ZAKOCHANI

Noc tańcząca.
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Było cudownie… Jasno świeciło słońce, wszędzie słychać było świergot ptaków. A Umiłowany mój i ja… wpatrzeni w siebie nawzajem… Jakby​ nie istnialo nic poza nami. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie, a ja usiadłam u Jego stóp. I patrzyłam ​w Jego jasną, promienną uśmiechnięta twarz. I też promienialam. Patrzyłam​ i patrzyłam… Zakochana! Bardzo zakochana! I On patrzył we mnie zakochany. On tę miłość pielęgnował, utwierdzał, rozpalał. Bo Sam był Miłością​. I teraz patrzyłam w tę Miłość. Zakochana w Niej. Zakochana w Miłości… Znikły wszystkie jakieś niedorzeczne opory, we mnie, mury, pancerz za którym się chroniłam. Ukochany to wszystko zniszczył. Rozwalił skruszyl Miłością, czułością i delikatnością. I cierpliwością. Cierpliwą Miłością. I teraz przed Nim siedziałam​. Zakochana, wolna i piękna. Umiłowany wstał, wziął mnie na ręce, przytullil do SERCA. Usiadł. Tulil mnie mocno tulił. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił… Pochylal się nade mną. Z uśmiechem. I patrzył zakochany. Patrzył jak Oblubieniec w oblubienicę. Z pragnieniem bezgranicznym…
Uśmiechałam się do Umiłowanego.
„To jest ta Nowa Droga, po której idę, a o której kiedyś mówiłeś, prawda?”
Umiłowany odpowiedział w głębi mego serca:
„Tak, Perełko. Idziesz co dzień od nowa i codziennie dalej”.
Patrzyłam w Tę Drogę, w Umiłowanego mojego. Zakochana. I On patrzył we mnie, Zakochany. Jasny, świetlisty. Był tylko dla mnie. I ja tylko dla Niego.
Mój Umiłowany, Najdroższy… Mój piękny….
Patrzył we mnie tak słodko…
Tańczyliśmy. Nie widziałam niczego poza NIM.