NA PUSTYNIĘ

Był taki jasny i czysty kiedy w Niego patrzyłam. Pogodny. Promieniował blaskiem, ciepłym światłem. Światło to mi nie przeszkadzało ani nie raziło. Przeciwnie. Zdawało się, że byłam w tym świetle, razem z Nim… dawało mi pokój i radość. A ON, taki pogodny, przyciągał mnie do siebie jeszcze bardziej.
Pocałowałam Go w policzek.
„Cierpisz dla Mego Imienia, robaczku. Chciałaś”‚.
„Tak Panie. I  nadal chcę”.
Patrzeliśmy w siebie dalej. Długo…
„Jezu, niedługo Wielki Post. Chciałabym coś…” – odważyłam się przerwać milczenie.
„Wyprowadzę cię znów na pustynię. I tam będę mówił do twego serca”.
„Dobrze Ukochany”.
„Pójdź za Mną”.
„Idę”.