JEZU, UFAM TOBIE!!!

DALEJ

Jezus wisiał na Krzyżu… Cierpiący był bardzo! Wisiał rozpostarty jak Sokół na Niebie! Rozpostarty i otwarty dla wszystkich. Oddany wszystkim. Miłość sama!
“Czekaj, mój maleńki… Pomogę Ci!” – szepnęłam z mocą, poruszona cała.
Objęłam mojego ślicznego Jezusa z miłością i czułością. Objęłam… I wtuliłam się w Niego. Całą sobą! Sercem, duszą i ciałem. Przylgnęłam do umiłowanego mojego. Przykleiłam się.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic.
“Jestem z ciebie bardzo dumny, Monisiu kochana! Przebyłaś ze Mną długą drogę, żeby TU być!” – szepnęło SERCE Najdroższe.
“Dziękuję, moje Serduszko kochane! Ale tak mówisz jakby to był koniec mojej drogi. A to nie jest koniec, prawda?”
“Tak. Jeszcze długa droga przed nami!”
“Domyślam się, że trudniejsze i bardziej niebezpieczna niż do tej pory.”
“To prawda!”
“Obiecałeś, że z rąk mnie nie wypuścisz!”
“Obiecałem.”
“Więc dam radę. Z Tobą!”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
Tańczylismy bardzo. Umiłowany mój i ja. Jezus zanurzał mnie w Sobie jeszcze bardziej…

MOJA DROGA DO NIEBA

Byłam w moim Jezusie. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
“Wiesz mój Jezu? Kiedy sobie pomyślę o tych ogrodach, altankach, wodospadach… To dziwię się sama sobie i żału…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
“Czego żałujesz, Monisiu?! Tamtych spotkań ze Mną? Ja nie żałuję ani jednej sekundy spędzonej z tobą…”
Patrzyłam w Jezusa zdezorientowana… Od tej strony nie patrzyłam, od innej.
“Nie żałuję spotkań z Tobą, kochany! Nigdy nie żałowałam, nie żałuję, i nie będę żałować! Żałuję, że podziwiałam ogród, altankę, wodospad, a nie Ciebie! Że Ciebie za mało podziwiałam! Żałuję, że nie wskoczyłam od razu do Ciebie na rączki!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
“Chciałabyś od razu wskoczyć do Mnie na rączki? Tak hop – Siup?!” – spytał z uśmiechem.
Kiwnęłam głową, że tak!
“Aaaa, to tak nie można. Nie da rady, maleńka!”
“A dlaczego?”
I mój śliczny Jezus zaczął mi tłumaczyć:
“Musiałaś najpierw poznać i uwierzyć, że to Ja mówię w twym sercu. Upewnić się, że nie jest to twój wymysł. Pamiętasz ile razy pytałaś Moich Sług ‘czy Bóg może mówić do serca?’ Pamiętasz?”
Kiwnęłam głową twierdząco.
“Gdy już się upewniłaś, musiałaś Mi uwierzyć, zaufać. Zbliżałaś się do Mnie stopniowo. Razem podziwialiśmy ogród, razem spędzaliśmy czas w altankę, razem kąpaliśmy się w wodospadzie… Zbliżałaś się do Mnie. Pamiętasz jak uwielbiałaś siedzieć u Moich stóp?”-spytał znów Jezus z cudnym uśmiechem.
Kiwnęłam głową, że tak!
“Ale w pewnej chwili to już było dla ciebie za mało. Usiadłaś u Mnie na kolankach. I już nie chciałaś z nich zejść! Po jakimś czasie to znów było za mało dla ciebie. I wtedy wziąłem cię na ręce i przytuliłem do SERCA. Pozwoliłaś Mi na to, pozwalałaś też by Moje myśli i pragnienia stały się twoimi. Przez cały ten czas odrzucałaś to co było dla ciebie zbędne, niepotrzebne, a wybierałaś Mnie. I malałaś. Malałaś bardziej i bardziej i bardziej. Gdybyś chciała na samym początku wskoczyć do Mnie na rączki to byś się w nich nie zmieściła!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Jak pięknie mi tłumaczysz, kochany! Bardzo prosto i jasno! Teraz rozumiem!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko. Z lubością.
“To jest twoja droga, Monisiu kochana. Droga do Nieba. Tylko twoja, jedyna i niepowtarzalna!”
“Moja droga do Nieba!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

KO – CHAM – CIE – BIE!

Obudziłam się… Obudziłam się i już chciałam otwierać oczy kiedy poczułam na policzku delikatny i czuły pocałunek…
“Nie! Zaśnij jeszcze maleńka Moja… odpocznij…”
Poddałam się więc umiłowanemu mojemu. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha. I szybko zasnęłam. Spałam długo. Obudziłam się znowu. Już zaczęłam otwierać oczy… Chciałam poprawić się na posłaniu. Nogi miałam podrętwiałe i kości bolały. Chciałam się poprawić…
“Jeszcze nie, Monisiu… Odpocznij jeszcze”-usłyszalam ciepły głos Jezusa.
Przestałam otwierać oczy. Zamknęłam je i leżałam. Jezus przytulił policzek do mego policzka i szeptał słodko:
“Moja kochana… Moja kochana…”
Serce moje biło:
“Ko – cham – Cie – bie! Ko – cham – Cie – bie! Ko – cham – cie – bie!”
Jezus zanurzał mnie w Sobie… A mi jakby nogi przestały drętwieć i kości boleć przestały.
Leżałam cała w Jezusie. Cała w umiłowanym moim! Leżałam z zamkniętymi oczami. Odpoczywałam. Było mi dobrze i błogo i słodko… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Moje serce zabiło mocniej!
“KO – CHAM – CIE – BIE! KO – CHAM – CIE – BIE!”
Czułam na policzku i nie tylko na policzku, na całym ciele deszcz pocałunków! I było mi obojętne czy nogi drętwieją i czy kości bolą. Byłam w moim Jezusie. Wciąż jestem. I to jest najważniejsze!

