tkliwoscia wielką. Wiedział że jestem obolała i zmęczona.
„Dziś odpocznij Perełko, a od jutra dalej będziemy zwiedzać Moje SERCE.”
„Zwiedzać??! Nie mów tak, proszę!!! Zwiedza się muzeum, albo archiwum… A Twoje SERCE bije! Tętni życiem! Kocha!!! Nie mów tak… Odwiedzać raczej! Odwiedza się Kogoś kogo się kocha. A ja Ciebie kocham!!!”
Maleńki mój patrzył we mnie z zachwytem!
„Dobrze, Najmilsza! Odwiedzać!”
Rozpromienilam się jeszcze bardziej… Umiłowany pochylił się nade mną i mnie pocałowal. Miilczelismy chwilę. On patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam. Po chwili spytałam z uśmiechem:
„A jaki kolor lubisz najbardziej?”
„Perłowy!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo.
Zaśmiałam się szczęśliwa bardzo!!!
„A Twój, Maleńka Moja?” – spytal uśmiechnięty.
„Czerwony! Czerwony jak Twoje SERCE i Twoja Miłość do mnie!”
Najdroższy obsypal mnie pocałunkami… A ja tańczylam dla NIEGO. Perłowo.