WYJŚCIE

W nocy, w czasie układania bukietów Madonnie, usłyszałam w głębi serca: „Wyprowadzam cię dziś na pustynię”.
„Idę, Ukochany”.

Pustynia, dzień 1.
Po przeczytaniu dzisiejszych czytań, wpatrywałam się w Jego Oblicze… Nie potrafię określić wyrazu  Jego twarzy. Była poważna, ale jednocześnie pogodna, promienna i jednocześnie bardzo  smutna. Nie wiem… pierwszy raz Go takiego widziałam.
„Panie, dziś mówisz o modlitwie w ukryciu, o poście w ukryciu, o dawaniu jałmużny w ukryciu, a jednocześnie zapraszasz na pustynię, gdzie nie ma gdzie się ukryć. Przeciwnie…”
„Pustynia obnaża wnętrze, obnaża serce…” – usłyszałam.
Zaczęłam o tym rozmyślać.
Tylko Bóg widzi to, co jest ukryte. widzi moje serce. I np. modlitwa w komórce to obnażenie się przed Bogiem, odkrycie się przed Nim. Tak samo jest z postem i jałmużną. To jest pustynia. Ogołocenie. Tylko On i ja.
„Czy to znaczy „rozedrzeć serce”? -spytałam.
Jezus patrzył potwierdzająco.
„Otwórz się przede Mną, robaczku. Obnaż serce przede Mną. Wylej je”.
„Pragnę… ale…”
„Nie martw się, że nie potrafisz, umiłowana. Nauczę cię. Będę cię prowadził”.

Tak więc z głową  posypaną popiołem  rozpoczynam ten Wielki Post. Wychodzę z siebie z własnych przyzwyczajeń, przywiązań. Idę za moim Umiłowanym. Na pustynię.