Kategoria: MOJE MYŚLI

Cierpienie – kara Boża ?

No Comments

Jan Paweł II o cierpieniu :

 

” Kiedy więc ktokolwiek z nas, drodzy bracia i siostry, gdziekolwiek na tej polskiej ziemi, jest wezwany ludzkim cierpieniem, niech mu stanie przed oczyma to wydarzenie z Ewangelii (Mt 8,5-13). I Chrystus, który mówi do setnika: „Przyjdę i uzdrowię go”. Nieraz onieśmiela nas to, że nie możemy „uzdrowić”, że nie możemy nic pomóc. Przezwyciężajmy to onieśmielenie. Ważne jest, żeby przyjść. Żeby być przy człowieku cierpiącym. Może nawet bardziej jeszcze niż uzdrowienia, potrzebuje on człowieka, ludzkiego serca, ludzkiej solidarności.”

 

(…)” Myślę w tej chwili o wszystkich ludziach chorych, gdziekolwiek przebywają. Cierpienie jest tajemnicą szczególnie nieprzeniknioną i dlatego jakże często trudną do zrozumienia, do przyjęcia przez człowieka. Człowiek dotknięty chorobą, dotknięty jakimkolwiek cierpieniem, często pyta siebie samego: dlaczego ja muszę znosić ból? I prawie natychmiast stawia sobie inne pytanie: po co, jaki jest sens tego cierpienia, które mnie dotknęło? A gdy nie znajduje odpowiedzi, często się załamuje, bo cierpienie staje się silniejsze od niego.

Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje. „Cierpienie zostało związane z miłością – tak napisałem w liście apostolskim Salvifici doloris – z tą miłością, o jakiej mówił Chrystus Nikodemowi, z tą miłością, która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła, wyprowadzając poprzez cierpienie, tak jak najwyższe dobro Odkupienia świata zostało wyprowadzone z Krzyża Chrystusa i stale z niego bierze swój początek (…). W nim też musimy postawić na nowo pytanie o sens cierpienia i odczytać do końca odpowiedź na to pytanie” (n. 18).

W chorobie czy w jakimkolwiek cierpieniu trzeba zawierzyć Bożej miłości, jak dziecko, które zawierza wszystko, co ma najdroższego, tym, którzy je miłują, zwłaszcza swoim rodzicom. Potrzeba nam więc tej dziecięcej zdolności zawierzenia siebie Temu, który jest Miłością (por. 1 J 4,8). Jakże głębokiej wartości i znaczenia nabierają słowa św. Pawła: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).”

 

Czego uczą nas chorzy? W czym nam pomagają?

 

– czynienie dobra

– solidarności międzyludzkiej

– cierpliwość, wytrwałości

– dostrzeganie niewystarczalności świata materialnego

– docenianie wartości duchowych

– radość, pogoda ducha (np. Matka Teresa z Kalkuty)

– pokora

– optymizm

– pogłębienie wiary, umocnienie nadziei

– zaufanie Bogu

 

Czy cierpienie jest karą Bożą? Odpowiedź brzmi: nie. Bóg jest przy nas w naszym cierpieniu. Współczuje nam. Bo nas miłuje — kocha — nawet bardziej niż własna matka. Kocha każdego doskonale, co oznacza, że nie brzydzi się nami, nawet wtedy, gdy inni brzydzą nami i traktują jak gorszych od siebie, niepotrzebnych, bezużytecznych Bóg miłuje nawet tego, kogo ludzie odrzucają, jako niegodnego miłości Boskiej i ludzkiej. Bóg kocha człowieka i współczuje człowiekowi. Jezus wie doskonale jak to jest, on cierpiał, był opuszczony przez przyjaciół, samotny, niezrozumiany przez innych…W perspektywie Jego cierpienia ludzkie cierpienie, którego nie można uniknąć, ani oddalić, które trzeba znosić i dźwigać nabiera wartości i sensu. Tajemniczy stan szczęścia, jako owoc cierpienia przeżywanego z Bogiem, chrześcijaństwo łączy ze zmartwychwstaniem Chrystusa. W zmartwychwstaniu ukazuje się moc i dobroć Boga, który przezwycięża to, co niszczy człowieka. W zmartwychwstaniu bowiem Bóg ocala i obdarowuje na nowo pełnym życiem.

