ŚLUB

Kilka dni temu  wróciłam z podróży. Dalekiej, jak na mnie i bardzo wyczerpującej. Byłam w Warszawie na ślubie koleżanki. O tym, że pojadę okazało się na dwa dni przed ślubem.

 Koleżanka zaprosiła mnie odpowiednio wcześniej, ale z powodu pogody- śniegu i dużego mrozu i odległości nie wiedziałam czy damy (rodzice i ja) radę pojechać. Właściwie byłam pewna, że nie….

 Bardzo chciałam być na jej ślubie, ale w moim wypadku „chcieć” a „móc” to dwie różne rzeczy.

 Monika(koleżanka)bardzo mnie namawiała i nalegała, żebym przyjechała. Mówiła, że będzie jej przykro jeśli by mnie nie było na tej uroczystości.

I tak to się jakoś dziwnie złożyło, że byłam na jej ślubie:).

 Znalazł się samochód i kierowca,który właśnie w tym czasie jechał do W-wy i bardzo chętnie nas zabrał.

 Z Moniką znamy się około 13 lat. Poznałysmy się kiedy ona była w podstawówce a ja kilka lat wcześniej skończyłam „plastyk”.

 Dostała z AMUN-u kartki świąteczne i kalendarz, na zdjęciu zobaczyła dziewczynę o takim samym imieniu i nazwisku jak ona (czyli mnie). Postanowiła do mnie napisać 

 Łączyło nas nie tylko takie samo imię i nazwisko ;). ale i wspólne zainteresowania. Ona także interesuje się malarstwem. Też skończyła liceum plastyczne.

 Korespondowałyśmy dosyć długo,potem zaprosiliśmy ją i jej mamę do nas. Kiedy ja i moi koledzy z AMUN-u mieliśmy wystawę w stolicy, rodzice Moniki zaprosili nas do siebie. I tak zaczęło się wzajemne odwiedzanie. Nasze rodziny się zaprzyjaźniły.

 Monika jest ode mnie9 lat młodsza, ale doskonale się rozumiemy. Dla niej nie ma znaczenia, że jestem chora.Bardzo stara się zrozumieć co do niej mówię, choć  jest to bardzo trudne…
To dla mnie ważne.  

 Teraz zaprosiła mnie na swój ślub. To, że koniecznie chciała, żebym była na tej uroczystości świadczy o tym, że jestem dla niej kimś ważnym.

Najtrudniejsze dla mnie było wejście do ich mieszkania.Mieszkają na drugim piętrze…

 Do tej pory rodzice brali do pomocy brata albo szwagra i po prostu mnie wnosili.Teraz musiałam wejść sama…mama mnie podtrzymywała…jakoś weszłam na 1 piętro… dalej nie miałam sił…Rodzice dalej musieli mnie wnosić.

 W W-wie byliśmy trzy dni, w ostatnim poszliśmy do Muzeum Narodowego.Bardzo lubię tam chodzić,oglądać obrazy.Staram tam być za każdym razem kiedy jestem w W-wie.

 Z powrotem wracaliśmy pociągiem. Nie będę tu się rozwodzić nad (nie)przystosowaniem dworca Centralnego i pociągu do potrzeb osób niepełnosprawnych. Po prostu horror.

  Monika z mężem zapraszali nas, żebyśmy przyjechali do nich latem.

 Nie wiem czy się uda,ale bardzo bym chciała.

Cieszę się, że mam   taką  przyjaciółkę.

Read more