😍
BRAK SŁÓW
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały…”Jak Ty się troszczysz o mnie, kochany mój Jezu!”Jezus uśmiecha się do mnie z czułością.”Należysz do Mnie, prawda, maleńka Moja?””No tak. Oczywiście!””Troszczę się o to co należy do Mnie.”Uśmiecham się do Umiłowanego z wdzięcznością. Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!”Ty należysz do Mnie, a Ja do ciebie należę!”Mój Oblubieniec zaczyna mnie całować! Całuje i szepcze:”Moja słodka! Moja najdroższa! Najmilsza Moja! Moja naj… naj… naj…”Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha. Rozmyślam… Tak wygląda jakby brakowało Mu słów…! Ale czy to możliwe? Czy Bogu może brakować słów?!”Tak! Brakuje Mi słów! Brakuje Mi słów, gdy widzę taką miłość, taką ufność, takie oddanie! Brakuje Mi słów, Moja słodka!”Jezus patrzy we mnie zachwycony cały… Tak, że mi brakuje słów… Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy.
O BLOGU SŁÓW KILKA
Dziś nie będę dużo pisać. Powiem tyle, że blog zmienił miejsce. Teraz jest u Dominika. Pewnie pracował pół nocy, żeby go przenieść. Gdyby nie Dominik, blog przestalby działać. Może i by znikł. Jezus jednak stawia przede mną takich ludzi jak Janusz, a teraz Dominik. To dzięki Nim ten blog istnieje!Dziękuję Wam bardzo! Janusz się pewnie uśmiecha do nas z Nieba i wszystkiego pilnuje. A ja tylko notki piszę.😊 🌺
WIE
Wczoraj z tatą oglądaliśmy zdjęcia. Spytałam czy by ze mną pooglądał. Chętnie się zgodził. Przyniósł dwa pudełka starych zdjęć. Oglądaliśmy, wspominaliśmy, śmialiśmy się, ale także w sercach pojawił się żal za tym co minęło. Na zdjęciach widziałam siebie jako małą dziewczynkę, tatę z bujną czupryną i brodą. Moje rodzeństwo jako małe dzieci. Widziałam przede wszystkim tych, którzy już odeszli. Odeszli na drugą stronę Życia… Mamę, babcie i dziadków, pradziadków… Koleżanki i znajomych. Na zdjęciach byli uśmiechnięci, radośni… Tacy są w moim sercu. Piękni, młodzi, radośni!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały.
„Nie wiem gdzie są teraz dusze moich najbliższych. Czy w czyśccu, czy już w Niebie. Ale wierzę… Nie! Nie tyle wierzę, co jestem pewna, że są u Ciebie na rączkach, mój słodki Jezuniu! Że cieszą się Twoją chwałą!”
Jezus patrzy we mnie z wielką miłością.
„Ty wiesz, mój kochany! A ja Tobie ufam. Bo Ty wiesz!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.
CODZIENNOŚĆ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Jak w obrazek patrzy we mnie. Uśmiecham się do Niego zakochana cała.
„Dzisiaj w Niebie wieeelkie święto! Święto Wszystkich Świętych!”
Jezus uśmiecha się do mnie cudownie.
„Co dla ciebie znaczy świętość, maleńka Moja?”
„Świętość? Dla mnie? To… Codzienność.”
Jezus patrzy we mnie jakby pytająco. Odpowiadam:
„To bycie z Tobą w codzienności. Trwanie przy Tobie. Mimo przeciwności. To uśmiech w cierpieniu. To codzienne dźwiganie krzyża i kroczenie za Tobą. Po Twoich śladach. To stanie twardo stopami na ziemi i spoglądanie w niebo. To serce przy SERCU Twoim, mój słodki Jezuniu!”
„I tak żyjesz.”
„Staram się tak żyć…”
Patrzę Jezusowi w oczy, a On uśmiecha się do mnie promiennie. Milczymy. Trwamy w miłosnym milczeniu. I tańczymy bardzo.
OCZKO W GŁOWIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Mój Oblubieniec tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. Cierpiący ze mną.
„Jezuniu mój słodki, bądź ze…”
Jezus przerywa mi słodkim pocałunkiem!
„Ja jestem z tobą, maleńka Moja! Jestem! I umacniam. Strzegę cię jak źrenicy oka. Jesteś Moim oczkiem w głowie. A ty jesteś we Mnie!”
Uśmiecham się do Umiłowanego z wdzięcznością. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic. Ciągle tańczymy!