Co Bóg mówi do mnie w moim cierpieniu? Kiedyś zadałam to pytanie znajomemu księdzu. Odpowiedział, że Bóg mówi „jeżeli Mnie kochasz, to wytrzymasz”. Te słowa nie przyniosły mi wówczas natychmiastowej ulgi. Wyryły się jednak w mojej pamięci. Wiele zastanawiałam się nad nimi. Z czasem uświadomiły mi wyraźnie — i było to jakby nowe odkrycie, choć od dawna o tym słyszałam, że Bóg mnie kocha — chce bowiem, abym „dla Niego” wytrzymała, chociaż wydawało mi się, że nie jest to możliwe. „Coś” mogę Mu dać, „coś” całkiem mojego — czego On — jakby nie ma, mając wszystko. W tym „czymś” mogę dać Mu siebie. Dalsza refleksja: Bóg mnie potrzebuje, bo zależy Mu na moim wytrwaniu, On liczy na mnie. On chce, abym Go kochała — pomimo wszystko, pomimo to, że nie ochronił mnie przed cierpieniem, pomimo moich grzechów, za które powinien był się obrazić. W przeżywanym cierpieniu wielu mogłoby się zdawać, że Bóg  mnie opuścił, zostawił, odwrócił się ode mnie, a tu okazuje się, że przy okazji mojego cierpienia dał mi odczuć swoją bliskość, jakiej nigdy wcześniej nie zaznałam.

Wielu uważa, że skoro jestem chora i całe życie siedzę na wózku inwalidzkim, powinnam pogniewać się na Pana Boga, być wciąż smutna i na wszystko narzekać. Kiedy widzą, że jest inaczej, kiedy widzą , że jestem radosna, uśmiechnięta , dziwią się. Kiedy widzą, że  umiem się cieszyć z tego co mam, z najmniejszej nawet rzeczy, denerwują się. Kiedy mówię, że czuję się szczęśliwa – patrzą na mnie tak, jakbym  miała w głowie nie po kolei…

Spróbuję jeszcze raz odpowiedzieć na pytanie „czy cierpienie jest karą Bożą?”. Cierpienie nie jest karą Bożą. Ośmielam się nawet powiedzieć, że jest darem, w którym Bóg pomaga człowiekowi zbliżyć się do siebie. Zaś bliskość Boga umożliwia człowiekowi dojrzewanie osobowe oraz wzrastanie w wierze.

Categories: MOJE MYŚLI

ZGODA

No Comments

Kiedyś  zastanawiałam się nad  tym czy chciałabym być zdrowa .Czy chciałabym chodzić ? Odpowiedź wydawała się tak oczywista i bezdyskusyjna,że TAK. Jednak kiedy zaczęłam rozmyślać, głębiej analizować swoje życie,odpowiedź już nie była tak jednoznaczna i prosta.

Nie znam innego życia niż z perspektywy wózka.Dlatego, że zachorowałam zaraz po urodzeniu. Może gdybym zachorowałabym w późniejszym wieku, jakbym była starsza na pewno myślałabym inaczej…buntowałabym się pewnie.

Dzięki temu, że choruję ” od zawsze” widzę swój stan trochę inaczej.

Mam kochających rodziców, rodzeństwo, bratową i szwagra a od dwóch lat bratanka. Wszyscy mi pomagają i nie dają mi poznać, że jestem dla nich ciężarem . Przeciwnie, mama mówi, że ona jest moimi rękami i nogami a ja jestem jej głową.

A po za tym wszystkim mogę i chyba umiem malować. Pan Bóg podarował mi tę umiejętność, talent. Bez tego byłoby mi trudniej…W   „plastyku” poznałam wspaniałych ludzi, nauczycieli, który bardzo dużo mnie nauczyli, pomogli.

Pokazali , że mimo choroby jestem  wartościowym człowiekiem.

Podsumowując moje rozmyślania, doszłam do wniosku, że skoro Pan Bóg „postawił” mnie tu i teraz, w takiej a nie innej sytuacji to wiedział  co robi.

