MSZA U UKOCHANEGO

Nie mogę tego nie opowiedzieć!
W piątek kiedy powiedziałam ks proboszczowi, że jeśli chce, może odprawić za mnie Mszę, dziękczynna, ksiądz poprosił, żeby tata w niedzielę, tj wczoraj, przyszedł do zakrystii ustalić termin Mszy. I właśnie wczoraj kiedy razem z tatą szykowalismy się na Mszę, rozmawiałam o tym z rodzicami.
-Może póki jeszcze nie dałaś księdzu obrazu nie umawiać jeszcze terminu Mszy – mówi mama.
– Też tak pomyślałam że jak dam obraz, wtedy się umówi termin. Bo głupio tak jakoś… Jeszcze nie dałam, a już umawiać termin…
– Właśnie.
-Ale z drugiej strony ksiądz proboszcz prosił, żeby przyjść. Nie wiem…
Pewnie spytacie dlaczego obraz jeszcze jest u mnie, dlaczego go nie dałam księdzu jak był. Bo obraz jest mokry. Schnie. Będzie schnac tydzień, może dłużej. Jak wyschnie trzeba będzie go jeszcze zawerniksowac, utrwalić. I dopiero wtedy jak werniks wyschnie będę mogła dać go księdzu. I tak rozmawiamy z rodzicami czy iść umawiać ten termin Mszy, czy poczekać aż dam obraz… Nagle do mieszkania wpada moja bratowa (była z bratem i dziećmi na Mszy w kaplicy filialnej i właśnie wrócili) i woła do mnie:
-Moniś! Ksiądz proboszcz prosił, żeby ci przekazać, że Msza za ciebie będzie odprawiona za tydzień, w niedzielę o 9.30  w kaplicy!
Zatkało mnie, szczerze mówiąc… Ucieszyłam się bardzo!!! Nie dość, że UKOCHANY sam rozwiązał problem w jednej sekundzie to jeszcze „załatwił” 🙂  mi Mszę u Siebie.
Dlaczego?
Bo nasza Kaplica filialna jest pw. MIŁOSIERDZIA BOŻEGO. W ołtarzu jej wisi obraz Jezusa Miłosiernego. Do Niego się modlę i w Niego wpatruję.
Tak…
Ukochany uszczęśliwia mnie bardzo… Bardzo!!!! Sami to widzicie 🙂