O SZCZĘŚCIU I PRAGNIENIACH

Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo… Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany! Oddany mi całkowicie…
“Jaka jestem szczęśliwa, mój śliczny Jezuniu! Jaka jestem szczęśliwa…”-szepnęłam z trudem.
“Żyjesz Moim szczęściem więc jesteś szczęśliwa, Monisiu! Moje szczęście jest twoim szczęściem, Moje pragnienia są twoimi! A czego pragniesz, Monisiu kochana?” – spytał Jezus płonący i poruszony cały.
“Pragnę, aby moje Dzieciaki kochane były szczęśliwe. Bardziej niż ja! I żeby były u Ciebie na rączkach! Nie tylko TAM, w Niebie. Ale już tu, na ziemi. Błogosław je i strzeż od złego! Proszę, kochany mój…” – szepnęłam błagalnie.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
“Twoje Duchowe Dzieci są w Moich rękach. Oddałaś Mi je, pamiętasz kochana?”
Kiwnęłam głową, że tak. Pamiętam.
“Błogosławię je i strzegę! Opiekuję się Dzieciakami twoimi.”
“Dziękuję mój Jezu kochany! Dziękuję!” – szepnęłam z mocą i uwielbieniem.
“A czego pragniesz dla siebie, maleńka Moja?”
“Zanurzyć się w Tobie. Wtulić się. I zniknąć w Tobie, mój śliczny! Żeby mnie nie było. Tylko TY!”
Jezus spojrzał we mnie ogniście!
“Czy nie widzisz, Monisiu, że właśnie to czynię?!”
Spojrzałam w Jezusa zdumiona! Olśniło mnie w sekundę!
“TAK! Widzę teraz!”
“Moje pragnienia stają się twoimi. I Moje szczęście jest twoim!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“Co mogę zrobić dla Ciebie, Jezu? Jak ucieszyć Cię?”
“Zatańcz dla Mnie we Mnie!” – Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
Kiwnęłam głową, że dobrze. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem tańczyłam dla umiłowanego mojego! Tańczyłam w umiłowanym! Lekko i zwiewnie. Jak baletnica! Tańczyłam! Po chwili Jezus stanął przede mną i skłonił się pięknie.
“Czy mogę Damę Mego SERCA prosić do tańca?”
Dygnęłam niezdarnie…
A potem tańczylismy baaaaaardzo! Tańczylismy w szczęściu, intymności, bliskości i cierpieniu. Mój Jezus i ja!

BAĆ SIĘ MIŁOŚCI?!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
“Czy ty maleńka się Mnie boisz?” – spytał umiłowany łagodnie i czule.
“Nie. A powinnam?” – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
“Ja się nie pytam czy powinnaś, czy. Ale czy się Mnie boisz!”
“Nie! Czy to źle?”
Jezus zaśmiał się perliście!
“A dlaczego się Mnie nie boisz?” – spytał znów.
“Widzę jak baaaaaardzo mnie kochasz! Codziennie! Widzę jak jesteś dobry i czuły i delikatny i cierpliwy względem mnie. Jesteś Miłością! Czy trzeba,, czy powinno bać się Miłości? Czy można bać się Miłości?”
“To są pytania retoryczne, Monisiu kochana!”
“I ja tak uważam!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
“A jest coś takiego czego się boisz?”
Kiwnęłam głową twierdząco.
“Tego, że mogę Cię zranić, skrzywdzić, zdradzić… Tego się boję!”
Jezus spojrzał we mnie ogniście. Płonący cały Miłością!
“Czy już ci mówiłem Monisiu, że jesteś bardzo piękna?!”
Blysnęłam okiem!
“Nie! Wiesz kochany, pierwszy raz to od Ciebie słyszę!”
I zaczęłam śmiać się wesoło i radośnie! Umiłowany mój Jezus także błysnął okiem! Zaczął się śmiać i mnie łaskotać! Łaskotał mnie na całego! A ja śmiałam się głośniej i głośniej!

ULEGŁOŚĆ I CZEŚĆ

Leżałam w objęciach Jezusa. Zanurzona w Nim cała… Otulona Jezusem, wtulona w Niego całkowicie. Wypełniona i przepełniona Nim… Prześwietlona Umiłowanym! Przeźroczysta… Niewidoczna!
“Umiłowany mój, czy nie traktuję Cię za bardzo poufale?”
“Nawet jeśli, uwielbiam taką poufałość, dziecię Moje. Uwielbiam!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Jesteś moim Panem i Królem. Wiem, że powinnam leżeć u Twoich stóp i bić Ci pokłony uległości i czci… Ale tu, w Twoich ramionach, w objęciach Twych też Ci jestem uległa i cześć Ci oddaję. Prawda?” – spytałam niepewnie.
Oblicze Jezusa nagle się zmieniło. Patrzył we mnie przenikliwy, uroczysty i bardzo poważny.
“Jesteś cała Moja, cała we Mnie i cała dla Mnie. Nie ma większej uległości i czci niż TO!” – wyszeptał Jezus z ogromnym naciskiem. Wydało mi się, że wręcz groźnie.
Na te Jego słowa bardzo się wystraszyłam! Może nie tyle wystraszyłam co przejęłam. Przejął mnie sposób w jaki to powiedział. Musiało być dla Jezusa bardzo ważne to o co spytałam. Zaczęłam rozmyślać…
“Jestem cała Twoja, cała w Tobie i cała dla Ciebie, kochany mój Jezu. Żyję w poczuciu należności i zależności. Zależę od Ciebie i do Ciebie należę. Bez Ciebie nic nie mogę zrobić. Więcej! Nic nie chcę robić bez Ciebie! Nie chcę! Chcę wszystko robić z Tobą, Jezuniu mój śliczny. I wszystko chcę robić dla Ciebie. Pragnę!”
“Nie ma większej uległości i czci ponad to, Monisiu.”
I mój słodki, umiłowany Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Jakby chciał bym się bała… Uśmiechnął się do mnie świetliście… Jasno i ciepło. I ja uśmiechałam się do Jezusa radośnie. Od ucha do ucha… Trwaliśmy w bliskości i zaufaniu. Mój umiłowany Jezus i ja.

