DWIE TĘSKNOTY, DWA PRAGNIENIA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Rozmyślałam…
“W Adwencie stykają się ze sobą dwa pragnienia i dwie tęsknoty. Pragnienie i tęsknota Boga i pragnienie i tęsknota człowieka. Łączą się w jedno pragnienie i jedną tęsknotę. Tęsknotę powrotu i pragnienie spotkania, zjednoczenia, bliskości. Bóg w Swej niezmierzonej pokorze schodzi na ziemię. Niebo obejmuje ziemię, przytula ją i całuje. Syn Boży przybiera postać Człowieka. Dziecka. Od tej pory będzie Go można wziąć w objęcia, tulić, całować. Można będzie też Go zranić, zdradzić, zabić… Bóg chce wypłynąć z człowiekiem na głębię. Pragnie być z nim Sam na sam. Na głębi możemy się bać, ponieważ tracimy grunt pod nogami. Brzeg wydaje się być daleko. Lecz Pan Bóg jest tu, blisko. Pragnie rozmawiać z ludźmi twarzą w twarz. Jak z przyjaciółmi. Na głębi musimy pozbyć się wszystkiego na czym się dotychczas opieraliśmy. Możemy liczyć tylko na Boga. To może trudne, ale tylko tak możemy być szczęśliwi i wolni. Na głębi… Także w człowieku przygniecionym skorupą grzechów, cierpienia i trosk tli się pragnienie i tęsknota. Ukryta na dnie serca, jak skarb, jak drogocenna perła. Tli się jak iskra tęsknota za tym skąd przyszedł i pragnienie powrotu. Tęsknić można tylko za tym gdzie się już było, czego się doświadczyło, poznało. Człowiek wie, skąd przyszedł i na dnie serca tęskni za Rajem. Za pierwotną czystością, szczęściem i pięknem. Kiedy to spacerował z Bogiem pod rękę podziwiając piękno stworzenia i rozmawiając z Nim jak z Przyjacielem. Człowiek pragnie powrócić do Boga, do Raju. Syn Boży schodzi na ziemię, aby człowiek mógł wrócić do Raju. Jak syn marnotrawny do Domu Ojca.

CZEKAMY…

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Rozmyślałam…
“Adwentowa noc… Ciemność, mrok. Ludzie siedzą w tym mroku. Zanurzeni w ciemnościach grzechu, cierpienia i śmierci. Czekają. Wyczekują zastygli w napięciu. Stęsknieni, spragnieni i głodni. Czekają… Oczekują na Wybawcę. Na Zbawiciela, który poda im dłoń i wyrwie z ciemności! Wyciągnie z otchłani, z bagna grzechu i śmierci. Który podniesie i postawi na suchej ziemi. Wtedy zaświta poranek. Światłość! Nastanie dzień. Dzień Pański! Zbawiciel nakarmi zgłodniałą ludzkość Chlebem Życia, napoi ją Swoją Krwią. I już nie będą pragnąć, ani łaknąć. Wybawca nasyci ich Sobą! A oni zobaczą Go takim jakim Jest! Twarzą w twarz. I już nie będzie śmierci, cierpienia ni smutku. Tylko wieczne szczęście i radość u boku Zbawiciela.
Teraz czekamy… Jan Chrzciciel, adwentowy prorok woła: ‘nawracajcie się! Bliskie jest Królestwo Boże!” On też czeka…”
Spojrzałam w mojego umiłowanego z uwielbieniem…
“Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Jezu! Pragnę Cię i czekam bardziej niż strażnicy poranka!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…

“Maranatha! Przyjdź Panie Jezu! Czekamy!”

PIĘKNO ZBAWI ŚWIAT!

“Jakiś Ty piękny… Po TATUSIU czy po Mamusi?”- szepnęłam zachwycona patrząc Jezusowi w oczy.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno!
“Po Obojgu, maleńka Moja!” – wyszeptał ogniście.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha i rozmyślałam:
“No tak. TEN, Który stworzył cały piękny świat, te wszystkie cudne zwierzęta i rośliny, przedziwne, cudaczne i fantazyjne, Sam musi być PIĘKNY! TEN, Który stworzył piękno, jest PIĘKNEM. Pięknem Samym w Sobie. A Miriam jest Jego Odbiciem. Piękno Boga Ją wypełnia. Przepełnia. Promieniuje na zewnątrz! Miriam jest odbiciem piękna rajskiego. Czystego, niczym nie skażonego piękna! I kiedy ‘Anioł wszedł do niej’, wszedł do Jej Serca i zobaczył jak jest cudne, pokorne i ciche, poczuł się u siebie. Zachwyca się Nim, podziwia, adoruje. Mówi, że Miriam jest pełna łaski, pełna gracji, że Pan jest z Nią. Zachowuje się jakby nie mógł od Miriam oczu oderwać! Zamiast od razu wyłożyć ‘kawę na lawe’, on się zachwyca! Jakby w dziewczęciu Niebo zobaczył”
Spojrzałam w Jezusa i znów uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
“Tak! Piękno rodzi PIĘKNO! PIĘKNO, które zbawi świat!” – szepnęłam z mocą.
Umiłowany mój Jezus patrzył we mnie zachwycony cały! A mi na poczekaniu ułożył się taki wierszyk:
“Jezuniu mój drogi, Jezuniu mój słodki!
Dla Ciebie nazrywam ja piękne stokrotki.
Dla Ciebie ja żyję i tańczę dla Ciebie.
I z Tobą, kochany, mi dobrze jak w Niebie.
W Serduszku Twoim ja gniazdko uwiłam.
I jak pisklę wygodnie się w Nim umościłam!
Tyś jest moją siłą, Ty moją radością.
Tyś moją jedyną, prawdziwą miłością.
Pragnę Cię uwielbiać, pieścić i całować.
Tobie całą siebie pragnę ofiarować!

