JEZU, UFAM TOBIE!!!

Anioł Śmierci

     Pewnego dnia Anioł Śmierci zapukał do drzwi domu pewnego człowieka.

     -Wejdź i rozgość się – powiedział mężczyzna. – Czekałem na ciebie.

     -Nie przybyłem tu na pogawędki – powiedział Anioł – ale żeby zabrać twoje życie.

     -A cóż innego mógłbyś mi zabrać?

     -Nie wiem. Ale wszyscy, kiedy przychodzę, chcieliby, żebym wziął cokolwiek, byle  nie ich życie. Gdybyś wiedział, jakie mi czyniono propozycje!

     -Ale ja niczego dać ci nie mogę. Radości, jakie mi ofiarowano, przeżyłem.Zmartwienia rzuciłem na wiatr. Problemy, wątpliwości, niepokoje spaliłem za  sobą, by móc się ogrzać przy ogniu nadziei. Dóbr doczesnych wyrzekłem się.Uśmiech podarowałem tym, co mnie o niego prosili; serce – tym, których kochałem i którzy mnie kochali. Swoją duszę powierzyłem Bogu.

     Zabierz więc moje życie, bo nie mam nic innego do ofiarowania.

     Wtedy Anioł Śmierci uniósł tego człowieka w ramionach i stwierdził, że jest lekki jak piórko, a Pan otworzył na oścież bramy Raju, bo przez nie miał wejść święty…

Pier D’Aubrigy

Żeby  każdy  z nas  mógł  tak powiedzieć  gdy  przyjdzie czas…

PANI IRENKA

Dziś zmarła malarka Irena Bierwiaczonek – nauczycielka wielu lubuskich artystów

(hak)

-Nauczyła nas kochać malarstwo. Najpierw próbowała poznać artystę od środka, a dopiero później wydobyć jakąś z niego prawdę – wspomina Przemysław Gapiński, prezes  zielonogórskiego oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków.

Irena  Bierwiaczonek urodziła się w Przemyślu. Przez 23 lata mieszkała na Śląsku. Była absolwentką wydziału grafiki w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Do Zielonej Góry przyjechała w 1974 r. Była pedagogiem w tutejszym Liceum Plastycznym.

Malowała m.in. portrety. Jej dziełem jest poczet piastowskich książąt Śląska Lubuskiego w Muzeum Ziemi Lubuskiej, zamówiony przez dyrektora instytucji Andrzeja Toczewskiego. 24 portrety historycznych postaci powstały na podstawie epitafiów, pieczęci, płyt nagrobnych, opisów z kronik, do których udało się dotrzeć artystce i wspomagającemu ją w poszukiwaniach Dariuszowi Wieczorkowi.

Irena Biewiaczonek przez wiele lat pracowała w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Zielonej Górze. – Wszyscy u niej zaczynaliśmy. Była naszą wychowawczynią i mentorem w Plastyku. Nauczyła nas kochać malarstwo – wspomina  Przemysław Gapiński, prezes zielonogórskiego oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków. – Posiadała umiejętność bycia pedagogiem. Zawsze powtarzam, że gdyby wykłada rzeźbę, to byłbym dziś rzeźbiarzem. Taką była postacią. Po części matka, po części pedagog. Najpierw próbowała poznać artystę od środka, a dopiero później wydobyć jakąś z niego prawdę.

                                                                                 /gazeta  lubuska/

Dwa  dni temu to o  Niej pisałam … W   liceum plastycznym  uczyła  mnie malarstwa. To dzięki Niej umiem   to co umiem. Była  cudownym Człowiekiem…  Trudno  mi jest pisać … Była  dla mnie  Kimś bardzo  bliskim .

Była… .  Dla  mnie ona  JEST…               

BOKSER – ka ;))

Od   dłuższego   czasu (kilku  lat) kiedy  malowałam zaczynały  boleć  mnie zęby. ( Wiecie,  że  maluję  trzymając  pędzel  w zębach) . Z   początku   jakoś to  wytrzymywałam. Malowałam   mniej,  robiłam   przerwy….

