Rozważanie świętej Agonii autorstwa O. Pio

    Duchu Święty, oświeć mój umysł i rozpłomień me serce w rozważaniu Męki Jezusowej. Pomóż mi przeniknąć to misterium miłości i cierpienia mojego Boga, który, stawszy się człowiekiem, cierpi, kona, umiera dla mnie.Wieczysty, nieśmiertelny, zniża się by poddać się niesłychanemu męczeństwu, okropnej śmierci na krzyżu, pośród zniewag, drwin i bluźnierstw, pragnąc ocalić swoje stworzenie, które obraziło Go i które tarza się w błocie grzechu. Człowiek lubuje się w grzechu, a Bóg, z powodu grzechu, jest smutny aż do śmierci. Męki okrutnego konania sprawiają, że zrasza Go krwawy pot… Pod koniec swego ziemskiego żywota, oddawszy się nam całkowicie w Sakramencie swojej Miłości idzie Pan do Ogrodu Oliwnego, znanego uczniom, również i Judaszowi. Po drodze poucza ich i przygotowuje do swojej rychłej Męki. Zachęca ich, aby z miłości do Niego znosili kalumnie, prześladowania aż do śmierci, chce przemienić ich na swoje podobieństwo, swój Boski wzór. W chwili wkroczenia w gorzką Mękę nie myśli o sobie, lecz o tobie… W ogrodzie Mistrz oddala się od uczniów, w towarzystwie tylko trzech świadków swojej Agonii: Piotra, Jakuba i Jana. Czy, widziawszy Go przemienionego na górze Tabor, potrafią rozpoznać Człowieka – Boga w tej istocie przygniecionej śmiertelną trwogą? Wchodząc do ogrodu polecił im:“Zostańcie tutaj! Czuwajcie i módlcie się, byście nie ulegli pokusie”.

     Czuwajcie, gdyż nieprzyjaciel nie śpi. Zawczasu uzbrójcie się w oręż modlitwy, abyście nie zostali zaskoczeni i wciągnięci w grzech.Oto godzina mroków. Oddaliwszy ich odchodzi na rzut kamieniem i kładzie się twarzą ku ziemi. Jego dusza tonie w morzu goryczy i nieprzeniknionego smutku. Zrobiło się późno. Złowieszcze cienie przemykają w bladą noc. Księżyc wydaje się nabrzmiały krwią. Wiatr porusza drzewami i przenika do kości. Cała przyroda zdaje się drżeć w tajemnym przestrachu. O nocy, jakiej nie było! Oto miejsce, gdzie Jezus się modli. Odziera swoje Święte człowieczeństwo z siły, do jakiej ma Ono prawo, zjednoczone z Osobą Boską. Zanurza je w czeluść smutku,trwogi, upodlenia. Jego Duch wydaje się pogrążony… Widzi już teraz całą swoją Mękę. Widzi tak kochanego apostoła Judasza, który sprzedaje Go za kilka groszy… Oto spieszy drogą do Getsemani, by zdradzić Go i wydać! Czyż niedawno nie nakarmił go swoim Ciałem, nie napoił swoją Krwią? Na kolanach umył mu stopy, przytulił do Serca, ucałował je. Czyż nie uczynił wszystkiego, by zatrzymać go na skraju świętokradztwa lub przynajmniej skłonić do skruchy? Ale na nic to się zdało, Judasz gna ku zatraceniu… Jezus płacze. Widzi siebie, wleczonego po ulicach Jerozolimy, gdzie jeszcze kilka dni temu obwoływano Go Mesjaszem. Widzi jak policzkują Go przed Najwyższym Kapłanem. Słyszy wrzaski: “Niech zginie”! On, Twórca Życia, wleczony niby ludzki łachman od jednego do drugiego trybunału. Lud, Jego lud, tak miłowany, tak obdarowywany,wygwizduje Go, popycha, żąda głośno Jego śmierci i to jakiej! Śmierci na krzyżu. Słyszy fałszywe oskarżenia. Widzi, jak biczują Go, nakładają koronę z ciernia, wyśmiewają, oddają Mu pokłony, jak przed fałszywym królem. Widzi jak skazują Go na krzyż, jak pnie się na Kalwarię,upadając pod ciężarem, chwiejąc się, zwalając na ziemię… Oto już na górze, odarty z szat, rozciągnięty na krzyżu, bezlitośnie przybity,wzniesiony między niebem i ziemią. Zwisa bezsilnie przytwierdzony gwoździami, cierpiąc niewymownie. Boże mój! Jakże długa to, trzy godziny trwająca agonia, pośród wrzasków motłochu, pijanego gniewem!Widzi, jak gardło i wnętrzności pali mu ogniste pragnienie, które ugasić ma ocet i żółć. Widzi swego Ojca, który opuszcza Go, i swoją Matkę, złamaną bólem. Śmierć następuje pośród dwu złoczyńców. Jeden wyznaje swoje winy i może być ocalony, lecz drugi bluźni i kona potępiony. Widzi zbliżającego się z włócznią Longinusa, który przebije Mu serce.