ZMIENIA CAŁKOWICIE!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Rozmyślałam:
“Gdyby nie Ty, mój Jezu kochany to o Miriam i Józefie nikt by nie wiedział. Żyli cicho, pokornie, niewidocznie. Ukryci jakby. Mieszkali w małym mieście o wątpliwej reputacji ‘czy może być co dobrego z Nazaretu?’ – pytał retorycznie Natanael. Gdyby Józef i Miriam umarli, nikt by o nich nie pamiętał. Może tylko sąsiedzi wspominali by piękno i dobroć Miriam, uczciwość i solidność Józefa. I tyle, nic więcej. Zniknęli by w otchłani dziejów. Ale Pan Bóg miał inne plany. Wszedł w życie Miriam i Józefa i zmienił je. Całkowicie! Teraz cały świat o nich wie! Wszyscy ludzie ich znają. Wierzący i niewierzący. Wszyscy! I błogosławią Miriam wszystkie narody, gdyż wielkie rzeczy uczynił Jej Wszechmocny! I będą błogosławić na wieki!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“W moje życie też wszedłeś i całkowicie zmieniłeś! Z chorej, nieśmiałej, szarej myszki uczyniłeś kobietę, która mówi innym o Tobie!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

ERA EMMANUELA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. A mój słodki Jezus rozmyślał we mnie:
“Moje poczęcie w łonie Miriam było nie tylko początkiem nowego Życia. Było początkiem nowej ery. Ery Emmanuela! Boga z wami. Oto Stwórca stał się stworzeniem. Stwórca i stworzenie w jednej Osobie. I jak niegdyś, przed wiekami Duch Boży unosił się nad bezmiarem wód, tak teraz Syn Człowieczy był zanurzony w wodach płodowych. Syn Boży stał się Człowiekiem. I przyjął na Siebie wszystko co jest człowiecze, oprócz grzechu. Przyjął ludzkie ciało, miał głowę ręce i nogi, miał Serce z ciała! Miał oczy, nos usta, uszy. Przyjął też na Siebie cierpienia i ból, ale i radości i szczęścia. On, który jest wszechwiedzący i wszechmocny musiał się teraz uczyć patrzeć na świat i ludzi jakby na nowo. Musiał się jakby na nowo utworzone ich uczyć. Na początku Bóg stworzył człowieka na Swój obraz i podobieństwo, teraz Sam stał się Człowiekiem, aby ludzi na nowo upodobnić do Siebie!”
Jezus na chwilę przerwał rozmyślanie. Patrzył we mnie płonący cały miłością!
“Od chwili wcielenia Syn Boży zaczął patrzeć na ludzi z innej perspektywy. Z perspektywy ludzkiej. Z twojej perspektywy, Monisiu kochana!” – wyszeptał z cudnym uśmiechem.
Zamyśliłam się… A potem zaśmiałam radośnie!
“No, nie zupełnie z mojej perspektywy! Bo ja tylko siedzę, a Ty chodziłeś, mój Jezu!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Rozumieliśmy się bez słów. Mój umiłowany Jezus i ja.

PRZEŹROCZYŚCI

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam i rozmyślałam:
“Wiesz mój Jezu? Ostatnio czytałam książkę arcybiskupa Grzegorza Rysia ‘Piąta Ewangelia’. Cudna książka! Autor oprowadza czytelników po Ziemi Świętej. I opowiada legendę. Mówi ona, że rodzice Miriam, Anna i Joachim po ślubie długo nie mogli mieć dzieci. I pewnego dnia pocałowali się przy Złotej Bramie w Jeruzalem. Pocałowali się i z tego pocałunku poczęło się dziecko. Dziewczynka. Szczęśliwi rodzice dali Jej na imię Miriam. Z hebrajskiego Miriam oznacza “być pięknym lub wspaniałym”. Z kolei w języku syryjskim znaczy “Pani” lub “orędowniczka, piękna, napawająca radością”. I taka jest! Przeźroczysta! Nigdy nie zatrzymuje uwagi na sobie. Wskazuje na Boga. I jest Nim cała wypełniona. Niepokalane Poczęcie. Jak Ewa w Raju przed grzechem pierworodnym. Piękna, czysta i przejrzysta! Każdy kto na Nią spojrzy wie, że jest Kimś niezwykłym. Może dlatego Józef nie oskarżył Ją o cudzołóstwo, lecz zdecydował, że po cichu Ją oddali. Patrzył na Miriam i wiedział, że Ona nie popełniła by grzechu. Nie wiedział w jaki sposób znalazła się w stanie błogosławionym. Ale wiedział, że nie zdradziła by Go. Słowa Anioła to Józefowi potwierdzają. Od razu bierze Miriam do siebie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“I Ty jesteś przeźroczysty kochany mój Jezu! Zawsze wskazujesz na TATĘ! Mówisz, że Ty i Ojciec jesteście Jedno. I, że kto widzi Ciebie, widzi i TATĘ. Opowiadasz o Nim. O Jego Miłości, dobroci, miłosierdziu… Jesteś przeźroczysty!”
Przerwałam i spojrzałam Jezusowi głęboko w oczy.
“Spraw, proszę, abym i ja była choć trochę przeźroczysta!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie z tkliwością.
“Skąd wiesz, że już nie jesteś, Monisiu?”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.

OWOC

Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością… Słodko patrzył.
“A Ty mój Jezu czekałeś aż TATA Cię pośle na ziemię?” – spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus aż się zapalił! Ożywił niezmiernie!
“Czekałem! Tęskniłem! Pragnąłem! Oczekiwałem na Pełnię czasów… Aż w końcu w otchłani dziejów usłyszałem słowa TATY: ‘Idź Synu! Już pora. Idź zbawić świat!’ Gdy Anioł zwiastował Miriam Dobrą Nowinę, niebo i ziemia znieruchomiały! Zastygły w oczekiwaniu! Zamarły… Wszystko czekało co powie Miriam! I kiedy z ust dziewczęcia padło: ‘niech mi się stanie!’, obłok okrył Ją cieniem. A w dziewiczym łonie Miriam poczęło się Życie!”
Słuchałam rozpromieniona zachwytem!
“Wiesz mój Jezu? Często gdy odmawiam Różaniec, zamyślam się nad słowami: ‘błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus’. Jak trzeba być pięknym człowiekiem i jak trzeba pięknie żyć, aby wydać Taki Owoc! Owocem życia Miriam jesteś Ty, mój Jezu! Owocem życia… Czy ja mogę wydać podobny Owoc?”
“Oczywiście Moja kochana Monisiu, możesz! Każdy może! Ja Jestem dostępny dla każdego człowieka! Mogę być Owocem każdego!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…