POCIĄGNĄŁ

Leżałam w objęciach Jezusa. Zanurzona w Nim cała… Otulona Jezusem, wtulona w Niego całkowicie. Wypełniona i przepełniona Nim… Prześwietlona Umiłowanym! Przeźroczysta. Czułam się tak jakby mnie nie było! A jednocześnie wiedziałam, że tak realna, tak prawdziwa nie byłam nigdy wcześniej!
“Jesteś jeszcze bliżej Mnie, Monisiu! Jesteś jeszcze bliżej!” – wyszeptał Jezus z zachwytem, rozpromieniony cały.
“Taaak…! Nie wiem w jaki sposób to zrobiłeś, ale TAK!”
“Pociągnąłem cię ku Sobie jeszcze bardziej!” – szeptał mój śliczny z czułością.
“A ja? Nie opierałam Ci się, mam nadzieję, kochany?!”
“Nie. Już dawno Mi się nie opierasz, maleńka Moja. Mogę z tobą zrobić co chcę!”
“I baaaaaardzo dobrze, mój Jezu! Bardzo dobrze!” – szepnęłam z mocą i radością wielką.
“I ty możesz ze Mną zrobić co chcesz! Co tylko chcesz, kochana Moja!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
“I bardzo dobrze!”
Jezus zaśmiał się perliscie! Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam w słodkiego mojego z lubością. Potem ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie! Serdeczne i czule i słodko! I śmiało. Z miłością i bezczelną ufnością.
Jezus patrzył we mnie płonący! I zanurzał mnie w Sobie jeszcze bardziej…

NA NOWO!

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach zakochana i zachwycona cała!
“Współżycie…” – szepnęłam z łagodnym i ciepłym uśmiechem.
“Mmhmm…” – wyszeptał Jezus równie i ciepło.
“Pamiętam jak jeszcze byliśmy na Łące, w altance wiszącej w powietrzu. Spytałeś mnie wtedy, czy chcę być z Tobą bliżej niż żona jest z mężem. Odpowiedziałam, że chcę, że pragnę, bardzo! I od tamtej pory robisz wszystko, żebym była coraz bliżej i bliżej i bliżej Ciebie, kochany. Pozwalasz mi Siebie odkrywać!”
Umiłowany mój Jezus uśmiechnął się do mnie z lubością…
“Ty odkrywasz Mnie, a JA ciebie odkrywam!”
“Ty mnie odkrywasz?!” – szepnęłam zdumiona.
“Mmhmm…” – wyszeptał Jezus z zachwytem.
“Ale przecież znasz mnie! Znałeś mnie od wieków! I znasz mnie, znasz lepiej niż ja samą siebie!”
“To prawda, Monisiu. Ale odkrywam cię co dzień jakby na nowo!”
“Nie rozumiem, kochany mój Jezu…” – szepnęłam nieśmiało.
“To prawda, że znam cię od wieków, prawda, że znam cię lepiej niż ty samą siebie. Ale słysząc twoje myśli i słowa, widząc twe czyny codziennie poznaję cię jakby na nowo. O, opowiadając Mi o sobie, pozwalasz Mi się poznawać. Rozumiesz, maleńka Moja?”-spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Jakby zaczynam rozumieć…”
Wtedy Jezus objął mnie całą i zaczął mnie Sobą ogarniać. Przenikać, wypełniać i przepełniać… I już przestało mnie obchodzić czy rozumiem, czy nie. Było mi to obojętne. Nic mnie nie obchodziło. Nic oprócz umiłowanego mojego, ślicznego Jezusa! Tylko On mnie obchodził! Tylko On!

WSPÓŁŻYCIE

Leżałam w objęciach Jezusa. Wtulona w Miłość…
“Mój kochany… mój kochany… A czy ja nie jestem dla Ciebie nudna?” – spytalam niepewnie.
Jezus spojrzał we mnie zdumiony!
“Nudna?! Skąd! I skąd Ci to przyszło do głowy, kochanie Moje?”
Zaśmiałam się perliscie!
“A! Różne głupotki przychodzą mi do głowy!”
“Wyrzuć więc je z niej szybciutko!” – uśmiechnął się do mnie cudownie.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały!
“Współżycie z tobą, maleńka jest Mi codziennie nowością, daje entuzjazm i wielką radość!” – wyszeptał z ogniem.
“Współżycie…?”
“A tak. Żyjemy przecież w sobie nawzajem. Ja w tobie, a ty we Mnie!”
“No tak. To prawda!”
“Jesteśmy ze sobą bliżej niż mąż i żona, Monisiu kochana!”
“Bliżej, mój Jezu…”
Zamyśliłam się. Milczałam chwilę, a potem szepnęłam:
“Ja bez Ciebie nie mogę żyć!”
“Ani JA bez ciebie!”-wyszeptał Jezus płonący cały.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem pocałował mnie w czoło. I patrzył we mnie jak w obrazek…

VICE VERSA

Leżałam w objęciach Jezusa. Tańcząca bardzo leżałam! Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki… Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego Jezusa! Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
“Jesteś niesamowita! I niemożliwa, Monisiu! Nawet nie wiesz ile radości Mi dajesz! Gdy słyszę twoje myśli i słowa, gdy widzę twoje czyny, raduje się SERCE Moje! Jesteś Moim szczęściem, moim skarbem! Tak! Moim skarbeczkiem jesteś!”
Mino, że nie miałam siły, uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
“Vice versa, mój kochany. Vice versa!” – szepnęło moje serce z lubością.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę. Potem przytulił policzek do mego policzka. Z SERCA Najdroższego wyszła Hostia i weszła do serca mego. Oba serca objęły się serdecznie, przytuliły się do siebie nawzajem i ucałowały. Trwaliśmy w cierpieniu i zmęczeniu. Ale też w miłości i intymności… Mój słodki Jezus i ja, Jego maleńka.