Obdarzył mnie takim krzyżem jaki mogę unieść .Pomaga mi go  dźwigać……. Czuję to…….

Niech więc będzie tak jak jest.

Categories: MOJE MYŚLI

IDZIESZ….

No Comments

  Idziesz…

 Królu bez korony, berła, bez tronu…

Na głowę wciśnięto Ci koronę z cierni,

i od razu na Twej twarzy  pojawił się grymas cierpienia,

Na ramionach dźwigasz belkę  ogromnego krzyża,

na którym masz zawisnąć…

A wokół Ciebie ludzie, dużo ludzi…

na ich twarzach nie ma współczucia

tylko złość, nienawiść i gniew.


Jedni uważają  Cię  za przestępcę, który chce zawładnąć ich światem

Inni za  niegroźnego wariata, który pragnie być nazwany Mesjaszem……

Jeszcze kilka dni temu sami chcieli obwołać Cię królem

a teraz chcą zabić…

Nie pamiętają  już , albo nie chcą  pamiętać,

jak uzdrawiałeś ich dzieci,matki, mężów i ojców…

jak ich pocieszałeś…wlewałeś w ich serca pokój, radość i nadzieję….

Biją  Cię  i każą  iść szybciej!

Więc idziesz…..


Krzyż ciąży  Ci coraz mocniej

 

Nagle potykasz się i upadasz pod jego ciężarem…

Oprawców to złości jeszcze  bardziej

jeszcze bardziej się pastwią nad Tobą

wszędzie widać ich twarze wykrzywione w nienawiści.

Ty podnosisz się  i idziesz dalej…

Wtem wśród ogólnego harmidru i  krzyków,

Spośród otaczającego Cię złowrogiego tłumu,

wybiega kobieta….

Nie zważa na innych , podbiega do Ciebie

i chustą  wyciera Ci twarz

z potu , kurzu i  krwi…

Dziękujesz jej wymuszonym lekkim uśmiechem.

Oprawcy odpychają od Ciebie kobietę

A Tobie każą iść dalej…

Więc idziesz…….

 

Kobieta została już  w tyle

Na pamiątkę zostawiłeś jej odbite na chuście

Swoje Oblicze.

Nie chciałeś , żeby odeszła bez nagrody….

Nawet w takiej chwili nie  myślisz o sobie……..

Tłum krzyczy i każe Ci iść,

 

Więc  idziesz…..

Idziesz

by u kresu Swej drogi

być wywyższonym

Królować  nad Ziemią,

przybity do Krzyża………

 

Categories: MOJE MYŚLI

ELUANA …I JA

No Comments

        Pytania o Eluanę Englaro

Eluana, 38-letnia Włoszka, po wypadku motocyklowym sprzed 17lat pogrążona w śpiączce, zmarła. W sobotę, na prośbę rodziny, zaprzestano jej sztucznego odżywiania, skazując ją tym samym na śmierć głodową.

Margherita Coletta jest wdową. Jej mąż zginął w 2003 r. w Iraku, gdzie niósł pomoc dzieciom – ofiarom wojny. Robił to przez pamięć o synku, który 6 lat wcześniej zmarł na białaczkę. Kiedy lekarze powiedzieli, że dalsza chemioterapia nie przyniesie rezultatu, rodzice, by oszczędzić mu cierpień, zadecydowali o jej przerwaniu. 

Margherita w listopadzie 2008 r. przeczytała o Eluanie Englaro i wiedziała, że musi ją zobaczyć. Opowiedziała, kim jest. Pan Beppino,ojciec Eluany, zgodził się na spotkanie. W Lecco natychmiast spytał:„Margherita, po której jesteś stronie?”. Odpowiedziała: „Po żadnej.Przyjechałam odwiedzić Eluanę, tak jak się odwiedza bliskich w szpitalu”.