     I oto dokonało się najgłębsze poniżenie ciała i duszy, które rozdzielają się… Widzi ˙wszystko ˙po kolei, scenę za sceną, a widok ten przytłacza Go i przeraża. Czy cofnie się? Od pierwszej chwili wszystko przyjął, na wszystko się zgodził. Dlaczego zatem to krańcowe przerażenie? Bo wystawił swoje święte człowieczeństwo niczym tarczę, w którą biją ciosy Sprawiedliwości, znieważonej grzechem. Jego osamotniony Duch żywo odczuwa wszystko, co przyjdzie Mu wycierpieć. Za taki grzech taka kara. Jest zmiażdżony, bo sam wydał się na lęk, na słabość, na skonanie. Wydaje się dochodzić granic cierpienia, leży wyciągnięty twarzą ku ziemi przed Majestatem swego Ojca. Święte Oblicze Człowieka-Boga, które cieszy się błogosławioną wizją Boga, leży oto w pyle ziemi, zmienione nie do poznania. Mój Jezu! Czyż nie jesteś Bogiem? Panem nieba i ziemi? Równym Ojcu? Dlaczego poniżasz się tak bardzo, że aż tracisz ludzki wygląd? Ach, tak… rozumiem! Chcesz nauczyć mnie, owładniętego pychą, że aby obcować z niebem, muszę pochylić się aż do ziemi. Padasz, aby odkupić moją arogancję. Chylisz się aż do ziemi, jakbyś chciał złożyć na niej pocałunek pokoju,pogodzić niebiosa z ziemią… Jezus podnosi się, spogląda błagalnie w górę, wyciąga ramiona i modli się. Jaka bladość śmiertelna okrywa Jego twarz! Błaga Ojca, który odwraca się od Niego. Modli się z synowską ufnością, ale dobrze zna swoje miejsce. Wie, że jest Żertwą ofiarną za cały ludzki rodzaj, wystawioną na gniew obrażonego Boga. Wie, że tylko On może zadośćuczynić nieskończonej Sprawiedliwości i pogodzić Stwórcę ze stworzeniem. Pragnie, domaga się tego. Jednak wszystko w nim jest dosłownie zmiażdżone. Cała Jego natura wzdraga się przed taką Ofiarą.Duch wszakże jest gotów na unicestwienie i twarda walka trwa. Jezu,jakże możemy prosić Cię, byś nam dał siły, kiedy widzimy Cię tak słabymi poniżonym? Tak, rozumiem! Wziąłeś na siebie całą naszą słabość. Żeby dać nam swoją siłę, stałeś się ofiarą. Pragniesz nas nauczyć, że tylko w Tobie mamy pokładać całą naszą ufność, nawet jeśli niebo wydaje się nam ze spiżu. Konając Jezus woła do Ojca: “Jeżeli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich”. Jest to krzyk natury, która zagrożona, z ufnością zwraca się ku niebu. Chociaż wie, że nie zostanie wysłuchany, bo sam tego pragnie, jednak modli się.

     Jezu mój, dlaczego prosisz o coś, o czym wiesz, że nie otrzymasz tego? Jakaż zawrotna tajemnica! Smutek, jaki Cię przygniata,każe Ci żebrać o pomoc i wsparcie, ale Twoja miłość ku nam i Twoje pragnienie, by zwrócić nas Bogu sprawiają, że mówisz: “Nie Moja, lecz Twoja wola niechaj się stanie”. Jego osamotnione Serce pragnie wsparcia. Powoli powstaje, idzie chwiejnym krokiem, zbliża się do uczniów. przynajmniej oni, przyjaciele, powiernicy, pojmą, podzielą Jego udręczenie… Znajduje ich pogrążonych we śnie.Jakże nagle czuje się samotny i odepchnięty! “Szymonie, śpisz? – pyta cicho Piotra. Ty, który zapewniałeś Mnie, że do śmierci Mnie nie opuścisz?” Zwraca się ku innym: “Nie mogliście więc czuwać jednej godziny ze Mną?”. Raz jeszcze zapomina o własnych cierpieniach, myśląc tylko o nich: “Czuwajcie i módlcie się, by nie popaść w pokuszenie!”Zdaje się mówić im: “Jeśli tak szybko zapomnieliście o Mnie, który zmagam się i cierpię, to przynajmniej we własnym interesie czuwajcie i módlcie się”. Ale oni półprzytomni z senności, ledwo Go słyszą. O mój Jezu, ileż szlachetnych dusz, wzruszonych Twoimi skargami, trwa u Twego boku w Ogrodzie Oliwnym, dzieląc Twą gorycz i śmiertelne udręczenie!Ileż serc poprzez wieki wielkodusznie odpowiedziało na Twoje wezwanie!Oby pocieszyły Cię i oby, dzieląc Twoje cierpienia, mogły współpracować w dziele zbawienia! Obym i ja mógł do nich należeć i ulżyć Ci chociaż odrobinę, o mój Jezu! Jezus wraca na miejsce modlitwy i widzi inny, o wiele straszliwszy obraz: wszystkich naszych najdrobniejszych nawet grzechów. Widzi krańcową wulgarność ludzi, popełniających je. Wie, jak bardzo obrażają Boski Majestat. Widzi wszystkie nikczemności, wszystkie sprośności, wszystkie bluźnierstwa brukające serca i wargi stworzone,aby wyśpiewywać Bożą Chwałę. Widzi świętokradztwa, które hańbią kapłanów i wiernych. Widzi potworne nadużywanie sakramentów, które On ustanowił dla naszego zbawienia, a które mogą się stać przyczyną naszego zatracenia. Musi wziąć na siebie całe to cuchnące błoto ludzkiego zepsucia.

     Musi, tak przybrany, stanąć przed Świętością swego Ojca. Musi odkupić każdy grzech z osobna i oddać Ojcu całą Jego zdeptaną Chwałę.Musi, żeby zbawić grzesznika, zejść do tego bagna. Nawet to nie powstrzymuje Go. Błoto niczym potworna fala osacza Go, zalewa,przygniata. Oto staje przed obliczem Ojca, Boga Sprawiedliwości. On,Święty Świętych, uginający się pod ciężarem grzechów, podobny do grzeszników. Któż zgłębi Jego zgrozę i najwyższą odrazę. Ten jęk wstrętu, te straszliwe mdłości? Wziąwszy na siebie wszystko, bez żadnego wyjątku, pada pod potwornym brzemieniem i jęczy pod ciężarem Bożej Sprawiedliwości, w obliczu Ojca, który dozwolił Jemu, swojemu Synowi, ofiarować się jako ofiara za grzechy świata i stać się jakby“potępionym”. Jego czystość wzdraga się pod tym nikczemnym ciężarem,ale widzi jednocześnie Sprawiedliwość obrażoną, grzesznika potępionego… Dwie siły, dwie miłości ścierają się w Jego Sercu.Zwycięża obrażona Sprawiedliwość. Jakiż to jednak widok nieopisanie żałosny! Ten człowiek obarczony wszystkimi naszymi brudami, On,Świętość istotowa, złączony, zewnętrznie ˙choćby, ˙z przestępcami…Drży jak liść. Żeby stawić czoło tej straszliwej agonii, pogrąża się w modlitwie. Pochylony przed Majestatem Ojca błaga: “Ojcze, oddal ode Mnie ten kielich!”. To tak, jakby mówił: “Ojcze, pragnę Twojej Chwały.Pragnę dopełnienia Twojej Sprawiedliwości, pragnę pogodzenia rodzaju ludzkiego. Ale nie za tę cenę! Nie, żebym Ja, sama Świętość, aż tak został splamiony grzechem!… Ojcze, który wszystko możesz, oddal ode mnie ten kielich i znajdź w nieprzebranych skarbach Twojej Mądrości jakiś inny sposób zbawienia. Jeśli jednak tego nie chcesz, niechaj stanie się Twoja, a nie Moja wola!. I tym razem modlitwa Zbawiciela zostaje bez odpowiedzi. Ogarnia Go trwoga śmierci. Dźwiga się z trudem,szukając wsparcia. Czuje, że siły Go opuszczają. Potykając się, kroczy z trudem w stronę uczniów. I znowu znajduje ich śpiących. Jego smutek pogłębia się. Budzi ich tylko. read more

Read more

MIEJCIE NADZIEJĘ…………..

Miejcie nadzieję!… Nie tę lichą, marną

Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,

Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno

Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!… Nie tę jednodniową,

Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,

Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową

Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

Miejcie odwagę… Nie tę tchnącą szałem,

która na oślep leci bez oręża,

Lecz tę, co sama niezdobytym wałem

Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,

Przestańmy ciągłym lamentem się poić:

Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,

Mężom przystało w milczeniu się zbroić…

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje

I przechowywać ideałów czystość;

Do nas należy dać im moc i zbroję,

By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

                     /  Adam  Asnyk  /

Read more

PUSTYNIA

Czym jest dla mnie  Wielki  Post ?  Jak go przeżywam?

Bardzo  pragnęłabym by był dla mnie czasem wyciszenia, uspokojenia. Tego zewnętrznego i  przede wszystkim tego wewnętrznego.
Wokół mnie wszystko krzyczy, cały ten zwariowany świat. Sensacje, plotki, pomówienia…
W mojej głowie jest tak samo. Natłok myśli… nie zawsze dobrych. Kłębią się w moim umyśle jak węże. Otaczają mnie ze wszystkich stron…
Bardzo potrzebuję ciszy.
Chciałabym wyjść  na pustynię. Jak Jezus. Czy bym wytrzymała tam czterdzieści dni? Pewnie nie, ale chciałabym spróbować
Tylko ja, pustynia i… Pan Bóg.
Ja i Bóg.
… stworzenie i Stwórca.
Chciałabym jeszcze raz sobie przemyśleć…..poukładać wszystko na nowo.
Jakie są moje relacje z Bogiem? Jaka jest moja modlitwa?
Czy w ogóle jest modlitwą ? Dialogiem? Rozmową?
Chciałabym usłyszeć głos Boga…
A Jego głos najlepiej słyszalny jest w ciszy.
Na pustyni własnego serca.
Pragnęłabym bardzo Go usłyszeć…
 

Read more

MĄDROŚĆ SYRACHA

Dzisiaj  kiedy czytałam Biblię „sama” mi otworzyła, a ja przeczytałam taki tekst:

Ufność w Panu

11 Niejeden pracuje, trudzi się i spieszy,
    a tym bardziej pozostaje w tyle.
12 Niejeden słaby potrzebuje pomocy,
    brak mu sił i obfituje w biedę,
    lecz gdy tylko oczy Pana łaskawie na niego spojrzą,
    wydźwignie On go z nędzy
13 i podniesie mu głowę,
    a wielu zdumieje się tym, co go spotkało.
14 Dobra i niedole, życie i śmierć,
    ubóstwo i bogactwo pochodzą od Pana*.
17 * Dar Pana spocznie na ludziach bogobojnych,
    a upodobanie Jego na zawsze zapewni im szczęście.
    18 Niejeden wzbogacił się mozołem i swoją chciwością,
    a oto udział jego w nagrodzie:
19 gdy powie: «Znalazłem odpoczynek
    i teraz mogę żyć z moich dostatków» –
    nie wie, ile czasu minie,
    a zostawi je innym i umrze*.
20 Trwaj w przymierzu* twoim i bądź mu oddany,
    a wypełniając je zestarzej się!
21 Niech cię w podziw nie wprawiają czyny grzesznika,
    ufaj Panu i wytrwaj w twym trudzie,
    albowiem łatwą jest rzeczą w oczach Pana
    natychmiast i niespodziewanie wzbogacić ubogiego.
22 Błogosławieństwo Pana nagrodą bogobojnych
    i prędko zakwitnie Jego błogosławieństwo.
23 Nie mów: «Czego potrzebuję
    i jakie dobra mam mieć od tej chwili?»
24 Nie mów: «Wystarczam sam sobie
    i jakież zło może mnie obecnie spotkać?»
25 W czasie pomyślności zapomina się o przykrościach,
    a w czasie przykrości nie pamięta się o pomyślności.
26 A dla Pana łatwą jest rzeczą w dzień śmierci
    oddać człowiekowi według jego postępowania.
27 Godzina nieszczęścia pokrywa zapomnieniem dobrobyt,
    a przy końcu życia wychodzą na jaw sprawy człowieka.
28 Przed śmiercią nikogo nie nazywaj szczęśliwym,
    gdyż dopiero w ostatniej chwili* poznaje się męża.


   

Read more

GORZKIE ŻALE / cz. I /

Gorzkie Żale, to rdzennie polskie nabożeństwo o męce Pana Jezusa. Swe powstanie zawdzięcza Księżom Misjonarzom działającym od połowy XVII wieku w Warszawie, przy kościele św. Krzyża. Założyli oni Bractwo św. Rocha,którego celem było oddawanie czci Panu Bogu, poprzez wspólne modlitwy, procesje i śpiewy. W okresie Wielkiego Postu Bractwo organizowało rozbudowane nabożeństwa pasyjne składające się z trzech części, z których każda poprzedzona była biczowaniem, a śpiew hymnów łacińskich, przeplatany był pieśniami wielkopostnymi w języku polskim. Treść pieśni mówiła bardzo dokładnie o męce Pana Jezusa i dlatego mogła być zrozumiała dla wszystkich. 2 stycznia 1707 roku na polecenie proboszcza Michała Tarło przygotowano książeczkę polską „O Męce Pańskiej”. Wkrótce nabożeństwo uzyskało aprobatę polskich władz kościelnych oraz Stolicy Apostolskiej, która za udział w Gorzkich Żalach udzieliła szereg odpustów. Z czasem trafiły do wszystkich parafii nie tylko w Polsce, ale do środowisk polonijnych Brazylii i Stanów Zjednoczonych. Melodie pieśni wzorowane są na melodyce chorału gregoriańskiego.

WSTĘP – ZACHĘTA

   1. Gorzkie żale przybywajcie,

      Serca nasze przenikajcie.

   2. Rozpłyńcie się,me źrenice,

      Toczcie smutnych łez krynice.

   3. Słońce, gwiazdy omdlewają,

      Żałobą się pokrywają.

   4. Płaczą rzewnie Aniołowie,

      A któż żałość ich wypowie?

   5. Opoki się twarde krają,

      Z grobów umarli powstają.

   6. Cóż jest, pytam,co się dzieje?

      Wszystko stworzenie truchleje!

   7. Na ból męki Chrystusowej

      Żal przejmuje bez wymowy.

   8. Uderz, Jezu, bez odwłoki

      W twarde serc naszych opoki!

   9. Jezu mój, we krwi ran swoich

      Obmyj duszę z grzechów moich!

  10. Upał serca swego chłodzę,

      Gdy w przepaść męki Twej wchodzę

CZĘŚĆ 1

Hymn

   1. Żal duszę ściska, serce boleść czuje,

      Gdy słodki Jezus na śmierć się gotuje;

      Klęczy w Ogrójcu, gdy krwawy pot leje,

      Me serce mdleje.

   2. Pana świętości uczeń zły całuje,

      Żołnierz okrutny powrozmi krępuje!

      Jezus tym więzom dla nas się poddaje,

      Na śmierć wydaje.