PRZEDE MNĄ!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z miłością. Rozmyślam…
„Dziś znów piątek. Wiesz, mój słodki Jezuniu? Od jakiegoś czasu tak mam, że kiedy spojrzę wstecz to jakby tego całego tygodnia nie było. Czas mi tak szybko leci, pędzi… Ucieka. Nie nadążam za nim! A ja coraz starsza. Jak byłam mała i moja babcia powiedziała, że ma pół wieku, to wydawała mi się bardzo stara. A teraz ja mam ponad pół wieku. I się wcale stara nie czuję!”
Przerywam rozmyślania, uśmiecham się do Jezusa. I rozmyślam dalej:
„Kilka lat temu zdarzyło się, że byłam w mojej szkole podstawowej. Nie byłam w niej od skończenia szkoły. I kiedy po latach do niej weszłam, wydawała mi się bardzo malutka. A sala gimnastyczna to już w ogóle! Maleństwo! I mówię do znajomej nauczycielki, że to wszystko było kiedyś takie wielkie!
-Bo ty byłaś mała! – odpowiada nauczycielka.
Tak… Gdy się jest małym dzieckiem, wszystko wydaje się być takie wielkie… Czas wolniej płynie. A teraz to już tylko…”
Jezus przerywa mi słodkim pocałunkiem.
„Najlepsze i najpiękniejsze dopiero przed tobą, maleńka Moja!”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha.
„Tak! Wiem!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy!
NAJWAŻNIEJSZE!
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z tkliwością.
„Dołek minął, Moja słodka?”
Śmieję się perliście!
„Tak! Już wczoraj rano. Jak zaczęłam pisać notkę to nie mogłam sobie przypomnieć o co chodziło. I nie wiedziałam o czym piszę. Ale napisałam. I nie skończyyy…”
Jezus zamyka mi usta pocałunkami.
„Nie szkodzi, maleńka Moja. Nie jest najważniejsze, czy skończysz pisać. Najważniejsze, że zaczynasz! Że piszesz!”
Patrzę Jezusowi w oczy zdziwiona!
„Ale jak to?!”
„Tak jak nie jest najważniejsze, że upadasz. Najważniejsze, że powstajesz!”
Zamyślam się…
„Rozumiem…”
Mój Oblubieniec patrzy we mnie ogniście. Tańczymy bardzo w miłości i bliskości bez granic!
MOUNT EVEREST
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z miłością.
„Wczoraj opowiadałam Ci, kochany, o moim Dziecku, a dzisiaj sama mam dołka…”
„Twój dołek to co innego niż postawa twego Dziecka, maleńka Moja. Jesteś po prostu bardzo zmęczona.”
„Oj tak…”
„Odpocznij, najmilsza Moja. We mnie odpocznij.”
„Taaak!”
Odpoczywam w Umilowanym… Powoli odzyskuję siły.
„Wiesz, mój słodki Jezuniu? Wczoraj zadzwoniła do mnie koleżanka. Nie było mnie wtedy przy telefonie. Oddzwoniłam i pogadałyśmy sobie! Suuuperr! Kiedyś napisałam do niej 'a moja koleżanka to pierwsza się do mnie nie odezwie 🥰’. Zaśmiała się wtedy i wysłała serduszka. A wczoraj zadzwoniła. Ona też nie ma siły, też jest chora i też jest na wózku. Ale czasem myślę, że ma więcej siły duchowej niż ja! Na Śnieżce była! To był jej Mount Everest!”
„Każdy ma swój Mount Everest!”- szepcze Jezus ogniście.
Wybaczcie, nie mogę pisać dalej. Tańczę bardzo, bardzo. Teraz to jest mój Mount Everest!
MOŻNA ŻYĆ INACZEJ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie z lubością. Uśmiecham się do Niego od ucha do ucha!
„Zadowolona?” – pyta z cudnym uśmiechem.
„Bardzo! Dziękuję, mój słodki Jezuniu!”
Zamyślam się i smutnieję…
„Martwię się o moje Duchowe Dziecko… Martwi mnie jego zachowanie. Żyje, a tak jakby było martwe. Oddycha, je, chodzi, ale nie ma w nim chęci do życia. Nie ma w nim radości!”
Przerywam. Patrzę w oczy mojemu Oblubieńcowi i mówię dalej:
„Najchętniej by się położyło do trumny i czekało na śmierć. Jak w tym filmie 'Nie pora umierać’, Danuta Szaflarska. A tu nie ma tak!”
Opowiadam Umiłowanemu dalej, i w końcu pytam:
„Jak mam pomóc mojemu Dziecku?”
„Już pomagasz, maleńka Moja! Jesteś dla niego Moim świadkiem. Moją miłością. Moim światłem jesteś. Bądź nim nadal. Kochaj je swoją pokorną, cichą miłością. I nadal dawaj świadectwo, że można żyć inaczej.”
Patrzę Jezusowi w oczy ogniście.
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic.