Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego zakochana.
„Rzeczywiście masz na wszystko Oko, kochany mój Jezu! I umiesz pocieszyć i ucieszyć!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Opowiedz o tym, najmilsza.”
„Dobrze, mój słodki, ale bez szczegółów, bo wiesz, Rodo.”
Jezus kiwa głową.
„Wczoraj wróciłam z miasta podłamana wiadomościami. Otwieram pocztę, a tam mail z AMUN-u: 'Cześć Monika,
Przekazuję pozdrowienia od Pani M (imię nazwisko znane redakcji ☺️ ) , poznałyście się ponoć w szpitalu w Busko Zdroju.
Pani była bardzo wzruszona, mówił, że też jest osobą niepełnosprawną, ma problemy w chodzeniu.
Byćmoże będzie się z Tobą kontaktować. Pozdrawiam, Gabi.’ Patrzę na tego maila i od razu na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Od ucha do ucha! Wracają wspomnienia… Szpital „Górka” w Busku – Zdroju. Operacja. Pojawia się przede wszystkim twarz M. Dziewczynki z warkoczykami… Tak, miała warkocze i aparaty na nogach… Pamiętam trochę jak przez mgłę. To było 41 lat temu. W szpitalu byłam cztery miesiące. Byłyśmy z M koleżankami. Po powrocie do domu kontakt się urwał. Wtedy nie było ani smartfonów, ani maili… Tata, żeby zadzwonić do Buska musiał jechać na pocztę i czekać długie godziny na połączenie. 41 lat temu… był zupełnie inny świat.”
Przerywam opowieść. Po chwili dodaję:
„Wczoraj z ciekawości wpisałam imię i nazwisko na Facebooku. Wyskoczyło mi kilka osób, między innymi ona, M… To znaczy, chyba ona. Do końca nie jestem pewna. Ale intuicja mi podpowiada, że to ona. Zagadać? Spytać się?”
„Możesz się spytać, dlaczego nie?”
Uśmiechamy się do siebie nawzajem. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.
OKO
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego z trudem.
„Nie wiem co mnie dzisiaj czeka, kochany.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Nie martw się maleństwo Moje! Ja mam na wszystko oko.”
Uśmiecham się do Oblubieńca.
„Wiem, że masz oko, mój słodki. Wiem.”
Zamyślam się… Po chwili wyrywam się z zamyślenia!
„Aaa! Oko Opatrzności! Wybacz, nie skojarzyłam od razu…”
Jezus uśmiecha się do mnie przecudnie.
Tańczymy bardzo. Umiłowany mój i ja. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.
O MIŁOŚCI I ZAUFANIU
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Oblubieniec mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Tańczymy bardzo. Ja wylewam przed Nim swe żale. Opowiadam o problemach i troskach… Żalę się przed Umiłowanym po prostu. W pewnej chwili przerywam i szepczę z mocą:
„Dość! Przyszłam tu, żeby być z Tobą, kochany mój Jezu, a nie, żeby Ci się żalić.”
Jezus dotyka dłonią mojego policzka i głaszcze go z czułością.
„Czasem Ja się przed tobą żalę, prawda?”
„No tak, prawda. I co…?”
„Jeśli Ja się przed tobą żalę i ty przede Mną też możesz. Na tym polega miłość, maleńka Moja. I wzajemne zaufanie.”
„Tak.”
„Ja ufam tobie. Opowiadam o Moich troskach. I ty także.”
„Tak, kochany mój Jezu!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i uśmiecha się do mnie promiennie. I ja uśmiecham się do Niego.
„A dzieci trzeba wychowywać, bez względu na ich wiek. Ty wychowujesz.”
„Staram się…”
„Widzę twe starania.”
Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
O MAMIE RAZ JESZCZE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i bardziej…
„Opowiedz o MAMIE” – szepcze Jezus z cudnym uśmiechem.
„Ja?” – pytam uśmiechając się nieśmiało.
Umilowany przytakuje z uśmiechem.
Rozmyślam…
„Wielu ludzi traktuje Miriam jakby była boginią. Czwartą osobą Trójcy Świętej. Owszem, była wolna od grzechu pierworodnego, ale była takim samym człowiekiem jak my. A takie traktowanie wielu ludzi od Niej oddala. Sprawia, że wydaje im się odległa i nieprzystępna. Posłuchajmy co Ona mówi sama o sobie:
’Oto ja, służebnica Pańska’. A w Kanie Galilejskiej od razu wskazuje na Syna:
’Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.’
Pokora, ufność i cichość… Gdy się widzi taką Mamę od razu chciałoby się do Niej przytulić… Wtulić się w Jej serce. Oddać Jej wszystkie problemy i troski. Udając, że gdy Ona Mu je przedstawi, Jezus Jej niczego nie odmówi. Jak w Kanie…
I jeszcze jedna sprawa. Za rok będziemy obchodzić 150 rocznicę Objawień maryjnych w Gietrzwałdzie. To jedyne w Polsce objawienia maryjne oficjalnie uznane przez Kościół katolicki, które miały miejsce od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Matka Boża ukazywała się na przykościelnym klonie ok. 160 razy i rozmawiała z dziewczynkami po polsku (w gwarze warmińskiej). Po polsku! Wzywała do pokuty, nawrócenia i odmawiania Różańca. Tam pielgrzymki powinny 'walić drzwiami i oknami’! Tymczasem wydaje się, trochę zapomnieliśmy o tym miejscu i o tych objawieniach. Rzadko się o tym mówi. Ludzie jeżdżą do Lourdes, do Fatimy, do Guadelupe. Tymczasem mamy Gietrzwałd! To miejsce powinno być bardzo ważne. Drugie po Jasnej Górze. A może nawet pierwsze! Tam Maryja była i po polsku mówiła! Najbardziej mnie to ujęło, poruszyło i wzruszyło… To pokazuje że Maleńka Miriam pragnie być blisko nas. Pragnie być naszą najczulszą MAMĄ.”
Wystarczy. Tańczę bardzo.
ZE MNĄ
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
Chcę coś powiedzieć, ale nie mogę. Z moich ust i serca wydobywa się tylko cichy jęk. Jezus przytula policzek do mego policzka i szepcze z czułością:
„Ciii, Moja słodka. Ciii… Nie musisz nic mówić. Ja wiem. Wiem. I jestem z tobą. Kto ci pomaga, Mi pomaga, kto ciebie uszczęśliwia, Mnie uszczęśliwia, kto ciebie raduje, Mnie raduje. Kto ciebie rani, Mnie rani, kto cię upokarza, Mnie upokarza, kto ciebie krzywdzi, Mnie krzywdzi.”
„Myślę, że jeśli ktoś tak robi, robi to niechcący…”
Jezus mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
ZAPROWADŹ MNIE TAM…
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„Otwórz oczęta, bądź uśmiechnięta, mimo, że boli” – muci moje serce.
Rozmyślam… Tęsknię za Umiłowanym moim. Tęsknię za moim Oblubieńcem! Pragnę by już wziął mnie na Rączki. Owszem, żyję na ziemi, mam swoje plany i marzenia. Ale najwiekszym moim marzeniem jest zobaczyć Umiłowanego mojego. Zobaczyć Go twarzą w twarz! Zobaczyć Go takim jakim jest! Bez żadnych osłom! Zobaczyć Jego Uśmiech… Najcudowniejszy! Najśliczniejszy! Promienny i czysty! Gdy pomyślę, że całą wieczność będzie się we mnie patrzył z takim uśmiechem, a ja w Niego… serce się raduje i do NIEGO rwie! Dzień mojej śmierci będzie najradośniejszym, najpiękniejszym dniem w moim życiu.
„Zaprowadź mnie tam, gdzie powrotu nie ma. Gdzie ustaje wiara, spełnia się nadzieja. Gdzie Światłością pachnie każdy skrawek Nieba, bo ją na swój obraz Miłość wylewa.”
Uwielbiam tę pieśń….
W NIEBIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z czułością.
„Jak jest w Niebie, kochany mój Jezu? – pytam i nie czekając na odpowiedź Oblubieńca, szepczę:
„Myślę, że jest tam bardzo wesoło. Radośnie! Skoro tam wszyscy są szczęśliwi to muszą być radośni. Prawda?”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie!
„O mój Jezu, Jezu Chryste!
Moje Szczęście wiekuiste!
Kocham, pragnę, wielbię Ciebie.
W Tobie dobrze mi jak w Niebie!” – wyrywa mi się prosto z serca.
„O! I nawet do rymu jest!” – śmieję się radośnie.
„I wszystko jest prawdą!”-szepcze Jezus ogniście. Zbliża twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka. Zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości. I czyni z Sobą jedno.
„Jam jest Twoja.
Twa maleńka.
Ty mnie niesiesz na Swych rękach.
Ty do SERCA mnie przytulasz.
I Miłością Swą otulasz!”
Uśmiecham się do Jezusa uradowana!
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy!
Z UFNOŚCIĄ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną.
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca.
„Jezu mój kochany!”
Wyciągam rękę i dłonią dotykam Jego policzek i głaszczę go z czułością…. Jezus ujmuje moją dłoń w Swe dłonie i ją całuje. Całuje słodko i namiętnie.
„Jezu mój! Nie wiem co mnie dziś czeka. Jak co dzień rano staję przed niewiadomą. Ale ufam Tobie!”
Przytulam się do SERCA Najdroższego. Wtulam się w Nie. I tańczę! Tańczę z ufnością, że Jezus wie co robi. Że wszystko jest po coś.
MIŁOŚĆ OTWIERA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z czułością. Zbliża twarz do mego serca i je całuje. Całuje delikatnie, z tkliwością.
„Boli jeszcze?”
Uśmiecham się do Umiłowanego.
„Nie. Już nie…”
„Chcesz o tym porozmawiać, Moja słodka?”
„Dzięki, kochany mój Jezu, ale nie… Nikomu o tym nie mówiłam, a Ty wiesz, bo widziałeś. Dziękuję, mój słodki, ale nie…”
„Rozumiem, najmilsza. Ale gdybyś tylko chciała, to jestem” – szepcze Jezus ogniście i patrzy we mnie z wielką miłością. Ta miłość mnie rozbraja. Otwiera mnie. Zaczynamy rozmawiać. Rozmowa jest bardzo intymna. Nie będę jej tutaj opisywać. Poza tym mam serce zajęte czym innym, o wiele ważniejszym. I tańczę bardzo. Tańczę za moje Dzieci.
WYJĄTKOWA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z miłością. Wie, że moje serce jest obolałe. Wie dlaczego. Wie, że jestem bardzo zmęczona.
„Odpocznij we Mnie, najmilsza Moja.”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca z trudem. Odpoczywam w Umilowanym…
„Opowiedz, maleńka Moja, jak zamawiałaś buciki.”
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha.
„Wczoraj pojechałam ze skierowaniem od ortopedy zamówić buty ortopedyczne. Pan, który te zamówienia przyjmuje, zmierzył mi stopy, wypytał o sprawy techniczne. I w końcu pyta:
-A jaki kolor?
– Czerwony.
Potem znów pyta o jakieś techniczne rzeczy. I znów pyta:
– A jaki kolor?
– Czerwony.
Potem zaczęliśmy rozmawiać o czymś innym. I pan znów pyta:
-To jaki kolor?
– Czerwony!
Pan zaczyna się śmiać!
– A mogę wiedzieć dlaczego?
– Bo lubię. Podobają mi się! – śmieję się.
– I koniec tematu! – smieje się pan.”
Uśmiecham się do Umiłowanego.
„Może mało osób wybiera ten kolor. Może dlatego tak dopytywał i dziwił?”
„Jesteś wyjątkowa!”
Śmieję się radośnie.
„Na to wygląda!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Caluje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie. Tańczę w Jego pocałunkach.
O MIŁOŚCI
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały.
„Opowiedz mi o Sobie, kochany.”
„Jam jest Miłość. Miłość Przedwieczna. Miłość Nieogarniona. Miłość Szalona.”
„Wiem!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście.
„Skąd wiesz?”
„Znam Cię… Widzę! Doświadczam tej Miłości! Miłości Przedwiecznej, Nieogarnionej i Szalonej!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie!
„Znasz Mnie!” – szepcze z zachwytem.
„To znaczy poznaję…”
Jezus przerywa mi gwałtownie! Zamyka mi usta pocałunkami.
„Znasz Mnie!”
„No… tak.”
„I chcesz, żebym ci o Sobie opowiadał?”
Uśmiecham się do Umiłowanego z czułością.
„Uwielbiam gdy mi o Sobie opowiadasz! Gdy mówisz o Swojej Miłości, oczy Ci nią błyszczą!”
„Opowiedz Mi o sobie, maleńka Moja.”
„Kocham Cię!”
„Wiem! Widzę i doświadczam twojej miłości. Znam cię.”
„I chcesz, żebym Ci o sobie opowiadała?”
„Uwielbiam gdy Mi o sobie opowiadasz! Gdy mówisz o swojej miłości, oczy ci nią błyszczą!”
Uśmiecham się do Jezusa uradowana! Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic.
ADEKWATNIE DO SYTUACJI
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś.
„Wczoraj za ostro zareagowałam…”
„Dlaczego za ostro? Adekwatnie do sytuacji.”
„Mogłam łagodniej. Jak Ty.”
„Pamiętaj, maleńka Moja, że Ja nie zawsze byłem łagodny.”
Uśmiecham się do Umiłowanego nieśmiało…
„Tak, ale ja Cię znam jako łagodnego, cichego i pokornego…”
„Gdy żołnierz uderzył mnie w twarz, spytałem dlaczego Mnie bije. Zareagowałem adekwatnie do sytuacji.”
„Tak.”
Jezus patrzy mi w oczy i ja patrzę w oczy umiłowanemu mojemu. Rozumiemy się bez słów.
A teraz tańczymy bardzo. Mój Oblubieniec i ja. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
KARMIĆ MIŁOŚCIĄ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko…
Widzę obraz. Jesteśmy w moim kościele parafialnym. Jezus trzyma mnie za rękę i prowadzi do ołtarza. Podchodzimy do tabernakulum. Jezus otwiera je. Wyjmuje Hostie ze Swego Serca i wkłada je do tabernakulum. Zamyka je. Obraz znika.
„Jestem Pokarmem, maleńka Moja.”
„Tak! Żywisz mnie Sobą. Odżywiasz. Właśnie! Od-żywiasz! Żebym żyła! Jesteś Chlebem!”
Jezus patrzy mi w oczy z miłością. A mi wyrywa się prosto z serca:
„Co mogę dla Ciebie zrobić, mój słodki?!”
„Trwaj we Mnie jak Ja trwam w tobie. I bądź pokarmem dla innych. Karm ich Moją miłością, jak do tej pory.”
„Bardziej pragnę! Bardziej!”
„Moja słodka!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Namiętnie, ogniście i słodko. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic.
O PAMIĘCI I PODZIWIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego z trudem.
„Wczoraj o czymś rozmawialiśmy, ale nie pamiętam o czym. Zapomniałam…”
Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.
„Ja pamiętam, maleńka Moja. Nie martw się.”
„A notka?”
„Ja pamiętam i jak będzie trzeba to ci przypomnę.”
„A, to spoko!”
Kładę głowę na SERCU Najdroższym. Rozmyślam…
„Wiesz, wczoraj umiesciłam na Facebooku filmik jak maluję. Nie lubię się pokazywać, uzewnętrzniać, ale niestety czasem muszę. Wolę pokazywać już namalowane obrazki.”
„Dlaczego nie lubisz pokazywać jak malujesz, Moja słodka?”
„Nie chcę wzbudzać litości.”
„Litości?! Raczej budzisz podziw.”
„Podziw?”
„Podziw, że z taką chorobą i przy tak dużych ograniczeniach fizycznych tak pięknie malujesz.”
„Ale to tylko dzięki Tobie!”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Właśnie!”
Patrzę Jezusowi w oczy zdziwiona! Na mojej twarzy pojawia się… najpierw nieśmiały, potem coraz większy i większy, szeroki uśmiech! Promienny uśmiech! Patrzę w Jezusa rozpromieniona cała. I On we mnie patrzy. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic.
ZAWSZE JEST ZE MNĄ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością i bólem.
„Będziesz wiele cier…”
Przerywam Jezusowi gwałtownie! Zamykam Mu usta słodkim pocałunkiem i szepczę z mocą:
„Będę. Dla Ciebie, Jezuniu mój słodki, wszystko. Dla Ciebie i dla moich Dzieci. Ale sama nie dam rady. Pomóż mi, bądź ze mną, prooo…”
Tym razem Jezus mi przerywa! Obsypuje pocałunkami jak deszczem! Całuje mnie. Caluje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Namiętnie, ogniście i słodko. Caluje i szepcze żarliwie:
„Maleńka Moja, Ja zawsze jestem z tobą. I z tobą cier…”
Przerywam Jezusowi pocałunkami. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
WSZYSTKO JASNE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną. Rozmyślam…
„Mam dwie święte Patronki. Św. Monikę i św. Elżbietę. Elżbietę, mamę Jana Chrzciciela, wybrałam sobie przy Bierzmowaniu. Moje dwie Przyjaciółki, które się wzajemnie uzupełniają. Monika modli się za mnie. I modlitwy uczy. Wymodliła nawrócenie swojego synka, Augustyna. I uczy mnie cichej, cierpliwej, wytrwałej modlitwy za moje Dzieci Duchowe. A Ela? Także się za mnie modli. A poza tym… Była już w podeszłym wieku, nikt, nawet jej mąż, Zachariasz, nie wierzył, że będą mieli dziecko. A tu nagle… 'Jan mu będzie na imię!’ Ile w tych słowach musiało być radości, szczęścia i entuzjazmu!
Chora, pokurczona, obolała… Nikt by nie powiedział, że mogę mieć Dzieci. Nikt, nawet ja… A tu nagle przyszedł taki czas, że adoptowałam pierwsze Dziecko, potem drugie i trzecie, i czwarte, i piąte… I teraz nawet sama nie wiem ile ich mam! Doliczyć się nie mogę. I wciąż adoptuję kolejne i kolejne. Gdy widzę, że ktoś potrzebuje pomocy to go adoptuję. I kocham je wszystkie. I tańczę za nie.”
Jezus patrzy we mnie z lubością. Milczymy. Tu nie potrzeba słów. Tu wszystko jest jasne.
UWIELBIENIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego z miłością. Dotykam dłonią twarzy mojego Oblubieńca i głaszczę Jego policzek czule. Szepczę z zachwytem:
„Jakiś Ty piękny… Prześliczny!”
Jezus ujmuje moją dłoń w Swe dłonie i caluje ją ogniście.
„Moja słodka! Jedyna Moja!”
„Mój przesłodki! Najsłodszy!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Caluje namiętnie. Caluje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Caluje, a moje serce szepcze z miłością i uwielbieniem:
„O dobry Boże, Ty mi pomożesz! Ty mnie ocalisz! Od zła wszelkiego Ty mnie wybawisz! Ja Ciebie kocham! I tęsknie szlocham! Ja pragnę Ciebie! Z Tobą mój Boże, mój słodki Boże dobrze mi jak w Niebie!”
Jezus mnie całuje. Z miłością i uwielbieniem. Tańczę w Jego pocałunkach.
WSZYSTKO
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie… Uśmiecham się do Niego.
„Dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych, kochany mój Jezu! Przeskakujesz kolejne przeszkody. Co dla mnie jest niemożliwe, dla Ciebie to 'pikuś’! Kochany mój, słodki Jezuniu! Dziękuuu…”
Jezus przerywa mi! Zamyka mi usta pocałunkami. Szepcze ogniście:
„Jestem dla ciebie wszystkim, maleńka Moja. I ty dla Mnie wszystkim jesteś! Dla ciebie wszystko, Moja słodka.”
Jezus mnie całuje! Całuje żarliwie, namiętnie i słodko.
Przypominam sobie rozmowę z moim Duchowym Dzieckiem. O wierze. Ono opowiadało mi o swoich wątpliwościach w wierze, że nie we wszystko wierzy co podaje Pismo Święte i Kościół. Żartobliwie nazwało siebie 'niewierzącym, ale praktykującym’.
-No widzisz… A ja wierzę! – powiedziałam łagodnie.
-We wszystko?!
-We wszystko. Albo wszystko, albo nic.
– 'Albo wszystko, albo nic’, mówisz?
-Tak.
-Możesz sobie wierzyć… – powiedziało Dziecko. Potem spojrzało mi w oczy i zamyśliło się.
-’Albo wszystko, albo nic’, mówisz…
-Tak.
Z tym „Tak” je zostawiłam.
Tańczę za nie. Za wszystkie moje Dzieci tańczę.
PRAGNIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały.
„Zmęczona, obolała, głowa boli, że myśleć nie mogę, przymulona, śnięta. Wszystko boli, ręce, nogi, brzuch, kręgosłup… Siły nie mam. I na co ja Tobie, kochany mój Jezu jestem potrzebna? Potrzebujesz mnie takiej?”
Jezus patrzy we mnie ogniście.
„Potrzebuję. Ale nie tylko potrzebuję, lecz pragnę! Pragnę ciebie, oblubienico Moja słodka! Pragnę ciebie, jedyna Moja!”
Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
OBLUBIENIEC MÓJ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
„Co mogę dla Ciebie zrobić, mój słodki Jezuniu?”
„Odpocznij we Mnie, najmilsza Moja.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem. Z wdzięcznością.
„Wiem, że zmęczona jesteś bardzo i cierpisz niezmiernie.”
„Serce boli najbardziej…”
„Wiem, maleńka Moja. Wiem.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie z miłością. Patrzę Mu w oczy i wiem, że rozumie, że wie… i, że cierpi ze mną. Mój Miły, mój słodki! Mój Oblubieniec… Moje ukojenie i odpocznienie moje. Nim oddycham, w Nim odpoczywam i w Nim tańczę. Oblubieniec mój.
LECĘ!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały.
„Jedną przeszkodę przeskoczyliśmy!”
Uśmiecham się do Umiłowanego ze smutkiem.
„Tak, można tak powiedzieć”-szepczę i dodaję:
„Jeszcze, czekaj kochany… Jeszcze raz… dwa… trzy. Jeszcze trzy przeszkody!”
Jezus ujmuje moją twarz w dłonie i patrzy we mnie ogniście.
„Nie myśl o tym, Moja słodka! Myśl o…”
Przerywam Jezusowi pocałunkami!
„No, o czym, kochany?”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie!
„Myśl o swojej Miłości jedynej!”
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca i szepczę z mocą:
„Bardzo chętnie odbiła bym się od jednej z tych przeszkód i poleciałabym do mojej Miłości jedynej na rączki!”
„Lecisz! Lecisz maleńka Moja!”
Uśmiecham się do Jezusa uradowana.
„Adoptowałam wczoraj wiesz kogo.”
„Po coś tam cię posłałem!”
Patrzymy w siebie nawzajem ogniście i tańczymy bardzo w miłości bez granic.
SZYBKI!
Jezus jest naprawdę szybki! Znalazłam rysik! Właściwie to znalazł mój bratanek! Wystarczyło nałożyć inną końcówkę. Mikołaj na to wpadł. Poprosiłam go o pomoc. A on kombinował, szukał, ustawiał… aż znalazł.
A wystarczyło tylko o tym opowiedzieć Jezusowi… On działa cuda!
„Proście, a otrzymacie. Szukajcie, a znajdziecie.”
Tak… Jezus jest wierny w Swym słowie. I działa! Szybciej niż wiatr!
MIŁOŚCI MOJA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie. Uśmiecham się do Umiłowanego z miłością.
„Jestem Monika, szukam rysika!”
Jezus patrzy we mnie pytająco. Patrzę w Niego zdziwiona. I uświadamiam sobie, że Mu o tym nie powiedziałam… Myślałam, że o tym wie. Że widzi…
„Szukam rysika, żebym mogła pisać notki i komunikować się z moimi Dziećmi.”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie, a mnie nachodzi myśl:
„Szukajcie a znajdziecie.”
Śmieję się głośno i radośnie!
„No to właśnie szukam!”
Jezus patrzy we mnie głęboko… I wiem, że znajdę…
„Jezu mój, miłości moja! Ty jesteś mój, ja jestem Twoja!”
Jezus patrzy we mnie z tkliwością. Zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i bardziej..
Tańczymy bardzo w miłości bez granic.
TAŃCZYMY
Jezus jest ze mną. Tańczymy bardzo, bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały.
Tańczymy bardzo, bardzo. Nie dam rady pisać dalej…
DLA MNIE
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Niego z trudem.
„Zmęczona…”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka.
Obejmuję Go, zarzucam umiłowanemu ręce na szyję… I… nagle widzę na ramieniu Jezusa wieeelką, głęboką, nabrzmiałą ranę. To od dźwigania krzyża… wiem… Gdy ją widzę, na sercu robi mi się dziwnie… Serce zapada mi się gdzieś, a jednocześnie robi mi się na nim miękko.
„Bardzo Cię boli, kochany?”- pytam z bólem. Jezus nie odpowiada. Milczy. Wie, że choć pytam to moje pytanie nie jest pytaniem, lecz stwierdzeniem faktu.
Umilowany mój cierpi, ogromnie… Słowa nie są w stanie wypowiedzieć Jego bólu.
Moje bóle, cierpienia są niczym przy takim cierpieniu. A jednak Jezus traktuje je poważnie. I łączy ze Swoim.
Patrzę na ranę na ramieniu mojego Oblubieńca… Jezus ujmuje moją twarz w dłonie i patrzy mi w oczy ogniście.
„To dla ciebie, maleńka Moja. To dla ciebie!” – szepcze żarliwie.
Patrzę Mu w oczy z miłością.
Tańczymy bardzo w bliskości i intymności bez granic.
CHWAŁA JEZUSA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie.
Patrzę w oczy mojego Oblubieńca.
„Miłości moja jedyna, uwielbiam Cię! Kocham Cię! Pragnę Cię! Oddaję się Tobie! Rób ze mną co chcesz!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy. Przytula policzek do mego policzka.
„Jestem twój, Moja słodka. Należę do ciebie.”
„To ja do Ciebie należę!”
„A Ja do ciebie!”
Jezus zanurza mnie w Sobie… Bardziej i bardziej. Trwamy razem w miłości i bliskości bez granic.
„Jesteś dla mnie wszystkim, kochany mój Jezu. Pragnę żyć na Twoją chwałę.”
Jezus patrzy we mnie z tkliwością.
„Żyjesz, Moja słodka. Twoje życie jest Moją chwałą.”
Uśmiecham się do Umiłowanego radośnie. Tańczymy w miłości i intymności. W światłości wielkiej.
JAK CHCE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną.
Dotykam Jego policzek i głaszczę go z czułością.
„Ciężkie dni przede mną…”
„Przed nami.”
„Tak.”
„Ale damy radę. Przeżyjemy je.”
Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„I myślisz, że…”
Jezus ujmuje moją twarz w dłonie i patrzy we mnie z czułością.
„Maleńka Moja, czy Ja ci muszę wszystko obiecywać?”
„No, nie. I tak Ci ufam.”
„Dlatego ci obiecuję, że będzie dobrze. Będzie tak, jak Ja chcę.”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha. Z ufnością.
Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy!
W UMIŁOWANYM
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do Umiłowanego z trudem.
„Zmęczona…”
Jezus przytula policzek do mego policzka i szepcze z czułością:
„Odpocznij, miłości Moja. Odpocznij, jedyna Moja. Odpocznij, rozkoszy i słodyczy Moja! Odpocznij, szczęście Moje. We Mnie odpocznij! Odpocznij w jasności Mojej.”
Jest mi dobrze, bardzo dobrze… Na sercu błogo. I cicho i ciepło…
„Co mogę dla Ciebie zrobić, mój słodki Jezuniu?”
„Bądź ze Mną.”
Uśmiecham się do Jezusa.
„Tylko tyle?”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Tak. Tylko tyle i aż tyle”- szepcze ogniscie i dodaje:
„Ja jestem.”
Obecność pragnie obecności… Miłość pragnie miłości.. Dobroć pragnie dobroci… Łagodność pragnie łagodności… Cichość pragnie cichości…
Tańczę w Umiłowanym.
CAŁA PIĘKNA!
Budzę się… Budzę się, a moje serce śpiewa…
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością. Poruszony i wzruszony cały.
„Śpiewałaś znów dla Mnie, maleńka Moja!”
„Nie, tym razem nie dla Ciebie, Jezuniu mój słodki!”
Jezus patrzy we mnie jakby zdziwiony.
„’Cała piękna jesteś, Maryjo,
cała piękna, Bogu oddana,
cała piękna jesteś, Maryjo,
cała piękna, Niepokalana.’
To dla MAMY. Dziś Jej Święto, prawda?”
Uśmiecham się do Umiłowanego od ucha do ucha. I On uśmiecha się do mnie promiennie!
„Prawda. Ale Jej Święto jest Moim Świętem.”
Zaczynam uświadamiać sobie.
„Tak. I tak bardzo za Nią teskniłeś, tak bardzo pragnąłeś, żeby z Tobą była, że zabrałeś Ją do Nieba. Z ciałem i duszą!”
„Tak, maleńka Moja. Właśnie tak!”
Moje myśli biegną do Zwiastowania. Anioł wszedł do Miriam. Wszedł i się Nią zachwycił! Ogłosił Jej Dobrą Nowinę. I czekał. Na co? Może gdy ujrzał piękno Miriam, Jej uniżenie, pokorę i cichość to nie chciało mu się od Niej odchodzić…? Tak bardzo mu się w Niej podobało! Z tej pokory, uniżenia i cichości, z piękna Miriam wypływało przyjęcie. Przyjęcie woli Bożej.”
Przerywam rozmyślania. Uśmiecham się do Jezusa uradowana!
„Wiesz kochany? Tak myślę, że Anioł nie musiał czekać na odpowiedź Miriam. W tej samej chwili gdy Anioł wypowiadał Słowa Dobrej Nowiny, Ona już ją przyjmowała. Po prostu tak bardzo mu się w Niej podobało, że nie chciał od Niej odchodzić!”
Jezus patrzy we mnie z lubością…
MIRIAM – PIERWSZA MALEŃKA
Leżę na SERCU umiłowanym… Rozmyślam.
„Wczoraj powiedziałam Maryi: 'oddaję Ci się jak zdjęty z krzyża Syn’. Od razu usłyszałam, a może pomyślałam, że jestem brudna. 'Tak, jestem brudna, ale Maryja nie boi się ubrudzić’. I Ty też się nie boisz. Gdy byłeś mały to pewnie bawiłeś się z innymi dziećmi i przychodziłeś do domu ubrudzony. Albo gdy pisałeś palcem po piasku, gdy wybaczałeś cudzołożnicy. Pewnie palec miałeś potem ubrudzony. A najbardziej byłeś ubrudzony w Ogrójcu, gdy przyjąłeś na Siebie moje grzechy, moje brudy… Przyjąłeś je na siebie! Więcej! Stałeś się brudem… aby mnie oczyścić!”
Przerywam rozmyślania. Patrzę w mojego umiłowanego. Jezus pochyla się nade mną z miłością… Rozmyślam dalej:
„Jakie to piękne… Najpierw pomyślałam o Maryi, a zaraz potem o Tobie! Maryja, Miriam nie skupia na sobie, nie zasłania sobą. Wskazuje na Ciebie. Kilka dni temu napisałam, że kiedyś wydawała mi się bardzo odległa i nieprzystępna. Na przykład gdy patrzyłam na Jasnogórski Obraz, widziałam te złote sukienki, wysadzane drogimi kamieniami… Wiem, że to jest wyraz miłości do Maryi, ale mnie to przeszkadzało. Czyniło Ją jeszcze bardziej odległą i niedostępną. Jakby w pancerzu, przez który nie można się przedostać. Tymczasem Obraz Jasnogórski to ikona. Według legendy ikonę namalował św. Łukasz Ewangelista na deskach stołu z Nazaretu. To bardzo piękna legenda, bardzo prosta… Lubię bardzo wpatrywać się w tę ikonę. Bez sukienek, bez ozdób. Patrzę w oczy Czarnej Madonny i widzę Miriam z Nazaretu. Widzę Matkę, Mamusię… Widzę pierwszą Maleńką…”
Uśmiecham się do Jezusa uradowana.
„Miriam jest Maleńką, prawda?”
Jezus kiwa głową, że tak. Na Jego twarzy maluje się przecudny uśmiech.
„Uwielbiam wiersz księdza Jana Twardowskiego:
’Znam na pamięć jasnogórskie rysyostrobramskie, wileńskie srebro –wiem po ciemku, gdzie twarz Twoja i koral,gdzie Twa rana, Dzieciątko i berło. Ręką farby sukni odgadnę –złote ramy, cyprysowe drewno lecz dopiero gdzieś za swym obrazem żywa jesteś i milczysz ze mną.’
Ten wiersz wyraża to, czego ja nie umiem wyrazić słowami…”
KOMU ZAWIERZYŁAM
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Ujmuje moją rękę i ogląda nałożoną na nią bransoletkę. Bransoletkę z medalikiem.
„Podoba Ci się, kochany?”
Jezus uśmiecha się do mnie promiennie.
„Od razu widać komu zawierzyłaś, maleńka Moja. Z daleka!”
„Właśnie!” – śmieję się lekko. Jezus spogląda we mnie badawczo.
„A tobie się nie podoba, Moja słodka?”
„Podoba. Ale przyzwyczajam się do jej wielkości, oswajam się…”
Śmieję się i zaczynam rozmyślać…
„Bransoletkę zawierzenia Maryi noszę od lat. Srebrna, drobna, kobieca… Taka była do wczoraj. Nosiłam srebrną, ale często mi się zrywała. Mam ruchy mimowolne i napięcie spastyczne, często o coś zahaczę, albo uderzę niechcący i po bransoletce… Kilka dni temu znów mi się zerwała. Tata naprawił, a ja zaczęłam szukać jakiejś silniejszej, mocniejszej. Takiej, która by się nie zrywała. Znalazłam na allegro ładną, srebrną i wydawało się, że mocną. Chciałam się jednak jeszcze upewnić i napisałam do sprzedawcy. Opisałam swoją sytuację i poprosiłam o pomoc w wyborze bransoletki. Bardzo miły, uprzejmy sprzedawca odpisał mi, że ta bransoletka, którą wybrałam nie jest zbyt mocna i do tego srebrna, a srebro często się zrywa. Radził mi wybrać bransoletkę ze stali chirurgicznej, wtedy będzie mocna i nie będzie się zrywać. Wybrałam więc taką, która mi się podobała i była ze stali chirurgicznej. Na zdjęciu była sama bransoletka, nie było zdjęcia jak wygląda na ręce. Zamówiłam. Wczoraj wieczorem Lucynka, moja siostra, odebrała ją z paczkomatu.
-Swoje waży. Lekka nie jest – powiedziała idąc do mojego pokoju.
’Mówi o mojej bransoletce?!’ – pomyślałam z lekka zdziwiona. Lucynka wchodzi do pokoju i wyjmuje bransoletkę z folii. Pokazuje mi… 😁 Łysy napakowany facet cały w tatuażach z pancerką łańcuchem na szyi i taką samą bransoletką na ręce – takie miałam pierwsze skojarzenie gdy ją zobaczyłam 😁 gdyby nie medalik! Medalik też wielki! 😍 Lucynka nałożyła mi bransoletkę na rękę… Pasowała idealnie! Pokazałam tacie.
-No! Taka już ci się nie zerwie! – powiedział uśmiechając się do mnie.
I tak”
Uśmiecham się do Umiłowanego od ucha do ucha!
„Te, które do tej pory nosiłam były delikatne, kobiece, a ta jest jakby męska. Ale teraz już wszystko się miesza. Kobiece z męskim i odwrotnie.”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie głęboko.
„Od razu widać komu zawierzyłaś, maleńka Moja!”
Uśmiecham się do Umiłowanego radośnie. Tańczymy w miłości i bliskości bez granic.