   3. Bije, popycha tłum nieposkromiony,

      Nielitościwie z tej i owej strony,

      Za włosy targa:znosi w cierpliwości

      Król z wysokości.

   4. Zsiniałe przedtem krwią zachodzą usta,

      Gdy zbrojną żołnierz rękawicą chlusta;

      Wnet się zmieniło w płaczliwe wzdychanie

      Serca kochanie.

   5. Oby się serce we łzy rozpływało,

      Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało!

      Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości

      Dla Twej miłości!

Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

   1. Jezu, na zabicie okrutne,

      Cichy Baranku od wrogów szukany,

      Jezu mój kochany!

   2. Jezu, za trzydzieści srebrników

        2. Od niewdzięcznego ucznia zaprzedany,

      Jezu mój kochany!

   3. Jezu, w ciężkim smutku żałością,

      Jakoś sam wyznał, przed śmiercią nękany,

      Jezu mój kochany!

   4. Jezu, na modlitwie w Ogrójcu

      Strumieniem potu krwawego zalany,

      Jezu mój kochany!

   5. Jezu, całowaniem zdradliwym

      Od niegodnego Judasza wydany,

      Jezu mój kochany!

   6. Jezu, powrozami grubymi

      Od swawolnego żołdactwa związany,

      Jezu mój kochany!

   7. Jezu, od pospólstwa zelżywie

      Przed Annaszowym sądem znieważany,

      Jezu mój kochany!

   8. Jezu, przez ulice sromotnie

      Przed sąd Kajfasza za włosy targany,

      Jezu mój kochany!

   9. Jezu, od Malchusa srogiego

      Ręką zbrodniczą wypoliczkowany,

      Jezu mój kochany!

  10. Jezu, od fałszywych dwóch świadków

      Za zwodziciela niesłusznie podany,

      Jezu mój kochany!

      Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony,

      Dla nas zelżony i pohańbiony.

      Bądź uwielbiony!Bądź wysławiony!

      Boże nieskończony!

Rozmowa duszy z Matką Bolesną

   1. Ach! Ja Matka tak żałosna!

      Boleść mnie ściska nieznośna.

      Miecz me serce przenika.

   2. Czemuś, Matko ukochana,

      Ciężko na sercu stroskana?

      Czemu wszystka  truchlejesz?

   3. Co mię pytasz? Wszystkam w mdłości,

      Mówić nie mogę z żałości,

      Krew mi serce zalewa.

   4. Powiedz mi, o Panno moja,

      Czemu blednieje twarz Twoja?

      Czemu gorzkie łzy lejesz?

   5. Widzę, że Syn ukochany

      W Ogrójcu cały zalany

      Potu krwawym potokiem.

   6. O Matko, źródło miłości,

      Niech czuję gwałt Twej żałości!

      Dozwól mi z sobą płakać.

Któryś za nas cierpiał rany,

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!             

Read more

MAMA I….. BLOG

Byłotopóźnąjesienią. Byłyśmy akuratzmamąwmieście. Spotkałyśmyznajomą, która poprzywitaniuzwróciłasiędomnie :

– Monikojakity masz pięknyblog.

Podziękowałam, alewduchu pomyślałam – „oho,zarazsięwszystkowyda”.

Panikontynuowała:

– Czytamgo regularnieiczęstosię wzruszam…. Naprawdęmądry blog ,dobrze, żegopiszesz.

Mamabardzozdziwionapowiedziała

– AleMonika nie piszeżadnegobloga!

Teraz zdziwiłasięznajoma.

-Tokto go pisze?!

Musiałam odkryć„karty” 

-To japiszę  tegobloga , odponadroku.Tobyłamojatajemnica.

Pojechałyśmydodomu. Mamaprzezcałyczas siędomnienie odzywała.Była namnie zła, że jejniepowiedziałam, żepiszę bloga….Było jejprzykro….Kiedypróbowałamwytłumaczyć jejdlaczego nie powiedziałam, westchnęła

– Myślałam,żejesteśmy przyjaciółkami….