W PROMIENIACH JEZUSA

Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie rozpromieniony cały!
“A Ty Monisiu masz serce uśmiechnięte? Jak myślisz?”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie!
“Tak, myślę, że mam uśmiechnięte! Dzięki Tobie! Ciebie mam w sercu, mój Jezu kochany. I Ty się w nim uśmiechasz!”
Zaczęłam głaskać mojego ślicznego Jezusa po policzku… delikatnie i czule. Z miłością i uwielbieniem. Umiłowany mój promieniał bardzo! Coraz bardziej i bardziej!
“Jakiś Ty piękny, mój Jezu! Cudny! Najcudowniejszy! Jak bardzo promieniejesz! Niesamowicie!” – szepnęłam zachwycona cała.
“Tak promienieję w sercu twoim, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus słodko.
“Aż tak…?!”
“Aż tak!”
“Ale wiesz… mój słodki… Czasem jest mi się trudno uśmiechać. Kiedy wszystko boli, albo… wiesz. Ale staram uśmiechać się mimo cierpienia, smutków i kłopotów.”
“I taki uśmiech jest dla Mnie najcenniejszy!”
Mój śliczny Jezus promieniał coraz bardziej i bardziej… Odpoczywałam w Jego promieniach. A On ogarniał mnie nimi. Ogarniał mnie Swym blaskiem, Swymi promieniami. Aż wydawało mi się, że jestem Jego promieniem. Promieniem Jezusa!

DRUGIE IMIĘ

“Co mogę zrobić dla Ciebie, Jezu kochany?” – spytalam z miłością.
Jezus patrzył we mnie płonący cały i poruszony niezmiernie.
“Uśmiechnij się do Mnie, Monisiu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Z miłością i uwielbieniem! Uśmiechałam się do ślicznego mojego zachwycona! A Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie! Trwaliśmy tak we wzajemnym uśmiechu. Rozmyślałam…
“Wiesz mój Jezu… Tak sobie myślę, że obok Wiary, Nadziei i Miłości, uśmiech to Twoja czwarta, można powiedzieć, cnota. Jesteś cały uśmiechnięty! I obdarowałeś, obdarzyłeś nas, ludzi uśmiechem! Tylko ludzi! Żadne zwierzę nie może się uśmiechać. To cecha ludzi. I gdy uśmiechamy się do siebie nawzajem, jesteśmy do Ciebie podobni. Gdy człowiek ma uśmiech w sercu wtedy na świecie jest pokój. Gdy ma w sercu gniew, nienawiść wtedy jest wojna. Chcesz, pragniesz, żebyśmy się do siebie nawzajem uśmiechali, bo i Ty się nad nami uśmiechasz! Rozpromieniasz nad nami Oblicze Swoje! Czyli się uśmiechasz!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością!
“Uśmiech to Moje drugie Imię, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z czułością.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trwaliśmy w uśmiechu… Mój słodki Jezus i ja.

W SOBIE!

Leżałam w objęciach Jezusa. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam. W słodkiego mojego Jezusa!
“Odpocznij najmilsza. Zasłużyłaś!”
“Wiem, że zasłużyłam!” – zaśmiałam się radośnie z bezczelną ufnością. Jezus spojrzał we mnie zdumiony! Zaskoczony!
“No co?! Mówiłam Ci kochany, że mnie rozpuszczasz jak dziadowski bicz!”
Jezus zaśmiał się cudnie!
“Ale uparta jesteś, Monisiu! Robiłaś, robiłaś, aż zrobiłaś!”
“Bo Twoje życzenie, prośba jest dla mnie rozkazem!”
Jezus zapłonął! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie całował! Z ogniem! Całował całym Sobą! Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku… Całował słodko, z lubością i śmiało!
“Mówiłam, że mnie rozpusz…” – szepnęłam z ledwością.
Umiłowany przerwał na chwilę pocałunki i wyszeptał z ogniem:
“Rozpuszczam cię dziecię Moje! Rozpuszam cię moje maleństwo! Rozpuszczam cię w Sobie!”
I całował mnie dalej… Deszcz pocałunków!

WYPADA

“Skończyłaś obraz, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Dzięki Tobie skończyłam”-szepnęłam uśmiechając się do Jezusa radośnie.
“Piękny! Cudny obraz!”
“Dziękuję! A ja padnięta jestem…”
“Jak na padniętą żywotnie wyglądasz, maleńka!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
“Może i żywotnie, ale to był bardzo trudny obraz. Precyzyjny, misterny, koronkowy. Musiałam starać się bardzo. I jestem baaaaaardzo zmęczona…”
“Wiem, maleństwo Moje! Tylko tak się z tobą droczę!” – wyszeptał Jezus z czułością.
“Lubię gdy się ze mną droczysz, kochany mój Jezu! Mój tata też się ze mną droczy!
-Ale brzydki obraz! Okropny! – mówi. Ale jego głos i oczy mówią, że jest odwrotnie. Tak mówi, a ja się śmieję! Wesoło jest!”
“Mam prośbę, maleńka Moja!”
“Co tylko chcesz, kochany!”
Jak już trochę odpoczniesz umieść ten obraz na blogu.”
“Dobrze!”
“Mam jeszcze jedną prośbę!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Słucham mój Miły?”
Jezus przyłożył usta do mojego ucha i prośbę wyszeptał. Zdumiałam się baaardzo!!!
“Ale czy to dobry pomysł? Czy to wypada mi się tak chwalić?!!”
“To Ja się chwalę tobą, maleńka Moja! A Mnie wypada!”
“Dobrze. Dzisiaj to zrobię!”
Jezus uśmiechnął się do mnie poruszony. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…