Teraz o tych odwiedzinach Margherita opowiedziała dziennikarzowi „L’Avvenire”. O panu Beppino, który, według niej, w staraniach o przerwanie odżywiania córki zaszedł tak daleko, że nie potrafi się wycofać. O swoim spotkaniu z Eluaną: „To jest kobieta. Ma cykl menstruacyjny,jak każda z nas. W ciągu dnia ma otwarte oczy, zamknięte w nocy. Bez problemów,spokojnie i samodzielnie oddycha. Jej serce bije rytmicznie i mocno. Są momenty, w których chyba się uśmiecha. Ale ilu ludzi wie, że Eluana nie jest podłączona do żadnych aparatów? Ilu wie, że w jej pokoju nie ma żadnych medycznych urządzeń, tylko dwa pluszowe misie na łóżku? Że nie ma odleżyn? Że wciągu 17 lat nie przyjmowała żadnych antybiotyków?”. Opiekujące się Eluaną zakonnice traktowały ją jak królową: perfumowały, wywoziły na spacer,troszczyły się nawet o depilację jej nóg.

3 lutego Eluana została przewieziona do Udine, do kliniki „LaQuiete” (spokój). Ekipa złożona z 15 wolontariuszy, lekarzy i pielęgniarek miała doprowadzić do jej śmierci.

Personel kliniki był głęboko poruszony. Jego kodeks deontologiczny mówi: „Pielęgniarka nie może wykonywać ani uczestniczyć w interwencji, której celem jest spowodowanie śmierci, nawet jeśli wykonuje się to na życzenie pacjenta”. W wywiadzie dla lokalnej telewizji szef ekipy  zapewniał: „[Eluana] nie będzie cierpiała, bo umarła już 17 lat temu”, i zachęcał, by się nie zastanawiać nad tym, co ona może odczuwać, lecz raczej pomyśleć, czy się jest gotowym, by pozostawać w stanie wegetatywnym tyle lat co ona.

Włochy są podzielone. Rząd przyjął dekret: „Zabrania się przerwania odżywiania i pojenia pacjentów w stanie wegetatywnym”. Dekretu nie podpisał prezydent Napolitano: uważa, że kraj potrzebuje dobrze przemyślanej  ustawy o końcu życia.

Dotychczas pustkę legislacyjną wypełniały wyroki trybunałów.Różne, jak w przypadku Eluany. Kolejne składy odmawiały zgody na jej uśmiercenie, aż w 2007 r. Sąd Najwyższy zakwestionował poprzednie wyroki i takie prawo ojcu kobiety przyznał.

Rozważane są trzy propozycje. Pierwsza to wprowadzenie„testamentu biologicznego”, czyli wcześniejszych dyspozycji co do własnej śmierci. Druga opowiada się za rozstrzyganiem trudnych przypadków przez trybunały. Trzecia, złożona przez prezydium skupiające osoby wierzące i niewierzące Stowarzyszenia Scienza & Vita, zakłada, że życie stanowi dobro,którym nie można dowolnie dysponować. Prawo powinno gwarantować opiekę dla osób w stanie terminalnym, m.in. przez rozbudowanie sieci hospicjów. Scienza &Vita ostrzega przed pozostawianiem delikatnej decyzji nielicznej grupie osób(sędziów). I podkreśla, że niektóre propozycje legislacyjne to kroki ku uprawomocnieniu eutanazji.

Są także pytania, na które nie ma odpowiedzi. Jeśli Eluana jest martwa od 17 lat, to czemu dążono do jej prawdziwego uśmiercenia? Dlaczego nie mogła zostać pod opieką sióstr miłosierdzia? Jeśli umierając z głodu i pragnienia jakoby nie cierpiała, to skąd decyzja o zastosowaniu środków znieczulających, wskazująca, że być możenie była tak zupełnie martwa? Mówi sekretarz włoskiego Episkopatu bp Mariano Crociata: „To niepojęta sprzeczność: pozbawić pokarmu i napoju i podawać środki znieczulające oraz inne leki, by łagodzić efekt pozbawienia tego, co podtrzymuje życie. Prawdziwe miłosierdzie polega na towarzyszeniu cierpieniu i na integrowaniu go – podobnie jak i śmierci – w nasze życie.                    

  /Tygodnik Powszechny /

——————————————————————————

Czym różnię się od Eluany? -myślałam, kiedy jeszcze żyła – Niczym…Obydwie jesteśmy całkowicie uzależnione od innych osób…

Obydwie potrzebujemy pomocy w najprostszych czynnościach…Obydwie mamy uszkodzony mózg…Ja widzę , słyszę , czuję…. A ona nie….(?)Czytałam, że jej mózg uszkodzony jest nieodwracalnie…Mózg (umysł) człowieka nie został jeszcze całkowicie zbadany. Były przypadki obudzenia się  po kilkunastu latach bycia w śpiączce. A po za tym  Eluana ma jeszcze DUSZĘ , która nie umiera nigdy…

Co by było – myślałam – gdyby  ona teraz się obudziła…co zrobiłby jej ojciec……… czy  mógł by spokojnie spojrzeć córce  w  oczy….?

Categories: MOJE MYŚLI

MOJE MALOWANIE

No Comments

  Bardzo lubię malować. Mogę powiedzieć, że jest ono moją pasją. Malarstwo jest moim środkiem wyrażania tego co czuję. Kiedy maluję zapominam o wszystkim…tworzę swój własny świat..Maluję kwiaty, portrety oraz sceny religijne. Ostatnio próbuję martwe natury i pejzaże.  Inspirują mnie zdjęcia, a także własna wyobraźnia. Moje prace są radosne i kolorowe, bo i ja taka jestem.

Categories: MOJE MYŚLI

INNA……….

No Comments

 ” Jeśli ktoś jest odmienny,

            to jest skazany na samotność.”
 

                        / Aldous Huxley — Nowy wspaniały świat /

 Od zawsze czułam, że jestem inna…

Kiedy byłam mała inne dzieci pokazywały mnie palcami…wystawiały język…

Gdy poszłam do szkoły podstawowej było trochę lepiej,

miałam nawet kilka koleżanek.

Potem nasze drogi się rozeszły……Każdy poszedł do innej szkoły, znajomości się po urywały…..

W ”plastyku” koledzy z mojej klasy starali się mnie odwiedzać, ale to nie bardzo wychodziło….

Kiedy przyjeżdżali i ja i oni czuliśmy się dziwnie,sztywno….

————————

A dziś? Dziś czuję się bardzo samotna……   

Categories: MOJE MYŚLI

NOCNE ROZMYŚLANIA…

No Comments

 w nocy kiedy nie mogę spać ……..dużo rozmyślam…….

 

 

……Po swym Zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Maryji jako pierwszej.
Jestem tego pewna, choć na ten temat milczą Ewangelie.
Ona Go urodziła, wychowała, ona Go kochała…..
Ona razem z Nim szła na kalwarię, razem   z Nim cierpiała.
Była  przy Nim,  kiedy  umierał  na  krzyżu…..
Opłakiwała Go…
Teraz pierwsza  zobaczyła   że  jej   Syn   żyje!
Jej szczęście nie miało granic……..

 

Categories: MOJE MYŚLI

DAR

No Comments

Jestem chora… Mam  chore ręce, chore nogi…

Jednak Pan  Bóg obdarzył mnie  szczególnym darem.

Nie każdy zdrowy człowiek go posiada.

Umiem malować. Maluję ustami.

Maluję obrazy – tempery,

gwasze i oleje.

Moje obrazy są radosne i kolorowe

Takie jak ja.

” Kiedy Pan Bóg drzwi zamyka

to otwiera okno”

Categories: MOJE MYŚLI

***

No Comments

 

Cierpienie uczy pokory…

Cierpienie uczy cierpliwości…

uczy radości z najmniejszej nawet rzeczy,

pokonywania słabości.

W cierpieniu można spotkać Boga….

 

Categories: MOJE MYŚLI

PRZYJACIEL

No Comments

     Bóg – mój Największy Przyjaciel
Jest przy mnie zawsze.
Kiedy się cieszę On cieszy się ze mną,
kiedy płaczę- On z policzków wyciera moje łzy…

       On Pan Bóg Wszechświata,
spod, którego ręki wyszły morza i wysokie góry
 pochyla sie nade mną….
On, który stworzył hipopotama i tęczowego kolibra
uśmiecha się do mnie…
i czule szepcze:
                   Kocham cię

     Bóg – mój największy Przyjaciel

Categories: MOJE MYŚLI

%d bloggers like this: