UŚMIECHNIĘTA

Dziś po prostu siedziałam przed, przy Ukochanym. Trwałam przy Nim uśmiechnięta. W tańcu i Miłości. Umiłowany patrzył we mnie… Swym spojrzeniem dodawał mi sił.
Wczoraj siedziałam przy łożku Mamy. I zamyśliłam się na chwilę. Musiałam mieć poważny wyraz twarzy, bo Mama mówi:
– Monika, co ty smutna jesteś?
Roześmiałam się.
– Smutna? Nie. Zamyśliłam się tylko.
Brat, który siedział obok mnie, zdziwił się:
– Monika smutna?? Nigdy! Ona zawsze uśmiechnięta!
Czy zawsze? Nie wiem. Ale często.
Lubię się uśmiechać.
Choć nie jest łatwo. Krzyż coraz cięższy.
Uśmiecham się, dzięki Ukochanemu.