STYL TAŃCA

Mama patrzyla we mnie wielkimi, pięknymi oczami. Tańczyłam bardzo intensywnie. ONA trzymała mnie w ramionach i tuliła do Siebie. Tańczyla ze mną. Cierpiala ze mną. Nie uśmiechala się do mnie. Patrzyła współczujaco. A ja choć cierpiaca, pragnęlam JEJ uśmiechu.
„Uśmiechnij się do mnie MAMO. Twój uśmiech pomaga mi tańczyć!”
I rozpromienila się nade mną… Bardzo!!!
„Cierpisz bardzo, Córeczko Kochana!”
Pomyślałam że ONA cierpi bardziej… Ale dla Umiłowanego mojego liczy się taniec.
„Dla Mego Synka liczy się styl tańca.”
Uśmiechnęłam się do MAMY.
„O własnie! Styl tańca!”
Ucalowala mnie w czoło i zniknęła.

Byłam w Umiłowanym. W Najdroższym moim byłam. Tańcząca bardzo. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą.
„Ale cudnie wczoraj było…”- wyszeptalam wpatrzona w Niego.
„Cieszę się że Ci się podobalo – Najdroższy uśmiechał się czule – A co najbardziej?”
„Tańce!”
A po chwili szepnęłam:
„I jeszcze to, że podchodziliscie Z MAMA do każdego z gości i usługiwaliscie im…”
Najdroższy patrzył we mnie promienny. A ja głośno myślałam:
„Chciałabym choć trochę tak służyć innym… Z czym ja stanę przed Tobą gdy wrócę do Domu…? Z pustymi rękami stanę!”
Maleńki mój patrzył we mnie z czułością niewyobrażalna. Uśmiechnął się cudnie i szepnął:
„Staniesz przede Mną, a Ja Cię wezmę na ręce i uściskam mocno!”
I nie czekając aż odpowiem, spytał:
„Pamiętasz Perełko co Ci napisal Twój Duchowy Syn gdy Mu powiedzialas, że Cię kusi że ciągle tylko cierpisz, bo nic innego nie potrafisz?”
„To było jakiś czas temu. Ale tak, pamiętam.”
„Przypomnij Mi proszę.”
„Napisał że moje cierpienie przynosi błogosławione owoce. I że to jest ciężka praca, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. A pokusy to moje nadgodziny.”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko.
„Mądry jest Twój Syn!”
„Tak! I dobry bardzo. Przez Niego widzę Ciebie, Umiłowany!”
Patrzył we mnie dziwnie. Bardzo dziwnie… Z zachwytem i podziwem… Ogromnym! Pierwszy raz w taki sposób we mnie patrzył… Aż się zawstydzilam…
„Dlaczego tak we mnie patrzysz…?” – spytalam cicho.
Ukochany uśmiechnął się do mnie szeroko.
„Nic, Perełko Moja, nic. Ale jaka matka, takie Dzieci.”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona! Prosto w oczy spojrzalam. Uśmiechał się do mnie cudnie, promiennie bardzo. Spojrzalam… I nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. A ON Uśmiechał się do mnie.