NARZĘDZIE

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja leżąc w Jego objęciach rozmyślałam:
“Miriam nikomu nie powiedziała o tym co Bóg Jej uczynił. Jak Ją pobłogosławił, wywyższył, zaszczycił. Mogła przecież powiedzieć, obwieścić rodzinie i sąsiadom, że Bóg Ją wybrał na Matkę Swego Syna. Że Mesjasz już przyszedł. Mogła powiedzieć, nie tyle z chęci wywyższenia Siebie, z pychy. Ale po prostu z radości i szczęścia, że spełniają się Boże obietnice! Miriam milczała. Nie z obawy, że mogą Jej nie uwierzyć, wyśmiać, wyszydzić. Nie! Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela musiał się cieszyć w milczeniu, za karę, że nie uwierzył słowom Anioła. Miriam milczała z własnej woli. Wiedziała, że nie Jej zasługa, że jest Matką Boga. Ona była służebnicą, niewolnicą Najwyższego. Jest Jego Narzędziem. Tylko i aż. Ona tylko wykonywała to, co Stwórca Jej poleca. Czy narzędzie, powiedzmy pędzel, może powiedzieć, że to on namalował obraz?! Skąd! Namalował go artysta swoją dłonią, a pędzel był tylko narzędziem. Owszem potrzebnym i ważnym, ale tylko narzędziem. Miriam była takim pędzelkiem, którym Boski Artysta malował dzieło zbawienia ludzkości!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
“Piękne rozmyślania, Monisiu! Przepiękne!” – wyszeptał ogniście.
“To Ty rozmyślasz we mnie, Jezu. Ty nadajesz kształt moim myślom, a je je tylko przekazuję! Jestem tylko narzędziem” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we rozpromieniony cały…

JAK MIRIAM

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja leżąc w Jego objęciach, rozmyślałam:
“Można powiedzieć, że Miriam miała dziewięć miesięcy Adwentu. Szczególnego Adwentu od Zwiastowania do Narodzenia. Czasu oczekiwania i nadziei. Znała Pisma, proroctwa. Wiedziała, że Mesjasz narodzi się z panny, z dziewicy. Teraz uświadamia sobie, że ta Panna, Dziewica to Ona! To Ją, prostą, ubogą dziewczynę z Nazaretu, tak naprawdę dziecko jeszcze, wybrał Bóg! I cieszyła się niezmiernie maleńka Miriam, że dobry Bóg wypełnia Swe obietnice! I niepojęte dla Niej było, że Mesjasz już przyszedł, i że rozwija się, rośnie w Jej dziewiczym łonie, Bóg – Człowiek. Dzieciątko…
Lecz Adwent Miriam był dla Niej nie tylko czasem wielkiej radości. Był też czasem niepewności i obaw. Mogła przecież zginąć pod gradem kamieni. Jej oblubieniec Józef mógł wyprzeć się Jej, oskarżyć Ją o cudzołóstwo. Mogłaby zostać ukamienowana! Co mała Miriam robiła z obawami i lękiem?”
Przerwałam na chwilę rozmyślania i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Wiesz, mój Jezu? Myślę, że oddawała je Tobie. Leżała w czasie bezsennej nocy i patrzyła w rozgwieżdżone niebo. Głaskała brzuch i wyobrażała sobie, że dotyka i pieści Ciebie szeptała: ‘Syneczku Mój kochany… poślubiony mi Józef chce Mnie od siebie oddalić. On jest sprawiedliwy i odpowiedzialny. Czuły i delikatny. On byłby dobrym Opiekunem dla Mojego Syneczka.’ Może wtedy przypominała słowa Anioła, które wypowiedział przy Zwiastowaniu: “Nie bój się Maryjo, znalazłaś łaskę u Boga!” I od razu wszystkie lęki i obawy znikały! Maleńka Miriam leżałam na swoim posłaniu i uśmiechała się do Ciebie! Mimo obaw oczekiwała na Twe narodziny z wielką radością!
A ja jak czekam na Ciebie? Czy w ogóle czekam? Niedawno usłyszałam takie zdanie: ‘Jeśli człowiek już tu na ziemi, już teraz nie żyje w łączności, bliskości, zażyłości z Jezusem to i nie czeka na Jego przyjście’.
Życie moje jest Adwentem! Staram się żyć w łączności, zażyłości i bliskości z Tobą. I nie mogę się Ciebie doczekać, mój Jezu! Czy choć trochę jak Miriam?”
Jezus patrzył we mnie uśmiechnięty cały!
“Jak Miriam, Monisiu!” – wyszeptał ogniście. Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego Jezusa jak w Obrazek…

CZAS NADZIEI

Leżałam w objęciach Jezusa… Mój słodki pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały.
“Przychodzę do Ciebie taka jaka jestem. Bez upiększeń, ozdób, masek. Ty mój Jezu kochany wiesz jaka jestem. Biedna, nędzna, pełna słabości i wad… Przychodzę taka do Ciebie!” – szepnęłam z mocą.
“A Ja cię taką prgzyjmuję, maleńka Moja! Kocham cię taką!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
Czułam się powalona Jego Miłością!
“Wybacz mi Jezu!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością i zaczął glaskać mój policzek.
“Ale Ja nie mam ci czego wybaczać!”
Na moje usta cisnęło się pytanie.
“Naprawdę nie mam ci nic do wybaczenia!” – wyszeptał Jezus wyprzedzając moje pytanie.
Umiłowany mój dodał po chwili:
“Odpocznij Monisiu i uspokój serce. Czekają nas piękne dni. Czas nadziei!”
Patrzyłam w ślicznego mojego z miłością i uwielbieniem. A On uśmiechał się do mnie cudownie!

INTYMNA ZAŻYŁOŚĆ

“Kocham Cię mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
“Kocham cię Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem głaszcząc mój policzek z czułością niezwykłą.
Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy bardzo! Tańcząc rozmawialiśmy. Opowiadałam mojemu ślicznemu o moich cierpieniach, bólach i moich radościach i szczęściu. I Jezus opowiadał o Swoich cierpieniach i Swoim szczęściu. I tak już moje cierpienia, radości i szczęście nie były tylko moimi, a cierpienia i radości Jezusa nie były tylko Jego. Były nasze! Wspólne!
“Nawet nie wiesz Moja Monisiu jak baaardzo się cieszę! Nic nie jest Moje, lub twoje. Ale nasze! Nasze!!!”-wyszeptał Jezus z żarem.
“I ja baaardzo się cieszę, mój Jezu kochany!”
Jezus głaskał mój policzek z miłością… Z tkliwością niesamowitą. Patrzył we mnie ogniście.
“Ja zwracam się do ciebie po imieniu, ty Mnie nazywasz “swoim”. Wszystko jest nasze, wspólne. To się nazywa intymna zażyłość, Monisiu!”
Mój umiłowany głaskał mój policzek. A ja patrzyłam w Niego jak w Obrazek…

JAK SOBIE ŻYCZYSZ!