– Jesteśmy – potwierdziłam- ale zrozum,ja chciałammieć coś co jesttylkomoje, własne,osobiste….Izależytylkoode mnie…

Nadalbyłanamniezła .

Całazłośćiżalzniknęłykiedypokazałamjejbloga.

– Towszystkozrobiłaśsama ?– spytałabardzozdziwiona.

– Tak,wszystkosama – odpowiedziałam.

Potem mama zaczęła czytać. Czytała iczytała i czytała iczytała….Iczytała…

Kiedyskończyła,wyszeptałanibydosiebie,nibydomnie:

– Wiedziałam,żejesteśmądraale niesądziłam,żeażtak……

Zrobiłomisięgłupio.

Wieczoremspytałammamyczyjeszczesięnamnie gniewaoto,że jejtyleczasuniepowiedziałamotym,żepiszębloga.

– NiegniewamsięMoniko….. rozumiemcię

Read more

ŚLUB

Kilka dni temu  wróciłam z podróży. Dalekiej, jak na mnie i bardzo wyczerpującej. Byłam w Warszawie na ślubie koleżanki. O tym, że pojadę okazało się na dwa dni przed ślubem.

 Koleżanka zaprosiła mnie odpowiednio wcześniej, ale z powodu pogody- śniegu i dużego mrozu i odległości nie wiedziałam czy damy (rodzice i ja) radę pojechać. Właściwie byłam pewna, że nie….

 Bardzo chciałam być na jej ślubie, ale w moim wypadku „chcieć” a „móc” to dwie różne rzeczy.

 Monika(koleżanka)bardzo mnie namawiała i nalegała, żebym przyjechała. Mówiła, że będzie jej przykro jeśli by mnie nie było na tej uroczystości.

I tak to się jakoś dziwnie złożyło, że byłam na jej ślubie:).

 Znalazł się samochód i kierowca,który właśnie w tym czasie jechał do W-wy i bardzo chętnie nas zabrał.

 Z Moniką znamy się około 13 lat. Poznałysmy się kiedy ona była w podstawówce a ja kilka lat wcześniej skończyłam „plastyk”.

 Dostała z AMUN-u kartki świąteczne i kalendarz, na zdjęciu zobaczyła dziewczynę o takim samym imieniu i nazwisku jak ona (czyli mnie). Postanowiła do mnie napisać 

 Łączyło nas nie tylko takie samo imię i nazwisko ;). ale i wspólne zainteresowania. Ona także interesuje się malarstwem. Też skończyła liceum plastyczne.

 Korespondowałyśmy dosyć długo,potem zaprosiliśmy ją i jej mamę do nas. Kiedy ja i moi koledzy z AMUN-u mieliśmy wystawę w stolicy, rodzice Moniki zaprosili nas do siebie. I tak zaczęło się wzajemne odwiedzanie. Nasze rodziny się zaprzyjaźniły.

 Monika jest ode mnie9 lat młodsza, ale doskonale się rozumiemy. Dla niej nie ma znaczenia, że jestem chora.Bardzo stara się zrozumieć co do niej mówię, choć  jest to bardzo trudne…
To dla mnie ważne.  

 Teraz zaprosiła mnie na swój ślub. To, że koniecznie chciała, żebym była na tej uroczystości świadczy o tym, że jestem dla niej kimś ważnym.

Najtrudniejsze dla mnie było wejście do ich mieszkania.Mieszkają na drugim piętrze…

 Do tej pory rodzice brali do pomocy brata albo szwagra i po prostu mnie wnosili.Teraz musiałam wejść sama…mama mnie podtrzymywała…jakoś weszłam na 1 piętro… dalej nie miałam sił…Rodzice dalej musieli mnie wnosić.

 W W-wie byliśmy trzy dni, w ostatnim poszliśmy do Muzeum Narodowego.Bardzo lubię tam chodzić,oglądać obrazy.Staram tam być za każdym razem kiedy jestem w W-wie.

 Z powrotem wracaliśmy pociągiem. Nie będę tu się rozwodzić nad (nie)przystosowaniem dworca Centralnego i pociągu do potrzeb osób niepełnosprawnych. Po prostu horror.

  Monika z mężem zapraszali nas, żebyśmy przyjechali do nich latem.

 Nie wiem czy się uda,ale bardzo bym chciała.

Cieszę się, że mam   taką  przyjaciółkę.

Read more

Dziś Światowy Dzień Chorego

 Dzisiaj Światowy Dzień Chorego.

Jak co roku obchodzony on jest w liturgiczne wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, 11 lutego.

W tym roku Papież Benedykt XVI będzie przewodniczył obchodom Światowego Dnia Chorego w Watykanie. Z tej okazji jutro o godz. 10.30 odprawi Mszę św. w bazylice św. Piotra. Uroczystość ta zbiegnie się z 25. rocznicą ustanowienia Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, którym jest obecnie Polak, abp Zygmunt Zimowski.

Na to, że Światowy Dzień Chorego jest dla chrześcijan szczególnym wezwaniem do jeszcze gorliwszego włączenia się w służbę ludziom chorym i tym, którzy się nimi opiekują, wskazuje bp Stefan Regmunt,przewodniczący Zespołu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia KEP. – Dzień ten jest także zachętą do refleksji na temat naszej wrażliwości na osoby chore i ich potrzeby oraz do niesienia im konkretnej pomocy w powrocie do zdrowia lub,jeśli taka jest wola Boża, w godnym przeżywaniu doświadczenia cierpienia i śmierci – mówi biskup.

Światowy Dzień Chorego został ustanowiony przez Jana Pawła II w 1993 r. Przez wiele lat obchodzony był centralnie co roku w którymś z sanktuariów maryjnych w różnych częściach świata.

Dzień Chorego wyznaczono na 11 lutego, gdyż tego dnia rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Lourdes. Od 11 lutego do 16 lipca 1858roku, Piękna Pani ukazała się 18 razy 14-letniej dziewczynce Bernadecie Soubirous. Te fakty wydarzyły się w grocie Masabielle, niedaleko Lourdes.

Główne obchody pierwszego Światowego Dnia Chorego odbyły się w 1993 roku w Lourdes. W rok później 11 lutego 1984 r. Jan Paweł II ogłosił List Apostolski „Salvifici doloris”, poświęcony wartości ludzkiego cierpienia. „Prosimy Was wszystkich, którzy cierpicie, abyście nas wspierali. Właśnie Was, którzy jesteście słabi, prosimy, abyście stawali się źródłem mocy dla Kościoła i ludzkości. W straszliwym zmaganiu się pomiędzy siłami dobra i zła, którego widownią jest nasz współczesny świat, niech Wasze cierpienie w jedności z Krzyżem Chrystusa przeważy” – apelował papież do chorych całego świata.

Papież Benedykt XVI w tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Chorego podkreśla, że poprzez doroczny Światowy Dzień Chorego Kościół pragnie uwrażliwić wspólnotę kościelną duszpasterstwa wśród ludzi chorych.”Posługa ta stanowi integralną część jego misji, ponieważ wpisuje się w istotę zbawczej misji Chrystusa” – głosi orędzie papieskie.

Papież zwraca uwagę, że w aktualnych warunkach historyczno-kulturowych „jeszcze bardziej widać potrzebę starannej i szerokiej obecności kościelnej u boku chorych, podobnie jak obecności w społeczeństwie, zdolnej do skutecznego przekazywania wartości ewangelicznych w obronie życia ludzkiego we wszystkich jego fazach, od poczęcia aż do naturalnego kresu”.

                                                              / ekai.pl /

Dobrze,  że  jest taki dzień.

Read more

***

Wyjeżdżam na kilka dni… Wiem, że to szaleństwo ruszać w Polskę na wózku w taką pogodę. Jednak taka okazja już nigdy się nie powtórzy.
Odezwę się jak wrócę.

Read more

ZBYTNIE TROSKI

22 Potem rzekł do swoich uczniów: „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać. 23 życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. 24 Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! 25 Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? 26Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? 27 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują inie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 28 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! 29 I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, inie bądźcie o to niespokojni! 30 O to wszystko bowiem zabiegają narody świata,lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. 31 Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane.

———

                                                                         /Łk.12,22- 31/

Read more