Budzę się… Powoli. Otwieram oczy i uśmiecham się do Umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Zbliża twarz do mojej twarzy.
„Ciao, bella!” – szepcze z miłością.
„Ciao Amore mio!”
Jezus zaczyna mnie całować! Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, namiętnie i czule. Odwzajemniam pocałunki. Umiłowany mój zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i bardziej.
Zaczynam wspominać…
„Gdy przylecieliśmy do Rzymu, chłopaki poszli zanieść bagaże do mieszkania. A my, kobitki, poszłyśmy do restauracji. Zjadłam tam lasagne i wypiłam pyszny sok ze świeżo wyciśniętej pomarańczy. Pychotka! Potem wszyscy razem poszliśmy do Bazyliki świętego Piotra. Spędziliśmy tam pół dnia! Zwiedziliśmy ją dokładnie. Pomodliliśmy się przy grobie św. Jana Pawła II i przed Najświętszym Sakramentem. Wjechaliśmy na dach Bazyliki! Tak! Jest winda i można wjechać na dach! Super widok na Rzym! 😍 Potem uczestniczyliśmy we Mszy świętej. Tu muszę się do czegoś przyznać. Ze wstydem, ale muszę… Słuchałam jak ksiądz się modli… Słuchałam tego melodyjnego włoskiego języka… I mnie zmogło. Przysnęłam! Może też i trochę ze zmęczenia… 😁 Brat mnie obudził. Spałam tylko chwilkę, ale jednak. Gdy wychodziliśmy z Bazyliki robiło się już ciemno…”
Przerywam rozmyślania.
„Wiesz kochany mój Jezuniu? Wczoraj się za bardzo rozpędziłam z pisaniem notki i potem byłam bardzo zmęczona. Ale chciałam napisać o ludziach, których spotkałam. O wszystkich zabytkach, które widziałam, pisać nie muszę. Na pewno kiedyś jeszcze o czymś opowiem. Na razie wystarczy.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
CIAO BELLA!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej. Uśmiecham się do Niego z miłością…
Wspominam…
„Na naszej wyprawie do Rzymu urzekły mnie nie tylko zabytki i dzieła sztuki. Urzekli mnie przede wszystkim ludzie. Uśmiechnięci, życzliwi, empatyczni…
Pan z metra:
Trochę padało. Wychodziliśmy z metra, a tam nie było windy, tylko platforma na schodach na wózki. Zadzwoniliśmy po obsługę. Jeden z panów, którzy obsługiwał platformę rozłożył sobie parasol. Wwiózł mnie na górę i… Daje mi parasol! Tłumaczylismy, że nie trzeba, że mam deszczówkę. Nie chciał słuchać. Dał i już!
Pan karabinier:
Stoimy na przejściu dla pieszych i czekamy na zielone światło. Samochody pędzą! Ruch jak w Rzymie! 😁 W pewniej chwili przede mną przejeżdża samochód karabinierów. Jeden z nich uśmiecha się do mnie od ucha do ucha i mi macha! Pozdrawia mnie! Jak już byli daleko to wychylił głowę z okna samochodu i się do mnie promiennie uśmiechał.
„Monika! Ty to masz wszędzie powodzenie! Nawet u karabinierów!” – żartowali najbliżsi.
Pan jubiler:
Kupowałam kolczyki w sklepie jubilerskim. Kiedy już zapłaciłam, podszedł do mnie starszy pan, pewnie właściciel sklepu. Poprosił, żebym podjechała bliżej lady, pokazał mi różne wisiorki i naszyjniki. I powiedział, żebym sobie jeden wybrała, który mi się podoba, od niego w prezencie! W szoku byłam! 😁 Wybrałam uradowana!
-Grazie!
– Prego!
Pan „Ferrari”:
Młody chłopak z obsługi w Muzeach Watykańskich. Długo błądziliśmy, żeby dojechać, dojść do Kaplicy Sykstyńskiej. W końcu jakoś dotarliśmy. Kiedy byliśmy już blisko, trzeba było przyjechać wózkiem przez wąski i długi korytarz. Jednak turyści pchali się jeden przez drugiego. Napierali na wózek, na mnie. Nie reagowali na „sorry”, „excuse me”, „scusa”. Wtedy pojawił się ten młody człowiek. Uśmiechnięty od ucha do ucha, zapytał:
– Cappella Sistina?
– Si!
Uprzejmie, ale stanowczo poprosił turystów, żeby po prostu zrobili mi miejsce.
-Attenzione! Attenzione!
Po chwili korytarz był pusty. Wtedy wziął wprawnie wózek (a na nim mnie 😁) w swoje ręce i zaczął pędzić po tym wąskim i długim korytarzu! Jak wiatr!
– Ferrari! – zawołałam ze śmiechem. Pan również zaczął się śmiać!
– Si! Ferrari! Ferrari!
Podwiózł mnie pod samą Kaplicę Sykstyńską. Podziękowałam mu serdecznie.
– Prego, signora!
Pan kelner:
Byliśmy w jednej z restauracji na obiadokolacji. Kelner, który nas obsługiwał, również uśmiechnięty od ucha do ucha.
– Prego, signora! Si, signora!
Dwa razy byliśmy w tej restauracji. Jedzenie smaczne, a uśmiech pana kelnera bezcenny! 😁
Pani z asystencji na lotnisku:
Jako wózkowiczka miałam na lotniskach w Polsce i we Włoszech tzw asystencję. To znaczy ludzi, którzy mi pomagali. Jechałam do samolotu specjalnym samochodem – platformą. We Włoszech miałam dwóch asystentów, którymi kierowała pani. Silna i rozśpiewana. Podśpiewywała sobie gdy jechaliśmy do samolotu, a ja razem z nią!
Asystenci przesadzili mnie z mojego wózka na wąziutki wózek lotniskowy, wwieźli mnie do samolotu i przesadzili na fotel, koło okna.
– Grazie! Grazie! – dziękowałam.
– Prego! Ciao, bella! – zawołała uśmiechnięta pani.
– Ciao!
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca rozpromieniona cała.
„Ciao, bella! – to ostatnie słowa, które usłyszałam po włosku… Mogę Cię o coś prosić, mój słodki Jezuniu?”
„O co tylko chcesz, maleńka Moja!”
„Gdy już pójdę do Ciebie na rączki, powitaj mnie, proszę tymi słowami!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. Zbliża twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Ciao, bella!” – szepcze z czułością i dodaje:
„Będę tak cię witał codziennie.”
Uśmiecham się do Oblubieńca uradowana!
Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic!
TROSZCZY SIĘ
Jezus trzyma mnie w objęciach i patrzy we mnie z lubością. Uśmiecham się do Umiłowanego z radością i smutkiem jednocześnie…
„Wszystko się udało! Spełniłeś moje Marzenie! Dziękuję! Natomiast na lotnisku powitała mnie bardzo smutna wiadomość…”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Czy to na pewno smutna wiadomość, maleńka Moja? Czy na pewno?”
„Nie! Ale wiadomość o śmierci Przyjaciela i Duchowego Synka… Będę za nim tęsknić po prostu… Za rozmowami z Nim, za Jego dobrocią, empatią… No i oczywiście będę Go potrzeee…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami.
„On będzie jeszcze bliżej ciebie, Moja słodka. A o Moje dzieło Ja sam się zatroszczę!”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha.
„Właśnie widzę! Już się troszczysz!” – szepczę z mocą i dodaję:
„Wiesz, mój słodki Jezuniu? Kiedy zaczęłam się modlić za duszę Syna, w jednej chwili uświadomiłam sobie, że powinnam raczej modlić się nie za Niego, ale… do Niego! Wierzę głęboko, że On jest już u Ciebie na rączkach! Jestem o tym przekonana!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.
UWIELBIAM!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie. Uśmiecham się do Niego zakochana cała!
„Wczoraj powiedziałam mojej Duchowej Córeczce, że uwielbiam ten stan… Noc, cisza, wszystkie moje Duchowe Dzieci śpią. A ja…”
Jezus przerywa mi gwałtownie!
„A ty jesteś ze Mną.”
„Jestem z Tobą, mój słodki Jezuniu! Cisza, nic mi nie przeszkadza, chodzi o hałas, internet, telewizor. Cisza wokół mnie i cisza w sercu. Jestem z Tobą… Uwielbiam to! Potem wstaję i idę kochać.”
Milczymy, zanurzeni w Miłości… Rozmyślam…
„Z Tobą wszystko jest możliwe! To co wydawało się niemożliwe, nierealne z Tobą jest na wyciągnięcie ręki. Jutro… Najtrudniej było z lekami. Znajoma farmaceutka gdy się dowiedziała jakie leki muszę ze sobą wziąć, przewieźć przez granicę, powiedziała, że to bardzo, bardzo trudne i, że nie zna pacjenta, któremu się to udało. Odpowiedziałam, że ja będę pierwsza. I…”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie!
„I jesteś!”
Śmieję się radośnie!
„Wszystkie dokumenty mam załatwione. Pieczątki, podpisy. Tylko lecieć!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. I ja uśmiecham się do Niego z wdzięcznością. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic!
W najbliższe dni notek nie będzie.
MOJA SIŁA
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic. Oblubieniec zanurza mnie w Sobie Wciąż bardziej i głębiej… Nie rozmawiamy ani o cierpieniu, ani o tańcu. To dla nas obojga oczywiste.
Rozmawiamy o… ☺️
„Denerwujesz się, Moja słodka?” – pyta Jezus głaszcząc mój policzek. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha!
„Czy się denerwuję? Nie… Ale ekscytacja i entuzjazm narasta.”
Także głaszczę Jezusa po policzku i dodaję:
„A wiesz, kochany mój Jezu? Może i nawet trochę denerwuję. Ale to takie pozytywne zdenerwowanie.”
Umilowany uśmiecha się. Rozumie dokładnie o czym mówię.
„Obawiam się też trochę, że nie dam rady. Sił brakuje mi…”
„Bądź spokojna, Moja miła. W tobie drzemie Moja siła!”
Śmieję się radośnie! Jezus wierszyki dla mnie układa. Wie, że je lubię. Daję Umiłowanemu siarczystego buziaka. Tańczymy bardzo.
WEŹ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
„Wczoraj mnie bardzo bolało, dzisiaj też. Jak będzie mnie tak bolało na wyjeździe to nie wiem…”
„Nie martw się maleństwo Moje. Wezmę to.”
Ujmuję twarz mego Oblubieńca w dłonie i patrzę Mu w oczy z miłością.
„Weźmiesz? Ty ciągle bierzesz i łączysz ze Swoim…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami.
„Wezmę to.”
„Weź!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. I ja uśmiecham się do Niego od ucha do ucha. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy!
W DŁONIACH JEZUSA
Budzę się… A serce mi śpiewa. Budzę się i szybko otwieram oczy. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie. Poruszony i wzruszony cały.
„Wiesz kochany mój Jezuniu? Dentysta powiedział, że muszę ograniczyć malowanie i pisanie… ze względu na słabe zęby.”
„Skoro tak powiedział to musisz.”
„Ja ostatnio nie maluję. A piszę… tylko notki i z Dziećmi rozmawiam. Mam przestać?”
„Ograniczyć.”
„Ale jak? Notki są i tak już coraz krótsze, a z Dziećmi nie chciałabym ograniczać…”
Jezus patrzy we mnie z tkliwością i rozżewnieniem. Patrzę Mu w oczy z miłością. Przypominam sobie co śpiewało moje serce gdy spałam.
„W Twoich oczach niebo, w Twoich dłoniach jest mój dom.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z ufnością.
„W Twoich dłoniach jest mój los!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie! Tańczymy.
OFIARA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną.
„Chodź do mnie, mój słodki!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka.
Obejmuję Go z miłością.
„Jestem z tobą, maleńka Moja! Jestem.”
„Wiesz…?”
„Tak.”
Uśmiecham się nieśmiało… Rozmyślam. Wczoraj na Mszy świętej, gdy ksiądz wypowiedział słowa: 'Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg, Ojciec wszechmogący’, pomyślałam, że ja daję mojemu Oblubieńcowi siebie na ofiarę. Nie tylko moje życie, nie tylko moje cierpienia i bóle, ale siebie. Siebie całą! I zobaczyłam… nie wiem co to było? Obraz? Nie wiem. Ale skoro Jezus powiedział „Tak!”, widać, muszę go opowiedzieć. Zobaczyłam siebie leżącą na ołtarzu. A ksiądz podnosił hostię wysoko, wysoko… Potem obraz znikł.
„Czy to było od Ciebie?”
„Moją Ofiarę łączę z twoją, najmilsza Moja!”
Jezus mój Oblubieniec zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej. I czyni z Sobą jedno.
O MAMIE
Śpię, a moje serce śpiewa… Budzę się… Bardzo powoli… Moje serce wciąż śpiewa. Otwieram oczy. Jestem cała w jasności wielkiej! Jasność mnie otacza i wypełnia. W tej jasności widzę twarz Kobiety. Trzyma mnie w objęciach i uśmiecha się do mnie cudownie! I ja uśmiecham się do Niej od ucha do ucha!
„MAMUŚ… dziś we śnie śpiewałam dla Ciebie! 'Niepokalana, pozwól mi chwalić Cię,
Przez Boga wybrana, Królowo czystych serc,
Weź moje życie i ukryj w dłoniach Twych,
Wciąż wracam do Ciebie, jak z krzyża zdjęty Syn.'”
„Tak! Przepięknie śpiewasz, córeńko!”
„A… a Jezusek nie jest zazdrosny, że nie dla Niego śpiewałam?”
Miriam śmieje się perliście!
„Zazdrosny?! Skąd! On na to czekał. I ja… czekałam.”
MAMA całuje mnie w czoło i znika. Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały.
„Wiesz, mój słodki Jezuniu? Mam na stole figurkę, rzeźbę Madonny z Dzieciątkiem. I często gdy się w nią wpatruję, wyobrażam sobie, że…”
Milknę zawstydzona. Jezus uśmiecha się do mnie promiennie i kończy za mnie:
„Że jesteś w Jej objęciach zamiast Mnie.”
„Tak…”
Umilowany patrzy we mnie z czułością.
„To twoja MAMA, więc jak najbardziej możesz.”
Uśmiecham się do mojego mojego Oblubieńca z wdzięcznością. A On szepcze dalej:
„Syn jest podobny do swojej mamy, prawda?”
„No tak, prawda.”
„I Ja jestem podobny do Miriam. Mam Ciało z Jej ciała. SERCE z Jej serca. SERCE, które ty wybrałaś.”
„Tak!”
Jezus uśmiecha się do cudownie. I ja uśmiecham się do Niego rozpromieniona cała. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.
TAKA JEST
Leżę w objęciach Jezusa obolała. Tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Tańczymy razem. Oblubieniec i oblubienica. Uśmiecham się do Jezusa z trudem.
„Wiesz kochany mój Jezuniu? Ułożył mi się wierszyk o Maryi. O Miriam!
Oczy ma błyszczące jak rosa na łące.
Policzki rumiane, usta roześmiane.
Serce kochające, dłonie rozdające.
Włosy ma rozwiane, uszy zasłuchane.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie!
„Tak sobie ją wyobrażasz?”
„Tak! Tak sobie wyobrażasz! Tak sobie wyobrażam moją Małą Miriam. Moją Mamę.”
Nagle światłość zalewa mnie całą! Słyszę znajomy głos:
„I taka jestem, córeczko Moja. Taka jestem!”
Radość i szczęście zalewa me serce…
WOLA NIEBA
Budzę się i szybko otwieram oczy. A we mnie ktoś śpiewa! Moje serce jest uradowane! Rozpromienione!
Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha!
„Dziś Ja śpiewam w tobie, maleńka Moja! W tobie, dla ciebie i o tooo…”
Przerywam mojemu umiłowanemu gwałtownie! Zamykam Mu usta pocałunkami. Szepczę z mocą:
„A ja Tobie, dla Ciebie i o Tobie!”
„Jesteśmy piękni Twoim pięknem, Panie.
Jesteśmy piękni Twoim pięknem, Panie.
Ty otwierasz nasze oczy na piękno Twoje, Panie,
Ty otwierasz nasze oczy, Panie.
Ty otwierasz nasze oczy na piękno Twoje, Panie,
Ty otwierasz nasze oczy Panie, na Twoje piękno!”
Jezus patrzy we mnie rozpromieniony miłością!
„Ja o tobie, a ty o Mnie!”
„Śpiewasz dla mnie i o mnie… A Twoja wola wypełnia się wobec mnie… To co wcześniej wydawało się niemożliwe teraz jest na wyciągnięcie ręki! Dzięki Tobie! Dzięki Twojej woli! Twoja wola to coś najlepszego, najpiękniejszego, najcudowniejszego dla mnie!”-szepczę z miłością. I rozmyślam:
„Dlaczego wola Boża jest często traktowana przez nas, katolików jak coś negatywnego, niełatwego, trudnego do przyjęcia? Wymagającego wyrzeczeń, znoju i cierpienia? Przecież Bóg, który nas kocha, pragnie dla nas jak najlepiej! 'Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba!’ A ja zmieniam to przysłowie! 'Niech się dzieje wola nieba, z niej się zawsze cieszyć trzeba!'”
Jezus patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie.
„Właśnie dlatego jesteś piękna.Jak MAMA!”
Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy!
MAMY PODOBNIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście Poruszony i zakochany cały! Uśmiecham się do mojego Oblubieńca radośnie!
„Udało ci się zaskoczyć i bardzo ucieszyć swoje Dziecko, maleńka Moja.”
„Tak, udało mi się!” – śmieję się wesoło. I dodaję:
„Wybacz, mój słodki Jezuniu, ale nie będę o tym opowiadać. Nie mam siły.
Jezus kiwa ze zrozumieniem głową.
„Cieszę się, że udało mi się je ucieszyć! Cieszę się, gdy moje Duchowe Dzieci się cieszą. Jestem szczęśliwa, gdy one są szczęśliwe. Smucę się kiedy one są smutne. Cierpię gdy one cierpią…”
„Mamy podobnie, maleńka Moja…”
Jezus patrzy we mnie ze słodyczą. Ujmuję Jego twarz w dłonie i przysuwam do mojej twarzy. Daję Umiłowanemu siarczystego buziaka! Potem o czymś sobie przypominam! Śmieję się znowu radośnie!
„Właściwie to dwoje Dzieci udało mi się ucieszyć!”
Jezus uśmiecha się i patrzy we mnie ogniście! Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„A właściwie to troje…”
Patrzymy w siebie nawzajem z lubością. Oboje wiemy o co chodzi. Nie potrzeba słów. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy!
UWIELBIA MNIE!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„Uwielbiam ciebie, Moja maleńka!” – szepcze żarliwie.
„I ja Ciebie uwielbiam! I ja!” – szepczę z mocą.
Jezus, mój Oblubieniec patrzy we mnie rozpromieniony cały! Patrzę Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Nagle pochylają się nade mną także inne jakby twarze… Rozpromienione, jasne, świetliste. Przeźroczyste jakby. Nie znam ich, ale serce mi mówi, że to święci. Uśmiecham się do nich radośnie. I oni uśmiechają się do mnie! Cudownie!
Jezus mój Miły szepcze:
„Maleńka Moja, Ja uwielbiam ciebie. I w twoim sercu dobrze Mi jak w Niebie!”
Uśmiecham się do Umiłowanego onieśmielona i szczęśliwa. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic!
WSZYSTKIM!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i poruszony. Uśmiecham się do Niego z trudem.
„Wiesz kochany? Kazanie tego księdza wciąż mnie dotyka. Dotyka mego serca.”
„Ono było do ciebie, Moja słodka. Opowiedz jak je znalazłaś.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Wiesz, jestem przeziębiona i nie byłam w kościele. Włączyłam telewizor, Youtube i poprosiłam tatę, żeby powiedział do mikrofonu 'msza na żywo’. Ja mówię niewyraźnie i kiedyś coś do mikrofonu powiedziałam to jakieś dziwne wygibasy wyszły. Poprosiłam tatę. Tata powiedział. Wyskoczyło dużo transmisji Mszy. Akurat pierwsza z brzegu była z Kołobrzegu. Ucieszyłam się bardzo, bo w kołobrzeskiej bazylice na Mszy świętej byłam wiele razy. Ucieszyłam się, że będę mogła być online. Kiedy jednak organista zaczął grać na organach i śpiewać, a ksiądz mówić to niestety nie dało się słuchać! Trzeszczało, świstało, sprzęgło coś. Wyszłam i akurat była transmisja Mszy z Lichenia. O wyglądzie i wystroju bazyliki Licheńskiej wolę się wypowiadać, bo jak zaczynam, od razu się denerwuję. Mówiąc najdelikatniej i najłagodniej, nie podoba mi się. Ale Mszę Świętą włączyłam i zaczęłam w niej uczestniczyć. Kamera była skierowana na ołtarz. Serce mnie bolało gdy patrzyłam na maleńki Cudowny Obrazek Maryi… Ledwo go widać w tym wielkim, kapiącym złotem ołtarzu. Maleńka Miriam wydawała się być zagubiona. Ale teraz nie o tym. Ksiądz skończył czytać Ewangelię i zaczął mówić kazanie. 'A ty? Którym synem jesteś?’ Cisza, sekunda ciszy, która dla mnie wydawała się wiecznością. 'Którym synem jestem? Ani tym, ani tamtym! Żadnym z nich! Więc kim jestem?! Kim jestem dla Boga?!’ – pytało moje serce. I od razu samo sobie odpowiedziało: 'nikim!'”
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca ogniście! I szepczę z mocą:
„A tu okazuje się, że to nie tak!”
„Wszystkim! Jesteś dla Mnie wszystkim! Moją córeczką najdroższą! Moją córeczką najmilszą!”
Uśmiecham się do Jezusa rozpromieniona!
„Kiedy usłyszałam słowa księdza o trzecim Synu, na sercu zrobiło mi się błogo, miękko i ciepło… Jak teraz!”
Jezus, mój słodki Oblubieniec całuje mnie. Tańczę w Jego pocałunkach!
TRZECI SYN
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Tańczymy razem. Oblubieniec i oblubienica.
„Wiesz kochany mój Jezu? Wczoraj na kazaniu ksiądz spytał: 'którym synem z przypowieści jesteś?’ Przez sekundę poczułam się zaniepokojona, zagubiona i zdezorientowana, ponieważ pomyślałam, że nie jestem żadnym z synów, żadnym z tych dzieci. Gdy Bóg mnie o coś prosi to nie mówię najpierw, że dobrze, a później tego nie robię. Nie mówię także, że nie, a potem robię. Nie jestem żadnym z nich… Ksiądz jakby czytał w moim myślach, bo mówił dalej: 'a może nie jesteś żadnym z tych synów? Może jesteś trzecim synem?’ 'trzecim synem?’ – pomyślałam zdziwiona. 'Trzecim synem! Tak, bo jest i trzeci Syn. Syn, którego nie ma w tej przypowieści. Syn, który słucha woli Bożej i wypełnia ją. Wypełnił ją aż do końca’ – mówił ksiądz.”
Ujmuję twarz Jezusa w swoje dłonie i patrzę Mu w oczy z miłością.
„Mówił o Tobie!” – szepczę z mocą.
„I o tobie!” – szepcze Jezus żarliwie.
„Jak ksiądz powiedział o trzecim Synu, zaniepokojenie, zagubienie i zdezorientowanie natychmiast znikło. Poczułam się znów u siebie.”
„Bo mówił o tobie.”
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
TO SAMO
Śpię. Śni mi się moje zmarłe Duchowe Dziecko. Mówię do niego: 'także idę do ciebie, Kochanie. Zobaczyć Rzym i… ” Nie kończę. Budzę się! Widzę Jezusa pochylającego się nade mną i patrzącego mi w oczy żarliwie.
„Wszystko w swoim czasie, Moja słodka. Wszystko w swoim czasie.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z miłością.
„Tak, mój Maleńki. Tak!”
Jezus zaczyna mnie całować. Całuje moje obolałe i zmęczone, podrętwiałe ciało… Całuje je z troską i nabożeństwem… Z uwielbieniem!
„Daj buzi, mój słodki! Daj buzi!”
Mój Oblubieniec zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Całuje… A moje serce szepcze:
„Nie mam siły, kochany. Nogi słabe, pokrzywione, obolałe. Stać nie mogę. Siedzieć też nie bardzo mogę. Kręgosłup też krzywy i słaby mięśnie też słabe. Nie mogę się utrzymać w pionie. Co chwilę trzeba mnie poprawiać, bo się przechylam. Sama już nie daję rady. Nie mam siły. Boli bardzo wszystko. Do tego jeszcze jelita. Rozumiesz mnie, mój Jezuniu, prawda? Rozumiesz mnie? Wiem, że mnie rozumiesz!”
„Na Krzyżu miałem to samo, Moja słodka!”
Tu nie trzeba więcej słów. Milczymy. Jezus mnie całuje. Tańczę w Jego pocałunkach.
O MIŁOŚCI I W MIŁOŚCI
Noc. Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Nie mogę spać. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z miłością. Patrzę Mu w oczy z czułością.
„Będziesz wiele cier…”
Przerywam Jezusowi gwałtownie! Zamykam Mu usta pocałunkami. Szepczę z mocą:
„Będę, kochany mój Jezuniu. Będę! Ale nie mówmy o tym. O Twojej miłości mówmy!”
Jezus przytula policzek do mego policzka. Trwamy razem. Oblubieniec i oblubienica. Umiłowany mój zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej…
„Odpocznij we Mnie, najmilsza Moja.”
„Tak, umiłowany mój. Tak!”
Odpoczywam w Oblubieńcu moim. A On opowiada mi o Swojej Miłości. Opowiada biciem SERCA…
A teraz tańczymy bardzo. Umiłowany mój i ja. Tańczymy w Jego MIŁOŚCI.
BĄDŹ SOBĄ
Budzę się i otwieram oczy. Po chwili je zamykam. Drzemię… Uśmiecham się do Umiłowanego z miłością. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością i rozżewnieniem. Uśmiecha się do mnie promiennie. Szepcze żarliwie:
„Bądź ze Mną, Moja słodka!”
„Jestem z Tobą, mój słodki Jezuniu. I Ty bądź ze mną.”
„Jestem z tobą.”
Uśmiecham się do Oblubieńca radośnie. To jest takie nasze powitanie.
„Wiesz? Rozmawiałam z kimś kto nie jest moim Dzieckiem, ale bliską mi osobą. I tak sobie pomyślałam, że wszyscy ludzie są Twoimi dziećmi, i że może i ja powinnam…? Jak myślisz, kochany?”
Jezus patrzy we mnie z czułością.
„Nie jesteś Mną, maleńka Moja. Bądź sobą!”
Od razu przychodzi mi na myśl mój święty Przyjaciel, ojciec Pio. On też miał Duchowe Dzieci, ale pomagał każdemu, kto do niego przyszedł. Tak chcę i ja.
„Dobrze. Będę sobą, wpatrzoną w Ciebie i zanurzoną w Tobie, Jezu mój kochany.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. I ja daję Mu siarczystego buziaka. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
DO IDEAŁU
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i bardziej. Oblubieniec mój wie, że boli mnie ciało, wie też, że bardziej boli mnie serce.
„Pragnę by w mojej Duchowej Rodzinie panowała zawsze miłość, życzliwość, dobroć, wzajemny szacunek i zrozumienie, wzajemne wsparcie, empatia i miłosierdzie… Gdyby tak było, było by idealnie. Ale ludzie nie są idealni.”
Dodaję ze śmiechem:
„Ja przecież nie jestem idealna.”
Jezus patrzy we mnie z lubością.
Znów szepczę z mocą:
„Ale staram się dążyć do udziału. Ty jesteś moim Ideałem. I pragnę byś był Ideałem dla wszystkich moich Dzieci i by do Ciebie dążyli. I za to tańczę!”
Umilowany mój zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, namiętnie i czule. Całuje mnie, a Jego SERCE szepcze:
„Tak, Moja słodka! Tak! Tak!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy!
O WSZYSTKIM
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego z miłością.
„Piękna jest! Cudna! Ładniejsza niż na zdjęciu. Taka zamyślona i uśmiechnięta… A i Ty też się cudnie uśmiechasz!”
„Ja się sobie podobam! – śmieje się Jezus perliście.
„Nooo! – śmieję się radośnie.
Zamyślam się… Zmieniam temat.
„Wiesz? Tę deszczówkę niebieską, którą zamówiłam na wyjazd to czarną przysłali! A ja czarnego łagodnie mówiąc nie lubię. Nawet do trumny nie chcę czarnego! Sprzedawca odpisał, żeby odesłać to wymieni. I siostra mi odesłała. Wtedy sprzedawca napisał, że się pomylił i, że nie ma niebieskiej. I zostałam bez deszczówki!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Ale potem znalazłaś niebieską.”
„Tak, ale się jeszcze zastanawiam…”
Jezus patrzy we mnie wymownie.
„Aha. Ok. Rozumiem.”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha.
„A wiesz, mój słodki? Powiedziałam mojemu… Duchowemu Dziecku, że nie mogę się nadziwić, że do Rzymu lecę. A ono powiedziało, że nie może się nadziwić, że bez niego. A jak kilka miesięcy temu powiedziałam mu, że chcę lecieć, odpowiedziało: 'ja nie lecę! Beze mnie!”
„Wiesz, Moja słodka? Myślę, że o coś innego chodzi twojemu Dziecku.”
„Do tej pory wszędzie z nim jeździłam. A teraz pierwszy raz bez niego. I od razu na głęboką wodę!”
„Właśnie!”
Rozmawiamy. Rozmawiamy z Umiłowanym o wszystkim! A rozmawiając tańczymy bardzo. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic!
PARAFRAZUJĄC
Budzę się, otwieram oczy i patrzę na zegarek. 3.04.
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i zakochany cały.
„Obudziłem cię, najmilsza Moja, bo chciałem z tobą pobyć.”
„Super!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie. Milczymy… Jesteśmy ze sobą, po prostu.
Rozmyślam.
Wczoraj poprosiłam, żeby tata wyjął z szafki moją pamiątkę z dzieciństwa. Dyplom za 'uzyskanie nagrody II stopnia’ w konkursie na plakat o pokoju. Wybaczcie, nie będę wszystkiego opisywać, tańczę bardzo. Napiszę tylko, że w nagrodę dostałam duuuże pudełko farb olejnych. Postanowiłam wtedy, że będę malarką. Miałam wtedy 11 lat. A 10 lat później kończyłam liceum plastyczne i odbierałam świadectwo maturalne i dyplom technika wystawiennictwa.
„Com postanowiła, tom zrobiła!” – szepczę z mocą i dodaję:
„To dzięki Tobie! Tylko dzięki Tobie! Dzięki Tobie, Trójco Święta, uśmiechnięta!”
Jezus patrzy we mnie uśmiechnięty cały!
„Tak! Twój uśmiech mnie prowadzi przez życie. Idę za Twoim uśmiechem. Parafrazując słowa słynnego filozofa mogę powiedzieć: uśmiech Boga nade mną, a Jego miłość we mnie!”
Jezus patrzy we mnie rozpromieniony!
„Ale kim ja jestem, żeby parafrazować słowa filooo…”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem.
„Perłą Moją jesteś! Hostią Moją.”
Patrzę w mojego Oblubieńca z uwielbieniem. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic!
IMIĘ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i zakochany cały. Uśmiecham się do Niego z miłością.
„Hostia… To moje, jakby to powiedzieć… pierwsze imię, prawda, kochany mój Jezu?”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Tak, Moja słodka.”
„Jak wypowiedziałeś 'jesteś Moją hostią’, poczułam jakby Ktoś zawołał mnie po imieniu. Poczułam najpierw dreszcz, a potem tak wielką lubość, słodycz w sercu. Dreszcz przerażenia i jednocześnie zachwytu. I słodycz… Nie potrafię tego opisać…”
Zamyślam się… I po chwili dodaję:
„Jakby to imię było uśpione w głębi mego serca. A Ty wypowiadając je obudziłeś mnie.”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie!
Dotykam dłonią Jego policzek i głaszczę go z czułością.
„Śmiejesz się, mój słodki Jezuniu. A ja…”
Jezus przerywa mi gwałtownie! Zamyka mi usta pocałunkami.
„Cieszę się z tobą. Cieszę się z tobą, Moja hostio!”
Znów dreszcz i błogość zalewa me serce. Patrzę w oczy mojego Oblubieńca rozpromieniona cała. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy. A nasze serca szepczą do siebie nawzajem:
„Moja hostio!”
„Moja hostio!”
HOSTIA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„Jak Maleńki maleńkiej wczoraj zadał pytanie, tak maleńka Maleńkiego pragnie spytać.”
„Słucham cię, Moja słodka!” – szepcze Jezus z cudnym uśmiechem.
„Kim dla Ciebie jestem?”
Umilowany mój ujmuje moją twarz w dłonie i patrzy we mnie z lubością.
„Mam zacząć wymieniać?”
Uśmiecham się do Oblubieńca nieśmiało.
„Jedno słowo wystarczy.”
„Hostią.”
Patrzę w Jezusa pytająco i niepewnie.
„Hostią??!!!”
„Hostią Moją jesteś. Hostią, którą rozdaję innym.”
„Wybacz, kochany mój Jezu. Zatkało mnie! Innej odpowiedzi się spodziewałam.”
„Nie podoba ci się?” – uśmiecha się Jezus cudownie.
„Skąd! Podoba! Baaardzo!” – szepczę z mocą i dodaję:
„To można powiedzieć, że jestem dla Ciebie… Tobą!”
„Właśnie tak!”
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca rozpromieniona cała.
„Będę starała się do tego dorastać…”
„Nie musisz. Już jesteś. Jesteś i… koniec!”
Zaczynam się śmiać! Wiem o co Jezusowi chodzi. Ja tak czasem mówię gdy nie widzę innej opcji, albo gdy chcę zakończyć rozmowę. Patrzymy w siebie nawzajem z miłością. Tańczymy bardzo w bliskości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy!
JEDNYM SŁOWEM
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Umiłowanego z czułością. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś.
„Kim dla ciebie jestem, maleńka Moja?”
Śmieję się nerwowo.
„Mam zacząć wymieniać?!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Jedno słowo wystarczy. Jak jednym słowem określisz Mnie i naszą relację?”
„Jedno słowo? Tooo…. Maleńki mój…” – ostatnie dwa słowa wypowiadam z tkliwością i rozrzewnieniem. I dodaję:
„Maleńki i Mileńki. To znaczy, najmilszy, najdroższy, najsłooo…”
Jezus przerywa mi gwałtownie! Zamyka mi usta pocałunkami. Szepcze ogniście:
„Wiem co to znaczy, Moja słodka! Wiem!”
Całuje mnie ogniście i namiętnie. Odwzajemniam pocałunki. Po chwili Jezus szepcze ze smutkiem:
„Jak mało dusz tak się do Mnie zwraca! Jak mało dusz tak Mnie traktuje! A Ja chciałbym! Tak bardzo chciałbyyy…”
Tym razem to ja przerywam Oblubieńcowi mojemu!
„Chcesz to masz!”
Daję Jezusowi siarczystego buziaka. A On zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej… Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic.
WIARYGODNY
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Umiłowanego z czułością.
„Jakbyś się pytał, kochany mój Jezu, co wczoraj robiłam to powiem, że kupiłam deszczówkę. Taką, żeby przykryć mnie i cały wózek.”
Jezus patrzy we mnie ze zrozumieniem.
„Oczywiście, skoro już jadę, lecę tak daleko to chciałabym, żeby tam nie padało. Ale prognoza pogody jest inna. Ma lać! Lać przez cztery dni. I trzeba na to być przygotowanym.”
Ujmuję twarz mego Oblubieńca i patrzę Mu w oczy z miłością. Szepczę z mocą:
„Bądź Wola Twoja! Ja jestem gotowa na wszystko. Bądź Wola Twoja. To tylko ludzkie prognozy. Niewiarygodne. Tylko Ty jesteś wiarygodny, mój słodki Jezuniu! Tylko Ty!”
Jezus zaczyna mnie całować. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, namiętnie i czule. Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Całuje… Tańczę w Jego pocałunkach.
CHWAŁA JEZUSA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały.
„Wiesz kochany, ja tak tu wypisuję o wielkiej miłości do Ciebie, że chcę iść do Ciebie na rączki, a żyję jakoś tak… inaczej.”
Jezus uśmiecha się do mnie z pobłażaniem.
„Opowiedz Mi, maleńka Moja, co wczoraj robiłaś.”
„No… Po śniadaniu napisałam notkę, opublikowałam ją. Potem posłuchałam trochę audiobooka. Później miałam rehabilitację. Potem robiłam zakupy na allegro, kupiłam myjki, które zabieram na wyjazdy, a że szykujesz dla mnie wielki wyjazd, muszę mieć. Kupiłam też olejek, który dodaję do innego leku, żeby lepiej się się wchłaniał. Też muszę mieć. Potem z tatą oglądaliśmy kwiaty, które kupiłam na grób mamy. Potem z tatą poszliśmy na spacer do lasu. Po obiedzie znów włączyłam sobie audiobooka. Długo słuchałam, bardzo interesujący jest. A potem seriala sobie włączyłam. A jeszcze później wspólnie z tatą obejrzeliśmy mecz siatkówki i teleturniej. W międzyczasie cały dzień rozmawiałam z moimi Dziećmi.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„A Ja?”
Śmieję się radośnie!
„No i rozmawiałam z Tobą. Buziaki Ci wysyłałam. To jest dla mnie oczywiste. I tańczyłam cały dzień. Za moje Duchowe Dzieciąteczka. Ale to też jest dla mnie oczywiste. Tak oczywiste, że nie muszę chyba o tym mówić?”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Żyjesz na Moją chwałę, oblubienico Moja słodka. Powiem więcej, jesteś Moją chwałą.”
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca poruszona cała… Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic.
WIERSZYKI JEZUSA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Zbliża Swą twarz do mojej twarzy i szepcze żarliwie:
„O Moja słodka, Moja ukochana.
Jesteś przeze Mnie bardzo miłowana!”
Uśmiecham się do Umiłowanego z czułością i sobie myślę:
„Masło maślane, ale pięknie! I to prawda!”
Jezus, który zna moje myśli, śmieje się promiennie. Szepcze dalej ogniście:
„Ja już niedługo zwolnię ciało z duszy.
I cię uwolnię od ziemskich katuszy.
Abyś ty w Niebie ze Mną była.
I w Mej miłości wiecznie byś tańczyła!”
„Pięknie bardzo! Tylko co to znaczy 'niedługo?'”
„Niedługo znaczy niedługo!”
„No tak!”
Uśmiechamy się do siebie nawzajem promiennie. Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy!
DO SZPIKU KOŚCI
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, namiętnie i czule. Uśmiecham się do Umiłowanego z miłością i szepczę:
„Ty mnie całujesz, Jezu, w Hostii białej.
I Swoje Ciało łączysz z moim ciałem.
Ty mnie całujesz, Jezu, Swoim Sercem.
I jesteś ze mną w życia poniewierce.
Ja Twoja sługa, Twoja służebnica.
Ja Twoja miła, Twa oblubienica.
Ja cała Twoja, ja Twoja maleńka.
Przed Twą miłością moje serce klęka.
Tyś moim słodkim, Tyś moim jedynym.
Tyś moim Królem i Tyś moim Synem.
Tyś moim Tańcem, ukojeniem moim.
Tyś moim Sługą i Tyś Panem moim.
Jezu, uwolij moją duszę z ciała.
Niech się objawi Twoja wielka chwała.
Bym z Tobą, w Tobie, Jezu wiecznie żyła.
By moja dusza wiecznie Cię chwaliła!”
Jezus patrzy mi w oczy żarliwie. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„Takie Coś może ułożyć tylko ktoś, kto kocha Mnie i pragnie do szpiku kości!”
„Do szpiku kości!”
Jezus wciąż mnie całuje. Tańczę w Jego pocałunkach.
CO MI W SERCU GRA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
„Wybacz, mój słodki Jezuniu. Nie dałam rady wczoraj napi…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami.
„Jak się dziś czujesz, maleństwo Moje?”
„Troszkę lepiej.”
Miałam opowiedzieć dlaczego wczoraj nie napisałam notki, ale nie dam rady. Napiszę tylko co mi w sercu gra:
„Jezu, ufam Tobie.
Jezu, kocham Cię.
Jezu, pragnę Ciebie.
Jezu, wielbię Cię!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Mój umiłowany Jezus i ja.
UCIESZYŁ I POCIESZYŁ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego zakochana.
„Rzeczywiście masz na wszystko Oko, kochany mój Jezu! I umiesz pocieszyć i ucieszyć!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Opowiedz o tym, najmilsza.”
„Dobrze, mój słodki, ale bez szczegółów, bo wiesz, Rodo.”
Jezus kiwa głową.
„Wczoraj wróciłam z miasta podłamana wiadomościami. Otwieram pocztę, a tam mail z AMUN-u: 'Cześć Monika,
Przekazuję pozdrowienia od Pani M (imię nazwisko znane redakcji ☺️ ) , poznałyście się ponoć w szpitalu w Busko Zdroju.
Pani była bardzo wzruszona, mówił, że też jest osobą niepełnosprawną, ma problemy w chodzeniu.
Byćmoże będzie się z Tobą kontaktować. Pozdrawiam, Gabi.’ Patrzę na tego maila i od razu na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Od ucha do ucha! Wracają wspomnienia… Szpital „Górka” w Busku – Zdroju. Operacja. Pojawia się przede wszystkim twarz M. Dziewczynki z warkoczykami… Tak, miała warkocze i aparaty na nogach… Pamiętam trochę jak przez mgłę. To było 41 lat temu. W szpitalu byłam cztery miesiące. Byłyśmy z M koleżankami. Po powrocie do domu kontakt się urwał. Wtedy nie było ani smartfonów, ani maili… Tata, żeby zadzwonić do Buska musiał jechać na pocztę i czekać długie godziny na połączenie. 41 lat temu… był zupełnie inny świat.”
Przerywam opowieść. Po chwili dodaję:
„Wczoraj z ciekawości wpisałam imię i nazwisko na Facebooku. Wyskoczyło mi kilka osób, między innymi ona, M… To znaczy, chyba ona. Do końca nie jestem pewna. Ale intuicja mi podpowiada, że to ona. Zagadać? Spytać się?”
„Możesz się spytać, dlaczego nie?”
Uśmiechamy się do siebie nawzajem. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.
OKO
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego z trudem.
„Nie wiem co mnie dzisiaj czeka, kochany.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Nie martw się maleństwo Moje! Ja mam na wszystko oko.”
Uśmiecham się do Oblubieńca.
„Wiem, że masz oko, mój słodki. Wiem.”
Zamyślam się… Po chwili wyrywam się z zamyślenia!
„Aaa! Oko Opatrzności! Wybacz, nie skojarzyłam od razu…”
Jezus uśmiecha się do mnie przecudnie.
Tańczymy bardzo. Umiłowany mój i ja. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.