Umiłowany Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Usmiechalam się do mojego ślicznego Pięknisia z miłością i uwielbieniem. Zakochana cała!
Jezus patrzył we mnie głęboko. Z lubością patrzył… W Jego oczach widziałam miłość i błogość…
Umościłam się w Umiłowanym jak w najwygodniejszym posłaniu.
“Tutaj spędzę Adwent, kochany!” – szepnęłam z mocą.
“Jak sobie życzysz, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały. I dodał:
“I spędzisz go tak jakby go nie było!”
“Jakby go nie było?! Ale jak to?!!” – spytałam zdumiona.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie i tajemniczo.
“Zobaczysz, Monisiu! Pięknie będzie!”
“Jak sobie życzysz kochany!” – szepnęłam wymownie.
Jezus zaczął dotykać i głaskać mój policzek. Robił to bardzo delikatnie, z czułością…
“Jestem z ciebie bardzo dumny, Monisiu kochana!” – wyszeptał z naciskiem.
“A dlaczego?”
“Jestem dumny, że żyjesz tak jak żyjesz!”
“Żyję tak jak mi pozwalasz! Staram się żyć tak jak Sobie tego życzysz, mój słodki!”
“I uważasz, że to nie wystarczy, abym był dumny?”
“Nie wiem!”
“Ale Ja wiem, maleńka. Ale Ja wiem!” – wyszeptał mój Miły z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Jak sobie życzysz mój Jezu kochany!”

NIESTETY JESZCZE NIE TERAZ

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Tańczysz bardzo, maleńka Moja! Bardzo cię boli!”
“Bardzo, kochany mój Jezu!”
“Jutro przestanie!”
“Weźmiesz mnie na rączki?! Pójdę do Ciebie na rączki?” – spytałam z nadzieją.
“Niestety jeszcze nie. Pomogę ci. Ulżę”-wyszeptał Jezus z powagą.
“Aaaa…” – z moich ust wyrwał się jęk zawodu. Nie chciałam jednak, aby umiłowany mój widział, że jestem zawiedziona. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! I Jezus uśmiechnął się do mnie! Trwaliśmy w uśmiechniętym milczeniu… Rozmyślałam: ” ludzie niby czekają na powtórne przyjście Chrystusa, na koniec świata. Ale tak naprawdę nie chcą go. Dlaczego? Bo się boją! Nie chcą żyć z Nim na co dzień to i nie czekają na Jego przyjście. Tak samo obawiają się swojej śmierci. Odsuwają myślenie o niej. Odpychają. Tymczasem chrześcijanin powinien z radością oczekiwać przyjścia Pana! Jak i własnego Przejścia na drugą Stronę. Przejścia z życia do ŻYCIA! Czekam, tęsknię i staram się być gotową na tę godzinę. Godzinę w której umiłowany mój po mnie przyjdzie! Wtedy w końcu będę mogła zobaczyć Go takim jakim Jest. Będę mogła Go podziwiać i wychwalać, pieścić, głaskać i całować! W Pełni. Będę się w Nim cieszyć. Żyć w moim ślicznym szczęśliwa. Na wieczność!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Z lubością.
“Niestety jeszcze nie teraz, Monisiu kochana!”- nie wiem czy mi się wydawało, czy też w Jego głosie słyszałam zawód.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie! Tańczylismy bardzo, bardzo w intymności i bliskości bez granic!

DOM

Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę… Raz, drugi trzeci… Całował czule i słodko i gorąco. I śmiało! Całował całym Sobą! Cały był słodyczą. I ja całowałam mojego ślicznego Jezusa! Całowałam delikatnie, z czułością… Całowałam śmiało. Całą sobą! Zamknęłam oczy. Jezus całował… A ja ujrzałam przed sobą przepiękną monstrancję! Ze złota, wysadzaną drogimi kamieniami. W jej wnętrzu znajdowała się wielka Hostia!
“Pewnie Ci zimno i ciasno w tym złocie, kochany mój Jezu! Chodź do mnie! Proszę! We mnie jest ciepło i miejsca dużo…”
Nie zdążyłam skończyć, gdy Hostia wyszła z monstrancji i weszła do serca mojego…
Jezus wciąż całował. Jego SERCE szeptało:
“Jak dobrze Mi u ciebie kochana Monisiu! Jak dobrze! Jak ciepło i obszernie! U ciebie Mój dom. Jesteś Moim domem!”
“I wzajemnie, mój Jezu!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus jakby nie słuchał, ale mówił dalej:
“Gdy chodziłem po świecie byłem jak bezdomny. Nie miałem gdzie głowy złożyć i odpocząć choć trochę… W tobie mogę, maleńka! W tobie Mój dom!”
“A mój Dom w Tobie, mój Jezu kochany!”
Mój maleńki całował mnie słodko i ja Jego całowałam. Tonęliśmy w pocałunkach…

BĘDZIEMY SIĘ STARAĆ!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Co mogę dla ciebie, Monisiu kochana, zrobić?” – spytał z ogniem i uśmiechem od ucha do ucha.
“Już zrobiłeś!” – zaśmiałam się radośnie.
“Poprosiłaś to zrobiłem!”
“Poprosiłam?! Westchnęłam tylko!”
“Pełne ufności westchnienie wystarczy!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha z wdzięcznością i zachwytem.
Wczoraj rano gdy leżałam w łóżku westchnęłam: ‘Mój słodki, kochany Jezu… pomóż mi namalować pokłon trzech Króli. Już prawie trzy tygodnie maluję, ale nie bardzo mi wychodzi. Pomóż mi, proszę, go namalować… Dla Ciebie!!!” Po śniadaniu usiadłam do malowania i… jakby za dotknięcie czarodziejskiej różdżki, nagle zaczęło mi wychodzić! Suknia Madonny już nie była sztywna, jakby na posągu, ale miała fałdy jak prawdziwy materiał!
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem!
“Jest jeszcze coś, co możesz dla mnie zrobić, mój śliczny. Dużo ważniejsze niż moje malowanie. Na czym mi bardzo zależy!”
“Co takiego, maleńka?”
“Pomóż mi doprowadzić wszystkie moje kochane Duchowe Dzieci do nieba! Do Ciebie! Dla Ciebie! Żeby mi się żadne nie zgubiło… O jednym już wiem, że najpierw odeszło ode mnie, a potem się dowiedziałam, że i od Ciebie… O Nim wiem, a o ilu nie wiem…”
Jezus patrzył we mnie ze smutkiem i powagą.
“Widzisz, Monisiu, dałem ludziom wolną wolę. Nie chciałem, żeby byli Moimi niewolnikami i robili wszystko co im każe, z przymusu. Chciałem, aby byli Moimi przyjaciółmi, dziećmi Moimi! Aby mi służyli w wolności i z radością. I tak wolna wola może być jednocześnie przekleństwem jak i błogosławieństwem. Człowiek może Mnie odrzucić, odejść ode Mnie, ale może i do Mnie wrócić i być szczęśliwym bez miary! Tylko wobec jednego Ja Jestem bezradny. Wobec wolnej woli człowieka.”
“Ale możemy się starać z całych sił, żeby ci, którzy od Ciebie odeszli, wrócili do Ciebie, prawda? Ja w każdym razie będę!” – szepnęłam z mocą.
“Ja także, maleńka Moja. Ja także!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic. Mój śliczny Jezus i ja!

DLA JEZUSA!

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
“Co mogę dla Ciebie zrobić, kochany mój Jezu?” – spytałam z trudem.
“Odpocznij teraz maleńka Moja. Wiem, że zmęczona jesteś…”
“Ale ja nie chcę…”
“Zrób to dla Mnie. Odpocznij dla Mnie, Monisiu!”
“Dla Ciebie?!”
“Tak! Dla Mnie!”
“Dobrze, mój śliczny!”
Zamknęłam oczy… I tylko poczułam policzek Jezusa przy moim policzku. Zasnęłam… Spałam długo i było mi we śnie jakoś tak… błogo! Obudziłam się i od razu otworzyłam oczy. Jezus pochylał się nade mną z miłością. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha.
“Dziękuję, mój śliczny!” – szepnęłam z mocą.
“Zrobilaś to dla Mnie, pamiętasz, maleńka?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Tak! Dla Ciebie wszystko! Co mogę zrobić dla Ciebie, najmilszy?” – spytałam poruszona.
“I o co mam cię prosić, maleńka, skoro ty dla Mnie wszystko?”
“O wszystko!”
Leżałam w objęciach Jezusa, a On patrzył we mnie jak w obrazek…

MÓJ KRÓL!

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo i bardzo zmęczona. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie.
“Jesteś moim Królem!” – szepnęłam z mocą.
“Jestem Królem. A na jakim siedzę tronie? Czym jest Mój tron, wiesz Monisiu?”
“Wiem. To krzyż!”
I zobaczyłam mojego ślicznego Jezusa wiszącego na Krzyżu. Cierpiący był bardzo… Oddałam pokłon mojemu Królowi.
“Na Krzyżu Moje królowanie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Taaak…
” A chciałabyś królować TU ze Mną, Monisiu?”
“Pragnę! Bardzo!”
“Pójdź więc do Mnie, dziecię Moje!”
Zerwalam się i uniosłam się do Jezusa! Leciałam na skrzydłach! Na skrzydłach Miłości! Podeszłam do umiłowanego mojego, a On objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie… Wtulił w Siebie i czynił z Sobą jedno… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Król i ja. Wciąż tańczymy bardzo…

POŁĄCZENIE

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie. Cudownie! Promiennie! Nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja rozmyślałam:
“Wczoraj pół dnia ustawiałam połączenie między blogiem i Facebookiem. Aby notki automatycznie się publikowały na stronie bloga na Fb. Miałam to połączone, ale kilka dni temu coś się stało, zepsuło.
Zanim się zorientowałam, że połączenie jest zerwane to trochę czasu trwało. Nie wchodzę codziennie na profil bloga. Weszłam przedwczoraj i zobaczyłam, że nie ma na nim notek z kilku dni. Umieściłam ręcznie i sprawdziłam połączenie. Było przerwane, naprawiłam. Za jakiś czas znów weszłam sprawdzić. Znów było przerwane. Znowu naprawiłam. I tak kilka razy! Niby teraz jest dobrze, ale nie wiem czy notka umieści się sama, czy będę musiała umieścić ręcznie, a raczej szczękowo!”
Zaśmiałam się perliście!
“Jak dobrze, że naszego połączenia, Twojego ze mną i mojego z Tobą nikt, ani nic przerwać nie może!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie przepięknie!
“Bardzo dobrze, Monisiu!” – wyszeptał ogniście.
“Baaaaaardzo dobrze!!!”
“Nasze połączenie jest nierozerwalne! Nierozłączalne!!!” – Jezus promieniał cały miłością i zachwytem.
“Taaak! Nierozłączalne!”
Jezus głaskał mój policzek z czułością. A ja patrzyłam w mojego umiłowanego jak w Obrazek…

TAJEMNICE JEZUSA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem rozmawialiśmy:
“A lubisz Ty mnie, kochany?”
“Uwielbiam cię, Moja śliczna! A ty Mnie lubisz?”
“Uwielbiam! Uwielbiam Ciebie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On rozpromienił się cały nade mną! Rozświetlił się! I jednocześnie rozczulił ogromnie…
“Patrz, Monisiu!”
I zobaczyłam jakby dwa obrazy SERCA Najdroższego. Na jednym SERCE było wielkie i wspaniałe! Wypieszczone, wycałowane, wygłaskane! Biło rytmicznie. Całym SOBĄ. Na drugim obrazie też było wielkie, ale pokurczone i uschnięte z tęsknoty…
“Ten drugi obraz pokazuje jak wyglądało SERCE Moje gdy cię przy NIM nie było!”
Patrzyłam oniemiała… Zdumiona i zachwycona jednocześnie.
“Ty mój Jezu, zdradzasz mi Swoje tajemnice, prawda?”
“Prawda. Objawiam ci Moje tajemnice, maleńka!”
“I co teraz będzie?! Jak napiszę o tym na blogu to już przestanie być tajemnicą…”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
“Nie, Monisiu. Tajemnica nie przestanie być tajemnicą. Nic nie straci na swej tajemniczości!”
“Nie rozumiem, kochany…”
“Widzisz Monisiu, świat jest pełen Moich Tajemnic. A tylko nielicznym udaje się je odkryć. I to też nie do końca. Ty na przykład jesteś taką Moją Tajemnicą!”
“Ja jestem Tajemnicą?!”
Jezus skinął głową z uśmiechem.
Zamyśliłam się… Powoli zaczynałam rozumieć…
“Mów mi Mój śliczny Jezuniu o Swych tajemnicach!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i uśmiechem…

MYŚLI

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
“Nie mogę się nadziwić…” – zaczęłam.
“Czemu, maleńka?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Nie mogę się nadziwić, że mnie taką słabą i biedną, pełną grzechów i wad chcesz mieć, aż tak bardzo blisko, kochany mój Jezu!”
“Kocham Moje maleńkie dziecię! Kocham!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
“I powiem ci więcej, Monisiu! Wszystko co dzieje się w twoim życiu dopuszczam! Dla twojego dobra!” – dodał umiłowany łagodnie.
Zdumiałam się ogromnie!
“Wszystko??!”
“Wszystko! I dobro i zło!”
“To ja już niczym nie będę się martwić!”
Jezus patrzył we mnie ogniście!
“Pro…” – wyszeptał Jezus z trudem.
“Oczywiście, że Ci pomogę, kochany! Jasne!” – szepnęłam z mocą.
Objęłam mojego ślicznego Jezusa mocno i przytuliłam się do Niego. Wtuliłam się cała… I w jednej chwili moje ciało pokryło się ranami.
“I ty, maleńka, dziwisz się, że pragnę mieć cię przy Sobie! Nie zdążyłem nawet cię poprosić, a ty natychmiast Mi pomogłaś!” – wyszeptał Jezus i dodał:
“Znasz Moje myśli, maleńka Moja!”
“Znam!”
“Tylko najbardziej zaufanym duszom daję poznać Swe myśli! Tylko zaufanym!”-wyszeptał Jezus takim głosem jakby zdradzał mi Swoją tajemnicę.
“Dziękuję mój Jezu! Dziękuję!” – szepnęłam z wdzięcznością.
Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA, zanurzał w Sobie i czynił z Sobą jedno.