W JEZUSIE

Jezus umiłowany mój wisiał na Krzyżu. Cierpiący był bardzo. Wisiał rozpostarty jak Sokół na Niebie. Otwarty dla wszystkich! Objęłam Go z czułością…
“Czekaj, kochany, pomogę Ci!” – szepnęłam z mocą. I objęłam mojego ślicznego jeszcze bardziej.
“Nawet nie poprosiłam cię o pomoc…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Wiem, że pragniesz mojej pomocy!”
“To prawda, pragnę! Kiedyś potrzebowałaś ogrodów, wodospadów, łąk, gór! Teraz wystarczę ci Ja sam!”
“Wystarczysz! Ty jesteś moim Ogrodem po którym przechadzam się i spaceruję. Jesteś Łąką, na której tańczę z radością! Ty jesteś Wodospadem Miłości, w którym się zanurzam… I jesteś Górą, na której skaczę jak łania!”
“Pięknie powiedziane, Monisiu kochana!”
“Ty mówisz przeze mnie!”
Jezus uśmiechnął się z dumą. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha i szczęśliwa szepnęłam:
“W Tobie żyję, poruszam się i jestem, jak mówi święty Paweł! I tylko dzięki Tobie moje życie ma sens!”
Jezus patrzył we mnie z lubością. Zanurzał mnie w Sobie jeszcze bardziej i bardziej…

ROZPUSZCZA MNIE

“A Ja cię nie zaniedbuję, maleńka?” – spytał Jezus z troską.
Leżałam w Jego objęciach otulona Miłością… Zanurzona w umiłowanego mojego.
“Zaniedbujesz?! Skąd!!! Oczywiście, że nie!” – szepnęłam z mocą.
Zaczęłam głaskać mojego ślicznego Jezusa po policzku…
“Nie zaniedbujesz mnie, kochany. Przeciwnie! Rozpieszczasz! Rozpieszczasz mnie Jezu kochany!”
Popatrzyłam Jezusowi w oczy głęboko i zaśmiałam się perliscie!”
“Rozpieszczasz mnie! Jeszcze trochę a będę rozpuszczona jak dziadowski bicz!”
Jezus spojrzał we mnie zdumiony! I zaczął się śmiać! Głośno! Radośnie! Perliscie! I ja śmiałam się razem z Nim! Śmialiśmy się długo. Gdy przestaliśmy, szepnęłam z czułością:
“Tak bardzo się cieszę, mój słodki, że mnie chcesz! Że chcesz, żebym była przy Tobie, przy SERCU Twoim! Że mnie kochasz, pragniesz i tulisz!”
“Jakże mogłoby być inaczej, maleńka?! To niemożliwe!”
“Od kiedy Cię poznałam, od kiedy mnie w Sobie zanurzyłeś nie wyobrażam sobie innego życia!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
“Ani Ja, Monisiu. Ani Ja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem.
“Karmisz mnie. Poisz… Naprawdę rozpuszczasz mnie jak…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Całował i całował… Całował czule, słodko, ogniście. I śmiało!

POWIE!

“Zaniedbuję Cię, kochany…” – szepnęłam głaszcząc Jezusa po policzku.
Jezus potrząsnął gwałtownie przecząco głową!
“Nie! Skąd! Nie zaniedbujesz Mnie, Monisiu! Wręcz przeciwnie!”
“Zaniedbuję Cię… Miałam pieścić SERCE Twoje. A…”
Umiłowany mój ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały!
“Pieścisz Moje SERCE! Pieścisz! Pieścisz JE swoim uśmiechem, szczęściem i radością. Entuzjazmem pieścisz! Malowaniem i pisaniem! Pieścisz JE cierpieniem znoszonym pokornie, pogodnie i godnie! Znoszeniem przeciwności. Pieścisz SERCE Moje, Monisiu. Nawet bardziej niż wcześniej!”-wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa… i nie wiedziałam co powiedzieć. On nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie rozpromieniony!
” To mówisz, że nie zaniedbuję Ciebie, Jezu?”
“Jasne, że nie! Czy Ja wyglądam na zaniedbanego?”
“Nooo… nie! Ale jakby coś to od razu mi mów!” – szepnęłam z mocą.
“Znasz Mnie i wiesz, że powiem, maleńka Moja!”
“Znam Cię i wiem, że będziesz cierpiał w milczeniu. Masz powiedzieć! Proszę…”
Jezus tak wyglądał jakby się poddał.
“Powiem!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie. A On patrzył we mnie jak w obrazek…

WIERZCH I GŁĘBIA

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo!
“A co u Ciebie, mój Jezu?” – spytalam z uśmiechem.
“A, dobrze! Pomalutku do przodu!”
“A konkretnie proszę!”
“Wewnątrz czy zewnątrz?”
“Myślałam, że Bóg jest Całością, Jednością, Pełnią!”
“Odkąd Bóg stał się Człowiekiem ma to co zewnętrzne i to co wewnętrzne, Monisiu!”-wyszeptał Jezus łagodnie.
Nie rozumiałam tego…
“Co u Ciebie, mój Jezu?” “- spytałam z błyskiem w oku.
“Jestem baaaaaardzo szczęśliwy i radosny widząc, że moje kochane dzieci chcą być ze Mną! Że Mnie kochają i pragną, że budują ze Mną relację miłości, bliskości i intymności. I smutno Mi kiedy upadają. Dobrze jeszcze gdy chcą powstawać. Cieszę się bardzo kiedy walczą ze słabościami, grzechami. Gorzej gdy upadną i nie chcą powstawać! Gdy trwają w grzechu… odchodzą ode Mnie!”
“Wiesz… tak sobie myślę, że poznają Ciebie tylko płytko, powierzchownie, z wierzchu. Gdyby chcieli poznać Ciebie głębiej to na pewno by od Ciebie nie odeszli…”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
“Sama widzisz, maleńka, że mam to co powierzchowne, wierzch i mam głębię!”
“Taaak!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i czułością. I uśmiechem… Jezus i ja.

PROMIENIUJE!

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem.
“Co u ciebie, Monisiu kochana? Jak żyjesz?” – spytał potem z cudnym uśmiechem i z troską zarazem.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego od ucha do ucha!
“A, dobrze! Pomalutku do przodu!”
“A konkretnie proszę!”
“Wewnątrz czy zewnątrz?”
Jezus zaśmiał się cudnie!
“I tak i tak!”
“Zewnątrz żyję z dnia na dzień. Staram się cieszyć każdym dniem, każdą chwilą. Moje życie może komuś wydać się monotonne i nudne, codziennie robię to samo. Maluję, piszę, czytam, oglądam… Dzień podobny do dnia. Ja cieszę się, że mogę malować i pisać. Coraz mi trudniej, kręgosłup coraz bardziej i bardziej daje znać o sobie, promieniuje do jelit, rąk i nóg. Ręce i nogi drętwieją, a jelita… Sam wiesz” – urwałam na moment i po chwili dodałam:
“A wewnątrz jestem bardzo szczęśliwa! Bo cała w Tobie zanurzona! Mam Ciebie i już na nic nie czekam. Nie! Czekam! Czekam na jedno! Aż mnie weźmiesz mój Jezu na rączki!”
“Już jesteś u Mnie na rączkach, maleńka Moja!” – Jezus promieniał cały uśmiechem.
“Wiesz o co mi chodzi, kochany!” – zaśmiałam się perliście.
“Wiem. Także na to czekam, Monisiu!”
“Ale widać, mam tu coś jeszcze dla Ciebie do zrobienia…”
“Baaaaaardzo wiele, Monisiu. Baaaaaardzo wiele!”
Trwaliśmy w uśmiechu, mój Jezus i ja. Rozmyślałam…
“Moje życie wewnętrzne jest bujne i bogate. To dobrze! Rozświetla, promieniuje na zewnątrz…”
“Jak kręgosłup na ręce, nogi i jelita!”-wyszeptał Jezus śmiejąc się perliscie.
Zaśmiałam się radośnie!
“Troszkę inaczej. Ale można i tak to ująć!”
Smialismy się oboje, Jezus i ja! Głośno, radośnie i perliscie…

JEZUS WIE!

Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
“Mój kochany! Mój słodki Jezu!” – szeptałam z miłością.
Umiłowany mój ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco.
“Jesteś dla Mnie wszystkim, Monisiu! Wszystkim! Bez ciebie byłoby Mi bardzo smutno i pusto. Byłbym samotny!”
“A Bóg wie co to smutek, pustka i samotność?” – spytałam.
“Bóg – Człowiek wie. Wie co to cierpienie, ból, smutek, odrzucenie i samotność…” – wyszeptał Jezus z zadumą.
“A wie co to szczęście, radość i uśmiech?”
Jezus ożywił się baaaaaardzo!
“Oczywiście, że wie! Dzięki takim duszom jak ty, kochana Moja! Ty jesteś Moim szczęściem, Moją radością i Moim uśmiechem! Ty jesteś miłością Moją!” – wyszeptał płonący i poruszony cały.
Potem położył Swą głowę na sercu moim, a ja głaskalam Jego włosy…
Umiłowany mój Jezus wie!

WIERZĘ!

“Nie wiedziałam, że ludziom aż tak bardzo się moje modlitwy wiernych podobają! Nawet jeden z moich duchowych Synów, który sam z siebie rzadko do mnie pisze, wczoraj napisał: “Piękne wezwania do modlitwy wiernych! Dzięęęęęki!!! 🙂 ” Ja muszę go zaczepić, jeśli chcę się dowiedzieć co u niego słychać. Widać naprawdę mu się podobają, skoro sam z siebie napisał. Rok temu też napisał, że piękne, i że koncelebrował Mszę św i jeden z księży, teolog, otworzył Oremusa i modlił się moimi modlitwami wiernych. Zresztą nie tylko jemu się podobają. I mojemu Synkowi Radkowi i Córeczce Karolince, i pani redaktor wydawnictwa… “-szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
“Skoro tak bardzo ludziom się twoje modlitwy wiernych podobają to pomyśl, maleńka, jak podobają się Mnie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
“Tego nie umiem sobie wyobrazić!”
“Całe Niebo się raduje! Nie posiada się z radości! A Aniołowie i święci uśmiechają się do siebie jeszcze bardziej!”
“Tego nie umiem sobie wyobrazić…”
“Musisz więc wierzyć Mi na słowo!”
“Wierzę!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem…

BEZ SŁÓW I MYŚLI…

“Czy chcesz Mi pomóc, Monisiu?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
“Jasne! Oczywiście, kochany!”
“O…” – zaczął Jezus.
Zanim jednak zaczął, ja objęłam umiłowanego mojego Jezusa z miłością i wtuliłam się w Niego bardzo, bardzo… Gdy tylko objęłam mojego Oblubieńca, cała pokryłam się Ranami…
“Nawet nie zacząłem mówić o co Mi chodzi, ty spełniłaś Moją prośbę! Kochana Moja…”
Jezus patrzył we mnie poruszony cały. W Jego oczach pojawiły się łzy…
“Rozumiemy się bez słów, mój Jezu!”
Jezus skinął głową twierdząco. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzył płonący… Ognisty. Naszło mnie wielkie pragnienie. Nie zdążyłam nawet o nim pomyśleć, a Jezus już je spełnił! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował! Słodko, ogniście i czule… I śmiało!
“Nie zdążyłam nawet pomyśleć… Kochany mój Jezu!”
“Rozumiemy się bez słów i myśli, maleńka! I Ja pragnę ciebie całować! Bez końca!”
I obsypywał mnie pocałunkami jak deszczem!!! Mój Jezus kochany!

PŁODZI

“Nie wiem skąd mi się to układanie bierze, mój Jezu kochany! Tak od razu, na poczekaniu… Jakby wzbiera we mnie… wzbiera. I muszę to z siebie wyrzucić. Jak morze falę na brzeg!” – szepnęłam z mocą. Jezus patrzył mi w oczy głęboko… Ogniście.
“To Ja w tobie płodzę, maleńka Moja! Ja w tobie płodzę!”
“Ty!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I dodałam:
“Niby dziecinne i proste. A jednocześnie głębokie.”
“Prawdziwe przede wszystkim!”-wyszeptał Jezus z ogniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem…
“Karmię się Tobą, piję z Ciebie. Jestem w Tobie zakorzeniona. Jak drzewo. Moje korzenie są głęboko w Tobie. Jeśli ktoś by chciał mnie od Ciebie oddzielić, musiałby mnie wyrwać z korzeniami. Albo ściąć!”
“Ale to niemożliwe!”
“Wiem. Jestem Twoja, tylko Twoja, cała Twoja!”
“A Ja w tobie plodzę, Monisiu.”
“Tak!”
Jezus patrzył we mnie z miłością i zachwytem wielkim…

LEKARSTWO NA SMUTKI

Uśmiechałam się do mojego ślicznego od ucha do ucha…
“Serce cię boli, a tak pięknie się do Mnie uśmiechasz…” – wyszeptał Jezus z niewysłowioną czułością.
“To, że serce mnie boli, nie znaczy, że nie mam się do Ciebie uśmiechać, kochany! Nie Twoja wina, że mnie serce boli”
“A czyja?”
“Niczyja!”
“Więc przestałaś już winić siebie? Cieszę się!”
“Dzięki Tobie, mój Jezu kochany!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Rozmyślałam… I nagle samo mi się ułożyło! Na poczekaniu!
“Mój ukochany, najdroższy Boże,
Któż tu na świecie Cię pojąć może.
Ciebie uwielbiam w moim cierpieniu,
Ciebie wysławiam w moim westchnieniu.
Tyś moim Królem, Tyś moim Panem!
Tyś mym jedynym umiłowanym!
Tyś mym Maleńkim, Tyś mym słodziutkim!
Tyś jest lekarstwem na moje smutki.
Ja w Twoim SERCU jestem schowana.
Twoja maleńka, umiłowana!

WYSTARCZY PRAGNIENIE…

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja…
“Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój?”- spytalam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
“Służysz Mi, maleńka. Służysz! I jesteś gotowa gdy tylko cię poproszę.”
“Tak! Jestem na zawołanie Twoje!”
“Na zawołanie!”
“Zawsze mogę na ciebie liczyć, Monisiu!”
Zamyśliłam się…
“Ty Jezu jesteś na każde moje zawołanie… Pan na zawołanie sługi… Król na zawołanie podwładnej. Bóg na zawołanie stworzonka… To niesamowite i niepojęte!”
“Ale tak jest, maleńka Moja.”
“Wiem! I nie trzeba Ciebie wołać, żebyś od razu był. Wystarczy szept i już jesteś. Wystarczy myśl… wystarczy pragnienie i jesteś!”
“Cały dla ciebie, kochana!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością! Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem wielkim…

CZUŁOŚCI…

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach, w Jego ramionach leżałam… Mój słodki Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały…
“Jestem z ciebie bardzo dumny, Monisiu! Bardzo dumny…” – wyszeptał z ogniem.
“Ty jesteś dumny, a ja zmęczona bardzo…” – szepnęłam z trudem.
“Tak. Odpocznij kochana Moja… Odpocznij!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa z trudem. On rozpromienił się ogromnie nade mną!
“Jesteś Moją radością, maleńka! Moją wieeeeelką radością! Jesteś Moim słoneczkiem… Moim Słońcem!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie z lubością.
“Moim Słońcem to Ty jesteś, mój Jezu kochany!”
“Ja twoim, a ty Moim!”
Leżałam bez sił. Umiłowany mój zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Całował, pieścił, tulił! Całym Sobą… Okazywał mi tak wiele czułości… Wciąż okazuje!

TYLKO KOCHAJ!

“Gdy wczoraj się dowiedziałam, ogarnął mnie wieeelki smutek. Zabolało serce… I teraz gdy sobie o tym przypominam też serce boli…”
“Taaak, maleńka. Wiem! Ale po tym co zrobił ciągle jest twoim Dzieckiem, prawda?”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Ze smutkiem. Mój umiłowany Jezus i ja.
“Jasne! Był moim Dzieckiem, jest i będzie! To pierwszy mój Syn duchowy. Od niego zaczęły się moje adopcje.”
“On był impulsem do wielkiego dobra, które robisz Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
“Jako duchowa mama jestem, czuję się odpowiedzialna… Nie będę oceniać, ale…”
Urwałam. Mój słodki Jezus patrzył mi w oczy głęboko…
“Sama powiedziałaś kiedyś, że Dzieci się nie wybiera tylko się je kocha.”
“Tak. I nadal tak twierdzę!”
“Nie oceniaj więc ani siebie, ani Dziecka. Tylko kochaj, Monisiu! Tylko kochaj!”
“Tak jest, mój Jezu!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości niewypowiedzianej. Mój umiłowany Jezus i ja.

Z SERCA!

“Tyle zachodu o nic! Tyle zachodu o 30 sekund!” – szepnęłam zdumiona.
“Dla Mnie to nie jest nic! Dla Mnie to COŚ!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
O czym rozmawialiśmy? O filmiku, który wczoraj umieściłam na blogu.
“Najpierw okazało się, że nagrałam w złym formacie. Musiałam ściągnąć dyktafon, który zapisuje głos w formacie mp3. Potem nie mogłam nagrać filmiku. Kombinowałam, kombinowałam, aż się udało. Potem nie mogłam umieścić filmiku na blogu. Niby był, a nie było go widać! Dopiero przez YouTube się udało! Ale wiesz mój Jezu? Czułam wewnętrzne przekonanie, wręcz przymus, że Ty chcesz, żebym go umieściła. Że go potrzebujesz!”
“To prawda, Monisiu. Potrzebuję ten filmik!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
“A po co?”
“Żeby pokazać twe serce, moc i miłość, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały. Patrzyłam w Niego onieśmielona i zawstydzona… A On mówił dalej:
“Chcę się tobą chwalić, kochana. Nie zabronisz Mi, prawda?”
“Jasne, że nie…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa nieśmiało.
“Każdy tata pragnie się chwalić swoim dzieciom. Tak i Ja pragnę!”
“Ale czym tu się chwalić…”
“Zapewniam cię maleńka Moja, że jest czym się chwalić! Jest czym!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie!
“Nie wiedziałam, że Ci się podobała mój śpiew. Bo ja tak niewyraźnie i napięta cała…”
“Z serca śpiewasz, Monisiu!”
“To prawda!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…

ŚPIEWAŁAM…

“Jakaś Ty piękna, Monisiu! Coraz piękniejsza!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i zachwytu.
Zaśmiałam się perliscie! Uszczęśliwiona cała!
“Powtarzasz się, kochany mój Jezu!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno!
“Uwielbiam się powtarzać, maleńka! Uwielbiam!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Patrzyłam…
“Jakiś Ty piękny, mój Jezu! Coraz piękniejszy!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
“Ty też się powtarzasz, Monisiu!”
“Jak Ty to i ja! Uwielbiam się powtarzać, kochany mój! Uwielbiam!”
Jezus mój śliczny zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i błogo… I śmiało! Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem.
A ja Mu śpiewałam:

JAK BARDZO..,

“Zanurzyłeś kochany mój Jezu mnie w Sobie, w Swych Ranach… A mam poczucie, że robisz wszystko, żeby bolało mnie coraz mniej. Najpierw tabletki na rozluźnienie mięśni, teraz pani dietetyk, jej dieta i tabletki od bólu jelit. Boli mnie coraz mniej!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Z łagodnym uśmiechem miłości.
“Bo widzisz, maleńka Moja… W zbawieniu wcale cierpienie nie jest na pierwszy m miejscu. Ale miłość! Miłość jest przyczyną wszystkiego! Nie poszedłem na Krzyż dlatego, że chciałem cierpieć, ale dlatego, że kochałem. Kochałem, kocham i będę kochać! Pierwsza jest miłość i pragnienie spełnienia Woli TATY. Cierpienie stało się drogą, ale nie przyczyną. Przyczyną jest miłość! Sama mówiłaś, że patrząc na Krzyż, najpierw widzisz Moją miłość, a potem cierpienie.”
“A, teraz rozumiem. Jak Ty umiesz mi wszystko wytłumaczyć! Dziękuję, mój słodki!”
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
“Miłość jest przyczyną wszystkiego. Jeżeli kochasz Mnie ponad wszystko inne, jesteś gotowa zrobić dla Mnie wszystko! Nawet cierpieć. Zobacz na świętych. Oni z miłości byli gotowi poświęcić Mi wszystko. Nawet swoje życie!”
“Tak, kochany. Już rozumiem!” – szepnęłam z mocą i uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Rozmyślałam…
“Bóg jest Miłością. Z Niego, z Miłości powstał świat, zwierzęta, rośliny. Takie piękne, oryginalne i fikuśne! Z Miłości powstał człowiek. I ja, taka maleńka powstałam z Miłości! Jak bardzo mnie kocha i pragnie mój Bóg, że mnie stworzył! Jak bardzo mnie kocha, że stał się Człowiekiem, umarł za mnie i dla mnie zmartwychwsta!!! Stał się Darem. Podarunkiem dla mnie i dla każdego człowieka! Jak bardzo kocha nas nasz Bóg!”
Tak rozmyślałam. A Jezus patrzył we mnie z lubością…

DZIĘKUJĘ!

“Jak mi TU u Ciebie dobrze, mój Jezu! Jak dobrze!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Nie wiadomo było gdzie się kończył On a zaczynałam ja. Nie było już mnie i Jego… Byliśmy Jedno. Rany Jezusa były na mnie i we mnie. Jego Krew też. Byłam cała w Ranach i Krwi mojego ślicznego!
“Jesteś cała w Ranach i Krwi Mojej, a twierdzisz, że ci dobrze?!” – wyszeptał Jezus ze wzruszeniem i zdumieniem.
“Bardzo! Ogromnie! Najlepiej! Niezmiernie dobrze!”
“Nie spotkałem jeszcze takiego Mojego dziecka…”
“Spotkałeś, spotkałeś, najmilszy! Wiele dzieci Twoich!” – szepnęłam uśmiechając się do delikatnie.
“Pomagasz Mi dźwigać Mój Krzyż! Pomagasz Mi bardzo, maleńka Moja!”
“To dla mnie zaszczyt i honor wielki! Dziękuję Ci Jezu mój słodki!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. Poruszony i wzruszony cały!
“To Ja ci dziękuję, Monisiu! To Ja ci dziękuję!” – wyszeptał z ogniem.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com