Jednak   ostatnio   ból się  nasilił   do  tego  stopnia,  że nie  byłam   w stanie  wcale ani   pisać  ani  malować.  Kiedy   zaczynałam , zaczynało  bardzo  boleć… Bolała   mnie cała   szczęka… wydawało  mi  się   że  wszystkie  nerwy  wyszły  na  wierzch…

Poszliśmy  do   dentysty – dentystka  powiedziała,  że  mam   bardzo  starte zęby,  rzeczywiście  nerwy były  na   wierzchu… Powiedziała ,  że  ona  nie widzi  innego  wyjścia jak   zęby    polakierować.  Powiedziała też  ,że  nie  wie  czy   to  coś  mi  pomoże bo kiedy  będę  malować  lub  pisać    lakier  szybko  się  zetrze.

Postanowiłam spróbować.  Pani   dentystka  polakierowała  moje  perełki . Zwracała  się  do mnie  „pacjentka’’ .   Niech  pacjentka otworzy   buzię…taaak….  Niech pacjentka  tak   trzyma.. ( Bardziej  mnie to  bawiło  niż denerwowało).  ‘’Niech  się zwraca  do   mnie jak   chce – żeby   tylko  pomogła’’ – pomyślałam.

Kilka  dni   miałam   trochę  spokoju.   Jednak po  kilku  ‘’malowaniach’’  znowu się  zaczęło… Znowu  dentystka, lakierowanie, starcie …….ból…dentystka,  lakierowanie………..i   tak w  kółko.

Za  którymś     razem  zrezygnowałam……

Byłam   bliska  załamania… nigdy  nie myślałam,  że   mogę  przestać   malować… Teraz   wszystko  wskazywało   na  to , że  tak  może  się stać…  Malowanie   sprawiało mi  radość… Dzięki   niemu moje  życie  miało  sens …. Było  moją  pasją ……. I teraz  miałabym  to wszystko  stracić ?!  Jakoś nie   mogłam  sobie tego    wyobrazić….

Napisałam   maila   do  mojej  nauczycielki   z liceum   plastycznego (zaprzyjaźniłyśmy   się  jeszcze w  ‘’ plastyku’’ – jest  nie  tylko wspaniałą  nauczycielką  i artystką,   ale  przede  wszystkim   bardzo   dobrym człowiekiem.  Utrzymujemy  ze  sobą  kontakt mailowy).  Opisałam  jej swój   problem  i  stwierdziłam ,  że   wieszczę  szybki  koniec   mojej  malarskiej  ‘’ kariery’’.

Odpisała  mi,   że ona  sobie  tego   nie  wyobraża . nie  może się  z   tym pogodzić,  żebym   nie mogła  malować.  ‘’  To   niemożliwe  aby  w  XXI wieku  nie    można   było  rozwiązać  twojego  problemu’’ –    pisała.

Podała  mi  adres znajomej  dentystki – ‘’ ona  na pewno  coś  wymyśli.

Pani   dentystka   najpierw  kazała  mi   zrobić panoramę   szczęki  ( zdjęcie  rtg ).  Wykazało   ono bardzo   duże  ubytki  szkliwa.

Potem   zrobiła  odlew szczęki  z   jakiejś szybkoschnącej   masy. Odlew   ten miał   posłużyć  do zrobienia   nakładek   ochronnych na  moje  zęby. Pani  powiedziała,   że spastycy –  tacy  jak ja   powinni   zakładać  je  do   snu  ponieważ  wtedy  bardzo  zgrzytają   zębami.

Za  kilka  dni  nakładki  były  gotowe. Trochę   martwiłam  się,   że będzie   mi  się trudniej   w  nich  malować …

  Niepotrzebnie.

   ŚWIETNE !!!

Odkąd   zaczęłam   je  nakładać   do   malowania   zęby  przestały mnie   boleć.  Muszę   przyznać, że   to  dziwne uczucie    kiedy  nagle    przestaje  boleć     co  do  tej   pory  bardzo  bolało.

Wstąpiła  we  mnie  radość,    że  znowu  mogę  malować !  Z   tymi  nakładkami  wyglądam trochę   jak   bokser ( oni  do  walki nakładają   podobne). Nie  ważne !  Najważniejsze  jest   dla mnie  to,  że  mogę   malować.  Bez  bólu.

Mam   nadzieję ,  że  moja   ‘’kariera’’  malarska jeszcze  trochę   potrwa.

Kilka  dni  temu zaczęlam   rozmalowywać   nowy  obraz  olejny.

Szkic   już    jest.                                  

                                     

 

ZAGADKA ;-))

Podczas samochodowej podróży w której uczestniczyli ojciec z synem nastąpił wypadek. Ojciec zmarł na miejscu, syna w ciężkim stanie przewieziono do szpitala w którym musiał być natychmiast operowany. Na salę operacyjną wchodzi chirurg i woła:

     – O Boże,przecież to mój syn!

Pytanie: Kim był chirurg dla pacjenta?



MOJA WALKA

Myliłby  się   ten kto by myślał,  że   skoro pogodziłam    się   z chorobą,   nie  będę  robić  nic ,  że  się    poddam.

   „ Jaką   mnie  Panie   Boże  stworzyłeś, taką  mnie   masz ‘’.

   NIE ! 

Bardzo się   staram,  żeby moje   życie   było  choć   trochę    zbliżone  do  życia   ludzi zdrowych ,  choć  trochę zbliżone   do  ‘’normalności.   Jednak jest  to   bardzo  trudne.  Codziennie   muszę pokonywać   własną   niemoc. Muszę   walczyć .  Walczyć sama  ze  sobą , z   bólem , z  napięciem  spastycznym,  z   niesprawnością.  Walczę co dzień ,   można   powiedzieć , że  pokonuję  samą   siebie.

Człowiek  zdrowy   pewne   rzeczy ,  czynności  wykonuje automatycznie . Może  nawet  nie   zdaje    sobie sprawy, że   je  robi , wydaje mu  się   to naturalne.

Dla  mnie  wykonanie prostej   nawet  bamalnej  rzeczy  jest bardzo  trudne.  Takie  na  przykład   czytanie książki… niby  nic    takiego, ale  ile  ja  muszę   się namęczyć , żeby   przewrócić   kartkę…… to trwa  czasem  długo. Bardzo  mnie  to  denerwuje,    tym  bardziej jeśli   bardzo   chcę wiedzieć  co  jest dalej   napisane.

Walczę,  ale  nie  zamierzam  się   poddawać . Będę   walczyć  do końca .                                                                     

JAN PAWEŁ; II – PAPIEŻ WOLNOŚCI

Dzień Papieski

Dzień Papieski obchodzony jest od 2001 r., zawsze w niedzielę poprzedzającą rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową.Obchody te przebiegają w czterech wymiarach: intelektualnym, duchowym,artystycznym i charytatywnym.

Wymiar intelektualny

W całej Polsce organizowanych jest kilkadziesiąt seminariów naukowych i paneli dyskusyjnych, których tematem jest nauczanie Jana Pawła II.Mają one na celu przybliżyć wiernym treści nauczania Ojca Świętego i poszerzać wiedzę o Jego pontyfikacie.

Wymiar duchowy

Dzień Papieski jest przede wszystkim dniem duchowej łączności z Ojcem Świętym i modlitwy w Jego intencji. We wszystkich parafiach całej Polski w niedzielę poprzedzającą Dzień Papieski odczytywany jest list pasterski Konferencji Episkopatu Polski. Odprawiane są msze święte w Jego intencji, podczas których głoszone są homilie i katechezy poświęcone nauczaniu Jana Pawła II. W wielu parafiach odbywają liczne nabożeństwa oraz nocne czuwania połączone z medytacją nad papieskimi tekstami. Wieczorem o określonej godzinie we wszystkich diecezjach w kraju odbywają się uroczyste Apele modlitewne w łączności z Ojcem Świętym.

Wymiar artystyczny

W wigilię Dnia Papieskiego na Zamku Królewskim w Warszawie Fundacja wręcza jedne z najbardziej prestiżowych nagród w Kościele katolickim -nagrody TOTUS. Dniowi Papieskiemu towarzyszy także 30 innych dużych wydarzeń artystycznych, zarówno o zasięgu lokalnym, jak i ogólnopolskim. Zwieńczeniem jest Koncert Papieski na Placu Zamkowym w Warszawie. Dzień Papieski wykracza też poza granice Polski. Do obchodów włączają się polskie parafie i Polonia m.in. z Australii, Stanów Zjednoczonych, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Kazachstanu.

Wymiar charytatywny

Odpowiedzią na wezwanie Ojca Świętego do solidarności z ubogimi jest organizowana tego Dnia publiczna zbiórka pieniędzy pod hasłem„Dzielmy się miłością”, w której corocznie udział bierze blisko 100 tys.wolontariuszy: ministrantów, harcerzy, młodzieży i dorosłych z różnych środowisk wchodzących w skład Ogólnopolskiego Komitetu Organizacyjnego Dnia Papieskiego. Zebrane w ten sposób środki przeznaczone są na fundusz stypendialny Fundacji, która przyznaje stypendia najbardziej uzdolnionym gimnazjalistom i licealistom, pochodzącym z wiosek i małych miast. W ten sposób, każdy może włączyć się w budowę „żywego pomnika” Janowi Pawłowi II.

/Sz.Ch./

design byCoyote 2009

” JAK CIOCIA ”

Któregoś    dnia  przyszła  do      mnie   bratowa   i   mówi –   Chodź   coś   zobaczysz  ‘’ ciociu   Moniś ‘’ –   i   chwyta  za  mój   wózek . Pomyślałam,    że   na pewno    chodzi   o     Łajka  ( mój   2 letni   bratanek  ) bo  tylko   on   tak   o  mnie    mówi. 

 ‘’ Ciekawe  co   znowu  ten brzdąc  wymyślił ‘’-  pomyślałam.    

Bratowa   przypchała   wózek –  a   na  nim   mnie   do   pokoju   gdzie  Łajek   siedział  przy   stole  bardzo  pochylony.

-Patrz,  rośnie  ci   konkurencja     śmieje  się   bratowa .

Patrzę ,  a   Łaj  trzyma    w  buzi   kredkę    i    próbuje   coś   rysaować !

Łajek   a  co   ty  robisz?!    pytam   zdziwiona    i    rozbawiona.

  Łaj   jisiuje   tak   jak  ciocia     mówi   dumnie     chłopczyk    Patrz  ciociu  Moniś ,    Łaj  ume.

  Widzę ,  że   ‘’Łaj    umie ‘’  – śmieję   się  – bardzo  ładnie,   tylko  dlaczego  buzią ?

  Łaj  chce   jak    ciocia – przekonuje  brzdąc

  Ale  Łajku,  ciocia  maluje  buzią    bo  ma  chore   rączki. Chciałabym  rysować  rączkami  jak  Łajek  ale  nie   mogę. – tłumaczę  spokojnie.

– Czego?-  Dopytuje  Łaj.

Tu  właczyła  się   bratowa   i   obie   zaczęłyśmy   tłumaczyć   malcowi   wszystko   od  pocżątku .  Czyli ,że   ciocia  ma  chore    rączki   i   dlatego   pisze   i   maluje   buzią ,  że  bardzo  by  chciała    pisać   rękami ,  ale  nie  może.  Mówiłyśmy   też ,  że  Łaj   ma   zdrowe   rączki  i  nie   musi   malować  buzią.

Po   chwili  Łajek    widocznie  został   przekonany  – wyjął   kredkę  z   buzi   i  zaczął  rysować   ręką.

Kilka   dni   źniej   rozwiązywałam    krzyżówkę  (ustami )   a  Łaj  siedział   koło    mnie  i  coś  pisał .  Na   początku   rączką   a   po  chwili     popatrzył   na   mnie.   Uśmiechnął   się   do   mnie   porozumiewawczo,   wziął   długopis   do    buzi   i  zaczął  pisać     tak  jak   ja…                                         

                                                                             

 

 

 

 

”Staruszka szura, ludziom spać nie daje”

   

Sad grodzki w Radomiu wymierzył 91-letniej paniBrygidzie karę nagany za zakłócanie ciszy nocnej. Sąsiad mieszkajacy pietroniżej poskarżył się policji, że staruszka, idąc w nocy do toalety, szurabalkonikiem lub krzesłem, na którym się wspiera. Jeśli się nie poprawi, karabędzie ostrzejsza

Szuranie, które spać nie daje sąsiadowi, tocharakterystyczny dźwięk mebla przesuwanego po podłodze. Słychać je zresztątakże w dzień, wtedy, gdy staruszka porusza się po mieszkaniu. Kobieta matrudności z chodzeniem, wiec idąc, wspiera się na krześle lub specjalnymbalkoniku. – Jest to uciążliwe, nie ma co ukrywać – wzdycha jedna z sąsiadek.

Blok przy ul. Mickiewicza w Radomiu, w którym mieszka pani Brygida, to typowaśródmiejska zabudowa z lat 50.: cienkie ściany i stropy, słychać każde słowowypowiedziane za ścianą. Mieszkają tu obok siebie znających się od lat starsiludzie. Z jednym wyjątkiem: piętro niżej niż staruszka mieszka młody prawnik.To on złożył skargę na policję. Twierdzi, że mieszkająca nad nim sąsiadkahałasuje i uniemożliwia mu nocny odpoczynek.

Według relacji innych sąsiadów,mężczyzna próbował najpierw zwrócić uwagę starszej kobiecie. Pewnej nocy, gdy zmieszkania nad nim znów dobiegalo szuranie, zadzwonił i poprosił, aby przestałahałasować. Staruszka miała odpowiedzieć, że nie wie, o co chodzi i odłożyłasłuchawkę. Czy rzeczywiście tak było, trudno powiedzieć, ale wiadomo, że paniBrygida bardzo słabo słyszy.

Po skardze na zakłócanie ciszy nocnej złożonej przez mężczyznę na policję,sąsiadów przesłuchano. Staruszki, mimo dwukrotnych prób, jak wynika zpolicyjnej notki, przesłuchać się nie udało. Nie wpuściła funkcjonariuszy domieszkania.

Relacje sąsiadów – świadków były różne: jedni twierdzili, że staruszka celowohałasuje. Inni byli zdania, że po prostu w ten sposób się porusza. Choć wszyscychcieli, żeby hałasy po prostu się skończyły, to nikt nie domagał się ukarania91-latki przez sąd. Znów z wyjątkiem młodego prawnika, ten zażądał ściganiasprawczyni wykroczenia.

Tak staruszka stała się obwiniona o to, że “od grudnia 2008 do kwietnia2009, o różnych porach dnia i nocy głośnym zachowaniem zakłócała spokój ispoczynek nocny”. Policja skierowała sprawę do wydziału grodzkiego SąduRejonowego w Radomiu. Ten rozpatrzył ją w trybie nakazowym (bez udziałuobwinionej) i uznał, że 91-latka jest winna. I wymierzył jej karę nagany.Staruszka o werdykcie dowiedziała się z pisma, które nadeszło pocztą.

– To jakieś kuriozum. Wychodzi na to, że starszemu człowiekowi odmawia sięprawa korzystania z toalety w nocy. Przecież babcia nie hałasuje celowo. Chybamożna zrozumieć, że to starsza osoba, która ma kłopoty z poruszaniem się. Stądkonieczność wspierania się na balkoniku czy krześle. Babcia ma 91 lat, ale mimowieku chce sobie radzić sama, chce być niezależna od innych. Tłumaczyliśmy towszystko sąsiadom, bezskutecznie – mówi pan Jakub, wnuczek staruszki.

Sąsiedzi: – My też mamy swoje lata i od życia oczekujemy spokoju. Nie chcemyzatargów sąsiedzkich, tylko żeby to szuranie ustało.

Rodzina staruszki: – Krzesła i balkonik podkleiliśmy filcem. Nie możemy położyćwykładziny dywanowej, bo uniemożliwi babci poruszanie się po domu. Dywaniki sąniebezpieczne, łatwo można się na nich poślizgnąć i przewrócić. Co jeszczemożemy zrobić?

Wynajęty przez rodzinę kobiety pełnomocnik wniósł sprzeciw do nakazu, cooznacza, że wymierzona kara nagany straciła moc, a sprawa dotycząca zakłócaniaciszy nocnej trafi do sądu w zwykłym trybie. 91-latka zostanie wezwana tam wcharakterze oskarżonej. Termin pierwszej rozprawy wyznaczono na 1 października.

malgorzata.rusek@radom.agora.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza Radom

<script type=”text/javascript”> var ra_dxx = 48201; var ra_artxx = 7068864; var ra_rating = 4; var ra_rating_half = ‘true’;</script><script type=”text/javascript” src=”http://miasta.gazeta.pl/info/rateAjax.js”> </script>————————————————————-

Czytając ten artykuł pomyślałam, że ta starsza pani została ukarana za to , że jeszcze  żyje i chce być samodzielna… Jestem  zbulwersowana !!!

BLOG

Zaczynając  pisać   ten   blog, zaczynając   w ogóle  go tworzyć,   byłam    pełna zapału   i   energii.  Potem ,  gdy  zobaczyłam jak   trudno  mi  to   wszystko    wychodzi   mój zapał  ostygł.  Posty pisałam   ( i  piszę ) powoli ,  nie   nadążałam  odpowiadać  na   komentarze . Ludzie,  którzy  komentowali,  mojego  bloga,   niecierpliwili   się,  a   nawet  obrażali. Było   ich  coraz   mniej… A   ja  po   prostu   nie  dawałam   rady.  Kilka  razy  myślałam,   żeby go  (blog )  skasować.

Tak   było  do momentu   kiedy   ‘’wzięłam  sobie   na   luz ‘’. Pomyślałam ,   że   przecież  piszę   go   przede  wszystkim   dla    siebie..

Pisanie   bloga   ma  swoje   plusy.  

Dzięki  niemu   mam  szansę   się   „wypowiedzieć’’.   Zwykle  mało  mówię ,  nie z  powodu  , żebym  nie   lubiła   mówić . Lubię.

Jednak  z   powodu trudności  jakie  mam z  mówieniem (  deprymuje  mnie  to ) , wolę   milczeć.

Tu  mogę   wyrazić  swoje   zdanie.

Pisanie   bloga  pomogło   mi    się    otworzyć.  Otwarcie    piszę    o  sobie ,  swojej  chorobie.   O   tym    co  czuję   i   w   co   wierzę.. Uważam,  że   nie  mam   czego   ukrywać   ani   wstydzić.  Nigdy  nie   byłam     ‘’zamknięta ‘’,  ale teraz  otworzyłam  się   jeszcze   bardziej  ( nie wiem  czy   nie   za    bardzo ).

W    domu  nikt   nie   wie ,  że   piszę   bloga .   To   taka   moja    tajemnica.  Uważam  , że    każdy  ma  prawo  do   tajemnicy.  Ja   też .  Nie  mam   ich   za  dużo  ( właściwie   tylko       jedną).  Swoją drogą   dziwi   mnie, że   tak   długo  udało  mi   się utrzymać , to,   że   piszę  w   tajemnicy                                                                                 

 Ile  myśli   o   tym  zwykłym   i    prostym  blogu…………..       

                                                              

” Dziękuję że jestes Nienormalny”

Panie Jezu mówią o Tobie że jesteś:
Kochający i Miłosierny
Potężny i Wszechmogący
I to prawda ale ja chcę Ci przede wszystkim podziękować za to że jesteś Nienormalny bo:
gdy  Cię proszę o siłę i odwagę by mówić o Tobie innym
Ty mnie obdarzasz niemocą bym nie popadając w pychę świadczyła o Tobie życiem
gdy Ci dziękuję za wiarę silną wytrwałą i czystą
jednym upadkiem mi pokazujesz jak bardzo jest słaba nietrwała i brudna
gdy staje się bardziej wiarą w człowieka, niż w jego Stwórcę
gdy Cię przepraszam za brak miłości do ludzi
stawiasz przede mną człowieka bym mu dała Twoją Miłość
nie prosiłam o niepełnosprawność – jestem niepełnosprawna
wybrałeś słabego człowieka, by pokazać Swoją moc przez niego
uczyniłeś Swoją świątynią niedoskonałe ciało prosząc przez to
bym Cię wreszcie przestała ograniczać
posługujesz się niepełnosprawnością by mnie co dzień zaskakiwać tym
czego dokonujesz we mnie.
Dałeś mi wolność i w tej wolności pozwoliłeś mi stracić wiarę
pozwoliłeś mi:
żyć w kłamstwie
wbijać gwoździe
bluźnić
opluwać
i odejść
po to bym mogła teraz:
karmić się prawdą
wisieć z Tobą na krzyżu
błogosławić Cię
chwalić
i wrócić po nową wiarę
nie tą łatwą i o oczywistą
ale tą zdobytą przez trudną niewiarę
jeszcze raz Ci dziękuję że będąc tak Nienormalny nie pozwoliłeś
się zamknąć w ludzkim psychiatryku i że:
dałeś mi niesprawność bym nie została kaleką
dopuściłeś niewiarę bym odnalazła wiarę
nie spełniasz tego o co proszę ale to o co nigdy nie prosiłam
choć nie wszystko pojmuję mam więcej niż mogę pojąć
tam gdzie ja nic nie widzę Ty zapalasz Swoje światło
tam gdzie kończą się moje możliwości Ty otwierasz swoje horyzonty
mimo iż jesteś większy niż ja kochasz piękniej niż ja widzisz głębiej
niż ja i wiesz o mnie więcej niż ja
to Jesteś ze mną przychodzisz do mnie i dla mnie:
schowałeś się w opłatku chleba
bym nigdy nie była sama
trwałeś mimo bólu i trwogi w ogrójcu przyjmując wolę Ojca
by mnie nauczyć pokory
nie zszedłeś z krzyża – umarłeś na nim
bym była wytrwała w cierpieniu
posłużyłeś się kapłanem
bym nie musiała chodzić do nieba po rozgrzeszenie
(wygrał człowiek z aniołem bo gdybyś tego drugiego w konfesjonale posadził do
spowiedzi byśmy nie chodzili bo by nikt nie rozumiał anielskiego pouczenia)
przez Zmartwychwstanie pokonałeś szatana i śmierć
by nadać mojemu życiu sens i wlać w serce nadzieję na Wieczność
i jeśli ktoś nie wierzy albo wierzy tylko trochę czy pół na pół lub na trzy-czwarte
to słusznie stwierdzi że zwariowałam,
ale to wszystko dlatego że On pierwszy zwariował
z Miłości do ludzi
do Ciebie i do mnie

Karolina
—————————————————————————-
Znalazłam tę modlitwę Karoliny dziś na portalu ADONAI.
Zdziwiłam się, że ktoś myśli podobnie jak ja…… Dziękuję Ci Karolino :).

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com