BYLE Z JEZUSEM!

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie taki kochający i czuły…
“Mój słodki Jezu, kocham Ciebie!” – szepnęłam z mocą.
Jezus mój śliczny patrzył we mnie głęboko…
“Powiedz mi coś o Sobie!”-wyrwało mi się z głębi serca.
“Jam jest Światłość świata. Światłość w ciemności świeci, a ciemność Jej nie ogarnia!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
“Taaak!!!” – uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha.
Zapragnęłam być jeszcze bliżej umiłowanego mojego! Je
Leżałam i rozmyślałam:
“Pragnę być odbiciem Twojej Światłości, mój Jezu! Jaśnieć Twoim światłem! Błyszczeć TWOIM blaskiem! Pragnę być Twoim odbiciem i przedłużeniem! Pragnę wlewać w serca ludzi, w serca moich Duchowych Dzieci Twoje światło, miłość, radość i nadzieję!”
“Wlewasz!”
“Nie zawsze…”
“Wlewasz, Monisiu!” – wyszeptał Jezus głosem nie znoszącym sprzeciwu.
I niemal w tym samym momencie rozczulił się bardzo nade mną… Patrzyłam w mojego Jezusa… i nagle uświadomiłam sobie, że ciemności przestały mi przeszkadzać! Było mi obojętne czy jestem w Jasności, czy w ciemności. Wszędzie, byle z Jezusem!

DUMNY

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam tańcząca leżałam. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
“Co mogę zrobić dla Ciebie, kochany mój Jezu?” – spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
“Zatańcz dla Mnie, Monisiu!”
“W ciemności zatańczyć?”
Jezus skinął głową twierdząco i uśmiechnął się do mnie cudownie!
“Tak. Zatańcz w Mojej Jasności!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie! I zaczęłam tańczyć! Tańczyłam w Jasności Jezusa. Jasności, która dla mnie była ciemnością! Tańczyłam… Moje serce było zanurzone w umiłowanym. Tańczyłam… I nagle usłyszalam dziwne, obce glosy, które wrzeszczały! Darły się wręcz!
“Jaka jesteś brzydka, zła i głupia!!! Podła!!! I kłamiesz!!! Ten blog to jedno wielkie kłamstwo!!! Bujda!!! Podła jesteś!!!”
Starałam się lekceważyć, ignorować te wrzaski. Serce moje zanurzone było w umiłowanym… Dziwna sprawa, ale słowa te w ogóle mnie nie dotykały, nie raziły, nie raniły. Były jakby poza mną, obok. Spływały obok mnie. Tańczyłam dalej. Głosy zamilkły. Pojawił się inny glos, cichy i przymilny.
“Twój umiłowany nie docenia cię, Moniko! Każe ci tańczyć w ciemności! Pójdź ze mną, a ja uczynię, że będziesz jaśnieć ssswoim blassskiem, nie Jego! Uczynię cię królową!”
Nic sobie z tych słów nie robiłam. Po prostu tańczyłam dla mojego ślicznego Jezusa! Nagle jakbym straciła grunt pod stopami. I zaczęłam spadać! Leciałam w dół!
W sercu i głowie miałam jedną myśl: ‘Jezus zawsze mnie złapie! Mój śliczny, rozłoż ramiona! Lecę do Ciebie!’
I w jednej sekundzie byłam w objęciach umiłowanego mojego! Leżałam i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Jezus promieniał cały!
“Jestem z Ciebie bardzo dumny, Monisiu kochana! Baaaaaardzo dumny!!!”-wyszeptał Jezus ogniście. Przytulił policzek do mego policzka. Trwaliśmy w Miłości i intymności…

W ADORACJI

Byłam w moim Jezusie… W Jego objęciach leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną poruszony niezmiernie.
“Umiłowany mój… Maleńki mój…” – szepnęło moje serce. I natychmiast z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy, całował mnie i szeptał do mnie żarliwie:
“Oblubienico Moja! Piękna Moja! Słodyczy i radości Moja! Rozkoszy Moja!”
Było mi niewypowiedzianie dobrze! Wspaniale! Pocałunki i słowa Jezusa były jak miód na moje serce! Rozpływało się ono w miłości i szczęściu! Szeptało i ono:
“Mów mi tak, mój jedyny! Mów mi tak najdroższy! Najsłodszy mój! Najpiękniejszy! Mój umiłowany, śliczny Jezuniu! Pięknisiu mój!”
A SERCE Najdroższe odpowiadało:
“Mów MI tak, maleńka Moja! Mów MI tak, jedyna Moja!”
Uświadomiłam sobie, że trwamy we wzajemnej adoracji! Jezus adoruje mnie! Podrywa mnie! Do Nieba! A ja adoruję Jezusa! Uwielbiam Go!
Wciąż trwamy we wzajemnej adoracji…

PIĘKNO I ODBICIE

Byłam rozdrażniona. Czym? Nieważne. Byłam. Rozdrażniona i zmęczona bardzo. Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie poruszony cały. Wyciągnął rękę i zaczął dotykać delikatnie mego serca. Dotykał, głaskał, pieścił… Było mi błogo… Drzemała… może nawet spałam. Nie wiem. W każdym razie rozdrażnienie powoli ustępowało. Aż w końcu całkiem przeszło. Nie pamiętałam nawet co mnie tak rozdrażniło.
Jezus patrzył we mnie zachwycony niezmiernie!
“Jakaś ty piękna, Monisiu!”
“Piękna?” – spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
“Taaak! I jakaś podobna do Mnie!” – wyszeptał Jezus ogniście.
“Nie widzę!” – zaśmiałam się perliscie.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
“A chcesz zobaczyć?”
Kiwnęłam głową, że tak!
Mój śliczny podał mi piękne lusterko. Popatrzyłam w nie i… oniemiałam!
“Oooooo…!!!” – wykrztusiłam ledwo.
W lusterku zobaczyłam… umiłowanego mojego, ślicznego, słodkiego Jezusa!!! A nie mnie!
“Widzisz jaka jesteś podobna? Dwie krople wody!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Taaak! Ale to nie jest moje piękno! To Twoje piękno, mój Jezu kochany!”
“Jesteś piękna Moim pięknem. I jesteś Moim odbiciem!”
“Jestem!”
Oddałam Jezusowi lusterko. Patrzyłam w mojego Oblubieńca jak w obrazek…

NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOŚĆ!

Byłam w Jasności Jezusa. Jasności, która dla mnie była ciemnością. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił mnie mocno do SERCA. Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
“Wiesz mój Jezu?” – szepnęłam z czułością.
“Mhm?” – uśmiechnął się Jezus cudownie.
“Wczoraj uświadomiłam sobie, że prawie wcale nie rozmawiam z Tobą o mojej chorobie!”
“Mhmm…” – Jezus ciągle uśmiechał się do mnie i zaczął glaskać mój policzek z tkliwością.
“Choroba nie jest dla mnie najważniejsza. Ludzie często postrzegają mnie przez pryzmat choroby. Widzą wózek, widzą, że nie chodzę, że mówię bardzo niewyraźnie, że mam napięcie spastyczne i ruchy mimowolnie, że mam chory kręgosłup i jelita. Widzą najpierw chorobę, a nie mnie.”
Przerwałam na chwilę i mówiłam dalej:
“Ty patrzysz inaczej, mój Jezu. Ty najpierw widzisz mnie. Choroba nie jest dla Ciebie najważniejsza. I dla mnie też nie jest!”
“A co jest dla nas najważniejsze, maleńka Moja?” – spytał Jezus z ogniem.
“Dla nas najważniejsza jest Miłość!”
“Najważniejsza jest Miłość! Nawet w chorobie można działać. Można być dzielnym, mężnym, odważnym. W chorobie można iść na przód, uparcie, wytrwale! W chorobie. Mimo niej! Można mieć Oblubieńca i Dzieci. Można kochać!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Zdrowie nie jest najważniejsze. Najważniejsza jest Miłość!” – szepnęłam z entuzjazmem.
“Pięknie powiedziane, Monisiu!”
Umiłowany mój śliczny Jezus patrzył we mnie z dumą i lubością…

WESTCHNIENIE WYSTARCZY

Byłam w Jasności Jezusa. Jasności, która dla mnie była ciemnością. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo, bardzo. Bez sił prawie. Leżałam, a moje serce szeptało:
“Wczoraj Córeczka poprosiła mnie o modlitwę. Nie powiedziała o co. Powiedziała, że potrzebuje modlitwy, TERAZ. A ja nie miałam siły… Nie miałam siły, żeby się modlić. Ostatnio mam coraz mniej sił fizycznych. Nie mogę ustać na nogach kiedy tata mnie z wózka podniesie… Nie miałam siły. Więc wysłałam Córeczce serduszka i tylko westchnęłam: ‘Jezu mój słodki, pomóż mojej kochanej Córeczce… Pomóż jej, proszę… “
I usłyszalam w sercu cichy i pełen miłości szept: ‘Już, już, maleńka. Mam twoją córkę w Swoich rękach. Trzymam ją w objęciach i tulę do SERCA. Patrz!’ I zobaczyłam dzieciątko w ramionach Jezusa. Uśmiechało się do Niego i jakby zamykało oczka… Jakiś czas później odezwała się Córeczka! Pomogłeś jej! Realnie, fizycznie! Pomogłeś! Dziękuję mój Jezu kochany! Dziękuję!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… Słodko, z lubością patrzył…
“Nie miałam siły. Westchnęłam tylko…”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
“Gdy nie masz siły, westchnienie wystarczy!”-wyszeptał rozpromieniony cały.
Patrzyłam w słodkiego mojego z miłością i uwielbieniem…
“Odpocznij teraz maleńka Moja. Zmęczona jesteś…”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Zamknęłam oczy i szybko zasnęłam…

O ODDANIU

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. A mnie naszły wątpliwości gdy przypomniałam sobie naszą wczorajszą rozmowę. Pomyślałam, że umiłowany mój mówił to na wyrost. Że daję Mu wszystko… Mówił to, żeby mnie pocieszyć… Tak myślałam. A Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie ogniście.
“Ja nigdy nie mówię na wyrost, Monisiu kochana! Nigdy!” – wyszeptał z naciskiem i żarem.
“Tak, ale…”
Jezus zbliżył się do mnie jeszcze bardziej… Głaskał mój policzek i szeptał mi wprost do serca:
“Sama popatrz. Siebie Mi oddałaś, tak?”
“No, tak!”
“Swoje serce i życie? Swoje Duchowe Dzieci?”
“Też!”
“Myśli, słowa i czyny? Swoje grzechy?”
“Oddałam Tobie, mój śliczny!”
“Sama sobie odpowiedziałaś, maleńka Moja!”
“Mam wrażenie, że widzisz mnie, Jezu, idealną. A ja jestem…” – szepnęłam niemal płaczliwie.
Jezus uśmiechnął się do mnie z tkliwością…
“To nieprawda, nie widzę cię idealnej. Widzę Moje maleńkie dziecko, które idzie za Mną. Potyka się, czasem upada. Ale walczy, podnosi się i uparcie idzie za Mną dalej!”-wyszeptał umiłowany mój poruszony cały.
Milczałam. Jezus spytał:
“Czy święty Piotr był idealny?”
“Nie był.”
“A święty Paweł? A Mateusz? Byli idealni?”
“No, nie. Nie byli.”
“Ja nie wybieram ludzi idealnych, Monisiu. Wybieram ludzi, którzy mimo grzechów i słabości potrafią Mi zaufać. Na całego! Na full! Ufasz Mi tak?”
“Ty wiesz! Ty wiesz, że… TAK!”-szepnęłam z mocą.
“Wiem. No i o czym była ta cala rozmowa? – spytał Jezus łagodnie.
“O oddaniu!”
“Była to rozmowa o poku…”
Jezus nie dokończył. Nie pozwoliłam Mu skończyć! Zamknęłam Mu usta pocałunkiem! Słodkim i czułym pocałunkiem!
“Masz rację, Monisiu. To jest rozmowa o oddaniu!” – szepnęło SERCE Najdroższe. Trwaliśmy w pocałunku. Mój słodki Jezus i ja. Wciąż trwamy…

FULL ZA FULL

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie z lubością… Uśmiechał się do mnie cudownie!
“Znów we śnie Mi śpiewałaś, maleńka! Twe serce Mi śpiewało!”-wyszeptał z ogniem.
“Taaak!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. I dodałam:
“‘Panie, pragnienia ludzkich serc,
Ty zaspokoisz sam. Przyjdź, Chlebie Żywy, Zbawco nasz, Pszeniczny Darze, przyjdź!’ Tak śpiewałam!”
Jezus skinął głową z uśmiechem.
A ja zaczęłam rozmyślać:
“Jezu! Spełniasz pragnienia mojego serca na… Nie! Nie będę wyliczać w procentach. Tego się nie da wyliczyć! Brakuje takiej liczby… brakuje mi takiego słowa, które mówiłoby na ile spełniasz pragnienia. Napełniasz, wypełniasz i przepełniasz! Na całość! Na…” – urwałam na chwilę. Zaśmiałam się głośno!
“Na full wypas!!!”
Jezus śmiał się perliscie! Głośno i radośnie! I ja się śmiałam!
Potem mój śliczny zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… W Jego oczach widziałam tylko Miłość!
“Ale wiesz Monisiu, że dając wszystko i Ja pragnę wszystkiego?” – spytał z żarem.
“No jasne! Pewnie! To dla mnie oczywiste, kochany mój Jezu! Jestem gotowa, pragnę, staram się… Uczę się dawać Ci wszystko, spełniać Twoje pragnienia. Staram się…” – szepnęłam smutno.
“Spełniasz! I dajesz, Monisiu!”
“Staram się…”
“Spełniasz i dajesz!”
“Myślisz…”
Umiłowany patrzył we mnie przenikliwie, ogniście!
“Nie myślę. Ja widzę i wiem. Full za full, Monisiu!”
Zaśmiałam się perliscie uszczęśliwiona cała!

O PRZYJAŹNI

“Jestem Twoją przyjaciółką, prawda, mój Jezu?” – spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
“Jasne, że jesteś, maleńka!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością…
“Tylko przyjaciołom objawiam Moje tajemnice. Tylko z przyjaciółmi żyję w tak wielkiej zażyłości. W tak wielkiej bliskości. W tak wielkiej intymności! Mogę zawsze liczyć na Moich przyjaciół. Ufam im i wiem że Mnie nie opuszczą, nie zranią. Że zawsze Mi pomogą. Jesteś przyjaciółką moją, Monisiu!”-wyszeptał Jezus z ogniem.
Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać SERCE Najdroższe… Głaskalam JE z czułością. Pieściłam. I rozmyślałam:
“To nie ja Cię pierwsza wybralam. To TY mnie wybrałeś pierwszy!”
I zrobiło mi się jakoś tak smutno. Nie wiedziałam dlaczego. Umiłowany ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco. Potem znów położył ją na SERCU.
“Tak maleńka, wybrałem cię przed wiekami. Wybrałem i powołałem. Ale potem i ty mnie wybrałaś! Ah… jak Ja czekałem na twój wybór! Pragnąłem i tęskniłem, aż Mnie wybierzesz!”
“Naprawdę?”
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechnął.
“Ty też jesteś moim Przyjacielem, mój Jezu. Tylko Przyjacielowi zdradzam wszystkie moje tajemnice, sekrety. Tylko z Przyjacielem żyję w tak wielkiej zażyłości. W tak wielkiej bliskości. W tak wielkiej intymności! Mogę zawsze liczyć na Przyjaciela. Ufam Mu i wiem że mogę zawsze przyjść do Niego w bólu, cierpieniu, ale i w radości i szczęściu! Nigdy mnie nie opuści, nie zrani. Zawsze podniesie! Że zawsze mi pomoże!”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
“Przyjaźń, maleńka, nigdy nie jest jednostronna. Zawsze opiera się na wzajemności.”- wyszeptał Jezus.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trwaliśmy w miłości i intymności… Przyjaciele.

NIE ‘JAKBY’

Byłam w Jasności Jezusa. Jasności, która dla mnie była ciemnością. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością!
“Kto ciebie rani, Mnie rani, Monisiu Moja. Kto ciebie uszczęśliwia, Mnie uszczęśliwia. Kto ci pomaga, MI pomaga. Utożsamiam się z tobą, identyfikują się. Ty dla Mnie to jakby Ja sam!” – wyszeptał Jezus patrząc mi w oczy badawczo.
“Jakby?” – zdziwiłam się.
“Właśnie! Powiedziałem tak, żebyś zwróciła na to uwagę! Nie jakby! Ty dla Mnie to JA sam!” – Jezus płonął cały.
“Ale jak to? Nie rozumiem, kochany mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie łagodny i czuły.
“Pamiętasz co pod Damaszkiem powiedziałem Szawłowi? ‘Szawle, Szawle, dlaczego MNIE prześladujesz?’ Nie ‘Moich wyznawców’, nie jakby Mnie. Mnie!”
“Taaak…”
“Przy Sądzie, gdy będę pytał o miłość, powiem: ‘byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. MNIE! Nie ‘jakby’ Mnie!”
Jezus przerwał na chwilę, a potem dodał:
“JA JESTEM w każdym człowieku. Szczególnie w chorym, głodnym, samotnym… W każdym. Każdego kocham. I dlatego też wy macie się wzajemnie kochać, tak jak JA was kocham!”
“Niesamowite…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Niby o tym wszystkim wiedziałam. Ale teraz umiłowany mój Jezus odkrywał to przede mną jakby od nowa. Nie! Nie ‘jakby’. Od nowa!

O NIM!

Byłam w Jasności Jezusa. Jasności, która dla mnie była ciemnością… Jezus tulił mnie do Siebie i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
“Opowiedz mi proszę o Sobie, kochany!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie…
“Ty Mi o Mnie opowiedz, maleńka Moja!” – wyszeptał ogniście.
“Ja?! Nie ma sprawy! Jesteś kochający, dobry, pełen czułości, delikatności i cierpliwości względem mnie. Jesteś baaaaaardzo cierpliwy. Jesteś mój maleńki…”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie z lubością.
“Pragnę ciebie, maleństwo Moje śliczne! Pragnę!” – wyszeptał poruszony cały.
“A ja jestem w Tobie wolna, niczym nie skrępowana, swobodna! W Tobie mój Jezu kochany jestem sobą!” – umilkłam na moment, a po chwili dodałam:
“Przepraszam. To już było o mnie…”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną!
“Nie, Monisiu! To było o Mnie. O Moim działaniu w tobie!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością. Tuliłam się do Niego… A On był bliższy niż kiedykolwiek wcześniej!

Facebook login by WP-FB-AutoConnect